Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2018. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2022

'Krzysiu, gdzie jesteś?' (Christopher Robin, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Gdy mały Krzyś dorósł i znalazł się na życiowym zakręcie, jego wierni towarzysze dzieciństwa - Kubuś, Prosiaczek, Kłapouchy i Tygrysek – wyruszają ze Stuwiekowego Lasu do Londynu, by przypomnieć mu magię dzieciństwa.









     Za film pt. "Krzysiu, gdzie jesteś?" planowałam zabrać się już od dawna ale ciągle coś wypadało i dopiero ostatnio udało mi się obejrzeć go w całości. Miałam nadzieję na przepiękny film familijny, który chwyci widza w każdym wieku za serce. Niestety ja będąc już po seansie czuję pewien niedosyt...
     Krzyś już dorósł, ma swoją rodzinę i popadł w wir obowiązków związanych z pracą. Niestety gdzieś już umknęła mu ta dziecięca radość oraz wartości, które wyznawał za młodu. Gdy w jego codziennym świecie pojawia się dawno nie widziany Kubuś, mężczyzna musi powrócić do Stuwiekowego Lasu i pomóc mu odnaleźć pozostałych swoich przyjaciół. Dorosła rzeczywistość przeplata się z magią dzieciństwa, jednak czy Krzysztofowi uda się przypomnieć to co w życiu jest najważniejsze? Historia ukazana w tym filmie miała być emocjonująca i wzruszająca, a ja czuje się nieco oszukana tym co tu znalazłam. Choć było kilka momentów, dzięki którym można przenieść się do czasów własnego dzieciństwa to jednak nie poczułam tych wielorakich emocji mających mi towarzyszyć podczas seansu. Było miło i całe szczęście szybko się skończyło. Jako fanka Kubusia Puchatka miałam znacznie większe oczekiwania wobec tego co mogłabym tu zobaczyć. Dodatkowo efekty specjalne były według mnie po prostu... brzydkie, wręcz paskudne, i jakoś nie jestem przekonana do tego wyglądu moich jednych z ulubionych postaci z dzieciństwa. Dla mnie cała ta produkcja była wręcz do bólu przewidywalna, nijaka oraz przeciętna i ani przez moment mnie nie wzruszyła. Miała ona zadatki na bycie wybitną, lecz ja zbyt wielu pozytywów nie byłam w stanie tu dostrzec i o nich coś więcej napisać.
     Gra aktorska jest całkiem niezła, choć niestety znalazło się kilka momentów, które były dla mnie aż za nadto nienaturalne. Najlepiej wypadła tu, przynajmniej w moim odczuciu, najmłodsza aktorka, czyli Bronte Carmichael, wcielająca się w Madeline Robin, córkę Krzysia. Choć nie było aktorsko źle, przynajmniej na tle efektów specjalnych jakimi nas uraczyli w przypadku "maskotek", to jednak nie zamierzam poświęcać czasu na wyszukiwanie kolejnych produkcji z udziałem występujących tu aktorów, lecz nie będę ich wyłączać, jeśli gdzieś się oni pojawią. Może jeszcze czymś mnie zaskoczą.
     "Krzysiu, gdzie jesteś?" to film, który niestety nieco mnie rozczarował i chcąc nie chcąc nie zapadnie w mojej pamięci na długo. Pomimo, że nie żałuję, że go obejrzałam, to czuję ogromny niedosyt po tym co tu zobaczyłam. Jestem ciekawa czy młodsi niż ja odbiorcy dostrzegli tu więcej dobroci ode mnie i byli w stanie czerpać przyjemność z seansu.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 7 lutego 2022

'Odważne serce' (Lionheart, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Gdy jej ojciec podupada na zdrowiu, Adaeze wchodzi do męskiego świata i zaczyna razem z wujkiem prowadzić rodzinną firmę.









     Już od jakiegoś czasu miałam na swojej liście do obejrzenia film pt. "Odważne serce". Nie słyszałam wcześniej nic o tej produkcji, ani wśród znajomych, ani nie natknęłam się na opinie w internecie, jednak jej opis zainteresował mnie na tyle bym postanowiła dać szansę. Choć na stronie filmweb.pl ten tytuł nie ma zbyt wysokiej oceny, tak mnie pozytywnie on zaskoczył!
     Adaeze od lat przygotowywała się by przejąć stery w rodzinnej firmie i starała udowodnić, że się do tego nadaje. Jednak gdy jej ojciec podupada na zdrowiu musi zmierzyć się z nowymi problemami a na horyzoncie nieoczekiwanie pojawił się jej wujek, który ma nieco odmienne podejście do prowadzenia interesu. Pomimo momentami ciężkich sytuacji, jaką może być choroba rodzica czy zmaganie się z trudami prowadzenia podupadającego interesu, została wpleciona tu również ogromna dawka humoru, która potrafi poprawić nastrój. Nie spodziewałam się, że dzięki tej produkcji będę w stanie tak miło spędzić swój czas i choć na chwilę zapomnieć o własnych problemach. Ten film w nienachalny sposób pokazuje, że pomimo przeciwności losu można sobie poradzić z wieloma niesprzyjającymi sytuacjami i wyjść z tego wszystkiego obronną ręką. Ja jestem tą produkcją pozytywnie zaskoczona.
     Gra aktorska jest na całkiem dobrym poziomie. Choć było kilka scen, które dla mnie wypadły dość nienaturalnie, to jednak z chęcią bym obejrzała inne filmy z udziałem większości osób tu występujących, gdyż jestem ciekawa czy również w pozostałych produkcjach poradzili sobie tak dobrze jak tu. Jestem jednak dobrej myśli i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kolejne tytuły z ich udziałem.
     "Odważne serce" to produkcja, która zrobiła na mnie dobre wrażenie. Naprawdę miło spędziłam swój czas podczas seansu i nie uważam abym zmarnowała te półtorej godziny, które poświęciłam na ten tytuł. Moim zdaniem jest to idealny film dla zrelaksowania się po gorszym dniu czy tygodniu. Choć nie jest to wybitne kino to jednak nie żałuję, że wreszcie  poznałam tę historię.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 20 lipca 2021

'Kamerdyner' (2018) - film

 
Mateusz Krol (Sebastian Fabijański), kaszubski chłopiec, po śmierci matki zostaje przygarnięty przez arystokratkę Gerdę von Krauss (Anna Radwan) pochodzącą z majętnego pruskiego rodu. Dorasta w pałacu. Rówieśniczką Mateusza jest córka Kraussów Marita (Marianna Zydek). Między młodymi rodzi się miłość. Ojcem chrzestnym chłopca jest kaszubski patriota Bazyli Miotke (Janusz Gajos), który podczas konferencji pokojowej w Wersalu walczy o miejsce dla Kaszub na mapie Polski, a potem buduje symbol jej gospodarczego sukcesu: Gdynię. Traktat wersalski, który daje Polsce niepodległość, jednocześnie sprawia, że Kraussowie tracą majątek i wpływy. Wszyscy bohaterowie czują, że świat, który znali, wkrótce diametralnie się zmieni. Zbliża się II wojna światowa. Wśród żyjących obok siebie Kaszubów, Polaków i Niemców wzbierają niechęć i nienawiść. Tragicznym finałem tych napięć jest brutalny mord w lasach Piaśnicy…



     Kilkukrotnie mignął mi już film pt. "Kamerdyner" w polecanych. Nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej produkcji, jednak postanowiłam wreszcie sprawdzić na własnej skórze o co tu chodzi. Niestety nie do końca ta historia wpasowała się w moje aktualne potrzeby, jednak nie było też tak źle, żebym miała ją całkowicie skreślić.
     Młody chłopak po śmierci matki zostaje przygarnięty przez arystokracką rodzinę pod swoje skrzydła. Jednak czasy w jakich przyszło mu żyć są pełne niepokoju i walk, które znacząco wpływają na nastroje w całym kraju. Będąc już po seansie ciężko mi jest właściwie nakreślić o czym dokładnie był ten film - działo się tu wiele a jednocześnie nie było jednej głównej linii fabularnej, która by spięła to wszystko w jedną całość. Znalazły się tu ciekawsze, zapierające dech w piersiach sytuacje, jak i te mniej intrygujące momenty, które nieco mnie nużyły. Jednak pomimo wszystko udało mi się dobrnąć do końca seansu bez poczucia całkowicie straconego czasu. Osobiście nie znalazłam tu bardzo wartkiej akcji, która porwała by mnie na całego, lecz wierzę, że znajdą się osoby mogące docenić tę fabułę bardziej niż ja.
     Gra aktorska to według mnie najmocniejszy aspekt tego filmu. Całe szczęście nie było tu żadnej postaci, która zostałaby ukazana po macoszemu i jakby od niechcenia. Wszyscy zostali moim zdaniem bardzo dobrze zagrani i nie mam wobec nikogo jakichkolwiek zarzutów, którymi musiałabym się z Wami bezsprzecznie podzielić.
     "Kamerdyner" w reżyserii Filipa Bajona to dla mnie nieco przeciętny film, który nie pozostanie w mojej pamięci na długo, lecz dla osób lubujących się w tej tematyce może on się jednak bardzo spodobać. Dla mnie była to po prostu dobra produkcja podczas której spędziłam całkiem miło swój wolny czas, choć bez większych zachwytów z mojej strony.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 14 lipca 2021

'Nie otwieraj oczu' (Bird Box, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
Tajemnicza siła dziesiątkuje światową populację i pewna jest tylko jedna rzecz — gdy to zobaczysz, odbierzesz sobie życie. W tej sytuacji Malorie mierzy się z nieznanym, próbując przy tym ocalić w sobie miłość i nadzieję. Wkrótce musi uciekać z dwójką dzieci w dół zdradliwej rzeki do jedynego miejsca mogącego zapewnić im schronienie. Jednak aby mieć szansę na przeżycie, uciekinierzy muszą odbyć całą dwudniową podróż z zasłoniętymi oczami.






     O filmie pt. "Nie otwieraj oczu" słyszałam wiele przeróżnych opinii. Co prawda książki na podstawie której powstała ta produkcja nie czytałam i jakoś mnie do niej nie ciągnie, jednak postanowiłam dać szansę temu tytułowi właśnie w wersji filmowej. Niestety po seansie mam mocno mieszane odczucia... Pomimo tak wielu opinii nadal nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać i chyba nie do końca jest to mój typ.
     Tajemnicza siła zaczęła opanowywać świat doprowadzając ludzkość do zguby. Jednie nielicznym udało się jeszcze przetrwać, lecz nie jest im łatwo trwać w samotności... Mam wrażenie, że opis tego filmu jest dość enigmatyczny i ciężko z niego coś wyłuskać, jednak sama nie wiem co można by napisać o tej historii coś więcej bez zdradzania drobnych niuansów z treści. Przyznam, że spodziewałam się nieco lepszej fabuły, która odpowiednio budowałaby napięcie aż do samego końca. Niestety według mnie dostałam dość przeciętną historię, która w ogóle nie wryła mi się w pamięci i nie odczuwałam podczas seansu jakiegokolwiek przerażenia czy niepokoju. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że nie został w pełni wykorzystany potencjał tej historii i czegoś tu brakowało by w pełni odczuć wachlarz emocji wraz z bohaterami.
     Gra aktorska to moim zdaniem najmocniejszy punkt całej produkcji. Sandra Bullock całkiem nieźle wcieliła się w postać Malorie, choć pozostali aktorzy też bardzo dobrze się spisali i nie miałam poczucia nijakości i drętwości podczas seansu. Jednak jeden element w postaci obsady nie uratuje całego filmu, wobec którego miałam nieco większe oczekiwania.
     "Nie otwieraj oczu" to dla mnie przeciętna produkcja, która nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Po thrillerze spodziewałam się nieco większego napięcia i niepokoju oraz treści zapadającej w pamięci na dłużej, a nie historii właściwie o niczym, którą ciężko opisać w kilku słowach. Choć nie jest to najgorszy film z jakim miałam styczność i nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas, to jednak miałam nadzieję na więcej.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 27 maja 2021

'Cam' (2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Alice robi kamerkowe pokazy, mając obsesję popularności w Internecie. Gdy kolejny raz nie udaje jej się zalogować na swój profil, odkrywa, że ma swoją replikę.
 








     Film pt. "Cam" to chyba jedna z tych produkcji, która najdłużej czekała na 'Mojej liście' na Netflixie do obejrzenia. Nie pamiętam już co mnie w tym tytule zaintrygowało, jednak postanowiłam dać szansę i wzięłam się za oglądanie. Niestety mocno się rozczarowałam tym, co tu dostałam...
     Alice zdobywa coraz większą popularność na portalu na którym robi pokazy przez kamerkę. Niestety ktoś bardzo do niej podobny włamuje się na konto i podszywa się pod dziewczynę pokazując to coraz bardziej mroczne i wyzywające pokazy. Podobno jest to thriller, jednak trudno mi przypisać tę produkcję to tego gatunku. Dla mnie nie było tu nic co mogłoby w jakikolwiek sposób wywołać u mnie ciarki na plecach czy wprowadzić we mnie jakikolwiek niepokój. Niestety nie jestem przekonana do samej treści. Było dla mnie tu wiele nieścisłości i nielogicznego zachowania niektórych postaci, przez co nie byłam w stanie czerpać jakiejkolwiek przyjemności z seansu. Może dla niektórych będzie zbyt perwersyjnie, inni znajdą tu coś dla siebie, jednak ja wątpię abym powracała do tej historii z miłymi myślami i nie sądzę, by pojawiła się u mnie chęć by ponownie ją zobaczyć.
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Część postaci została przedstawiona zupełnie nijako, przez co nie byłam w stanie zżyć się z kimkolwiek na tyle by kibicować o jak najlepsze rozwiązanie sytuacji. Jestem rozczarowana, gdyż mam wrażenie, że żaden z aktorów nie dał z siebie nic więcej poza minimum.
     "Cam" to produkcja, która nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Wątpię abym w przyszłości powracała do niej myślami oprócz momentu umieszczenia tego tytułu w podsumowaniu miesiąca. Ja jestem w tym przypadku na nie i niestety nie jestem nawet do końca pewna, czy jest ktoś komu mogłabym polecić tę produkcję.
     Moja ocena: 3/10.

poniedziałek, 8 lutego 2021

'Pech to nie grzech' (2018) - film

 

Odnosząca sukcesy bizneswoman – Natalia (Maria Dębska) nie ma szczęścia w miłości i z powodu pecha nie lubi poddawać się romantycznym uniesieniom. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia staje się świadkiem zawarcia niezwykłego zakładu. Jej najlepszy przyjaciel i partner w interesach – Piotr (Mikołaj Roznerski) oraz jego piękna narzeczona – Weronika (Barbara Kurdej-Szatan) zakładają się o to, że Natalia przez trzy miesiące z nikim się nie zwiąże i w nikim się nie zakocha. Chcąc odegrać się na znajomych, bohaterka daje się wciągać w romantyczną intrygę. W konsekwencji ląduje w ramionach amanta z branży komputerowej – Adama (Krzysztof Czeczot). Ich romans, choć początkowo udawany, nieoczekiwanie przeradza się w coś więcej. Tymczasem odliczający dni do własnego ślubu Piotr zaczyna rozumieć, że być może z Natalią wiązało go coś więcej niż przyjaźń i wspólny biznes…



     O polskich komediach romantycznych niestety nie mam zbyt dobrego zdania. Większość z nich jest po prostu do siebie zbyt podobna, z tym samym schematem i tymi samymi aktorami, bez jakiegokolwiek powiewu świeżości. Jednak przynajmniej wiadomo czego można się po nich spodziewać. Mając gorszy moment i potrzebując czegoś na totalne odmóżdżenie sięgnęłam po tytuł "Pech to nie grzech". Może dzięki temu, że nie spodziewałam się dobrej produkcji nie czuję się aż tak sfrustrowana po seansie.
     Natalia nie ma szczęścia w miłości i całkowicie poświęca się swojej córce oraz pracy. Jednak pewne słowa jej kolegi z biura nieco ją zabolały i postanawia zmierzyć się z problemem na swój sposób, by utrzeć nosa tym, którzy wypowiadali nieprzychylne słowa. Sprawa się nieco zaczyna komplikować, gdy górę zaczynają brać uczucia. Choć nie spodziewałam się nie wiadomo jakiej historii to muszę przyznać, że całkiem miło spędziłam swój czas podczas seansu. Pomimo widocznych wielu schematów i przewidywalnego zakończenia byłam w stanie czasem się uśmiechnąć i nie czepiać się w trakcie oglądania szczegółom, które mogłyby uprzykrzyć mi ten czas. Nie jest to wybitne dzieło, więc nie należy się spodziewać genialnych dialogów czy porywającej i emocjonującej historii, jednak dla mnie była to idealna produkcja na tzw. "odmóżdżenie" oraz całkowite odcięcie się od tego co dzieję się wokół mnie. Dzięki temu filmowi przypomniałam sobie również o piosence, która bardzo dobrze może opisywać nastroje niektórych osób, czyli Micromusic "Tak mi się nie chce". Dawno jej nie słyszałam a po seansie ponownie zaczęłam ją męczyć :).
     Gra aktorska niestety mnie nie porwała, po tak "rozchwytywanych" aktorach spodziewałam się nieco lepszego oddania charakterów swoich postaci, jednak nie mam też konkretnych przykładów, które mogłabym podać jako kompletnie złe i odpychające widza od ekranu. Po prostu miałam cichą nadzieję na coś nieco lepszego, co bardziej chwyci mnie za serce.
     "Pech to nie grzech" to film, który może nas nieco rozerwać i choć na chwilę pozwoli na oderwanie się od swoich czarnych myśli, jednak jeśli spodziewamy się czegoś wybitnego to można poczuć ogromne rozczarowanie. Jednak może znajdą się fani naszych rodzimych komedii romantycznych i będą bardziej zachwycenia tym filmem niż ja.
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 30 stycznia 2021

'Rodzina od zaraz' (Instant Family, 2018) - film

 


 
 
 
 
Kiedy Pete (Mark Wahlberg) i Ellie (Rose Byrne) postanawiają założyć rodzinę, trafiają w sam środek skomplikowanego, wymagającego świata adopcji. Wkrótce spotykają troje rodzeństwa, w tym zbuntowaną piętnastolatkę (Isabela Moner) i w ciągu jednego dnia z bezdzietnej pary stają się rodziną dla aż trojga dzieci. Teraz Pete i Ellie muszą szybko nauczyć się nawiązywać kontakt z dziećmi, aby stać się prawdziwą rodziną. Towarzyszy temu mnóstwo nieoczekiwanych, zabawnych sytuacji i zwrotów akcji. 
 
 
 
 
 
 
 
     Potrzebowałam ponownie czegoś lekkiego i przyjemnego na odprężenie po całym tygodniu, lecz nie będącego jednocześnie całkowitym badziewiem bez sensownej treści. Słyszałam kilka pozytywnych opinii o filmie "Rodzina od zaraz" i postanowiłam przekonać się czy przypasuje on również mi. Całe szczęście się nie zawiodłam!
     W pewnym momencie swojego życia Ellie i Pete postanawiają powiększyć swoją rodzinę. Decydują się na adopcję trójki rodzeństwa, którzy są w różnym wieku jak i na innym etapie rozwoju. Nowa rzeczywistość dla wszystkich potrafi być przytłaczająca, co doprowadza do przeróżnych sytuacji, nie tylko tych złych lecz również tych zabawnych i wywołujących ciepło w sercu. Przyznam, że spodziewałam się dobrej komedii obyczajowej i to właśnie dostałam. Historia przedstawiona w tym filmie wywołała we mnie wiele emocji, pomimo kilku dość trudnych momentów wielokrotnie pojawił się na mojej twarzy uśmiech. Według mnie wbrew pozorom jest to naprawdę ciepła historia, przy której można miło spędzić swój czas i zapomnieć choć na moment o własnych zmartwieniach.
     Gra aktorska - zasadniczo nie mam tu do czego się przyczepić. Co prawda żaden z aktorów nie zrobił na mnie aż takiego ogromnego wrażenia, abym miała potrzebę wyszukiwania kolejnych tytułów z ich udziałem, tak nie miałam ochoty wyłączenia tego filmu już po pierwszych minutach z powodu ich nienaturalności i nijakości.
     "Rodzina od zaraz" to moim zdaniem bardzo dobra komedia obyczajowa, która w moim przypadku pomogła choć na chwilę przestać się zamartwiać. Nie żałuję, że poświęciłam swój czas i kto wie, czy w przyszłości ponownie nie zdecyduję się sięgnąć po ten tytuł. Ze swojej strony mogę Wam polecić ten film jeśli potrzebujecie czegoś doraźnego na poprawę trochę gorszego nastroju.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 16 grudnia 2020

'Grinch' (The Grinch, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
Grinch znów powraca, by zepsuć wszystkim ten szczególny świąteczny czas. Mieszkańcy Ktosiowa z niecierpliwością oczekują Białego Bożego Narodzenia, najpiękniejszego czasu w roku. I tylko on, zielony stwór Grinch, nie znosi świąt i zrobi wszystko, by je zepsuć.
 
 
 
 
 
 
 
     Mam wrażenie, że od bardzo dawna nie widziałam porządnej animacji, która byłaby w stanie poprawić mi humor. Z racji zbliżających się Świąt Bożego postanowiłam obejrzeć produkcję pt. "Grinch" z 2018 roku, która pojawiła mi się w proponowanych na platformie Netflix. Choć nie jest to animacja idealna w każdym calu to bardzo miło spędziłam z nią swój wolny czas.
     Mieszkańcy Ktosiowa przygotowują się do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, jednak Grinch zamierza im popsuć ten magiczny czas... Mało kto wie, dlaczego tak bardzo nienawidzi tego okresu, lecz prawda może w końcu wyjść na jaw. Choć fabuła jest mocno przewidywalna to jednak bardzo dobrze mi się oglądało tę animację. Było wiele momentów, dzięki którym na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a niektóre rymowane teksty były według mnie świetne. Czuć jednak, że jest to produkcja przeznaczona dla nieco młodszego odbiorcy niż ja, lecz nie odebrało mi to przyjemności z seansu. Miłe dla oka efekty i świąteczny klimat, którego u mnie brakuje pomaga mi w przetrwaniu tego okresu, choć nie zastąpi prawdziwych Świąt. Nie widziałam jeszcze 'oryginalnej' wersji w której występuje tytułowy zielony stwór, lecz po tym co tu dostałam z wielką chęcią zobaczyłabym ten bardziej upiorny wariant.
     Nie wiem, co jeszcze mogę napisać o animacji "Grinch". Może i wyszło krótko oraz chaotycznie ale jest to po prostu ciepła produkcja, którą można obejrzeć w zimny grudniowy wieczór i choć trochę wczuć się w odpowiedni klimat.
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 24 lipca 2020

'Zimna wojna' (2018) - film







Historia trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie umieją żyć bez siebie, ale równocześnie nie potrafią być razem. Wydarzenia pokazane w ,,Zimnej wojnie" rozgrywają się w latach 50. i 60. XX wieku, w Polsce i budzącej się do życia Europie, a w ich tle wybrzmiewa wyjątkowa ścieżka dźwiękowa, będąca połączeniem polskiej muzyki ludowej z jazzem i piosenkami paryskich barów minionego wieku.







     Film "Zimna wojna" zbierał wśród moich znajomych wiele skrajnych opinii. Niestety nie udało mi się udać na tę produkcję do kina, lecz niedawno pojawiła się na Netflixie i postanowiłam sprawdzić jakie będą moje odczucia. Choć było kilka elementów, które mnie nie do końca przekonały, tak w ogólnym rozrachunku jest to według mnie przyzwoity film z którym warto się zaznajomić.
     Między Zulą a Wiktorem rodzi się nietypowa więź - ciężko im wytrzymać razem ale też bez siebie nie do końca potrafią się odnaleźć. Relacja między tym dwojgiem rozwija się a przestrzeni lat 50. i 60. dwudziestego wieku. Przyznam, że nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać i właściwie też będąc już po obejrzeniu trudno mi w kilku sensownych zdaniach przedstawić fabułę tego filmu. Jednak ma on w sobie pewien urok, który hipnotyzuje widza w trakcie seansu. Historia z którą mamy tu do czynienia może wydać się niektórym prostą opowiastką o miłości, choć przedstawioną w niebanalny sposób. Przyznam, że mnie momentami męczyła ta więź między bohaterami i sposób w jaki siebie traktowali, jakby byli nastolatkami a nie dorosłymi osobami. Również samo zakończenie jest dla mnie trochę zbyt słodkie i nawet pomimo swojej otwartości nie potrafiło sprawić, żebym pokochała tę historię całym sercem. Pomimo to ogólne wrażenia z tego filmu mam raczej pozytywne. Zdaję sobie sprawę z tego za co tak wielu widzów pokochało tę produkcję, lecz widzę również te niektóre mankamenty, które sprawiły negatywny odbiór u niektórych osób.
     Gra aktorska moim zdaniem to najmocniejszy aspekt tego filmu. Mam wrażenie, że wszystkie postacie zostały bardzo dobrze ukazane i nie zmieniłabym żadnego z aktorów, który tutaj zagrał. Można lubić albo nienawidzić niektóre osoby, jednak nie można przejść obok nich obojętnie przez to jak zostały tu ukazane.
     "Zimna wojna" to według mnie całkiem dobry film. Ma w sobie coś co spowodowało, że naprawdę dobrze mi się go oglądało, pomimo tego, że było tu kilka wątków, które mnie do siebie nie do końca przekonały. Moim zdaniem warto obejrzeć ten tytuł i samemu wyrobić sobie o nim zdanie, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może się on spodobać.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 22 lipca 2020

'Wyszczekani' (Show Dogs, 2018) - film








Max, pracujący dla policji rottweiler, samotnik w typie macho, zostaje wysłany na prestiżową wystawę psów, by zbadać tajemniczą sprawę związaną z nielegalnym handlem zwierzętami. Niestety, zostaje tam wysłany wraz ze swym partnerem – człowiekiem, co rodzi mnóstwo zaskakujących i zabawnych sytuacji.







     Uwielbiam motyw psów w filmach oraz książkach, więc gdy tylko zobaczyłam film pt. "Wyszczekani" od razu wiedziałam, że będę musiała go obejrzeć. Niestety ta historia nie zrobiła na mnie aż tak dobrego wrażenia jak się spodziewałam...
     Max to rottweiler pracujący w policji. Aby rozgromić tajemniczą bandę odpowiedzialną za przemyt zwierząt musi wziąć udział w prestiżowej wystawie psów. Niestety nie do końca dogaduje się ze swoim ludzkim partnerem, co czasem doprowadza do przedziwnych sytuacji... Miałam nadzieję na miło spędzony czas z uśmiechem na twarzy podczas seansu. Niestety poziom humoru niekoniecznie do mnie tu przemawia. O ile niektóre sytuacje mogły być rzeczywiście zabawne tak całość wydaje mi się nijaka, a momentami nawet wręcz tandetna. Nie spodziewałam się tutaj ambitnej historii, która zmusi do myślenia, lecz niektóre sytuacje moim zdaniem były zbyt infantylne dla dorosłych, a jednak czasem i oni oglądają takie produkcje z małymi dziećmi, a wręcz nawet momentami szkodzące. Jedynie panda była dla mnie ogromnie urocza i to dzięki niej dotrwałam do końca filmu.
     Niestety "Wyszczekani" to mocno nijaka produkcja o której ciężko mi cokolwiek więcej napisać. Ciężko mi nawet ocenić do kogo jest ona głównie skierowana, gdyż nie wszystkie sytuacje będą w pełni zrozumiałe dla maluchów. Po samym zakończeniu możemy spodziewać się kontynuacji, lecz nie jestem pewna czy będę miała ochotę poświęcić na nią czas...
     Moja ocena: 4/10.

wtorek, 14 lipca 2020

'Kaczki z gęsiej paczki' (Duck Duck Goose, 2018) - film


Benek jest dumną gęsią, beztroskim kawalerem i pozwalającym sobie na wszystko lekkoduchem. Zdecydowanie woli podniebne akrobacje i kaskaderskie popisy od ćwiczeń przed czekającą go migracją do ciepłych krajów. Podczas jednego z popisowych przelotów Benka coś idzie nie tak i gąsior wpada prosto w stado kaczątek. W wyniku wypadku dwa pisklaki zostają oddzielone od reszty swoich braci i sióstr a główny bohater ulega kontuzji, która nie pozwala mu na wzbicie się w powietrze. Zamiast dalej latać – zmuszeni będą człapać. Benek musi teraz zadbać o maluchy i wspólnie z nimi wyrusza w podróż życia – przez malownicze góry, wspaniałe jeziora, bambusowe lasy i jaskinie pełne tajemnic. Dzięki tej przygodzie, Benek przekona się o sile bezwarunkowej miłości i stanie się dla kaczątek najlepszym ojcem na całym ptasim świecie.



     O animacji "Kaczki z gęsiej paczki" wcześniej nie słyszałam, jednak zaintrygował mnie sam tytuł, jak i jej opis. Jako, że jest to produkcja osób odpowiedzialnych za "Shreka", więc spodziewałam się genialnej historii do której będę miała ochotę często powracać. Jednak znów moje oczekiwania brutalnie zderzyły się z rzeczywistością.
     Benek to lekkoduch, który chodzi własnymi ścieżkami. Gdy przychodzi czas migracji do ciepłych krajów nie chce podporządkować się zasadom stada, tylko chce przelecieć na własnych warunkach. Jednak przez niefortunne zdarzenie jego skrzydło zostaje uszkodzone i musi znaleźć inną drogę by dotrzeć w upragnione miejsce. A na jego drodze stają dwa urocze kaczątka, jak i inne jednostki które mogą stanąć mu na przeszkodzie... Niestety fabuła aż tak bardzo mnie nie porwała jak się tego spodziewałam. Choć było wiele zabawnych sytuacji i nienachalnych wątków dających do myślenia nad naszym zachowaniem, tak czegoś mi tu zabrakło do pełni szczęścia. Nie było tu zbyt wielu sytuacji, które by wyróżniły tę historię na tle innych animacji z którymi miałam już styczność. Polski dubbing według mnie bardzo dobrze zrobiony i o dziwo niektóre głosy w ogóle mi nie przeszkadzały, pomimo, że się części z nich obawiałam.
     "Kaczki z gęsiej paczki" to przyjemna animacja, którą można obejrzeć w wolnym czasie dla relaksu, lecz nie zrobiła na mnie aż tak mocnego wrażenia abym o niej pamiętała jeszcze długo po seansie. Miło spędziłam swój czas choć wątpię, żebym miała ochotę do niej powrócić.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 10 lipca 2020

'Niezłomny. Droga do odkupienia' (Unbroken: Path to Redemption, 2018) - film









Nawiedzany koszmarami Louie poznaje Cynthię, z która się żeni. Dążenie jego do zemsty pogrąża jednak ich małżeństwo i stawia parę na granicy rozwodu.









     Kilka dni temu zachwycałam się filmem pt. "Niezłomny", który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Idąc za ciosem postanowiłam również obejrzeć produkcję "Niezłomny. Droga do odkupienia" z nadzieją, że będzie to równie mocna historia. Niestety w tym przypadku mam bardzo mieszane odczucia, gdyż nie jest aż tak dobrze jak w przypadku 'pierwszej części'.
     Louie powraca z wojny, która odcisnęła na nim ogromne piętno. Jednak poznaje on Cynthię, w której się zakochuje i postanawia z nią ożenić. Pomimo gorącego uczucia koszmar, który przeżył nadal zbiera swoje żniwo a widmo rozpadu związku jest coraz mocniejsze. Choć sam opis dawał mi nadzieję na kolejną dawkę mocnej historii o której ciężko będzie mi zapomnieć, tak samo jej przedstawienie w tym filmie niestety mocno mnie zawiodło. Zabrakło mi dobrego ukazania wielu trudnych emocji, które targały bohaterem, a część sytuacji była według mnie za bardzo spłycona. Zdaję sobie sprawę, że jest to historia, przynajmniej po części, oparta na faktach, lecz to jak niektóre momenty zostały tu przedstawione pozostawia dla mnie wiele do życzenia. Chociażby moment w którym Louie się nawraca i postanawia zmienić swoje postępowanie był dla mnie ukazany w mało przekonujący sposób.
     Gra aktorska na przeciętnym poziomie. Niestety tutaj już nie miałam tak pozytywnego odbioru jak w przypadku filmu reżyserowanego przez Angelinę Jolie. Sporo było tu momentów podczas których zabrakło mi tej naturalności i obycia aktorów przed kamerą. Najmniej przekonująco wypadli tu według mnie rodzice głównego bohatera, którzy wyglądali jakby grali tu od niechcenia i robili bardziej za znudzonych statystów.
     Niestety jestem rozczarowana tym filmem. Miałam nadzieję na mocną i dobrze przedstawioną historię a dostałam przeciętnie ukazaną treść z nijakimi aktorami. Może na innych zrobi lepsze wrażenie, jednak według mnie ten tytuł nie dorasta do pięt "Niezłomnemu" z 2014 roku.
     Moja ocena: 4/10.

czwartek, 2 lipca 2020

'Hotel Transylwania 3' (Hotel Transylvania 3: Summer Vacation, 2018) - film





Tym razem Paka Draka wybierze się na ekskluzywne wakacje. Będą podróżować luksusowym potwornym statkiem. W końcu od codziennej pracy w Hotelu Transylwania trzeba kiedyś odpocząć. Czas na spokojne żeglowanie i korzystanie ze wszystkich dobrodziejstw statku - od upiornych zawodów w siatkówkę przez egzotyczne wycieczki aż po relaksujące opalanie pod światłem księżyca. Ale wakacje ze snów szybko stają się wakacjami z koszmarów, kiedy Mavis spostrzega, że Drac zakochał się w tajemniczej pani kapitan statku. Ericka ukrywa niebezpieczny sekret, który zagraża gatunkowi potworów.




     Niedawno oglądałam część pierwszą oraz drugą "Hotelu Transylwania", więc przyszedł wreszcie czas obejrzeć również na tę trzecią. Miałam nadzieję, że z każdą kolejną będzie znacznie lepiej. Niestety ta nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak się spodziewałam...
     Tym razem Drakula z rodziną oraz innymi potwornymi przyjaciółmi spędzają wspólnie wakacje na statku. Choć wszystkie udogodnienia mają u siebie na miejscu to jednak przyszedł wreszcie czas by odpocząć od własnej pracy. Jednak nieoczekiwane zło które na nich czyha może pokrzyżować ich wypoczynek. Niestety sama fabuła w tym przypadku była dla mnie nieco bardziej przewidywalna niż w części drugiej. Nie było tu zbyt wielu sytuacji, które by mnie zaskoczyły przekazem czy jakąkolwiek formą, dzięki której byłabym w stanie bardziej delektować się przedstawianą treścią. Co prawda było kilka momentów, dzięki którym pojawił się na mojej twarzy uśmiech, lecz nie było tu zbyt wiele żartów przez które można by zrywać boki ze śmiechu. Ot po prostu przyjemna treść, dzięki której możemy trochę się odprężyć i miło spędzić czas, jednak nie pozostanie w mojej pamięci na dłużej.
     "Hotel Transylwania 3" to według mnie dość przeciętna animacja. Spodziewałam się po niej czegoś trochę lepszego. Jak dla mnie jest to po prostu tytuł, który można obejrzeć i dobrze spędzić czas, lecz nic ponadto. Wątpię abym miała ochotę do niego powrócić, gdyż znam wiele innych tego typu produkcji, które potrafią lepiej bawić i nieść wartości dla różnych grup wiekowych.
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 13 czerwca 2020

'Weselne przeznaczenie' (Destination Wedding, 2018) - film





Lindsay (Winona Ryder) i Frank (Keanu Reeves) spotykają się przypadkiem na lotnisku. Obydwoje czekają na samolot do Kalifornii... i od razu nie przypadają sobie do gustu. Szybko okazuje się jednak, że są na siebie skazani. Najbliższy tydzień spędzą bowiem na hucznym weselu wspólnych znajomych. Wkrótce odkryją, że łączy ich niechęć do pana młodego, jego oblubienicy i ślubów, a początkowo szorstka znajomość przerodzi się w nić wzajemnej sympatii. Zanim weselnicy rozjadą się do domów, Lindsay i Frank będą musieli zdecydować, czy pozwolić sobie na poryw serca, czy zachować zdrowy rozsądek?




     Ostatnimi czasy pogoda rozpieszcza nas wyższymi temperaturami. W takich warunkach mam jeszcze większą ochotę obejrzeć coś mniej zobowiązującego, co pozwoli mi się odprężyć i zrelaksować. Postanowiłam dać szansę "Weselnemu przeznaczeniu". Choć niewiele słyszałam o tym tytule miałam nadzieję, że miło spędzę czas podczas seansu. Niestety myliłam się...
     Frank i Lindsay to dwójka całkowicie różniących się od siebie osób. Przypadkowo trafiają na siebie na lotnisku i wyruszają na to samo wesele jako goście. Pomimo różnic relacja między tą dwójką zaczyna się rozwijać. Choć spodziewałam się pewnych schematów, które można dostać w każdej komedii romantycznej to jednak ta wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że ta historia jest zbyt przegadana i pełna pseudofilozoficznych wywodów. Brak tu treści, którą można by śledzić z zapartym tchem i czerpać radość nawet z przesłodzonego szczęśliwego zakończenia. Podczas seansu ja niestety wynudziłam się okropnie i nie potrafię znaleźć tu nic zabawnego, dzięki czemu mógłby zawitać na mojej twarzy uśmiech.
     Gra aktorska to chyba najmocniejszy plus tego filmu, jednak i tak nie jestem w pełni usatysfakcjonowana. Po obsadzie jaką tu dostajemy miałam nadzieję na znacznie wyższy poziom. Najlepiej wypadł tu Keanu Reeves jako Frank, lecz nie mogę napisać aby była to jego najlepsza rola. Zabrakło mi tu naturalności i tej lekkości z jaką aktorzy wcielają się w niektóre odgrywane postacie.
     Film "Weselne przeznaczenie" niestety nie jest tym czego oczekiwałam. Ani nie spędziłam miło czasu podczas seansu, ani nie odprężyłam się po długim dniu. Ja jestem na nie i pozostaje mi mieć nadzieję, że szybko uda mi się o tej historii zapomnieć. Moim zdaniem jest to jedno z większych rozczarowań tego roku.
     Moja ocena: 3/10.

sobota, 30 maja 2020

'Kobiety mafii' (2018) - film









Bela, była funkcjonariuszka policji, dostaje od ABW zadanie rozpracowania szajki przestępczej handlującej narkotykami. Aby jej misja się powiodła, musi rozpocząć współpracę z mafią.









     O filmie Paryka Vegi pt. "Kobiety mafii" swego czasu było bardzo głośno. Jednak ja zabrałam się za niego dopiero teraz, gdy cały ten szał wokół niego trochę ucichł. Choć spotkałam się z wieloma sprzecznymi opiniami na temat tej produkcji, to dla mnie ona jest po prostu... przeciętna.
     Cóż mogę napisać o fabule. Moim zdaniem opis powyżej, pomimo, że jest dość enigmatyczny, jest jak najbardziej wystarczający. Każde kolejne zdanie może zdradzić zbyt wiele z treści i odebrać element zaskoczenia osobom, które jeszcze nie widziały tego filmu. Jak dla mnie jest tu po prostu taki trochę misz-masz. Znajdziemy kilka brutalniejszych scen, trochę seksu i ganiania się z pistoletami po podwórku, jak i niezbyt udanych prób artystycznych córeczek gangsterów. Jedynie nieliczne sytuacje, które zostały tu ukazane miały jakiś większy sens czy przekaz. Odniosłam wrażenie, że jedynie w dwóch przypadkach były ukazane względnie ludzkie uczucia - przy próbie chronienia chłopca przez jego opiekunkę oraz podczas reakcji 'gangsta' na śmierć ukochanej córeczki. Na mnie ten film niestety nie wywarł aż tak mocnego wrażenia jak na niektórych widzach, ani nie będę go linczować ani się nim nad wyraz zachwycać. Jedynie mam pewne dziwne odczucia co do zakończenia i intryguje mnie to jak ta sytuacja mogłaby zostać rozwiązana.
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak się spodziewałam. Mam wrażenie, że jedynie Agnieszka Dygant oraz Bogusław Linda przez cały film dali radę zagrać na dobrym poziomie. Co do pozostałych mam dość mieszane odczucia, gdyż według mnie wypadli tu dość nierównie - czasem lepiej, czasem gorzej, tak, że ciężko mi ich jednoznacznie ocenić.
     "Kobiety mafii" to film, który obejrzałam raczej z ciekawości. Niestety nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak spodziewałam się, że będzie. Ni to ziębi ni to grzeje, a miałam nadzieje, że wywoła we mnie bardziej wyraziste uczucia. Może w przyszłości obejrzę drugą część, jednak aktualnie po seansie tego filmu ciężko mi stwierdzić czy będzie to szybciej czy później.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 28 lutego 2020

'Bitwa' (Battle, 2018) - film









Gdy ojciec Amalie bankrutuje, życie młodej i dobrze sytuowanej tancerki zaczyna się walić. Na szczęście na horyzoncie pojawia się tancerz hip-hopowy o imieniu Mikael.










     Kilka miesięcy temu, gdy zobaczyłam na Netflixie film "Bitwa" dodałam go na 'moją listę' i całkowicie o nim zapomniałam. Nawet podczas zastanawiania się co by wieczorem obejrzeć ciągle go pomijałam. Postanowiłam jednak rozprawić się ze swoją rosnącą listą filmów do zobaczenia w najbliższej przyszłości i tak oto wreszcie zabrałam się za ten film. Przyznam, że jestem nim pozytywnie zaskoczona.
     Amalie wiedzie luksusowe życie, a największą pasją dla niej jest taniec. Jej życie zaczyna się walić gdy ojciec ogłasza bankructwo i muszą wyprowadzić się ze swojego domu. Jak to zwykle bywa początki w nowej rzeczywistości potrafią być okrutne. Według mnie jest to ciekawie poprowadzona historia nie tylko o muzyce i tańcu, lecz również miłości. Nie spodziewałam się tutaj tak mocno zarysowanego wątku romantycznego, jednak nie przeszkadzał mi on tu, a nawet dodał trochę pikanterii do całości. Tytułowa bitwa może być w kontekście tego filmu rozumiana na wiele sposobów. Znajdziemy tam bitwy taneczne, lecz można zauważyć coś więcej. Bitwa samego ze sobą, ze swoimi słabościami, bitwa o szczęście i lepsze jutro. Nawet ta walka o miłość, która może przynieść zaskakujący efekt. O tańcu nie mam zbyt wielkiej wiedzy, jedynie mogę napisać, że to co tu dostałam po prostu mi się podobał i jestem w stanie docenić to jaką pracę włożyli tutaj ludzie by osiągnąć taki efekt.
     Gra aktorska na bardzo zróżnicowanym poziomie.Znaczna część obsady faktycznie dała radę i wypadła tu dość naturalnie, jednak były nieliczne jednostki, które mocno mi tu przeszkadzały. Od początku do samego końca nie potrafiłam przekonać się do postaci Aksela, w  którego wcielił się Vebjørn Enger. Nie jestem w stanie ocenić dokładnie co było nie tak, jednak niemiłosiernie mnie on tu irytował.
     Jestem pozytywnie zaskoczona tym filmem. Nie pamiętam z jakiego powodu za pierwszym razem zwróciłam na niego uwagę, jednak zabierając się teraz za niego nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, więc może jest to klucz do miłego spędzania czasu podczas seansu.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 26 lutego 2020

'Kobieta sukcesu' (2018) - film




Główną bohaterką jest Mańka, szefowa firmy w wielkim mieście, której życie nagle wywraca się do góry nogami. Jej biznes pada ofiarą nieuczciwej konkurencji, związek z Norbertem przeżywa kryzys, a pod drzwiami mieszkania kobieta zastaje Lilkę, młodszą siostrę uosabiającą chaos, tak obcy perfekcyjnej Mańce. W jej życie – za sprawą psa i przypadku – wkracza również Piotr, którego wbrew sobie i mimo serii nieporozumień zdaje się przyciągać. Jako przebojowa kobieta sukcesu Mańka nie zamierza się poddawać i skupia się na walce o przetrwanie firmy i zdemaskowanie oszustów! Czy nie straci przez to z oczu siostrzanej przyjaźni i szansy na coś nowego?





     Mając w głowie totalną pustkę odnośnie tego co chciałabym obejrzeć, wpadłam na "genialny" pomysł obejrzenia kolejnej komedii romantycznej. I to w dodatku polskiej. Luty, niedawno były walentynki to pomyślałam, że to będzie bardzo dobry pomysł. Niestety nie do końca się to sprawdziło ;).
     Mańka to szefowa dobrze prosperującej firmy. Jednak gdy pada ofiarą nieuczciwych zagrywek ze strony konkurencji jej życie zmienia się nie do poznania. Za sprawą kilku niefortunnych sytuacji w jej codzienności pojawiają się nowe osoby. Jak na komedię romantyczną przystało zostały tutaj wykorzystane wszystkie znane mi sztandarowe schematy. Niegodziwy były, powoli rozwijająca się relacja z nowo poznanym mężczyzną, mały kryzys w tej nowej znajomości, aby później wybaczyli sobie wszystko i żyli długo i szczęśliwie. Tak mniej więcej wygląda historia z którą mamy tutaj do czynienia. Na plus według mnie jest wplecenie w całość pieska, jednak jako że kocham te zwierzaki to pod ty względem jestem całkowicie nieobiektywna. Co prawda nie jest to najgorsza produkcja z jaką przyszło mi się zmierzyć, oglądało mi się ją całkiem przyjemnie, jednak ta schematyczność i przewidywalność spowodowała, że nie bardzo szybko będę chciała o niej zapomnieć.
     Gra aktorska była po prostu OK. Nic nie zrobiło na mnie szczególnie mocno pozytywnego wrażenia, jednak nie było też bardzo wielu nienaturalnych momentów, po których miałabym ochotę od razu wyłączyć film. Ot po prostu przyzwoicie dobrani aktorzy w schematycznej historii, co dało mi ogromną dawkę... przeciętności.
     Po obejrzeniu "Kobiety sukcesu" utwierdzam się w przekonaniu, że polskie komedie romantyczne to nie jest gatunek dla mnie. Niestety ten film nie zmienił mojego podejścia do tego typu historii, choć nie wykluczam, że może kiedyś ulegnie ono zmianie.
     Moja ocena: 4/10.

poniedziałek, 27 stycznia 2020

'Green book' (2018) - film





Tony, drobny cwaniaczek z Bronxu, z nadzieją na zgarnięcie konkretnej sumki, zatrudnia się jako szofer wybitnego, ekstrawaganckiego muzyka Dona Shirleya. Razem wyruszają w wielotygodniowe tournée na południe Stanów Zjednoczonych. Z pozoru różni ich wszystko: od majątku i wykształcenia, przez sposób bycia, po ulubione jedzenie i rozrywki. Z czasem jednak będą mieli okazję przekonać się, że tak naprawdę więcej ich łączy, niż dzieli. Ich wspólna, pełna przygód podróż stanie się początkiem nieprawdopodobnej przyjaźni. 






     "Green book" to nagradzany i doceniany przez wielu odbiorców film, który jakimś cudem dopiero teraz obił mi się o uszy. Widząc go na HBO GO nie mogłam sobie odmówić seansu i sprawdzić o co właściwie tutaj chodzi. Choć się tego nie spodziewałam to jestem pod ogromnym wrażeniem tego co tu dostałam!
     Tony, który chwilowo pozostał bez pracy natrafia na ofertę pracy jako u wybitnego muzyka. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że Don Shirley jest czarnoskóry a Tony... nie za bardzo za nimi przepada. Jednak relacja jaka między tym dwojgiem się zawiązuje podczas wielotygodniowego tournée zmienia ich sposób myślenia i podejście do niektórych spraw. Choć miałam nadzieję na dobrą produkcję, która będzie się czymś wyróżniać na tle innych to nie spodziewałam się aż tak znakomitej historii o której ciężko będzie mi przestać myśleć. Sposób w jaki zostały tu przedstawione wydarzenia był mocny i dobitny, a zarazem na tyle subtelny (?) by nie odrzucał tych trochę wrażliwszych widzów. Ciężko mi wyrazić słowami pod jak ogromnym wrażeniem jestem po seansie tego filmu. Nie dziwię się czemu dostał tak wiele nagród, ponieważ jest to naprawdę porządnie przygotowana produkcja z dobrą historią o której będę myślała jeszcze na długo po jej obejrzeniu.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Każdy z aktorów mam wrażenie, że dał z siebie sto procent i odpowiednio przygotował się do swojej roli. Nie dziwi mnie Oscar, którego otrzymał Mahershala Ali za swoją rolę, gdyż wypadł tu naprawdę dobrze. Jednak również pozostali aktorzy odwalili kawał dobrej roboty i nie mam im nic do zarzucenia w tej produkcji.
     Nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na obejrzenie tego filmu. Naprawdę dobrze spędziłam swój czas podczas seansu i mam nadzieję, że uda mi się go w przyszłości obejrzeć ponownie. Choć jest dopiero styczeń sądzę, że "Green book" ma on bardzo duże prawdopodobieństwo na trafienie do mojej topki najlepszych filmów obejrzanych w tym roku.
     Moja ocena: 9/10.

czwartek, 23 stycznia 2020

'Puzzle' (Puzzle, 2018) - film






Agnes jest kobietą po czterdziestce bardzo zaangażowaną w swoją rodzinę i emigrancką społeczność, w której żyje. Na swoje urodziny dostaje puzzle i niespodziewanie dla wszystkich odkrywa nową pasję. Nagle zaczyna robić coś więcej poza zaspokajaniem potrzeb męża Louie’ego i synów – Ziggy’ego i Gabe’a. Dzięki nowemu hobby kobieta poznaje zamożnego Roberta, który szybko rozpoznaje jej talent i namawia ją do wzięcia udziału w konkursie.







     Między świętami Bożego Narodzenia a nowym rokiem powróciłam do rozrywki jaką są puzzle. Po wielu latach znów odkryłam radość z układania tych małych kawałeczków w jedną całość. Po wkręceniu się w tę formę rozrywki byłam ogromnie ciekawa jak byłaby ona przedstawiona w filmowej wersji. Tym oto sposobem udało mi się trafić na produkcję pt. "Puzzle". Pełna nadziei obejrzałam ją i muszę przyznać, że nie żałuję.
     Agnes to kobieta po czterdziestce, która bardzo poświęca się swojej rodzinie. Stara się by to inni byli szczęśliwi, spychając swoje potrzeby na dalszy plan. Gdy dostaje na swoje urodziny pudełko puzzli odkrywa nową pasję, w której jest naprawdę dobra. Postanawia nawet wziąć udział w konkursie wraz z Robertem, którego poznała dzięki temu hobby. Przyznam, że nie spodziewałam się po tym filmie tak dobrej historii i tylu emocji podczas oglądania. Ukazane zostało tutaj w bardzo subtelny sposób wiele ważnych spraw, chociażby podążanie za swoimi pragnieniami czy momentami bardzo trudne relacje międzyludzkie. Pod przykrywką banalnego tematu, jakimi mogą wydawać się puzzle, ukryte zostało tutaj wiele emocji oraz wydarzeń, które mogą zmusić widza do przemyśleń. Choć nie tego spodziewałam się po tym filmie, to jednak jest to dla mnie wartość dodana. Nie jest to historia nic nie wnosząca do naszego życia, o której bardzo szybko się zapomni. Przynajmniej w moim przypadku pozostanie ona ze mną na trochę dłużej.
     Gra aktorska bardzo dobra. Mam wrażenie, że każdy z aktorów bardzo dobrze wczuł się w swoją postać, którą miał ukazać w tej historii. Może jedynie wątpliwości mogłabym mieć w przypadku aktora wcielającego się w Roberta, czyli Irrfana Khan, który miał nieliczne momenty w których nie do końca pasował mi w jakiejś scenie. Jednak były to na tyle krótkie sytuacje, że nie wpłynęły znacząco na mój odbiór z tego filmu.
     Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałam się aż tak mocnej historii, w której główną rolę miały odgrywać puzzle. Mam wrażenie, że są one jedynie dodatkiem do czegoś znacznie subtelniejszego a zarazem mocniejszej historii, mającej wpływ na czyjeś życie.
     Moja ocena: 7/10.
Related Posts with Thumbnails