niedziela, 17 czerwca 2018

'Puk, puk' (Toc Toc, 2017) - film










Grupa pacjentów cierpiących na OCD czeka w poczekalni na spóźnionego lekarza, próbując poradzić sobie z ekscentrycznymi dziwactwami – swoimi i innych.









     O filmie "Puk, puk" dowiedziałam się właściwie przez przypadek. Pojawił mi się on w proponowanych na Netflixie, a opis wydał mi się na tyle intrygujący, że postanowiłam go zobaczyć. Będąc już po jego obejrzeniu mogę stwierdzić, że jest to niedoceniany film, o którym jest stanowczo zbyt cicho.
     Grupa pacjentów cierpiących na OCD przez przypadek zostaje zapisana do lekarza na tę samą godzinę. Jednak doktor znacznie się spóźnia, więc zaczynają radzić sobie sami, tworząc swego rodzaju grupę wzajemnego wsparcia. Produkcje wykorzystujące jedno miejsce akcji, są moim zdaniem bardzo trudne w realizacji. Jednak to jak została tutaj pociągnięta historia wynagradza dużo i na pewno nie ma miejsca na nudę. Szóstka zgoła różnych osób, która potrafi rozbawić do łez, z przeróżnymi problemami daje mieszankę wybuchową. Niewiele więcej mogę napisać aby was zachęcić, gdyż cokolwiek jeszcze powiem może być zbyt dużym spojlerem zabierającym radość z seansu. Pozostaje mi mieć nadzieję, że uwierzycie mi na słowo, że historia jest naprawdę godna uwagi.
     Gra aktorska zaskakująco dobra. Każda z postaci została bardzo dobrze obsadzona, dzięki czemu wszyscy wydawali mi się tutaj prawdziwi. Nie widziałam tej sztuczności i drętwych zagrań, które czasem są widoczne wśród aktorów, przynajmniej w produkcjach, które są mniej znane. Wszyscy w tym filmie, bez wyjątku, wzbudzali we mnie różnorodne emocje, dzięki czemu mogłam zżyć się z bohaterami.
     "Puk, puk" to produkcja, która bardzo dobrze umiliła mi mój wolny czas. Po seansie jestem pozytywnie zaskoczona, gdyż rzadko się zdarza aby takie coś potrafiło poprawić mi humor. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego tytułu to gorąco polecam jego nadrobienie!
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 16 czerwca 2018

"Wielkie kłamstewka" Liane Moriarty




Zbrodnia? Nieszczęśliwy wypadek? A może zwyczajny wybryk? Wiadomo tylko, że ktoś nie żyje.
Trzy kobiety – nieśmiała, skryta i przebojowa - spotykają się któregoś dnia, kiedy ich dzieci idą do przedszkola. Nie wiedzą, że pozornie drobna zmiana przewróci ich życie do góry nogami, a sielska rzeczywistość na przedmieściach Sydney to jedynie pozory. "Wielkie kłamstewka" to opowieść o byłych mężach i drugich żonach, matkach i córkach oraz burzach w szklance wody, a także niebezpiecznych kłamstwach, w których trwamy, by doczekać jutra. Żyjemy, żeby kłamać, czy kłamiemy, żeby żyć? Oto jest pytanie.

Opis książki






Autor: Liane Moriarty
Tytuł oryginalny: Big Little Lies
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Moltzan-Małkowska Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 496



     "Wielkie kłamstewka" autorstwa Liane Moriarty jest wręcz kultową pozycją. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie przez ciągle pojawiające się dość pochlebne recenzje tej książki. Powstał również na jej podstawie serial, o którym słyszałam z bardzo wielu źródeł. Postanowiłam jednak sama zaznajomić się z powieścią aby móc wyrobić sobie o niej własną opinię. A, że udało mi się najpierw ją dorwać w bibliotece, to nie mogłam sobie odmówić możliwości jej przeczytania.
     Na kartach tej powieści poznajemy historię trzech kobiet, które wbrew pozorom są bardzo różne, choć mają ze sobą wiele wspólnego. Im bardziej bohaterki się poznają tym bardziej zacieśniają między sobą więzi, tworząc przyjacielskie relacje. Jednak to do czego może doprowadzić seria niefortunnych zdarzeń może być przerażające. Moim zdaniem opis, który możemy znaleźć z tyłu tej książki jest na tyle intrygujący, że może zainteresować czytelnika, jednak nie zdradza on zbyt dużo z tego co możemy tutaj znaleźć. Historia jest na swój sposób urzekająca jak i przerażająca, i niestety może mieć wiele wspólnego z prawdziwym życiem. Aktualny wyścig szczurów oraz dążenie do ideału, również wśród dzieci, jest niestety dość powszechnym zjawiskiem. Podczas lektury tej powieści towarzyszyły mi różne emocje i przypuszczam, że przez to, a może dzięki temu, zapamiętam tę historię na długo. Złożoność historii nie pozwala nam się oderwać od czytania a wszystkie sytuacje przeżywamy dość mocno razem z wszystkimi osobami.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Każda z postaci miała swój urok i charakter, dzięki czemu, pomimo ich mnogości, nie ma możliwości abyśmy ich pomylili z kimś innym. Można ich kochać lub nienawidzić, jednakże podczas czytania nasze odczucia co do danej postaci mogą się zmieniać. Jestem pozytywnie zaskoczona tym, że można tak dobrze skonstruować tak wielu bohaterów.
     Styl autorki bardzo lekki, dzięki czemu wręcz płynie się przez tę prawie pięćset stronicową powieść. Gdyby nie fakt, że miałam inne obowiązki, jak chodzenie do pracy, skończyłabym tę książkę w jeden dzień. Samo wydanie papierowe, które miałam w swoich rękach miało tylko jedną wadę - klejone strony. Niestety egzemplarz biblioteczny miał już w kilku miejscach złamany grzbiet a niektóre strony trzymały się tylko w niej na słowo honoru. Nie lubię takich sytuacji!
     Po tak wielu pochlebnych opiniach miałam pewne obawy, czy również ja będę potrafiła docenić tę książkę. Jednak całe szczęście jestem oczarowana tą historią i nie żałuję, że wreszcie udało mi się ją przeczytać. Zastanawiam się nawet nad zakupem własnego egzemplarza aby móc powracać do tej pozycji w przyszłości. Teraz pozostaje mi obejrzenie serialu i sprawdzenie, czy jest choć w połowie tak dobry jak książka.
     Moja ocena: 8/10.

środa, 13 czerwca 2018

'Miłość aż po ślub' (Jour J, 2017) - film











Dziewczyna Mathiasa znajduje u niego wizytówkę konsultantki ślubnej. Nie ma on więc innego wyjścia, jak się zaręczyć i zatrudnić swoją kochankę do organizacji wesela.









     Francuskie komedie mają w sobie coś co mnie zawsze do nich przyciąga. Jak dotąd jeszcze nigdy nie natknęłam się na taką, która by mi się całkowicie nie podobała. Dlatego też, gdy dowiedziałam się o filmie pt. "Miłość aż po ślub" wiedziałam, że muszę go jak najszybciej obejrzeć.
     Podczas pijackiego wypadu ze swoim przyjacielem Mathias zdradza swoją partnerkę z inną kobietą. Kochanka zostawia mu swój numer, co powoduje późniejszą lawinę niefortunnych zdarzeń, które niekoniecznie powinny się wydarzyć. Choć wiedziałam, że mogę się spodziewać dobrej historii, to i tak jestem pozytywnie zaskoczona. Akcja została pociągnięta w zabawny sposób, dzięki czemu podczas seansu nie ma miejsca na nudę. Jedynie co mi nie pasowało, to fakt, że były momenty, które można podciągnąć pod komedię romantyczną, a za nimi niekoniecznie przepadam.
     Gra aktorska - kilku aktorów tutaj występujących już kojarzyłam z innych produkcji, między innymi Julię Piaton, którą widziałam w fenomenalnym filmie "Za jakie grzechy, dobry Boże?". Niestety tutaj nie zachwyciła mnie ona swą gra na tyle, abym mogła długo rozpływać się nad jej zdolnościami. Również pozostali aktorzy zagrali po prostu dobrze, choć bez większych 'fajerwerków'.
     Film "Miłość aż po ślub" zaliczyłabym do przyjemnych czasoumilaczy, dzięki, którym można się wieczorem zrelaksować. Nie żałuję, że go obejrzałam i nadal z wielką chęcią będę sięgać po francuskie komedie. Jeśli jesteście miłośnikami tego typu kina to nie możecie przejść obok tego tytułu obojętnie.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

"Jedno z nas kłamie" Karen M. McManus

Czytajcie uważnie, a może uda wam się rozwikłać tę zagadkę.
W poniedziałkowe popołudnie pięcioro uczniów liceum Bayview zostaje zatrzymanych za karę po lekcjach.
Bronwyn, kujonka, przygotowuje się do studiów na Uniwersytecie Yale i nigdy nie łamie zasad. 
Addy, ślicznotka, to idealna księżniczka licealnego balu.
Nate, diler, znajduje się pod nadzorem kuratorskim.
Cooper, sportowiec, to gwiazda szkolnej drużyny baseballu.
Simon, outsider, twórca słynnej aplikacji rozpowszechniającej plotki o uczniach.
Tyle że Simon nie wyjdzie z tego żywy. A policja uzna, że jego śmierć nie była przypadkowa, bo następnego dnia planował opublikować pikantne informacje na temat czwórki osób, które odbywały z nim karę. Podejrzenie o morderstwo pada na Bronwyn, Addy, Coopera i Nate'a. Czy naprawdę zabili Simona, czy może zostali w to wrobieni przez mordercę, który wciąż znajduje się na wolności? 
Opis książki




Autor: Karen M. McManus
Tytuł oryginalny: One of Us Is Lying
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kleszcz Ewa
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 416



     Na temat książki pt. "Jedno z nas kłamie" słyszałam wiele opinii - zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Jednak to powtarzające się często porównanie do serialu "Plotkara" najbardziej przekonało mnie aby sięgnąć po tę pozycję. Serial był dla mnie takim trochę 'guilty pleasure', więc miałam nadzieję, że również podczas lektury tej książki będę czerpać pewną przyjemność.
     Pięcioro uczniów po lekcjach musi za kare zostać w szkole. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jedno z nich umiera. Simon, twórca plotkarskiej aplikacji szkolnej, z powodu silnej reakcji alergicznej nie wychodzi z tej sytuacji cało. Wiele osób miało motywy aby pozbyć się tego osobnika, jednak kto tak naprawdę za tym stoi? Aby się dowiedzieć sami musicie przeczytać tę powieść. Moim zdaniem fabuła została bardzo ciekawie skonstruowana, niektóre zwroty akcji były na prawdę zaskakujące. Podczas lektury tej pozycji nie było dla mnie momentów podczas których czytelnik mógłby poczuć się znudzony.
     Bohaterowie zostali wykreowani na takich typowych amerykańskich nastolatków. Znajdziemy tutaj sportowca, kujonkę czy ślicznotkę aspirującą na królowę balu. Z jednej strony wydaje się to być dość powierzchowne, jednak każda z postaci ma swoje mroczne sekrety, przez które nie wydają się tak płytcy jak może to się na pierwszy rzut oka wydawać. W zależności z punktu widzenia którego bohatera aktualnie były przedstawiane sytuacje, mogliśmy lepiej wczuć się w ich skórę i zrozumieć dane postępowanie.
     Styl autorki bardzo lekki, dzięki czemu szybko możemy przebrnąć przez całą powieść. Samą fabułę pisarka skonstruowała tak, że bardzo płynnie możemy przechodzić pomiędzy wydarzeniami czy postaciami. Wydanie papierowe, które miałam w swoich rękach miało tylko jedną wadę - klejone strony. Każdy inny aspekt został bardzo dobrze zrobiony i nie mam nic więcej pod tym względem do zarzucenia.
     Przyznaję, że bardzo przyjemnie spędziłam czas podczas lektury i nie żałuję, że wydałam na nią pieniądze i poświęciłam kilka wolnych chwil na jej czytanie. Dla mnie było to dobre oderwanie się od rzeczywistości w te upalne dni, gdy potrzebowałam chwili wypoczynku.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 9 czerwca 2018

'Wszędobylska mamuśka' (The Meddler, 2015) - film











Pogrążona w żałobie wdowa Marnie przeprowadza się do Los Angeles, aby być bliżej swojej córki Lori, ale szybko spotyka inne osoby, które potrzebują jej opieki.









     Ten film zaintrygował mnie swoim tytułem. "Wszędobylska mamuśka" to połączenie dramatu i komedii, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do obejrzenia tej produkcji. Czy ta mamuśka była tak irytująca, czy jednak została przedstawiona tak, że ma swój urok?
     Marnie zmaga się z żałobą po stracie męża i przeprowadza się do innego miasta, aby być bliżej córki. Jednak będąc aż tak blisko swojego dziecka robi się trochę... natarczywa. Pewne wydarzenia zmuszają ją do przemyślenia swojego zachowania, a to do jakich wniosków i do jakich sytuacji to ją doprowadzi musicie przekonać się sami. Przyznam się, że sama fabuła wciągnęła mnie już od samego początku i bardzo przyjemnie mi się oglądało ten film. Nie mogę napisać, że jest to bardzo ambitne kino, jednak takie nawet życiowe. Czy jest ktoś, kto choć nawet przez moment nie czuł się zbyt przytłoczony przez swojego rodzica bądź opiekuna? To jak rozwijają się historia a wraz z nią również bohaterowie  jest godna uwagi.
     Gra aktorska - mam niestety bardzo mieszane uczucia. O ile aktorka wcielająca się we wszędobylską mamuśkę imieniem Marnie, czyli Susan Sarandon, została idealnie dobrana do swojej roli i bardzo dobrze wcieliła się w swoją postać, tak Rose Byrne, jako Lori nie do końca przekonała mnie swoją kreacją. Niestety było moim zdaniem wiele scen w których wypadła bardzo nienaturalnie, nawet jakby w ogóle nie siliła się aby wczuć się w swoją rolę. Bez zarzutu natomiast aktorzy drugoplanowi, którzy wnieśli swoją część, jednak nie przytłoczyli sobą całości.
     "Wszędobylska mamuśka" to bardzo przyjemny czasoumilacz, dzięki któremu możemy się odprężyć. Nie jestem pewna na jak długo pozostanie w mojej pamięci, jednak nie żałuję, że poświęciłam swój czas na seans. Jeśli dysponujecie wolną chwilą a nie macie pomysłu co w danym momencie obejrzeć, to warto zainteresować się tym tytułem.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 7 czerwca 2018

"Ene, due, śmierć" M. J. Arlidge





Witaj w świecie, w którym najbliższa Ci osoba staje się Twoim wrogiem, a każda podjęta decyzja może być ostatnią w życiu. W świecie, w którym łzy szczęścia mieszają się z zapachem krwi.
Dla Helen Grace praca w policji jest wszystkim. Dla mordercy, którego tropi, śmierć to gra. Zdeterminowana, twarda, ale też skrzywdzona Helen będzie musiała zagrać z mordercą według jego reguł.
"Ene, due, śmierć" to mroczny i trzymający w napięciu thriller, który zmiażdży twoje poczucie bezpieczeństwa.
Zagrasz?
Opis książki









Autor: M. J. Arlidge
Tytuł oryginalny: Eeny Meeny
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Brodzik Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 440



     Książka "Ene, due, śmierć" to jeden z dłużej zalegających e-booków na moim czytniku, dlatego postanowiłam wreszcie za niego się zabrać. Już nawet nie jestem pewna z jakich powodów postanowiłam zakupić ten tytuł, więc zaczynając lekturę nie miałam co do niej zbyt dużych oczekiwań. Po prostu miałam nadzieję, że przyjemnie spędzę czas podczas czytania.
     Helen Grace to policjantka, która wraz ze swoim zespołem próbuje dorwać przebiegłego zbrodniarza. Gra w jaką bawi się ten psychopata z policją oraz własnymi ofiarami jest dość przerażająca. W tym momencie cokolwiek więcej napiszę już na temat fabuły może Wam zaspojlerować ważne wydarzenia i odebrać przyjemność z odkrywania treści. Przyznam się, że mam dość mieszane odczucia, gdyż akcja została według mnie poprowadzona w bardzo nierówny sposób. Były fragmenty gdy czytałam z zapartym tchem, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej, aby za moment trafić na dłużący się fragment, który mnie potrafił uśpić. Jak na średniej klasy thriller przystało, niestety nie odnalazłam tu zbyt wielu emocji, które mogłyby wywrzeć na mnie wrażenie, odcisnąć się na mojej psychice.
     Bohaterowie byli według mnie dość nijacy. Nie ma tu według mnie żadnej postaci, która byłaby w pełni idealnie wykreowana. Nie są oni na tyle wybitni abym długo po lekturze była w stanie coś więcej na ich temat napisać. Każdej osobie występującej na kartach tej powieści mam coś do zarzucenia i nikt tu nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, abym mogła się kimś zachwycać.
     Styl autora dość toporny. Choć nie mogę napisać aby sposób w jaki została przedstawiona treść był odpychający, jednak nie ma tu tej lekkości z którą piszą inni pisarze, z którymi miałam wcześniej styczność. Wydanie elektroniczne jest bardzo przyzwoicie zrobione. Nie odnalazłam żadnych rażących błędów językowych czy ortograficznych a całą resztę w sumie mogłam dostosować według własnych preferencji na swoim czytniku.
     Treść tej książki niestety mnie nie oczarowała na tyle abym w najbliższej przyszłości chciała przeczytać kolejną pozycję tego autora. Choć źle nie było, to czuję pewien niedosyt. Może gdybym sięgnęła po nią wcześniej, od razu po zakupie, byłabym bardziej zadowolona.
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 5 czerwca 2018

'Tallulah' (2016) - film








Tallulah żyje z dnia na dzień. Mieszka w samochodzie i żywi się odpadkami. Pewnego dnia poznaje kobietę zaniedbującą swoje dziecko i postanawia uratować malucha. Porywa go i udaje się z nim do matki chłopaka, który okradł ją z pieniędzy. Dziewczyna wmawia kobiecie, że to jej wnuk.








     Na film "Tallulah" zwróciłam uwagę głównie ze względu na obsadę aktorską. Byłam ogromnie ciekawa jak aktorka, Ellen Page, znana mi głównie z filmu "Juno" wypadła w innej, trochę bardziej dojrzałej, produkcji. Całe szczęście ten tytuł zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.
     Tallulah to dziewczyna żyjąca w dość nietypowy, niekoniecznie doświadczony przez nas, sposób. Żyje z dnia na dzień, nie ma 'własnych czterech ścian', a jej miejscem do spania jest samochód. W nieoczekiwanych okolicznościach porywa malucha, którego według niej, według swojej pokrętnej logiki, musi uratować. Pomimo, że fabuła tego filmu wydaje się być stosunkowo prosta, to jednak to co tutaj znajdziemy wcale takie nie jest. Złożoność wydarzeń oraz kreacja bohaterów jest na tyle ciekawie skonstruowana, że nie możemy oderwać się od seansu. Choć minęło już trochę czasu od momentu zobaczenia przeze mnie tego filmu nadal analizuję to co tutaj się stało i w jaki sposób zostało przedstawione. Na pewno pozostaje on na dość długo w pamięci oraz jest wart poświęcenia mu uwagi.
     Gra aktorska - oczekiwałam wiele, gdyż to ze względu na ten element filmu zwróciłam w ogóle na ten tytuł uwagę. Muszę przyznać, że choć poziom był bardzo wysoki, to jestem troszeczkę rozczarowana. Pomimo, że aktorka na którą głównie zwróciłam uwagę zagrała rewelacyjnie, to inne postacie nie zostały tak dobrze obsadzone jak bym się spodziewała. Niestety nie do końca pasował mi Evan Jonigkeit, jako Nico, a Tammy Blanchard, wcielająca się w postać Carolyn, momentami wypadła bardzo sztucznie.
     Choć film trwał prawie dwie godziny nie mam poczucia straconego czasu. Bardzo dobrze spędziłam chwile podczas seansu i uważam, że jest on na tyle wartościowy, że z chęcią do niego jeszcze kiedyś powrócę. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco polecam zaznajomienie się z nią, gdyż jest to jeden z lepszych tytułów, jaki widziałam w tym roku.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 3 czerwca 2018

"Dziesięć płytkich oddechów" K. A. Tucker

Kilka lat temu życie dwudziestojednoletniej Kacey Cleary rozpadło się na kawałki. Wraz z młodszą siostrą Livie, wyruszają do Miami.
Goniąc za marzeniami i uciekając przed koszmarem, dziewczyny trafiają do apartamentowca niedaleko plaży. Rozpoczynają nowe życie. I wszystko przebiegałoby zgodnie z planem, gdyby Kacey nie spotkała Trenta Emersona z mieszkania 1D. 
Zamknięta w sobie dziewczyna nie chce niczego czuć. Tak jest bezpieczniej. Dla wszystkich. Jednak w końcu ulega, otwiera serce i zaczyna wierzyć, że może pozostawić za sobą koszmarną przeszłość, by zacząć od nowa. Niestety okazuje się, że nie tylko Kacey kryje tajemnicę. Pozornie perfekcyjny mężczyzna ukrywa prawdę o wydarzeniach, których nie da się wybaczyć.
Piękna powieść o bliznach, o których nie można zapomnieć, o winie, której nie da się odkupić i o światełku w tunelu, które sprawia, że nawet najbardziej poraniony człowiek szuka w sobie siły, która pozwoli mu wykonać dziesięć płytkich oddechów… 
Opis książki



Autor: Kathleen A. Tucker
Tytuł oryginalny: Ten Tiny Breaths
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Dyrek Katarzyna Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2014
Liczba stron: 424



     Bardzo dużo pozytywów słyszałam na temat twórczości K. A. Tucker. Nawet zanim dowiedziałam się, że autorka będzie/była na Warszawskich Targach Książki w tym roku. Postanowiłam wreszcie sama przekonać się o co tyle szumu i zaczęłam swoją przygodę od pierwszego tomu serii 'Ten Tiny Breath', czyli "Dziesięciu płytkich oddechów".
     Kacey wraz ze swoją młodszą siostrą, Livie, przeprowadzają się do innego miasta aby zacząć wszystko od nowa. Traumatyczne wydarzenia z przeszłości wcale nie pomagają w nowych relacjach z innymi ludźmi. W szczególności gdy Twoim sąsiadem jest przystojniak imieniem Trent. Wszyscy mają tutaj swoje pewne mroczne tajemnice, których odkrycie może być dość szokujące. Przyznam się, że po tylu pozytywnych opiniach, które krążą wśród czytelników miałam ogromne oczekiwania co do tej pozycji i będąc już po jej przeczytaniu mam dość spory mętlik w głowie. Z jednej strony poraziła mnie pewna schematyczność, której możemy spodziewać się po tego typu literaturze, jednak naprawdę wciągnęła mnie ta historia i nie mogłam się od niej oderwać. Momentami nawet z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów w napięciu oczekując następnych wydarzeń i rozwiązania pewnych sytuacji. Jednak już dość wcześnie w miarę ogarnięty czytelnik może przewidzieć kim tak naprawdę jest Trent i jaki miał wpływ na główną bohaterkę.
     Bohaterowie niestety nie do końca mnie przekonali. W moim odczuciu byli przedstawieni bardzo nierówno. Były momenty gdy faktycznie ich zachowanie było jak na nich logiczne, by za chwilę zrobić coś całkowicie do ich kreacji nie pasującego. Mam wrażenie, że autorka w pełni przyłożyła się jedynie do postaci drugoplanowych, które faktycznie dały mi poczucie pewnego przemyślanego charakteru, ogólnego całokształtu.
     Styl autorki całkiem lekki, dzięki czemu przez ponad czterystu stronicową powieść przebrnęło mi się bardzo gładko. Niestety niektóre momenty fabuły mogłyby być jednak bardziej zaskakujące, choć większość zdarzeń była w miarę spójna. Wydanie papierowe niestety ma jedną wielką wadę - klejone strony. Miałam w swoich rękach egzemplarz z biblioteki, który nie był 'pierwszej świeżości' - wypadające strony, złamany grzbiet - co momentami odbierało mi radość z czytania.
     Choć ta książka ma swoje wady i zalety jestem na tyle zaintrygowana tą historią, że przy najbliższej okazji sięgnę po kolejny tom z tej serii. Może niekoniecznie jestem aż tak zachwycona, aby od razu kupować własny egzemplarz, lecz przy kolejnej wizycie w bibliotece zwrócę na nie uwagę.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 31 maja 2018

Podsumowanie maja 2018


Maj minął mi stanowczo zbyt szybko. Jednak pod względem blogowym uważam ten miesiąc za bardzo udany :). Jak dotąd w tym roku jest to najlepszy miesiąc pod względem przeczytanych książek oraz obejrzanych przeze mnie filmów.


Maj książkowo

- liczba przeczytanych książek: 7
- łączna liczba stron: 3176

Największe oczekiwania miałam co do pozycji "Shantaram". Niestety jest ona dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Po tylu zróżnicowanych opiniach miałam nadzieję, że wzbudzi ona we mnie więcej emocji. Bardzo się cieszę, że udało mi się wreszcie w tym miesiącu przeczytać "Dżozefa" Jakuba Małeckiego - według mnie naprawdę warto sięgnąć po tę powieść!


Maj filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 7

Pod względem filmowym maj był bardzo zróżnicowany. Udało mi się zobaczyć zarówno produkcje, które wywarły na mnie ogromnie pozytywne wrażenie ("Opiekun" oraz "Nie jestem łatwy"), jak i takie do których nigdy w życiu nie zamierzam powracać ("Dom otwarty" czy też "Ziomalki"). Nie zabrakło również zwykłych umilaczy czasu, które miło się oglądało ale niebawem już o nich prawdopodobnie nie będę pamiętać. Wszystkie te produkcje dostępne są na platformie Netflix, gdyż wreszcie w tym miesiącu postanowiłam przetestować za darmo ten portal.



W maju odbyły się również Warszawskie Targi Książki, na których w tym roku pojawiłam się po raz pierwszy. Pojawiłam się tylko jednego dnia, a mianowicie w sobotę, 19 maja, ale wspomnienia pozostaną ze mną na długo. Post z moimi wrażeniami oraz zdobyczami książkowymi z tego wydarzenia możecie już zobaczyć na blogu pod tym LINKIEM. Mam nadzieję, że w przyszłym roku również uda mi się wybrać na WTK.

Mam nadzieję, że maj u Was był równie pozytywnym miesiącem jak u mnie :). Jeśli byliście na Targach to opowiedzcie jakie macie wrażenia.

wtorek, 29 maja 2018

'Opiekun' (The Fundamentals of Caring, 2016) - film










Mężczyzna po wielu życiowych zakrętach spotyka młodego chłopaka chorego na dystrofię mięśniową. 










     "Opiekun" to jeden z tych filmów o których słyszałam wiele dobrego, przez co moje oczekiwania wobec tej produkcji były bardzo wysokie. Co prawda nie jest to jakoś ogromnie głośny tytuł, którym wszyscy bombardowali nas różnymi środkami przekazu, lecz to co o nim słyszałam jest jak najbardziej prawdziwe.
     Po bardzo trudnych przeżyciach mężczyzna postanawia pójść na odpowiednie kursy i zostać opiekunem. Jego pierwszym podopiecznym zostaje chłopiec cierpiący na dystrofię mięśniową. Choć z opisu film może wydawać się raczej nudnawy to jednak to, co tutaj dostajemy jest przeciwieństwem tego określenia. Relacja pomiędzy dwoma mężczyznami rozwija się w sposób, który ciężko opisać słowami, lecz z zapartym tchem śledzimy ich poczynania. To z czym muszą się zmierzyć jest bardzo interesująco przedstawione w tej produkcji. Każda osoba która stanęła na ich drodze, wprowadziła swój mały intrygujący chaos, z którym przychodzi im się uporać. Moim zdaniem każda scena w tym filmie była potrzebna, nie było zbędnego przedłużania czy bezsensownych momentów nic nie wnoszących do całości. Choć jest to dramat, znajdziemy tu również kilka komediowych scen, z bardzo dobrym humorem.
     Gra aktorska była na tyle dobrym poziomie, że czuję się mile zaskoczona. Każdy aktor został bardzo dobrze dobrany do swojej roli. Podczas seansu nie miałam poczucia zmarnowanego potencjału postaci. To jak bohaterowie tej historii zostali tutaj wykreowani dawało spójny obraz tworząc bardzo intrygującą historię z dobrymi osobami.
     Jestem bardzo mile zaskoczona tym filmem, gdyż często mając tak duże oczekiwania, bardzo rzadko udaje się produkcjom im sprostać. Tutaj dostałam kawał bardzo dobrej roboty. Miło spędziłam czas podczas seansu i nie żałuję, że poświęciłam swój czas na obejrzenie tego tytułu. Jeśli jeszcze nie widzieliście "Opiekuna" to gorąco polecam nadrobienie jego nadrobienie :).
     Moja ocena: 8/10.
Related Posts with Thumbnails