Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 stycznia 2022

"Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach" Jacek Hołub

 
 
W badaniu przeprowadzonym na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trzydzieści procent - czyli ponad dziewięć milionów - dorosłych Polaków potwierdziło, że było sprawcami przemocy w rodzinie. Siedemnaście procent skrzywdziło bliskich kilka razy, a trzy procent wielokrotnie.
Mężczyźni katują żony i dzieci. Bici synowie dorastają i znęcają się nad swoimi partnerkami i dziećmi. Krzywdzone dziewczynki wpadają w szpony toksycznych mężów. Dorosłe dzieci dręczą zniedołężniałych rodziców. Silniejsi terroryzują słabszych, zdrowi niepełnosprawnych, ci, którzy mają władzę, kontrolują i ranią swoich podopiecznych. Przez nasze domy płynie rzeka agresji, bólu, cierpienia i nienawiści. Oficjalne statystyki to wierzchołek góry lodowej.
 
Opis książki
 
 
 
 
Autor: Jacek Hołub
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura faktu
Forma: reportaż / zbiór reportaży
Rok pierwszego wydania: 2021
Liczba stron: 216
 
 
 
     Książka pt. "Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach" to kolejny mocny reportaż Jacka Hołuba. Po pozycji "Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci" tego autora, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, wiedziałam, że również tu mogę spodziewać się treści, która pozostanie na długo w mojej pamięci. I moje przeczucia okazały się słuszne.
     W tym reportażu został poruszony temat przemocy, która ma miejsce w polskich domach. Jednak przemoc to nie tylko ta fizyczna, jednak również psychiczna czy finansowa. Niemniej każda z nich jest równie brutalna i może zniszczyć człowieka. Dla mnie ta pozycja była naprawdę trudna w lekturze ze względu na swoją tematykę i pomimo niepozornej objętości wywołała we mnie ogrom emocji. Autor moim zdaniem wykonał kawał dobrej roboty i solidnie ukazał tu omawiany temat. Nie odniosłam wrażenia, aby pisał pod publikę i usilnie chciał udowodnić jakąś swoją tezę tylko dał dojść do głosu osobom, które faktycznie doświadczyły przemocy i mają z nią styczność oraz przedstawić to co one mają do powiedzenia byśmy mogli poznać ich historię, widzianą z ich perspektywy. Jestem pewna, że treść tej pozycji pozostanie w mojej głowie na długo i będę wielokrotnie powracać do niej myślami. Emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury były bardzo silne i długo nie chciały mnie opuścić.
     Styl autora pomimo ogromnie trudnej tematyki był zaskakująco lekki (jeśli tak to można określić) i dobry w odbiorze. Choć musiałam co jakiś czas odkładać książkę, żeby ochłonąć z emocji, które we mnie wywołała, to jednak gdy tylko miałam możliwość to do niej powracałam. Jestem pewna, że sięgnę po kolejne pozycje Jacka Hołuba, które się ukażą na naszym rynku. Wydanie papierowe zostało bardzo dobrze przygotowane i jak prawie nigdy przy takiej wersji nie mam mu nic do zarzucenia.
     "Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach" to naprawdę mocny reportaż, który wywołał we mnie wiele emocji. Nie jestem pewna czy będę w stanie ponownie sięgnąć po tę pozycję, jednak na pewno jeszcze nie raz będę powracać do niej myślami i na długo pozostanie w mojej pamięci. Choć jest dopiero styczeń to dla mnie jest to jedna z ważniejszych książek przeczytanych w tym roku.
     Moja ocena: 9/10.

niedziela, 24 maja 2020

'Coco' (2017) - film







Dwunastoletni Miguel uwielbia muzykę, która od pokoleń jest w jego rodzinie zakazana. Chłopak marzy jednak, by osiągnąć sukces na miarę swojego wielkiego idola - Ernesta de la Cruza. W pogoni za swoją pasją trafia do pełnej kolorów Krainy Umarłych, gdzie ze wszystkich sił stara się odkryć historię swoich przodków. Z pomocą przychodzi mu przeuroczy oszust o imieniu Hektor.







     Poszukiwania idealnej animacji na te trudne czasy trwają nadal. Tym razem przyszło mi się zmierzyć z ogromnie zachwalaną przez wielu widzów produkcją pt. "Coco". Miałam przez to wobec niej ogromne oczekiwania i czy również w moim odczuciu jest ona tak dobra? Zdecydowanie tak!
     Miguel kocha muzykę i pragnie osiągać sukcesy w tej dziedzinie lecz w jego rodzinie jest ona zakazana od kilku pokoleń. Pod wpływem pewnych zdarzeń trafia on do Krainy Umarłych, gdzie stara się rozwikłać historię rodzinną, która tak mocno wpłynęła na tak wiele osób. Mam wrażenie, że ta animacja idealnie łączy ze sobą humor wraz z pewnymi wartościami, które całe szczęście nie są tu przedstawiane zbyt nachalnie. Choć jest to produkcja skierowana głównie do tych młodszych, to moim zdaniem również ci trochę starsi są w stanie ją docenić. Były tu momenty podczas których ja, prawie trzydziestoletnia kobieta, miałam łzy w oczach i to głównie ze wzruszenia a nie tylko z zabawnych żartów, które co rusz się tu pojawiały. I to właśnie za tę pewnego rodzaju uniwersalność(?) cenię najbardziej dobre animacje, gdyż każdy znajdzie tu coś dla siebie. Polski dubbing moim zdaniem bardzo dobry, pomimo, że ja nie rozpoznałam zbyt wielu głosów to jednak były one idealnie dobrane do postaci. Również co do samego wykonania całej produkcji nie mam zarzutów - byłam w stanie po prostu zatopić się tu oglądaniu przedstawianej historii zamiast doszukiwać się na siłę błędów, których możliwe, że po prostu nie ma (albo nie są aż tak widoczne podczas zachwytów nad treścią ;)).
     "Coco" to jedna z tych animacji, która faktycznie ma coś więcej do zaoferowania. Sądzę, że niejednokrotnie będę do niej powracać. Choć według mnie nie jest aż tak zabawna jak "Shrek" to jednak depcze mu po piętach. Swoją treścią i emocjami również potrafi przyciągnąć uwagę widza na dłużej. Jeśli jeszcze ktoś się uchował kto nie widział tego tytułu to gorąco polecam zaznajomienie się z nim!
     Moja ocena: 9/10.

środa, 20 maja 2020

'Żona' (The Wife, 2017) - film






Joan Castleman (Glenn Close) jest niezwykle inteligentną i piękną kobietą, która poświęciła cztery dekady życia oraz swoje marzenia i ambicje charyzmatycznemu mężowi Joe (Jonathan Pryce). Przez lata zdawało się, że w pełni spełniała się w roli żony Wielkiego Pisarza. Wszystko jednak do czasu. Kiedy para wyjeżdża wspólnie do Norwegii – gdzie mężczyzna ma odebrać Nagrodę Nobla – w kobiecie zaczyna coś pękać.







     O filmie pt. "Żona" dowiedziałam się od osoby, której poleceniom ufam w stu procentach. Całe szczęście udało mi się go znaleźć na HBO GO i pełna zapału zabrałam się za oglądanie. Według mnie jest to jeden z lepszych filmów jaki ostatnio obejrzałam.
     Historia ukazuje relację małżeńską, która przez wiele lat nabiera kształtów, dojrzewa. Gdy Joe dostaje Nagrodę Nobla i wraz z żoną oraz synem wybierają się na rozdanie statuetek w kobiecie zaczyna coś pękać. Zbyt wiele niedopowiedzeń, niedocenianie drugiej połówki czy brak całkowitego wsparcia jak i wiele innych narastających spraw w końcu dają o sobie znać. Przyznam, że ten film ogromnie mnie zaskoczył. W niecałe dwie godziny został ukazany ogrom emocji z którymi widz często może się utożsamić. Natomiast relacja między bohaterami została mistrzowsko przedstawiona, o niebo lepiej niż to co dostajemy w "Historii małżeńskiej", która mnie ostatnio rozczarowała. Moim zdaniem w filmie pt. "Żona" jest stopniowo budowane napięcie, które nie opuszcza ani na moment, a pozostaje jeszcze na długo po seansie. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem tego jak została zrealizowana ta produkcja. Potrafi ona jeszcze na długo pozostać w głowie i daje dużą możliwość do refleksji. Samo zakończenie dość smutne, jednak jest ono idealnie wyważone i moim zdaniem pasujące do tej historii.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Mam wrażenie, że każdy z aktorów został idealnie dobrany do swojej roli i nikogo bym tutaj nie zamieniła. Podczas seansu moim zdaniem wszyscy wypadli bardzo naturalnie. Choć były jednostki, które nie wzbudziły we mnie swoim charakterem pozytywnych odczuć, to jednak widzę, że dopełniały one idealnie całą historię.
     Sądzę, że film pt. "Żona" pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Jestem nim naprawdę oczarowana i sądzę, że w przyszłości obejrzę go jeszcze raz. A jeśli Wy jeszcze nie widzieliście tego filmu to gorąco polecam jego nadrobienie. Moim zdaniem naprawdę warto!
     Moja ocena: 9/10.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

'Green book' (2018) - film





Tony, drobny cwaniaczek z Bronxu, z nadzieją na zgarnięcie konkretnej sumki, zatrudnia się jako szofer wybitnego, ekstrawaganckiego muzyka Dona Shirleya. Razem wyruszają w wielotygodniowe tournée na południe Stanów Zjednoczonych. Z pozoru różni ich wszystko: od majątku i wykształcenia, przez sposób bycia, po ulubione jedzenie i rozrywki. Z czasem jednak będą mieli okazję przekonać się, że tak naprawdę więcej ich łączy, niż dzieli. Ich wspólna, pełna przygód podróż stanie się początkiem nieprawdopodobnej przyjaźni. 






     "Green book" to nagradzany i doceniany przez wielu odbiorców film, który jakimś cudem dopiero teraz obił mi się o uszy. Widząc go na HBO GO nie mogłam sobie odmówić seansu i sprawdzić o co właściwie tutaj chodzi. Choć się tego nie spodziewałam to jestem pod ogromnym wrażeniem tego co tu dostałam!
     Tony, który chwilowo pozostał bez pracy natrafia na ofertę pracy jako u wybitnego muzyka. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że Don Shirley jest czarnoskóry a Tony... nie za bardzo za nimi przepada. Jednak relacja jaka między tym dwojgiem się zawiązuje podczas wielotygodniowego tournée zmienia ich sposób myślenia i podejście do niektórych spraw. Choć miałam nadzieję na dobrą produkcję, która będzie się czymś wyróżniać na tle innych to nie spodziewałam się aż tak znakomitej historii o której ciężko będzie mi przestać myśleć. Sposób w jaki zostały tu przedstawione wydarzenia był mocny i dobitny, a zarazem na tyle subtelny (?) by nie odrzucał tych trochę wrażliwszych widzów. Ciężko mi wyrazić słowami pod jak ogromnym wrażeniem jestem po seansie tego filmu. Nie dziwię się czemu dostał tak wiele nagród, ponieważ jest to naprawdę porządnie przygotowana produkcja z dobrą historią o której będę myślała jeszcze na długo po jej obejrzeniu.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Każdy z aktorów mam wrażenie, że dał z siebie sto procent i odpowiednio przygotował się do swojej roli. Nie dziwi mnie Oscar, którego otrzymał Mahershala Ali za swoją rolę, gdyż wypadł tu naprawdę dobrze. Jednak również pozostali aktorzy odwalili kawał dobrej roboty i nie mam im nic do zarzucenia w tej produkcji.
     Nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na obejrzenie tego filmu. Naprawdę dobrze spędziłam swój czas podczas seansu i mam nadzieję, że uda mi się go w przyszłości obejrzeć ponownie. Choć jest dopiero styczeń sądzę, że "Green book" ma on bardzo duże prawdopodobieństwo na trafienie do mojej topki najlepszych filmów obejrzanych w tym roku.
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 28 listopada 2019

'Joker' (2019) - film







Historia jednego z cieszących się najgorszą sławą superprzestępców uniwersum DC — Jokera. Przedstawiony przez Phillipsa obraz śledzi losy kultowego czarnego charakteru, człowieka zepchniętego na margines. To nie tylko kontrowersyjne studium postaci, ale także opowieść ku przestrodze w szerszym kontekście.








     Film "Joker" robi ostatnimi czasy furorę. Bardzo dużo się mówi na jego temat, czasem źle jednak przeważają te pozytywne opinie, przynajmniej ja miałam głównie z takimi styczność. Żeby móc się włączyć do zagorzałych dyskusji wśród znajomych postanowiłam obejrzeć ten film w kinie i nie żałuję, że zrobiłam to na dużym ekranie.
     Choć nie jestem ogromną fanką komiksów ze złoczyńcami, to jednak historia z którą mamy tutaj styczność kolokwialnie mówiąc "wymiata". Postęp choroby psychicznej i brak  dostępu do odpowiedniego leczenia daje mieszankę wybuchową. Moim zdaniem genialnie zostały tu uchwycone zachowania ludzkie i jak katastrofalne w skutkach mogą one być nie tylko dla jednej osoby. Jak najbardziej zgadzam się z powyższym opisem a w szczególności z ostatnim zdaniem: "To nie tylko kontrowersyjne studium postaci, ale także opowieść ku przestrodze w szerszym kontekście". Pomimo, że już minęło kilka dni od dnia w którym obejrzałam ten film, to nadal nie jestem w stanie sensownie opisać tego jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta historia i sposób w jaki przedstawione zostały niektóre aspekty zachowań ludzkich. Te okrucieństwo, obłęd jak i wiele innych niepokojących stanów daje nam mieszankę wybuchową, przez którą ciężko zapomnieć o tym co zobaczyłam na ekranie.
     Gra aktorska fenomenalna. W szczególności w mojej pamięci wyryła się właśnie postać tytułowego Jokera, w którego wcielił się Joaquin Phoenix. Moim zdaniem genialnie ukazał tego bohatera i powinien dostać za ten występ wiele nagród. Również pozostali aktorze zdołali udźwignąć ciężar swoich postaci. Może jedynie nie jestem w pełni przekonana co do odtwórczyni roli Penny Fleck, czyli Frances Conroy, która w nielicznych momentach wypadała lekko blado w porównaniu do innych.
     Nie spodziewałam się, że ten film zrobi na mnie aż takie wrażenie. Naprawdę myślałam, że film o postaci z komiksów nie przypadnie mi do gustu, ale jak widać ogromnie się myliłam. Jestem pewna, że w przyszłości jeszcze nie raz obejrzę ten fenomenalny a zarazem niepokojący film, który na długo wyryje się w mojej pamięci.
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 21 listopada 2019

"Był sobie pies 2" W. Bruce Cameron


Wszystkie psy doskonale wiedzą, że życie ma sens tylko u boku ukochanego człowieka. 
Bailey – bohater bestsellera „Był sobie pies” – powraca w nowym psim wcieleniu, aby wypełnić kolejną misję!
Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię i jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele żyć i sporo się nauczył o ludziach. Miał różne imiona: Bailey, Toby, Ellie, Koleżka…
Bailey powraca w nowym wcieleniu na czterech łapach i spotyka dorastającą Clarity. Wie, że jego misja jeszcze nie została wypełniona – musi pilnować i strzec dziewczynki. Musi być dzielnym psem!
Tym razem zrobi wszystko, aby pomóc ukochanej pani odnaleźć prawdziwą miłość i zrealizować jej marzenia. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny psi przyjaciel. Bo jedno wie na pewno: życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem. 
Opis książki



Autor: W. Bruce Cameron 
Tytuł oryginalny: A Dog's Journey 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Świerczyńska Edyta 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura zagraniczna 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2012 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2019 
Liczba stron: 408



     Jeśli jesteście tu ze mną już od jakiegoś czasu to przypuszczalnie wiecie, że uwielbiam książki z psim motywem. W szczególności te autorstwa W. Bruce Camerona. Gdy zobaczyłam ten tytuł od razu wiedziałam, że będę musiała go jak najszybciej przeczytać. "Był sobie pies" ogromnie mnie zachwycił a wobec tej kontynuacji miałam ogromne oczekiwania. Bardzo subiektywnie mówiąc - jestem zachwycona tą historią!
     W tej powieści mamy kontynuację losów uroczego psa, który już nie jedno miał imię. Dla niektórych Bailey, dla innych Ellie a czasem nawet Koleżka. Choć Ethana już nie ma to tym razem pies powraca by chronić Clarity. Historia z jaką tym razem przychodzi się nam zmierzyć jest przepełniona bólem, chorobami ale jest również miejsce na radość z życia codziennego. Nadal mamy tutaj relację z psiej perspektywy, więc nie wszystkie zdarzenia mamy przedstawione wprost, tak jakby to przeżywał człowiek. Mam wrażenie, że w tej powieści większy nacisk został przedstawiony na relacje międzyludzkie i ich problemy. Poruszone zostały trudne tematy, jak bulimia, nowotwory czy niezdrowa relacja między matką a córką. Choć nie mamy tu moralizatorskich wywodów, a owe sytuacje widzimy z perspektywy zwierzaka to jednak sposób ich ukazania i tak daje wiele do myślenia. Podczas lektury targały mną przeróżne emocje i uczucia. Czasem miałam ochotę się poryczeć, czasem z krzykiem ochrzanić ludzi za ich zachowanie, a innymi razy pojawiała się również radość.
     Bohaterowie naprawdę bardzo dobrze wykreowani. Mam wrażenie, że nawet jeszcze lepiej zostali ukazani niż w pierwszej części. Jest tu bardzo wiele miejsca na domysły, nic nie jest czarne albo białe, jednak również i postacie wzbudzają wiele emocji. Będąc po lekturze tej pozycji Gloria trafi do mojej czołówki najbardziej znienawidzonych przeze mnie postaci książkowych. Choć były momenty gdy można by zacząć jej choć odrobinę współczuć to i tak nie wiem czy cokolwiek jest w stanie spowodować zmianę mojego nastawienia wobec takiej kobiety.
     Styl autora genialny. Sposób w jaki wykreował ten świat i przedstawił fabułę całkowicie trafia w mój gust. Już od pierwszych stron czytałam jak zaczarowana i naprawdę ciężko było mi się oderwać od lektury tej powieści. Wydanie elektroniczne bardzo dobrze wykonane i naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia.
     Jestem zachwycona tą książką. Wiem, że jest to moja bardzo subiektywna opinia, jednak to jakie emocje towarzyszyły mi podczas czytania pozostaną w mojej pamięci na długo. Jetem pewna, że będę do tych pozycji powracać nie jeden raz. I prawdopodobnie za każdym razem będę je przeżywać równie mocno. Moim zdaniem naprawdę warto sięgnąć po ten tytuł. "Był sobie pies 2" to przepełniona uczuciami historia, którą powinien przeczytać każdy.
     Moja ocena: 9/10

wtorek, 20 sierpnia 2019

'Król Lew' (The Lion King, 2019) - film






Pośród afrykańskiej sawanny przychodzi na świat jej przyszły król. Mały Simba uwielbia swojego ojca, króla Mufasę. Jednak nie wszyscy są szczęśliwi z pojawienia się młodego lwiątka. Dawny następca tronu, Skaza, ma swoje plany dotyczące przyszłości Lwiej ziemi. W efekcie Simba opuszcza swoją rodzinę. Żyjąc na wygnaniu musi dorosnąć i, z pomocą zaskakującej dwójki przyjaciół, nauczyć się jak odebrać to, co jest mu należne.







     Uwielbiam "Króla Lwa" i jego wersję z 1994 roku. Jest to jedna z ulubionych bajek mojego dzieciństwa. Udało mi się wybrać na tę animację do kina, na wersję 3D :), choć miałam ogromne obawy, czy twórcom uda się podołać i stworzyć coś równie epickiego.
     Simba to przyszły król, który napotka wiele zła na swojej drodze, jednak będzie musiał zawalczyć o przyszłość swojego królestwa. Historia wywołuje wiele emocji, są sceny wyciskające łzy z oczu nawet u najtwardszych kinomaniaków. No bo kto nie wzruszył się podczas śmierci Mufasy (mam nadzieję, że nie jest to dla nikogo spoiler). Jednak jak bardzo ta wersja różni się od tego co poznaliśmy ponad dwadzieścia lat temu? Mam nieodparte wrażenie, że tutaj nie było aż tak dobrze ukazanych emocji zwierząt. W pierwotnej wersji trochę bardziej byłam w stanie zobaczyć ich uczucia i przeżywać wszystko wraz z bohaterami. Również w moim odczuciu wersja z 2019 wydaje się być bardziej okrutna. Przez efekty specjalne znacznie lepiej, a nawet mroczniej, były ukazane sceny walki w ogniu między zwierzętami. Efekty 3D momentami raz lepsze, raz gorsze. Niestety nie były one równomiernie dobre przez cały film. Polski dubbing był bardzo dobry, choć chyba mam zbyt duży sentyment do bajki z 1994 roku. Znacznie bardziej podobały mi się wersje tych wcześniejszych piosenek, a głównie chodzi mi o "Hakuna Matata" oraz "W gęstej dżungli /  lew stary mocno śpi".
     "Król Lew" z 2019 to bardzo dobra produkcja, choć nie zdetronizowała tej wersji z 1994 roku. Nie żałuję, że wybrałam się na ten film do kina, gdyż naprawdę przyjemnie spędziłam ten czas. Miło było powrócić do jednej z piękniejszych historii z czasów mojego dzieciństwa.
     Moja ocena: 9/10.

środa, 17 lipca 2019

'Twój Vincent' (Loving Vincent, 2017) - film



27 lipca 1890 r. szczupła postać idzie po zmierzchu chwiejnym krokiem senną ulicą francuskiego miasteczka Auvers. Mężczyzna nie ma nic przy sobie; dłonie przyciska do świeżej rany postrzałowej, z której sączy się krew. To Vincent van Gogh – wówczas mało jeszcze znany artysta, dziś uznawany za jednego z największych malarzy na świecie. O jego tragicznej śmierci wiadomo od dawna, jednak nadal nie jest jasne, jak i dlaczego doszło do śmiertelnego postrzału. "Twój Vincent" opowiada właśnie tę historię, odkrywa okoliczności tajemniczej śmierci artysty. Czy na pewno popełnił samobójstwo? Co się wydarzyło przez 6 tygodni od ostatniego listu van Gogha, w którym pisał, że czuje się dobrze i jest zupełnie spokojny? 





     W okolicach premiery filmu "Twój VIncent" było o nim dość głośno, jednak szybko wyleciał mi ten tytuł z głowy. Przypomniałam sobie o nim dopiero ostatnio, gdy zobaczyłam, że jest dostępny na Netflixie. Postanowiłam nadrobić ten film i nie żałuję, że pod wpływem impulsu zdecydowałam się na seans.
     Vincent van Gogh - przypuszczam, że każdy choć raz słyszał to nazwisko, nawet jeśli nie jest zafascynowany sztuką i malarstwem. "Twój Vincent" to historia tajemniczej śmierci artysty, który zmarł od rany postrzałowej. Jednak czy na pewno było to samobójstwo? Choć nie jestem zbyt obiegana w tematyce postimpresjonizmu i impresjonizmu, nie szukam w każdej wolnej chwili nowych informacji to uważam, że ten film jest genialny. Podobno powstawał on aż około sześciu lat, ale efekt jest oszałamiający. Nawet pomimo bycia laikiem w tym temacie, jestem pod ogromnym wrażeniem. Historia malarza przedstawiona w intrygujący sposób, z zafascynowaniem przyglądałam się wykonaniu i zapartym tchem w śledziłam losy bohaterów, gdyż byłam ogromnie ciekawa jak będzie dalej ukazana treść.
     Nie wiem cóż więcej mogę napisać o tym filmie. Notka bardzo krótka i możliwe, że niezbyt rzeczowa, jednak wstawiam ją pomimo to, gdyż może ktoś tak jak ja przypomni sobie o tym tytule i zachwyci się wykonaniem.
     Moja ocena: 9/10.

niedziela, 16 czerwca 2019

'Mój przyjaciel Hachiko' (Hachi: A Dog's Tale, 2009) - film

 
Profesor Wilson (Richard Gere) znajduje na stacji kolejowej uroczego, puchatego szczeniaka rasy Akita. Zabiera go do domu, aby udzielić schronienia aż do chwili, kiedy zgłosi się po niego właściciel. Jednak nikt nie poszukuje psiaka, a rodzina profesora szybko przyzwyczaja się do obecności puchatej kulki. Pies dostaje na imię Hachiko, wyrasta na dużego i mądrego czworonoga, który staje się najwierniejszym i najbardziej oddanym przyjacielem profesora. Codziennie rano odprowadza go na stację, a po południu czeka na niego na peronie. Ten rytuał powtarza się przez lata, dzień w dzień, niezależnie od pory roku i pogody. Ale pewnego dnia profesor nie wraca z pracy… Od tego dnia Hachiko daje dowód tak wielkiej miłości i wierności wobec swego pana, że legenda o tym najlepszym z przyjaciół trwa po dziś dzień.




     Moja miłość do czworonogów jest ogromna. Choć nie mogę pozwolić sobie na własnego zwierzaka to uwielbiam czytać i oglądać produkcje z psim motywem. Nie wiem jakim cudem przegapiłam tytuł "Mój przyjaciel Hachiko" jednak postanowiłam jak najszybciej nadrobić swój błąd. I nie żałuję, gdyż jest to cudowny film.
     Porzucony na stacji kolejowej szczeniak rasy Akita zostaje przygarnięty przez szanowanego profesora. Choć początkowo nie wszyscy byli zadowoleni z tego pomysłu pies staje się przyjacielem rodziny i zdobywa serca członków całej społeczności. Historia przedstawia miłość i przywiązanie się do właściciela, jak i tęsknotę za ukochanym człowiekiem. Po tej historii można się utwierdzić w przekonaniu, że pies naprawdę najlepszym przyjacielem człowieka, w szczególności, że jest ona oparta na faktach. Nie wiem co więcej mogę napisać oprócz tego, że zakochałam się w tym filmie.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Richard Gere, jako Parker Wilson, wypadł tu naprawdę dobrze. Po tym filmie mam ochotę obejrzeć jeszcze więcej tytułów z jego udziałem. W sumie chyba tylko miałabym pewne wątpliwości co do pewnej pobocznej postaci, jednak nie wpłynęła ona tak bardzo na mój odbiór całości.
     W przypadku tego filmu, żałuję, że obejrzałam go tak późno. Jestem pewna, że kiedyś jeszcze do niego powrócę z ogromną przyjemnością. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie widział tej produkcji to gorąco zachęcam do nadrobienia :).
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 25 kwietnia 2019

'Bogowie' (2014) - film






Opowieść o buntowniku, który rzucił wyzwanie naturze, władzy i własnym ograniczeniom. To film o pierwszym udanym polskim przeszczepie serca dokonanym przez prof. Religę w Zabrzu. Dramat nieudanych operacji, walka o każde uderzenie serca, wielkie ambicje i bolesne porażki, samotność geniusza, który stanął sam przeciwko swoim mentorom i rozpoczął rewolucję w polskiej medycynie. Jaką cenę musiał zapłacić za sukces?







     "Bogowie" to film o którym było bardzo głośno nie tylko w okolicach jego premiery. Wiele osób przez te kilka lat namawiało mnie aby go wreszcie obejrzała, jednak z niewyjaśnionych nawet dla mnie przyczyn, miałam wewnętrzną blokadę przed tą produkcją. Nadszedł jednak wreszcie ten dzień w którym również i ja nabrałam ochoty by obejrzeć ten film.
     Pierwszy udany przeszczep serca w Polsce to przypuszczam, że jedno z ważniejszych osiągnięć medycznych w naszym kraju. Jednak zanim do tego doszło było również wiele porażek... Historia przedstawiona w tym filmie jest oparta na faktach, więc samego pomysłu na fabułę nie zamierzam kwestionować. Natomiast jej wykonanie i sposób w jaki została przeniesiona na wielki ekran wypada mistrzowsko. Będąc już po seansie zaczynam rozumieć te wszystkie pozytywne opinie i zachwyty nad tym jak został zrealizowany ten film. Nie wiem co mogę więcej napisać, by nie wyszło, że kogokolwiek skopiowałam w swojej opinii. Jestem po prostu pod ogromnie pozytywnym wrażeniem i zaczynam żałować, że dopiero teraz zdecydowałam się na obejrzenie tej produkcji.
     Gra aktorska to mocny atut tego filmu. Moim zdaniem wszystkie postacie zostały bardzo dobrze obsadzone i zagrane idealnie. Podczas seansu miałam wrażenie jakby te wszystkie emocje towarzyszące bohaterom były prawdziwe, a nie jedynie potraktowane po macoszemu czy wyciśnięte na siłę z aktorów na potrzeby tej historii.
     Moim zdaniem "Bogowie" to jeden z lepszych filmów, nie tylko tych polskich. Żałuję, że obejrzałam go dopiero teraz, gdyż jest to na prawdę godny uwagi tytuł, a na dużym ekranie prawdopodobnie jeszcze "mocniej" odebrałabym tę historię.
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 17 stycznia 2019

"Cudowny chłopak" R. J. Palacio







Inspirująca i pełna ciepła opowieść o przyjaźni, rodzinie i sile, którą ma w sobie każdy z nas.
Dołącz do milionów czytelników, którzy pokochali Augusta Pullmana, zwykłego dzieciaka z niezwykłą twarzą. August musi codziennie mierzyć się ze światem. Walcząc o normalność dla siebie, mimochodem zmienia życie innych. Pozwól, aby odmienił też twoje!
Opis książki








Autor: R. J. Palacio
Tytuł oryginalny: Wonder
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Olejniczak-Skarsgard Maria
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2014
Liczba stron: 416



     O książce "Cudowny chłopak" (czy też "Cud chłopak") usłyszałam dopiero w okolicach premiery jej ekranizacji. Od tego czasu krążyłam wokół tego tytułu nie mogąc się zdecydować, czy oby na pewno jest to pozycja odpowiednia dla mnie.  Wreszcie nadszedł ten czas i podjęłam decyzję o jej przeczytaniu. Było to chyba jedno z lepszych działań, które mogłam wreszcie zacząć. Będąc już po lekturze żałuję jedynie, że sięgnęłam po nią tak późno.
     August przez zmutowany gen przeszedł w swoim kilkuletnim życiu wiele operacji. Jego zniekształcona twarz pokryta jest wieloma bliznami, a rodzina podporządkowywała się głównie leczeniu chłopca. Jak wiadomo dzieci potrafią być okrutne i powiedzieć w niezbyt miłych słowach najszczerszą prawdę, przez co zawieranie przyjaźni nie szło mu najlepiej. Historia Augusta jest dla mnie przepiękną opowieścią, gdy pomimo ogromnych trudności człowiek potrafi dać sobie radę. Choć było wiele momentów smutnych i wzruszających to będąc na skraju desperacji, gdy wydaje się nam, że to już koniec, znajdzie się ktoś kto jest w stanie dostrzec w Tobie piękno oraz wyciągnąć pomocną dłoń. Dla mnie jest to powieść poruszająca ważne tematy ale przedstawiona w taki sposób, że nie wydaje się to zbyt ckliwe czy pompatyczne. Co prawda podczas lektury kilkukrotnie miałam łzy w oczach, lecz były one warte tego z czym się tu zetknęłam. Niestety było tu kilka malutkich niuansów, które niekoniecznie mi pasowały, jednak reszta stanowczo przyćmiła je czyniąc całą historię przepiękną.
     Bohaterowie zostali według mnie bardzo dobrze skonstruowani. Odniosłam wrażenie, że każda z postaci została przemyślana i odpowiednio wykreowana pod każdym względem. Nie da się ich szybko zapomnieć, dzięki czemu zarówno historia jak i oni na dłużej pozostaną w głowie oraz mogą zmusić do refleksji. Bardzo rzadko zdarza się tak, że każdy z bohaterów według mnie był potrzebny, jednak w tej pozycji to się udało.
     Styl autorki bardzo dobry. Pisarka lekko i płynnie poprowadziła akcję w tej książce. Potrafiła zarówno wzruszyć jak i wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, a język jakim posługiwała się by wykreować tę historię był dla mnie zadziwiająco pozytywny w odbiorze. Wydanie papierowe - nie mogę aż tak narzekać. Ogólny efekt bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że mój egzemplarz posłuży mi jeszcze długo, gdyż mam zamiar wracać do tej książki.
     Jak dla mnie "Cudowny chłopak" jest genialną pozycją. Choć na początku nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać to i tak przerosła ona moje najśmielsze oczekiwania. Albo idealnie wpasowała się w moje aktualne potrzeby albo jest faktycznie na tyle dobra, że warta jest każdej złotówki jaką na nią wydałam. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki to gorąco zachęcam Was abyście się z nią zaznajomili i sami ocenili jej treść. Mam nadzieję, że Was również tak zachwyci.
     Moja ocena: 9/10.

środa, 28 listopada 2018

"Runa" Vera Buck

Paryż, rok 1884.
Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpêtrière przeprowadza eksperymenty na histeryczkach.
Jego pokazy hipnozy ściągają widzów z całej Europy; znany neurolog niczym magik sprawia, że pacjentki tańczą przed zgromadzoną publicznością. Któregoś dnia na oddział trafia Runa, mała dziewczynka, która opiera się wszelkim metodom terapeutycznym. Jori Hell, szwajcarski student medycyny, widzi w tym szansę na zdobycie upragnionego tytułu doktora i wysuwa śmiałą propozycję zabiegu, który do tej pory wydawał się nie do pomyślenia. Chce jako pierwszy lekarz w historii medycyny operacyjnie usunąć obłęd z mózgu pacjentki. Nie wie jednak, że Runa zostawiła wmieście tajemnicze wiadomości, ściągając na siebie uwagę innych osób.
Zna też najmroczniejszą tajemnicę Joriego…
Opis książki





Autor: Vera Buck
Tytuł oryginalny: Runa
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Skowrońska Emilia
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 608



     Mam wrażenie, że w tym roku pojawiło się bardzo wiele powieści z wątkiem chorób psychicznych. Każda na swój sposób kusi, jednak to "Runa" z opisu wydała mi się być najbardziej intrygująca, a wiele pozytywnych opinii jeszcze bardziej zachęcało do sięgnięcia po akurat tę pozycję. I całe szczęście również ja się nie zawiodłam :)!
     Runa to kilkuletnia dziewczynka z nietypowymi objawami. Nie działają na nią również znane jak dotąd formy leczenia. Dla Joriego próba wyleczenia tej młodej istotki wydaje się być idealną okazją do zdobycia tytułu doktora. Jednak im lepiej bohaterowie się poznają i dają się poznać, tym na jaw wychodzą coraz drastyczniejsze sekrety. Choć pozycja ma ponad sześćset stron to czytało mi się ją bardzo lekko i ciężko było mi ją odłożyć już od pierwszych akapitów. Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest bardzo interesująco skonstruowana, a sama akcja nie ma gorszych momentów, które mogą zniechęcić czytelnika. Fakty przeplatają się z fikcją literacką i dla dociekliwych może być nie lada gratką odkrywanie tego co jest prawdą a co zostało stworzone na potrzeby misternie skonstruowanej treści.
     Bohaterowie jak dla mnie zostali rewelacyjnie wykreowani. Każda z postaci tu występujących miała w sobie coś, dzięki czemu można ją zapamiętać na dłużej a nie tylko na czas lektury. Wszyscy wzbudzili we mnie przeróżne emocje i nie było tu miejsca na wszechobecną nijakość, przez którą można się zanudzić. Moim zdaniem bohaterowie to bardzo mocna strona tej powieści.
     Styl autorki bardzo przyjemny w odbiorze. Dzięki temu w jaki sposób konstruuje ona zdania można szybko przebrnąć przez książkę, a fantastyczna fabuła, którą stworzyła nie pozwala oderwać się wręcz od lektury. Wydanie papierowe to chyba niestety najsłabsza część. Niestety pomimo dość pokaźnej grubości znów mamy klejone strony co nie wpływa w tym przypadku zbyt pozytywnie na komfort czytania. Jednak przyciągająca wzrok okładka została idealnie dobrana do tego co tu znajdziemy - trochę tajemnicza jednak nie zdradzająca zbyt wiele.
     Cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę tej powieści. "Runa" ma swój urok i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie spodziewałam się, że o tego typu sprawach można napisać tak dobrą powieść. Z wielką chęcią w przyszłości powrócę do tej książki, a Wy jeśli jeszcze jej nie przeczytaliście to gorąco polecam jej nadrobienie. Moim zdaniem naprawdę warto!
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 25 października 2018

'Droga do szczęścia' (Revolutionary Road, 2008) - film

  

April (Winslet) i Frank Wheeler (DiCaprio), młode małżeństwo mieszkające z dwojgiem dzieci na uroczym przedmieściu, sprawia wrażenie bardzo szczęśliwego. Ale to tylko maska, kryjąca frustrację i niezadowolenie z miałkiej egzystencji. Frank ma świetnie płatną, ale nudną pracę. April, wzorowa pani domu, nie może zapomnieć, że kiedyś była aktorką.
Chcąc oderwać się od tego zwyczajnego życia, decydują się na przeprowadzkę do Francji, gdzie życie może stać się piękne i interesujące, gdzie rozwiną swoje artystyczne dusze, gdzie odnajdą swoją drogę do szczęścia. Ale kiedy zaczynają realizować swój plan, okazuje się, że dla każdego z nich szczęście oznacza co innego.






     Leonardo DiCaprio nie należy do moich ulubionych aktorów, jednak ostatni film, w którym widziałam go w duecie z Kate Winslet ("Titanic"), o dziwo mi się podobał. Postanowiłam więc obejrzeć również "Drogę do szczęścia" mając nadzieję na produkcję, która pozostanie w mojej pamięci na długo.
     Każda próba opisania pokrótce fabuły tego filmu z mojej strony była moim zdaniem nieadekwatna do tego co faktycznie tutaj znajdziemy. Żadne słowa nie są w stanie odpowiednio opisać tej historii, więc chyba opis u góry powinien Wam wystarczyć. Historia April i Franka jest przepełniona emocjami, choć nie ma tu typowych zagrywek dla wyciskacza łez. Dla mnie jest to pełna nadziei, radości jak i smutku produkcja, która już od pierwszych minut nie pozwala nam się od siebie oderwać. Będąc po seansie nie dziwi mnie już liczba nagród oraz nominacji jakie dostał ten film. Chyba, aby móc to zrozumieć, trzeba samemu go zobaczyć i wraz z bohaterami przeżywać ich wzloty i upadki. Fabuła z którą mamy tu styczność, widoki jak i muzyka współgrały ze sobą idealnie tworząc bardzo dobry obraz do którego będę jeszcze nie raz powracać, chociażby myślami.
     Gra aktorska - choć nie przepadam za DiCaprio, gdyż ma on w sobie coś co mnie irytuje, uważam, że wypadł tu naprawdę nieźle. W sumie pasował on do roli Franka idealnie i nie zamieniłabym go na żadnego innego aktora. Również Winslet, odtwórczyni April, wypadła rewelacyjnie, jakby włożyła wiele emocji i wysiłku aby faktycznie przygotować się do odegrania tej postaci.
     Choć film trwa prawie dwie godziny to uważam, że każda minuta była tutaj potrzebna i warta uwagi. Nie żałuję, że obejrzałam "Drogę do szczęścia", gdyż jest to jeden z nielicznych tytułów, który potrafi zmusić do refleksji. Jestem pewna, że w przyszłości do niego powrócę, a jeśli ktoś z Was jeszcze nie widział tego filmu to gorąco zachęcam do jego nadrobienia.
     Moja ocena: 9/10.

poniedziałek, 17 września 2018

'Rozmowy kontrolowane' (1991) - film








Komedia filmowa opowiadająca o stanie wojennym w humorystycznej  konwencji. Kontynuacja przygód bohaterów z "Misia" z 1981 r. Ryszard Ochódzki, szantażowany przez wysokiego funkcjonariusza SB, otrzymuje zadanie przeniknięcia do struktur Solidarności. Nieoczekiwanie, w wyniku niespodziewanego splotu okoliczności, staje się czołową postacią walczącego podziemia.









     Jak już obejrzałam ponownie "Misia", którym jestem nadal oczarowana, postanowiłam pójść za ciosem i obejrzeć również "Rozmowy kontrolowane". Poprzeczka została postawiona bardzo wysoko, a jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. W przypadku tego filmu jest to moje pierwsze z nim zetknięcie, więc nie do końca wiedziałam czy mogę spodziewać się równie dobrej komedii.
     Ryszard Ochódzki, znany już z wcześniej wspomnianego filmu, tym razem udaje się z pewną misją do innego miasta. Splot nieoczekiwanych wydarzeń doprowadza do tego, że staje się twarzą walczącego podziemia. Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z seansu i ogromnie żałuję, że już nie produkują tego typu filmów na naszym rodzimym rynku. Co prawda czuć tutaj rękę innego reżysera, Barei chyba nic nie jest w stanie dorównać. Jednak sposób w jaki została pociągnięta akcja oraz żarty sytuacyjne nadal trafiają w moje gusta. Choć bohaterowie są ci sami co w "Misiu" to można oglądać te filmy niezależnie, gdyż historia nie jest ściśle związana z tym co się wcześniej działo.
     Gra aktorska - cóż ja mogę napisać, skoro jest na bardzo dobrym poziomie. Każda postać została idealnie obsadzona i zagrana. Podczas oglądania odniosłam wrażenie jakby aktorzy naprawdę wiele dali z siebie aby ich role były zapamiętane na długo.
     Jestem pewna, że jeszcze nie raz powrócę do tego filmu. Jestem pod jego ogromnym wrażeniem i to jest to czego w danym momencie potrzebowałam. Poprawa humoru gwarantowana :)!
     Moja ocena: 9/10.

niedziela, 5 sierpnia 2018

"Kirke" Madeline Miller


 
Kirke długo nie wiedziała, kim jest. Urodziła się wśród bogów, lecz była dla nich zbyt mało potężna. Zbyt mało piękna. Zbyt mało okrutna. Wszyscy myśleli, że nie ma żadnej mocy. Lecz kiedy spotkała pierwszego śmiertelnika, stało się jasne, że drzemie w niej siła, która może zagrozić wszystkim bogom. A wtedy zaczęli się bać. 
Kirke musiała zapłacić za ich strach. Odtrącona przez bogów i ludzi, była zmuszona radzić sobie sama. Kolejne próby, przed którymi postawił ją los, przygotowywały ją do tej najważniejszej. Aby chronić to, co kocha, Kirke będzie musiała zebrać wszystkie siły i zdecydować raz na zawsze, czy należy do bogów, z których się urodziła, czy do śmiertelników, których pokochała.

Opis książki






Autor: Madeline Miller
Tytuł oryginalny: Circe
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Korombel Paweł
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2018
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 414



     Uwielbiam mitologię grecką, dlatego też gdy zobaczyłam tę pozycję wiedziałam, że muszę ją kupić i przeczytać. Wiem też, że nie powinno oceniać się książki po okładce ale ta ma przepiękną oprawę graficzną! Gdy już trafiła ona w moje ręce to rzuciłam wszystko inne i zabrałam się za lekturę.
     Sama Kirke nie dorobiła się swojej spektakularnej historii, jest ona bardziej znana z pewnych pobocznych wątków o innych bohaterach. Tutaj poznajemy jej dzieje na przestrzeni wielu lat. Wydawać by się mogło, że nie da się napisać ciekawej treści na podstawie tak mało znaczącej postaci jednak nic bardziej mylnego. Fabuła jest bardzo dobrze poprowadzona i tak ciekawie przedstawiona, że z łatwością możemy zatopić się w tym świecie. Jeśli ktoś mniej więcej kojarzy mitologię to bez problemu odnajdzie się z mnogością bohaterów, będzie w stanie połapać się na temat danych wydarzeń i odpowiednio je przypisać. Będąc po lekturze tej powieści mam ochotę znów powrócić do "Mitologii" Jana Parandowskiego i znów znaleźć się wśród tych postaci.
     Bohaterowie zostali genialnie wykreowani. Na stronach tej powieści możemy doskonale poznać Kirkę, która wraz z upływem czasu rozwija się i z niepozornej dziewczynki staje się silną kobietą. Również pozostałe postacie z którymi miała styczność główna bohaterka zostały przedstawione w taki sposób, że niełatwo będzie o nich zapomnieć.
     Styl autorki - niesamowity! W tak lekki i plastyczny sposób pociągnęła historię, że ciężko było mi się oderwać od lektury. Madeline Miller potrafi zafascynować swoim sposobem pisania, dzięki czemu nie raz powrócę do jej twórczości. Wydanie papierowe jest przepiękne i solidnie zrobione. Choć nie przepadam za obwolutami, tak tutaj moim zdaniem dodała ona uroku całej pozycji. Również środek został na tyle dobrze zrobiony, że nie mam się do czego przyczepić.
     Jestem zafascynowana tą książką i pozostanie ona na długo na mojej półce. Gorąco polecam jeśli jeszcze jej nie przeczytaliście. Zdaje sobie sprawę, że nie wszystkim przypadnie do gustu ale może jednak zakochacie się w niej tak jak ja :).
     Moja ocena: 9/10.

sobota, 21 kwietnia 2018

'Woda dla słoni' (Water for Elephants, 2011) - film





Jacob Jankowski (Robert Pattinson) to student weterynarii, który pod wpływem dramatycznych przeżyć jest zmuszony porzucić studia tuż przez ich ukończeniem. Dzięki zbiegowi okoliczności przyłącza się do wędrownego cyrku, gdzie rozpoczyna pracę jako weterynarz. Poznaje piękną Marlenę (Reese Witherspoon), która ujeżdża konie i jest żoną charyzmatycznego właściciela cyrku Augusta (Christoph Waltz). Zaprzyjaźnia się też ze słonicą Rosie, inteligentnym zwierzęciem o ukrytych możliwościach. 







     "Woda dla słoni" to kolejna produkcja, którą obejrzałam głównie ze względu na obsadę aktorską. Byłam ogromnie ciekawa jak wypadła tutaj dwójka aktorów - Reese Witherspoon oraz Robert Pattinson. Mając możliwość zobaczenia tego filmu nie wahałam się ani chwili i z wielką ochotą poświęciłam swój czas. Całe szczęście nie zawiodłam się, pomimo, że sama tematyka nie należy w kręgu moich zainteresowań.
     Jacob w nieco dramatycznych okolicznościach przyłącza się do wędrownego cyrku, gdzie zaczyna pracę jako weterynarz. Choć nie udało mu się ukończyć studiów w tym kierunku, idealnie odnajduje się w swojej roli. Podczas pracy nawiązuje wiele interesujących relacji, z czego jedna w niedalekim czasie przeradza się w zakazane uczucie. Pomimo, że tematy cyrkowe nie za bardzo mnie interesują, to bardzo dobrze mi się oglądało tę produkcję. Sposób w jaki została poprowadzona akcja jest moim zdaniem mistrzowski. Film trwa dwie godziny, jednak nie uważam, żeby którakolwiek scena była umieszczona na siłę. Ba! Ich brak mógłby nawet negatywnie wpłynąć na całokształt i moje wrażenia po seansie byłyby mniej pozytywne.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Każda rola została idealnie obsadzona, a sami aktorzy rewelacyjnie wcielili się w swoje postacie. Pod tym względem nie mam nic do zarzucenia tej produkcji. Nawet Witherspoon oraz Pattinson, czyli nazwiska na które najbardziej liczyłam, nie zawiedli mnie swoimi umiejętnościami i odpowiednim wczuciem się w role. Warto dodać, że całkiem nieźle Robertowi, jak na osobę które nie miała nigdy wcześniej styczności z tym językiem, szło mówienie niektórych zwrotów po polsku.
     Nie żałuję, że poświęciłam swój czas na obejrzenie tego filmu. Mogę mieć jedynie pretensję do siebie za to, że zrobiłam to dopiero teraz. Jeśli jeszcze ocalała jakaś osoba, która nie widziała tej produkcji to gorąco zachęcam do jej nadrobienia.
     Moja ocena: 9/10.

poniedziałek, 19 lutego 2018

'Młoda Wiktoria' (The Young Victoria, 2009) - film




Opowieść o młodzieńczych latach wyjątkowej królowej, której panowanie przeszło do historii jako "epoka wiktoriańska". Już jako nastolatka Wiktoria potrafiła uniezależnić się od zaborczej matki oraz jej nieprzychylnego małżonka, a w miesiąc po 18 urodzinach została królową Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii. Wkrótce potem los postawił na jej drodze księcia Alberta i serce młodej monarchini zaczęło bić szybciej. Zdając sobie sprawę, że młodzieniec jako młodszy syn pomniejszego niemieckiego księcia nie śmiałby poprosić o rękę królowej Wielkiej Brytanii, Wiktoria postanowiła przejąć inicjatywę…




 


     Uwielbiam filmy historyczne, dlatego też gdy natknęłam się na ten tytuł nie mogłam sobie odmówić jego obejrzenia. Historię dotyczącą jako takich wczesnych lat królowej Wiktorii liznęłam trochę podczas lektury pozycji "Wiktoria" Daisy Goodwin, jednak byłam ciekawa jak reżyser przedstawił losy tej samej osoby w produkcji filmowej.
     Fabuła tego filmu kręci się wokół nastoletniej Wiktorii. Pomimo, że spodziewałam się treści jaką mogę tutaj dostać, oglądało mi się tę historię bardzo dobrze. Moim zdaniem jest to emocjonujący film, który ciekawie przestawia niektóre wydarzenia z życia głównej bohaterki. Osoby znające lepiej historię dotyczącą królowej Wiktorii mogłyby się wypowiedzieć na temat prawdziwości tych przygód, lecz ja po prostu czerpałam przyjemność z samego filmu. Ważnym aspektem wartym wspomnienia jest również sceneria. Widoki jakie możemy podziwiać podczas seansu są naprawdę przepiękne, przez co miałam ochotę udać się w podróż w miejsca, które mogliśmy zobaczyć.
     Gra aktorska, której się obawiałam nie była taka zła. Moim zdaniem Emily Blunt, do której sporo osób pała ogromną niechęcią, wypadła całkiem nieźle. Co prawda nie jest to najwyższy poziom jaki mogłabym od niej oczekiwać, choć nie mogę napisać, że było źle. W porównaniu do innych filmów, które widziałam z tą aktorką, wypada tutaj bardzo dobrze.
     "Młoda Wiktoria" to produkcja do której z chęcią w przyszłości powrócę. Bardzo miło spędziłam swój czas podczas seansu i w moim odczuciu warto się zapoznać z tą historią. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu to gorąco polecam jego nadrobienie.
     Moja ocena: 9/10.
Related Posts with Thumbnails