Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reż. Chris Weitz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reż. Chris Weitz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2019

'Był sobie chłopiec' (About a Boy, 2002) - film








Trzydziestokilkuletni playboy Will Freeman odkrywa, że najlepszym miejscem na poznanie kobiety jest koło samotnych matek. Gdy próbuje poderwać jedną z nich, poznaje 12-letniego chłopca, który odmienia jego życie.









     Po opisie filmu "Był sobie chłopiec" nie spodziewałam się arcydzieła kinematografii, a raczej czegoś, dzięki czemu będę mogła miło spędzić wieczór. Również nazwisko jednego z głównych aktorów wpłynęło na to, że zdecydowałam się na obejrzenie tej produkcji. Jak wyszło? Według mnie bardzo przeciętnie...
     Will to trzydziestokilkuletni facet, który nie chce się w życiu ustatkować. Aby podrywać nowe kobiety, decyduje się na pewien akt desperacji - idzie na spotkanie samotnych matek. Zawiązane tam znajomości dość mocno wpłyną na jego codzienne życie. Tak jak się spodziewałam nie jest to historia, która wywoła w widzu wiele skrajnych emocji, nie porusza trudnych tematów. Po prostu dostajemy tu zwykłą komedię z elementami dramatu i nutką romansu. Fabuła jest przedstawiona bardzo prosto, momentami wręcz nużąco, więc oglądanie tego filmu w pozycji leżącej nie było w moim przypadku dość dobrym pomysłem. Jednak zdarzały się czasem sytuacje, które bardziej potrafiły wzbudzić moje zainteresowanie, dzięki czemu cały seans nie był katorgą.
     Gra aktorska bardzo dobra. Moim zdaniem dobór obsady jest idealny, gdyż naprawdę Hugh Grant jako Will oraz Nicholas Hoult w roli Marcusa pasowali do swoich postaci. Nie jestem do końca pewna z czego to wynika ale nie zamieniłabym tych nazwisk w przypadku tych ról na żadne inne.
     "Był sobie chłopiec" to film, który nie powalił mnie na kolana, jednak nie mam aż tak mocnego poczucia straconego czasu. Było miło, ale się skończyło i nie zamierzam wracać do tego tytułu. Może gdybym była młodsza bardziej wzruszyłabym się podczas seansu, jednak w tym momencie widziałam już zbyt wiele podobnych historii.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

'American Pie' (1999) - film






"American Pie" to zwariowana komedia o wkraczaniu w dorosłość. Grupa przyjaciół zdenerwowanych faktem, że nie mogą się pozbyć znienawidzonego dziewictwa, postanawia podjąć zdecydowane kroki. Jednak, aby zamknąć niechlubny dziewiczy rozdział w swoim życiu trzeba się nieźle namęczyć: zaliczyć parę trudnych lekcji miłości i seksu, doświadczyć poniżenia i rozczarowania i ćwiczyć cierpliwość.









     Film jest puszczany przynajmniej raz w roku w telewizji. Na różnych kanałach, o różnych porach lecz nie sposób nie natknąć się wreszcie na tę produkcję. Stwierdziłam, że nadszedł wreszcie czas aby obejrz ten film, który widziało wielu. Bardzo różne opinie można o nim przeczytać, a jakie jest moje wrażenie?
     Fabuła filmu niestety nie jest powalająca. Poznajemy tutaj grupę przyjaciół, którzy nadal są prawiczkami i postanawiają coś z tym wreszcie zrobić. Miała to być komedia a wyszła żałosna parodia tego gatunku. Poziom żartów był dla mnie wręcz niesmaczny, ani razu na mojej twarzy nie zagościł uśmiech podczas seansu. Nie ma w tym filmie ani jednego pozytywnego aspektu o którym mogłabym napisać. Jestem wręcz zażenowana poziomem tego filmu i faktem, że jednak obejrzałam do końca.
     Gra aktorska - nawet Alyson Hannigan, którą polubiłam w serialu "Jak poznałem waszą matkę", w tym filmie wypadła dość słabo. Reszta aktorów też nie powaliła swoją grą na kolana. Może już sama durna treść, która została tutaj ukazana, przysłoniła umiejętności poszczególnych odtwórców ról.
     Żałuję, że poświęciłam czas na oglądanie tego filmu. Może lecieć on w tle ale na pewno nie warto poświęcać całej swojej uwagi. Choć nie wiem czy nadaję się on nawet jako 'grające tło'. Szczerze odradzam.
     Moja ocena: 1/10.
Related Posts with Thumbnails