środa, 29 marca 2017

'Nigdy nie jest za późno' (Ricki and the Flash, 2015) - film





Supertrio Meryl Streep (trzykrotna laureatka Oscara), Jonathan Demme (Oscar za "Milczenie owiec", "Filadelfia", "Rachel wychodzi za mąż") i Diablo Cody (Oscar za scenariusz do filmu "Juno") przedstawia historię starzejącej się gwiazdy rocka (Meryl Streep ), która w młodości porzuciła rodzinę na rzecz show biznesu. Teraz wraca na łono rodziny, a właściwie próbuje pozbierać jej szczątki. Nie jest przy tym pokorna i cierpliwa, tak jak współczująca nie jest jej rozwiedziona córka (Mamie Gummer). 










     Film obejrzałam ze względu na obsadę aktorską, a w szczególności Meryl Streep. Lubię ją jako aktorkę, choć niestety nie wszystkie produkcje z jej udziałem przypadają mi do gustu. Tak było również i w tym przypadku.
     Ricki wraca na łono rodziny, którą porzuciła na rzecz pracy w show-biznesie. O ile pierwsza część filmu przypadła mi do gustu, gdyż było więcej elementów dramatu, tak później moja radość z tej produkcji spadała w dół. Moim zdaniem niepotrzebnie zrobili z tego coś na kształt musicalu. Jeszcze ta scena przy napisach końcowych - jak dla mnie zupełnie niepotrzebna. Nie podobają mi się takie chwyty, nie mam pojęcia po co właściwie reżyser ją umieścił. Miałam nadzieję na wysokiej klasy dramat a dostałam raczej historię romansu z niewielką ilością scen, które rzeczywiście mogłyby wybić ten film na tle innych.
     Gra aktorska - tak jak już wspomniałam, że lubię Meryl Streep, tak tutaj moim zdaniem nie pokazała się ze swojej najlepszej strony. Były naciągane momenty, bardzo niejednolicie została przedstawiona postać Ricki. Jetem zawiedziona, choć nie mogę napisać, że jej gra była całkowicie zła. Jedyną postacią w tym filmie do której nie mogę się w ogóle przyczepić był Pete Brummel, w którego wcielił się Kevin Kline. Szkoda, że jest to tylko jedna postać w całej produkcji.
     Po wcześniejszym obejrzeniu "Pięknej i Bestii" film "Nigdy nie jest za późno" nie zrobił na mnie odpowiednio mocnego wrażenia. Poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko i tutaj niestety nastąpiło moje pierwsze rozczarowanie. Nie jest źle ale mogło być dużo lepiej. Wiem, że notka jest krótka, ale sama nie wiem co mogę jeszcze dodać, aby w pełni zobrazować to co czuję po seansie tego filmu.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 27 marca 2017

"Był sobie pies" W. Bruce Cameron






Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca historia o oddanym psie Baileyu, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. Familijna opowieść nie bez powodu zasłużyła na ekranizację. Któż oparłby się urokowi poczciwego czworonoga, który w dodatku odradza się w kilku wcieleniach? Miłość nie zna granic, a Bailey dobrze wie, że najważniejsze to kochać i... śmiać się!

Opis książki









Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł oryginalny: A Dog's Purpose
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Świerczyńska Edyta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 392



     Uwielbiam psy. Posiadanie kochanego kudłacza, którego mogłabym obdarzyć miłością od dawna było moim marzeniem. Pomimo mojego uwielbienia do czworonogów, byłam dość sceptycznie nastawiona do tej powieści. Z każdej strony byłam ostatnio bombardowana pozycją i pozytywnymi jej opiniami. Nie byłam pewna czy tak do końca mogę im wierzyć. Jednak gdy zobaczyłam ją na półce w bibliotece to nie zawahałam się ani sekundy i wzięłam ją ze sobą do domu.
     "Był sobie pies" to historia czworonoga, który odradzał się w kilku wcieleniach. Wiedział, że ma swoją misję do zrealizowania i starał się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki. Wszystko zostało przedstawione z punktu widzenia psa, do czego początkowo nie potrafiłam się przyzwyczaić, lecz dość szybko przestało mi to przeszkadzać, a nawet stało się atutem. Czytałam wiele pozytywnych recenzji ale nie spodziewałam się, że ta powieść tak bardzo chwyci mnie za serce i wywoła tyle emocji. Za każdym razem gdy główny bohater umierał miałam łzy w oczach, co bardzo rzadko mi się zdarza podczas lektury. Również zakończenie doprowadziło mnie do takiego stanu, że przez jakiś czas nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. "Był sobie pies" to jedna z nielicznych powieści, która wywołała u mnie kaca książkowego.
     Bohaterowie - cóż ja mogę o nich napisać. Zarówno zwierzęta jak i postacie ludzkie moim zdaniem bardzo dobrze wykreowane. Naprawdę nie wiem co mogę więcej napisać oprócz zachwytów nad tymi bohaterami, o których już chyba napisane i powiedziane zostało już wszystko. Styl autora również na bardzo dobrym poziomie, dzięki czemu czytelnik może wręcz pochłonąć tę powieść i czerpać niej ogromną przyjemność.
     Wydanie tej powieści to jedyny minus w całej książce. Niestety klejone strony nie wyglądają obiecująco a zbyt miękka okładka, która może się po kilku przeczytaniach wręcz rozlecieć, nie wróży tej pozycji zbyt długiego życia w bibliotece. Pomimo mojej najszczerszej wiary w czytelników książek i ich dbanie o nie, obawiam się o tę pozycję. Natomiast ten piesek przy każdym rozdziale był na swój sposób rozczulający i pasował do samej treści książki.
     Jak dla mnie ta książka jest prawie idealna, gdyż gdyby nie sposób wydania tej powieści to bym była w niej zakochana. Poważnie zastanawiam się nad zakupem własnego egzemplarza aby móc wrócić do tej historii w przyszłości. Nie jestem jedynie pewna czy wolałabym mieć powieść w formie papierowej czy elektronicznej.
     Moja ocena: 9/10.

sobota, 25 marca 2017

'Piękna i Bestia' (Beauty and the Beast, 2017) - film





 



Bella gotowa jest zamieszkać w zamku potwora, aby ratować ojca. Z czasem między dziewczyną a bestią zaczyna rodzić się uczucie. Jednocześnie o rękę Belli zabiega przystojny myśliwy Gaston. 










     Pod koniec zeszłego roku, wiedząc, że niebawem wyjdzie właśnie ta wersja "Pięknej i Bestii" z Emmą Watson w roli głównej, obejrzałam bajkową wersję tej historii. Przeogromnie chciałam zobaczyć tę filmową, chociażby ze względu na obsadę aktorską. Całe szczęście udało mi się namówić wczoraj dobrą duszę na wypad ze mną do kina, gdyż w innym przypadku chyba nie wytrzymałabym do czasu wyjścia tego filmu na dvd. Miałam nadzieję, że będzie to dobra produkcja, lecz seans przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
     Fabuły chyba nie muszę nikomu przedstawiać, prawda? Dla mnie "Piękna i Bestia" to bajka z mojego dzieciństwa, którą widziałam wielokrotnie. Prawdopodobnie liczbę jej obejrzeń można by u mnie liczyć raczej w dziesiątkach aniżeli pojedynczych wyświetleniach. Jedyne co mogę napisać  pod względem fabuły, to to, że jeśli lubiliście historię z wersji bajkowej to i tą filmową pokochacie. Moim zdaniem została ona bardzo dobrze odwzorowana. Pomimo tego, że znałam zakończenie, właściwie każdej sytuacji mogłam się spodziewać, to i tak z zapartym tchem oglądałam i cieszyłam się jak dziecko. Może to klucz do pozytywnego odbioru tego filmu - trzeba mieć otwarty umysł dziecka? Wbrew pozorom w tej produkcji zostało przemyconych wiele pozytywnych aspektów, które zarówno dzieci jak i dorośli powinni rozważyć. Na pewno nie szufladkowałabym "Pięknej i Bestii" do konkretnej grupy wiekowej, choć zapewne do obejrzenia tej wersji przyzna się więcej dorosłych niż do tej z 1991 roku.
     Gra aktorska - cóż, tutaj na pewno nie będę obiektywna, gdyż za sprawą Pottera, którego muszę sobie znów powtórzyć, uwielbiam odtwórczynię głównej roli, czyli Emmę Watson. Moim zdaniem bardzo dobrze wcieliła się ona w swoją postać. Również nie mogę się przyczepić co do odtwórcy Bestii, czyli Dana Stevensa. Może to idiotyczne ale nadal wygląd bohatera podobał mi się bardziej w wersji Bestii jako Bestii, aniżeli jako człowieka. Pomimo moich zachwytów nad tymi bohaterami to jednak na najlepszy dobór roli do postaci zasługują Luke Evans (Gaston) oraz Josh Gad (Le Fou). Wcześniej nie myślałam nawet nad tym kto mógłby wcielić się w te role, a po obejrzeniu tego filmu nie wyobrażam sobie, że mógłby zrobić to kto inny.
     Jest jeszcze jeden element nad którym będę się zachwycać, a mianowicie muzyka. Po prostu zakochałam się w ścieżce dźwiękowej z tego filmu i poważnie zastanawiam się nad zakupem płyty z piosenkami z tej produkcji. W kinie oglądałam wersję z polskim dubbingiem a gdy tylko wróciłam do domu to przesłuchałam oryginały(?) udostępnione przez kanał DisneyMusicVEVO na YouTubie. Przyznaję, że jestem zachwycona obiema wersjami. Obawiam się, że zarówno domownicy jak i sąsiedzi znienawidzą mnie za puszczenie w kółko tej muzyki.
     Zastanawiałam się jaką powinnam dać ocenę temu filmowi. Miałam ogromny dylemat pomiędzy dziewiątką a dziesiątką, choć dla niektórych może nie jest to zbyt duża różnica. Zdecydowałam się jednak na tę wyższą, gdyż jestem na prawdę pod ogromnym wrażeniem. Dawno żaden film nie zachwycił mnie aż tak bardzo. Dla mnie został on dopracowany pod każdym względem i na pewno wysoko stawia poprzeczkę innym filmom.
     Moja ocena: 10/10.

czwartek, 23 marca 2017

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz



Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem, i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna, on sam utrzymuje, że nie ma z zaginionym nic wspólnego.
Sytuację komplikuje fakt, że po przejściu na islam i powrocie do Polski mężczyzna znalazł się na celowniku służb. Gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny, zwraca się o pomoc do prawniczki, która niegdyś zasłynęła obroną pewnego Roma.
Joanna Chyłka niechętnie podejmuje się sprawy. Słynie bowiem nie tylko z ciętego języka, ale także z niechęci do obcych. W dodatku nie jest przekonana, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu… 
Opis książki






Autor: Remigiusz Mróz
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 592



     Dotychczas przeczytałam już pięć książek Remigiusza Mroza. Cztery poprzednie pozycje z cyklu o Chyłce w zeszłym roku pochłonęłam z wielką przyjemnością. Całkiem niedawno w moje ręce wpadło również "Wotum nieufności", do którego podeszłam już z nieco większą rezerwą. Pomimo moich durnych, czasem wręcz kosmicznych i upierdliwych uwag, a to imię nie to, a to Grodzka mi w mojej wyobraźni wyskoczyła, i tak z wielką chęcią sięgnęłam również po "Inwigilację". Jest to już piąty tom historii o Chyłce i Oryńskim.
     Joanna wraz z Kordianem znów bronią osobnika z mniejszości wyznaniowej. Po sukcesie jaki Chyłka odniosła broniąc Roma, do kancelarii Żelazny & McVay zgłaszają się rodzice zaginionego przed laty ich adoptowanego syna. Niestety okazuje się, że nie przyznaje się on do poprzedniego życia, a w ciągu minionych lat zmienił wyznanie. Kolejnym problemem jest fakt, że został on oskarżony o planowanie ataku terrorystycznego. Mogłabym w sumie jeszcze tak długo streszczać fabułę tej książki, ale nie o to tutaj chodzi. Muszę przyznać, że wciągnęłam się w historię, choć moim zdaniem nabiera ona tak naprawdę zawrotnego tempa dopiero na około dwustu ostatnich stronach. Jak zwykle u Mroza zakończenie książki nastąpiło w takim momencie, że już przebieram nóżkami nie mogąc się doczekać kolejnego tomu. Mój rehabilitant i ortopeda byliby ze mnie dumni, że tak szybko kręcę nogami z nadzieją na jak najszybsze pojawienie się następnej Chyłki ;). "Inwigilacja" zakończyła się w takim momencie, że naprawdę jestem ciekawa jak pisarz pociągnie tę historię, bo właśnie najbardziej obawiam się o to jak rozwinie się relacja pomiędzy prawniczką a aplikantem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie zrobi się z tego coś na kształt telenoweli, które oglądałam jako wczesna nastolatka, choć chyba nie powinnam się do tego przyznawać :P.
     Do stylu pisania autora nie mogę się przyczepić. Co przeszkadzało mi w "Wotum nieufności", czyli wplątywanie angielskich wyrażeń, tak tutaj już mnie nie raziło. Kto miał jakąkolwiek styczność z korporacją to wie, że zawsze znajdzie się jakaś osoba, która upierdliwie wtrąca angielskie słówka w każde zdanie. Bohaterowie, przynajmniej według mnie, nadal bardzo dobrze wykreowani. Również samo wydanie elektroniczne, które czytałam na czytniku zrobione zostało przyzwoicie. Ale co ja będę się więcej rozpisywać i powtarzać, już w przypadku początkowych części serii o Chyłce napisałam o tym trochę więcej.
     Po usunięciu wszelkich gróźb karalnych wobec autora za to zakończenie, przekleństw, kolejnych moich "złotych myśli", które nasunęły mi się po przeczytaniu tej pozycji, notka przybrała względnie 'normalne' rozmiary. Przynajmniej jak na to co się tutaj u mnie pojawia ;). Myślałam o wybraniu się w tym roku na Warszawskie Targi Książki, lecz w tym momencie nie jestem pewna jak mogłoby to się zakończyć. Chyba dla mojego dobra i dobra autora jeśli by się tam pojawił, będę się trzymać od nich z daleka. Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko czekać na kolejną część.
     Moja ocena: 8/10.

PS. No dobra - nie mogłam się powstrzymać bo naszła mnie pewna dziwna myśl podczas lektury. Było tutaj kilka nawiązań do "Wotum nieufności", czyli program z Zygzakiem, wzmianka o politykach ze znanej partii z tamtej pozycji. I tak się zastanawiam czy przed kolejną częścią Chyłki nie powinnam zaznajomić się z pozycjami o Wiktorze Forście [tak, specjalnie sprawdziłam imię!], aby lepiej poznać tajemniczego W. A może po prostu węszę już niepotrzebnie jakiś spisek i zbyt dużo sobie wyobrażam bo to nie będzie jedna i ta sama osoba a dwa odrębne różne byty :D.

wtorek, 21 marca 2017

'Nie ma mowy' (Tumbledown, 2015) - film



 


Po śmierci męża, słynnego muzyka folkowego, Hanna wciąż żyje jego życiem, próbując pisać biografię ukochanego. W jej prowincjonalnym, bezpiecznym świecie pojawia się Andrew, nowojorski pisarz, zbierający materiały do książki o jej zmarłym mężu. Tych dwoje dzieli wszystko. Czy mimo tego uda im się wspólnie napisać biografię muzyka i rozpocząć nowy rozdział ich własnej historii?








     Gdzieś o tym filmie przeczytałam, że nie jest to standardowa komedia romantyczna z przewidywalnym zakończeniem. Jak wiadomo w tego typu produkcjach bardzo często można domyślić się jak skończy się dana historia, nawet bez oglądania filmu. Czy rzeczywiście "Nie ma mowy!" wyróżnia się czymś na tle innych amerykańskich komedii romantycznych? Moim zdaniem nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, gdyż najlepsza wydaje się być "to zależy".
     Po śmierci swojego męża Hanna dość długo pozostaje w żałobie i próbuje się pozbierać. Jako, że jej luby był muzykiem chce ona napisać jego biografię, lecz średnio jej to wychodzi. Do pomocy zatrudnia pewnego upierdliwego człowieka z "wielkiego miasta". O ile sama historia została przedstawiona całkiem nieźle to już zakończenie reżyser całkowicie zaprzepaścił. Po plakacie filmu niestety można domyślić się całej historii, a właściwie jej zakończenia. Niestety zdradza on za dużo elementów, przez co prawdopodobnie treść nie będzie miała przed widzem żadnych tajemnic. Osobiście miałam nadzieję, że te ostatnie piętnaście minut seansu potoczy się całkowicie inaczej. Gdyby moje nadzieje zostały odzwierciedlone w tej produkcji, to byłabym zadowolona i w pełni zgodziła się ze stwierdzeniem, że nie jest to standardowa amerykańska komedia romantyczna.
     Gra aktorska to element, który o dziwo wypadł całkiem nieźle. Co prawda nie jestem w pełni zachwycona i nie pieję z zachwytu nad zdolnościami aktorów, którzy wystąpili w tym filmie, lecz nie mogę napisać, że byli całkowicie źli czy nijacy. Jestem raczej pozytywnie zaskoczona, w szczególności, że obsada filmu nie składa się z czołowych nazwisk, które możemy kojarzyć z różnych plotkarskich platform.
     Przy filmie "Dziewczyna z pociągu" narzekałam na muzykę, a właściwie jej brak. Przynajmniej według mnie jej tam nie było. W przypadku tego filmu muszę przyznać, że ścieżka dźwiękowa mnie urzekła i całkowicie skradła moje serce. Jest to element, który znacząco podniósł moją ocenę tej produkcji. Jeśli ktoś wie, co to za zespół czy wokalista stworzył piosenki do tego filmu niech da mi znać.
     "Nie ma mowy!" jako komedia romantyczna nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia jak oczekiwałam. Miało być inaczej niż zazwyczaj, jako widz miałam dostać kompletnie coś innego. Niestety sama fabuła nie odbiega znacząco od innych produkcji tego typu, choć wykonanie, obsada aktorska oraz soundtrack moim zdaniem może zaskoczyć.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails