poniedziałek, 30 lipca 2018

Podsumowanie lipca 2018


Niestety lipiec zbliża się nieubłaganie ku końcowi więc zapraszam Was na moje małe podsumowanie tego miesiąca.


Lipiec książkowo

- liczba przeczytanych książek: 6
- łączna liczba stron: 1 992

Niestety w tym miesiącu nie przeczytałam takiej książki o której mogłabym napisać w samych superlatywach i zaliczyć do TOP10 najlepszych przeczytanych w tym roku. Jednak najprzyjemniejszą pozycją w tym okresie jest "Był sobie szczeniak: Ellie", a jako wielbicielka psów nie mogłam sobie jej odpuścić. Natomiast najgorszą według mnie jest "Jedno małe kłamstwo" - przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem zachwyty nad nią.


Lipiec filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 6
W lipcu obejrzałam kilka umilaczy czasu, choć tak jak w przypadku książek, tak i w przypadku filmów żaden z tych tytułów nie trafi do topki najlepszych, jednak co do tych najgorszych... "Kobieta na skraju dojrzałości" najmniej przypadła mi w tym miesiącu do gustu i szczerze żałuję, że obejrzałam ten film do końca.


Mam nadzieję, że Wy trafiliście na lepsze tytuły w tym miesiącu niż ja. Jeśli przeczytaliście lub obejrzeliście coś godnego polecenia to dajcie znać w komentarzu :).

środa, 25 lipca 2018

'Alex Strangelove' (2018) - film










Licealista Alex Truelove chce stracić dziewictwo ze swoją uroczą dziewczyną Claire. Jego plan spala na panewce, gdy poznaje równie uroczego Elliota.










     "Alex Strangelove" to kolejny film z tego roku, który pojawił się na Netflixie, a jest z wątkiem homoseksualnym. Mnie taka tematyka nie razi ale osoby, które mają z tym problem wole ostrzec już na samym początku. Zdecydowałam się na jego obejrzenie gdyż ostatnio miałam znów ochotę na niezobowiązującą komedię, dzięki której się odprężę.
     Alex, jakby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać, to typowy uczeń w liceum. Wraz ze swoją dziewczyną zamierza stracić dziewictwo, jednak nie za bardzo im to wychodzi. Ukazana jest tutaj historia miłosna nastolatków, ich rozterki oraz poszukiwanie własnego "ja". Poznawanie własnego ciała jak i tego czego pragniemy w życiu zostało tutaj ciekawie pociągnięte, choć zapewne i tak znajdą się zapaleni krytycy.. Możliwe, że sam temat tego filmu nie jest jakoś bardzo odkrywczy, to jednak uważam, że za mało jest tego typu historii ukazujących nam tego typu treść. Niestety nadal tematyka homoseksualna jest spychana na dalszy plan i uznawana za coś gorszego.
     Gra aktorska na całkiem przyzwoitym poziomie. Podczas oglądania nie pasowała mi jedynie odtwórczyni Claire, czyli Madeline Winstein. W całym filmie to jedynie ona wydała mi się najbardziej płaską postacią, która została niedopracowana. Natomiast męska część obsady spisała się moim zdaniem bardzo dobrze. Co do samego wykonania tej produkcji - jedyny moment w którym miałam ochotę wyłączyć film to prawie sam początek, gdy pojawiły się wstawki z nosaczami. Choć dość specyficzny i intrygujący mnie jedynie doprowadził do swego rodzaju zniesmaczenia.
     Film może nie należy do tych najbardziej ambitnych, lecz moim zdaniem czas jaki spędziłam podczas seansu nie był stracony. Jeśli macie otwarte umysły możecie sięgnąć po ten tytuł, dzięki któremu będziecie mogli się zrelaksować.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 23 lipca 2018

"Żółwie aż do końca" John Green





Szesnastoletnia Aza Holmes nie zamierzała uczestniczyć w poszukiwaniu zaginionego miliardera Russella Pixketta. Ma przecież wystarczająco dużo własnych zmartwień i lęków. Ale gdy stawką okazuje się sto tysięcy dolarów nagrody i wieloletnia przyjaźń z Daisy, Aza postanawia się zaangażować w coś poza szkołą i walką z dręczącymi myślami. Musi zdobyć się na odwagę i odświeżyć znajomość z synem miliardera Davisem, a przede wszystkim pokonać przepaść, która oddziela ją od innych ludzi. To dla niej nie tylko niezwykła przygoda, ale też największe życiowe wyzwanie.

Opis książki







Autor: John Green
Tytuł oryginalny: Turtles All the Way Down
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Michałowska-Gabrych Iwona
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 304



     Kilka lat temu przeczytałam książkę "Gwiazd naszych wina" Johna Greena. Po lekturze tej pozycji nie za bardzo miałam ochotę sięgać po inne tytuły od tego autora. Jednak widząc "Żółwie aż do końca" na półce w bibliotece postanowiłam dać mu drugą szansę. Niestety nadal nie czuję chemii do tego pisarza...
     Aza nie jest typową nastolatką. Codziennie musi walczyć ze swoimi lękami, które mącą jej nawet te najbardziej prozaiczne czynności. Gdy kraj obiegła wiadomość o zaginięciu miliardera Russella Pixketta, a za informacje o jego lokalizacji wyznaczona została nagroda, życie bohaterki się na swój sposób zmienia. Jej przyjaciółka Daisy wciąga ją w małe śledztwo aby móc zgarnąć niemałą sumkę pieniędzy. To do jakich sytuacji doprowadzi to na pozór małe śledztwo jest nowością dla Azy. Moim zdaniem akcja została poprowadzona trochę chaotycznie, bez głębszego przemyślenia co właściwie może się tutaj wydarzyć. Odniosłam momentami wrażenie, że z jednego wątku autor skakał na coś innego i niekoniecznie miał dobry pomysł aby to wszystko ze sobą zespolić. Z wątku pseudokryminalnego zaczął robić się romans aby później stać się niezbyt udanym thrillerem medycznym? A to wszystko na tylko trzystu stronach.
     Bohaterowie niestety zostali bardzo nierównomiernie dopracowani. O ile niektóre z postaci były faktycznie dobrze wykreowane to już większość tych drugoplanowych była płaska do bólu. Dość intrygująca, ale zarazem irytująca, była Aza. Początkowo jej lęki wydawały być się dobrym pomysłem, choć im dalej w las, tym bardziej było to wkurzające. Tylko ta jedna sprawa sprawiała, że może się ona wydawać inna na tle pozostałych.
     Styl autora prosty i lekki w odbiorze, dzięki czemu można było zatopić się w lekturze i przeczytać tę powieść dość szybko. Nie pokazał on jednak niczego wybitnego abym rozpływała się nad sposobem w jaki została napisana ta książka. Wydanie papierowe ma standardowo tylko jedną wadę, a mianowicie klejone strony. Cała reszta moim zdaniem została bardzo dobrze wykonana.
     Po pozycji "Żółwie aż do końca" znów nie mam ochoty sięgać po kolejne powieści Johna Greena. Teoretycznie nie było aż tak źle, jednak obawiam się, że nie jestem grupą docelową tego typu historii. Względnie dobrze się to czytało ale na pewno nie powrócę do niej ponownie. Wiem, że są fani tego autora ale ja do nich nie należę.
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 21 lipca 2018

'To Each, Her Own' (Les goûts et les couleurs, 2018) - fim










Simone zbiera się na odwagę, aby przyznać przed swoją żydowską rodziną, że jest lesbijką. Niespodziewanie dla niej samej zaczyna ją jednak pociągać pewien Senegalczyk...









     Już kiedyś wspominałam u siebie na blogu, że uwielbiam francuskie komedie. "To Each, Her Own" co prawda jest komedią romantyczną, za którymi już niekoniecznie przepadam, to jednak postanowiłam dać jej szansę. Z ogromną nadzieją na dobry humor, znany mi z innych produkcji z tego kraju, obejrzałam ten film.
     Simone jest lesbijką i wraz ze swoją partnerką planują swoją przyszłość. Niestety ich relacje zaczynają się komplikować, gdy główna bohaterka poznaje pewnego przystojnego Senegalczyka o imieniu Wali. Sama historia została ciekawie skonstruowana, było wiele żarcików sytuacyjnych, momentów w których uśmiech mimowolnie pojawiał mi się na twarzy. Jedynie nie jestem przekonana do zakończenia, które było zagraniem typowym dla komedii romantycznych. Gdyby historię zakończyć kilka minut wcześniej, bez całej tej cukierkowej otoczki z happy endem, byłabym naprawdę zadowolona z fabuły. Niestety osoby cierpiące na homofobię mogą być nieco zbulwersowani tym filmem i jeśli ktoś nie toleruje innej orientacji lepiej, żeby za niego nie zabierał. Jest tutaj kilka scen które niektórym mogą się nie spodobać.
     Gra aktorska niestety nie porwała mnie swoją wybitnością. Niestety po niektórych aktorkach spodziewałam się nieco większego realizmu, lepszego wcielenia się w swoją rolę. W niektórych momentach miałam wrażenie, że drętwości i niezbyt wielkich chęci do wczucia się w sytuację w jakiej się znaleźli. Najlepiej wypadł w tej produkcji Jean-Christophe Folly, wcielający się w rolę Wiliego. Moim zdaniem jego postać była tutaj najbardziej przekonująca.
     Choć film "To Each, Her Own" nie jest idealny, mam do niego kilka uwag, to i tak całkiem dobrze mi się go oglądało. Na pewno nie jest on przeznaczony dla wszystkich widzów, jednak nie uważam aby był tak aż zły jak niektórzy o nim piszą. Ja nie żałuję swojego poświęconego wolnego czasu na tę produkcję :).
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 19 lipca 2018

"Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover


  
Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa, zbyt wcześnie osieroconego. Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni. Ich związek rozpada się jednak w momencie, gdy na drodze Willa pojawia się Vaughn, jego dawna miłość. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, mimo że wie, iż Layken może mu nie wybaczyć kłamstw. 
Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą? 

 Opis książki







Autor: Colleen Hoover
Tytuł oryginalny: Point of Retreat
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mikos Jarosław
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 304



     Moja relacja z Colleen Hoover jest dość specyficzna. Wiele osób zachwala powieści tej autorki, a ja z nadzieją, że również i mi się uda dostrzec jej geniusz sięgam po nie i, choć tego nie koniecznie chce - doczytuje do końca. Po, moim zdaniem, niekoniecznie udanej książce "November 9" oraz niezbyt szczególnie zachwycającą "Pułapką uczuć" sięgnęłam po "Nieprzekraczalną granicę"...
     Layken i Will to para, która przeszła wiele. Zarówno ich osobiste wydarzenia, jak i to co wydarzyło się wcześniej w ich związku trwale odbiło się na ich osobach. Jednak to co tutaj dostałam jest jak dla mnie niezbyt udanym pseudo-erotykiem, który niekoniecznie pobudził moje zmysły. Dwójka prawie dorosłych, pokrzywdzona przez los, a nie potrafią do końca wyciągnąć lekcji z tego co się stało. Najważniejszą sprawą dla nich jest to aby wreszcie zacząć uprawiać seks, bez względu na to co się wokół dzieje. Wprowadzenie byłej partnerki głównego bohatera, Willa, dodało tej fabule jedynie większej ilości niezbyt udanego, a jedynie wkurzającego "teen drama". W końcu to dodatkowa i jakże idealna okazja do strzelenia spektakularnego focha, jakby ich już było za mało w tej historii. Zamiast przeprowadzić szczerą rozmowę, z tej powieści wynika, że najlepiej się obrazić, tupnąć nogą i uciec zapłakanym.
     Bohaterowie zostali tutaj przedstawieni bardzo jednowymiarowo. Znów mamy sytuację, że postaciami kieruje jedynie ich popęd seksualny, nie zaważając na inne emocje jakie człowiek może przeżywać. Jest to drugi tom trylogii, a bohaterowie w ogóle nie rozwinęli się, a mam nawet wrażenie, że cofnęli się w swoim postępowaniu.
     Styl autorki to chyba największy plus całej książki. Dzięki temu, że historia została napisana bardzo prostym językiem, można było bardzo szybko przebrnąć przez tę powieść. Gdyby nie to, porzuciłabym lekturę tej powieści już po pierwszych stronach. Wydanie papierowe ma jedną wadę - klejone strony, a przez to, że w rękach miałam egzemplarz biblioteczny i nie był pierwszej nowości, trzymanie go w ręku nie sprawiało mi radości.
     Niestety lektura tej powieści nie była dla mnie przyjemnością. Mam wrażenie, że zmarnowałam kilka godzin swojego czasu, gdyż mogłam poświęcić go na dużo lepszą książkę. Jest jeszcze jeden tom tej trylogii, choć po tym czymś nie jestem pewna czy mam ochotę po niego sięgać. Prawdopodobnie ten gatunek nie jest dla mnie, gdyż poszukuję trochę czegoś innego, a przynajmniej wolę czerpać radość z lektury a nie się nią męczyć :).
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 15 lipca 2018

'Kobieta na skraju dojrzałości' (Young Adult, 2011) - film





Zdobywczyni Nagrody Akademii Charlize Theron występuje jako Mavis Gary - 37-letnia pisarka powieści dla młodzieży, ciągle rozpamiętująca czasy, gdy była królową balu maturalnego. Wraca do rodzinnego miasteczka, by ożywić wspomnienia o dniach chwały i odzyskać serce swojej szkolnej miłości. Mężczyzna jest żonaty i ma małą córeczkę. Gdy Mavis odkrywa, że jej powrót do domu, to większe wyzwanie niż się spodziewała, nawiązuje niezwykła więź z dawnym kolegą z klasy - oboje muszą stawić czoła bolesnej rzeczywistości i pogodzić się z myślą, że czas dorosnąć. 





     Podczas weekendu potrzebowałam jakiegoś niezbyt zobowiązującego filmu, dzięki któremu mogłabym się zrelaksować. Mój wybór padł na "Kobietę na skraju dojrzałości" i niestety nie była to najlepsza produkcja jaką mogłam obejrzeć na dany moment oraz moje potrzeby...
     Mavis, która jest autorką książek dla dzieci, powraca do rodzinnego miasteczka i próbuje odnowić relację ze swoich dawnym chłopakiem z czasów szkolnych. Niestety wszystkie wydarzenia obracają się przeciwko niej i niekoniecznie dzieje się tak jakby główna bohaterka sobie tego życzyła. Według portalu z którego zaczerpnęłam opis zamieszony powyżej ten film jest to dramat oraz komedia, choć będąc już po seansie nie jestem w stanie dostrzec tutaj w pełni ani jednego ani drugiego gatunku. Komedią to coś moim zdaniem na pewno nie jest. Nie dostrzegłam tu żadnych sytuacji, które mogą rozbawić widza, albo chociaż wywołać na jego twarzy uśmiech. Do bycia dobrym dramatem też tej produkcji wiele brakuje, chyba, że określimy ją jako dramatycznie nudną. Przez półtorej godziny piekielnie się wynudziłam i nie jestem w stanie racjonalnie wyjaśnić dlaczego w ogóle dobrnęłam do ostatnich scen nie wyłączając po drodze tego filmu, aby wreszcie skrócić swoje cierpienia.
     Gra aktorska niestety nie wzbudziła we mnie jakichkolwiek emocji. Nie mogę napisać, że jestem zachwycona tym jak aktorzy wcielili się w swoje role, choć też tak do końca nie mam za co ich linczować, gdyż aż tak beznadziejnie nie było. Jednak nie było też na tyle poprawnie abym mogła napisać cokolwiek pozytywnego. Mam po prostu bardzo mieszane odczucia co do tego aspektu. Nawet tak zachwalana przez wielu widzów Charlize Theron moim zdaniem nie jest w stanie uratować całości.
     Jestem bardzo rozczarowana tym filmem. "Kobieta na skraju dojrzałości" nie wyróżnia się niczym szczególnym poza tym, że nie wywołała u mnie pozytywnych odczuć. Wątpię abym pamiętała o tym tytule jeszcze pod koniec roku. Możliwe, że jedynie pozostawi on jedynie pewien niesmak, który będzie ciągnął podczas trwania seansu. Żałuję, że poświęciłam swój czas na ten film i jestem pewna, że nigdy więcej do niego nie powrócę.
     Moja ocena: 3/10.

piątek, 13 lipca 2018

"Gdy przejdziesz przez próg" Paula Daly

Co byś zrobiła, gdyby inna kobieta próbowała rozbić twoje małżeństwo?
A jeśli okazałoby się, że to twoja najlepsza przyjaciółka?
Natty i Sean Wainwright są szczęśliwym małżeństwem. Jedno za drugim skoczyłoby w ogień. Nic więc dziwnego, że gdy ich młodsza córka trafiła do szpitala w czasie szkolnej wycieczki do Francji, Natty bez wahania zostawia męża ze swoją serdeczną przyjaciółką i jedzie opiekować się chorym dzieckiem.
Po powrocie odkrywa, że Eve stanowczo zbyt dobrze wpasowała się w jej życie. Rozkochała w sobie Seana. Jemy jest bardzo przykro, lecz małżeństwo się skończyło.
Przez wzgląd na dzieci Natty robi dobrą minę do złej gry i zaczyna urządzać sobie życie na nowo.
Nie przychodzi jej to jednak łatwo, bo prawdziwe problemy z najlepszą przyjaciółką dopiero się zaczną...
Czy prawdziwe zaufanie może mieć granice?
Czy rzeczywiście tylko winny się tłumaczy?
Jak dobrze znasz swoich przyjaciół?
Opis książki





Autor: Daly Paula
Tytuł oryginalny: Keep Your Friends Close
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Ciepłowska Agnieszka Barbara
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2014
Liczba stron: 456



     Całkiem niedawno przeczytałam pierwszą powieść tej autorki pt. "Co z ciebie za matka?". Bardzo dobrze wspominam lekturę tej pozycji, dlatego też widząc inny tytuł tej pisarki w bibliotece, postanowiłam go wypożyczyć. Z nadzieją na mile spędzony czas podczas czytania od razu po nią sięgnęłam.
     Nieszczęśliwe wydarzenie powoduje, że córka Natty i Seana ląduje w szpitalu podczas zagranicznej wycieczki. Niestety jest to początek nieszczęść, które spadają na główną bohaterkę. Gdy tylko wyjeżdża ona zaopiekować się swoją córką, jej miejsce w rodzinie próbuje przejąć rzekoma przyjaciółka, Eve. Moim zdaniem fabuła została pociągnięta w dość ciekawy sposób, choć momentami nieco przewidywalny. Co prawda było kilka zaskakujących sytuacji, niespodziewanych zwrotów akcji, dzięki którym lektura tej powieści była przyjemnością. Jednak niektóre sprawy były trochę naciągane i niekoniecznie spodobało mi się pozostawienie niektórych wątków otwartych. Daje to pewne pole do manewru oraz możliwości do własnej interpretacji przez czytelnika. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja chciałabym wiedzieć na czym w końcu stanęła relacja pomiędzy parą bohaterów po tych wszystkich wydarzeniach.
     Bohaterowie całkiem dobrze wykreowani, jednak do niektórych mam niestety wątpliwości. Momentami o wiele lepiej potrafiłam zrozumieć czarny charakter z tej powieści niż pozostałe postacie. Sean, czyli mąż Natty, któremu można wiele zarzucić jako facetowi, był dla mnie dość nijaki. Przedstawiony został on trochę jako niedojda życiowa, która nie potrafi podjąć męskiej życiowej decyzji i podąża jedynie za aktualnymi przyjemnościami. To kobiety w tej powieści były silnymi postaciami, z których w niektórych sytuacjach można by brać przykład.
     Styl autorki bardzo przyjemny w odbiorze. Dzięki temu w jak lekki sposób autorka napisała tę powieść można było przebrnąć przez treść bardzo szybko. Niestety znów sama akcja, choć ciekawa, była przedstawiona w dość przewidywalny sposób jak na thriller. Początkowo wydarzenia nie miały zbyt zawrotnego tempa, aby pod koniec lecieć w zastraszającym tempie. Jeśli kogoś nie drażni powtarzający się taki schemat z tego gatunku nie powinien mieć żadnych zastrzeżeń.
     Wydanie papierowe ma standardowo jedną wadę, która nadal mnie irytuje, choć aktualnie głównie w przypadku egzemplarzy z biblioteki. Niestety są to klejone strony, a że nie wszyscy czytelnicy dbają o cudzą własność (ze swoimi rzeczami "róbta co chceta"), dany egzemplarz niebawem może zakończyć swój żywot. Co do innych aspektów wydania nie mam żadnych zastrzeżeń. Biel stron nie raziła w oczy podczas czytania, czcionka/font był bardzo dobrze dobrany a sama treść bardzo dobrze rozmieszczona na stronach. Nie zauważyłam również żadnych niedociągnięć w korekcie czy ewentualnym tłumaczeniu.
     Przyznaję, że dobrze spędziłam swój wolny czas podczas lektury tej powieści, choć nie jestem pewna czy chciałabym do niej w przyszłości powrócić. Minimalnie lepsza wydaje mi się jednak poprzednia powieść tej autorki, choć nie skreślam twórczości tej pisarki z tego powodu. Prawdopodobnie, mając w przyszłości okazję, sięgnę po kolejną jej powieść, choć wątpię aby trafiła ona do moich najulubieńszych autorów.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 11 lipca 2018

'Niedzielna choroba' (La enfermedad del domingo, 2018) - film










Porzucona za dziecka Chiara po 35 latach odnajduje swoją matkę i prosi ją o spędzenie razem 10 dni w odosobnionym miejscu.










     Film "Niedzielna choroba" przez dość krótki czas był nawet mocno promowany na Netflixie, a przynajmniej mi ciągle wyskakiwał w proponowanych. Ciągle widział krótkie trailery tej produkcji, więc postanowiłam dać jej szansę. Lubię oglądać ten gatunek filmowy, więc z dość sporymi oczekiwaniami zabrałam się za oglądanie.
     Fabuła tego filmu jest dla mnie dość trudna do opisania. Moim zdaniem ten krótki opis, który znajdziemy na wyżej wspomnianej platformie, choć krótki, jest idealnym przedstawieniem tego co się tutaj dzieje. Każde kolejne zdanie może okazać się niepożądanym zdradzeniem tego co się może wydarzyć, a osobom które jeszcze nie widziały tego tytułu może odebrać przyjemność z oglądania. Niestety nie jestem pewna czy określenie 'przyjemność' jest w przypadku tego filmu odpowiednie. Osobiście nastawiłam się na dobry dramat, a dostałam historię, która niekoniecznie wiele opowiada. Jak dla mnie, można by skrócić tę produkcję o połowę i niewiele by ona na tym straciła. Momentami była dość drażniąca muzyczka w tle, jednak nie budowała ona w widzu napięcia. Odniosłam wrażenie, że producenci po prostu chcieli wstawić jakiś dźwięk aby nie było to wręcz kino nieme.
     Gra aktorska również mnie jakoś nie zachwyciła. Niby nie było źle ale nie było również rewelacyjnie. Było poprawnie i tylko tyle chyba można napisać. Nie miałam odczucia, żeby aktorzy przyłożyli się do swoich ról i starali się głębiej przedstawić jakieś emocje swoich postaci. Ot tak, po prostu, ukazali co mieli pokazać i zgarnęli za to pieniądze, bez większego wysiłku i przemyśleń.
     "Niedzielna choroba" nie jest tytułem do którego z chęcią bym wracała w przyszłości. Obejrzałam i wątpię aby pozostał w mojej pamięci na dłużej. Jak dla mnie to taki trochę film aby zapchać przysłowiową dziurę, jednak niekoniecznie czerpać przyjemność z samego oglądania.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 9 lipca 2018

"Był sobie szczeniak: Ellie" W. Bruce Cameron


Ellie to bardzo mądra suczka, z bardzo odpowiedzialnym zadaniem. Od szczeniaka była trenowana na psa ratownika i potrafi teraz odszukać zagubione w lesie dziecko albo wskazać zasypanego przez gruzy człowieka. Ta psina ma nosa! Znajduje ludzi. Ratuje ich. To jej misja.
Jednak Ellie ma też bardzo ważne zadanie w domu. Jej opiekunowie — Jakob, który stracił żonę i bardzo samotna Maya — również są zagubieni. Jednak w zupełnie inny sposób niż ktoś, kto chciał sprawdzić, co jest po drugiej stronie placu zabaw. Teraz Ellie musi wykorzystać wszystkie swoje sztuczki, aby dotrzeć do swoich opiekunów i ich uratować.
Historia Ellie to piękna opowieść dla młodych miłośników zwierząt, a urocze czarno-białe ilustracje, sprawiają, że jej przygody ożywiają na Twoich oczach! 
Opis książki




Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł oryginalny: A Dog's Purpose: Ellie's Story
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Świerczyńska Edyta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 224



     Uwielbiam psy i wszelkie tematy z nimi związane. Po powieściach "Był sobie pies" oraz "Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta" autorstwa W. Bruce Camerona, wiedziałam, że muszę zaznajomić się również z "Był sobie szczeniak: Ellie". Gdy tylko zobaczyłam ten tytuł w zapowiedziach nie mogłam się już doczekać kiedy to będę miała możliwość jej przeczytania.
     Ellie to suczka, którą mogliśmy już trochę lepiej poznać w powieści "Był sobie pies". Jest ona psem, który od małego był już tresowany na psa ratownika. Zapewne nie napiszę nic odkrywczego, powielę wiele innych recenzji, które pojawiły się już w sieci, lecz chwyta ona za serce. Dla mnie jest to bardzo emocjonująca książka, o której nie będzie można tak łatwo zapomnieć. Pokazuje jak ważna jest szybka pomoc innym w przeróżnych sytuacjach i to, że na prawdę warto zainteresować się tym co się wokół nas dzieje. Podobno ta pozycja skierowana jest do tych raczej młodszych czytelników, jednak uważam, że również ci starsi będą mogli czerpać przyjemność z lektury tej powieści. Wielbiciele psów, czyli między innymi ja, będą zachwyceni :).
     Styl autora bardzo lekki w odbiorze. Książka została napisana z perspektywy psa, dzięki czemu w dość zabawny sposób możemy w pewnym stopniu poznać myśli głównej bohaterki, czyli Ellie. Gdyby nie inne obowiązki, które miałam na głowie, powieść prawdopodobnie udałoby mi się przeczytać w jeden wieczór.
     Wydanie - w swoich rękach miałam zakupioną przez siebie wersję elektroniczną. O ile zazwyczaj nie mam do tej formy zastrzeżeń, tak w tym przypadku mam kilka uwag. Niestety w moim 'egzemplarzu' dwukrotnie został zamieszony ten sam rozdział [w sensie rozdział 1, 2, 3 i znów 2, aby po nim mógł pojawić się rozdział 4]. Również podczas lektury zauważyłam bardzo dużą liczbę literówek czy też błędów stylistycznych. Odniosłam wrażenie jakby wszystko było robione na szybko, niestety bez dobrej korekty.
     Pomimo niektórych niedociągnięć jestem zadowolona z lektury. Prawdopodobnie jestem bardzo nieobiektywna, gdyż uwielbiam psy a tutaj są one głównym tematem. Nawet jeśli nie jesteście aż takimi miłośnikami czworonogów jak ja, i tak uważam, że warto sięgnąć po tę pozycję, gdyż poruszane są na tyle ważne tematy, że warto się zapoznać z tą pozycją.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 7 lipca 2018

'Właściwy facet' (The Good Guy, 2009) - film



Beth jest młoda, ładna i ambitna. Chce mieć wszystko: dobrą pracę, fajnych przyjaciół i właściwego faceta, z którym mogłaby dzielić barwne życie na Manhattanie. Wydaje się, że ostatni punkt może uznać za zrealizowany, kiedy poznaje Tommy’ego – błyskotliwego i seksownego młodego wilczka z Wall Street. Zaczynają się spotykać, wszystko wskazuje na to, że będą żyli długo i szczęśliwie. Wtedy na scenie pojawia się cichy, spokojny, nieśmiały i wrażliwy Daniel. To nowy pracownik w firmie Tommy’ego, którego ten ostatni ma wprowadzić w arkana pracy. Wkrótce okaże się, że w grze zwanej miłością obowiązują te same zasady, co na Wall Street - wysokie ryzyko, cenna wygrana i wszelkie chwyty dozwolone.






     Na film "Właściwy facet" skusiłam się ze względu na obsadę aktorską. Alexis Bledel, którą znam głównie z jednego z moich ukochanych seriali "Kochane kłopoty", gra w nim jedną z głównych ról. Chciałam zobaczyć ją w innej produkcji, niż ta z której ją najbardziej kojarzę. Niestety nie był to film tak dobry, jak chciałabym, żeby był.
     Opis, który wstawiłam powyżej jest na tyle treściwy, że nie wiem nawet co innego mogłabym napisać. Fabuła tego filmu niestety nie została aż tak ciekawie rozegrana jak miałam nadzieję po zobaczeniu pierwszych scen. Najbardziej przykuwającym dla mnie elementem samej treści były te spotkanka czytelnicze, które były organizowane przez główną bohaterkę. Po seansie mam ochotę sięgnąć po jedną z pozycji, która była tam 'omawiana'. Niestety cała reszta nie przykuła mojej uwagi na tyle abym mogła na dłużej ją rozpamiętywać i mieć po niej głębsze przemyślenia.
     Gra aktorska - najbardziej mi w tym filmie podobała się Alexis Bledel, która wcieliła się tu w postać Beth. W moim odczuciu wypadła ona najbardziej naturalnie i nie miała oporów przed występowaniem przed kamerą. Niestety pozostali aktorzy momentami jakby wstydzili się tego, że w ogóle muszą wykonywać swoją pracę. Najbardziej irytował mnie Scott Porter, który choć pasował do swojej roli, jakoś nie za bardzo przekonał mnie w tej produkcji.
     Jestem rozczarowana tym filmem. Choć nie spodziewałam się czegoś spektakularnego, to i tak nie do końca wiem, co ten film miał tak naprawdę przedstawiać. Wątpię abym go ponownie obejrzała, gdyż jest wiele innych, znacznie lepszych, produkcji, które warto zobaczyć.
     Moja ocena: 4/10.

czwartek, 5 lipca 2018

"Żyć jak kot" Stéphane Garnier





Na pierwszy rzut oka widać, że kotom żyje się lepiej niż nam. Dlaczego nie wziąć z nich przykładu?
Postanowiłem w tym celu rozszyfrować ich sposób postępowania, aspiracje, styl życia.
Zarówno w naszym życiu zawodowym, jak i osobistym możemy się wiele nauczyć od kotów!
Do tego właśnie zachęcam cię w tej książce: abyś spojrzał z dystansu na swoją codzienność i odnalazł uśmiech i zadowolenie.
Chcesz żyć jak kot?
Bądź wolny niczym wiatr!
I rób tylko to, co sam wybrałeś!
Opis książki






Autor: Stéphane Garnier
Tytuł oryginalny: Penser et agir un chat
Język oryginalny: francuski
Tłumacz: Kasprzak-Kozikowska Eliza
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: popularnonaukowa
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 272



     Książkę "Żyć jak kot" dorwałam na tegorocznych Warszawskich Targach Książki za dość niską cenę. Po opisie spodziewałam się poradnika z przymrużeniem oka, który może coś wniesie do mojego życia, lecz nie będzie napompowany nic nie znaczącymi frazesami. Niestety to co tu znalazłam nie jest do końca tym czego się spodziewałam.
     Jako, że jest to poradnik to nie ma tu jako takiej fabuły, którą mogłabym Wam streścić. Chociaż będąc już po przeczytaniu tej pozycji nadal nie jestem pewna co mogłabym o niej napisać. Niestety sama treść nie jest jakoś bardzo zaskakująca, nie zmusiła mnie ona do refleksji nad swoim życiem ani nic szczególnego z lektury tej pozycji nie wyniosłam. Część z tego co tutaj można znaleźć była dla mnie na tyle oczywista, że zastanawiałam się po co autor zamieścił dany tekst. Było też wiele powtórzeń, często było powracanie do tego co już zostało wcześniej w tej książce napisane. Jako, że jest to dość krótka książka, było to dla mnie raczej irytujące. Czytając ją jednym tchem nie miałam takiej potrzeby, aby powracać do czegoś co przed chwilą przeczytałam i jeszcze o tym pamiętałam. Przypuszczam, że wielbiciele kotów dostrzegą tutaj więcej niż ja i może bardziej ten poradnik przypadnie im do gustu. Gdyby coś podobnego było na rynku wydawniczym ale związanego z psami byłabym zachwycona!
     Styl autora lekki, dzięki czemu można bardzo szybko zaznajomić się z treścią. Chociaż tak jak wspomniałam wcześniej, używał on bardzo wielu powtórzeń i często wspominał znów o czymś o czym już była mowa. Wydanie papierowe niestety ma klejone strony, co mnie zawsze irytuje i nadal męczy mnie w książkach. Jednak było tu wiele szczegółów, które były bardzo dobrze dopieszczone i całość wyglądała bardzo dobrze. Muszę jeszcze wspomnieć o tym, że biel stron jest bardzo intensywna i może razić w oczy, a z tego co wiem niektórym czytelnikom to przeszkadza w lekturze.
     Niestety nie jestem w pełni przekonana co do tej pozycji. "Żyć jak kot" było dla mnie raczej poradnikiem, który nic nie wniósł w moje życie i nie zamierzam powracać do tej pozycji. Moim zdaniem jest wiele innych poradników, które mogą bardziej zmusić do zastanowienia się nad własnym postępowaniem. Przekazałam już dalej tę książkę i pozostaje mi mieć nadzieję, że tej osobie bardziej przypadnie ona do gustu niż mi.
     Moja ocena: 4/10.

wtorek, 3 lipca 2018

'Swatamy swoich szefów' (Set It Up, 2018) - film










Dwójka asystentów, która ma już dość pracoholizmu swoich szefów, postanawia sprawić, by ich przełożeni się w sobie zakochali.










     Potrzebowałam lekkiego i relaksującego filmu, dzięki któremu trochę odpocznę od codziennych obowiązków. Mój wybór padł na jedną z nowości z Netflixa, czyli "Swatamy swoich szefów". Z nadzieją, że nie będzie to kolejna typowa komedia romantyczna zaczęłam oglądać i pozytywnie się zaskoczyłam.
     Kirsten i Rick to szefowie to ten najgorszy typ pracoholików, wręcz wyjęci z koszmarów większości pracowników. Ich asystenci, aby móc mieć własne życie, postanawiają zrobić wszystko by ich przełożeni się w sobie zakochali. Ich starania doprowadzają do różnych przedziwnych sytuacji, lecz czy faktycznie ich starania doprowadzą do tego co zaplanowali? Choć miałam nadzieję na dobry film, to nie spodziewałam się, że podczas seansu spędzę tak dobrze swój czas. Było wiele sytuacji, które faktycznie były humorystyczne i mogły wywołać u widza uśmiech na twarzy. Moim zdaniem więcej tu było żartów sytuacyjnych więc polecam poświęcić swoją uwagę temu filmowi a nie jako jedynie tło do innych obowiązków.
     Gra aktorska choć na bardzo dobrym poziomie to czegoś mi pod tym względem zabrakło. Jedyną aktorką, która idealnie wcieliła się w swoją postać i nie mam jej nic do zarzucenia to Lucy Liu, jako Kirsten. Moim zdaniem bardzo dobrze zagrała szefową niczym z piekła rodem, która może być koszmarem niejednego pracownika. Choć pozostali również dobrze wcielili się w swoje role to mieli niestety swoje gorsze sceny, przez co momentami coś mi zgrzytało.
     "Swatamy swoich szefów" jest całkiem dobrą komedią, która choć nie wyróżnia się zbytnio niczym szczególnym, to warto ją obejrzeć. Moim zdaniem warta jest poświęcenia naszego cennego czasu aby poprawić sobie humor :).
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 1 lipca 2018

"Jedno małe kłamstwo" K. A. Tucker

Livie zawsze dążyła do perfekcji. Chciała zagłuszyć ból. Ale dopiero błędy, które popełniła, pokazały jej kim jest naprawdę. 
Livie jest tą bardziej zrównoważoną z sióstr Cleary. Jednak pod zewnętrzną powłoką twardej i silnej kobiety,kryje się mała dziewczynka, uczepiona ostatnich słów ojca: "Spraw, bym był dumny". Obiecała, że się postara. Przez ostatnie siedem lat każda decyzja, słowo i czyn przybliżają ją do wytyczonego celu. Livie chce zdać na medycynę i poznać porządnego faceta, za którego pewnego dnia wyjdzie za mąż. Nie planuje sympatycznej współlokatorki-imprezowiczki, której nie potrafi odmówić i Ashtona - przystojnego kapitana uczelnianej osady wioślarskiej. Jego zdecydowanie NIE planuje. Ashton jest arogancki i uosabia wszystkie cechy, których dziewczyna pragnie
u faceta uniknąć. Co gorsza, jest przyjacielem i współlokatorem Connora, który, jak się akurat składa, idealnie spełnia wymagania Livie. Troje bohaterów, każde z nich musi zmierzyć się z prawdą o sobie. Każde z nich musi zdobyć się na odwagę.
Opis książki



Autor: Kathleen A. Tucker
Tytuł oryginalny: One Tiny Lie
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Dyrek Katarzyna Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: społeczna, obyczajowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2014
Liczba stron: 432



     Po "Dziesięciu płytkich oddechach", które mnie w pewien sposób zaintrygowały postanowiłam sięgnąć po kolejny tom tej serii. Wiele osób twierdzi, że jest on nawet lepszy niż pierwsza część. Niestety ja do tej grupy zdecydowanie nie należę. Mnie ta książka zniechęciła na tyle, że nie jestem pewna czy sięgać po kolejne powieści tej autorki...
     Bardziej zrównoważona z sióstr Cleary, Livie, wyjeżdża na studia. Nowe środowisko, nowe znajomości oraz nowe doświadczenia. Jednak to jak została przedstawiona akcja w tej powieści nie do końca mnie przekonuje. Odniosłam wrażenie, że nic konkretnego się tutaj nie dzieje, a główna bohaterka jest na poziomie dwunastolatki, która dopiero zaczyna dojrzewać. Większość tego co zostało tu przedstawione to głównie przemyślenia bohaterki na temat nowo poznanego faceta oraz tego jak bardzo go pragnie. Gdyby nie było to główną osią fabuły, a jedynie drobnym wątkiem pobocznym, może bym nie była tak rozczarowana całokształtem. Albo chociaż, żeby było to opisane na tyle ciekawie i ze smakiem, żeby dało się to jakoś przeczytać i czerpać z tego więcej przyjemności, to nie byłabym tak zła, że zmarnowałam swój czas na tę lekturę.
     Bohaterowie niestety zostali w tej pozycji przedstawieni bardzo jednowymiarowo. Jakby mieli tylko jedno uczucie, którym jest pożądanie seksualne i nic więcej. Przez całą powieść odniosłam wrażenie, że tylko to się liczy dla osób z którymi mamy tutaj do czynienia a cała reszta jest nieważna. Już nawet lepiej (może niewiele lepiej ale zawsze...) ukazanych bohaterów mamy w "Pięćdziesięciu twarzach Greya", które było tak linczowane przez wielu czytelników... Po pierwszym tomie spodziewałam się, że będzie jeszcze lepiej a jest niestety tylko gorzej.
     Styl autorki prosty, dzięki czemu mogłam bardzo szybko przebrnąć przez tę książkę i nie męczyć się zbyt długo z tym co zostało tutaj wydumane. Dawno nie czytałam tak słabej fabuły, która została napisana dość lekkim językiem, dzięki któremu sama lektura nie jest aż taką męczarnią po ciężkim dniu w pracy. W przypadku wydania papierowego mogę się jedynie przyczepić do klejonych stron. Niestety egzemplarz biblioteczny nie był przez to w najlepszym stanie - chociaż może też szkoda, że inni czytelnicy nie dbają o czyjąś własność. Inne aspekty wydania moim zdaniem bez zarzutu.
     Będąc już po lekturze "Jednego małego kłamstwa" czuje się ogromnie zawiedziona. Żałuję, że w ogóle poświęciłam swój czas na tego stworka, gdyż mogłam pożyteczniej spędzić swój wolny czas. To jest moje bardzo subiektywne odczucie ale nie potrafię zrozumieć, za co inni tak pokochali tę pozycję. Ja jestem pewna, że nigdy do niej nie powrócę, nawet gdyby nie było innych książek do czytania.
     Moja ocena: 2/10.
Related Posts with Thumbnails