Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2022

'Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy' (Hello, Goodbye and Everything in Between, 2022) - film

 






Clare (Talia Ryder) i Aidan (Jordan Fisher) ustalili, że się rozstaną przed pójściem na studia. Podczas swojej ostatniej randki wracają do miejsc i wydarzeń ważnych dla ich związku - pierwszego spotkania, pierwszego pocałunku i pierwszej kłótni. Niezwykły wieczór sprawia, że zaczynają się zastanawiać, czy ich licealna miłość ma szansę przetrwać.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
     Ostatnio dość często w polecanych filmach na Netflixie wyskakiwał mi właśnie tytuł "Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy". Choć nie słyszałam zbyt wielu pozytywnych opinii o tej produkcji, a jej ocena na filmwebie nie była aż tak wysoka, to i tak mając wolny wieczór postanowiłam dać jej szansę z nadzieją, że może będzie to moje zaskoczenie roku. Niestety było dość przeciętnie i żadnych zachwytów nad przedstawioną tu historią z mojej strony nie ma i ich tu raczej nie znajdziecie.
     Clare i Aidan już od początku swojego związku wiedzą kiedy on się zakończy. Ustalają między sobą, że po ostatniej klasie liceum, a tuż przed pójściem na studia się ze sobą rozstaną. Nie przewidzieli jednak siły uczucia, które się miedzy nimi narodzi, więc chłopak stara się przekonać dziewczynę, że ta ich licealna miłość ma szansę przetrwać. Początkowo koncepcja fabuły tego filmu wydawała mi się intrygująca, lecz im dłużej go oglądałam tym bardziej przeciętnie i nijako się robiło. Już od samego początku widać do czego to wszystko zmierza, nie było żadnych zaskakujących zwrotów akcji, które by zapierały dech w piersi u widza czy wywarły na nim ogromne wrażenie. Mam wrażenie, że ponownie trafiłam na historię, co prawda miłą i uroczą, lecz kompletnie nie zapadającą w pamięci. Wątpię abym za miesiąc była w stanie powiedzieć o filmie coś więcej niż tylko wspomnieć o samym tytule.
     Gra aktorska to kolejna, też niezbyt mocna strona tej produkcji. Mam wrażenie, że się powtórzę ale również pod tym względem było tu stosunkowo przeciętnie i dość nijako. Żaden z występujących tu aktorów nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, żebym czuła potrzebę w zobaczeniu go w innej roli. Nie widziałam tych wielorakich emocji oraz uczuć targających ich bohaterami a które mogłabym z nimi współodczuwać. Było po prostu do bólu poprawnie, aktorzy wykonali względnie dobrze swoją pracę, lecz nie było tego zachwytu z mojej strony nad ich ogromnymi umiejętnościami.
     "Cześć, żegnaj i wszystko pomiędzy" to, choć pod pewnymi względami uroczy, film, to jednak nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Nie znalazłam tu nic co mogłoby zrobić na mnie ogromnie pozytywne i niezapomniane wrażenie. Nie mniej jednak całkiem miło spędziłam czas podczas seansu i byłam w stanie nieco się odprężyć oraz zapomnieć o własnych problemach. Decyzję czy macie ochotę poświęcić swój czas na ten film pozostawiam Wam.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 18 lipca 2022

'Co w duszy gra' (Soul, 2020) - film

 
 
 
 
Joe Gardner, nauczyciel muzyki w szkole, dostaje życiową szansę, aby zagrać w najlepszym jazzowym klubie w mieście. Ale jeden nieostrożny krok sprawia, że prosto z nowojorskiej ulicy dostaje się w Przedświaty - niezwykłe miejsce, gdzie nowe dusze, zanim zejdą na Ziemię, otrzymują osobowość, dziwactwa i pasje. Zdeterminowany, żeby odzyskać swoje życie, Joe zaprzyjaźnia się z młodą duszą - 22, która nie rozumie, dlaczego doświadczenie bycia człowiekiem jest aż tak pociągające. Podczas, gdy Joe stara się przekonać 22, że życie jest wspaniałe, sam znajduje odpowiedzi na najważniejsze pytania.
 




     Przeglądając listę dostępnych animacji na Disney Plus natrafiłam na tytuł "Co w duszy gra". O dziwo nie słyszałam wcześniej o tej produkcji, jednak postanowiłam dać jej szansę, gdyż opis wydał mi się interesujący. Cieszę się, że zdecydowałam się na jej obejrzenie - ona jest naprawdę genialna!
     Joe Gardner to niedoceniany nauczyciel muzyki w szkole. Jednak pewnego dnia dostaje swoją życiową szansę i ma zagrać koncert u boku swojej idolki. Niestety podczas stawiania jednego nieostrożnego kroku na jednej z nowojorskich ulic trafia w Zaświaty, gdzie zachodzi ogromna pomyłka. Poznaje tam młodą duszę - 22, którą próbuje przekonać, że życie jest piękne, jednocześnie samemu poznając odpowiedzi na pewne ważne pytania. Moim zdaniem jest to przepiękna i jednocześnie w nienachalny sposób refleksyjna historia, która potrafi poruszyć w widzu jego czułe struny. Humor według mnie na naprawdę dobrym poziomie i było wiele momentów gdy uśmiech nie chciał zejść z mojej twarzy. Z drugiej strony nie obyło się bez chwil kiedy łzy kręciły się w oczach i płynęły ciurkiem policzkami. Podczas seansu targało mną tak wiele przeróżnych, czasem całkowicie ze sobą sprzecznych, uczuć i emocji, które sprawiły, że ta historia pozostanie ze mną na długo. Mam wrażenie, że będzie ona odpowiednia zarówno dla tych trochę młodszych jak i nieco starszych odbiorców i każdy z niej coś wyniesie, może coś zgoła innego, lecz na pewno nie przejdzie bez echa. Samo wykonanie tej produkcji również przypadło mi do gustu, a polski dubbing nie taki straszny jak go malują - ja tutaj nie miałam z nim żadnego problemu i nie miałam ochoty przełączać się od razu na napisy.
     "Co w duszy gra" to moim zdaniem naprawdę przepiękna animacja, którą warto obejrzeć. Dla mnie jest to kolejny tytuł, który chciałabym w przyszłości ponownie obejrzeć i mam nadzieję, że będę w stanie czerpać taką samą przyjemność z seansu jak za pierwszym razem. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco polecam jej nadrobienie! Gwarantuję, że będziecie zadowoleni.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 15 lipca 2022

'To nie wypanda' (Turning Red, 2022) - film

 
 
 
 
 
W filmie Disneya i Pixara pt. „To nie wypanda” poznajemy Mei Lee, pewną siebie trzynastolatkę, szkolną kujonkę i idealną, nie sprawiającą kłopotów córkę. Jednak czas dojrzewania zmieni dotychczas uporządkowany świat dziewczyny w totalny chaos. Jej nadopiekuńcza, by nie powiedzieć natrętna, mama Ming nie odstępuje jej na krok, co tylko pogłębia frustrację nastolatki. A jakby tego było mało, za każdym razem, gdy Mei odczuwa silne emocje (czyli praktycznie ZAWSZE), zmienia się w ogromną… pandkę rudą!







     Animacja pt. "To nie wypanda" to kolejna produkcja którą zdecydowałam się obejrzeć z oferty Disney Plus. Wobec tego tytułu nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, gdyż wcześniej nic o nim nie słyszałam, czy to pozytywnego czy negatywnego. Miałam jedynie nadzieję na miło spędzony czas i dobrą rozrywkę. Niestety mam dość mieszane odczucia wobec tej historii...
     Mei Lee to trzynastoletnia dziewczyna w której buzują hormony. Gdy pewnego dnia okazuje się, że pod wpływem silnych emocji zmienia się w pandę rudą, jest przerażona. Wraz ze swoimi bliskimi osobami stara się z tym poradzić i jednocześnie zaradzić niekontrolowanym przemianom. Niestety ta historia aż tak bardzo mnie nie porwała ani nie wciągnęła od pierwszej minuty. Mamy tu przedstawione problemy dorastania oraz różne odcienie relacji rodzinnych w tym trudnym okresie, lecz sposób ich ukazania nie do końca mnie przekonuje. Podczas seansu odniosłam pewne wrażenie, że niektóre ważne aspekty zostały potraktowane po macoszemu. Nie do końca również sprawdzi się ta historia dla każdego. O ile niektóre animacje zachwycą zarówno tych młodszych jak i starszych, tak w tym przypadku nie do końca jestem w stanie określić przedział wiekowy, dla jakiego jest ona skierowana. Ja się niestety nieco wynudziłam oglądając tę produkcję i nie mam ochoty do niej powracać.
     "To nie wypanda" to według mnie dość przeciętna animacja, która nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Nie jest to na pewno produkcja, którą będę polecać wszystkim dookoła, bez względu na wszystko. Ja jestem nieco rozczarowana tym co tu dostałam i wątpię abym w przyszłości ponownie miała ochotę ją obejrzeć.
     Moja ocena: 5/10.

czwartek, 7 lipca 2022

'Love & Gelato' (2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Przygody i perypetie Liny, młodej Amerykanki, która szuka siebie i swoich korzeni w słonecznym Rzymie — plus oczywiście mnóstwo włoskich lodów. 











     Lipiec, sezon urlopowy w pełni, a ja potrzebowałam przyjemnego, lekkiego i niezobowiązującego filmu, dzięki któremu, choć na chwilę poczuję wakacyjny klimat. Decydując się na "Love & Gelato" miałam nadzieję, że to właśnie dostanę. Po części się tak stało, jednak nadal mam spory niedosyt...
     Lina po śmierci matki wyjeżdża do Włoch, by odszukać swoje ja i własne korzenie. Pomimo smutku i trudów w odnalezieniu swojego ojca na jej drodze w słonecznym Rzymie staje dwóch przystojnych kawalerów... Pomimo, że nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej historii, to jednak czuję się nieco rozczarowana tym co tu dostałam. Zapowiadało się naprawdę dobrze, lecz im dalej brnęłam tym czułam się coraz bardziej znużona. Banał gonił banał, popędzany banałem, a zakończenie było ogromnie przewidywalne. Na duży plus według mnie natomiast są widoki i ogólnie sceneria w jakiej rozgrywały się wydarzenia. Pod tym względem było przynajmniej na czym zawiesić wakacyjnie oko. Jednak gdyby nie fakt, że oglądałam ten film podczas własnego urlopu i potrzebowałam czegoś całkowicie lekkiego, moje odczucia po seansie na pewno byłyby jeszcze bardziej negatywne.
     Gra aktorska była według mnie dość przeciętna i względnie nijaka w swojej prostocie. Żaden z aktorów nie zrobił na mnie aż tak ogromnego wrażenia swoją postacią i nie czuję potrzeby poszukiwania żadnego z nich w innych produkcjach. Nie było źle, lecz z drugiej strony obyło się bez szału. Odniosłam wrażenie, że po prostu zrobili swoje, czyli to co po prostu mieli zrobić, bez większych emocji, które by mogły pozostać również z widzem jeszcze na długo po zakończeniu seansu.
     "Love & Gelato" to film, który można obejrzeć w wakacyjny dzień, gdy nie ma się jakichkolwiek oczekiwań co do historii. Na pewno nie pozostanie w mojej pamięci na długo, lecz jako umilacz czasu po ciężkim dniu czy po prostu coś 'brzęczącego' w tle może nadać się idealnie. Mi ze swojej strony ciężko polecić Wam z czystym sercem ten tytuł, choć odbiór tej historii prawdopodobnie zależy od tego jakie kto będzie miał oczekiwania.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 19 czerwca 2022

'Luca' (2021) - film

 
 
 
 
 
"Luca" to najnowsza animacja studia Disney/Pixar, której akcja rozgrywa się w pięknym nadmorskim miasteczku na Riwierze Włoskiej. Pełen niezwykłych przygód film opowiada o dorastaniu dwójki przyjaciół. Chłopcy wspólnie przeżywają niezapomniany letni czas, który upływa im na niekończących się przejażdżkach na skuterze i delektowaniu się lodami. Jednak ich beztroską zabawę może w każdej chwili zepsuć ujawnienie głęboko skrywanego sekretu. Obaj są potworami morskimi z innego świata znajdującego się tuż pod powierzchnią wody.





     Na animację "Luca" miałam już ochotę od dłuższego czasu, tylko nie miałam jakoś okazji jej jeszcze obejrzeć. Jednak gdy tylko pojawiła się możliwość od razu zabrałam się za oglądanie. Jestem oczarowana tym co tu dostałam i cieszę się, że wreszcie mogłam ją zobaczyć!
     Luca i Alberto można by rzec, że wiodą podwójne życie - to w wodzie i to na lądzie, jednak muszą ukrywać swoją morską tożsamość przed mieszkańcami miasteczka. Ciężko mi opisać w kilku słowach ogrom historii, którą tu dostajemy, by nie spłycić jej wydźwięku. Według mnie jest to przepiękna powieść o dorastaniu i przyjaźni, które mogą chwycić widza za serce. Znajdzie się tu również walka o to by móc pokazać swoją prawdziwą stronę bez bycia ocenianym przez innych. Ja jestem zachwycona tą historią oraz samym jej wykonaniem. W moim odczuciu jest ona idealna zarówno dla tych nieco młodszych jak i tych starszych widzów i nikt nie będzie czuć się znużony w trakcie seansu. Nie ma tu infantylności czy przerażającego moralizatorskiego tonu, który mógłby zniechęcać co dla mnie jest ogromnym plusem. Również humor z jakim tu się stykamy bardzo przypadł mi do gustu i wielokrotnie podczas oglądania tej animacji pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Polski dubbing też został idealnie zrealizowany i nie było ani jednej postaci, która by była nieodpowiednio dobrana.
     "Luca" to według mnie jedna z lepszych animacji z jakimi miałam styczność i nie żałuję ani minuty, którą poświęciłam na jej oglądanie. Z chęcią będę do niej w przyszłości powracać mając gorszy dzień, gdyż naprawdę potrafi ona poprawić nastrój i oderwać widza od szarej rzeczywistości. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji to gorąco polecam jej nadrobienie!
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 16 kwietnia 2022

'Legalna blondynka 2' (Legally Blonde 2: Red, White & Blonde, 2003) - film

 
 
 
 
 
Przebojowa Elle Woods (Reese Witherspoon) ukończyła studia na Harvardzie i pracuje w prestiżowej kancelarii prawniczej, gdzie wróży jej się błyskotliwą karierę. Gdy jednak Elle dowiaduje się, że jeden z czołowych klientów wykorzystuje członków rodziny jej ukochanego psa, Bruisera, do testowania kosmetyków. Wyraża stanowczy sprzeciw i... zostaje wyrzucona z pracy. Oburzona wyrusza do Waszyngtonu, by walczyć o prawa zwierząt.
 







     Po swego rodzaju uroczej "Legalnej blondynce", która pozwoliła mi nieco się zrelaksować, postanowiłam pójść za ciosem i obejrzałam drugą część, czyli "Legalną blondynkę 2". Również w tym przypadku byłam w stanie choć na chwilę odetchnąć i oderwać się od rzeczywistości.
     Elle z wyróżnieniem ukończyła studia i pracuje w prestiżowej kancelarii. Ciężką pracę łączy z przygotowaniami do ślubu, jednak by lista gości była pełna musi odnaleźć matkę swojego ukochanego psa. Niestety okazuje się, że jest ona wykorzystywana do testowania kosmetyków, więc blond prawniczka postanawia zawalczyć o prawa zwierząt i należyte ich traktowanie. Historia może i nie jest zbyt ambitna, a sama produkcja zbyt wybitnie zrealizowana, jednak pomimo upływu wielu lat od jej powstania nadal była w stanie wywołać uśmiech na mojej twarzy. Potrzebowałam właśnie takiej lżejszej i zabawnej produkcji, która będzie w stanie odciągnąć moje myśli od moich aktualnych problemów.
     Gra aktorska na całkiem dobrym poziomie i nie mogę się do czegokolwiek przyczepić. Większość z aktorów tu występujących z wielką chęcią zobaczyłabym w innych produkcjach, gdyż to jak ukazali tu swoje postacie było dla mnie naprawdę dobre. Tak jak wspomniałam w swojej opinii o pierwszej części - choć Reese Witherspoon i tak wypadła tu bardzo dobrze to i tak widać jej rozwój na przestrzeni lat.
     "Legalna blondynka 2" to film, który potrafił mnie rozbawić i pozwolił choć na chwilę się odciąć od realnego świata, czego bardzo teraz potrzebowałam. Choć moja opinia jest nieco krótka i chaotyczna, sama nie wiem co mogłabym jeszcze napisać o tym filmie, poza tym, że idealnie potrafi pocieszyć mnie w trudnych chwilach. Mam nadzieję, że plotki o trzeciej części okażą się prawdziwe i niebawem będziemy mogli oglądać dalsze losy Elle Woods.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 28 marca 2022

'Legalna blondynka' (Legally Blonde, 2001) - film

 
 
Elle Woods jest taka, jaką chciałaby być każda amerykańska studentka w college'u. Elle jest przewodniczącą bractwa, dziewczyną Hawaiian Tropic, chodzi z przystojnym Warnerem i marzy o tym, że ich związek zostanie wkrótce zalegalizowany. Na dodatek piękna panna Woods jest naturalną blondynką, Miss Lipca studenckiej gazety.... Ale na idealnym obrazku pojawia się rysa. Warner wybiera się na studia prawnicze do Harvardu, a jego błękitnokrwiści krewni nie chcą zaakceptować Elle... Nawet sam Warner uważa, że nie są dobrą para, gdyż jego dziewczyna jest zbyt "typową blondynką". Zrywa więc z nią, wyjeżdża na studia i odnawia znajomość z byłą dziewczyną.... Elle przekonana, że ona i Warner są sobie przeznaczeni postanawia dostać się do Harvardu i odzyskać ukochanego.





     "Legalna blondynka" to jeden z tych filmów do których powracam gdy mam paskudny humor, tak jak ostatnimi czasy, i potrzebuję czegoś niezobowiązującego by się odprężyć oraz oderwać od szarej rzeczywistości. Choć fabułę znam już praktycznie na pamięć, to jednak na poprawę nastroju sprawdza się u mnie idealnie i aż byłam w szoku, że nigdy nie wspomniałam o tej produkcji u mnie na blogu.
     Elle, choć w pewnych dziedzinach odnosi sukcesy, zostaje rzucona przez swojego ukochanego, gdyż w jego oczach, oraz jego rodziny, wydaje się być niewystarczającą partią z którą można wiązać swoją przyszłość. By odzyskać swoją miłość dziewczyna postanawia zrobić wszystko, nawet jeśli na pozór wydaje się to być niewykonalne. Dzięki swojej motywacji i wytrwałości w dążeniu do celu udaje jej się dostać na prawo na jedną z najbardziej prestiżowych uczelni w kraju. To jak toczą się losy dziewczyny może wywołać uśmiech na niejednej twarzy, ale też zmotywować do działania. Trzeba przyznać, że nie jest to najwybitniejsza historia, która zdobędzie uznanie wielu światowych krytyków, to jednak ma ona swoje specjalne miejsce w moim serduszku. Oglądanie tego filmu jest dla mnie tzw. "guilty pleasure", choć w sumie nie powinnam się czuć winna, że akurat to sprawia mi przyjemność. W moim odczuciu jest to jedna z niewielu produkcji, która potrafi się obronić pomimo upływu czasu i nadal sprawiać radość wielu widzom, którzy po prostu potrzebują rozrywki.
     Gra aktorska jest według mnie na całkiem dobrym poziomie. Ani jedna postać nie została potraktowana po macoszemu, dzięki czemu za żadnym razem gdy oglądałam ten film nie miałam ochoty wyłączyć go po kilku minutach. Można kochać albo nienawidzić Reese Witherspoon ale już w tym filmie dała niezły pokaz swoich umiejętności, a w kolejnych produkcjach pokazywała się tylko z coraz lepszej strony. Co do pozostałych aktorów nie mam żadnych zastrzeżeń i z chęcią zobaczę ich, albo już widziałam ;), w innych filmach, które mam nadzieję, że będę w stanie docenić.
     "Legalna blondynka" to jeden z tych filmów, który potrafi poprawić mi nastrój, nie ważne jak paskudny by on był. Wiem, że nie jest to najlepsze dzieło sztuki dostępne na naszym rynku filmowym, lecz we mnie budzi swego rodzaju sentyment i nawet po tak wielu latach od swojej premiery potrafi wywołać na mojej twarzy uśmiech. Ja jestem na tak i jeśli potrzebujecie czegoś lżejszego, co poprawi Wam humor to gorąco Wam polecam ten tytuł! Mam nadzieję, że i u Was wywoła on choć odrobinę cieplejszych uczuć, dzięki którym będziecie w stanie choć na chwilę odczuwać radość.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 15 marca 2022

'Co za życie' (Life or Something Like It, 2002) - film

 





Lannie (Jolie) jest piękną, ambitną dziennikarką telewizyjną, która do tej pory uważała, że ma idealne włosy, idealnego chłopaka, idealne mieszkanie i w ogóle idealne życie do czasu, gdy poznaje ulicznego "proroka", który zamienia jej idealny świat w prawdziwy chaos - też idealny. Postanawia przewartościować wszystko, czym do tej pory żyła, a ma na to zaledwie 7 dni. Z pomocą swego przystojnego współpracownika Pete'a Burns, Lannie stawia czoła przeznaczeniu.







     Choć o filmie sprzed dwudziestu lat pt. "Co za życie" nie słyszałam zbyt wiele, to jednak do jego obejrzenia skusiła mnie obsada aktorska. Byłam ogromnie ciekawa jak tutaj wypadła Angelina Jolie, która jest teraz jedną z bardziej znanych gwiazd. Również sama fabuła wydała mi się na tyle intrygująca, że miałam wobec tej produkcji ogromne oczekiwania.
     Wydawać by się mogło, że życie Lannie jest idealne. Wspaniale zapowiadająca się kariera dziennikarska, doskonały chłopak oraz fantastyczne mieszkanie to dla wielu osób szczyt marzeń. Jednak gdy pewnego dnia kobieta spotyka ulicznego proroka, który przepowiada jej śmierć za 7 dni zaczyna się zastanawiać, czy tak naprawdę jest szczęśliwa i czy to co już osiągnęła jest tym o czym faktycznie marzyła. W dotychczas poukładane życie Lannie wkrada się chaos, który wbrew pozorom też może przynieść coś dobrego... Przyznam, że ten film był dla mnie całkiem miłą odskocznią w obecnej sytuacji w której się znajdujemy. Byłam w stanie choć na chwilę przestać się zamartwiać i odetchnąć od własnej codzienności. Co prawda nie jest to aż tak dobra i genialnie zrealizowana historia, jak się spodziewałam, lecz i tak zrobiło mi się ciepło na sercu podczas seansu. Pomimo przeciwności losu i wywrócenia własnego życia do góry nogami w niektórych sytuacjach może wyjść to na dobre. Dla mnie ta historia po prostu dała pewnego rodzaju nadzieję na lepsze jutro oraz możliwość, przynajmniej na chwilę, psychicznego zrelaksowania się, czego bardzo potrzebowałam.
     Gra aktorska jest na całkiem niezłym poziomie. Choć nie jest to jeszcze ten kunszt i genialna gra do której jestem przyzwyczajona z ostatnich filmów Jolie to i tak nie mogę narzekać. Również pozostali aktorzy, którzy tu występują wypadli w moim odczuciu naprawdę nieźle i bardzo dobrze mi się ich oglądało w tej produkcji, przez co mam ochotę na więcej! Mam nadzieję, że będę miała w niedalekim czasie możliwość obejrzenia kolejnych tytułów z ich udziałem.
     "Co za życie" to film, który bardzo dobrze sprawdził się u mnie w roli odstresowywacza. Pomimo, że nie jest to genialna produkcja to jednak miło spędziłam swój czas podczas oglądania i nie żałuję, że poświęciłam na niego wolny wieczór. Jeśli potrzebujecie czegoś na poprawę humoru, dzięki czemu choć na chwilę się zrelaksujecie, to może i u Was sprawdzi się ten tytuł.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 7 lutego 2022

'Odważne serce' (Lionheart, 2018) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Gdy jej ojciec podupada na zdrowiu, Adaeze wchodzi do męskiego świata i zaczyna razem z wujkiem prowadzić rodzinną firmę.









     Już od jakiegoś czasu miałam na swojej liście do obejrzenia film pt. "Odważne serce". Nie słyszałam wcześniej nic o tej produkcji, ani wśród znajomych, ani nie natknęłam się na opinie w internecie, jednak jej opis zainteresował mnie na tyle bym postanowiła dać szansę. Choć na stronie filmweb.pl ten tytuł nie ma zbyt wysokiej oceny, tak mnie pozytywnie on zaskoczył!
     Adaeze od lat przygotowywała się by przejąć stery w rodzinnej firmie i starała udowodnić, że się do tego nadaje. Jednak gdy jej ojciec podupada na zdrowiu musi zmierzyć się z nowymi problemami a na horyzoncie nieoczekiwanie pojawił się jej wujek, który ma nieco odmienne podejście do prowadzenia interesu. Pomimo momentami ciężkich sytuacji, jaką może być choroba rodzica czy zmaganie się z trudami prowadzenia podupadającego interesu, została wpleciona tu również ogromna dawka humoru, która potrafi poprawić nastrój. Nie spodziewałam się, że dzięki tej produkcji będę w stanie tak miło spędzić swój czas i choć na chwilę zapomnieć o własnych problemach. Ten film w nienachalny sposób pokazuje, że pomimo przeciwności losu można sobie poradzić z wieloma niesprzyjającymi sytuacjami i wyjść z tego wszystkiego obronną ręką. Ja jestem tą produkcją pozytywnie zaskoczona.
     Gra aktorska jest na całkiem dobrym poziomie. Choć było kilka scen, które dla mnie wypadły dość nienaturalnie, to jednak z chęcią bym obejrzała inne filmy z udziałem większości osób tu występujących, gdyż jestem ciekawa czy również w pozostałych produkcjach poradzili sobie tak dobrze jak tu. Jestem jednak dobrej myśli i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kolejne tytuły z ich udziałem.
     "Odważne serce" to produkcja, która zrobiła na mnie dobre wrażenie. Naprawdę miło spędziłam swój czas podczas seansu i nie uważam abym zmarnowała te półtorej godziny, które poświęciłam na ten tytuł. Moim zdaniem jest to idealny film dla zrelaksowania się po gorszym dniu czy tygodniu. Choć nie jest to wybitne kino to jednak nie żałuję, że wreszcie  poznałam tę historię.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 10 stycznia 2022

'Nie patrz w górę' (Don't Look Up, 2021) - film

 
Studentka astronomii Kate Dibiasky i jej profesor dr Randall Mindy odkrywają, że po obrzeżach galaktyki krąży kometa. Problem w tym, że znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Jakby tego było mało, nikt się nią nie przejmuje. Okazuje się, że ostrzeganie ludzkości przed zabójczym zagrożeniem wielkości Mount Everestu prowadzi do wielu niezręcznych sytuacji. Z pomocą dra Oglethorpe'a Kate i Randall szturmują media, zaczynając od biura beztroskiej prezydent Orlean i jej spolegliwego syna Jasona, który jest też szefem jej sztabu, a kończąc w optymistycznym porannym programie The Daily Rip prowadzonym przez Brie i Jacka. Do zderzenia komety z Ziemią zostało tylko sześć miesięcy, a opanowanie 24-godzinnego cyklu obiegu informacji i przyciągnięcie uwagi zafascynowanej mediami społecznościowymi opinii publicznej zanim będzie za późno, okazuje się szokująco komicznym doświadczeniem. Co trzeba zrobić, żeby świat po prostu spojrzał w górę?



     Ostatnimi czasy bardzo głośno jest o filmie pt. "Nie patrz w górę". Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami i jedynie nielicznymi negatywnymi. Sporo osób zaznaczało jak ważna tematyka jest tu poruszana, więc w końcu i ja zabrałam się za obejrzenie tej produkcji. Niestety dla mnie ten film jest pewnym rozczarowaniem... Spodziewałam się po nim czegoś nieco mocniejszego.
     Naukowcy odkrywają kometę, która zmierza ku Ziemi i grozi jej zagładzie. Jednak żadna ze służb początkowo nie bierze tego na poważnie, obawiając się o swoje dobre imię i odpowiedni odbiór w społeczeństwie. Im bliżej zderzenia komety z Ziemią tym sytuacja nabiera niepokojącego tempa. Przyznam, że spodziewałam się, że zostaną tu poruszone tematy, które bardziej mnie zaskoczą i pozostaną w pamięci. Na ponad dwugodzinną produkcję niestety nie znalazłam tu nic o czym wcześniej bym nie wiedziała a część scen bez problemu można by stąd usunąć bez szkody dla historii. Infantylizowanie pewnych informacji przez media, przedstawianie jedynie klikalnych nagłówków czy stosowanie tematów zastępczych przez władzę by tylko nie poruszać nietypowych i trudnych tematów oraz nie stracić swoich wyborców to coś z czym mierzymy się na co dzień i nie było to dla mnie taką szokującą nowością, co jednak nie oznacza mojego przyzwolenia na takie działanie. Niemniej - po takim rozgłosie jaki zyskał ten film spodziewałam się naprawdę niesamowitej produkcji, która niestety swoim przedstawieniem tej tematyki i samą realizacją nieco mnie rozczarowała. Sądzę, że można by było ograć tę historię w nieco bardziej intrygujący sposób i mocniej angażujący widzów by przez całą produkcję podtrzymać zainteresowanie a nie wywołać w sporej mierze ogromne znużenie.
     Gra aktorska - choć mamy tu plejadę gwiazd i bardzo znanych osobistości, którzy wielokrotnie byli doceniani to jednak i pod tym względem nieco się rozczarowałam. Naprawdę spodziewałam się większej naturalności i znacznie mocniejszych ukazywanych emocji, które by targały bohaterami niż to co zostało tu przedstawione. Mam wrażenie, że moje oczekiwania dość brutalnie zderzyły się z rzeczywistością i po raz kolejny przez to nie jestem w pełni usatysfakcjonowana.
     "Nie patrz w górę" to film, który zdobył niesamowity rozgłos a ja jednak nie do końca jestem w stanie podzielać zachwyty innych widzów. Może pozostali faktycznie są w stanie dostrzec tu więcej niż ja, jednak dla mnie nie zostały tu poruszone aż tak odkrywcze tematy o których wcześniej nie zdawałabym sobie sprawy. Ja jestem po prostu nieco rozczarowana tym co tu dostałam...
     Moja ocena: 5/10.

środa, 22 września 2021

'Szkoła melanżu' (Booksmart, 2019) - film

 
 
 
 
 
 
 
Amy (Kaitlyn Dever) i Molly (Beanie Feldstein) są dwiema przyjaciółkami, które przez cztery lata ogólniaka pilnie się uczyły, aby zostać prymuskami. Jednak w przeddzień ukończenia szkoły zaczynają żałować, że poświęciły nauce wszystko. Marzą, aby nadrobić stracony czas i pewnej nocy postanawiają imprezować do upadłego.








      Na film "Szkoła melanżu" trafiłam przypadkowo przeglądając dostępne tytuły na Netflixie. Zobaczyłam słowo 'book' w oryginalnym tytule i pełna zapału od razu zaczęłam oglądać bez sprawdzania o czym właściwie jest ta historia. I to był niestety ogromny błąd...
     Dwie przyjaciółki, Molly i Amy, są szkolnymi prymuskami, którym zależy głównie na zdobywaniu wiedzy oraz dobrych ocenach. Jednak w przeddzień ukończenia szkoły wpadają na szalony pomysł i postanawiają udać się na imprezę i bawić do upadłego by nadrobić zaległości z ostatnich lat. Niestety koncepcja chcących jedynie zabalować i upić się nastolatek nie do końca trafia w moje gusta. Z każdą kolejną minutą seansu moje zażenowanie rosło a nadzieja, że jednak pojawi się tu coś godnego uwagi drastycznie malała. Nie lubię porzucać książek czy filmów przed końcem, jednak to jest jeden z tych przykładów, gdzie jednak powinnam to zrobić i nie marnować swojego czasu. Sama historia do mnie nie trafia a wykonanie też pozostawia według mnie wiele do życzenia. Ja jestem na nie!
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie aż tak spektakularnego wrażenia, choć i tak był to chyba najmocniejszy atut całej tej produkcji. Aktorki wcielające się w główne postacie niestety wypadły tu na tyle nijako, że nie jestem pewna czy chciałabym zobaczyć je w kolejnych filmach by sprawdzić czy tylko tu potknęła im się noga. Również postacie drugoplanowe nie były na tyle wyraziste i ciężko będzie mi je przypisać do konkretnego tytułu, o ile w ogóle będę o nich pamiętać.
     "Szkoła melanżu" to film, który kompletnie swoją koncepcją nie trafia w moje gusta. Żałuję, że nie wyłączyłam go już po pierwszych minutach, gdy zaczęłam mieć co do niego złe przeczucia. Niestety nie jestem w stanie polecić Wam tego filmowego stworka - raczej będę odradzała marnowanie na to czasu, gdyż jest wiele znacznie lepszych produkcji wartych zobaczenia.
     Moja ocena: 3/10.

poniedziałek, 20 września 2021

'Jak być rodzicem idealnym' (Le guide de la famille parfaite, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
Czy żyjemy w społeczeństwie złożonym z nadopiekuńczych rodziców? Komediodramat "Jak być rodzicem idealnym" z humorem obnaża złożone problemy związane z wychowywaniem dzieci w nastawionym na sukces społeczeństwie. Czy rodzice, którzy chcą zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze, tak naprawdę je przytłaczają?







     O filmie "Jak być rodzicem idealnym" nie słyszałam zbyt dużo, jednak tytuł, jak i opis, na tyle mnie zainteresowały, że postanowiłam dać mu szansę. Co prawda nie było to wybitne dzieło, to całkiem nieźle się bawiłam podczas seansu.
     Para z dwójką dzieci zmaga się z przeróżnymi problemami związanymi z wychowywaniem dzieci. Pomimo ogromnych chęci nie jest to wcale takie proste jak mogłoby się wydawać... Choć sama nie mam własnych szkrabów to jednak byłam ciekawa jak zostanie tu przedstawiony ten temat. Niestety początkowo miałam bardzo mieszane odczucia. Niektóre wątki zostały tu potraktowane po macoszemu i żałuję, że nie zostały bardziej rozwinięte, chociażby relacja między rodzicami, gdy kobieta wreszcie daje ujście swoim odczuciom. Jednak koniec końców było tu kilka sytuacji, które wywołały na mojej twarzy uśmiech i byłam w stanie całkiem miło spędzić swój czas podczas seansu i nie mieć poczucia kompletnie straconego czasu. Jestem ciekawa, jak treść tego filmu odebrałyby osoby posiadające własne dzieci i czy poruszane tu tematy są adekwatne do rzeczywistości.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Najbardziej pozytywnie odebrałam najmłodszego aktora wcielającego się w postać Mathisa. Chyba najbardziej ze wszystkich tu występujących mnie rozczulał, choć był w stanie pokazać swoje pazurki. Co do pozostałych nie mam większych zastrzeżeń, lecz ogromnej miłości z mojej strony też nie ma.
     "Jak być rodzicem idealnym" to film, który można obejrzeć dla relaksu mając wolny wieczór. Jednak sama historia nie pozostanie w mojej pamięci na tak długo, bym była w stanie po dłuższym czasie coś więcej sobie z niej przypomnieć. Ot, po prostu jest to przeciętniak dla umielania wolnej chwili.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 20 czerwca 2021

'Dancing Queens' (Dansande Drottningar, 2021) - film

 
 
 
 
 
 
 
Historia Dylan Pettersson (Molly Nutley), 23-latki z małej wyspy w archipelagu Bohuslän o wielkich tanecznych aspiracjach. Dziewczyna dorabia, sprzątając w podupadającym klubie dla drag queens. Największa gwiazda sceny, która odpowiada też za choreografię (Fredrik Quinones), przypadkiem odkrywa jej talent. Dylan bardzo chce występować, ale jest kobietą, a to scena drag queens. Okazuje się jednak, że chcieć to móc!






     Film pt. "Dancing Queens" to jedna z ostatnich nowości na Netflixie. Nie słyszałam jeszcze zbyt wiele opinii na temat tej produkcji postanowiłam dać jej szansę, gdyż tematyka wydała mi się interesująca. Choć nie było wielkiego efektu WOW, to jednak muszę przyznać, że dobrze mi się oglądało tę historię.
     Dylan pochodzi z niewielkiej wyspy lecz ma wielkie marzenia. Ma ogromny taneczny talent i postanawia spróbować go wykorzystać. Pomimo piętrzących się przeszkód ma wreszcie okazje zabłysnąć na scenie w klubie drag queens. Moim zdaniem jest to historia z ogromnym potencjałem, jednak nie zrobiła na mnie aż tak mocnego wrażenia jak się spodziewałam. Było kilka momentów, podczas których miałam wrażenie, że na siłę i zbyt nachalnie próbują grać na emocjach widza by doprowadzić go do łez. Nie mniej jednak sama historia była zapadająca w pamięci i pokazująca, że warto być sobą i walczyć o swoje marzenia. Jako osoba, która nie ma całkowicie poczucia rytmu i zdolności tanecznych to dla mnie bohaterowie wypadli naprawdę genialnie. Ciężko mi ocenić samo podejście do tematyki queerowej, gdyż nie mam zbyt wielu znajomych, którzy mogli by pomóc mi ocenić czy takie ukazanie jest szkodliwe czy nie, jednak po tym filmie jestem pewna, że ja osobiście bardziej się tym zainteresuję by nie powielać negatywnych schematów.
     Gra aktorska według mnie na bardzo dobrym poziomie. Umiejętności aktorów moim zdaniem genialne. Każda postać została ukazana w moim odczuciu bardzo naturalnie i właściwie nie było tu nikogo wobec kogo mogłabym mieć jakieś ale. Bardzo dobrze oglądało mi się ich w tym filmie i jestem ciekawa jak wypadną w innych produkcjach.
     "Dancing Queens" to film podczas którego bardzo dobrze spędziłam swój czas i nie żałuję, że się na niego zdecydowałam. Można podczas seansu dostać ogromną dawkę rozrywki, która potrafili umilić na przykład wolny dzień i choć przez chwilę da się przestać myśleć o własnych problemach.
     Moja ocena: 6/10.

piątek, 18 czerwca 2021

'Powiedzmy sobie wszystko' (This Is Where I Leave You, 2014) - film

 
 
 
Czwórka rodzeństwa po przejściach i burzach dorosłego życia, wraca do rodzinnego domu, zmuszona na tydzień ponownie zamieszkać pod jednym dachem. Towarzyszy im ich nadopiekuńcza matka, a także zbieranina małżonków oraz byłych i niedoszłych partnerów. W gronie najbliższych osób rozliczają się z przeszłością i problemami w związkach, co ostatecznie, za sprawą przezabawnych i wzruszających wydarzeń, prowadzi do odbudowania nadszarpniętych relacji. Pojednaniu towarzyszy chaos, radość, smutek oraz przebaczenie, których można doświadczyć tylko w rodzinie — tej samej, która z jednej strony doprowadza nas do szaleństwa, a z drugiej przypomina o tym, kim naprawdę jesteśmy i co w nas najlepsze.




     Film pt. "Powiedzmy sobie wszystko" miał być wzruszający i zabawny. Spodziewałam się, że podczas seansu będę w stanie nieco się rozluźnić oraz naprawdę miło spędzić swój czas. I jak wyszło? Niestety jestem nieco rozczarowana tym co tu dostałam, lecz nie jest też aż tak źle bym miała tylko narzekać i nie być w stanie znaleźć tu pozytywnych akcentów.
     Po śmierci ojca czwórka rodzeństwa powraca w rodzinne strony. Każdy z nich boryka się z własnymi problemami, a tydzień w gronie rodziny może być dla nich dość ciężki do ogarnięcia. Pierwsza myśl jaka mnie naszła podczas oglądania tego filmu to ogromne podobieństwo w ogólnym zarysie fabuły do filmu pt. "Sierpień w hrabstwie Osage", gdzie również dzieci przyjeżdżają na pogrzeb rodzica. Niestety przez znaczną część nie mogłam powstrzymać się od porównywania do siebie tych dwóch tytułów, przez co ten - "Powiedzmy sobie wszystko" - wypada nieco gorzej. Również nie dostałam tylu emocji, które były obiecane. Ani się nie wzruszyłam podczas seansu ani zbytnio nie uważam aby ta historia była nad wyraz zabawna. Ok, czasem się uśmiechnęłam, były momenty gdy wraz z bohaterami nieco przeżywałam część sytuacji, lecz miałam nadzieję na większą dawkę uczuć.
     Gra aktorska to bardzo mocny atut tego filmu. Mam wrażenie, że każda postać została tu doskonale obsadzona. Ani razu nie miałam wrażenia, że ktoś tu nie pasuje czy po prostu wypadł bardzo nienaturalnie odpychając mnie od siebie. Choć sama historia nie wywołała we mnie zbyt wielu emocji tak u bohaterów byłam w stanie je dostrzec.
     "Powiedzmy sobie wszystko" to według mnie przeciętny film, który może umilić wolny wieczór, lecz nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Może gdybym nie widziała tylu podobieństw do innego tytułu odebrałabym go zupełnie inaczej. Pomimo to nie żałuję, że go obejrzałam, jednak i tak nie mam ochoty do niego powracać.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 11 czerwca 2021

'Jak najdalej stąd' (2020) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
Ola to zbuntowana nastolatka, która marzy o własnym samochodzie i większej życiowej samodzielności. Niespodziewane i tragiczne wiadomości z Irlandii, gdzie od lat pracuje jej ojciec, sprawiają, że wyrusza sama w daleką podróż. Los przeznacza jej nie lada wyzwanie – w imieniu rodziny ma sprowadzić ciało zmarłego do Polski.








     Film pt. "Jak najdalej stąd" mam wrażenie, że bombardował mnie z różnych miejsc. Wiele osób zachwycało się tą produkcją i nie wiem czy spotkałam z negatywną, czy chociażby neutralną opinią na jej temat. Pomimo wielu recenzji nadal nie byłam pewna czy będzie ona odpowiednia dla mnie jednak postanowiłam dać jej szansę i zabrałam się za oglądanie.
     Ola to zbuntowana nastolatka, która nie ma najlepszych relacji ze swoją matką. Gdy otrzymują telefon o śmierci jej ojca pracującego już od wielu lat w Irlandii dziewczyna wyrusza w podróż by sprowadzić jego ciało do Polski. Muszę przyznać, że ten film pozytywnie mnie zaskoczył, gdyż większość naszych rodzimych produkcji z którymi miałam styczność raczej mnie rozczarowała, a tylko te nieliczne robią dobre wrażenie. "Jak najdalej stąd" zalicza się właśnie do tej mniejszości, która była w stanie wywołać u mnie więcej emocji, niż tylko zażenowanie tym co oglądam, a sama historia zapadnie mi w głowie na nieco dłużej niż jedynie te godziny w trakcie seansu. Według mnie treść daje sporo do myślenia i całe szczęście nie jest jednowymiarowa. Na pewno nie da się obok niej przejść obojętnie, co mnie bardzo cieszy, choć nie jestem pewna czy to jest odpowiednie określenie.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Zasadniczo każda postać została według mnie naprawdę dobrze obsadzona i nie miałam poczucia, że ktokolwiek nie pasuje do swojego bohatera, czy wypada tu nienaturalnie. Dawno nie miałam takiego pozytywnego odczucia po polskim filmie, więc to naprawdę ogromny plus. Z chęcią obejrzałabym inne tytuły w których występuje Zofia Stafiej, wcielającej się tu w rolę Oli, by lepiej przyjrzeć się jej zdolnościom aktorskim.
     Według mnie "Jak najdalej stąd" to jeden z lepszych polskich filmów z którymi miałam styczność. Nie żałuję, że poświęciłam na niego swój wolny czas i bardzo możliwe, że po pewnym czasie do niego powrócę by sprawdzić czy nadal będzie robił tak dobre wrażenie.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 30 maja 2021

'Late night' (2019) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Oskarżana o mizoginię ikona i gospodyni nocnego talk-show zatrudnia kobietę hinduskiego pochodzenia. Próbuje też nadać swojemu programowi świeży powiew, walcząc ze spadającą oglądalnością.









     Po związanej z tematyką około filmową trylogii o Stelli Lerskiej autorstwa Anny Mentlewicz z którą ostatnio się zapoznałam nabrałam ochotę na więcej rzeczy tego typu. Mój wybór padł na film pt. "Late night", który niedawno pojawił się na Netflixie. Miałam nadzieję, że będzie to historia przy której będę mogła się odprężyć i nieco się rozerwać. Niestety mam mieszane odczucia...
     Program prowadzony przez Katherine od wielu lat traci nieco na popularności. Dodatkowo do swojego zespołu musi zrekrutować nową osobę, która będzie w stanie nadać programowi pewną świeżość. Sama historia miała według mnie ogromny potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że dość mocno humor poszedł w poprawność polityczną, by tylko nikogo tu nie urazić. Po opisie miałam nieco większe nadzieję na ostrzejszą główną bohaterkę, która będzie bardziej wyrazista i nada tempa tej historii. Dla mnie jest to po prostu poprawna i nieco zachowawcza historia, z którą całkiem miło spędziłam czas, jednak nie zrobiła na mnie aż tak mocnego wrażenia, bym rozpamiętywała o niej jeszcze na długo po seansie.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Nie było tu moim zdaniem żadnej postaci, która została potraktowana po macoszemu, wprowadzając bylejakość. Jednak nie zakochałam się w żadnym z bohaterów na tyle by chcieć przez nich obejrzeć ich odtwórców w innych produkcjach i czerpać przyjemność z samej ich gry.
     "Late night" to poprawny film, przy którym można nieco oderwać się od swojej codzienności. Mnie niestety w pełni do siebie nie przekonał, jednak zdaję sobie sprawę, że może znaleźć on wielu swoich zwolenników. Na leniwy wieczór wybór tego tytułu może być idealny, jednak nie jest to dzieło wybitnie dobre, do którego chciałabym powracać..
     Moja ocena: 6/10.

środa, 19 maja 2021

'Sierpień w hrabstwie Osage' (August: Osage County, 2013) - film

 

 
 
 
 
Violet (Meryl Streep) jest apodyktyczną, ciężko chorą i uzależnioną od leków matką trzech dorosłych córek. Dwie z nich dawno opuściły dom rodzinny, dystansując się od bliskich i własnej przeszłości. Mąż Violet, Beverly (Sam Shepard), zatrudnia dla niej opiekunkę – i w niedługi czas po tym znika. Córki przyjeżdżają do domu. Cała bliższa i dalsza rodzina musi zmierzyć się nie tylko z rozwiązaniem zagadki zaginięcia ojca, ale też otworzyć stare rany, ujawnić wzajemne żale i mroczne tajemnice, które nigdy nie miały wyjść na światło dzienne.





     Film pt. "Sierpień w hrabstwie Osage" już od dłuższego czasu miałam w planach a dopiero teraz udało mi się za niego zabrać. Miałam ogromne oczekiwania, gdyż słyszałam wiele pochlebnych opinii jak i sama obsada aktorska dawała mi duże nadzieję na dobrą produkcję. Czy faktycznie ten film jest tak genialny jak się spodziewałam? Choć jest to naprawdę dobry film to jednak spodziewałam się czegoś nieco lepszego.
     Violet jest dość trudną osobą z którą ciężko jest żyć. Po śmierci jej męża ich trzy córki powracają do domu rodzinnego, jednak każda z nich ma jakieś sekrety, które niestety z czasem wychodzą na jaw. Rodzinne spotkanie doprowadza do wielu kłótni i zmusza do podjęcia kilku ważnych decyzji mogących zaważyć o ich przyszłości. Film według mnie jest naprawdę dobrze zrealizowany a historia tu przedstawiona wciąga już od pierwszych minut i jednocześnie daje sporo do myślenia. To jak choroba psychiczna jednego członka rodziny może wpływać na wszystkich dookoła zostało według mnie genialnie przedstawione. Co prawda nie mam w życiu prywatnym żadnego punktu odniesienia to jednak całość wypadła dla mnie bardzo autentycznie. Jednak pomimo wszystko czegoś mi tu zabrakło. Chyba moje oczekiwania wobec tej produkcji spowodowały, że nie byłam w stanie aż tak jej docenić.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie i całe szczęście pod tym względem się nie zawiodłam. Zarówno Meryl Streep jak i Julia Roberts wypadły tutaj według mnie genialnie. Ich postacie zostały naprawdę dobrze ukazane i byłam w stanie dostrzec mnogość emocji, które targały ich postaciami. Również pozostali aktorzy podołali zadaniu i byli w stanie naturalnie przedstawić swoich bohaterów, którzy w całości odgrywali nie mniejsze role.
     "Sierpień w hrabstwie Osage" to naprawdę dobry film, choć miałam chyba wobec niego nieco większe wymagania. Nie mniej jednak nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas i możliwe, że w przyszłości ponownie po niego sięgnę. Jeśli jeszcze ktoś z Was nie widział tego filmu to pomimo wszystko mogę go polecić.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 17 maja 2021

'Były sobie człowieki' (Pourquoi j'ai (pas) mangé mon père, 2015) - film

 

 
 
 
 
 
 
Dwa miliony lat temu, tuż po obiedzie, młody małpolud o imieniu Edward spadł z drzewa, na którym od zawsze mieszkali wszyscy przedstawiciele jego gatunku. Upadając, złamał przednią łapę. Chcąc przeżyć, musiał nauczyć się chodzić na dwóch nogach, wymyślić ogień, narzędzia i... potrawkę z królika. Kiedy spotka Lucy, świat stanie na głowie, a człowieki pospadają z drzew. 







     Decydując się na animację pt. "Były sobie człowieki" miałam nadzieję na coś zabawnego, dzięki czemu zapomnę choć na chwilę o codziennych problemach. Niestety jest to produkcja mocno przeciętna, która według mnie wykorzystuje dość wiele schematów, które już mieliśmy okazję zobaczyć w innych filmach czy animacjach.
     Historia ukazana w tej animacji jest według mnie ciężka do opisania, gdyż nie ma tu jasnej głównej fabuły czy chociażby jej zarysu by można ją nawet jako tako przedstawić. Każde zdanie opisujące to co tu się dzieje może być uznane za pewnego rodzaju spojler i może odebrać radość z seansu osobie, która ma go jeszcze przed sobą. Ja osobiście podczas oglądania miałam wrażenie, że jest to połączenie animacji pt. "Krudowie" oraz "Króla lwa", co niestety nie do końca mi się spodobało. Znacznie bardziej wolę te oryginalne produkcje, a "Króla lwa" w każdej wersji wręcz kocham, niż to co dostałam tutaj. Oczekiwałam miłej i wciągającej rozrywki, lecz przez większość czasu czułam raczej znużenie aniżeli zainteresowanie tym co dzieję się na ekranie.
     "Były sobie człowieki" to mocno przeciętna animacja, o której ciężko mi coś więcej napisać Po prostu jest ona na tyle nijaka, że ani tuż po seansie ani gdy minęła dłuższa chwila nie jestem w stanie powiedzieć o niej cokolwiek bardziej sensownego. Na pewno nie pozostanie ona w mojej pamięci na długo i nie mogę jej z czystym sumieniem Wam jej polecić.
     Moja ocena: 4/10.

czwartek, 13 maja 2021

'Yesterday' (2019) - film

 

Jeszcze wczoraj wszyscy znali Beatlesów. Dziś tylko Jack pamięta ich piosenki... Przed nami rock'n'rollowa komedia romantyczna o muzyce, marzeniach, przyjaźni i długiej krętej drodze, która wiedzie do miłości.
Jack Malik (Himesh Patel) jest młodym piosenkarzem i twórcą piosenek, tyle że choć od lat stara się zainteresować swoją twórczością kogokolwiek, wciąż nie osiąga sukcesu. Nawet mimo niezwykłego wsparcia, jakie daje mu Ellie (Lily James), jego przyjaciółka, z którą zna się od dzieciństwa. Aż nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, na krótką chwilę na Ziemi zapanowuje ciemność, a Jack zostaje potrącony przez autobus. Kiedy budzi się ze śpiączki, szybko orientuje się, że The Beatles nigdy nie istnieli…
Wykonując piosenki największego bandu w historii muzyki, Jack - przy małym wsparciu Debry, amerykańskiej agentki (Kate McKinnon), staje się wkrótce światowym fenomenem, kimś, kogo znają wszyscy. Ale kiedy jego sława zatacza globalne kręgi, Jack ryzykuje utratę Ellie, kogoś, kto jako jedyny wierzył w niego od początku. Stojąc między drzwiami do nowego życia a wrotami przeszłości, Jack będzie musiał wrócić tam, gdzie był kiedyś, by udowodnić, że "all you need is love".
 
 
 
     Choć nie słyszałam wcześniej nic o filmie "Yesterday" to jednak jego opis mnie mocno zaintrygował. Miałam dość spore oczekiwania, gdyż miałam nadzieję na produkcję pokroju "Narodziny gwiazdy", która mnie zachwyciła. Jak było w tym przypadku? Pomimo, że nie było źle to jednak jestem nieco rozczarowana. Chyba niepotrzebnie narzuciłam sobie aż takie nadzieje na dobry film...
     Po wypadku do którego doszło w dość nietypowych okolicznościach Jack budzi się w świecie, w którym nikt nie zna kultowego zespołu The Beatles. Po pierwszym szoku kariera muzyczna mężczyzny nabiera tempa, gdyż zaczyna grać znane piosenki jako swoje... Pomimo pewnych obiekcji brnie w tę sytuację czerpiąc ogromne benefity. Choć fabuła tego filmu była naprawdę obiecująca to jednak coś mi tu nie do końca zagrało. Część wydarzeń była dla mnie nie do końca logiczna, przez co całość nie spięła mi się w jedność. Muszę przyznać, że pomimo tego iż jako tako znam sam zespół The Beatles to nie kojarzę żadnej piosenki w ich wykonaniu, a po tej produkcji mam ochotę to nadrobić. Niektóre wykonania tutaj mi się spodobały i z wielką chęcią sprawdzę jak brzmiały w oryginale.
     Gra aktorska jest według mnie na przyzwoitym poziomie choć nie powaliła mnie ona aż tak bardzo na kolana. Niektóre momenty wydały mi się ogromnie sztuczne co trochę odebrało mi przyjemność z seansu. Jednak pomimo wszystko obejrzałabym inne produkcje z udziałem tych aktorów by sprawdzić czy tylko tu coś nie wyszło czy jednak jest to szerszy problem...
     "Yesterday" to jeden z tych nielicznych filmów, który pomimo, że nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia, nie uważam aby był tak zły by go Wam odradzać. Względnie miło spędziłam swój czas podczas seansu i nie uważam aby to był czas kompletnie stracony. Na pewno nadrobię po tym filmie swoje 'muzyczne' braki.
     Moja ocena: 6/10.
Related Posts with Thumbnails