Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2022

'Krzysiu, gdzie jesteś?' (Christopher Robin, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Gdy mały Krzyś dorósł i znalazł się na życiowym zakręcie, jego wierni towarzysze dzieciństwa - Kubuś, Prosiaczek, Kłapouchy i Tygrysek – wyruszają ze Stuwiekowego Lasu do Londynu, by przypomnieć mu magię dzieciństwa.









     Za film pt. "Krzysiu, gdzie jesteś?" planowałam zabrać się już od dawna ale ciągle coś wypadało i dopiero ostatnio udało mi się obejrzeć go w całości. Miałam nadzieję na przepiękny film familijny, który chwyci widza w każdym wieku za serce. Niestety ja będąc już po seansie czuję pewien niedosyt...
     Krzyś już dorósł, ma swoją rodzinę i popadł w wir obowiązków związanych z pracą. Niestety gdzieś już umknęła mu ta dziecięca radość oraz wartości, które wyznawał za młodu. Gdy w jego codziennym świecie pojawia się dawno nie widziany Kubuś, mężczyzna musi powrócić do Stuwiekowego Lasu i pomóc mu odnaleźć pozostałych swoich przyjaciół. Dorosła rzeczywistość przeplata się z magią dzieciństwa, jednak czy Krzysztofowi uda się przypomnieć to co w życiu jest najważniejsze? Historia ukazana w tym filmie miała być emocjonująca i wzruszająca, a ja czuje się nieco oszukana tym co tu znalazłam. Choć było kilka momentów, dzięki którym można przenieść się do czasów własnego dzieciństwa to jednak nie poczułam tych wielorakich emocji mających mi towarzyszyć podczas seansu. Było miło i całe szczęście szybko się skończyło. Jako fanka Kubusia Puchatka miałam znacznie większe oczekiwania wobec tego co mogłabym tu zobaczyć. Dodatkowo efekty specjalne były według mnie po prostu... brzydkie, wręcz paskudne, i jakoś nie jestem przekonana do tego wyglądu moich jednych z ulubionych postaci z dzieciństwa. Dla mnie cała ta produkcja była wręcz do bólu przewidywalna, nijaka oraz przeciętna i ani przez moment mnie nie wzruszyła. Miała ona zadatki na bycie wybitną, lecz ja zbyt wielu pozytywów nie byłam w stanie tu dostrzec i o nich coś więcej napisać.
     Gra aktorska jest całkiem niezła, choć niestety znalazło się kilka momentów, które były dla mnie aż za nadto nienaturalne. Najlepiej wypadła tu, przynajmniej w moim odczuciu, najmłodsza aktorka, czyli Bronte Carmichael, wcielająca się w Madeline Robin, córkę Krzysia. Choć nie było aktorsko źle, przynajmniej na tle efektów specjalnych jakimi nas uraczyli w przypadku "maskotek", to jednak nie zamierzam poświęcać czasu na wyszukiwanie kolejnych produkcji z udziałem występujących tu aktorów, lecz nie będę ich wyłączać, jeśli gdzieś się oni pojawią. Może jeszcze czymś mnie zaskoczą.
     "Krzysiu, gdzie jesteś?" to film, który niestety nieco mnie rozczarował i chcąc nie chcąc nie zapadnie w mojej pamięci na długo. Pomimo, że nie żałuję, że go obejrzałam, to czuję ogromny niedosyt po tym co tu zobaczyłam. Jestem ciekawa czy młodsi niż ja odbiorcy dostrzegli tu więcej dobroci ode mnie i byli w stanie czerpać przyjemność z seansu.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 23 września 2022

'Dziewczyny z kalendarza' (Calendar Girls, 2003) - film

 
 
 
 
 
Poznaj nagą prawdę na temat brytyjskich gospodyń domowych i przekonaj się, do czego może doprowadzić działalność charytatywna!
Dystyngowane członkinie Women's Institute, lokalnego klubu dla kobiet w hrabstwie Yorkshire, starają się znaleźć skuteczny sposób na zbiórkę pieniędzy na cele dobroczynne. W końcu postanawiają wydać swój doroczny kalendarz w odrobinę mniej tradycyjnej wersji. Na zdjęciach, obok zwyczajowych wypieków i bukietów kwiatów, pojawiają się one same - kompletnie nagie!








     O filmie "Dziewczyny z kalendarza" nie słyszałam zbyt wielu opinii, czy to tych pozytywnych czy negatywnych. Jest to kolejny tytuł na który trafiłam dość przypadkowo przeglądając po prostu dostępną ofertę na jednym ze znanych serwisów streamingowych. Nie mniej jednak cieszę się, że zdecydowałam się obejrzeć ten film, gdyż spędziłam z nim naprawdę zaskakująco miły wieczór.
     Członkinie lokalnego klubu Women's Institute, by podreperować budżet i móc przeznaczyć większe środki na cele dobroczynne postanawiają wydać nie byle jaki kalendarz. Wśród przepięknych bukietów kwiatów czy smakowitych wypieków na każdym zdjęciu pojawią się również one - zupełnie nagie. To jaki rozgłos uzyskuje ich inicjatywa przerasta nawet je same. Przyznam, że nie spodziewałam się aż tak uroczej i zabawnej, a jednocześnie dającej wiele do myślenia, historii. W tej niepozornej fabule znajdziemy wiele przemyśleń jak i ogrom bijącego od niej ciepła oraz radości. Można czuć się piękną w każdym wieku, bez względu na wszystko! Już od pierwszych minut z zaangażowaniem śledziłam poczynania szalonych bohaterek, a na mojej twarzy niejednokrotnie pojawił się uśmiech. Cieszę się, że dałam temu tytułowi szansę, gdyż właśnie czegoś takiego, lekkiego i ciepłego, otulającego serducho, a zarazem niegłupiego, co pozostanie ze mną na długo, potrzebowałam.
     Gra aktorska jest według mnie na bardzo dobrym poziomie. Nie było tu zbyt wielu nienaturalnych momentów, przez które miałabym ochotę wyłączyć ten film. Wbrew pozorom całkiem dobrze mi się oglądało tak dojrzałe panie na ekranie. Mam wątpliwość, czy specjalnie będę wynajdywać kolejne produkcje z ich udziałem, lecz jeśli gdzieś się jeszcze pojawią to obejrzę ją z wielką chęcią.
     "Dziewczyny z kalendarza" to film, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i rozbawił. To ile ciepła w nim znalazłam było mi bardzo teraz potrzebne i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas. Choć nie jest to szeroko promowana nowość, a film sprzed prawie dwudziestu lat, i tak gorąco zachęcam Was do obejrzenia tego tytułu. Polecam!
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 19 września 2022

'Za duży na bajki' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
W życiu Waldka (Maciej Karaś), wypełnionym głównie grami komputerowymi, następuje prawdziwe trzęsienie ziemi. Na czas nieobecności mamy (Karolina Gruszka) zostaje pod opieką szalonej i nieprzewidywalnej ciotki (Dorota Kolak), która wprowadza, obcą mu jak dotąd, dyscyplinę i narzuca nowe obowiązki. Ale choć nietuzinkowa krewna funduje Waldkowi prawdziwy obóz przetrwania, chłopak otrzymuje od niej przy okazji najcenniejszą lekcję życia.






     Na polski film pt. "Za duży na bajki" trafiłam dość przypadkowo. Nie wiedząc na co dokładnie mam ochotę przeglądałam ofertę Netflixa i zobaczyłam ten tytuł. Mając wolny wieczór postanowiłam dać mu szansę, choć nie do końca wiedziałam czego dokładnie mogę się po nim spodziewać. Cieszę się, że się na niego zdecydowałam, gdyż bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i umilił mi czas!
     Waldek to zapalony gracz komputerowy, który osiąga w tej części swoich zainteresowań pewne sukcesy. Gdy pod nieobecność swojej matki, zmuszonej do pobytu w szpitalu, trafia pod opiekę nieco ekscentrycznej ciotki, życie chłopaka wywraca się do góry nogami. Historia na pierwszy rzut oka może wydać się niezbyt interesująca, lecz jej wykonanie i wszelkie niuanse nadające każdemu wydarzeniu smaczek, spowodowały, że wciągnęłam się w nią już od pierwszej minuty. Nie spodziewałam się, że tak prosta treść będzie w stanie poruszyć mnie na tyle, że wywoła we mnie wiele niezapomnianych uczuć i emocji. Jestem pewna, że pozostanie ona w mojej pamięci na długo. Znajdujemy tu jednocześnie śmieszną, jak i przeszywającą smutkiem historię rodzinną, która jest w stanie w nienachalny sposób poruszyć najczulsze struny w widzu. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona tym co tu dostałam.
     Gra aktorska jest w moim odczuciu przyzwoita. Zarówno ci starsi jak i młodsi aktorzy wypadli w swoich rolach naprawdę przekonująco, dzięki czemu byłam w stanie zżyć się z każdym bohaterem i uważnie śledzić ich losy. Przyznam, że nie mam zbyt dobrej opinii o współczesnych polskich filmach, lecz ta produkcja pokazuje, że jednak można dobrze i emocjonująco wczuć się w swoje postacie.
     "Za duży na bajki" to film, który pozytywnie mnie zaskoczył i nie spodziewałam się, że aż tak emocjonalnie na mnie wpłynie. Nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny wieczór, gdyż spędziłam podczas seansu naprawdę dobrze te niecałe dwie godziny. Gorąco polecam!
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 15 września 2022

'Perswazje' (Persuasion, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
Mieszkająca ze swoją snobistyczną rodziną na skraju bankructwa Anne Elliot jest bezkompromisową kobietą o nowoczesnej wrażliwości. Gdy w jej życiu ponownie pojawia się Frederick Wentworth — przystojniak, którego kiedyś odprawiła z kwitkiem — Anne musi dokonać trudnego wyboru. Czy zdecyduje się zostawić za sobą przeszłość, czy posłucha głosu serca i da miłości drugą szansę?






     Choć od mojej lektury powieści Jane Austen pt. "Perswazje" minęło już prawie dziesięć lat, postanowiłam obejrzeć najnowszą adaptację tej książki dostępną na Netflixie, bez przypominania sobie jej treści. Nie mniej jednak, nawet bez oceniania jak bardzo film jest podobny do pierwowzoru, i tak nie jestem w pełni ukontentowana tym co tu właściwie dostałam... Było po prostu nijako.
     Młoda Anne Elliot pod siłą perswazji swojej rodziny osiem lat wcześniej odrzuciła oświadczyny swojego ukochanego. Po latach ich ścieżki ponownie się przeplatają, gdy to sytuacja materialna każdego z nich jest już zupełnie inna. Czy siła uczucia, które narodziło się między nimi przed laty jest w stanie przetrwać wszystko? Mam wrażenie, że to co tu dostajemy nie jest aż tak emocjonujące jak można by się spodziewać po tematyce, czy samym pierwowzorze, a wszystko co możliwe zostało spłycone do granic możliwości. Nie byłam w stanie w pełni współodczuwać emocji, które powinny targać bohaterami ani wzruszyć się w krytycznych momentach. Jedyne co mi się w pełni podobało i nie mam żadnych zastrzeżeń to widoki, które były tu przepiękne, co wywołało we mnie kolejne marzenie o podróży do tych miejsc, gdzie był kręcony ten film. Choć całkiem miło spędziłam swój wolny wieczór podczas seansu, nie jest to wyznacznik co do jakości i dobrego poziomu całej produkcji, która pomimo wszystko może nieco rozczarowywać i nie sprostać oczekiwaniom wielu widzów.
     Gra aktorska również nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Niestety odnoszę wrażenie, że żaden z występujących tu aktorów nie pokazał swoich umiejętności w pełnej krasie, tylko grali często jakby od niechcenia, by tylko jak najszybciej zakończyć tę produkcję. Jestem osobiście nieco rozczarowana poziomem i tą nijakością, która aż biła po oczach w trakcie seansu... Nie było widać w tych postaciach emocji, czy czegokolwiek co mogłoby sprawić, że w jakikolwiek sposób poczujemy z bohaterami więź. Po nazwiskach w obsadzie miałam nieco większe oczekiwania.
     "Perswazje" w wersji Netflixowej niestety są rozczarowujące. Sama historia ma ogromny potencjał, lecz nie został on tu w pełni wykorzystany. Z braku laku i lepszego pomysłu na wolny czas można ten film obejrzeć, lecz trzeba wziąć pod uwagę to, że nie jest to genialna i wybitna produkcja, która zachwyci wszystkich oglądających.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 28 sierpnia 2022

'Ruby na ratunek' (Rescued by Ruby, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
W tym opartym na prawdziwej historii filmie policjant stanowy Dan (Grant Gustin) bezskutecznie marzy o karierze w jednostce poszukiwawczo-ratunkowej K-9, a psiak ze schroniska o imieniu Ruby nie może znaleźć nowego domu. Gdy zrządzeniem losu drogi Dana i Ruby przetną się, powstanie między nimi silna więź, która pozwoli im stawić czoła najtrudniejszemu wyzwaniu w ich życiu.







     Uwielbiam psy, choć sama niestety nie mam odpowiednich warunków by posiadać własnego czworonoga. Gdy odkryłam na Netflixie film pt. "Ruby na ratunek" nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Miałam wobec tej produkcji ogromne oczekiwania i całe szczęście się nie zawiodłam!
     Dan marzy o dołączeniu do jednostki K-9, jednak wiele jego prób było bezskutecznych. Mając ostatnią szansę trafia na niesfornego psa imieniem Ruby, który pomimo wszystko może pomóc spełnić marzenia mężczyzny. Historia przedstawiona w tym filmie jest oparta na faktach, więc jej jako takiej nie zamierzam oceniać. Nie mniej jednak było wiele momentów podczas seansu gdy wzruszyłam się ogromnie, jak i pojawił się na mojej twarzy uśmiech. Według mnie jest to bardzo emocjonujący film, który potrafi w nienachalny sposób oddziaływać na widza. Idealnie sprawdzi się zarówno dla tych młodszych jak i nieco starszych odbiorców, dzięki czemu można go oglądać również samemu jak i w nieco większym gronie osób w różnym wieku. Ja jestem zachwycona tym co tu dostałam.
     Gra aktorska jest na całkiem przyzwoitym poziomie, choć było kilka momentów w których coś mi nie do końca zagrało. Niektóre sceny niestety według mnie wyglądały na nieco wymuszone i niezbyt naturalne, co czasem zakłócało mój odbiór historii. Wątpię abym specjalnie wyszukiwała inne filmy z udziałem występujących tu aktorów, lecz jeśli gdzieś się jeszcze pojawią to, mimo wszystko, nie będę miała odruchu by jak najszybciej zakończyć seans i uciekać z krzykiem ;).
     "Ruby na ratunek" to przyjemny film familijny wywołujący w widzu wiele emocji. Nie żałuję, że zdecydowałam się na jego obejrzenie, gdyż bardzo miło spędziłam z nim czas. Możliwe, że zadziałała tu moja ogromna miłość do psów, jednak z wielką chęcią, mając gorszy nastrój, będę powracać do tej historii. Gorąco polecam Wam tę produkcję!
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

'Kolejne 365 dni' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Związek Laury i Massimo wisi na włosku. Para stara się przezwyciężyć problemy z zaufaniem i nieustępliwym Nacho, który próbuje ich rozdzielić.
 









     Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć dlaczego zdecydowałam się na obejrzenie filmu pt. "Kolejne 365 dni". Po naprawdę złej produkcji "365 dni: Ten dzień", czy nawet "365 dni", wiedziałam, że są one zupełnie w nie moim guście. Jedynym pomysłem jaki przychodzi mi do głowy to po prostu chęć sprawdzenia, czy nadal jest tak źle jak poprzednio. I niestety nadal jest tragicznie...
     Po raz kolejny pomiędzy Laurą i Massimo dochodzi do pewnych nieporozumień i nadużyć. Dodatkowo Nacho ciągle tkwi w pamięci kobiety i powraca ona do niego myślami. Jednak pomimo moich najszczerszych chęci nie odnalazłam tu jakiejkolwiek fabuły, która mogłaby przyciągnąć uwagę widza choć na chwilę. Mamy tu po prostu sporo scen zbliżeń pomiędzy głównymi bohaterami z podkładem muzycznym. Żeby chociaż było na kim oko zawiesić, ale niestety nie było nawet dobrych ujęć bym mogła cokolwiek tu docenić. Ja jestem stanowczo na nie i mam nadzieję, że jak najszybciej zapomnę o tym tytule i z czym przyszło mi się zmierzyć podczas seansu... Rozkładać tę produkcję na czynniki pierwsze też ciężko, gdyż właściwie nie ma tu czego rozpatrywać. Cokolwiek można by tu w jakikolwiek sposób oceniać i tak wypada negatywnie, co stanowczo zniechęca to spędzania z tym filmem wolnego czasu. Gra aktorska też nie powaliła mnie swoim poziomem na kolana i wątpię abym specjalnie wyszukiwała tych aktorów w innych produkcjach. Całość jest według mnie po prostu zła.
     "Kolejne 365 dni" to film, który ogromnie żałuję, że obejrzałam i poświęciłam na niego swój wolny wieczór. Nie znalazłam tu nic, o czym choć w minimalnym stopniu mogłabym powiedzieć coś miłego i pozytywnego. Ze swojej strony stanowczo odradzam oglądanie tego czegoś, bo mianem dobrego filmu na pewno nie można tego określić.
     Moja ocena: 1/10.

czwartek, 18 sierpnia 2022

'Toskania' (Toscana, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Duński kucharz jedzie do Toskanii, aby sprzedać firmę swojego ojca. Poznana na miejscu kobieta skłania go do przemyślenia jego stosunku do życia i miłości.









     Nie mając pomysłu co mogłabym w wolny wieczór obejrzeć, podczas przeglądania oferty na Netflixie mój wybór padł wreszcie na film pt. "Toskania". Nie miałam wygórowanych oczekiwań, miałam ochotę wyłącznie miło spędzić czas. Pomimo wszystko mam jednak wrażenie, że ta produkcja jest po prostu przeciętna i poza ładnymi widokami niewiele ma ponadto do zaoferowania.
     Po śmierci ojca odnoszący wiele sukcesów kucharz postanawia pojechać do Toskanii by uporządkować kilka spraw. Nowo poznana w malowniczym miejscu kobieta próbuje go odwieść od pomysłu sprzedaży firmy jego ojca, choć wydaje się być to ogromnie trudnym do zrealizowania celem. Niestety mam wrażenie, że niewiele jest w tym filmie wydarzeń, które mogą przyciągnąć uwagę widza na nieco dłużej. Podczas oglądania przez większość czasu czułam znużenie i zirytowanie tym, że jeśli już pojawia się zalążek jakiejś akcji to rozwija się ona w bardzo powolnym tempie. Sama fabuła tego filmu jest ciężka do nawet krótkiego opisania, gdyż naprawdę niewiele się tu dzieje, a napisanie czegokolwiek więcej może być uznane za zdradzenie 'ważnych' wątków. Jestem nieco rozczarowana historią z którą przyszło mi się tu zmierzyć. Na plus natomiast mogę zaliczyć przepiękne oraz malownicze widoki, które chciałabym móc zobaczyć kiedyś na żywo. Jednakowoż to nie wystarczy bym zachwycała się całą produkcją i była w stanie polecać ją każdemu bez względu na wszystko.
     Gra aktorska była według mnie równie mocno przeciętna jak i sama historia. Nikt nie wyróżniał się własnymi umiejętnościami czy wybitnym odtworzeniem swojej roli. Było po prostu względnie dobrze, lecz nic mnie nie zachwyciło. Nie widziałam tylu emocji, które mogłabym współodczuwać wraz z ich postaciami a pomogły by bardziej się z nimi zżyć. Było po prostu do bólu mdło i nijako.
     "Toskania" to film, który poza przepięknymi widokami kojącymi zszargane nerwy nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Podczas seansu ja raczej się wynudziłam, aniżeli z zapartym tchem śledziłam akcję, gdyż jej prawie w ogóle nie było. Jeśli macie nadprogramowe wolne półtorej godziny to polecam, jednak według mnie można lepiej spożytkować ten czas.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

'Brzydka prawda' (The Ugly Truth, 2009) - film

 
 
 
 
 
 
 
Stojąca przed romantycznymi wyzwaniami producentka porannego programu (Heigl) zostaje wplątana przez swojego szowinistycznego korespondenta (Butler), w serię oburzających eksperymentów. Mężczyzna chce udowodnić swoje teorie na temat związków i pomóc jej odnaleźć miłość. Jego błyskotliwe sztuczki, prowadzą jednak do nieoczekiwanych efektów.







     Potrzebowałam lżejszego oraz niezbyt zobowiązującego filmu, który umili mi wieczór po ciężkim dniu. Mój wybór padł na komedię romantyczną dostępną na Netflixie, czyli "Brzydką prawdę". Niestety ta historia, łagodnie rzecz ujmując, nie do końca przypadła mi do gustu. Ponownie utwierdzam się w przekonaniu, że ten gatunek filmowy, poza nielicznymi wyjątkami, nie jest jednak dla mnie.
     Abby to ambitna producentka porannego programu w telewizji, która nie do końca potrafi randkować. Gdy do jej zespołu trafia szowinistyczny korespondent Mike, tworzy się między nimi dość niecodzienna relacja. Mężczyzna postanawia udowodnić swoje racje i pomóc kobiecie odnaleźć miłość. Oboje nie przewidują jednak, że to między nimi może narodzić się coś więcej niż tylko wzajemna niechęć do siebie. Po tej produkcji nie oczekiwałam zbyt wiele, spodziewałam się wielu notorycznie powielanych schematów z gatunku, jakim jest komedia romantyczna, oraz mało zaskakującej akcji, lecz po prostu potrzebowałam czegoś na rozluźnienie. I faktycznie nie ma tu zbyt wiele absorbującej widza treści, a poruszane wątki były dość nijakie i ogromnie przewidywalne. Część z nich była wręcz żenująca, przez co ciężko mi się oglądało to co dzieje się na ekranie. Pomimo, że nie potrzebowałam czegoś nad wyraz ambitnego, a raczej czegoś odmóżdżającego, i tak czuję się nieco rozczarowana tym co tu dostałam. Przyjemności z seansu niestety nie miałam zbyt wiele, a sama historia jest tak absurdalna i nijaka, że wątpię aby pozostała w mojej pamięci na długo.
     Gra aktorska też nie zrobiła na mnie aż takiego dobrego wrażenia, jak bym się spodziewała po obsadzie. Przez większą część seansu miałam wrażenie, jakby występujący tu aktorzy grali od niechcenia, by tylko wykonać swoją robotę i móc jak najszybciej o niej zapomnieć. Nie widziałam tu tych emocji, które targały bohaterami a mogłyby być współodczuwane przez widza. Osobiście jestem nieco zaskoczona aż tak niskim poziomem, gdyż dobór aktorów wydawał mi się być obiecujący.
     "Brzydka prawda" to według mnie niestety dość przeciętny film o którym prawdopodobnie bardzo szybko zapomnę. Zostałam tym tytułem utwierdzona w przekonaniu, że komedie romantyczne to gatunek całkowicie nie dla mnie i nie do końca jest sens w moim przypadku by się nimi katować. Możliwe, że znajdą się fani tej produkcji, jednak ja do nich nie należę.
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 30 lipca 2022

'Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy' (Hello, Goodbye and Everything in Between, 2022) - film

 






Clare (Talia Ryder) i Aidan (Jordan Fisher) ustalili, że się rozstaną przed pójściem na studia. Podczas swojej ostatniej randki wracają do miejsc i wydarzeń ważnych dla ich związku - pierwszego spotkania, pierwszego pocałunku i pierwszej kłótni. Niezwykły wieczór sprawia, że zaczynają się zastanawiać, czy ich licealna miłość ma szansę przetrwać.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
     Ostatnio dość często w polecanych filmach na Netflixie wyskakiwał mi właśnie tytuł "Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy". Choć nie słyszałam zbyt wielu pozytywnych opinii o tej produkcji, a jej ocena na filmwebie nie była aż tak wysoka, to i tak mając wolny wieczór postanowiłam dać jej szansę z nadzieją, że może będzie to moje zaskoczenie roku. Niestety było dość przeciętnie i żadnych zachwytów nad przedstawioną tu historią z mojej strony nie ma i ich tu raczej nie znajdziecie.
     Clare i Aidan już od początku swojego związku wiedzą kiedy on się zakończy. Ustalają między sobą, że po ostatniej klasie liceum, a tuż przed pójściem na studia się ze sobą rozstaną. Nie przewidzieli jednak siły uczucia, które się miedzy nimi narodzi, więc chłopak stara się przekonać dziewczynę, że ta ich licealna miłość ma szansę przetrwać. Początkowo koncepcja fabuły tego filmu wydawała mi się intrygująca, lecz im dłużej go oglądałam tym bardziej przeciętnie i nijako się robiło. Już od samego początku widać do czego to wszystko zmierza, nie było żadnych zaskakujących zwrotów akcji, które by zapierały dech w piersi u widza czy wywarły na nim ogromne wrażenie. Mam wrażenie, że ponownie trafiłam na historię, co prawda miłą i uroczą, lecz kompletnie nie zapadającą w pamięci. Wątpię abym za miesiąc była w stanie powiedzieć o filmie coś więcej niż tylko wspomnieć o samym tytule.
     Gra aktorska to kolejna, też niezbyt mocna strona tej produkcji. Mam wrażenie, że się powtórzę ale również pod tym względem było tu stosunkowo przeciętnie i dość nijako. Żaden z występujących tu aktorów nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, żebym czuła potrzebę w zobaczeniu go w innej roli. Nie widziałam tych wielorakich emocji oraz uczuć targających ich bohaterami a które mogłabym z nimi współodczuwać. Było po prostu do bólu poprawnie, aktorzy wykonali względnie dobrze swoją pracę, lecz nie było tego zachwytu z mojej strony nad ich ogromnymi umiejętnościami.
     "Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy" to, choć pod pewnymi względami uroczy, film, to jednak nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Nie znalazłam tu nic co mogłoby zrobić na mnie ogromnie pozytywne i niezapomniane wrażenie. Nie mniej jednak całkiem miło spędziłam czas podczas seansu i byłam w stanie nieco się odprężyć oraz zapomnieć o własnych problemach. Decyzję czy macie ochotę poświęcić swój czas na ten film pozostawiam Wam.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 24 lipca 2022

'Jennifer Lopez: Halftime' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
Dokument "Jennifer Lopez: Halftime" – wstęp do drugiej połowy życia artystki – to doskonała okazja, aby przyjrzeć się z bliska determinacji, która stoi za osiągnięciami Jennifer Lopez. Jennifer szczerze opowiada o tym, jaką przemianę przeszła jako Latynoska, matka, artystka i menedżerka, która chce wykorzystać swoją popularność dla dobra innych.







     Spotkałam się kilka razy z opiniami, że słuchanie muzyki Jennifer Lopez to "przypał" czy "bezguście". Może nie jestem znawcą muzyki, czy szeroko pojętej kultury, jednak ja nie mam problemu z twórczością tej artystki. Mam nawet kilka jej piosenek na swoich playlistach na Spotify i obejrzałam kilka filmów z jej udziałem. Byłam ogromnie ciekawa dokumentu na jej temat pt. "Jennifer Lopez: Haltime" i mając wolny wieczór zabrałam się za oglądanie. Niestety czuję pewien niedosyt po seansie.
     W tej produkcji mamy przedstawioną historię twórczości, a raczej jedynie części dorobku, gwiazdy, czyli Jennifer Lopez. Sporo czasu zostało tu poświęcone filmowi w którym miała znaczny swój udział, czyli "Ślicznotki", jak i emocjom mu towarzyszącym, oraz jej występowi z Shakirą na Super Bowl. Znalazło się tu również całkiem dużo scen z przygotowań, treningów do występów, więc osoby pasjonujące się tańcem mogą być zachwycone. Dla mnie jednak w tym filmie o Jennifer Lopez było za mało samej artystki i jej przemyśleń, uczuć czy emocji. Choć jest tu trochę jej wypowiedzi, to jednak zabrakło mi postawienia większego nacisku na nią samą. Nie jest to pomimo wszystko zła produkcja, lecz ja chyba po prostu spodziewałam się nieco innej treści, niż ta którą faktycznie dostajemy. Samej gry aktorskiej nie zamierzam w tym przypadku oceniać, gdyż mamy tu ujęcia z życia, które nie były całkowicie ustawiane (przynajmniej w dużej mierze) pod tę produkcję. Nie mniej jednak całość wypadła całkiem zgrabnie i przyjemnie dla oka i można było dowiedzieć się czegoś nowego o tej artystce.
     "Jennifer Lopez: Halftime" to film, który obejrzałam z wielką przyjemnością, pomimo, że było tu kilka aspektów z którymi nieco się rozminęłam. Jeśli jesteście fanami tej artystki to może i Wam oglądanie tego dokumentu sprawi radość. Nie jestem jednak pewna na jak długo pozostanie on w mojej pamięci i czy pod koniec roku w ogóle będę pamiętać, że go widziałam.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 21 lipca 2022

'Perfekcyjne połączenie' (A Perfect Pairing, 2022) - film

 
Lola (Victoria Justice), energiczna importerka win z Los Angeles, rzuca pracę w nadziei na założenie własnej firmy winiarskiej i z zapałem rezerwuje bilet do odległej części Australii, aby zdobyć pierwszego klienta, Vaughn Family Wines. Niestety, rodzina Vaughnów nie jest zainteresowana robieniem interesów z raczkującą firemką. Lola nie daje za wygraną i postanawia zatrudnić się na owczej farmie Vaughnów. Z początku Lola nie wydaje się stworzona do ciężkiej roboty — naprawianie płotów i zaganianie owiec to zdecydowanie nie jej bajka. Jednak wkrótce zaprzyjaźnia się z czarującym zarządcą farmy, Maxem (Adam Demos), który wprowadza ją w tajniki tej pracy. W miarę jak coraz lepiej się poznają, Lola odkrywa, że Australia wniosła w jej życie o wiele więcej niż tylko zamiłowanie do pracy i nowo odkryte uczucie do Maxa. Czy jego sekrety staną na przeszkodzie jej romantycznym planom?



     Poszukując relaksującego filmu, który choć na chwilę odgoni ode mnie złe myśli kłębiące się w mojej głowie natrafiłam na tytuł "Perfekcyjne połączenie" dostępny na Netflixie. Pomimo, że nie przepadam za komediami romantycznymi to jednak postanowiłam dać szansę tę produkcji, mając nadzieję, że nie będzie tak źle. W tym przypadku faktycznie nie było tragedii, a nawet mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest to jeden z lepszych filmów w tym gatunku jaki w ostatnich miesiącach widziałam! Może tak działa magia letnich miesięcy, ewentualnie wina ;).
     Lola, to odnosząca sukcesy importerka win, mająca okropnego szefa. Pod wpływem emocji postanawia w końcu rzucić pracę w korporacji, założyć własną firmę związaną z winami, a jako pierwszego klienta zdobyć uznaną firmę z Australii - Vaughn Family Wines. Jednak by to zrobić, musi przelecieć wiele kilometrów z Los Angeles do siedziby interesującej ją firmy, do innego kraju, gdzie na miejscu poznaje zabójczo przystojnego mężczyznę... Nie oszukujmy się, po samym opisie tego filmu, czy to ze strony filmweb, czy to mojego, łatwo domyślić się zakończenia tej historii. Nie mniej jednak był tutaj hipnotyczny klimat, dzięki któremu odbiór całości był całkiem znośny. Całe szczęście nie znalazłam tu irytującego mnie motywu, czyli szarej myszki ślepo zapatrzonej w mężczyznę i marzącej tylko o tym by wreszcie obiekt westchnień ją zauważył. W tym przypadku mamy do czynienia z silną kobietą, która wie czego chce i stara się spełnić własne marzenia, nawet jeśli oznacza to wykazanie się w wyjątkowo trudnych i paskudnych warunkach. Dodatkowo widzimy rozwijającą się relację między dwojgiem głównych bohaterów, a nie jedynie wzdychanie i maślane oczka. Co prawda pojawiają się tu inne schematy dobrze znane z komedii romantycznych, jednak zostały według mnie całkiem nieźle ograne i nie irytowały w trakcie seansu aż tak bardzo jak się bym mogła tego spodziewać.
     Gra aktorska niestety nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia. Niestety jedyne co mogę napisać to to, że było po prostu poprawnie i dość neutralnie. Co prawda nie było aż tak wiele nienaturalnych momentów, które zraziłyby mnie już na samym początku, lecz z drugiej strony nie było tego zachwytu umiejętnościami, przez który poczułabym potrzebę zobaczenia tych aktorów w innych produkcjach. Było ok, lecz szaleńczej miłości czy innych pozytywnych uczuć z mojej strony tu nie ma.
     "Perfekcyjne połączenie" to całkiem miła komedia romantyczna, która choć nie jest pozbawiona wad, nie wywołała we mnie zbyt wielu negatywnych odruchów. O dziwo względnie miło spędziłam wolny wieczór podczas seansu, pomimo, że ten gatunek nie należy do moich ulubionych. Jeśli podejdzie się do tego tytułu bez większych oczekiwań, tylko czysta rozrywka, można naprawdę nieźle się bawić w trakcie jego oglądania, czy to samemu, czy w towarzystwie.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 18 lipca 2022

'Co w duszy gra' (Soul, 2020) - film

 
 
 
 
Joe Gardner, nauczyciel muzyki w szkole, dostaje życiową szansę, aby zagrać w najlepszym jazzowym klubie w mieście. Ale jeden nieostrożny krok sprawia, że prosto z nowojorskiej ulicy dostaje się w Przedświaty - niezwykłe miejsce, gdzie nowe dusze, zanim zejdą na Ziemię, otrzymują osobowość, dziwactwa i pasje. Zdeterminowany, żeby odzyskać swoje życie, Joe zaprzyjaźnia się z młodą duszą - 22, która nie rozumie, dlaczego doświadczenie bycia człowiekiem jest aż tak pociągające. Podczas, gdy Joe stara się przekonać 22, że życie jest wspaniałe, sam znajduje odpowiedzi na najważniejsze pytania.
 




     Przeglądając listę dostępnych animacji na Disney Plus natrafiłam na tytuł "Co w duszy gra". O dziwo nie słyszałam wcześniej o tej produkcji, jednak postanowiłam dać jej szansę, gdyż opis wydał mi się interesujący. Cieszę się, że zdecydowałam się na jej obejrzenie - ona jest naprawdę genialna!
     Joe Gardner to niedoceniany nauczyciel muzyki w szkole. Jednak pewnego dnia dostaje swoją życiową szansę i ma zagrać koncert u boku swojej idolki. Niestety podczas stawiania jednego nieostrożnego kroku na jednej z nowojorskich ulic trafia w Zaświaty, gdzie zachodzi ogromna pomyłka. Poznaje tam młodą duszę - 22, którą próbuje przekonać, że życie jest piękne, jednocześnie samemu poznając odpowiedzi na pewne ważne pytania. Moim zdaniem jest to przepiękna i jednocześnie w nienachalny sposób refleksyjna historia, która potrafi poruszyć w widzu jego czułe struny. Humor według mnie na naprawdę dobrym poziomie i było wiele momentów gdy uśmiech nie chciał zejść z mojej twarzy. Z drugiej strony nie obyło się bez chwil kiedy łzy kręciły się w oczach i płynęły ciurkiem policzkami. Podczas seansu targało mną tak wiele przeróżnych, czasem całkowicie ze sobą sprzecznych, uczuć i emocji, które sprawiły, że ta historia pozostanie ze mną na długo. Mam wrażenie, że będzie ona odpowiednia zarówno dla tych trochę młodszych jak i nieco starszych odbiorców i każdy z niej coś wyniesie, może coś zgoła innego, lecz na pewno nie przejdzie bez echa. Samo wykonanie tej produkcji również przypadło mi do gustu, a polski dubbing nie taki straszny jak go malują - ja tutaj nie miałam z nim żadnego problemu i nie miałam ochoty przełączać się od razu na napisy.
     "Co w duszy gra" to moim zdaniem naprawdę przepiękna animacja, którą warto obejrzeć. Dla mnie jest to kolejny tytuł, który chciałabym w przyszłości ponownie obejrzeć i mam nadzieję, że będę w stanie czerpać taką samą przyjemność z seansu jak za pierwszym razem. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco polecam jej nadrobienie! Gwarantuję, że będziecie zadowoleni.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 15 lipca 2022

'To nie wypanda' (Turning Red, 2022) - film

 
 
 
 
 
W filmie Disneya i Pixara pt. „To nie wypanda” poznajemy Mei Lee, pewną siebie trzynastolatkę, szkolną kujonkę i idealną, nie sprawiającą kłopotów córkę. Jednak czas dojrzewania zmieni dotychczas uporządkowany świat dziewczyny w totalny chaos. Jej nadopiekuńcza, by nie powiedzieć natrętna, mama Ming nie odstępuje jej na krok, co tylko pogłębia frustrację nastolatki. A jakby tego było mało, za każdym razem, gdy Mei odczuwa silne emocje (czyli praktycznie ZAWSZE), zmienia się w ogromną… pandkę rudą!







     Animacja pt. "To nie wypanda" to kolejna produkcja którą zdecydowałam się obejrzeć z oferty Disney Plus. Wobec tego tytułu nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, gdyż wcześniej nic o nim nie słyszałam, czy to pozytywnego czy negatywnego. Miałam jedynie nadzieję na miło spędzony czas i dobrą rozrywkę. Niestety mam dość mieszane odczucia wobec tej historii...
     Mei Lee to trzynastoletnia dziewczyna w której buzują hormony. Gdy pewnego dnia okazuje się, że pod wpływem silnych emocji zmienia się w pandę rudą, jest przerażona. Wraz ze swoimi bliskimi osobami stara się z tym poradzić i jednocześnie zaradzić niekontrolowanym przemianom. Niestety ta historia aż tak bardzo mnie nie porwała ani nie wciągnęła od pierwszej minuty. Mamy tu przedstawione problemy dorastania oraz różne odcienie relacji rodzinnych w tym trudnym okresie, lecz sposób ich ukazania nie do końca mnie przekonuje. Podczas seansu odniosłam pewne wrażenie, że niektóre ważne aspekty zostały potraktowane po macoszemu. Nie do końca również sprawdzi się ta historia dla każdego. O ile niektóre animacje zachwycą zarówno tych młodszych jak i starszych, tak w tym przypadku nie do końca jestem w stanie określić przedział wiekowy, dla jakiego jest ona skierowana. Ja się niestety nieco wynudziłam oglądając tę produkcję i nie mam ochoty do niej powracać.
     "To nie wypanda" to według mnie dość przeciętna animacja, która nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Nie jest to na pewno produkcja, którą będę polecać wszystkim dookoła, bez względu na wszystko. Ja jestem nieco rozczarowana tym co tu dostałam i wątpię abym w przyszłości ponownie miała ochotę ją obejrzeć.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 11 lipca 2022

'Nasze magiczne Encanto' (Encanto, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
„Nasze magiczne Encanto” opowiada historię niezwykłej rodziny Madrigal. Ich pełen magii dom znajduje się w tętniącym życiem mieście - w cudownym i urokliwym miejscu zwanym Encanto, ukrytym w górach Kolumbii. Magia Encanto sprawiła, że każde dziecko w rodzinie posiada wyjątkową moc uzdrawiania, z wyjątkiem Mirabel. Kiedy magia otaczająca Encanto jest w niebezpieczeństwie, Mirabel odkrywa, że to właśnie ona, jako jedyna zwyczajna osoba w tej wyjątkowej rodzinie, może być jej ostatnią nadzieją.






     Pomimo, że mam już skończone prawie trzydzieści dwa lata (w grudniu będzie ;)) to jednak nadal uwielbiam oglądać dobrze zrealizowane i emocjonujące animacje. "Nasze magiczne Encanto" to kolejna produkcja Disneya, którą miałam w planach, jednak z różnych względów niestety nie obejrzałam jej w kinie. Całe szczęście ostatnio mogłam ją wreszcie obejrzeć w zaciszu domowym pod kocykiem i herbatą w ręku, w dogodnych dla mnie warunkach. Jest to kolejny tytuł, który zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na ten seans.
     Rodzina Madrigal jest obdarzana niezwykłym darem. Każdy członek rodziny ma szczególną moc, która może przydać się społeczności w której żyją. Niestety Mirabel jako jedyna nie dostała w dzieciństwie swoich magicznych mocy, przez co czuje się mało wyjątkowa w tak niepowtarzalnej rodzinie. Jednak przecząc wszystkim znanym całej rodzinie przekonaniom wyłącznie ona może scalić całą familię w krytycznym momencie, by wreszcie każdy członek był w stanie szczęśliwie prowadzić swoje życie, zarówno osobno jak i wśród całej społeczności. Według mnie pod tą z pozoru błahą historią kryje się wiele emocji oraz nienachalnych mądrości (pomimo, że naprawdę nie lubię używać tego słowa przy animacjach to chyba idealnie trafia ono w to co chcę przekazać), które trafią zarówno do tych młodszych jak i starszych widzów. Ja podczas oglądania tej animacji bawiłam się świetnie, często parskałam śmiechem choć i niejednokrotnie zakręciła się łza w oczach. Przypuszczam, że ze względu na ten ładunek emocjonalny podczas pierwszego seansu historia pozostanie ze mną na długo. Z drugiej strony z wielką chęcią obejrzę tę produkcję, tym razem w towarzystwie, raz jeszcze, zarówno wśród tych znajomych bezdzietnych dorosłych, jak i tych posiadających swoje pociechy, dla samej rozrywki oraz by przekonać się czy moje przekonania dotyczące tego, że trafi ona do każdego, bez względu na wiek, są słuszne. Polski dubbing w tej animacji był dla mnie ok, nie drażnił i nie powodował chęci przełączenia się po kilku pierwszych minutach na napisy, tak jak to miało miejsce np. przy "Cruelli". Również sama realizacja według mnie jest bardzo dobra, choć podczas seansu nie doszukiwałam się bezceremonialnie błędów, tylko czerpałam radość z samego oglądania.
     "Nasze magiczne Encanto" jest naprawdę magiczną animacją, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Emocje towarzyszące mi podczas seansu na pewno pozostaną ze mną na długo i mam nadzieję, że każde kolejne obejrzenie tego tytułu będzie dla mnie równie angażujące oraz emocjonujące. Ze swojej strony gorąco polecam!
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 7 lipca 2022

'Love & Gelato' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Przygody i perypetie Liny, młodej Amerykanki, która szuka siebie i swoich korzeni w słonecznym Rzymie — plus oczywiście mnóstwo włoskich lodów. 











     Lipiec, sezon urlopowy w pełni, a ja potrzebowałam przyjemnego, lekkiego i niezobowiązującego filmu, dzięki któremu, choć na chwilę poczuję wakacyjny klimat. Decydując się na "Love & Gelato" miałam nadzieję, że to właśnie dostanę. Po części się tak stało, jednak nadal mam spory niedosyt...
     Lina po śmierci matki wyjeżdża do Włoch, by odszukać swoje ja i własne korzenie. Pomimo smutku i trudów w odnalezieniu swojego ojca na jej drodze w słonecznym Rzymie staje dwóch przystojnych kawalerów... Pomimo, że nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej historii, to jednak czuję się nieco rozczarowana tym co tu dostałam. Zapowiadało się naprawdę dobrze, lecz im dalej brnęłam tym czułam się coraz bardziej znużona. Banał gonił banał, popędzany banałem, a zakończenie było ogromnie przewidywalne. Na duży plus według mnie natomiast są widoki i ogólnie sceneria w jakiej rozgrywały się wydarzenia. Pod tym względem było przynajmniej na czym zawiesić wakacyjnie oko. Jednak gdyby nie fakt, że oglądałam ten film podczas własnego urlopu i potrzebowałam czegoś całkowicie lekkiego, moje odczucia po seansie na pewno byłyby jeszcze bardziej negatywne.
     Gra aktorska była według mnie dość przeciętna i względnie nijaka w swojej prostocie. Żaden z aktorów nie zrobił na mnie aż tak ogromnego wrażenia swoją postacią i nie czuję potrzeby poszukiwania żadnego z nich w innych produkcjach. Nie było źle, lecz z drugiej strony obyło się bez szału. Odniosłam wrażenie, że po prostu zrobili swoje, czyli to co po prostu mieli zrobić, bez większych emocji, które by mogły pozostać również z widzem jeszcze na długo po zakończeniu seansu.
     "Love & Gelato" to film, który można obejrzeć w wakacyjny dzień, gdy nie ma się jakichkolwiek oczekiwań co do historii. Na pewno nie pozostanie w mojej pamięci na długo, lecz jako umilacz czasu po ciężkim dniu czy po prostu coś 'brzęczącego' w tle może nadać się idealnie. Mi ze swojej strony ciężko polecić Wam z czystym sercem ten tytuł, choć odbiór tej historii prawdopodobnie zależy od tego jakie kto będzie miał oczekiwania.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 26 czerwca 2022

'Cruella' (2021) - film

 
 
 
Film opowiada o buntowniczych początkach jednego z najbardziej znanych i modnych kinowych złoczyńców, legendarnej Cruelli de Mon. Akcja "Cruelli" rozgrywa się w Londynie w latach 70. w trakcie punkrockowej rewolucji, opowiada historię Estelli, bystrej i kreatywnej dziewczyny, zdeterminowanej, by zyskać sławę dzięki swoim projektom. Zaprzyjaźnia się z parą młodych złodziei i razem żyją na londyńskich ulicach. Pewnego dnia talent Estelli do mody przyciąga wzrok baronowej von Hellman, legendy mody, granej przez dwukrotną zdobywczynię Oscara Emmę Thompson ("Howards End", "Rozważna i romantyczna"). Ich relacja wprawia w ruch bieg wydarzeń, które sprawią, że Estella przejdzie na nikczemną stronę i stanie się żądną zemsty Cruellą.



     Film pt. "Cruella" to kolejna produkcja na którą miałam ogromną ochotę, jednak było mi nie po drodze aby wybrać się na nią do kina. Wreszcie dzięki platformie Disney + mogłam ją obejrzeć w zaciszu domowym mając wolny wieczór i nie żałuję, że poświęciłam na nią swój wolny czas.
     W tej produkcji mamy ukazane początki Cruelli, jednej z najbardziej znanych kobiecych złych postaci w historii kina. Estella, per Cruella, to bardzo kreatywna dziewczyna, która nie miała łatwego dzieciństwa, a rozgłos uzyskała dzięki swoim niebanalnym kreacjom. Gdy na swojej drodze spotyka baronową von Hellman ich relacja doprowadza do wielu skandalicznych wydarzeń. Przyznam, że historia którą tu dostajemy, z pozoru banalna przypowieść o biednej dziewczynie, którą pała chęć zemsty, zrobiła na mnie ogromne wrażenie i daleko jej do tej banalności. Wywołała we mnie wiele przeróżnych emocji, które trzymały mnie jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Podczas oglądania zarówno pojawił się na mojej twarzy uśmiech jak i momentami zaszkliły oczy. Na pewno nie można odmówić tej produkcji angażujących widza wydarzeń, o których tak łatwo się nie zapomni. Muszę wspomnieć również o muzyce, która została według mnie idealnie dobrana do tego co tu dostajemy. Do tej pory słucham w słuchawkach niektórych piosenek. Pomimo tylu pozytywów była jedna rzecz, która strasznie mnie irytowała, a mianowicie polski dubbing, przez co musiałam zmienić w trakcie oglądania na polskie napisy. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostałe aspekty tej produkcji były naprawdę dobre, wręcz momentami genialne i miło spędziłam czas podczas seansu.
     Gra aktorska jest tu według mnie na bardzo wysokim poziomie. Ciężko było mi oderwać wzrok od tych tak genialnie wykreowanych bohaterów, których można kochać albo nienawidzić, lecz na pewno nie pozostaną oni nam obojętni. Po pokazie swoich umiejętności w tym filmie mam ochotę zobaczyć wszystkich występujących tu aktorów w kolejnych produkcjach! Mam nadzieję, że się nie zawiodę, gdyż poprzeczka jest w moim odczuciu ustawiona naprawdę wysoko.
     "Cruella" to film na który długo czekałam i całe szczęście się nie zawiodłam. Naprawdę dobrze spędziłam swój czas podczas seansu i nie uważam aby był on zmarnowany. Przypuszczam, że będzie to kolejny tytuł do którego chciałabym w przyszłości powrócić, pomimo tego, że znam już zakończenie. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu to gorąco Wam go polecam!
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 19 czerwca 2022

'Luca' (2021) - film

 
 
 
 
 
"Luca" to najnowsza animacja studia Disney/Pixar, której akcja rozgrywa się w pięknym nadmorskim miasteczku na Riwierze Włoskiej. Pełen niezwykłych przygód film opowiada o dorastaniu dwójki przyjaciół. Chłopcy wspólnie przeżywają niezapomniany letni czas, który upływa im na niekończących się przejażdżkach na skuterze i delektowaniu się lodami. Jednak ich beztroską zabawę może w każdej chwili zepsuć ujawnienie głęboko skrywanego sekretu. Obaj są potworami morskimi z innego świata znajdującego się tuż pod powierzchnią wody.





     Na animację "Luca" miałam już ochotę od dłuższego czasu, tylko nie miałam jakoś okazji jej jeszcze obejrzeć. Jednak gdy tylko pojawiła się możliwość od razu zabrałam się za oglądanie. Jestem oczarowana tym co tu dostałam i cieszę się, że wreszcie mogłam ją zobaczyć!
     Luca i Alberto można by rzec, że wiodą podwójne życie - to w wodzie i to na lądzie, jednak muszą ukrywać swoją morską tożsamość przed mieszkańcami miasteczka. Ciężko mi opisać w kilku słowach ogrom historii, którą tu dostajemy, by nie spłycić jej wydźwięku. Według mnie jest to przepiękna powieść o dorastaniu i przyjaźni, które mogą chwycić widza za serce. Znajdzie się tu również walka o to by móc pokazać swoją prawdziwą stronę bez bycia ocenianym przez innych. Ja jestem zachwycona tą historią oraz samym jej wykonaniem. W moim odczuciu jest ona idealna zarówno dla tych nieco młodszych jak i tych starszych widzów i nikt nie będzie czuć się znużony w trakcie seansu. Nie ma tu infantylności czy przerażającego moralizatorskiego tonu, który mógłby zniechęcać co dla mnie jest ogromnym plusem. Również humor z jakim tu się stykamy bardzo przypadł mi do gustu i wielokrotnie podczas oglądania tej animacji pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Polski dubbing też został idealnie zrealizowany i nie było ani jednej postaci, która by była nieodpowiednio dobrana.
     "Luca" to według mnie jedna z lepszych animacji z jakimi miałam styczność i nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na jej oglądanie. Z chęcią będę do niej w przyszłości powracać mając gorszy dzień, gdyż naprawdę potrafi ona poprawić nastrój i oderwać widza od szarej rzeczywistości. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco polecam jej nadrobienie!
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 14 czerwca 2022

'Moje wspaniałe życie' (2021) - film

 
 
 
 
 
Troskliwa córka, wyluzowana matka, lubiana nauczycielka, żona, z którą można konie kraść – Joanna – w każdej z tych ról wypada doskonale. I w żadnej z nich od dawna nie czuje się sobą. Dlatego prowadzi podwójne życie, ma tajemnicę, którą nie dzieli się z nikim. Bo gdyby ktoś się dowiedział, byłby to koniec wszystkiego, co w jej świecie wydaje się takie "wspaniałe". To historia kobiety, która nie chce być już grzeczną dziewczynką. Czy jednak wystarczy jej odwagi, by się zbuntować, zatrząść posadami małżeństwa, stracić reputację i sięgnąć po to, na czym naprawdę jej zależy?





     O filmie "Moje wspaniałe życie" mam wrażenie, że mówi się bardzo mało. Nie zetknęłam się z wieloma opiniami o tym tytule, czy to pozytywnymi czy też negatywnymi, jednak sam opis mnie na tyle zaintrygował, że postanowiłam dać mu szansę. Pomimo, że nie do końca wiedziałam czego mogę się tu spodziewać mam po seansie dość mieszane odczucia...
     Ciężko mi w kilku zdaniach nakreślić fabułę tak, by nie zdradzić Wam zbyt wiele. Chyba najlepiej oddaje ją opis, który można znaleźć na portalu filmweb i zamieściłam go powyżej. Według mnie ten film jest niestety dość... przeciętny. Oglądałam go z umiarkowanym zainteresowaniem, nie wywołał we mnie zbyt wielu emocji, które by trzymały mnie jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Z drugiej strony nie było ani jednego momentu abym miała ochotę go porzucić w trakcie i nie powracać już do tego tytułu. Niestety ta nijakość tej produkcji powoduje, że trudno mi coś o niej więcej napisać, gdyż sama nie wiem co więcej mogę o niej powiedzieć. Było po prostu przeciętnie i tyle.
     Gra aktorska to w moim odczuciu najmocniejszy atut tego filmu. Każda postać została idealnie obsadzona i ukazana, dzięki czemu można było odczuć ten trud życia z jakim musieli się mierzyć. Osobiście po tym filmie mam ochotę zobaczyć inne tytuły z udziałem Agaty Buzek czy też Jacka Braciaka i mam nadzieję, że będę miała ku temu niebawem okazję.
     "Moje wspaniałe życie" to film dość przeciętny i nie tak wspaniały jak można by się spodziewać po tytule. Niemniej jednak nie żałuję, że go obejrzałam, gdyż aktorsko było tu naprawdę dobrze. Jestem ciekawa jak Wy odebraliście tę produkcję i czy tylko ja nie byłam w stanie wynieść z niej aż tak dużo pozytywnych aspektów.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails