Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reż. Nicole Holofcener. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reż. Nicole Holofcener. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2018

'Grzeczny grzesznik' (The Land of Steady Habits, 2018) - film






Anders Hill (Ben Mendelsohn) czuje się uwięziony w gnuśnej, zamożnej społeczności Westport (Connecticut), więc postanawia przejść na emeryturę i odejść od swojej żony (Edie Falco) w nadziei, że na nowo wznieci to w nim chęć do życia. Szybko jednak doskwierają mu skutki swoich wyborów: całymi dniami poszukuje przedmiotów do udekorowania swojego pustego domu, sypia z nieznajomymi i czuje się zupełnie zagubiony.








     Film "Grzeczny grzesznik" ciągle pojawiał mi się w proponowanych na Netflixie. Według tego portalu miała być to całkiem dobra produkcja, która będzie mi się podobać. Niestety nic bardziej mylnego. Jestem totalnie zawiedziona tym tytułem i na prawdę nie wiem jak mogło mi się to pojawić w propozycjach...
     Anders postanawia rzucić dotychczasowe życie aby znaleźć tę iskrę i sens, które utracił. Rozwodzi się z żoną, znajduje nowe lokum oraz aby podbudować swoje ego sypia z nowo poznanymi kobietami. Mam wrażenie, że ten film nie ma jako takiej fabuły. Przedstawione są tu losy faceta, który chciał coś zmienić w swoim życiu na lepsze ale niekoniecznie mu to wyszło. Nie znajdziemy tu wartkiej akcji, która porwie widza już od pierwszych minut. Są to po prostu urywki losów zagubionego faceta wiodącego nudne życie. I taki był cały ten film - niemiłosiernie nudny i dłużący się. Miałam wrażenie, że momentami ja mam przeciętny żywot - jednak tutaj utwierdziłam się w przekonaniu, że już film na podstawie mojego życia byłby znacznie ciekawszy i bardziej ociekający w absurdalno-zabawne perypetie. W "Grzecznym grzeszniku" nie znalazłam nic, co by mnie zainteresowało i choć trochę pozytywnie nastroiło. Podczas seansu usnęłam kilkukrotnie i przez co musiałam powracać do momentów w których już odpłynęłam.
     Gra aktorska - jak dla mnie w wielu momentach tak samo drętwa jak sama fabuła, choć i tak były tu przebłyski, dzięki którym można docenić tę produkcję. Jak dla mnie jedynie postacie dalszoplanowe były naprawdę godne uwagi, przez co film uzyskał ode mnie tak wysoką ocenę. Niestety aktor wcielający się w główną postać, Ben Mendelsohn, wypadł tu mało przekonująco. Nie jestem pewna co zamierzał ukazać w tej roli, lecz było drętwo i nudno.
     Jestem pewna, że nie powrócę do tego filmu. "Grzeczny grzesznik" jest dla mnie totalnym nieporozumieniem. Nastawiłam się na dobrą komedię z elementami dramatu, a dostałam ponad półtorej godziny produkcji zalatującej ogromną klapą. Uważam, że nie warto poświęcać swojego czasu na to coś, chyba, że ktoś ma go w nadmiarze i lubi się katować.
     Moja ocena: 3/10.

środa, 25 kwietnia 2018

'Przyjaciele z kasą' (Friends with Money, 2006) - film








Opowieść o czterech przyjaciółkach "na całe życie”, mieszkających na Zachodnim Wybrzeżu, które osiągnęły już pewien poziom wygody w swoim życiu i już zdążyły przyzwyczaić się do markowych ciuchów, przyjęć charytatywnych i opieki nad mężami i potomstwem. Ale gdy osiągają „pewien wiek” niezałatwione sprawy zaczynają burzyć ich wygodne życie.







     Film o chwytliwym tytule, czyli "Przyjaciele z kasą", został mi kiedyś polecony przez pewnych znajomych. Wiedziałam, że są oni ogromnymi fanami Jennifer Aniston i nie ważne jak zła jest dana produkcja to i tak będą się nią zachwycać. Z przymrużeniem oka podeszłam do seansu, jednak nadal czuję się zawiedziona, że coś takiego w ogóle zobaczyłam...
     Cztery przyjaciółki od lat utrzymują swoje relacje przynajmniej na poprawnym poziomie. Każda z nich jest na innym etapie swojego życia, choć co je łączy to fakt, że wszystkie zmagają się jakimiś problemami. Właściwie ten film nie opowiada jakiejś spójnej historii, którą mogłabym pokrótce streścić. Większość scen została wyrwana z kontekstu i porozrzucana bez większego przemyślenia. Pomimo ogromnych chęci nie potrafię wykrzesać od siebie zbyt wielu pozytywnych wniosków na temat tej produkcji. Choć jakby tak dłużej pomyśleć to nie potrafię przedstawić nawet jednego aspektu pod względem fabuły, który by mi się podobał...
     Gra aktorska w tym filmie nie jest czymś czym mogłabym się zachwycać. Znajdziemy tutaj kilka znanych nazwisk, jednak same w sobie nie uratują czegoś, co nie ma sobą nic dobrego do pokazania. Nawet Jennifer Aniston, która wypadła rewelacyjnie w serialu "Przyjaciele", tutaj nie była tak fenomenalna i nie pozostawiła po sobie tak dobrego wrażenia.
     Żałuję, że dałam się namówić na obejrzenie tego filmu. Jestem pewna, że nigdy więcej do niego nie powrócę i utwierdzam się w przekonaniu, że muszę rozważniej brać pod uwagę to co zachwalają inni. osobiście nie jestem w stanie nawet stwierdzić czy mogłabym ze swojej strony komukolwiek polecić ten tytuł. Pozostaje mi mieć nadzieję, że dość szybko ta produkcja wyleci mi z pamięci.
     Moja ocena: 3/10.

piątek, 5 lutego 2016

'Ani słowa więcej' (Enough Said, 2013) - film







Eva, rozwiedziona mama, interesuje się Albertem, który jest uroczy, zabawny, słodki i także rozwiedziony. Ich romans kwitnie, a tymczasem Eva zaprzyjaźnia się z Marianne, która ciągle narzeka na swojego byłego męża. Gdy Eva zdaje sobie sprawę, że to chodzi o Alberta, zaczyna zastanawiać się nad swoim wyborem - pierwszym wrażeniem i drugą szansą.









     "Ani słowa więcej" to kolejny film do którego zabierałam się dość długo. Wreszcie nadszedł czas i obejrzałam go w ostatni weekend. Chciałam jakiś ciepły film przy którym się odprężę po całym tygodniu pracy. Do tego ta produkcja nadaje się idealnie. 
     Na imprezie Eva poznaje Alberta oraz Marianne. Z mężczyzną zaczyna się spotykać, uczucie między nimi się rozwija a kobieta, która została jej klientką z biegiem czasu staje się jej przyjaciółką. Problem pojawia się w momencie gdy główna bohaterka odkrywa, że ta dwójka poznanych ludzi na tej samej imprezie to byłe małżeństwo. Fabuła została przedstawiona w bardzo zabawny oraz ciepły sposób. Film ogląda się bardzo dobrze, nie należy on do tych przy których trzeba się wysilać - po prostu "umilacz czasu". Raczej jego treść nie pozostanie w mojej pamięci na długo ale nie uważam aby poświęcony czas na ten film był stratą czasu. 
     Gra aktorska - duet w postaci Louis-Dreyfus i Gandolfini wypadł w tym filmie rewelacyjnie. Dzięki tym aktorom film oglądało się całkiem przyjemnie, choć czasem mimika aktorki była irytująca. Reszta aktorów też całkiem dobrze wypadła lecz nie jakoś rewelacyjnie czy beznadziejnie aby zapadli na dłużej w mojej pamięci.
     Spędziłam przyjemnie czas podczas oglądania tego filmu i nie żałuję, że poświęciłam te półtorej godziny na obejrzenie go. Nie jest to jednak film, który robi ogromne wrażenie i wryje się w naszą psychikę. Dla relaksu po cięższym okresie gorąco polecam.
     Moja ocena: 6/10
Related Posts with Thumbnails