wtorek, 11 grudnia 2018

'Zamiana z księżniczką' (The Princess Switch, 2018) - film









Zwyczajna cukiernik z Chicago i przyszła księżniczka, które wyglądają jak bliźniaczki, postanawiają przed świętami zamienić się życiami.










     Już niestety od kilku lat mam problem aby "poczuć magię świąt". Nie jestem pewna czy to kwestia wieku, pogody czy innych czynników w życiu prywatnym, które nie zawsze sprzyjają miłej atmosferze. W tym roku postanowiłam dość wcześnie postarać się w jakiś sposób wkręcić w świąteczny klimat i obejrzałam jedną z nowości na platformie Netflix - "Zamiana z księżniczką".
     Stacy prowadzi w Chicago pełną pasji cukiernię. Jej zdolności w tym kierunku są niebotyczne i splot pewnych zdarzeń powoduje, że bierze ona udział w prestiżowym konkursie cukierniczym, na którym spotyka księżniczkę wyglądającą bliźniaczo podobnie jak ona. Choć plakat tego filmu krzyczał do mnie, że będzie to stworek coś na kształt komedii romantycznych za którymi nie przepadam, moim zdaniem jest to otulająca historia, która potrafi rozgrzać serducho. Nawet wątki romantyczne nie były tak irytujące i pompatyczno-płaskie wywołujące odruch wymiotny. Było kilka sytuacji, które były jednak zbyt cukierkowe i przesadzone, lecz mój odbiór tej historii jest raczej pozytywny.
     Gra aktorska - w przypadku tego filmu chyba najbardziej spodobała mi się najmłodsza obsada. Jednak dorośli również całkiem nieźle sobie poradzili. Choć nie pałam miłością do odtwórczyni roli Stacy/Lady Margaret Delacourt, czyli Vanessy Hudgens, to całkiem dobrze się ją tu oglądało. Swoje postacie odegrała przyzwoicie, lecz nadal nie pałam wobec niej uwielbieniem. Natomiast męska część jakoś tak bardzo przeciętnie tu wypadła, przez co sama nie wiem co mam do końca o nich myśleć.
     "Zamiana z księżniczką" to przyjemna produkcja, która umili czas i może choć trochę dzięki niej poczujemy przez chwilę Święta. Było miło, lecz nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia, abym miała kiedyś ochotę obejrzeć ją ponownie.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 9 grudnia 2018

"Mów własnym głosem. 50 lekcji jak głosić swoją prawdę" Regina Brett






Odkryj swoją prawdę, wytrwale za nią podążaj i nie wahaj się nią dzielić – oto przesłanie nowej książki Reginy Brett. Mów własnym głosem to 50 porywających lekcji o tym, jaką siłę mają słowa – nie milczenie; o tym, że nawet jeśli trudno zmierzyć się z prawdą, to tylko w ten sposób staniemy się wolni. Jak ćwiczyć się w odwadze? Jak stawiać czoła codzienności wbrew naszym obawom i lękom? I wreszcie – jak przekazywać swoją historię, by była inspiracją i nadzieją?
Przeczytaj.
Opis książki







Autor: Regina Brett
Tytuł oryginalny: Use Your Words. 50 Lessons for Speaking Your Truth
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Siara Olga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: publicystyka i eseje
Forma: esej (szkic literacki) / zbiór esejów (szkiców)
Rok pierwszego wydania: 2018
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 384



     Z twórczością Reginy Brett spotkałam się po raz pierwszy w 2015 roku, gdy przeczytałam jej książkę "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę (...)". Nie zrobiła na mnie ta pozycja aż tak dobrego wrażenia, jak kolejny tytuł z którym się zetknęłam rok później, czyli "Jesteś cudem (...)". Postanowiłam dać następną szansę autorce i sięgnęłam po ostatnio dość głośny jej tytuł "Mój własnym głosem".
     Brett w swojej najnowszej książce porusza dość trudne tematy. Ważne jest ukazanie, że każdy z nas ma swój niepowtarzalny głos i możliwość wyrażania własnych opinii. Poruszone są historie z życia codziennego, głośna akcja związana z #metoo i wiele innych sytuacji, które gdzieś prawdopodobnie obiły się przeciętnemu człowiekowi o uszy czy to w jakiejś innej formie. Ciężko mi jest dokładnie opisać to co tutaj znajdziemy, gdyż nie potrafię w prostych słowach oddać tych emocji, jakie część felietonów zawartych w tej pozycji we mnie wywołała. W niektórych przypadkach przerażenie, w innych zniesmaczenie czy trwoga. Jednak nie są to jedyne określenia jakie mogłabym użyć by opisać cały wachlarz tego co zrobiła ze mną niektóra treść.
     Styl autorki jest bardzo lekki, w przystępnej formie przedstawiła ona niektóre sytuacje, które mogą się wydawać dla części z nas zbyt trudne do opisania. Choć tematyka jest momentami dość ciężka, to miałam pewne trudności aby odłożyć ten tytuł na bok. Książka wciąga, lecz zmusza także do refleksji nad tematem o którym właśnie czytamy. Wydanie papierowe zostało bardzo dobrze wykonane i nie mam pod tym względem żadnych zastrzeżeń.
     Przyznam się, że nie żałuję czasu poświęconego na lekturę tej pozycji. Cieszę się, że ten tytuł został wydany również i u nas i mam go na własnej półce. Pomimo, że nie jestem wielką fanką formy w jakiej została napisana ta książka uważam, że warto po nią sięgnąć i pozostaje mi mieć nadzieję, że dotrze on do jak największej liczby czytelników.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 7 grudnia 2018

'Sing' (2016) - film




 

W świecie zamieszkanym przez zwierzęta teatr prowadzony przez koalę Bustera Moona popada w tarapaty. Kochając teatr, zrobi on jednak wszystko, by go ocalić. Ostatnią szansą na przetrwanie jest wielki konkurs, który pomoże odnaleźć najpiękniejszy głos świata. Głos, który ocali teatr.  Do konkursu staną: nucąca cicho jak mysz pod miotłą Mysz, nieśmiała Słonica, której towarzyszy pewna siebie matka, młody gangster Gorilla i punkowa rebeliantka Jeżozwierzyca.








     Uwielbiam animacje i nie wiem jakim cudem przegapiłam "Sing". Nadszedł wreszcie ten czas, że również i ja zaznajomiłam się z tym tytułem. Choć musicale trochę mnie przerażają, tak w tym wykonaniu było moim zdaniem bosko :).
     Koala Buster Moon, aby ratować swój teatr postanawia przyciągnąć uwagę mieszkańców organizując konkurs. Jak sama nazwa produkcji wskazuje, będzie on miał na zadaniu znaleźć najpiękniejszy wokal w mieście. Jednak nie spodziewałam się aż tak dobrej historii po tym opisie, jaką faktycznie dostałam. Łączy ona w sobie wiele elementów, które spodobają się zarówno młodemu widzowi jak i temu troszkę starszemu. Aż przypomniała mi się "rozprawka z egzaminu gimnazjalnego", gdzie miałam napisać coś na temat nauki poprzez zabawę, czy coś w tym stylu. Sądzę, że ten film, byłby idealnym jednym z przykładów, którego można by na ten temat użyć. Zarówno fabuła, samo wykonanie jak i muzyka są w moim odczuciu bardzo dobrze zrealizowane. Aż musiałam odnaleźć playlistę z tego filmu i już kilkukrotnie ją przesłuchać. Gdyby każdy musical miał tak dobre wykonanie, bo już gust muzyczny każdego może się różnić, to polubiłabym bardziej ten gatunek.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze skonstruowani. Nie znajdziemy tu płaskich i nijakich postaci, które nic nie wniosą do całości. Każde zwierzątko z którym mamy tu styczność miało swój udział i momentami ich nienawidziliśmy aby za chwilę pokochać całym serduchem. Wszyscy wywołują w widzu jakieś emocje, które pozostaną jeszcze na długo po seansie.
     Choć bliżej mi już niestety do trzydziestki niż prawdopodobnie grupy docelowej tej produkcji, cieszę się, że zobaczyłam ten tytuł. Poprawił mi on humor i naprawdę zrobił mi cały dzień. Jeśli jeszcze ktoś nie widział to gorąco polecam. Mam nadzieję, że równie pozytywnie odbierzecie "Sing" jak ja :).
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 2 grudnia 2018

"Zapomnij o mnie" K.N. Haner


Przeprowadzka do Nowego Jorku jest dla 28-letniego Marshalla szansą na odcięcie się od dawnego życia i błędów, które popełniał w młodości. Nowa praca, nowe miejsce, nowe życie. Kiedy Marshall dowiaduje się, że para studentów szuka współlokatora, nie zastanawia się długo i w ten sposób poznaje piękną Sarę.
Dziewczyny nie odstraszają tatuaże i groźny wygląd Marshalla, wręcz przeciwnie, zaczyna go prowokować i budzić w nim uczucia, których nie wzbudziła w nim dotąd żadna kobieta. Okazuje się jednak, że Sara skrywa wiele sekretów i że wkrótce wciągnie Marshalla w niebezpieczną grę.
Odkrywając kolejne tajemnice Sary, chłopak szybko zrozumie, że dziewczyna jest na krawędzi i że potrzebuje pomocy. Jednak w tej grze pozorów i sekretów nie będą sami.
Czy dziewczyna, która rozpaliła jego ciało, zdobędzie też jego serce?
Opis książki



Autor: K. N. Haner
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 408



     Spotkałam się z kilkoma opiniami wśród znajomych, że książka pt. "Zapomnij o mnie" zrobiła na nich ogromne wrażenie i jest jedną z najważniejszych pozycji jaką dotychczas przeczytali. Ogólnie nawet w internecie książka zbiera dość pozytywne recenzje, dlatego też nastawiłam się na lekturę, która wbije mnie w fotel i będę o niej pamiętać dość długo. Niestety ja bardzo 'przejechałam' się na tym tytule...
     Marshall zaczyna nowe życie w innym mieście, a Nowy Jork wydaje się być dla niego idealnym miejscem. Gdy na swojej drodze trafia na piękną Sarę, jego życie nie będzie tak proste jak miał nadzieję. Wychodzą na powierzchnie pogrzebane głęboko demony z przeszłości, nie tylko te głównych bohaterów. O ile sam pomysł na fabułę może wydać się intrygujący i jestem jeszcze w stanie zrozumieć co zachwyciło w niej wielu czytelników, tak wykonanie jest moim zdaniem okropne. Sceny erotyczne były dla mnie mało przekonujące, nie powodowały u mnie przyśpieszonego bicia serca, a jedynie zażenowanie sposobem w jaki to zostało przedstawione. Moja reakcja w większości przypadków wyglądała TAK [KLIK] ale w komunikacji miejskiej, gdy czytałam tę powieść, było to trochę ciężkie do wykonania. Część sytuacji była dla mnie na tyle absurdalna, że nie wiedziałam dlaczego w ogóle znalazły się w tej historii. Nieprawdopodobne dramaty, nieadekwatne zachowania i momentami robienie przysłowiowej "gównoburzy" to coś czego znajdziemy tu bardzo dużo. Jedynym plusem wydaję się być dla mnie zakończenie, choć nie jestem pewna czy po prostu byłam szczęśliwa, że wreszcie skończyłam to cudo, czy niespodziewane wydarzenia wydają się być idealnym sposobem na koniec tej historii.
     Bohaterowie byli dla mnie bardzo irytujący. Zarówno Sara jak i Marshall to postacie, które były tak nieporadne i ciapkowate, że aż ciężko mi było uwierzyć w to co robią i miałam ogromny problem, żeby ich przeboleć w tej książce. Gdybym poznała takie osoby w prawdziwym życiu to jestem pewna, że byśmy się nie polubili i nigdy w życiu nie zostali przyjaciółmi. Jedyną postacią, która wzbudzała we mnie jakiekolwiek pozytywne uczucia to bohaterka mająca być promyczkiem nadziei dla jednej z kluczowych postaci, lecz też miała niestety wiele momentów, przez które moja sympatia wobec niej wisiała na włosku. Wydawała mi się ona czasem bardzo naiwną i łatwowierną istotką, której robiło mi się wręcz żal.
     Styl autorki nie przekonał mnie do siebie. Choć ma ona bardzo lekkie pióro to ilość powtórzeń jakie tutaj używa była ogromnie irytująca. Mam wrażenie, że było tylko po jednym określeniu na damskie i męskie narządy płciowe, a ciągłe ich używanie nie spowodowało we mnie jakiejkolwiek ekscytacji. Po prostu sposób w jaki zostały opisane niektóre wydarzenia był dla mnie wręcz nużący. Co do wydania - mam wersję elektroniczną, która była bardzo przyzwoicie zrobiona. I całe szczęście, że nie mam wersji papierowej, gdyż nie będzie mi ta książka o sobie przypominać na półce i nie muszę zajmować się jak najszybszym jej pozbyciem z regału.
     Ogromnie zawiodłam się tą pozycją. Spodziewałam się czegoś spektakularnego, a dostałam średnią historię w, przynajmniej moim zdaniem, kiepskim wykonaniu. Jestem pewna, że nigdy więcej nie powrócę do tego tytułu i z ogromną satysfakcją usunę go z mojego czytnika. Miło by było tak samo szybko móc usunąć treść tej książki ze swojej pamięci...
     Moja ocena: 3/10.

piątek, 30 listopada 2018

Podsumowanie listopada 2018


Listopad się wreszcie kończy. To był dla mnie bardzo trudny miesiąc, który przyniósł mi wiele życiowych lekcji. Gdyby nie moja odskocznia i zainteresowania, którymi dzielę się z Wami na tym blogu, przyznam się, że chyba nie dałabym psychicznie rady. Wiem, że ludzie mają w życiu gorsze problemy, jednak nie jest to dla mnie żadne pocieszenie... Pozostaje mi mieć nadzieję, że kiedyś wreszcie może będzie lepiej. Oby jak najszybciej.


Listopad książkowo

- liczba przeczytanych książek: 7
- łączna liczba stron: 3400

Pod względem czytelniczym nie było tak źle. Całe szczęście miałam styczność z w miarę dobrymi pozycjami. Najbardziej przypadła mi do gustu w tym miesiącu "Runa" Very Buck. Według mnie jest to rewelacyjna książka. Jeśli jeszcze jej nie czytaliście to gorąco polecam! Mam nadzieję, że nie zawiedziecie się tą pozycją.


Listopad filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 7
Niestety filmowo nie było tak dobrze jak książkowo w tym miesiącu. Choć miałam okazję obejrzeć bardzo dobre filmy, takie jak "Kler" to niestety też trafiłam na totalne gnioty. Jak dla mnie "Miłość na zamówienie" to totalna pomyłka z męczącymi schematami, a "Rodzina na sprzedaż" to film, który pomimo ciekawego pomysłu, bardzo rozczarowuje.


Mam nadzieję, że Wam listopad minął znacznie lepiej niż mi. Jestem ciekawa z jakimi interesującymi pozycjami zetknęliście się w tym miesiącu. Dajcie znać w komentarzach, gdyż z chęcią zapoznam się z nowymi tytułami.

czwartek, 29 listopada 2018

'Niebo istnieje... naprawdę' (Heaven Is for Real, 2014) - film

Film "Niebo istnieje... naprawdę" zrealizowany został na podstawie światowego bestselleru. To prawdziwa historia Coltona Burpo (Connor Corum) - chłopca, który podczas operacji znalazł się na granicy życia i śmierci. Rodzice (Kelly Reilly i Greg Kinnear) nie spodziewali się, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszą piękną i wyjątkową opowieść o podróży chłopca do nieba i z powrotem. Czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Mówił o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami.
Zaskoczył opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a o których, jako dziecko nie mógł wiedzieć. Colton opowiadał z rozbrajającą dziecięcą niewinnością o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już odeszli z tego świata. 



     Urywki tego filmu widziałam kiedyś w telewizji, jednak nie miałam wtedy wystarczająco czasu aby w pełni zaangażować się w oglądanie. Z braku lepszego pomysłu na tytuł, który obejrzeć postanowiłam powrócić do "Niebo istnieje... naprawdę" i przekonać się czy jest na tyle wartościowy aby powracać do niego myślami.
     Colton podczas niespodziewanej operacji znajduje się między życiem a śmiercią. Kilkuletni chłopiec twierdzi, że trafił wtedy do Nieba i poznał między innymi Jezusa. Historia jest oparta na faktach, więc nie mnie oceniać samą fabułę. Jednak nie wszystkie sytuacje przedstawione w tym filmie mnie przekonują. Mam kilka zastrzeżeń i wątpliwości lecz każdy chyba powinien sam ocenić według własnych doświadczeń to z czym przychodzi nam się tu zmierzyć. Niektóre sceny były dla mnie zrealizowane zbyt komputerowo, nie było widać takiej naturalności, którą można lepiej wydobyć. Sama oprawa muzyczna była dla mnie trochę nijaka, ani nie przeszkadzała, choć też w pełni nie współgrała z tym co zostało przedstawione.
     Gra aktorska - najbardziej irytował mnie odtwórca Coltona, czyli Connor Corum. Miałam wrażenie, że nie za dobrze czuje się on przed kamerami i niestety nie wypadł tak naturalnie. Co do dorosłej części załogi filmu nie mam żadnych zastrzeżeń. Zagrali bardzo dobrze i nie miałam ochoty przestać na to patrzeć w trakcie seansu.
     Film "Niebo istnieje... naprawdę" jest dla mnie dość nijaką produkcją. Cieszę się, że mam ją wreszcie za sobą i nie będzie mi dłużej zaprzątać myśli. Wątpię jednak abym miała ochotę obejrzeć ponownie ten tytuł. Może na kimś innym zrobi większe wrażenie, jednak mnie nie zachwycił tak abym polecała go każdemu.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 28 listopada 2018

"Runa" Vera Buck

Paryż, rok 1884.
Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpêtrière przeprowadza eksperymenty na histeryczkach.
Jego pokazy hipnozy ściągają widzów z całej Europy; znany neurolog niczym magik sprawia, że pacjentki tańczą przed zgromadzoną publicznością. Któregoś dnia na oddział trafia Runa, mała dziewczynka, która opiera się wszelkim metodom terapeutycznym. Jori Hell, szwajcarski student medycyny, widzi w tym szansę na zdobycie upragnionego tytułu doktora i wysuwa śmiałą propozycję zabiegu, który do tej pory wydawał się nie do pomyślenia. Chce jako pierwszy lekarz w historii medycyny operacyjnie usunąć obłęd z mózgu pacjentki. Nie wie jednak, że Runa zostawiła wmieście tajemnicze wiadomości, ściągając na siebie uwagę innych osób.
Zna też najmroczniejszą tajemnicę Joriego…
Opis książki





Autor: Vera Buck
Tytuł oryginalny: Runa
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Skowrońska Emilia
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 608



     Mam wrażenie, że w tym roku pojawiło się bardzo wiele powieści z wątkiem chorób psychicznych. Każda na swój sposób kusi, jednak to "Runa" z opisu wydała mi się być najbardziej intrygująca, a wiele pozytywnych opinii jeszcze bardziej zachęcało do sięgnięcia po akurat tę pozycję. I całe szczęście również ja się nie zawiodłam :)!
     Runa to kilkuletnia dziewczynka z nietypowymi objawami. Nie działają na nią również znane jak dotąd formy leczenia. Dla Joriego próba wyleczenia tej młodej istotki wydaje się być idealną okazją do zdobycia tytułu doktora. Jednak im lepiej bohaterowie się poznają i dają się poznać, tym na jaw wychodzą coraz drastyczniejsze sekrety. Choć pozycja ma ponad sześćset stron to czytało mi się ją bardzo lekko i ciężko było mi ją odłożyć już od pierwszych akapitów. Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest bardzo interesująco skonstruowana, a sama akcja nie ma gorszych momentów, które mogą zniechęcić czytelnika. Fakty przeplatają się z fikcją literacką i dla dociekliwych może być nie lada gratką odkrywanie tego co jest prawdą a co zostało stworzone na potrzeby misternie skonstruowanej treści.
     Bohaterowie jak dla mnie zostali rewelacyjnie wykreowani. Każda z postaci tu występujących miała w sobie coś, dzięki czemu można ją zapamiętać na dłużej a nie tylko na czas lektury. Wszyscy wzbudzili we mnie przeróżne emocje i nie było tu miejsca na wszechobecną nijakość, przez którą można się zanudzić. Moim zdaniem bohaterowie to bardzo mocna strona tej powieści.
     Styl autorki bardzo przyjemny w odbiorze. Dzięki temu w jaki sposób konstruuje ona zdania można szybko przebrnąć przez książkę, a fantastyczna fabuła, którą stworzyła nie pozwala oderwać się wręcz od lektury. Wydanie papierowe to chyba niestety najsłabsza część. Niestety pomimo dość pokaźnej grubości znów mamy klejone strony co nie wpływa w tym przypadku zbyt pozytywnie na komfort czytania. Jednak przyciągająca wzrok okładka została idealnie dobrana do tego co tu znajdziemy - trochę tajemnicza jednak nie zdradzająca zbyt wiele.
     Cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę tej powieści. "Runa" ma swój urok i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie spodziewałam się, że o tego typu sprawach można napisać tak dobrą powieść. Z wielką chęcią w przyszłości powrócę do tej książki, a Wy jeśli jeszcze jej nie przeczytaliście to gorąco polecam jej nadrobienie. Moim zdaniem naprawdę warto!
     Moja ocena: 9/10.

niedziela, 25 listopada 2018

'Bajecznie bogaci Azjaci' (Crazy Rich Asians, 2018) - film


Pochodząca z Nowego Jorku Rachel Chu (Wu) zgadza się pojechać ze swoim długoletnim chłopakiem — Nickiem Youngiem (Golding) do Singapuru na ślub jego najlepszego przyjaciela. Rachel cieszy się, że po raz pierwszy zobaczy Azję, ale jednocześnie denerwuje się przed spotkaniem z rodziną Nicka. Ponadto zupełnie niespodziewanie dowiaduje się, że jej chłopak nie wspomniał o kilku kluczowych szczegółach ze swojego życia. Okazuje się, że to nie tylko potomek jednej z najzamożniejszych rodzin w kraju, ale także jeden z najbardziej pożądanych kawalerów. Fakt, że Rachel jest jego dziewczyną, sprawia, że biorą ją za cel zazdrosne panny z towarzystwa, a co gorsze — również niepochwalająca tego związku matka Nicka (Yeoh). Szybko staje się jasne, że chociaż miłości nie można kupić, pieniądze mogą jednak nieźle namieszać.




     Film "Bajecznie bogaci Azjaci" bombardował mnie swego czasu z każdej strony. Byłam ogromnie ciekawa tej produkcji, choć miałam pewne obawy, czy oby na pewno jest to coś co mi się spodoba. W końcu nadszedł ten czas, gdy miałam wreszcie możliwość zobaczyć o co tak naprawdę cały ten szum. Będąc już po seansie mam bardzo mieszane odczucia w przypadku do tego tytułu...
     Rachel od wielu lat spotyka się z jednym mężczyzną. Po dość długim okresie nadszedł ten dzień, gdy przy okazji ślubu swojego najlepszego przyjaciela, Nick zaprasza swą wybrankę do rodzinnego domu, aby poznała jego rodzinę. Na jaw wychodzi kilka znaczących szczegółów, które mogą zniszczyć ten związek. Niestety sama nie wiem co mam do końca myśleć o tym filmie. Był on promowany jako komedia, jednak fabuła i powielane schematy z którymi mamy tu styczność wskazują niestety na komedię ale tą romantyczną, a na ten gatunek reaguję prawie alergicznie. Jest tu wiele momentów, które bardzo łatwo przewidzieć i nie ma tego elementu zaskoczenia. Jednak jest w tym filmie coś co go wyróżnia na tle tego typu produkcji. Nie jest on aż tak bardzo sztampowy czy durny jak się można spodziewać. Są tu nieliczne sytuacje, które ratują całość, choć mam wrażenie, że jeśli wspomnę o które mi dokładnie chodzi to zaspojleruję i odbiorę przyjemność z oglądania.
     Gra aktorska - jest to na pewno jeden z mocniejszych plusów tego filmu. Moim zdaniem jest tu wielu aktorów, którzy przyłożyli się do swojego zadania i faktycznie odegrali swoje role z uczuciem. Nie miałam tego wrażenia, że każdy robi wszystko na odwal, aby tylko zgarnąć swoje wynagrodzenie. Zarówno te główne postacie jak i dalszoplanowe były bardzo dobrze obsadzone. Jest to chyba element do którego nie mogę się przyczepić.
     Film ma swoje plusy i minusy. Dla mnie jest to dość przeciętna produkcja, która wywołała we mnie jedynie mieszane odczucia. Wątpię, abym do niej w przyszłości powróciła, choć stanowczo jej nie skreślam. Jestem ciekawa czy tylko ja jestem aż tak bardzo niezdecydowana względem tej produkcji.
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 24 listopada 2018

"Ona to wie" Lorena Franco



 
Spokojne osiedle pod Barceloną. Ignorowana przez męża, uzależniona od alkoholu i środków uspokajających Andrea spędza całe dnie na obserwowaniu przez okno życia sąsiadów.
A zwłaszcza idealnego małżeństwa mieszkającego po drugiej stronie ulicy.
Beznadziejną rutynę przerywa zniknięcie sąsiadki z naprzeciwka. Alkohol i tabletki to nie najlepsze połączenie. Andrea nie może mieć pewności, czy to, co widzi i słyszy, rzeczywiście się dzieje, czy rodzi się w jej zamroczonym umyśle. A może to wytwór fantazji niespełnionej pisarki? Mimo to chce odkryć prawdę. Nawet wtedy, gdy sama zaczyna się czuć coraz bardziej zagrożona. Zwłaszcza wtedy. 
Opis książki






Autor: Lorena Franco
Tytuł oryginalny: Ella lo sabe
Język oryginalny: hiszpański
Tłumacz: Sosnowska Elżbieta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 480



     Okładka książki "Ona to wie" przez pewien czas 'wisiała' na przystanku autobusowym, na którym przesiadałam się aby dotrzeć do pracy. Dodatkowo napis z tyłu głoszący "Nowy Ruiz Zafón jest kobietą i pisze powieści kryminalne" dodatkowo przemawiał za tym, abym sięgnęła po tę pozycję. Nadszedł wreszcie ten czas gdy to się stało. Czy faktycznie jest tak dobrze jak u uwielbianego przeze mnie Zafóna?
     Andrea wiedzie dość monotonne życie. Przygląda się przez okno swojemu sąsiedztwu popijając środki uspokajające kawą z dodatkiem alkoholu. Jednak zniknięcie w nocy jej sąsiadki zmienia jej dotychczasową rutynę i przybiera nieoczekiwany obrót. Muszę przyznać, że choć samo streszczenie fabuły może wydać się nieco lakoniczne, to to co się dzieje w tej powieści to całkiem zgranie stworzona historia. Zaskakujące wydarzenia, których momentami nie sposób przewidzieć tworzą niesamowitą akcję od której ciężko się oderwać. Niestety zdarzają się również bardziej nużące sytuacje, przez które trzeba przebrnąć aby znów móc cieszyć się lekturą. Czasem miałam wrażenie, że powtarzają się motywy z "Dziewczyny z pociągu", co niekoniecznie może się części czytelników spodobać. Całe szczęście nie było tego tak dużo, aby zniechęcało do dalszego czerpania przyjemności z tej książki.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Wzbudzali oni we mnie przeróżne emocje, nie zawsze te pozytywne, a w szczególności Andrea. Wkurzała mnie ona do granic możliwości, lecz były momenty, że byłam w stanie ją zrozumieć. Choć może wydawać się to błahym stwierdzeniem, jednak nic ani nikt nie jest taki jak wygląda na pierwszy rzut oka. Złożoność postaci występujących w tej powieści jest moim zdaniem mocną stroną tej pozycji.
     Styl autorki bardzo lekki i nie miałam problemu by już od pierwszych stron całkowicie wciągnąć się w lekturę. Jednak dużym nadużyciem jest porównywanie jej do Carlosa Ruiz Zafóna, którego uwielbiam. Moim zdaniem sposób w jaki piszą znacząco się różni, a jedynym wspólnym elementem jest to, że szybko się czyta ich powieści. Wydanie papierowe całkiem dobrze zrobione. Główną wadą są klejone strony, do których nadal się nie przekonałam, choć jest to rozwiązanie wykorzystywane w większości książek. Również pod koniec odniosłam wrażenie, że osoby odpowiedzialne za korektę trochę już odpuściły i nie wszystkie błędy zostały wyłapane.
     Cieszę się, że wreszcie sięgnęłam po tę pozycję. "Ona to wie" to dobra powieść, w którą można wciągnąć się już od początku i będę pozytywnie wspominać jej lekturę. Choć nie jest aż tak fenomenalna aby w pełni skraść moje serducho, uważam, że warto po nią sięgnąć.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 23 listopada 2018

'Interwencja' (The Intervention, 2016) - film


 


Peter (Vincent Piazza) i Ruby (Cobie Smulders) są młodym małżeństwem z trójką dzieci. W ich związku nie dzieje się jednak najlepiej. Para nie potrafi już ze sobą normalnie rozmawiać. Ich codzienność pełna jest ciągłych kłótni i nieporozumień. Przyjaciele małżeństwa postanawiają interweniować. Zapraszają Petera i Ruby do spędzenia wspólnego weekendu na wsi. Wieczorna rozmowa dotycząca kłopotów pary nie przebiega jednak zgodnie z planem. Na światło dzienne zaczynają wychodzić problemy pozostałych uczestników spotkania.






     Aktorkę Cobie Smulders kojarzę głównie z serialu "Jak poznałem waszą matkę". Miałam ochotę zobaczyć ją w innej roli, niż ta z której ją poznałam i tym oto sposobem natrafiłam na film pod tytułem "Interwencja". Nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać od tej produkcji, lecz będąc już po seansie nadal mam bardzo mieszane uczucia.
     W małżeństwie Ruby i Petera gołym okiem widać, że nie dzieje się dobrze. Zauważają to ich przyjaciele, którzy postanawiają urządzić im tak zwaną "interwencję" w pewien weekend w uroczym domku na wsi. Podczas tych dwóch dni dochodzi do przeróżnych sytuacji, które otworzą oczy nie tylko głównym zainteresowanym... Akcja tego filmu toczy się bardzo powoli. Losy bohaterów poznajemy wręcz w ślimaczym tempie przez co nie do końca w pełni możemy dostrzec pełen obraz tego co się w ich życiu dzieje. Pomimo tego sama fabuła momentami jest na tyle intrygująca, że naprawdę oglądałam z zainteresowaniem niektóre sceny. Jednak całościowo wypada bardzo przeciętnie, ma swoje lepsze i gorsze momenty, które mogą zarówno zachwycić jak i zniechęcić do dalszego oglądania.
     Gra aktorska - przyznam się, że i w tym wypadku mam bardzo mieszane odczucia. Źle nie było jednak chociażby po Cobie Smulders spodziewałam się czegoś trochę lepszego. Myślałam, że będzie w stanie pokazać więcej emocji w swojej postaci. Również Melanie Lynskey nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Odegrała ona tutaj bardzo ważną rolę, której niestety nie podołała. Jej gra była dość drętwa i irytująca, przez co nie byłam w stanie żywić wobec postaci, którą odgrywała pozytywnych uczuć.
     "Interwencja" to film, który jest przeciętny pod każdym względem. Nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia, jednak nie mogę napisać aby było to coś bardzo złego, co radziłabym omijać szerokim łukiem. Ot, taka historia, którą można obejrzeć w trakcie wykonywania innych czynności jak prasowanie. Umili czas ale nie wciągnie nas na tyle, że przypalimy żelazkiem jakieś ubrania ;).
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails