Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2022

'Nasze magiczne Encanto' (Encanto, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
„Nasze magiczne Encanto” opowiada historię niezwykłej rodziny Madrigal. Ich pełen magii dom znajduje się w tętniącym życiem mieście - w cudownym i urokliwym miejscu zwanym Encanto, ukrytym w górach Kolumbii. Magia Encanto sprawiła, że każde dziecko w rodzinie posiada wyjątkową moc uzdrawiania, z wyjątkiem Mirabel. Kiedy magia otaczająca Encanto jest w niebezpieczeństwie, Mirabel odkrywa, że to właśnie ona, jako jedyna zwyczajna osoba w tej wyjątkowej rodzinie, może być jej ostatnią nadzieją.






     Pomimo, że mam już skończone prawie trzydzieści dwa lata (w grudniu będzie ;)) to jednak nadal uwielbiam oglądać dobrze zrealizowane i emocjonujące animacje. "Nasze magiczne Encanto" to kolejna produkcja Disneya, którą miałam w planach, jednak z różnych względów niestety nie obejrzałam jej w kinie. Całe szczęście ostatnio mogłam ją wreszcie obejrzeć w zaciszu domowym pod kocykiem i herbatą w ręku, w dogodnych dla mnie warunkach. Jest to kolejny tytuł, który zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na ten seans.
     Rodzina Madrigal jest obdarzana niezwykłym darem. Każdy członek rodziny ma szczególną moc, która może przydać się społeczności w której żyją. Niestety Mirabel jako jedyna nie dostała w dzieciństwie swoich magicznych mocy, przez co czuje się mało wyjątkowa w tak niepowtarzalnej rodzinie. Jednak przecząc wszystkim znanym całej rodzinie przekonaniom wyłącznie ona może scalić całą familię w krytycznym momencie, by wreszcie każdy członek był w stanie szczęśliwie prowadzić swoje życie, zarówno osobno jak i wśród całej społeczności. Według mnie pod tą z pozoru błahą historią kryje się wiele emocji oraz nienachalnych mądrości (pomimo, że naprawdę nie lubię używać tego słowa przy animacjach to chyba idealnie trafia ono w to co chcę przekazać), które trafią zarówno do tych młodszych jak i starszych widzów. Ja podczas oglądania tej animacji bawiłam się świetnie, często parskałam śmiechem choć i niejednokrotnie zakręciła się łza w oczach. Przypuszczam, że ze względu na ten ładunek emocjonalny podczas pierwszego seansu historia pozostanie ze mną na długo. Z drugiej strony z wielką chęcią obejrzę tę produkcję, tym razem w towarzystwie, raz jeszcze, zarówno wśród tych znajomych bezdzietnych dorosłych, jak i tych posiadających swoje pociechy, dla samej rozrywki oraz by przekonać się czy moje przekonania dotyczące tego, że trafi ona do każdego, bez względu na wiek, są słuszne. Polski dubbing w tej animacji był dla mnie ok, nie drażnił i nie powodował chęci przełączenia się po kilku pierwszych minutach na napisy, tak jak to miało miejsce np. przy "Cruelli". Również sama realizacja według mnie jest bardzo dobra, choć podczas seansu nie doszukiwałam się bezceremonialnie błędów, tylko czerpałam radość z samego oglądania.
     "Nasze magiczne Encanto" jest naprawdę magiczną animacją, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Emocje towarzyszące mi podczas seansu na pewno pozostaną ze mną na długo i mam nadzieję, że każde kolejne obejrzenie tego tytułu będzie dla mnie równie angażujące oraz emocjonujące. Ze swojej strony gorąco polecam!
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 26 czerwca 2022

'Cruella' (2021) - film

 
 
 
Film opowiada o buntowniczych początkach jednego z najbardziej znanych i modnych kinowych złoczyńców, legendarnej Cruelli de Mon. Akcja "Cruelli" rozgrywa się w Londynie w latach 70. w trakcie punkrockowej rewolucji, opowiada historię Estelli, bystrej i kreatywnej dziewczyny, zdeterminowanej, by zyskać sławę dzięki swoim projektom. Zaprzyjaźnia się z parą młodych złodziei i razem żyją na londyńskich ulicach. Pewnego dnia talent Estelli do mody przyciąga wzrok baronowej von Hellman, legendy mody, granej przez dwukrotną zdobywczynię Oscara Emmę Thompson ("Howards End", "Rozważna i romantyczna"). Ich relacja wprawia w ruch bieg wydarzeń, które sprawią, że Estella przejdzie na nikczemną stronę i stanie się żądną zemsty Cruellą.



     Film pt. "Cruella" to kolejna produkcja na którą miałam ogromną ochotę, jednak było mi nie po drodze aby wybrać się na nią do kina. Wreszcie dzięki platformie Disney + mogłam ją obejrzeć w zaciszu domowym mając wolny wieczór i nie żałuję, że poświęciłam na nią swój wolny czas.
     W tej produkcji mamy ukazane początki Cruelli, jednej z najbardziej znanych kobiecych złych postaci w historii kina. Estella, per Cruella, to bardzo kreatywna dziewczyna, która nie miała łatwego dzieciństwa, a rozgłos uzyskała dzięki swoim niebanalnym kreacjom. Gdy na swojej drodze spotyka baronową von Hellman ich relacja doprowadza do wielu skandalicznych wydarzeń. Przyznam, że historia którą tu dostajemy, z pozoru banalna przypowieść o biednej dziewczynie, którą pała chęć zemsty, zrobiła na mnie ogromne wrażenie i daleko jej do tej banalności. Wywołała we mnie wiele przeróżnych emocji, które trzymały mnie jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Podczas oglądania zarówno pojawił się na mojej twarzy uśmiech jak i momentami zaszkliły oczy. Na pewno nie można odmówić tej produkcji angażujących widza wydarzeń, o których tak łatwo się nie zapomni. Muszę wspomnieć również o muzyce, która została według mnie idealnie dobrana do tego co tu dostajemy. Do tej pory słucham w słuchawkach niektórych piosenek. Pomimo tylu pozytywów była jedna rzecz, która strasznie mnie irytowała, a mianowicie polski dubbing, przez co musiałam zmienić w trakcie oglądania na polskie napisy. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostałe aspekty tej produkcji były naprawdę dobre, wręcz momentami genialne i miło spędziłam czas podczas seansu.
     Gra aktorska jest tu według mnie na bardzo wysokim poziomie. Ciężko było mi oderwać wzrok od tych tak genialnie wykreowanych bohaterów, których można kochać albo nienawidzić, lecz na pewno nie pozostaną oni nam obojętni. Po pokazie swoich umiejętności w tym filmie mam ochotę zobaczyć wszystkich występujących tu aktorów w kolejnych produkcjach! Mam nadzieję, że się nie zawiodę, gdyż poprzeczka jest w moim odczuciu ustawiona naprawdę wysoko.
     "Cruella" to film na który długo czekałam i całe szczęście się nie zawiodłam. Naprawdę dobrze spędziłam swój czas podczas seansu i nie uważam aby był on zmarnowany. Przypuszczam, że będzie to kolejny tytuł do którego chciałabym w przyszłości powrócić, pomimo tego, że znam już zakończenie. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu to gorąco Wam go polecam!
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 19 czerwca 2022

'Luca' (2021) - film

 
 
 
 
 
"Luca" to najnowsza animacja studia Disney/Pixar, której akcja rozgrywa się w pięknym nadmorskim miasteczku na Riwierze Włoskiej. Pełen niezwykłych przygód film opowiada o dorastaniu dwójki przyjaciół. Chłopcy wspólnie przeżywają niezapomniany letni czas, który upływa im na niekończących się przejażdżkach na skuterze i delektowaniu się lodami. Jednak ich beztroską zabawę może w każdej chwili zepsuć ujawnienie głęboko skrywanego sekretu. Obaj są potworami morskimi z innego świata znajdującego się tuż pod powierzchnią wody.





     Na animację "Luca" miałam już ochotę od dłuższego czasu, tylko nie miałam jakoś okazji jej jeszcze obejrzeć. Jednak gdy tylko pojawiła się możliwość od razu zabrałam się za oglądanie. Jestem oczarowana tym co tu dostałam i cieszę się, że wreszcie mogłam ją zobaczyć!
     Luca i Alberto można by rzec, że wiodą podwójne życie - to w wodzie i to na lądzie, jednak muszą ukrywać swoją morską tożsamość przed mieszkańcami miasteczka. Ciężko mi opisać w kilku słowach ogrom historii, którą tu dostajemy, by nie spłycić jej wydźwięku. Według mnie jest to przepiękna powieść o dorastaniu i przyjaźni, które mogą chwycić widza za serce. Znajdzie się tu również walka o to by móc pokazać swoją prawdziwą stronę bez bycia ocenianym przez innych. Ja jestem zachwycona tą historią oraz samym jej wykonaniem. W moim odczuciu jest ona idealna zarówno dla tych nieco młodszych jak i tych starszych widzów i nikt nie będzie czuć się znużony w trakcie seansu. Nie ma tu infantylności czy przerażającego moralizatorskiego tonu, który mógłby zniechęcać co dla mnie jest ogromnym plusem. Również humor z jakim tu się stykamy bardzo przypadł mi do gustu i wielokrotnie podczas oglądania tej animacji pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Polski dubbing też został idealnie zrealizowany i nie było ani jednej postaci, która by była nieodpowiednio dobrana.
     "Luca" to według mnie jedna z lepszych animacji z jakimi miałam styczność i nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na jej oglądanie. Z chęcią będę do niej w przyszłości powracać mając gorszy dzień, gdyż naprawdę potrafi ona poprawić nastrój i oderwać widza od szarej rzeczywistości. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco polecam jej nadrobienie!
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 14 czerwca 2022

'Moje wspaniałe życie' (2021) - film

 
 
 
 
 
Troskliwa córka, wyluzowana matka, lubiana nauczycielka, żona, z którą można konie kraść – Joanna – w każdej z tych ról wypada doskonale. I w żadnej z nich od dawna nie czuje się sobą. Dlatego prowadzi podwójne życie, ma tajemnicę, którą nie dzieli się z nikim. Bo gdyby ktoś się dowiedział, byłby to koniec wszystkiego, co w jej świecie wydaje się takie "wspaniałe". To historia kobiety, która nie chce być już grzeczną dziewczynką. Czy jednak wystarczy jej odwagi, by się zbuntować, zatrząść posadami małżeństwa, stracić reputację i sięgnąć po to, na czym naprawdę jej zależy?





     O filmie "Moje wspaniałe życie" mam wrażenie, że mówi się bardzo mało. Nie zetknęłam się z wieloma opiniami o tym tytule, czy to pozytywnymi czy też negatywnymi, jednak sam opis mnie na tyle zaintrygował, że postanowiłam dać mu szansę. Pomimo, że nie do końca wiedziałam czego mogę się tu spodziewać mam po seansie dość mieszane odczucia...
     Ciężko mi w kilku zdaniach nakreślić fabułę tak, by nie zdradzić Wam zbyt wiele. Chyba najlepiej oddaje ją opis, który można znaleźć na portalu filmweb i zamieściłam go powyżej. Według mnie ten film jest niestety dość... przeciętny. Oglądałam go z umiarkowanym zainteresowaniem, nie wywołał we mnie zbyt wielu emocji, które by trzymały mnie jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Z drugiej strony nie było ani jednego momentu abym miała ochotę go porzucić w trakcie i nie powracać już do tego tytułu. Niestety ta nijakość tej produkcji powoduje, że trudno mi coś o niej więcej napisać, gdyż sama nie wiem co więcej mogę o niej powiedzieć. Było po prostu przeciętnie i tyle.
     Gra aktorska to w moim odczuciu najmocniejszy atut tego filmu. Każda postać została idealnie obsadzona i ukazana, dzięki czemu można było odczuć ten trud życia z jakim musieli się mierzyć. Osobiście po tym filmie mam ochotę zobaczyć inne tytuły z udziałem Agaty Buzek czy też Jacka Braciaka i mam nadzieję, że będę miała ku temu niebawem okazję.
     "Moje wspaniałe życie" to film dość przeciętny i nie tak wspaniały jak można by się spodziewać po tytule. Niemniej jednak nie żałuję, że go obejrzałam, gdyż aktorsko było tu naprawdę dobrze. Jestem ciekawa jak Wy odebraliście tę produkcję i czy tylko ja nie byłam w stanie wynieść z niej aż tak dużo pozytywnych aspektów.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 23 marca 2022

'Bo we mnie jest seks' (2021) - film

 
 
 
 
Rok 1963. Gwiazda Kaliny Jędrusik (Maria Dębska) świeci pełnym blaskiem. Aktorka jest szczęśliwą żoną Stanisława Dygata (Leszek Lichota), ma gorący romans z młodym piosenkarzem, którego jej mąż całkowicie akceptuje. Jednak jej bezwstydna radość życia wielu razi i oburza. Po występie na Barbórce Kalina dowiaduje się, że krzyż, który wyeksponowała na dekolcie, zbulwersował władze ludowe. Dostaje zakaz występów telewizyjnych, który dla wysokiego rangą urzędnika pracującego w telewizji jest okazją do zemsty za nieodwzajemnione uczucie. Co w tej sytuacji zrobi Kalina? Czy uda jej się zachować niezależność?
 




     Ostatnimi czasy mam ogromny problem by zdecydować się na jakikolwiek film. Jednak jedna z ostatnich nowości dostępnych na Netflixie, czyli "Bo we mnie jest seks", zaintrygowała mnie swoim opisem i postanowiłam dać jej szansę. Choć nie do końca spodziewałam się tego co dostałam to jednak pomimo pewnych niuansów cieszę się, że obejrzałam ten film.
     Kalina Jędrusik to utalentowana aktorka, gwiazda odnosząca wiele sukcesów, która potrafi szokować. Jednak po jednym z wystąpień, który zbulwersował władze ludowe, dostaje zakaz występów telewizyjnych. Miałam nadzieję, że ta historia da mi możliwość lepszego poznania tej artystki, gdyż niezbyt dobrze znam lata sześćdziesiąte, jak i ogólnie czasy PRLu, oraz osobistości, które wtedy podbijały serca widzów. Choć nie do końca przekonała mnie sama forma, gdyż ta produkcja ma zadatki na musical, za którymi nie przepadam, to jednak było tu coś co mnie sobą urzekło i sprawiło radość z seansu. Niestety ja nie jestem w stanie na ten moment określić jak bardzo przedstawiona tu historia trzyma się faktów, to jednak mam ochotę lepiej przyjrzeć się samej Kalinie Jędrusik i poszukać informacji na jej temat w innych źródłach. Sam film oglądało mi się całkiem nieźle, jednak ponownie zaznaczę, że jestem totalnym laikiem co do okresu PRLu i dopiero teraz bardziej się zaznajamiam z tym okresem, więc nie do końca wiem jak dobrze został oddany tutaj klimat.
     Gra aktorska według mnie jest na całkiem dobrym poziomie. Każda postać wypadła w moim odczuciu naturalnie, dzięki czemu nie czułam frustracji i chęci jak najszybszego wyłączenia tego filmu. Z wielką chęcią zobaczyłabym większość aktorów, którzy tu występowali w innych produkcjach by sprawdzić czy poziom będzie utrzymany. Moim zdaniem dobrze wypadła tu Maria Dębska w roli Kaliny Jędrusik - było kilka odważnych scen, które łatwo można by spaprać, ale wypadły naprawdę nieźle.
     "Bo we mnie jest seks" to film, który o dziwo zachęcił mnie do zgłębiania wiedzy, zarówno tej 'historycznej', jak i o artystach, którzy robili wtedy furorę. Jestem ciekawa jak po dłuższym czasie odebrałabym tę historię i możliwe, że w przyszłości do niej powrócę, by to sprawdzić. Ja ze swojej strony gorąco zachęcam Was do obejrzenia tego filmu, byście sami byli w stanie wyrobić sobie swoją własną opinię na jego temat.
     Moja ocena: 6/10.

sobota, 26 lutego 2022

'Tick, Tick… Boom!' (2021) - film

 
 
"Tick, tick…BOOM" to historia Jona (nominowany do Nagrody Akademii laureat nagrody Tony, Andrew Garfield), młodego kompozytora teatralnego, który w 1990 roku zarabia na życie w Nowym Jorku jako kelner, a po pracy komponuje pewien utwór, który ma stać się kolejnym przebojowym amerykańskim musicalem. Krótko przed pokazaniem publicznie swojego dzieła mającego zapewnić mu sukces, Jon czuje coraz większą presję: ze strony swojej dziewczyny Susan, która marzy o życiu artystycznym poza Nowym Jorkiem, oraz ze strony swojego przyjaciela Michaela, który porzucił marzenia na rzecz stabilności finansowej. W tle pojawia się kwestia epidemii AIDS, która pustoszy środowisko artystyczne. Zegar tyka, a Jon staje przed dylematem, z którym każdy z nas musi kiedyś się zmierzyć: co zrobić z czasem, który został nam dany?



     Film pt. "Tick, Tick... Boom!" został nominowany do wielu nagród, więc decydując się na jego obejrzenie miałam nadzieję, że wreszcie zobaczę coś dobrego, coś na co nie będę żałowała poświęconego czasu. Całe szczęście ta produkcja była naprawdę dobra i cieszę się, że na nią się zdecydowałam, a oglądanie jej dla mnie było wielką przyjemnością :)!
     Mamy tu ukazaną historię Jona, który marzy o stworzeniu przed trzydziestką musicalu, który stanie się przebojem i podbije Nowy Jork. Jednak im bliżej publicznego pokazu jego dzieła mężczyzna czuje coraz większą presję ze strony otoczenia i bliskich mu osób. Choć nie jestem wielką fanką musicali, zazwyczaj ogromnie mnie one drażnią, tak w tym przypadku nie mogę narzekać. Wyskakujące piosenki w każdej możliwej sytuacji nie były dla mnie aż tak irytujące, jak to zwykle bywa. Sama historia jest według mnie bardzo ciekawie przedstawiona i z zainteresowaniem śledziłam rozwój wydarzeń. Pomimo, że według mnie nie jest to arcydzieło wszech czasów to naprawdę miło spędziłam swój czas podczas seansu, a tuż po nim zaczęłam wynajdywać kolejne informację z życia tego twórcy, by jeszcze bardziej poszerzyć swoją wiedzę na jego temat. Spodziewałam się dobrej historii, która wywrze na mnie ogromne wrażenie, lecz i tak pozytywnie się zaskoczyłam tym co tu dostałam.
     Gra aktorska jest moim zdaniem na bardzo dobrym poziomie. Nie było ani jednej sceny, która wypadła by zniechęcająco nienaturalnie i wywołała chęć jak najszybszego zakończenia seansu. Andrew Garfield w roli Jona sprawdził się znakomicie i z chęcią zobaczyłabym go w kolejnych produkcjach. Co do pozostałej obsady również nie mam żadnych zastrzeżeń i w moim odczuciu wszyscy bardzo dobrze sobie poradzili z odpowiednim ukazaniem swoich postaci.
     "Tick, Tick... Boom!" to według mnie jeden z lepszych musicali z jakimi dotychczas miałam do czynienia. Nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny wieczór, a choć minęło już kilka dni od seansu niektóre piosenki nadal nie chcą wyjść z mojej głowy. Ja ze swojej strony mogę Wam z czystym sercem polecić ten tytuł - jeśli ktoś jeszcze go nie widział to zachęcam do nadrobienia!
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 21 lutego 2022

'Moja przyjaciółka Anne Frank' (Mijn beste vriendin Anne Frank, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Film ukazujący historię przyjaźni Anne Frank z Hannah Goslar od początków w Amsterdamie pod nazistowską okupacją aż po ponowne spotkanie w obozie koncentracyjnym.










     Ostatnimi czasy znów nie miałam pojęcia jaki konkretnie film chciałabym zobaczyć, jednak wiedziałam, że po prostu mam ochotę coś obejrzeć. Mój wybór padł na promowaną na Netflixie produkcję "Moja przyjaciółka Anne Frank". Niewiele słyszałam o tym tytule jednak i tak postanowiłam dać mu szansę. Niestety aż tak bardzo mnie nie porwał...
     Anne i Hannah to przyjaciółki, którym przyszło żyć w trudnych czasach. W tym filmie została przedstawiona ich relacja na przestrzeni lat, od samych jej początków w Amsterdamie, przez nazistowską okupację, aż po spotkanie po latach w obozie koncentracyjnym. Miałam nadzieję, że będzie to film, który może nie tyle co będzie stricte rozrywkowy, łatwy i lekki w odbiorze, lecz wywoła we mnie wiele emocji i nie będę mogła przestać o nim myśleć jeszcze na długo po seansie. Niestety tak się nie stało... Dla mnie była to przeciętnie zrealizowana produkcja, która nie wywołała we mnie głębszych przemyśleń ani nie zrobiła tak mocnego wrażenia jak się spodziewałam. W moim odczuciu było tu wiele spraw, które zostały potraktowane po macoszemu i nie została w pełni oddana brutalność czasów wojny. Sporo wątków zostało ukazanych w naprawdę błahy sposób, które mam wrażenie, że mocno odstawały od żydowskiej rzeczywistości w tamtych czasach. Wiem, że główne bohaterki to bardzo młode osoby, niemniej jednak ciężko mi uwierzyć w ich aż tak mocną dziecinność, która przejawiała się w wielu sytuacjach. Mnie przedstawiona tu historia nie do końca do siebie przekonała.
     Gra aktorska na całkiem niezłym poziomie, choć niektóre sceny wypadły nieco nienaturalnie. W dużej mierze na taki mój odbiór wpływ miały te wydarzenia, które miały miejsce w parku podczas rzucania piłką. Po prostu w moim odczuciu wypadły one zupełnie mdło i nijako. Choć do pozostałych scen nie mogę się przyczepić i napisać złych słów to jednak aktorzy aż tak bardzo mnie nie zachwycili bym specjalnie miała ochotę wyszukiwać kolejne produkcje z ich udziałem.
     "Moja przyjaciółka Anne Frank" to film, który niestety nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Pomimo, że nie jest to całkowicie zła produkcja od której należy trzymać się z daleka, to jednak w moim odczuciu była na tyle nijaka, że ciężko mi napisać o niej coś więcej. Na pewno nie będę powracać myślami do tego tytułu i wątpię abym za jakiś czas była w stanie powiedzieć o nim cokolwiek.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 16 lutego 2022

'Efekt hipnozy' (Hypnotic, 2021) - film

 




Jenn (Kate Siegel) ma wrażenie, że jej życie zawodowe i osobiste utknęło w martwym punkcie. Seria traumatycznych zdarzeń sprawia, że postanawia skorzystać z pomocy znanego hipnoterapeuty, dra Meade'a (Jason O'Mara). Po kilku intensywnych sesjach, przerażających wydarzeniach i tajemniczych zamroczeniach Jenn uświadamia sobie, że wpadła w niebezpieczną psychologiczną pułapkę. Z pomocą detektywa Wade'a Rollinsa (Dulé Hill) próbuje poskładać wszystkie elementy układanki, zanim będzie za późno i zanim przyniosą śmiertelne konsekwencje.





     Film pt. "Efekt hipnozy" zainteresował mnie swoim opisem i miałam nadzieję na mroczną oraz pełną niepokoju produkcję od której nie będę mogła się oderwać. Niestety po raz kolejny nieco rozczarowałam się tym co dostałam, choć po opisie wydawało się, że może mi przypaść do gustu...
     Jenn nie jest w pełni zadowolona ze swojego życia osobistego i zawodowego. Aby ruszyć wreszcie z miejsca za namową przyjaciółki zdecydowała się na kilka wizyt u znanego hipnoterapeuty. Jednak po seansach hipnozy w jej życiu zaczynają dziać się coraz bardziej niepokojące rzeczy i przy pomocy detektywa próbuje poukładać wszystkie niejasne wydarzenia w całość. Miałam nadzieję na niepokojący thriller psychologiczny, po którym na jeszcze długo po seansie będę czuła silne emocje. Niestety nic z tego tu nie znalazłam... Dla mnie była to bardzo przeciętna i właściwie nijaka historia, która pomimo swojego potencjału, nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak się spodziewałam. Sporo było tu przewidywalności, która odbierała przyjemność z seansu, a to co miało wywołać we mnie przerażenie częściej mnie bawiło aniżeli faktycznie wprowadzało jakiekolwiek napięcie.
     Gra aktorska to chyba najmocniejszy punkt całego tego filmu, choć i tak nie jestem w pełni usatysfakcjonowana poziomem. Teoretycznie wszystko pięknie i na pierwszy rzut oka zrealizowane bardzo dobrze, tak im dalej w las, im bardziej zwracałam uwagę na pewne aspekty, tak widziałam coraz więcej drobnych niedociągnięć. Ot, po prostu ludzie wykonali swoją pracę, jednak nie mam ochoty wyszukiwać kolejnych tytułów z udziałem któregokolwiek z aktorów tu występujących. Może niekoniecznie będę specjalnie ich unikać, lecz żeby tylko dzięki nim obejrzeć kolejny film to jednak nie.
     "Efekt hipnozy" niestety nie zrobił na mnie aż takiego dobrego wrażenia jak miałam nadzieję, że faktycznie zrobi. Dla mnie była to po prostu przeciętnie zrealizowana i niewymagająca myślenia produkcja, o której prawdopodobnie za miesiąc w ogóle już nie będę pamiętać. Nie wywołała w mnie aż tylu emocji jak się spodziewałam, które by mi towarzyszyły jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Ja ze swojej strony nie jestem w stanie polecić Wam z czystym sercem tego tytułu.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 10 stycznia 2022

'Nie patrz w górę' (Don't Look Up, 2021) - film

 
Studentka astronomii Kate Dibiasky i jej profesor dr Randall Mindy odkrywają, że po obrzeżach galaktyki krąży kometa. Problem w tym, że znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Jakby tego było mało, nikt się nią nie przejmuje. Okazuje się, że ostrzeganie ludzkości przed zabójczym zagrożeniem wielkości Mount Everestu prowadzi do wielu niezręcznych sytuacji. Z pomocą dra Oglethorpe'a Kate i Randall szturmują media, zaczynając od biura beztroskiej prezydent Orlean i jej spolegliwego syna Jasona, który jest też szefem jej sztabu, a kończąc w optymistycznym porannym programie The Daily Rip prowadzonym przez Brie i Jacka. Do zderzenia komety z Ziemią zostało tylko sześć miesięcy, a opanowanie 24-godzinnego cyklu obiegu informacji i przyciągnięcie uwagi zafascynowanej mediami społecznościowymi opinii publicznej zanim będzie za późno, okazuje się szokująco komicznym doświadczeniem. Co trzeba zrobić, żeby świat po prostu spojrzał w górę?



     Ostatnimi czasy bardzo głośno jest o filmie pt. "Nie patrz w górę". Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami i jedynie nielicznymi negatywnymi. Sporo osób zaznaczało jak ważna tematyka jest tu poruszana, więc w końcu i ja zabrałam się za obejrzenie tej produkcji. Niestety dla mnie ten film jest pewnym rozczarowaniem... Spodziewałam się po nim czegoś nieco mocniejszego.
     Naukowcy odkrywają kometę, która zmierza ku Ziemi i grozi jej zagładzie. Jednak żadna ze służb początkowo nie bierze tego na poważnie, obawiając się o swoje dobre imię i odpowiedni odbiór w społeczeństwie. Im bliżej zderzenia komety z Ziemią tym sytuacja nabiera niepokojącego tempa. Przyznam, że spodziewałam się, że zostaną tu poruszone tematy, które bardziej mnie zaskoczą i pozostaną w pamięci. Na ponad dwugodzinną produkcję niestety nie znalazłam tu nic o czym wcześniej bym nie wiedziała a część scen bez problemu można by stąd usunąć bez szkody dla historii. Infantylizowanie pewnych informacji przez media, przedstawianie jedynie klikalnych nagłówków czy stosowanie tematów zastępczych przez władzę by tylko nie poruszać nietypowych i trudnych tematów oraz nie stracić swoich wyborców to coś z czym mierzymy się na co dzień i nie było to dla mnie taką szokującą nowością, co jednak nie oznacza mojego przyzwolenia na takie działanie. Niemniej - po takim rozgłosie jaki zyskał ten film spodziewałam się naprawdę niesamowitej produkcji, która niestety swoim przedstawieniem tej tematyki i samą realizacją nieco mnie rozczarowała. Sądzę, że można by było ograć tę historię w nieco bardziej intrygujący sposób i mocniej angażujący widzów by przez całą produkcję podtrzymać zainteresowanie a nie wywołać w sporej mierze ogromne znużenie.
     Gra aktorska - choć mamy tu plejadę gwiazd i bardzo znanych osobistości, którzy wielokrotnie byli doceniani to jednak i pod tym względem nieco się rozczarowałam. Naprawdę spodziewałam się większej naturalności i znacznie mocniejszych ukazywanych emocji, które by targały bohaterami niż to co zostało tu przedstawione. Mam wrażenie, że moje oczekiwania dość brutalnie zderzyły się z rzeczywistością i po raz kolejny przez to nie jestem w pełni usatysfakcjonowana.
     "Nie patrz w górę" to film, który zdobył niesamowity rozgłos a ja jednak nie do końca jestem w stanie podzielać zachwyty innych widzów. Może pozostali faktycznie są w stanie dostrzec tu więcej niż ja, jednak dla mnie nie zostały tu poruszone aż tak odkrywcze tematy o których wcześniej nie zdawałabym sobie sprawy. Ja jestem po prostu nieco rozczarowana tym co tu dostałam...
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 23 listopada 2021

'Kobiety i morderca' (Les femmes et l'assassin, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Dokument ukazuje zatrzymanie seryjnego mordercy Guya Georgesa w efekcie wysiłków dwóch kobiet - szefowej policji i matki ofiary.
 









     Kilka osób gorąco polecało mi film pt. "Kobiety i morderca". Były to naprawdę pochlebne opinie, stąd też moje oczekiwania wobec tej produkcji były naprawdę ogromne, w szczególności, że temat wydał mi się intrygujący. Niestety nie do końca dostałam to czego się spodziewałam...
     W tej produkcji mamy przedstawioną historię seryjnego mordercy, który grasował we Francji pod koniec zeszłego wieku. Znajdziemy tu sporo wywiadów z osobami zaangażowanymi w tę sprawę oraz ich wspomnienia z tamtego okresu. Wypowiadała się tu zarówno matka jednej z ofiar, szefowa policji jak i obrończyni oskarżonego o te zbrodnie mężczyzny. Choć sama tematyka jest naprawdę okrutna to jednak zabrakło mi tu psychologicznego podejścia do tej sprawy. Przyznam, że mnie bardziej by interesowało dlaczego ten ktoś popełnił tak straszne czyny i czy można by było temu w jakikolwiek sposób zapobiec, a nie samo dochodzenie czy relacja z procesu. Opinie rodzin ofiar na sam koniec wydały mi się przy całej tej sprawie nieco zbyt górnolotne i momentami nieco za ckliwe, przez co wydźwięk tego filmu dokumentalnego został w moim odczuciu za bardzo złagodzony a sprawa morderstw jakby w ogóle nieistotna. Nie mniej jednak sama tematyka jest według mnie bardzo ważna i mam ochotę na własną rękę poszukać jeszcze więcej informacji na ten temat, jednak w aspekcie który mnie nieco bardziej interesuje, czyli to co sprawiło, że to się stało a nie jak do tego doszło.
     "Kobiety i morderca" to film dokumentalny o intrygującej tematyce, jednak według mnie z nieco zmarnowanym potencjałem. Pomimo to uważam, że warto zapoznać się z tym tytułem (na ten moment jeszcze dostępny na Netflixie) i wyrobić sobie własną opinię na jego temat. Jeśli ktoś z Was już widział tę produkcję to dajcie znać co o niej myślicie - z chęcią bym podyskutowała na jej temat.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 17 listopada 2021

'Yara' (2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Zdeterminowana prokurator pochłonięta sprawą zaginionej 13-latki robi wszystko, aby dociec prawdy. Na podstawie prawdziwych wydarzeń.
 









     Film pt. "Yara" pojawił mi się w propozycjach na Netflixie. Może sam opis nie wydaje się zbyt szczególnie interesujący, jednak miałam ochotę na filmowy 'kryminał' więc od razu zabrałam się za oglądanie. Pomimo, że zdecydowałam się na niego pod wpływem impulsu to nie żałuję, że to zrobiłam!
     Pewnego wieczoru kilkunastoletnia Yara nie wraca do domu. Odpowiednie służby zaczynają śledztwo w sprawie zaginięcia dziewczyny. Zdeterminowania Pani prokurator stara się pchnąć sprawę i nie odpuszcza, nawet gdy sytuacja wydaje się beznadziejna. Moim zdaniem przedstawiona tu historia, jeśli można to tak ująć, była ciekawie poprowadzona. Jest ona oparta na prawdziwych wydarzeniach więc trudno mi ją bezpośrednio ocenić. W samą produkcję wciągnęłam się już od pierwszych minut i nie raz czułam, że to co się tu dzieje mrozi mi krew w żyłach. Również realizacja według mnie bardzo dobrze zrobiona i mam wrażenie, że całość wygląda rzetelnie.
     Gra aktorska na całkiem niezłym poziomie, choć podczas seansu widziałam kilka sytuacji nie do końca dopracowanych. Odniosłam wrażenie, że momentami nie do końca było widać odpowiednie zaangażowanie i emocje, które towarzyszyły bohaterom. Nie mniej jednak nie mam aż tak dużo złego do zarzucenia występującym tu aktorom i byłam w stanie obejrzeć film do końca.
     "Yara" to moim zdaniem klimatyczny film bardzo dobrze nadający się na długie jesienne wieczory. Ja osobiście nie żałuję, że zdecydowałam się na seans. Jeśli ktoś tak jak ja uwielbia kryminalne zagadki o tej porze roku to gorąco polecam Wam ten tytuł.
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 28 października 2021

'Britney kontra Spears' (Britney vs Spears, 2021) - film

 
Cały świat zna Britney Spears - piosenkarkę, artystkę, ikonę świata muzyki. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat jej nazwisko zostało publicznie powiązane z innym, bardziej tajemniczym określeniem - kuratela. "Britney kontra Spears" opowiada wybuchową historię życia Britney oraz jej publicznych i prywatnych prób odnalezienia wolności. Ten pełnometrażowy film Netflix, przedstawiający owoce wieloletniej pracy śledczych, niepublikowane wcześniej wywiady i nowe dokumenty, maluje dokładny portret historii życia gwiazdy pop - od dziewczyny z sąsiedztwa aż po kobietę usidloną przez sławę, rodzinę i własny status prawny. Dokument pokazuje życie Britney bez wykorzystywania traumatycznych zdjęć i nagrań, które wcześniej ją definiowały. Reżyserka Erin Lee Carr ("Duża dawka skandalu", "Brudna forsa") i dziennikarka Jenny Eliscu starają się zgłębić zawiłą historię kurateli, która trwa od ponad 13 lat. Film osadza w czasie dawnych i nowych graczy, tajne spotkania i zakulisowe walki Britney o własną autonomię. Wiadomości tekstowe i poczta głosowa, a także nowe wywiady z osobami, które odgrywają najważniejszą rolę w tej sprawie, potwierdzają to, co mówi sama Britney - pełna historia nie została jeszcze opowiedziana.



     O Britney Spears słyszał chyba każdy z nas - niekoniecznie każdy musi lubić muzykę jaką tworzy jednak jej nazwisko na pewno obiło się o uszy wszystkim, a przynajmniej większości osób, które mają jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. Gdy zobaczyłam na Netflixie film pt. "Britney kontra Spears" wiedziałam, że chcę go obejrzeć, choć miałam trochę obaw jak zostanie tu przedstawiony temat kurateli. I jak wyszło?
     W tym filmie dokumentalnym przedstawiona została historia Britney Spears i kurateli trwającej od ponad trzynastu lat, którą została 'objęta'. Dla mnie było tu wiele nowych informacji z którymi wcześniej nie miałam do czynienia, choć muszę przyznać, że wcześniej po prostu aż za nadto ich nie szukałam. Oglądałam ten film z pełnym zaangażowaniem, gdyż sama również śledziłam z zapartym tchem początki jej kariery i puszczałam dość często jej piosenki, możliwe, że doprowadzając bliskie osoby do frustracji (czy jest tu ktoś kto nie pamięta utworu "Oops!...I did it again" lub "...Baby One More Time"?). Uważam, że jest to całkiem dobrze zrealizowany film, który daje widzom wiele informacji, choć pod pewnymi względami czuję pewien niedosyt i potrzebę drążenia dalej tego tematu. Na pewno będę śledzić dalszy rozwój artystki i ogólnie tej sytuacji, która była tu poruszana, gdyż może jeszcze nowe informacje ujrzą światło dzienne.
     "Britney kontra Spears" to według mnie nie lada gratka nie tylko dla fanów Britney, lecz dla wszystkich w jakikolwiek sposób zainteresowanych światem muzycznym. Samą historię według mnie ciężko oceniać, lecz realizacja tego filmu była ok. Moim zdaniem naprawdę warto obejrzeć tę produkcję i wyrobić sobie o niej własne zdanie.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 24 października 2021

'W jak morderstwo' (2021) - film

 
 
Spokojną Podkową Leśną wstrząsa morderstwo. Ciało ofiary, młodej kobiety, znajduje Magda (Anna Smołowik), gospodyni domowa i nałogowa czytelniczka kryminałów. Policyjne śledztwo prowadzi komisarz Jacek Sikora (Paweł Domagała). Niestety, brak mu zmysłu rasowego detektywa – ten ma Magda. Kiedy okazuje się, że ofiara miała na szyi wisiorek w kształcie litery "W", należący do dawno zaginionej przyjaciółki Magdy, kobieta postanawia wyjaśnić tę sprawę na własną rękę. A to oznacza nieustanne wtrącanie się w pracę nieporadnego komisarza. Podejrzanych jest mnóstwo, poszlak niewiele. Tropy prowadzą do najbardziej szanowanych mieszkańców Podkowy, a nawet szejka Kataru... Czy Magdzie i Sikorze uda się dojść do prawdy i rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa?




     Film pt. "W jak morderstwo" to jedna z ostatnich nowości na którą natknęłam się przeglądając ofertę dostępną na Netflixie. Choć jest to polska produkcja, za którymi nie do końca przepadam, to jednak miałam nadzieję na dobrą historię przy której miło spędzę czas. Niestety będąc już po seansie mam wobec niej mieszane odczucia...
     W Podkowie Leśnej kobieta odnajduje ciało młodej kobiety. Gdy w toku śledztwa na jaw wychodzi, że zamordowana miała naszyjnik zaginionej przed laty przyjaciółki Magdy postanawia ona wyjaśnić tę sprawę. Ta historia miała być połączeniem komedii obyczajowej z kryminałem i mam wrażenie, że coś tu nie pykło i nie do końca dostałam to czego oczekiwałam. Co prawda morderstwo jest, więc wątek kryminalny można uznać, że się pojawił, jednak nie było tu dla mnie ani jednego zabawnego momentu, przy którym byłabym w stanie się uśmiechnąć. Przypuszczam, że to co miało być zabawne dla mnie nie do końca takie było - albo nie trafiło to po prostu w moje poczucie humoru albo żarty nie były udane i jestem ciekawa czy ktoś był w stanie zaśmiewać się podczas seansu do łez. Pomimo wszystko nie jest to najgorsza produkcja z jaką miałam do czynienia i byłam w pewnych momentach w stanie się zrelaksować i zapomnieć o swojej szarej codzienności.
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie ogromnie pozytywnego wrażenia, jednak nie mogę napisać żeby było tak drętwo jak się spodziewałam. Według mnie było po prostu poprawnie, bez szaleństw, lecz nie miałam ochoty wyłączyć tego filmu z zażenowania na to co patrzę już po kilku pierwszych minutach. Nie jestem pewna czy specjalnie przez któregoś z aktorów miałabym sięgać po kolejne tytuły z ich udziałem lecz po tym co tu zobaczyłam, nie będę unikać ich jak ognia.
     "W jak morderstwo" to przeciętna produkcja, która nie zapadnie w mojej pamięci na długo, choć byłam w stanie całkiem dobrze spędzić czas podczas seansu. Jednak, pomimo braku poczucia całkowicie zmarnowanego czasu, nie jestem w stanie z czystym sercem gorąco polecać Wam tego filmu - oglądacie na własne ryzyko ;).
     Moja ocena: 5/10.

środa, 13 października 2021

'Ostatni list od kochanka' (The Last Letter from Your Lover, 2021) - film

 
 
 
 
Film "Ostatni list od kochanka" opowiada dwie przeplatające się historie osadzone w teraźniejszości i przeszłości. Ambitna dziennikarka Ellie Haworth (Felicity Jones) odkrywa sekretne listy miłosne z roku 1965 i postanawia rozwikłać zagadkę związanego z nimi zakazanego romansu. Krok po kroku poznaje historię miłości Jennifer Stirling (Shailene Woodley), żony bogatego przemysłowca, oraz Anthony’ego O’Hare (Callum Turner), reportera finansowego piszącego artykuł o jej mężu. Wkrótce miłość pojawia się też w życiu Ellie, co jest zasługą ujmującego i bezpretensjonalnego archiwisty (Nabhaan Rizwan), który pomaga dziennikarce odnaleźć kolejne listy.
 




     Wiele osób zachwycało się filmem pt. "Ostatni list do kochanka". Nie byłam pewna czy również i ja będę w stanie docenić aż tak bardzo tę produkcję, jednak postanowiłam dać jej szansę, w szczególności, że zainteresowała mnie obsada aktorska. Choć nie było źle, mam jednak pewne zastrzeżenia wobec tego filmu...
     Dziennikarka Ellie w trakcie pracy nad jednym z artykułów natrafia na list miłosny sprzed wielu lat. Postanawia ona lepiej poznać historię między Jennifer oraz Anthony'm, co doprowadza do nieoczekiwanych zdarzeń. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością i możemy śledzić zarówno rodzącą się miłość pomiędzy dwójką osób jak i próbę ponownego połączenia ich losów. Choć zapowiadało się całkiem intrygująco to niestety odniosłam wrażenie, że sama historia jest nieco zbyt przesłodzona i momentami wręcz mdła, przez co nie byłam w stanie z pełnym zaangażowaniem śledzić losów bohaterów. Niestety nie do końca ta historia trafiła w moje aktualne potrzeby. Dla mnie jest to po prostu ładnie zrealizowana produkcja starająca się wywołać u widza wiele emocji i wylanych łez.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że każdy z aktorów starał się jak najlepiej ukazać swoją postać i pokazać wiele emocji, które nimi targały. Co prawda nie było to wybitne aktorstwo zasługujące na Oscara, jednak nie znalazłam tu żadnej postaci, która by zniechęcała do dalszego oglądania tej produkcji.
     "Ostatni list do kochanka" to przyjemny film, jednak wbrew pozorom nie wywołał we mnie aż tak silnych zachwytów jak u innych widzów. Było miło ale wątpię abym rozpamiętywała tę historię jeszcze długo po zakończeniu seansu.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 5 października 2021

'Szpak' (The Starling, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Walcząc z broniącym swojego terytorium szpakiem o kontrolę nad własnym ogrodem, pogrążona w żałobie Lilly nieoczekiwanie odnajduje wewnętrzny spokój i zdobywa się na odwagę, aby uzdrowić swoje związki.









     Na film pt. "Szpak" zdecydowałam się w głównej mierze przez obsadę aktorską. Pokochałam Melissę McCarthy w serialu "Kochane kłopoty" i z wielką chęcią oglądam inne produkcje z jej udziałem. Również w tym przypadku się nie zawiodłam!
     Lilu oraz Jack przeżywają żałobę i każde z nich zmaga się z nią na swój sposób. Podczas gdy mężczyzna dochodzi do siebie w szpitalu kobieta broni swój ogródek przed... szpakiem. Choć nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej historii to i tak pozytywnie się zaskoczyłam. Pomimo trudnej tematyki, która może dotknąć niektórych widzów do żywego, koniec końców daje swego rodzaju nadzieję, że może kiedyś uda nam się pójść do przodu. Bardzo dobrze zostało ukazane to, że każdy może zupełnie inaczej przeżywać żałobę i w kompletnie różny sposób sobie z nią radzić. W pewnych aspektach mam wrażenie, że niektóre sprawy zostały tu spłycone jednak w ogólnym rozrachunku uważam, że jest to bardzo ważna historia, którą naprawdę warto zobaczyć.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Aktorka przez którą w ogóle zabrałam się za oglądanie tego filmu, Melissa McCarthy, wypadła tu ogólnie naprawdę genialnie, choć były nieliczne momenty, gdy nie do końca mi coś pasowało. Pozostali aktorzy też wypadli całkiem nieźle i zasadniczo nie mogę narzekać na dobór obsady.
     "Szpak" to według mnie produkcja na którą warto zwrócić uwagę, nie tylko ze względu na osoby tu występujące. Dla mnie ta historia daje wiele do myślenia i na pewno pozostanie w mojej pamięci na nieco dłużej. Gorąco zachęcam Was do obejrzenia tego filmu!
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 20 września 2021

'Jak być rodzicem idealnym' (Le guide de la famille parfaite, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
Czy żyjemy w społeczeństwie złożonym z nadopiekuńczych rodziców? Komediodramat "Jak być rodzicem idealnym" z humorem obnaża złożone problemy związane z wychowywaniem dzieci w nastawionym na sukces społeczeństwie. Czy rodzice, którzy chcą zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze, tak naprawdę je przytłaczają?







     O filmie "Jak być rodzicem idealnym" nie słyszałam zbyt dużo, jednak tytuł, jak i opis, na tyle mnie zainteresowały, że postanowiłam dać mu szansę. Co prawda nie było to wybitne dzieło, to całkiem nieźle się bawiłam podczas seansu.
     Para z dwójką dzieci zmaga się z przeróżnymi problemami związanymi z wychowywaniem dzieci. Pomimo ogromnych chęci nie jest to wcale takie proste jak mogłoby się wydawać... Choć sama nie mam własnych szkrabów to jednak byłam ciekawa jak zostanie tu przedstawiony ten temat. Niestety początkowo miałam bardzo mieszane odczucia. Niektóre wątki zostały tu potraktowane po macoszemu i żałuję, że nie zostały bardziej rozwinięte, chociażby relacja między rodzicami, gdy kobieta wreszcie daje ujście swoim odczuciom. Jednak koniec końców było tu kilka sytuacji, które wywołały na mojej twarzy uśmiech i byłam w stanie całkiem miło spędzić swój czas podczas seansu i nie mieć poczucia kompletnie straconego czasu. Jestem ciekawa, jak treść tego filmu odebrałyby osoby posiadające własne dzieci i czy poruszane tu tematy są adekwatne do rzeczywistości.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Najbardziej pozytywnie odebrałam najmłodszego aktora wcielającego się w postać Mathisa. Chyba najbardziej ze wszystkich tu występujących mnie rozczulał, choć był w stanie pokazać swoje pazurki. Co do pozostałych nie mam większych zastrzeżeń, lecz ogromnej miłości z mojej strony też nie ma.
     "Jak być rodzicem idealnym" to film, który można obejrzeć dla relaksu mając wolny wieczór. Jednak sama historia nie pozostanie w mojej pamięci na tak długo, bym była w stanie po dłuższym czasie coś więcej sobie z niej przypomnieć. Ot, po prostu jest to przeciętniak dla umielania wolnej chwili.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 12 września 2021

'The Kissing Booth 3' (2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
To ostatnie lato Elle przed wyjazdem do college'u. Dziewczyna musi podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu - przeprowadzić się na drugi koniec kraju ze swoim wymarzonym chłopakiem Noah albo dotrzymać dawno złożonej obietnicy i wybrać uczelnię, na którą wybiera się jej najlepszy przyjaciel Lee. Czyje serce złamie Elle?








     Jakiś czas temu oglądałam już "The Kissing Booth" oraz "The Kissing Booth 2". Po trzecią część sięgnęłam raczej z pewnego rodzaju ciekawości i chęci sprawdzenia czy jednak zostaną tu poruszone jakieś wątki, które bardziej trafią w mój gust i pozostaną w mojej pamięci na dłużej. Niestety dość mocno się rozczarowałam...
     Elle stoi przed jednym z trudniejszych wyborów - musi zdecydować na którą uczelnię się wybrać. Każda z nich ma swoje plusy i minusy, przez co decyzja nie jest taka prosta. Co przyniesie dziewczynie ostatnie lato przed podjęciem dalszej edukacji? Przyznam, że sama pamiętam jeszcze czasy, gdy musiałam podjąć swoją decyzję dotyczącą swojego kierunku kształcenia i miałam nadzieję, że tu odnajdę choć cząstkę własnych rozterek. Niestety odniosłam wrażenie, że temat został tu mocno spłycony - wybrać uczelnie by studiować obok chłopaka czy razem z przyjacielem. Dopiero pod sam koniec potrzeby dziewczyny wyszły na pierwszy plan. Osobiście jestem nieco rozczarowana takim dość infantylnym podejściem, które mocno spłyciło tak ważny moment w życiu człowieka. Nie było tu również ani jednej zabawnej, przynajmniej dla mnie, sytuacji, która mogłaby wywołać na mojej twarzy uśmiech. Częściej czułam niestety irytację lub zażenowanie tym co widzę aniżeli miałam poczucie miło spędzonego wolnego czasu.
     Gra aktorska to chyba najmocniejszy punkt całego filmu, choć i tak nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia, bym chciała zobaczyć tych aktorów w innych produkcjach. Po prostu byli, odegrali swoje role i na tym się skończyło. Co prawda nie było momentów podczas których miałabym ochotę zamknąć oczy z zażenowania ich poziomem, lecz nie widziałam też zbyt wielu emocji na ekranie, które mogłyby towarzyszyć bohaterom.
     "The Kissing Booth 3" to według mnie mocno przeciętna i nijaka produkcja, która nie dała rady nawet jako umilacz wolnego czasu. Z jednej strony cieszę się, że mam ją już za sobą, lecz wątpię abym powracała do niej w przyszłości nawet myślami. Może ta historia będzie lepsza dla osób nieco młodszych ode mnie, choć nie jestem pewna czy wniesie ona wiele dobrego do życia.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 26 lipca 2021

'Smok życzeń' (Wish Dragon, 2021) - film

 
 
 
 
 
W produkcji "Wish Dragon" wytwórni Sony Pictures Animation Din, uczeń z klasy robotniczej, który ma wielkie marzenia, ale skromne fundusze, oraz Long, cyniczny, ale wszechmocny smok, który spełnia życzenia, wyruszają przez współczesny Szanghaj w poszukiwaniu dawno zaginionej przyjaciółki Dina z dzieciństwa, Liny. W czasie tej podróży muszą odpowiedzieć sobie na niektóre z najważniejszych życiowych pytań - bo kiedy możesz poprosić, o co tylko chcesz, musisz zdecydować, co jest naprawdę ważne.






     Dawno nie oglądałam porządnej animacji, więc skusiłam się na jeden z niedawno dodanych na Netflixie tytułów, czyli "Smok życzeń". Nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, jednak całe szczęście w tym przypadku się nie zawiodłam!
     W pewnych okolicznościach Din znajduje lampę z magicznym smokiem, który może spełnić jego trzy życzenia. Chłopiec postanawia wykorzystać je do odnalezienia swojej przyjaciółki z dzieciństwa z którą kontakt się niestety urwał. Moim zdaniem jest to pełna przygód historia z bardzo ciekawie ukazanymi bardzo ważnymi wartościami. Nie było tu próby nachalnego wychowywania dzieci, lecz w subtelny sposób zostało pokazane jakie wartości w życiu są naprawdę ważne i nie zawsze chodzi tylko o pieniądze. Jak dla mnie była to porządnie przygotowana animacja, która faktycznie w zabawny sposób może ukoić nerwy nie tylko dzieciom ale również i dorosłym. Dzięki tej produkcji byłam w stanie nieco się rozerwać i oderwać od wszelkich własnych trosk życia codziennego. Nawet trzydziestoletnia ja podczas seansu byłam w stanie się nieźle bawić i w pewnym momencie uronić łezkę czy głośno się zaśmiać. Moim zdaniem każdy odnajdzie tu coś dla siebie.
     "Smok życzeń" to animacja, którą mogę Wam z czystym sercem polecić. Bardzo miło będę ją wspominać i z wielką chęcią za jakiś czas, czy to gdy będę miała gorszy moment czy po prostu dla relaksu, do niej powrócę. Jeśli jeszcze nie oglądaliście tej produkcji to gorąco zachęcam Was do jej nadrobienia! Ja kompletnie nie żałuję, że się na nią zdecydowałam.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 26 czerwca 2021

'Ojcostwo' (Fatherhood, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Świeżo upieczony i owdowiały ojciec mierzy się z trudnościami, obawami, lękami i brudnymi pieluchami, samodzielnie wychowując córkę.










     Film pt. "Ojcostwo" to jedna z ostatnich nowości dostępnych na Netflixie. Przyznam, że nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, jednak poszłam "na żywioł" i zdecydowałam się go obejrzeć, w szczególności, że opis wydał mi się dość intrygujący. Muszę przyznać, że ta produkcja wywarła na mnie mocne wrażenie.
     Matt to świeżo upieczony ojciec, który samodzielnie musi zmierzyć się z wychowywaniem córki po śmierci jego ukochanej tuż po porodzie. Czeka na niego wiele trudnych chwil o których nawet mu się nie śniło w koszmarach. Muszę przyznać, że na pierwszy rzut okiem może to wydać się zbyt chwytliwa i mdła historia, która tylko nachalnie będzie chciała wycisnąć z widza łzy. Jednak nic bardziej mylnego! Dla mnie była to wbrew pozorom, przynajmniej w ogólnym rozrachunku, podnosząca na duchu treść przy której faktycznie byłam w stanie uronić łzę, lecz także kilkukrotnie się uśmiechnąć. Dawno żadna produkcja nie wywołała we mnie aż tylu pozytywnych emocji. Moim zdaniem ta historia daje nadzieję na lepsze jutro i dzięki niej byłam w stanie choć na chwilę zapomnieć o własnych problemach.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Właściwie żadnemu z aktorów nie mam nic do zarzucenia. Nie było tu według mnie ani jednego momenty, podczas którego wypadliby nienaturalnie czy by od siebie odpychali swoją postawą. Każda z postaci została bardzo dobrze oddana i było widać wiele targających nimi emocji. Najbardziej moje serce skradła najmłodsza bohaterka, czyli Maddy w którą wcieliła się Melody Hurd.
     "Ojcostwo" to według mnie naprawdę dobry film, podczas którego można nieco się rozluźnić i miło spędzić czas. Na mnie osobiście zrobił bardzo dobre wrażenie i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny wieczór. Z czystym sercem gorąco polecam Wam tę produkcję!
     Moja ocena: 7/10.
Related Posts with Thumbnails