Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sci-Fi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sci-Fi. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 kwietnia 2022

'Między życiem a śmiercią' (The In Between, 2022) - film

 
 
"Między życiem a śmiercią" to opowieść o miłości i zjawiskach nadprzyrodzonych. Jej główną bohaterką jest nastoletnia Tessa (Joey King), która przez całe dzieciństwo była odsyłana z jednej rodziny zastępczej do drugiej i przestała wierzyć, że zasługuje na miłość. Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem spotyka Skylara (Kyle Allen), ucznia ostatniej klasy liceum z sąsiedniego miasta i prawdziwego romantyka. Gdy serce Tessy zaczyna w końcu bić szybciej, chłopak ginie w wypadku samochodowym. Szukając odpowiedzi po tej tragedii, dziewczyna zaczyna podejrzewać, że Skylar próbuje się z nią skomunikować z zaświatów. Z pomocą przyjaciółki Tessa, która w końcu uwierzyła, że miłość nigdy nie umiera, próbuje raz jeszcze skontaktować się ze Skylarem, aby napisać epickie zakończenie ich miłosnej historii.



     Film pt. "Między życiem a śmiercią" robi furorę wśród pewnej grupy moich znajomych, więc postanowiłam sprawdzić czy również ja będę w stanie go docenić. Niestety, pomimo wielu zachwytów z którymi miałam styczność nad tą produkcją, nieco się rozczarowałam tym co tu dostałam. Nie do końca są tu klimaty za jakimi przepadam czy poszukuję w literaturze bądź filmach...
     Tessa nie miała łatwego dzieciństwa, gdyż była odsyłana z jednej rodziny do drugiej i nadal poszukuje swojego miejsca na ziemi. Gdy przypadkowo spotyka na swojej drodze Skylara jej serce zaczyna mocniej bić, a relacja między tym dwojgiem bardzo intensywnie się rozwija. Podczas niefortunnego wypadku samochodowego chłopak ginie, a Tessa nie mogąc się z tym pogodzić poszukuje drogi by móc z nim ponownie się skontaktować. Choć sama historia ma swój pewien potencjał, tak faktyczna realizacja tego pomysłu nie do końca mi się spodobała. Nie jestem wielką fanką zjawisk nadprzyrodzonych i tym podobnych, a tego była tu niestety spora dawka. Gdyby fabuła poszła w nieco inną stronę, bez wykorzystania tych nadnaturalnych zjawisk, a bardziej skupiła się na emocjach targających bohaterami, może moje odczucia po seansie byłyby nieco bardziej pozytywne.
     Gra aktorska jest według mnie na nieco przeciętnym poziomie. Co prawda nie mogę napisać zbyt wielu złych słów na temat występujących tu aktorów, to jednak nie zrobili na mnie aż tak ogromnego wrażenia, bym miała ochotę oglądać inne produkcje z ich udziałem wyłącznie z ich powodu. Joey King, którą kojarzę również z filmu "The Kissing Booth" (oraz kolejnych części) ma w swojej mimice coś strasznie irytującego co nie pozwalało mi się w pełni skupić i czerpać przyjemności z seansu.
     "Między życiem a śmiercią" to film, który niestety nie zrobił na mnie aż tak pozytywnego wrażenia jak się spodziewałam. Miałam nadzieję, że również ja będę w stanie miło spędzić swój czas w trakcie seansu. Pomimo wielu zachwyconych widzów i pochlebnych opinii ja nie jestem w stanie napisać o tej produkcji zbyt dużo ciepłych słów. Jestem po prostu rozczarowana tym co tu dostałam.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

'Projekt Adam' (The Adam Project, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Podróżujący w czasie pilot wraz z młodszą wersją samego siebie i swoim zmarłym ojcem stara się pogodzić z przeszłością i ocalić przyszłość.










     O filmie "Projekt Adama" nie słyszałam zbyt dużo, a sam fakt, że jest to produkcja z gatunku Sci-Fi nie do końca mnie przekonywał do jego oglądania. Niemniej jednak postanowiłam dać szansę, z nadzieją, że jednak przekonam się do tego typu produkcji. Niestety dla mnie była to mocno przeciętna historia, która nie zrobiła aż tak mocnego wrażenia jak oczekiwałam...
     Adam podróżuje w czasie i trafia na znacznie młodszego, kilkuletniego siebie. Razem próbują uratować swoich bliskich, jak i cały świat, przed niebezpiecznym wykorzystaniem wynalazku ich ojca. Muszę przyznać, że mam bardzo mieszane odczucia co do tej historii... Co prawda jako film familijny może i sprawdza się naprawdę dobrze, dzięki czemu cała rodzina może razem spędzić czas podczas seansu. Niemniej jednak mnie nie przekonuje ten element Sci-Fi i jego wykonanie. Nie jestem fanką statków kosmicznych, ba! przez to nawet nigdy nie obejrzałam żadnego filmu z serii 'Star Wars' ("Gwiezdne wojny" kompletnie mnie do siebie nie ciągną!), i niestety to co tu dostałam nie zmieniło mojego nastawienia do tego typu wątków. Możliwe, że fani takich scen będą bardziej ukontentowani niż ja, lecz w moim przypadku odczuwalne było w dużej mierze jedynie rozczarowanie.
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak można się spodziewać po obsadzie. Według mnie było po prostu poprawnie, lecz żaden z występujących tu aktorów nie wywołał we mnie głębszych uczuć czy emocji swoją postacią. Po seansie tego filmu nie mam ochoty wyszukiwać kolejnych tytułów z ich udziałem. Ot, po prostu wykonali swoją robotę, zgarnęli kasę i tyle ich widzieli. Wątpię abym powracała do tych ról, chociażby myślami, już nawet pod koniec tego tygodnia.
     "Projekt Adam" to w moim odczuciu bardzo przeciętny film, który nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, bym mogła się o nim bardziej rozpisywać. Przypuszczam, że bardzo szybko zapomnę o tej historii, a po raz drugi na pewno nie będę oglądać tego 'dzieła'. Nieco żałuję, że dałam szansę temu tytułowi, gdyż mogłam spędzić ten czas znacznie lepiej.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 14 lipca 2021

'Nie otwieraj oczu' (Bird Box, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
Tajemnicza siła dziesiątkuje światową populację i pewna jest tylko jedna rzecz — gdy to zobaczysz, odbierzesz sobie życie. W tej sytuacji Malorie mierzy się z nieznanym, próbując przy tym ocalić w sobie miłość i nadzieję. Wkrótce musi uciekać z dwójką dzieci w dół zdradliwej rzeki do jedynego miejsca mogącego zapewnić im schronienie. Jednak aby mieć szansę na przeżycie, uciekinierzy muszą odbyć całą dwudniową podróż z zasłoniętymi oczami.






     O filmie pt. "Nie otwieraj oczu" słyszałam wiele przeróżnych opinii. Co prawda książki na podstawie której powstała ta produkcja nie czytałam i jakoś mnie do niej nie ciągnie, jednak postanowiłam dać szansę temu tytułowi właśnie w wersji filmowej. Niestety po seansie mam mocno mieszane odczucia... Pomimo tak wielu opinii nadal nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać i chyba nie do końca jest to mój typ.
     Tajemnicza siła zaczęła opanowywać świat doprowadzając ludzkość do zguby. Jednie nielicznym udało się jeszcze przetrwać, lecz nie jest im łatwo trwać w samotności... Mam wrażenie, że opis tego filmu jest dość enigmatyczny i ciężko z niego coś wyłuskać, jednak sama nie wiem co można by napisać o tej historii coś więcej bez zdradzania drobnych niuansów z treści. Przyznam, że spodziewałam się nieco lepszej fabuły, która odpowiednio budowałaby napięcie aż do samego końca. Niestety według mnie dostałam dość przeciętną historię, która w ogóle nie wryła mi się w pamięci i nie odczuwałam podczas seansu jakiegokolwiek przerażenia czy niepokoju. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że nie został w pełni wykorzystany potencjał tej historii i czegoś tu brakowało by w pełni odczuć wachlarz emocji wraz z bohaterami.
     Gra aktorska to moim zdaniem najmocniejszy punkt całej produkcji. Sandra Bullock całkiem nieźle wcieliła się w postać Malorie, choć pozostali aktorzy też bardzo dobrze się spisali i nie miałam poczucia nijakości i drętwości podczas seansu. Jednak jeden element w postaci obsady nie uratuje całego filmu, wobec którego miałam nieco większe oczekiwania.
     "Nie otwieraj oczu" to dla mnie przeciętna produkcja, która nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Po thrillerze spodziewałam się nieco większego napięcia i niepokoju oraz treści zapadającej w pamięci na dłużej, a nie historii właściwie o niczym, którą ciężko opisać w kilku słowach. Choć nie jest to najgorszy film z jakim miałam styczność i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas, to jednak miałam nadzieję na więcej.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 4 maja 2021

'Pasażerowie' (Passengers, 2016) - film

 

 
 
 
 
Podczas międzyplanetarnej podróży kosmicznej do nowego domu, na nową planetę, dwoje pasażerów – wskutek niezrozumiałych, tajemniczych okoliczności – budzi się ze snu dziewięćdziesiąt lat za wcześnie. Jim (Chris Pratt) i Aurora (Jennifer Lawrence) zakochują się w sobie, wiedzą, że spędzą na pokładzie resztę życia. Szybko odkrywają, że statek kosmiczny znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a życie pasażerów zależy tylko od nich... Powoli dowiadują się także, dlaczego ich wybudzenie nie było przypadkowe.
 
 
 
 
 
     Przyznam, że gatunek Sci-Fi nie należy do moich ulubionych jednak postanowiłam dać szansę filmowi pt. "Pasażerowie". Miałam nadzieję, że ta produkcja zmieni moje podejście do tego typu klimatów a obsada aktorska wobec której miałam ogromne oczekiwania pomoże. Niestety nie jestem aż tak bardzo oczarowana tym co dostałam.
     Na pokładzie statku w skutek niewyjaśnionych okoliczności wybudza się z hibernacji jeden z pasażerów. Podróż miała trwać jeszcze wiele lat, a Jim znajdujący się w ogromnym niebezpieczeństwie zaczyna się czuć bardzo samotnie... Fabuła tego filmu była dla mnie dość dziwna, a wplecenie tu wątku romantycznego nie jestem pewna czy było dobrym posunięciem, choć może dzięki temu zabiegowi treść może trafi do szerszego grona odbiorców. Niestety ja nie jestem w stanie zbyt wiele wynieść z tej produkcji, jak nie kręciły mnie klimaty lotów kosmicznych, tak nadal nie jestem ich fanką. Dodatkowo relacja między bohaterami była dla mnie momentami zbyt przesłodzona, a ich zachowania nie były według mnie w pełni racjonalne. Ot, po prostu trzeba było wprowadzić jakiś zwrot akcji by mogło się tu coś dziać.
     Gra aktorska jest na całkiem przyzwoitym poziomie, choć po obsadzie spodziewałam się czegoś nieco lepszego. O ile Jennifer Lawrence wypadła tu nieco lepiej niż w "Igrzyskach śmierci", czy Michael Sheen, który genialnie wcielił się w postać Arthura, tak w przypadku pozostałych aktorów jestem nieco rozczarowana. Niestety inni nie zapadną w mojej pamięci na zbyt długo po tym filmie.
     "Pasażerowie" to produkcja, która niestety nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia, jak miałam nadzieję. Możliwe, że fani tego gatunku, czy po prostu tego typu klimatów, będą w stanie bardziej docenić to co tu dostajemy, jednak ja nie jestem w stanie w pełni się tym zachwycać.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 29 marca 2021

'Contagion - Epidemia strachu' (Contagion, 2011) - film

 

 
 
 
 
 
 
 
Gdy pojawia się śmiertelny, przenoszony drogą powietrzną wirus, który może zagrozić całej ludzkości, środowisko medyczne na całym świecie próbuje znaleźć szczepionkę i powstrzymać szerzącą się panikę. Sytuacja wymyka się jednak spod kontroli. Naukowcy, wojskowi, Światowa Organizacja Zdrowia i zwykli cywile mobilizują się w poszukiwaniu lekarstwa, zanim będzie za późno.
 
 
 
 
 
 
     Po film "Contagion - Epidemia strachu" sięgnęłam trochę pod wpływem impulsu. Pomimo, że aktualna sytuacja w kraju i na świecie nie nastraja zbyt optymistycznie, to byłam ciekawa jaki scenariusz przewidywali w filmie dziesięć lat temu. Mam wrażenie, że sporo się zgadza z tym z czym aktualnie się mierzymy.
     Tajemniczy wirus zaczyna się rozprzestrzeniać na świecie i rozpoczyna się walka z czasem jak go powstrzymać. Środowisko medyczne i inne służby starają się jak najszybciej rozpracować nieznaną dotąd chorobę i wyprodukować szczepionkę, która pozwoliłaby to okiełznać. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że spora część wydarzeń pokrywa się z tym co działo się na początki pandemii. Znów oberwało się nietoperzom, jak zwykle znaleźli się ludzie dorabiający przeróżne teorie spiskowe, często coraz bardziej absurdalne. Przedstawione sytuacje ze sklepów skojarzyły mi się z początkami pandemii u nas, gdy to na potęgę był wykupowany papier toaletowy i makaron. Choć wszystko zostało to przedstawione bardzo po amerykańsku i czasem wręcz karykaturalnie, to jednak czy na pewno można ten film jeszcze zaliczać do gatunku Sci-Fi? Pomimo niektórych niedociągnięć moim zdaniem jest to dobra historia, momentami wręcz bardzo realna i wręcz aktualna.
     Gra aktorska jest według mnie na bardzo dobrym poziomie. Ani razu nie odniosłam wrażenia aby ktokolwiek z tu występujących wypadł tak nienaturalnie by nie dało się oglądać scen z ich udziałem. Zarówno ci starsi jak i nieco młodsi aktorzy moim zdaniem naprawdę nieźle sobie poradzili i dobrze oddali charakter swoich postaci.
     "Contagion - Epidemia strachu" choć jest filmem sprzed dziesięciu lat to jednak jest w tym momencie bardzo aktualny. Pomimo nieciekawej sytuacji, wciągnęłam się w ten film i śledziłam wydarzenia z zainteresowaniem. Jestem zaskoczona tym, że tak 'dobrze' go odebrałam i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas.
     Moja ocena: 7/10

środa, 20 stycznia 2021

'Niebo o północy' (The Midnight Sky, 2020) - film

 

 
 
 
 
To postapokaliptyczna opowieść o losach Augustine’a (George Clooney), samotnego naukowca prowadzącego badania w Arktyce, który próbuje nawiązać kontakt z astronautami znajdującymi się na pokładzie wracającego na Ziemię statku kosmicznego i uchronić Sully (Felicity Jones) i jej załogę przed tajemniczą katastrofą. Film w reżyserii Clooneya jest adaptacją uznanej przez krytyków powieści Lily Brooks-Dalton "Dzień dobry, północy".





     O filmie "Niebo o północy" niewiele wcześniej słyszałam, jednak skusiła mnie opinia jednej z bliskich mi osób. Mając wolny wieczór postanowiłam sprawdzić czy również ja będę w stanie dostrzec w tej historii coś, dzięki czemu również ja przełamię się do gatunku Sci-Fi w filmach. Ja niestety mam dość mieszane odczucia...
     Historia ukazana w tym filmie jest postapokaliptyczną opowieścią przedstawiającą losy naukowca na Antarktyce, który próbuje nawiązać kontakt z astronautami którzy wyruszyli w międzygalaktyczną podróż. Przyznam, że jest to w moim przypadku jeden z pierwszych tego typu filmów i nie do końca wiedziałam na co mam się nastawić i czego mogę oczekiwać. Niestety nie jestem w stanie dokładniej przybliżyć fabuły, gdyż mam wrażenie, że cokolwiek więcej bym napisała można by uznać za zdradzanie ważnych wydarzeń. Będąc już po seansie ja mam dość mieszane odczucia - nie widziałam tu jako takiego mocnego wątku, który wyszedłby na prowadzenie i scalił tę historię w spójną całość. Było dla mnie kilka takich momentów, które były dla mnie strasznie chaotyczne i nie do końca jestem w stanie uzasadnić sobie ich celowość pojawienia się w tym filmie. Może osoby, które są bardziej zafascynowane tego typu produkcjami będą w stanie bardziej docenić to co się tu dzieje i czerpać większą przyjemność z seansu, niż taki laik w tym temacie jak ja. Dla mnie niestety nie było tu za wiele momentów, przez które nabrałabym ochoty na więcej. Jestem w stanie docenić samo wykonanie jak i grę aktorską, gdyż całość wyglądała naprawdę dobrze i była miła dla oka, choć nie jestem pewna czy tylko o to chodziło w całej tej produkcji.
     "Niebo o północy" nie sprawiło, że pokochałam ten gatunek filmowy, lecz jestem w stanie po części docenić wykonanie. Nie jestem pewna na jak długo pozostanie w mojej głowie, choć pomimo, że minęło trochę czasu od seansu, nadal próbuję rozkminić znaczenie niektórych scen...
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 24 marca 2020

'Frankenweenie' (2012) - film







Gdy pies Victora zostaje potrącony przez samochód, chłopiec postanawia zrobić wszystko, by go ożywić. Z pomocą przychodzi mu nauka – wykorzystując prawa fizyki udaje mu się ożywić Sparky’ego. Piesek przypomina teraz monstrum Frankenstaina i budzi przerażenie okolicznych mieszkańców. Victor musi ukrywać swojego ulubieńca.








     Znów naszła mnie ochota na animację i w ten trudny czas mój wybór padł na tytuł "Frankenweenie". Nigdy wcześniej nie słyszałam nic na jej temat, jednak przeglądając ofertę HBO GO postanowiłam dać jej szansę. Miałam nadzieję, że po prostu będę w stanie choć przez chwilę zrelaksować się i odciąć od tego co dzieję się wokół mnie.
     Gdy ukochany pies Victora ginie pod kołami samochodu chłopak nie może się z tym pogodzić. Tęskniąc za czworonogiem w ramach eksperymentu postanawia ożywić swojego pupila. Udaje mu się to, jednak szczeniak przypomina teraz bardziej monstrum Franstenstaina, co w niektórych mieszkańcach może wzbudzać przerażenie. Przyznam, że nie spodziewałam się aż tak pogodnej i pełnej emocji historii po tym co przeczytałam w opisie. Wbrew pozorom mam wrażenie, że ta animacja ma bardzo pozytywny wydźwięk, choć ma czasem dość przerażające momenty. Produkcja ma swój specyficzny klimat, który jednak może nie wszystkim przypaść do gustu. Nie oglądałam zbyt wielu tytułów tego reżysera, jednak jeśli inne są wykonane w podobnym tonie to mam ochotę na zgłębienie jego twórczości. Przypuszczam, że nie znajduję się w grupie docelowej odbiorców tej animacji, lecz oczarowała mnie ona swoją historią jak i wykonaniem.
     "Frankenweenie" to według mnie bardzo dobra animacja, która potrafiła mi poprawić choć trochę humor w ostatnim czasie. O ironio nie spodziewałam się po niej aż tak dużej dawki pozytywnej energii, która będzie w stanie choć trochę mnie podbudować na duchu.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 20 marca 2020

'Zakochany bez pamięci' (Eternal Sunshine of the Spotless Mind, 2004) - film



Joel odkrywa, że jego wieloletnia dziewczyna Clementine, po rozpadnięciu się ich związku poddała się eksperymentalnej operacji doktora Howarda Mierzwiaka, polegającej na wymazaniu z pamięci wszelkich wspomnień o swoim byłym ukochanym. Sfrustrowany tym faktem, postanawia skontaktować się z tajemniczym psychiatrą, aby również poddać się kuracji i wymazać ze swojej pamięci Clementine. Jednak w trakcie zabiegu, gdy wspomnienia Joela zaczynają stopniowo zanikać, przekonuje się, że wciąż kocha Clementine i tak naprawdę nie chce wyrzucać jej ze swojego umysłu. Ponieważ doktor Mierzwiak i jego współpracownicy ani myślą przerywać operacji, Joel stara się schować wspomnienia wspólnej przeszłości z Clementine w innych zakamarkach pamięci.



     Ostatnio mając trochę więcej wolnego czasu do spędzania w domu zaczęłam wynajdować coraz to kolejne tytuły filmów, które chciałabym zobaczyć. Nie wszystkie z nich to nowości, a jedną z takich produkcji jest właśnie "Zakochany bez pamięci". Skusiła mnie tutaj obsada aktorska, choć po samej treści nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.
     Po rozstaniu ze swoją ukochaną Joel dowiaduje się, że kobieta przeszła pewien zabieg polegający na usunięciu go z jej pamięci. Sam też w końcu decyduje się na ten krok, jednak w trakcie wymazywania Clementine ze swoich wspomnień uświadamia sobie, że jednak za bardzo ją kocha i na wszystkie sposoby stara się jednak zapobiec tej utracie. Przyznam, że zaskoczył mnie sposób w jaki została przedstawiona ta historia. Całe szczęście twórcy nie zrobili z tej produkcji ckliwej komedyjki romantycznej tylko dali nam intrygującą treść, która może pozostać w pamięci widza na dłużej. Urywki wspomnień, to jak niektóre wydarzenia wpływały na ich życie nie były zrobione tak by po prostu były, tylko całość jest przedstawiona wbrew pozorom w spójny sposób. Dla mnie nie było tu żadnego momentu, który byłby niepotrzebny czy na tyle nudny bym miała ochotę natychmiast przerwać oglądanie.
     Gra aktorska mi bardzo się podobała. Choć głównego aktora kojarzę głównie z filmu pt. "Maska" to jednak podczas seansu byłam w stanie dostrzec tutaj również coś innego i nie patrzyłam na niego tylko przez pryzmat tamtej roli. Wiem, że niektórym osobom przeszkadzała Kate Winslet jako Clementine, jednak według mnie idealnie wypadła w tej roli i bardzo dobrze oddała charakter swojej postaci.
     "Zakochany bez pamięci" to dla mnie przyjemne i pozytywne zaskoczenie. Film wybrałam trochę pod wpływem impulsu, lecz nie uważam, żebym zmarnowała swój czas podczas seansu. Dla mnie jest to wartościowy film, choć ciężko nazwać go nad wyraz ambitnym, i mam nadzieję, że pozostanie w mojej pamięci na dłużej niż tylko najbliższych kilka dni.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 24 lipca 2019

'Wielka Szóstka' (Big Hero 6, 2014) - film






Czternastoletni Hiro Hamada jest młodym geniuszem komputerowym, którego łączy niezwykła więź z pociesznym robotem o imieniu Baymax. Pewnego dnia obaj niespodziewanie zostają wplątani w plan zniszczenia dynamicznie rozwijającego się San Fransokyo. Hiro zrobi wszystko, żeby uchronić przed katastrofą swoje ukochane miasto. W tym celu postanawia działać i zamienia swojego przyjaciela oraz pięć innych robotów w grupę ultranowoczesnych superbohaterów.






     Wspominałam już wielokrotnie na swoim blogu, że uwielbiam animacje, prawda? A mając możliwość obejrzenia "Wielkiej Szóstki" nie mogłam przejść obok niej obojętnie. W szczególności, że ilość pochlebnych opinii dotyczącymi tego tytułu z jakimi dotychczas się zetknęłam jest ogromna!
     Hiro to zbuntowany nastoletni geniusz. Bardzo interesują go walki robotów, jednak do czasu... Gdy poznaje nad jakim projektem pracuje jego starszy brat, oraz towarzystwo w jakim się obraca, sam postanawia obrać podobną do nich drogę i to w tym kierunku skupia swoje działania. Będąc już po seansie jestem pod wrażeniem tej produkcji. Jest ona na swój sposób urocza, królują w niej nerdy i nie da się w niej nie zakochać! Humor z jakim mamy tu styczność trafia całkowicie w moje gusta, a zarazem jest to jedna ze smutniejszych animacji z jakimi do tej pory miałam styczność. Ot, taki paradoks. Brakuje mi już słów, by wyrazić to jak mocno jestem nią zachwycona. Jedynym mankamentem dla mnie jest dobór muzyki - nie w każdej sytuacji pasował mi wybór twórców, a myślałam, że mam pod tym względem dość dużą tolerancję.
     "Wielka Szóstka" według mnie zasługuje na uwagę. Jest to idealna animacja zarówno dla starszych jak i młodszych widzów, do obejrzenia w samotności jak i w towarzystwie. Ja jestem pewna, że mając okazję to znów na nią się zdecyduje i mam nadzieję, że równie mocno będę nią oczarowana.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 5 lutego 2019

'Gra Endera' (Ender's Game, 2013) - film

  



Jest rok 2070. Minęło 40 lat od nieudanej inwazji obcych. Cały świat żyje w oczekiwaniu na powrót najeźdźców. Ziemskie centrum obrony realizuje tajny plan polegający na rekrutowaniu najinteligentniejszych jednostek jeszcze na etapie dzieciństwa i poddawaniu ich szkoleniu w walce z obcymi. Najlepszym spośród kadetów jest Andrew Wiggin zwany Enderem, który po wstępnym szkoleniu zostaje wysłany do orbitalnej szkoły bojowej. Tam przechodzi trening mający przygotować go na zbliżające się starcie z kosmicznym wrogiem.






     Niedawno przeczytałam książkę "Gra Endera", która całkiem mi się podobała. O jej ekranizacji słyszałam bardzo dużo, głównie takie niezbyt pochlebne opinie. Byłam ciekawa jak producenci sobie poradzili z tą historią i jak ja sama odbiorę ten film. Biorąc pod uwagę na liczne negatywne głosy uważam, że nie było tak źle - widziałam w swoim życiu kilka znacznie gorszych ekranizacji.
     Historia mniej więcej przedstawia to co dostaliśmy w książce. Młody chłopak, który dorasta w szkole, gdzie szkolą go do walki. Mamy tu ogromną dawkę science fiction, wiele przeróżnych nowinek technologicznych oraz akcję, która jednak nie wszystkich może do siebie przekonać. Choć ogólny zarys, który poznałam z książki został tutaj przeniesiony to jednak wprowadzono kilka mniejszych i większych zmian. Według mnie pominięto kilka dość ważnych sytuacji, które w znaczny sposób wpływały na głównego bohatera, przez co jego decyzje w filmie nie zawsze mogą wydawać się aż tak logiczne jak wydawały się być w pierwowzorze. Obejrzałam wersję z polskim dubbingiem(?)/lektorem(?) i pod tym względem również czuję się trochę zawiedziona. Miałam ogromne trudności by przyzwyczaić się do takich głosów danych osób.
     Gra aktorska - co do większości nazwisk nie mam żadnych zastrzeżeń. Mam wrażenie, że spora część aktorów została bardzo dobrze dobrana do poszczególnych postaci. Mi osobiście nie przeszkadzał Asa Butterfield w roli Endera, czy Aramis Knight jako Groszek. Chyba nie jestem w stanie wymienić nikogo, kto by całkowicie odbiegał od moich oczekiwań. Akurat z tego aspektu tej ekranizacji jestem na prawdę zadowolona.
     Zaspokoiłam swoją ciekawość odnośnie tego tytułu, choć wiem, że w wersji filmowej nie będę już do niego wracać. Pomimo, że tak jak wspomniałam we wstępie nie jest to najgorsza ekranizacja jaką kiedykolwiek widziałam, to uważam, że można by było ją trochę bardziej dopracować. Chciałabym napisać, że jestem oczarowana tym filmem, jednak w moim przypadku byłoby to dość spore nadużycie.
     Moja ocena: 4/10.

wtorek, 7 sierpnia 2018

'Megamocny' (Megamind, 2010) - film






Wypełniony akcją wysokich lotów i nieprzerwanymi salwami śmiechu "Megamocny" ukazuje świat super bohaterów w nowy, przezabawny sposób. Marzenia super złoczyńcy MegaMocnego spełniają się z chwilą pokonania obrońcy miasta MetroMana, co umożliwia sprawowanie całkowitej kontroli nad MetroCity. Kiedy jednak stworzony zostaje nowy czarny charakter, który sieje chaos, największy zły umysł na świecie oraz jego sprzymierzeniec Minion muszą wkroczyć do akcji i wybawić miasto z pułapki.






     Czasem potrzebuję czegoś co mnie rozluźni, rozbawi i nie będzie wymagało ode mnie całkowitego skupienia, jednocześnie czegoś co nie jest głupiutką komedią, która jedynie wkurzy widza. Zazwyczaj w takich momentach sięgam po animacje. Choć nie jestem ich docelowym odbiorcą mając już prawie trzydzieści lat i tak uwielbiam je oglądać.
     Odwiecznym wrogiem superzłoczyńcy zwanego MegaMocnym jest MetroMan. Walczą oni od wielu lat o dominację nad miastem. W momencie gdy zło zwycięża dobro niebieski geniusz nie wie co ma ze sobą w końcu zrobić. Doprowadza to do wielu kuriozalnych momentów, które mogą wywołać uśmiech na twarzy. Wątek walki dobra ze złem jest dość często wykorzystywany w tego typu produkcjach, jednak w takim wykonaniu nadal mi się nie nudzi. Było wiele przezabawnych sytuacji, dzięki którym widz może docenić to co tutaj się dzieje. Całe szczęście nie było nic przedstawione w zbyt nachalny sposób, nie została z tego tytułu zrobiona moralizatorska propaganda, lecz przyjemna bajka z której jednak każdy coś dla siebie wyniesie.
     Sama realizacja tej produkcji jest bardzo dobra. Polski dubbing idealnie współgra z treścią i postaciami z jakimi przyszło się obsadzie zmierzyć. Błędów nie zauważyłam, lecz podczas seansu raczej skupiłam się na czerpaniu przyjemności aniżeli na wychwytywaniu potyczek osób odpowiedzialnych za realizację.
     "Megamocny" to przyjemna animacja, dzięki której mogłam się zrelaksować. Nie jest to co prawda aż tak dobre jak "Shrek", choć i tak nie uważam aby czas spędzony podczas oglądania był czasem zmarnowanym. Jeśli jeszcze nie widzieliście to zachęcam do nadrobienia.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

'Czwarty stopień' (The Fourth Kind, 2009) - film



Film o oryginalnej konstrukcji, jest prowokującym horrorem, rozgrywającym się w Nome na Alasce, gdzie od lat sześćdziesiątych – zgłaszana jest niepokojąco wysoka liczba zaginięć mieszkańców. Prawdy nie udało się odkryć, mimo iż FBI przeprowadziło na tym terenie szereg dochodzeń. W tym oddalonym od reszty świata miejscu, psycholog dr Abigail Tyler (Milla Jovovich) zaczęła rejestrować na wideo sesje z pacjentami, cierpiącymi na traumę i przypadkowo odkryła niezwykle poruszające dowody, potwierdzające porwania ludzi przez istoty pozaziemskie. Film Czwarty Stopień, w którym znalazły się wcześniej niepublikowane materiały archiwalne, przedstawia przerażające opowieści wielu świadków...




     Kilka lat temu bardzo dużo osób polecało mi obejrzenie tego filmu. Jakoś nie mogłam się dość długo zebrać aby wreszcie zaznajomić się z tą produkcją, lecz wreszcie nadszedł ten czas i zobaczyłam "Czwarty stopień". Przyznam się, że po tych zachwytach znajomych spodziewałam się, że będzie to bardzo dobre kino. Niestety zawiodłam się.
     Podczas trwania tego filmu twórcy usilnie próbowali przekonać widza, że przedstawiona historia, czy ogólnie, że istoty pozaziemskie są prawdziwe. Niby dają nam możliwość, czy chcemy w to uwierzyć czy nie, jednak sposób przedstawienia historii był dla mnie zbyt nachalny. Sama treść jest według mnie zbyt naciągana, urywki podobno prawdziwych nagrań według mnie wyglądały zbyt sztucznie. Jeśli ktoś chce wierzyć w takie teorie spiskowe to będzie zachwycony tym filmem. Ja akurat nie lubię tematów związanych z UFO, czy ogólnie pokrewnych, związanych z obcą inteligencją. Żałuję, że nie przeczytałam wcześniej czegoś o tej produkcji, gdyż darowałabym sobie jej oglądanie i nie marnowała swojego czasu. Akcja też jest momentami za bardzo rozwleczona, nie było żadnych sytuacji, które wywołałyby we mnie jakieś głębsze emocje.
     Gra aktorska - jest to element, który w przypadku tego filmu bardzo ciężko mi ocenić. "Czwarty stopień" jest kolejnym filmem, w którym ten aspekt wydaje mi się po prostu poprawny. Żaden aktor nie zachwycił mnie swoją rolą, choć też nie mogę na kogokolwiek narzekać. Sama nie wiem co mogę więcej napisać doborze obsady w tym filmie - po prostu dobrze ale nie rewelacyjnie.
     Jestem zawiedziona tym filmem, chyba głównie przez fabułę. Nie lubię takich klimatów, nikt mnie nie przekona, że UFO istnieje, a usilnie kreowany temat obcej inteligencji nie wpływa pozytywnie na mój odbiór tego tematu. Mam nadzieję, że więcej nie trafię na ten typ filmu. Jestem ciekawa jak wy podchodzie do tego tematu.
     Moja ocena: 3/10.

wtorek, 7 marca 2017

'Trzeźwe potwory' (Grabbers, 2012) - film






Malownicza, irlandzka wioska rybacka zostaje opanowana przez krwiopijcze stwory z morza. Mieszkańcy, na których czele stoi lokalny policjant O'Shea (Richard Coyle) oraz jego pomocnica Lisa (Ruth Bradley), odkrywają, że jedyna osoba, która przeżyła atak potworów była pijana. Jak się okazuje, alkohol działa toksycznie i je odstrasza. Bogaci w tą wiedzę wszyscy jednomyślnie postanawiają się upić, by przetrwać inwazję. 











     Tytuł tego filmu gdzieś mi kiedyś mignął i dodałam go do listy "chcę zobaczyć". Natknęłam się na niego ponownie na filmwebie, przypominając sobie wreszcie o nim. Po pierwszym napadzie śmiechu gdy przeczytałam jego opis, do oglądania tego filmu podeszłam z pewną rezerwą. Szczerze byłam trochę zdziwiona, że to nie w Polsce została nakręcona ta produkcja, choć polski akcent jednak był :).
     Małą wioskę zaczynają atakować wodne potwory. Gdy okazuje się, że alkohol działa na nie toksycznie zaczyna się wśród ludności wielka libacja. Wyglądała ona trochę jak pierwsza wielka impreza studentów pierwszego roku, którzy wreszcie wyrwali się spod pieczy rodziców. Wiecie, gdy można wreszcie odkrywać działanie napojów wyskokowych i poznaje się własne granice tolerancji przyjmowanego płynu. Było wiele absurdalnych scen, jednak czego się właściwie spodziewać po grupie ludzi, która nabzdryngoliła się ile wlezie. Najbardziej spodobała mi się scena z ubijaniem potwora przez policjantów i tego gostka lubującego się w National Geographic. O dziwo postacie nie były wtedy jeszcze aż tak pijane, a przynajmniej nie poznali jeszcze zbawiennych właściwości procentów. Nie przemówiła jedynie do mnie scena pijackich wyznań miłosnych pomiędzy głównymi bohaterami. Całe szczęście nie doprowadziłam się jeszcze nigdy do tego stanu, aby wyczyniać takie rzeczy, więc może dlatego też nie potrafię zrozumieć takiego zachowania ;). Natomiast z innych pozytywów - po obejrzeniu tego filmu aż naszła mnie ochota na wyjechanie na wyspę, na której był on kręcony, gdyż widoki były przepiękne.
     Gra aktorska o dziwo na bardzo dobrym poziomie. Według mnie najlepiej wypadła Ruth Bradley, wcielająca się w postać policjantki Lisy Nolan. Nie dziwi mnie fakt, że dostała za tę rolę nagrodę. Niby nic trudnego zagrać osobę pijaną, gorzej jest odegrać osobę trzeźwą będąc pijanym, ale za całą rolę myślę, że jej się należało. Z postaci drugoplanowych najbardziej polubiłam postać Barreta, granego przez Lalor Roddy. Jest to postać takiego typowego pijaczka, ale bohater idealnie został wpasowany w ten film i bez niego film prawdopodobnie straciłby wiele uroku.
     Nie jest to komedia tak dobra jak chociażby "Za jakie grzechy, dobry Boże?". Natomiast jest to produkcja dużo lepsza niż oglądane przeze mnie ostatnio "Złe mamuśki", czy typowa polska produkcja tego typu. Nie nazwałabym tego filmu horrorem, było w nim zbyt mało elementu zaskoczenia czy przerażających efektów. Osobiście nie miałam po seansie żadnych koszmarów. Przyznaję, że nie jest to zbyt ambitne kino ale idealnie wpasował się w moje oczekiwania co do odmóżdżającego filmu.
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 3 grudnia 2015

'Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2' (The Hunger Games: Mockingjay Part 2, 2015) - film






Katniss Everdeen i przywódcy Dystryktu 13 rozpoczynają wielką ofensywą przeciwko Kapitolowi. Walka toczy się już nie tylko o przetrwanie, ale o przyszłość całego narodu. Katniss wspierana przez Gale'a, Finnicka oraz Peetę planuje zamach na prezydenta Snowa. Bezwzględni wrogowie i moralne wybory, przed którymi stanie Katniss, będą dla niej większym wyzwaniem niż cokolwiek, co wcześniej przeżyła na arenach Głodowych Igrzysk.








UWAGA! Recenzja może zawierać spojlery!
Jeśli jeszcze nie oglądałeś/aś tego filmu przejdź po prostu do oceny końcowej :).

"Ladies and Gentlemen, Welcome To The 76th Hunger Games"

     "Kosogłos. Część 2" to już ostatnia część osławionych "Igrzysk śmierci". Po części pierwszej podchodziłam do tej produkcji z pewnym dystansem. Tamta mnie zawiodła, a jak wypadła ta? 
     W tej ostatniej części dostaniemy dużo więcej emocji, lepszej akcji, która wzbudzi zainteresowanie odbiorcy. Jak dla mnie jest to najsmutniejsza część, najbardziej działająca na moje emocje. Scena prawie z końca gdzie pojawia się kot, którego Katniss obrzuca talerzami itp. aby zaraz 'wyrazić swoje emocje' po stracie swojej siostry najpierw wzbudziła we mnie śmiech aby zaraz wywołać płacz i próby opanowania łez w kinie. Jak dla mnie najbardziej epicka część całej trylogii. Chyba po pierwszy zdarzyło mi się, że nawet muzyka odtworzona podczas końcowych napisów skłaniała do pozostania na siedzeniu do końca podczas seansu w kinie. Jedynie zastanawiałam się po filmie, które efekty byłyby warte zobaczenia ich w 3D, i niestety tylko jeden przychodził mi do głowy, lecz i i tak
     Jest to chyba najlepszy koniec ekranizacji książek jakie dotychczas widziałam, choć wiem, że nie widziałam jeszcze wszystkich które chciałabym zobaczyć, np. Harry Potter :). Pomimo tych zachwytów czuję pewien niedosyt... 
     Moja ocena: 7/10.
Related Posts with Thumbnails