Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reż. Robert Luketic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reż. Robert Luketic. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

'Brzydka prawda' (The Ugly Truth, 2009) - film

 
 
 
 
 
 
 
Stojąca przed romantycznymi wyzwaniami producentka porannego programu (Heigl) zostaje wplątana przez swojego szowinistycznego korespondenta (Butler), w serię oburzających eksperymentów. Mężczyzna chce udowodnić swoje teorie na temat związków i pomóc jej odnaleźć miłość. Jego błyskotliwe sztuczki, prowadzą jednak do nieoczekiwanych efektów.







     Potrzebowałam lżejszego oraz niezbyt zobowiązującego filmu, który umili mi wieczór po ciężkim dniu. Mój wybór padł na komedię romantyczną dostępną na Netflixie, czyli "Brzydką prawdę". Niestety ta historia, łagodnie rzecz ujmując, nie do końca przypadła mi do gustu. Ponownie utwierdzam się w przekonaniu, że ten gatunek filmowy, poza nielicznymi wyjątkami, nie jest jednak dla mnie.
     Abby to ambitna producentka porannego programu w telewizji, która nie do końca potrafi randkować. Gdy do jej zespołu trafia szowinistyczny korespondent Mike, tworzy się między nimi dość niecodzienna relacja. Mężczyzna postanawia udowodnić swoje racje i pomóc kobiecie odnaleźć miłość. Oboje nie przewidują jednak, że to między nimi może narodzić się coś więcej niż tylko wzajemna niechęć do siebie. Po tej produkcji nie oczekiwałam zbyt wiele, spodziewałam się wielu notorycznie powielanych schematów z gatunku, jakim jest komedia romantyczna, oraz mało zaskakującej akcji, lecz po prostu potrzebowałam czegoś na rozluźnienie. I faktycznie nie ma tu zbyt wiele absorbującej widza treści, a poruszane wątki były dość nijakie i ogromnie przewidywalne. Część z nich była wręcz żenująca, przez co ciężko mi się oglądało to co dzieje się na ekranie. Pomimo, że nie potrzebowałam czegoś nad wyraz ambitnego, a raczej czegoś odmóżdżającego, i tak czuję się nieco rozczarowana tym co tu dostałam. Przyjemności z seansu niestety nie miałam zbyt wiele, a sama historia jest tak absurdalna i nijaka, że wątpię aby pozostała w mojej pamięci na długo.
     Gra aktorska też nie zrobiła na mnie aż takiego dobrego wrażenia, jak bym się spodziewała po obsadzie. Przez większą część seansu miałam wrażenie, jakby występujący tu aktorzy grali od niechcenia, by tylko wykonać swoją robotę i móc jak najszybciej o niej zapomnieć. Nie widziałam tu tych emocji, które targały bohaterami a mogłyby być współodczuwane przez widza. Osobiście jestem nieco zaskoczona aż tak niskim poziomem, gdyż dobór aktorów wydawał mi się być obiecujący.
     "Brzydka prawda" to według mnie niestety dość przeciętny film o którym prawdopodobnie bardzo szybko zapomnę. Zostałam tym tytułem utwierdzona w przekonaniu, że komedie romantyczne to gatunek całkowicie nie dla mnie i nie do końca jest sens w moim przypadku by się nimi katować. Możliwe, że znajdą się fani tej produkcji, jednak ja do nich nie należę.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 28 marca 2022

'Legalna blondynka' (Legally Blonde, 2001) - film

 
 
Elle Woods jest taka, jaką chciałaby być każda amerykańska studentka w college'u. Elle jest przewodniczącą bractwa, dziewczyną Hawaiian Tropic, chodzi z przystojnym Warnerem i marzy o tym, że ich związek zostanie wkrótce zalegalizowany. Na dodatek piękna panna Woods jest naturalną blondynką, Miss Lipca studenckiej gazety.... Ale na idealnym obrazku pojawia się rysa. Warner wybiera się na studia prawnicze do Harvardu, a jego błękitnokrwiści krewni nie chcą zaakceptować Elle... Nawet sam Warner uważa, że nie są dobrą para, gdyż jego dziewczyna jest zbyt "typową blondynką". Zrywa więc z nią, wyjeżdża na studia i odnawia znajomość z byłą dziewczyną.... Elle przekonana, że ona i Warner są sobie przeznaczeni postanawia dostać się do Harvardu i odzyskać ukochanego.





     "Legalna blondynka" to jeden z tych filmów do których powracam gdy mam paskudny humor, tak jak ostatnimi czasy, i potrzebuję czegoś niezobowiązującego by się odprężyć oraz oderwać od szarej rzeczywistości. Choć fabułę znam już praktycznie na pamięć, to jednak na poprawę nastroju sprawdza się u mnie idealnie i aż byłam w szoku, że nigdy nie wspomniałam o tej produkcji u mnie na blogu.
     Elle, choć w pewnych dziedzinach odnosi sukcesy, zostaje rzucona przez swojego ukochanego, gdyż w jego oczach, oraz jego rodziny, wydaje się być niewystarczającą partią z którą można wiązać swoją przyszłość. By odzyskać swoją miłość dziewczyna postanawia zrobić wszystko, nawet jeśli na pozór wydaje się to być niewykonalne. Dzięki swojej motywacji i wytrwałości w dążeniu do celu udaje jej się dostać na prawo na jedną z najbardziej prestiżowych uczelni w kraju. To jak toczą się losy dziewczyny może wywołać uśmiech na niejednej twarzy, ale też zmotywować do działania. Trzeba przyznać, że nie jest to najwybitniejsza historia, która zdobędzie uznanie wielu światowych krytyków, to jednak ma ona swoje specjalne miejsce w moim serduszku. Oglądanie tego filmu jest dla mnie tzw. "guilty pleasure", choć w sumie nie powinnam się czuć winna, że akurat to sprawia mi przyjemność. W moim odczuciu jest to jedna z niewielu produkcji, która potrafi się obronić pomimo upływu czasu i nadal sprawiać radość wielu widzom, którzy po prostu potrzebują rozrywki.
     Gra aktorska jest według mnie na całkiem dobrym poziomie. Ani jedna postać nie została potraktowana po macoszemu, dzięki czemu za żadnym razem gdy oglądałam ten film nie miałam ochoty wyłączyć go po kilku minutach. Można kochać albo nienawidzić Reese Witherspoon ale już w tym filmie dała niezły pokaz swoich umiejętności, a w kolejnych produkcjach pokazywała się tylko z coraz lepszej strony. Co do pozostałych aktorów nie mam żadnych zastrzeżeń i z chęcią zobaczę ich, albo już widziałam ;), w innych filmach, które mam nadzieję, że będę w stanie docenić.
     "Legalna blondynka" to jeden z tych filmów, który potrafi poprawić mi nastrój, nie ważne jak paskudny by on był. Wiem, że nie jest to najlepsze dzieło sztuki dostępne na naszym rynku filmowym, lecz we mnie budzi swego rodzaju sentyment i nawet po tak wielu latach od swojej premiery potrafi wywołać na mojej twarzy uśmiech. Ja jestem na tak i jeśli potrzebujecie czegoś lżejszego, co poprawi Wam humor to gorąco Wam polecam ten tytuł! Mam nadzieję, że i u Was wywoła on choć odrobinę cieplejszych uczuć, dzięki którym będziecie w stanie choć na chwilę odczuwać radość.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 10 października 2010

'Sposób na teściową' (Monster-in-Law, 2005) - film

"Nieszczęśliwa w miłości, piękna Charlotte Charlie Cantilini wreszcie spotkała mężczyznę swoich marzeń, doktora Kevina Fieldsa. Na swojej drodze napotyka tylko jeden problem - jego matkę. Apodyktyczna i kontrolująca wszystko, nie do wytrzymania, zmienna Viola Fields. Strach o to, że straci syna zaczyna odbijać się na jej karierze, toteż postanawia rozbić szczęśliwą parę stając się najgorsza na świecie teściową. Pomocą Violi w zwariowanych intrygach jest jej asystentka, Ruby. Rękawica zostaje rzucona, kiedy Charlie wreszcie decyduje się na walkę z teściową, i wygląda na to, że Viola spotkała wreszcie godnego przeciwnika."

Obejrzałam ten film w tv (nie będę komentować dłużących się reklam na TVNie) mając wolny wieczór. Jak na amerykańską komedię romantyczną była trochę przewidywalna. Chociaż pomimo tego przyjemnie się oglądało. Śmieszny humor, dobry na odmóżdżenie po tygodniu zajęć i 'leczeniu' zmęczenia (szczęśliwie nie kaca) po imprezie. Pomimo tego, że Jennifer Lopez grała dobrze to mnie w swój sposób i tak irytowała. Nie umiem określić dlaczego jednak przeszkadzała mi ona w tym filmie. Film nie jest zły, jednak moim zdaniem można by go jeszcze czasem dopracować. Chociaż na zimne, jesienne wieczory nie jest zły.
Dlatego moja ocena wynosi: 6/10.
Related Posts with Thumbnails