niedziela, 15 października 2017

"Jak gdybyś tańczyła" Diane Chamberlain

Molly ma fajne życie, ciekawą pracę, kochającego męża i… pilnie strzeżoną tajemnicę z przeszłości. Ich rodzina wkrótce się powiększy – pojawi się w niej adoptowane dziecko, tymczasem Molly walczy z niepewnością i lękiem. Czy pokocha maleństwo, którego nie urodziła? Czy będzie dobrą matką? Uświadamia sobie, że prawdziwa rodzina powinna być zbudowana na prawdzie. Dwadzieścia lat wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła ukochanego ojca. Nigdy nie wybaczyła bliskim kłamstw, jakimi ją karmili. Odeszła z domu i przed światem udawała sierotę. Teraz musi wyznać mężowi, że jej matka wcale nie umarła na raka, a jej krewni wciąż mieszkają w Morrison Ridge, małej miejscowości w Karolinie Północnej. Co więcej, Molly ma dwie matki – adopcyjną i biologiczną. I obie nigdy o niej nie zapomniały. Molly boi się teraz, że wyznanie prawdy przekreśli jej największe marzenie, by zostać matką i zrujnuje jej małżeństwo. Skoro pragnie być dobrą mamą, musi jednak znaleźć sposób, by pogodzić się ze swoją przeszłością i uwierzyć w przyszłość. 
Diane Chamberlain w swojej pełnej empatii, poruszającej i intrygującej powieści odkrywa przed czytelnikiem najgłębsze zakamarki ludzkiego serca, przypomina o tym, jak złożonym i kruchym tworem jest rodzina i jak bardzo zawikłane i niszczące może być kłamstwo.

Opis książki





Autor: Diane Chamberlain
Tytuł oryginalny: Pretending to Dance
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Juszkiewicz Michał
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 504



     "Jak gdybyś tańczyła" to już trzecia książka autorki po którą sięgnęłam. Zarówno "Chcę Cię usłyszeć" jak i "Milcząca siostra" zrobiły na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Miałam nadzieję, że również w przypadku tej powieści tak będzie. Jednak mam wrażenie, że jak dotąd, jest to jej jedna z najsłabszych pozycji.
     Przeszłość i teraźniejszość łączą się ze sobą. W tej powieści poznajemy historię Molly - to co się z nią dzieje aktualnie oraz wydarzenia sprzed wielu lat, które miały znaczny wpływ na to jak zachowuje się główna bohaterka. Niby fabuła książki została w dość ciekawy sposób przedstawiona, jednak nie wciągnęła mnie ona na tyle, abym nie mogła się z nią rozstać, ani fizycznie ani myślami. Mniej więcej w połowie możemy domyślić się jej zakończenia, które niestety nie było dla mnie zbyt zaskakujące. Powieść udało mi się przeczytać dość szybko, spędziłam miło czas podczas lektury lecz nie jest to tak wbijająca w fotel historia jaką spodziewałam się dostać. Po wcześniejszych pozycjach, które przeczytałam autorstwa Diane Chamberlain, ta wypada dość słabo. Odniosłam wrażenie jakby pisarka napisała tą powieść tylko dlatego, że gonią ją terminy, nie wkładając w historię całych swoich możliwości.
     Bohaterowie byli po prostu poprawni. Z żadną z postaci, którą poznajemy na kartach tej powieści nie zżyłam się jakoś bardzo mocno. Niestety nikt nie był na tyle intrygujący aby na dłużej zapadł mi w pamięci, czy po prostu mogłabym się z kimś tutaj utożsamić. Postacie co prawda nie zostały źle skonstruowane, jednak daleko im do tego abym się nimi w jakikolwiek sposób zachwycała.
     Styl pisarki jak zwykle bardzo lekki w odbiorze. Udało się jej bardzo płynnie przechodzić z przeszłości do teraźniejszości oraz połączyć wszystkie wydarzenia w jedną całość. Wydanie mam z tej samej serii co poprzednie powieści tej autorki. Jedynym elementem do którego mogę mieć pewne zastrzeżenia to klejone strony. Chociaż tyle razy już wspominałam w swoich wpisach, że ich nie lubię takiego rozwiązania, więc chyba nikogo to już nie dziwi :).
     Niestety jestem zawiedziona tą książką. Co prawda czytało mi się ją naprawdę dobrze, to nie dostałam tutaj tego czego się spodziewałam od autorki. Nie zmienia to faktu, że mam jeszcze kilka kolejnych jej powieści na półce i jestem pewna, że po nie sięgnę. Mam nadzieję, że będą dużo lepsze.
     Moja ocena: 6/10.

piątek, 13 października 2017

'Był sobie pies' (A Dog's Purpose, 2017) - film



Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, to fakt. A kto jest najlepszym przyjacielem psa? Bailey, czworonożny bohater tej opowieści nie ma wątpliwości: jego psie życie ma sens tylko u boku pewnego chłopca o imieniu Ethan. Gdy obaj są szczeniakami, wszystko sprowadza się do zabawy. Gdy dorastają, Ethan zamiast za piłką ugania się za dziewczynami, czasem wdaje się w bójkę – wtedy trzeba gryźć wroga w kostkę, a gdy zbije szybę sąsiadów, ktoś musi wziąć winę na siebie. Bailey jest więc szczęśliwy, bo jak każdy pies chce czuć się w życiu potrzebny. Nadchodzi jednak moment, w którym drogi przyjaciół się rozchodzą, a życie Ethana przestaje rozpieszczać. Wtedy Bailey musi wykazać się nad-psią siłą, by odnaleźć przyjaciela i podać mu pomocną łapę.





     Książka "Był sobie pies" zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok jej ekranizacji. Niestety rzadko kiedy film na podstawie powieści dorównuje jej, jednak i tak z wielkimi oczekiwaniami obejrzałam tę produkcję. Czy oby na pewno dobrze zrobiłam?
     Ci co znają już książkę mniej więcej wiedzą o czym jest ten film, a Ci którzy jeszcze nie spotkali się z tą powieścią serdecznie zachęcam do przeczytania. Nie chcę zdradzać zbyt wielu elementów z fabuły jednak to co napiszę chyba nikogo nie zaskoczy. "Był sobie pies" to zasadniczo historia o psie, przedstawiona z perspektywy tego zwierzaka. Uwielbiam te zwierzęta i przez to, czy też dzięki temu, z wielką przyjemnością oglądałam ten film. Zazwyczaj nie podobają mi się zmiany, które producenci wymyślają w ekranizacjach, również i w tym przypadku jest kilka takich, których nie mogę im wybaczyć. Chociażby zakończenie - moim zdaniem w książce było ono bardziej emocjonujące i zrobiło na mnie większe wrażenie. Było ono po prostu bardziej dopasowane do ogólnego wydźwięku całej historii. Pomimo tych zmian bardzo miło spędziłam czas podczas seansu a ogólna treść jaką ze sobą niesie ta produkcja została mniej więcej zachowana [chociaż to zakończenie...]. Moim zdaniem, nie ważne czy jest się wielbicielem czworonogów czy też nie, to każdy widz powinien być zadowolony i mam nadzieję, że będzie z taką samą radością jak ja śledził losy psa imieniem Bailey.
     Gra aktorska - jak zwykle w przypadku filmów, gdzie występują zwierzęta, to ich role najbardziej mi się podobały :). Nie mogę jednak przyczepić się do odtwórców 'ludzkich' postaci. Moim zdaniem aktorzy zostali wyjątkowo dobrze dobrani, idealnie wpisując się w zamysł osób, które były tutaj przedstawione. Zarówno ci młodsi jak i starsi odtwórcy swoich ról wypadli dość przekonująco. Osobiście nie mam nic do zarzucenia tej produkcji pod tym względem.
     Jestem pozytywnie zaskoczona tym jak dobrze został zrealizowany ten film. Nie żałuję, że wreszcie zabrałam się za jego obejrzenie, gdyż miło spędziłam czas podczas seansu. Głównym mankamentem jest tylko to zakończenie, które nie do końca pokrywało się z książką. Gdyby nie ten szczegół moja ocena byłaby jeszcze wyższa.
     Moja ocena: 8/10.

środa, 11 października 2017

"Oskarżenie" Remigiusz Mróz



Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia.
Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi…
Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim… 

Opis książki





Autor: Remigiusz Mróz
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 564



     "Oskarżenie" Remigiusza Mroza to już szósty tom przygód Chyłki i Oryńskiego. Po tym jak zakończył się poprzedni tom wiedziałam, że będę musiała sięgnąć również i po ten. Zastanawiałam się czym tym razem autor zaskoczy swoich czytelników oraz co znów przytrafi się głównym bohaterom.
     Problem z opisaniem fabuły mam taki, że jeśli ktoś jeszcze nie czytał poprzednich tomów to jest ryzyko, że cokolwiek nie napiszę będzie większym lub mniejszym spojlerem. Mogę chyba jedynie zdradzić, że nadal z ogromnym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. To z czym muszą się oni tym razem zmierzyć jest zaskakujące ale też trochę przerażające. Coraz bardziej żal mi jest zarówno Zordona jak i Chyłeczki, bo to co tym razem wymyślił autor jest już znęcaniem się nad bezbronnymi :). Odniosłam wrażenie, że w tej części mamy jeszcze więcej tej nieprzeciętnej relacji, która - nie będę oszukiwać - chyba bardziej mnie interesuje niż sama intryga kryminalna w tych powieściach. Bałam się po ostatniej części, że zrobi się coś podobnego do telenoweli argentyńskiej jednak całe szczęście udało się to ominąć.
     Bohaterowie z tomu na tom coraz bardziej ewoluują i przechodzą swoistą metamorfozę. Są momenty w których potrafię znienawidzić daną postać, aby za kilka stron pokochać ją całym sercem. Dodatkowo niektóre spotkania bohaterów, które tutaj się działy, miały miejsce niedaleko mojego aktualnego mieszkania, które wynajmuję. Sama wizja, że Piotr Langer i Joanna Chyłka mogliby być tak blisko wywołała u mnie dość przerażające odczucia.
     Styl autora oraz wydanie - rozpisywałam się już o tych aspektach w przypadku poprzednich recenzji tego cyklu, więc serdecznie zapraszam do zapoznania się z nimi jeśli jeszcze ich nie czytaliście.
     Moim zdaniem "Oskarżenie" jest warte przeczytania, a mi nie pozostaje nic innego jak tylko wyczekiwać kolejnych powieści z tego cyklu. Nadal jestem ciekawa jak dalej rozwinie się ta relacja i czym autor jeszcze nas zaskoczy.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 9 października 2017

'Aż do kości' (To the Bone, 2017) - fim










Ellen, 20-letnia anorektyczka, rozpoczyna niekonwencjonalną terapię, która jest dla niej początkiem trudnej, choć momentami też zabawnej drogi do samopoznania.









     Niedawno zrobiło się dość głośno o filmie "Aż do kości". Co rusz natykałam się na bardzo pozytywne recenzje tej produkcji. Postanowiłam wreszcie zapoznać się z nią aby móc samej ocenić, czy rzeczywiście jest tak dobra jak to mówią czy piszą inni. Miałam ogromne obawy czy mi się spodoba, gdyż często u mnie jest tak, że to co podoba się wielu mi już niekoniecznie. Jednak mój strach, przynajmniej w tym przypadku, nie był słuszny!
     Film porusza dość ważny temat jakim jest problem odżywiania się. Ellen, która jest anorektyczką, podejmuje się pewnej, ponoć kontrowersyjnej terapii. Przyznam się, że nie jestem pewna co do 'prawdziwości' tego filmu, gdyż sama mam problem raczej w drugą stronę niż główna bohaterka, jednak według mnie świat przedstawiony w tym filmie został wykreowany bardzo realistycznie. Problemy z jakimi zmagają się bohaterowie, towarzyszące im emocje, to co przeżywają wzbudzają w widzu ogromne uczucia. Ze świecą szukać produkcji, które nie są jedynie ckliwymi wyciskaczami łez, które na siłę chcą wywołać jakieś emocje. Jedyną sceną do której mam jakiekolwiek zastrzeżenia to ta z zakończenia. Co prawda daje pewną nadzieję, lecz biorąc pod u wagę cały film nie wiem czy nie jest aż zanadto radosna?
     Gra aktorska genialna. Zdaję sobie sprawę jak bardzo musiała się przygotować do tej roli odtwórczyni głównej roli, czyli Lily Collins. To jak wyglądało jej ciało w tym filmie było dość przerażające. Również pozostali aktorzy wypadli tutaj bardzo dobrze, idealnie wcielając się w swoje postacie. Prawdopodobnie część z Was się ze mną nie zgodzi, jednak ja dawno nie widziałam filmu w którym tak perfekcyjnie zostały oddane emocje targające bohaterami.
     Jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych produkcji, które widziałam w tym roku. Pomimo dość trudnej tematyki na pewno jeszcze nie raz w przyszłości do niej powrócę.
     Moja ocena: 9/10.

sobota, 7 października 2017

"Wyznania Katarzyny Medycejskiej" Christopher W. Gortner




Jako czternastolatka Katarzyna Medycejska, księżna z rodu włoskich Medyceuszy, zostaje poślubiona Henrykowi, następy rodu francuskiego. Z rodzinnej Florencji udaje się do ojczyzny męża gdzie przez wiele lat pozostaje w cieniu jego kochanki, Diany de Poitiers. Los nie szczędzi jej tragedii. Jednakże to właśnie przeciwności losu zmuszają Katarzynę do decydowania i działania. Staje się jedną z najbardziej wpływowych kobiet XVI-wiecznej Europy. Powieść odsłania przed nami intymny świat Katarzyny Medycejskiej, kobiety, która dla dobra rodziny i państwa podjęła zabójczą walkę o władzę, poświęcając swoje uczucia na ołtarzu powinności królowej.
Opis książki






Autor: Christopher W. Gortner
Tytuł oryginalny: The Confessions of Catherine de Medici
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Korombel Paweł
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 440



     Książkę "Wyznania Katarzyny Medycejskiej" kupiłam już jakiś czas temu. Naszła mnie ochota na przeczytanie czegoś 'historycznego', dlatego też nie szukając daleko na mojej półce, sięgnęłam wreszcie po tę pozycję. Będąc już po lekturze muszę przyznać, że jestem oczarowana tą powieścią.
     Akcja przedstawiona w tej książce toczy się wokół Katarzyny Medycejskiej, jej życia oraz dokonań. Ci co znają bardziej historię i wiedzą jak potoczyły się losy Katarzyny prawdopodobnie nie znajdą tutaj nic odkrywczego. Jednak dla mnie jest to powieść, która w bardzo ciekawy sposób przedstawia historię oraz intrygi na dworze jakie miały miejsce w tamtych czasach. Sama treść i to jak została ona przedstawiona, zachęca do tego aby poszerzyć swoją wiedzę z historii. Żałuję jedynie, że niektóre postacie zostały pominięte w tej książce, chociażby jeden z jej synów - Henryk III Walezy, który był powiązany z Polską.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Nie wiem czy powinnam ale przyznaję się, że nie znam aż tak dobrze historii z tamtych czasów aby móc w pełni określić na ile występujące tutaj postacie są autentyczne. Nie potrafię wskazać, które z osób pobocznych występujących na kartach tej powieści zostały stworzone na potrzeby powieści, choć co do tych głównych nie mam wątpliwości :).
     Styl autora przyjazny w odbiorze. Czytałam już jedną książkę tego pisarza, czyli "Spisek Tudorów", a po lekturze "Katarzyny..." jestem już pewna, że będę sięgać po kolejne jego powieści. Sposób w jaki przedstawia on historię jest wręcz magiczny, dzięki czemu z jeszcze większą przyjemnością możemy zatopić się w lekturze.
     Wydanie tej książki miałam w wersji papierowej. Jedyne do czego mogę się przyczepić to klejone strony, których po prostu nienawidzę. Jednak całą reszta bardzo przemyślanie zrobiona. Miękka okładka ze skrzydełkami, które nie przeszkadzały w czytaniu, odpowiednia czcionka, czy rozmieszczenie tekstu sprzyjały płynnemu czytaniu.
     Moim zdaniem jest to jedna z lepszych powieści historycznych jakie do tej pory czytałam. Z czystym sercem mogę Wam ją polecić jeśli jeszcze nie znacie tej książki. Osobiście jestem pewna, że gdy tylko będę miała możliwość to sięgnę po kolejne tego typu powieści.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 3 października 2017

'Kwestia zaufania' (Trust the Man, 2005) - film





Aktorka Rececca i jej mąż Tom po latach małżeństwa przeżywają kryzys. Ona jest bardzo zapracowana, gdyż wciąż podejmuje się gry w nowych produkcjach, on opiekuje się domem i dziećmi, i czuje się zaniedbywany przez żonę. W tym samym czasie brat Rebecci – Toby ma podobne problemy w swoim długoletnim związku. Jego partnerka pragnie stabilizacji i dziecka, jednak Toby nie podziela tych marzeń. Kiedy poznaje Faith, jest nią tak zafascynowany, że zapomina o kłopotach i Elaine.







     Film "Kwestia zaufania" przyciągnął mnie do siebie swoją obsadą aktorską. Byłam ciekawa jak wypadli aktorzy, których nazwiska są dość znane, w mniej rozpowszechnionej produkcji. Jednak czy połączenie dramatu i komedii romantycznej to dobry pomysł?
     Historia opowiada o losach czwórki osób, która zmaga się ze swoimi problemami. Przyznaję, że początek filmu nawet mi się spodobał, było więcej elementów odpowiednich dla mojego jednego z ulubionych gatunków, czyli dramatu. Im dalej brnęłam w oglądanie tej produkcji tym mniej mi się to co dostałam podobało. Coraz bardziej wychodziła na wierzch komedia romantyczna za którą nie przepadam. Na domiar złego zakończenie rozwaliło mnie na łopatki... i to niestety w negatywnym sensie. O ile pierwsza połowa naprawdę zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, tak im dalej w las, tym było po prostu gorzej. Szkoda, że cały film nie został utrzymany na jednym poziomie.
     Gra aktorska - po takich aktorach jak David Duchovny czy Julianne Moore spodziewałam się czegoś bardzo dobrego. Przyznaję, że akurat ta dwójka w sumie sprawdziła się w swoich rolach, choć nie było takiego efektu WOW, żebym rozpamiętywała je zbyt długo. Moim zdaniem Moore dużo lepiej wypadła chociażby w filmie "Motyl Still Alice". Natomiast w postaci Elaine, granej przez Maggie Gyllenhaal, coś bardzo mnie irytowało, przez co nie jestem w pełni w pełni docenić jej roli.
     Mam mieszane odczucia co do tego filmu. Nie jestem pewna czy będę do niego kiedyś powracać, lecz nie uważam aby czas poświęcony na jego obejrzenie był całkowitą stratą czasu. Wielkim fanom któregoś z aktorów może się bardziej spodoba niż mi.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 1 października 2017

"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins





Kilka dni przed śmiercią Nel Abbott dzwoni do swojej siostry. Jules nie odbiera, ignorując jej prośbę o pomoc. Nel umiera. Mieszkańcy miasteczka mówią, że „skoczyła”. A Jules musi wrócić do miejsca, z którego kiedyś uciekła – miała nadzieję, że na dobre – aby zaopiekować się swoją piętnastoletnią siostrzenicą.
Julia się boi. Tak bardzo się boi. Dawno pogrzebanych wspomnień, starego młyna, świadomości, że Nel nigdy by tego nie zrobiła. Ale najbardziej boi się wody i zakola rzeki, które miejscowi nazywają Topieliskiem. 

Opis książki








Autor: Paula Hawkins
Tytuł oryginalny: Into the Water
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kraśko Jan
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 368



     Paula Hawkins, autorka bestsellerowej powieści "Dziewczyna z pociągu", uraczyła nas kolejną książką pt. "Zapisane w wodzie". Twórczość tej autorki dzieli czytelników na dwa obozy - jedni ją kochają, inni nienawidzą. Przyznaję, że debiutancka powieść przypadła mi do gustu, a zabierając się za kolejną spodziewałam się czegoś nawet jeszcze lepszego. Jednak czy poziom został utrzymany?
     Nell Abbott umiera, przy czym większość mieszkańców wioski przypuszcza, że jest to raczej samobójstwo, a nie morderstwo. Akcja toczy się początkowo powoli, by pod koniec powieści przyśpieszyć i zaskoczyć nas, czytelników, swoim zakończeniem. Jednak będąc już po lekturze "Dziewczyny z pociągu" nie znalazłam tutaj nic odkrywczego, gdyż odniosłam wrażenie, że te książki są do siebie łudząco podobne. Teoretycznie może fabuła jest inna lecz sposób kreowania akcji, sam mechanizm jak się wszystko dzieje wydawał mi się bardzo znajomy. Spodziewałam się jak się potoczy cała historia, można się domyślić tego kto jest głównym winowajcą. Miałam nadzieję na mrożący krew w żyłach thriller, a dostałam historię idealną na moje aktualne potrzeby, czyli czytadło, które umili mi czas podczas chorowania na anginę.
     Bohaterowie - nie jestem pewna na ile to wina gorączki a na ile autorki ale bohaterzy czasem po prostu mi się mylili. Postacie wydawały mi się tak nijakie i obojętne, że momentami bardzo ciężko było mi z połapaniem się kto kim jest. Jedyną osobą, która mogłaby się wyróżniać na tle innych była piętnastoletnia siostrzenica bohaterki, lecz nawet jej potencjał został zmarnowany.
     Styl autorki niestety nie zmienił się jakoś znacząco od jej powieści debiutanckiej. O ile mi się całkiem lekko czytało tę powieść, to osoby, które miały coś do zarzucenia pisarce pod tym względem prawdopodobnie nadal nie będą zachwycone. W swoich łapkach miałam wydanie papierowe i muszę przyznać, że zostało ono całkiem dobrze zrobione. Było kilka standardowych elementów, które ogromnie wkurzają mnie podczas lektury, jednak też wiele które spowodowały, że potrafiłam docenić samo wydanie.
     Wątpię abym kiedykolwiek miała ochotę powrócić do książki "Zapisane w wodzie". W moim odczuciu nie jest to bardzo zła pozycja, jednak nie mam też się nad czym zachwycać. Spodziewałam się czegoś dużo lepszego, a dostałam raczej nijaką powieść, która nie wniosła w moje życie czytelnicze niczego ciekawego.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 29 września 2017

Stosik książkowy 9/2017

Wrzesień prawie się skończył a u mnie po raz kolejny zawitały nowe książki. Co prawda trochę mniej niż w zeszłych miesiącach jednak nadal coś nowego do mnie wpadło.

Oto książki w wersji papierowej:


"To, co nas dzieli" Anna McPartlin
"Wojna Winstona" Michael Dobbs
"Księga cmentarna" Neil Gaiman

Każda z tych pozycji z jakiegoś powodu mnie zainteresowała i postanowiłam je zakupić. Całe szczęście udało mi się je upolować na dość sporych promocjach. W szczególności książka M. Dobbsa w twardej oprawie, która miała ponad pięćdziesiąt procent zniżki - grzech było nie brać.


Nie obyło się również bez e-booków:

"Lokatorka" JP Delaney [RECENZJA]
"Sekretna kolacja" Raphael Montes

Były to tak zachwalane pozycje, że aż sama chciałam się przekonać o co tyle szumu. Jednak nie jestem aż tak zachwycona tymi pozycjami, które już zdążyłam przeczytać abym myślała o nich w wersji papierowej.

Mam jeszcze kilka książek, które chciałabym kupić więc zapewne kolejny stosik pojawi się w przyszłym miesiącu :).

środa, 27 września 2017

'Before I Fall' (2017) - film

 







Sam, uczennica szkoły średniej przez tydzień na nowo przeżywa ostatni dzień swojego życia, bezskutecznie próbując coś zmienić, gdy zegar się resetuje. 









     Film "Before I fall" to ekranizacja książki "7 razy dziś" Lauren Oliver. Powieść zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie, dlatego też nie mogłam sobie odmówić gdy miałam możliwość obejrzenia tej produkcji w tak krótkim odstępie czasu od przeczytania 'pierwowzoru'. Niestety przeżyłam niemiłe rozczarowanie...
     Fabuła tego filmu jest w teorii taka sama jak w książce. Jednak jak to często bywa ekranizacja nie dorównała temu co dostajemy na kartach powieści. Bohaterowie zostali ogromnie spłyceni, nie było prawie żadnych emocji, a treść została tak okrojona, że nie jestem pewna czy bez znajomości książki wiedziałabym co co chodzi. W przypadku tej historii nie jestem pewna czy nie lepszym pomysłem byłoby stworzenie serialu, tak jak miało to miejsce chociażby w przypadku "Trzynastu powodów". Gdyby producenci mieli więcej czasu na przekazanie całej treści może osiągnęli by to co udało się Lauren Oliver w jej powieści. Jestem zawiedziona, że tak dobra historia została tak skopana i w znaczący sposób odbiega od tego, co można by z niej wynieść.
     Gra aktorska to chyba najlepszy element całości. Odtwórczyni głównej roli, czyli Zoey Deutch, wykonała całkiem niezłą robotę, biorąc pod uwagę to co mogła wyciągnąć z całokształtu swojej postaci. Również rozczuliła mnie gra jednej z najmłodszych aktorek, o ile nie najmłodszej, w tym filmie, czyli wcielająca się w postać Izzy Erica Tremblay. Jak na tak młodą osobę wypadła bardzo naturalnie.
     Nie wiem jak bym oceniła ten film, gdybym wcześniej nie czytała książki. Jednak jak już znałam tę historię, to wiem, że można wyciągnąć z niej dużo więcej. Szkoda, że tak dobry materiał został wymięty z emocji, które towarzyszyły mi podczas lektury.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 25 września 2017

"7 razy dziś" Lauren Oliver


Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…
Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę…
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda? 
Opis książki





Autor: Lauren Oliver
Tytuł oryginalny: Before I Fall
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Borowski Mateusz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 384



     Zabierając się za "7 razy dziś" byłam nastawiona raczej na lekką młodzieżówkę, która zapewne niczym nowym mnie nie zaskoczy. Jednak pozory czasem mylą i możemy się pozytywnie zmienić swoje nastawienie co do danej książki czy gatunku. Tak było u mnie w tym przypadku - nie spodziewałam się tak dobrej historii.
     Sam Kingston przeżywa ten sam dzień kilka razy. Niby mamy siedem razy ten sam dzień, lecz główna bohaterka za każdym razem przeżywa go na inny sposób. To jak dziewczyna zmienia się pod wpływem tego co się dzieje jest pociągnięte w naprawdę intrygujący sposób. Nie spodziewałam się wiele a dostałam książkę z zaskakującą akcją i całkiem dobrym zakończeniem, które może jednak nie wszystkim się spodobać. Dla mnie jest to jedna z tych młodzieżówek, która faktycznie może wywołać tak zwanego "kaca książkowego".
     Bohaterowie całkiem dobrze wykreowani. Niektóre postacie mnie do bólu irytowały, inne zaś bardzo polubiłam. Co najważniejsze - wywołały one u mnie jakieś emocje i nie było masy nijakich bohaterów o których zapomnę tuż po skończeniu lektury. To jak chociażby główna bohaterka się zmienia, towarzyszące jej emocje mogą wpłynąć na czytelnika.
     Styl autorki całkiem przystępny i lekki w odbiorze. Dzięki sposobowi w jaki pisarka pociągnęła fabułę zatraciłam się bez reszty i czytałam tę pozycję kiedy tylko mogłam. Książkę miałam w wersji elektronicznej i moim zdaniem została ona przyzwoicie zrobiona. Nie mam żadnych zastrzeżeń akurat do tej formy, choć nie wiem jak wygląda wersja papierowa obawiam się, że miałabym kilka negatywnych odczuć :).
     Przyznaję, że bardzo pozytywnie zaskoczyłam się tą pozycją. Z wielką chęcią sięgnę po inne książki tej autorki, co może być niestety zgubne dla mojego portfela. "7 razy dziś" to dla mnie bardzo niepozorna powieść, która może wciągnąć niejednego czytelnika.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 23 września 2017

'Nie ma tego złego' (Smukke mennesker, 2010) - film






Cztery dusze i czworo ludzi, z których każdy na swój sposób jest samotny. Ingeborg czuje się nieatrakcyjna. Pełen atrakcyjności jest za to Jonas. Jest jej świadomy, więc ją... sprzedaje. Anna jest piękną i młodą, ale fizycznie niepełnosprawną kobietą. Anders jest pełen wrażliwości – co odbija się na jego psyche. To, co mają wspólnego, to pragnienie – miłości i bliskości. Każda z tych osób bezgranicznie chce ufać w lepsze jutro. Kiedy nadejdzie? 







     Po dość udanym filmie "Happy Happy", który zrobił na mnie pozytywne wrażenie, obejrzałam kolejny nieanglojęzyczny film. Tym razem padło na produkcję pod tytułem "Nie ma tego złego". Tutaj niestety nie jestem już tak zachwycona jak przy poprzednim podejściu do tego typu filmów.
     Fabuła tej produkcji moim zdaniem nie skupia się na niczym konkretnym. Gdyby nie opis, sama nie wiem czy bym była w stanie odgadnąć co mieli na myśli producenci tworząc to dzieło. Niby losy czwórki głównych bohaterów są ze sobą w pewien sposób połączone, jednak nie jestem pewna czy jest to coś co może zachwycić przeciętnego widza. Samo zakończenie trochę aż zbytnio naciągane, przynajmniej mnie nie zachwyciło na tyle abym była w stanie o nim napisać coś pozytywnego. Jestem kilka dni po seansie i jakoś nie mam poczucia, że ten film wniósł coś do mojego życia. Jest to po prostu produkcja, która jest i niczym konkretnym nie wyróżnia się od innych. Nie znalazłam tutaj tego elementu zaskoczenia, powiewu świeżości abym mogła na dłużej zapamiętać to co się działo. Gra aktorska jest moim zdaniem najmocniejszym elementem całego filmu. Aktorzy bardzo dobrze wcielili się w swoje role, czuć było te emocje, które targają postaciami.
     Film "Nie ma tego złego" jest po prostu średni. Nie był zły ani dobry, po prostu był. Nie wiem czy będę o nim jeszcze pamiętać nawet pod koniec tego roku... Osobiście wątpię abym do niego kiedykolwiek ponownie powróciła.
     Moja ocena: 5/10.

czwartek, 21 września 2017

"Samotna" Lisa Gardner








Sama w matni kłamstw. Sama w gąszczu oskarżeń. Sama wśród koszmarnych wspomnień. Sama wobec wroga - wpływowego i bezwzględnego. I prześladowcy, który już raz ją skrzywdził przed laty.
W obliczu nadchodzącego koszmaru Catherine Gagnon zdana jest tylko na siebie...

Opis książki









Autor: Lisa Gardner
Tytuł oryginalny: Alone
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Wilusz Tomasz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 392



     Na temat książek Lisy Gardner czytałam wiele pozytywów. Z różnych źródeł słyszałam o tej autorce, dlatego też mając okazję sięgnęłam wreszcie po jej pozycję. "Samotna" to moje pierwsze 'spotkanie' z tą pisarką, jednak czy tak udane jak się spodziewałam?
     Jestem kilka dni po lekturze a sama nie wiem jak mogłabym streścić fabułę. Historia na pozór wydaje się być skomplikowana. Wprowadzonych zostało wiele elementów, które miały trochę namieszać, choć nie jestem pewna czy mi to przypasowało. Dziwne zbiegi okoliczności, główny bohater, który nie potrafi się ogarnąć, brak spójnej ciągłości akcji. Może przez zbyt duże oczekiwania co do tej pozycji nie potrafiłam się w nią wciągnąć i w pełni jej docenić. Mam na tyle mieszane odczucia, że nie jestem pewna czy i co mi się tutaj podobało albo nie.
     Bohaterowie też nie wywołali u mnie większych emocji, czy to pozytywnych czy też negatywnych. Jedynie męski główny bohater miał pewne zadatki aby mnie zirytować, jednak w pewnym momencie zaczęło mnie to po prostu mało interesować. Postacie miały potencjał aby zapaść w pamięci, lecz w moim odczuciu nie został on wykorzystany.
     Styl autorki niestety niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie jest na tyle lekki i przyjemny aby móc przebrnąć w dość krótkim okresie przez fabułę, ani też tak kiepski, żeby móc się na nim wyżyć. Trochę jak niepotrzebny mebel, który szkoda wyrzucić ale też się nie widzi już w nim tego początkowego piękna.
     Wydanie - tutaj chyba popłynę z negatywnymi elementami. Oczywiście mamy tutaj do czynienia z klejonymi stronami, które wreszcie doprowadzą kiedyś tę książkę do rozpadu. Bardzo rzadko psioczę na okładkę ze skrzydełkami lecz tutaj była ona na tyle upierdliwa, że przeszkadzała w czytaniu. Możliwe, że miałam w rękach również felerny egzemplarz, jednak był moment w którym powtórzyło się kilkanaście stron.
     Mam naprawdę bardzo mieszane odczucia co do tej książki. Nie zrobiła ona na mnie w sumie żadnego wrażenia i nie wiem czy sięgnę po kolejne tomy z tego cyklu. Spodziewałam się czegoś dużo lepszego, a dostałam dość nijaką treść, która niczym szczególnym się nie wyróżnia.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails