Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lipca 2022

'Jennifer Lopez: Halftime' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
Dokument "Jennifer Lopez: Halftime" – wstęp do drugiej połowy życia artystki – to doskonała okazja, aby przyjrzeć się z bliska determinacji, która stoi za osiągnięciami Jennifer Lopez. Jennifer szczerze opowiada o tym, jaką przemianę przeszła jako Latynoska, matka, artystka i menedżerka, która chce wykorzystać swoją popularność dla dobra innych.







     Spotkałam się kilka razy z opiniami, że słuchanie muzyki Jennifer Lopez to "przypał" czy "bezguście". Może nie jestem znawcą muzyki, czy szeroko pojętej kultury, jednak ja nie mam problemu z twórczością tej artystki. Mam nawet kilka jej piosenek na swoich playlistach na Spotify i obejrzałam kilka filmów z jej udziałem. Byłam ogromnie ciekawa dokumentu na jej temat pt. "Jennifer Lopez: Haltime" i mając wolny wieczór zabrałam się za oglądanie. Niestety czuję pewien niedosyt po seansie.
     W tej produkcji mamy przedstawioną historię twórczości, a raczej jedynie części dorobku, gwiazdy, czyli Jennifer Lopez. Sporo czasu zostało tu poświęcone filmowi w którym miała znaczny swój udział, czyli "Ślicznotki", jak i emocjom mu towarzyszącym, oraz jej występowi z Shakirą na Super Bowl. Znalazło się tu również całkiem dużo scen z przygotowań, treningów do występów, więc osoby pasjonujące się tańcem mogą być zachwycone. Dla mnie jednak w tym filmie o Jennifer Lopez było za mało samej artystki i jej przemyśleń, uczuć czy emocji. Choć jest tu trochę jej wypowiedzi, to jednak zabrakło mi postawienia większego nacisku na nią samą. Nie jest to pomimo wszystko zła produkcja, lecz ja chyba po prostu spodziewałam się nieco innej treści, niż ta którą faktycznie dostajemy. Samej gry aktorskiej nie zamierzam w tym przypadku oceniać, gdyż mamy tu ujęcia z życia, które nie były całkowicie ustawiane (przynajmniej w dużej mierze) pod tę produkcję. Nie mniej jednak całość wypadła całkiem zgrabnie i przyjemnie dla oka i można było dowiedzieć się czegoś nowego o tej artystce.
     "Jennifer Lopez: Halftime" to film, który obejrzałam z wielką przyjemnością, pomimo, że było tu kilka aspektów z którymi nieco się rozminęłam. Jeśli jesteście fanami tej artystki to może i Wam oglądanie tego dokumentu sprawi radość. Nie jestem jednak pewna na jak długo pozostanie on w mojej pamięci i czy pod koniec roku w ogóle będę pamiętać, że go widziałam.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 13 maja 2021

'Yesterday' (2019) - film

 

Jeszcze wczoraj wszyscy znali Beatlesów. Dziś tylko Jack pamięta ich piosenki... Przed nami rock'n'rollowa komedia romantyczna o muzyce, marzeniach, przyjaźni i długiej krętej drodze, która wiedzie do miłości.
Jack Malik (Himesh Patel) jest młodym piosenkarzem i twórcą piosenek, tyle że choć od lat stara się zainteresować swoją twórczością kogokolwiek, wciąż nie osiąga sukcesu. Nawet mimo niezwykłego wsparcia, jakie daje mu Ellie (Lily James), jego przyjaciółka, z którą zna się od dzieciństwa. Aż nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, na krótką chwilę na Ziemi zapanowuje ciemność, a Jack zostaje potrącony przez autobus. Kiedy budzi się ze śpiączki, szybko orientuje się, że The Beatles nigdy nie istnieli…
Wykonując piosenki największego bandu w historii muzyki, Jack - przy małym wsparciu Debry, amerykańskiej agentki (Kate McKinnon), staje się wkrótce światowym fenomenem, kimś, kogo znają wszyscy. Ale kiedy jego sława zatacza globalne kręgi, Jack ryzykuje utratę Ellie, kogoś, kto jako jedyny wierzył w niego od początku. Stojąc między drzwiami do nowego życia a wrotami przeszłości, Jack będzie musiał wrócić tam, gdzie był kiedyś, by udowodnić, że "all you need is love".
 
 
 
     Choć nie słyszałam wcześniej nic o filmie "Yesterday" to jednak jego opis mnie mocno zaintrygował. Miałam dość spore oczekiwania, gdyż miałam nadzieję na produkcję pokroju "Narodziny gwiazdy", która mnie zachwyciła. Jak było w tym przypadku? Pomimo, że nie było źle to jednak jestem nieco rozczarowana. Chyba niepotrzebnie narzuciłam sobie aż takie nadzieje na dobry film...
     Po wypadku do którego doszło w dość nietypowych okolicznościach Jack budzi się w świecie, w którym nikt nie zna kultowego zespołu The Beatles. Po pierwszym szoku kariera muzyczna mężczyzny nabiera tempa, gdyż zaczyna grać znane piosenki jako swoje... Pomimo pewnych obiekcji brnie w tę sytuację czerpiąc ogromne benefity. Choć fabuła tego filmu była naprawdę obiecująca to jednak coś mi tu nie do końca zagrało. Część wydarzeń była dla mnie nie do końca logiczna, przez co całość nie spięła mi się w jedność. Muszę przyznać, że pomimo tego iż jako tako znam sam zespół The Beatles to nie kojarzę żadnej piosenki w ich wykonaniu, a po tej produkcji mam ochotę to nadrobić. Niektóre wykonania tutaj mi się spodobały i z wielką chęcią sprawdzę jak brzmiały w oryginale.
     Gra aktorska jest według mnie na przyzwoitym poziomie choć nie powaliła mnie ona aż tak bardzo na kolana. Niektóre momenty wydały mi się ogromnie sztuczne co trochę odebrało mi przyjemność z seansu. Jednak pomimo wszystko obejrzałabym inne produkcje z udziałem tych aktorów by sprawdzić czy tylko tu coś nie wyszło czy jednak jest to szerszy problem...
     "Yesterday" to jeden z tych nielicznych filmów, który pomimo, że nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia, nie uważam aby był tak zły by go Wam odradzać. Względnie miło spędziłam swój czas podczas seansu i nie uważam aby to był czas kompletnie stracony. Na pewno nadrobię po tym filmie swoje 'muzyczne' braki.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 14 września 2020

'Gaga: Five Foot Two' (2017) - film









Słynna prowokatorka Lady Gaga wydaje nowy album, przygotowuje się do występu podczas meczu Super Bowl i mierzy się z osobistymi problemami.










     Lady Gaga mam wrażenie, że jest już kultową postacią na rynku muzycznym. Choć nie jestem na bieżąco z jej twórczością i całą karierą, wielką fanką raczej nie można mnie nazwać, tak postanowiłam obejrzeć film pt. "Gaga: Five Foot Two" z nadzieją, że dowiem się o niej coś więcej niż tylko to co serwują nam portale plotkarskie.
     Film ukazuje kawałek życia Lady Gagi, zarówno pod względem prywatnym jak i kariery. Według mnie interesująco zostały tu ukazane przygotowania do występów, ta determinacja by wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Zazwyczaj widzimy już tylko finalny efekt, występ który może nas zachwycić lecz rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę ile pracy jest włożonej w to by uzyskać taki końcowy występ. Jednak mam wrażenie, że niewiele było tutaj z prawdziwego życia samej artystki. Miałam nadzieję, że lepiej poznam jej punkt widzenia na niektóre sytuacje, które miały miejsce z jej udziałem. Choć wydaje się w tym filmie 'konkretną babką', która wie czego chce tak zabrakło mi tutaj trochę autentyczności. Mam wrażenie, że dostajemy tylko to co sama chciała nam pokazać, bez szerszego spojrzenia na całokształt. Jednak prawdziwi fani Lady Gagi może będą bardziej ukontentowani tym co tu dostajemy. Co do gry aktorskiej to ciężko jest tu oceniać, gdyż jest to film dokumentalny z urywkami z prawdziwego życia i codziennych sytuacji, które miały miejsce.
     "Gaga: Five Foot Two" to dobry film, jednak pozostawił u mnie pewien niedosyt. Nie żałuję, że go widziałam, choć chciałabym więcej! Choć nie sprawił, że zapałałam większą miłością do samej twórczości Lady Gagi, to jednak stawia artystkę momentami w bardziej ludzkim świetle.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 16 sierpnia 2020

'Zenek' (2020) - film









„Zenek” to oparta na biografii Zenona Martyniuka historia chłopaka z podlaskiej wsi, który realizuje swoje wielkie marzenie: śpiewa i bawi ludzi. Film ukazuje drogę Zenona do wielkiego sukcesu, który osiągnął dzięki uporowi, ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeniom. Król disco polo jest tylko jeden!








     Film pt. "Zenek" zbiera wiele negatywnych recenzji i opinii. Muszę przyznać, że zastanawiało mnie to co tu tak widzów, a przynajmniej część z nich, burzy, że musieli wylać z siebie ogrom jadu na tę produkcję. Pomimo, że nie jestem tak bardzo zachwycona tą produkcją to jednak według mnie nie było aż tak źle po tym z jakimi głosami o tym filmie się spotkałam.
     Historia opowiada o Zenku Martyniuku, prostym chłopaku ze wsi, który osiągnął muzyczny sukces. Jednak jak głosi legenda, jego życie nie było wcale tak bardzo usłane różami jak mogłoby się wydawać. Przyznam, że nie znałam szczegółów z życia tego człowieka, lecz niektóre przedstawione tu wydarzenia wydają mi się zbyt przerysowane i podkoloryzowane tak aby historia lepiej się sprzedała. Jednak nie można odmówić Martyniukowi odniesionego sukcesu, nawet jeśli nie słucha się tego typu muzyki. O ile nie żyje się pod kamieniem i wychodzi się czasem do świata zewnętrznego to przypuszczam, że większość z nas chociaż raz słyszała jego nazwisko. Niestety sama treść tego filmu nie porwała mnie na tyle, żebym miała się tu czym zachwycać. Po seansie nie stałam się wielką fanką takiej twórczości, jak i samego Zenona, jednak nie mam też podstaw po tym co tu dostałam aby jakoś bulwersować się na fakt, że ktoś to po prostu może lubić.
     Gra aktorska na mocno przeciętnym poziomie. Żaden z aktorów który tu występował nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, żebym od razu miała ochotę obejrzeć kolejne tytuły z ich udziałem. Ot, po prostu zrobili co mieli zrobić, odegrali swoje role, lecz żadna z postaci nie pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Choć nie spodziewałam się zbyt wiele w tym aspekcie to i tak jednak czuję pewien niedosyt...
     "Zenek" to film, który niestety nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia, lecz też nie sądzę, żeby zasłużył na tyle negatywnych opinii, nawet jeśli nie lubi się tego gatunku muzycznego. Chociaż i tak w tym filmie było zaskakująco mało disco polo jak na tę historię.
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 4 lipca 2020

'Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga' (Eurovision, 2020) - film









Dwoje ambitnych muzyków, Lars i Sigrit, dostaje niepowtarzalną szansę reprezentowania swojego kraju w największym na świecie konkursie piosenki. Teraz wreszcie mogą udowodnić, że marzenia są po to, by je spełniać.








     Film pt. "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" to kolejna muzyczna produkcja dostępna na rynku. Największe wrażenie zrobiło na mnie "Narodziny gwiazdy" i z nadzieją na równie dobrą treść zaczęłam oglądać ten tytuł o Eurowizji. Niestety ogromnie się rozczarowałam...
     Lars i Sirgit to dwójka muzyków, którym marzy się wzięcie udziału w konkursie Eurowizji oraz wygranie go. Przez wiele lat dążyli do tego i wreszcie im się w zaskakujących okolicznościach udaje wziąć w nim udział! Jednak oczekiwania a konkursowa rzeczywistość nieco się od siebie różnią. Miałam nadzieję na dobry film podczas którego miło spędzę czas. O ironio, więcej tutaj było sytuacji gdy się irytowałam i miałam ochotę kląć na to co oglądam. Główni bohaterowie to podobno równolatkowie a podczas seansu miałam wrażenie jakbym widziała raczej ojca z córką a nie osoby w tym samym wieku. Sam humor był dla mnie na tak niskim poziomie, że aż mi ręce opadały z zażenowania na to co tu dostajemy. Jedynie niektóre wykonania piosenek ratowały sytuację, choć niewiele to w ogólnym całokształcie dało.
     Gra aktorska - gdyby nie Will Ferrell to bym aż tak nie narzekała na ten aspekt, ale... to jak tu ten człowiek wypadł jest dla mnie po prostu słabe. Ciężko mi się oglądało jego postać na ekranie i za każdym razem jak widziałam tutaj jego twarz miałam ochotę wyłączyć ten film. Nawet Rachel McAdams, która wcielała się w postać Sirgit, nie udało się uratować scen z jego udziałem... Jedynie Dan Stevens, wcielający się w rosyjskiego uczestnika konkursu, był w stanie coś z siebie dać w tym filmie i to dzięki niemu dotrwałam do końca.
     Niestety ten film to dla mnie wielkie rozczarowanie. Tylko nieliczne elementy mogę ocenić tutaj pozytywnie. Szkoda, że taki potencjał na dobrą historię został tak brutalnie zmarnowany. Ja niestety jestem na nie i powracać do tej produkcji nie zamierzam... Chciałabym jak najszybciej zapomnieć, że to w ogóle widziałam.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 12 marca 2020

'Miss Americana' (2020) - film









Szczery do bólu dokument o Taylor Swift — autorce piosenek i artystce, ale przede wszystkim kobiecie wykorzystującej pełnię możliwości swojego głosu.










     Choć Taylor Swift nie jest moją ulubioną piosenkarką i nie mam w swojej kolekcji ani jednej jej płyty, to jednak jeśli jej piosenki lecą w radiu to nie reaguję alergicznie biegnąć by jak najszybciej ją wyłączyć. Pomimo to byłam zaciekawiona najnowszym filmem dokumentalnym na Netflixie dotyczącym jej osoby. Miał być to "szczery do bólu" dokument o niej a byłam po prostu ciekawa co mogą przedstawić o tak młodej osóbce.
     Ukazane zostały tutaj zarówno nagrania z młodszych lat artystki, jak to zaczynała rozwijać swój talent, jak i te bardziej bieżące chwile z jej życia. Mamy tu okazję dowiedzieć się jak powstawały niektóre piosenki i co skłoniło ją napisania niektórych tekstów. Ot, możemy poznać chociaż część życia wokalistki. Jednak mam wrażenie, że określenie promujące ten film, że miał być on szczery do bólu jest trochę na wyrost. Dostajemy tutaj według mnie raczej tylko to co sama zainteresowana chciała pokazać światu, a nie całą prawdę i wszystkie, nawet te najbardziej kompromitujące, fakty. Faktycznie było kilka sytuacji, które mogłyby postawić ją w niekorzystnym świetle ale odniosłam wrażenie, że i tak momentami zrobiono z niej całkowite niewiniątko i ofiarę losu. Nie wiem jak było naprawdę, chociażby w 'aferze' z Kayne Westem, lecz czuję pewien niedosyt, jakby nie pokazano wszystkiego co mogłoby być ukazane, a część sytuacji po prostu zachowano dla siebie.
     "Miss Americana" nie zachwycił mnie aż tak bardzo jak bym się spodziewała po samym opisie. Nie poznałam zbyt wielu interesujących faktów z życia artystki, a po tym filmie nie zapałałam do niej miłością czy niechęcią. Po prostu nie zmienił się mój stosunek do niej - nie stanę się jej wielką fanką ale też nadal nie będę reagować alergicznie na jej twórczość.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 28 lutego 2020

'Bitwa' (Battle, 2018) - film









Gdy ojciec Amalie bankrutuje, życie młodej i dobrze sytuowanej tancerki zaczyna się walić. Na szczęście na horyzoncie pojawia się tancerz hip-hopowy o imieniu Mikael.










     Kilka miesięcy temu, gdy zobaczyłam na Netflixie film "Bitwa" dodałam go na 'moją listę' i całkowicie o nim zapomniałam. Nawet podczas zastanawiania się co by wieczorem obejrzeć ciągle go pomijałam. Postanowiłam jednak rozprawić się ze swoją rosnącą listą filmów do zobaczenia w najbliższej przyszłości i tak oto wreszcie zabrałam się za ten film. Przyznam, że jestem nim pozytywnie zaskoczona.
     Amalie wiedzie luksusowe życie, a największą pasją dla niej jest taniec. Jej życie zaczyna się walić gdy ojciec ogłasza bankructwo i muszą wyprowadzić się ze swojego domu. Jak to zwykle bywa początki w nowej rzeczywistości potrafią być okrutne. Według mnie jest to ciekawie poprowadzona historia nie tylko o muzyce i tańcu, lecz również miłości. Nie spodziewałam się tutaj tak mocno zarysowanego wątku romantycznego, jednak nie przeszkadzał mi on tu, a nawet dodał trochę pikanterii do całości. Tytułowa bitwa może być w kontekście tego filmu rozumiana na wiele sposobów. Znajdziemy tam bitwy taneczne, lecz można zauważyć coś więcej. Bitwa samego ze sobą, ze swoimi słabościami, bitwa o szczęście i lepsze jutro. Nawet ta walka o miłość, która może przynieść zaskakujący efekt. O tańcu nie mam zbyt wielkiej wiedzy, jedynie mogę napisać, że to co tu dostałam po prostu mi się podobał i jestem w stanie docenić to jaką pracę włożyli tutaj ludzie by osiągnąć taki efekt.
     Gra aktorska na bardzo zróżnicowanym poziomie.Znaczna część obsady faktycznie dała radę i wypadła tu dość naturalnie, jednak były nieliczne jednostki, które mocno mi tu przeszkadzały. Od początku do samego końca nie potrafiłam przekonać się do postaci Aksela, w  którego wcielił się Vebjørn Enger. Nie jestem w stanie ocenić dokładnie co było nie tak, jednak niemiłosiernie mnie on tu irytował.
     Jestem pozytywnie zaskoczona tym filmem. Nie pamiętam z jakiego powodu za pierwszym razem zwróciłam na niego uwagę, jednak zabierając się teraz za niego nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, więc może jest to klucz do miłego spędzania czasu podczas seansu.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 10 lutego 2020

'This is it' (This is it, 2009) - film




Większość materiału filmowego została nakręcona w czerwcu 2009 roku w STAPLES Center w Los Angeles oraz w Forum w Inglewood podczas przygotowań Jacksona do "This Is It" - serii pięćdziesięciu koncertów, jakie Jackson planował zagrać w O2 Arena w Londynie. "This Is It" oferuje fanom Jacksona i wielbicielom muzyki na całym świecie rzadkie zakulisowe spojrzenie na wykonawcę, jego karierę i przygotowania do spektakularnego widowiska. Film zapewni kinomanom niezapomniane przeżycie zestawione z obszernym materiałem pokazującym szczegółowe przygotowania Jacksona do londyńskich koncertów.





     Przyznam, że nigdy nie byłam przesadnie wielką fanką Michaela Jacksona, zarówno za jego życia jak i po śmierci. Jednak kojarzyłam znaczną część jego twórczości i chcąc nie chcąc zaintrygował mnie ten film dokumentalny pt. "This is it". Mając wolny wieczór postanowiłam w końcu go obejrzeć i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas.
     W tym filmie mamy ukazane przygotowania do serii pięćdziesięciu koncertów, które miały się odbyć w  lipcu 2009. Przedstawione zostały tutaj liczne próby zarówno tancerzy jak i samego Michaela Jacksona. Sama nie wiem czego mogłam do końca się spodziewać po tej produkcji, jednak to w jaki sposób zostały tutaj ukazane emocje i włożony trud w przygotowania o dziwo wywarły na mnie ogromne wrażenie. Naprawdę dobrze mi się oglądało te wszystkie próby oraz miło było sobie przypomnieć te bardziej znane utwory. I tak się zastanawiam, skoro na mnie ten film wywarł tak dobre wrażenie, to prawdziwi fani Jacksona mogą być tą produkcją oczarowani.
     O filmie "This is it" nie wiem co więcej mogę napisać. Na pewno nie jest to produkcja dla osób którzy nie mogą zdzierżyć głównej postaci. Jednak ja jestem bardzo pozytywnie nastawiona po tym tytule i możliwe, że gdy najdzie mnie w przyszłości ochota to z wielką przyjemnością go jeszcze raz obejrzę.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 27 października 2019

'Narodziny gwiazdy' (A Star Is Born, 2018) - film






Cooper wciela się w rolę Jacksona Maine’a, gwiazdora muzyki country, którego kariera chyli się ku upadkowi, kiedy odkrywa utalentowaną, nieznaną nikomu piosenkarkę Ally (w tej roli Lady Gaga). Kiedy między tą dwójką wybucha płomienny romans, Jack nakłania Ally do wyjścia z cienia i pomaga jej osiągnąć sławę. Jednak gdy kariera Ally w szybkim tempie przyćmiewa dokonania Jacka, jest mu coraz trudniej poradzić sobie z własną gasnącą gwiazdą.






     O filmie "Narodziny gwiazdy" z wyśmienitą obsadą aktorską było w okolicach jego premiery bardzo głośno. Zebrał bardzo wiele pozytywnych recenzji, jak i wielu ludzi z mojego otoczenia zachwycało się tą historią. Dość długo zbierałam się za obejrzenie tej produkcji z obawy czy również i ja będę w stanie docenić to co zachwalało tak znaczne grono osób.
     Przypadkowe spotkanie Ally z gwiazdą muzyki country, Jacksonem, zmienia ich życie. Ich rozwijająca się relacja doprowadza do różnych zaskakujących zdarzeń, dzięki którym mają okazję się rozwinąć, jak i mogą pociągnąć ich na dno. Przyznam, że sama historia według mnie nie jest aż tak bardzo zaskakująca jak mogłabym się spodziewać po wielu zachwytach, jednak wykonanie sprawiło, ze nie mogłam się oderwać od filmu. Większością piosenek, które mamy tu okazję posłuchać jestem oczarowana. Doprowadziło to nawet do tego, że będąc po seansie w empiku zakupiłam sobie płytę z soundtrackiem z tej produkcji.
     Gra aktorska - ogół bardzo mi się spodobał i mam pozytywne wrażenie z całości. Jednak były momenty, gdy bardziej przyglądając się sposobowi wcielania się w postacie nie zawsze byłam przekonana co do naturalności. Może to tylko moje dziwne postrzeganie świata, lecz pomimo niektórych szczegółów nie mogę nic większego zarzucić aktorom.
     Podsumowując - pomimo moich obaw nie żałuję, że wreszcie zdecydowałam się obejrzeć "Narodziny gwiazdy". Choć aż tak bardzo nie piszczałam z zachwytu podczas seansu to moim zdaniem ten film jest wart uwagi. Naprawdę dobrze spędziłam swój czas oglądając tę produkcję.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 3 sierpnia 2018

'Zacznijmy od nowa' (Begin Again, 2013) - film





Ona – Gretta (Knightley), początkująca piosenkarka i kompozytorka, znalazła się w Nowym Jorku, bo towarzyszy swemu chłopakowi (Levine) – wziętemu muzykowi, negocjującemu kontrakt życia. Są piękni, szczęśliwi, bogaci, świat zdaje się leżeć u ich stóp! On (Ruffalo), mieszkający od lat na Manhattanie producent muzyczny, powoli traci kontakt z rzeczywistością… Rozstał się z żoną (Keener), jego kontakt z dorastającą córką (Steinfeld) słabnie, a do tego właśnie wyrzucono go z pracy. Wizyta w małej knajpie, w której występuje Gretta, na zawsze odmieni życie tych dwojga… 





     Tytuł filmu "Zacznijmy od nowa" kołatał mi się w głowie już od jakiegoś czasu. Jako, że gra w nim Keira Knightley postanowiłam w końcu dać mu szansę i mając wolną chwilę obejrzeć. Chyba moje wyobrażenie na temat tej produkcji było zbyt duże i miałam zbyt wysokie oczekiwania, choć i tak uważam ją za całkiem udaną.
     Młoda Gretta żyje w cieniu swojego chłopaka Dave'a. Oboje są związani z muzyką jednak to on, jak dotąd, osiąga większe sukcesu niż jego partnerka. Życie bohaterki zmienia się pod wpływem jednej niepozornej chwili. Gretta daje krótki występ w podrzędnej knajpce, gdzie wyhaczył ją znany producent muzyczny. Historia dla mnie dość nietypowa, nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak pociągniętą akcją. I nie chodzi mi tu o sam opis który tutaj przedstawiłam, lecz samo jej rozwinięcie. Wbrew pozorom nie ma tutaj dużo wątków romansowych, które mogłyby zniszczyć całą przyjemność oglądania. Muzyka, która jest tutaj dość znacznym elementem, została wpleciona w przystępny sposób i większość utworów przypadła mi do gustu. Nie jestem znawcą pod tym względem jednak były one przyjemne dla mojego ucha :).
     Gra aktorska całkiem przyzwoita, jednak o dziwo najmniej pasował mi Adam Levine w swojej roli. Spodziewać by się mogło, że nie ma on problemu z występowaniem przed kamerą czy publicznością, jednak niektóre sceny w których występował były dla mnie bardzo nienaturalne. W szczególności te w których dochodziło do "zbliżeń" między nim a Keirą.
     Biorąc pod uwagę ogół całkiem to przyjemnie mi się oglądało ten film. Nie wiem czy powrócę do niego po raz kolejny, jednak nie żałuję, że wreszcie go zobaczyłam. Moim zdaniem jest to produkcja idealna na weekend, w szczególności na te aktualnie panujące upały.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 11 września 2017

'Ostatnia audycja' (A Prairie Home Companion, 2006) - film


 

Po 32 latach na antenie radiowa audycja Garrisona Keillora musi się zakończyć, gdyż rozgłośnia WLT zostaje sprzedana. Pewnego deszczowego wieczora w St. Paul w stanie Minnesota odbywa się ostatni odcinek show, nadawany na żywo z udziałem licznych fanów, którzy nie mają pojęcia, że jest to pożegnalny występ ich ulubionych gwiazd, wśród których są między innymi siostry Johnson, Yolanda i Rhonda, śpiewający kowboje Dusty i Lefty, piosenkarka country i inni. Wszyscy przygotowali specjalny program na to pożegnanie najpopularniejszej amerykańskiej audycji.






     Film "Ostatnia audycja" obejrzałam głównie ze względu na obsadę aktorską. Miałam nadzieję, że produkcja z takimi aktorami jak Meryl Streep czy Woody Harrelson będzie przynajmniej poprawna, o ile nie bardzo dobra. Jednak nie jestem pewna czy znów moje oczekiwania nie zderzyły się brutalnie z rzeczywistością...
     Rozgłośnia radiowa WLT zostaje sprzedana. Pracownicy po raz ostatni wykonują swoją audycje nadawaną na żywo. Akcja toczy się moim zdaniem bardzo powoli, tylko w jednym miejscu jakim jest scena na której występują prowadzący i ich goście. Po samej historii nie wiedziałam czego mogę się spodziewać i w sumie mam mieszane odczucia. Sam pomysł i jego wykonanie zostało zrobione w dość intrygujący sposób. Niestety było wiele momentów podczas seansu, które nie wzbudzały we mnie ogromnego zainteresowania. Film trwa ponad półtorej godziny, a mi się tak naprawdę podobała może jedna trzecia całości?
     Gra aktorska - miło było zobaczyć Harrelsona w innej odsłonie niż ta z "Igrzysk śmierci", choć miałam nadzieję, że będzie jego bohatera znacznie więcej. Sama Meryl Streep, od której oczekiwałam wiele, nie zrobiła na mnie aż tak dobrego wrażenia jak w innych filmach. Nie jestem pewna czy mam już 'zmęczenie materiału' czy po prostu nie była to najlepsza rola w jej wykonaniu.
     "Ostatnia audycja" to niestety kolejny film, który co prawda całkiem dobrze mi się oglądało, ale nie wyryje się w mojej pamięci na długo. Nie zrobił na mnie on takiego ogromnego wrażenia abym miała polecać go każdemu.
     Moja ocena: 5/10.

czwartek, 25 sierpnia 2016

'Dirty Dancing' (1987) - film







Młoda dziewczyna (Jennifer Grey) spędza wakacje wraz z rodzicami i siostrą w ekskluzywnym ośrodku wypoczynkowym. To właśnie tutaj poznaje przystojnego instruktora tańca John'ego (Patrick Swayze). Między młodymi ludźmi rodzi się uczucie. Film okraszony muzyką, która w 1988 roku zdobyła Oskara i Złoty Glob. 









     Czy znajdzie się ktoś kto choćby nie słyszał o tym filmie? Niedawno leciał w telewizji a mając chwilę wolnego czasu postanowiłam sobie odświeżyć tę produkcję. Jest to jeden z nielicznych filmów do których uwielbiam wracać.
     W przypadku takich klasyków nie wiem sama co mogę napisać. Fabułę każdy zna albo choć trochę kojarzy o czym te film jest. Czy jest sens streszczać? Nie jestem pewna czy by mi się to udało bez spojlerowania osobom, które go jeszcze jakimś cudem nie widziały. Według mnie jest to jedna z lepszych produkcji do których warto wracać bez poczucia zawodu. Za każdym razem odkrywałam w nim coś nowego. Może na przestrzeni swojego życia [ekhm... jakby to napisać... jestem młodsza niż ten film ;)], w momencie oglądania tego filmu, za każdym razem zwracałam uwagę na zupełnie coś innego. Byłam na różnych etapach w swoim rozwoju (od małego dzieciaka, po młodzież, aż po osobę pełnoletnią i pracującą) i dostrzegałam całkowicie inne aspekty, które zostały przedstawione.
     Gra aktorska bardzo dobra. Może z czasem główna bohaterka zaczęła mnie strasznie irytować. Wcześniej tego nie dostrzegałam, lecz gdy oglądałam ten film w zeszłym tygodniu, czyli chyba po raz czwarty, dopiero zauważyłam dziecinność tej postaci. Do odtwórcy głównej męskiej roli, czyli Patricka Swayze, nie mogę się przyczepić. Chyba za każdym razem co raz bardziej doceniam jego postać w tym filmie.
     Film według mojej oceny jest bardzo dobry i wart uwagi. Może nie jest to arcydzieło, któremu dałabym maksymalną ocenę ale na pewno będę powracać do tego filmu. Kto wie jak odbiorę tę produkcję za pięć czy dziesięć lat?
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 12 kwietnia 2013

'Zakonnica w przebraniu' (Sister Act, 1992) - film



Trzeciorzędna barowa piosenkarka Deloris Van Cartier jest przypadkowym świadkiem morderstwa dokonanego przez jej kochanka-gangstera. Niegodziwiec wyznacza nagrodę za głowę swej "ukochanej" więc Deloris musi zniknąć. Dzięki pomocy policji znajduje schronienie w... klasztorze! Od tej pory Deloris - rozrywkowa kobieta, musi nauczyć się żyć wśród zakonnic, co powoduje wiele zabawnych sytuacji. Przemiła komedia dla całej rodziny 
 






     Czy jest ktokolwiek kto nie oglądał, albo chociażby nie słyszał o komedii z odtwórczynią głównej roli, Whoopi Goldberg, "Zakonnica w przebraniu"? Film dość stary (przynajmniej dla mnie, ja osobiście miałam tylko dwa lata gdy ten film miał światową premierę) ale... bardzo dobry. 
     Deloris jest świadkiem zabójstwa. Policja, w ramach ochrony świadków postanawia ją umieścić w klasztorze. No i zaczyna się tak zwana jazda :). Bardzo miło mi się oglądało ten film. Fabuła co prawda nie jest aż tak bardzo powalająca jednak jest to rzeczywiście dobrze zrobiona komedia. Wiele razy sama się uśmiechałam do telewizora. Wiele wesołych sytuacji czy też dialogów stwarzających bardzo przyjazną i radosną całość. Rzeczywiście można rzec, że jest to komedia odpowiednia dla całej rodziny. Brak tu wulgaryzmu, niestosownych wyrażeń, których raczej chcielibyśmy unikać przy małych dzieciach. Nawet reklamy w tv nie były takie straszne podczas oglądania (co prawda leciał na programie "Tv puls" a nie Polsacie czy innym TVNie gdzie reklamy są wiecznością). 
     Obsada aktorska bardzo dobrze dobrana do koncepcji filmu. Dla mnie każdy z aktorów był idealnie dopasowany do swojej roli. Nic nie zgrzytało doprowadzając do szału odbiorcę filmu :). Muzyka bardzo dobra, wszystkie w odpowiednim czasie, budujące odpowiednie napięcie. Jedyne co mi się nie podobało do końca to wykorzystanie wizerunku papieża. Nie wiem dokładnie czy rzeczywiście papież grał w tym filmie czy po prostu kogoś podstawili. Wiem, że nie powinnam się czepiać skoro w filmie tyle przebranych osób za zakonnice ale jednak to mi zgrzytało. Może jestem po prostu dziwna?
     Najkrótszym stwierdzeniem jakim można by podsumować ten film jest "stary ale jary". Mam nadzieję, że nikt za to się nie obrazi :). 
     Moja ocena: 8/10
Related Posts with Thumbnails