Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2022

"Hush Hush" Lucia Franco

 
"Hush hush" - gorący romans od Lucii Franco, który rozpali zmysły do czerwoności!
Aubrey zawsze musiała przeskakiwać kłody, które życie rzucało jej pod nogi. Po tragicznej śmierci rodziców była wychowywana przez babcię, a ciągły brak pieniędzy zamykał przed nią wiele dróg. Udało jej się uzyskać stypendium, ale nawet ono nie gwarantuje, że będzie w stanie kontynuować studia. Pomiędzy nauką, opieką nad babcią i pracą na dwa etaty Aubrey stara się jakoś utrzymać głowę na powierzchni. Do dnia, kiedy jej najlepsza przyjaciółka proponuje jej sposób na rozwiązanie wszystkich finansowych problemów. Tylko… jakim kosztem? Czy Aubrey będzie gotowa zaprzedać swoją duszę diabłu?
Jej przyjaciółka zarabia niewiarygodne pieniądze w luksusowym klubie Sanctuary Cove, który obsługuje wyłącznie elitę Nowego Jorku. Istnieją trzy zasady, których należy tam bezwzględnie przestrzegać: 1: Oddzielasz życie osobiste od zawodowego. 2: Nigdy nie ujawniasz prawdziwej tożsamości 3: NIGDY nie przywiązujesz się emocjonalnie do klientów.
To tutaj Aubrey spotyka srebrnowłosego Jamesa Rivierę - znakomitego prawnika z ciężkim nowojorskim akcentem, z ciałem, za które można umrzeć, i z tatuażami pokrywającymi skórę. Chemia między nimi jest niezaprzeczalna. Ale to żonaty mężczyzna. Jest nieosiągalny. Czy Audrey odejdzie, czy zdecyduje się złamać wszelkie zasady?
Opis książki
 
 
 
Autor: Lucia Franco
Tytuł oryginalny: Hush Hush
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gołębski Grzegorz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2019
Rok pierwszego wydania polskiego: 2022
Liczba stron: 472
 
 
 
     Powieść "Hush Hush" Lucii Franco miała być gorącym romansem, który rozpali moje zmysły. Pełna zapału zabrałam się za lekturę tej pozycji, gdy tylko zobaczyłam, że e-book jest dostępny na Legimi i niestety nie poczułam nic z tego co było obiecane... Osobiście jestem rozczarowana tą historią, gdyż po intrygującym opisie spodziewałam się czegoś nieco innego, bardziej na mnie oddziałującego.
     Aubrey nie miała łatwego życia. Wychowywana po śmierci rodziców przez babcię musi ściśle kontrolować swój budżet i dorabia sobie podczas studiów w każdy możliwy sposób. Gdy jej współlokatorka, a zarazem najlepsza przyjaciółka, proponuje jej zgłoszenie się do pracy w elitarnym klubie Sanctuary Cove, wydaje się, że wszystkie jej finansowe problemy mogą się rozwiązać... Jednak gdy dodatkowo dziewczyna zakochuje się w jednym ze swoich klientów jej sytuacja staje się coraz bardziej zagmatwana. No cóż, miało być gorąco, a w moim przypadku powiało chłodem. Opisy, które miały rozpalać moje zmysły do czerwoności były raczej dość... obskurne i niesmaczne, a są to najłagodniejsze określenia jakie mi przychodzą w tym momencie do głowy. Mnie akurat chyba po prostu nie kręcą tego typu bliskie relacje między osobami, które dzieli aż tak spora różnica wieku. Historie z pożądaniem do osób w wieku, które mogłyby być moim rodzicem? Nie dziękuję, ja wysiadam, zupełnie nie mój klimat. Jedynym momentem, który wywołał we mnie jakiekolwiek emocje była śmierć babci Aubrey, co jest chyba nieco nietypowe, biorąc pod uwagę gatunek w jakim jest ta pozycja napisana oraz reklamowana. Samo zakończenie tej historii było według mnie aż za bardzo przesłodzone i absurdalne, przez co po lekturze pozostał we mnie jeszcze większy niesmak.
     Bohaterowie niestety nie zrobili na mnie aż tak dobrego wrażenia. Główna bohaterka jakby na siłę miała wywołać w czytelniku falę smutku i współczucia wobec swojej osoby. Dodatkowo część jej problemów była w moim odczuciu zupełnie "od czapy" i nie była dostosowana do jej wieku. Czasem odnosiłam wrażenie, że mentalnie jest ona na poziomie przedszkolaka a nie studentki, co ogromnie mnie irytowało. Najlepiej wykreowaną postacią była jej przyjaciółka, lecz i ona miała w sobie coś odpychającego. Pozostali bohaterowie tak nijacy, że nawet ciężko mi coś więcej napisać na ich temat.
     Styl autorki to chyba najmocniejszy atut tej pozycji. W lekki sposób napisała tę historię, która niestety mnie od siebie odpychała. Z chęcią przeczytałabym inną książkę tej pisarki, jednak z zupełnie innego gatunku, by sprawdzić czy jednak byśmy się polubiły. E-book dostępny na Legimi bardzo dobrze współpracował z moim sprzętem, jednak znalazłam w nim sporo drobnych błędów i literówek, jakby korekta nie do końca sobie poradziła ze swoim zadaniem, które miała wykonać.
     "Hush Hush" to powieść o której mam nadzieję zapomnieć jak najszybciej. Ani sama historia, ani bohaterowie nie zrobili na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałam. Na ten moment, po zakończeniu lektury tej pozycji pozostaje we mnie jedynie niesmak. Ze swojej strony nie jestem w stanie polecić Wam tego tytułu.
     Moja ocena: 3/10.

sobota, 23 lipca 2022

"Idealny ślub" Lucy Foley

 
 
 
Zabiłbyś, żeby tam być.
Na małej wyspie w Irlandii ma się odbyć idealny ślub. Wszystko jest dopracowane na ostatni guzik, aby zdjęcia dobrze prezentowały się w piśmie dla celebrytów.
Ale gdy rozpoczyna się zabawa, wszystko zaczyna się walić jak domek z kart. Sieć telefoniczna przestaje działać, a o wyspę rozbijają się wzburzone fale, odcinając ją od świata. Dawne tajemnice i dobrze ukryta zazdrość wychodzą na światło dzienne.
To miała być ceremonia perfekcyjna.
A potem znaleziono martwe ciało.
Ktoś jednak nie życzył szczęścia młodej parze.
Zrobiłbyś wszystko, by tam być?
Opis książki
 
 
 
 
 
Autor: Lucy Foley
Tytuł oryginalny: The Guest List
Tłumacz: Dziubińska Joanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2020
Rok pierwszego wydania polskiego: 2021
Liczba stron: 400
Czas trwania: 10h 42m
Lektor: Mirella Rogoza-Biel, Konrad Biel
 
 
 
     Naszła mnie ostatnio ochota na kryminał i przeglądając ofertę audiobooków w Empik Go z tego gatunku natrafiłam na "Idealny ślub" Lucy Foley. Miałam nadzieję na wciągającą historię, gdyż opis tej powieści wydał mi się intrygujący. Choć nie słyszałam zbyt wielu opinii na temat tej pozycji sądziłam, że jednak sprosta moim oczekiwaniom. Niestety jestem mocno rozczarowana tym co tu dostałam...
     Na pewnej wyspie w Irlandii zakochani chcą przygotować ślub idealny i zrobią wszystko by ten dzień był niezapomniany dla wszystkich. Jednak są pewne sprawy, które mogą pokrzyżować im ten plan, a ślub faktycznie może trwale zapaść gościom w pamięci, lecz z innych względów niż by tego chciała para młoda... Niestety historia jest tu bardzo chaotyczna i to w złym znaczeniu tego słowa. Było bardzo dużo nieskładnych przeskoków między bohaterami w mało oczywistych momentach a zagadka kryminalna niestety na tyle grubymi nićmi szyta, że mało co trzymało się tu jakiejkolwiek logiki. Jedyne emocje jakie wywołała we mnie ta pozycja to zniesmaczenie i frustracja, gdyż im dalej w las tym było gorzej, a miałam jednak cichą nadzieję, że coś bardziej się rozkręci. Osobiście chciałabym móc jak najszybciej zapomnieć o tej pozycji i nie musieć powracać do niej myślami w przyszłości.
     Bohaterowie według mnie niestety nie zostali dobrze wykreowani. Każda postać mam wrażenie, że została przedstawiona tak samo, przez co ciężko było ich od siebie odróżnić w trakcie zapoznawania się z historią. Nie mieli również na tyle ciekawie wykreowanej swojej historii by zapaść w pamięci na długo. Ba, nawet ich imiona, będąc tuż po lekturze, wypadły mi z pamięci. Po prostu nijakość.
     Styl autorki - tutaj sama nie wiem co napisać, gdyż ani mnie grzało ani ziębiło. Było po prostu chaotycznie i niezbyt zachęcająco, przez co nie mam na ten moment zamiaru sięgać po inne pozycje, które wyjdą spod pióra tej pisarki. Lektorzy to niestety ogromna porażka, w szczególności części które były przygotowane przez kobietę. Bardzo źle mi się jej słuchało - niewyraźna mowa oraz ciągłe przełykanie śliny/wody było dla mnie podczas słuchania bardzo drażniące. Na pewno będę unikała tego duetu i każdego z tych lektorów z osobna w przyszłych audiobookach po tym co tu słyszałam.
     "Idealny ślub" to niestety kryminał, który taki idealny nie jest. Jestem bardzo zwiedziona tym co i w jaki sposób tu dostałam. Ta pozycja ma szansę trafić do topki najgorszych książek z którymi miałam styczność w tym roku. Niestety ze swojej strony nie jestem w stanie polecić Wam tej pozycji, tylko raczej będę ją odradzać każdemu kto by miał na nią ochotę.
     Moja ocena: 3/10.

piątek, 8 lipca 2022

"Stowarzyszenie Słodkiej Zemsty" Anna Langner

 
"Stowarzyszenie Słodkiej Zemsty" to zabawna powieść o kobiecej solidarności, pokusie zemsty i zakazanym uczuciu do wroga.
Po nakryciu swojego chłopaka na zdradzie Sara szuka pocieszenia w czekoladzie, filmach z Channingiem Tatumem i… internetowych forach. Tak trafia do tajemniczego stowarzyszenia, w którym zdradzone kobiety knują przeciwko niewiernym mężczyznom. Tam Sara zyskuje oddane przyjaciółki, mnóstwo dobrych rad i wsparcie. W końcu czuje się silna i gotowa, by zacząć szczęśliwe życie singielki. Brzmi wspaniale, ale solidarność stowarzyszeniowych sióstr wymaga poświęceń.
Sara dostaje za zadanie uwieść, a potem porzucić niewiernego byłego chłopaka swojej przyjaciółki. Sytuacja się komplikuje, kiedy okazuje się, że obiekt jest nieziemsko przystojny, szarmancki, ma doskonałe poczucie humoru, a na dodatek uwielbia książki i biblioteki tak samo jak Sara. Jednak nie można zapomnieć o najważniejszym - jest zdrajcą. Kłamcą. Zakazanym owocem.
Sęk w tym, że zakazane owoce najbardziej kuszą. Kiedy relacja między Sarą a Danielem zaczyna się rozwijać, dziewczyna staje przed poważnym dylematem - być lojalną wobec przyjaciółki czy może iść za głosem serca? Gra toczy się o najwyższą stawkę, bo Stowarzyszenie Słodkiej Zemsty nie toleruje gry na dwa fronty, no i ma kilka przykazań, a najważniejsze z nich brzmi: Nigdy nie brataj się z wrogiem.
"Stowarzyszenie Słodkiej Zemsty" spodoba się wielbicielkom zabawnych powieści obyczajowych i romansów. Jeśli sądzisz, że do biblioteki przychodzi się tylko po książki, to grubo się mylisz!
Opis książki
 
 
 
Autor: Anna Langner
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2022
Liczba stron: 344
Czas trwania: 7h 53m
Lektor: Karina Kruk
 
 
 
     Po powieści "Wszystko, czego pragnę w te święta", która niestety nie do końca przypadła mi do gustu, bardzo mocno zarzekałam się, że nie sięgnę już po inne pozycje tej autorki. Jednak opis "Stowarzyszania Słodkiej Zemsty" i osadzenie tej historii w bibliotecznym światku sprawiło, że pomimo wszystko postanowiłam dać jej jednak jeszcze jedną szansę. Niestety dla mnie było to kolejne niezbyt udane spotkanie z twórczością Pani Anny Langner, o którym chciałabym zapomnieć...
     Sara po nakryciu swojego ukochanego na zdradzie początkowo jest w ogromnym szoku i trudno jest się jej z tym pogodzić. Jednak gdy pierwsze emocje nieco opadają poszukuje ona w internecie pomocy i natrafia na tajne stowarzyszenie kobiet będących w nieco podobnej sytuacji. Ponoć zemsta jest słodka i gdy dziewczyny pomagają odpłacić się na byłym Sary musi ona odwdzięczyć się im tym samym, uwodząc niewiernego faceta jednej z członkiń i porzucając go, by on również zaznał bólu. Ogromne problemy zaczynają się wtedy gdy główna bohaterka zakochuje się w owym 'obiekcie'... Przyznam, że obiecującym aspektem była dla mnie wspomniana w opisie wydawcy biblioteka. Niestety sama historia mnie nie porwała i przez większość czasu byłam raczej zirytowana oraz zniesmaczona zachowaniem bohaterów aniżeli zachwycona tym co się dzieje, przez co nie byłam w stanie czerpać przyjemności z lektury. Również aspekty romansowe nie rozpaliły moich zmysłów na tyle abym była w stanie czerpać radość czy odczuwać jakiekolwiek pozytywne emocje w trakcie lektury. Natomiast te sceny mające miejsce w bibliotece były dla mnie wręcz do bólu nijakie, przez co moje rozczarowanie tym aspektem, wobec którego miałam tak ogromne oczekiwania, było tym boleśniejsze.
     Bohaterowie niestety również nie zrobili na mnie zbyt dobrego wrażenia. W przypadku damskich postaci odniosłam wrażenie, że zostały stworzone na jedną mantrę, czyli pałała nimi jedynie żądza zemsty... Żadna żeńska bohaterka nie ma zbyt wielu cech wyróżniających ją na tle innych, co byłoby warte nawet wspomnienia. W przypadku męskich też nie jest o wiele lepiej, gdyż już tuż po lekturze zapomniałam ich imiona, a co dopiero mówić o jakimkolwiek charakterze.
     Styl autorki dość przeciętny i niczym się nie wyróżniający na tle innych autorów piszących w tym gatunku. Dla niektórych może być on lekki i przyjemny w odbiorze, inni będą się na niego irytować. Pomimo treści, która mnie nie zachwyciła ja byłam w stanie dobrnąć do końca, dzięki czemu mogłam sobie wyrobić opinię o całej pozycji. Jedynym aspektem do którego nie mam jakichkolwiek zarzutów jest lektorka w audiobooku dostępnym na Empik Go - naprawdę dobrze wykonała swoją pracę.
     "Stowarzyszenie Słodkiej Zemsty" to powieść, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że książki Pani Anny Langner nie są po prostu dla mnie. Przypuszczam, że znajdzie ona swoich fanów i fanki, jednak ja do tej grupy nie należę. Na ten moment szczerze wątpię abym w przyszłości sięgnęła po inne jej tytuły. Niemniej jednak nadal będę poszukiwać powieści w tym gatunku, które bardziej będą odpowiadały moim gustom.
     Moja ocena: 3/10.

wtorek, 3 maja 2022

"Sprośne listy" Vi Keeland, Penelope Ward

 
Historia miłosna, która rozpoczęła się od przyjaźni między dziewczyną i chłopcem, a rozkwitła, gdy nawiązali kontakt ponownie - jako dorośli ludzie.
Griffin Quinn był moim korespondencyjnym powiernikiem z dzieciństwa, angielskim chłopcem, od którego różniło mnie wszystko. Z biegiem lat, wraz z setkami napisanych listów, staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi - dzieliliśmy się najgłębszymi, najmroczniejszymi sekretami i zbudowaliśmy więź, która wydawała się niezniszczalna. Pewnego dnia jednak została zniszczona.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, przyszedł kolejny list. Pełen wyrzutów - gniewu nagromadzonego przez osiem lat. Nie miałam wyboru i w końcu musiałam się przyznać, dlaczego przestałam odpowiadać na korespondencję.
Griffin mi wybaczył i po jakimś czasie udało nam się ożywić relację z lat dziecinnych. Z tym że byliśmy już dorośli i wszystko nabrało rumieńców. Nasze listy szybko stały się niegrzeczne, odkrywaliśmy w nich swoje najdziksze fantazje. Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji wydawało się więc przeniesienie znajomości na kolejny poziom i spotkanie twarzą w twarz.
Tyle że Griffin nie chciał się spotkać, bo uznał, że tak będzie dla nas najlepiej. Jednak ja musiałam go zobaczyć, więc wykonałam skok na głęboką wodę i zaczęłam go szukać. Przecież ludzie robili w imię miłości bardziej szalone rzeczy, prawda?
Ale to, czego się dowiedziałam, może zmienić wszystko...
Opis książki
 
 
 
Autor: Vi Keeland, Penelope Ward
Tytuł oryginalny: Dirty Letters
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Misiorek Tomasz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2019
Rok pierwszego wydania polskiego: 2021
Liczba stron: 344
Czas trwania: 8h 58m
Lektor: Hanka Tyszkiewicz
 
 
 
     Dotychczas przeczytałam dwie książki Vi Keeland, "To co za nami" oraz "Nie dla mnie", jednak nie zrobiły na mnie aż tak ogromnego wrażenia i nie zapadły w mojej pamięci. Postanowiłam dać jej trzecią, ostatnią, szansę by przekonać się, czy jest to autorka "dla mnie". Niestety "Sprośne listy" to moje największe rozczarowanie od tej pisarki i wątpię, czy ponownie sięgnę po kolejną jej powieść.
     Griffin i Luka przez wiele lat w dzieciństwie ze sobą korespondowali, jednak przez trudne wydarzenia w życiu dziewczyny kontakt między nimi się urwał. Po wielu latach odnawiają ze sobą znajomość, jednak tym razem nabiera ona nieco większych rumieńców... Miałam nadzieję, że będzie to całkiem przyjemny romans z nieco bardziej pieprznymi elementami i nutką tajemniczości. Choć sam pomysł na fabułę był nawet niezły to jednak wykonanie według mnie jest fatalne. Wiele sytuacji było dla mnie na tyle absurdalnych, że odbierało mi przyjemność z zapoznawania się z tą historią. Dziewczyna, która cierpi na pewne zaburzenie i unika kontaktu z ludźmi, jedzie w pewnym momencie do obcego faceta, którego nigdy nie spotkała i nawet nie wie jak wygląda, tysiące mil z nadzieją właściwie nie wiem na co. Mężczyzna wynajmuje detektywa, by śledził poczynania tego dziewczęcia i nie widzi w tym nic nieodpowiedniego. A to nie jedyne "kwiatki", po których irracjonalności zjeżyły mi się włoski na całym ciele. Nie do końca podobała mi się ta chora relacja jaka między tym dwojgiem się zaczęła nawiązywać i to nawet nie ze względu na dość niesmaczne sceny erotyczne, tylko po prostu same ich poczynania. Jestem naprawdę rozczarowana treścią, jaką tu dostałam...
     Bohaterowie - tu mam pewien dylemat co powinnam o nich napisać. Niby mają pewne cechy charakterystyczne i na swój sposób są w stanie wywołać w czytelniku emocje podczas lektury, tak niestety często postępowali nielogicznie, wbrew temu jak wcześniej się zachowywali czy deklarowali. Niestety żadna z postaci nie przekonała mnie do siebie na tyle bym jednak była w stanie z pełnym zaangażowaniem śledzić jej losy i trzymać kciuki by wszystko poszło w jak najlepszym kierunku.
     Styl autorek jest w moim odczuciu całkiem niezły w odbiorze. Podczas lektury nie odczułam tego, że tę historię napisały dwie osoby, jednak po samej treści, jaką tu dostaliśmy, na ten moment nie mam ochoty sięgać po cokolwiek innego co wyszło spod ich pióra. Lektorka w audiobooku dostępnym na Empik Go to chyba najmocniejszy atut tej powieści. Moim zdaniem poradziła sobie naprawdę świetnie.
     "Sprośne listy" to powieść o której chciałabym jak najszybciej zapomnieć i nie musieć powracać do niej myślami. Jak dla mnie było tu zbyt wiele irracjonalności, przez którą nie byłam w stanie czerpać przyjemności z lektury. Ze swojej strony niestety nie jestem w stanie z czystym sercem polecić Wam tej książki, co najwyżej mogę ją stanowczo odradzać, gdyż moim zdaniem nie warta była ani minuty, którą na nią poświęciłam.
     Moja ocena: 3/10.

środa, 13 kwietnia 2022

"Jak nie zostałam influencerką" Majka Nowak

 
Bridget Jones jest znowu młoda, ma na imię Majka, mieszka w Warszawie i postanawia zostać influencerką!
"No więc postanowiłam – zostaję influencerką. Wprawdzie nie mam żadnych umiejętności ani specjalnych talentów, ale czy to jest poważna przeszkoda, żeby zrobić karierę i zostać bogatą oraz sławną? Komputer mam, telefon do robienia zdjęć mam, otwarty umysł mam. Jak to nie jest recepta na sukces, to ja nie wiem. Internecie, nadchodzę".
Świat Instagrama. Szczęśliwy. Idealny. Ale jak jest naprawdę? Co się kryje za perfekcyjnymi zdjęciami?
Maja jest zwykłą kobietą, bez szczególnych umiejętności, ale za to z silną motywacją. I drobną skłonnością do wina, pizzy i seriali. Uzbrojona w entuzjazm oraz nieco nietypowe pomysły rusza na podbój Instagramowej rzeczywistości. Co może pójść nie tak?
Opis książki
 
 
 
Autor: Nowak Majka
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura polska
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 256
 
 
 
     Sięgając po powieść Majki Nowak pt. "Jak nie zostałam influencerką" miałam nadzieję na lekką i zabawną pozycję, dzięki której choć na chwilę zapomnę o swoich problemach i oderwę się od rzeczywistości. Niestety to co tu dostałam było zbyt przewidywalne, nudne i mało śmieszne. Żałuję, że dotrwałam w tym przypadku do końca lektury i nie porzuciłam tej pozycji już po pierwszym rozdziale...
     Majka traci pracę w biurze, więc postanawia zacząć działać w Internecie jako influencerka. Niestety nie ma zbyt wielu szczególnych talentów, jednak nie zniechęca jej to i próbuje swoich sił w różnych dziedzinach, od fit trenerki, przez dział beauty, po podróżniczkę wielu zakątków świata, czyli po prostu zwiedzanie pobliskiego parku... Jej nadzieję na szybkie zdobycie wielu obserwujących i zarabianiu milionów na swojej działalności w sieci zostają dość brutalnie zweryfikowane. Moim zdaniem niezbyt udolnie zostało przedstawione tu działanie osób, które pracują w social mediach i potrafią się wybić, nawet jeśli miało być to ukazane w prześmiewczy sposób. Ja nie uśmiechnęłam się podczas lektury ani razu, a jedynie czułam wzbierającą się we mnie ze strony na stronę frustrację przez te bzdury jakie tu dostajemy. Perypetie głównej bohaterki nie były ani zabawne, ani urocze, ani w jakiekolwiek sposób wciągające by móc porównywać ją do Bridget Jones. Podczas zapoznawania się z tą historią miałam wrażenie jakbym czytała pamiętnik niezbyt ogarniętej kobiety po trzydziestce, która usiłuje być kimś kim nie jest, a swoje problemy z alkoholem lekceważy nie szukając nigdzie pomocy. Jestem ogromnie rozczarowana, że takie coś w ogóle ujrzało światło dzienne i mogło trafić do większej liczby odbiorców, niż jedynie kilku najbliższych znajomych autorki. Ja jestem całkowicie na nie wobec tej pozycji!
     Bohaterowie - choć nie było ich zbyt wiele to jednak w moim odczuciu nie zostali zbyt dobrze dopracowani, a raczej po prostu potraktowani po macoszemu. Pomimo, że Majka to główna oś tej historii to była dla mnie zbyt mdła, nieco irytująca, ale na pewno nie zapadająca w pamięci. Na pewno nie zasługuje na miano polskiej Bridget Jones, co mamy zaznaczone w opisie tej książki, przez co mam wątpliwość czy osoba która przygotowywała ten opis czytała w ogóle treść tej pozycji.
     Styl autorki nie do końca trafił niestety w moje gusta. Mam wrażenie, że zbyt usilnie starała się napisać lekką i zabawną powieść, przez co wyszło to niesmacznie i zbyt karykaturalnie. Dodatkowo wielokrotnie wplatała angielskie słówka, by za chwilę tłumaczyć je, niczym największym imbecylom, którzy nie znają nawet podstawowych zwrotów. E-book dostępny na Legimi to chyba największy plus całości, gdyż nieźle współgrał z moim czytnikiem i nie miałam większych problemów z samym plikiem.
     "Jak nie zostałam influencerką" to powieść, która jedynie mnie ogromnie zirytowała i zniesmaczyła. Nie spełniła ona pokładanych w niej oczekiwań, czyli lekkiej i zabawnej lektury, dzięki której można nieco się zrelaksować. Żałuję, że zdecydowałam się na jej przeczytanie, gdyż czas który na nią poświęciłam jest dla mnie całkowicie stracony. Pozostaje mi mieć nadzieję, że szybko o niej zapomnę i nigdy więcej nie będę musiała się już z nią męczyć...
     Moja ocena: 3/10.

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

"Zablokowany rzut" Kennedy Ryan

 
Wrogowie, którzy stali się kochankami w bezlitosnym świecie agentów sportowych. Są niczym dwa okrążające się rekiny.
JARED
Byłbym milionerem, gdybym dostawał dolara za każdym razem, gdy przez Banner Morales moje serce na chwilę zastyga… To serce, które – jak twierdzi większość ludzi – jest zamarznięte na kamień.
Jej gniew burzy moją krew, a każde piorunujące spojrzenie sprawia, że… No cóż, możecie się domyślić. Gdybym dostawał dolara zawsze, gdy ktoś się nią zachwyca, byłbym bogatszy o kolejny milion.
Odnoszę sukcesy jako agent sportowy, ponieważ zakładam, że słowo „nie” nie oznacza odmowy, a jedynie potrzebę zastanowienia się nad moją propozycją. Mówi się, że ludzie nie zawsze dostają to, czego chcą, ale według mnie oni po prostu nie wiedzą, jak dobrze rozegrać sprawę. Sztuczka polega na tym, by pozwolić innym wykonać ruch.
Weźmy taką Banner. Wydaje się jej, że wygrywa, a w rzeczywistości? Ona nawet nie wie, jak się gra.
BANNER
Gdybym dostawała dolara za każdym razem, kiedy Jared Foster złamał mi serce, miałabym dokładnie jednego dolara.
Jedna noc. Jedna totalna porażka. Jeden dolar… I tyle mi wystarczy.
Odniosłam sukces w branży zdominowanej przez mężczyzn. Wszystko, co oni potrafią, zrobiłam lepiej. To ja rozdaję karty i blokuję ich rzuty, gdy sytuacja tego wymaga.
A Jared? Ma czelność myśleć, że dostanie drugą szansę…
Zapomnij, koleś! Klapnij sobie, odetchnij głęboko i weź na wstrzymanie, bo postanowiłam cię ignorować… choć jesteś mężczyzną utkanym z moich fantazji i pożądania.
Opis książki
 
 
 
Autor: Kennedy Ryan
Tytuł oryginalny: Block Shot
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Jendryszka Joanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2018
Rok pierwszego wydania polskiego: 2020
Liczba stron: 472
 
 
 
     Książka pt. "Zablokowany rzut" to drugi tom serii 'Obręcze' od Kennedy Ryan. "Ryzykowny rzut" wywołał u mnie ogromne zaskoczenie i zrobił mocne wrażenie, więc miałam nadzieję, że również w tej części znajdę coś dla siebie. Poprzeczka była postawiona naprawdę bardzo wysoko, przez co niestety rozczarowanie tym co tutaj dostałam było jeszcze dotkliwsze.
     Jared i Banner poznali się na zajęciach w college'u, choć każde z nich inaczej pamięta ich pierwsze spotkanie. Niestety jedno popołudnie zniszczyło całą ich budowaną przez miesiące relację... Po wielu latach, działając w tej samej branży, znów na siebie wpadają, a napięcie między nimi nadal jest wręcz namacalne. To czy uda im się naprawić to co zostało zniszczone dowiecie się z lektury tej pozycji. Moim zdaniem niestety nie jest to jednak aż tak udana powieść jak pierwszy tom tej serii. O ile wcześniej było naprawdę wiele emocji, które pamiętam do dziś, tak tutaj głównie irytowałam się infantylnością zachowań głównych bohaterów. Ok, w minimalnej części byłam w stanie zrozumieć Banner, przynajmniej te jej obawy związane ze swoją wagą, tak cała reszta była dla mnie wręcz irracjonalna. Brak zdecydowania w jej zachowaniu sprawiło, że dostaliśmy tu trójkąt miłosny, który do niczego logicznego nie prowadzi. Podczas lektury odniosłam wrażenie, że chciałaby ona zjeść ciastko i mieć ciastko, nie podejmując ważnych decyzji dotyczących związku i swojej przyszłości związanej z którymkolwiek z interesujących się nią facetów. To jak była w stanie manipulować tymi mężczyznami swoim niezdecydowaniem nie zostało przeze mnie zbyt pozytywnie odebrane. Często było wspominane jaką jest ona silną kobietą, jednak jej zachowanie temu całkowicie zaprzeczało. Sama fabuła też nie zrobiła na mnie aż tak mocnego wrażenia, bym chciała ją rozpamiętywać i powracać do niej myślami. Miałam spore oczekiwania wobec tej historii a niestety mocno się rozczarowałam...
     Bohaterowie - o ile Jared miał charakter jaki miał, czyli typowy 'bad boy', to całościowo został wykreowany całkiem nieźle. Może nie do końca jesteśmy w stanie go polubić jako osobę to jednak był spójny jako postać. Niestety Banner to taka chorągiewka na wietrze, która oprócz swojej wagi i wiedzy nie ma sobą zbyt wiele do zaoferowania. Strasznie mnie ona irytowała swoją nijakością i często bardzo dziecinnym zachowaniem. Przyznam, że chciałabym o niej jak najszybciej zapomnieć, bym nie musiała znów irytować się na samo jej wspomnienie. Pozostałe postacie w tej pozycji były na tyle mdłe i mało charakterystyczne, że ciężko mi przywołać z zakamarków swej pamięci chociażby ich imiona, a osoby z poprzedniej części, które się tu pojawiły miały naprawdę niewielki swój udział w tej historii.
     Styl autorki, choć nadal lekki i przyjemny w odbiorze to jednak stworzona przez pisarkę treść nie pozwalała mi w pełni oddać się tej lekturze i czerpać z niej radości. Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, gdyż wiem, że potrafi stworzyć bardziej angażującą fabułę o której ciężko zapomnieć. E-book dostępny na Legimi już nieco lepiej przygotowany niż pierwszy tom, choć nadal widziałam kilka niedopracowanych momentów, które również mogły odebrać przyjemność z samego czytania.
     "Zablokowany rzut" to powieść, która naprawdę bardzo mnie rozczarowała. Po pierwszym tomie, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, spodziewałam się, że również tu dostanę mocną historię od której nie będę mogła się oderwać, a tak się niestety nie stało. Przez tę część mam ogromne obawy czy jest sens sięgać po kolejne tytuły z serii 'Obręcze' i chyba dłużej będę musiała się zastanowić czy się na nie zdecyduję i czy mam w ogóle ochotę je czytać.
     Moja ocena: 3/10.

poniedziałek, 14 marca 2022

"Jak nie dać sobą manipulować. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych" Christel Petitcollin

 
"Kiedy mają przed sobą ludzi przenikliwych, pozbieranych i stanowczych, stają się bezbronni. Nie mam najmniejszego zamiaru »unicestwiać« biednych manipulatorów. Dążę jedynie do tego, aby nie pozostawiano im pola do działania i by nie mogli wyrządzać tylu szkód. Chciałabym także, abyś mógł utrzymywać z nimi kontakty, dokładnie wiedząc, czego się po nich spodziewać".
Manipulacja przybiera różne formy: od szantażu emocjonalnego w rodzinie czy w pracy, po dominację jednej osoby w związku czy silny wpływ przyjaciela. Co najgorsze, na każdym etapie życia możemy spotkać ludzi, którzy będą chcieli nas wykorzystać, żeby osiągnąć własne cele. Ich techniki – jednocześnie proste i wyrafinowane – są niezwykle skuteczne, dlatego wielu z nas żyje w toksycznych relacjach, nawet o tym nie wiedząc.
Z tej książki, powstałej na podstawie historii ofiar manipulatorów, dowiesz się, dlaczego właśnie osobom nadwydajnym mentalnie trudno jest wychwycić pozorną życzliwość i wskazać źródła manipulacji. Pomoże ci ona także rozpoznać toksyczne osoby wokół siebie i uwolnić się od nich. Stosując się do zawartych w niej porad, przestaniesz być w końcu seryjną ofiarą manipulacji i odzyskasz upragnioną niezależność psychiczną.
Opis książki
 
 
 
Autor: Christel Petitcollin
Tytuł oryginalny: Pourquoi trop penser rend manipulable
Język oryginalny: francuski
Tłumacz: Arustowicz Krystyna
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2020
Liczba stron: 240
 
 
 
     Choć poprzednie książki Christel Petitcollin z którymi wcześniej przyszło mi się zmierzyć, czyli "Jak mniej myśleć.(...)" oraz "Jak lepiej myśleć. (...)", są moim zdaniem szkodliwe dla wysoko wrażliwych osób, postanowiłam dać ostatnią szansę autorce i sięgnęłam po "Jak nie dać sobą manipulować. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych". Niestety pisarka nie nauczyła się jak lepiej myśleć i nadal często w toksyczny sposób opisuje wysoką wrażliwość (u niej zasadniczo jest to nadwrażliwość a to są dwie różne sprawy!), a o samej manipulacji w tej pozycji znajdziemy niewiele informacji...
     Po tytule spodziewałam się, że dostaniemy skondensowaną dawkę wiedzy jak sobie radzić z manipulantami i jak nie dopuścić aby nami manipulowano. Niestety autorka niewiele poświęciła tej sprawie uwagi co naprawdę mocno mnie rozczarowało. Zasadniczo nie znalazłam tu żadnej dobrej rady, którą można by wykorzystać w życiu codziennym. O samej manipulacji był może jedynie jeden rozdział, a w kolejnych Pani Petitcollin znów wzięła na warsztat teoretycznie wysoko wrażliwe osoby i nie pozostawiła na nich suchej nitki. Ja podczas lektury poczułam się przez nią zaatakowana i w pewien sposób obrażona. Mam wrażenie, że ona sama nie do końca rozumie o czym pisze oraz na czym polega wysoka wrażliwość i nadwrażliwość, a w szczególności różnica między nimi. Wiele wywodów zostało również powtórzonych z poprzednich pseudoporadników tej autorki i nie dała nam ona tu żadnej nowej wiedzy. Może gdyby bardziej skupiła się na docelowym temacie tej książki, czyli manipulacji, nie byłabym aż tak zła po lekturze tego czegoś, co tylko dodatkowo napsuło mi nerwy.
     Styl autorki - trzeba przyznać, że w bardzo lekki sposób potrafi pisać o dyrdymałach i lać wodę w temacie o którym nie ma żadnego pojęcia. W moim przypadku jest to na pewno ostatnie spotkanie z twórczością Christel Petitcollin, gdyż nie zamierzam ponownie szargać sobie nerwów i tracić czasu na tak absurdalne treści, które mogą tylko czytelnikowi zaszkodzić. Wydanie papierowe to chyba najmocniejszy atut całej tej książki, pomimo, że ma słabo klejone strony, które mogą zacząć szybko wypadać. Niemniej, nie ważne jak dobrze wydana, nie powinna ona w ogóle ujrzeć światła dziennego.
     "Jak nie dać sobą manipulować. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych" to moim zdaniem toksyczny pseudoporadnik, który może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Tę pozycję stanowczo odradzam! Jeśli ktoś poszukuje rzetelnych książek o wysoko wrażliwych osobach to gorąco zachęcam po sięgnięcie chociażby po "Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie który nas przytłacza" Elaine N. Aron, która jest poparta wieloma badaniami a nie tylko 'widzimisię' autorki.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 10 lutego 2022

'Przez moje okno' (A través de mi ventana, 2022) - film

 






Raquel jest szaleńczo zakochana w Aresie, swoim przystojnym i tajemniczym sąsiedzie, z którym - ku jej rozczarowaniu - nigdy nie zamieniła ani jednego słowa. Obserwuje go z oddali, ale ma jasno określony cel - sprawić, aby chłopak ją pokochał. Raquel nie jest jednak niewinną, bezradną dziewczyną gotową oddać wszystko - również siebie - aby zrealizować swoje zamiary.







     Z wielką chęcią na obejrzenie filmu, jednak brakiem pomysłu na to co bym właściwie chciała zobaczyć, zdecydowałam się w końcu na nowość na Netflixie pt. "Przez moje okno". Choć wytrwałam do końca to jednak był to bardzo zły wybór i po seansie mam poczucie straconego czasu...
     Raquel podkochuje się w swoim zabójczo przystojnym sąsiedzie i od dłuższego czasu go podgląda. Jednak ma swój jasno określony cel - sprawić by chłopak ją wreszcie dostrzegł i pokochał. Choć historia mogłaby mieć ogromny potencjał to jednak jej rozwinięcie oraz wykonanie nie do końca przypadły mi do gustu. Mam wrażenie, że wszystko zostało tu przedstawione bardzo chaotycznie i nie miało celu, do którego mogłoby dążyć. Wiele momentów było tu dla mnie nieporadnych i nie do końca potrzebnych dla całości, a nadmiar niebyt emocjonujących scen miłosnych tylko mnie nużył i wywołał ziewanie. Według mnie jest to historia właściwie o niczym jakich wiele dostępnych na naszym rynku. Mnie ona do siebie nie przekonała i kompletnie nie trafiła w moje aktualne potrzeby filmowe.
     Gra aktorska to kolejny aspekt, który mnie w tej produkcji nie zachwycił. Były tu w większości przypadków sceny zrealizowane po prostu co najwyżej poprawnie, jednak znalazły się również mocno nienaturalne momenty. Żaden z aktorów nie zrobił na mnie aż tak dobrego wrażenia, bym z zachwytem oglądała to co się dzieje z ich udziałem na ekranie. Nie wywołali we mnie chęci wyszukiwania kolejnych filmów ze swoim udziałem bym miała radość z ponownego ich zobaczenia, raczej będę unikać pewnych nazwisk w kolejnych tytułach aniżeli specjalnie ich wypatrywać.
     "Przez moje okno" to film, który kompletnie nie jest dla mnie. Nie jestem w stanie znaleźć tu zbyt wiele plusów, które mogłyby podnieść moją ocenę czy sprawić, że moje odczucia po seansie byłyby nieco bardziej pozytywne. Niestety mam ogromne poczucie straconego czasu i żałuję, że nie wyłączyłam tego filmu już po pierwszych minutach. Ja jestem na nie i nie jestem w stanie polecić Wam z czystym sercem tego tytułu. Na pewno można znaleźć wiele innych lepszych produkcji.
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 23 stycznia 2022

"Dylemat" B. A. Paris

 
Jak daleko się posuniesz, by zapewnić osobie, którą kochasz, kilka dodatkowych godzin szczęścia?
Czterdzieste urodziny Livii zapowiadają się wyjątkowo hucznie, o wiele bardziej spektakularnie, niż mogłoby wyglądać jej wesele, którego zresztą nigdy nie miała… Na przyjęciu zjawią się wszyscy, na których jej zależy, za wyjątkiem córki, Marnie, która studiuje zagranicą. I chociaż Livia kocha Marnie, skrycie cieszy się, że jej nie będzie. Gdy tylko przyjęcie się skończy, Livia zamierza wyjawić swojemu mężowi, Adamowi, sekret dotyczący Marnie. Na razie jednak chce cieszyć się szczęśliwymi chwilami z rodziną.
Adam chce, żeby przyjęcie Livii było idealne, dlatego w tajemnicy planuje sprowadzić Marnie do domu. To ma być jego wielka urodzinowa niespodzianka. I wtedy dowiaduje się o czymś strasznym… Musi powiedzieć Livii. Ale jak mógłby zepsuć jej ten dzień – jest taka szczęśliwa, a goście już zaczęli się schodzić…
Opis książki
 
 
 
Autor: B. A. Paris
Tytuł oryginalny: The Dilemma
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Słysz Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2020
Rok pierwszego wydania polskiego: 2020
Liczba stron: 352 
Czas trwania: 8h 41m
Lektor: Marcin Popczyński, Małgorzata Lewińska



     Powieść "Dylemat" B. A. Paris to już moje czwarte spotkanie z twórczością tej autorki. Choć nie do końca jej książki zrobiły na mnie dobre wrażenie, tak słyszałam sporo pozytywnych opinii na temat tej pozycji, więc postanowiłam dać ostatnią szansę. Niestety ta historia jest jak dla mnie najgorsza z tych wszystkich i powinnam (nie wiem czemu tego nie uczyniłam) zrobić na niej tzw. DNF...
     Livia dość długo oczekiwała swoich czterdziestych urodzin. Impreza, którą przygotowała jest dla niej z osobistych względów bardzo ważna. Jednak cieniem na ten dzień kładą się pewne wydarzenia i tajemnice, przez co najpiękniejszy i najbardziej wyczekiwany dzień może stać się tym najgorszym... Niestety owe tytułowe dylematy były dla mnie mocno frustrujące i absurdalne. Gdyby bohaterowie po prostu ze sobą porozmawiali, co moim zdaniem powinni zrobić już na samym początku, nie byłoby całej tej historii a konsekwencje nie byłyby tak brutalne. Ja jestem po prostu zniesmaczona tym co tu dostałam a zamiast przyjemności z lektury i emocji wbijających w fotel dostałam tylko ogromną dawkę frustracji. Nie jestem w stanie znaleźć w tej fabule nic pozytywnego, co mogłoby mnie przekonać do tego, że ma ona jakiekolwiek dobre akcenty o których warto wspomnieć.
     Bohaterowie - niestety ten aspekt też nie powalił mnie na kolana. W moim odczuciu zostali wykreowani bardzo przeciętnie i nie znalazłam w nich nic, dzięki czemu na dłużej zapadliby w mojej pamięci na dłużej. Nie byłam w stanie się z nimi zżyć, a decyzje jakie podejmowali były moim zdaniem całkowicie oderwane od rzeczywistości. Jestem rozczarowana tym w jaki sposób zostali oni wykreowani, w szczególności po wielu pozytywnych słowach z jakimi się spotkałam pod tym względem.
     Styl autorki jest bardzo lekki w odbiorze. Jeśli ktoś czytał już inne jej powieści, wie czego może się spodziewać. Jednak samo to nie jest dla mnie wystarczające abym mogła się zachwycać tym co tutaj znalazłam... Lektorzy w audiobooku to najmocniejszy atut całości. Nie mogę napisać ani jednego złego słowa na ich temat i chyba tylko oni najlepiej wykonali tutaj swoją pracę.
     "Dylemat" to dla mnie ogromne rozczarowanie i nie powinnam mieć wewnętrznych dylematów nad porzuceniem tej książki w trakcie lektury. Żałuję, że ją skończyłam i poświęciłam na nią swój czas, gdyż na swoją kolej czeka wiele, mam nadzieję, że znacznie lepszych pozycji, które będą w stanie podbić moje serce. Ja nie jestem w stanie polecić Wam tej pozycji z czystym sumieniem.
     Moja ocena: 3/10.

środa, 22 września 2021

'Szkoła melanżu' (Booksmart, 2019) - film

 
 
 
 
 
 
 
Amy (Kaitlyn Dever) i Molly (Beanie Feldstein) są dwiema przyjaciółkami, które przez cztery lata ogólniaka pilnie się uczyły, aby zostać prymuskami. Jednak w przeddzień ukończenia szkoły zaczynają żałować, że poświęciły nauce wszystko. Marzą, aby nadrobić stracony czas i pewnej nocy postanawiają imprezować do upadłego.








      Na film "Szkoła melanżu" trafiłam przypadkowo przeglądając dostępne tytuły na Netflixie. Zobaczyłam słowo 'book' w oryginalnym tytule i pełna zapału od razu zaczęłam oglądać bez sprawdzania o czym właściwie jest ta historia. I to był niestety ogromny błąd...
     Dwie przyjaciółki, Molly i Amy, są szkolnymi prymuskami, którym zależy głównie na zdobywaniu wiedzy oraz dobrych ocenach. Jednak w przeddzień ukończenia szkoły wpadają na szalony pomysł i postanawiają udać się na imprezę i bawić do upadłego by nadrobić zaległości z ostatnich lat. Niestety koncepcja chcących jedynie zabalować i upić się nastolatek nie do końca trafia w moje gusta. Z każdą kolejną minutą seansu moje zażenowanie rosło a nadzieja, że jednak pojawi się tu coś godnego uwagi drastycznie malała. Nie lubię porzucać książek czy filmów przed końcem, jednak to jest jeden z tych przykładów, gdzie jednak powinnam to zrobić i nie marnować swojego czasu. Sama historia do mnie nie trafia a wykonanie też pozostawia według mnie wiele do życzenia. Ja jestem na nie!
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie aż tak spektakularnego wrażenia, choć i tak był to chyba najmocniejszy atut całej tej produkcji. Aktorki wcielające się w główne postacie niestety wypadły tu na tyle nijako, że nie jestem pewna czy chciałabym zobaczyć je w kolejnych filmach by sprawdzić czy tylko tu potknęła im się noga. Również postacie drugoplanowe nie były na tyle wyraziste i ciężko będzie mi je przypisać do konkretnego tytułu, o ile w ogóle będę o nich pamiętać.
     "Szkoła melanżu" to film, który kompletnie swoją koncepcją nie trafia w moje gusta. Żałuję, że nie wyłączyłam go już po pierwszych minutach, gdy zaczęłam mieć co do niego złe przeczucia. Niestety nie jestem w stanie polecić Wam tego filmowego stworka - raczej będę odradzała marnowanie na to czasu, gdyż jest wiele znacznie lepszych produkcji wartych zobaczenia.
     Moja ocena: 3/10.

środa, 28 lipca 2021

'Polityka' (2019) - film

 
 
 
 
 
W "Pitbullu"Patryk Vega zajął się policją, w "Botoksie" wziął pod lupę służbę zdrowia, a teraz przyszedł czas na polską scenę polityczną. Co robią i jak zachowują się najważniejsi ludzie w kraju, kiedy gasną światła kamer i spadają maski? Jak władza i dostęp do publicznych pieniędzy wpływa na osoby piastujące najwyższe urzędy i pełniące obowiązki wobec Narodu? Bezkompromisowa "Polityka" odpowiada na te pytania. To film o przedstawicielach wszystkich frakcji i ugrupowań politycznych w Polsce, o rządzących i opozycji, o świeckich liderach i politykach w sutannach.





     Z filmami Patryka Vegi mam dość dziwną relację - niektóre naprawdę mi się podobają, a inne całkowicie nie trafiają w mój gust. Mając wolny wieczór postanowiłam obejrzeć "Politykę" o której słyszałam dość mieszane opinie. Niestety trafiam do grona, które nie do końca są w stanie polubić się akurat z tym tytułem (i nie chodzi tu o poglądy!).
     W tej produkcji mamy przedstawioną polską scenę polityczną i kilka absurdalności o których niestety mieliśmy okazję co nieco usłyszeć w mediach. Moim zdaniem bardzo dobrze zostało oddane sedno tego co się u nas w polityce wyrabia, jednak będąc świadkiem tego co się dzieje nie do końca mnie śmieszyło oglądanie tego po raz kolejny w skondensowanej dawce. Po prostu już chyba wystąpił u mnie jednak przesyt absurdalności i zmęczenie tym materiałem. "Kto żyje w Polsce ten w cyrku się nie śmieje" - to powiedzonko krążące w internecie chyba u mnie zadziałało w przypadku tego filmu. Abstrahując już od samej tematyki to podczas seansu dość mocno męczył mnie również chaos jaki tutaj dostajemy. Odniosłam wrażenie, że niektóre sceny były dość mocno porozrzucane i zrobił się tu pewnego rodzaju męczący mnie bałagan. Gra aktorska - moim zdaniem aktorzy zostali idealnie dobrani i genialnie wcielili się w swoje postacie. Jak dla mnie dobór tu występujących to najmocniejszy atut tej produkcji i chyba nikogo bym nie wymieniła.
     "Polityka" to film, który ma swoich fanów jak i przeciwników. Mnie niestety ta produkcja po prostu zmęczyła i to chyba nie był odpowiedni czas w moim życiu na jej oglądanie. Nie wiem czy zdecyduję się na ponowne obejrzenie tego tytułu w przyszłości, jednak na ten moment daję sobie na chwilę spokój z tego typu filmami.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 27 maja 2021

'Cam' (2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Alice robi kamerkowe pokazy, mając obsesję popularności w Internecie. Gdy kolejny raz nie udaje jej się zalogować na swój profil, odkrywa, że ma swoją replikę.
 








     Film pt. "Cam" to chyba jedna z tych produkcji, która najdłużej czekała na 'Mojej liście' na Netflixie do obejrzenia. Nie pamiętam już co mnie w tym tytule zaintrygowało, jednak postanowiłam dać szansę i wzięłam się za oglądanie. Niestety mocno się rozczarowałam tym, co tu dostałam...
     Alice zdobywa coraz większą popularność na portalu na którym robi pokazy przez kamerkę. Niestety ktoś bardzo do niej podobny włamuje się na konto i podszywa się pod dziewczynę pokazując to coraz bardziej mroczne i wyzywające pokazy. Podobno jest to thriller, jednak trudno mi przypisać tę produkcję to tego gatunku. Dla mnie nie było tu nic co mogłoby w jakikolwiek sposób wywołać u mnie ciarki na plecach czy wprowadzić we mnie jakikolwiek niepokój. Niestety nie jestem przekonana do samej treści. Było dla mnie tu wiele nieścisłości i nielogicznego zachowania niektórych postaci, przez co nie byłam w stanie czerpać jakiejkolwiek przyjemności z seansu. Może dla niektórych będzie zbyt perwersyjnie, inni znajdą tu coś dla siebie, jednak ja wątpię abym powracała do tej historii z miłymi myślami i nie sądzę, by pojawiła się u mnie chęć by ponownie ją zobaczyć.
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Część postaci została przedstawiona zupełnie nijako, przez co nie byłam w stanie zżyć się z kimkolwiek na tyle by kibicować o jak najlepsze rozwiązanie sytuacji. Jestem rozczarowana, gdyż mam wrażenie, że żaden z aktorów nie dał z siebie nic więcej poza minimum.
     "Cam" to produkcja, która nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Wątpię abym w przyszłości powracała do niej myślami oprócz momentu umieszczenia tego tytułu w podsumowaniu miesiąca. Ja jestem w tym przypadku na nie i niestety nie jestem nawet do końca pewna, czy jest ktoś komu mogłabym polecić tę produkcję.
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 2 maja 2021

"Jak lepiej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych" Christel Petitcollin

 

Znawczyni ludzkiej natury – Christel Petitcollin – powraca z kontynuacją bestsellerowego poradnika "Jak mniej myśleć"!
Po lekturze książki "Jak mniej myśleć" zapewne wiesz już, że zaliczasz się do kręgu osób analizujących bez końca. Zdajesz też sobie sprawę, że nadwydajność mentalna jest twoim atutem, a fantastyczny umysł – narzędziem do samodoskonalenia. Tylko jak optymalnie wykorzystać to, co siedzi w twojej głowie? Nikt nie wie lepiej od ciebie, jak potężne jest to wyzwanie!
Książka "Jak lepiej myśleć", będąca rozwinięciem i uzupełnieniem pierwszej części poradnika, pozwala wreszcie rozwiać dręczące cię wątpliwości. Autorka napisała ją w reakcji na liczne prośby czytelników, którzy domagali się dodatkowych wyjaśnień i odpowiedzi na konkretne pytania. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że bierze udział w prywatnej rozmowie z terapeutką.
"Jak lepiej myśleć" to zbiór przydatnych wskazówek dla osób nadwydajnych mentalnie i analizujących bez końca, dotyczących codziennego życia w społeczeństwie. Jeśli potrzebujesz porady, jak odnaleźć spokój na płaszczyźnie zawodowej, w relacjach z najbliższymi oraz w miłości, koniecznie sięgnij po tę książkę! Dzięki niej jeszcze lepiej zrozumiesz siebie i innych, rozwiniesz i pokochasz swoją niezwykłą osobowość, a także nauczysz się organizować otoczenie tak, aby czuć się w nim jak najbezpieczniej.
W książce "Jak mniej myśleć" autorka pomaga czytelnikowi znaleźć jego miejsce w świecie, a w "Jak lepiej myśleć" wskazuje, jak odnaleźć w tym świecie szczęście i spełnienie.
Opis książki
 
 
 
Autor: Christel Petitcollin
Tytuł oryginalny: Je pense mieux : Vivre heureux avec un cerveau bouillonnant, c'est possible!
Język oryginalny: francuski
Tłumacz: Arustowicz Krystyna
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2019
.Liczba stron: 224
 
 
 
     Po niezbyt udanej pozycji "Jak mniej myśleć" miałam ogromne wątpliwości czy sięgać również po następny tytuł tej autorki, czyli "Jak lepiej myśleć". Stwierdziłam jednak, że skoro i tak czeka na mojej półce to zobaczę czy ma ona coś nowego do przekazania, czy jednak będzie dalej brnęła w swoje niezbyt przekonujące wywody. Niestety jestem jeszcze bardziej rozczarowana niż po przeczytaniu pierwszego tytułu...
     Pozycja "Jak lepiej myśleć" ponoć powstała z myślą o czytelnikach, którzy pisali maile do autorki z prośbą o rozszerzenie i pełniejsze omówienie niektórych zagadnień. Jednak już na wstępie autorka nieco zirytowała mnie swoim podejściem. Sama napisała, że wiele osób odezwało się do niej z przekazem, że niektóre jej określenia miały znaczenie pejoratywne (czyli nie tylko ja miałam takie odczucia!) na co zareagowała oburzeniem i nie okazała żadnej skruchy i pokory. Moim zdaniem w książce każde słowo ma ogromne znaczenie i odwracanie się od swoich czytelników, którzy sygnalizują, że jednak coś było nie tak, również tych wysoko wrażliwych jak ja, działa tylko na jej niekorzyść. W tej pozycji odniosłam wrażenie, że nie ma żadnej myśli przewodniej i dostałam tylko tzw. "lanie wody" o wszystkim i o niczym. Żadne zagadnienie nie zostało wystarczająco głęboko omówione, by móc wynieść z lektury przydatne rady. Osobiście nie znalazłam w tej pozycji nic, co faktycznie mogłoby mi pomóc lepiej myśleć, a tylko pozostał niesmak po próbie zmiany osobowości i wyplenienia mojej wysokiej wrażliwości. Jak dla mnie tutaj idealnie zostało ukazane to, że autorka nie do końca rozumie czym jest ta cecha i tylko dalej brnie w ten temat, by tylko wydać kolejną książkę.
     Styl autorki - jak dla mnie tutaj jest jeszcze więcej pisania tylko dla samego pisania, tak aby liczba oczekiwanych słów się zgadzała. Choć jest to stworzone lekkim językiem to jednak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, jakbym czytała pracę zaliczeniową studenta, który nic nie wie ale pisze kwiecistym językiem o niczym, żeby móc tylko dostać pozytywną ocenę. Wydanie papierowe to chyba największy plus całej tej pozycji, gdyż wykonana jest całkiem porządnie. Jedyne do czego mogę się przyczepić to klejone strony, które mogą dość szybko zacząć wypadać.
     "Jak lepiej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych" to pozycja z której nie dowiedziałam się niczego przydatnego a podniosła mi jedynie ciśnienie. Autorka nie do końca rozumie poruszany przez siebie temat i nie przekazuje żadnych rad, które faktycznie mogłyby w jakikolwiek sposób pomóc wysoko wrażliwym osobom. Ja jestem mocno na nie!
     Moja ocena: 3/10.
Related Posts with Thumbnails