Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Axel Springer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Axel Springer. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2013

"Polowanie na męża, czyli teoria szczelnej przykrywki" Lynda Curnyn


Kiedy jeden z byłych narzeczonych żeni się, Angie DiFranco wybucha śmiechem i robi dobrą minę do złej gry. Gdy żeni się drugi, zaczyna czuć się nieswojo. Ale gdy trzeci decyduje się na ślub... Trzeci? Angie traktuje to jak osobistą klęskę. Czyżby coś było z nią nie tak, skoro nie potrafiła skłonić żadnego faceta, żeby w imię dozgonnej miłości wyłożył sporą sumę na zaręczynowy pierścionek? Zdaniem przyjaciółki z lat szkolnych - która, rzecz jasna, od lat ma męża - mężczyźni przypominają słoiki ze szczelnie zakręconą przykrywką. Tak szczelnie, że jedna kobieta nie da rady jej odkręcić - najwyżej trochę ją poluzuje. Dopiero następna bez trudu otwiera słoik. Angie zaczyna inaczej patrzeć na swój związek z Kirkiem, obecnym chłopakiem. Kiedy jego była dziewczyna postawiła mu ultimatum, uciekł gdzie pieprz rośnie. Ale zgodnie z teorią przykrywka nie jest już szczelna. Przy odrobinie wysiłku odskoczy z głośnym sykiem... 
Tył książki




Autor: Lynda Curnyn 
Tytuł oryginalny: Engaging Men
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Maura Iwona
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 288



     Sięgnęłam po przeczytaniu opinii, że można w miarę szybko tę pozycję przeczytać. Może to dziwne ale chciałam mieć taką właśnie możliwość, żeby móc się wyrobić w przerwach między wizytami u lekarzy a kompletowaniem 'wyprawki studenckiej' :P. Miałam również nadzieję, że wreszcie jako kobieta polubię literaturę, która uzyskuje miano "literatury kobiecej". W końcu chyba warto wiedzieć co powinno teoretycznie mi "podpasować" :). 
     Tytuł co prawda odstraszający, jednak bardzo dobrze dopasowany do treści książki. Przez całą pozycję wraz z bohaterką przeżywamy jej podboje, próby by 'usidlić' faceta zgodnie z zasadą "szczelnej przykrywki" i doprowadzić do swojego małżeństwa. Jednym słowem - banał. Przynajmniej dla mnie. Pod względem fabularnym autorka nie stworzyła nic odkrywczego. Tytuł, opis z książki nie dają czytelnikowi możliwości odkrywania historii - wszystko niestety już jest skrócone i przedstawione. Chociaż dziwię się jakim cudem udało się autorce takie "masło maślane" wydłużyć na prawie trzysta stron. 
     Bohaterowie niestety niezbyt udani. Znów trafili się trochę nijacy. Jedynie przekonał mnie do siebie współlokator głównej bohaterki Justin. Trochę pokręcony człowiek, ze swoimi 'pasjami' ale jako jedyny został głębiej przedstawiony. Autorka tylko mu dała pewną osobowość, która wyróżniała się ze wszystkich postaci. 
     Styl autorki rzeczywiście przyjemny. Na prawdę da się dzięki temu tą pozycję szybko pochłonąć. Z drugiej strony nie wiem czy to nie kwestia rozwlekania całej historii. Chociaż tworzyć dłuugaśne historie, które nie mają prawie w ogóle akcji też chyba trzeba potrafić tworzyć ;). 
     Wydanie... Znów spotkałam się z dziwnym przenoszeniem końcówek wyrazów do kolejnej linijki. Może to ja jestem dziwna, jednak mnie uczono, żeby słowo dzielić na sylaby i ewentualnie jeden czy więcej 'zbiór' sylab przenosić (np. przej-ście a nie jak to bywało prze-jście). Chyba, że zostałam źle nauczona albo zmieniły się zasady ortografii ;). Mistrzem ortografii raczej nie jestem ale dziwnie wyglądało... W tej pozycji, pomimo klejenia stron, nie wydaję mi się, żeby po kilku przeczytaniach cała miała się rozlecieć. Nie wiem od czego to zależy, jednak to, że nie popsuje się szybko ta pozycja można zaliczyć na plus. Do reszty aspektów wydania, które wpadło mi w łapki zastrzeżeń nie mam :). 
     Książka raczej z tych "przeczytać i zapomnieć". Nie należy ona do ambitnych, nie powala fabułą... Jednak miałam pewien dylemat jak ocenić tą pozycję. Podczas czytania wbrew pozorom trochę się odprężyłam, nie denerwowałam się na absurdalność powolnej akcji ;). Na pewno nie zasługuje na wysoką notę, ale chyba też nie jest to jedna z najgorszych książek jakie czytałam.
     Moja ocena: 4/10.

środa, 3 lipca 2013

"Imię i nazwisko zastrzeżone" Jane Sigaloff


 
Lizzie Ford jest ekspertem od spraw damsko-męskich. Miłość i seks w wielkim mieście nie mają dla niej żadnych tajemnic. Na łamach poczytnego londyńskiego tygodnika odpowiada na listy zawiedzionych i skrzywdzonych, rozmawia też ze słuchaczami, prowadząc lubianą audycję radiową. Jej sprawy osobiste także wydają się zmierzać w dobrym kierunku - po wielu latach nieudanych poszukiwań nareszcie może się wtulić w opiekuńcze ramiona Tego Jedynego - Matta Bakera, czarującego geniusza reklamy, który przekonuje do siebie nawet niechętną mężczyznom jej najlepszą przyjaciółkę. Lizzie nie zdaje sobie sprawy, że cudowny kochanek coś przed nią ukrywa. Nie podejrzewa również, że zwykły list od czytelniczki, tylko z pozoru anonimowej, omal nie doprowadzi do groźnego w skutkach skandalu. Przyjdzie jej zmierzyć się z elementarnymi prawdami na temat życia, miłości i wierności... 
Tył książki


 

Autor:Sigaloff Jane
Tytuł oryginalny: Name & address withheld
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Żółtowska Weronika
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2002
Rok pierwszego wydania polskiego: 2003
Liczba stron: 288



     Książkę wzięłam znów w bibliotece, gdyż na stancji nie zdążyłam jej przeczytać a w szale pakowania nie chciałam wywieźć jej 300km od miejsca właściwego jej pobytu wzięłam ją raz jeszcze u siebie w mieście. Był to bardzo duży błąd... 
      Fabuła nie jest ciekawa. Książka opowiada o dziewczynie, która zakochała się w facecie żonatym, który, jak twierdzi, że nie kocha już żony. Czyli historia o miłosnym trójkąciku. Żadnych innych wątków nie znajdziemy. Czyli prawie 300 stron pierdolenia o temacie, który może wkurwiać. Mam swoją niezbyt pochlebną opinię na temat dziewczyn spotykających się z żonatymi facetami, a na domiar złego z nimi sypiającymi. A czytanie jeszcze o takowych jest istną katorgą. Zrozumiałabym gdyby to był jakiś wątek poboczny a nie główny. A pisanie tylko o tym, jeszcze w tak irytujący sposób jest dla mnie niezrozumiałe... 
     Wszyscy bohaterowie to za przeproszeniem pierdołowate cioty. Każdy z nich czuje się ofiarą losu, ale wszyscy chcą się zachowywać jak bohaterowie którzy mają uratować świat i mamy im jeszcze za to dziękować na kolanach i obdarowywać codziennie prezentami za ich czyny. Jak dla mnie jest to śmiech na sali. Wszyscy w tej książce są prawie identyczni i niczym się nie wyróżniają z tłumu. Jak dla mnie wygląda to na bardzo słabą kreatywność autorki, która nie potrafi nawet stworzyć różnorodnych bohaterów oraz ciekawych wątków.
     Styl autorki pozostawia wiele do życzenia. Niby można szybko przeczytać tą książkę. Mi się udało w jeden dzień ale jakie katusze przeżywa czytelnik - i to nie te pozytywne związane z kończącą się książką ale przez całą pozycję podczas czytania tego czegoś...

"(...) spiętrzonych na regale sensacyjnych powieści drugorzędnego pisarzyny Johna Grishama, (...)"*

     Na ten moment przeczytałam tylko jedną książkę Johna Grishama, więc ciężko nazwać mnie jego najwierniejszą fanką. Jednak nie nazwałabym go również "drugorzędnym pisarzyną". Ogólnie niezbyt mi się podoba ocenianie innych pisarzy w książkach - to nie są recenzje. Nie wiem co autorka piła/brała/paliła podczas pisania tej książki ale takiego gówna dawno nie czytałam. Jeśli ocenia tak słabo Grishama to powinna również mieć trochę samokrytyki do samej siebie i tej powieści nigdy nikomu nie pokazywać, o wydawaniu jej nie wspominając. Dzięki temu można by zaoszczędzić czas, potrzebny na przeczytanie tego stwora oraz pieniędzy, jeśli ktoś to coś zakupił. 
     W książce którą wypożyczyłam na domiar złego znalazła się masa literówek, błędów językowych, stylistycznych. Tutaj jednak chyba wina tłumacza i osoby odpowiedzialnej za korektę a nie autorki. Sama nie piszę i nie wysławiam się za każdym razem poprawną polszczyzną w rewelacyjny sposób, ale nie zabieram się za pisanie książek i ich redagowanie**. Przez tą masę błędów, fabuły oraz stylu autorki całość ciężko się czytało. Musiałam się wspomóc piwem, żeby się trochę znieczulić i być w stanie przez tą książkę przebrnąć. 
     Osobiście radzę omijać tą pozycję szerokim łukiem. Szkoda, że to coś jest określane mianem literatury kobiecej. Dla mnie jako młodej kobiety jest to wręcz obraza... 
     Moja ocena: 0/10



* J. Sigaloff, Imię i nazwisko zastrzeżone, Wydawnictwo Axel Springer, Warszawa 2005, s. 31



** Bloga założyłam w sumie po to, żeby właśnie poprawić te umiejętności - mam nadzieję, że widać jakiś progres w porównaniu z pierwszymi recenzjami zamieszczonymi na blogu a tymi teraźniejszymi :). 

czwartek, 15 września 2011

"Świat marzeń zakupoholiczki" Sophie Kinsella

Kiedy sytuacja staje się ciężka – ciężko też robić zakupy! Rebeka Bloomwood wie o tym doskonale, bo Rebeka Bloomwood wie wszystko o zakupach. Są jej ulubionym zajęciem i... jej przekleństwem. Można powiedzieć, ze jest chora na robienie zakupów, najchętniej w markowych sklepach. A ponieważ jest tylko skromną dziennikarką o umiarkowanych dochodach, udzielającą czytelnikom porad – o ironio! – jak najkorzystniej lokować pieniądze, więc na koncie ma nieustanny debet. Zmusza ją to do wymyślania niestworzonych historyjek, które mają usprawiedliwić zaleganie ze spłatą kredytu. Banki nie bardzo chcą czekać, Rebeka wie, ze sama siebie zapędza w ślepą uliczkę, kiedy nagle, przedziwnym zrządzeniem losu, staje się nieomal gwiazdą telewizyjną. Czy sprosta nowym wyzwaniom, jakie przed nią stanęły?
„Świat marzeń zakupoholiczki” to bardzo zabawna historia o zwariowanej trzydziestolatce.
Tył książki 
  



Autor: Sophie Kinsella
Tytuł oryginalny: The Secret Dreamworld of a Shopaholic 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Chmiel Krystyna 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2000 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2002
Liczba stron: 336



 Pomimo, że potrzebowałam czegoś lekkiego i banalnego po swojej pierwszej w życiu "poprawce we wrześniu", książka niezbyt przypadła mi do gustu.  
Historia o roztrzepanej 'dziennikarce', która zajmuję się sprawami finansowymi sama mając - o zgrozo! - debet na koncie i żadnego pomysłu na jego spłacenie. Rebeka Bloomwood - irytująco głupia i wkurzająca baba, narzekająca tylko na swój los, bez planu na przyszłość i uwielbiająca robić zakupy jedynie w 'markowych' sklepach. Ochota przywalenia tej bohaterce w twarz za jej charakter towarzyszyła mi przez cały czas czytania tej książki. Styl pisania nie przeszkadza, jednak jest to powieść o wszystkim i o niczym. Nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych emocji. Miło by było, żeby chociaż można się było przy niej uśmiechnąć - niestety, nie znajdziemy w niej żadnych śmiesznych/wesołych scen (w końcu raczej jest to literatura 'lekka' a nie poważna), które umiliłyby czytanie. Całe szczęście, jest to powieść na jeden wieczór. Ale czy warto poświęcić tej pozycji nawet tyle? Dla zbicia czasu może i owszem. Jednak jeśli ktoś oczekuje jakiejkolwiek akcji i czegoś więcej niż po prostu samego faktu czytania zdań o niczym to nie jest książka dla niego. 
Moja ocena: 2/10. Szkoda tylko, że książki z takim niskim poziomem reprezentują 'literaturę kobiecą'. Ja, jako baba, nie lubię takich powieści bez sensu, ocierających się o tandetę... Daję tej książce aż dwa punkty, ponieważ potrzebowałam po prostu czegoś lżejszego i napatoczyła się ona w i tak łaskawy dla niej czas...
Related Posts with Thumbnails