niedziela, 15 maja 2022

"Nie krzycz" Marcel Moss

 
Nowy thriller psychologiczny autora bestsellerowych "Nie odpisuj" i "Nie wiesz wszystkiego".
"Jesteśmy tak przyzwyczajeni do hejtu, że nikt się nie przejmuje ofiarami agresji. Tymczasem one istnieją. Z zagryzionymi do krwi wargami i przekrwionymi od płaczu oczami godzinami wpatrują się w przepełnione jadem komentarze. (…) i pragną tylko jednego. Zemsty na tych, którzy próbowali wgnieść ich w ziemię".
Pogrążona w długach Anita zarabia na życie jako anonimowa hejterka. Kobieta za pieniądze wypisuje obraźliwe komentarze pod adresem znanych osób. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie zhejtowania jednego z polityków. Krótko potem na jej prywatną skrzynkę zaczynają przychodzić agresywne maile. To jednak początek koszmaru. Kto i dlaczego się na nią uwziął?
Gnębiony przez żonę Michał zaczyna wierzyć, że już nigdy się od niej nie uwolni. Wkrótce mężczyzna otrzymuje nieoczekiwaną pomoc i staje przed szansą wyrównania rachunków z demoniczną Agatą. Nie wie jednak, że godząc się na walkę z żoną, staje się częścią perfidnej gry, która ostatecznie prowadzi do tragedii.
W dzisiejszym świecie nie liczy się prawda. Liczy się to, kto najgłośniej krzyczy.
Opis książki
 
 
 
Autor: Marcel Moss
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 368
 
 
 
     Powieść "Nie krzycz" to już trzeci i prawdopodobnie ostatni tom Trylogii Hejterskiej od Marcela Mossa. Dość długo czekała ta pozycja na mojej 'czytnikowej' półce ale postanowiłam wreszcie ją przeczytać. Miałam nadzieję, że będzie to wyśmienita lektura i wywoła wiele przeróżnych emocji podczas czytania, tak jak poprzednie tytuły tego autora z którymi miałam styczność. Jak wyszło? Kilka dni po zakończeniu książki nadal mam nieco mieszane odczucia...
     W tej powieści powracamy do znanych nam postaci z poprzednich tomów i niejako kontynuacji ich historii oraz problemów. Choć czekają przed nimi kolejne wyzwania to ponownie poruszane są pokręcone i trudne tematy z którymi może zetknąć się każdy z nas. Niestety mam pewne wątpliwości co do tej powieści... Mam wrażenie, że po pierwszym zaskoczeniu i pozytywnym wrażeniu z lektury pierwszej części tej serii tutaj mam już pewien przesyt brutalnością jak i powielaniem tych samych schematów. Co prawda wiedziałam czego mogę się spodziewać, faktycznie dostałam przeogromną dawkę emocji, tak były one już na tyle męczące w swojej powtarzalności, że w pewnym momencie, a przynajmniej już pod koniec, zaczynałam czuć po prostu znużenie oraz zmęczenie materiałem. Nie mogę napisać, że jest to zła książka, jednak dla mnie, pomimo dość długiej przerwy u mnie między tomami, było zbyt wiele tych samych wciąż nierozwiązanych spraw oraz problemów.
     Bohaterowie według mnie zostali całkiem dobrze wykreowani. Choć minęły dwa lata od mojej lektury poprzedniego tomu ("Nie patrz") to bez problemu byłam w stanie przypomnieć sobie kto jest kim i z czym się mierzy. Niemniej jednak mam wrażenie, że niewiele się oni zmienili od naszego ostatniego spotkania i w ogóle nie są w stanie wynieść lekcji z poprzednich wydarzeń. Pomimo wszystko są na tyle charakterystyczni, że na pewno na długo pozostaną w mojej pamięci.
     Styl autora jest przyjemny w odbiorze, jeśli można to tak określić. Panu Marcelowi udało się napisać powieść, która pomimo wszystko umie podtrzymać zainteresowanie czytelnika przez cały czas podczas lektury i nie da się pomylić jego stylu z kimkolwiek innym. Jednak na ten moment nie jestem pewna, czy w najbliższym czasie będę sięgać po kolejną jego powieść. Co do wydania e-booka, który czytałam na czytniku (ale już nie pamiętam gdzie kupiony...) nie mam żadnych zastrzeżeń.
     "Nie krzycz" to powieść dla osób lubujących się w silnych i skrajnych emocjach w trakcie lektury oraz nieco absurdalnych sytuacjach. Ja niestety czuję w tym momencie nieco przesyt tym co tu dostałam, jednak sądzę, że znajdą się czytelnicy, którzy będą tą pozycją zachwyceni.
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 10 maja 2022

'365 dni: Ten dzień' (2022) - film

 
Laura i Massimo znów są razem i jeszcze bardziej między nimi iskrzy. Jednak nowy początek nie będzie dla nich prosty z powodu powiązań rodzinnych Massimo i tajemniczego mężczyzny, który wkracza w życie Laury, by za wszelką cenę zdobyć jej serce i zaufanie.
W drugiej części filmowego tryptyku bohaterka Anny-Marii Siekluckiej przejdzie transformację, która przyniesie znaczące zmiany w jej dotychczasowym życiu i związku z Massimo (Michele Morrone). Na ekran powrócą ulubieńcy - najlepsza przyjaciółka i powierniczka Laury, Olga (Magdalena Lamparska) oraz zaufany pomocnik Don Massima, Domenico (Otar Saralidze) - a wraz z nimi nowa postać, zabójczo przystojny i tajemniczy Nacho (Simone Susinna), na widok którego serca zabiją mocniej. Nie zabraknie także zapierających dech w piersiach włoskich krajobrazów, olśniewających kreacji i eleganckich sportowych samochodów.



     Filmu "365 dni: Ten dzień" nie miałam w swoich filmowych planach, gdyż pierwsza część, czyli "365 dni", była po prostu zła. Jednak wiele opinii mówiących, że jest tu jeszcze gorzej niż we wcześniejszej części nieco mnie zaintrygowało. Zastanawiałam się czy jest to w ogóle możliwe, więc z bólem serca postanowiłam to sprawdzić. I faktycznie muszę się zgodzić z wieloma negatywnymi głosami dotyczącymi tej produkcji. Naprawdę jest jeszcze gorzej...
     Laura i Massimo znów są razem i planują swój ślub. Choć ogromnie między nimi iskrzy na drodze staje im "przystojny" Nacho, który potrafi zawrócić w głowie. Fabuły niestety jako takiej tu nie ma i ciężko mi coś więcej napisać na jej temat. Dostajemy natomiast wiele nic nie wnoszących do historii scen łóżkowych z grającą w tle muzyką, którą mogłaby przygotować każdy z nas. Jedynym atutem tej produkcji są... widoki. Jako, że uwielbiam morze i zachwycam się każdym jego aspektem, to dla mnie były to jedyne okoliczności na których mogłam dłużej zawiesić oko. W przypadku całej reszty jestem stanowczo na nie. Nawet wymyślne ciuchy mnie tu nie zachwyciły. Co do zgodności historii, która została ukazana w tym filmie z książką na podstawie której on powstał, to nie jestem w stanie nic powiedzieć, gdyż naprawdę nic nie pamiętam z powieści, którą czytałam, a raczej słuchałam w audiobooku, dwa lata temu. Chyba mam to szczęście, że udało mi się ją już wyprzeć z pamięci.
     Gra aktorska - no cóż, choć ten film na pewno da rozgłos aktorom, to mnie to co tu dostałam niestety jednak nie porwało. Mam wrażenie, że wszyscy mieli jeden wyraz twarzy i tylko nim posługiwali się przez całą produkcję. Bardziej już przekonują i śmieszą mnie krążące memy po internecie z tymi aktorami z kadrami z tej produkcji, aniżeli faktyczne ich umiejętności, którymi się tu popisali.
     "365 dni: Ten dzień" to w moim odczuciu fatalny film, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Mnie on swoim całokształtem nie zachwycił i żałuję, że poświęciłam na niego swój czas. Ze swojej strony stanowczo odradzam Wam jego oglądanie, chyba, że na własnej skórze chcecie się przekonać, że może być naprawdę źle.
     Moja ocena: 1/10.

poniedziałek, 9 maja 2022

"Miłosny układ" Sarah Hogle

 
Mistrzowska komedia romantyczna, iskrząca się złośliwym humorem, zabawna i prawdziwa.
Kiedy twój najgorszy wróg jest jednocześnie twoim narzeczonym...
Naomi i Nicholas są parą idealną. Wkrótce ma się odbyć ich wystawne, eleganckie wesele. Tymczasem... mają siebie serdecznie dość.
Niestety osoba, która wycofa się pierwsza, będzie musiała także pokryć niebotyczne koszty niedoszłego wesela. Kiedy Naomi orientuje się, że nie tylko ona udaje szczęście na myśl o wspólnej przyszłości, oboje rozpoczynają wojnę podjazdową: uciekają się do sztuczek, złośliwych kawałów i różnych podstępów, byle tylko dokuczyć drugiemu i zmusić go do zerwania. Wszystkie chwyty są dozwolone.
Okazuje się jednak, że gdy nie mają już nic do stracenia, nareszcie mogą być sobą. Co więcej, tak doskonale bawią się, dręcząc się nawzajem, że cała sytuacja zaczyna nabierać zupełnie innego charakteru…
Opis książki



Autor: Sarah Hogle
Tytuł oryginalny: You Deserve Each Other
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Sommer Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2020
Rok pierwszego wydania polskiego: 2022
Liczba stron: 384
 
 
 
     O powieści Sarah Hogle pt. "Miłosny układ" słyszałam wiele pozytywnych opinii, a że potrzebowałam ostatnimi czasy czegoś nieco lżejszego postanowiłam dać tej pozycji szansę. Choć nie przepadam za komediami romantycznymi, czy to w wersji filmowej czy to książkowej, to i tak miałam nadzieję, że będę w stanie czerpać radość z lektury. Niestety nie do końca tak się stało, lecz z drugiej strony nie było też aż tak źle jak się obawiałam, że może być.
     Naomi i Nicholas z pozoru są idealną parą, która niedługo stanie na ślubnym kobiercu. Jednak dziewczyna coraz bardziej jest niechętna wobec swojego wybranka, a on nie pozostaje jej dłużny. Każde z nich stara się wymusić na tym drugim zerwanie zaręczyn, aby to ta druga osoba poniosła koszty wesela, które miałoby nie dojść do skutku. Lecz im dłużej doprowadzają siebie do szału, sytuacja staje się coraz bardziej napięta i żadne z nich nie zamierza odpuścić, a termin ślubu coraz bliżej... Przyznam, że sięgając po tę powieść miałam cichą nadzieję, że pomimo wszystko będzie choć trochę zabawnie oraz znajdzie się chociażby jeden element komediowy, który trafi w moje gusta. Niestety znaczną częścią fabuły były dziecinne przepychanki między dwojgiem teoretycznie dorosłych ludzi, którzy nie potrafili ze sobą po prostu porozmawiać i wyjaśnić wszystkich wątpliwości oraz uraz jakie wobec siebie żywią. Z drugiej strony były momenty aż tak głupie i absurdalne, że faktycznie mogłam przestać karmić się negatywnymi emocjami z otaczającej mnie rzeczywistości i skupić całą swoją złość na tej pozycji. Zakończenie również bardzo przewidywalne, jeśli ktoś obejrzał w swoim życiu choć jedną komedię romantyczną, będzie wiedział jak cała ta historia może się skończyć.
     Bohaterowie w moim odczuciu byli bardzo przeciętni i właściwie nijacy w swoim całokształcie. Mam wrażenie, że niczym szczególnym się nie wyróżniali i za jakiś czas właściwie nie będę w stanie przyporządkować ich do konkretnej powieści, o ile w ogóle będę o nich jeszcze pamiętać. Największym moim zarzutem wobec głównych bohaterów jest to, że nie potrafią ze sobą rozmawiać i przekazywać swoich potrzeb, lecz wtedy nie byłoby w ogóle tej historii rozwleczonej na prawie czterysta stron.
     Styl autorki to chyba najmocniejszy atut całej tej książki. Moim zdaniem, pomimo, że  treść mnie do siebie nie przekonała, historia została napisana naprawdę lekkim piórem, dzięki czemu byłam w stanie dobrnąć do końca i wbrew pozorom zatopić się w lekturze. Nie jestem pewna czy sięgnę po kolejną powieść napisaną przez tą autorkę, jednak było tu na tyle przyjemnie, że byłam w stanie oderwać się od swoich zmartwień i szarej rzeczywistości. Co do e-booka dostępnego na Empik Go nie mam żadnych zastrzeżeń i bardzo dobrze współgrał z moim czytnikiem Kindle.
     "Miłosny układ" to powieść, której można zarzucić wiele złego, jednak z drugiej strony, byłam w stanie dzięki niej oderwać się od własnych problemów. Co prawda nie było tak źle jak się spodziewałam, to jednak nie zamierzam do niej powracać w przyszłości. Pomimo wszystko nie żałuję, że poświęciłam na nią swój czas, gdyż na własnej skórze przekonałam się czy jest to powieść dla mnie czy nie. Nie jestem w stanie z czystym sercem Wam jej polecać, lecz to Wy sami musicie sprawdzić czy odnajdziecie się w tej historii.
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 7 maja 2022

"Rebeka" Daphne du Maurier

 
Najsłynniejsza powieść angielskiej mistrzyni romansu psychologicznego, która doczekała się licznych adaptacji filmowych, teatralnych i telewizyjnych. Autorki, która zainspirowała Alfreda Hitchcocka i Stephena Kinga.
Uboga dziewczyna, pracując jako dama do towarzystwa bogatej Amerykanki, pani van Hopper, trafia do Monte Carlo, gdzie poznaje bogatego wdowca Maxima de Wintera. Po krótkiej znajomości poślubia go i zamieszkuje w jego angielskiej posiadłości Manderley.
Nowa pani de Winter doskonale pamięta swój przyjazd do położonej wśród nagich, białych buków samotnej posiadłości na wybrzeżu Kornwalii. Przybyła z mężem, którego prawie nie znała, i znalazła się w zimnych kamiennych murach, które wcale nie chciały jej gościć… Bo nigdy nie zapomniały swojej pierwszej właścicielki, Rebeki, choć ta od dawna nie żyje… A jednak jej pokoje pozostały nietknięte, jej stroje wciąż są gotowe do włożenia, a jej służąca – pani Danvers – cały czas jest wobec niej lojalna. Nawet w lustrach jakby dalej odbijała się jej postać…
I choć serce ściska strach, krew krzepnie w żyłach, a umysł nękają złe przeczucia, nowa pani de Winter postanawia odkryć, kim była jej doskonała poprzedniczka i jaki straszny los spotkał ją w posiadłości Manderley. Wplątana w kryminalną intrygę bohaterka, musi się zmierzyć z przerażającymi wydarzeniami i pokonać własny strach.
Powieść jest historią wielkiej nienawiści i wielkiej miłości, przedstawioną w pełnej grozy stylistyce romansu gotyckiego.
Książka ukazała się w roku 1938 i do dziś cieszy się niesłabnącym powodzeniem.
Opis książki
 
 
 
Autor: Daphne du Maurier
Tytuł oryginalny: Rebecca
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Romanowicz-Podoska Eleonora
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1938
Rok pierwszego wydania polskiego: 1939
Liczba stron: 448
 
 
 
     Po ostatnich niezbyt udanych wyborach książkowych zdecydowałam się wreszcie sięgnąć po bardzo zachwalaną powieść pt. "Rebeka" Daphne du Maurier. Miałam nadzieję, że faktycznie będzie to tak genialna historia, jak twierdzi wiele czytelników i będę w stanie zatopić się całą sobą w lekturze. Oczekiwania miałam wobec niej ogromne ale czy również i ja jestem nią zachwycona? Choć mam nieco uwag to lektura tej pozycji była naprawdę przyjemna.
     Do ubogiej dziewczyny pracującej jako dama do towarzystwa bogatej Amerykanki, pani van Hopper, uśmiecha się los. Podczas jednego z wyjazdów poznaje wdowca Maxima de Wintera z którym to po dość krótkim czasie znajomości bierze ślub. Jednak przed nową Panią de Winter stoją ogromne wyzwania - zarówno prowadzenie posiadłości takiej jak Manderley, jak i kładący się cieniem urok poprzedniej żony swojego wybranka, Rebeki. Fabuła rozkręca się dość leniwie, jednak w końcu nabiera tempa i ciężko oderwać się od lektury. Ogromnym atutem tej powieści jest na pewno jej niepowtarzalny klimat, który odgrywa olbrzymią rolę w odbiorze. Jednak mam wątpliwość co do zaklasyfikowania tej historii jako stricte kryminał / thriller, gdyż w moim odczuciu nie dostajemy tu zbyt dużej dawki tych gatunków, raczej są to ich namiastki. Niemniej jednak ta powieść ma w sobie coś, dzięki czemu miałam ochotę sięgać po nią i zatapiać się z przyjemnością w lekturze.
     Bohaterowie zostali według mnie naprawdę dobrze wykreowani. Każda postać miała swój charakter, dzięki czemu nie dość, że w trakcie lektury nikt mi się ze sobą nie mylił, to jeszcze pozostaną w mojej pamięci i będę do nich powracać myślami jeszcze długo po zakończeniu lektury. Jedną sprawą, która mnie nieco frustrowała, to to, że przez całą powieść nie zostało podane imię nowej Pani de Winter i nie jestem pewna w jakim celu został wykorzystany ten zabieg.
     Styl autorki jest w moim odczuciu całkiem lekki i przyjemny w odbiorze. Daphne du Maurier potrafiła stworzyć historię, która utrzymuje zainteresowanie czytelnika przez cały czas podczas lektury, a klimat tej powieści przyciąga swoim urokiem, przez co mam ochotę na więcej. Jestem pewna, że sięgnę po kolejne książki tej autorki i mam nadzieję, że będę nimi równie oczarowana jak tą pozycją.
     Mam niestety pewne wątpliwości co do wydania papierowego. Choć sama okładka wygląda przepięknie i jako okładkowa sroka jestem nią zachwycona, dodatkowo twarda oprawa i szyte strony, czyli coś co lubię, to jednak w środku znalazłam sporo błędów. Często zdarzał się brak kropki na końcu zdania, wykorzystana została nieodpowiednia forma zaimków czy też dziwne sformułowania zdań -  "(...), zobaczmy ognie sztuczne."*, gdzie naturalniej dla mnie by zabrzmiało 'zobaczmy sztuczne ognie'. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych pozycjach z 'serii butikowej' od tego wydawnictwa nie będzie już aż tak rażących kwiatków, gdyż już czekają na swoją kolej na mojej półce.
     "Rebeka" to powieść mająca swój niepowtarzalny urok, który sprawił mi radość i dał przyjemność z lektury. Nie żałuję, że ją wreszcie przeczytałam, gdyż naprawdę dobrze spędziłam swój czas podczas lektury, pomimo pewnych przeszkadzaczy. Niebawem zamierzam obejrzeć również ekranizację tej powieści i mam nadzieję, że będzie trzymać poziom.
     Moja ocena: 7/10.
 
* Daphne du Maurier, Rebeka, Wydawnictwo Albatros, Poznań 2021, Wydanie IV,  s.269.

środa, 4 maja 2022

'Oszust z Tindera' (The Tinder Swindler, 2022) - film

 
 
 
Lewo, prawo, lewo... Znaleźć miłość w Internecie nie jest łatwo, więc kiedy Cecilie umawia się z przystojnym i bajecznie bogatym playboyem, aż trudno jej uwierzyć, że właśnie spotkała mężczyznę swoich marzeń. Nie słucha ona jednak głosu rozsądku i znacznie za późno zdaje sobie sprawę, że ten robiący międzynarodowe interesy biznesmen jest tak naprawdę kimś zupełnie innym. Wtedy bajka zmienia się w napędzany żądzą zemsty thriller. Cecilie znajduje inne kobiety, które spotkał podobny los, i wspólnie z nimi postanawia rozprawić się z "Oszustem z Tindera". Ten film producentów dokumentów "W cudzej skórze" i "Odwal się od kotów" to wciągająca opowieść o próbach ujawnienia tożsamości i osądzenia uwodziciela.





     O filmie "Oszust z Tindera" słyszałam wiele sprzecznych opinii - część widzów ogromnie się zachwycała tą produkcją, inni natomiast stanowczo ją mi odradzali. Gdy wreszcie ten największy szum wokół tego tytułu minął postanowiłam sprawdzić na własnej skórze o co tu tak naprawdę chodzi.
     Historia przedstawiona w tym filmie dokumentalnym opowiada o mężczyźnie, który wykorzystywał poznane w aplikacji randkowej kobiety. Najpierw je w sobie rozkochiwał, pożyczał ogromne sumy pieniądze a ich zwrot nigdy do oszukanych nie docierał. Przyznaję, że nigdy nie miałam swojego profilu na Tinderze, właśnie ze względu na to, że można tam spotkać wiele osób, które nie do końca są szczere w swoich zamiarach. Nie twierdzę, że nie jest realne znalezienie tam miłości, jednak ukazana w tym filmie historia tylko utwierdza mnie w moim przekonaniu, że nie warto tam się pchać. Ciężko mi również zrozumieć pewne zachowania pokrzywdzonych kobiet, jednak to ich historie, ich decyzje i nie mnie to oceniać. Choć tematyka tego filmu jest dość ważna i dobrze, że ta sprawa została nagłośniona, tak spora część tej produkcji była dla mnie właściwie o niczym i niewiele wniosła do całości. Bez problemu można by skrócić do niecałej godziny, pozbywając się nieco zbyt rozdmuchanego dramatyzmu, a film nie straciłby na jakości - a nawet może by zyskał.
     "Oszust z Tindera" to film, który jest dla mnie po prostu nieco przeciętny. Pomimo, że nagłaśnia ważną sprawę to jednak dodano do niego zbyt dużą dawkę dramatyzmu, która nieco mnie tu raziła. Trochę zbyt nachalnie próbowano zrobić z tego emocjonalny kryminał, mający wywołać w widzu łzy i współczucie wobec ofiar. Ja nie zaliczam się ani do grupy zachwycającej się tym tytułem, ani stanowczo go krytykującej. Nie znalazłam tu po prostu nic odkrywczego, ale nie sądzę aby był ten tytuł całkowicie niepotrzebny. Być może jest to idealna przestroga dla osób poszukujących miłości.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 3 maja 2022

"Sprośne listy" Vi Keeland, Penelope Ward

 
Historia miłosna, która rozpoczęła się od przyjaźni między dziewczyną i chłopcem, a rozkwitła, gdy nawiązali kontakt ponownie - jako dorośli ludzie.
Griffin Quinn był moim korespondencyjnym powiernikiem z dzieciństwa, angielskim chłopcem, od którego różniło mnie wszystko. Z biegiem lat, wraz z setkami napisanych listów, staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi - dzieliliśmy się najgłębszymi, najmroczniejszymi sekretami i zbudowaliśmy więź, która wydawała się niezniszczalna. Pewnego dnia jednak została zniszczona.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, przyszedł kolejny list. Pełen wyrzutów - gniewu nagromadzonego przez osiem lat. Nie miałam wyboru i w końcu musiałam się przyznać, dlaczego przestałam odpowiadać na korespondencję.
Griffin mi wybaczył i po jakimś czasie udało nam się ożywić relację z lat dziecinnych. Z tym że byliśmy już dorośli i wszystko nabrało rumieńców. Nasze listy szybko stały się niegrzeczne, odkrywaliśmy w nich swoje najdziksze fantazje. Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji wydawało się więc przeniesienie znajomości na kolejny poziom i spotkanie twarzą w twarz.
Tyle że Griffin nie chciał się spotkać, bo uznał, że tak będzie dla nas najlepiej. Jednak ja musiałam go zobaczyć, więc wykonałam skok na głęboką wodę i zaczęłam go szukać. Przecież ludzie robili w imię miłości bardziej szalone rzeczy, prawda?
Ale to, czego się dowiedziałam, może zmienić wszystko...
Opis książki
 
 
 
Autor: Vi Keeland, Penelope Ward
Tytuł oryginalny: Dirty Letters
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Misiorek Tomasz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2019
Rok pierwszego wydania polskiego: 2021
Liczba stron: 344
Czas trwania: 8h 58m
Lektor: Hanka Tyszkiewicz
 
 
 
     Dotychczas przeczytałam dwie książki Vi Keeland, "To co za nami" oraz "Nie dla mnie", jednak nie zrobiły na mnie aż tak ogromnego wrażenia i nie zapadły w mojej pamięci. Postanowiłam dać jej trzecią, ostatnią, szansę by przekonać się, czy jest to autorka "dla mnie". Niestety "Sprośne listy" to moje największe rozczarowanie od tej pisarki i wątpię, czy ponownie sięgnę po kolejną jej powieść.
     Griffin i Luka przez wiele lat w dzieciństwie ze sobą korespondowali, jednak przez trudne wydarzenia w życiu dziewczyny kontakt między nimi się urwał. Po wielu latach odnawiają ze sobą znajomość, jednak tym razem nabiera ona nieco większych rumieńców... Miałam nadzieję, że będzie to całkiem przyjemny romans z nieco bardziej pieprznymi elementami i nutką tajemniczości. Choć sam pomysł na fabułę był nawet niezły to jednak wykonanie według mnie jest fatalne. Wiele sytuacji było dla mnie na tyle absurdalnych, że odbierało mi przyjemność z zapoznawania się z tą historią. Dziewczyna, która cierpi na pewne zaburzenie i unika kontaktu z ludźmi, jedzie w pewnym momencie do obcego faceta, którego nigdy nie spotkała i nawet nie wie jak wygląda, tysiące mil z nadzieją właściwie nie wiem na co. Mężczyzna wynajmuje detektywa, by śledził poczynania tego dziewczęcia i nie widzi w tym nic nieodpowiedniego. A to nie jedyne "kwiatki", po których irracjonalności zjeżyły mi się włoski na całym ciele. Nie do końca podobała mi się ta chora relacja jaka między tym dwojgiem się zaczęła nawiązywać i to nawet nie ze względu na dość niesmaczne sceny erotyczne, tylko po prostu same ich poczynania. Jestem naprawdę rozczarowana treścią, jaką tu dostałam...
     Bohaterowie - tu mam pewien dylemat co powinnam o nich napisać. Niby mają pewne cechy charakterystyczne i na swój sposób są w stanie wywołać w czytelniku emocje podczas lektury, tak niestety często postępowali nielogicznie, wbrew temu jak wcześniej się zachowywali czy deklarowali. Niestety żadna z postaci nie przekonała mnie do siebie na tyle bym jednak była w stanie z pełnym zaangażowaniem śledzić jej losy i trzymać kciuki by wszystko poszło w jak najlepszym kierunku.
     Styl autorek jest w moim odczuciu całkiem niezły w odbiorze. Podczas lektury nie odczułam tego, że tę historię napisały dwie osoby, jednak po samej treści, jaką tu dostaliśmy, na ten moment nie mam ochoty sięgać po cokolwiek innego co wyszło spod ich pióra. Lektorka w audiobooku dostępnym na Empik Go to chyba najmocniejszy atut tej powieści. Moim zdaniem poradziła sobie naprawdę świetnie.
     "Sprośne listy" to powieść o której chciałabym jak najszybciej zapomnieć i nie musieć powracać do niej myślami. Jak dla mnie było tu zbyt wiele irracjonalności, przez którą nie byłam w stanie czerpać przyjemności z lektury. Ze swojej strony niestety nie jestem w stanie z czystym sercem polecić Wam tej książki, co najwyżej mogę ją stanowczo odradzać, gdyż moim zdaniem nie warta była ani minuty, którą na nią poświęciłam.
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 1 maja 2022

"Wiem, że to ty" Sue Wallman

 
 
 
 
Zamiana szkoły bywa zabójcza!
Pierwszego dnia w nowej szkole Ruby znajduje na swojej szafce kartkę z napisem WIEM, ŻE TO TY. Jest przerażona myślą, że ktoś odkrył jej mroczną tajemnicę - dowiedział się, że jako czterolatka przyczyniła się do śmierci przyjaciółki – Hanny – podczas wspólnej zabawy na placu zabaw.
Tymczasem giną kolejni uczniowie z nowego liceum Ruby. Dziewczyna szybko zdaje sobie sprawę, że tajemniczy morderca chce zrzucić na nią winę za te zbrodnie. A może to ona ma być następną ofiarą?
Kolejny trzymający w napięciu thriller Sue Wallman, autorki: "Kłamstwa minionego lata", "Dzisiaj umrzesz ty" i "Zobacz, jak oni kłamią".
Opis książki
 
 
 
 
Autor: Sue Wallman
Tytuł oryginalny: I Know You Did It
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kleszcz Ewa
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2021
Rok pierwszego wydania polskiego: 2021
Liczba stron: 304
 
 
 
     Po powieść Sue Wallman pt. "Wiem, że to ty" sięgnęłam pod wpływem impulsu, nie do końca wiedząc na co właściwie mam ochotę. Miałam jednak nadzieję, że lektura tej pozycji będzie przyjemna i będę w stanie się z nią zrelaksować. Niestety nie do końca się tak stało... Choć jest to książka skierowana raczej do młodzieży aniżeli do dorosłych 30+ jak ja, to i tak jestem rozczarowana treścią.
     Ruby przenosi się do nowej szkoły i już pierwszego dnia spotykają ją nieprzyjemności. Na jej szkolnej szafce pojawia się napis "WIEM, ŻE TO TY" i ma obawy, że ktoś już poznał jej mroczną tajemnicę z przeszłości, gdy to jako czterolatka doprowadziła do śmierci swojej rówieśnicy podczas zabawy na placu zabaw, a plotki o tym zdarzeniu rozchodzą się zatrważająco szybko. Pomimo nowego miejsca nauki i nowych ludzi problemy wciąż pozostają te same, a przeszłość nie chce dziewczynie odpuścić. Dodatkowo gdy dochodzi do śmierci jednego z uczniów, wszystkie spojrzenia kierują się na nową uczennicę... Choć wydawało się, że sama historia ma pewien potencjał to w moim odczuciu nie został on w pełni wykorzystany. Bardzo łatwo można domyślić się zakończenia i tego kto jest odpowiedzialny za śmierć uczniów, gdyż już od pierwszej sceny z tą osobą spodziewałam się, że to ta postać maczała w tym palce. Również sama intryga nie była według mnie aż tak ciekawie skonstruowana, żeby pochłonąć mnie całkowicie i utrzymać moje zainteresowanie na tyle bym z zapartym tchem śledziła rozwój sytuacji. Dla mnie jest to po prostu mocno przeciętny kryminał dla młodzieży, nie oferujący sobą nic specjalnego. Ot, po prostu jest, jednak można znaleźć wiele bardziej pasjonujących pozycji na rynku, od których nie można się oderwać, a warto zarwać nawet nockę.
     Bohaterowie moim zdaniem zostali wykreowani poprawnie. Nie mogę napisać o nich zbyt wielu ciepłych słów, jednak złych również. Po prostu byli, lecz nie wywołali we mnie aż tylu emocji i nie zapadli w mojej pamięci tak bardzo bym była w stanie coś więcej o nich napisać, nawet będąc na świeżo po lekturze tej powieści. Przypuszczam, że już pod koniec miesiąca nie będę o nich w ogóle pamiętać, nie mówiąc już nawet o powracaniu do ich poczynań i dylematów myślami.
     Styl autorki w moim odczuciu jest całkiem przyjemny w odbiorze. Choć treść mnie nie porwała i nie była aż tak bardzo pasjonująca, to i tak nawet dobrze czytało mi się stworzoną przez nią historię. Nie czuć, żeby to był aż tak młodzieżowy język, lecz z drugiej strony nie był on wulgarny, dzięki czemu lektura faktycznie nadaje się również dla tych nieco młodszych niż ja. E-book dostępny na Legimi został bardzo dobrze przygotowany i idealnie współgrał z moim czytnikiem Kindle.
     "Wiem, że to ty" Sue Wallman to powieść, która niestety nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Nawet jak na powieść młodzieżową nie była ona w moim odczuciu na tyle dobra, bym była w stanie ją gorąco Wam polecać. Możliwe, że tę książkę docenią młodsze osoby dopiero zaczynające swoją przygodę z kryminałami, lecz ja mam ich za sobą już dość sporo, i nie znalazłam tu nic zaskakującego.
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 30 kwietnia 2022

Podsumowanie kwietnia 2022

 
 
 
Kwiecień był u mnie bardzo dziwnym a zarazem intensywnym miesiącem. Miało miejsce wiele nieprzewidzianych spraw z którymi przyszło mi się zmierzyć. Jednak pomimo wszystko udało mi się również co nieco sięgnąć po kojącą mnie rozrywkę, czyli książki, filmy, puzzle i seriale. Nie przedłużając - zapraszam Was na moje krótkie czytelniczo-filmowe podsumowanie mijającego miesiąca.
 
 
 
 
 
Kwiecień książkowo
 
- liczba przeczytanych książek: 8
- łączna liczba stron: 3 192 
 
Książkowo niestety nie udało mi się trafić na zbyt dużo zapadających w pamięci historii. "Zablokowany rzut" oraz "Jak nie zostałam influencerką" to pozycje które mocno mnie w tym miesiącu rozczarowały i mam nadzieję, że zapomnę o nich bardzo szybko. Niemniej jednak moim zdaniem warto zwrócić uwagę na książkę Marioli Kłodawskiej, czyli "Wokół zbrodni", która to wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Również całkiem udaną pozycją jest według mnie "Złodziej dusz" Anety Jadowskiej i zamierzam kontynuować swoją przygodę z tą autorką.
 
 
 
Kwiecień filmowo
 
- liczba obejrzanych filmów: 4
 
Filmów nie obejrzałam w tym miesiącu zbyt wiele. Niemniej jednak "Jak wytresować smoka 2" oraz "Legalna blondynka 2" to produkcje, które idealnie się u mnie sprawdziły i wstrzeliły w moje aktualne potrzeby. Dzięki nim mogłam miło spędzić swój czas i nieco się rozerwać. Pozostałe dwa tytuły to kompletnie nie moje klimaty i nie zapadły w mojej pamięci.

Obejrzałam również wreszcie drugi sezon serialu "Emily w Paryżu". Ot, jest to dla mnie po prostu całkiem przyjemna i niezobowiązująca rozrywka, która umiliła mi kilka wieczorów :).


Mam nadzieję, że u Wasz kwiecień był pozytywny i trafiliście na wiele perełek książkowych czy też filmowych. Jeśli znacie jakieś pozycje warte uwagi to dajcie znać w komentarzach.

środa, 27 kwietnia 2022

'Między życiem a śmiercią' (The In Between, 2022) - film

 
 
"Między życiem a śmiercią" to opowieść o miłości i zjawiskach nadprzyrodzonych. Jej główną bohaterką jest nastoletnia Tessa (Joey King), która przez całe dzieciństwo była odsyłana z jednej rodziny zastępczej do drugiej i przestała wierzyć, że zasługuje na miłość. Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem spotyka Skylara (Kyle Allen), ucznia ostatniej klasy liceum z sąsiedniego miasta i prawdziwego romantyka. Gdy serce Tessy zaczyna w końcu bić szybciej, chłopak ginie w wypadku samochodowym. Szukając odpowiedzi po tej tragedii, dziewczyna zaczyna podejrzewać, że Skylar próbuje się z nią skomunikować z zaświatów. Z pomocą przyjaciółki Tessa, która w końcu uwierzyła, że miłość nigdy nie umiera, próbuje raz jeszcze skontaktować się ze Skylarem, aby napisać epickie zakończenie ich miłosnej historii.



     Film pt. "Między życiem a śmiercią" robi furorę wśród pewnej grupy moich znajomych, więc postanowiłam sprawdzić czy również ja będę w stanie go docenić. Niestety, pomimo wielu zachwytów z którymi miałam styczność nad tą produkcją, nieco się rozczarowałam tym co tu dostałam. Nie do końca są tu klimaty za jakimi przepadam czy poszukuję w literaturze bądź filmach...
     Tessa nie miała łatwego dzieciństwa, gdyż była odsyłana z jednej rodziny do drugiej i nadal poszukuje swojego miejsca na ziemi. Gdy przypadkowo spotyka na swojej drodze Skylara jej serce zaczyna mocniej bić, a relacja między tym dwojgiem bardzo intensywnie się rozwija. Podczas niefortunnego wypadku samochodowego chłopak ginie, a Tessa nie mogąc się z tym pogodzić poszukuje drogi by móc z nim ponownie się skontaktować. Choć sama historia ma swój pewien potencjał, tak faktyczna realizacja tego pomysłu nie do końca mi się spodobała. Nie jestem wielką fanką zjawisk nadprzyrodzonych i tym podobnych, a tego była tu niestety spora dawka. Gdyby fabuła poszła w nieco inną stronę, bez wykorzystania tych nadnaturalnych zjawisk, a bardziej skupiła się na emocjach targających bohaterami, może moje odczucia po seansie byłyby nieco bardziej pozytywne.
     Gra aktorska jest według mnie na nieco przeciętnym poziomie. Co prawda nie mogę napisać zbyt wielu złych słów na temat występujących tu aktorów, to jednak nie zrobili na mnie aż tak ogromnego wrażenia, bym miała ochotę oglądać inne produkcje z ich udziałem wyłącznie z ich powodu. Joey King, którą kojarzę również z filmu "The Kissing Booth" (oraz kolejnych części) ma w swojej mimice coś strasznie irytującego co nie pozwalało mi się w pełni skupić i czerpać przyjemności z seansu.
     "Między życiem a śmiercią" to film, który niestety nie zrobił na mnie aż tak pozytywnego wrażenia jak się spodziewałam. Miałam nadzieję, że również ja będę w stanie miło spędzić swój czas w trakcie seansu. Pomimo wielu zachwyconych widzów i pochlebnych opinii ja nie jestem w stanie napisać o tej produkcji zbyt dużo ciepłych słów. Jestem po prostu rozczarowana tym co tu dostałam.
     Moja ocena: 4/10.

niedziela, 24 kwietnia 2022

"Precedens" Remigiusz Mróz

 
 
 
Do Joanny Chyłki z nietypową sprawą zgłasza się jedna z najpopularniejszych polskich aktorek. Twierdzi, że za moment popełni przestępstwo, i chce, by to właśnie prawniczka z Żelaznego & McVaya ją broniła. Zanim Chyłka ma okazję zastanowić się, jak zapobiec tragedii, jest już za późno. Kobieta brutalnie morduje swoją ofiarę, a wszystko to transmituje w mediach społecznościowych.
Śledczy dysponują niepodważalnymi dowodami w postaci nagrania oraz śladów DNA – i nie mają wątpliwości co do winy aktorki. Ta jednak nie przyznaje się do zarzucanego czynu, zapewniając Chyłkę i Kordiana, że w istocie popełniła przestępstwo doskonałe. I że nie zostanie za nie skazana.
Opis książki
 
 
 
 
Autor: Remigiusz Mróz
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2020
Liczba stron: 512
 
 
 
     Książka pt. "Precedens" Remigiusza Mroza to już dwunasty tom cyklu o Joannie Chyłce. Dawno nie czytałam nic z tymi bohaterami, więc wreszcie przyszedł czas by nadrobić swoje zaległości. Pomimo, że znajdą się w tej serii zarówno lepsze jak i nieco mniej pasjonujące historie, miałam nadzieję, iż będę jednak w stanie czerpać przyjemność z lektury tej pozycji, co poniekąd faktycznie miało miejsce.
     Do Joanny i Kordiana zgłasza się jedna z najbardziej znanych aktorek, z prośbą by podjęli się jej obrony. Podczas relacji na żywo w mediach społecznościowych kobieta morduje swoją ofiarę, jednak twierdzi, że ma w zanadrzu coś, dzięki czemu wywinie się systemowi sprawiedliwości i nie poniesie za swoje czyny kary. Dowody wydają się być niepodważalne, a oskarżona dość długo zwleka z wyjawieniem swoich zaskakujących faktów działających na jej korzyść... Sama fabuła w moim odczuciu była całkiem niezła i naprawdę dobrze mi się czytało tę powieść. Niestety nieco irytowała mnie postawa oskarżonej i jej ciągłe przeciąganie przekazania odpowiednich informacji swoim obrońcom, gdyż zamiast budowanego napięcia czułam raczej znużenie i niechęć wobec bohaterki. Niemniej jednak nie mogę narzekać na brak akcji i zaskakujących zwrotów. Nie wgłębiałam się w realność wydarzeń i możliwość faktycznego wystąpienia niektórych zdarzeń, o co niektórzy czytelnicy się pieklą, gdyż ja po prostu oczekiwałam rozrywki z lektury i z takim nastawieniem czytałam tę pozycję. Możliwe, że dzięki temu wytrwałam do końca i byłam nawet zadowolona z tego co dostałam.
     Bohaterowie - cóż można o nich jeszcze napisać przy dwunastym tomie cyklu. Kocha się ich albo nienawidzi, jednak jeśli ktoś zabrnął aż tak daleko to jednak nie mogą być czytelnikowi obojętni. Sam styl autora mi odpowiada, moim zdaniem czuć, że pisała to ta sama osoba, która stworzyła poprzednie części. Co do e-booka, którego czytałam na swoim czytniku również nie mam żadnych zastrzeżeń.
     "Precedens" to powieść, która co prawda nie pozostanie w mojej pamięci na długo, wątpię abym przeczytała ją ponownie, to jednak sprawiła mi pewnego rodzaju radość. Pomimo pewnych zastrzeżeń po prostu całkiem dobrze spędziłam podczas lektury swój czas i zamierzam nadal kontynuować swoją przygodę z głównymi bohaterami.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails