Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melodramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melodramat. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2022

'Perswazje' (Persuasion, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
Mieszkająca ze swoją snobistyczną rodziną na skraju bankructwa Anne Elliot jest bezkompromisową kobietą o nowoczesnej wrażliwości. Gdy w jej życiu ponownie pojawia się Frederick Wentworth — przystojniak, którego kiedyś odprawiła z kwitkiem — Anne musi dokonać trudnego wyboru. Czy zdecyduje się zostawić za sobą przeszłość, czy posłucha głosu serca i da miłości drugą szansę?






     Choć od mojej lektury powieści Jane Austen pt. "Perswazje" minęło już prawie dziesięć lat, postanowiłam obejrzeć najnowszą adaptację tej książki dostępną na Netflixie, bez przypominania sobie jej treści. Nie mniej jednak, nawet bez oceniania jak bardzo film jest podobny do pierwowzoru, i tak nie jestem w pełni ukontentowana tym co tu właściwie dostałam... Było po prostu nijako.
     Młoda Anne Elliot pod siłą perswazji swojej rodziny osiem lat wcześniej odrzuciła oświadczyny swojego ukochanego. Po latach ich ścieżki ponownie się przeplatają, gdy to sytuacja materialna każdego z nich jest już zupełnie inna. Czy siła uczucia, które narodziło się między nimi przed laty jest w stanie przetrwać wszystko? Mam wrażenie, że to co tu dostajemy nie jest aż tak emocjonujące jak można by się spodziewać po tematyce, czy samym pierwowzorze, a wszystko co możliwe zostało spłycone do granic możliwości. Nie byłam w stanie w pełni współodczuwać emocji, które powinny targać bohaterami ani wzruszyć się w krytycznych momentach. Jedyne co mi się w pełni podobało i nie mam żadnych zastrzeżeń to widoki, które były tu przepiękne, co wywołało we mnie kolejne marzenie o podróży do tych miejsc, gdzie był kręcony ten film. Choć całkiem miło spędziłam swój wolny wieczór podczas seansu, nie jest to wyznacznik co do jakości i dobrego poziomu całej produkcji, która pomimo wszystko może nieco rozczarowywać i nie sprostać oczekiwaniom wielu widzów.
     Gra aktorska również nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Niestety odnoszę wrażenie, że żaden z występujących tu aktorów nie pokazał swoich umiejętności w pełnej krasie, tylko grali często jakby od niechcenia, by tylko jak najszybciej zakończyć tę produkcję. Jestem osobiście nieco rozczarowana poziomem i tą nijakością, która aż biła po oczach w trakcie seansu... Nie było widać w tych postaciach emocji, czy czegokolwiek co mogłoby sprawić, że w jakikolwiek sposób poczujemy z bohaterami więź. Po nazwiskach w obsadzie miałam nieco większe oczekiwania.
     "Perswazje" w wersji Netflixowej niestety są rozczarowujące. Sama historia ma ogromny potencjał, lecz nie został on tu w pełni wykorzystany. Z braku laku i lepszego pomysłu na wolny czas można ten film obejrzeć, lecz trzeba wziąć pod uwagę to, że nie jest to genialna i wybitna produkcja, która zachwyci wszystkich oglądających.
     Moja ocena: 5/10.

czwartek, 18 sierpnia 2022

'Toskania' (Toscana, 2022) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Duński kucharz jedzie do Toskanii, aby sprzedać firmę swojego ojca. Poznana na miejscu kobieta skłania go do przemyślenia jego stosunku do życia i miłości.









     Nie mając pomysłu co mogłabym w wolny wieczór obejrzeć, podczas przeglądania oferty na Netflixie mój wybór padł wreszcie na film pt. "Toskania". Nie miałam wygórowanych oczekiwań, miałam ochotę wyłącznie miło spędzić czas. Pomimo wszystko mam jednak wrażenie, że ta produkcja jest po prostu przeciętna i poza ładnymi widokami niewiele ma ponadto do zaoferowania.
     Po śmierci ojca odnoszący wiele sukcesów kucharz postanawia pojechać do Toskanii by uporządkować kilka spraw. Nowo poznana w malowniczym miejscu kobieta próbuje go odwieść od pomysłu sprzedaży firmy jego ojca, choć wydaje się być to ogromnie trudnym do zrealizowania celem. Niestety mam wrażenie, że niewiele jest w tym filmie wydarzeń, które mogą przyciągnąć uwagę widza na nieco dłużej. Podczas oglądania przez większość czasu czułam znużenie i zirytowanie tym, że jeśli już pojawia się zalążek jakiejś akcji to rozwija się ona w bardzo powolnym tempie. Sama fabuła tego filmu jest ciężka do nawet krótkiego opisania, gdyż naprawdę niewiele się tu dzieje, a napisanie czegokolwiek więcej może być uznane za zdradzenie 'ważnych' wątków. Jestem nieco rozczarowana historią z którą przyszło mi się tu zmierzyć. Na plus natomiast mogę zaliczyć przepiękne oraz malownicze widoki, które chciałabym móc zobaczyć kiedyś na żywo. Jednakowoż to nie wystarczy bym zachwycała się całą produkcją i była w stanie polecać ją każdemu bez względu na wszystko.
     Gra aktorska była według mnie równie mocno przeciętna jak i sama historia. Nikt nie wyróżniał się własnymi umiejętnościami czy wybitnym odtworzeniem swojej roli. Było po prostu względnie dobrze, lecz nic mnie nie zachwyciło. Nie widziałam tylu emocji, które mogłabym współodczuwać wraz z ich postaciami a pomogły by bardziej się z nimi zżyć. Było po prostu do bólu mdło i nijako.
     "Toskania" to film, który poza przepięknymi widokami kojącymi zszargane nerwy nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Podczas seansu ja raczej się wynudziłam, aniżeli z zapartym tchem śledziłam akcję, gdyż jej prawie w ogóle nie było. Jeśli macie nadprogramowe wolne półtorej godziny to polecam, jednak według mnie można lepiej spożytkować ten czas.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 18 maja 2022

'Rebeka' (Rebecca, 2020) - film

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Młoda żona wprowadza się do imponującej posiadłości męża, gdzie musi poradzić sobie ze złowrogą gosposią i namacalną obecnością poprzedniej, zmarłej pani domu.









     Niedawno skończyłam powieść Daphne du Maurier pt. "Rebeka" i idąc za ciosem postanowiłam obejrzeć w małym odstępie czasu jej ekranizację z 2020 roku dostępną na Netflixie. Miałam wobec tego filmu spore oczekiwania i niestety nieco mnie on rozczarował...
     Młoda kobieta będąca towarzyszką starszej Pani van Hopper, poznaje przystojnego Maxima de Wintera. Relacja między tym dwojgiem zaczyna się rozwijać i dość szybko postanawiają wziąć ślub i zamieszkują w przepięknej posiadłości Manderley, która skrywa pewne tajemnice. Sama historia była mi już bardzo dobrze znana z powieści, jednak jej filmowe wykonanie średnio mnie do siebie przekonało. Mam wrażenie, że było ono tutaj bardzo chaotyczne, a przez mocne okrojenie części dość ważnych szczegółów sprawiało niedopracowanego. Gdyby nie fakt, że czytałam książkę to z tej produkcji nie dowiedziałabym co kierowało niektórymi osobami i co przyczyniło się do pewnych wydarzeń. Moim zdaniem tutaj został nieco zaburzony ciąg przyczynowo-skutkowy co odebrało mi trochę radości z samego seansu. Niemniej jednak znalazły się elementy, które mi się podobały. Na pewno na plus dla mnie były przepiękne widoki i mimo pewnych nieścisłości wciągająca fabuła.
     Gra aktorska w moim odczuciu jest na całkiem przyzwoitym poziomie. Każda postać została bardzo dobrze ukazana i oddane były emocje, choć okrojone, które im towarzyszyły. Z chęcią zobaczę tych aktorów w innych produkcjach i mam nadzieję, że niebawem będę miała ku temu okazję.
     "Rebeka" w filmowej wersji niestety nie zrobiła na mnie aż tak dobrego wrażenia jak jej powieściowy pierwowzór. Niemniej nie żałuję, że obejrzałam ten film, gdyż mam teraz pełne porównanie obu wersji. Z braku lepszego pomysłu na wieczór można obejrzeć ten film, lecz polecam najpierw przeczytanie książki Daphne du Maurier, by móc lepiej zrozumieć tę historię.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 27 kwietnia 2022

'Między życiem a śmiercią' (The In Between, 2022) - film

 
 
"Między życiem a śmiercią" to opowieść o miłości i zjawiskach nadprzyrodzonych. Jej główną bohaterką jest nastoletnia Tessa (Joey King), która przez całe dzieciństwo była odsyłana z jednej rodziny zastępczej do drugiej i przestała wierzyć, że zasługuje na miłość. Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem spotyka Skylara (Kyle Allen), ucznia ostatniej klasy liceum z sąsiedniego miasta i prawdziwego romantyka. Gdy serce Tessy zaczyna w końcu bić szybciej, chłopak ginie w wypadku samochodowym. Szukając odpowiedzi po tej tragedii, dziewczyna zaczyna podejrzewać, że Skylar próbuje się z nią skomunikować z zaświatów. Z pomocą przyjaciółki Tessa, która w końcu uwierzyła, że miłość nigdy nie umiera, próbuje raz jeszcze skontaktować się ze Skylarem, aby napisać epickie zakończenie ich miłosnej historii.



     Film pt. "Między życiem a śmiercią" robi furorę wśród pewnej grupy moich znajomych, więc postanowiłam sprawdzić czy również ja będę w stanie go docenić. Niestety, pomimo wielu zachwytów z którymi miałam styczność nad tą produkcją, nieco się rozczarowałam tym co tu dostałam. Nie do końca są tu klimaty za jakimi przepadam czy poszukuję w literaturze bądź filmach...
     Tessa nie miała łatwego dzieciństwa, gdyż była odsyłana z jednej rodziny do drugiej i nadal poszukuje swojego miejsca na ziemi. Gdy przypadkowo spotyka na swojej drodze Skylara jej serce zaczyna mocniej bić, a relacja między tym dwojgiem bardzo intensywnie się rozwija. Podczas niefortunnego wypadku samochodowego chłopak ginie, a Tessa nie mogąc się z tym pogodzić poszukuje drogi by móc z nim ponownie się skontaktować. Choć sama historia ma swój pewien potencjał, tak faktyczna realizacja tego pomysłu nie do końca mi się spodobała. Nie jestem wielką fanką zjawisk nadprzyrodzonych i tym podobnych, a tego była tu niestety spora dawka. Gdyby fabuła poszła w nieco inną stronę, bez wykorzystania tych nadnaturalnych zjawisk, a bardziej skupiła się na emocjach targających bohaterami, może moje odczucia po seansie byłyby nieco bardziej pozytywne.
     Gra aktorska jest według mnie na nieco przeciętnym poziomie. Co prawda nie mogę napisać zbyt wielu złych słów na temat występujących tu aktorów, to jednak nie zrobili na mnie aż tak ogromnego wrażenia, bym miała ochotę oglądać inne produkcje z ich udziałem wyłącznie z ich powodu. Joey King, którą kojarzę również z filmu "The Kissing Booth" (oraz kolejnych części) ma w swojej mimice coś strasznie irytującego co nie pozwalało mi się w pełni skupić i czerpać przyjemności z seansu.
     "Między życiem a śmiercią" to film, który niestety nie zrobił na mnie aż tak pozytywnego wrażenia jak się spodziewałam. Miałam nadzieję, że również ja będę w stanie miło spędzić swój czas w trakcie seansu. Pomimo wielu zachwyconych widzów i pochlebnych opinii ja nie jestem w stanie napisać o tej produkcji zbyt dużo ciepłych słów. Jestem po prostu rozczarowana tym co tu dostałam.
     Moja ocena: 4/10.

środa, 13 października 2021

'Ostatni list od kochanka' (The Last Letter from Your Lover, 2021) - film

 
 
 
 
Film "Ostatni list od kochanka" opowiada dwie przeplatające się historie osadzone w teraźniejszości i przeszłości. Ambitna dziennikarka Ellie Haworth (Felicity Jones) odkrywa sekretne listy miłosne z roku 1965 i postanawia rozwikłać zagadkę związanego z nimi zakazanego romansu. Krok po kroku poznaje historię miłości Jennifer Stirling (Shailene Woodley), żony bogatego przemysłowca, oraz Anthony’ego O’Hare (Callum Turner), reportera finansowego piszącego artykuł o jej mężu. Wkrótce miłość pojawia się też w życiu Ellie, co jest zasługą ujmującego i bezpretensjonalnego archiwisty (Nabhaan Rizwan), który pomaga dziennikarce odnaleźć kolejne listy.
 




     Wiele osób zachwycało się filmem pt. "Ostatni list do kochanka". Nie byłam pewna czy również i ja będę w stanie docenić aż tak bardzo tę produkcję, jednak postanowiłam dać jej szansę, w szczególności, że zainteresowała mnie obsada aktorska. Choć nie było źle, mam jednak pewne zastrzeżenia wobec tego filmu...
     Dziennikarka Ellie w trakcie pracy nad jednym z artykułów natrafia na list miłosny sprzed wielu lat. Postanawia ona lepiej poznać historię między Jennifer oraz Anthony'm, co doprowadza do nieoczekiwanych zdarzeń. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością i możemy śledzić zarówno rodzącą się miłość pomiędzy dwójką osób jak i próbę ponownego połączenia ich losów. Choć zapowiadało się całkiem intrygująco to niestety odniosłam wrażenie, że sama historia jest nieco zbyt przesłodzona i momentami wręcz mdła, przez co nie byłam w stanie z pełnym zaangażowaniem śledzić losów bohaterów. Niestety nie do końca ta historia trafiła w moje aktualne potrzeby. Dla mnie jest to po prostu ładnie zrealizowana produkcja starająca się wywołać u widza wiele emocji i wylanych łez.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że każdy z aktorów starał się jak najlepiej ukazać swoją postać i pokazać wiele emocji, które nimi targały. Co prawda nie było to wybitne aktorstwo zasługujące na Oscara, jednak nie znalazłam tu żadnej postaci, która by zniechęcała do dalszego oglądania tej produkcji.
     "Ostatni list do kochanka" to przyjemny film, jednak wbrew pozorom nie wywołał we mnie aż tak silnych zachwytów jak u innych widzów. Było miło ale wątpię abym rozpamiętywała tę historię jeszcze długo po zakończeniu seansu.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 6 września 2021

'Wyznania gejszy' (Memoirs of a Geisha, 2005) - film

 




Chiyo Nitta jest córką ubogiego rybaka. Gdy jej matka zapada na śmiertelną chorobę, ojciec sprzedaje Chiyo i jej siostrę do Kioto. Dziewczynka trafia do domu, w którym kształcą się kandydatki na gejsze. Życie Chiyo staje się pasmem udręk: bita, poniżana, zmuszana do pracy ponad siły, z trudem przystosowuje się do nowego życia. Mijają lata i mimo intryg podstępnej rywalki Hatsumomo kopciuszek Chiyo wyrasta na jedną z najbardziej znanych gejsz w Japonii lat trzydziestych. Marzą o niej najpotężniejsi mężczyźni - lecz ten, którego ona sama skrycie kocha, jest poza jej zasięgiem...





     Na początku tego roku zachwycałam się powieścią Arthura Goldena pt. "Wyznania gejszy". Przyszedł również wreszcie czas by obejrzeć jej ekranizację. Przyznam, że miałam ogromne oczekiwania wobec tego filmu i jednocześnie pewne obawy, czy ta historia nie zostanie tu zniszczona. Całe szczęście ta produkcja trzyma dobry poziom!
     Chiya wraz z siostrą zostają sprzedane przez swojego ojca do Kioto i wyjeżdżają ze swojej wioski. Niestety tam zostają rozdzielone i każda musi zmagać się ze swoją nową sytuacją oraz problemami. Na przestrzeni wielu lat możemy tu obserwować rozwój dziewczyny, która z niewinnej dziewczynki staje się niesamowitą gejszą. Całe szczęście ten film bardzo dobrze przedstawia historię, którą możemy znaleźć na kartach powieści, a przynajmniej w znacznej mierze trzyma się głównej treści. Mi osobiście bardzo spodobała się ta produkcja i choć trwa ona ponad dwie godziny to ani przez sekundę nie czułam znużenia. Mamy tu wiele przepięknych widoków, które zachwycają oko, no i sama historia, która mnie oczarowała i trzymała w napięciu już od pierwszych minut, choć wiedziałam jak się zakończy.
     Gra aktorska według mnie na bardzo dobrym poziomie. Mam wrażenie, że wszyscy aktorzy ogromnie przyłożyli się do odpowiedniego ukazania swoich postaci. Podczas seansu czułam kipiące z nich emocje i jak zahipnotyzowana oglądałam ich poczynania. Moim zdaniem jest to bardzo mocny atut tego filmu i nie wymieniłabym żadnego z aktorów na kogoś innego.
     "Wyznania gejszy" to moim zdaniem bardzo dobra ekranizacja i pomimo moich obaw bardzo dobrze mi się ją oglądało. Nie żałuję ani minuty jaką poświęciłam na jej obejrzenie. Gorąco polecam Wam ten tytuł jeśli jeszcze go nie widzieliście! Mam nadzieję, że będziecie równie mocno jak ja oczarowani tym co tu dostaniecie.
     Moja ocena: 8/10.

poniedziałek, 22 marca 2021

'Trzy kroki od siebie' (Five Feet Apart, 2019) - film

 

Stella Grant (Haley Lu Richardson) już za chwilę będzie miała siedemnaście lat… Jak każda nastolatka nie odrywa się od laptopa i z całego serca kocha swoich najlepszych przyjaciół. Od innych nastolatek odróżnia ją jednak to, że większość życia spędza w szpitalu, cierpiąc na mukowiscydozę. Jej życie to zwyczaje, zasady i samokontrola – to dzięki nim żyje. Wszystko to zostanie poddane wielkiej próbie, gdy pozna czarującego Willa Newmana (Cole Sprouse), również pacjenta szpitala. Ich rodzącą się bliskość torpeduje… dystans, który muszą od siebie zachować – trzy kroki – aby nie pogorszyć swej sytuacji zdrowotnej. Tylko jak to zrobić, kiedy uczucie zaczyna wymykać się spod kontroli? A do tego Will nie chce się leczyć, nie wierzy w życie odmierzane dystansem trzech kroków. To właśnie Stella spróbuje wszystkiego, by zawalczył o życie i zdrowie. Ale czy uda się ocalić kogoś, kogo kochasz, jeśli nawet nie możesz go dotknąć?
 
 
 
     O filmie "Trzy kroki od siebie" słyszałam wiele dość skrajnych opinii. Jednak mając wolny wieczór i chęci na coś nieco ckliwszego niż to co dotychczas oglądałam, postanowiłam wreszcie po niego sięgnąć. I pod tym względem się nie zawiodłam - choć jest tu dużo momentów mogących na siłę wyciskać łzy to znajdziemy tu dużo więcej, a nie tylko same banały.
     Stella to chora na mukowiscydozę siedemnastolatka. Choć ma marzenia i plany takie jak inne osoby w jej wieku, części z nich nie może zrealizować przez swoją chorobę. Gdy w szpitalu poznaje czarującego Willa, który nie wierzy w powodzenie swojej terapii, zmienia do niektórych spraw swoje podejście. Rozwijające się między nimi uczucie przybiera na sile, lecz czy walka z chorobą może przeszkodzić w ich szczęściu. Opis brzmi okrutnie ckliwie a sama historia w tym filmie też jest tak ukazana. Wiem, że nie wszystkim może to przypaść do gustu, jednak ja właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Mamy tu historię miłosną między młodymi ludźmi z chorobą w tle jednak dla mnie seans był ogromnie emocjonujący, w tym pozytywnym sensie, i dający pewną nadzieję. Kilkukrotnie łzy wzbierały mi się w oczach, jednak pod koniec zostałam z takim ciepłem w sercu, które dało mi wewnętrznego kopa do działania i przemyślenia niektórych spraw.
     Gra aktorska zaskakująco dobra. Nie wiem czemu nie spodziewałam się pod tym względem wiele po tej produkcji, lecz jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Podczas seansu miałam wrażenie, że aktorzy naprawdę dobrze ukazali swoje postacie i oddali emocje, które im towarzyszyły. Po tym filmie naprałam ochoty na obejrzenie innych produkcji z ich udziałem i mam nadzieję, że wypadną w nich równie dobrze, a nawet lepiej, jak tu.
     Przyznam, że można wiele zarzucić temu filmowi, jednak ja dostałam to czego chciałam i czego się spodziewałam. "Trzy kroki od siebie" to produkcja naładowana emocjami, które mogą do bólu wzruszyć widza, jednak według mnie nie znaczy, że przez to jest automatycznie zła. Ja właśnie czegoś tak wzruszającego potrzebowałam i jeśli też macie ochotę na coś takiego to z czystym sercem mogę Wam polecić ten tytuł.
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 22 października 2020

'Małe kobietki' (Little Women, 2019) - film

 


 
 
 
 
 
Ameryka, lata sześćdziesiąte XIX wieku. W domostwie zwanym Orchard House od pokoleń mieszka rodzina Marchów. Pod nieobecność ojca walczącego w wojnie secesyjnej, opiekę nad czterema córkami sprawuje samodzielnie ich matka, Marmee.
Marmee wyraźnie wyprzedza swoją epokę, wpajając dziewczynkom ideały wolności i namawiając je, by znalazły własną drogę w życiu. 
 
 
 
 
 
 
     Na początku tego roku miałam okazję przeczytać "Małe kobietki" oraz "Dobre żony" Louisy May Alcott w tych przepięknych wydaniach ilustrowanych. Co do filmu "Małe kobietki" z 2019 roku, choć początkowo byłam nim mocno zainteresowana to miałam ogromne obawy, że nie sprosta moim oczekiwaniom. Obejrzałam go dopiero w tym miesiącu, i choć był on naprawdę dobry, to jednak zabrakło mi tej magii z książek...
     Cztery siostry March mieszkają razem ze swoją matką, a ich ojciec wyruszył na wojnę. Choć kobiety pozostały same i muszą zmierzyć się z trudami życia to żadna z nich się nie poddaje i na swój sposób walczy o swoje. Każda z nich jest inna, każda ma swoje marzenia do których dąży jak najlepiej potrafi. Sam film mam wrażenie, że przedstawia historię sióstr trochę dynamiczniej niż mamy to ukazane w książce. Na pewno nie ma tu miejsca na nudę i jeśli ktoś nie przepada za powieścią może w tej formie przekona się do historii o kobietach March. Jednak, pomimo, że nie mogę narzekać na historię to zabrakło mi tutaj trochę magii którą dostałam w książkach. Momentami akcja mogłaby trochę spowolnić by uwypuklić niektóre poruszane tu tematy i dać bardziej refleksyjny przekaz, gdyż dziewczęta nad wyraz wyprzedzały swoją epokę w której żyły.
     Gra aktorska - po nazwiskach z jakimi przychodzi nam się tu zmierzyć spodziewałam się epickiego wykonania. O ile Emma Watson, Laura Dern czy Meryl Streep wypadły tu moim zdaniem genialnie tak coś mi nie pasowało w Saoirse Ronan, wcielającej się w postać Jo. O ile naprawdę polubiłam tę aktorkę z innych jej ról, tak tutaj moim zdaniem nie wypadła tak przekonująco. Pokochałam Jo w książkach, tak jej postać grana przez Ronan w tym filmie mam wrażenie, że wiele straciła. Nie była aż tak charakterna i zabrakło mi tego błysku w oku dzięki któremu mogłabym tak samo mocno polubić tę bohaterkę. Natomiast pozostałe siostry wypadły tu trochę bez wyrazu i niewiele jestem w stanie o nich powiedzieć.
     "Małe kobietki" z 2019 roku to przyzwoita produkcja, choć spodziewałam się czegoś trochę lepszego. Co prawda historia została ukazana naprawdę dobrze i nie można narzekać na nudę podczas seansu, tak jestem zawiedziona niektórymi odtwórczyniami ról. Choć trochę ponarzekałam na niektóre aspekty nie żałuję, że poświęciłam dwie godziny na obejrzenie tego filmu. Pomimo wszystko było warto i miło będę wspominać ten film.
     Moja ocena: 7/10

sobota, 26 września 2020

'Charing Cross 84' (84 Charing Cross Road, 1987) - film


 
 
 
 
 
Nowojorska pisarka Helen Hanff i angielski gentelmen Frank Doel utrzymują ze sobą kontakt w dość nietypowy sposób - porozumiewają się korespondencyjnie. Przez 20 lat łączy ich coś więcej niż przyjaźń, mimo iż nigdy się nie spotkali. A jednak przypadkowo zawarta znajomość okazuje się wyjątkowo trwała.
Poza opisem wielkiego niezwykłego uczucia film zawiera wiele interesujących obserwacji na temat kulturowych i społecznych różnic między Europą i Ameryką. 
 
 
 
 
 
     Muszę przyznać, że o filmie "Charing Cross 84" nigdy wcześniej nie słyszałam. Jednak jego opis jak i Anthony Hopkins w jednej z głównych ról spowodowały, że od razu włączyłam sobie tę produkcję i obejrzałam do końca. Choć zapowiadało się naprawdę obiecująco tak im dalej w las tym coraz mniej mnie całość zachwycała.
     Helen, nowojorska pisarka, poszukuje interesujących ją pozycji w antykwariatach, lecz nie zawsze się jej to udaje. Nie mogąc znaleźć u siebie na miejscu niektórych tytułów pisze list z zapytaniem do pewnego miejsca w Anglii. Tak zaczyna rodzić się więź pomiędzy pisarką a Frankiem, właścicielem antykwariatu. Choć nigdy się nie spotkali ich więź coraz bardziej się zacieśnia. Przyznam, że wątek książkowy bardzo zaintrygował mnie w tej historii i miałam nadzieję na bardzo dobrą historię, która mnie poruszy. Niestety mam wrażenie, że potencjał został tutaj nie do końca wykorzystany. Choć możemy poczuć tutaj odpowiedni klimat i magię miejsc związanych ze starszymi książkami, tak niektóre sceny nie do końca mnie przekonały. Nie podobały mi się momenty w których aktorzy zwracali się bezpośrednio do kamery, mówiąc na głos to co teoretycznie piszą w liście do drugiej osoby. Moim zdaniem można było to rozwiązać w inny sposób, a ten który został tu wykorzystany pod koniec strasznie zaczął mnie już po prostu irytować, psując cały efekt.
     Gra aktorska to bardzo mocny aspekt tej produkcji. Choć nie przypasował mi do końca sposób w jaki były przedstawione niektóre kwestie tak sami aktorzy wypadli tutaj moim zdaniem naprawdę dobrze. Pomimo, że nie widziałam zbyt wielu filmów z Hopkinsem tak po tym tytule mam ochotę zaznajomić się lepiej z jego innymi rolami. Również pozytywnie odebrałam Judi Dench, która nie miała zbyt wielu swoich momentów w tym filmie, jednak wykorzystała je bardzo dobrze.
     Po opisie filmu "Charing Cross 84" miałam nadzieję na spektakularną produkcję o której nie będę mogła zapomnieć. Niestety niektóre sceny sprowadziły mnie na ziemię. Pomimo kilku mocnych plusów ta historia nieco mnie rozczarowała... Jednak książkoholicy znajdą w nim coś dla siebie.
     Moja ocena: 6/10.

sobota, 19 września 2020

'Duma i uprzedzenie' (Pride & Prejudice, 2005) - film


Pięć sióstr Bennet dorastało w przekonaniu, iż jedynym ich celem jest zdobycie mężów. Ale jedna z nich, Lizzie, zna przynajmniej sto powodów, by nie brać ślubu. Kiedy pani Bennet słyszy ekscytującą wiadomość mówiącą, iż bogaty kawaler, wraz z kilkorgiem najbliższych przyjaciół, zamierza wynająć pobliski dworek, "węszy" znakomitą okazję znalezienia mężów dla swoich córek. Zgodnie z tym planem, najstarsza z sióstr usidla panicza Charlesa Bingleya. Ale gdy Lizzie trafia na zabójczo przystojnego i snobistycznego pana Darcy'ego, który zdaje się być dla niej idealną partią, jej sercem zaczynają targać zarówno duma, jak i uprzedzenia. Czy zdoła je pokonać i znaleźć w końcu powód do poślubienia jakiegoś mężczyzny? 




     Czy jest ktoś na świecie, kto nigdy nie słyszał o "Dumie i uprzedzeniu" - czy to o powieści napisanej przez Jane Austen czy też jej wersji filmowej z Keirą Knightley w roli głównej? Ostatnio zobaczyłam na Netflixie, że ten film jest dostępny więc bez wahania postanowiłam sobie odświeżyć tę historię. I nadal jestem nią oczarowana!
     Siostry Bennet dorastały w przekonaniu, że najlepsze co może je spotkać w życiu to dobrze wyjść za mąż. Jednak dla Lizzy nie do końca było po drodze z takim życiowym celem... Jak dalej potoczyły się losy sióstr możecie przekonać się z cudownej historii przedstawionej w tym filmie. Jak dla mnie jest to na swój sposób urocza i niepozorna treść do której ma się ochotę powracać. Podczas seansu miałam wrażenie, że każda scena, każde ujęcie było przemyślane i oddawało wiele treści oraz emocji. W przypadku "Dumy i uprzedzenia" możliwe, że ciężko mi obiektywnie spojrzeć na to co tu dostajemy i w jaki sposób zostało to ukazane, gdyż ja po prostu pokochałam całym sercem tę historię zarówno w formie powieści jak i filmu.
     Gra aktorska według mnie na bardzo dobrym poziomie. Żadnego z aktorów nie zamieniłabym na kogoś innego. Zarówno Keira Knightley jako Lizzy jak i Matthew Macfadyen w roli Pana Darcy wypadli tu bardzo dobrze. Również postacie drugoplanowe wypadły tu moim zdaniem genialnie i nie mam tu nic nikomu do zarzucenia.
     Wiem, że ta notka jest krótka i możliwe, że dla niektórych dość chaotyczna, jednak jestem ogromnie oczarowana tym filmem. Mam nadzieję, że jest tu ktoś kto jest równie mocno zachwycony tą produkcją jak ja!
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 24 lipca 2020

'Zimna wojna' (2018) - film







Historia trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie umieją żyć bez siebie, ale równocześnie nie potrafią być razem. Wydarzenia pokazane w ,,Zimnej wojnie" rozgrywają się w latach 50. i 60. XX wieku, w Polsce i budzącej się do życia Europie, a w ich tle wybrzmiewa wyjątkowa ścieżka dźwiękowa, będąca połączeniem polskiej muzyki ludowej z jazzem i piosenkami paryskich barów minionego wieku.







     Film "Zimna wojna" zbierał wśród moich znajomych wiele skrajnych opinii. Niestety nie udało mi się udać na tę produkcję do kina, lecz niedawno pojawiła się na Netflixie i postanowiłam sprawdzić jakie będą moje odczucia. Choć było kilka elementów, które mnie nie do końca przekonały, tak w ogólnym rozrachunku jest to według mnie przyzwoity film z którym warto się zaznajomić.
     Między Zulą a Wiktorem rodzi się nietypowa więź - ciężko im wytrzymać razem ale też bez siebie nie do końca potrafią się odnaleźć. Relacja między tym dwojgiem rozwija się a przestrzeni lat 50. i 60. dwudziestego wieku. Przyznam, że nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać i właściwie też będąc już po obejrzeniu trudno mi w kilku sensownych zdaniach przedstawić fabułę tego filmu. Jednak ma on w sobie pewien urok, który hipnotyzuje widza w trakcie seansu. Historia z którą mamy tu do czynienia może wydać się niektórym prostą opowiastką o miłości, choć przedstawioną w niebanalny sposób. Przyznam, że mnie momentami męczyła ta więź między bohaterami i sposób w jaki siebie traktowali, jakby byli nastolatkami a nie dorosłymi osobami. Również samo zakończenie jest dla mnie trochę zbyt słodkie i nawet pomimo swojej otwartości nie potrafiło sprawić, żebym pokochała tę historię całym sercem. Pomimo to ogólne wrażenia z tego filmu mam raczej pozytywne. Zdaję sobie sprawę z tego za co tak wielu widzów pokochało tę produkcję, lecz widzę również te niektóre mankamenty, które sprawiły negatywny odbiór u niektórych osób.
     Gra aktorska moim zdaniem to najmocniejszy aspekt tego filmu. Mam wrażenie, że wszystkie postacie zostały bardzo dobrze ukazane i nie zmieniłabym żadnego z aktorów, który tutaj zagrał. Można lubić albo nienawidzić niektóre osoby, jednak nie można przejść obok nich obojętnie przez to jak zostały tu ukazane.
     "Zimna wojna" to według mnie całkiem dobry film. Ma w sobie coś co spowodowało, że naprawdę dobrze mi się go oglądało, pomimo tego, że było tu kilka wątków, które mnie do siebie nie do końca przekonały. Moim zdaniem warto obejrzeć ten tytuł i samemu wyrobić sobie o nim zdanie, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może się on spodobać.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 20 lipca 2020

'Pokuta' (Atonement, 2007) - film

Lato 1935 roku. Trzynastoletnia Briony Tallis (Saoirse Ronan) z zamożnej angielskiej rodziny jest obiecującą młodą pisarką. Dziewczynka ma nadzieję, że jej kuzynka Lola (Juno Temple) oraz bliźnięta Jackson (Ben Harcourt) i Pierrot (Jack Harcourt) zagrają w najnowszej sztuce jej autorstwa, która ma zostać wystawiona podczas rodzinnego zjazdu. Kuzyni są jednak beznadziejnymi aktorami. W chwilach wolnych od pisania Briony szpieguje syna służącej, Robbiego Turnera (James McAvoy), który romansuje z jej starszą siostrą Cecylią (Keira Knightley) i odkrywa obsceniczny list miłosny, który młody człowiek do niej napisał. Płodna wyobraźnia Briony podsuwa jej coraz to okropniejsze obrazy. Kiedy jej kuzynka Lola zostaje zgwałcona, nasza bohaterka jest pewna, że widziała, jak zrobił to Robbie. Młody człowiek zostaje wtrącony, wbrew protestom Cecylii, do więzienia.



     Film pt. "Pokuta" obejrzałam po raz pierwszy wiele lat temu, jeszcze przed założeniem swojego bloga. Pamiętam, że zrobił on na mnie ogromne wrażenie, dlatego też byłam ciekawa czy równie dobrze odbiorę go po ponad dziesięciu latach, już jako trochę dojrzalszy widz. Wiem, że nie wszyscy się ze mną zgodzą, jednak ja nadal uważam tę historię za naprawdę dobrze ukazaną.
     Briony to trzynastoletnia początkująca pisarka z bardzo bujną wyobraźnią. Lubi również podglądać innych ludzi, niekoniecznie rozumiejąc to co widzi i co się wokół niej dokładnie dzieje... Jej nadinterpretacja pewnych zdarzeń i wyobraźnia powodują, że oskarża syna służącej o gwałt. Dopiero po latach dochodzi do niej to co zrobiła, lecz czasy wojny utrudniają jej próby naprawienia sytuacji. Mam wrażenie, że po latach dostrzegłam w tym filmie jeszcze więcej niż za pierwszym razem i bardziej jestem w stanie docenić całokształt. Nie jest to historia, która w tandetny sposób ma po prostu wyciskać z widza łzy. Pokazuje ona raczej to jak błędne decyzje potrafią mocno zrujnować fizycznie i emocjonalnie jedną osobę i to nie tylko tą, która została niesłusznie posądzona. Złożoność emocji z jakimi mamy tu do czynienia może tych co bardziej wrażliwych odbiorców naprawdę mocno wcisnąć w fotel. Na pewno daje ta historia do myślenia, a zakończenie, choć nie wszystkim przypadnie do gustu, może być wyjściem do dyskusji o tym, czy motywacje Briony były słuszne.
     Gra aktorska moim zdaniem na bardzo dobrym poziomie. Zarówno Keira Knightley jak i James McAvoy idealnie poradzili sobie z ukazaniem swoich postaci. Również młoda Saoirse Ronan, pomimo niezbyt wdzięcznej osoby z jaką musiała się w tym filmie zmierzyć, bardzo dobrze oddała emocje targające taką młodą dziewczyną.
     "Pokuta" to według mnie dobry film, który warto obejrzeć. Nie żałuję, że ponownie się zabrałam za jego oglądanie, gdyż wyniosłam z niego jeszcze więcej, niż gdy widziałam go za pierwszym razem. Jeśli ktoś jeszcze uchował się i go nie widział, to gorąco zachęcam Was do nadrobienia tego tytułu.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 2 maja 2020

'Na plaży Chesil' (On Chesil Beach, 2017) - film





Para nowożeńców przybywa do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, by spędzić tam noc poślubną. Florence i Edward pochodzą z zupełnie różnych światów. Ona jest córką biznesmena i utalentowaną skrzypaczką, on studentem historii, skorym do nagłych wybuchów gniewu. On żyje w stanie podniecenia, nie mogąc doczekać się rozkoszy pierwszej nocy. Ona jest pełna obaw, a myśl o małżeńskim rytuale wzbudza w niej na przemian odrazę i lęk. Ich wspólna przyszłość zależy od jednej nocy, po której nic już nie będzie takie samo. 





     Na film "Na plaży Chesil" po raz pierwszy natknęłam się, gdy przeczytałam artykuł na lubimy czytać pt. 'Co oglądać na kwarantannie?'. Byłam zaskoczona, że nigdy wcześniej nie miałam z nim styczności, gdyż obsada aktorska wydaje się być bardzo dobra i wreszcie nadszedł czas by nadrobić ten tytuł.
     Para nowożeńców wybiera się w podróż poślubną na wybrzeże Anglii. Oboje mają pewne obawy przed ich pierwszą wspólną nocą. Bieżące wydarzenia przeplatane są ze wspomnieniami z ich dzieciństwa. Przyznam, że po opisie spodziewałam się emocjonującej historii i niebanalnego zakończenia, przez które nie da się tak łatwo zapomnieć tego filmu. Niestety mam wrażenie, że sama historia jest mocno przeciętna. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać ona intrygująca, tak przez jej wykonanie nie jestem do niej w pełni przekonana. Pomimo ukazania wielu emocji, które targały bohaterami niekoniecznie sama treść była na tyle emocjonująca abym wciągnęła się w nią już od pierwszych minut.
     Gra aktorska niestety nie wypadła na tyle przekonująco jak się spodziewałam. O ile uwielbiam Saoirse Ronan, wypadła genialnie w innych produkcjach, które obejrzałam z jej udziałem, tak tutaj wypadła po prostu poprawnie. Przypuszczam, że gdyby to był pierwszy film z jej udziałem jaki zobaczyłam, nie miałabym ochoty na więcej. Również Billy Howle w roli Edwarda wypadł trochę beznamiętnie i nie wiem czy zapamiętam jego postać na długo... 
     Niestety jestem rozczarowana filmem pt. "Na plaży Chesil". Po opisie i obsadzie aktorskiej spodziewałam się czegoś trochę na wyższym poziomie. A tak, dostałam po prostu całkiem dobrą historię, jednak nie zapadającą w pamięci na dłużej. Nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, abym miała ochotę powracać do niej w przyszłości.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 21 kwietnia 2020

'Świadek' (Witness, 1985) - film




Będąc z matką na wycieczce w Filadelfii, mały Samuel Lapp przypadkiem staje się świadkiem morderstwa policjanta. Dla chłopca, który ma zeznawać, szok jest o tyle duży, iż wychowany został w społeczności amiszów, odrzucających nie tylko dobra cywilizacji, ale i brzydzących się całkowicie przemocą. Kiedy okazuje się, że w sprawę zamieszani są skorumpowani policjanci, odpowiedzialny za bezpieczeństwo chłopca detektyw John Book (Harrison Ford) postanawia ukryć go w jego rodzinnej wiosce w Pensylwanii. Dzielnemu stróżowi prawa przyjdzie się tam jednak zmierzyć nie tylko z tropiącymi ich zabójcami i nieufnymi mieszkańcami wioski, ale również z rodzącym się uczuciem do matki Samuela (Kelly McGillis)...



     Zamiast wyszukiwać kolejnych nowości miałam ostatnio ochotę obejrzeć film z tych trochę wcześniejszych lat. Mój wybór padł na produkcję pt. "Świadek" z Harrisonem Fordem w roli głównej. I choć nie było tu zbyt wielu efektów specjalnych to uważam, że jest to godzien uwagi tytuł.
     Mały Samuel staje się świadkiem zabójstwa. Młody amisz przeżywa ogromny szok, a policjanci starają się zapewnić mu i jego matce bezpieczne miejsce. Sprawy nabierają tempa, nie tylko w postępującej sprawie, a również między detektywem prowadzącym śledztwo, Johnem Book, a matką chłopca. Przyznam, że sama nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, jednak ten film zaskoczył mnie pozytywnie. Dostajemy tutaj wielowymiarową historię przy której nie ma miejsca na nudę. Pomimo, że nie obyło się bez kilku trochę wolniejszych momentów, to jednak całokształt bardzo przypadł mi do gustu.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Harrison Ford, wcielający się w postać detektywa, wypadł znakomicie. Mam wrażenie, że bardzo dobrze ukazał tu charakter swojego bohatera. Niestety nie do końca jestem przekonana co do Kelly McGillis, która grała matkę chłopaka. Nie jestem pewna czy taki był zamysł jej postaci czy nie, ale wypadła tutaj momentami bardzo infantylnie.
     Film pt. "Świadek" ma swoje małe wady, jednak nie żałuję czasu, który poświęciłam na jego obejrzenie. Miło spędziłam wolny wieczór i była to miła odskocznia od wszelkich nowinek pojawiających się co rusz na rynku.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 9 marca 2020

'Wszystkie jasne miejsca' (All the Bright Places, 2020) - film






"Wszystkie jasne miejsca" to opowieść na podstawie światowego bestselleru Jennifer Niven o losach Violet Markey i Theodora Fincha, którzy poznają się pewnego dnia, co na zawsze odmienia ich życie. Zmagając się z emocjonalnym bagażem i fizycznymi bliznami swojej przeszłości, wspólnie odkrywają, że nawet z pozoru najmniej ważne miejsca i momenty mogą coś oznaczać. Ten wciągający dramat oferuje świeże i ludzkie spojrzenie na temat zaburzeń psychicznych i ich wpływu na związki, a także na piękno młodzieńczej miłości, która odciska trwały ślad na życiu.

 
 


     Pomimo, że książkę "Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven czytałam już prawie trzy lata temu to nadal pamiętam, że wzbudziła we mnie wiele emocji. Dobrze ją wspominam i dlatego postanowiłam zaznajomić się również z jej ekranizacją. Choć nie jestem w stanie przypomnieć sobie drobnych szczegółów z powieści to jednak główna myśl nadal chodzi mi po głowie. Może dzięki temu moje odczucia co do tego filmu nie są aż takie złe ;).
     Zarówno Theodor jak i Violet zmagają się z pewnymi wydarzeniami, które wpłynęły na ich życia. Gdy ich drogi się wzajemnie krzyżują rodzi się między nimi więź, jednak nawet ona nie jest w stanie ocalić tego drugiego. Moim zdaniem bardzo dobrze, że pojawia się kolejny film, który ukazuje zmagania się młodych osób z ich emocjami i problemami, z którymi ciężko jest im sobie poradzić. Pomimo to, mam wrażenie, że problem który został zasygnalizowany w książce i odcisnąć na mnie swoje piętno został w tym filmie trochę spłycony. Ok, jako tako ogół historii w tej ekranizacji został zachowany, jednak mam wrażenie, że to jednak w szczegółach tkwiło to co tak dało mi do myślenia w powieści a tutaj nie zostało ukazane. Jednak i tak uważam, że ten film może niektórym osobom otworzyć oczy i może zastanowią się bardziej nad uczuciami innych bez bagatelizowania ich problemów i emocji.
     Gra aktorska - mam dość mieszane odczucia. Choć nie mogę napisać, że aktorzy którzy tutaj występowali wypadli źle to jednak czegoś mi tu zabrakło. Nie mam żadnego mocniejszego punktu abym mogła się zachwycać i chcieć zobaczyć kolejne tytuły z nimi w rolach głównych czy nawet dalszoplanowych. Mam wrażenie, że było po prostu poprawnie a mnie tak bardzo nie zachwyciło.
     "Wszystkie jasne miejsca" to nie jest film wybitny, jednak można obejrzeć by przekonać się z jakimi problemami mogą zmagać się nastolatkowie i jakie konsekwencje może to ze sobą nieść. Pomimo to, po tematyce spodziewałam się trochę lepszego nakreślenia tych problemów i większego zgłębienia targających nimi emocji.
     Moja ocena: 6/10.

piątek, 28 lutego 2020

'Bitwa' (Battle, 2018) - film









Gdy ojciec Amalie bankrutuje, życie młodej i dobrze sytuowanej tancerki zaczyna się walić. Na szczęście na horyzoncie pojawia się tancerz hip-hopowy o imieniu Mikael.










     Kilka miesięcy temu, gdy zobaczyłam na Netflixie film "Bitwa" dodałam go na 'moją listę' i całkowicie o nim zapomniałam. Nawet podczas zastanawiania się co by wieczorem obejrzeć ciągle go pomijałam. Postanowiłam jednak rozprawić się ze swoją rosnącą listą filmów do zobaczenia w najbliższej przyszłości i tak oto wreszcie zabrałam się za ten film. Przyznam, że jestem nim pozytywnie zaskoczona.
     Amalie wiedzie luksusowe życie, a największą pasją dla niej jest taniec. Jej życie zaczyna się walić gdy ojciec ogłasza bankructwo i muszą wyprowadzić się ze swojego domu. Jak to zwykle bywa początki w nowej rzeczywistości potrafią być okrutne. Według mnie jest to ciekawie poprowadzona historia nie tylko o muzyce i tańcu, lecz również miłości. Nie spodziewałam się tutaj tak mocno zarysowanego wątku romantycznego, jednak nie przeszkadzał mi on tu, a nawet dodał trochę pikanterii do całości. Tytułowa bitwa może być w kontekście tego filmu rozumiana na wiele sposobów. Znajdziemy tam bitwy taneczne, lecz można zauważyć coś więcej. Bitwa samego ze sobą, ze swoimi słabościami, bitwa o szczęście i lepsze jutro. Nawet ta walka o miłość, która może przynieść zaskakujący efekt. O tańcu nie mam zbyt wielkiej wiedzy, jedynie mogę napisać, że to co tu dostałam po prostu mi się podobał i jestem w stanie docenić to jaką pracę włożyli tutaj ludzie by osiągnąć taki efekt.
     Gra aktorska na bardzo zróżnicowanym poziomie.Znaczna część obsady faktycznie dała radę i wypadła tu dość naturalnie, jednak były nieliczne jednostki, które mocno mi tu przeszkadzały. Od początku do samego końca nie potrafiłam przekonać się do postaci Aksela, w  którego wcielił się Vebjørn Enger. Nie jestem w stanie ocenić dokładnie co było nie tak, jednak niemiłosiernie mnie on tu irytował.
     Jestem pozytywnie zaskoczona tym filmem. Nie pamiętam z jakiego powodu za pierwszym razem zwróciłam na niego uwagę, jednak zabierając się teraz za niego nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, więc może jest to klucz do miłego spędzania czasu podczas seansu.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 25 września 2019

'Między piekłem a niebem' (What Dreams May Come, 1998) - film



Ile trzeba uczucia, by pokonać Piekło - oto pytanie, które stawiają sobie widzowie oglądając "Między piekłem a niebem", Niezwykle sugestywną i wzruszającą zarazem wizję życia po życiu, wyróżnioną Oscarem za niesamowite wprost efekty specjalne. Po tragicznej śmierci dzieci w wypadku samochodowym Chris Nielsen skupia się na ratowaniu żony Annie, która popadła w manię samobójczą. Niestety, on również ginie w wypadku drogowym. Niebo, do którego się dostał, skomponowane jest z plastycznych wizji Annie. Wędrując po świecie jej obrazów odnajduje nie tylko wspomnienia szczęśliwych dni, ale i dusze. Tkwi teraz na samym dnie piekła, pogrążona w głębokim letargu. Czy Chris zdoła ją wyrwać z mrocznej otchłani? 



     Prawdopodobnie nie powinnam się do tego przyznawać ale nigdy wcześniej nie słyszałam o filmie "Między piekłem a niebem" w którym główną rolę gra Robin Williams. Jednak ten tytuł pojawił mi się w polecanych na Netflixie, a na stronie filmweb miał bardzo wysoką ocenę. Po krótkim namyśle zdecydowałam się go obejrzeć i nie żałuję tej decyzji.
     Po śmierci dzieci Chris i Annie przeżywają ciężkie chwile. Na dodatek wkrótce po tej tragedii również mężczyzna ginie w wypadku samochodowym. To co się dzieje później może chwycić za serce niejednego widza. Historia choć mroczna, momentami wręcz przerażająca, jest przedstawiona w bardzo przemyślany sposób. Pomimo dużego ładunku emocjonalnego nie ma tu takiego tandetnego efektu jak w niektórych produkcjach z którymi miałam dotychczas styczność. Pomimo, że wykorzystano dużo efektów komputerowych(?) nie były one tak drażniące dla oka, a jak na rok w którym powstał ten film wydają się być one bardzo estetycznie wykonane. Sama historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie i dawno nie oglądałam tak spójnego obrazu tworzącego intrygującą całość.
     Gra aktorska według mnie fenomenalna. Obsada została idealnie dobrana w tym filmie i nikogo bym nie zamieniła. Każdy aktor według mnie pasował do swojej roli i bardzo dobrze się w nią wcielił. Przez tę produkcję mam ochotę obejrzeć więcej tytułów z osobami tu występującymi i mam nadzieję, że się na nich również nie zawiodę.
     Podsumowując - całe szczęście nie zawiodłam się tym filmem. Pomimo prawie dwóch godzin, ani przez chwilę nie czułam się znudzona w trakcie seansu. Z chęcią obejrzę go kiedyś ponownie i szczerze mogę polecić ten tytuł każdemu, w szczególności tym, którzy jeszcze go nie widzieli.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 28 czerwca 2019

'Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek' (The Guernsey Literary and Potato Peel Pie Society, 2018) - film









Londyńska pisarka zaprzyjaźnia się z fascynującymi mieszkańcami wyspy Guernsey, kiedy dowiaduje się o klubie czytelniczym, który założyli podczas niemieckiej okupacji.










     Co jakiś czas dochodziły do mnie opinie czy to od znajomych czy to z internetu na temat filmu pt. "Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek'". Były one przeróżne - od zachwytów po totalny zawód tą produkcją. Stwierdziłam, że sama wreszcie muszę przekonać się cóż to za historia, która wzbudza tak skrajne emocje.
     Młoda dziennikarka przed którą życie stoi otworem odkrywa intrygujące stowarzyszenie powstałe w czasach wojny. Chcąc poznać członków wyrusza w podróż na wyspę Guernsey, gdzie odkrywa zaskakującą historię. Sama fabuła tego filmu według mnie jest ciekawie skonstruowana, nie miałam momentów przez które seans by mi się dłużył, choć nie wszystkie wątki sprawiały u mnie przyspieszone bicie serca. Jak dla mnie jest to przyzwoita opowieść o ludziach, którzy skrywają tajemnice i niekoniecznie chcą by wyszła ona na światło dzienne. Przyznam, że nie do końca rozumiem całkowicie negatywne opinie dotyczące tego tytułu. Oglądając tego typu produkcję zdaję sobie sprawę, że jest to fikcja i nie oczekiwałabym, że tego typu stowarzyszenie nie ma racji bytu.
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Według mnie wszyscy aktorzy zostali idealnie dobrani do swoich ról. Pod tym względem właściwie nie mam nic do zarzucenia, choć też nikt nie zrobił na mnie aż tak mocnego wrażenia, bym chciała od razu oglądać kolejny film z jego udziałem.
     Film o tym dość specyficznym tytule może wzbudzać wiele emocji, czasem te pozytywne u innych negatywne. Ja jestem zadowolona z tego, że wreszcie obejrzałam tę produkcję, pomimo, że nie powiedziałabym, że należę do grona zagorzałych fanów. Miło spędziłam swój wolny czas i jeśli poszukujecie czegoś co uprzyjemni Wam wolny wieczór to gorąco polecam!
     Moja ocena: 7/10.

piątek, 29 marca 2019

'Nasze noce' (Our Souls at Night, 2017) - film




Addie i Louis to wdowa i wdowiec, którzy mają już dawno za sobą najlepsze lata, największe szaleństwa, najpiękniejsze plany i marzenia. Żyją sobie statecznie i bez większego szumu w swych domach pełnych pamiątek po dobrze przeżytym życiu. Doskwiera im jednak samotność, a że są sąsiadami, nawiązują niezobowiązujący romans. Nie żeby coś komuś udowodnić, lecz po prostu żeby móc z kimś porozmawiać, do kogoś się przytulić, przeżyć jeszcze u czyjegoś boku coś prawdziwego. Dwójka kochanków w jesieni życia doskonale zna swoje wady i słabości, a nawet część dawnych grzechów, jednakże krucha z początku więź przeradza się w coś znacznie poważniejszego.





     Film przyciągał mnie do siebie już od jakiegoś czasu przebitkami, które miałam okazję kilkukrotnie zobaczyć. Pomimo to nie obejrzałam go wcześniej w całości, lecz ostatnio postanowiłam to nadrobić. Stwierdziłam, że nadszedł najwyższy czas by naprawić swój błąd. Jednak czy ten pomysł był na pewno dobry?
     Addie to wdowa, która czuje się samotnie. Aby poradzić sobie ze swoimi emocjami proponuje sąsiadowi Louisowi wspólne spędzanie nocy, lecz bez żadnego intymnego kontekstu... Oboje już mają swoje "najlepsze lata" za sobą, a ich relacja na przestrzeni czasu zaczyna się powoli rozwijać. Miałam nadzieję na dobrą historię, choć przyznam szerze, że nie spodziewałam się czegoś nad wyraz ambitnego. Fabuła ogólnie wydaje się być ciekawa, lecz niestety były momenty przez które seans minimalnie mi się dłużył. Po przebitkach, które wcześniej widziałam spodziewałam się czegoś trochę bardziej wciągającego i z szybszą akcją. Według mnie dostajemy tu po prostu leniwie toczącą się historię, która mimo wszystko ma swoje nietypowe akcenty. Nie śledziłam losów bohaterów z zapartym tchem, jednak mimo wszystko całkiem miło spędziłam czas podczas seansu.
     Gra aktorska dla mnie poprawna. Zarówno ta trochę starsza obsada jak i ta młodsza sprawdziła się bez większych zarzutów. Jedak pomimo najszczerszych chęci niestety nie mogę napisać, że przez cały film wszyscy sprawdzili się tu wzorowo. Największe wątpliwości miałam co do postaci Jamiego, w którego wcielał się Iain Armitage. Odniosłam wrażenie, że nie we wszystkich scenach czuł się on komfortowo.
     Z jednej strony cieszę się, że mam już za sobą seans tego filmu. Zobaczyłam go, przyjemnie spędziłam swój czas lecz wątpię abym go ponownie obejrzała. "Nasze noce" nie jest złą produkcją, choć oczekiwałam chyba czegoś trochę lepszego. Mimo wszystko - dla relaksu i ewentualnego zabicia czasu polecam ten tytuł.
     Moja ocena: 6/10.
Related Posts with Thumbnails