poniedziałek, 16 września 2019

"Oblubienica morza" Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj

Cztery różne osoby. Jedna historia o ojczyźnie i miłości ponad podziałami.
Sara zostaje wypędzona z Rosji z powodu żydowskiego pochodzenia. Próbuje ułożyć sobie nowe życie w Palestynie. Pracując jako pielęgniarka, poznaje lekarza, Yousefa. Na drodze ich miłości stają różnice w pochodzeniu i narastający konflikt palestyńsko-izraelski.
Ameer mieszka w obozie dla uchodźców w Libanie. Udaje mu się wyjechać do USA, gdzie rozpoczyna nowe życie jako naukowiec. Wciąż jednak ścigają go echa przeszłości. 
Rebeka, osiemnastoletnia Żydówka, sprzeciwia się złemu traktowaniu arabskich społeczności przez jej rodaków. Zrywa ze swoim despotycznym narzeczonym. Nie spodziewa się jednak, jak straszne mogą być tego konsekwencje.
Ich losy łączą się, tworząc przejmującą opowieść – podróż przez pokolenia i kontynenty, historię o tej samej ziemi po obu stronach konfliktu. 
Opis książki



Autor: Michelle Cohen Corasanti, Kanj Jamal 
Tytuł oryginalny: Bride of the Sea 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Wiśniewska Monika 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: społeczna, obyczajowa 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2018 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018  
Liczba stron: 416



     Książkę "Oblubienica morza" pożyczyłam już jakiś czas temu od pewnej dobrej duszy. Jednak czekała ona dość długo na swoją kolej, gdyż słyszałam wiele zachwytów na temat twórczości autorki, a bałam się że ja nie będę w stanie jej docenić. Przyszedł wreszcie ten moment, że również i ja zapoznałam się z tą książką. Niestety mam mieszane odczucia.
     Cztery z pozoru różne osoby, które może połączyć wiele. Historia przedstawiana z perspektywy różnych bohaterów, w innych momentach ich życia. Całość jednak zgrabnie na końcu się łączy i dopiero wtedy można odkryć sens niektórych sytuacji. Każde wydarzenie miało wpływ na to gdzie się znaleźli, a pomimo trudów z jakimi się zmagali mogli w końcu osiągnąć pewnego rodzaju szczęście. Według mnie był tu ogromny misz masz przeróżnych wątków. Mamy konflikty polityczne czy religijne, nutkę romansu, która moim zdaniem nie zawsze pasowała w danym momencie, jak i po prostu trochę obyczajówki. Wątek konfliktu izraelsko palestyńskiego momentami dość mocno już mnie męczył. Nie zrozumcie mnie źle, zdaję sobie sprawę, że był to wyjściowy punkt tej historii, lecz dla mnie był on czasem już zbyt przytłaczający.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Pomimo przeskoków w narracji z jednej osoby na drugą nie miałam problemu z ogarnięciem o kim właściwe w tym momencie czytam i w którym miejscu się znajduję. Sami bohaterowie jak i sytuacje z którymi musieli się zmagać wywoływały we mnie przeróżne uczucia i emocje. Niektóre osoby już od pierwszego momentu nie były w stanie wzbudzić mojej sympatii, innych polubiłam od razu, jednak potrafiło to zmieniać się w trakcie lektury.
     Styl autorów bardzo wyrównany. Po przeczytaniu tej pozycji nie jestem w stanie ocenić, która część była pisana przez kogo, gdyż lektura szła mi bardzo płynnie. Wydanie papierowe bardzo dobrze zrobione, choć ma tylko jedną wadę - klejone strony. Przy egzemplarzach z biblioteki niestety bardzo rzadko się to sprawdza.
     Książka "Oblubienica morza", choć nie trafiła w pełni w moje gusta to nie jest tak złą pozycją jak może się wydawać. Wiem, że znajdzie się wiele osób, które będą nią zachwycone. Widzę w tej powieści potencjał, może kiedyś jeszcze do niej powrócę by sprawdzić czy moje odczucia wobec tego tytułu się zmieniły, jednak nie wiem kiedy to może nastąpić.
     Moja ocena: 6/10

niedziela, 8 września 2019

'Moje córki krowy' (2015) - film





Marta, gwiazda popularnych seriali, ma 42 lata, jest silna i dominująca. Pomimo sławy i pieniędzy wciąż nie może ułożyć sobie życia. Niestabilna emocjonalnie 40-letnia Kasia tkwi w dalekim od ideału małżeństwie, wychowując nastoletniego syna. Siostry niezbyt za sobą przepadają, kompletnie nie rozumieją i nawet nie starają się zrozumieć swoich życiowych wyborów. Choroby, a w konsekwencji utrata jednego z rodziców zmuszają je do wspólnego działania. Kobiety stopniowo zbliżają się do siebie, odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji.





     Do filmu "Moje córki krowy" podchodziłam przez długi czas dość niechętnie. Rzadko polskie produkcje robią na mnie pozytywne wrażenie i nie wywołują frustracji. Jednak w końcu obejrzałam ten film z polecenia osoby z której opiniami bardzo często się zgadzam. Całe szczęście istnieją jeszcze właśnie takie produkcje, które dają tę nadzieję na nasze dobre rodzime kino.
     Choroba rodziców Marty i Kasi zmusza siostry do spędzania wspólnie ze sobą większej ilości czasu. Starają się one naprawić relacje między sobą, które łagodnie mówiąc nie są zbyt dobre. Ciężko mi napisać o fabule tego filmu coś więcej, gdyż mam wrażenie, że każda informacja może być uznana za niepotrzebne zdradzanie wydarzeń i odebranie przyjemności z seansu. Moim zdaniem jest to po prostu idealna produkcja ukazująca nie tylko te pozytywne strony życia. Zmusza ona do refleksji nad zachowaniem swoim oraz innych z bliskiego otoczenia, jak i samych relacji międzyludzkich. Czasem są one szkodliwe, innymi razy mogą wnosić coś pozytywnego do naszego życia - jednak czy zawsze warto poświęcać swój czas na ich naprawę czy lepiej odpuścić? Całe szczęście ten film nie jest kolejną beznadziejną historią przez którą można czuć jedynie zażenowanie. Wzbudza on szeroki wachlarz emocji, które pozostają u widza jeszcze na długo po seansie.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Większość aktorów według mnie została idealnie dobrana do swoich ról. Jedynie niektóre poboczne osoby nie do końca przekonały mnie swoją autentycznością i zdolnościami do odpowiedniego wczuwania się w swoją postać i ukazywania odpowiednich emocji. Jednak całe szczęście były to jedynie te mniej znaczące dla historii postaci.
     Cieszę się, że wreszcie obejrzałam ten film. Jest to jedna z lepszych polskich produkcji z ostatnich lat, choć może dla niektórych nie aż tak wybitna. Moim zdaniem jednak warto zobaczyć "Moje córki krowy" i samemu przekonać się czy jest to kino dla nas. Ja wreszcie nie mam poczucia straconego czasu i nie żałuję, że spędziłam wolny wieczór na seansie.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 7 września 2019

"Randka z Hugo Bosym" Agnieszka Lingas-Łoniewska


Hugo Bosy niemal z dnia na dzień zrezygnował z prowadzenia jednej z najlepszych agencji reklamowych w Polsce i przeprowadził się z Warszawy do Wrocławia. Niechętnie mówi o swojej przeszłości, ale poznana przypadkiem piękna i nietuzinkowa Jagoda budzi w nim dawno zapomniane uczucia i pożądanie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył. Choć mężczyzna był pewien, że raz na zawsze skończył z miłością, zwariowana, pyskata i zjawiskowa panna Borówko mocno zachwiała jego postanowieniem. Ale czy Jagoda na pewno jest wolna? I czy Hugo odważy się otworzyć przed nią zranione serce?
Mogłoby się wydawać, że gdy los krzyżuje drogi dwójki samotnych i atrakcyjnych ludzi, między którymi wybucha namiętność, szczęśliwe zakończenie to tylko kwestia czasu. 
Opis książki






Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska 
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: romans 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2019  
Liczba stron: 280



     Książka "Randka z Hugo Bosym" to już moje szóste "spotkanie" z autorką. Mniej więcej wiedziałam już czego mogę się spodziewać po pisarce, a miałam właśnie ochotę na coś lekkiego a zarazem wciągającego bez reszty. Niestety mam wrażenie, że ta powieść jest najsłabszą z tych z którymi miałam jak dotąd styczność.
     Pierwsze spotkanie Hugo i Jagody było dość nietuzinkowe. Z każdym kolejnym przypadkowym spotkaniem między tą dwójką rosło pożądanie i napięcie, a okoliczności coraz bardziej absurdalne. Gdy okazuje się, że będą razem współpracować, zostaną zmuszeni popracować też nad relacją jaka się między nimi tworzy. Mam wrażenie, że główną osią tej powieści jest właśnie owe pożądanie między bohaterami. Choć mamy wiele zabawnych wydarzeń, intrygujących sytuacji wszystko w końcu sprowadzało się do jednego. Pod koniec tej pozycji miałam już trochę przesyt tego o czym czytałam i kręcenia się wokół tego samego tematu. Zabrakło mi tutaj więcej różnorodnych emocji, które mogłabym odczuwać podczas lektury i chwytających za serce sytuacji które bym przeżywała wraz z postaciami. Niestety bliżej jest tutaj ckliwemu romansidłowi, których wiele, aniżeli niebanalnej historii miłosnej o której rozmyślałabym przez dłuższy czas.
     Bohaterowie choć na pierwszy rzut okiem dobrze wykreowani to jednak trochę mnie zawiedli. Według mnie nie do końca został wykorzystany potencjał głównych postaci. W dużej mierze odniosłam wrażenie, że wszystkie cechy, które mogłyby zbudować daną osobę, zostały przysłonięte przez wcześniej wspomniane pożądanie, jak gdyby tylko to definiowało te jednostki. Zabrakło mi w bohaterach tych istotnych elementów, dzięki którym mogłabym bardziej się z nimi zżyć.
     Styl autorki bardzo lekki, płynnie przechodziła z jednego wątku do drugiego. Jednak w przypadku tej konkretnej historii mam wrażenie, że została ona bardziej przegadana, bez odpowiedniego budowania napięcia. Wszystko zostało podane czytelnikowi prawie od razu, bez całej otoczki, która mogła doprowadzić do danych zdarzeń. Wydanie elektroniczne, które czytałam na swoim Kindlu bardzo dobrze zrobione i nie mam mu nic do zarzucenia.
     Niestety jestem trochę rozczarowana pozycją "Randka z Hugo Bosym". Spodziewałam się czegoś trochę lepszego, co wywoła we mnie więcej emocji. Jednak sięgnę po kolejną pozycję od tej autorki z nadzieją, że bardziej przypadnie mi do gustu, tak jak poprzednie tytułu z którymi miałam już styczność.
     Moja ocena: 4/10

sobota, 31 sierpnia 2019

Podsumowanie sierpnia 2019



Sierpień to kolejny miesiąc, który mogłabym uznać za udany. Choć na ilość przeczytanych książek oraz obejrzanych filmów narzekać nie mogę, tak już co do jakości niektórych tytułów mam wiele wątpliwości.. Żałuję, że w przypadku części produkcji nie mogę cofnąć czasu i ich "odzobaczyć" oraz odzyskać zmarnowanych godzin, które na nie poświęciłam. Na tyle filmów w moim odczuciu tylko dwa były naprawdę dobre!




Sierpień książkowo

- liczba przeczytanych książek: 8
- łączna liczba stron: 3 176

Książki, które przeczytałam w sierpniu były na bardzo wyrównanym poziomie. Większość raczej dobrze mi się czytało i umiliły mi one mój wolny czas, który na nie poświęciłam. Jednak najbardziej do gustu przypadła mi pozycja "Mów mi Katastrofa!", która jest lekką i przezabawną historią Aldony i jej najbliższych. Ta historia idealnie trafiła w moje aktualne potrzeby i nie żałuję, że wreszcie udało mi się ją przeczytać, choć szkoda, że była ona taka krótka!



Sierpień filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 8

Niestety o części z tych tytułów chciałabym szybko zapomnieć, że w ogóle je widziałam i żałuję poświęconego czasu na tak złe produkcje. Tylko dwa filmy zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie i chciałabym je ponownie obejrzeć, a mianowicie "Król Artur: Legenda miecza" oraz "Król Lew". Chociaż po tej wzruszającej animacji czy cokolwiek jeszcze będzie dobre?

piątek, 30 sierpnia 2019

'Sześcioraczki' (Sextuplets, 2019) - film











Gdy przyszły ojciec odkrywa, że jest jednym z sześcioraczków, postanawia odnaleźć swoje rodzeństwo.









     Może to te ostatnie wysokie temperatury, może to moja zbyt ogromna naiwność, lecz po raz kolejny dałam szansę amerykańskiej komedii, jednej z nowości na Netflixie. Obejrzałam wreszcie i ja film pt. "Sześcioraczki" i znowu jestem zawiedziona poziomem produkcji, która z założenia miała bawić...
     Gdy nadchodzi termin porodu własnego dziecka, Alan postanawia odnaleźć swoją biologiczną matkę. W momencie gdy dowiaduje się, że jest jednym z sześcioraczków w jego życiu zaczynają się ogromne zmiany. Podobno jest to komedia, lecz dla mnie nie było tu ani jednego zabawnego momentu. Czułam raczej znudzenie i zażenowanie zamiast być rozbawioną tą historią. Mam wrażenie, że jest to znów typowo schematyczna komedia z humorem całkowicie nie trafiającym w moje gusta. Było źle, nieśmiesznie a wykonanie to według mnie porażka, od której momentami aż bolały mnie oczy...
     Gra aktorska też mnie nie zachwyciła. Ciekawym zabiegiem może dla kogoś być to, że Marlon Wayans wcielił się w każdego z sześcioraczków, jednak to by było na tyle z "zabawnych" faktów. Niestety w moim odczuciu nie udźwignął on tych wszystkich postaci i żadna z nich nie była w pełni przekonująca. Jestem niestety zawiedziona tym co tutaj dostałam.
     Po "Sześcioraczkach" jestem pewna, że na jakiś czas powinnam dać sobie spokój z tego typu produkcjami. Był to według mnie bardzo zły film i niestety nie sprawdziło się tu powiedzenie "tak zły że aż śmieszny". Żałuję czasu jaki na niego poświęciłam i właściwie nie znam osoby, przynajmniej osobiście, której mogłabym polecić ten tytuł.
     Moja ocena: 2/10.

czwartek, 29 sierpnia 2019

"Kształt wody" Guillermo del Toro, Daniel Kraus



Porywająca baśń z historią niezwykłej miłości w tle, rozgrywająca się w realiach zimnej wojny.
Tajny rządowy Ośrodek Badań Kosmicznych Occam w Baltimore otrzymuje do analizy niezwykły obiekt: ziemnowodną humanoidalną istotę schwytaną w Amazonii. W laboratorium toczy się gra wywiadów i sprzecznych stanowisk: jedni naukowcy chcą stworzenie uśmiercić i zbadać jego organizm, by odkryć tajemnicę odległych podróży kosmicznych, inni natomiast proponują utrzymywać go przy życiu dla dobra postępu technologicznego. W międzyczasie pomiędzy istotą a opiekującą się nim w tajemnicy jedną z woźnych, niemą kobietą, która porozumiewa się ze stworem za pomocą języka migowego, nawiązuje się dziwna i głęboka więź… 
Opis książki




Autor: Guillermo del Toro, Daniel Kraus 
Tytuł oryginalny: The Shape of Water 
Język oryginalny: angielski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: fantasy 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2018 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018 
Liczba stron: 436



     Do książki "Kształt wody" podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża. Miałam wcześniej już dwukrotne podejście do tej pozycji, jednak za każdym razem nie byłam w stanie przeczytać więcej niż trzydzieści stron. Lecz do trzech razy sztuka i tym razem wreszcie mi się udało ukończyć tę powieść.
     Do tajnego ośrodka OCCAM trafia nadprzyrodzona istota. Naukowcy dzielą się na kilka obozów, gdyż każdy ma inny pomysł nad sposobem eksperymentów na stworzeniu. Podczas tych rozgrywek wytwarza się między tą istotą a jedną z woźnych nietypowa więź, która może jednak poprzestawiać szyki naukowcom... Choć wreszcie udało mi się skończyć czytać tę historię to nadal mam bardzo mieszane odczucia wobec niej. Z jednej strony w ciekawy sposób została ukazana relacja między tym nadprzyrodzonym stworzeniem a niemą kobietą (choć rzuciły mi się w oczy również opinie zarzucające autorowi promowanie zoofilii :D). Z drugiej zaś podczas lektury miałam wrażenie, że sporo jest tu również pseudonaukowego bełkotu, który nie do końca leży w kręgach moich zainteresowań. Według mnie każdy motyw może mieć dla kogoś wartość dodaną, jednak ja nie czuję się co do niektórych aspektów tej książki przekonana.
     Bohaterowie zostali bardzo ciekawie wykreowani. Nawet pomimo mojej niechęci do "naukowego" aspektu historii również pracownicy laboratorium byli tak przedstawieni, że niełatwo będzie o nich zapomnieć i się od nich oderwać myślami. Natomiast za mało było dla mnie samej tajemniczej istoty, która odegrała ważną rolę w historii a dość mało, przynajmniej w stosunku do całości, się o niej dowiadujemy.
     Styl autora przez większość pozycji nie do końca pozwalał mi na odpowiednie 'wkręcenie' się w historię. Dość ciężko mi się czytało tę powieść przez to w jaki sposób została ona wykreowana i dopiero pod koniec oswoiłam się z nim na tyle by wreszcie móc szybko ją ukończyć. Wydanie papierowe średnio mnie sobą zachwyciło. Choć okładka może wydać się intrygująca, to jednak jest ona wykonana z dość twardego materiału, przez co nie wiem czy skrzydełka działały w tym przypadku na plus. Również klejone strony nie przekonały mnie swoim wykonaniem, choć jest to mój własny egzemplarz a nie z biblioteki więc książka przetrwa może trochę dłużej w jednym kawałku.
     "Kształt wody" to pozycja, która wywołała we mnie mieszane odczucia. Nie wiem czy kiedyś jeszcze do niej powrócę, choć z chęcią obejrzę jej ekranizację. Może wtedy będę w stanie bardziej docenić tę historię lub ją... znienawidzić. Jednak osoby uwielbiające motywy "naukowe" możliwe, że będą bardziej oczarowani tą pozycją niż ja.
     Moja ocena: 6/10

środa, 28 sierpnia 2019

'Gorzkie wino' (Wine Country, 2019) - film









Grupa przyjaciółek wybiera się na weekend do hrabstwa Napa, aby uczcić 50. urodziny jednej z nich. Szybko jednak dają o sobie znać dawne animozje.









     Może podchodzi to już pod masochizm ale znów postanowiłam dać szansę amerykańskiej komedii, by spróbować odprężyć się po pracy. Niestety "Gorzkie wino" to kolejny film, który nie trafił w moje gusta...
     Kilka przyjaciółek by świętować pięćdziesiąte urodziny jednej z nich wybiera się na weekend do malowniczego miejsca słynącego z win. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak nadmiar alkoholu doprowadza niektóre z nich do powiedzenia o kilka słów za dużo. Czy sześć kobiet w jednym miejscu jest w stanie przetrwać bez kłótni? Mam wrażenie, że jedynym celem tego filmu było właśnie pokazanie, że kobiety nie są w stanie spędzić ciekawie weekendu bez zbędnych dram. Niestety nie do końca ten motyw mnie do siebie przekonuje. Naprawdę chciałam miło spędzić wieczór jednak w tym przypadku coś nie wyszło. Głównym plusem tej produkcji są przepiękne widoki, które możemy podziwiać w tle. Aż sama nabrałam ochoty na wyjazd w tamte rejony.
     Gra aktorska niestety na słabym poziomie. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że większość bohaterek została wykreowana jakby aktorki były tam za karę. Chyba jedynie Rachel Dratch, która wcielała się w Rebeccę, wypadła tu jakby faktycznie się starała wypaść tu dobrze. Niestety jedna rola nie uratuje całego filmu.
     Niestety nie jestem w stanie nic więcej napisać na temat tego filmu, oprócz tego, że wypadł on według mnie źle. Może po prostu nie jest to do końca typ jakiego w danym momencie potrzebowałam. "Gorzkie wino" zapowiadało się obiecująco a wyszło jak zawsze. Nie zamierzam ponownie go oglądać i chciałabym jak najszybciej o nim zapomnieć.
     Moja ocena: 3/10.

wtorek, 27 sierpnia 2019

"Zanim pozwolę ci wejść" Jenny Blackhurst


Każda przyjaźń ma swoje tajemnice. Nawet ta, która od lat łączy Karen, Beę i Eleanor. Chociaż zawsze mogły na siebie liczyć, każda z nich ma niezamknięte sprawy z przeszłości. I pozornie idealne życie, które mimo to udało im się zbudować. Wszystko jednak zaczyna się sypać, kiedy do drzwi doktor Karen Browning puka nowa pacjentka, Jessica Hamilton. I kiedy z jej ust padają słowa: "Nie naprawi mnie pani". Skoro Jessica nie chce się wyleczyć, po co tak naprawdę przyszła? I skąd wie o Karen i jej najbliższych to, co wydaje się wiedzieć?
Wkrótce życie Karen, Bei i Eleanor zamienia się w koszmar. Nagle trzy silne kobiety stają się osaczone i bezbronne. A demony, o których przez lata starały się nie pamiętać, atakują z najbardziej nieoczekiwanej strony. Dokąd doprowadzi gra, w którą zostały zmuszone zagrać? I kto rozdaje karty?
Opis książki




Autor: Jenny Blackhurst 
Tytuł oryginalny: Before I Let You In 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Dobrzańska Anna 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2016 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018 
Liczba stron: 448



     Z twórczością Jenny Blackhurst po raz pierwszy zetknęłam się dopiero w tym roku, gdy sięgnęłam w maju po "Tak cię straciłam". Zrobiła na mnie tamta powieść pozytywne wrażenie i już wtedy wiedziałam, że sięgnę po kolejny tytuł tej autorki.
     Trzy przyjaciółki łączy głęboka relacja od wielu lat. Pomimo to, każda z nich ma przed resztą swoje tajemnice którymi niekoniecznie chciałaby się podzielić ze światem. Gdy do ich życia wkracza Jessica, nowa pacjentka Karen, nic już nie będzie takie samo a przyjaźń kobiet może być zagrożona. Przyznam, że po samym opisie tej książki nie do końca byłam przekonana czy mi się ona spodoba. Jednak im dalej brnęłam w tę historię tym bardziej byłam nią zafascynowana. Choć czytałam w swoim życiu już kilka dobrych thrillerów to zakończenie tego mnie zaskoczyło. Może wydać się to dla niektórych niepojęte ale nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, jak i pewnych zachowań oraz pobudek, które kierowały bohaterami. Powieść ta nie ma aż tak bardzo schematycznego podejścia do fabuły i kreowania treści. Już na samym początku mamy styczność z wydarzeniami, które mogą wciągnąć czytelnika na całego.
     Bohaterowie bardzo dobrze wykreowani. Każda postać wywoływała we mnie przeróżne uczucia, nie pozostawała mi obojętna. Można ich polubić, poczuć niechęć czy obrzydzenie, jednak nie są tak nijacy, że zapomni się o nich tuż po przeczytaniu ostatniej strony. Może jedynie w przypadku osób drugo i dalszoplanowych ich potencjał nie był w pełni wykorzystany.
     Styl autorki bardzo lekki w odbiorze, dzięki czemu lektura jej powieści była dla mnie wielką przyjemnością. Widzę pewną poprawę w porównaniu z poprzednią pozycją z którą się zetknęłam i mam nadzieję, że tendencja w każdej następnej będzie wzrostowa. Wydanie papierowe, które mam na swojej półce ma tylko jedną wadę - klejone strony, lecz mam nadzieję, że za szybko się ona nie rozpadnie :). Co do reszty aspektów wydania nie mam żadnych zastrzeżeń.
     "Zanim pozwolę ci wejść" to pozycja, która ma w sobie coś intrygującego. Choć nie jest to dzieło wybitne, czuję pewien niedosyt to i tak bardzo miło spędziłam swój czas podczas lektury. Całe szczęście mam już na swojej półce kolejną książkę od tej autorki i mam nadzieję, że będzie równie dobra, a nawet lepsza.
     Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

'Pani z przedszkola' (2014) - film






"Pani z przedszkola" to obraz rodziny, której życie z dnia na dzień staje na głowie, gdy wkracza w nie przedszkolanka syna, piękna i tajemnicza Karolina. To za jej sprawą rodzice chłopca – zapalony konstruktor latawców i jego melancholijna małżonka odkryją, czym jest prawdziwa miłość i zrozumieją, że przez wszystkie lata małżeństwa tak naprawdę niewiele o sobie wiedzieli.








     Po niezbyt udanych ostatnich moich próbach z zagranicznymi produkcjami, zwanymi komediami, postanowiłam dać szansę czemuś polskiemu. Miałam nadzieję, że jednak tutaj coś się zmieni i trafię na perełkę, która zmieni moją złą passę. Niestety się nie udało...
     Krzysztof trafia na terapię, która ma mu pomóc z jego problemami. Musi cofnąć się do okresu przedszkolnego, skąd może brać się początek jego zmartwień. Niestety sama treść jest według mnie słabo przedstawiona. Mamy tu zlepek pewnych sytuacji, które mogą zostać zmienione wedle woli głównego bohatera. Nie tworzą one żadnej konkretnej historii o której można cokolwiek więcej powiedzieć. Podczas seansu wynudziłam się tak okrutnie, że nawet tworzenie listy zakupów czy prasowanie wydają mi się być mega inspirującymi i kreatywnymi czynnościami.
     Gra aktorska - po niektórych osobach spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Najlepiej chyba w całości wypadła osoba wcielająca się w trzyletniego Krzysia. Jednak od osób zarabiających na życie graniem oczekiwałam lepszego wcielania się w swoje role i lepszej prezentacji przeżywanych przez graną postać emocji. Niestety dostałam coś mocno przeciętnego, co nie wywarło na mnie pozytywnego wrażenia.
     "Pani z przedszkola" to niestety kolejny film, który żałuję, że obejrzałam i poświęciłam na niego czas. Gdyby dało się cofnąć czas na pewno bym to w przypadku tego filmu zrobiła. Osobiście nie mogę polecić tej produkcji, chyba że znajdzie się ktoś kto uświadomi mi jej geniusz, którego nie potrafiłam dostrzec.
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 25 sierpnia 2019

"Mów mi Katastrofa!" Magdalena Wala





Aldona ma wiele talentów, ale największym z nich jest wpadanie w tarapaty i przyciąganie niezwykłych zdarzeń, a przy tym… przystojnych mężczyzn.
W wyniku zaskakującego splotu wydarzeń na jej drodze staje Kamil, i to niejeden raz! Mężczyzna pojawia się w najmniej spodziewanych momentach, w różnych zakątkach kraju i jakby nie przypadkiem. W dodatku jak na złość spotkaniom towarzyszą kompromitujące dla dziewczyny okoliczności. 
Kim jest tajemniczy przystojniak? Czy zakochana po uszy Aldona nie pomyli się znowu, tym razem z wyborem obiektu swoich uczuć? 
Opis książki






Autor: Magdalena Wala 
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: społeczna, obyczajowa 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 372



     Po książce "Przypadki pewnej desperatki" Magdaleny Wali, którą przeczytałam w tym roku wiedziałam, że chce sięgnąć po kolejne jej książki. Tym razem sięgnęłam po "Mów mi Katastrofa!". Była to dla mnie miła odmiana po ostatnich pozycjach z którymi miałam styczność.
     Aldona to przebojowa kobieta, która potrafi przyciągać do siebie kłopoty. Czasem są one katastrofalne w skutkach, lecz czasem też przynoszą coś pozytywnego dla niej i dla jej bliskich. Mamy tu przezabawną historię, która potrafi zdziałać cuda, gdy mamy gorszy nastrój. Historia Aldony, jej rodziny i przyjaciół była jak miód na moje serce. Musiałam kilkukrotnie powstrzymywać od parsknięcia śmiechem w niektórych sytuacjach. Pal licho gdy byłam w domu, gorzej gdy czytałam te śmieszniejsze smaczki w komunikacji miejskiej dojeżdżając do/z pracy. Kilka sytuacji mogliśmy już poznać w "Przypadkach pewnej desperatki", gdyż niektóre zdarzenia i bohaterzy się zazębiają, jednak były one przedstawione z zupełnie innej perspektywy. Akcja powieści często rozgrywa się w różnych malowniczych miejscach, czy ruinach zamków więc fani takich klimatów powinni być zadowoleni. Według mnie ta historia to idealne połączenie przezabawnej komedii, nienachalnego romansu i lekkiej dawki przepięknie opisanego naszego krajowego dobytku.
     Bohaterowie bardzo dobrze wykreowani. Widzę znaczną różnicę na plus pomiędzy tą pozycją a pierwszą z jaką miałam styczność od tej autorki, czyli "Marianną". Wszystkie postacie potrafią wywołać w czytelniku jakieś emocje. Można ich kochać albo nienawidzić, ale nie przejdzie się obok nich obojętnie. Jestem pod wrażeniem takiego zróżnicowania bohaterów, którzy potrafią zapaść w pamięci na dłużej.
     Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Przyjemnie czytało mi się historię wykreowaną przez autorkę, a sposób w jaki to zrobiła sprawia, że mam ochotę na jeszcze więcej. Potrafi ona zgrabnie przeplatać różne gatunki i historie i złączyć je w jedną całość. Wydanie elektroniczne (plik mobi dla Kindle) idealnie zrobione i przystosowane do mojego sprzętu, dzięki czemu lektura była jeszcze większą przyjemnością.
     Żałuję, że dopiero teraz sięgnęłam po tę pozycję. Gdybym przeczytała ją wcześniej może udałoby mi się odkryć jeszcze więcej smaczków i powiązań z poprzednią powieścią, którą czytałam od tej autorki. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejne pozycje będą równie dobre, a nawet jeszcze lepsze niż ta.
     Moja ocena: 7/10
Related Posts with Thumbnails