czwartek, 17 sierpnia 2017

'Teksańska masakra piłą mechaniczną' (The Texas Chain Saw Massacre, 1974) - film






Grupka nastolatków rusza w podróż przez odludne tereny stanu Teksas. Trafiają na samotną mroczną farmę, którą zamieszkuje - jak się niebawem przekonują - rodzina krwiożerczych i okrutnych kanibali polujących na turystów. Młodzi będą musieli zmierzyć się z najgroźniejszym mordercą - Leatherfacem noszącym maskę z ludzkiej skóry, który zabija za pomocą piły mechanicznej. Jednak walka ta okaże się nierówna...







     "Teksańska masakra piłą mechaniczną" jest podobno kultowym horrorem. Wielu kinomaniaków na pewno już dawno zapoznało się z tą produkcją, ja natomiast obejrzałam go dopiero w zeszły weekend. Miałam ochotę na dobry straszny film i nadzieję, że temu wreszcie uda się mnie przerazić. Niestety na nadziejach się skończyło...
     Fabułą tego filmu jest chyba wystarczająco opisana w wyżej przedstawiony opisie. Muszę przyznać, że jestem zawiedziona tym filmem pod tym względem. Oczekiwałam naprawdę przerażającego filmu, a dostałam coś, co jednak częściej mnie śmieszyło niż przerażało. To jak zostały przedstawione niektóre sceny wzbudziło we mnie zniesmaczenie a czasem właśnie rozbawienie. Ok, były momenty w których rzeczywiście można się troszeczkę przestraszyć, lecz nie wywołały one u mnie żadnych dreszczy czy gęsiej skórki. Po obejrzeniu tego filmu nie śniły mi się koszmary - specjalnie odczekałam kilka dni z tą notką aby to sprawdzić. Początek tego filmu wyjątkowo mi się dłużył, nie mogłam się wgryźć w tę historię. Jak już wreszcie coś zaczęło się dziać, to twórcy tego filmu postanowili zrobić jakieś dziwne cięcia oraz montaż czy nieadekwatne efekty dźwiękowe do tego co się akurat dzieje. Chociażby sytuacja w której ta blondyna niby krzyczała przywiązana do fotela. Miało być strasznie a wyszło dość dziwnie...
     Gra aktorska - sama nie wiem co mam o niej do końca sądzić. Jakoś nie powaliła mnie ona na kolana, choć też strasznie zła nie była. Jednak w ogólnym rozrachunku stwierdzam, że było chyba jednak pod tym względem gorzej niż lepiej. Może ktoś potrafi bardziej docenić umiejętności aktorów, którzy tutaj zagrali, lecz nie będę to ja. Ani fabuła ani aktorzy nie podbili mojego serca w tym filmie.
     Możecie mnie linczować, możecie mnie hejtować za tę opinię, jednak jest ona moja własna, bardzo subiektywna. Może znajdzie się ktoś kto ma słabsze nerwy i bardziej doceni tę produkcję jako horror. Osobiście spodziewałam się czegoś dużo lepszego po tak znanym i zachwalanym wśród moich znajomych filmie. Daję i tak dość wysoką ocenę, za to, że były momenty, które w jakikolwiek sposób wzbudziły we mnie jakieś emocje.
     Moja ocena: 4/10.

wtorek, 15 sierpnia 2017

"Szóstka wron" Leigh Bardugo


Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne:
– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy) 
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać).
Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.
Opis książki




Autor: Leigh Bardugo
Tytuł oryginalny: Six of Crows
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Strzelec Małgorzata, Szypuła Wojciech
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 496




     Na temat "Szóstki wron" można znaleźć bardzo dużo pozytywnych recenzji. Wiele osób zachwyca się tą pozycją, że aż mam wrażenie, że osiągnęła ona prawie rangę arcydzieła. Miałam ją przeczytać już dużo wcześniej, jednak sięgnęłam po nią dopiero teraz z pewną dozą niepewności, czy i ja ją docenię. Bo co by było gdyby mi się nie spodobała, a tak wielu się nią ekscytuje?
     Kaz wraz z innymi równie mocno zdesperowanymi ludźmi podejmuje się wykonania zadania, które wydaje się być niewykonalne. Uwolnienie zakładnika z nigdy wcześniej niezdobytej twierdzy za grube pieniądze. Pomimo moich obaw, czy rzeczywiście będę w stanie docenić tę historię muszę przyznać, że po przeczytaniu już rozumiem czemu ludzie się nią tak zachwycali. Historia wciąga już od pierwszych stron, a zakończenie jest i tak zaskakujące. Żadnej sytuacji nie jesteśmy w stanie w pełni przewidzieć, jak zachowają się bohaterowie oraz to co tak naprawdę siedzi im w głowie. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak autorce udało się stworzyć tak zarazem magiczny, jak i mroczny świat który poznajemy na kartach tej powieści. Nie wiem co mogę jeszcze napisać aby nie zdradzić zbyt wiele szczegółów, ani nie zostać posądzoną o plagiat. Ta książka jest faktycznie tak dobra, że gdyby nie inne obowiązki można by się zatracić w tym świecie bez pamięci.
     Bohaterowie genialnie wykreowani. Zostali oni przedstawieni w bardzo przemyślany sposób, dzięki czemu nie mamy tutaj nijakości. Każda z postaci miała swój niepowtarzalny urok. Podczas lektury nie miałam odczucia, że coś podobnego gdzieś już było. Pomimo dość sporej liczby osób, które tutaj poznajemy, podczas zaznajamiania się z historią bardzo łatwo zapamiętać kto kim jest i się nie pomylić. Nawet główny bohater Kaz miał w sobie coś co może do niego przyciągać.
     Styl autorki bardzo dobry. Sposób w jaki została napisana ta historia to majstersztyk. Wszystko miało ręce i nogi, nie było niepotrzebnych wstawek, które wybijają czytelnika z lektury. Również sposób wydania tej książki jest rewelacyjny, a ja, jako okładkowa sroka doceniam tak przepiękne pozycje. Twarda oprawa, grafika na okładce, szyte strony jak oraz ta wszechobecna czerń moim zdanie dodaje uroku całości. Jestem po prostu zachwycona tym jak wygląda ta książka.
     Cieszę się, że udało mi się zdobyć swój własny egzemplarz tej pozycji. "Szóstka wron" to naprawdę fantastyczna powieść, od której nie można się oderwać. Jednak skoro tak się zachwycam tą książką to czemu nie daję jej maksymalnej oceny? Pomimo, że zrobiła ona na mnie ogromnie pozytywne wrażenie, czegoś mi tutaj minimalnie zabrakło aby stała się ona dla mnie arcydziełem. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki to zachęcam was do jak najszybszego jej nadrobienia.
     Moja ocena: 9/10.

niedziela, 13 sierpnia 2017

'Miłosna dieta' (Dieta mediterránea, 2009) - film




Sofia jest młodą żywiołową dziewczyną, która wychowała się w restauracji rodziców. Zamiast iść na studia i zostać żoną zakochanego w niej po uszy Toniego, chce być znanym i cenionym na całym świecie kucharzem. Początkowo trudno jej udowodnić swoje umiejętności, ale w realizacji planów pomaga jej Frank, z którym również łączy ją silne uczucie. Sofia chciałaby mieć rodzinę, ale pragnie też mieć sieć restauracji; chciałaby być z Tonim, ale jednocześnie nie chce rozstawać się z Frankiem. Czy uda jej się pogodzić marzenia z rzeczywistością?






     Film "Miłosna dieta" wpadł mi w oko już kilka miesięcy temu, tylko dość długo się za niego zbierałam. Wreszcie nastały te "lepsze czasy" i udało mi się go obejrzeć. Niestety chyba zbyt długi czas oczekiwania na seans sprawił, że nastawiłam się na bardzo dobre kino. Czy rzeczywiście to dostałam?
     Sofia przełamuje wiecznie trwające stereotypy, że tylko mężczyzna może być bardzo dobrym szefem kuchni. Wspiera ją w tym działaniu dwóch mężczyzn - Toni oraz Frank. Co z tego może wyniknąć musicie sami się przekonać. Przyznaję, że o dziwo, oglądało mi się ten film bardzo przyjemnie. Dla mnie jest to lekkie kino, idealne właśnie na taką pogodę jaką mamy za oknem - świeci słońce, a za pięć minut pojawiają się ciemne chmury i rozpętuje s burza ;). Osoby bardziej 'cnotliwe', którym przeszkadzają jakiekolwiek sceny erotyczne, czy nawet pocałunki, w trakcie oglądania tej produkcji mogą być zniesmaczeni. Pomimo ciekawie skonstruowanej fabuły, która wciąga widza już od pierwszych minut, nie poczułam się w pełni oczarowana. Chciałam czegoś jeszcze lepszego, czegoś co do mnie bardziej przemówi i zachwyci. Choć raczej pozytywnie odbieram ten film nie jestem pewna jak długo pozostanie w mojej pamięci, czy jeszcze pod koniec roku będę o nim jeszcze w stanie cokolwiek powiedzieć.
     Gra aktorska całe szczęście mnie nie zawiodła. Może aktorzy nie wypadli jakoś wspaniale, jednak nie mam im nic do zarzucenia. W moim odczuci odtwórcy głównych ról całkiem nieźle wcielili się w swoje postacie i dość przekonująco odegrali swoje role. Jestem na tyle ciekawa tych aktorów, że obejrzałabym jeszcze jakieś inne produkcje z ich udziałem, choć dość ciężko dostać u nas hiszpańskie filmy. Albo tylko ja nie potrafię odpowiednio szukać...
     Przyznaję, że sama nie jestem pewna co mam sądzić o tej produkcji. Choć mnie ona nie zawiodła i naprawdę dobrze mi się ją oglądało to na swój sposób czuję się w pewnym stopniu rozczarowana. Jeśli tematyka was interesuję to możecie sami się przekonać i dajcie znać jakie są wasze odczucia po seansie.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 9 sierpnia 2017

"Tysiąc pocałunków" Tillie Cole

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia… 
Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. 
Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali. Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia? 
Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo. 
Opis książki






Autor: Tillie Cole
Tytuł oryginalny: A Thousand Boy Kisses
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Dyrek Katarzyna Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 440



     Książka "Tysiąc pocałunków" to tegoroczna nowość na naszym rynku wydawniczym, któ pokochało wiele czytelników. Skuszona pozytywnymi opiniami kupiłam ją i ja. Całe szczęście mam ją jedynie w postaci e-booka a nie wersji papierowej. Tak bardzo się nią zawiodłam, że cieszę się, że nie będzie ona mi zawalać miejsca na półce i w moim przypadku wystarczy jedynie kliknąć "usuń".
     Poppy i Rune. Ona nie mająca aż tak wielu bliskich przyjaciół a on wyglądający niczym bóg chłopak, z którym każda chciałaby być. Jeśli już przeczytało się chociaż jedną powieść typu Young Adult już od pierwszych stron powieści będziemy wiedzieć jak zakończy się ta historia. Oprócz pomysłu z tytułu nie ma tutaj nic co mogłoby zaskoczyć czytelnika. Moim zdaniem "Tysiąc pocałunków" jest takim bardzo nieudanym połączeniem "Gwiazd naszych wina" z "Zanim się pojawiłeś". Zerżnięcie pomysłów aż raziło po oczach, a sama realizacja tego tworu nie była udana. Przez znaczną część powieści czytamy tylko o tym jak to główni bohaterowie są w sobie zakochani i jak bardzo jest im przykro z powodu tego co się stanie, a przez resztę czasu tylko się całują. Jak dla mnie nie było tutaj zbyt wielu zaskakujących elementów fabuły. Doczytałam do końca z nadzieją, że jednak autorka jednak czymś mnie zaskoczy, stworzy jakąś historię której jeszcze nie znamy. Niestety jedyne co mi pisarka zafundowała to podniesienie ciśnienia tak nudną i przewidywalną powieścią. Odniosłam wrażenie, że jedynym planem była próba grania na emocjach czytelnika. Może w przypadku znacznie młodszych ode mnie osób się jej to udało - jednak ja, mając już ponad dwadzieścia lat, poczułam się w pewien sposób oszukana. Nie miałam zaczerwienionych oczu od płaczu nad losami bohaterów, nie przeżywałam z nimi tych ich wszystkich pocałunków - dla mnie one były zbyt... nijakie?
     Bohaterowie to w ogóle porażka. Jak dla mnie autorka w ogóle jakby nie starała się stworzyć wielowymiarowych postaci, które czymś nas zaskoczą, czy w jakikolwiek sposób je zapamiętamy. Wszystkie osoby z którymi mamy do czynienia na kartach tej powieści są stworzeni na jedno podobieństwo. Nikt się niczym szczególnym na tle innych nie wyróżnia, wszyscy są prawie tacy sami.
     Styl autorki - o ile fani tej powieści nie mieli jeszcze ochoty mnie zlinczować przy poprzednich akapitach to tutaj już na pewno to zrobicie. Moim zdaniem lepiej już pociągnęła swoją historię E L James w "Pięćdziesięciu twarzach Greya" [a większość z nas wie jak źle tam było] niż tutaj Tillie Cole. To jak autorka tutaj pisała te wszystkie pseudo głębokie wynaturzenia bohaterów wołało według mnie o pomstę do nieba.
     Wydanie elektroniczne to chyba najlepszy element całości tej pozycji. Zostało ono schludnie zrobione i nie raziło żadnymi literówkami. Kolejnym plusem jest fakt, że bardzo łatwo jest się pozbyć tej powieści ze swojego czytnika. Całe szczęście kupiłam na promocji, za dużo niższą cenę niż sugerowana, choć po przeczytaniu stwierdzam, że nawet dziesięć złotych za to coś jest zbyt wysoką opłatą.
     Ja jestem ogromnie zawiedziona tą książką i pewna tego, że nigdy więcej do niej nie powrócę. Nie potrafię zrozumieć fenomenu tej powieści i czym ludzie się zachwycają. Przecież większość wątków już gdzieś wcześniej była, i nie ma tutaj nic nowego i odkrywczego - dostajemy tylko perfidnie zerżnięte od innych pomysły, nieudolnie zlepione w jedno.
     Moja ocena: 3/10.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

'Pamiętaj o niedzieli' (Remember Sunday, 2013) - film





Gdy samotna i mająca złą passę kelnerka, Molly (Alexis Bledel), poznaje przystojnego Gusa (Zachary Levi) jest przekonana, że w końcu znalazła odpowiedniego mężczyznę. Jednak Gus wydaje się być rozkojarzony i zaabsorbowany. Okazuje się, że od kiedy mężczyzna cierpi z powodu tętniaka mózgu, stracił pamięć krótkotrwałą. Każdego dnia jego życie zaczyna się na nowo. Codziennie gdy widzi Molly usiłuje przypomnieć sobie kim ona jest i zakochać się w niej na nowo.







     Niedawno obejrzałam najnowszy 'sezon' mojego z jednych ulubionych seriali, czyli "Kochane kłopoty: Rok z życia". Nabrałam przez niego ochoty na obejrzenie innych produkcji z aktorami, którzy w nim grali. Mój wybór padł na "Pamiętaj o niedzieli" z Alexis Bledel w roli głównej.
     W pewnych okolicznościach, dość sztampowych i przewidywalnych, Gus oraz Molly spotykają się ze sobą. Prawdopodobnie brzmi to bardzo infantylnie i gdybym sama usłyszała to zdanie o tym filmie, to od razu bym straciła zainteresowanie. Jednak to jak producenci pociągnęli wątek tych dwojga okazał się strzałem w dziesiątkę. Całe szczęście nie jest to kolejna nic nie wnosząca komedia romantyczna, a dający do myślenia melodramat. Historia dwójki bohaterów w bardzo przystępny, lecz nieoczywisty sposób, ukazuje jakie mogą być relacje pomiędzy ludźmi w trudnych chwilach. Mamy tutaj miłość, próby jej uchwycenia, pomimo choroby, która nie ma dobrych rokowań na przyszłość. Pomimo tego wątku, który wiele osób ma chyba dość, nie zniechęcajcie się. Film jest na tyle dobrze i ciekawie zrealizowany, że można się zaskoczyć, że jest jeszcze inny sposób na jego przedstawienie.
     Gra aktorska - moim zdaniem aktorzy wcielający się w głównych bohaterów podołali zadaniu i wykreowali swoje postacie bardzo dobrze. W intrygujący sposób przedstawili emocje, które targały postaciami. Rozczarowana jestem natomiast grą Merritt Wever, która wcielała się w postać Lucy, siostry Gusa. Niestety było wiele scen z jej udziałem, gdzie przeszkadzała mi jej gra. Miałam nadzieję, że w przypadku tego filmu nie będę zmuszona napisać, że jestem zawiedziona którymkolwiek z aktorów, jednak wyszło jak wyszło...
     Przyznaję, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą produkcją. Co prawda miałam nadzieję na dobry film, choć po opisie nie byłam pewna tego co mogę dostać. Nie jest to może wybitne dzieło nad którym usłyszycie same "ochy i achy", lecz ja zamierzam kiedyś do niego jeszcze powrócić. Wydaje mi się, że jest to jeden z tych filmów, które mogę docenić jeszcze bardziej przy kolejnym obejrzeniu. Jeśli jeszcze go nie widzieliście to zachęcam do jego nadrobienia. 
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 3 sierpnia 2017

"Myszy i ludzie" John Steinbeck




George Milton i Lennie Small to niezwykły tandem przyjaciół. George jest silnym mężczyzną, a podążający w ślad za nim Lennie – upośledzonym gigantem o umysłowości małego dziecka. Niezdarny i nieświadomy własnej siły fizycznej, nie potrafi dostosować się do społecznych norm i co chwila sprowadza na siebie i George’a mniejsze lub większe nieszczęścia. Nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca, przyjaciele przemierzają pogrążone w Wielkim Kryzysie Stany w poszukiwaniu zarobku i akceptacji. Ich marzeniem i celem, do którego dążą, jest własna farma, na której mogliby wspólnie hodować króliki. 
Opis książki







Autor: John Steinbeck
Tytuł oryginalny: Of Mice and Men
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Batko Zbigniew
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1937
Rok pierwszego wydania polskiego: 1948
Liczba stron: 120



     O książce "Myszy i ludzie" usłyszałam na jednym z kanałów na Youtubie. Całe szczęście polski booktube to nie tylko nowości czytelnicze i książki recenzenckie. Można również znaleźć przeróżne perełki wydawnicze, które mogą zainteresować czytelnika. Opinia z którą się zetknęłam była dla mnie na tyle intrygująca, że zakupiłam swój własny egzemplarz i zabrałam się za czytanie. Jaki jest efekt? Przekonajcie się sami...
     George i Lennie to dwaj przyjaciele, którzy różnią się pod każdym względem. Ich losy przedstawione zostały w bardzo krótkiej powieści, lecz nie mogę napisać, że nie były one interesujące. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak autorowi udało się na tak małej liczbie stron przekazać tak bardzo emocjonującą i intrygującą fabułę, która może wbić w fotel czytelnika. Przy tej powieści ciężko jest mi opisać coś więcej, aby nie zdradzić za dużo z tego co możemy znaleźć na jej stronach. Mogę jedynie napisać, że rzeczywiście warto po nią sięgnąć i na raz pochłonąć treść, która pozostanie z nami na długo.
     Bohaterowie o dziwo bardzo dobrze wykreowani. Pomimo, że nie mamy tutaj obszernych opisów postaci to jednak możemy je bardzo dobrze poznać. Osoby występujące na kartach tej powieści wywołać w nas przeróżne emocje, niektórzy na pewno poczują irytacje, inni zaś mogą pokochać wszystkich i wszystko co żyje. Osobiście mam dość spory mętlik w głowie i ciężko mi ocenić poczynania bohaterów.
     Styl pisania autora bardzo dobry w odbiorze. Pomimo, że książka powstała dość dawno nie czułam aby była ona stworzona jakimś przedziwnym sposobem. Nie wiem na ile to zasługa autora a na ile tłumacza, jednak czytało mi się tę powieść bardzo lekko, choć tematyka powinna dać nam do myślenia. Wydanie tej książki bardzo sensownie zrobione. Znów przyczepię się do klejonych stron, jednak pozostałe elementy tworzyły całkiem przyjemną dla oka całość.
     "Myszy i ludzie" to moje pierwsze 'spotkanie' z twórczością autora, jednak sądzę, że nie będzie ono ostatnie. Z wielką chęcią sięgnę po inne powieści pisarza, które są u nas dostępne na rynku. Mam nadzieję, że będą równie dobre, a nawet lepsze od tej pozycji. A jeśli ktoś z Was jeszcze nie zna tej książki to gorąco polecam nadrobienie :).
     Moja ocena: 7/10.
Related Posts with Thumbnails