środa, 19 lipca 2017

'2 młode wina' (2Bobule, 2009) - film


Kontynuacja przebojowej czeskiej komedii z 2008 roku pt. „Młode wino”. Honza w końcu się ustatkował - wraz z Klarą mieszka w starej winnicy swojego dziadka. Z wielką pasją uprawia winorośl - podjął się skomplikowanej sztuki produkcji wina słomkowego, lecz póki co, spotykają go same porażki. Za to Jirka, który został w mieście, wciąż pakuje się w nowe kłopoty. Kiedy na jaw wychodzi jego romans z córką zamożnego biznesmena, musi uciekać aż na Morawy Południowe. Wściekły ojciec inaczej wyobrażał sobie kandydata na męża pięknej jedynaczki. Jirka szuka więc ratunku w winnicy przyjaciół. Kiedy do niej trafi, życie wywróci się do góry nogami! Wszystko zaś przez słabość Jirki do kobiet, która przerodziła się, dosłownie, w walkę o życie. 





     Niedawno obejrzałam czeski film "Młode wino", który zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Postanowiłam pójść za ciosem i obejrzałam również kontynuację, czyli owe "2 młode wina". Czy ta produkcja jest również tak dobra i dorównuje części pierwszej?
     W tym filmie poznajemy kolejne perypetie głównych bohaterów, czyli Jirka, Honza oraz jego ukochana. Jak to bywa w przypadku kontynuacji, ciężko mi opowiedzieć o co tutaj chodzi, żeby aż tak bardzo nie zdradzić tego co działo się w poprzedniej części. Przypuszczam, że będąc upartym można obejrzeć bez znajomości "jedynki", choć część wątków może być wtedy niezrozumiała. Mi osobiście nadal bardzo odpowiadał klimat tej produkcji, i to co mnie wcześniej urzekło zostało również tutaj wykorzystane. Jedynie zabrakło mi tych widoków, które tak mnie zachwyciły. Co prawda również tutaj zostały one wykorzystane jednak nie było już na nie aż takiego nacisku. Jednak sama fabuła, humor, muzyka oraz język czeski w tle stworzyły bardzo ciekawy obraz, do którego z wielką chęcią będę powracać.
     Gra aktorska nadal na dobrym poziomie. W przypadku tej części jakoś wiele aktorów przypominało mi inne bardzo znane osoby. Kryštof Hádek jako Ed Sheeran, czy Jana Švandová wyglądająca niczym Jane Fonda? Jestem ciekawa czy tylko ja w tym filmie widziałam w tych odtwórcach ról pewne podobieństwo do innych osób. Na innych zdjęciach krążących w internecie aż tak bardzo tego nie widać, lecz podczas seansu czasem zastanawiałam się kogo ja właściwie widzę ;).
     Przyznaję, że bardzo miło spędziłam czas podczas tego filmu. Nie nudziłam się ani minuty. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie kolejna część tej serii. Jeśli ktoś lubi ten specyficzny klimat i czeski humor powinien być tak samo jak ja zachwycony tą produkcją. Osobiście gorąco zachęcam Was do obejrzenia zarówno tego filmu, jak i pierwszej części. Mi nie pozostaje nic innego jak wyszukać inne równie dobre komedie tego typu.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Bez winy" Mia Sheridan



 
Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los. Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie. Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?

Opis książki




 


Autor: Mia Sheridan
Tytuł oryginalny: Grayson's Vow
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Biernacka Matylda
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 384



     W zeszłym roku, również w okresie letnim, przeczytałam książkę "Bez słów" Mii Sheridan. Mam związane z nią dość miłe wspomnienia, a jako, że potrzebowałam niezobowiązującej lektury, sięgnęłam po kolejną pozycję tejże autorki, czyli "Bez winy". Wiele osób zachwalało tę powieść i miałam nadzieję, że również i ja się nie zawiodę. Tylko czy oby na pewno to było dobre założenie?
     Kira składa dość nietypową propozycję nowo poznanemu mężczyźnie. Aby dobrać się do pieniędzy po babci główna bohaterka musi wziąć ślub, a pewnym zrządzeniem losu na jej drodze staje nieziemski Grayson. I tak zaczyna się przygoda tej dwójki. Niestety już od pierwszych stron można przewidzieć jak zakończy się ta historia. Przeczytałam ją do końca jedynie z tego powodu, że miałam nadzieję, że jednak czymś mnie autorka zaskoczy. Jednak im dalej brnęłam w tę historię tym bardziej czułam w tej pozycji schemat komedii romantycznych, połączony z motywem "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Całe szczęście nie było żadnej przygryzanej wargi ani fikającej wewnętrznej bogini, jednak bohaterowie, którzy mają swoje mroczne tajemnice, wiele razy dochodzi między nimi do zbliżenia i ciągle się ze sobą rozstają i znów schodzą? Ba nawet zdrobnienie męskiego imienia brzmiało "Gray". Czy to nie brzmi jakoś tak... znajomo? Lektura jest lekka i szybko można ją przeczytać. Jako wakacyjna powieść, która uprzyjemni nam czas podczas upałów jest ok, jednak jeśli spodziewamy się czegoś więcej to możemy się ogromnie rozczarować.
     Bohaterowie niestety mnie niczym nowym nie zaskoczyli. Moim zdaniem zostali przedstawieni dość schematycznie jak to bywa w przypadku romansów. Piękny i czarujący on, mogący mieć w swoim łóżku każdą, a ona szara myszka, nie mająca zbyt wielkiego doświadczenia. Postacie nie wywołały we mnie żadnych emocji, wątpię abym zapamiętała na dłużej nawet ich imiona. Czasami chyba już wole irytujących bohaterów, o których mogę jednak powiedzieć coś więcej, aniżeli takie kluchy, które po prostu są.
     Styl autorki bardzo podobny z tym, który możemy dostać już w innej jej książce o której wspomniałam we wstępie. Dzięki lekkiemu językowi jakim została napisana ta powieść można w dość szybki sposób przebrnąć przez treść. Jedynie co mnie denerwowało podczas lektury to forma jednego czasownika, która ciągle się pojawiała - "otwarła" zamiast "otworzyła". Bardzo możliwe, że oba wyrażenia są poprawne, jednak to pierwsze mnie jakoś osobiście mocno irytuje. Jednak chyba jest to kwestia tłumacza a nie samej autorki.
     Wydanie jakie mam u siebie to wydanie elektroniczne. Muszę przyznać, że ludzie odpowiedzialni za tę formę spisali się bardzo dobrze i nie było z plikiem żadnych problemów na moim sprzęcie. Jedyne na co muszę popsioczyć to okładka, a właściwie facet znajdujący się na niej. Ta twarz tak bardzo mi nie pasuje do głównego bohatera, że gdybym miała tę książkę w formie papierowej to chyba bym czepiała się o to jeszcze bardziej ;).
     Po lekturze tej powieści czuję się w pewien sposób oszukana. Pierwszą książkę tej autorki wspominam dość dobrze, natomiast ta, "Bez winy", nie dorasta tamtej do pięt. Jeszcze spotkałam się z tyloma pozytywnymi opiniami, że spodziewałam się naprawdę rewelacyjnej historii. Niby aż tak tragicznie nie było, choć miałam ochotę na coś lepszego.
     Moja ocena: 4/10.

czwartek, 13 lipca 2017

'Młode wino' (Bobule, 2008) - film





Honza to sympatyczny, inteligentny cwaniaczek. Na co dzień wraz ze swym przyjacielem Jirką zajmują się oszustwami z mieszkaniami i samochodami. Gdy Honza przypadkowo dowiaduje się, iż jego dziadek jest umierający, postanawia spełnić jego największe marzenie i zorganizować mu podróż dookoła świata. Ponieważ dziadek boi się zostawić swoją winnicę bez opieki, Honza decyduje się popilnować dobytku starca. Nie przewidział, że spełni w ten sposób także swoje marzenia…









     Gdy tylko zobaczyłam informację, że film "Młode wino" to komedia, a na dodatek czeska, wiedziałam już, że muszę go obejrzeć. Miałam nadzieję na wesołą produkcję, dzięki której po całym dniu pracy będę mogła się zrelaksować. Będąc już po seansie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że moim zdaniem ta realizacja bardzo dobrze się do tego nadaje.
     Przyznam szczerze, że w przypadku tego filmu nie wiem od czego zacząć. Opis fabuły zamieszczony powyżej powinien dać ogólny zarys tego czego możemy się spodziewać. Może dla niektórych nie będzie on zbyt zachęcający lecz w połączeniu z faktem, że jest to produkcja czeska, która na dodatek jest komedią to uwierzcie mi, powinniście być zadowoleni. Osobiście nie wynudziłam się ani minuty podczas seansu, tylko z zapartym tchem oczekiwałam kolejnych scen. Głównym minusem może być fakt, że przez tematykę tej produkcji można nabrać ochotę na kieliszek wina, więc trzeba ostrożnie do tego podchodzić ;). Jednak jak na komedię przystało było wiele zabawnych sytuacji, które nie były na tyle durne, że budziły niesmak, tylko na tyle dobre, że wywoływały uśmiech na twarzy.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Jak na mało znany film, w którym nie znajdziemy nazwisk gwiazd z pierwszych stron gazet, jestem pozytywnie zaskoczona. Każdy z aktorów bardzo dobrze wcielił się w swoją postać, oddając wiele emocji. Zarówno odtwórcy głównych postaci męskich, Jirka i Honza, jak i chociażby aktorka wcielająca się w postać Klarki wypadli tutaj wyśmienicie. Jednak to chyba osobę dziadka polubiłam najbardziej.
     Muszę również przyznać duży plus za widoki jakie możemy podziwiać w tym filmie. Po seansie aż nabrałam ochoty na wyjazd i zwiedzanie miejsc w których powstawała ta produkcja. Również muzyka została tak dobrze dobrana, dopełniając cudownego całokształtu. Naprawdę dawno nie widziałam filmu w którym byłaby tak przemyślana ścieżka dźwiękowa. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć rzadko kiedy wspominam o tych elementach w swoich notkach o filmach, lecz jak już się pojawiają to są to zazwyczaj bardzo pochlebne opinie.
     Moim zdaniem "Młode wino" jest intrygującą komedią, którą warto zobaczyć. Żałuję, że dopiero teraz natrafiłam na ten film. Szkoda, że to właśnie takie produkcje nie są odpowiednio promowane i znane szerszemu gronu odbiorców. Pozostaje mi mieć jedynie nadzieję, że ktoś z Was po przeczytaniu tej mojej recenzji zechce obejrzeć ten film i również polecać go innym.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 11 lipca 2017

"Ostatnie dni Królika" Anna McPartin

Czterdziestoletnia Mia Hayes, zwana w rodzinie Królikiem, trafia do hospicjum - jej kilkuletnia walka z rakiem dobiega końca. Bliscy wciąż poszukują cudownego lekarstwa, powoli jednak godzą się z tym, że Mia wkrótce odejdzie. Każdy z nich na swój sposób radzi sobie z tym, co nieuniknione: buntem, humorem i niekontrolowanymi wybuchami śmiechu.
Wojownicza matka nie poddaje się i ciągle wierzy, że lekarze uratują Mię. Starsza siostra co prawda nie ma już złudzeń, ale przekonuje nastoletnią Juliet, że jej mama wyzdrowieje. Brat rockandrollowiec przerywa trasę koncertową i wraca do domu, lecz robi wszystko, żeby nie myśleć o śmierci siostry. Wszyscy spotykają się przy łóżku Mii. Plotkują, kłócą się i wspominają.
Otoczona bliskimi Mia myśli o Johnnym, swojej pierwszej miłości. Ma nadzieję, że jeszcze się spotkają.
Najbliższe dni staną się dla wszystkich szaloną podróżą przez spełnione i niespełnione marzenia. 
Piękna i zabawna opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. 
Opis książki




Autor: Anna McPartlin
Tytuł oryginalny: The Last Days of Rabbit Hayes
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Wróbel Marcin
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: społeczna, obyczajowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 400



     Książka "Ostatnie dni Królika" to już moje drugie spotkanie z twórczością tej autorki. Gdy na początku lutego tego roku przeczytałam "Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu" wiedziałam, że będę chciała więcej. Wreszcie udało mi się zabrać również za tę historię, którą podobno kojarzy wielu moli książkowych. Moim zdaniem ta pozycja jest równie dobra co moje pierwsze zetknięcie się z pisarką.
     Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest tak dobra, że ciężko jest mi ją pokrótce opisać, aby nie zagalopować się i nie zdradzić zbyt wielu elementów. Fabuła jest zarazem cudowna w swojej prostocie jak i na tyle złożona, że wiele wydarzeń może zaskoczyć czytelnika. Autorka w interesujący sposób połączyła wiele wątków, które pozornie nie mogły mieć ze sobą niczego wspólnego a jednak wprawiają w osłupienie. Sama historia jest moim zdaniem cudownie poprowadzona. Mimo wielu emocji jakie może wzbudzać treść nie uważam, żeby była przedstawiona w zbyt nachalny sposób, który odrzuci od siebie. Teoretycznie można domyślić się w pewnym stopniu zakończenia, lecz nie zabiera to przyjemności z czytania i poznawania samej historii
     Bohaterowie - ich mnogość może na początku przytłaczać, lecz bardzo szybko możemy ogarnąć kto kim jest i się nie pogubić. Moim zdaniem postacie zostały bardzo dobrze wykreowane i ich zarówno opisy jak i zachowania oddawały charakter danej osoby. Dawno nie czytałam pozycji w której bohaterowie byliby tak dopracowani i w intrygujący sposób przedstawieni. Również za sprawą właśnie samych osób nie mogłam oderwać się od lektury.
     Styl autorki na bardzo dobrym poziomie. Pisarka w bardzo lekki sposób poprowadziła historię, lecz nie pisała ona infantylnym językiem. Sposób przedstawienia historii nie odpychał od siebie czytelnika. Wydanie tej pozycji jest chyba najsłabszym jej elementem. O ile sama grafika na okładce, czy wykorzystany papier jak i czcionka nie wzbudziły moich zastrzeżeń tak klejone strony już niestety mnie nie zachwyciły. Również kiepski materiał z jakiego została wykonana okładka, która niestety pomimo dobrego traktowania, jest skłonna w dość znacznym stopniu się pozaginać i wyglądać po prostu nieestetycznie.
     Moim zdaniem jest to bardzo dobra książka, która na długo zapadnie w mojej pamięci. Nie mogę się już doczekać aż kolejna pozycja tej autorki trafi w moje ręce. Na ten moment nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam tę powieść jeśli jeszcze jej nie czytaliście - nie powinniście się zawieść.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 9 lipca 2017

'Oh, Boy!' (2012) - film










Młody człowiek porzuca studia i włóczy się po ulicach Berlina w poszukiwaniu własnego miejsca.











     Na film "Oh, Boy!" trafiłam całkowicie przypadkowo. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, a sam opis był na tyle krótki, że niewiele z niego byłam w stanie wywnioskować. Podobno jest to połączenie dramatu i komedii, co czasem daje dość dziwne połączenie, choć czy tutaj wyszło to wystarczająco intrygująco?
     Fabuła tego filmu jest naprawdę dziwna i niejasna. Bardzo krótki opis, który wstawiłam wyżej jest chyba odpowiedni aby opisać to co się tutaj dzieje. Choć nie jestem pewna czy nie zdradza on nawet za dużo... Produkcja nie trwa zbyt długo lecz nie opowiada ona konkretnej historii, która może wciągnąć widza. Możliwe, że nie jestem grupą docelową tego filmu i po prostu nie do końca go zrozumiałam. Dla mnie była to dość nijaka realizacja, podczas której musiałam walczyć sama ze sobą aby nie usnąć w trakcie seansu. Nie było tutaj żadnej akcji, która by sprawiła, że nie mogłam doczekać się kolejnych scen i abym mogła śledzić poczynania bohaterów z zapartym tchem. Po prostu trochę odmóżdzająca treść, która niewiele sobą wnosi.
     Gra aktorska jest w przypadku tego filmu chyba najlepszym akcentem. Co prawda żaden z aktorów nie powalił mnie na kolana swoją postacią w którą się wcielał, lecz nie mogę też napisać aby ich umiejętności były znikome. Żadna z wykreowanych osób nie była na tyle drewniana, choć też nie były na tyle rewelacyjne aby na długo zapadły mi w pamięci. W całości ta nijakość aktorów wypadała naprawdę pozytywnie.
     Jestem pewna, że po raz drugi nie obejrzę tego filmu. Wątpię abym pod koniec roku cokolwiek z niego pamiętała i gdyby nie ta recenzja wątpię abym w ogóle wiedziała, że go oglądałam. Możliwe, że znajdzie się grono osób, które będą zachwycone tą produkcją, lecz ja do nich nie należę.
     Moja ocena: 3/10.

piątek, 7 lipca 2017

"November 9" Colleen Hoover





9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii – tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon… 
Opis książki






Autor: Colleen Hoover
Tytuł oryginalny: November 9
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Grzegorzewski Piotr
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 320



     Czytałam wiele pozytywnych opinii o książkach Colleen Hoover. Już nawet jakiś czas temu zakupiłam właśnie tę pozycję - "November 9" - w postaci e-booka aby przekonać się czym tak wiele osób się zachwyca. Wreszcie nadszedł ten dzień i zapoznałam się z tą historią. Czy podzielam entuzjazm tak wielu czytelników?
     Historia Fallon i Bena na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo złożona, z wieloma zaskakującymi wydarzeniami, które możemy śledzić z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Znajdziemy tutaj wiele wątków, które mogą niektórych czytelników wprawić w osłupienie, przerażenie czy wywołać jeszcze wiele innych emocji. Ciężko mi jest w kilku słowach streścić fabułę tej książki, gdyż o jedno słowo za dużo może już być zbyt dużym spojlerem dla osób, które jeszcze nie znają jej treści. Osobiście zawiodłam się tą pozycją, gdyż odczułam zbyt duże podobieństwo do komedii romantycznych, za którymi nie przepadam. Musiało być oczywiście wiele perypetii między głównymi bohaterami, usilnie próbujących grać na emocjach czytelnika. Miałam wrażenie, że było również wiele pseudofilozoficznych przemyśleń, na które jestem chyba już trochę za stara.
     Bohaterowie w tej pozycji według mnie byli bardzo irytujący oraz infantylni. Niby z każdym rokiem powinni być coraz bardziej doświadczeni oraz doroślejsi a miałam wrażenie jakby cofali się mentalnie. Z roku na rok zachowywali się coraz bardziej absurdalnie, facet zachowywał się momentami całkowicie zarozumiale a Fallon? Jej fochy doprowadzały mnie do szewskiej pasji i gdyby nie fakt, że czytałam tę powieść na czytniku, rzuciłabym tą książką w kąt.
     Styl autorki to chyba jeden z lepszych aspektów tej pozycji. Był on wystarczająco lekki, dzięki czemu można w miarę szybko przebrnąć przez treść. Niestety te wstawki z filozoficznymi przemyśleniami pisarki nie do końca przypadły mi do gustu. Całe szczęście książkę kupiłam w formie elektronicznej i nie zajmuje ona miejsca na moim regale. Samo wydanie mobi bardzo na plus. Zrobione zostało ono estetycznie, dzięki czemu można było sobie dopasowywać według własnych potrzeb na swoim sprzęcie.
     Nie jestem zbyt zadowolona z tej powieści. Po tylu zachwytach nad twórczością autorki myślałam, że znajdę tutaj bardzo dobrą historię, którą zapamiętam na długo. Niestety czuję się w pewien sposób oszukana. Według mnie jest to lekka historyjka idealna na plażę, jednak nie pozostanie ona w mojej pamięci i nie zamierzam do niej powracać.
     Moja ocena: 4/10.

środa, 5 lipca 2017

'Hemel' (2012) - film


Hemel jest piękna i młoda. Wcześnie osierocona przez matkę, od dzieciństwa obserwuje, jak w życiu jej ukochanego ojca pojawiają się kolejne kobiety. Żadna jednak nie zagrzewa w nim miejsca na dłużej. Biorąc przykład z ojca, w swoim dorosłym życiu Hemel zmienia mężczyzn jak rękawiczki. Traktuje ich przedmiotowo, jak zabawki, które porzuca, kiedy już zaspokoją jej ciekawość. Przygodni kochankowie dostarczają jej zmysłowych przyjemności, seksualnych uniesień, czasem perwersyjnego bólu lub mocnego zastrzyku adrenaliny. Ale z żadnym nie umie nawiązać głębszej relacji. Jedynym mężczyzną, którego naprawdę kocha, jest ojciec. Więc kiedy ten zakochuje się i postanawia się ustatkować, Hemel przeżywa prawdziwy wstrząs. Nie radzi sobie także z emocjami, jakie budzi w niej przyjaciel ojca, z którym nawiązała przelotny romans... 



     Film "Hemel" gdzieś mi kiedyś mignął i nie wiem czemu nabrałam ochoty na jego obejrzenie. Właściwie nie potrafię określić co mnie podkusiło, lecz naprawdę żałuję, że poświęciłam swój czas. Niby produkcja nie była zbyt długa, jednak wynudziłam się okropnie...
     Historia przedstawiona w tym filmie moim zdaniem nie przedstawia niczego konkretnego. Osiemdziesiąt minut filmu, który nie ukazuje żadnej treści. Nie jestem w stanie opisać fabuły w kilku słowach bo w mojej ocenie jej tam w ogóle nie ma. Jestem pełna uznania wobec osoby, która stworzyła wyżej zamieszczony opis tego filmu. Stworzyć coś z niczego, choć i tak niewiele to nam daje. Już po pierwszych dziesięciu minutach miałam ochotę wyłączyć tę produkcje lecz postanowiłam dać jej szansę. I tutaj postąpiłam największy błąd choć nie mogłabym wtedy nic o nim napisać ani przed nim przestrzec. Nie jest to na pewno produkcja dla osób o słabych nerwach, czy nie akceptujących scen seksu - tego znajdziemy tutaj bardzo dużo. Myślałam, że mi nie przeszkadzają tego typu sceny, lecz tutaj były one niestety niesmacznie ukazane. Chyba już w Grey'u można dostać ciekawsze ujęcia...
     Gra aktorska na dość marnym poziomie. Na plus na pewno odwaga aktorów, że postanowili wystąpić w takich scenach, chociażby takich jak na początku jakie mamy "przyjemność" oglądać. Jednak aktorzy nie byli zbyt naturalni, nawet w scenach, gdy mieli na sobie ubrania. Coś mi przeszkadzało w ich grze i nie potrafiłam czerpać przyjemności z seansu.
     Muszę jeszcze wspomnieć o dziwnych cięciach w tym filmie, wyświechtanych dialogach oraz mało efektownym wykończeniu i samym zakończeniu. Niestety jestem zawiedziona tym, co tutaj dostałam, nawet od strony technicznej. Prawdopodobnie jest to niskobudżetowa produkcja, lecz nawet niewielkim kosztem można stworzyć coś dużo lepszego. Chociażby film "Ostatni gasi światło" - tam został dużo lepiej wykorzystany potencjał historii
     Moim zdaniem nie warto poświęcać swojego czasu na tę produkcję. "Hemel" według mnie nie wyróżnia się niczym pozytywnym na rynku. Jest tyle dobrych filmów, które można obejrzeć i nie męczyć się podczas seansu, lecz ten nie zalicza się do tej grupy.
     Moja ocena: 2/10.
Related Posts with Thumbnails