niedziela, 19 maja 2019

"Zostawiłeś mi tylko przeszłość" Adam Silvera


Griffin cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Uwielbia Harry'ego Pottera i liczby parzyste. Theo jest fanem „Gwiezdnych wojen” i wierzy w światy równoległe. W którymś z nich na pewno wciąż żyje. W którymś z nich obaj nadal są szczęśliwi. Jednak nie w tym.
Tworzyli parę idealną. Bajka skończyła się, gdy Theo wyjechał na studia do Kalifornii i poznał nowego chłopaka. Tam też wydarzył się tragiczny wypadek, który zmienił wszystko.
Życie Griffina w jednej chwili przeistoczyło się w równię pochyłą. Jedyne, co mu zostało, to żal i sekrety. Na domiar złego, jego ból jest w stanie zrozumieć tylko Jackson – nowy chłopak Theo z Kalifornii.
Żeby budować jakąś przyszłość, Griffin musi stawić czoło przeszłości. Przeszłości, która wydarzyła się naprawdę, a nie tej, którą chciałby pamiętać. 
Opis książki






Autor: Adam Silvera
Tytuł oryginalny: History Is All You Left Me
Język oryginalny: angielski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: społeczna, obyczajowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 420



     Książki Adama Silvery robią furorę w świecie książkowym. W zeszłym roku przeczytałam "More Happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie" i muszę przyznać, że całkiem podobała mi się tamta książka. Z nadzieją na równie dobrą pozycję sięgnęłam po "Zostawiłeś mi tylko przeszłość" i czuję się trochę rozczarowana.
     Griffin i Theo to przyjaciele, którzy znają się od wielu lat. Każdy z nich jest inny, przeżywa swoje problemy na swój sposób, jednak jest coś co wreszcie jest w stanie ich połączyć. Obaj to nastolatkowie poszukujący własnego ja, poznający swoją cielesność, przeżywają razem wzajemną miłość. Przyznam się, że po opiniach z którymi zetknęłam się przed lekturą miałam ogromne oczekiwania wobec tej pozycji. Podobno miała to być jeszcze lepsze historia niż ta, z którą miałam wcześniej do czynienia. Niestety mam wrażenie, że są tu powielane schematy niewiele różniące się od tego co już mieliśmy okazję poznać. Nastoletnia pierwsza miłość i wszelkie jej aspekty, problemy, bez względu na to czy jesteśmy hetero czy homoseksualni. Mam wrażenie, że w pewnym momencie tzw. wątek LGBT był modny i w dość krótkim okresie wyszło wiele pozycji o podobnej tematyce. Jednak dla mnie bez znaczenia jest orientacja bohaterów a interesująca relacja pomiędzy nimi. Niestety nie jestem w pełni usatysfakcjonowana tym co tu znalazłam i nie do końca rozumiem te wszystkie zachwyty nad tym tytułem z którymi się spotkałam...
     Bohaterowie to nie jest według mnie najmocniejszy punkt tej powieści. Choć główne postacie mają swoje nietypowe cechy, zainteresowania to znalazły się również dłużące się momenty gdy jedynym aspektem, który ich wyróżniał to ich orientacja. Zdaję sobie sprawę, że tolerancja (która powinna działać w obie strony) to ważna sprawa, jednak nienawidzę gdy którakolwiek ze stron jest zbyt nachalna. Postacie dalszoplanowe ok, każdy coś wniósł do historii i nikt nie był pozostawiony samemu sobie.
     Styl autora przystępny w odbiorze. Książkę samą w sobie czytało mi się dzięki temu bardzo dobrze, jednak nie wszystkie aspekty na które został postawiony nacisk w tej historii mi się w pełni podobały. Jednak co kto lubi i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wydanie elektroniczne zrobione bardo dobrze i idealnie współgrało z moim czytnikiem.
     Choć "Zostawiłeś mi tylko przeszłość" nie jest złą książką to czuję się zawiedziona. Po tak wielu zachwytach nad tym tytułem spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, wbijającego w fotel, czegoś po czym długo nie będę w stanie się otrząsnąć. Według mnie dostałam po prostu przeciętną młodzieżówkę, którą całkiem nieźle się czytało, opowiadającą o pierwszej miłości i związanych z nią przeżyciach.
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 18 maja 2019

'Blue Jasmine' (2013) - film









Przechodząca kryzys gospodyni domowa przeprowadza się z Nowego Jorku do San Francisco, gdzie ponownie nawiązuje kontakt ze swoją siostrą.










     Filmy Woody'ego Allena są dość specyficzne i jednocześnie intrygujące. Przypuszczam, że każdy kinomaniak, a przynajmniej znaczna część, ma choć jeden obejrzany tytuł tego reżysera za sobą. W przypadku większości jego produkcji z którymi dotychczas się spotkałam jestem zadowolona. Gdy tylko miałam okazję obejrzeć "Blue Jasmine" nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie.
     Jasmine przywykła do życia na wysokim poziomie. Jednak gdy rozstaje się z mężem jej dotychczasowa egzystencja zmienia się nie do poznania. Zmuszona jest ona do odnalezienia się w nowych warunkach, co wydaje się być dla niej niewyobrażalnie trudne. Mogłoby się wydawać, że jest to historia jakich wiele, lecz jest tu pewien klimat dzięki czemu podczas seansu nie było miejsca na nudę. Były lepsze i gorsze momenty jednak nawet gdy akcja toczyła się odrobinę wolniej nie mogę napisać, że nie śledziłam losów bohaterów z zaciekawieniem. Sceneria moim zdaniem jest przepiękna, a przez widoki jakie mamy okazję tu oglądać nabrałam ochoty na podróż, choć bardzo ciężko mnie do nich namówić.
     Gra aktorska - chyba największy problem mam z odtwórczynią głównej roli. Cate Blanchett, wcielająca się w tytułową Jasmine, została bardzo dobrze dobrana do swojej postaci, idealnie się w nią wcieliła jednak było tu w niej coś przez co mój jej odbiór nie był w stu procentach pozytywny. Nie jestem w stanie dokładnie określić co mi nie pasowało, lecz nie jestem całkowicie usatysfakcjonowana. Reszta obsady poradziła sobie ze swoimi rolami idealnie i żadnego z aktorów bym tu nie zamieniła.
     "Blue Jasmine" to idealny tytuł by obejrzeć go w wolny weekend dla odprężenia. Nie jest to typowy odmóżdżacz, lecz bardzo dobrze umila czas. Moim zdaniem można go obejrzeć zarówno samemu jak i w towarzystwie bez poczucia marnowania cennych chwil. Mam pewne obawy czy obejrzałabym ten film ponownie, jednak pierwsze wrażenie zrobił na mnie ogólnie pozytywne.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 17 maja 2019

"Welcome to Spicy Warsaw" Patrycja Strzałkowska



Jeśli wolisz nie wiedzieć, do czego są zdolni ludzie zbyt mocno kochający pieniądze, najlepiej odłóż tę książkę.
Sex | Pieniądze | Luksus
Wieczna impreza, ekskluzywne kluby, najdroższy szampan. Dla pięknych dziewczyn drzwi na końcu czerwonego dywanu zawsze są otwarte. A za nimi granice, które zbyt łatwo przekroczyć, ustawki na ściankach, botoks, sponsoring.
"Welcome to spicy Warsaw" odsłania kulisy nocnego życia, przypudrowany amfetaminą świat płatnego seksu, dziewczyn z showbizu i mężczyzn, których na nie stać. 
Opis książki







Autor: Patrycja Strzałkowska
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura polska
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 256



     "Welcome to Spicy Warsaw" autorstwa Patrycji Strzałkowskiej to pozycja uznawana przez niektórych czytelników za kontrowersyjną. Z jednej strony mnie to zaintrygowało, lecz miałam też ogromne obawy, gdyż dotychczas nie spotkałam się z ani jedną stricte pozytywną opinią tego tytułu... Będąc po lekturze nie znajduję żadnego argumentu by móc obronić tę książkę.
     Mam wrażenie, że fabuła tutaj nie istnieje. Zostały tu po prostu przedstawione losy głównej bohaterki, która według mnie nie wiodła tak ciekawego życia, by od razu pisać o tym książki. Same poczynania tejże dziewczyny były dla mnie tak irytujące, że gdybym poznała taką osobę w życiu prywatnym to jestem pewna, że nie zostałybyśmy przyjaciółkami. Przedmiotowe traktowanie płci przeciwnej, imprezy z alkoholem i narkotykami, szemrane towarzystwo, pieniądze nie wiadomo skąd. A później ogromne zdziwienie, że komuś może chodzić tylko i wyłącznie o uniesienia cielesne bez zawierania dłuższych znajomości. Może i dla niektórych mam do bólu nudne i przewidywalne życie, które jest całkowicie odmienne aniżeli to co tutaj zostało przedstawione, jednak ja czerpię ze swojego żywota znacznie więcej radości niż z tej nudnej jak flaki z olejem treści.
     Bohaterowie - główna bohaterka potrafiła we mnie wzbudzić irytacje albo zniesmaczenie. Żadnych pozytywnych uczuć, które pozwoliłby mi polubić tę postać. Pozostałe osoby, z którymi mamy tu styczność były tak nijakie, że będąc kilka dni po lekturze nie pamiętam już kto właściwie tutaj był umieszczony. Nie potrafię przypomnieć sobie ani imion, ani tego czy cokolwiek wnieśli do treści. Po prostu nic.
     Styl autorki nie jest dla mnie jakoś bardzo zachęcający i przyciągający do lektury. Choć nie miałam ochoty rzucić tej książki w trakcie czytania przez sposób w jaki została ona napisania, to już przez treść i owszem. Podczas lektury miałam wrażenie jakbym czytała po prostu pamiętnik nastolatki próbującej przypodobać się towarzystwu. Nie wiem czy to był zamierzony efekt, jednak jestem ciekawa czy tylko ja miałam takie odczucia. Wydanie papierowe zostało zadziwiająco dobrze zrobione, biorąc pod uwagę treść, która całkowicie mnie nie porwała.
     Żałuję, że poświęciłam swój czas jak i pieniądze (całe szczęście książkę kupiłam za śmieszną kwotę) na tę pozycję. "Welcome to Spicy Warsaw" to tytuł o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć, choć przypuszczam, że pod koniec roku znajdzie się w topce tych najgorszych... Ja, przynajmniej na ten moment, nie zamierzam sięgać po kolejne pozycje tej autorki.
     Moja ocena: 2/10.

wtorek, 14 maja 2019

'Umysł w ogniu' (Brain on Fire, 2016) - film





Susannah budzi się przywiązana do szpitalnego łóżka, a jej wspomnienia ostatnich tygodni są osnute mgłą. Okazuje się, że z dnia na dzień z pogodnej, pełnej życia dziewczyny, stojącej u progu wielkiej dziennikarskiej kariery, zmieniła się w przepełnioną strachem, agresywną istotę, której ciało trawi niezwykle rzadkie schorzenie. By nie popaść w szaleństwo, Susannah, na podstawie rozmów z bliskimi i lekarzami, stara się odtworzyć historię swojej choroby i znaleźć siłę, która pozwoli jej wygrać batalię z własnym umysłem.







     Zastanawiam się na jakim ja świecie żyłam, że dopiero ostatnio w ogóle zetknęłam się z filmem "Umysł w ogniu". Sam opis zaintrygował mnie na tyle, że dość szybko zabrałam się za oglądanie tego tytułu. Jestem naprawdę zdziwiona, że nie jest o tym filmie aż tak głośno jak być powinno...
     Okazuje się, że Susannah cierpi na rzadką chorobę, która nie jest aż tak często diagnozowana wśród pacjentów. Jednak jej droga do tego by rozpoznać to co się w ogóle z nią dzieję to była droga przez mękę. Historia, z którą mamy tu do czynienia jest oparta na faktach, lecz nie znam na tyle prawdziwych przejść osoby, by móc ocenić na ile została ona w tym filmie naciągnięta. Pomimo to uważam, że naprawdę warto obejrzeć ten film. Może dla niektórych ludzi okaże "Umysł w ogniu" się zbawieniem a również otoczeniu w jakim żyją chorzy otworzą się oczy na to co się dzieje.
     Gra aktorska jest według mnie na przyzwoitym poziomie. Co do większości nazwisk, które tutaj się pojawiają nie mam żadnych zastrzeżeń. Jedynie nie do końca pasowała mi w swojej roli Jenny Slate, która wcielała się w Margo, czyli przyjaciółkę z pracy głównej bohaterki. Wypadła ona niestety na tle innych bardzo nijako.
     "Umysł w ogniu" to film o którym powinno się mówić znacznie częściej. Ja mogę jedynie żałować, że dopiero teraz natrafiłam na ten tytuł, jednak samego faktu jego obejrzenia i poświęcenia na niego swojego czasu żałować nie zamierzam. Jeśli jeszcze nie widzieliście to gorąco polecam.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 12 maja 2019

"Dom orchidei" Lucinda Riley

Julia Forrester, słynna pianistka, zrozpaczona po śmierci męża i ukochanego syna, szuka spokoju na angielskiej prowincji. Jednak przewrotny los i przypadkowa wizyta w wiekowym dworze Wharton Park, gdzie Julia spędziła dużo czasu w dzieciństwie, sprawiają, że zamiast ukojenia odnajduje miłość i natrafia na trop rodzinnej tajemnicy. 
Kiedy do rąk Julii trafia pamiętnik z okresu drugiej wojny światowej, napisany przez lorda Harry'ego Crawforda, syna ówczesnego właściciela majątku, kobieta odkrywa prawdę o nieszczęśliwej miłości angielskiego arystokraty do Lidii, pięknej, młodej Tajki. Dzięki opowieściom swej babki, niegdyś pokojówki w Wharton Park, Julia poznaje bolesną historię opartą na zdradzie, kłamstwie i cierpieniu, która na zawsze połączyła losy dwóch rodzin. Po powrocie do Francji odkrywa, że jej mąż żyje, a prawda o wypadku, w którym zginął jej syn, jest inna, niż do tej pory sądziła. 
Czy wyjazd do Tajlandii, magicznego miejsca, gdzie wszystko się zaczęło, pomoże Julii odzyskać upragniony spokój i uporządkować życie, które legło w gruzach? 
Opis książki



Autor: Lucinda Riley
Tytuł oryginalny: The Orchid House
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Dobrzańska Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 528



     O twórczości autorki słyszałam bardzo wiele pozytywnych opinii. Swoją przygodę z jej powieściami postanowiłam zacząć od "Domu orchidei". Będąc po lekturze tej książki już rozumiem co takiego zachwyca wielu czytelników. Jestem pewna, że nie będzie to moje ostatni tytuł po jaki sięgnęłam spod pióra tej pisarki.
     Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest niesamowita. Teraźniejszość zgrabnie łączy się z wydarzeniami z przeszłości. Nie potrafię w kilku sensownych zdaniach oddać tego klimatu z jakim mamy tu możliwość się zetknąć. Aby zrozumieć fenomen tej  powieści trzeba po prostu po nią sięgnąć i wraz z bohaterami przeżywać ich wzloty i upadki. Już od pierwszych stron przepadłam, bardzo ciężko było oderwać mi się od lektury. To jest jeden z tych przypadków, gdy miałam ochotę jak najszybciej dowiedzieć co stanie się dalej, a jednocześnie ma się ochotę delektować lekturą i spędzić z nią jak najwięcej czasu.
     Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Miałam jedynie problem z nielicznymi postaciami dalszoplanowymi, które gdzieś gdzieś tam po drodze były momentami dla mnie ogromnie irytujące. Całe szczęście nie byli to główni bohaterowie, lecz ich umieszczenie w tej historii było moim zdaniem bardzo ważne dla całości.
     Styl autorki jest mocnym atutem tej powieści. Co prawda nie czytałam tej pozycji w oryginale, jednak przypuszczam że tłumaczka też ma tu swoją zasługę. Przez tę historię wręcz się płynęło a czytanie jej było ogromną przyjemnością. Wydanie papierowe przyzwoicie zrobione i właściwie nie mam się w tym przypadku do czego 'przyczepić'. Całe szczęście pozostałe pozycje od tej autorki, a przynajmniej te które mam na swojej półce, są wydane w ten sam sposób, więc będę mogła czerpać przyjemność z lektury bez obawy, że książka rozleci mi się w rękach.
     Jestem oczarowana tą książką i nie żałuję, że wreszcie ją przeczytałam. Cieszę się, że mam swój egzemplarz na półce, dzięki czemu będę mogła powrócić do niej gdy tylko najdzie mnie taka ochota. Mam nadzieję, że inne powieści Lucindy Riley są równie dobre i już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po następny tytuł jej autorstwa.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 30 kwietnia 2019

Podsumowanie kwietnia 2019




Kwiecień plecień i tak dalej :). Pogodowo było różnorodnie, w życiu prywatnym również wiele się działo. W przypadku książek oraz filmów też nie mogę narzekać. Były wzloty i upadki, jednak przejdźmy do podsumowania książkowo-filmowego kwietnia. Zapraszam do lektury!





Kwiecień książkowo

- liczba przeczytanych książek: 7
- łączna liczba stron: 2688

Największym rozczarowaniem był dla mnie thriller psychologiczny "Pułapka". Miałam nadzieję na coś znacznie lepszego...  Całe szczęście nie zajmuje na moim czytniku zbyt wiele miejsca i łatwo się pozbyć tego tytułu :). Natomiast najlepszą powieścią z którą miałam styczność w tym miesiącu to "Historia pszczół". Mam nadzieję, że kolejna pozycja tej autorki będzie równie dobra, o ile jeszcze nie lepsza.


Kwiecień filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 7
 
W przypadku filmów również był u mnie ogromny rozstrzał. Są tu tytułu do których mam nadzieję, że będę miała możliwość w przyszłości powrócić, czyli "Bogowie". Jednak niektóre tytuły będę omijać szerokim łukiem. "Juanita" oraz "Sklep z jednorożcami" to niekoniecznie produkcje o których chciałabym długo pamiętać...
 
 
 
Kwiecień był dla mnie udanym miesiącem. Mam nadzieję, że Wy również bardzo owocnie spędziliście ten czas. Z chęcią poznam Wasze najlepsze tytuły z tego miesiąca :).

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

'Sklep z jednorożcami' (Unicorn Store, 2017) - film










Ekscentryczna malarka wylatuje ze szkoły i zaczyna nudną pracę w biurze, ale pewnego dnia staje przed szansą na spełnienie życiowego marzenia - adoptowania jednorożca.









     Aktorkę Brie Larson kojarzę głównie z roli w filmie "Pokój", gdzie wcieliła się w postać Ma. Widząc kolejną produkcję z jej udziałem na popularnej platformie nabrałam ochoty by sprawdzić co to za historia. Choć tytuł "Sklep z jednorożcami" dla mnie nie brzmi zbyt zachęcająco to miałam jednak cichą nadzieję na coś dobrego. Niestety moje nadzieje szybko zostały rozwiane...
     Wszyscy mamy marzenia. Jednak zazwyczaj wraz z wiekiem i dojrzałością one w pewien sposób ewoluują. Gorzej gdy jesteśmy dorosłym człowiekiem i nadal wierzymy w jednorożce (;)) oraz z ogromną powagą wmawiamy innym, że one naprawdę istnieją. Kit jest właśnie tego typu osobą, żyjącą nadal w świecie dziecinnych marzeń. Choć sama idea wydaje mi się być ok, warto czasem mieć absurdalne nadzieje i marzenia, jednak tutaj z czasem było to coraz bardziej męczące. Miałam wrażenie, że oglądam historię mało odpowiedzialnej młodej ale już raczej dorosłej kobiety, która uparcie nie chce dostrzec otaczającej jej rzeczywistości.
     Gra aktorska niestety nie powaliła mnie na kolana. Nie do końca przekonała mnie w tym filmie odtwórczyni głównej roli - wiem z innych produkcji, że stać ją na wiele więcej. Chyba najbardziej spodobał mi się tu Samuel L. Jackson wcielający się w Sprzedawcę. Wypadł on tu naprawdę przekonująco na tle innych przeciętnych kreacji.
     Pomimo, że nie miałam zbyt wielkich oczekiwań czuję się rozczarowana. Jestem pewna, że nie obejrzę tego filmu ponownie. Nawet nie jestem pewna dla kogo ten tytuł może się nadawać... Jeśli uwielbiacie jednorożce to i tak istnieje moim zdaniem spore ryzyko, że się zawiedziecie.
     Moja ocena: 3/10.

piątek, 26 kwietnia 2019

"Pułapka" Melanie Raabe




Linda Conrad, zbliżająca się do czterdziestki autorka bestsellerów, od lat nie wychodzi z domu. Traumatyczne wydarzenia z przeszłości nie pozwalają jej cieszyć się życiem. W snach wciąż prześladuje ją twarz mężczyzny – zabójcy jej młodszej siostry.
Pewnego dnia przypadkiem odkrywa tożsamość mordercy i postanawia wymierzyć mu sprawiedliwość. Zaczyna pisać powieść o morderstwie swojej siostry w nadziei, że przyciągnie tym uwagę mężczyzny. Czy winny wpadnie w pułapkę i zostanie ukarany? 
Opis książki






Autor: Melanie Raabe
Tytuł oryginalny: Die Falle
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Masłowski Paweł
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 344



     Książka pt. "Pułapka" to jeden z pierwszych thrillerów psychologicznych jaki sobie zakupiłam na swój czytnik. Po tylu latach nawet nie do końca jestem już pewna co mnie podkusiło w danym momencie, aby wybrać akurat ten tytuł. Postanowiłam jednak by sukcesywnie wyczytywać również te pozycje, które mam już u siebie od dłuższego czasu.
     Linda to autorka wielu bestselerowych powieści, której osobowość jest owiana tajemniczą otoczką. Jednak po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości nie dopuszcza ona zbyt wielu ludzi do swojego życia i nie wiedzie 'standardowego' życia. Wszystko wywraca się w jej egzystencji do góry nogami, gdy w telewizji rozpoznaje twarz mordercy swojej siostry... Dla osoby, która dopiero zaczyna swoją przygodę z thrillerami psychologicznymi opis tej powieści może wydać się poniekąd intrygujący. Przyznam się, że tuż przed zaczęciem lektury ja również uznałam, że ta historia może mieć potencjał. Jednak już od samego początku bardzo ciężko czytało mi się tę pozycję, co powinno być dla mnie ostrzeżeniem. Akcja rozwijała się w ślimaczym tempie, a samo rozwinięcie i zakończenie nie sprawiło u mnie szybszego bicia serca. Bardzo szybko byłam w stanie przewidzieć o co tak naprawdę chodzi i kto faktycznie jest tym złym charakterem.
     Bohaterowie według mnie nie zostali tak dobrze wykreowani jakbym oczekiwała po tego typu historii. Pod względem psychologicznym odniosłam wrażenie, że wszystkie postacie były płaskie, bez wyrazu i niczym się nie wyróżniające na tle innych. Linda, choć jest tu główną postacią, to miałam wrażenie, że autorka nie do końca miała pomysł jak ją ukazać i co właściwie ma z nią począć. Równie dobrze mogłaby ona być jedynie tłem dla całej historii...
     Styl autorki to największy minus. Dla mnie sposób w jaki przedstawiona została treść jest toporny, przez co lektura tej książki było dla mnie katorgą. Podczas czytania w komunikacji miejskiej często łapałam się na tym, że przyjemniejsze było dla mnie oglądanie tego co dzieję się za oknem, niż to co właśnie czytam. Wydanie elektroniczne to chyba największy plus całej książki, gdyż jedynie wobec tego aspektu nie mam żadnych zastrzeżeń. Szkoda jedynie baterii czytnika zużytej na tę książkę...
     "Pułapka" to niestety jeden z gorszych thrillerów psychologicznych z którymi miałam dotychczas styczność. Mam wrażenie, że straciłam zbyt wiele czasu i energii na lekturę, która nie sprawiła mi nawet ani grama przyjemności. Znalazły się tu pewne pomysły mające potencjał, jednak nie zostały one w ogóle wykorzystane. Na ten moment nazwisko autorki zapamiętam jedynie po to by w przyszłości unikać jej twórczości...
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 25 kwietnia 2019

'Bogowie' (2014) - film






Opowieść o buntowniku, który rzucił wyzwanie naturze, władzy i własnym ograniczeniom. To film o pierwszym udanym polskim przeszczepie serca dokonanym przez prof. Religę w Zabrzu. Dramat nieudanych operacji, walka o każde uderzenie serca, wielkie ambicje i bolesne porażki, samotność geniusza, który stanął sam przeciwko swoim mentorom i rozpoczął rewolucję w polskiej medycynie. Jaką cenę musiał zapłacić za sukces?







     "Bogowie" to film o którym było bardzo głośno nie tylko w okolicach jego premiery. Wiele osób przez te kilka lat namawiało mnie aby go wreszcie obejrzała, jednak z niewyjaśnionych nawet dla mnie przyczyn, miałam wewnętrzną blokadę przed tą produkcją. Nadszedł jednak wreszcie ten dzień w którym również i ja nabrałam ochoty by obejrzeć ten film.
     Pierwszy udany przeszczep serca w Polsce to przypuszczam, że jedno z ważniejszych osiągnięć medycznych w naszym kraju. Jednak zanim do tego doszło było również wiele porażek... Historia przedstawiona w tym filmie jest oparta na faktach, więc samego pomysłu na fabułę nie zamierzam kwestionować. Natomiast jej wykonanie i sposób w jaki została przeniesiona na wielki ekran wypada mistrzowsko. Będąc już po seansie zaczynam rozumieć te wszystkie pozytywne opinie i zachwyty nad tym jak został zrealizowany ten film. Nie wiem co mogę więcej napisać, by nie wyszło, że kogokolwiek skopiowałam w swojej opinii. Jestem po prostu pod ogromnie pozytywnym wrażeniem i zaczynam żałować, że dopiero teraz zdecydowałam się na obejrzenie tej produkcji.
     Gra aktorska to mocny atut tego filmu. Moim zdaniem wszystkie postacie zostały bardzo dobrze obsadzone i zagrane idealnie. Podczas seansu miałam wrażenie jakby te wszystkie emocje towarzyszące bohaterom były prawdziwe, a nie jedynie potraktowane po macoszemu czy wyciśnięte na siłę z aktorów na potrzeby tej historii.
     Moim zdaniem "Bogowie" to jeden z lepszych filmów, nie tylko tych polskich. Żałuję, że obejrzałam go dopiero teraz, gdyż jest to na prawdę godny uwagi tytuł, a na dużym ekranie prawdopodobnie jeszcze "mocniej" odebrałabym tę historię.
     Moja ocena: 9/10.

wtorek, 23 kwietnia 2019

"Salon odrzuconych" Serena Burdick

Paryż, belle époque. Mimo wojny francusko-pruskiej zamożna rodzina Savaray decyduje się nie wyjeżdżać z miasta. Jej życie chwilowo toczy się w murach przepastnego domu, który jest świadkiem wzajemnej niechęci jego mieszkańców i niekończących się sporów. Małżeństwo Auguste’a i Colette dawno się rozpadło, kobieta szuka więc pociechy w ramionach kolejnych kochanków. Ich osiemnastoletnia córka Aimée marzy skrycie, że Henri, którego rodzice dziewczyny przygarnęli, gdy był jeszcze dzieckiem, obdarzy ją uczuciem.
Kiedy Henri znika w tajemniczych okolicznościach, życie rodziny komplikuje się jeszcze bardziej. Zrozpaczona i przygnieciona stratą Aimée, próbując zapełnić pustkę, wkracza w zdominowany przez mężczyzn świat sztuki. Wkrótce wikła się w znajomość z impresjonistą Édouardem Manetem i przypadkowo natrafia na obraz Henriego, dzięki czemu udaje jej się odnaleźć ukochanego. Spotkanie młodych doprowadza do ujawnienia skrywanego przez lata sekretu… 
Opis książki




Autor: Serena Burdick
Tytuł oryginalny: Girl in the Afternoon: A Novel of Paris
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kukian Justyna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Liczba stron: 352



     Swego czasu ogromnie interesowałam się sztuką. Choć mój entuzjazm wobec tej dziedziny nieco opadł postanowiłam dać szansę powieści "Salon odrzuconych" z myślą czy znów nie zapałam miłością do spraw artystycznych. Dodatkowo tło historyczne z którym mamy tu do czynienia dawało wielkie nadzieje, że polubię się z tą książką. Niestety nie do końca się to sprawdziło...
     W przedstawionej tu historii dzieje się wiele. Wojna, sztuka, pierwsza miłość oraz od dawna skrywane sekrety, które wreszcie ujrzą światło dzienne. Jednak podczas lektury tej powieści niestety przez większą część czułam znużenie. Nie potrafiłam wkręcić się fabułę, choć nie można narzekać na brak akcji. Podczas czytania nie czułam tego klimatu a przecież belle époque to dość intrygujący okres. Może miałam zbyt duże oczekiwania czy nie był to po prostu odpowiedni czas u mnie na tego typu treść lecz czuję się rozczarowana tym co tu dostałam.
     Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Podczas lektury nie miałam problemu ze zorientowaniem się o kim ja właściwie czytam. Jednak żadna z postaci, którą poznajemy na kartach tej powieści nie wzbudziła we mnie pozytywnych emocji. Nie potrafiłam zżyć się z którąkolwiek osobą. Albo mnie wkurzali, albo byli dla mnie obojętni. Jedynie momentami współczułam ojcu głównej bohaterki, który był otoczony ciągle knującymi i okłamującymi go babami.
     Styl autorki - mam wrażenie, że idealnym określeniem dla tego w jaki sposób została napisana ta powieść to "przeciętny". Nie mogę napisać, że odrzucało mnie od stylu, lecz nie było na tyle dobrze i przyjemnie, abym zachwycała się kunsztem literackim pisarki. Wydanie papierowe przyzwoicie zrobione. Nawet przeważnie irytujące mnie klejenie stron nie było tu tak źle wykonane, żebym od razu miała się na to w pierwszej kolejności denerwować.
     Mam ogromne wątpliwości jak powinnam ocenić tę książkę. Z jednej strony nie czuję się usatysfakcjonowana z lektury, jednak mam wrażenie, że "Salon odrzuconych" może kogoś jednak zainteresować a ja po prostu odpowiedni się w nią nie wczułam. Dla mnie jest to po prostu przeciętna książka, o której prawdopodobnie szybko zapomnę.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails