piątek, 19 października 2018

"Konklawe" Robert Harris

W Watykanie umiera propagujący ideę Kościoła ubogiego, znienawidzony przez Kurię papież. Misja przeprowadzenia konklawe przypada w udziale kardynałowi Lomeliemu, mającemu za sobą kryzys wiary dziekanowi Kolegium Kardynalskiego. Do wzięcia udziału w wyborach uprawnionych jest stu siedemnastu kardynałów, lecz tuż przed rozpoczęciem głosowań w Domu Świętej Marty pojawia się kolejny, nieznany nikomu kardynał Benitez z Filipin, którego zmarły papież podniósł do tej godności w tajemnicy przed watykańskimi urzędnikami. 
Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej elektorzy modlą się o to, by Duch Święty oświecił ich i pomógł dokonać właściwego wyboru, bardzo szybko jednak obok toczącego się od dziesięcioleci sporu tradycjonalistów i liberałów zaczynają się między nimi całkiem ziemskie intrygi i knowania. Lomeli musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy jako dziekan kolegium ma się ograniczać wyłącznie do spraw organizacyjnych, czy też spróbować wpłynąć na przebieg głosowania poprzez ujawnienie mrocznej przeszłości głównych pretendentów. Ostateczny wynik konklawe okaże się jednak i tak nie całkiem zgodny z jego intencjami.
Opis książki



Autor: Robert Harris
Tytuł oryginalny: Conclave
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Szulc Andrzej
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 336



     Robert Harris, a raczej jego twórczość, zbiera w większości pozytywne recenzje. Bardzo rzadko natrafiłam na negatywne słowo na temat którejkolwiek z jego książek. Widząc dostępną w bibliotece pozycję "Konklawe" postanowiłam dać szansę autorowi. Byłam ogromnie ciekawa czy również ja będę zaliczać się do grona jego zwolenników. 
     Umiera papież, który wzbudzał wiele emocji wśród osób związanych z kościołem. W tych okolicznościach to na barkach Lomeliego spoczywa organizacja konklawe. Gdy wszyscy elektorzy, wraz z nowym nieoczekiwanym gościem, zostają zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej zaczynają się intrygi mogące zaważyć na wyniku. Moim zdaniem fabuła w tej powieści jest bardzo dobrze skonstruowana. Choć nie znajdziemy tu akcji pędzącej w zatrważającym tempie to i tak można się wciągnąć w treść już od pierwszych stron. W trakcie lektury miałam wrażenie, że czytam "House of Cards" w trochę kościelnym, a nie jedynie politycznym, wydaniu. Jest to dość specyficzna tematyka, która znajdzie swoich przeciwników jak i zwolenników. Jeśli lubujecie się w takich klimatach to jak najbardziej trafi ona w wasze gusta :).
     Bohaterowie - pomimo ich mnogości, autor zadbał o to aby nie zlali nam się oni w jedną dużą masę bez możliwości rozróżnienia. Co ważniejsze postacie były w subtelny sposób opisane, że nie zaburzało nam to płynności czytania. Jedynie Ci poboczni, którzy nie mieli aż takiego udziału czy wpływu na treść, zostali potraktowani trochę po macoszemu, nie został wykorzystany w pełni ich potencjał.
     Styl autora bardzo przyjemny w odbiorze. Powieść czytało mi się bardzo lekko i płynnie, a akcja została poprowadzona tak, że nie mogłam się oderwać od lektury. Wydanie papierowe zostało całkiem przyzwoicie zrobione - twarda oprawa, szyte strony i nie tak rażąca w oczy biel stron. Jako zwolenniczka tego typu wydań papierowych jestem w pełni usatysfakcjonowana.
     Moim zdaniem powieść "Konklawe" ma swoje plusy i minusy. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to pozycja dla każdego, gdyż niektórym może się nie spodobać takie osadzenie intryg w świecie kościelnym. Jak dla mnie jest to całkiem dobra powieść po którą warto sięgnąć. Osobiście nie żałuję, że przeczytałam ten tytuł i wiem, że sięgnę po kolejne pozycje tego autora.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 17 października 2018

'I Don't Feel at Home in This World Anymore' (2017) - film



 







Nieśmiała opiekunka odzyskuje chęć do życia, kiedy wspólnie z sąsiadem‑samotnikiem wpada na trop zwyrodnialców, którzy okradli jej dom.



 






     Czasem mam momenty, gdy nie mam pojęcia na co mam ochotę i jaki film powinnam obejrzeć. Wybieram wtedy tytuł na "chybił-trafił" i rozpoczynam seans z nadzieją, że nie będzie to całkowity gniot. W przypadku filmu "I Don't Feel at Home in This World Anymore" jedynym elementem, który mnie w jakikolwiek sposób zainteresował to rola w którą wcielił się Elijah Wood. Niestety nie jest to produkcja, dzięki której polubię tego aktora...
     Ruth wiedzie całkiem przeciętne życie, z którego nie jest w pełni zadowolona. Czarę goryczy przelewa moment, gdy ktoś włamuje się do jej domu i kradnie najcenniejsze rzeczy. Nie tylko te pod względem cenowym, lecz te które mają dużą wartość sentymentalną. Gdy nawiązuje ona lepszą relację z pewnym sąsiadem, jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Zdaję sobie sprawę, że niewiele oczekiwałam od tego filmu, jednak to co tutaj dostałam niestety mnie zbytnio nie zachwyciło. Choć tytuł może wydawać się chwytliwy, a opis fabuły dla niektórych dość intrygujący, to niestety samo wykonanie nie zachwyca. Akcja rozwija się bardzo leniwie, dopiero pod koniec zaczyna się coś dziać co mogłoby zainteresować widza. Jednak nie jest to coś co zapada w pamięci na dłużej. Ponoć jest to kryminał, lecz jak na ten gatunek niewiele jest tu zaskakujących zwrotów akcji trzymających w napięciu. Teoretycznie jest tu dużo krwi, postrzałów i trochę brutalnych scen, jednak ich sztuczność dość mocno razi w oczy.
     Gra aktorska - niestety Elijah Wood nie wypadł tu na tyle dobrze, abym miała ochotę zobaczyć jak radzi sobie w innych produkcjach. "Władcy Pierścieni" jak dotąd nie widziałam i jakoś na ten moment nadal mnie do tej serii nie ciągnie, ani w postaci książek ani ich ekranizacji. Natomiast aktorka wcielająca się w postać Ruth, czyli Melanie Lynskey - jeśli zamiarem reżysera było stworzenie postaci nieporadnej życiowo pod każdym względem to spisała się ona wyśmienicie. Natomiast jeśli bohaterka miała przejść pewną metamorfozę pod wpływem pewnych zdarzeń to niestety tego nie zauważyłam.
     Ten film nie jest w moim odczuciu na tyle dobry aby go komukolwiek polecić, choć nie jest też aż tak zły, żebym na niego całkowicie "pluła jadem" i odradzała na każdym kroku. Jestem jedynie pewna, że nigdy więcej nie obejrzę go ponownie i mam nadzieję, że dość szybko o nim zapomnę.
     Moja ocena: 4/10.

wtorek, 16 października 2018

"Psychologia hejtu, czyli jak radzić sobie z krytyką w życiu osobistym i zawodowym" Mateusz Grzesiak

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Chyba że Cię zabije. 
Hejt jest wszędzie. W na pozór niewinnych komentarzach rodziców na temat lenistwa ich dziecka. W docinkach dotyczących wyglądu żony. W bece gimnazjalistów, których żarty mogą zabić. W artykułach blogerów budujących swoją popularność na taniej sensacji albo w przemowach polityków — wypowiedziach krzykliwych, pozbawionych kultury i treści. We wpisach pracowników wyładowujących swoje niezadowolenie i w poniżających komentarzach szefów. 
Zastanawiałeś się kiedyś, ilu rzeczy nie osiągnąłeś albo nie zrobiłeś, bo czyjaś krytyka podcięła Ci skrzydła? Jaki rachunek zapłaciłeś za głupie żarty w swoim kierunku, chamskie komentarze, które wziąłeś do siebie, niesprawiedliwe słowa usłyszane w pracy, bezpodstawnie negatywne oceny w szkole? Kim byś był, gdybyś umiał sobie z nimi radzić?
Po pierwsze, byłbyś sobą. Szczęśliwym człowiekiem. Stań się wolny od opinii innych i sam decyduj, jak żyć. Pozbądź się złych wspomnień i zacznij budować siebie na bazie swojego własnego zdania. 
Po drugie, zacząłbyś znacznie skuteczniej działać — bo gdy nikt Ci nie przeszkadza i gdy się nie przejmujesz, rozwijasz skrzydła. Stajesz się szybszy. Dokładniejszy. Osiągasz więcej w krótszym czasie. 
„Psychologia hejtu” to przewodnik po świecie krytyki w życiu zawodowym i osobistym, w rzeczywistości i internecie. Uwolni Cię od zbędnego przejmowania się tym, czym nie powinieneś się przejmować, od brania do siebie tego, co Ci szkodzi, oraz wytłumaczy, dlaczego hejter robi sobie i innym krzywdę.
Tobie już nie zrobi. Nigdy.
Opis książki



Autor: Mateusz Grzesiak
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 296



     Z tak zwanym hejtem spotykamy się niestety coraz częściej. Choć w dużej mierze mamy z nim do czynienia w czeluściach Internetu, zaczyna on pojawiać się również w innych strefach naszego życia. Pomimo, że na swoim blogu nie spotykam się zbyt często z przejawami "słownej agresji", niestety zauważam to w zwykłej codzienności. Widząc tytuł "Psychologia hejtu (...)" w bibliotece postanowiłam zaznajomić się z tą pozycją.
     W przypadku tej książki nie ma możliwości opowiedzenia o fabule. Jest to po poradnik, który przedstawia różne aspektu hejtu, który pojawia się w życiu prywatnym jak i zawodowym. Niektórym może otworzyć oczy na fakt, że sami momentami stają się hejterami, choć nie zdają sobie z tego sprawy. W moim odczuciu znajdziemy tu wiele rad, które mogą faktycznie pomóc każdemu kto kiedykolwiek spotkał się z niezbyt przychylnymi 'opiniami'. Dzięki tej książce niektórzy może wreszcie rozróżnią konstruktywną krytykę od plucia jadem we wszystkie strony. Nie zawsze to co wydaje się być dla jednego oczywiste, jest odbierane w ten sam sposób przez drugą osobę. Moim zdaniem wszyscy coś wyniosą z tej pozycji, bez względu na jakim etapie swojego życia się znajdują.
     Styl pisania w moim odczuciu jest całkiem przystępny w odbiorze, dzięki czemu bardzo łatwo przyswoić sobie treść. Choć pozycję można połknąć w jeden wieczór to polecam rozłożenie jej sobie na kilka razy, aby faktycznie móc przemyśleć to co tutaj możemy znaleźć. Wydanie tej książki jest jak najbardziej na plus. Naprawdę mało jest tak porządnie zrobionych pozycji, które nie rozlecą się po kilku ich przeczytaniach. W szczególności zwracam na to uwagę w przypadku książek wypożyczonych z biblioteki. Oby ten egzemplarz służył jak najdłużej :).
     Przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczona tą pozycją. Miałam pewne obawy, że oprócz chwytliwego tytułu nie ma tu zbyt wiele merytorycznej treści, która mogłaby pozostać w pamięci. Całe szczęście ogromnie się myliłam. Będąc już po lekturze tej książki mocno zastanawiam się nad kupnem własnego egzemplarza oraz wybraniem się na jedno ze szkoleń prowadzonych właśnie przez Pana Mateusza Grzesiaka.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 13 października 2018

'W chmurach' (Up in the Air, 2009) - film




 


Ryan Bingham (George Clooney) to profesjonalista specjalizujący się w "doradztwie dotyczącym zmian w karierze zawodowej" (eufemistyczne ujęcie zwalniania pracowników). Życie Ryana to ciągła podróż, jego mieszkanie to tylko puste miejsce. Podczas jednej z podroży poznaje Alex (Vera Farmiga) i  zaczyna myśleć o zmianie stylu życia. Czy tak się stanie?








     W dzisiejszych czasach zmiana miejsca zatrudnienia nie jest niczym szczególnym. Przeróżne są powody, które zmuszają nas do tego kroku. Czasem to jest zmiana przez tak zwane "widzimisię", a czasem po prostu konieczność, a jeszcze bywa jakiś inny bodziec. Film "W chmurach" w luźny sposób nawiązuje do tego tematu, dlatego też byłam zaintrygowana tym, w jaki sposób mogło zostać to tutaj przedstawione.
     Ryan pracuje w wielkiej korporacji i przez znaczną część roku bywa w rozjazdach. Jego rola wydaje się być dość niewdzięczna, a do jednego z głównych zadań należy przekazywanie złych wieści pracownikom. Wręcza on, zamiast przełożonego czy też innej osoby odpowiedzialnej za to zadanie, wypowiedzenia zatrudnionym, często [choć nie zawsze] niewinnym ludziom. Pewne zmiany w jego życiu zaczynają zachodzić, gdy poznaje dwie kobiety, które trochę namieszają - Alex oraz Natalie. Przyznam się, że pomimo dość intrygującego pomysłu na fabułę, troszkę wynudziłam się podczas seansu. Bez problemu można by usunąć kilka wątków, które niewiele wniosły do całej historii. Najbardziej nie spodobał mi się wątek siostry głównego bohatera. Choć dzięki niemu poznajemy jego dzieciństwo to niewiele te aktualne wydarzenia zmieniły w jego zachowaniu, jakby nic nie wniosły i nie zmusiły do jakiegokolwiek przemyślenia swojego działania. Znajdziemy tu również elementy, które mogą jednak przypaść do gustu. Dla mnie do najważniejszych pozytywów to zakończenie. Całe szczęście nie było ono zbyt przesłodzone, przez co mogłabym negatywnie wspominać tę historię.
     Gra aktorska - zdaje sobie sprawę, że dla niektórych George Clooney jest jednym z najprzystojniejszych i najbardziej przez nich cenionych aktorów, jednak tutaj mnie on do siebie nie przekonał. Odniosłam wrażenie, że zagrał po prostu poprawnie, lecz nie jest to jego jedna z najlepszych ról, w których miał okazję się wykazać. Z całej obsady najbardziej spodobała mi się Vera Farmiga, wcielająca się w postać Alex Goran. Moim zdaniem bardzo dobrze pasowała do tej roli, zarówno pod względem aktorskim jak i samym wyglądem, i nie zamieniłabym jej na żadną inną aktorkę.
     "W chmurach" to produkcja, którą było miło zobaczyć, choć nie wiem na jak długo pozostanie w mojej pamięci. Nie jest to tytuł, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, tak abym mogła wynieść z niego coś dla siebie. Jest to w chyba po prostu umilacz czasu, z pewnymi elementami komedii, dzięki któremu możemy sobie uprzyjemnić inne przyziemne czynności.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 11 października 2018

"Tryjon" Melissa Darwood

 



Nic nie ochroni nas przed bólem wspomnień. Sami musimy się z nim uporać.
Mila jest inna niż wszyscy. Często traci świadomość, przebywa w jednym miejscu, by po kilku godzinach znaleźć się w zupełnie innym. Pewnego dnia budzi się w zaświatach, zwanych Tryjonem. Dowiaduje się, że nie żyje, a przed śmiercią dopuściła się zbrodni. 
Czy zdoła dowieść swojej niewinności?
Czy kiedykolwiek jest za późno na miłość?
I najważniejsze - co skrywa Tryjon?
Wciągająca historia o życiu po śmierci i poszukiwaniu własnej tożsamości.
Opis książki







Autor: Melissa Darwood
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2018
Liczba stron: 304



     Melissa Darwood to polska autorka pisząca pod pseudonimem. Na jej książkę pod tytułem "Tryjon" trafiłam trochę przypadkiem. Choć widziałam kilka pochlebnych recenzji tej pozycji, nie do końca byłam przekonana czy jest to powieść, która trafi w moje gusta. W końcu jednak dojrzałam do tej decyzji i postanowiłam dać szansę autorce.
     Mila od dziecka ma dość nietypową przypadłość - zdarzają się jej momenty, gdy traci świadomość i nie ma pojęcia co się z nią w tym czasie działo. Czasami trwa to kilka minut, innymi razy kilka dni. Główny problem pojawia się w momencie gdy utraciła ona świadomość na kilka lat i zostaje oskarżona o morderstwo, którego całkowicie nie pamięta... Fabuła tej książki jest bardzo tajemnicza, nic tutaj nie jest takie oczywiste jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Podczas lektury tej pozycji towarzyszyły mi przeróżne emocje, które niestety nie zawsze były pozytywne. Widziałam wiele porównań do powieści "Nostalgia anioła" Alice Sebold, jednak w moim odczuciu jest to bardzo luźne nawiązanie do treści z tamtej pozycji, które nie oddaje w pełni tego co tutaj znajdziemy. W trakcie czytania odniosłam wrażenie, że "Tryjon" jest jednak historią skierowaną do młodszego czytelnika niż ja. Pomimo, że poruszane są tu ważne tematy, momentami wręcz patetyczne, to wpleciony wątek romantyczny nie do końca mi pasował. Najbardziej chyba rozczarowało mnie samo zakończenie, które było dla mnie zbyt wyidealizowane. Możliwe, że jestem masochistką, jednak spodziewałam się czegoś bardziej mrocznego.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani, choć były momenty, gdy niemiłosiernie mnie irytowali. W szczególności główna żeńska postać, czyli Mila. Odniosłam wrażenie, że sama nie wiedziała czasami czego tak naprawdę oczekuje od siebie i innych, nie potrafiąc podjąć decyzji. Biorąc pod uwagę wiek bohaterki, nie musiała ona być właściwa, w końcu każdy popełnia błędy, ale ten jej brak zdecydowania  w pewnych momentach zapadł w mojej pamięci najbardziej.
     Styl autorki zaskakująco pozytywnie odebrałam podczas czytania. Czasami mam obawy wobec polskich autorów, jednak tutaj nie odczułam takiego typowego dla Polaków narzekania na wszystko. Język jakim posługuje się pisarka, pomimo dość specyficznej tematyki, jest naprawdę lekki, a to w jaki sposób poprowadzona została fabuła czasami naprawdę zaskakuje. Wydanie papierowe zostało przyzwoicie dopracowane. Oprócz klejonych stron nie ma tu nic do czego bym mogła się przyczepić. Choć nie powinno oceniać się książki po okładce to myślę, że ta przyciąga oko i oddaje klimat.
     Przyznam się, że miałam pewne obawy czy powinnam umieszczać tę recenzję na blogu. Nie zachwyciła mnie ona na tyle, żebym miała ochotę do niej wracać, lecz mam nadzieję, że uda mi się trafić na inny tytuł tej autorki. Mam wrażenie, że gdybym była trochę młodsza, zamiast zbliżać się do trzydziestki byłabym w okolicach dwudziestki, bardziej doceniłabym tę powieść. Nie zrozumcie mnie źle - sądzę, że jest to całkiem dobra książka, jednak chyba nie trafiła u mnie w odpowiedni czas.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 10 października 2018

'Chwyć życie za włosy' (Nappily Ever After, 2018) - film












Pracująca w branży reklamowej perfekcjonistka przeżywa kryzys miłosny. Rusza więc w podróż ku samopoznaniu, którą zaczyna od szokującej zmiany fryzury.




 




     Każdy z nas w jakiś sposób dba o swoje włosy, prawda? W bardziej lub mniej świadomy sposób, jednak jakiś swój czas poświęcamy na ich 'ogarnięcie'. Co jeśli jednak nasze całe życie im podporządkujemy, gdy to my jesteśmy dla nich zamiast one dla nas? Film "Chwyć życie za włosy" jest idealną produkcją dla wszystkich, nawet dla tych, którym włosomaniactwo pochłonęło całe ich życie :).
     Violet to perfekcjonistka pod każdym względem. Zarówno w jej życiu życiu prywatnym jak i zawodowym nie ma miejsca na porażki. Przez lata żyła w przekonaniu, że jej włosy zawsze muszą wyglądać idealnie, nawet tuż po przebudzeniu. Jest tylko jeden problem - są one bardzo niesforne. Przyznam się, że podczas seansu nieźle się ubawiłam. Moim zdaniem podejście do idealnego wizerunku, czy też dążenia do niego aby zadowolić innych zostało tu perfekcyjnie ujęte. Samo przesłanie tej historii może otworzy oczy tym, którzy usilnie walczą z naturą swoich włosów. Przyznam sama, że miałam w swoim życiu okres gdzie namiętnie je prostowałam, jednak wreszcie nauczyłam się dbać o ich naturalne piękno i nie katować na każdym kroku. Znajdziemy w tym filmie zarówno elementu komedii jak i dramatu. Dla lubujących się w romantyzmie znajdzie się również wątek romansowy. Wszystko to zostało w bardzo subtelny sposób ze sobą połączone. Jednak całość nie jest tak piękna jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Było kilka momentów w których zachowanie bohaterów niezmiernie mnie zirytowało, chociażby sytuacja gdy fryzjer poznaje matkę głównej bohaterki.
     Gra aktorska bardzo dobra. Nie jest ona wybitna na tyle, żebym miała ochotę przyznawać obsadzie statuetki, jednak podczas oglądania tego filmu nic mi nie zgrzytało. Najbardziej przekonująco wypadła dla mnie najmłodsza część obsady, a mianowicie Kai N. Ture, wcielająca się w małą dziewczynkę - córkę fryzjera, który odegrał dość znaczną rolę.
     "Chwyć życie za włosy" jest dość intrygującą produkcją, która umiliła mi czas. Sądzę, że nie każdemu może przypasować tematyka tego filmu, część widzów może się wynudzić podczas seansu, jednak ja i tak polecam. Choć moja ocena nie należy do najwyższych, uważam, że warto obejrzeć i zobaczyć co nadgorliwość w pewnych aspektach może nawyczyniać w naszym życiu.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 7 października 2018

"Najgłupszy anioł" Christopher Moore

Do Bożego Narodzenia został dzień (dobra, powiedzmy, że prawie tydzień) i w całym maleńkim miasteczku Pine Cove w Kalifornii mieszkańcy pochłonięci są kupowaniem, zawijaniem, pakowaniem i, ogólnie rzecz biorąc, wczuwaniem się w świąteczny nastrój. 
Ale nie wszyscy odczuwają tę radość. Mały Joshua Barker rozpaczliwie potrzebuje świątecznego cudu. Nie, nie leży na łożu śmierci; nie, nie zaginął mu pies. Ale Josh jest przekonany, że widział, jak Mikołaj obrywa łopatą po łbie i teraz nasz siedmiolatek modli się tylko o jedno: proszę, Mikołaju, powstań z martwych. 
Ale moment! Gdzieś w powietrzu czai się anioł. (W powietrzu, łapiecie?). To nie kto inny, jak archanioł Razjel, który zstąpił na Ziemię w poszukiwaniu dziecka, którego życzenie należy spełnić. Niestety, nasz anioł nie należy do tych, których aureola świeci najjaśniej. W mgnieniu oka zawali swoją świętą misję i ześle na mieszkańców Pine Cove bożonarodzeniowy chaos, którego kulminacją stanie się najśmieszniejsze i najstraszniejsze świąteczne przyjęcie, jakie miasteczko widziało.
Opis książki





Autor: Christopher Moore
Tytuł oryginalny: The Stupidest Angel
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Drewnowski Jacek
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 304



     Książka pt. "Najgłupszy anioł" to chyba jedna z najbardziej fotogenicznych pozycji z jakimi się dotychczas spotkałam. Na różnych portalach co chwila widziałam zdjęcia z cytatami pochodzącymi właśnie z tej powieści. Choć nie do końca wiedziałam jakiej mogę spodziewać się tematyki, to postanowiłam sprawdzić czy cała książka jest dobra, czy ma tylko kilka chwytliwych zdań.
     Pine Cove to maleńkie miasteczko z dość specyficznymi mieszkańcami. Zbliżające się wielkimi krokami Święta Bożego Narodzenia to idealna okazja do organizowania przeróżnych imprez w mieście. Wszystko by się udało gdyby nie tajemniczy anioł, który przybył do tego miejsca z pewną misją. Choć nie jest to gruba książka to mam wrażenie, że była ona bardzo treściwa. Wiele wydarzeń, niektóre bardziej a inne trochę mniej komiczne, jednak ciągle się coś działo. Podczas lektury nie było miejsca na złapanie oddechu i głębsze przemyślenia na temat tego co właśnie przeczytaliśmy - raczej chciało się od razu dowiedzieć co się dalej zdarzy. Choć nie oglądałam serialu "The Walking Dead", kojarzę jedynie mniej więcej zarys fabuły, to przypuszczam, że niektóre wątki w tej książce mogą spodobać się fanom wspomnianej produkcji. Mnie one niestety nie do końca przekonują...
     Bohaterowie - teoretycznie wszyscy inni, specyficzni na swój sposób. Jednak ta absurdalna różnorodność wśród postaci była momentami aż za nadto wydumana. Znajdziemy tu skupisko bardzo nietypowych osób, wręcz komicznych, a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie podczas czytania. Nie jestem pewna czy ten efekt był zamierzony czy raczej taki misz masz wyszedł przez przypadek.
     Styl autora zaskakująco lekki w odbiorze. Pomimo, że tematyka tej książki należy do tych bardziej specyficznych i nie każdemu ona przypadnie do gustu, to czytało mi się naprawdę szybko. Gdyby nie wzywające obowiązki to łyknęłabym tę powieść w jeden wieczór. Wydanie papierowe bardzo dobrze wykonane. W bibliotece udało mi się dostać ten tytuł w twardej oprawie oraz szytymi stronami, przez co nie mam właściwie nic do zarzucenia samemu sposobowi w jaki został on wydany.
     "Najgłupszy anioł" to pozycja, która mnie w pewien sposób pozytywnie zaskoczyła. Dobrze mi się ją czytało, jednak nie wiem czy kiedyś do niej będę miała ochotę powrócić. Niestety nie znalazłam aż takiego efektu wow, którego można się spodziewać po krążących w sieci cytatach. Nie zmienia to faktu, że autor mnie zaintrygował i w najbliższej przyszłości sięgnę po jego inne tytułu. Przynajmniej mam nadzieję, że będę miała taką możliwość :).
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 5 października 2018

'Koneser' (La migliore offerta, 2013) - film






Virgil Oldman (Geoffrey Rush) jest doświadczonym, odnoszącym sukcesy handlarzem antykami. Wiedzie samotną egzystencję wśród luksusu płócien starych mistrzów i piękna włoskich pałaców, pewien, że nic nie zakłóci jego ustabilizowanego życia i nie zagrozi głęboko skrywanym sekretom. Zlecenie od tajemniczej młodej kobiety zapoczątkuje serię wydarzeń, które wywróci jego uporządkowany świat do góry nogami.








     Na temat filmu pod tytułem "Koneser" wypowiadało się wiele osób i w większości były to bardzo pochlebne opinie. Miałam ogromne obawy czy również ja będę w stanie docenić tę produkcję tak jak osoby, których zdanie na prawdę cenie. Wreszcie zabrałam się za ten film i dopiero teraz mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że było warto i w pełni rozumiem wszystkie zachwyty.
     Virgil jest bardzo cenionym handlarzem antykami, a o jego usługi zabiega wiele znakomitych osób. Jego życie wywraca się do góry nogami, gdy podejmuje się on nietypowego zlecenia od kobiety. Od kobiety, która nie chce ukazać mu swojego prawdziwego oblicza. Przyznam się, że sam opis może być niekoniecznie zachwycający, lecz to co tutaj znajdziemy jest już naprawdę dobre. Począwszy od fabuły, poprzez wykonanie, kończąc na jak najbardziej porywającym widza całokształcie. Treść na pierwszy rzut prosta, jednak na tyle nieoczywista, że dopiero pod koniec razem z głównym bohaterem jesteśmy w stanie połączyć razem wszystkie wątki. Muzyka została idealnie dobrana i z wielką chęcią kupiłabym płytę ze ścieżką dźwiękową z tego filmu. Całość wydaję się być na swój sposób magiczna, wzbudzająca wiele emocji. Moim zdaniem znajdziemy tu wiele cudownych ujęć, które urzekną znaczne grono odbiorców.
     Gra aktorska jest na wysokim poziomie. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że każda rola została obsadzona w bardzo przemyślany sposób i nie było tu miejsca na przypadek. Dawno nie widziałam tak dobrego zagranicznego filmu, który by pod tym względem zrobił na mnie aż tak dobre wrażenie. Geoffrey Rush jako Virgil Oldman spisał się tu wyśmienicie, przez co mam ochotę obejrzeć inne tytuły z jego udziałem.
     Miałam ogromne obawy czy mi się spodoba, gdyż często mam tak, że jak coś się podoba wielu to mi niestety już niekoniecznie. Jednak film "Koneser" to już chyba klasa sama w sobie. Jest to jeden z nielicznych przypadków, gdy również i ja jestem w stanie docenić coś czym duże grono się zachwyca. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tej produkcji gorąco polecam Wam jej nadrobienie.
     Moja ocena: 10/10.

środa, 3 października 2018

"Ostatni pasażer" Manel Loureiro

W sierpniu 1939 roku stary angielski węglowiec niemal zderza się na środku oceanu z olbrzymim statkiem wycieczkowym o nazwie "Valkirie". Jak się wkrótce okazuje płynie pod niemiecką banderą i należy do nazistowskiej organizacji Wolf und Klee. Nieoświetlony transatlantyk dryfuje w gęstej mgle pusty. Trzej angielscy marynarze, którzy zapuszczają się na jego pokład, odkrywają ślady świadczące o niedawnej obecności setek pasażerów, ale odnajdują tylko jednego żywego człowieka: noworodka owiniętego w tałes, z gwiazdą Dawida na szyi. Nikt nie potrafi zrozumieć, dlaczego ten żydowski chłopiec jest jedynym pasażerem statku widma i skąd wziął się na pokładzie.
Siedemdziesiąt lat później ambitna dziennikarka londyńskiej gazety dowiaduje się, że "Valkirie", od czasu feralnego rejsu stojącą w angielskim doku, w tajemnicy nabył i wyremontował pewien milioner. Dziewczyna, zaproszona na rejs, pragnie za wszelką cenę rozwiązać zagadkę niemieckiego transatlantyku. Wyprawa na pokładzie "Valkirie" okaże się ekscytującym, ale i wyjątkowo niebezpiecznym spotkaniem z przeszłością, będzie podróżą w czasie, która wyjaśni, co tak naprawdę w 1939 roku wydarzyło się na oceanie tamtej sierpniowej nocy.
Opis książki



Autor: Manel Loureiro
Tytuł oryginalny: El último pasajero
Język oryginalny: hiszpański
Tłumacz: Ostrowska Joanna, Ostrowski Grzegorz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok pierwszego wydania polskiego: 2014
Liczba stron: 480




     Na temat książki pt. "Ostatni pasażer" przed jej przeczytaniem nie wiedziałam kompletnie nic. Stojąc w bibliotece przy półce z hiszpańskimi autorami wzięłam tę pozycję trochę na chybił trafił, z nadzieją, że odkryję nowego pisarza godnego uwagi. Niestety nie jest to powieść na temat której będę tu się rozpływać z zachwytów...
     "Valkirie" to olbrzymi statek kryjący mroczną tajemnicę. W sierpniu 1939 roku zostaje on znaleziony przez załogę innej łodzi.  Najbardziej zaskakujące było to, że na pokładzie transatlantyku nie było nikogo... Ani jednej żywej duszy. Wiele lat później dziennikarka londyńskiej gazety podejmuję się zadania rozwikłania tajemnicy tego statku. O ile sam pomysł mógłby wydawać się ciekawy, tak wykonanie mnie za bardzo nie zachwyciło. Znajdziemy tutaj bardzo wiele opisów łodzi czy fachowych nazw na dany element, jednak nie wnosiło to zbyt wiele do samej fabuły. Może osoby zainteresowane takimi tematami będą bardziej zadowolone aniżeli ja. Osobiście oczekiwałam większego zaangażowania emocjonalnego czytelnika w tę powieść. Więcej zdarzeń, przez które nie będę w stanie oderwać się od powieści. Na dodatek było kilka absurdalnych sytuacji, niestety powodujących we mnie pewną konsternację. Chociażby rozmowa [i inne czynności] głównej bohaterki z jej zmarłym mężem i efekty tych poczynań. Wplecenie tego w treść było dla mnie komiczne. Na dodatek to zakończenie... Myślałam, że spadnę z fotela jak to przeczytałam - niestety nie z pozytywnego odbioru tego co dostałam.
     Bohaterowie - według mnie byli dość nijacy. Mieli swoje lepsze i gorsze momenty, niektóre zachowania były dość intrygujące, jednak to dla mnie nie wystarczy aby móc pozytywnie ocenić postacie. Najbardziej przekonujące były jedynie osoby, które były postaciami raczej pobocznymi, które jedynie miały dopełnić historię. Natomiast główni bohaterowie, w szczególności ta dziennikarka, po prostu byli. Niestety nie miała ona zbyt wielu cech, dzięki którym mogłabym rozpoznać ją na tle innych.
     Styl autora to chyba najlepsza część całości. Pomimo, że było wiele absurdalnych momentów, które niekoniecznie były potrzebne dla samej treści, to sposób w jaki wykreował świat był intrygujący. Czytało mi się tę pozycję szybko, dzięki czemu nie musiałam zbyt długo przeżywać tej historii. W przypadku wydania papierowego z biblioteki mogę się standardowo przyczepić do niezbyt mocnego kleju, który został tu wykorzystany. Obawiam się, że akurat ten egzemplarz zbyt długo nie wytrzyma w jednym kawałku.
     Do książki "Ostatni pasażer" więcej nie powrócę. Nie była to jedna z najgorszych pozycji z jakimi miałam dotychczas styczność, lecz nie należy ona również do tych najlepszych, zapadających na dłużej w pamięci. Jeśli jednak chcecie ją przeczytać to robicie to na własne ryzyko :).
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 29 września 2018

Podsumowanie września 2018


Kolejny miesiąc zleciał nawet nie jestem pewna kiedy. Marzy mi się okres bardzo spokojny, wręcz nudny, choć nie jestem pewna kiedy to może u mnie w najbliższym czasie nastąpić. W końcu ostatnie lata były dość intensywne :).


Wrzesień książkowo

- liczba przeczytanych książek: 5
- łączna liczba stron: 2 056

Niestety we wrześniu żadna z przeczytanych przeze mnie książek nie była na tyle wybitna abym mogła rozpamiętywać ją przez dłuższy czas. Było miło ale wątpię abym powróciła do któregoś z tych tytułów ponownie.


Wrzesień filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 5
Pod względem filmowym było znacznie lepiej. Powróciłam do znanych polskich klasyków, dzięki czemu choć dwa tytuły mogę Wam polecić z czystym sercem, a mianowicie "Miś" oraz "Rozmowy kontrolowane" :).


A jak Wam minął wrzesień?
Related Posts with Thumbnails