Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

'Kolejne 365 dni' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Związek Laury i Massimo wisi na włosku. Para stara się przezwyciężyć problemy z zaufaniem i nieustępliwym Nacho, który próbuje ich rozdzielić.
 









     Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć dlaczego zdecydowałam się na obejrzenie filmu pt. "Kolejne 365 dni". Po naprawdę złej produkcji "365 dni: Ten dzień", czy nawet "365 dni", wiedziałam, że są one zupełnie w nie moim guście. Jedynym pomysłem jaki przychodzi mi do głowy to po prostu chęć sprawdzenia, czy nadal jest tak źle jak poprzednio. I niestety nadal jest tragicznie...
     Po raz kolejny pomiędzy Laurą i Massimo dochodzi do pewnych nieporozumień i nadużyć. Dodatkowo Nacho ciągle tkwi w pamięci kobiety i powraca ona do niego myślami. Jednak pomimo moich najszczerszych chęci nie odnalazłam tu jakiejkolwiek fabuły, która mogłaby przyciągnąć uwagę widza choć na chwilę. Mamy tu po prostu sporo scen zbliżeń pomiędzy głównymi bohaterami z podkładem muzycznym. Żeby chociaż było na kim oko zawiesić, ale niestety nie było nawet dobrych ujęć bym mogła cokolwiek tu docenić. Ja jestem stanowczo na nie i mam nadzieję, że jak najszybciej zapomnę o tym tytule i z czym przyszło mi się zmierzyć podczas seansu... Rozkładać tę produkcję na czynniki pierwsze też ciężko, gdyż właściwie nie ma tu czego rozpatrywać. Cokolwiek można by tu w jakikolwiek sposób oceniać i tak wypada negatywnie, co stanowczo zniechęca to spędzania z tym filmem wolnego czasu. Gra aktorska też nie powaliła mnie swoim poziomem na kolana i wątpię abym specjalnie wyszukiwała tych aktorów w innych produkcjach. Całość jest według mnie po prostu zła.
     "Kolejne 365 dni" to film, który ogromnie żałuję, że obejrzałam i poświęciłam na niego swój wolny wieczór. Nie znalazłam tu nic, o czym choć w minimalnym stopniu mogłabym powiedzieć coś miłego i pozytywnego. Ze swojej strony stanowczo odradzam oglądanie tego czegoś, bo mianem dobrego filmu na pewno nie można tego określić.
     Moja ocena: 1/10.

wtorek, 10 maja 2022

'365 dni: Ten dzień' (2022) - film

 
Laura i Massimo znów są razem i jeszcze bardziej między nimi iskrzy. Jednak nowy początek nie będzie dla nich prosty z powodu powiązań rodzinnych Massimo i tajemniczego mężczyzny, który wkracza w życie Laury, by za wszelką cenę zdobyć jej serce i zaufanie.
W drugiej części filmowego tryptyku bohaterka Anny-Marii Siekluckiej przejdzie transformację, która przyniesie znaczące zmiany w jej dotychczasowym życiu i związku z Massimo (Michele Morrone). Na ekran powrócą ulubieńcy - najlepsza przyjaciółka i powierniczka Laury, Olga (Magdalena Lamparska) oraz zaufany pomocnik Don Massima, Domenico (Otar Saralidze) - a wraz z nimi nowa postać, zabójczo przystojny i tajemniczy Nacho (Simone Susinna), na widok którego serca zabiją mocniej. Nie zabraknie także zapierających dech w piersiach włoskich krajobrazów, olśniewających kreacji i eleganckich sportowych samochodów.



     Filmu "365 dni: Ten dzień" nie miałam w swoich filmowych planach, gdyż pierwsza część, czyli "365 dni", była po prostu zła. Jednak wiele opinii mówiących, że jest tu jeszcze gorzej niż we wcześniejszej części nieco mnie zaintrygowało. Zastanawiałam się czy jest to w ogóle możliwe, więc z bólem serca postanowiłam to sprawdzić. I faktycznie muszę się zgodzić z wieloma negatywnymi głosami dotyczącymi tej produkcji. Naprawdę jest jeszcze gorzej...
     Laura i Massimo znów są razem i planują swój ślub. Choć ogromnie między nimi iskrzy na drodze staje im "przystojny" Nacho, który potrafi zawrócić w głowie. Fabuły niestety jako takiej tu nie ma i ciężko mi coś więcej napisać na jej temat. Dostajemy natomiast wiele nic nie wnoszących do historii scen łóżkowych z grającą w tle muzyką, którą mogłaby przygotować każdy z nas. Jedynym atutem tej produkcji są... widoki. Jako, że uwielbiam morze i zachwycam się każdym jego aspektem, to dla mnie były to jedyne okoliczności na których mogłam dłużej zawiesić oko. W przypadku całej reszty jestem stanowczo na nie. Nawet wymyślne ciuchy mnie tu nie zachwyciły. Co do zgodności historii, która została ukazana w tym filmie z książką na podstawie której on powstał, to nie jestem w stanie nic powiedzieć, gdyż naprawdę nic nie pamiętam z powieści, którą czytałam, a raczej słuchałam w audiobooku, dwa lata temu. Chyba mam to szczęście, że udało mi się ją już wyprzeć z pamięci.
     Gra aktorska - no cóż, choć ten film na pewno da rozgłos aktorom, to mnie to co tu dostałam niestety jednak nie porwało. Mam wrażenie, że wszyscy mieli jeden wyraz twarzy i tylko nim posługiwali się przez całą produkcję. Bardziej już przekonują i śmieszą mnie krążące memy po internecie z tymi aktorami z kadrami z tej produkcji, aniżeli faktyczne ich umiejętności, którymi się tu popisali.
     "365 dni: Ten dzień" to w moim odczuciu fatalny film, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Mnie on swoim całokształtem nie zachwycił i żałuję, że poświęciłam na niego swój czas. Ze swojej strony stanowczo odradzam Wam jego oglądanie, chyba, że na własnej skórze chcecie się przekonać, że może być naprawdę źle.
     Moja ocena: 1/10.

wtorek, 26 maja 2020

'Niewłaściwa Missy' (The Wrong Missy, 2020) - film







Poznawszy dziewczynę swoich marzeń, Tim Morris rzuca się w wir SMS-owego flirtu i zapomina o bożym świecie. W końcu postanawia zaprosić swoją miłość na wspólny wyjazd na Hawaje. Na lotnisku okazuje się jednak, że omyłkowo skierował zaproszenie do "niewłaściwej Missy", z którą kiedyś przeżył randkę rodem z koszmaru.









     Momentami nadmiar wolnego czasu skutkuje tym, że wynajduję kolejne dziwne tytuły, które mogłabym obejrzeć. Niestety nie wszystkie są warte tego by poświęcać na nie swój czas. I tak było właśnie w przypadku filmu "Niewłaściwa Missy". Jak dla mnie jest to totalna porażka...
     Tim po jednej nieudanej randce stwierdza, że takie spotkania nie są dla niego. Jednak gdy jakiś czas później na jego drodze przez przypadek staje kobieta, z którą idealnie się dogaduje widzi dla siebie pewną nadzieję. Postanawia zaprosić nowo poznaną na wyjazd na Hawaje organizowany w jego pracy, jednak omyłkowo wysyła SMSa do nie tej kobiety, do której chciał... Niestety fabuła tego filmu jest jak dla mnie na żenująco niskim poziomie a żarty z jakimi mamy tu do czynienia całkowicie do mnie nie przemawiają. Podczas seansu wymęczyłam się ogromnie i żałuję, że nie wyłączyłam tego filmu po kilku pierwszych minutach. Chyba naiwnie miałam nadzieję, że jednak historia rozwinie się w dobrym kierunku i zakończenie choć trochę mi wynagrodzi beznadziejny początek. Niestety im dalej w las to było według mnie tylko gorzej... Jedynym plusem mogą być niektóre widoki, które tylko zwiększają chęć wyjechania na wakacje w ciepłe kraje.
     Gra aktorska też mnie nie do końca przekonała. Mam wrażenie, że choć aktorzy idealnie wpasowali się w głupowatą treść tego filmu to i tak nie pokazali tutaj sobą nic oszałamiającego. Nie mam ochoty zobaczyć kogokolwiek z tu występujących w zupełnie innej odsłonie po tym jak zagrali w tym filmie. Ja jestem po prostu na nie i mam nadzieję, że następna produkcja którą zobaczę będzie pod tym względem o niebo lepsza.
     "Niewłaściwa Missy" to według mnie absurdalna produkcja z żenującym humorem. Jak dla mnie jest to coś podobnego do "American Pie", które też całkowicie nie wpasowało się w mój gust. Jestem rozczarowana tą produkcją i będę ją już omijać szerokim łukiem. Ja ze swojej strony nie mogę polecić tego filmu, choć może znajdą się 'koneserzy' takiego typu filmów.
     Moja ocena: 1/10.

poniedziałek, 11 marca 2019

'Paryż jest nasz' (Paris est à nous, 2019) - film









W dręczonym konfliktami społecznymi Paryżu dochodzi do kilku tragedii. Tymczasem młoda kobieta próbuje się odnaleźć w burzliwym związku.










     Ta opinia będzie krótka, zwięzła i na temat, a przynajmniej mam taką nadzieję. Według mnie ten film był bardzo zły i żałuję każdej minuty jaką na niego poświęciłam. A mogło być tak dobrze...
     Fabuła w tym przypadku nie istnieje. Nie odnalazłam tu spójnej treści, która z tych urywanych scen, miałaby jakikolwiek sens. Takie pomieszanie z poplątaniem, które raczej od siebie odpycha niż przyciąga. Sporo ujęć nakręcona jakby przez osobę z atakiem padaczki, a przez efekty jakie tu wykorzystano sama miałam wrażenie, że mogłabym zachorować... Kolejny problem to dźwięk - o ile muzyka była puszczana bardzo głośno tak w niezbyt inspirujące dialogi trzeba się było wsłuchiwać. Sprawdzałam jeszcze inne treści - z moimi głośnikami wszystko jest jak najbardziej w porządku. Kolejną kwestią, która mnie rozczarowała to gra aktorska. Żaden z aktorów nie wypadł tu przekonująco, a nijakość to byłoby zbyt pozytywne wyrażenie na określenie tego co tu dostałam. Jestem stanowczo na nie.
     Jestem ogromnie rozczarowana tym filmem. Jedynym plusem w tym przypadku może być sam tytuł, jednak na tym wszystko się kończy. "Paryż jest nasz" - według mnie zapamiętajcie aby omijać tę produkcję szerokim łukiem. Chyba, że to ze mną jest coś nie tak i nie potrafię docenić tak "genialnego" dzieła...
     Moja ocena: 1/10.

wtorek, 21 lutego 2017

"Dotyk Crossa" Sylvia Day


Powieść, którą czytają kobiety w trzydziestu sześciu językach na całym świecie. 
Powieść, która jest najszybciej sprzedającym się tytułem ostatniej dekady. 
Jedyna taka powieść erotyczna, która łączy w sobie dobry styl z wyjątkową przyjemnością czytania.
Gideon Cross pojawił się w moim życiu jak błyskawica w mroku.
Był piękny i intrygujący, rozpalał do białości. Pociągał mnie jak nikt dotąd. Pragnęłam jego dotyku jak narkotyku, choć wiedziałam, że jest dla mnie zgubny. Moja zraniona dusza i ciało broniły się, ale on z łatwością je posiadł. 
Gideon czuł to samo, dręczyły go podobne demony. Byliśmy jak lustra, które odbijały swoje najgłębsze rany i najdziksze pragnienia.
Ta miłość stworzyła mnie na nowo. Modliłam się, by koszmary przeszłości nas nie rozdzieliły.
Opis książki





Autor: Sylvia Day
Tytuł oryginalny: Bared to You
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Sadowska Ksenia
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 416



     "Dotyk Crossa" to powieść erotyczna, często porównywana do "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Niektórzy twierdzili, że Cross jest o niebo lepszy niż Grey, więc widząc tę pozycję w bibliotece postanowiłam sama się przekonać. Żal mi było wydawać własne pieniądze, gdyby okazało się jednak, że jest to jeszcze większy gniot, a tak przynajmniej mogłam przeczytać ją za darmo, choć wzrok Pani Bibliotekarki był co najmniej podejrzany ;).
     Gideon Cross to bogaty i nieziemsko przystojny mężczyzna z ogromnym przyrodzeniem, gdyż inaczej być nie mogło w tej powieści. Podnieca on główną bohaterkę, Evę, samym swoim bytem i skrywa, bo jakże by inaczej, mroczną tajemnicę. Jego najlepszy tekst na podryw to "mam ochotę cię przelecieć", tak ot, po prostu. Czytając to zastanawiałam się czy nie lepszy już byłby 'podryw na kasztana', który swego czasu robił furorę w internecie. Niestety oprócz scen seksu, czy niezrównoważenia psychicznego głównych bohaterów nie dostajemy tutaj żadnej sprecyzowanej fabuły. Nie potrafiłabym chronologicznie przedstawić wydarzeń jakie miały tutaj miejsce. Niestety wieje nudą na kilometr, a sama treść tej książki jest dużo nudniejsza nawet od pierwszego lepszego filmu pornograficznego jaki możemy znaleźć w sieci. Może zostanę za to zlinczowana, jednak to "Pięćdziesiąt twarzy Greya" było dużo ciekawsze, choć daleko tej książce do tego aby mi się ona podobała i bym uznała ją za dobrą powieść.
     Bohaterowie niestety bardzo płytcy i bez osobowości. Główna bohaterka nieziemsko irytująca, strzelająca fochy częściej, niż była podniecona na samą myśl o Crossie. Ba! Nawet seks uprawiali rzadziej aniżeli pojawił się jej foch. Sam Gideon jeszcze bardziej nieporadny i bezpłciowy niż Grey. Chyba najlepiej ze wszystkich opisana była matka głównej bohaterki, jako 'piękna, czarująca i obsesyjno-kompulsywna'. Jednak nawet to nie wystarcza aby bohater został zapamiętany na dłużej. Niestety postacie, tak jak treść, nie są mocną stroną tej powieści.
     Styl autorki nie powalił mnie na kolana. Niby nie był aż tak infantylny jak u E L James, jednak nie powiedziałabym, że był lepszy. Autorka starała się, jakby na siłę, zrobić trochę ostrzejszą wersję znanych już powieści erotycznych. Jednak nie wyszło jej to za dobrze. Nie sądziłam, że to możliwe, ale już nawet w filmach pornograficznych możemy znaleźć lepsze dialogi niż tutaj :D [a czasami brak dialogów jest lepszy niż po prostu jakieś]. Przy tekście "Jeb, jeb, jeb - zawył" zastanawiałam się co autorka miała na myśli, czy bohater walił się głową o ścianę [co sama miałam ochotę zrobić podczas lektury] i wył z bólu czy był to skrót tłumacza od słowa jebać. W sumie oba przypadki w tamtym momencie by pasowały. Stwierdzam jednak, że nie chcę się w to zgłębiać i sprawdzać jak było w oryginale. Nie jest to po prostu na moje nerwy.
     Wydanie - niestety są tu klejone strony, przez co egzemplarz biblioteczny nie jest już w najlepszym stanie. Nie wiem, czy pozycja była aż tak eksploatowana, ale niebawem będzie się składać ten tom z kilku części. Kartki będą latać na wszystkie strony, a i tak powieść by nic na tym nie straciła. Na plus, chyba jedyny w całej tej pozycji, to papier oraz czcionka jakie zostały wykorzystane. Choć i w tym przypadku zapewne znajdą się czytelnicy, którym również i to nie pasowało.
     Mam wypożyczone kolejne dwa tomy z biblioteki, lecz wątpię, żebym je przeczytała. W przypadku Greya zwyciężyła ciekawość - tutaj niestety jest jeszcze gorzej. Na razie nie mam ochoty sięgać po kolejne pozycje tej autorki. Może i wstrzeliła się ona w temat, który był aktualnie na topie, jednak nie jest to powieść po którą bym sięgnęła, nawet po to aby się odmóżdżyć.
     Moja ocena: 1/10.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

'American Pie' (1999) - film






"American Pie" to zwariowana komedia o wkraczaniu w dorosłość. Grupa przyjaciół zdenerwowanych faktem, że nie mogą się pozbyć znienawidzonego dziewictwa, postanawia podjąć zdecydowane kroki. Jednak, aby zamknąć niechlubny dziewiczy rozdział w swoim życiu trzeba się nieźle namęczyć: zaliczyć parę trudnych lekcji miłości i seksu, doświadczyć poniżenia i rozczarowania i ćwiczyć cierpliwość.









     Film jest puszczany przynajmniej raz w roku w telewizji. Na różnych kanałach, o różnych porach lecz nie sposób nie natknąć się wreszcie na tę produkcję. Stwierdziłam, że nadszedł wreszcie czas aby obejrzeć ten film, który widziało wielu. Bardzo różne opinie można o nim przeczytać, a jakie jest moje wrażenie?
     Fabuła filmu niestety nie jest powalająca. Poznajemy tutaj grupę przyjaciół, którzy nadal są prawiczkami i postanawiają coś z tym wreszcie zrobić. Miała to być komedia a wyszła żałosna parodia tego gatunku. Poziom żartów był dla mnie wręcz niesmaczny, ani razu na mojej twarzy nie zagościł uśmiech podczas seansu. Nie ma w tym filmie ani jednego pozytywnego aspektu o którym mogłabym napisać. Jestem wręcz zażenowana poziomem tego filmu i faktem, że jednak obejrzałam do końca.
     Gra aktorska - nawet Alyson Hannigan, którą polubiłam w serialu "Jak poznałem waszą matkę", w tym filmie wypadła dość słabo. Reszta aktorów też nie powaliła swoją grą na kolana. Może już sama durna treść, która została tutaj ukazana, przysłoniła umiejętności poszczególnych odtwórców ról.
     Żałuję, że poświęciłam czas na oglądanie tego filmu. Może lecieć on w tle ale na pewno nie warto poświęcać całej swojej uwagi. Choć nie wiem czy nadaję się on nawet jako 'grające tło'. Szczerze odradzam.
     Moja ocena: 1/10.

niedziela, 7 sierpnia 2016

"Kim być? Sheila zaczyna od nowa" Sheila Heti





Kontrowersyjna powieść. Nowatorska, odważna i bezwstydnie szczera. Zdumiewa i prowokuje.
Wciągająca historia burzliwej, pełnej emocji przyjaźni dwóch kobiet. Sheila, główna bohaterka, to pisarka tuż po rozwodzie, dorabiająca w salonie fryzjerskim, Margaux jest odnoszącą sukcesy malarką. Pierwsza usiłuje stworzyć sztukę na zlecenie, druga bierze udział w konkursie na najbrzydszy obraz. Ponadto: perwersyjny kochanek, ekscentryczni artyści i podróż do Nowego Jorku. A wszystko to w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jakim człowiekiem należy być. 

Opis książki






Autor: Sheila Heti
Tytuł oryginalny: How Should a Person Be?
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Belczyk Arkadiusz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2014
Liczba stron: 304



     Sklep 'Biedronka' co jakiś czas urządza kiermasze książkowe i można wtedy zakupić wiele pozycji w stosunkowo niskich cenach. Całkiem niedawno (bodajże od 25 lipca) mieliśmy możliwość zakupu wybranych książek za jedynie 7,99zł. Pozycja "Kim być? Sheila zaczyna od nowa" to właśnie jeden z kilku moich zakupów książkowych w tym sklepie. Czy rzeczywiście pozycja była warta tej, nawet bardzo niskiej, ceny?
     Co do fabuły nie miałam sprecyzowanych wymagań. Niestety ta książka nie spełniła moich nawet najmniejszych oczekiwań - czyli mieć jakąkolwiek spójność w przedstawianej historii. W tej pozycji mamy wszystkiego, przedstawionego w nijaki sposób, po trochu. Trochę pseudo-egzystencjalnych wywodów, trochę pseudo-erotycznych sytuacji, minimalną próbę wyjaśnienia sztuki pięknej, jak i całą masę bliżej niesprecyzowanego 'czegoś'. Zazwyczaj w książce nie przeszkadzają mi subtelne sceny seksu, nie burzę się na samo to słowo. Nie jest dla mnie problemem jeśli na ileś stron bohaterowie kilka razy mają się ku sobie. Niestety w tym przypadku opis scen erotycznych był tandetny, wulgarny i w ogóle nie podniecający. 
     Pisząc tę recenzję aż się ciśnie mi się na klawiaturę porównanie do książki E L James pt. "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Pomimo, że historia przedstawiona w tej poczytnej pozycji wzbudza wiele emocji, zarówno tych negatywnych jak i pozytywnych, to uwierzcie mi - Grey wypada w tym porównaniu o wiele lepiej. Historia o Christianie miała przynajmniej jakieś ręce i nogi, a w zestawieniu z tą książką Grey był sensowny, sceny seksu były przedstawione w bardzo subtelny i kulturalny sposób, a język jakim była napisana, był na wysokim poziomie. Osoby dla których język E L James był zbyt infantylny, a polskie tłumaczenie jeszcze bardziej zdziecinniałe, po przeczytaniu "Kim być? Sheila zaczyna od nowa" zaczną doceniać 'kunszt literacki' Pani James. Przynajmniej mnie nie podniecają wstawki co kilkadziesiąt stron na temat 'wsadzaniu kutasa do buzi aż do łez' czy 'stawianiu kloca na imprezie wśród znajomych'. Można ciekawiej opisać te czynność ;).
     Bohaterowie również nie byli przedstawieni na tyle dobrze aby o nich rozmyślać nawet kilka minut po odłożeniu już przeczytanej książki. Pomimo pisania tej recenzji od razu po skończeniu czytania nie byłabym w stanie napisać kilku słów o każdej z postaci. Wszyscy byli dla mnie nijacy, zlewający się w jedną całość i nic nie wnoszący do nudnej historii.
     Styl autorki przypominał mi trochę taki 'wczesno-gimbusiarsko-dojrzewający' styl, czyli bardzo młodej osoby, która dopiero co odkryła przekleństwa, możliwość przeciwstawienia się rodzicom i chcąca zaimponować swoją głupotą innym kolegom/koleżankom w klasie. Nie każdy gimnazjalista zachowuje się w ten sposób, na miano "gimbusa" trzeba jednak sobie 'zasłużyć'. W tej pozycji jedynie wyolbrzymiony typ gimbusa został stylistycznie przedstawiony. Autorka na siłę chciała szokować językiem. Niestety nie jest to sposób w którym mam ochotę czytać całą książkę.
     Wydanie - tutaj są jedyne elementy, które zachęciły mnie do kupna tej książki i wpływają na ogólną 'pozytywną' ocenę tej pozycji. Książka w twardej oprawie, z papierem i czcionką dobranymi odpowiednio do całego wyglądu pozycji. Przyznaje się szczerze, że pomimo, że nie należy oceniać książki po okładce to również ona wpłynęła na moją decyzję o jej zakupie. Nie uszły mojej uwadze szyte strony, które zawsze doceniam. Szkoda, że tak dobrze są wydane tak złe książki.
     Dla mnie ta książka jest totalną porażką. Autorka w sposób wulgarny chciała wzbudzić kontrowersje. Moim zdaniem można jednak wydać kontrowersyjną pozycję przedstawioną  kuluralnym językiem. Na prawdę nie warto poświęcać czasu na czytanie tej książki. Chyba, że chcecie mieć przykład jak nie pisać ;).
     Moja ocena: 1/10.
Related Posts with Thumbnails