Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2020

'Projekt X' (Project X, 2012) - film








"Project X" to szalona komedia o przygodach grupki kolegów, którzy postanawiają zorganizować najbardziej wystrzałową imprezę urodzinową w historii. Film przedstawia widziane z perspektywy cyfrowych kamer przyjęcie zorganizowane przez nastolatków, które zupełnie wymyka się spod kontroli.







     Film pt. "Projekt X" mignął mi kiedyś jako polecany do obejrzenia w wolny wieczór. Choć opis wydał mi się średnio ciekawy postanowiłam sprawdzić czy faktycznie ta produkcja jest godna polecenia i czy w ogóle mi przypadnie do gustu. Niestety całkowicie nie jest to mój klimat...
     Grupka kolegów postanawia zorganizować najlepszą imprezę urodzinową dla swojego przyjaciela. Pomimo, że nie są oni najpopularniejsi w szkole to i tak zapraszają wszystkich i rozkręcają alkoholową libację. Czy niezapomnianą? Sądząc po ilości spożytych procentów mam co do tego pewne wątpliwości, przynajmniej w niektórych przypadkach. Ukazana została tutaj po prostu impreza nastolatków, którzy nie potrafią zapanować nad sytuacją. Przyznam, że nigdy nie kręciły mnie takie zabawy ani oglądanie tego balang nie sprawia mi przy przyjemności. Nie wiem co jest śmiesznego w tym, że ludzie piją na umór nie potrafiąc przy tym ogarnąć tego co się wokół nich dzieje. Nie było tutaj według mnie zabawnych sytuacji, dzięki którym na mojej twarzy zagościłby chociaż cień uśmiechu. Również samo wykonanie tej produkcji nie do końca mnie przekonuje. Niektóre sceny kręcone niby z ręki z którymi mamy do czynienia na początku zostały później zaniechane, przez co nie ma tutaj ciągłości w takiej koncepcji.
     Co prawda "Projekt X" nie jest najgorszym filmem jaki widziałam w swoim życiu, jednak nie jest to całkowicie mój typ. Ani nie jestem w stanie zrozumieć co jest tu takiego zabawnego, ani samego przedstawianego zachowania. Jestem całkowicie na nie i jestem pewna, że nigdy więcej tego ponownie nie obejrzę.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 2 kwietnia 2020

'Hotel Transylwania' (Hotel Transylvania, 2012) - film






W Hotelu Transylvania potwory mogą odpocząć z daleka od ciekawskich ludzkich oczu. Gospodarzami hotelu są Hrabia Dracula oraz jego 118-letnia córka Mavis, zachowująca się dokładnie tak, jak inne nastolatki. Kiedy Mavis łamie świętą zasadę potworów polegającą na unikaniu kontaktów z ludźmi, wprowadza tym samym w ruch łańcuch wydarzeń, które zagrażają hotelowi Transylwania i egzystencji potworów.







     Na rozluźnienie napięcia często działają na mnie animacje. Już od jakiegoś czasu miałam ochotę na obejrzenie "Hotelu Transylwania", więc wykorzystałam moment i zabrałam się za ten tytuł. Niestety nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia jak się spodziewałam...
     Hotel Transylwania to miejsce w którym odpocząć mogą potwory, miejsce do którego wstępu nie mają ludzie. Jednak gdy na horyzoncie pojawia się Jonathan życie Draculi i jego 118-letniej córki Mavis staje na głowie. Dziewczyna zaczyna przeżywać pierwsze rozterki miłosne a jej ojciec musi stawić czoła nowym wyzwaniom. Od animacji oczekuję, że będzie ona zachwycać zarówno tych młodszych jak i starszych widzów, dając możliwość miłego spędzenia wspólnego czasu. Jednak w tym przypadku ja nie jestem aż tak zachwycona. Co prawda było kilka zabawnych momentów, czasem pojawiał się uśmiech na mojej twarzy lecz nic ponadto. Nie było aż tak wielu sytuacji, które mogłyby zmusić do przemyślenia swoich zachowań. Tylko na końcu było coś co mogłoby przekazywać pewne wartości, jednak dla mnie to za mało. Ani mnie nie bawiła w tak dużym stopniu jak bym się spodziewała, ani nie ma tak dobrego przesłania. Dla mnie jest to po prostu poprawna animacja, dobra dla zabicia czasu, jednak nic ponadto.
     Niestety "Hotel Transylwania" to moje rozczarowanie. Po tylu zachwytach dotyczących tej animacji z którymi się spotkałam spodziewałam się czegoś lepszego. Wątpię abym wspominała ją ciepło przez dłuższy czas. Jest to według mnie produkcja, ot tak do obejrzenia, lecz i szybkiego zapomnienia...
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 24 marca 2020

'Frankenweenie' (2012) - film







Gdy pies Victora zostaje potrącony przez samochód, chłopiec postanawia zrobić wszystko, by go ożywić. Z pomocą przychodzi mu nauka – wykorzystując prawa fizyki udaje mu się ożywić Sparky’ego. Piesek przypomina teraz monstrum Frankenstaina i budzi przerażenie okolicznych mieszkańców. Victor musi ukrywać swojego ulubieńca.








     Znów naszła mnie ochota na animację i w ten trudny czas mój wybór padł na tytuł "Frankenweenie". Nigdy wcześniej nie słyszałam nic na jej temat, jednak przeglądając ofertę HBO GO postanowiłam dać jej szansę. Miałam nadzieję, że po prostu będę w stanie choć przez chwilę zrelaksować się i odciąć od tego co dzieję się wokół mnie.
     Gdy ukochany pies Victora ginie pod kołami samochodu chłopak nie może się z tym pogodzić. Tęskniąc za czworonogiem w ramach eksperymentu postanawia ożywić swojego pupila. Udaje mu się to, jednak szczeniak przypomina teraz bardziej monstrum Franstenstaina, co w niektórych mieszkańcach może wzbudzać przerażenie. Przyznam, że nie spodziewałam się aż tak pogodnej i pełnej emocji historii po tym co przeczytałam w opisie. Wbrew pozorom mam wrażenie, że ta animacja ma bardzo pozytywny wydźwięk, choć ma czasem dość przerażające momenty. Produkcja ma swój specyficzny klimat, który jednak może nie wszystkim przypaść do gustu. Nie oglądałam zbyt wielu tytułów tego reżysera, jednak jeśli inne są wykonane w podobnym tonie to mam ochotę na zgłębienie jego twórczości. Przypuszczam, że nie znajduję się w grupie docelowej odbiorców tej animacji, lecz oczarowała mnie ona swoją historią jak i wykonaniem.
     "Frankenweenie" to według mnie bardzo dobra animacja, która potrafiła mi poprawić choć trochę humor w ostatnim czasie. O ironio nie spodziewałam się po niej aż tak dużej dawki pozytywnej energii, która będzie w stanie choć trochę mnie podbudować na duchu.
     Moja ocena: 7/10.

wtorek, 18 grudnia 2018

'Wyszłam za mąż, zaraz wracam' (Un Plan parfait, 2012) - film

 
Isabelle ma wszystko o czym mogłaby zamarzyć. Jest piękna, ma świetną pracę i przede wszystkim kocha nad życie. Jednak, gdy ukochany prosi ją o rękę, Isabelle wpada w panikę. Dziwne? Niekoniecznie. W rodzinie Isabelle od pokoleń bowiem panuje klątwa - pierwsze małżeństwa zawsze kończą się szybkim rozwodem. Dziewczyna wpada na szalony pomysł, jak oszukać przeznaczenie - postanawia znaleźć i poślubić przypadkowego mężczyznę, a potem jak najszybciej się z nim rozwieść. Plan z pozoru całkiem niezły i logiczny, ma swoją słabą stronę. Los lubi bowiem zaskakiwać. Przypadkowy wybranek Isabelle, okaże się więc nie taki całkiem przypadkowy, a ich wspólna podróż na koniec świata skończy się zupełnie gdzie indziej niż się zaczęła.





     W tym roku mam wrażenie, że coraz częściej w dość przypadkowy sposób wybieram tytuły filmów do obejrzenia. Między innymi produkcja "Wyszłam za mąż, zaraz wracam" należy do tej grupy "przypadków". Niestety jest to tytuł, którym srogo się zawiodłam i żałuję, że go widziałam...
     W rodzinie Isabelle panuje klątwa - pierwsze małżeństwa zawsze kończą się rozwodem. Aby uniknąć tej nieprzyjemnej sytuacji ze swoim ukochanym bohaterka chce przechytrzyć los i wychodzi za mąż za nieznajomego i chce się z nim najszybciej rozwieść. Jej wizja idealnego długiego i szczęśliwego życia doprowadza do wielu zabawnych sytuacji, które nie powinny się wydarzyć. Choć koncepcja tej fabuły wydaje się być dość intrygująca to wykonanie mnie już do siebie nie przekonuje. Było tu bardzo mało zabawnych dla mnie momentów - chyba mam całkowicie odmienny humor i co innego mnie bawi. Również odnalazłam tu wiele absurdalnych sytuacji, które mnie jedynie irytowały - chociażby ta z lwem, czy to jak Isabelle zaczynała tańczyć by okazać swoje uczucie wobec Jean-Yves. Ja jestem na nie...
     Gra aktorska - przy całości wydaje się to być najmocniejszy plus tego filmu, lecz i pod tym względem nie czuję się w pełni zadowolona i połechtana. Według mnie żaden z aktorów nie wypadł tu na tyle przekonująco, abym była w stanie napisać kilka miłych słów na ich temat. Po prostu nie odnalazłam tu nic co by mnie w jakikolwiek sposób mogło zachwycić.
     Jestem pewna, że nigdy więcej nie powrócę do tego filmu. Na tle innych komedii romantycznych nie ma takiej tragedii, ba - nawet jest to jedna z lepszych, które dotychczas widziałam, ale nadal nie jest to produkcja, która mnie nie zadowala. Chyba na nowy rok powinnam mieć postanowienie, aby nigdy więcej nie oglądać tego gatunku...
     Moja ocena: 4/10.

środa, 15 listopada 2017

'Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości' (Astérix et Obélix: Au Service de Sa Majesté, 2012) - film


Rok 50 p.n.e. - głodny podbojów Juliusz Cezar rozpoczyna BITWĘ O ANGLIĘ, wykorzystując perfidnie narodową skłonność Brytów do tradycyjnej przerwy na wrzątek. Królowa Brytów Kordelia wysyła z tajną misją specjalną swego agenta - sir Mentafixa, który ma odnaleźć galijską "willidż" z LICENCJĄ NA OPIERANIE… się siłom Rzymu. 
Dzielni Galowie Asterix i Obelix podejmują wyzwanie i wyruszają na odsiecz Jej Królewskiej Mości. Mają ze sobą tajną broń przeciw Cezarowi - beczkę magicznej mikstury Panoramiksa oraz niesfornego młodziana imieniem Skandalix, na każdym kroku ściągającego na nich kłopoty. Spotkanie Galów, Brytów i Rzymian prowadzi do serii arcyzabawnych nieporozumień, w które zaplątani są jeszcze m.in. najemnicy z Normandii, piraci, złodzieje, dżentelmeni, futboliści, angielskie damy, kaci i nielegalni imigranci.



     Mam czasem takie momenty, że nie mam siły ani ochoty wyszukiwać filmu, który mógłby mnie zainteresować. Zdaje się wtedy na telewizję i włączam coś co jest aktualnie w ramówce. W ten oto sposób trafiłam na "Asterixa i Obelixa", część 'W służbie Jej Królewskiej Mości". Jak dotąd jeszcze nigdy jej nie oglądałam i miałam nadzieję, że seans będzie udany. Niestety ciężko mi powiedzieć jednoznacznie czy tak było...
     Tym razem Asterix i Obelix biorą udział w dość specyficznej bitwie o Anglię. Sama fabuła jak dla mnie nie była zbyt zaskakująca ani wciągająca. Jednak było w tym filmie coś co przyciągało mnie do siebie i rozbawiło, a mianowicie żarty sytuacyjne. Znajdziemy tutaj również wiele odniesień do różnych reklam czy innych dość popularnych sytuacji, które miały miejsce na świecie. Jestem ciekawa ile z tego co producenci tutaj przemycili udało mi się faktycznie wyłapać a ile jeszcze nie udało mi się przy tym pierwszym podejściu wyłapać. Możliwe, że osoby z większym doświadczeniem niż ja dostrzegą większy potencjał tego filmu, jednak dla mnie był to w sumie zlepek czasem śmiesznych sytuacji, które mogą rozbawić widza w zależności od jego poczucia humoru.
     Gra aktorska niestety nie jest powalająca. Nie jestem pewna ile winy w tym było dziwnych ujęć, czy aktorzy faktycznie średnio przyłożyli się do swoich ról. Jeśli ktoś już widział inne części filmów o Asterixie i Obelixie, może się również tutaj spodziewać tych wszystkich elementów, gdzie ewidentnie widać użycie obróbki komputerowej. Specyficzności całej produkcji dodał polski dubbing. Na pewno ma on swoje plusy ale musiałabym obejrzeć jeszcze w wersję 'oryginalną' żeby ocenić jak bardzo wpłynął on na mój odbiór całości.
     Wiem, że moja opinia jest o tym filmie jest dość chaotyczna ale nadal mam mieszane uczucia co do niego. Nie wiem o czym mogłabym jeszcze napisać, ale ta produkcja nie była dla mnie na tyle zapadająca w pamięci aby móc coś jeszcze wyszczególnić. Ot tak dla relaksu miło było zobaczyć jednak nie jestem pewna czy bym chciała obejrzeć tę część przygód bohaterów po raz kolejny.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 9 lipca 2017

'Oh, Boy!' (2012) - film










Młody człowiek porzuca studia i włóczy się po ulicach Berlina w poszukiwaniu własnego miejsca.











     Na film "Oh, Boy!" trafiłam całkowicie przypadkowo. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, a sam opis był na tyle krótki, że niewiele z niego byłam w stanie wywnioskować. Podobno jest to połączenie dramatu i komedii, co czasem daje dość dziwne połączenie, choć czy tutaj wyszło to wystarczająco intrygująco?
     Fabuła tego filmu jest naprawdę dziwna i niejasna. Bardzo krótki opis, który wstawiłam wyżej jest chyba odpowiedni aby opisać to co się tutaj dzieje. Choć nie jestem pewna czy nie zdradza on nawet za dużo... Produkcja nie trwa zbyt długo lecz nie opowiada ona konkretnej historii, która może wciągnąć widza. Możliwe, że nie jestem grupą docelową tego filmu i po prostu nie do końca go zrozumiałam. Dla mnie była to dość nijaka realizacja, podczas której musiałam walczyć sama ze sobą aby nie usnąć w trakcie seansu. Nie było tutaj żadnej akcji, która by sprawiła, że nie mogłam doczekać się kolejnych scen i abym mogła śledzić poczynania bohaterów z zapartym tchem. Po prostu trochę odmóżdzająca treść, która niewiele sobą wnosi.
     Gra aktorska jest w przypadku tego filmu chyba najlepszym akcentem. Co prawda żaden z aktorów nie powalił mnie na kolana swoją postacią w którą się wcielał, lecz nie mogę też napisać aby ich umiejętności były znikome. Żadna z wykreowanych osób nie była na tyle drewniana, choć też nie były na tyle rewelacyjne aby na długo zapadły mi w pamięci. W całości ta nijakość aktorów wypadała naprawdę pozytywnie.
     Jestem pewna, że po raz drugi nie obejrzę tego filmu. Wątpię abym pod koniec roku cokolwiek z niego pamiętała i gdyby nie ta recenzja wątpię abym w ogóle wiedziała, że go oglądałam. Możliwe, że znajdzie się grono osób, które będą zachwycone tą produkcją, lecz ja do nich nie należę.
     Moja ocena: 3/10.

środa, 5 lipca 2017

'Hemel' (2012) - film


Hemel jest piękna i młoda. Wcześnie osierocona przez matkę, od dzieciństwa obserwuje, jak w życiu jej ukochanego ojca pojawiają się kolejne kobiety. Żadna jednak nie zagrzewa w nim miejsca na dłużej. Biorąc przykład z ojca, w swoim dorosłym życiu Hemel zmienia mężczyzn jak rękawiczki. Traktuje ich przedmiotowo, jak zabawki, które porzuca, kiedy już zaspokoją jej ciekawość. Przygodni kochankowie dostarczają jej zmysłowych przyjemności, seksualnych uniesień, czasem perwersyjnego bólu lub mocnego zastrzyku adrenaliny. Ale z żadnym nie umie nawiązać głębszej relacji. Jedynym mężczyzną, którego naprawdę kocha, jest ojciec. Więc kiedy ten zakochuje się i postanawia się ustatkować, Hemel przeżywa prawdziwy wstrząs. Nie radzi sobie także z emocjami, jakie budzi w niej przyjaciel ojca, z którym nawiązała przelotny romans... 



     Film "Hemel" gdzieś mi kiedyś mignął i nie wiem czemu nabrałam ochoty na jego obejrzenie. Właściwie nie potrafię określić co mnie podkusiło, lecz naprawdę żałuję, że poświęciłam swój czas. Niby produkcja nie była zbyt długa, jednak wynudziłam się okropnie...
     Historia przedstawiona w tym filmie moim zdaniem nie przedstawia niczego konkretnego. Osiemdziesiąt minut filmu, który nie ukazuje żadnej treści. Nie jestem w stanie opisać fabuły w kilku słowach bo w mojej ocenie jej tam w ogóle nie ma. Jestem pełna uznania wobec osoby, która stworzyła wyżej zamieszczony opis tego filmu. Stworzyć coś z niczego, choć i tak niewiele to nam daje. Już po pierwszych dziesięciu minutach miałam ochotę wyłączyć tę produkcje lecz postanowiłam dać jej szansę. I tutaj postąpiłam największy błąd choć nie mogłabym wtedy nic o nim napisać ani przed nim przestrzec. Nie jest to na pewno produkcja dla osób o słabych nerwach, czy nie akceptujących scen seksu - tego znajdziemy tutaj bardzo dużo. Myślałam, że mi nie przeszkadzają tego typu sceny, lecz tutaj były one niestety niesmacznie ukazane. Chyba już w Grey'u można dostać ciekawsze ujęcia...
     Gra aktorska na dość marnym poziomie. Na plus na pewno odwaga aktorów, że postanowili wystąpić w takich scenach, chociażby takich jak na początku jakie mamy "przyjemność" oglądać. Jednak aktorzy nie byli zbyt naturalni, nawet w scenach, gdy mieli na sobie ubrania. Coś mi przeszkadzało w ich grze i nie potrafiłam czerpać przyjemności z seansu.
     Muszę jeszcze wspomnieć o dziwnych cięciach w tym filmie, wyświechtanych dialogach oraz mało efektownym wykończeniu i samym zakończeniu. Niestety jestem zawiedziona tym, co tutaj dostałam, nawet od strony technicznej. Prawdopodobnie jest to niskobudżetowa produkcja, lecz nawet niewielkim kosztem można stworzyć coś dużo lepszego. Chociażby film "Ostatni gasi światło" - tam został dużo lepiej wykorzystany potencjał historii
     Moim zdaniem nie warto poświęcać swojego czasu na tę produkcję. "Hemel" według mnie nie wyróżnia się niczym pozytywnym na rynku. Jest tyle dobrych filmów, które można obejrzeć i nie męczyć się podczas seansu, lecz ten nie zalicza się do tej grupy.
     Moja ocena: 2/10.

wtorek, 7 marca 2017

'Trzeźwe potwory' (Grabbers, 2012) - film






Malownicza, irlandzka wioska rybacka zostaje opanowana przez krwiopijcze stwory z morza. Mieszkańcy, na których czele stoi lokalny policjant O'Shea (Richard Coyle) oraz jego pomocnica Lisa (Ruth Bradley), odkrywają, że jedyna osoba, która przeżyła atak potworów była pijana. Jak się okazuje, alkohol działa toksycznie i je odstrasza. Bogaci w tą wiedzę wszyscy jednomyślnie postanawiają się upić, by przetrwać inwazję. 











     Tytuł tego filmu gdzieś mi kiedyś mignął i dodałam go do listy "chcę zobaczyć". Natknęłam się na niego ponownie na filmwebie, przypominając sobie wreszcie o nim. Po pierwszym napadzie śmiechu gdy przeczytałam jego opis, do oglądania tego filmu podeszłam z pewną rezerwą. Szczerze byłam trochę zdziwiona, że to nie w Polsce została nakręcona ta produkcja, choć polski akcent jednak był :).
     Małą wioskę zaczynają atakować wodne potwory. Gdy okazuje się, że alkohol działa na nie toksycznie zaczyna się wśród ludności wielka libacja. Wyglądała ona trochę jak pierwsza wielka impreza studentów pierwszego roku, którzy wreszcie wyrwali się spod pieczy rodziców. Wiecie, gdy można wreszcie odkrywać działanie napojów wyskokowych i poznaje się własne granice tolerancji przyjmowanego płynu. Było wiele absurdalnych scen, jednak czego się właściwie spodziewać po grupie ludzi, która nabzdryngoliła się ile wlezie. Najbardziej spodobała mi się scena z ubijaniem potwora przez policjantów i tego gostka lubującego się w National Geographic. O dziwo postacie nie były wtedy jeszcze aż tak pijane, a przynajmniej nie poznali jeszcze zbawiennych właściwości procentów. Nie przemówiła jedynie do mnie scena pijackich wyznań miłosnych pomiędzy głównymi bohaterami. Całe szczęście nie doprowadziłam się jeszcze nigdy do tego stanu, aby wyczyniać takie rzeczy, więc może dlatego też nie potrafię zrozumieć takiego zachowania ;). Natomiast z innych pozytywów - po obejrzeniu tego filmu aż naszła mnie ochota na wyjechanie na wyspę, na której był on kręcony, gdyż widoki były przepiękne.
     Gra aktorska o dziwo na bardzo dobrym poziomie. Według mnie najlepiej wypadła Ruth Bradley, wcielająca się w postać policjantki Lisy Nolan. Nie dziwi mnie fakt, że dostała za tę rolę nagrodę. Niby nic trudnego zagrać osobę pijaną, gorzej jest odegrać osobę trzeźwą będąc pijanym, ale za całą rolę myślę, że jej się należało. Z postaci drugoplanowych najbardziej polubiłam postać Barreta, granego przez Lalor Roddy. Jest to postać takiego typowego pijaczka, ale bohater idealnie został wpasowany w ten film i bez niego film prawdopodobnie straciłby wiele uroku.
     Nie jest to komedia tak dobra jak chociażby "Za jakie grzechy, dobry Boże?". Natomiast jest to produkcja dużo lepsza niż oglądane przeze mnie ostatnio "Złe mamuśki", czy typowa polska produkcja tego typu. Nie nazwałabym tego filmu horrorem, było w nim zbyt mało elementu zaskoczenia czy przerażających efektów. Osobiście nie miałam po seansie żadnych koszmarów. Przyznaję, że nie jest to zbyt ambitne kino ale idealnie wpasował się w moje oczekiwania co do odmóżdżającego filmu.
     Moja ocena: 7/10.

środa, 7 grudnia 2016

'Nad życie' (2012) - film




Przez lata poznajesz tysiące osób, aż pewnego dnia spotykasz kogoś, kto zmienia twoje życie. Na zawsze. Tak było z Agatą (Olga Bołądź). Odnosząca międzynarodowe sukcesy siatkarka zakochuje się bez pamięci w Jacku (Michał Żebrowski). O takiej miłości marzyła przez całe życie. Wszystko miało być jak w bajce - piękny ślub, dzieci i dom w górach. Te plany przerywa jeden telefon. Po dramatycznej informacji Agata rozpocznie wyścig z czasem. Zawalczy o siebie, o mężczyznę, którego kocha i o dziecko, którego pragnie nad życie.
Czy miłość wszystko zniesie? Czy wszystko przetrzyma? 






     Film leciał niedawno w telewizji. Pomimo, że jako tako kojarzyłam sytuację z Agatą Mróz-Olszewską, to nie śledziłam jej na tyle aby znać wszystkie szczegóły. Nie wiedziałam nawet, że został nakręcony film inspirowany tymi wydarzeniami. Z czystej ciekawości obejrzałam tę produkcję i mimo mieszanych uczuć, uważam ją za całkiem udaną.
     Fabuły nie będę komentować. Jest ona oparta na prawdziwych wydarzeniach, a tak jak wspomniałam nie śledziłam ich z zapartym tchem. Nie mam nawet serca oceniać jako takiej sytuacji, gdyż nie jestem odpowiednią osobą. Jednak do samego zrealizowania oraz innych technicznych spraw mam kilka krótkich uwag. Zostało wykorzystanych wiele skoków, przez dco odniosłam wrażenie bardzo uproszczonych sytuacji. Raz leży kupa śniegu a za chwilę przedstawiono cudowne wydarzenia z upalnego lata. Może drobnostka ale jakoś zapadła mi w pamięci. Było jeszcze kilka takich podobnych nieścisłości, które niekoniecznie dawały mi dobry obraz całych zajść, sytuacji.
     Gra aktorska - Olga Bołądź momentami myliła mi się z Olgą Borys. Nie dość, że imię to samo, 'podobne' nazwiska to jeszcze momentami z wyglądu nie mogłam ich odróżnić. Co do samej aktorki nie mam innego punktu odniesienia, nie widziałam jej w innych filmach, ale tutaj wypadła całkiem nieźle. Niestety odtwórca głównej męskiej roli, czyli Michał Żebrowski, wypadł w tej produkcji nienaturalnie. Ewidentnie nie pasował mi do tej roli, co popsuło w moim odczuciu wiele chwil podczas seansu.
     Moim zdaniem film "Nad życie" jest całkiem przyzwoitą produkcją. Jak na polską realizację jest ona godna wyróżnienia. Pomimo, że sama nie jestem aż taką zapaloną fanką siatkówki, to uważam, że na prawdę warto obejrzeć ten film.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 25 czerwca 2016

'Sklep dla samobójców' (Le Magasin des suicides, 2012) - film


Mishima i jego żona Lukrecja prowadzą wyjątkowy sklep – z artykułami dla samobójców. W mieście tak szarym i smutnym, że wszyscy marzą o tym, by jak najszybciej zakończyć swój żywot, sklepik rodziny Tuvache okazuje się wyjątkowo trafnym przedsięwzięciem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, od wymyślnych trucizn, specjalnie ostrzonych żyletek i samurajskich mieczy po zwykłą konopną linę. W fachowej obsłudze klientów pomagają dzieci właścicieli – Marynia i Wincek. Profesjonalna porada i bogactwo asortymentu gwarantują całkowity brak stałych klientów. Interes kwitnie, aż do dnia narodzin trzeciego potomka, który ku utrapieniu całej rodziny uśmiecha się. Gorzej! Jego zaraźliwy optymizm sprawia, że ze sklepu coraz częściej wychodzi się, widząc jasną stronę życia.





     Produkcja mignęła mi jako polecana na którejś z grup na FB dotyczącej właśnie filmów, które trzeba obejrzeć. Dotychczas nie zawiodłam się na żadnym, który widziałam a był tam polecany więc bez wahania zabrałam się do seansu. Również w tym przypadku się nie zawiodłam.
     Fabuła - kto nie miał kiedyś takiego dnia, w którym wszystko co możliwe idzie źle a jedyną myślą jest to aby pożegnać się z tym światem? Chyba tylko osoby optymistyczne na maksa widzące w każdej sytuacji pozytywny aspekt. Ja niestety ostatnimi czasy miałam kilka gorszych dni i dlatego klimat filmu wydawał się być zachęcający. Tytułowy "Sklepik dla samobójców" wydaje się być idealną opcją dla tych, którzy mają już dość. Jest to produkcja francuska (jeśli się mylę to mnie poprawcie) więc jak można było się spodziewać fabuła jest niebanalna, nietuzinkowa i zmuszająca do przemyśleń. Nie jest to jednowymiarowa produkcja, która promuje samobójstwa - wręcz przeciwnie. Humor, którym wręcz kipi ten film powodował, że na mojej twarzy prawie przez cały czas był uśmiech. Jedyną wadą dla mnie są elementy musicalu. Jakoś za tym gatunkiem niezbyt przepadam i te "śpiewane" wstawki niestety nie przypadły mi do gustu (choć samej treści piosenek nie mam nic do zarzucenia).
     Gra aktorska - jako, że jest to animacja to ciężko brać ten element pod uwagę. Jednak forma jaką został zrobiony ten film jest zaskakująco inna i pozytywna na tle innych produkcji robionych komputerowo. Polski dubbing bardzo dobrze skomponowany, idealnie dobrane osoby, które podkładały głos. Dla mnie całość jak najbardziej na plus.
     Moim zdaniem warto obejrzeć ten film. Pomimo tytułu, który dla niektórych może wydawać się zniechęcający, na prawdę polecam każdemu kto ma ochomiło spędzić czas podczas seansu.
     Moja ocena: 9/10.
Related Posts with Thumbnails