Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2022

'Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy' (Hello, Goodbye and Everything in Between, 2022) - film

 






Clare (Talia Ryder) i Aidan (Jordan Fisher) ustalili, że się rozstaną przed pójściem na studia. Podczas swojej ostatniej randki wracają do miejsc i wydarzeń ważnych dla ich związku - pierwszego spotkania, pierwszego pocałunku i pierwszej kłótni. Niezwykły wieczór sprawia, że zaczynają się zastanawiać, czy ich licealna miłość ma szansę przetrwać.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
     Ostatnio dość często w polecanych filmach na Netflixie wyskakiwał mi właśnie tytuł "Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy". Choć nie słyszałam zbyt wielu pozytywnych opinii o tej produkcji, a jej ocena na filmwebie nie była aż tak wysoka, to i tak mając wolny wieczór postanowiłam dać jej szansę z nadzieją, że może będzie to moje zaskoczenie roku. Niestety było dość przeciętnie i żadnych zachwytów nad przedstawioną tu historią z mojej strony nie ma i ich tu raczej nie znajdziecie.
     Clare i Aidan już od początku swojego związku wiedzą kiedy on się zakończy. Ustalają między sobą, że po ostatniej klasie liceum, a tuż przed pójściem na studia się ze sobą rozstaną. Nie przewidzieli jednak siły uczucia, które się miedzy nimi narodzi, więc chłopak stara się przekonać dziewczynę, że ta ich licealna miłość ma szansę przetrwać. Początkowo koncepcja fabuły tego filmu wydawała mi się intrygująca, lecz im dłużej go oglądałam tym bardziej przeciętnie i nijako się robiło. Już od samego początku widać do czego to wszystko zmierza, nie było żadnych zaskakujących zwrotów akcji, które by zapierały dech w piersi u widza czy wywarły na nim ogromne wrażenie. Mam wrażenie, że ponownie trafiłam na historię, co prawda miłą i uroczą, lecz kompletnie nie zapadającą w pamięci. Wątpię abym za miesiąc była w stanie powiedzieć o filmie coś więcej niż tylko wspomnieć o samym tytule.
     Gra aktorska to kolejna, też niezbyt mocna strona tej produkcji. Mam wrażenie, że się powtórzę ale również pod tym względem było tu stosunkowo przeciętnie i dość nijako. Żaden z występujących tu aktorów nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, żebym czuła potrzebę w zobaczeniu go w innej roli. Nie widziałam tych wielorakich emocji oraz uczuć targających ich bohaterami a które mogłabym z nimi współodczuwać. Było po prostu do bólu poprawnie, aktorzy wykonali względnie dobrze swoją pracę, lecz nie było tego zachwytu z mojej strony nad ich ogromnymi umiejętnościami.
     "Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy" to, choć pod pewnymi względami uroczy, film, to jednak nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Nie znalazłam tu nic co mogłoby zrobić na mnie ogromnie pozytywne i niezapomniane wrażenie. Nie mniej jednak całkiem miło spędziłam czas podczas seansu i byłam w stanie nieco się odprężyć oraz zapomnieć o własnych problemach. Decyzję czy macie ochotę poświęcić swój czas na ten film pozostawiam Wam.
     Moja ocena: 5/10.

czwartek, 7 lipca 2022

'Love & Gelato' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Przygody i perypetie Liny, młodej Amerykanki, która szuka siebie i swoich korzeni w słonecznym Rzymie — plus oczywiście mnóstwo włoskich lodów. 











     Lipiec, sezon urlopowy w pełni, a ja potrzebowałam przyjemnego, lekkiego i niezobowiązującego filmu, dzięki któremu, choć na chwilę poczuję wakacyjny klimat. Decydując się na "Love & Gelato" miałam nadzieję, że to właśnie dostanę. Po części się tak stało, jednak nadal mam spory niedosyt...
     Lina po śmierci matki wyjeżdża do Włoch, by odszukać swoje ja i własne korzenie. Pomimo smutku i trudów w odnalezieniu swojego ojca na jej drodze w słonecznym Rzymie staje dwóch przystojnych kawalerów... Pomimo, że nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej historii, to jednak czuję się nieco rozczarowana tym co tu dostałam. Zapowiadało się naprawdę dobrze, lecz im dalej brnęłam tym czułam się coraz bardziej znużona. Banał gonił banał, popędzany banałem, a zakończenie było ogromnie przewidywalne. Na duży plus według mnie natomiast są widoki i ogólnie sceneria w jakiej rozgrywały się wydarzenia. Pod tym względem było przynajmniej na czym zawiesić wakacyjnie oko. Jednak gdyby nie fakt, że oglądałam ten film podczas własnego urlopu i potrzebowałam czegoś całkowicie lekkiego, moje odczucia po seansie na pewno byłyby jeszcze bardziej negatywne.
     Gra aktorska była według mnie dość przeciętna i względnie nijaka w swojej prostocie. Żaden z aktorów nie zrobił na mnie aż tak ogromnego wrażenia swoją postacią i nie czuję potrzeby poszukiwania żadnego z nich w innych produkcjach. Nie było źle, lecz z drugiej strony obyło się bez szału. Odniosłam wrażenie, że po prostu zrobili swoje, czyli to co po prostu mieli zrobić, bez większych emocji, które by mogły pozostać również z widzem jeszcze na długo po zakończeniu seansu.
     "Love & Gelato" to film, który można obejrzeć w wakacyjny dzień, gdy nie ma się jakichkolwiek oczekiwań co do historii. Na pewno nie pozostanie w mojej pamięci na długo, lecz jako umilacz czasu po ciężkim dniu czy po prostu coś 'brzęczącego' w tle może nadać się idealnie. Mi ze swojej strony ciężko polecić Wam z czystym sercem ten tytuł, choć odbiór tej historii prawdopodobnie zależy od tego jakie kto będzie miał oczekiwania.
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 15 marca 2022

'Co za życie' (Life or Something Like It, 2002) - film

 





Lannie (Jolie) jest piękną, ambitną dziennikarką telewizyjną, która do tej pory uważała, że ma idealne włosy, idealnego chłopaka, idealne mieszkanie i w ogóle idealne życie do czasu, gdy poznaje ulicznego "proroka", który zamienia jej idealny świat w prawdziwy chaos - też idealny. Postanawia przewartościować wszystko, czym do tej pory żyła, a ma na to zaledwie 7 dni. Z pomocą swego przystojnego współpracownika Pete'a Burns, Lannie stawia czoła przeznaczeniu.







     Choć o filmie sprzed dwudziestu lat pt. "Co za życie" nie słyszałam zbyt wiele, to jednak do jego obejrzenia skusiła mnie obsada aktorska. Byłam ogromnie ciekawa jak tutaj wypadła Angelina Jolie, która jest teraz jedną z bardziej znanych gwiazd. Również sama fabuła wydała mi się na tyle intrygująca, że miałam wobec tej produkcji ogromne oczekiwania.
     Wydawać by się mogło, że życie Lannie jest idealne. Wspaniale zapowiadająca się kariera dziennikarska, doskonały chłopak oraz fantastyczne mieszkanie to dla wielu osób szczyt marzeń. Jednak gdy pewnego dnia kobieta spotyka ulicznego proroka, który przepowiada jej śmierć za 7 dni zaczyna się zastanawiać, czy tak naprawdę jest szczęśliwa i czy to co już osiągnęła jest tym o czym faktycznie marzyła. W dotychczas poukładane życie Lannie wkrada się chaos, który wbrew pozorom też może przynieść coś dobrego... Przyznam, że ten film był dla mnie całkiem miłą odskocznią w obecnej sytuacji w której się znajdujemy. Byłam w stanie choć na chwilę przestać się zamartwiać i odetchnąć od własnej codzienności. Co prawda nie jest to aż tak dobra i genialnie zrealizowana historia, jak się spodziewałam, lecz i tak zrobiło mi się ciepło na sercu podczas seansu. Pomimo przeciwności losu i wywrócenia własnego życia do góry nogami w niektórych sytuacjach może wyjść to na dobre. Dla mnie ta historia po prostu dała pewnego rodzaju nadzieję na lepsze jutro oraz możliwość, przynajmniej na chwilę, psychicznego zrelaksowania się, czego bardzo potrzebowałam.
     Gra aktorska jest na całkiem niezłym poziomie. Choć nie jest to jeszcze ten kunszt i genialna gra do której jestem przyzwyczajona z ostatnich filmów Jolie to i tak nie mogę narzekać. Również pozostali aktorzy, którzy tu występują wypadli w moim odczuciu naprawdę nieźle i bardzo dobrze mi się ich oglądało w tej produkcji, przez co mam ochotę na więcej! Mam nadzieję, że będę miała w niedalekim czasie możliwość obejrzenia kolejnych tytułów z ich udziałem.
     "Co za życie" to film, który bardzo dobrze sprawdził się u mnie w roli odstresowywacza. Pomimo, że nie jest to genialna produkcja to jednak miło spędziłam swój czas podczas oglądania i nie żałuję, że poświęciłam na niego wolny wieczór. Jeśli potrzebujecie czegoś na poprawę humoru, dzięki czemu choć na chwilę się zrelaksujecie, to może i u Was sprawdzi się ten tytuł.
     Moja ocena: 6/10.

sobota, 26 lutego 2022

'Tick, Tick… Boom!' (2021) - film

 
 
"Tick, tick…BOOM" to historia Jona (nominowany do Nagrody Akademii laureat nagrody Tony, Andrew Garfield), młodego kompozytora teatralnego, który w 1990 roku zarabia na życie w Nowym Jorku jako kelner, a po pracy komponuje pewien utwór, który ma stać się kolejnym przebojowym amerykańskim musicalem. Krótko przed pokazaniem publicznie swojego dzieła mającego zapewnić mu sukces, Jon czuje coraz większą presję: ze strony swojej dziewczyny Susan, która marzy o życiu artystycznym poza Nowym Jorkiem, oraz ze strony swojego przyjaciela Michaela, który porzucił marzenia na rzecz stabilności finansowej. W tle pojawia się kwestia epidemii AIDS, która pustoszy środowisko artystyczne. Zegar tyka, a Jon staje przed dylematem, z którym każdy z nas musi kiedyś się zmierzyć: co zrobić z czasem, który został nam dany?



     Film pt. "Tick, Tick... Boom!" został nominowany do wielu nagród, więc decydując się na jego obejrzenie miałam nadzieję, że wreszcie zobaczę coś dobrego, coś na co nie będę żałowała poświęconego czasu. Całe szczęście ta produkcja była naprawdę dobra i cieszę się, że na nią się zdecydowałam, a oglądanie jej dla mnie było wielką przyjemnością :)!
     Mamy tu ukazaną historię Jona, który marzy o stworzeniu przed trzydziestką musicalu, który stanie się przebojem i podbije Nowy Jork. Jednak im bliżej publicznego pokazu jego dzieła mężczyzna czuje coraz większą presję ze strony otoczenia i bliskich mu osób. Choć nie jestem wielką fanką musicali, zazwyczaj ogromnie mnie one drażnią, tak w tym przypadku nie mogę narzekać. Wyskakujące piosenki w każdej możliwej sytuacji nie były dla mnie aż tak irytujące, jak to zwykle bywa. Sama historia jest według mnie bardzo ciekawie przedstawiona i z zainteresowaniem śledziłam rozwój wydarzeń. Pomimo, że według mnie nie jest to arcydzieło wszech czasów to naprawdę miło spędziłam swój czas podczas seansu, a tuż po nim zaczęłam wynajdywać kolejne informację z życia tego twórcy, by jeszcze bardziej poszerzyć swoją wiedzę na jego temat. Spodziewałam się dobrej historii, która wywrze na mnie ogromne wrażenie, lecz i tak pozytywnie się zaskoczyłam tym co tu dostałam.
     Gra aktorska jest moim zdaniem na bardzo dobrym poziomie. Nie było ani jednej sceny, która wypadła by zniechęcająco nienaturalnie i wywołała chęć jak najszybszego zakończenia seansu. Andrew Garfield w roli Jona sprawdził się znakomicie i z chęcią zobaczyłabym go w kolejnych produkcjach. Co do pozostałej obsady również nie mam żadnych zastrzeżeń i w moim odczuciu wszyscy bardzo dobrze sobie poradzili z odpowiednim ukazaniem swoich postaci.
     "Tick, Tick... Boom!" to według mnie jeden z lepszych musicali z jakimi dotychczas miałam do czynienia. Nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny wieczór, a choć minęło już kilka dni od seansu niektóre piosenki nadal nie chcą wyjść z mojej głowy. Ja ze swojej strony mogę Wam z czystym sercem polecić ten tytuł - jeśli ktoś jeszcze go nie widział to zachęcam do nadrobienia!
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 21 lutego 2022

'Moja przyjaciółka Anne Frank' (Mijn beste vriendin Anne Frank, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Film ukazujący historię przyjaźni Anne Frank z Hannah Goslar od początków w Amsterdamie pod nazistowską okupacją aż po ponowne spotkanie w obozie koncentracyjnym.










     Ostatnimi czasy znów nie miałam pojęcia jaki konkretnie film chciałabym zobaczyć, jednak wiedziałam, że po prostu mam ochotę coś obejrzeć. Mój wybór padł na promowaną na Netflixie produkcję "Moja przyjaciółka Anne Frank". Niewiele słyszałam o tym tytule jednak i tak postanowiłam dać mu szansę. Niestety aż tak bardzo mnie nie porwał...
     Anne i Hannah to przyjaciółki, którym przyszło żyć w trudnych czasach. W tym filmie została przedstawiona ich relacja na przestrzeni lat, od samych jej początków w Amsterdamie, przez nazistowską okupację, aż po spotkanie po latach w obozie koncentracyjnym. Miałam nadzieję, że będzie to film, który może nie tyle co będzie stricte rozrywkowy, łatwy i lekki w odbiorze, lecz wywoła we mnie wiele emocji i nie będę mogła przestać o nim myśleć jeszcze na długo po seansie. Niestety tak się nie stało... Dla mnie była to przeciętnie zrealizowana produkcja, która nie wywołała we mnie głębszych przemyśleń ani nie zrobiła tak mocnego wrażenia jak się spodziewałam. W moim odczuciu było tu wiele spraw, które zostały potraktowane po macoszemu i nie została w pełni oddana brutalność czasów wojny. Sporo wątków zostało ukazanych w naprawdę błahy sposób, które mam wrażenie, że mocno odstawały od żydowskiej rzeczywistości w tamtych czasach. Wiem, że główne bohaterki to bardzo młode osoby, niemniej jednak ciężko mi uwierzyć w ich aż tak mocną dziecinność, która przejawiała się w wielu sytuacjach. Mnie przedstawiona tu historia nie do końca do siebie przekonała.
     Gra aktorska na całkiem niezłym poziomie, choć niektóre sceny wypadły nieco nienaturalnie. W dużej mierze na taki mój odbiór wpływ miały te wydarzenia, które miały miejsce w parku podczas rzucania piłką. Po prostu w moim odczuciu wypadły one zupełnie mdło i nijako. Choć do pozostałych scen nie mogę się przyczepić i napisać złych słów to jednak aktorzy aż tak bardzo mnie nie zachwycili bym specjalnie miała ochotę wyszukiwać kolejne produkcje z ich udziałem.
     "Moja przyjaciółka Anne Frank" to film, który niestety nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Pomimo, że nie jest to całkowicie zła produkcja od której należy trzymać się z daleka, to jednak w moim odczuciu była na tyle nijaka, że ciężko mi napisać o niej coś więcej. Na pewno nie będę powracać myślami do tego tytułu i wątpię abym za jakiś czas była w stanie powiedzieć o nim cokolwiek.
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 18 stycznia 2022

'Bez wahania' (Brazen, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
Wybitna kryminolożka i autorka kryminałów Grace (Alyssa Milano) wraca do rodzinnego domu w Waszyngtonie na pilną prośbę dawno niewidzianej siostry. Kiedy siostra zostaje zamordowana, a na jaw wychodzi jej podwójne życie i praca w sekstelefonie, Grace ignoruje ostrzeżenie rozważnego detektywa Eda (Sam Page) i angażuje się w sprawę. Na podstawie powieści "Bezwstydna cnota" Nory Roberts.






     O książce pt. "Bezwstydna cnota" Nory Robert na podstawie której powstał film "Bez wahania" nie słyszałam nigdy wcześniej i jakoś mnie do niej nie ciągnie. Tym razem postanowiłam po prostu pominąć pierwowzór i od razu obejrzałam tę produkcję, która jest już dostępna na platformie Netflix. Sam opis wydał mi się interesujący i miałam nadzieję na dobrą rozrywkę. Niestety nie do końca moje oczekiwania zostały spełnione, a ja czuję się nieco rozczarowana...
     Grace, autorka wielu poczytnych kryminałów, odwiedza na jej prośbę swoją dawno nie widzianą siostrę. Pewnej nocy dziewczyna zostaje brutalnie zamordowana, a w trakcie śledztwa na jaw wychodzą jej mroczne sekrety. Grace, pomimo traumy, stara się pomóc w rozwiązaniu sprawy, co nie jest mile widziane przez niektórych funkcjonariuszy... Przyznam, że w dużej mierze do seansu zachęciło mnie to, że główną bohaterką jest autorka kryminałów. Miałam nadzieję, że ten wątek będzie naprawdę genialnie ograny i dostaniemy nieco więcej kulis z jej życia, a zostało to potraktowane nieco po macoszemu. Również sama sprawa kryminalna nie była dla mnie aż tak intrygująca i nie czułam zbyt wielu emocji w trakcie oglądania tej produkcji. Według mnie jej rozwiązanie było dość przewidywalne i nie było ono dla mnie żadnym zakończeniem. Dodatkowo wpleciony wątek romantyczny mam wrażenie, że nieco zinfantylizował całą historię. Po prostu, przynajmniej dla mnie, źle wypadł na tle całości. Choć historia miała potencjał a pomysł był genialny, tak jej wykonanie nie do końca przypadło mi do gustu i nie sprostało moim oczekiwaniom.
     Gra aktorska, pomimo że nie była na wybitnym poziomie, to i tak mam wrażenie, że to najmocniejszy atut tego filmu. Moim zdaniem jedynie nieliczne sceny wypadły dość mdło i nienaturalnie, jednak nie spowodowały one we mnie chęci jak najszybszego zakończenia seansu. Pomimo względnie pozytywnego odbioru tych aktorów, nie będę specjalnie wyszukiwać kolejnych tytułów w których grają, by tylko zobaczyć ich ponownie na ekranie.
     "Bez wahania" to moje ogromne rozczarowanie filmowe. Spodziewałam się mrożącej krew w żyłach historii a dostałam dość nijaką i mdłą fabułę, która nie zapadnie w mojej pamięci na długo. Niestety nie jestem w stanie polecić Wam z czystym sercem tego tytułu, choć możliwe, że znajdą się fani tej produkcji. Ja po prostu miałam nadzieję na coś nieco innego.
     Moja ocena: 4/10.

środa, 17 listopada 2021

'Yara' (2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Zdeterminowana prokurator pochłonięta sprawą zaginionej 13-latki robi wszystko, aby dociec prawdy. Na podstawie prawdziwych wydarzeń.
 









     Film pt. "Yara" pojawił mi się w propozycjach na Netflixie. Może sam opis nie wydaje się zbyt szczególnie interesujący, jednak miałam ochotę na filmowy 'kryminał' więc od razu zabrałam się za oglądanie. Pomimo, że zdecydowałam się na niego pod wpływem impulsu to nie żałuję, że to zrobiłam!
     Pewnego wieczoru kilkunastoletnia Yara nie wraca do domu. Odpowiednie służby zaczynają śledztwo w sprawie zaginięcia dziewczyny. Zdeterminowania Pani prokurator stara się pchnąć sprawę i nie odpuszcza, nawet gdy sytuacja wydaje się beznadziejna. Moim zdaniem przedstawiona tu historia, jeśli można to tak ująć, była ciekawie poprowadzona. Jest ona oparta na prawdziwych wydarzeniach więc trudno mi ją bezpośrednio ocenić. W samą produkcję wciągnęłam się już od pierwszych minut i nie raz czułam, że to co się tu dzieje mrozi mi krew w żyłach. Również realizacja według mnie bardzo dobrze zrobiona i mam wrażenie, że całość wygląda rzetelnie.
     Gra aktorska na całkiem niezłym poziomie, choć podczas seansu widziałam kilka sytuacji nie do końca dopracowanych. Odniosłam wrażenie, że momentami nie do końca było widać odpowiednie zaangażowanie i emocje, które towarzyszyły bohaterom. Nie mniej jednak nie mam aż tak dużo złego do zarzucenia występującym tu aktorom i byłam w stanie obejrzeć film do końca.
     "Yara" to moim zdaniem klimatyczny film bardzo dobrze nadający się na długie jesienne wieczory. Ja osobiście nie żałuję, że zdecydowałam się na seans. Jeśli ktoś tak jak ja uwielbia kryminalne zagadki o tej porze roku to gorąco polecam Wam ten tytuł.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 22 października 2021

'Kłamstwo doskonałe' (The Good Liar, 2019) - film

 
 
 
 
 
 
Zawodowy oszust Roy Courtnay (McKellen) nie może uwierzyć własnemu szczęściu, kiedy poznaje w internecie dobrze sytuowaną wdowę Betty McLeish (Mirren). W miarę jak Betty otwiera przed nim swój dom i wpuszcza go do swojego życia, Roy z zaskoczeniem odkrywa, że mu na niej zależy. Uczucie sprawia, że musi umiejętnie balansować na granicy prawdy i kłamstwa, a rutynowy szwindel okazuje się najtrudniejszym w jego życiu.
 






     Film pt. "Kłamstwo doskonałe" chciałam obejrzeć już od jakiegoś czasu, jednak zawsze w kolejkę wpadało coś innego. Wreszcie udało mi się go zobaczyć i sama nadal nie do końca wiem co mam o nim myśleć... Mam wrażenie, że moje oczekiwania wobec tego filmu za bardzo narosły, przez co nie jestem w stanie w pełni go docenić, jak gdybym podeszła do niego z czystą głową.
     Roy, zawodowy oszust, poznaje w internecie zamożną wdowę Betty. Początkowo zamierza ją oskubać ze wszystkich pieniędzy, jednak gdy uczucia zaczynają wchodzić w grę zaczyna się zastanawiać czy to dobre posunięcie... Nie zdaje sobie jednak sprawy, że to oszustwo może okazać się jednym z najtrudniejszych w jego życiu. Przyznam, że oczekiwałam wciągającej już od pierwszych minut historii z niebanalnym zakończeniem. Niestety byłam w stanie je przewidzieć mniej więcej już po jednej trzeciej filmu i gdy przyszło co do czego nie było ono dla mnie zaskoczeniem. Również niektóre momenty były dla mnie bardzo wymuszone i wypadły nienaturalnie, przez co potrafiły odebrać przyjemność z seansu. Co prawda nie jest to zła historia przy której widz kompletnie się wynudzi, gdyż można tu odnaleźć wiele intrygujących momentów. Mam wrażenie, że w dużej mierze w moim rozczarowaniu w przypadku tego filmu były jednak moje absurdalnie wygórowane oczekiwania, które narosły przez kilka miesięcy zanim go wreszcie obejrzałam.
     Gra aktorska na całkiem niezłym poziomie, choć było kilka momentów, które nie do końca mnie do siebie przekonały i pozostawiły pewien niesmak. Jednak w ogólnym rozrachunku nie mogę narzekać na aktorów, gdyż przez większość czasu naprawdę dobrze ukazali swoje postacie i było widać towarzyszące im emocje, które widz mógł razem z nimi przeżywać.
     "Kłamstwo doskonałe" przypuszczam, że obiektywnie nie jest złym filmem, jednak ja zbyt późno się za niego zabrałam. Pomimo mojego narzekania nie żałuję, że koniec końców się za niego zabrałam, gdyż całkiem miło spędziłam swój czas podczas seansu.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 5 października 2021

'Szpak' (The Starling, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Walcząc z broniącym swojego terytorium szpakiem o kontrolę nad własnym ogrodem, pogrążona w żałobie Lilly nieoczekiwanie odnajduje wewnętrzny spokój i zdobywa się na odwagę, aby uzdrowić swoje związki.









     Na film pt. "Szpak" zdecydowałam się w głównej mierze przez obsadę aktorską. Pokochałam Melissę McCarthy w serialu "Kochane kłopoty" i z wielką chęcią oglądam inne produkcje z jej udziałem. Również w tym przypadku się nie zawiodłam!
     Lilu oraz Jack przeżywają żałobę i każde z nich zmaga się z nią na swój sposób. Podczas gdy mężczyzna dochodzi do siebie w szpitalu kobieta broni swój ogródek przed... szpakiem. Choć nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej historii to i tak pozytywnie się zaskoczyłam. Pomimo trudnej tematyki, która może dotknąć niektórych widzów do żywego, koniec końców daje swego rodzaju nadzieję, że może kiedyś uda nam się pójść do przodu. Bardzo dobrze zostało ukazane to, że każdy może zupełnie inaczej przeżywać żałobę i w kompletnie różny sposób sobie z nią radzić. W pewnych aspektach mam wrażenie, że niektóre sprawy zostały tu spłycone jednak w ogólnym rozrachunku uważam, że jest to bardzo ważna historia, którą naprawdę warto zobaczyć.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Aktorka przez którą w ogóle zabrałam się za oglądanie tego filmu, Melissa McCarthy, wypadła tu ogólnie naprawdę genialnie, choć były nieliczne momenty, gdy nie do końca mi coś pasowało. Pozostali aktorzy też wypadli całkiem nieźle i zasadniczo nie mogę narzekać na dobór obsady.
     "Szpak" to według mnie produkcja na którą warto zwrócić uwagę, nie tylko ze względu na osoby tu występujące. Dla mnie ta historia daje wiele do myślenia i na pewno pozostanie w mojej pamięci na nieco dłużej. Gorąco zachęcam Was do obejrzenia tego filmu!
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 26 września 2021

'Frida' (2002) - film

 
 
 
 
 
Opowieść o burzliwym romansie głośnej malarki Fridy Kahlo z jej mentorem i mężem Diego Riverą. Fascynacja Fridą Kahlo rosła w miarę jak odkrywano jej złożoną osobowość. Jej walka, cierpienie, wiara, miłość, burzliwy związek z Riverą, rewolucyjne poglądy i niezwykły styl malarstwa, stworzyły podstawę prawdziwej legendy. Swoją bohaterką ogłosił ją amerykański ruch feministyczny. Nawet świat mody nie oparł się tej fascynacji lansując modę na "piękną, aztecką dziewczynę".
 
 
 
 
 
 
     Wiele lat temu czytałam powieść pt. "Frida", która niestety nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, choć sama postać malarki jest dla mnie intrygująca. Postanowiłam więc poniekąd odświeżyć sobie wiedzę na jej temat i z ogromnym zapałem zabrałam się za film w reżyserii Julie Taymor. W tym przypadku moje odczucia są znacznie cieplejsze!
     Frida Kahlo to jedna z bardziej znanych malarek, która miała dość osobliwe życie. W tej produkcji mamy przedstawioną nie tylko historię jej burzliwego związku z Rivierą, lecz poniekąd też widzimy inne aspekty jej życia, które wpłynęły na całokształt. Moim zdaniem mamy tu do czynienia z bardzo intrygującym obrazem malarki, obok której ciężko jest przejść obojętnie. Przyznam, że już od pierwszej minuty śledziłam losy bohaterów z ogromnym zainteresowaniem i uważam, że jest to bardzo dobra produkcja nie tylko dla osób, które interesują się sztuką. Ja osobiście wyniosłam z tego filmu wiele i nie żałuję ani minuty jaką na niego poświęciłam. Gra aktorska jest według mnie na bardzo dobrym poziomie. Każdy aktor idealnie wcielił się w swoją postać - było widać ogromne emocje, które im towarzyszyły i byłam w stanie odczuwać je wraz z nimi.
     "Frida" to według mnie bardzo dobry film, który naprawdę warto obejrzeć. Przypuszczam, że w przyszłości z chęcią do niego powrócę by móc ponownie zachwycać się tym co tu dostajemy. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco zachęcam Was do nadrobienia. Ja ze swojej strony bardzo polecam!
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 20 września 2021

'Jak być rodzicem idealnym' (Le guide de la famille parfaite, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
Czy żyjemy w społeczeństwie złożonym z nadopiekuńczych rodziców? Komediodramat "Jak być rodzicem idealnym" z humorem obnaża złożone problemy związane z wychowywaniem dzieci w nastawionym na sukces społeczeństwie. Czy rodzice, którzy chcą zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze, tak naprawdę je przytłaczają?







     O filmie "Jak być rodzicem idealnym" nie słyszałam zbyt dużo, jednak tytuł, jak i opis, na tyle mnie zainteresowały, że postanowiłam dać mu szansę. Co prawda nie było to wybitne dzieło, to całkiem nieźle się bawiłam podczas seansu.
     Para z dwójką dzieci zmaga się z przeróżnymi problemami związanymi z wychowywaniem dzieci. Pomimo ogromnych chęci nie jest to wcale takie proste jak mogłoby się wydawać... Choć sama nie mam własnych szkrabów to jednak byłam ciekawa jak zostanie tu przedstawiony ten temat. Niestety początkowo miałam bardzo mieszane odczucia. Niektóre wątki zostały tu potraktowane po macoszemu i żałuję, że nie zostały bardziej rozwinięte, chociażby relacja między rodzicami, gdy kobieta wreszcie daje ujście swoim odczuciom. Jednak koniec końców było tu kilka sytuacji, które wywołały na mojej twarzy uśmiech i byłam w stanie całkiem miło spędzić swój czas podczas seansu i nie mieć poczucia kompletnie straconego czasu. Jestem ciekawa, jak treść tego filmu odebrałyby osoby posiadające własne dzieci i czy poruszane tu tematy są adekwatne do rzeczywistości.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Najbardziej pozytywnie odebrałam najmłodszego aktora wcielającego się w postać Mathisa. Chyba najbardziej ze wszystkich tu występujących mnie rozczulał, choć był w stanie pokazać swoje pazurki. Co do pozostałych nie mam większych zastrzeżeń, lecz ogromnej miłości z mojej strony też nie ma.
     "Jak być rodzicem idealnym" to film, który można obejrzeć dla relaksu mając wolny wieczór. Jednak sama historia nie pozostanie w mojej pamięci na tak długo, bym była w stanie po dłuższym czasie coś więcej sobie z niej przypomnieć. Ot, po prostu jest to przeciętniak dla umielania wolnej chwili.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 16 września 2021

'Ile warte jest ludzkie życie' (What Is Life Worth, 2020) - film

 
Po atakach na World Trade Center i Pentagon w 2001 roku Kongres USA wyznacza doświadczonego prawnika i mediatora Kennetha Feinberga (Michael Keaton) na zarządcę Funduszu Pomocy Ofiarom 11 września. Jego zadaniem jest ustalenie wysokości odszkodowań dla osób dotkniętych tragedią. Feinberg i szefowa działu operacyjnego z jego firmy Camille Biros (Amy Ryan) stają przed niewykonalnym zadaniem. Aby pomóc rodzinom, które poniosły nieobliczalne straty, muszą wycenić, ile warte jest ludzkie życie. Kiedy Feinberg ściera się z Charlesem Wolfem (Stanley Tucci), działaczem społecznym opłakującym śmierć swojej żony, zaczyna uświadamiać sobie prawdziwe ludzkie koszty tragedii, a jego cynizm zastępuje współczucie. Oparty na prawdziwych wydarzeniach film "Ile warte jest ludzkie życie?" tak naprawdę odpowiada na pytanie, ile warte są empatia i więzi międzyludzkie.
 




     Kilka dni temu minęło równo dwadzieścia lat od ataków na WTC oraz Pentagon. Choć minęło już tyle czasu to nadal pamiętam moje wczesnonastoletnie emocje, które towarzyszyły mi podczas oglądania relacji z wydarzeń z 11 września 2001 roku. Z tego też powodu postanowiłam obejrzeć dość mocno zachwalany film pt. "Ile warte jest ludzkie życie", który poniekąd porusza te wydarzenia.
     Kenneth Feinberg jako wyznaczony przez Kongres USA prawnik i mediator stara się ustalić wysokość odszkodowania, jakie powinny dostać osoby po stracie bliskich osób jak i właściwie to kto może o te pieniądze się ubiegać. Moim zdaniem bardzo ciekawie został tu poruszony temat. Choć było wiele emocji to jednak twórcy nie popadli w przesadną pompatyczność i nie zrobili tu rozemocjonowanej historii, byle tylko w perfidny sposób wycisnąć z widza łzy. Będąc już po seansie doskonale rozumiem czemu tak wiele osób poleca akurat ten tytuł i czemu tyle opinii jest aż tak pozytywnych. Do mnie ta produkcja trafiła całkowicie i mam nadzieję, że uda mi się trafić na kolejne filmy utrzymane w podobnym tonie i klimacie.
     Gra aktorska jest według mnie na bardzo wysokim poziomie. Mam wrażenie, że każdy z aktorów naprawdę genialnie odtworzył swoją postać. Ich wielowymiarowość i emocje, które było widać na każdym kroku zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Z wielką chęcią zobaczyłabym występujące tu osoby w kolejnych filmach - obym była równie zachwycona!
     "Ile warte jest ludzkie życie" to naprawdę dobra produkcja, która mocno daje do myślenia. Całe szczęście nie jest zbyt pompatyczna, natomiast daje wiele do myślenia. Moim zdaniem warto zobaczyć ten film, nawet jeśli nie było się stricte samemu zaangażowanym w tę tragedię.
     Moja ocena: 7/10.

wtorek, 14 września 2021

'Dosięgnąć kosmosu' (October Sky, 1999) - film

 





 

 
Nastolatek postanawia skonstruować własną rakietę, będąc zainspirowanym wyniesieniem na orbitę pierwszego sztucznego satelity Ziemi.
 









     Na film pt. "Dosięgnąć kosmosu" trafiłam przypadkowo przeglądając dostępne produkcje na Netflixie, jednak zaintrygował mnie jego opis. Mając ostatnio wolny wieczór postanowiłam zabrać się za jego oglądanie i jestem pozytywnie zaskoczona!
     Homer to nastolatek z wielkimi ambicjami. Choć w jego mieście nie ma zbyt dużych perspektyw a głównym źródłem utrzymania jest praca w kopalni to jednak chłopak marzy o skonstruowaniu własnej rakiety. Pomimo, że budowa takich maszyn nie do końca leży w obszarze moich zainteresowań to jednak sama historia jest naprawdę dobrze ukazana i inspirująca. Podczas seansu nie nudziłam się ani przez sekundę i z ogromnym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów już od samego początku. Jak dla mnie jest to jedna z tych historii o której nie potrafię napisać zbyt wiele, choć zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie! Choć film ma już ponad dwadzieścia lat to i tak bardzo dobrze mi się go oglądało i cieszę się, że dałam mu szansę. Gra aktorska jest według mnie na wysokim poziomie. Mam wrażenie, że każdy z aktorów idealnie wcielił się w swoją postać i nie wymieniłabym nikogo na kogoś innego. Po seansie mam ochotę zobaczyć tych aktorów w kolejnych produkcjach.
     "Dosięgnąć kosmosu" to dla mnie pozytywne filmowe zaskoczenie. Nie żałuję, że poświęciłam na niego wolny wieczór. Bardzo możliwe, że w przyszłości z wielką chęcią sięgnę ponownie po tę produkcję i równie mocno będę nią oczarowana.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 30 lipca 2021

'Wielkie oczy' (Big Eyes, 2014) - film

 
 
"Wielkie oczy" to film oparty na prawdziwej historii malarki Margaret Keane w reżyserii jednego z największych wizjonerów współczesnego kina – Tima Burtona ("Alicja w krainie czarów", "Mroczne cienie"). W rolach głównych występują nominowana do Oscara Amy Adams ("American Hustle") oraz zdobywca Oscara Christoph Waltz ("Django"). "Wielkie oczy" to jeden z najpoważniejszych kandydatów do Nagród Akademii w 2015 r.
W latach sześćdziesiątych XX wieku świat zachwyca się intrygującymi portretami kobiet i dzieci o tajemniczych, wielkich oczach. Autorstwo obrazów przypisuje sobie niezwykle ambitny Walter Keane. Jednak za genialnymi pracami stoi żyjąca w jego cieniu żona Margaret. Kobieta walczy o prawdę, uznanie i wyzwolenie się spod wpływu bezwzględnego despoty oraz z roli, którą narzuca jej społeczeństwo.
 
 
 
     Na film pt. "Wielkie oczy" trafiłam przypadkowo przeglądając ofertę tytułów dostępną na Netflixie. Jednak opis wydał mi się na tyle interesujący, że mając wolny wieczór postanowiłam obejrzeć tę produkcję i całe szczęście się nie zawiodłam!
     Margaret w domowym zaciszu maluje specyficzne obrazy postaci z ogromnymi oczami. Gdy niektóre z jej dzieł znalazły się między innymi obrazami w jednym z lokali zaczęły wzbudzać zachwyt. Jednak cały splendor przypisuje sobie jej mąż... Podobno jest to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, więc jej samej jako tako nie będę oceniać, choć muszę przyznać, że była ona intrygująca. Moim zdaniem sama fabuła została tu ukazana w bardzo płynny sposób i jako widz przez cały czas byłam zainteresowana tym co się dzieję na ekranie. Nie było tu według mnie żadnego momentu przy którym byłabym znużona, czy uznałabym go za niepotrzebny dla całości. Sam proces tworzenia oraz przedstawione tu obrazy wyglądały naprawdę imponująco i choć nie jestem znawcą sztuki to zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.
     Gra aktorska moim zdaniem wypadła tu przyzwoicie. Pomimo, że w pewnych sytuacjach czułam pewien zgrzyt tak w ogólnym rozrachunku nie mam tak naprawdę na co narzekać. Każda postać została nieźle zagrana i ani razu nie czułam przeogromnej chęci zmiany któregokolwiek z aktorów na kogoś innego. Jedynie postać w którą wcielił się Christoph Waltz, czyli Walter Keane, była dla ogromnie irytująca, chociaż przypuszczam, że tak właśnie miało być.
     "Wielkie oczy" to według mnie bardzo dobra produkcja i warta obejrzenia nie tylko dla znawców sztuki. Ja podczas seansu naprawdę miło spędziłam swój czas i nie żałuję, że zdecydowałam obejrzeć się ten film. Nie mam co prawda odpowiedniej wiedzy by być w stanie porównać to co tu dostaliśmy z faktycznymi wydarzeniami, jednak ten tytuł zachęcił mnie by zgłębić ten temat.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 26 czerwca 2021

'Ojcostwo' (Fatherhood, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Świeżo upieczony i owdowiały ojciec mierzy się z trudnościami, obawami, lękami i brudnymi pieluchami, samodzielnie wychowując córkę.










     Film pt. "Ojcostwo" to jedna z ostatnich nowości dostępnych na Netflixie. Przyznam, że nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, jednak poszłam "na żywioł" i zdecydowałam się go obejrzeć, w szczególności, że opis wydał mi się dość intrygujący. Muszę przyznać, że ta produkcja wywarła na mnie mocne wrażenie.
     Matt to świeżo upieczony ojciec, który samodzielnie musi zmierzyć się z wychowywaniem córki po śmierci jego ukochanej tuż po porodzie. Czeka na niego wiele trudnych chwil o których nawet mu się nie śniło w koszmarach. Muszę przyznać, że na pierwszy rzut okiem może to wydać się zbyt chwytliwa i mdła historia, która tylko nachalnie będzie chciała wycisnąć z widza łzy. Jednak nic bardziej mylnego! Dla mnie była to wbrew pozorom, przynajmniej w ogólnym rozrachunku, podnosząca na duchu treść przy której faktycznie byłam w stanie uronić łzę, lecz także kilkukrotnie się uśmiechnąć. Dawno żadna produkcja nie wywołała we mnie aż tylu pozytywnych emocji. Moim zdaniem ta historia daje nadzieję na lepsze jutro i dzięki niej byłam w stanie choć na chwilę zapomnieć o własnych problemach.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Właściwie żadnemu z aktorów nie mam nic do zarzucenia. Nie było tu według mnie ani jednego momenty, podczas którego wypadliby nienaturalnie czy by od siebie odpychali swoją postawą. Każda z postaci została bardzo dobrze oddana i było widać wiele targających nimi emocji. Najbardziej moje serce skradła najmłodsza bohaterka, czyli Maddy w którą wcieliła się Melody Hurd.
     "Ojcostwo" to według mnie naprawdę dobry film, podczas którego można nieco się rozluźnić i miło spędzić czas. Na mnie osobiście zrobił bardzo dobre wrażenie i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny wieczór. Z czystym sercem gorąco polecam Wam tę produkcję!
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 20 czerwca 2021

'Dancing Queens' (Dansande Drottningar, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
Historia Dylan Pettersson (Molly Nutley), 23-latki z małej wyspy w archipelagu Bohuslän o wielkich tanecznych aspiracjach. Dziewczyna dorabia, sprzątając w podupadającym klubie dla drag queens. Największa gwiazda sceny, która odpowiada też za choreografię (Fredrik Quinones), przypadkiem odkrywa jej talent. Dylan bardzo chce występować, ale jest kobietą, a to scena drag queens. Okazuje się jednak, że chcieć to móc!






     Film pt. "Dancing Queens" to jedna z ostatnich nowości na Netflixie. Nie słyszałam jeszcze zbyt wiele opinii na temat tej produkcji postanowiłam dać jej szansę, gdyż tematyka wydała mi się interesująca. Choć nie było wielkiego efektu WOW, to jednak muszę przyznać, że dobrze mi się oglądało tę historię.
     Dylan pochodzi z niewielkiej wyspy lecz ma wielkie marzenia. Ma ogromny taneczny talent i postanawia spróbować go wykorzystać. Pomimo piętrzących się przeszkód ma wreszcie okazje zabłysnąć na scenie w klubie drag queens. Moim zdaniem jest to historia z ogromnym potencjałem, jednak nie zrobiła na mnie aż tak mocnego wrażenia jak się spodziewałam. Było kilka momentów, podczas których miałam wrażenie, że na siłę i zbyt nachalnie próbują grać na emocjach widza by doprowadzić go do łez. Nie mniej jednak sama historia była zapadająca w pamięci i pokazująca, że warto być sobą i walczyć o swoje marzenia. Jako osoba, która nie ma całkowicie poczucia rytmu i zdolności tanecznych to dla mnie bohaterowie wypadli naprawdę genialnie. Ciężko mi ocenić samo podejście do tematyki queerowej, gdyż nie mam zbyt wielu znajomych, którzy mogli by pomóc mi ocenić czy takie ukazanie jest szkodliwe czy nie, jednak po tym filmie jestem pewna, że ja osobiście bardziej się tym zainteresuję by nie powielać negatywnych schematów.
     Gra aktorska według mnie na bardzo dobrym poziomie. Umiejętności aktorów moim zdaniem genialne. Każda postać została ukazana w moim odczuciu bardzo naturalnie i właściwie nie było tu nikogo wobec kogo mogłabym mieć jakieś ale. Bardzo dobrze oglądało mi się ich w tym filmie i jestem ciekawa jak wypadną w innych produkcjach.
     "Dancing Queens" to film podczas którego bardzo dobrze spędziłam swój czas i nie żałuję, że się na niego zdecydowałam. Można podczas seansu dostać ogromną dawkę rozrywki, która potrafili umilić na przykład wolny dzień i choć przez chwilę da się przestać myśleć o własnych problemach.
     Moja ocena: 6/10.

piątek, 18 czerwca 2021

'Powiedzmy sobie wszystko' (This Is Where I Leave You, 2014) - film

 
 
 
Czwórka rodzeństwa po przejściach i burzach dorosłego życia, wraca do rodzinnego domu, zmuszona na tydzień ponownie zamieszkać pod jednym dachem. Towarzyszy im ich nadopiekuńcza matka, a także zbieranina małżonków oraz byłych i niedoszłych partnerów. W gronie najbliższych osób rozliczają się z przeszłością i problemami w związkach, co ostatecznie, za sprawą przezabawnych i wzruszających wydarzeń, prowadzi do odbudowania nadszarpniętych relacji. Pojednaniu towarzyszy chaos, radość, smutek oraz przebaczenie, których można doświadczyć tylko w rodzinie — tej samej, która z jednej strony doprowadza nas do szaleństwa, a z drugiej przypomina o tym, kim naprawdę jesteśmy i co w nas najlepsze.




     Film pt. "Powiedzmy sobie wszystko" miał być wzruszający i zabawny. Spodziewałam się, że podczas seansu będę w stanie nieco się rozluźnić oraz naprawdę miło spędzić swój czas. I jak wyszło? Niestety jestem nieco rozczarowana tym co tu dostałam, lecz nie jest też aż tak źle bym miała tylko narzekać i nie być w stanie znaleźć tu pozytywnych akcentów.
     Po śmierci ojca czwórka rodzeństwa powraca w rodzinne strony. Każdy z nich boryka się z własnymi problemami, a tydzień w gronie rodziny może być dla nich dość ciężki do ogarnięcia. Pierwsza myśl jaka mnie naszła podczas oglądania tego filmu to ogromne podobieństwo w ogólnym zarysie fabuły do filmu pt. "Sierpień w hrabstwie Osage", gdzie również dzieci przyjeżdżają na pogrzeb rodzica. Niestety przez znaczną część nie mogłam powstrzymać się od porównywania do siebie tych dwóch tytułów, przez co ten - "Powiedzmy sobie wszystko" - wypada nieco gorzej. Również nie dostałam tylu emocji, które były obiecane. Ani się nie wzruszyłam podczas seansu ani zbytnio nie uważam aby ta historia była nad wyraz zabawna. Ok, czasem się uśmiechnęłam, były momenty gdy wraz z bohaterami nieco przeżywałam część sytuacji, lecz miałam nadzieję na większą dawkę uczuć.
     Gra aktorska to bardzo mocny atut tego filmu. Mam wrażenie, że każda postać została tu doskonale obsadzona. Ani razu nie miałam wrażenia, że ktoś tu nie pasuje czy po prostu wypadł bardzo nienaturalnie odpychając mnie od siebie. Choć sama historia nie wywołała we mnie zbyt wielu emocji tak u bohaterów byłam w stanie je dostrzec.
     "Powiedzmy sobie wszystko" to według mnie przeciętny film, który może umilić wolny wieczór, lecz nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Może gdybym nie widziała tylu podobieństw do innego tytułu odebrałabym go zupełnie inaczej. Pomimo to nie żałuję, że go obejrzałam, jednak i tak nie mam ochoty do niego powracać.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 11 czerwca 2021

'Jak najdalej stąd' (2020) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
Ola to zbuntowana nastolatka, która marzy o własnym samochodzie i większej życiowej samodzielności. Niespodziewane i tragiczne wiadomości z Irlandii, gdzie od lat pracuje jej ojciec, sprawiają, że wyrusza sama w daleką podróż. Los przeznacza jej nie lada wyzwanie – w imieniu rodziny ma sprowadzić ciało zmarłego do Polski.








     Film pt. "Jak najdalej stąd" mam wrażenie, że bombardował mnie z różnych miejsc. Wiele osób zachwycało się tą produkcją i nie wiem czy spotkałam z negatywną, czy chociażby neutralną opinią na jej temat. Pomimo wielu recenzji nadal nie byłam pewna czy będzie ona odpowiednia dla mnie jednak postanowiłam dać jej szansę i zabrałam się za oglądanie.
     Ola to zbuntowana nastolatka, która nie ma najlepszych relacji ze swoją matką. Gdy otrzymują telefon o śmierci jej ojca pracującego już od wielu lat w Irlandii dziewczyna wyrusza w podróż by sprowadzić jego ciało do Polski. Muszę przyznać, że ten film pozytywnie mnie zaskoczył, gdyż większość naszych rodzimych produkcji z którymi miałam styczność raczej mnie rozczarowała, a tylko te nieliczne robią dobre wrażenie. "Jak najdalej stąd" zalicza się właśnie do tej mniejszości, która była w stanie wywołać u mnie więcej emocji, niż tylko zażenowanie tym co oglądam, a sama historia zapadnie mi w głowie na nieco dłużej niż jedynie te godziny w trakcie seansu. Według mnie treść daje sporo do myślenia i całe szczęście nie jest jednowymiarowa. Na pewno nie da się obok niej przejść obojętnie, co mnie bardzo cieszy, choć nie jestem pewna czy to jest odpowiednie określenie.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Zasadniczo każda postać została według mnie naprawdę dobrze obsadzona i nie miałam poczucia, że ktokolwiek nie pasuje do swojego bohatera, czy wypada tu nienaturalnie. Dawno nie miałam takiego pozytywnego odczucia po polskim filmie, więc to naprawdę ogromny plus. Z chęcią obejrzałabym inne tytuły w których występuje Zofia Stafiej, wcielającej się tu w rolę Oli, by lepiej przyjrzeć się jej zdolnościom aktorskim.
     Według mnie "Jak najdalej stąd" to jeden z lepszych polskich filmów z którymi miałam styczność. Nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny czas i bardzo możliwe, że po pewnym czasie do niego powrócę by sprawdzić czy nadal będzie robił tak dobre wrażenie.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 30 maja 2021

'Late night' (2019) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Oskarżana o mizoginię ikona i gospodyni nocnego talk-show zatrudnia kobietę hinduskiego pochodzenia. Próbuje też nadać swojemu programowi świeży powiew, walcząc ze spadającą oglądalnością.









     Po związanej z tematyką około filmową trylogii o Stelli Lerskiej autorstwa Anny Mentlewicz z którą ostatnio się zapoznałam nabrałam ochotę na więcej rzeczy tego typu. Mój wybór padł na film pt. "Late night", który niedawno pojawił się na Netflixie. Miałam nadzieję, że będzie to historia przy której będę mogła się odprężyć i nieco się rozerwać. Niestety mam mieszane odczucia...
     Program prowadzony przez Katherine od wielu lat traci nieco na popularności. Dodatkowo do swojego zespołu musi zrekrutować nową osobę, która będzie w stanie nadać programowi pewną świeżość. Sama historia miała według mnie ogromny potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że dość mocno humor poszedł w poprawność polityczną, by tylko nikogo tu nie urazić. Po opisie miałam nieco większe nadzieję na ostrzejszą główną bohaterkę, która będzie bardziej wyrazista i nada tempa tej historii. Dla mnie jest to po prostu poprawna i nieco zachowawcza historia, z którą całkiem miło spędziłam czas, jednak nie zrobiła na mnie aż tak mocnego wrażenia, bym rozpamiętywała o niej jeszcze na długo po seansie.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Nie było tu moim zdaniem żadnej postaci, która została potraktowana po macoszemu, wprowadzając bylejakość. Jednak nie zakochałam się w żadnym z bohaterów na tyle by chcieć przez nich obejrzeć ich odtwórców w innych produkcjach i czerpać przyjemność z samej ich gry.
     "Late night" to poprawny film, przy którym można nieco oderwać się od swojej codzienności. Mnie niestety w pełni do siebie nie przekonał, jednak zdaję sobie sprawę, że może znaleźć on wielu swoich zwolenników. Na leniwy wieczór wybór tego tytułu może być idealny, jednak nie jest to dzieło wybitnie dobre, do którego chciałabym powracać..
     Moja ocena: 6/10.
Related Posts with Thumbnails