Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 maja 2021

'Panny z dobrych domów' (Thoroughbreds, 2017) - film

 
 
 
 
 
 
 
Lily i Amanda są przyjaciółkami z dzieciństwa i po wielu latach odnajdują się na przedmieściach Connecticut. Lily stała się wyrafinowaną nastolatką z wyższych sfer burżuazyjnych. Amanda natomiast ma bardzo miłe usposobienie, ale jest na dobrej drodze, aby stać się niedopasowaną do społeczeństwa. Chociaż początkowo wydają się być zupełnie inne, łączy ich pogarda, jaką Lily czuje dla swojego przygnębiającego ojczyma, Marka.






     Choć o filmie pt. "Panny z dobrych domów" nie słyszałam wcześniej nic to do jego obejrzenia skusiła mnie obsada aktorska, a w szczególności pojawiająca się tu Anya Taylor-Joy. Ponoć jest to thriller, jednak czy faktycznie robi w swoim gatunku wrażenie?
     Amanda oraz Lily znają się od dzieciństwa, jednak pewno wydarzenie spowodowało, że ich relacje nieco się rozluźniły. Po pewnym czasie znów się spotykają a nietypowe sytuacje wymuszają na nich dość ryzykowne zachowania i bezwarunkowe zaufanie wobec siebie. Akcja według mnie nieco powolnie się rozwija, by pod koniec znacznie przyśpieszyć. Niestety napięcie nie było tutaj aż tak dobrze budowane, bym wreszcie przy zakończeniu z zapartym tchem śledziła to co zaraz się stanie i bała o to co się zaraz wydarzy. Ot, kolejny schematyczny thriller, który wiadomo już od samego początku jak się potoczy. Nie mniej jednak byłam w stanie w pewien sposób czerpać przyjemność z seansu i z umiarkowanym, ale jednak, zainteresowaniem śledzić to co działo się na ekranie. Niektóre widoki były naprawdę imponujące i miłe dla oka, dzięki czemu miło spędziłam czas podczas oglądania tego filmu. Może wydać się to nieco dziwne, biorąc pod uwagę tematykę filmu, lecz te budynki i niektóre wnętrza naprawdę mnie zaintrygowały!
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Najbardziej przekonująco według mnie wypadła ta aktorka dla której właściwie obejrzałam ten film, czyli Anya Taylor-Joy, wcielająca się w postać Lily. Co prawda wiem, że stać na ją na jeszcze więcej, lecz i tak porządnie oddała charakter swojej bohaterki. Pozostali też wypadli całkiem nieźle, choć nie zrobili na mnie aż tak dużego wrażenia.
     "Panny z dobrych domów" to według mnie dość przeciętny thriller, który prawdopodobnie nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Jednak pomimo swoich wad nie uważam, aby czas, który na niego poświęciłam był czasem całkowicie straconym. Wbrew pozorom jest tu pewien mroczny klimat, dzięki któremu można z pewnym zainteresowaniem dobrnąć do końca.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 14 września 2020

'Gaga: Five Foot Two' (2017) - film









Słynna prowokatorka Lady Gaga wydaje nowy album, przygotowuje się do występu podczas meczu Super Bowl i mierzy się z osobistymi problemami.










     Lady Gaga mam wrażenie, że jest już kultową postacią na rynku muzycznym. Choć nie jestem na bieżąco z jej twórczością i całą karierą, wielką fanką raczej nie można mnie nazwać, tak postanowiłam obejrzeć film pt. "Gaga: Five Foot Two" z nadzieją, że dowiem się o niej coś więcej niż tylko to co serwują nam portale plotkarskie.
     Film ukazuje kawałek życia Lady Gagi, zarówno pod względem prywatnym jak i kariery. Według mnie interesująco zostały tu ukazane przygotowania do występów, ta determinacja by wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Zazwyczaj widzimy już tylko finalny efekt, występ który może nas zachwycić lecz rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę ile pracy jest włożonej w to by uzyskać taki końcowy występ. Jednak mam wrażenie, że niewiele było tutaj z prawdziwego życia samej artystki. Miałam nadzieję, że lepiej poznam jej punkt widzenia na niektóre sytuacje, które miały miejsce z jej udziałem. Choć wydaje się w tym filmie 'konkretną babką', która wie czego chce tak zabrakło mi tutaj trochę autentyczności. Mam wrażenie, że dostajemy tylko to co sama chciała nam pokazać, bez szerszego spojrzenia na całokształt. Jednak prawdziwi fani Lady Gagi może będą bardziej ukontentowani tym co tu dostajemy. Co do gry aktorskiej to ciężko jest tu oceniać, gdyż jest to film dokumentalny z urywkami z prawdziwego życia i codziennych sytuacji, które miały miejsce.
     "Gaga: Five Foot Two" to dobry film, jednak pozostawił u mnie pewien niedosyt. Nie żałuję, że go widziałam, choć chciałabym więcej! Choć nie sprawił, że zapałałam większą miłością do samej twórczości Lady Gagi, to jednak stawia artystkę momentami w bardziej ludzkim świetle.
     Moja ocena: 6/10.

sobota, 27 czerwca 2020

'Daddy Cool' (2017) - film





Czterdziestoletni, kompletnie niedojrzały Adrien, zostaje porzucony przez marzącą o założeniu rodziny Maude. Wizja końca wielkiej miłości jest dla niego nie do zniesienia. Dzięki sprzyjającemu zbiegowi okoliczności postanawia zostać w ich wspólnym mieszkaniu i założyć w nim… domowe przedszkole. Maluchy przewracają jego beztroskie dotąd życie do góry nogami, same przy tym ucząc się w jego towarzystwie prawdziwej sztuki survivalu. Nowe oblicze „wkrótce-byłego-męża” sprawia, że mur wokół serca Maude zaczyna kruszeć…






     Film pt. "Daddy Cool" niedawno pojawił się na Netflixie. Jako, że uwielbiam francuskie komedie to ten tytuł wpadł u mnie na listę do obejrzenia w najbliższej przyszłości. Dodatkowo kilka pochlebnych opinii wśród moich znajomych sprawiło, że wreszcie zabrałam się za tę produkcję. Niestety moje oczekiwania nie w pełni pokryły się z tym co tu dostałam...
     Adrien to niedojrzały czterdziestolatek, który postanawia założyć domowe przedszkole aby przekonać swoją ukochaną, żeby go nie opuszczała. Pracująca z domu Maude, zarabiająca jako rysowniczka, marzy o założeniu rodziny. Jednak czy to co dzieję się w ich wspólnym mieszkaniu spowoduje, że na nowo będzie w stanie pokochać swojego "wkrótce-byłego-męża"? Choć jest to komedia to jednak czegoś minimalnie mi tu zabrakło. Po tego typu produkcjach spodziewałam się znacznie lepszego humoru, który by mnie rozbawiał do łez i to przez cały seans. Tutaj jednak mam wrażenie, że było bardzo nierówno i nie wszystkie sytuacje, które miały być zabawne trafiły całkowicie w mój gust. Faktycznie często gościł na mojej twarzy uśmiech, lecz nie było tego aż tak dużo na tak dobrym poziomie jak się spodziewałam po francuskiej komedii.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Najbardziej naturalnie wypadły tutaj według mnie dzieciaki, które zaskakująco dobrze poradziły sobie przed kamerą. Natomiast mam pewne wątpliwości co do Laurence Arné, która wcielała się w Maude. Choć w większości scen w których występowała wypadła naprawdę dobrze, to jednak były niektóre sytuacje kiedy coś mi nie do końca grało w tym jak odgrywała swoją postać.
     Przyznam, że film "Daddy Cool" nieco mnie rozczarował. Spodziewałam się czegoś z trochę lepszym humorem, bez wykorzystania tak oczywistych schematów. Pomimo, że całkiem miło spędziłam swój czas podczas seansu, to nie jestem pewna czy chciałabym obejrzeć tę produkcję ponownie...
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 24 maja 2020

'Coco' (2017) - film







Dwunastoletni Miguel uwielbia muzykę, która od pokoleń jest w jego rodzinie zakazana. Chłopak marzy jednak, by osiągnąć sukces na miarę swojego wielkiego idola - Ernesta de la Cruza. W pogoni za swoją pasją trafia do pełnej kolorów Krainy Umarłych, gdzie ze wszystkich sił stara się odkryć historię swoich przodków. Z pomocą przychodzi mu przeuroczy oszust o imieniu Hektor.







     Poszukiwania idealnej animacji na te trudne czasy trwają nadal. Tym razem przyszło mi się zmierzyć z ogromnie zachwalaną przez wielu widzów produkcją pt. "Coco". Miałam przez to wobec niej ogromne oczekiwania i czy również w moim odczuciu jest ona tak dobra? Zdecydowanie tak!
     Miguel kocha muzykę i pragnie osiągać sukcesy w tej dziedzinie lecz w jego rodzinie jest ona zakazana od kilku pokoleń. Pod wpływem pewnych zdarzeń trafia on do Krainy Umarłych, gdzie stara się rozwikłać historię rodzinną, która tak mocno wpłynęła na tak wiele osób. Mam wrażenie, że ta animacja idealnie łączy ze sobą humor wraz z pewnymi wartościami, które całe szczęście nie są tu przedstawiane zbyt nachalnie. Choć jest to produkcja skierowana głównie do tych młodszych, to moim zdaniem również ci trochę starsi są w stanie ją docenić. Były tu momenty podczas których ja, prawie trzydziestoletnia kobieta, miałam łzy w oczach i to głównie ze wzruszenia a nie tylko z zabawnych żartów, które co rusz się tu pojawiały. I to właśnie za tę pewnego rodzaju uniwersalność(?) cenię najbardziej dobre animacje, gdyż każdy znajdzie tu coś dla siebie. Polski dubbing moim zdaniem bardzo dobry, pomimo, że ja nie rozpoznałam zbyt wielu głosów to jednak były one idealnie dobrane do postaci. Również co do samego wykonania całej produkcji nie mam zarzutów - byłam w stanie po prostu zatopić się tu oglądaniu przedstawianej historii zamiast doszukiwać się na siłę błędów, których możliwe, że po prostu nie ma (albo nie są aż tak widoczne podczas zachwytów nad treścią ;)).
     "Coco" to jedna z tych animacji, która faktycznie ma coś więcej do zaoferowania. Sądzę, że niejednokrotnie będę do niej powracać. Choć według mnie nie jest aż tak zabawna jak "Shrek" to jednak depcze mu po piętach. Swoją treścią i emocjami również potrafi przyciągnąć uwagę widza na dłużej. Jeśli jeszcze ktoś się uchował kto nie widział tego tytułu to gorąco polecam zaznajomienie się z nim!
     Moja ocena: 9/10.

środa, 20 maja 2020

'Żona' (The Wife, 2017) - film






Joan Castleman (Glenn Close) jest niezwykle inteligentną i piękną kobietą, która poświęciła cztery dekady życia oraz swoje marzenia i ambicje charyzmatycznemu mężowi Joe (Jonathan Pryce). Przez lata zdawało się, że w pełni spełniała się w roli żony Wielkiego Pisarza. Wszystko jednak do czasu. Kiedy para wyjeżdża wspólnie do Norwegii – gdzie mężczyzna ma odebrać Nagrodę Nobla – w kobiecie zaczyna coś pękać.







     O filmie pt. "Żona" dowiedziałam się od osoby, której poleceniom ufam w stu procentach. Całe szczęście udało mi się go znaleźć na HBO GO i pełna zapału zabrałam się za oglądanie. Według mnie jest to jeden z lepszych filmów jaki ostatnio obejrzałam.
     Historia ukazuje relację małżeńską, która przez wiele lat nabiera kształtów, dojrzewa. Gdy Joe dostaje Nagrodę Nobla i wraz z żoną oraz synem wybierają się na rozdanie statuetek w kobiecie zaczyna coś pękać. Zbyt wiele niedopowiedzeń, niedocenianie drugiej połówki czy brak całkowitego wsparcia jak i wiele innych narastających spraw w końcu dają o sobie znać. Przyznam, że ten film ogromnie mnie zaskoczył. W niecałe dwie godziny został ukazany ogrom emocji z którymi widz często może się utożsamić. Natomiast relacja między bohaterami została mistrzowsko przedstawiona, o niebo lepiej niż to co dostajemy w "Historii małżeńskiej", która mnie ostatnio rozczarowała. Moim zdaniem w filmie pt. "Żona" jest stopniowo budowane napięcie, które nie opuszcza ani na moment, a pozostaje jeszcze na długo po seansie. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem tego jak została zrealizowana ta produkcja. Potrafi ona jeszcze na długo pozostać w głowie i daje dużą możliwość do refleksji. Samo zakończenie dość smutne, jednak jest ono idealnie wyważone i moim zdaniem pasujące do tej historii.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Mam wrażenie, że każdy z aktorów został idealnie dobrany do swojej roli i nikogo bym tutaj nie zamieniła. Podczas seansu moim zdaniem wszyscy wypadli bardzo naturalnie. Choć były jednostki, które nie wzbudziły we mnie swoim charakterem pozytywnych odczuć, to jednak widzę, że dopełniały one idealnie całą historię.
     Sądzę, że film pt. "Żona" pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Jestem nim naprawdę oczarowana i sądzę, że w przyszłości obejrzę go jeszcze raz. A jeśli Wy jeszcze nie widzieliście tego filmu to gorąco polecam jego nadrobienie. Moim zdaniem naprawdę warto!
     Moja ocena: 9/10.

sobota, 2 maja 2020

'Na plaży Chesil' (On Chesil Beach, 2017) - film





Para nowożeńców przybywa do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, by spędzić tam noc poślubną. Florence i Edward pochodzą z zupełnie różnych światów. Ona jest córką biznesmena i utalentowaną skrzypaczką, on studentem historii, skorym do nagłych wybuchów gniewu. On żyje w stanie podniecenia, nie mogąc doczekać się rozkoszy pierwszej nocy. Ona jest pełna obaw, a myśl o małżeńskim rytuale wzbudza w niej na przemian odrazę i lęk. Ich wspólna przyszłość zależy od jednej nocy, po której nic już nie będzie takie samo. 





     Na film "Na plaży Chesil" po raz pierwszy natknęłam się, gdy przeczytałam artykuł na lubimy czytać pt. 'Co oglądać na kwarantannie?'. Byłam zaskoczona, że nigdy wcześniej nie miałam z nim styczności, gdyż obsada aktorska wydaje się być bardzo dobra i wreszcie nadszedł czas by nadrobić ten tytuł.
     Para nowożeńców wybiera się w podróż poślubną na wybrzeże Anglii. Oboje mają pewne obawy przed ich pierwszą wspólną nocą. Bieżące wydarzenia przeplatane są ze wspomnieniami z ich dzieciństwa. Przyznam, że po opisie spodziewałam się emocjonującej historii i niebanalnego zakończenia, przez które nie da się tak łatwo zapomnieć tego filmu. Niestety mam wrażenie, że sama historia jest mocno przeciętna. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać ona intrygująca, tak przez jej wykonanie nie jestem do niej w pełni przekonana. Pomimo ukazania wielu emocji, które targały bohaterami niekoniecznie sama treść była na tyle emocjonująca abym wciągnęła się w nią już od pierwszych minut.
     Gra aktorska niestety nie wypadła na tyle przekonująco jak się spodziewałam. O ile uwielbiam Saoirse Ronan, wypadła genialnie w innych produkcjach, które obejrzałam z jej udziałem, tak tutaj wypadła po prostu poprawnie. Przypuszczam, że gdyby to był pierwszy film z jej udziałem jaki zobaczyłam, nie miałabym ochoty na więcej. Również Billy Howle w roli Edwarda wypadł trochę beznamiętnie i nie wiem czy zapamiętam jego postać na długo... 
     Niestety jestem rozczarowana filmem pt. "Na plaży Chesil". Po opisie i obsadzie aktorskiej spodziewałam się czegoś trochę na wyższym poziomie. A tak, dostałam po prostu całkiem dobrą historię, jednak nie zapadającą w pamięci na dłużej. Nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, abym miała ochotę powracać do niej w przyszłości.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

'Jedni z nas' (One of Us, 2017) - film










Zmagająca się z traumą i molestowaniem trójka chasydów postanawia opuścić skrajnie ortodoksyjną wspólnotę. Muszą liczyć się z ostracyzmem, strachem i zagrożeniem.









     Nabrałam znów ochoty na film dokumentalny i tym razem mój wybór padł na "Jedni z nas", który jest dostępny na Netflixie. Od tego typu produkcji oczekuję rzetelnego podejścia do tematu z nadzieją, że będę w stanie czegoś dowiedzieć się o poruszanej sprawie. Czy tutaj tak było? Niestety nie do końca...
     Przedstawione są tu trzy osoby, które postanowiły opuścić ortodoksyjną wspólnotę chasydów. Sam opis dostępny na platformie wydał mi się na tyle mocny i tego samego oczekiwałam od historii przedstawionej w tym filmie. Niestety mamy tu dość słabo przedstawione ich losy bez odpowiedniego zgłębienia się w temat. Dostałam tylko dość powierzchownie opisane losy trójki osób, które raczej nie miały łatwego życia. Nie mamy tutaj zbyt dobrze nakreślonego tła odnośnie wydarzeń z którymi musieli zmagać się ci ludzie. Było wiele ujęć, które mało wnosiły do samej treści, przez co po seansie czuję ogromny niedosyt. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś więcej o tym co spowodowało, że podjęli takie a nie inne decyzje.
     Jestem zawiedziona filmem pt. "Jedni z nas". Chyba po prostu nie jest to coś czego się spodziewałam. Chciałam mocnej i pouczającej historii, a dostałam coś co nie zapadnie na długo w mojej pamięci. Sama nie wiem co więcej mogę napisać, poza tym, że moje rozczarowanie tą produkcją jest naprawdę ogromne.
     Moja ocena: 4/10.

niedziela, 22 marca 2020

'Lady Bird' (2017) - film






Christine „Lady Bird” McPherson ze wszystkich swych młodzieńczych sił sprzeciwia się matce. Kobiecie silnej, wyrazistej o jasno sprecyzowanych poglądach, pracującej bez wytchnienia jako pielęgniarka po tym, jak jej mąż stracił pracę. Warto wspomnieć, że bunt tytułowej Lady Bird to tak naprawdę walka z samą sobą, bowiem niezależność nastolatki jest lustrzanym odbiciem charakteru matki.







     O filmie "Lady Bird" usłyszałam dopiero ostatnio jak wyskoczył mi on w proponowanych na Netflixie. Zaintrygował mnie już sam opis a obsada aktorska tylko podsyciła mój zapał. Gdy tylko mogłam od razu zabrałam się za jego oglądanie i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas.
     Christine, zwana również 'Lady Bird', to zbuntowana nastolatka, która na swój sposób sprzeciwia się wszystkiemu i wszystkim. W sporej mierze nastawiona jest na konflikt ze swoją matką, która również ma silny charakter. Choć fabułą tego filmu na pierwszy rzut oka może dla niektórych wydawać się błaha to jest tu coś dzięki czemu już od pierwszych minut nie mogłam się od oderwać. Całe szczęście bunt nastolatki nie został tutaj przedstawiony w irytujący i absurdalny sposób. Dla mnie faktycznie ukazana została ta walka z samą sobą co obiecywał mi opis. Ciekawie przedstawione zostały tu również relacje międzyludzkie, które potrafiły tu budować napięcie i zainteresowanie widza. W swojej zwykłości ten film ma coś niezwykłego, dzięki czemu nie jest to kolejna przeciętna produkcja.
     Gra aktorska jest według mnie naprawdę dobra. Saoirse Ronan zasłużenie dostała wiele nominacji oraz nagród za tę rolę. Jak dla mnie idealnie wcieliła się w swoją postać i potrafiła oddać jej charakter. Pomimo, że miałam pewne obawy co do niej to jednak potrafiła ona udźwignąć ten ciężar i z naturalnością ukazać wszelkie emocje swojej bohaterki. Również aktorzy drugoplanowi odwalili kawał dobrej roboty, dzięki czemu ten film oglądało się z wielką przyjemnością.
     "Lady Bird" to moje kolejne pozytywne zaskoczenie podczas ostatnich dni. Zabrałam się za tę produkcję z ogromnym zapałem i naprawdę dobrze spędziłam swój czas podczas seansu. Z wielką chęcią powrócę do tego tytułu ponownie, i to zapewne nie jeden raz. Jeśli jest jeszcze ktoś kto nie widział tego filmu to gorąco polecam jego nadrobienie!
     Moja ocena: 7/10.

wtorek, 17 marca 2020

'Gra Geralda' (Gerald's Game, 2017) - film









Przez perwersyjne seksualne gierki męża Jessie - przykuta do łóżka na odludziu - doświadcza dziwnych wizji, poznaje mroczne sekrety i staje przed dramatycznym wyborem. 









     Dobre kilka miesięcy temu któryś z moich znajomych polecał mi film "Gra Geralda". Dodałam go jeszcze tego samego dnia do 'mojej listy' na Netflixie, jednak dość długo nie mogłam się zebrać za jego obejrzenie. Ostatnio wreszcie udało mi się przemóc i zdecydowałam się go obejrzeć. Niestety będąc już po seansie mam dość mieszane odczucia co do tej produkcji.
     Pewne małżeństwo wyjeżdża do domku na odludziu by polepszyć swoje relacje w zwiążku. Podczas perwersyjnych zabawach w łóżku mąż Jessie dostaje zawału, a kobieta przykuta kajdankami stara się z nich uwolnić. Przyznam, że nie wiedziałam do końca czego się mam spodziewać po tej historii, a o fakcie, że jest to ekranizacja powieści Kinga dowiedziałam się dopiero na sam koniec. Niektóre wplecione wątki naprawdę mi się podobały, jednak w niektórych widziałam potencjał, który nie w pełni został wykorzystany. Zabrakło mi rozwinięcia pewnych sytuacji mogących dodać całej historii jeszcze mroczniejszy i bardziej wyrazisty wydźwięk. Samo zakończenie było według mnie dość neutralne i... nijakie. Miałam nadzieję na coś bardziej wbijającego w fotel, coś przez co nie będę mogła przestać myśleć o tej historii i niestety przez to się chyba najbardziej zawiodłam.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie, choć nie zrobiła na mnie aż tak oszałamiającego wrażenia. Aktorzy tu występujący wypadli poprawnie, jednak po seansie nie nabrałam ochoty by obejrzeć kolejne tytuły z ich udziałem. Po prostu zrobili to co mieli zrobić, jednak nic szczególnego ze swojej strony tu nie ukazali.
     "Gra Geralda" to dla mnie jeden z tych filmów, które można obejrzeć, ale prawdopodobnie szybko się o nim zapomni. Jedynie jedna scena była dla mnie na tyle sugestywna, że może pozostanie w mojej głowie na dłużej, ale niestety nie jestem pewna czy po kilku miesiącach będę w stanie powiązać ją z tym tytułem.
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 23 listopada 2019

'Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki' (The Most Hated Woman in America, 2017) - film










Historia Madalyn Murray O'Hair, zdeklarowanej ateistki, począwszy od słynnych batalii sądowych, aż po jej zuchwałe porwanie.











     Za każdym razem gdy wchodziłam na Netflixa film pt. "Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki" pojawiał mi się w proponowanych. Urywki, które mi mignęły podczas przeglądania wydały mi się na tyle interesujące, że nie mając pomysłu co obejrzeć zdecydowałam się go wreszcie włączyć. I choć już jestem po seansie nadal mam mieszane odczucia.
     Przedstawiona została tu historia Madalyn o której zrobiło się głośno, gdy wytoczyła proces szkole. Nie chciała by jej dzieci były zmuszane do modlitwy podczas gdy prawo zapewnia możliwość innych wyznań. Jednak na tej sprawie jej działania się nie skończyły... Ciężko mi ocenić jak bardzo ten film jest oparty na prawdziwej historii, gdyż przyznam, że wcześniej nie słyszałam o tej kobiecie. Lecz to jak została tutaj przedstawiona jej historia zachęca mnie do poszukania więcej informacji, które pomogą mi lepiej poznać jej dzieje i motywację do działania. Było tu kilka momentów wywołujących dreszcze, czasem zdarzało mi się zaśmiać, choć pomimo raczej pozytywnego odbioru tej produkcji czegoś mi tu jednak zabrakło. Cała historia zgrabnie się łączy chociaż chyba oczekiwałam trochę mocniejszego wydźwięku tego co tu dostaniemy.
     Gra aktorska była na dobrym poziomie. Podczas seansu nie odczułam, że ktoś się znalazł na ekranie na siłę, jakby za karę, pretendując do nagrody "drewna roku". Zarówno żeńska część obsady jak i męska bardzo dobrze sobie poradziła z ukazaniem postaci w które się wcielali. Nie wszystkich byłam w stanie polubić, lecz jestem w stanie docenić to jak tutaj wypadli. Może zmieniłabym zdanie gdybym bardziej znała historię Madalyn Murray O'Hair o której jest ten film.
     Choć całkiem dobrze mi się oglądało "Najbardziej znienawidzoną kobietę Ameryki" to jednak czegoś mi tu zabrakło. Jestem pewna, że na własną rękę poszukam jeszcze informacji na temat głównej bohaterki, która jak przypuszczam może okazać się bardziej intrygującą osobą, aniżeli ta jej okrojona wersja przedstawiona w filmie. Czas dopiero pokaże czy się myliłam.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 13 listopada 2019

'Kształt wody' (The Shape of Water, 2017) - film






Baśń dla dorosłych, której akcja rozgrywa się u szczytu zimnej wojny, w Stanach Zjednoczonych około roku 1962. Elisa wiedzie monotonną, samotną egzystencję, a całą noc pracuje w pilnie strzeżonym, sekretnym laboratorium rządowym. Jej życie zmienia się na zawsze, gdy wraz z koleżanką z pracy, Zeldą, odkrywa, że w laboratorium przeprowadzany jest otoczony ścisłą tajemnicą eksperyment, który zaważyć może na przyszłych losach świata.







     Książkę "Kształt wody" przeczytałam w sierpniu tego roku i dopiero teraz, po kilku miesiącach od lektury zabrałam się za jej ekranizację. Miałam ogromne obawy przed tym filmem, gdyż nie byłam w pełni przekonana do samej historii i nie wiedziałam w jaki sposób zostanie ona tutaj przedstawiona. Jednak liczne nagrody które dostał ten film sprawiły, że jednak go obejrzałam. Niestety chyba nie do końca jest to mój klimat... 
     Nadprzyrodzona istota morska trafia do rządowego ośrodka badań. Pomiędzy stworzeniem a niemą Elisą, która sprząta pomieszczenie nawiązuje się nietypowa więź, która wydaje się być nierealna. Jednak każdy ma inne plany co do istoty nad którą prowadzone są badania... Przyznam, że byłam zadowolona gdy część wątków, które nie pasowały mi w książce nie miały miejsca w filmie. Jednak pomimo prawie dwóch godzin, częściowego okrojenia materiału na który miałam nadzieję to i tak zdołali spłycić treść. Ta namiastka relacji, która była znacznie lepiej opisana w pierwowzorze moim zdaniem nie pociągnęła tutaj tej historii. Moim zdaniem za mocno spłycili tę więź, która tworzyła się między tą istotą a Elisą, przez co sens tej próby ratowania stworzenia nie miał aż takiego znaczenia. Gdybym nie czytała książki to nie rozumiałabym na podstawie samego filmu, czemu ta kobieta aż tak bardzo się stara... Znaczny nacisk został postawiony na rozgrywki na wyższym szczeblu, które prowadziły władze i badacze. Mam przez to bardzo mieszane odczucia, gdyż nie do końca taką wersję tej historii miałam ochotę zobaczyć.
     Gra aktorska to chyba najmocniejszy element tej produkcji. W sumie każdy z bohaterów został według mnie idealnie obsadzony w swojej roli i nie zmieniłabym żadnego z nich na kogoś innego. Jednak czy tylko dobrzy aktorzy są w stanie pociągnąć treść i usatysfakcjonować każdego kinomaniaka? Ja po tylu nagrodach oczekiwałam czegoś trochę lepszego.
     Jestem niestety trochę rozczarowana tym filmem. Może to negatywne moje podejście wpłynęło w znacznym stopniu na odbiór tej produkcji, jednak nie jestem w stanie dostrzec tego co odnalazło wielu zachwyconych widzów. Wątpię, żebym w najbliższym czasie nabrała chęci na powrócenie do tej historii, chyba że dojrzeję do niej kiedyś na tyle, że będę w stanie dostrzec w niej więcej pozytywnych aspektów.
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 15 października 2019

'Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej' (2017) - film






Michalina Wisłocka napisała książkę, która zmieniła wszystko. Ale zanim "Sztuka kochania" podbiła rodzimy rynek księgarski i zrewolucjonizowała seksualność PRL-u, jej autorka musiała przejść długą drogę. Słynna ginekolog poświęciła lata na przełamywanie konserwatywnej obyczajowości i przepychanki z bezduszną cenzurą. Opowieść o powstaniu "Sztuki kochania" Michaliny Wisłockiej to historia rewolucji seksualnej w wersji PRL.







     Film pt. "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" mam wrażenie, że obejrzał już chyba każdy oprócz mnie. Postanowiłam wreszcie nadrobić ten bardzo zachwalany przez wielu moich znajomych tytuł. Pomimo tak wielu opinii z którymi się spotkałam, nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać. Będąc jednak już po seansie doskonale rozumiem dlaczego zgarnia on tak wiele dobrych recenzji.
     Michalina Wisłocka to ginekolog, która miała niekonwencjonalne podejście do swojej dziedziny jak na swoje czasy. Swoim sposobem leczenia i uporem "zrewolucjonizowała" życie wielu małżeństw. Sama historia według mnie została naprawdę dobrze przedstawiona. Pomimo prawie dwóch godzin nie było ani jednego momentu podczas którego bym czuła znużenie czy chęć przerwania seansu. Po prostu oglądałam z ogromnym zaciekawieniem historię Pani ginekolog o której słyszała chyba już większość osób. Sama nie wiem co mogę jeszcze napisać oprócz swoich zachwytów i złości na siebie, że dopiero teraz obejrzałam ten film.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Zarówno pierwszoplanowe jak i dalszoplanowe postacie zostały bardzo dobrze obsadzone. Bałam się jedynie grającego tu Piotra Adamczyka, który w większości filmów które z nim widziałam nie zrobił na mnie aż tak pozytywnego wrażenia. Jednak nie przeszkadzał mi w tym przypadku jego widok, a nawet momentami byłam w stanie docenić jego umiejętności wcielania się w swoją rolę.
     Choć dość długo opierałam się rękami i nogami przed obejrzeniem tego filmu, to nie żałuję, że jednak wreszcie to zrobiłam. Jeśli jeszcze jakimś cudem ktoś nie widział tej produkcji to gorąco zachęcam Was do nadrobienia! Moim zdaniem naprawdę warto.
     Moja ocena: 8/10.

środa, 9 października 2019

'What the Health' (2017) - film










Film opowiada o wpływie diety na zdrowie człowieka i wartych miliardy dolarów branżach medycznej, farmaceutycznej i żywnościowej.










     Film "What the Health" poleciła mi kiedyś zapalona weganka, która twierdziła, że po tej produkcji zmienię swoje spojrzenie na odżywianie. Będąc już po seansie jestem przerażona poziomem tego pseudo filmu dokumentalnego pełnego całkowitego bełkotu. I faktycznie uświadomiłam sobie w szczególności to jak łatwo manipulować drugim człowiekiem przez tego typu produkcje.
     Z opisu tego filmu wynika, że mieliśmy się z niego dowiedzieć jak dieta wpływa na ciało człowieka, jego zdrowie i samopoczucie. Jednak z tyloma absurdami i kłamstwami w tak krótkim czasie dawno nie miałam do czynienia. Przedstawione badania na które powoływał się twórca nie były solidnie uargumentowane, przez co miałam wrażenie jakbym oglądała o "amerykańskich naukowcach" z krążących w zakątkach internetu żartów. Nigdzie nie znalazłam naukowych dowodów czy badań na przedstawianą tu treść. Że niby jedno jajko jest tak samo szkodliwe jak pięć wypalonych papierosów? Serio? Też nie przekonała mnie chociażby kobieta, która podobno miała nowotwór i nagle dzięki nie jedzeniu mięsa w ciągu roku jej przeszło? Aż cisną mi się na usta i palce wiązanki przekleństw, które lepiej jednak pominąć. Jestem świadoma, że naszprycowane nie wiadomo czym jedzenie, nie tylko mięso, może mieć negatywny wpływ na zdrowie ale opamiętajmy się! Rośliny też są pryskane najróżniejszymi chemikaliami, które nie są dobre ani dla nas ani dla środowiska, ale jakoś w magiczny sposób akurat ten temat został tutaj przemilczany... Oczekiwanie uzyskania od Pani z recepcji czy od ochrony budynku informacji dlaczego coś opublikowała ich firma i burzenie się że nie udzielą im takiej informacji to dla mnie tylko ukazanie mało fachowego podejścia przez twórców do tematu. Według mnie to co tu znajdziemy jest tylko tzw. "napędzaniem gównoburzy", niepopartą faktami propagandą demonizującą mięso i produkty odzwierzęce. 
     Nie chcę wdawać się w spór o wegetarianizmie czy weganizmie, gdyż każdy decyduje o tym sam czy je dane produkty, i każdy w zdroworozsądkowy sposób mniej więcej powinien wiedzieć co mu służy. Przynajmniej ja wiem jak się po danym składniku czuję, ale to co dostałam w tym filmie jest według mnie totalnym bełkotem. Może on raczej wywołać negatywne skutki tymi przedstawionymi tu pseudo tezami. Nawet jeśli było tu choć ziarnko prawdy to zginęło ono w całej masie bzdur.
     Moja ocena: 2/10.

czwartek, 15 sierpnia 2019

'Król Artur: Legenda miecza' (King Arthur: Legend of the Sword, 2017) - film




Odważna historia cwanego młodzieńca Artura, który większość czasu spędza w zaułkach Londonium wraz ze swoją ferajną, nieświadomy losu, jaki jest mu pisany. Wszystko zmienia się jednak, gdy dostaje w swoje ręce miecz Excalibur — a wraz z nim przyszłość. Porażony mocą Excalibura Artur staje przed trudnym wyborem. Dołącza do buntowników z Ruchu oporu i podąża za tajemniczą młodą Ginewrą. Uczy się władać mieczem, aby zmierzyć się ze swoimi demonami i zjednoczyć lud w walce z tyranem Vortigernem, który ukradł należną mu koronę i zamordował jego rodziców, po czym ogłosił się królem.






     W okolicach premiery filmu "Król Artur: Legenda miecza" byłam mocno nim zainteresowana. Nawet zamierzałam iść na niego do kina, jednak zawsze coś stawało mi na przeszkodzie i w końcu go przegapiłam. Jednak po kilku latach wreszcie udało mi się obejrzeć ten tytuł w domowym zaciszu.
     O królu Arturze krąży wiele legend, zostało przedstawionych wiele różnych historii z nim związanych. W tym przypadku mamy w dość epicki sposób ukazane losy Artura, który okazuje się być wybrańcem. W jego ręce trafia miecz Excalibur i to na nim będą spoczywać dalsze losy kraju. Treść znana jest prawdopodobnie znacznej części widzów. Jednak było tu według mnie coś na tyle intrygującego, że pomimo długości tej produkcji nie nudziłam się ani minuty. Co prawda nie wywołała we mnie ta historia przyspieszonego bicia serca, nie wszystkie sceny z istotami 'fantastycznymi' w pełni mnie satysfakcjonowały, lecz nie mogę napisać zbyt wielu więcej negatywów.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Dobór aktorów do poszczególnych postaci jest według mnie idealny i nie zamieniłabym żadnego z tu występujących na kogoś innego. Stety bądź niestety spotkałam osoby, które obejrzały ten tytuł tylko i wyłącznie ze względu na wygląd Charlie Hunnam'a, który wcielił się w Króla Artura a później "psioczyły" na tematykę tego filmu. Więc od razu ostrzegam osoby, którym przyświeca to samo podejście aby zaznajomiły się wcześniej o czym mniej więcej jest ta produkcja :).
     Nie żałuję, że wreszcie obejrzałam ten film. Cieszę się jednak, że nie widziałam go na dużym ekranie, gdyż mogłabym być wtedy bardziej zawiedziona. Jednak na warunki domowe to bardzo dobrze mi się oglądało i dobrze spędziłam te dwie godziny.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 28 lipca 2019

'Kochana mamusia nie żyje' (Mommy Dead and Dearest, 2017) - film




Życie Dee Dee Blanchard nigdy nie było usłane różami. Jej ukochany mąż odszedł do innej kobiety, a huragan Katrina zniszczył cały majątek. Co gorsza jej córka, Gypsy, od dziecka była bardzo chora i wymagała ciągłej opieki. Kochająca na pierwszy rzut oka matka wzbudzała sympatię ludzi i mogła liczyć na ich hojną pomoc. Pewnego dnia doszło jednak do tragedii. Okazało się, że Dee Dee przez lata budowała fasadę kłamstw, manipulacji i przemocy, oszukując wszystkich wokół siebie. Jej córka nigdy nie była chora. Matka faszerowała ją środkami zwiotczającymi mięśnie oraz dużą liczbą leków, które wywoływały długą listę skutków ubocznych. Zdesperowana dziewczyna w końcu postanowiła zemścić się na swojej oprawczyni.




     Nie miałam dotychczas do czynienia ze zbyt wieloma filmami dokumentalnymi. Jednak film "Kochana mamusia nie żyje" został polecony mi przez dobrą duszę, na polecajkach której nigdy się jeszcze nie zawiodłam. Po dość długich poszukiwaniach wreszcie udało mi się go obejrzeć (tak tak, dopiero w tym miesiącu 'odkryłam' HBO GO).
     Gypsy od maleńkości była bardzo chorowitym dzieckiem. Co rusz kolejna choroba atakowała jej organizm. Dodatkowo trudy życia codziennego, huragan Katrina, odejście od rodziny kochanego ojca, nie ułatwiały jej egzystencji. Co się jednak stało, że w końcu zdecydowała się na tak brutalny krok i wraz ze swoim wybrankiem zamordowała własną matkę? Według mnie to wstrząsająca historia, która wydarzyła się naprawdę. Ciężko mi oceniać treść jaką taką - po obejrzeniu tego filmu i głębszym zapoznaniu się z historią można wyrobić własne zdanie. Jednak sądzę, że każdy z nas może wyciągnąć inne wnioski biorąc pod uwagę własne doświadczenia. Osobiście ta produkcja wywołała we mnie przeróżne emocje, nie koniecznie zawsze te pozytywne. Pomimo to uważam, że w dość nietypowy dla mnie sposób została przedstawiona historia rodziny i relacje jakie w niej panowały.
     "Kochana mamusia nie żyje" to film dokumentalny, który moim zdaniem warto obejrzeć. Ja przynajmniej nie żałuję, że go obejrzałam. Nie jest on łatwy, zmusza jednak do przemyśleń nad pewnymi skrajnymi zachowaniami.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 17 lipca 2019

'Twój Vincent' (Loving Vincent, 2017) - film



27 lipca 1890 r. szczupła postać idzie po zmierzchu chwiejnym krokiem senną ulicą francuskiego miasteczka Auvers. Mężczyzna nie ma nic przy sobie; dłonie przyciska do świeżej rany postrzałowej, z której sączy się krew. To Vincent van Gogh – wówczas mało jeszcze znany artysta, dziś uznawany za jednego z największych malarzy na świecie. O jego tragicznej śmierci wiadomo od dawna, jednak nadal nie jest jasne, jak i dlaczego doszło do śmiertelnego postrzału. "Twój Vincent" opowiada właśnie tę historię, odkrywa okoliczności tajemniczej śmierci artysty. Czy na pewno popełnił samobójstwo? Co się wydarzyło przez 6 tygodni od ostatniego listu van Gogha, w którym pisał, że czuje się dobrze i jest zupełnie spokojny? 





     W okolicach premiery filmu "Twój VIncent" było o nim dość głośno, jednak szybko wyleciał mi ten tytuł z głowy. Przypomniałam sobie o nim dopiero ostatnio, gdy zobaczyłam, że jest dostępny na Netflixie. Postanowiłam nadrobić ten film i nie żałuję, że pod wpływem impulsu zdecydowałam się na seans.
     Vincent van Gogh - przypuszczam, że każdy choć raz słyszał to nazwisko, nawet jeśli nie jest zafascynowany sztuką i malarstwem. "Twój Vincent" to historia tajemniczej śmierci artysty, który zmarł od rany postrzałowej. Jednak czy na pewno było to samobójstwo? Choć nie jestem zbyt obiegana w tematyce postimpresjonizmu i impresjonizmu, nie szukam w każdej wolnej chwili nowych informacji to uważam, że ten film jest genialny. Podobno powstawał on aż około sześciu lat, ale efekt jest oszałamiający. Nawet pomimo bycia laikiem w tym temacie, jestem pod ogromnym wrażeniem. Historia malarza przedstawiona w intrygujący sposób, z zafascynowaniem przyglądałam się wykonaniu i zapartym tchem w śledziłam losy bohaterów, gdyż byłam ogromnie ciekawa jak będzie dalej ukazana treść.
     Nie wiem cóż więcej mogę napisać o tym filmie. Notka bardzo krótka i możliwe, że niezbyt rzeczowa, jednak wstawiam ją pomimo to, gdyż może ktoś tak jak ja przypomni sobie o tym tytule i zachwyci się wykonaniem.
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 20 czerwca 2019

'Na pokuszenie' (The Beguiled, 2017) - film





Uwodzicielska adaptacja powieści Thomasa Cullinana w reżyserii słynnej scenarzystki i reżyserki Sofii Coppoli. Historia dzieje się w czasach Wojny Secesyjnej w jednej z południowych szkół dla dziewcząt. Młode kobiety opiekują się rannym żołnierzem wroga. Wraz ze stopniowym, powolnym powrotem mężczyzny do zdrowia dom zaczyna wypełniać napięcie seksualne i nieoczekiwana rywalizacja, która każe dziewczętom łamać wszelkie tabu i zmieniać rzeczywistość wokół nich.






     "Na pokuszenie" to adaptacja powieści Thomasa Cullinana o czym dowiedziałam się dopiero gdy już zaczęłam oglądać ten film. Choć lubię najpierw przeczytać książkę a dopiero później obejrzeć 'ekranizację' to w tym przypadku machnęłam ręką, gdyż nie miałam w danym momencie możliwości by zdobyć tę powieść.
     W czasach Wojny Secesyjnej ranny żołnierz trafia do szkoły dla dziewcząt. Opatrują one mu tam rany, jednak mężczyzna wprowadza wśród nich pewne zamieszanie. W końcu dziewczęta dawno nie miały pod swoją opieką osobnika płci przeciwnej... Historia z którą mamy tu do czynienia jest według mnie połączeniem mrożącego krew w żyłach thrillera z elementami romansu. Sama fabuła wydaje się być ciekawie skonstruowana, co może wydawać się trudne, gdyż miejsce akcji w tym przypadku jest dość mocno ograniczone. Pomimo, że nie oglądałam tego filmu z wypiekami na twarzy całkiem dobrze spędziłam z nim czas. Przyciągające oko są tu według mnie kostiumy, które były wykorzystane by podkreślić epokę w której ma miejsce akcja.
     Gra aktorska to bardzo mocny atut tej produkcji. Choć nie jestem fanką Colina Farrella to nie mam mu w tym przypadku nic do zarzucenia. Również odtwórczynie żeńskich postaci spisały się wyśmienicie. Zarówno te starsze jak i młodsze wypadły moim zdaniem bardzo dobrze, dzięki czemu nie narastała we mnie frustracja z powodu ich nieudolności.
     Moim zdaniem film "Na pokuszenie" nie jest dziełem wybitnym, jednak przyjemnie mi się go oglądało. Nie jestem pewna czy zobaczę go ponownie, lecz nie żałuję, że zdecydowałam się kontynuować oglądanie. Warto zobaczyć tę produkcję, gdyż może umilić czas zarówno podczas domowych obowiązków jak i poświęcając jej w stu procentach wolną chwilę.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 9 czerwca 2019

'Gru, Dru i Minionki' (Despicable Me 3, 2017) - film









Balthazar Bratt, były dziecięcy gwiazdor, wymyśla plan zdominowania świata. Gru wraz z rodziną muszą mu w tym przeszkodzić.











     Uwielbiam Minionki, choć chyba teoretycznie powinnam być za stara na tego typu sprawy. Jednak animacje z nimi związane zawsze wprowadzają mnie w dobry nastrój. Ostatnio udało mi się wreszcie obejrzeć również "Gru, Dru i Minionki". Ta notka będzie krótka, zwięzła i postaram się aby byłą na temat,
     Gru wyrusza na nową misję. Jednak nieoczekiwana wiadomość o bracie bliźniaku wprowadza lekkie zamieszanie. Jak na porządną animację przystało nie brakuje tu wartkiej akcji, zabawnych sytuacji, które spodobają się zarówno młodszym jak i tym trochę starszym odbiorcom. Mając prawie trzydzieści lat na karku bardzo miło spędziłam czas podczas seansu. Historia z którą mamy tu do czynienia może i nie wniesie zbyt wiele do życia przeciętnego zjadacza chleba, nie znajdziemy zbyt wielu nachalnych moralizatorskich pogadanek. Prawdopodobnie nie potrafię być obiektywna w przypadku tego filmu, jednak moim zdaniem ma on swój urok i nie mogę narzekać tu na nudę. Dubbing polski przyzwoicie zrobiony, każda postać bardzo dobrze została ukazana. Również dobór muzyki bardzo mi odpowiadał, gdyż współgrała ona z tym co się w danym momencie działo na ekranie.
     "Gru, Dru i Minionki" to animacja, dzięki której byłam w stanie zrelaksować się i odprężyć po całym tygodniu pracy. Możliwe, że kiedyś ponownie obejrzę ten tytuł ponownie, choć nie jest to najlepsza część z tego uniwersum.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

'Sklep z jednorożcami' (Unicorn Store, 2017) - film










Ekscentryczna malarka wylatuje ze szkoły i zaczyna nudną pracę w biurze, ale pewnego dnia staje przed szansą na spełnienie życiowego marzenia - adoptowania jednorożca.









     Aktorkę Brie Larson kojarzę głównie z roli w filmie "Pokój", gdzie wcieliła się w postać Ma. Widząc kolejną produkcję z jej udziałem na popularnej platformie nabrałam ochoty by sprawdzić co to za historia. Choć tytuł "Sklep z jednorożcami" dla mnie nie brzmi zbyt zachęcająco to miałam jednak cichą nadzieję na coś dobrego. Niestety moje nadzieje szybko zostały rozwiane...
     Wszyscy mamy marzenia. Jednak zazwyczaj wraz z wiekiem i dojrzałością one w pewien sposób ewoluują. Gorzej gdy jesteśmy dorosłym człowiekiem i nadal wierzymy w jednorożce (;)) oraz z ogromną powagą wmawiamy innym, że one naprawdę istnieją. Kit jest właśnie tego typu osobą, żyjącą nadal w świecie dziecinnych marzeń. Choć sama idea wydaje mi się być ok, warto czasem mieć absurdalne nadzieje i marzenia, jednak tutaj z czasem było to coraz bardziej męczące. Miałam wrażenie, że oglądam historię mało odpowiedzialnej młodej ale już raczej dorosłej kobiety, która uparcie nie chce dostrzec otaczającej jej rzeczywistości.
     Gra aktorska niestety nie powaliła mnie na kolana. Nie do końca przekonała mnie w tym filmie odtwórczyni głównej roli - wiem z innych produkcji, że stać ją na wiele więcej. Chyba najbardziej spodobał mi się tu Samuel L. Jackson wcielający się w Sprzedawcę. Wypadł on tu naprawdę przekonująco na tle innych przeciętnych kreacji.
     Pomimo, że nie miałam zbyt wielkich oczekiwań czuję się rozczarowana. Jestem pewna, że nie obejrzę tego filmu ponownie. Nawet nie jestem pewna dla kogo ten tytuł może się nadawać... Jeśli uwielbiacie jednorożce to i tak istnieje moim zdaniem spore ryzyko, że się zawiedziecie.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 11 kwietnia 2019

'Azyl' (The Zookeeper's Wife, 2017) - film





To jedna z takich historii, o które kino musiało się upomnieć. Poruszająca filmowa opowieść, która wydarzyła się naprawdę. Antonina Żabińska, żona dyrektora warszawskiego zoo, wspólnie z mężem, Janem, ukrywali podczas II wojny światowej dziesiątki Żydów. Osobiście wydostawali ich z getta i pomagali przetrwać w opustoszałych murach ogrodu zoologicznego. Niektórzy ukrywani byli w miejscach przeznaczonych dla zwierząt, inni w willi Żabińskich. W 1965 roku Jan i Antonina Żabińscy zostali odznaczeni przez instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.






     O historii przedstawionej w "Azylu" słyszałam wiele skrajnych opinii. Od tych najbardziej entuzjastycznych poprzez całkowite niezadowolenie z tego co dostali. Co prawda mnie do książki za bardzo nie ciągnęło, jednak postanowiłam dać szansę jej ekranizacji, więc od razu daję znać, że nie mam porównania.
     Film opowiada historię partą na faktach. Podczas II wojny światowej Państwo Żabińscy, którzy prowadzili warszawskie zoo, uratowali wiele istnień. Po tematyce spodziewałam się czegoś na prawdę mocnego, choć wiem, że przedstawienie jej nie należy do najłatwiejszych. Jednak tutaj czuję pewien niedosyt. Nie zamierzam oceniać postawy żadnego z bohaterów, lecz zabrakło mi czegoś, co spowodowałoby, że nie mogę o nim przestać myśleć, tak jak miałam po filmie "Pianista". Mam niestety bardzo mieszane odczucia po seansie "Azylu", który nie był według mnie do końca całościowo idealnie zgrany.
     Gra aktorska również nie do końca mnie zachwyciła. Mam wrażenie, że najlepszymi umiejętnościami zabłysnęli Ci najmłodsi. W przypadku dorosłej części obsady mam wiele "ale". Aktorka wcielająca się w Antoninę Żabińską, czyli Jessica Chastain, jak dla mnie nie wypadła zbyt przekonująco. Odniosłam wrażenie, że była przedstawiona zbyt 'cukierkowo'.
     Po obejrzeniu tego filmu nie mam ochoty sprawdzić tej historii w wersji książkowej. Dobrze było go zobaczyć, jednak nie przekonuje mnie na tyle bym miała ochotę do niego powracać. Wiem, że są znacznie lepiej zrealizowane filmy o tej tematyce a ten nie zalicza się według mnie do "TOP5" tych najlepszych.
     Moja ocena: 6/10.
Related Posts with Thumbnails