Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 maja 2021

'Sierpień w hrabstwie Osage' (August: Osage County, 2013) - film

 

 
 
 
 
Violet (Meryl Streep) jest apodyktyczną, ciężko chorą i uzależnioną od leków matką trzech dorosłych córek. Dwie z nich dawno opuściły dom rodzinny, dystansując się od bliskich i własnej przeszłości. Mąż Violet, Beverly (Sam Shepard), zatrudnia dla niej opiekunkę – i w niedługi czas po tym znika. Córki przyjeżdżają do domu. Cała bliższa i dalsza rodzina musi zmierzyć się nie tylko z rozwiązaniem zagadki zaginięcia ojca, ale też otworzyć stare rany, ujawnić wzajemne żale i mroczne tajemnice, które nigdy nie miały wyjść na światło dzienne.





     Film pt. "Sierpień w hrabstwie Osage" już od dłuższego czasu miałam w planach a dopiero teraz udało mi się za niego zabrać. Miałam ogromne oczekiwania, gdyż słyszałam wiele pochlebnych opinii jak i sama obsada aktorska dawała mi duże nadzieję na dobrą produkcję. Czy faktycznie ten film jest tak genialny jak się spodziewałam? Choć jest to naprawdę dobry film to jednak spodziewałam się czegoś nieco lepszego.
     Violet jest dość trudną osobą z którą ciężko jest żyć. Po śmierci jej męża ich trzy córki powracają do domu rodzinnego, jednak każda z nich ma jakieś sekrety, które niestety z czasem wychodzą na jaw. Rodzinne spotkanie doprowadza do wielu kłótni i zmusza do podjęcia kilku ważnych decyzji mogących zaważyć o ich przyszłości. Film według mnie jest naprawdę dobrze zrealizowany a historia tu przedstawiona wciąga już od pierwszych minut i jednocześnie daje sporo do myślenia. To jak choroba psychiczna jednego członka rodziny może wpływać na wszystkich dookoła zostało według mnie genialnie przedstawione. Co prawda nie mam w życiu prywatnym żadnego punktu odniesienia to jednak całość wypadła dla mnie bardzo autentycznie. Jednak pomimo wszystko czegoś mi tu zabrakło. Chyba moje oczekiwania wobec tej produkcji spowodowały, że nie byłam w stanie aż tak jej docenić.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie i całe szczęście pod tym względem się nie zawiodłam. Zarówno Meryl Streep jak i Julia Roberts wypadły tutaj według mnie genialnie. Ich postacie zostały naprawdę dobrze ukazane i byłam w stanie dostrzec mnogość emocji, które targały ich postaciami. Również pozostali aktorzy podołali zadaniu i byli w stanie naturalnie przedstawić swoich bohaterów, którzy w całości odgrywali nie mniejsze role.
     "Sierpień w hrabstwie Osage" to naprawdę dobry film, choć miałam chyba wobec niego nieco większe wymagania. Nie mniej jednak nie żałuję, że poświęciłam na niego swój czas i możliwe, że w przyszłości ponownie po niego sięgnę. Jeśli jeszcze ktoś z Was nie widział tego filmu to pomimo wszystko mogę go polecić.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 22 lipca 2019

'Krudowie' (The Croods, 2013) - film






W poszukiwaniu nowego domu staromodny jaskiniowiec musi przeprowadzić rodzinę przez prehistoryczne ziemie. Olbrzymich rozmiarów flora i fauna są już sporym wyzwaniem, jednak prawdziwe komplikacje pojawią się w chwili, kiedy do rodziny dołączy zatrważająco nowoczesny jaskiniowiec, którego poszukiwanie "jutra" zupełnie nie pasuje do poglądów naszego bohatera, hołdującego wczorajszym tradycjom.








     Pomimo prawie trzydziestu lat na karku nadal uwielbiam oglądać animacje. Tym razem mój wybór padł na "Krudowie". Choć wcześniej nie słyszałam nic na jej temat postanowiłam dać szansę i zabrałam się za oglądanie. Pomimo, że było nawet ciekawie, mam wrażenie, że przeważa jednak... przeciętność.
     Krudowie to grupa jaskiniowców, której głowa rodziny nie potrafi zaakceptować zmian a wszystko co nowe wzbudza w nim negatywne emocje. Jednak gdy pojawia się w ich okolicy nowy "współczesny" jaskiniowiec ich świat wywraca się do góry nogami. Historia dość mocno skupia się na relacjach rodzinnych i przełamywaniu własnych barier przed tym co nieznane. Choć nie zawsze wszystko co nowe jest bardzo dobre, to warto dać szansę na rozwój. Fajnie została według mnie przedstawiona relacja ojca z jego ukochaną córeczką. Wiem, że zdarzają się takie sytuacje w życiu realnym, jednak prześmiewczy sposób w jaki zostało to tu ukazane może otworzy niektórym oczy na swoje zachowanie. Wykonanie tej produkcji przyzwoite, polski dubbing też na dobrym poziomie. Jednak czegoś mi tu zabrakło, przez co nie byłam w stanie aż tak dobrze się bawić podczas seansu. Niestety daleko tej produkcji do "Shreka", którego kocham całym serduchem.
     "Krudowie" to animacja, którą warto obejrzeć, lecz nie robi aż tak ogromnie pozytywnego wrażenia. Obejrzałam, było miło ale nie jestem pewna czy mam ochotę do niej powrócić w przyszłości.
     Moja ocena: 6/10.

wtorek, 11 czerwca 2019

'Wkręceni' (2013) - film





Było ich trzech - romantyk, narwaniec i kucharz. Przyjaciele ze Śląska. A potem było tylko zabawniej i po kumpelsku. Franczesko (Piotr Adamczyk), Fikoł (Bartosz Opania) i Szyja (Paweł Domagała) znają się od lat, razem pracują i razem spędzają wolny czas. Kiedy tracą pracę w lokalnej fabryce, planują szalony weekend w stolicy. Prawdziwa przygoda ma się dopiero zacząć, kiedy podczas przymusowego postoju w urokliwych okolicach Zarzecza, trójka kumpli zostaje omyłkowo wzięta za niemieckich inwestorów.







     "Wkręceni" to kolejna polska produkcja, której w tym roku postanowiłam dać szansę. Choć niewiele argumentów przemawiało za tym, że może mi się ona spodobać to z pewną iskierką nadziei obejrzałam, że może jednak odkryję perełkę, dzięki której odprężę się w wolny wieczór. Niestety nie...
     Trójka znajomych z pewnej fabryki dostaje wypowiedzenie. Postanawiają oni ruszyć na weekend i zaszaleć z pieniędzy z otrzymanej odprawy. Zakończenie tej imprezy przybiera nieoczekiwany obrót... Mam wrażenie, że choć pomysł dobry nie do końca został on przemyślany. Przez większość seansu uśmiech nie zagościł na mojej twarzy a podobno jest to komedia. Nie potrafiłam wciągnąć się w tę historię, większość sytuacji jest mocno naciągana. Pomimo, że miało być fajnie ja się nie ubawiłam podczas oglądania tego filmu. Jest to właśnie jedna z bardziej sztampowych produkcji, która może zniechęcić do naszego rodzimego kina.
     Gra aktorska - jeśli ktoś jest fanem kogokolwiek z obsady to może będzie zadowolony, że obejrzał kolejny tytuł z ulubionym aktorem czy aktorką. Dla mnie niestety nie było tu nic wybitnego, ani pod względem umiejętności ani pod względem nazwisk. Ot po prostu część znanych osób, które według mnie nie wykorzystały w pełni swoich umiejętności. Nie jestem może po prostu w stanie zrozumieć fenomenu niektórych postaci.
     Jestem zawiedziona tą produkcją. Choć nie jest to najgorszy polski tytuł jaki w życiu oglądałam to jednak nie znalazłam tu nic, co mogłoby mnie zachwycać. Na pewno nie powrócę do niego ponownie, a nad drugą częścią poważnie się zastanowię czy chcę marnować na nią swój czas...
     Moja ocena: 4/10.

sobota, 18 maja 2019

'Blue Jasmine' (2013) - film









Przechodząca kryzys gospodyni domowa przeprowadza się z Nowego Jorku do San Francisco, gdzie ponownie nawiązuje kontakt ze swoją siostrą.










     Filmy Woody'ego Allena są dość specyficzne i jednocześnie intrygujące. Przypuszczam, że każdy kinomaniak, a przynajmniej znaczna część, ma choć jeden obejrzany tytuł tego reżysera za sobą. W przypadku większości jego produkcji z którymi dotychczas się spotkałam jestem zadowolona. Gdy tylko miałam okazję obejrzeć "Blue Jasmine" nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie.
     Jasmine przywykła do życia na wysokim poziomie. Jednak gdy rozstaje się z mężem jej dotychczasowa egzystencja zmienia się nie do poznania. Zmuszona jest ona do odnalezienia się w nowych warunkach, co wydaje się być dla niej niewyobrażalnie trudne. Mogłoby się wydawać, że jest to historia jakich wiele, lecz jest tu pewien klimat dzięki czemu podczas seansu nie było miejsca na nudę. Były lepsze i gorsze momenty jednak nawet gdy akcja toczyła się odrobinę wolniej nie mogę napisać, że nie śledziłam losów bohaterów z zaciekawieniem. Sceneria moim zdaniem jest przepiękna, a przez widoki jakie mamy okazję tu oglądać nabrałam ochoty na podróż, choć bardzo ciężko mnie do nich namówić.
     Gra aktorska - chyba największy problem mam z odtwórczynią głównej roli. Cate Blanchett, wcielająca się w tytułową Jasmine, została bardzo dobrze dobrana do swojej postaci, idealnie się w nią wcieliła jednak było tu w niej coś przez co mój jej odbiór nie był w stu procentach pozytywny. Nie jestem w stanie dokładnie określić co mi nie pasowało, lecz nie jestem całkowicie usatysfakcjonowana. Reszta obsady poradziła sobie ze swoimi rolami idealnie i żadnego z aktorów bym tu nie zamieniła.
     "Blue Jasmine" to idealny tytuł by obejrzeć go w wolny weekend dla odprężenia. Nie jest to typowy odmóżdżacz, lecz bardzo dobrze umila czas. Moim zdaniem można go obejrzeć zarówno samemu jak i w towarzystwie bez poczucia marnowania cennych chwil. Mam pewne obawy czy obejrzałabym ten film ponownie, jednak pierwsze wrażenie zrobił na mnie ogólnie pozytywne.
     Moja ocena: 7/10.

wtorek, 5 lutego 2019

'Gra Endera' (Ender's Game, 2013) - film

  



Jest rok 2070. Minęło 40 lat od nieudanej inwazji obcych. Cały świat żyje w oczekiwaniu na powrót najeźdźców. Ziemskie centrum obrony realizuje tajny plan polegający na rekrutowaniu najinteligentniejszych jednostek jeszcze na etapie dzieciństwa i poddawaniu ich szkoleniu w walce z obcymi. Najlepszym spośród kadetów jest Andrew Wiggin zwany Enderem, który po wstępnym szkoleniu zostaje wysłany do orbitalnej szkoły bojowej. Tam przechodzi trening mający przygotować go na zbliżające się starcie z kosmicznym wrogiem.






     Niedawno przeczytałam książkę "Gra Endera", która całkiem mi się podobała. O jej ekranizacji słyszałam bardzo dużo, głównie takie niezbyt pochlebne opinie. Byłam ciekawa jak producenci sobie poradzili z tą historią i jak ja sama odbiorę ten film. Biorąc pod uwagę na liczne negatywne głosy uważam, że nie było tak źle - widziałam w swoim życiu kilka znacznie gorszych ekranizacji.
     Historia mniej więcej przedstawia to co dostaliśmy w książce. Młody chłopak, który dorasta w szkole, gdzie szkolą go do walki. Mamy tu ogromną dawkę science fiction, wiele przeróżnych nowinek technologicznych oraz akcję, która jednak nie wszystkich może do siebie przekonać. Choć ogólny zarys, który poznałam z książki został tutaj przeniesiony to jednak wprowadzono kilka mniejszych i większych zmian. Według mnie pominięto kilka dość ważnych sytuacji, które w znaczny sposób wpływały na głównego bohatera, przez co jego decyzje w filmie nie zawsze mogą wydawać się aż tak logiczne jak wydawały się być w pierwowzorze. Obejrzałam wersję z polskim dubbingiem(?)/lektorem(?) i pod tym względem również czuję się trochę zawiedziona. Miałam ogromne trudności by przyzwyczaić się do takich głosów danych osób.
     Gra aktorska - co do większości nazwisk nie mam żadnych zastrzeżeń. Mam wrażenie, że spora część aktorów została bardzo dobrze dobrana do poszczególnych postaci. Mi osobiście nie przeszkadzał Asa Butterfield w roli Endera, czy Aramis Knight jako Groszek. Chyba nie jestem w stanie wymienić nikogo, kto by całkowicie odbiegał od moich oczekiwań. Akurat z tego aspektu tej ekranizacji jestem na prawdę zadowolona.
     Zaspokoiłam swoją ciekawość odnośnie tego tytułu, choć wiem, że w wersji filmowej nie będę już do niego wracać. Pomimo, że tak jak wspomniałam we wstępie nie jest to najgorsza ekranizacja jaką kiedykolwiek widziałam, to uważam, że można by było ją trochę bardziej dopracować. Chciałabym napisać, że jestem oczarowana tym filmem, jednak w moim przypadku byłoby to dość spore nadużycie.
     Moja ocena: 4/10.

niedziela, 20 stycznia 2019

'Bezpieczna przystań' (Safe Haven, 2013) - film


  


Do małego miasteczka w Północnej Karolinie przyjeżdża tajemnicza kobieta o imieniu Katie. Jest młoda i atrakcyjna, ale wiedzie życie pustelniczki. Wycofana, cicha, stroni od kontaktów towarzyskich, pozostaje na uboczu miejscowej społeczności. Pewnego dnia los stawia na jej drodze właściciela małego sklepiku. Alex jest wdowcem, samotnie wychowującym dwójkę dzieci. Pojawia się nić sympatii, Katie powoli zaczyna wpuszczać Alexa do swojego świata. I wtedy pojawia się widmo upiornej przeszłości.







     Na ten moment z książek Nicholasa Sparksa na trzy przeze mnie przeczytane pozycje spodobała mi się tylko jedna, a mianowicie "Pamiętnik". W przypadku tytułu "Bezpieczna przystań" postanowiłam obejrzeć jedynie film na podstawie powieści o tym samym tytule. Nie mam porównania co do sposobu przedstawienia samej historii, jednak tutaj nie była dla mnie po prostu średnia.
     Uciekając przed przeszłością Katie trafia do małego miasteczka w Północnej Karolinie. Poznaje tam mężczyznę wobec którego zaczyna żywić coraz mocniejsze uczucia. Im szybszego tempa nabiera ich relacja tym więcej powstaje tajemniczych niedomówień związanych z jej dawnymi latami. Nie spodziewałam się zbyt ambitnej i poruszającej historii i nic takiego tutaj nie dostałam. Sposób prowadzenia akcji w tym filmie bardzo przypomina mi schematy z thrillerów, jednak oprawione w trochę przyjemniejsze widoki i odrobinę zredukowaną liczbę krwawych czy brutalnych scen. Choć sama treść wydaje się być ciekawa to w pewnych momentach robiła się strasznie mdła i cukierkowa. Zaskakujące fakty z przeszłości, które z biegiem czasu wychodziły na wierzch nie wbiły mnie w fotel i nie śledziłam rozwoju wypadków z zapartym tchem. Ot taka historyjka, która jest idealna na leniwą niedziele. Dobrze się ogląda, lecz nie zapadnie ona w mojej pamięci na długo.
     Gra aktorska była według mnie po prostu poprawna. Nie zauważyłam tu pokazu wybitnych zdolności aktorów, którzy by genialnie wcielali się w swoje role. Jednak nie mogę też napisać aby postacie były ukazane na odwal się, bez żadnego przygotowania. Było po prostu dobrze, lecz bez fajerwerków. Aktorzy zostali dobrani dobrze, zrobili co mogli aby jakoś to wszystko razem się trzymało ale czegoś mi zabrakło abym mogła zachwycić się tym aspektem.
     "Bezpieczna przystań" to film, który może umilić czas i faktycznie pomóc się w jakiś sposób zrelaksować po gorszym tygodniu. Jednak sama historia nie pozostanie w mojej pamięci zbyt długo. Po prostu kolejna przeciętna produkcja, o której niewiele będę pamiętać pod koniec roku przeglądając listę tytułów, które obejrzałam przez ostatnie dwanaście miesięcy.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 5 października 2018

'Koneser' (La migliore offerta, 2013) - film






Virgil Oldman (Geoffrey Rush) jest doświadczonym, odnoszącym sukcesy handlarzem antykami. Wiedzie samotną egzystencję wśród luksusu płócien starych mistrzów i piękna włoskich pałaców, pewien, że nic nie zakłóci jego ustabilizowanego życia i nie zagrozi głęboko skrywanym sekretom. Zlecenie od tajemniczej młodej kobiety zapoczątkuje serię wydarzeń, które wywróci jego uporządkowany świat do góry nogami.








     Na temat filmu pod tytułem "Koneser" wypowiadało się wiele osób i w większości były to bardzo pochlebne opinie. Miałam ogromne obawy czy również ja będę w stanie docenić tę produkcję tak jak osoby, których zdanie na prawdę cenie. Wreszcie zabrałam się za ten film i dopiero teraz mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że było warto i w pełni rozumiem wszystkie zachwyty.
     Virgil jest bardzo cenionym handlarzem antykami, a o jego usługi zabiega wiele znakomitych osób. Jego życie wywraca się do góry nogami, gdy podejmuje się on nietypowego zlecenia od kobiety. Od kobiety, która nie chce ukazać mu swojego prawdziwego oblicza. Przyznam się, że sam opis może być niekoniecznie zachwycający, lecz to co tutaj znajdziemy jest już naprawdę dobre. Począwszy od fabuły, poprzez wykonanie, kończąc na jak najbardziej porywającym widza całokształcie. Treść na pierwszy rzut prosta, jednak na tyle nieoczywista, że dopiero pod koniec razem z głównym bohaterem jesteśmy w stanie połączyć razem wszystkie wątki. Muzyka została idealnie dobrana i z wielką chęcią kupiłabym płytę ze ścieżką dźwiękową z tego filmu. Całość wydaję się być na swój sposób magiczna, wzbudzająca wiele emocji. Moim zdaniem znajdziemy tu wiele cudownych ujęć, które urzekną znaczne grono odbiorców.
     Gra aktorska jest na wysokim poziomie. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że każda rola została obsadzona w bardzo przemyślany sposób i nie było tu miejsca na przypadek. Dawno nie widziałam tak dobrego zagranicznego filmu, który by pod tym względem zrobił na mnie aż tak dobre wrażenie. Geoffrey Rush jako Virgil Oldman spisał się tu wyśmienicie, przez co mam ochotę obejrzeć inne tytuły z jego udziałem.
     Miałam ogromne obawy czy mi się spodoba, gdyż często mam tak, że jak coś się podoba wielu to mi niestety już niekoniecznie. Jednak film "Koneser" to już chyba klasa sama w sobie. Jest to jeden z nielicznych przypadków, gdy również i ja jestem w stanie docenić coś czym duże grono się zachwyca. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tej produkcji gorąco polecam Wam jej nadrobienie.
     Moja ocena: 10/10.

piątek, 3 sierpnia 2018

'Zacznijmy od nowa' (Begin Again, 2013) - film





Ona – Gretta (Knightley), początkująca piosenkarka i kompozytorka, znalazła się w Nowym Jorku, bo towarzyszy swemu chłopakowi (Levine) – wziętemu muzykowi, negocjującemu kontrakt życia. Są piękni, szczęśliwi, bogaci, świat zdaje się leżeć u ich stóp! On (Ruffalo), mieszkający od lat na Manhattanie producent muzyczny, powoli traci kontakt z rzeczywistością… Rozstał się z żoną (Keener), jego kontakt z dorastającą córką (Steinfeld) słabnie, a do tego właśnie wyrzucono go z pracy. Wizyta w małej knajpie, w której występuje Gretta, na zawsze odmieni życie tych dwojga… 





     Tytuł filmu "Zacznijmy od nowa" kołatał mi się w głowie już od jakiegoś czasu. Jako, że gra w nim Keira Knightley postanowiłam w końcu dać mu szansę i mając wolną chwilę obejrzeć. Chyba moje wyobrażenie na temat tej produkcji było zbyt duże i miałam zbyt wysokie oczekiwania, choć i tak uważam ją za całkiem udaną.
     Młoda Gretta żyje w cieniu swojego chłopaka Dave'a. Oboje są związani z muzyką jednak to on, jak dotąd, osiąga większe sukcesu niż jego partnerka. Życie bohaterki zmienia się pod wpływem jednej niepozornej chwili. Gretta daje krótki występ w podrzędnej knajpce, gdzie wyhaczył ją znany producent muzyczny. Historia dla mnie dość nietypowa, nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak pociągniętą akcją. I nie chodzi mi tu o sam opis który tutaj przedstawiłam, lecz samo jej rozwinięcie. Wbrew pozorom nie ma tutaj dużo wątków romansowych, które mogłyby zniszczyć całą przyjemność oglądania. Muzyka, która jest tutaj dość znacznym elementem, została wpleciona w przystępny sposób i większość utworów przypadła mi do gustu. Nie jestem znawcą pod tym względem jednak były one przyjemne dla mojego ucha :).
     Gra aktorska całkiem przyzwoita, jednak o dziwo najmniej pasował mi Adam Levine w swojej roli. Spodziewać by się mogło, że nie ma on problemu z występowaniem przed kamerą czy publicznością, jednak niektóre sceny w których występował były dla mnie bardzo nienaturalne. W szczególności te w których dochodziło do "zbliżeń" między nim a Keirą.
     Biorąc pod uwagę ogół całkiem to przyjemnie mi się oglądało ten film. Nie wiem czy powrócę do niego po raz kolejny, jednak nie żałuję, że wreszcie go zobaczyłam. Moim zdaniem jest to produkcja idealna na weekend, w szczególności na te aktualnie panujące upały.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

'Pamiętaj o niedzieli' (Remember Sunday, 2013) - film





Gdy samotna i mająca złą passę kelnerka, Molly (Alexis Bledel), poznaje przystojnego Gusa (Zachary Levi) jest przekonana, że w końcu znalazła odpowiedniego mężczyznę. Jednak Gus wydaje się być rozkojarzony i zaabsorbowany. Okazuje się, że od kiedy mężczyzna cierpi z powodu tętniaka mózgu, stracił pamięć krótkotrwałą. Każdego dnia jego życie zaczyna się na nowo. Codziennie gdy widzi Molly usiłuje przypomnieć sobie kim ona jest i zakochać się w niej na nowo.







     Niedawno obejrzałam najnowszy 'sezon' mojego z jednych ulubionych seriali, czyli "Kochane kłopoty: Rok z życia". Nabrałam przez niego ochoty na obejrzenie innych produkcji z aktorami, którzy w nim grali. Mój wybór padł na "Pamiętaj o niedzieli" z Alexis Bledel w roli głównej.
     W pewnych okolicznościach, dość sztampowych i przewidywalnych, Gus oraz Molly spotykają się ze sobą. Prawdopodobnie brzmi to bardzo infantylnie i gdybym sama usłyszała to zdanie o tym filmie, to od razu bym straciła zainteresowanie. Jednak to jak producenci pociągnęli wątek tych dwojga okazał się strzałem w dziesiątkę. Całe szczęście nie jest to kolejna nic nie wnosząca komedia romantyczna, a dający do myślenia melodramat. Historia dwójki bohaterów w bardzo przystępny, lecz nieoczywisty sposób, ukazuje jakie mogą być relacje pomiędzy ludźmi w trudnych chwilach. Mamy tutaj miłość, próby jej uchwycenia, pomimo choroby, która nie ma dobrych rokowań na przyszłość. Pomimo tego wątku, który wiele osób ma chyba dość, nie zniechęcajcie się. Film jest na tyle dobrze i ciekawie zrealizowany, że można się zaskoczyć, że jest jeszcze inny sposób na jego przedstawienie.
     Gra aktorska - moim zdaniem aktorzy wcielający się w głównych bohaterów podołali zadaniu i wykreowali swoje postacie bardzo dobrze. W intrygujący sposób przedstawili emocje, które targały postaciami. Rozczarowana jestem natomiast grą Merritt Wever, która wcielała się w postać Lucy, siostry Gusa. Niestety było wiele scen z jej udziałem, gdzie przeszkadzała mi jej gra. Miałam nadzieję, że w przypadku tego filmu nie będę zmuszona napisać, że jestem zawiedziona którymkolwiek z aktorów, jednak wyszło jak wyszło...
     Przyznaję, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą produkcją. Co prawda miałam nadzieję na dobry film, choć po opisie nie byłam pewna tego co mogę dostać. Nie jest to może wybitne dzieło nad którym usłyszycie same "ochy i achy", lecz ja zamierzam kiedyś do niego jeszcze powrócić. Wydaje mi się, że jest to jeden z tych filmów, które mogę docenić jeszcze bardziej przy kolejnym obejrzeniu. Jeśli jeszcze go nie widzieliście to zachęcam do jego nadrobienia. 
     Moja ocena: 7/10.

środa, 7 czerwca 2017

'Dziś jestem blondynką' (Heute bin ich blond, 2013) - film

Sophie (grana przez Lisę Tomaschewsky) jedzie ze swoją najlepsza przyjaciółką Annabel (Karoline Teska) świętować Sylwestra w Antwerpii. Z optymizmem spogląda na nadchodzący rok, w którym ma rozpocząć wymarzone studia i usamodzielnić się w nowym hamburskim mieszkaniu. Niestety w zabawie coraz bardziej przeszkadza jej duszący kaszel, stąd po powrocie do rodzinnego Hamburga decyduje się na wizytę w szpitalu. Po dokładnych badaniach okazuje się, że jego przyczyną jest ciężka odmiana nowotworu, wymagająca natychmiastowej chemioterapii. Z 50 procentową szansą na wyleczenie dziewczyna poddaje się wielotygodniowemu leczeniu w klinice. Choć wspierają ją wspaniali przyjaciele i rodzina, ze zdumieniem odkrywa, że nie traktują jej oni jak dotychczasowej Sophie. Powoli staje się "chorą", na którą patrzy się jedynie poprzez jej medyczny przypadek. Dziewczyna postanawia mężnie stawić rakowi czoła i nie pozwolić, by zaszufladkowano ją w schemacie smutnej i zdesperowanej pacjentki. Żegna się ze swoimi pięknymi włosami i postanawia kupić dziewięć rożnych peruk (tytuł książki van der Stap właśnie do nich się odnosi), by pod każdą z nich żyć możliwie daleko od wyniszczającej choroby. W szpitalu karnie poddaje się co raz silniejszej terapii, jednak w wolnych chwilach jako blondwłosa Pam podróżuje z przyjaciółmi, jako Daisy rzuca się w wir szalonych imprez, zaś będąc rudowłosą, romantyczną Sue podrywa mężczyzn... Nagle okazuje się, że ma siłę nie na jedno, ale na dziewięć wspaniałych żyć. To, w którym występuje rak, zostaje zepchnięte w daleki kąt...



     Już od dłuższego czasu miałam ochotę na zapoznanie się z tym filmem. Głównym powodem przez który nie zabierałam się za niego to język niemiecki w tle, który przyprawia mnie o ciarki. Jednak wreszcie się przemogłam i to było najlepsze co mogłam zrobić. Nie żałuję, że wreszcie obejrzałam tę produkcję.
     "Dziś jestem blondynką" to film opowiadający historię Sophie, która podejmuję walkę z rakiem. Moim zdaniem bardzo ciekawie przedstawione zostały zmagania głównej bohaterki z chorobą. Co prawda nie miałam wśród znajomych nikogo kto chorowałby na nowotwór, jednak w interesujący sposób również ukazane są relacje między członkami rodziny, to jak wpływa to nie tylko na życie chorego lecz również na osoby z jego ścisłego środowiska. Szkoda, że jest to film tak mało znany, gdyż treść tego filmu naprawdę daje wiele do myślenia. Może dla niektórych wydadzą się do zbyt górnolotne słowa, i może rzeczywiście nie do końca wiem o czym piszę skoro sama tego nie przeżyłam, jednak może to być produkcja taka trochę ku pokrzepieniu.
     Gra aktorska - żadnego ze znanych hollywoodzkich nazwisk się tutaj nie pojawia, lecz dla mnie było to dość odświeżające. Czasami ma się już dość tych samych twarzy, które widzimy na każdym kroku. W przypadku tego filmu, choć żadne nazwisko nie było mi znane muszę przyznać, że aktorzy poradzili sobie bardzo dobrze, idealnie wcielając się w swoje role i oddając wiele emocji. 
     Z czystym sercem polecam ten film każdemu. Dla mnie jest to produkcja idealnie wyważona - bardzo dobrze zostały zawarte elementy komedii jak i dramatu. Nie została zrobiona z tego cukierkowa historia, która gra jedynie na uczuciach widza. Z wielką chęcią jeszcze będę powracać do tego filmu.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 21 maja 2017

'Przechowalnia numer 12' (Short Term 12, 2013) - film









Opiekunka w ośrodku wychowawczym dla młodzieży zachodzi w ciążę, co zmusza ją do rozliczenia się z mroczną przeszłością.










     Film "Przechowalnia numer 12" obejrzałam właściwie przez przypadek. Pomimo początkowego kręcenia na niego nosem, gdyż opis wydał mi się mało zachęcający, cieszę się, że udało się jednak mnie namówić na ten seans. Nie spodziewałam się tak dobrej produkcji, która się tutaj kryje.
     Poważne problemy mogą dotknąć każdego, niezależnie od wieku. Nie ważne czy ma się piętnaście lat, trzydzieści czy więcej. Grace pracuje w ośrodku wychowawczym dla trudnej młodzieży, pomaga im zmagać się z ich przejściami. Niespodziewany obrót wydarzeń sprawia, że sama również musi stawić czoła dość ciężej sytuacji. Przyznaję się, że nie wiedziałam, że dostanę tutaj tego typu tematykę, która może wbić widza w fotel. Zakończenie otwarte z różną możliwością jego zinterpretowania. W zależności od tego co sami przeszliśmy, powstaną zróżnicowane podejścia do tej produkcji. Osobiście uważam, że warto obejrzeć ten film, samemu się z nim zaznajomić i go przemyśleć.
     Gra aktorska na niezłym poziomie. Brie Larson, wcielająca się w postać Grace, wypadła chyba najlepiej wśród wszystkich aktorów, z którymi tutaj mamy styczność. Chociaż pozostali aktorzy również bardzo dobrze wcielili się w swoje postacie. Przedstawili oni wiele emocji targających bohaterami, tworząc jedną z lepszych obsad filmowych.
     Nie żałuję, że zobaczyłam ten film i poświęciłam na niego swój czas. Całe szczęście nie byłam na tyle uparta, aby nie chcieć go oglądać bo mi się początkowo opis nie spodobał ;). Gorąco polecam Wam zapoznanie się z "Przechowalnią numer 12". Nie powinniście być nim zawiedzeni.
     Moja ocena: 8/10.

środa, 19 kwietnia 2017

'Ostatni gasi światło' (Traumland, 2013) - film







Zurych, wigilia Bożego Narodzenia. "Bóg się rodzi" w przytulnych galeriach handlowych. W sercach mieszkańców europejskiej metropolii jest zbyt ciasno; za dużo tam kłamstw i samotności.
Mia, 18-letnia prostytutka wybiera się na Święta do domu, do Bułgarii. Zanim to nastąpi – czeka ją najtrudniejszy dzień pracy na różowym bulwarze…









     Mając już trochę dość standardowych amerykańskich czy polskich produkcji, poszukiwałam czegoś co by mnie w jakiś sposób zaintrygowało. Przekopując najróżniejsze zakamarki internetu natrafiłam na YouTubie na intrygujący kanał na którym znalazłam film "Ostatni gasi światło". Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam lecz czegoś takiego było mi trzeba, czegoś co nie było sztucznie promowane. Od razu muszę się wam przyznać, że nie żałuję ani czasu ani transferu internetu poświęconego na ten film.
     Przedstawiona została tutaj historia młodej dziewczyny, która musi zarabiać na siebie poprzez prostytucję oraz mroczne tajemnice osób, które w jakiś sposób były z nią powiązane. Nie jest to standardowa historia ze szczęśliwym zakończeniem i oklepanymi schematami. Daje ona trochę do myślenia i po części przedstawia brutalność naszego świata. Duży ładunek emocjonalny tego filmu może być nie dla każdego, a przynajmniej nie wszyscy docenią tę produkcję. Ciężko mi jest opisać ten film lepiej, gdyż to co tutaj znajdziemy jest czymś innym od tego co do tej pory widziałam. Sądzę, że każdy powinien się zapoznać z tą historią i wyrobić sobie o niej zdanie.
     Gra aktorska może i nie jest na bardzo wysokim poziomie. Nie znajdziemy tutaj bardzo znanych nazwisk, które mają już wyrobioną swoją markę. Pomimo to każda postać została przedstawiona w intrygujący sposób, dzięki czemu klimat filmu był dość specyficzny. Moim zdaniem aktorzy zostali bardzo dobrze dobrani do swoich bohaterów, idealnie wcielali się w postacie i oddali wiele emocji, które mogą poniekąd wpłynąć na widza.
     Moim zdaniem warto zapoznać się z tą produkcją. "Ostatni gasi światło" to niestandardowy film, który jest miłą odskocznią od szeroko promowanych gniotów, którymi rynek jest już jak dla mnie przesycony. Gorąco polecam jego obejrzenie, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 15 lutego 2017

'Wielki Gatsby' (The Great Gatsby, 2013) - film


 
Film "Wielki Gatsby" przedstawia losy niedoszłego pisarza, Nicka Carrawaya (Tobey Maguire), który opuszcza Środkowy Zachód i przybywa do Nowego Jorku wiosną 1922 roku, w epoce upadającej moralności, połyskliwego jazzu, królów przemytu alkoholowego i szybujących w górę akcji. Podążając za swoim amerykańskim snem, Nick zamieszkuje w sąsiedztwie tajemniczego, urządzającego liczne przyjęcia milionera, Jaya Gatsby'ego (Leonardo DiCaprio). Nicka pochłania czarujący świat zamożnych ludzi, iluzji, miłości i kłamstw. Obserwując go od środka i z zewnątrz, Nick pisze opowieść o niemożliwej miłości, snach nie na sprzedaż oraz wysokooktanowej tragedii. Stawia przed nami lustro, w którym widzimy odbicie naszej współczesności.





     Film "Wielki Gatsby" chciałam obejrzeć już od momentu przeczytania książki, na podstawie której powstała ta ekranizacja. Powieść była jednym z największych zawodów książkowych zeszłego roku, jednak miałam jeszcze cichą nadzieję, że może tutaj zrobią ciekawą interpretację tej historii. Niestety nadzieja umiera ostatnia, a ja znów zostałam pozostawiona z poczuciem zawodu.
     Tak samo jak w książce, również tutaj poznajemy historię Jaya Gatsby'ego, przedstawioną przez niedoszłego pisarza, Nicka. Mogło by się wydawać, że sama fabuła będzie ciekawa, porywająca i zapadająca w pamięć. Pomimo krótkiego opisu można minadzieję, że pojawi się tam coś zaskakującego. Na moje nieszczęście akurat pod tym względem film jest bardzo dobrym odzwierciedleniem powieści. Zarówno książka, jak i film nie porwały mnie treścią, która wynudziła mnie niemiłosiernie. Można znaleźć w internecie wiele zachwytów nad nimi, a dla mnie jest to kolejne największe rozczarowanie. Nie wiem jakim cudem udało mi się wytrzymać prawie dwie i pół godziny podczas seansu - chyba przy 'życiu' utrzymywała mnie myśl, że będę mogła dzięki temu się o nim wypowiadać i trochę popsioczyć. Obejrzałam w całości, wyrobiłam sobie zdanie o całym filmie a nie jedynie o początkowych jego scenach. Jedynie co mi się tutaj spodobało to wykonanie. Sceneria, którą możemy podziwiać nadawała całości klimat, który mógł idealnie oddawać realia dawnych lat. Co prawda nie jestem znawczynią historii, jednak to jak zostało wszystko przedstawione, pozwala uwierzyć, że właśnie tak wyglądały wielkie imprezy z tamtych lat.
     Gra aktorska - pod tym względem nie mam nic do zarzucenia aktorom. Leonardo DiCaprio, wcielający się w postać Gatsby'ego, oraz Tobey Maguire jako Nick, spisali się wyśmienicie. Może nie aż tak aby otrzymać Oscara za najlepszą rolę męską, lecz bardzo dobrze mi się ich oglądało w tej produkcji. Nie było momentów w grze, które doprowadzały by mnie do jeszcze większej frustracji, nie powodowały poczucia coraz bardziej zmarnowanego czasu. Chociaż role żeńskie nie wypadły aż tak fenomenalnie jak męskie. Po odtwórczyni Daisy Buchanan, Carey Mulligan, można by oczekiwać minimalnie większego zaangażowania w rolę, choć nie można narzekać, że w ogóle pokpiła sobie sprawę.
     "Wielki Gatsby" to jeden z tych filmów, który zapewne porywa wielu ludzi i zapada w ich pamięci, a mnie niestety zawiódł pod kilkoma względami. Sama fabuła jest bardzo dobrze odzwierciedlona z książki - o ile zazwyczaj to bardzo doceniam, to w tym przypadku miałam nadzieję, że coś zmienią. Choć muszę przyznać, że samym wykonaniem film bardzo dużo zyskuje. Czy warto obejrzeć? Ani nie polecam, ani nie zniechęcam.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails