Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 sierpnia 2021

"Jak myśleć o sobie dobrze? O sztuce akceptacji i życiu bez lęku" Stefanie Stahl

 
Ile to już razy powtarzałeś, że chciałbyś być bardziej pewny siebie? To życzenie samo się nie spełni. Bo nic się nie zmieni bez twojego udziału!
Ludzie, którzy mają silne poczucie własnej wartości, w pozytywny sposób myślą o sobie i o innych. Są optymistami i otwarcie wyrażają swoje myśli i potrzeby. Nie boją się szczerości i krytyki. Cieszą się lepszym zdrowiem – zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Wysoka samoocena wpływa także na ich podejście do życia.
Stefanie Stahl, najsłynniejsza niemiecka psychoterapeutka, autorka bestselerowych książek "Odkryj swoje wewnętrzne dziecko" i "Kochaj najlepiej, jak potrafisz", jest pewna, że niska samoocena to nie dożywotni wyrok. Opisując sytuacje z życia wzięte, pozwala zrozumieć powielane latami zachowania i schematy, daje również receptę na to, jak myśleć o sobie dobrze.
Zaakceptuj siebie takim, jakim jesteś, i ciesz się szczęśliwym życiem bez lęku!
Opis książki
 
 
 
Autor: Stefanie Stahl
Tytuł oryginalny: Leben kann auch einfach sein! - So stärken Sie Ihr Selbstwertgefühl
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Miłkowska Sylwia, Książkiewicz Marta
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2020
Liczba stron: 320
 
 
 
     Ostatnio miałam dość dziwny czas, gdy dość mocno zapętlałam się we własnych myślach i negatywnym spojrzeniu na swoją osobę. Stwierdziłam, że to najlepszy czas by wreszcie sięgnąć po pozycję "Jak myśleć o sobie dobrze? O sztuce akceptacji i życiu bez lęku", która już od jakiegoś czasu czekała na swoją kolej na mojej półce. Przyznam, że oczekiwania miałam ogromne i całe szczęście się nie rozczarowałam.
     W tej pozycji mamy poruszony temat samoakceptacji i realne porady co możemy zrobić, by było nam z samym sobą lepiej. Całe szczęście nie ma tu pseudofilozoficznych rad kompletnie oderwanych od rzeczywistości a bardzo się tego obawiałam, że coś takiego tu znajdę. Znajdziemy tu raczej genezę tego co wpływa na naszą akceptację siebie, co może na taki stan wpływać i ewentualne rady jak sobie z tym poradzić i gdzie można szukać pomocy. Moim zdaniem, bardzo dobrze, że zostało zaznaczone to iż są sytuacje gdy trzeba poszukać pomocy wśród odpowiednio wykwalifikowanych osób, czyli psychologów czy psychiatrów bez wmawiania czytelnikowi, że samym pozytywnym myśleniem może zmienić swój świat. Niestety nadal przez niektórych takie podejście, że należy szukać pomocy, jest wyśmiewane, jednak dobrze, że coraz częściej mówi się o terapii i "normalizuje" dbanie o swoje zdrowie psychiczne. Mi osobiście bardzo pomogła ta pozycja w podjęciu niektórych decyzji i działań by móc polepszyć swoje mniemanie o sobie. Wiem, że czeka mnie długotrwały proces, lecz dała mi ta książka "kopa" by wreszcie zacząć coś robić w kierunku zmiany. Dzięki treści, którą tu znalazłam nieco usystematyzowałam sobie pewne aspekty w głowie i wiem w jakim kierunku powinnam postawić swoje pierwsze kroki.
     Styl autorki bardzo dobry w odbiorze. Moim zdaniem idealnie przedstawiła tu treść dając nieco teorii jak i przykładów z prawdziwego życia. Dla mnie właśnie coś takiego było potrzebne w momencie w którym się akurat znajdowałam i dzięki ludzkiemu podejściu do tematu byłam w stanie część tego co tu znalazłam wcielić w życie. Wydanie papierowe bardzo dobrze przygotowane i właściwie nie mam nic do zarzucenia - mam jedynie nadzieję, że mój egzemplarz przetrwa dość długo, gdyż zamierzam powracać do tej pozycji.
     "Jak myśleć o sobie dobrze? O sztuce akceptacji i życiu bez lęku" to według mnie bardzo dobry poradnik, z którego można wiele dla siebie wynieść. Co prawda nic nie zastąpi nam odpowiedniego wsparcia, jednak może dzięki tej pozycji, ktoś - tak jak ja, będzie w stanie zdecydować się wreszcie na podjęcie odpowiednich kroków, by faktycznie zacząć myśleć o sobie dobrze.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 9 lutego 2020

"W żywe oczy" JP Delaney



Spotkał ją. Uwierzył jej. Nie powinien.
Nawiąż rozmowę z wyznaczonym mężczyzną.
Nie bądź za szybko bezpośrednia.
To on musi złożyć propozycję, a nie na odwrót.
Zarejestruj całą rozmowę.
Claire kłamie zawodowo. Wydaje się, że jest stworzona do roli, w którą się wcieli. Na zlecenie firmy prawniczej specjalizującej się w sprawach rozwodowych ma demaskować niewiernych mężów i dostarczać niezbitych dowodów ich zdrady. To ona ma dyktować reguły gry.
Gdy "klientem" Claire zostaje interesujący profesor Patrick Fogler, stawka gwałtownie rośnie. W grze gęstej od mrocznego uwodzenia, manipulacji i niedopowiedzeń role zaczynają się niebezpiecznie odwracać...
Opis książki




Autor: JP Delaney 
Tytuł oryginalny: Believe Me 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Gralak Anna 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2001 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018 
Liczba stron: 424



     Swoje pierwsze spotkanie z twórczością autora miałam ponad dwa lata temu, gdy to sięgnęłam po "Lokatorkę". W okolicach premiery robiła ogromną furorę, choć ja przyznam, że ja po takim czasie nie pamiętam z tamtej książki zbyt wielu szczegółów. Postanowiłam jednak dać kolejną szansę autorowi i sięgnęłam po powieść "W żywe oczy". Niestety nie zrobiła ona na mnie aż tak dobrego wrażenia jak się spodziewałam...
     Claire studiuje aktorstwo oraz kłamie zawodowo... Po spotkaniu z jednym z 'klientów' jej życie zmienia się całkowicie. Choć nie spodziewała się tego, że jedna osoba może tak namieszać w jej codzienności, to jednak stara się żyć dalej. Po opisie tej powieści spodziewałam się czegoś intrygującego od czego nie będę w stanie się oderwać. Niestety dla mnie akcja ciągnęła się bardzo powoli, nie byłam w stanie zżyć się z bohaterami. Wiele razy miałam ochotę przerwać jej czytanie ale ciągle miałam nadzieję na mocne zakończenie... I tutaj był mój najmocniejszy zawód, gdyż dla mnie było ono bardzo nijakie. Napięcie nie było odpowiednio budowane przez całą książkę, a ostatnie sceny przyjęłam po prostu ze znudzeniem. Choć nie czytało mi się bardzo źle tego thrillera to jednak nie odnalazłam w nim niczego szczególnego, dzięki czemu treść mogłaby pozostać w mojej pamięci na dłużej. Ot po prostu czytałam by jakoś zabić swój czas podczas podróży.
     Bohaterowie zostali wykreowani bardzo przeciętnie. Będąc już kilka dni po lekturze nie jestem w stanie napisać o nich nic więcej. Pomimo, że w trakcie lektury nie miałam poczucia, że nie wiem o kim czytam w danym momencie to nikt nie zrobił na mnie aż tak mocnego wrażenia, bym mogła tu z kimkolwiek się zżyć podczas lektury. Ot po prostu ktoś musi pociągnąć tę historię by mogła trwać ona dalej...
     Styl autora - mam wrażenie, że jest na bardzo podobnym poziomie co w przypadku jego poprzedniej książki z którą miałam styczność. Po prostu ma lekkie pióro, jednak nie widzę znaczącej poprawy czy pogorszenia w jakości pisania, przynajmniej w stosunku do tego co mi już wcześniej zostało zaserwowane. Wydanie elektroniczne, które zakupiłam zostało bardzo dobrze przygotowane i idealnie współgrało z moim czytnikiem.
     "W żywe oczy" to niestety thriller psychologiczny, który mnie nie porwał. Byłam w stanie dostrzec kilka elementów, dzięki którym może ta pozycja spodobać się pewnej części czytelników, jednak dla mnie jest to jedna z wielu powieści, którą przeczytałam i bardzo szybko zapomnę... Jak na thriller psychologiczny było tu dla mnie za mało emocjonujących wydarzeń, które by wcisnęły czytelnika w fotel.
     Moja ocena: 5/10

poniedziałek, 17 czerwca 2019

"Wszystkie nasze obietnice" Colleen Hoover

Idealna miłość.
Nieidealni ludzie.
Quinn i Graham przysięgali sobie miłość, wierząc, że wspólnie poradzą sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Ma to upamiętniać szkatułka, którą Graham podarował ukochanej w dniu ślubu.
Przez kilka następnych lat wzajemne przyrzeczenia stają się źródłem rozczarowań. W życiu małżonków zaczyna królować rutyna, a marzenia o założeniu rodziny stają się nieosiągalne. Oddalający się od siebie Quinn i Graham zaczynają wątpić w sens swojego związku.
Przyszłość ich małżeństwa kryje się jednak w śladach z przeszłości zamkniętych w szkatułce – pod sekretami, błędami i niedopowiedzeniami...
Historia Quinn i Grahama rozpoczyna się w momencie, gdy oboje rozstają się ze swoimi partnerami. Czy taki los spotka również ich związek?
Colleen Hoover z dobrze znaną czytelniczkom szczerością i wnikliwością opisuje parę pogrążoną w kryzysie. I szuka odpowiedzi na pytanie: czy albo kiedy przestać walczyć o ocalenie małżeństwa, które przecież miało trwać wiecznie? 
Opis książki



Autor: Colleen Hoover 
Tytuł oryginalny: All Your Perfects 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Żak Aleksandra 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: romans 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2018
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 320



     Książki Colleen Hoover robią wśród czytelników furorę. Albo się kocha twórczość tej autorki albo nienawidzi. Bardzo rzadko jest coś pomiędzy. "Wszystkie nasze obietnice" jest już moim czwartym spotkaniem z jej książkami i miałam nadzieję, że wreszcie znajdę tu coś co mnie zachwyci, dostrzegę to w czym lubują się fani autorki. Niestety i tym razem mi się to nie udało...
     Quinn i Graham poznali się w dość trudnej dla siebie sytuacji - przyłapując swoich aktualnych partnerów na zdradzie w pokoju hotelowym. Jak przystało na romans relacja między nimi zaczęła się rozwijać w 'jedynym słusznym kierunku'. Mam wrażenie, że jest to kolejna pozycja pełna schematów, niczym nie zaskakująca czytelnika i nie wyróżniająca się z tłumu innych. Wątpię abym pod koniec roku pamiętała ją wystarczająco dobrze by móc przypomnieć sobie konkretne wątki z tej historii. Nie zmienia to faktu, że samą historię czytało mi się dobrze, choć nie wiem czy bym miała ochotę do niej powrócić i znów przeżywać wraz z bohaterami ich rozterki. Po prostu było poprawnie, czasem absurdalnie ale nie miałam poczucia, że całkowicie marnuje swój czas podczas lektury.
     Bohaterowie całkiem dobrze wykreowani lecz nie jakoś wybitnie bym się nimi zachwycała. Nie potrafiłam zżyć się z żadną z postaci, nie wywoływały one we mnie emocji - ani tych pozytywnych ani negatywnych. Potrafiłam zrozumieć jakie pobudki kierują nimi w danych sytuacjach ale nie byłam w stanie wczuć się i im na przykład współczuć czy cieszyć się razem z nimi z ich sukcesów.
     Styl autorki przyjemny w odbiorze. Jednak nie czuję znaczącej zmiany czy poprawy w jakości pisania. Mam wrażenie, że choć autorka poruszyła problemy trochę starszych osób niż dotychczas to nie potrafiła tego momentami odpowiednio oddać, traktując swoich bohaterów jak nastolatków. Wydanie elektroniczne przyzwoicie zrobione i było ono przyjemne dla oka na moim Kindlu.
     Mam mieszane odczucia co do tej pozycji. Nie było źle ale też się nie zachwyciłam. Mam wrażenie, że jestem w tej najmniej licznej grupie, na której książki Colleen Hoover nie robią takiego wrażenia. Przypuszczam, ze jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś jej pozycję ale nie jestem pewna jak szybko to nastąpi...
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 25 maja 2019

"I że cię nie opuszczę" Michelle Richmond



Zawsze odbieraj telefon od małżonka. 
Regularnie obdarowujcie się prezentami. 
Kilka razy w roku wyjedźcie gdzieś razem. 
Nikomu nie wspominajcie o Pakcie.
Alice i Jake to młode kochające się małżeństwo. Alice odnosi sukcesy jako prawniczka, Jake jest terapeutą i współwłaścicielem poradni psychologicznej. Przed nimi wspólne życie pełne planów. W prezencie ślubnym od prominentnego klienta Alice nowożeńcy otrzymują zaproszenie do elitarnego klubu dla małżeństw, który działa pod nazwą Pakt. Jego celem jest wspieranie par w staraniach o szczęśliwy i trwały związek. Nierozerwalny. Za wszelką cenę… Jak daleko się posuną, aby ochronić swoje małżeństwo? 
Opis książki





Autor: Michelle Richmond
Tytuł oryginalny: The Marriage Pact
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Smulewska-Dziadosz Maria
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2018
Liczba stron: 488



     Mam wrażenie, że o książce "I że cię nie opuszczę" było trochę głośno jedynie w okolicach jej premiery. Później temat jakoś trochę ucichł i nie widziałam zbyt wielu miejsc skąd rzucałaby mi się w oczy ta okładka. Jako, że dorwałam swego czasu ten tytuł w postaci e-booka w bardzo dobrej cenie, a podobno miał być to fenomenalny thriller psychologiczny, nie mogłam przejść obok niego obojętnie.
     Alice i Jake to zakochana w sobie po uszy para, szczęśliwe młode małżeństwo. Z okazji swojego ślubu dostali w prezencie tajemniczą skrzynkę i zaproszenie do elitarnego klubu, zwanego Paktem. Choć wydawało się to być dziwne, to zasady tam panujące nie były dla zakochanych czymś trudnym do przestrzegania. Przynajmniej początkowo... Przyznam się, że mam bardzo mieszane odczucia co do samej historii. Miała swoje dobre momenty, jednak im dalej w las to było coraz bardziej absurdalnie. Przypuszczam, że niektóre wydarzenia miały szokować, mrozić krew w żyłach. Mnie niestety doprowadzały często do znudzenia i zamyślenia czemu ja właściwie brnę dalej skoro coraz mniej mi się podoba... Nie określiłabym tej książki mianem thrillera, a na pewno nie psychologicznego. Nie mogę nazwać się znawcą gatunku, nie przeczytałam też aż tak wielu pozycji tego typu, jednak wiem, że bez problemu znajdzie się na rynku wiele lepiej wykreowanych i wciągających historii.
     Bohaterowie nie zrobili na mnie zbyt pozytywnego wrażenia. Podczas lektury było wiele momentów, gdy miałam ochotę potrząsnąć nimi i zmusić do racjonalnego myślenia. Niestety przez większość czasu niemiłosiernie mnie irytowali i nie byłam w stanie ich polubić. Jest to chyba jeden z nielicznych przypadków, gdy zastanawiałam się, czy nie wolałabym po prostu nijakich postaci o których szybko po lekturze zapomnę, zamiast tak absurdalnych zachowań i pobudek jakimi kierowały się dane postacie.
     Styl autorki w moim odczuciu przeciętny. Język jakim została napisana ta książka co prawda mnie od siebie nie odpychał, jednak nie mam się też czym za bardzo zachwycać. Ot po prostu poprawny sposób, niczym szczególnym nie wyróżniający się wśród innych autorów. Wydanie elektronicznie bardzo dobrze zrobione i idealnie współgrało z moim Kindlem. Chociaż jeden element o którym nie mogę napisać ani jednego złego słowa.
     Jestem rozczarowana tą pozycją. Według mnie nie jest to dobry thriller psychologiczny, a jedynie powieść dla zapchania czasu. Nie potrafiłam w pełni wciągnąć się w lekturę i zżyć z bohaterami, by z zapartym tchem śledzić ich dalsze losy. Skoro już zaczęłam ją czytać to po prostu skończyłam, ale powracać do tej książki nie zamierzam.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 25 września 2017

"7 razy dziś" Lauren Oliver


Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…
Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę…
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda? 
Opis książki





Autor: Lauren Oliver
Tytuł oryginalny: Before I Fall
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Borowski Mateusz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 384



     Zabierając się za "7 razy dziś" byłam nastawiona raczej na lekką młodzieżówkę, która zapewne niczym nowym mnie nie zaskoczy. Jednak pozory czasem mylą i możemy się pozytywnie zmienić swoje nastawienie co do danej książki czy gatunku. Tak było u mnie w tym przypadku - nie spodziewałam się tak dobrej historii.
     Sam Kingston przeżywa ten sam dzień kilka razy. Niby mamy siedem razy ten sam dzień, lecz główna bohaterka za każdym razem przeżywa go na inny sposób. To jak dziewczyna zmienia się pod wpływem tego co się dzieje jest pociągnięte w naprawdę intrygujący sposób. Nie spodziewałam się wiele a dostałam książkę z zaskakującą akcją i całkiem dobrym zakończeniem, które może jednak nie wszystkim się spodobać. Dla mnie jest to jedna z tych młodzieżówek, która faktycznie może wywołać tak zwanego "kaca książkowego".
     Bohaterowie całkiem dobrze wykreowani. Niektóre postacie mnie do bólu irytowały, inne zaś bardzo polubiłam. Co najważniejsze - wywołały one u mnie jakieś emocje i nie było masy nijakich bohaterów o których zapomnę tuż po skończeniu lektury. To jak chociażby główna bohaterka się zmienia, towarzyszące jej emocje mogą wpłynąć na czytelnika.
     Styl autorki całkiem przystępny i lekki w odbiorze. Dzięki sposobowi w jaki pisarka pociągnęła fabułę zatraciłam się bez reszty i czytałam tę pozycję kiedy tylko mogłam. Książkę miałam w wersji elektronicznej i moim zdaniem została ona przyzwoicie zrobiona. Nie mam żadnych zastrzeżeń akurat do tej formy, choć nie wiem jak wygląda wersja papierowa obawiam się, że miałabym kilka negatywnych odczuć :).
     Przyznaję, że bardzo pozytywnie zaskoczyłam się tą pozycją. Z wielką chęcią sięgnę po inne książki tej autorki, co może być niestety zgubne dla mojego portfela. "7 razy dziś" to dla mnie bardzo niepozorna powieść, która może wciągnąć niejednego czytelnika.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 19 sierpnia 2017

"Lokatorka" JP Delaney



Idealne mieszkanie.
Wymarzona lokatorka.
Doskonała zbrodnia.
Emma już nie mieszka przy Folger Street 1, na jej miejsce wprowadza się Jane. Obie lokatorki, obecna i była, są do siebie bardzo podobne: kolor włosów, rysy twarzy, pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Kobiety łączy coś jeszcze – enigmatyczna więź z właścicielem apartamentu. Jednak po pewnym czasie obok pożądania pojawia się niepewność i niepokój.
Co różni Emmę i Jane? Emma już nie żyje, Jane jeszcze tak. 
Opis książki






Autor: JP Delaney
Tytuł oryginalny: The Girl Before
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gądek Mariusz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 440



     "Lokatorka" to kolejny nowy hit na naszym polskim rynku wydawniczym. Niedawno pojawiło się wiele pozytywnych recenzji tej książki w dość krótkim czasie. Postanowiłam sama przekonać się o co tyle szumu i zaznajomić się z tą pozycją. Czy rzeczywiście ta książka jest warta tego całego zamieszania wokół niej?
     Emma oraz Jane to kobiety, które połączyło jedno mieszkanie z dość specyficznym właścicielem. Obie lokatorki wydają się dość do siebie podobne, lecz również wiele je różni. Głównie to, że Emma już nie żyje... Nie byłam pewna czego mogę się do końca spodziewać, a sam opis z tyłu książki całe szczęście nie zdradza zbyt wiele. Przyznaję, że akcja tej książki pozytywnie mnie zaskoczyła. Czasem mam tak, że to czym się tak wiele osób zachwyca ja niestety nie doceniam. W przypadku tej pozycji, pomimo tych czasem wątpliwych pozytywów, o dziwo bardzo miło spędziłam czas podczas lektury. Zakończenie tej powieści było dla mnie zaskakujące. Do prawie samego końca nie potrafiłam zgadnąć kto okazał się tym złym, choć pewnie Ci bardziej 'doświadczeni' czytelnicy by wpadli na to już wcześniej. To co dzieję się na kartach tej powieści wciągnęło mnie już od samego początku, a samą książkę odłożyłam dopiero jak przeczytałam ostatnie zdanie. Pod względem fabuły jestem bardzo na tak, choć były w niej pewne niedociągnięcia, o których nie będę się rozwodzić - były na tyle małe, że nie zamierzam się nakręcać.
     Bohaterowie niestety nie byli tak cudowni jak wciągająca treść książki. O ile część postaci była naprawdę ciekawie wykreowana tak niektórzy po prostu byli nudni i nijacy. Choć nie polubiłam głównej męskiej postaci, to był on dużo lepiej stworzony niż te kobiecie bohaterki. Jakoś były one takie mało wyraziste, że ciężko jest mi coś więcej o nich napisać. Pomimo intrygującej fabuły to chyba właśnie bohaterami jestem najbardziej zawiedziona.
     Styl autora bardzo przyjemny w odbiorze. Bardzo lekkim piórem pokierował całą akcją książki tak, że nie potrafiłam się od niej oderwać. Rzadko mi się to zdarza, ale przeczytałam tę pozycję w ciągu jednego dnia, prawie, że za jednym podejściem. Wydanie tej książki mam w postaci elektronicznej i nie mam tej formie nic do zarzucenia. Bardzo schludnie ułożona treść, dzięki czemu można było bez problemu zmieniać sobie styl czcionki jak i jej wielkość wedle własnego uznania na swoim sprzęcie.
     Książka "Lokatorka" jest moim zdaniem godna uwagi i warto ją przeczytać. Może nie zrobiła ona na mnie wielkiego efektu WOW i nie będę o niej myśleć całymi dniami i nocami, lecz nie żałuję, że ją przeczytałam. Spędziłam bardzo mile czas podczas lektury i jak na tak dość mocny marketing uważam tę pozycję za całkiem niezłą.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Bez winy" Mia Sheridan



 
Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los. Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie. Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?

Opis książki




 


Autor: Mia Sheridan
Tytuł oryginalny: Grayson's Vow
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Biernacka Matylda
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 384



     W zeszłym roku, również w okresie letnim, przeczytałam książkę "Bez słów" Mii Sheridan. Mam związane z nią dość miłe wspomnienia, a jako, że potrzebowałam niezobowiązującej lektury, sięgnęłam po kolejną pozycję tejże autorki, czyli "Bez winy". Wiele osób zachwalało tę powieść i miałam nadzieję, że również i ja się nie zawiodę. Tylko czy oby na pewno to było dobre założenie?
     Kira składa dość nietypową propozycję nowo poznanemu mężczyźnie. Aby dobrać się do pieniędzy po babci główna bohaterka musi wziąć ślub, a pewnym zrządzeniem losu na jej drodze staje nieziemski Grayson. I tak zaczyna się przygoda tej dwójki. Niestety już od pierwszych stron można przewidzieć jak zakończy się ta historia. Przeczytałam ją do końca jedynie z tego powodu, że miałam nadzieję, że jednak czymś mnie autorka zaskoczy. Jednak im dalej brnęłam w tę historię tym bardziej czułam w tej pozycji schemat komedii romantycznych, połączony z motywem "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Całe szczęście nie było żadnej przygryzanej wargi ani fikającej wewnętrznej bogini, jednak bohaterowie, którzy mają swoje mroczne tajemnice, wiele razy dochodzi między nimi do zbliżenia i ciągle się ze sobą rozstają i znów schodzą? Ba nawet zdrobnienie męskiego imienia brzmiało "Gray". Czy to nie brzmi jakoś tak... znajomo? Lektura jest lekka i szybko można ją przeczytać. Jako wakacyjna powieść, która uprzyjemni nam czas podczas upałów jest ok, jednak jeśli spodziewamy się czegoś więcej to możemy się ogromnie rozczarować.
     Bohaterowie niestety mnie niczym nowym nie zaskoczyli. Moim zdaniem zostali przedstawieni dość schematycznie jak to bywa w przypadku romansów. Piękny i czarujący on, mogący mieć w swoim łóżku każdą, a ona szara myszka, nie mająca zbyt wielkiego doświadczenia. Postacie nie wywołały we mnie żadnych emocji, wątpię abym zapamiętała na dłużej nawet ich imiona. Czasami chyba już wole irytujących bohaterów, o których mogę jednak powiedzieć coś więcej, aniżeli takie kluchy, które po prostu są.
     Styl autorki bardzo podobny z tym, który możemy dostać już w innej jej książce o której wspomniałam we wstępie. Dzięki lekkiemu językowi jakim została napisana ta powieść można w dość szybki sposób przebrnąć przez treść. Jedynie co mnie denerwowało podczas lektury to forma jednego czasownika, która ciągle się pojawiała - "otwarła" zamiast "otworzyła". Bardzo możliwe, że oba wyrażenia są poprawne, jednak to pierwsze mnie jakoś osobiście mocno irytuje. Jednak chyba jest to kwestia tłumacza a nie samej autorki.
     Wydanie jakie mam u siebie to wydanie elektroniczne. Muszę przyznać, że ludzie odpowiedzialni za tę formę spisali się bardzo dobrze i nie było z plikiem żadnych problemów na moim sprzęcie. Jedyne na co muszę popsioczyć to okładka, a właściwie facet znajdujący się na niej. Ta twarz tak bardzo mi nie pasuje do głównego bohatera, że gdybym miała tę książkę w formie papierowej to chyba bym czepiała się o to jeszcze bardziej ;).
     Po lekturze tej powieści czuję się w pewien sposób oszukana. Pierwszą książkę tej autorki wspominam dość dobrze, natomiast ta, "Bez winy", nie dorasta tamtej do pięt. Jeszcze spotkałam się z tyloma pozytywnymi opiniami, że spodziewałam się naprawdę rewelacyjnej historii. Niby aż tak tragicznie nie było, choć miałam ochotę na coś lepszego.
     Moja ocena: 4/10.

piątek, 7 lipca 2017

"November 9" Colleen Hoover





9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii – tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon… 
Opis książki






Autor: Colleen Hoover
Tytuł oryginalny: November 9
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Grzegorzewski Piotr
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 320



     Czytałam wiele pozytywnych opinii o książkach Colleen Hoover. Już nawet jakiś czas temu zakupiłam właśnie tę pozycję - "November 9" - w postaci e-booka aby przekonać się czym tak wiele osób się zachwyca. Wreszcie nadszedł ten dzień i zapoznałam się z tą historią. Czy podzielam entuzjazm tak wielu czytelników?
     Historia Fallon i Bena na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo złożona, z wieloma zaskakującymi wydarzeniami, które możemy śledzić z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Znajdziemy tutaj wiele wątków, które mogą niektórych czytelników wprawić w osłupienie, przerażenie czy wywołać jeszcze wiele innych emocji. Ciężko mi jest w kilku słowach streścić fabułę tej książki, gdyż o jedno słowo za dużo może już być zbyt dużym spojlerem dla osób, które jeszcze nie znają jej treści. Osobiście zawiodłam się tą pozycją, gdyż odczułam zbyt duże podobieństwo do komedii romantycznych, za którymi nie przepadam. Musiało być oczywiście wiele perypetii między głównymi bohaterami, usilnie próbujących grać na emocjach czytelnika. Miałam wrażenie, że było również wiele pseudofilozoficznych przemyśleń, na które jestem chyba już trochę za stara.
     Bohaterowie w tej pozycji według mnie byli bardzo irytujący oraz infantylni. Niby z każdym rokiem powinni być coraz bardziej doświadczeni oraz doroślejsi a miałam wrażenie jakby cofali się mentalnie. Z roku na rok zachowywali się coraz bardziej absurdalnie, facet zachowywał się momentami całkowicie zarozumiale a Fallon? Jej fochy doprowadzały mnie do szewskiej pasji i gdyby nie fakt, że czytałam tę powieść na czytniku, rzuciłabym tą książką w kąt.
     Styl autorki to chyba jeden z lepszych aspektów tej pozycji. Był on wystarczająco lekki, dzięki czemu można w miarę szybko przebrnąć przez treść. Niestety te wstawki z filozoficznymi przemyśleniami pisarki nie do końca przypadły mi do gustu. Całe szczęście książkę kupiłam w formie elektronicznej i nie zajmuje ona miejsca na moim regale. Samo wydanie mobi bardzo na plus. Zrobione zostało ono estetycznie, dzięki czemu można było sobie dopasowywać według własnych potrzeb na swoim sprzęcie.
     Nie jestem zbyt zadowolona z tej powieści. Po tylu zachwytach nad twórczością autorki myślałam, że znajdę tutaj bardzo dobrą historię, którą zapamiętam na długo. Niestety czuję się w pewien sposób oszukana. Według mnie jest to lekka historyjka idealna na plażę, jednak nie pozostanie ona w mojej pamięci i nie zamierzam do niej powracać.
     Moja ocena: 4/10.
Related Posts with Thumbnails