czwartek, 23 lutego 2017

'Osobliwy dom Pani Peregrine' (Miss Peregrine’s Home For Peculiar Children, 2016) - film





Podążając za wskazówkami, które zostawił mu ukochany dziadek, Jake odkrywa, że istnieje niezwykły świat poza czasem i przestrzenią, a w nim niezwykłe miejsce, zwane "Osobliwym domem pani Peregrine". Jake poznaje niesamowite moce mieszkańców domu i dowiaduje się, że mają oni potężnych wrogów. Wkrótce przekona się, że jeśli chce ocalić swych nowych przyjaciół, musi nauczyć się korzystać z "osobliwości", którą sam został obdarzony.







     Film "Osobliwy dom Pani Peregrine" zamierzałam obejrzeć już dużo wcześniej, jak tylko wszedł on do polskich kin. Niestety nie udało mi się tego dokonać, gdyż wtedy jeszcze moja noga nie była na tyle sprawna po operacji, abym usiedziała bez bólu dwie godziny w takim zgięciu. Teraz, po obejrzeniu tego filmu w zaciszu domowym, właściwie nie żałuję, że nie byłam na nim w kinie.
     Fabuła kręci się wokół Jake'a, który trafia do domu zamieszkanego przez osobliwe dzieci. Dzięki dziadkowi, który w dzieciństwie nazywał go tygryskiem, poznał już wcześniej trochę historii tego domu. Jednak dopiero gdy na własne oczy zobaczył, to uwierzył w jego opowieści. W stosunku do książki zrobili w tej ekranizacji wiele zmian. Ciężko mi powiedzieć czy na plus, czy raczej mam negatywne odczucia. Samo zakończenie zrobione tak, jakby do końca nie wiedzieli czy będą zabierać się za kręcenie kolejnych części. Można by z tego zrobić po prostu niezależny film, przy czym w książce historia urywała się w takim momencie, że było wiadomo, że można się spodziewać kolejnych tomów historii. Nie porwała mnie ta historia, nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia, abym rozpamiętywała ją przez dłuższy okres. Często ekranizacja jest gorsza od swojego pierwowzoru, można by podawać wiele przykładów aby tę tezę udowodnić, czasem zdarzy się perełka, jak w przypadku "Projektantki". W przypadku "Osobliwego domu Pani Peregrine" mam ambiwalentny stosunek do tego tematu. Niby historia ta sama, ale przez naniesione zmiany jakby inna i nie potrafię powiedzieć, która wersja mi się bardziej podoba.
     Gra aktorska - odniosłam wrażenie, że w tym filmie im młodszy był aktor, tym naturalniej wypadał on w swojej roli. Oczywiście jest jeszcze aktorka wcielająca się w Panią Peregrine, czyli Eva Green. Zagrała ona na tyle intrygująco, że z chęcią obejrzałabym z nią jeszcze jakiś film. W przypadku reszty to niby źle nie było ale nie jestem do końca przekonana. Niekoniecznie akurat tych aktorów widziałam w niektórych rolach, całkowicie inaczej sobie wyobrażałam część postaci. Jestem ciekawa czy to tylko moje odczucie co do aktorów.
     Niestety po seansie tego filmu nie jestem co do niego przekonana. Nie wiem czy bym z taką wielką chęcią poszła do kina na następną część, o ile zdecydowali by się ją nakręcić. Wiem, że niektórzy są zachwyceni, ja natomiast jestem chyba raczej nim zawiedziona. Myślałam, że film będzie bardziej spektakularny.
     Moja ocena: 4/10.

wtorek, 21 lutego 2017

"Dotyk Crossa" Sylvia Day


Powieść, którą czytają kobiety w trzydziestu sześciu językach na całym świecie. 
Powieść, która jest najszybciej sprzedającym się tytułem ostatniej dekady. 
Jedyna taka powieść erotyczna, która łączy w sobie dobry styl z wyjątkową przyjemnością czytania.
Gideon Cross pojawił się w moim życiu jak błyskawica w mroku.
Był piękny i intrygujący, rozpalał do białości. Pociągał mnie jak nikt dotąd. Pragnęłam jego dotyku jak narkotyku, choć wiedziałam, że jest dla mnie zgubny. Moja zraniona dusza i ciało broniły się, ale on z łatwością je posiadł. 
Gideon czuł to samo, dręczyły go podobne demony. Byliśmy jak lustra, które odbijały swoje najgłębsze rany i najdziksze pragnienia.
Ta miłość stworzyła mnie na nowo. Modliłam się, by koszmary przeszłości nas nie rozdzieliły.
Opis książki





Autor: Sylvia Day
Tytuł oryginalny: Bared to You
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Sadowska Ksenia
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 416



     "Dotyk Crossa" to powieść erotyczna, często porównywana do "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Niektórzy twierdzili, że Cross jest o niebo lepszy niż Grey, więc widząc tę pozycję w bibliotece postanowiłam sama się przekonać. Żal mi było wydawać własne pieniądze, gdyby okazało się jednak, że jest to jeszcze większy gniot, a tak przynajmniej mogłam przeczytać ją za darmo, choć wzrok Pani Bibliotekarki był co najmniej podejrzany ;).
     Gideon Cross to bogaty i nieziemsko przystojny mężczyzna z ogromnym przyrodzeniem, gdyż inaczej być nie mogło w tej powieści. Podnieca on główną bohaterkę, Evę, samym swoim bytem i skrywa, bo jakże by inaczej, mroczną tajemnicę. Jego najlepszy tekst na podryw to "mam ochotę cię przelecieć", tak ot, po prostu. Czytając to zastanawiałam się czy nie lepszy już byłby 'podryw na kasztana', który swego czasu robił furorę w internecie. Niestety oprócz scen seksu, czy niezrównoważenia psychicznego głównych bohaterów nie dostajemy tutaj żadnej sprecyzowanej fabuły. Nie potrafiłabym chronologicznie przedstawić wydarzeń jakie miały tutaj miejsce. Niestety wieje nudą na kilometr, a sama treść tej książki jest dużo nudniejsza nawet od pierwszego lepszego filmu pornograficznego jaki możemy znaleźć w sieci. Może zostanę za to zlinczowana, jednak to "Pięćdziesiąt twarzy Greya" było dużo ciekawsze, choć daleko tej książce do tego aby mi się ona podobała i bym uznała ją za dobrą powieść.
     Bohaterowie niestety bardzo płytcy i bez osobowości. Główna bohaterka nieziemsko irytująca, strzelająca fochy częściej, niż była podniecona na samą myśl o Crossie. Ba! Nawet seks uprawiali rzadziej aniżeli pojawił się jej foch. Sam Gideon jeszcze bardziej nieporadny i bezpłciowy niż Grey. Chyba najlepiej ze wszystkich opisana była matka głównej bohaterki, jako 'piękna, czarująca i obsesyjno-kompulsywna'. Jednak nawet to nie wystarcza aby bohater został zapamiętany na dłużej. Niestety postacie, tak jak treść, nie są mocną stroną tej powieści.
     Styl autorki nie powalił mnie na kolana. Niby nie był aż tak infantylny jak u E L James, jednak nie powiedziałabym, że był lepszy. Autorka starała się, jakby na siłę, zrobić trochę ostrzejszą wersję znanych już powieści erotycznych. Jednak nie wyszło jej to za dobrze. Nie sądziłam, że to możliwe, ale już nawet w filmach pornograficznych możemy znaleźć lepsze dialogi niż tutaj :D [a czasami brak dialogów jest lepszy niż po prostu jakieś]. Przy tekście "Jeb, jeb, jeb - zawył" zastanawiałam się co autorka miała na myśli, czy bohater walił się głową o ścianę [co sama miałam ochotę zrobić podczas lektury] i wył z bólu czy był to skrót tłumacza od słowa jebać. W sumie oba przypadki w tamtym momencie by pasowały. Stwierdzam jednak, że nie chcę się w to zgłębiać i sprawdzać jak było w oryginale. Nie jest to po prostu na moje nerwy.
     Wydanie - niestety są tu klejone strony, przez co egzemplarz biblioteczny nie jest już w najlepszym stanie. Nie wiem, czy pozycja była aż tak eksploatowana, ale niebawem będzie się składać ten tom z kilku części. Kartki będą latać na wszystkie strony, a i tak powieść by nic na tym nie straciła. Na plus, chyba jedyny w całej tej pozycji, to papier oraz czcionka jakie zostały wykorzystane. Choć i w tym przypadku zapewne znajdą się czytelnicy, którym również i to nie pasowało.
     Mam wypożyczone kolejne dwa tomy z biblioteki, lecz wątpię, żebym je przeczytała. W przypadku Greya zwyciężyła ciekawość - tutaj niestety jest jeszcze gorzej. Na razie nie mam ochoty sięgać po kolejne pozycje tej autorki. Może i wstrzeliła się ona w temat, który był aktualnie na topie, jednak nie jest to powieść po którą bym sięgnęła, nawet po to aby się odmóżdżyć.
     Moja ocena: 1/10.

niedziela, 19 lutego 2017

'Projektantka' (The Dressmaker, 2015) - film






Po latach zdobywania doświadczenia w najlepszych paryskich domach mody Tilly Dunnage (Kate Winslet) powraca do rodzinnego miasteczka w Australii, z którego jako dziecko uciekła oskarżona o morderstwo. Chce pogodzić się ze swoją schorowaną, ekscentryczna matką (Judy Davis) i wyjaśnić wydarzenia z przeszłości. Przy okazji, uzbrojona w maszynę do szycia, wytacza prywatną wojnę złym gustom i brakowi elegancji...







     Niedawno przeczytałam książkę "Projektantka" na podstawie której powstał właśnie ten film. Powieść nie za bardzo przypadła mi do gustu, choć nie pod względem fabularnym, a raczej sposobem jakim została napisana. Postanowiłam spróbować z filmem, gdyż sama historia była obiecująca. Uważam, że jest to jeden z nielicznych przypadków, gdzie to jednak ekranizacja jest dużo lepsza od książki.
     Historia przedstawiona w filmie nie różni się zbytnio od tej, z którą możemy się zetknąć w powieści. Tilly powraca w rodzinne strony aby zemścić się na mieszkańcach miasteczka i rozliczyć się z przeszłością. Muszę przyznać, że bardzo dobrze spędziłam te dwie godziny podczas seansu. Już po pierwszych minutach można się spodziewać bardzo dobrze zrealizowanej produkcji. W filmie zostały idealnie zachowane proporcje pomiędzy elementami komedii oraz dramatu. Było wiele scen przy których można było się uśmiać, aby zaraz mieć ochotę zapłakać nad losem bohatera. Było kilka kosmetycznych zmian w treści, dopisano kilka scen, które nie zostały przedstawione w książce, lecz były to zmiany jak najbardziej na plus. Nie było w filmie takiego chaosu jak w powieści, wszystko było jakby bardziej poukładane i przedstawiało większą logikę przyczynowo-skutkową. Jednak same zmiany nie były aż tak bardzo znaczące, a sama historia nie doznała uszczerbku.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Kate Winslet bardzo dobrze wcieliła się w postać głównej bohaterki - Tilly Dunnage. Również jej matka, Molly, którą zagrała Judy Davis, była idealnie dobrana do swojej roli. Po lekturze książki właśnie tak wyobrażałam sobie tę kobietę. O ile Liam Hemsworth, w innych produkcjach, które widziałam, średnio, albo w ogóle, mi się podobał, to tutaj się zrehabilitował. Zarówno męskie jak i żeńskie postacie wypadły tutaj wyśmienicie i nie mogę się przyczepić do czegokolwiek w ich grze.
     Miałam nadzieję, że ekranizacja będzie będzie lepsza niż książka, lecz nie spodziewałam się aż tak dużej różnicy. Po prostu niebo a ziemia. Filmem jestem oczarowana i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas.
     Moja ocena: 9/10.

piątek, 17 lutego 2017

"Granat poproszę!" Olga Rudnicka



Emilia Przecinek – ma trzydzieści dziewięć lat, sto pięćdziesiąt sześć i pół centymetra wzrostu oraz prawie dziesięć kilogramów nadwagi. Jest znaną autorką powieści romantycznych, a także matką dwojga nastoletnich dzieci i przykładną małżonką Cezarego, który postanawia zostać szczęśliwym mężem innej kobiety. Nie dość że młodszej, to jeszcze wyższej, co szczególnie boli Emilię.
Los nie sprzyja przyszłej rozwódce. Bank domaga się spłaty kredytu, kochanka męża zostaje znaleziona martwa, a rodzina, mimo że daje Emilii niepodważalne alibi, zdaje się nie wierzyć w jej niewinność. Jej reputacja zawodowa zaczyna się walić, a w dodatku mąż jest poszukiwany za defraudację. To zdecydowanie dużo za dużo jak na jedną małą kobietkę.
Czyżby?
Opis książki






Autor: Olga Rudnicka
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Liczba stron: 336



"Nie martw się, dziecko. Gorsze rzeczy się człowiekowi w życiu zdarzają. Wojna. Powódź. Śmierć. PiS u władzy."

     O książce Olgi Rudnickiej "Granat poproszę!" czytałam wiele pozytywów. Nie miałam nigdy wcześniej styczności z twórczością tej autorki, dlatego też postanowiłam wreszcie sama przekonać się co to za cymes. Wiedząc, że czeka mnie dość długa podróż zabrałam ze sobą czytnik i padło właśnie na tę książkę.
     Autorka powieści romantycznych, Emilia Przecinek, matka Kropki i Kropeczka, żona Cezarego to główna bohaterka tej historii. Pomimo prawie czterdziestki na karku trafiają się jej sytuacje wręcz kosmiczne. Mąż postanawia zostawić ją dla dużo młodszej kobiety, a matka i teściowa postanawiają wkroczyć do akcji. Taka mieszanka musiała dać efekt wybuchowy. Siedząc w autobusie nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który co chwila pojawiał się na mojej twarzy. Moje parsknięcia śmiechu musiały wśród innych podróżnych wywoływać co najmniej konsternacje. Ale jak wytłumaczyć obcym ludziom, że czytam po prostu dobrą książkę? W powieści znajdziemy wiele sytuacji wręcz absurdalnych lecz przedstawionych w tak przezabawny sposób, że nie sposób się oderwać od lektury.
"Przysięgam, że zostanę księgową. Najnudniejszą na świecie. Pójdę do pracy w urzędzie skarbowym. Nigdy nie będę artystką - zarzekała się. - Artyści są walnięci."
Pamiętajcie - czasem zdarza się, że to księgowa jest walnięta a artysta nudny. I mówię Wam to ja, księgowa, ale akurat nie z US ;).
     Bohaterowie - w tym przypadku mam trochę mieszane odczucia. O ile żeńskie postacie były bardzo dobrze wykreowane i zapadające w pamięci to osoba Cezarego nie do końca mnie przekonała. Może po prostu nie jestem w stanie ogarnąć jak można zdradzać tak wspaniałą i zwariowaną żonę, jaką jest Emilka? Nastolatkowie, znani jako Kropeczek i Kropka, ukazali swoistą paletę emocji, które targają osobami w tym wieku. Jednak to dwie babcie z werwą zrobiły na mnie najogromniejsze wrażenie. Kocham swoje babcie ale nie pogardziłabym takimi kobietami w swojej rodzinie. Może to być udręka ale przynajmniej byłoby zabawnie.
     Styl autorki bardzo lekki i przyjazny w odbiorze. Wraz z przedstawioną treścią całość daje rewelacyjny efekt. Na prawdę zadziwiające jest to jak można stworzyć teoretycznie banalną historię, samym sposobem pisania. Mając trochę czasu udało mi się pochłonąć tę powieść w jeden dzień. Wydanie, które miałam, czyli w wersji elektronicznej, bardzo dobrze zrobione. Współgrało ono z moim czytnikiem i nie mam pod tym względem nic do zarzucenia.
     Jestem pozytywnie zaskoczona tą powieścią. Pomimo wielu pozytywnych recenzji miałam pewne obawy czy na pewno mi się ona spodoba. Na zimne wieczory czy dłuższe podróże książka pasuje idealnie, zapewni nam rozrywkę na kilka godzin. Po tej powieści wiem, że sięgnę po inne książki tej autorki, aby lepiej zapoznać się z jej twórczością.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 15 lutego 2017

'Wielki Gatsby' (The Great Gatsby, 2013) - film


 
Film "Wielki Gatsby" przedstawia losy niedoszłego pisarza, Nicka Carrawaya (Tobey Maguire), który opuszcza Środkowy Zachód i przybywa do Nowego Jorku wiosną 1922 roku, w epoce upadającej moralności, połyskliwego jazzu, królów przemytu alkoholowego i szybujących w górę akcji. Podążając za swoim amerykańskim snem, Nick zamieszkuje w sąsiedztwie tajemniczego, urządzającego liczne przyjęcia milionera, Jaya Gatsby'ego (Leonardo DiCaprio). Nicka pochłania czarujący świat zamożnych ludzi, iluzji, miłości i kłamstw. Obserwując go od środka i z zewnątrz, Nick pisze opowieść o niemożliwej miłości, snach nie na sprzedaż oraz wysokooktanowej tragedii. Stawia przed nami lustro, w którym widzimy odbicie naszej współczesności.





     Film "Wielki Gatsby" chciałam obejrzeć już od momentu przeczytania książki, na podstawie której powstała ta ekranizacja. Powieść była jednym z największych zawodów książkowych zeszłego roku, jednak miałam jeszcze cichą nadzieję, że może tutaj zrobią ciekawą interpretację tej historii. Niestety nadzieja umiera ostatnia, a ja znów zostałam pozostawiona z poczuciem zawodu.
     Tak samo jak w książce, również tutaj poznajemy historię Jaya Gatsby'ego, przedstawioną przez niedoszłego pisarza, Nicka. Mogło by się wydawać, że sama fabuła będzie ciekawa, porywająca i zapadająca w pamięć. Pomimo krótkiego opisu można minadzieję, że pojawi się tam coś zaskakującego. Na moje nieszczęście akurat pod tym względem film jest bardzo dobrym odzwierciedleniem powieści. Zarówno książka, jak i film nie porwały mnie treścią, która wynudziła mnie niemiłosiernie. Można znaleźć w internecie wiele zachwytów nad nimi, a dla mnie jest to kolejne największe rozczarowanie. Nie wiem jakim cudem udało mi się wytrzymać prawie dwie i pół godziny podczas seansu - chyba przy 'życiu' utrzymywała mnie myśl, że będę mogła dzięki temu się o nim wypowiadać i trochę popsioczyć. Obejrzałam w całości, wyrobiłam sobie zdanie o całym filmie a nie jedynie o początkowych jego scenach. Jedynie co mi się tutaj spodobało to wykonanie. Sceneria, którą możemy podziwiać nadawała całości klimat, który mógł idealnie oddawać realia dawnych lat. Co prawda nie jestem znawczynią historii, jednak to jak zostało wszystko przedstawione, pozwala uwierzyć, że właśnie tak wyglądały wielkie imprezy z tamtych lat.
     Gra aktorska - pod tym względem nie mam nic do zarzucenia aktorom. Leonardo DiCaprio, wcielający się w postać Gatsby'ego, oraz Tobey Maguire jako Nick, spisali się wyśmienicie. Może nie aż tak aby otrzymać Oscara za najlepszą rolę męską, lecz bardzo dobrze mi się ich oglądało w tej produkcji. Nie było momentów w grze, które doprowadzały by mnie do jeszcze większej frustracji, nie powodowały poczucia coraz bardziej zmarnowanego czasu. Chociaż role żeńskie nie wypadły aż tak fenomenalnie jak męskie. Po odtwórczyni Daisy Buchanan, Carey Mulligan, można by oczekiwać minimalnie większego zaangażowania w rolę, choć nie można narzekać, że w ogóle pokpiła sobie sprawę.
     "Wielki Gatsby" to jeden z tych filmów, który zapewne porywa wielu ludzi i zapada w ich pamięci, a mnie niestety zawiódł pod kilkoma względami. Sama fabuła jest bardzo dobrze odzwierciedlona z książki - o ile zazwyczaj to bardzo doceniam, to w tym przypadku miałam nadzieję, że coś zmienią. Choć muszę przyznać, że samym wykonaniem film bardzo dużo zyskuje. Czy warto obejrzeć? Ani nie polecam, ani nie zniechęcam.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 13 lutego 2017

"Dotyk" Claire North






Próbował mnie zabić, ale to ja go zabiłam.
Było to dawno temu. Pamiętam, że panował mrok.
Zauważyłam mordercę w ostatniej chwili.
Umierając, dotknęłam jego dłoni i nagle nastąpiła pierwsza przesiadka.
Patrzyłam, jak umieram. Spoglądałam na siebie oczami zabójcy.
Teraz przesiadki to drobiazg. Przeskakuję z ciała do ciała, kiedy chcę. Mogę być każdym.

Opis książki








Autor: Claire North
Tytuł oryginalny: Touch
Język oryginalny: angielski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 472



     Clraire North to pseudonim literacki Catherine Webb. Co prawda żadne z tych nazwisk niewiele mi mówiło, sama nie wiedziałam czego będę mogła się spodziewać. Książka w momencie kupna wydawała mi się bardzo obiecująca, przynajmniej z opisu który znajdziemy z tyłu.
     W momencie morderstwa dusza/widmo zamordowanej kobiety przeskakuje na zabójcę. I tak zaczyna się przygoda, która może nie mieć końca. Bohaterka może zostać każdym, a same przeskoki nie są zbyt uciążliwe dla samej zainteresowanej. Marilyn Monroe? Żaden problem. Winston Churchill? Bardzo proszę. Trzeba jedynie znaleźć się wystarczająco blisko danej osoby aby móc dzięki dotykowi w nią przeskoczyć. Pomysł początkowo wydawał mi się na prawdę genialny, lecz im dalej brnęłam tym treść tej książki spadała jakościowo po równi pochyłej. Wiele naciąganych momentów, które niekoniecznie były ciekawe dla mnie jako czytelnika. Odniosłam wrażenie, że poprzez krwawą brutalność autorka chce sobie zjednać przychylność i wzbudzić w czytającym jakieś emocje. Niestety u mnie przez większość część lektury musiałam walczyć z sennością, która dość szybko się pojawiała.
     Bohaterowie bardzo mało intrygujący. Miało być ciekawie, miały być różnorodne postacie, które zapadną w pamięci a dostaliśmy wiele nijakich osób, o których bardzo szybko zapomnimy. Po lekturze tej książki nie będziemy mieli kogo wspominać, nikt nie będzie nam się przypominał w jakichś sytuacjach. Jest tutaj po prostu skupisko bohaterów, którzy nie mają żadnego wpływu na czytelnika. Gdyby ta książka była lekturą szkolną to ich charakterystyki byłyby wręcz niemożliwe do napisania i przyprawiały uczniów o koszmary senne.
     Styl autorki to jakaś męka. Pisałam niedawno, że w przypadku "Projektantki" u Rosalie Ham było nieprzyjemnie. To wybaczcie mi tamte słowa, ale tutaj jest jeszcze gorzej. Chaos, dramat, męka, a są to tylko pierwsze skojarzenia, która mi przychoddo głowy, gdy myślę o tym jak opisać sposób pisania Claire North. Nie wiem ile tutaj winy tłumacza, a ile samej autorki ale było wiele momentów, w których miałam wrażenie jakby używano Google Translatora. Było wiele kwiatków, które niestety nie miały ciągłości przyczynowo-skutkowej.
     Wydanie tej książki też niestety woła o pomstę do nieba. Wiele literówek, powtórzeń tego samego słowa obok siebie oraz błędów ortograficznych raziły po oczach. Wiem, że sama nie piszę w stu procentach poprawną polszczyzną i popełniam błędy. Niestety twory typu "lóbię" [str. 305] zamiast "lubię", na prawdę powalają i nie są przeze mnie mile widziane. Płacę za książkę to chciałabym aby również jej zawartość jakoś trzymała poziom. Co do "opakowania" - okładka lekko usztywniana, choć niestety bardzo łatwo się potrafi zgiąć i pozostanie na niej niechlujny ślad. Jedynym plusem w całym wydaniu to papier oraz szata graficzna, choć i to może podlegać dyskusji.
     Przyznaję się, że po opisie książki spodziewałam się wiele pozytywnego. Myślałam, że będę zachwycona tajemniczą powieścią, przeczytam coś tak nowego i odkrywczego, coś czego nigdy nie miałam w rękach. Niestety zawiodłam się po całości. Czytałam wiele negatywnych opinii o tej pozycji i żałuję, że w tym przypadku ich nie posłuchałam. Książka nie warta ceny, nawet tej promocyjnej, którą za nią zapłaciłam.
     Moja ocena: 2/10.
Related Posts with Thumbnails