wtorek, 16 czerwca 2020

'Dzień dobry TV' (Morning Glory, 2010) - film









Nowa producentka telewizyjnego programu śniadaniowego ma za zadanie doprowadzić do wzrostu jego oglądalności. Trudności są przy tym niemałe, a stawka to być albo nie być całej ekipy.










     Film pt. "Dzień dobry TV" to kolejna produkcja od której oczekiwałam jedynie tego, że będę w stanie się zrelaksować podczas jej seansu. Potrzebowałam czegoś lekkiego, dzięki czemu miło spędzę wieczór. I moim zdaniem ten tytuł nadaje się do tego idealnie!
     Becky to nowa producentka porannego programu. Jednak przez niską oglądalność istnieje ryzyko, że zostanie on ściągnięty z wizji... Kobieta postanawia ratować sytuację, co wcale nie jest takie proste przy dwójce prowadzących, którzy nie do końca za sobą przepadają... Jak dla mnie żaden opis nie zawierający spojlerów tego co tu się dzieje nie odda w pełni tego co faktycznie dostajemy. Dawno tak się nie ubawiłam podczas oglądania niezobowiązującego filmu, który miał tylko poprawić humor. Choć mamy tu również elementy romantyczne, za którymi nie za bardzo przepadam, nie odczułam ich tak bardzo. Moim zdaniem zostały one tu na tyle subtelnie wykorzystane, że nie irytowały mnie gdy miały miejsce. Samo zakończenie może i dla niektórych zbyt cukierkowe, lecz zależy z jakim nastawieniem zabieramy się za tę produkcję. Ja czegoś takiego w danym momencie potrzebowałam i nie mogę na to narzekać :).
     Gra aktorska całkiem dobra. Najlepsze wrażenie, zrobiła na mnie dwójka prowadzących, w których wcielali się Harrison Ford oraz Diane Keaton. Choć niektóre sytuacje w których występowali były dość absurdalne to jednak dobrze mi się oglądało sceny z ich udziałem. Niestety trochę rozczarowana jestem postacią Becky, w którą wcieliła się Rachel McAdams. Spodziewałam się trochę wyższego poziomu, gdyż momentami według mnie wypadła dość nienaturalnie.
     "Dzień dobry TV" to przyjemna komedia z elementami dramatu i romansu. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona tym tytułem i nie żałuję, że poświęciłam na jego obejrzenie swój czas. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, ale nie durnego, to gorąco polecam zapoznanie się z tą produkcją.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 14 czerwca 2020

"Kochaj mnie czule" Gabriela Gargaś

Za dużo tego wszystkiego jak na jedną osobę… Może ktoś dopisze za mnie szczęśliwe zakończenie? - tak napisała zwyciężczyni konkursu literackiego "Opowiedz nam swoją historię". To właśnie jej opowiadanie zainspirowało autorkę do napisania tej niezwykle wzruszającej powieści.
Czy prawda może wyzwolić? Czy może lepiej nie wiedzieć o przykrych wydarzeniach z przeszłości?
Natalia i Paweł to małżeństwo, które z pozoru wiedzie spokojne i szczęśliwe życie. Pewnego dnia kobieta dowiaduje się, że ma niepokojące znamię na dnie oka. Jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Wyjeżdża do specjalistycznej kliniki. Podczas konsultacji spotyka swoją dawną miłość: Szymona, który teraz jest profesorem okulistyki. Co wyniknie z tego spotkania?
Cztery lata później na świat przychodzi syn Natalii i Pawła. Niestety niebawem okazuje się, że chłopiec ma zespół Aspergera. Małżeństwo nie wytrzymuje kolejnej próby i zaczyna się od siebie oddalać. Pewnego dnia Paweł znika, zostawiając po sobie pustkę i długi…
Czy Natalia zdoła odbudować swoje życie? Czy można pogodzić się z myślą, że małżeństwo było zbudowane na kłamstwie? Jakie jeszcze niespodzianki szykuje dla niej los?
Opis książki



Autor: Gabriela Gargaś 
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: romans 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2019 
Liczba stron: 340 
Czas trwania: 7h 26min 
Lektor: Ilona Chojnowska



     Na powieść "Kochaj mnie czule" trafiłam przypadkowo przeglądając ofertę Empik Go. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym tytule, jednak postanowiłam dać szansę tej historii jak i autorce. Miałam nadzieję na to, że po prostu miło spędzę czas podczas lektury i odetchnę od otaczającej mnie rzeczywistości. Niestety jest to dla mnie historia, która nie zrobiła aż tak mocnego wrażenia, jak spodziewałabym się po opisie.
     Natalia nie ma w życiu lekko. Jej problemy zdrowotne to prawdziwa droga przez mękę, a przypadkowe spotkanie z Szymonem, jej dawną miłością, nie ułatwia podejmowania ważnych prywatnych decyzji. Kilka lat później, choć z pozoru jej szczęśliwe małżeństwo z Pawłem, zaczyna się rozpadać, gdy okazuje się, że ich dziecko cierpi na zespół Aspergera. Choć historia porusza wiele życiowych problemów to podczas lektury odniosłam wrażenie, jakby żaden z wątków nie był w pełni rozwinięty. Sporo się dzieje, mamy trójkąty miłosne, problemy zdrowotne jak i trudne relacje w rodzinie. Jednak pomimo tej mnogości wydarzeń czegoś mi tu zabrakło, czegoś co spowodowałoby, że ta powieść byłaby bardziej 'ludzka'. Przesłuchałam całą historię za jednym razem, lecz coś czuję, że gdybym przerwała w którymś momencie to w ogóle by mnie nie ciągnęło do niej by ją kontynuować. Ot, dostajemy historię kobiety, która nie miała zarówno zbyt łatwego dzieciństwa, jak i usłanego różami życia również jako osoba dorosła. Jednak nie było tu nic szczególnego, co spowodowałoby, że rozmyślałabym o tych wydarzeniach jeszcze na długo po skończeniu lektury. Mnogość problemów z jakimi mamy tu do czynienia spowodowała jedynie we mnie pewne poczucie dyskomfortu i nasiliła jedynie obawy co do mojego własnego życia, a miałam nadzieję, że oderwę się właśnie od swojej codzienności.
     Bohaterowie całkiem dobrze wykreowani. Podczas lektury nikt mi się nie mieszał i nie miałam problemu z tym by połapać się o kim właściwie mowa, lecz nie byłam też w stanie aż tak bardzo zżyć się z którąkolwiek z postaci. Niby miałam nadzieję, że wreszcie w ich życiu się polepszy, jednak nie było to zbyt entuzjastyczne kibicowanie z mojej strony. Zdaję sobie sprawę kto tu występował, lecz nie było tu żadnej postaci, która zrobiłaby na mnie na tyle mocne wrażenie i rozpamiętywałabym jej poczynania jeszcze przez długi czas.
     Styl autorki choć przyjemny w odbiorze nie wyróżniał się dla mnie niczym szczególnym na tle innych. Mam wrażenie, że jest wiele innych pisarek na naszym rodzimym rynku, które mogłyby się podpisać pod tym tytułem i bym była w stanie w to uwierzyć, że to one stworzyły tę powieść. Brak tu moim zdaniem pewnego charakteru, dzięki któremu mogłabym odróżnić sposób pisania tej autorki od innych nazwisk. Natomiast dobór lektora był według mnie bardzo dobry, ja przynajmniej nie miałam problemu z wysłuchaniem całej historii w formie audiobooka.
     "Kochaj mnie czule" to powieść, którą dobrze się czyta, lecz nie jest ona według mnie jedną z tych, które zapadną na dłużej w pamięci. Mam niestety dość mieszane odczucia co do tej książki, gdyż nie do końca jest to coś czego się spodziewałam, lecz nie była ona zła czy na tyle szkodliwa bym miała ją odradzać. Nie wykluczam również, że w przyszłości dam autorce jeszcze jedną szansę i sięgnę po jej inny tytuł by sprawdzić czy może bardziej trafi w moje gusta czytelnicze.
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 13 czerwca 2020

'Weselne przeznaczenie' (Destination Wedding, 2018) - film





Lindsay (Winona Ryder) i Frank (Keanu Reeves) spotykają się przypadkiem na lotnisku. Obydwoje czekają na samolot do Kalifornii... i od razu nie przypadają sobie do gustu. Szybko okazuje się jednak, że są na siebie skazani. Najbliższy tydzień spędzą bowiem na hucznym weselu wspólnych znajomych. Wkrótce odkryją, że łączy ich niechęć do pana młodego, jego oblubienicy i ślubów, a początkowo szorstka znajomość przerodzi się w nić wzajemnej sympatii. Zanim weselnicy rozjadą się do domów, Lindsay i Frank będą musieli zdecydować, czy pozwolić sobie na poryw serca, czy zachować zdrowy rozsądek?




     Ostatnimi czasy pogoda rozpieszcza nas wyższymi temperaturami. W takich warunkach mam jeszcze większą ochotę obejrzeć coś mniej zobowiązującego, co pozwoli mi się odprężyć i zrelaksować. Postanowiłam dać szansę "Weselnemu przeznaczeniu". Choć niewiele słyszałam o tym tytule miałam nadzieję, że miło spędzę czas podczas seansu. Niestety myliłam się...
     Frank i Lindsay to dwójka całkowicie różniących się od siebie osób. Przypadkowo trafiają na siebie na lotnisku i wyruszają na to samo wesele jako goście. Pomimo różnic relacja między tą dwójką zaczyna się rozwijać. Choć spodziewałam się pewnych schematów, które można dostać w każdej komedii romantycznej to jednak ta wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że ta historia jest zbyt przegadana i pełna pseudofilozoficznych wywodów. Brak tu treści, którą można by śledzić z zapartym tchem i czerpać radość nawet z przesłodzonego szczęśliwego zakończenia. Podczas seansu ja niestety wynudziłam się okropnie i nie potrafię znaleźć tu nic zabawnego, dzięki czemu mógłby zawitać na mojej twarzy uśmiech.
     Gra aktorska to chyba najmocniejszy plus tego filmu, jednak i tak nie jestem w pełni usatysfakcjonowana. Po obsadzie jaką tu dostajemy miałam nadzieję na znacznie wyższy poziom. Najlepiej wypadł tu Keanu Reeves jako Frank, lecz nie mogę napisać aby była to jego najlepsza rola. Zabrakło mi tu naturalności i tej lekkości z jaką aktorzy wcielają się w niektóre odgrywane postacie.
     Film "Weselne przeznaczenie" niestety nie jest tym czego oczekiwałam. Ani nie spędziłam miło czasu podczas seansu, ani nie odprężyłam się po długim dniu. Ja jestem na nie i pozostaje mi mieć nadzieję, że szybko uda mi się o tej historii zapomnieć. Moim zdaniem jest to jedno z większych rozczarowań tego roku.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 11 czerwca 2020

"Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk


Beleth, Azazel, Kleopatra i Śmierć znani z powieści "Ja, diablica" powracają! A to oznacza, że już nikt nie będzie się nudził.
W życiu Wiktorii ponownie zjawia się przystojny diabeł. Rozbija jej związek z Piotrem i ma nietypową prośbę - chce odzyskać swoje anielskie skrzydła. Czy dziewczynie uda się zwrócić złotookiemu Belethowi marzenia? Przed Wiktorią stają naprawdę trudne wybory - bo z jednej strony zabiegający o jej miłość śmiertelnik, a z drugiej... no właśnie, diabelnie przystojny upadły anioł. W dodatku akcja przeniesie się do nieba. A tam pojawią się kolejni bohaterowie - zabawne putta, podstępny Moroni, rodzice Wiktorii i oczywiście syn szefa, jeżdżący najnowszym maserati...
Nieprzyzwoicie zabawna książka o niebiańsko-piekielnej rzeczywistości. Do diabła - to trzeba przeczytać! 
Opis książki



Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk 
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: fantasy 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2011 
Liczba stron: 384 
Czas trwania: 12h 40min 
Lektor: Anna Szawiel



     Książka pt. "Ja, anielica" to drugi tom przygód Wiktorii Biankowskiej. Całkiem miło spędziłam swój czas podczas słuchania pierwszej części, więc zachęcona pozytywnym odbiorem sięgnęłam po kolejną. Również tutaj nie mogę aż tak mocno narzekać, lecz są pewne niuanse, które mogą moim zdaniem niestety część czytelników rozczarować.
     Przedstawiona tu historia to bezpośrednia kontynuacja losów bohaterów z poprzedniej części. Znów mamy tu do czynienia z poznanymi wcześniej postaciami, których mogliśmy wcześniej zżyć. Tym razem Wiktoria ma jednak możliwość doświadczyć trochę inną, tę bardziej pozytywną, stronę życia po śmierci. Choć trafiła do znacznie przyjaźniejszego miejsca nadal nie ma wcale tak łatwo jak mogłoby się wydawać. Na jej drodze ponownie stają osoby, które chcą wykorzystać jej nietypowe moce do własnych celów. W tej pozycji znów znajdziemy wiele sytuacji, które wywołają uśmiech na naszej twarzy i poprawią humor. Pomimo, że część z nich jest dość absurdalna to i tak jest naprawdę miła w odbiorze, dzięki czemu możemy zapomnieć o własnych problemach. Niestety jest tu bardzo podobny schemat co w pierwszym tomie, czyli ma miejsce wiele zarówno tych dobrych jak i mniej pozytywnych zdarzeń, co doprowadza do postawienia niektórych postaci przed "sądem". Nie mniej jednak historia wciąga już od samego początku i z zaciekawieniem śledziłam to co się wydarzy dalej.
     Bohaterowie moim zdaniem zostali dobrze wykreowani. Choć nie wszystkie postacie byłam w stanie polubić to i tak wywoływały one we mnie przeróżne emocje, że nie sposób je ze sobą pomylić. Główna bohaterka, Wiktoria, to niepozorna dziewczyna, z którą jestem w stanie momentami dość mocno się utożsamić. Czasem nieporadna ale gdy przychodzi co do czego to ciężko jest jej nie polubić.
     Styl autorki na przyzwoitym poziomie. Moim zdaniem ciekawie poprowadziła akcję, choć spodziewałam się trochę czegoś bardziej zaskakującego, aniżeli podobnego schematu z poprzedniej części. Pomimo to i tak uważam lekturę za przyjemną. Lektorka jak dla mnie jak najbardziej na plus. Według mnie Pani Anna Szawiel odwaliła kawał dobrej roboty przy tej powieści.
     "Ja, anielica" to według mnie przyzwoita kontynuacja i mam ochotę na poznanie dalszych losów bohaterów z tej serii. Humor z jakim została przedstawiona historia jak najbardziej mi odpowiada, gdyż dzięki niemu byłam w stanie oderwać się od własnych zmartwień i z uśmiechem na ustach zatopić się w tej powieści.
     Moja ocena: 6/10

środa, 10 czerwca 2020

'Becoming. Moja historia' (Becoming, 2020) - film





"Becoming. Moja historia" to bardzo intymne spojrzenie na życie byłej pierwszej damy USA, Michelle Obamy, w czasie przełomowych zmian — nie tylko w jej życiu prywatnym, ale również w kraju, któremu u boku męża służyła w Białym Domu przez ponad osiem ważnych lat. Dokument przedstawia wyjątkowe kulisy trasy promującej książkę Michelle Obamy, w czasie której była pierwsza dama odwiedziła 34 miasta i odkrywała wraz ze swoimi czytelnikami, jak ważną rolę w zwalczaniu podziałów społecznych odgrywa wspólnota i jaka siła kryje się w szczerości i uczciwości.





     Film pt. "Becoming. Moja historia" kusił mnie już od dnia w którym pojawił się na Netflixie. Przyznam, że osoba Michelle Obamy wydaje mi się interesująca i byłam ogromnie ciekawa jakie dokładnie aspekty jej życia będzie ta produkcja poruszać i na co zostanie położony nacisk.
     W tej produkcji zostało przedstawione pokrótce życie Michelle Obamy. Dostajemy tu kilka informacji z czasów dzieciństwa, dorastania oraz trochę faktów z jej życia małżeńskiego. Nie obyło się również bez tych trudniejszych momentów podczas kampanii wyborczej, jak i promowania książki napisanej przez główną zainteresowaną. Niestety po obejrzeniu tego filmu mam trochę mieszane odczucia. Z jednej strony historia pierwszej Afroamerykanki na tak ważnym stanowisku w Białym Domu może się okazać dla wielu inspirująca, lecz z drugiej strony ja czuję pewien niedosyt. Odniosłam wrażenie, że choć jest to film o Michelle to było jej tu za mało, nie dostałam aż tylu faktów z jej życia jakbym się spodziewała. Z połowa filmu to była dla mnie po prostu promocja książki, którą niedawno napisała i relacja z jej spotkań autorskich. Zdaję sobie sprawę, że jest to ostatnio dość popularny tytuł i ważny aspekt jej życia, lecz miałam nadzieję na więcej samej Michelle Obamy w tym filmie a nie tej pozycji jej autorstwa. Choć zostało tu poruszonych wiele ważnych aspektów jej życia, to mam wrażenie, że zostały one tylko liźnięte a nie dogłębnie przedstawione. 
     Możliwe, że ten film to ciekawy dodatek do jej autobiografii, lecz jako samodzielna produkcja wywołała we mnie trochę mieszane odczucia. Nie jestem pewna czy sięgnę po książkę jej autorstwa, lecz sam film może natchnie część widzów do zgłębienia się w poruszane tu tematy. Jestem ciekawa jakie są wrażenia osób, które przeczytały autobiografię Michelle Obamy i jak odbierają ten film.
     Moja ocena: 7/10.

wtorek, 9 czerwca 2020

"Tajemnice Korei Północnej" James Pearson, Daniel Tudor

Korea Północna to kraj, w którym wszyscy czczą ogarniętego żądzą władzy dyktatora, spory z sąsiednią Koreą Południową często prowadzą do wybuchów przemocy, bomby jądrowe są detonowane z alarmującą regularnością, a większość ludzi jest na skraju śmierci głodowej.
Czy rzeczywiście jest to wierny obraz codziennego życia w dzisiejszej Korei Północnej?
Daniel Tudor i James Pearson pokazują, jak naprawdę wygląda życie zwykłych Koreańczyków z Północy. Korzystają z wielu różnych źródeł – od rozmów z członkami rządzącej elity z Pjongjangu, uciekinierami z  KRLD, dyplomatami, pracownikami organizacji pozarządowych i handlarzami przemycającymi towary z Chin po pisemne relacje po angielsku, koreańsku i chińsku – aby przedstawić zupełnie inny obraz współczesnego północnokoreańskiego społeczeństwa. Z tych źródeł wynika, że w Korei Północnej za pieniądze można kupić właściwie wszystko, a zwykli ludzie, zarówno bogaci, jak i biedni, często słuchają południowokoreańskiego popu, noszą obcisłe dżinsy, oglądają południowokoreańskie seriale, a nawet chińskie i amerykańskie filmy.
Opis książki



Autor: Daniel Tudor, James Pearson 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Sobolewska Agnieszka 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura faktu 
Liczba stron: 288 
Czas trwania: 6h 54min 
Lektor: Leszek Filipowicz



     Na temat Korei Północnej nie mam zbyt dużej wiedzy, jednak postanowiłam to zmienić i trochę zgłębić się w tym temacie. Na pierwszy ogień poszła książka pt. "Tajemnice Korei Północnej" w formie audiobooka. Po tytule spodziewałam się dostać wiele ciekawych informacji na temat tego państwa. Czy tak się faktycznie stało? Ciężko mi to tak jednoznacznie określić...
     W tej pozycji poruszone są przeróżne tematy dotyczące Korei Północnej. To państwo to nie tylko i wyłącznie twarz Kim Dzong Una i jego dyktatura. Przedstawiono tu informacje między innymi na temat wyjazdów/urlopów, możliwości 'awansów' w pracy, a także tzw. teczek na obywateli z najróżniejszymi informacjami z ich życia. Z ogromnym zainteresowaniem wysłuchiwałam również rozdziałów poświęconych radiu i telewizji. Tak jak wspomniałam wcześniej - ta pozycja to moje pierwsze spotkanie z literaturą faktu dotyczącą tego kraju, więc ciężko mi jest przedstawić obiektywną opinię co do treści nie mając porównania do innych tytułów. Subiektywnie mam wrażenie, że ta pozycja przekazuje wiele informacji w przystępny dla laika takiego jak ja sposób. Ciekawie zostało poruszone wiele różnych wątków i mam wrażenie, że jest to jedna z lepszych pozycji z jaką można zacząć swoją przygodę z tematem Korei. Jednak po lekturze mam pewien niedosyt. Część rozdziałów mogłaby zostać trochę bardziej rozbudowana, lecz ciężko również stwierdzić ile można zebrać prawdziwych informacji na temat KRLD z rzetelnych źródeł.
     Styl autorów moim zdaniem dobry. Przedstawione tu informacje zostały napisane w dość prosty sposób, dzięki czemu nie miałam podczas lektury poczucia przyswajania podręcznika. Również nie odczułam tego, że ta pozycja została napisana przez dwie osoby, dzięki czemu płynnie udało mi się przejść przez tę pozycję. Na ogromny plus również dobór lektora. Leszek Filipowicz wykonał moim zdaniem kawał dobrej roboty, dzięki czemu słuchanie tej pozycji było naprawdę dobre.
     "Tajemnice Korei Północnej" to pozycja, którą dobrze mi się czytało, lecz czuję lekki niedosyt - o prostu chcę więcej! Jestem pewna, że będę szukała kolejnych tytułów związanych z Koreą Północną, lecz tą uważam za godną uwagi na początek. Jeśli jeszcze nie znacie tej pozycji a chcecie zacząć z tą tematyką to gorąco Wam ją polecam.
     Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 8 czerwca 2020

'Jak to robią single' (How to Be Single, 2016) - film





Istnieją szczęśliwi single, nieszczęśliwi single i jest jeszcze... Alice. I Robin, Lucy, Meg, Tom oraz David. W Nowym Jorku roi się od singli poszukujących drugiej połówki — nieważne czy pragną miłości na całe życie, rozrywki na jedną noc, czy czegoś pomiędzy jednym a drugim. Tym, co łączy ich wszystkich, miotających się w gąszczu zaczepnych sms-ów i przygód na jedną noc, jest potrzeba zrozumienia, jak to jest tak naprawdę być singlem w świecie pełnym, stale ewoluujących definicji, miłości. Poszukiwanie szczęścia w mieście, które nigdy nie śpi dawno nie było tak ekscytujące...





     Film "Jak to robią single" zaintrygował mnie swoim tytułem oraz opisem. Byłam ciekawa jak zostanie tutaj zaprezentowane życie singli w współczesnym świecie. Jednak pomimo swojej chwytliwości ta historia jest dla mnie mocno... przeciętna.
     W Nowym Jorku jest wielu singli, którzy próbują swoich sil w wielkim mieście. Niektórzy uparcie poszukują partnera, inni natomiast twierdzą, że nie jest on im do szczęścia potrzebny. Jednak jak to jest naprawdę? Niestety w tej produkcji sensownej historii tworzącej spójną całość nie dostaniemy. Najbardziej wyraźny był wątek w którym przedstawiana była relacja między siostrami, czyli Alice i Meg. Czasem mocną postacią była Robin, która też miała swoją małą historię do pokazania. Jednak pozostali w ogóle nie wywarli na mnie wrażenia i będąc tuż po seansie nie jestem w stanie zbyt wiele o nich napisać. Mam wrażenie, że ten film składa się z wielu wątków o których niewiele się później pamięta, a tylko te nieliczne spajają wszystko ze sobą. Dla mnie jest to historia ot tak po prostu do obejrzenia w leniwy weekend, lecz nie jest to na pewno nic ambitnego.
     Gra aktorska według mnie przeciętna. Choć część osób tu występujących kojarzę z innych produkcji tak tutaj niestety nikt nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia, bym miała się nad nim rozpływać z zachwytu. Tak jakby po prostu odwalili swoją robotę, dostali kasę i chcieli zapomnieć, że tu wystąpili - przynajmniej ja mam niestety takie wrażenie po tym co tu dostałam.
     "Jak to robią single" to dla mnie bardzo przeciętny film, który nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia. Wątpię aby pozostał w mojej pamięci na dłużej, a już nawet pod koniec miesiąca nie sądzę abym pamiętała co tu w ogóle się działo. Nie jestem pewna komu w ogóle bym mogła polecić ten tytuł - chyba jedynie osobom z nadmiarem wolnego czasu, które nie mają pomysłu za co się w danym momencie zabrać.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 7 czerwca 2020

"Ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk

Piekielny urząd ds. Rekrutacji nie robi najlepszego pierwszego wrażenia. Nieuprzejmy demon za biurkiem, mnóstwo papierkowej roboty i tandetne obrazki na ścianach. Do tego jeszcze te kolejki! Jednak aby stać się pełnoprawną diablicą, należy spełnić dwa zasadnicze warunki. Podpisać czerwonym atramentem cyrograf i... umrzeć. A tego Wiktoria z pewnością nie planowała! To miał być kolejny wieczór w warszawskim klubie, spędzony na robieniu maślanych oczu do Piotrka, kolegi z roku. Tragiczny zbieg okoliczności? Zaplanowana intryga? Ostatnie, co Wiktoria pamięta, to kilka pchnięć nożem w ciemnym parku.
Na szczęście nie takie piekło straszne, jakim je malują: Los Diablos, miasto potępionych, kusi grzeszników ofertą wiecznych wakacji w śródziemnomorskim klimacie i nieziemskimi imprezami u samego Szatana. Nawet Śmierć jest całkiem sympatyczna. Jednak znudzone demony planują wywołać rewolucję w krainie Lucyfera, i niczym u Bułhakowa, zrobić trochę zamieszania wśród śmiertelników. Jaka w tym rola Wiktorii? 
Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy pojawia się uwodzicielski, złotooki i diablo przystojny upadły anioł Beleth, a młoda adeptka Piekieł postanawia wrócić na ziemię, aby rozwiązać zagadkę swojej śmierci. W końcu... gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.
Opis książki



Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk 
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: fantasy 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2010 
Liczba stron: 416 
Czas trwania: 15h 2min 
Lektor: Magdalena Wójcik



     Przeczytałam już kilka książek Katarzyny Bereniki Miszczuk i większość z nich ogromnie przypadła mi do gustu, jednak z serią rozpoczynającą się od "Ja, diablica" było mi jakoś nie po drodze. Muszę się przyznać, że choć wiem, że nie należy oceniać książki po okładce, tak w tym przypadku znacząco mnie ona zniechęcała po jej sięgnięcie. Jednak czy pomimo tych aspektów estetycznych było warto przeczytać tę powieść? Choć nie porwała mnie ona aż tak mocno to nie żałuję, że ją wysłuchałam w audiobooku.
     Wiktoria trafia do Los Diablos, pełnego nikczemników, diabłów i innych demonów. Sama śmierć dziewczyny jest dla niej niejasna, gdyż niewiele pamięta z wieczoru, kiedy zginęła. Chcąc dowiedzieć się jak do tego doszło na jej drodze stają przeróżne jednostki chcące ją wykorzystać, a jej życie wieczne wcale nie będzie aż tak spokojne jakby tego chciała. Mamy tu do czynienia z wieloma znakomitymi osobistościami jak i absurdalnymi a zarazem ogromnie zabawnymi sytuacjami. Było również kilka momentów, którymi nie pogardziłaby Choć początek historii może wydawać się dość dziwny i przerażający to według mnie im dalej tym lepiej. Dla mnie jest to lekka i zabawna historia dzięki której możemy zapomnieć o własnych problemach. Pomimo, że nie jest to według mnie najlepsza historia od tej autorki z jaką przyszło mi się zmierzyć to i tak mam ochotę zapoznać się z dalszymi losami bohaterów. Nie do końca jestem przekonana do samego zakończenia, gdyż było trochę zbyt uroczo w cukierkowy sposób, jednak jestem ciekawa jak będzie to przedstawione w kolejnych tomach.
     Bohaterowie całkiem dobrze wykreowani, choć nie od początku byłam w pełni się z nimi zżyć. Jednak im dalej poznawałam historię oraz dane postacie tym więcej wzbudzały we mnie emocji i byłam w stanie zrozumieć ich postępowanie. Część postaci polubiłam ogromnie i życzyłam im jak najlepiej, choć niektóre męskie postacie momentami ogromnie mnie irytowały. Główna bohaterka może wydać się części czytelników trochę infantylna, lecz nie było to według mnie aż tak bardzo uciążliwe, gdyż miała ona również swoje lepsze momenty.
     Styl autorki bardzo przyjemny w odbiorze. Mam wrażenie, że wiedziała jak pokierować tą powieścią by utrzymać zainteresowanie czytelnika przez całą lekturę. Co do doboru lektorki to nie mam żadnych uwag. Bardzo dobrze mi się słuchało tę historię w wykonaniu Pani Magdaleny Wójcik.
     "Ja, diablica" to całkiem przyzwoita historia, dzięki której możemy oderwać się od rzeczywistości. Humor z jakim przyszło mi się tu zmierzyć jak najbardziej trafia w moje gusta. Szkoda tylko tej okładki, która może odrzucać czytelnika od tej pozycji, gdyż sama historia zasługuje według mnie na uwagę.
     Moja ocena: 6/10.

niedziela, 31 maja 2020

Podsumowanie maja 2020

Muszę przyznać, że maj przyniósł mi wiele zaskoczeń. Jednym z nich jest rekordowa ilość przeczytanych, a raczej w tym miesiącu wysłuchanych, książek jak i obejrzanych filmów. Chyba nigdy nie udało mi się zapoznać z tyloma przeróżnymi tytułami w ciągu tak krótkiego czasu. Jednak jak wiadomo sytuacja na świecie i w Polsce jeszcze nie jest w pełni ustabilizowana, znacznie więcej czasu nadal spędza się w domu, choć już powoli wprowadzane są namiastki tego co było przed początkowym szaleństwem związanym z pandemią. Nie przedłużając jednak serdecznie zapraszam Was na moje czytelniczo-filmowe podsumowanie maja. Miłej lektury :)!



Maj książkowo

- liczba przeczytanych książek: 14
- łączna liczba stron: 5 182

W maju przeczytałam książki z przeróżnych gatunków, jednak to thrillery ("Znajdź mnie", "Pozwól mi wrócić", "Dziewczyna, którą znałaś") oraz młodzieżowy romans ("Drive") najbardziej mnie zawiodły. Natomiast najbardziej udana była według mnie trylogia o prokuratorze Szackim Zygmunta Miłoszewskiego. Dawno nie czytałam tak znakomitych kryminałów. Jeśli jeszcze ktoś się uchował i nie słyszał o tych książkach to gorąco zachęcam do sięgnięcia po powieści Miłoszewskiego. Wartymi uwagi są również dwie komedie kryminalne po które sięgnęłam w tym miesiącu, a mianowicie "Ja cię kocham, a ty miau" oraz "Teściowe muszą zniknąć". Choć rasowymi kryminałami nazwać ich nie można, to jednak są warte uwagi podczas takiego gorszego czasu w życiu.



Maj filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 14
Pod względem filmowym maj był jeszcze bardziej różnorodny niż książkowo. Muszę jednak szczególnie zwrócić Waszą uwagę na dwa cudowne filmy, a mianowicie "Żonę" oraz "Coco". Moim zdaniem są to jedne z najlepszych produkcji, z którymi miałam okazję się w tym roku zaznajomić. Po prostu zakochałam się w nich i jestem pewna, że powrócę do nich jeszcze nie raz. Jednak byłoby zbyt pięknie gdybym trafiła tylko na genialne filmy. Ze swojej strony stanowczo odradzam tytuł "Niewłaściwa Missy" - to było tak złe, absurdalne i niesmaczne, że gdybym mogła to od razu wyrzuciłabym z pamięci, że to w ogóle widziałam.


A jak Wam minął maj? Mam nadzieję, że się trzymacie cali i udało Wam się przeczytać albo obejrzeć jakąś cudowną perełkę :). 

sobota, 30 maja 2020

'Kobiety mafii' (2018) - film









Bela, była funkcjonariuszka policji, dostaje od ABW zadanie rozpracowania szajki przestępczej handlującej narkotykami. Aby jej misja się powiodła, musi rozpocząć współpracę z mafią.









     O filmie Paryka Vegi pt. "Kobiety mafii" swego czasu było bardzo głośno. Jednak ja zabrałam się za niego dopiero teraz, gdy cały ten szał wokół niego trochę ucichł. Choć spotkałam się z wieloma sprzecznymi opiniami na temat tej produkcji, to dla mnie ona jest po prostu... przeciętna.
     Cóż mogę napisać o fabule. Moim zdaniem opis powyżej, pomimo, że jest dość enigmatyczny, jest jak najbardziej wystarczający. Każde kolejne zdanie może zdradzić zbyt wiele z treści i odebrać element zaskoczenia osobom, które jeszcze nie widziały tego filmu. Jak dla mnie jest tu po prostu taki trochę misz-masz. Znajdziemy kilka brutalniejszych scen, trochę seksu i ganiania się z pistoletami po podwórku, jak i niezbyt udanych prób artystycznych córeczek gangsterów. Jedynie nieliczne sytuacje, które zostały tu ukazane miały jakiś większy sens czy przekaz. Odniosłam wrażenie, że jedynie w dwóch przypadkach były ukazane względnie ludzkie uczucia - przy próbie chronienia chłopca przez jego opiekunkę oraz podczas reakcji 'gangsta' na śmierć ukochanej córeczki. Na mnie ten film niestety nie wywarł aż tak mocnego wrażenia jak na niektórych widzach, ani nie będę go linczować ani się nim nad wyraz zachwycać. Jedynie mam pewne dziwne odczucia co do zakończenia i intryguje mnie to jak ta sytuacja mogłaby zostać rozwiązana.
     Gra aktorska nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak się spodziewałam. Mam wrażenie, że jedynie Agnieszka Dygant oraz Bogusław Linda przez cały film dali radę zagrać na dobrym poziomie. Co do pozostałych mam dość mieszane odczucia, gdyż według mnie wypadli tu dość nierównie - czasem lepiej, czasem gorzej, tak, że ciężko mi ich jednoznacznie ocenić.
     "Kobiety mafii" to film, który obejrzałam raczej z ciekawości. Niestety nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak spodziewałam się, że będzie. Ni to ziębi ni to grzeje, a miałam nadzieje, że wywoła we mnie bardziej wyraziste uczucia. Może w przyszłości obejrzę drugą część, jednak aktualnie po seansie tego filmu ciężko mi stwierdzić czy będzie to szybciej czy później.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 29 maja 2020

"Teściowe muszą zniknąć" Alek Rogoziński



Na pozór są z dwóch zupełnie różnych bajek. Zofia zaczyna i kończy dzień odmawianiem zdrowaśki, regularnie zasila konto radia Święta Jadwiga i uważa, że największą zmorą naszego kraju są tęczowi, lewactwo i ateiści nihiliści. Maja regularnie paraduje w marszach równości, żyje w konkubinacie, nadużywa wszystkich używek, jakie tylko wpadną jej w rękę, a z rzeczy uznawanych za święte uznaje tylko święty spokój. Nic więc dziwnego, że obie serdecznie się nie znoszą. Problem w tym, że syn pierwszej z nich i córka drugiej są małżeństwem. Kiedy ich dzieci zostają oskarżone o oszustwo i morderstwo, Zofia i Maja muszą połączyć siły, aby udowodnić ich niewinność. Pytanie – czy same się przy tym nie pozabijają?

Opis książki




Autor: Alek Rogoziński 
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2020 
Liczba stron: 352 
Czas trwania: 7h 5min 
Lektor: Aneta Todorczuk



     Miałam okazję już kilkukrotnie spotkać się z twórczością Alka Rogozińskiego. Jedne powieści były według mnie lepsze inne gorsze, jednak jego najnowsza książka to komedia kryminalna o intrygującym tytule "Teściowe muszą zniknąć". Postanowiłam dać szansę tej pozycji, gdyż ostatnio do gustu przypadła mi inna powieść z tego gatunku, a mianowicie "Ja cię kocham, a ty miau" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Wiem, że to różni autorzy jednak to co ich łączy to fakt, że są nasi polscy :).
     Młode małżeństwo z nadzieją patrzy w przyszłość. Jednak ich matki i teściowe to całkowite przeciwieństwa, których spotkania przy jednym stole kończą się katastrofalnie. Gdy okazuje się, że w piwnicy w bloku w którym zamieszkali młodzi schowany jest skarb dochodzi do przeróżnych sytuacji. Czy kobiety w kwiecie wieku wreszcie razem się dogadają? Przyznam, że fabuła tej powieści jest intrygująca. Mamy tu do czynienia z wieloma zabawnymi sytuacjami, które nie raz wywołały uśmiech na mojej twarzy. Jednak znów mam wrażenie, że jest to bardziej zabawna powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym w tle aniżeli rasowy kryminał. Może to taki urok tego typu literatury? Muszę jednak przyznać, że sama treść i tak przypadła mi do gustu i to dzięki niej byłam w stanie choć na chwilę zapomnieć o otaczającej mnie szarej rzeczywistości. Może i niektóre wydarzenia były absurdalnie, ale to jednak dzięki nim będę miło wspominać treść.
     Bohaterowie moim zdaniem całkiem przyzwoicie wykreowani. Dwie teściowe były całkowicie różne i choć momentami przerysowane miały one swój urok. Nie sposób je ze sobą pomylić, a ich wspólne działania były wręcz wybuchowe. Również pozostałe postacie były na tyle wyraziste, że podczas lektury nie miałam problemu z ich odróżnieniem. Nawet jeśli nie zapamiętamy konkretnych imion to i tak łatwo połapać się o kim jest mowa i w którym miejscu powinniśmy ulokować daną osobę. Większość z bohaterów albo się pokocha albo znienawidzi, jednak nikt nie pozostanie obojętny.
     Styl autora jak najbardziej przystępny w odbiorze. Nie miałam problemu z wciągnięciem się bez reszty w wykreowaną przez niego historię. Nie jestem może jedynie do końca przekonana do umieszczenia tutaj niektórych postaci z innej serii tego autora. Również niezły kawał roboty odwaliła lektorka, która moim zdaniem bardzo dobrze wczuła się w tę powieść i genialnie ją tu przedstawiła.
     Według mnie powieść "Teściowe muszą zniknąć" to idealna pozycja na poprawę humoru. Coraz bardziej przekonuję się do tej formy, czyli komedii kryminalnych, które potrafią przedstawić ciekawą intrygę w zabawny sposób. Jeśli potrzebujecie coś lżejszego na trudniejszy czas to gorąco Wam polecam ten typ.
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 28 maja 2020

'Czy to ty, czy to ja' (It Takes Two, 1995) - film








Dwie dziewięcioletnie dziewczynki są do siebie podobne jak dwie krople wody. Alyssa Callaway (Ashley Olsen) jest córką bogacza, Amanda Lemmon (Mary Kate Olsen) jest sierotą. Spotykają się przypadkiem i próbują połączyć węzłem małżeńskim bogatego i przystojnego tatusia z samotną opiekunką dzieci z sierocińca. 








     Jak byłam znacznie młodsza lubiłam oglądać filmy z Olsenkami w rolach głównych. Po wielu latach nabrałam ochoty na powrót do czasów dzieciństwa i na Netflixie znalazłam dostępny tytuł "Czy to ty, czy to ja" i pełna zapału się za niego zabrałam.
     Alyssa i Amanda to dwie dziewczynki, które spotykają się właściwie przez przypadek. Jedna pochodzi z bardzo bogatej rodziny, natomiast druga jest sierotą ale z wyglądu są do siebie bardzo podobne. Każda z nich ma swoje bolączki i postanawiają sobie wzajemnie pomóc i na moment zamienić miejscami. Przyznam, że nie oczekiwałam od tego filmu zbyt wiele, jednak po latach jestem pozytywnie zaskoczona. Historia z jaką mamy tu do czynienia wcale nie jest tak absurdalna jak się spodziewałam. Pomimo, że jest tu dość cukierkowe zakończenie, to jednak jest to film familijny po obejrzeniu którego robi się cieplutko na sercu. Nawet wątek romantyczny mnie aż tak nie irytował, a mam wobec tego typu sytuacji zazwyczaj dość negatywne podejście. Choć jest to jeden ze 'starszych' filmów z jakimi ostatnio miałam przyjemność to nie odczułam tego aż tak mocno. Wiem, że technika i metody w świecie filmowym przez ostatnie dwadzieścia lat poszły na przód, lecz i tak miło spędziłam swój czas podczas seansu.
     Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Po obejrzeniu tego filmu mam ochotę na więcej produkcji z udziałem tych aktorów. Zarówno młodsi jak i ci starsi w moim odczuciu poradzili sobie z odpowiednim przedstawieniem odgrywanych postaci. Nie spodziewałam się, że po latach odbiorę te postacie równie pozytywnie jak za czasów gdy sama byłam takim małym dzieciakiem.
     Pomimo, że "Czy to ty, czy to ja" nie jest ambitną produkcją to i tak całkiem przyjemnie spędziłam czas podczas seansu. Właśnie czegoś takiego lekkiego potrzebowałam ostatnimi czasy i idealnie się sprawdziła na ten gorszy czas. Przynajmniej nie jest to tak niesmaczna i absurdalna produkcja jak "Niewłaściwa Missy" z którą niedawno miałam do czynienia.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 27 maja 2020

"Dziewczyna, którą znałaś" Nicola Rayner



Należała do niego. Była idealna. Aż nagle zniknęła.
Jako były członek parlamentu, a teraz prezenter telewizyjny, George Bell zawsze cieszył się opinią kobieciarza. Jego żona, Alice, nigdy nie mogła się uwolnić od cienia kobiet z przeszłości George'a. A kiedy zachodzi w ciążę, jej dyskomfort przemienia się w obsesję... Spokoju nie daje jej zwłaszcza jedna z dawnych partnerek męża: piękna dziewczyna o imieniu Ruth, z którą George spotykał się na pierwszym roku studiów i która zaginęła, zanim skończyli uniwersytet. Kiedy więc Alice widzi kobietę, która do złudzenia przypomina Ruth, nie może się otrząsnąć z wrażenia, że za jej zniknięciem stoi coś więcej, niż mówił George. Ale czy na pewno chce wiedzieć, co mąż robił za jej plecami przez te wszystkie lata?
Opis książki




Autor: Nicola Rayner 
Tytuł oryginalny: The Girl Before You 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Walulik Agnieszka 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2019 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2020 
Liczba stron: 368 
Czas trwania: 10h 36min 
Lektor: Anna Szawiel



     Książka pt. "Dziewczyna, którą znałaś" to kolejny thriller z którym przyszło mi się zmierzyć w tym miesiącu. Miałam nadzieję, że wreszcie chociaż ta pozycja będzie wyróżniała się na tle innych z tego gatunku. Niestety tak się nie stało, a ja znów jestem rozczarowana treścią...
     Ruth to jedna ze studentek z którymi spotykał się uważany za kobieciarza George Bell. Gdy doszło do zaginięcia dziewczyny wiele osób nie mogło pogodzić się z tą informacją. Po wielu latach nadal nie daje im to spokoju, w szczególności że niektórzy dostają dziwne przesyłki, które mogą świadczyć o tym, że jednak śmierć kobiety wcale nie była prawdą... Niestety główny wątek jest dla mnie już bardzo dobrze znany, a został jedynie minimalnie inaczej ograny. Znów mamy kobietę, która zaginęła i została uznana za zmarłą, natomiast po wielu latach wychodzi na to, że jednak ona żyje i daje o sobie znać. Przyznam, że już tego typu zabiegi nudzą mnie w literaturze i mam ostatnio nimi ogromny przesyt. Choć wątek dobrze znany większości czytelników, którzy już kilka thrillerów mają za sobą to jednak względnie dobra jest tu otoczka w której został on umieszczony. Nie było tu zbyt dużo zaskakujących zwrotów akcji, lecz nie mogę narzekać abym miała już po kilku pierwszych minutach usnąć z nudów.
     Bohaterowie to znów niezbyt mocny element thrillera. Mam wrażenie, że żadna z postaci nie była na tyle dobrze wykreowana by pozostała w mojej pamięci na dłużej. Będąc bardzo krótki czas po lekturze nie jestem w stanie odpowiednio opisać nikogo, kto pojawił się na kartach tej powieści. Wiem, że po prostu ktoś tu występował, było kilka kobiet, kilu mężczyzn lecz niebawem nie będę pamiętać nawet ich imion... A szkoda, bo miałam ogromne nadzieję, że w tym przypadku będzie jednak inaczej.
     Styl autorki był całkiem dobry w odbiorze ale nie mogę napisać nic ponad to. Ot po prostu napisała swoją powieść, którą dało się jakoś przeczytać, bez chęci rzucenia nią o ścianę przez ciężki czy infantylny sposób pisania. Na plus, przynajmniej w moim odczuciu, jest dobrana lektorka. Jak dla mnie Pani Anna Szawiel poradziła sobie tutaj bardzo dobrze i nie mam jej nic do zarzucenia.
     "Dziewczyna, którą znałaś" to kolejny thriller, który wykorzystuje oklepane motywy na które ostatnio często trafiam. Mnie ta powieść niestety nie zaskoczyła pod żadnym względem i wątpię abym pamiętała o niej przez dłuższy czas. Niestety jest to po prostu pozycja żeby szybko przeczytać, zapomnieć a tytuł zapamiętać jedynie po to by nie sięgać po niego ponownie.
     Moja ocena: 4/10

wtorek, 26 maja 2020

'Niewłaściwa Missy' (The Wrong Missy, 2020) - film







Poznawszy dziewczynę swoich marzeń, Tim Morris rzuca się w wir SMS-owego flirtu i zapomina o bożym świecie. W końcu postanawia zaprosić swoją miłość na wspólny wyjazd na Hawaje. Na lotnisku okazuje się jednak, że omyłkowo skierował zaproszenie do "niewłaściwej Missy", z którą kiedyś przeżył randkę rodem z koszmaru.









     Momentami nadmiar wolnego czasu skutkuje tym, że wynajduję kolejne dziwne tytuły, które mogłabym obejrzeć. Niestety nie wszystkie są warte tego by poświęcać na nie swój czas. I tak było właśnie w przypadku filmu "Niewłaściwa Missy". Jak dla mnie jest to totalna porażka...
     Tim po jednej nieudanej randce stwierdza, że takie spotkania nie są dla niego. Jednak gdy jakiś czas później na jego drodze przez przypadek staje kobieta, z którą idealnie się dogaduje widzi dla siebie pewną nadzieję. Postanawia zaprosić nowo poznaną na wyjazd na Hawaje organizowany w jego pracy, jednak omyłkowo wysyła SMSa do nie tej kobiety, do której chciał... Niestety fabuła tego filmu jest jak dla mnie na żenująco niskim poziomie a żarty z jakimi mamy tu do czynienia całkowicie do mnie nie przemawiają. Podczas seansu wymęczyłam się ogromnie i żałuję, że nie wyłączyłam tego filmu po kilku pierwszych minutach. Chyba naiwnie miałam nadzieję, że jednak historia rozwinie się w dobrym kierunku i zakończenie choć trochę mi wynagrodzi beznadziejny początek. Niestety im dalej w las to było według mnie tylko gorzej... Jedynym plusem mogą być niektóre widoki, które tylko zwiększają chęć wyjechania na wakacje w ciepłe kraje.
     Gra aktorska też mnie nie do końca przekonała. Mam wrażenie, że choć aktorzy idealnie wpasowali się w głupowatą treść tego filmu to i tak nie pokazali tutaj sobą nic oszałamiającego. Nie mam ochoty zobaczyć kogokolwiek z tu występujących w zupełnie innej odsłonie po tym jak zagrali w tym filmie. Ja jestem po prostu na nie i mam nadzieję, że następna produkcja którą zobaczę będzie pod tym względem o niebo lepsza.
     "Niewłaściwa Missy" to według mnie absurdalna produkcja z żenującym humorem. Jak dla mnie jest to coś podobnego do "American Pie", które też całkowicie nie wpasowało się w mój gust. Jestem rozczarowana tą produkcją i będę ją już omijać szerokim łukiem. Ja ze swojej strony nie mogę polecić tego filmu, choć może znajdą się 'koneserzy' takiego typu filmów.
     Moja ocena: 1/10.

poniedziałek, 25 maja 2020

"Pozwól mi wrócić" B.A. Paris

Kiedy zniknęła, powiedział prawdę. Ale niecałą…
Nowy wstrząsający thriller autorki bestsellera „Za zamkniętymi drzwiami”.
ONA ZNIKNĘŁA
Fin i Layla, młodzi i nieprzytomne w sobie zakochani, wyjeżdżają na wakacje do Francji. W drodze zatrzymują się w nocy na parkingu i kiedy Fin wraca z toalety, jego dziewczyny nigdzie nie ma.
ON SKŁAMAŁ
Fin opowiada policji, o tym, co zdarzyło się tej nocy. Są tacy, co nie wierzą w jego wersję i podejrzewają go o najgorsze. Nawet po latach. I tylko Fin wie, że nie powiedział policji całej prawdy.
TERAZ SIĘ BOI
Po dziesięciu latach zaczyna jeszcze raz – w innym miejscu, z inną kobietą. I tak się akurat złożyło, że jest nią siostra jego zaginionej dziewczyny. Kiedy się zaręczają, Fin dostaje telefon. Ktoś z jego przeszłości widział Laylę. Ktoś podrzuca znaki kojarzące się jednoznacznie z Laylą. Ktoś wysyła mu maile, które doprowadzają go na skraj szaleństwa.
Fin zaczyna podejrzewać wszystkich i coraz bardzie wierzy w to, że jego dawna ukochana żyje.
I że jest bliżej, niż mu się wydaje.
Opis książki



Autor: B. A. Paris 
Tytuł oryginalny: Bring Me Back 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Koziej Magdalena 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2018 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2019 
Liczba stron: 320 
Czas trwania: 7h 29min 
Lektor: Maciej Kowalik, Magdalena Schejbal



     Książki B.A. Paris z którymi miałam dotychczas do czynienia nie zachwyciły mnie, choć zdaje sobie sprawę, że jej twórczość ma grono fanów. Pomimo, że całkiem niedawno słuchałam thriller "Na skraju załamania", który ogromnie mnie rozczarował postanowiłam dać ostatnią szansę autorce. I znów nie jestem zadowolona na tyle by mieć ochotę sięgać po jakiekolwiek inne tytuły spod jej pióra...
     Podczas wycieczki we Francji Layla niknie w niewyjaśnionych okolicznościach. Jej ciało nigdy nie zostało odnalezione, po latach zostaje uznana za martwą, a Fin musi pogodzić się z utratą ukochanej. Nagle mężczyzna dostaje tajemnicze wiadomości, przez które jego życie może wywrócić się do góry nogami. Choć przez lata był przekonany, że jego dawna ukochana nie żyje, może się okazać to nieprawdą... Niestety fabuła nie jest według mnie zbyt odkrywcza, wykorzystuje ona wiele powtarzających się w thrillerach motywów, przez co możemy już bez problemu domyślić się zakończenia. Mam wrażenie, że część wydarzeń jest bardzo mocno podobna do pozycji którą niedawno słuchałam, a mianowicie "Znajdź mnie" J.S. Monroe. Jeśli znacie jedną z tych historii to już druga nie będzie w ogóle zaskakująca.
     Bohaterowie nie zostali spektakularnie wykreowani. Nie byłam w stanie zżyć się z którąkolwiek postacią i z pełnym zaangażowaniem śledzić ich losy. Również było tu kilka momentów, w których nie do końca byłam pewna o kim jest właściwie mowa, a część osób zlewała mi się w jedność. Przyznam, że treść nie była dla mnie na tyle intrygująca bym miała ochotę powracać i zastanawiać się kto z kim i dlaczego. Sądzę, że bardzo szybko zapomnę nawet imiona bohaterów, którzy tu występowali...
     Styl autorki choć lekki i może dla niektórych przyjemny, dla mnie był dość przeciętny. Sposób w jaki przedstawiła ona tutaj treść nie wyróżnia się dla mnie niczym szczególnym na tle innych powieści z tego gatunku. Lektorzy to chyba największy plus całości i nie mam właściwie im nic do zarzucenia. Pomimo, że nie będę tu się nad nimi zbytnio zachwycać to jednak nie miałam ochoty przez nich wyłączyć audiobooka już na samym początku.
     Po lekturze "Pozwól mi wrócić" jestem już pewna, że muszę sobie odpuścić lekturę pozostałych powieści tej autorki. Nie robią na mnie one takiego wrażenia, jakbym się spodziewała. Moim zdaniem nie jest to thriller mrożący krew w żyłach o którym trudno będzie zapomnieć. Ja osobiście jestem rozczarowana tą pozycją.
     Moja ocena: 4/10.
Related Posts with Thumbnails