środa, 31 stycznia 2018

Podsumowanie stycznia 2018


Postanowiłam wystartować w tym roku z nową serią postów na moim blogu, choć patrząc na wyniki z tego miesiąca poważnie zastanawiałam się czy warto. Jednak co by się nie działo, coś tam w sumie się udało.


Styczeń książkowo
  
- liczba przeczytanych książek: 3 
- łączna liczba stron: 1264.

Tak naprawdę jestem rozczarowana tylko tą pierwszą książką, czyli "Angielką". Moje oczekiwania niestety były chyba zbyt duże w stosunku do tego co może ona nam dać. Natomiast dwie kolejne mogę z czystym sercem Wam polecić :)!


Styczeń filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 3

W przypadku filmów ten rok zaczął się obiecująco. "Carte Blanche" bardzo mi się spodobało. Również "Szklany zamek" zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Natomiast popsułam sobie dobrą passę animacją "Horton słyszy Ktosia". Niestety ta produkcja nie przekonała mnie do siebie. Może nie koniecznie żałuję, że ją obejrzałam ale nie uważam aby czas poświęcony na nią był jakoś bardzo dobrze wykorzystany.

W planach miałam przeczytanie aż siedem książek oraz obejrzenie siedmiu filmów. Jak widać daleko mi do realizacji tych założeń. Pozostaje mi mieć nadzieję, że gdy wreszcie skończy się gorący okres, będę mogła wreszcie wystartować z kolejnymi nowymi pomysłami.

niedziela, 28 stycznia 2018

'Horton słyszy Ktosia' (Horton Hears a Who!, 2008) - film






W tej prześmiesznej a zarazem chwytającej za serce animowanej przygodzie, kochający zabawę słoń Horton słyszy pewnego dnia wołanie o pomoc dobiegające z fruwającego w powietrzu ziarenka kurzu. Wkrótce odkrywa, że na tym pyłku mieści się miasto Ktosiowo, zamieszkałe przez mikroskopijnych Ktosiów, którzy popadli w duże tarapaty. Teraz, by ocalić nowych przyjaciół i znaleźć szczęśliwe zakończenie, Horton musi stawić czoła niebezpieczeństwom dżungli.







     Styczeń jest/był dla mnie dość ciężkim okresem i miałam nadzieję, że animacja będzie dobrym pomysłem, aby się jakoś rozluźnić. Mój wybór padł na "Horton słyszy Krosia", gdyż spotkałam się z raczej pozytywnymi opiniami na temat tej produkcji. Mnie niestety ona trochę rozczarowała i nie poczułam tej magii o której tyle słyszałam.
     Horton, słoń który mieszka w dżungli, usłyszał wołanie z przelatującego obok niego małego pyłku. Okazuje się, że mieści się na nim mikroskopijne miasteczko o nazwie Ktosiowo. Niby animacja miała być przezabawna i chwytająca za serce, jednak według mnie była ona jedynie poprawna. Nie uśmiałam się podczas seansu, nawet nie bardzo miałam kiedy się uśmiechnąć. Sama historia zapowiadała się obiecująco, gdyż jeszcze nie spotkałam się z takim motywem w żadnej innej bajce. Jako film familijny przekazuje pewne wartości, w prosty sposób próbuje nauczyć, że każdy z nas jest ważny, że nie warto osądzać czy wyśmiewać kogoś innego bo my nie rozumiemy tego o czym ta druga osoba do nas mówi. Nie uważam jednak aby zostało to wszystko przekazane w bardzo emocjonujący sposób, tak aby zapamiętać treść na dłużej. Może dla młodszych widzów akcja jest poprowadzona w ciekawy sposób, a ja jedynie jako dwudziestoparolatka jestem już za stara aby to docenić?
     Polski dubbing całkiem przyjemnie zgrany z całością, jednak ta animacja nie jest moim typem, który miałabym ochotę sprawdzić, jak wypada również w wersji oryginalnej. Jak na film animowany efekty również bardzo dobrze zrobione, choć podczas oglądania nie starałam się, ani nie miałam właściwie na to ochoty, wyłapywać każdego błędu, który mógł mieć tutaj miejsce. Jedynie sposób stworzenia zakończenia nie do końca mi przypasował - nigdy nie przepadałam za akcjami, że wszyscy nagle są radości i zaczynają razem śpiewać ;).
     "Horton słyszy Ktosia" to produkcja, którą można obejrzeć, gdy nie ma się nic lepszego w planach. Źle nie jest ale rewelacji również według mnie nie ma. Niestety jestem raczej nią zawiedziona, gdyż oczekiwałam czegoś na trochę wyższym poziomie. Miałam nadzieję na przyjemny relaks a dostałam jedynie poprawną treść, która przez półtorej godziny mnie nie zachwyciła. Wątpię abym zabrała się kiedykolwiek za nią ponownie.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 24 stycznia 2018

"Rdza" Jakub Małecki


Przyjaźń poddana wielkiej próbie i marzenie, które staje się ciężarem.
Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas.
Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów.
Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. 
Opis książki






Autor: Jakub Małecki
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura polska
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 288



     Na temat książek Jakuba Małeckiego czytałam wiele pozytywnych opinii. Również na moich czytających znajomych jego twórczość zrobiła bardzo dobre wrażenie. Dlatego też wreszcie skusiłam się i ja na powieść tego autora. Jako pierwszą przeczytałam jego najnowszą książkę pt. "Rdza". Będąc już po lekturze jestem przekonana, że nie będzie to moje ostatnie zetknięcie się z twórczością Małeckiego.
     W tej pozycji przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Poznajemy historię kilkuletniego Szymka, oraz przeszłość sprzed kilkudziesięciu lat jego babci Tośki. Już w wielu powieściach zetknęłam się z takim sposobem przedstawiania treści, jednak z różnym skutkiem. W przypadku powieści "Rdza" Jakuba Małeckiego historia została stworzona bardzo ciekawie, a sama akcja pociągnięta w sposób, który ciężko zapomnieć. Przeróżne uczucia towarzyszyły mi podczas lektury i pozostały ze mną na długo. Pomimo, że książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dość dużo czasu zajęło mi zabranie się za napisanie własnej opinii na jej temat. Nadal nie potrafię dobrać odpowiednich słów aby móc przekazać Wam to, co chciałabym tutaj umieścić.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze skonstruowani. Nie było tutaj postaci, która byłyby niepotrzebnie wykreowana i umieszczona w całej historii. Każda osoba miała swoją rolę do odegrania i dyskretnie łączyła się z losami innych. Styl autora - na ten temat również nie mogę napisać nic złego. Nie znajdziemy tutaj barwnych opisów niczym z "Ani z Zielonego Wzgórza". Z jednej strony prostota z drugiej nie ma w tej pozycji wszystkiego podanego wprost jak na tacy i robienia z czytelnika osoby, która nie potrafi połączyć jednego wydarzenia z drugim. Jestem pod wrażeniem ile udało się zmieścić treści w pozycji, która ma niecałe trzysta stron, nie pisząc językiem który od siebie odpycha.
     Wydanie książki, którą czytałam posiadam w wersji elektronicznej. Moim zdaniem e-book został zrobiony bardzo schludnie, obyło się bez literówek (albo po prostu żadna nie wpadła mi w oko). Na moim czytniku czytało mi się tę powieść bardzo dobrze i nie miałam żadnego problemu z dopasowaniem wszystkich elementów pod swoje gusta. Jestem ciekawa jak wypada wersja papierowa - jak tylko będę miała okazję zapoznam się również i z nią.
     Jeśli ktoś jeszcze nie czytał "Rdzy" to gorąco polecam jej nadrobienie. Nie powinniście się zawieść lekturą, gdyż bardzo dobrze się ją czyta już od samego początku. Osobiście mam nadzieję, że w tym roku uda mi się przeczytać choć jeszcze jedną powieść tego autora.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 13 stycznia 2018

'Szklany zamek' (The Glass Castle, 2017) - film





Rex (Woody Harrelson) marzył o zbudowaniu na pustyni szklanego zamku, a troski topił w alkoholu. Rose (Naomi Watts) w pogoni za szczęściem całą energię wkładała w malarstwo, zapominając o otaczającym ją świecie. Gdy coś im nie wychodziło, rzucali pracę, pakowali dobytek do auta i jak para hippisów ruszali w siną dal w poszukiwaniu kolejnej przystani. W takich warunkach przyszło dorastać Jeannette (Brie Larson) i trójce jej rodzeństwa. Po latach, już jako dorosła kobieta, Jeannette postanawia stawić czoła przeszłości i zmierzyć się z traumą, która dotknęła ją w dzieciństwie.





     Na temat filmu "Szklany zamek" przed jego obejrzeniem nie słyszałam nic. Dopiero przeszukując tytuły, w których grała Brie Larson natrafiłam na niego i postanowiłam zrobić wszystko co w mojej mocy aby móc go obejrzeć. Wreszcie to mi się udało i nie żałuję. Pomimo ponad dwóch godzin seansu nie mam poczucia straconego czasu.
     Historia przedstawia losy dość nietypowej rodziny. Nie mieli oni stałego miejsca zamieszkania, a gdy tylko coś zaczęło się psuć bardzo szybko zmieniali swoją lokalizację. Rex, teoretycznie głowa rodziny, popadł w alkoholizm, Rose to artystka zapominająca o całym otaczającym ją świecie oraz trójka dzieci, które chyba są najbardziej poszkodowane. Wydarzenia przedstawione w tej produkcji oparte są na faktach, co dodaje całości pewnego smaczku. Podczas seansu odczuwałam wiele skrajnych emocji, które jeszcze długo po samym filmie we mnie buzowały. Przyznaję, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą produkcją. Co prawda nie byłam pewna czego mogę się spodziewać, lecz to co dostałam zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ciekawym uzupełnieniem były wstawione niektóre wypowiedzi osób na podstawie historii których powstał ten film.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Zarówno ta młodsza jak i starsza załoga dała sobie bardzo dobrze radę. Brie Larson genialnie pociągnęła swoją rolę, oddając wiele emocji swojej postaci. W przypadku Woody'ego Harrelsona - miło było go zobaczyć w innej roli niż znanej mi głównie z "Igrzysk śmierci", gdzie wcielał się w postać Haymitcha.
     "Szklany zamek" to produkcja o której właściwie nic nie słyszałam, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, a jednak zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie żałuję, że zaryzykowałam i obejrzałam ten film, gdyż bardzo miło spędziłam z nim czas. Polecam go Wam z całego serca - nie powinniście żałować!
     Moja ocena: 9/10.

wtorek, 9 stycznia 2018

"To, co zostawiła" Ellen Marie Wiseman

Przerażająca historia o demonach przeszłości i prawdzie czekającej, aby wyjść na jaw.
Jako dziecko Izzy Stone doświadcza ogromnej tragedii. Traci ukochanego ojca, którego zastrzeliła jej matka. Dziewczyna przyjmuje, że kobieta jest obłąkana i zrywa z nią wszelkie kontakty. Będąc nastolatką, trafia do rodziny zastępczej, w której pomaga przybranym rodzicom w porządkowaniu zbiorów lokalnego muzeum. W stosie porzuconych i zapomnianych przedmiotów Izzy znajduje plik nieotwartych listów, które okażą się kluczem do jej przeszłości.
Rok 1929. Clara Cartwright ma osiemnaście lat i jest szaleńczo zakochana we włoskim imigrancie. Kiedy wyjawia rodzicom zamiar poślubienia mężczyzny, jej ojciec wada w furię i wysyła córkę do kosztownego ośrodka dla obłąkanych.
Izzy odkrywa prawdę o okrutnej przeszłości Clary, a im bardziej zbliża się do jej historii, tym bardziej jest niepewna zdarzeń ze swojego dzieciństwa.
Opis książki



Autor: Ellen Marie Wiseman
Tytuł oryginalny: What She Left Behind
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Laskowska Alicja
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 496



     Powieść "To, co zostawiła" miała swoją premierę w Polsce w 2017 roku. Nie tylko w okolicach jej wydania nastąpił wysyp pozytywnych recenzji, ale też u wielu czytelników znalazła się ona wśród najlepszych pozycji przeczytanych w minionym roku. Na fali szaleństwa również i ja zakupiłam własny egzemplarz, za który wreszcie udało mi się zabrać. Obawiałam się jednak, że nie docenię tego co pokochało tak wielu, jednak mój lęk był niepotrzebny.
     W książce przeplatają się historie Izzy oraz Clary, które łączy tak samo wiele aspektów jak dzieli. Obie pomimo młodego wieku przeszły bardzo dużo, co w znacznym stopniu na nie wpłynęło. Treść przedstawiona na kartach tej powieści porwała mnie swoją fabułą już od pierwszych stron. Gdyby nie inne obowiązki, które wisiały mi nad głową z chęcią przeczytałabym ją za jednym razem, bez zbędnych przerw. To co się tutaj działo, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Podczas lektury buzowały we mnie różne emocje - od tych pozytywnych po same najgorsze. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, pomimo dość trudnej tematyki, spędziłam wspaniały czas zaczytując się w tę powieść. Jedyne co mnie zawiodło to samo zakończenie. Po całej historii spodziewałam się trochę bardziej mrocznego finału, który jeszcze bardziej wbiłby mnie w fotel i dobił moją psychikę.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Zarówno główne postacie, jak i te drugoplanowe miały w sobie coś, co wyróżniało je na tle innych. Wszyscy bez wyjątku wzbudzali we mnie emocje, zarówno te negatywne jak i pozytywne. Nie było tutaj tej denerwującej nijakości, która niczym szczególnym nie wyróżnia danego charakteru na tle pozostałych. Pomimo, że nie wszystkie zachowania aprobowałam byłam w stanie w mniejszym lub większym stopniu je zrozumieć. Miałam trochę wewnętrznych dylematów podczas lektury a bohaterowie dali mi powodów do przemyśleń.
     Styl autorki bardzo przyjemny, dzięki czemu miałam wrażenie, że wręcz płynę przez tę powieść. Ciężko było mi się od niej oderwać, co po ostatniej mojej lekturze (a mowa tu o "Angielce" Katherine Webb) było bardzo miłą odmianą. Również wydanie papierowe, które miałam okazję czytać przyciąga wzrok. Mroczna okładka, ładna oprawa graficzna wewnątrz, jak i 'odcień' stron pozwalający czytać w każdych warunkach i nie przyprawiający o ból naszych oczu, stworzyły bardzo ciekawą całość. Tylko te nieszczęsne klejone strony... Oby tylko trzymały się one jak najdłużej.
     Cieszę się, że przekonałam się na własnej skórze, jak dobrą powieścią jest "To, co zostawiła". Jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej z wielką chęcią powrócę. Jeśli ktoś z was jeszcze nie czytał tej książki to gorąco polecam nadrobienie zaległości. Mam nadzieję, że tak samo jak ja pozytywnie zaskoczycie się tym jak dobrą historię tutaj znajdziecie.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 7 stycznia 2018

'Carte Blanche' (2015) - film



Kacper (Andrzej Chyra), uwielbiany przez uczniów nauczyciel historii z lubelskiego liceum, zaczyna stopniowo tracić wzrok. Diagnoza lekarska nie pozostawia złudzeń. Mężczyźnie, z powodu wady genetycznej, grozi trwała ślepota. Początkowo załamany, ostatecznie postanawia ukryć przed przełożonymi problemy zdrowotne, aby zachować pracę i doprowadzić do matury swoich uczniów. Jedynym powiernikiem tajemnicy nauczyciela zostaje jego najlepszy przyjaciel Wiktor (Arkadiusz Jakubik). Kacper, zmagając się z nową sytuacją i nowymi wyzwaniami, nawiązuje bliską przyjaźń z koleżanką z pracy (Urszula Grabowska) i próbuje pomóc zbuntowanej uczennicy, Klarze (Eliza Rycembel), która ukrywa swój własny sekret. 





     Na rozpoczęcie nowego roku postanowiłam obejrzeć polski film. Wiele osób w moim otoczeniu zachwalało "Carte Blanche" i pomyślałam, że będzie to dobry pomysł aby go obejrzeć. Jest to produkcja oparta na faktach, więc tym bardziej byłam ciekawa jak została ona zrealizowana. Całe szczęście nie zawiodłam się i uważam, że dobrze postąpiłam, że wreszcie zaznajomiłam się z tym filmem.
     Historia przedstawia losy nauczyciela historii, który stopniowo zaczął tracić wzrok. Osobiście nie kojarzyłam prawdziwych wydarzeń, na podstawie których został zrealizowany ten film, lecz sama fabuła została moim zdaniem bardzo dobrze przedstawiona. Ani przez moment podczas seansu nie poczułam znużenia, tylko z zapartym tchem śledziłam losy owego nauczyciela. Moim zdaniem ukazanych zostało wiele emocji, które mogą poruszyć widza, choć nie było to przedstawione w zbyt łzawy sposób. Każda scena, nawet ta z początku wydająca się bez sensu, miała swoje znaczenie w ogólnym wydźwięku. Jak dla mnie nawet scenariusz był stworzony bardzo dobrze, gdyż nie było zbędnych dialogów, choć słyszałam od niektórych opinie, że były one dla nich niewystarczające. Jednak duże znaczenie miały tutaj gesty czy mimika twarzy bohaterów, które były wplecione w sposób bardzo naturalny i niewymuszony.
     Gra aktorska pozytywnie mnie zaskoczyła. Niestety w wielu polskich filmach widzimy ciągle te same twarze, przy czym często te osoby nie mają zbyt wysokich umiejętności wcielania się w sposób wystarczająco przekonujący w swoje role. W przypadku tej produkcji nie mogę narzekać na to jak aktorzy ukazali swoich bohaterów. Nie oglądałam zbyt wielu filmów z Andrzejem Chyrą, jednak tutaj zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Po obejrzeniu "Carte Blanche", aż mam ochotę zapoznać się z innymi tytułami w których można go zobaczyć.
     Jak dla mnie ten film jest jednym z lepszych obrazów polskiego kina jaki dotychczas miałam okazję zobaczyć. Tego typu produkcje pozwalają mi wierzyć, że można u nas stworzyć coś naprawdę dobrego, na wysokim poziomie i dającego do myślenia. Z wielką chęcią obejrzę ten film ponownie. Nie jestem pewna kiedy to nastąpi ale jestem przekonana, że to zrobię :).
     Moja ocena: 8/10.

czwartek, 4 stycznia 2018

"Angielka" Katherine Webb

W kraju pełnym tajemnic sama ustalasz reguły gry…
Rok 1958. Joan Seabrook, świeżo upieczona archeolożka, spełnia marzenie swojego życia o wizycie w Arabii i przybywa z Anglii do starożytnego miasta Maskat. Próbując zapomnieć o osobistej tragedii, chce zbadać pustynny fort Jabrin i odnaleźć ukryte w nim skarby.
Lecz Oman to kraj zagubiony w czasie – surowy, pełen tajemnic i pogrążony w krwawym konflikcie. Podróż do Jabrin może okazać się więc niemożliwa. Rozczarowanie Joan pogłębiają opowieści pionierki i odkrywczyni Maude Vickery, idolki z dzieciństwa, której dokonania rozpaliły fantazje i ambicje młodej archeolożki.
Spotkanie z niezwykłą samotniczką Maude wywraca życie Joan do góry nogami. Przyjaźń kobiet zacieśnia się, a Joan daje się wciągnąć w wir przygód. Gdy zaczyna zastanawiać się nad swoimi wyborami i motywami Maude, jest już za późno. Joan zdaje sobie sprawę, że stała się pionkiem w podstępnej grze, która ma wyrównać dawne porachunki. Teraz musi opowiedzieć się po którejś ze stron i znaleźć sposób na zatrzymanie lawiny wydarzeń, którą sama wywołała, nim dojdzie do straszliwych konsekwencji.
Czy dziewczyna, która opuściła Anglię dla tego pięknego, lecz niebezpiecznego miejsca, zdoła wrócić do domu?
Opis książki



Autor: Webb Katherine
Tytuł oryginalny: The English Girl
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Siara Olga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: społeczna, obyczajowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 480



     Książka pt. "Angielka" była zachwalana przez kilku booktuberów, a ja niestety uwierzyłam w te pozytywne opinie. Tematyka wydawała mi się faktycznie intrygująca i z ogromną nadzieją zaczęłam czytać tę pozycję. Jednak lektura tej powieści ciągnęła mi się stanowczo za długo i dopiero po prawie dwóch tygodniach zmagań w ogromnych męczarniach udało mi się ją skończyć.
     Joan Seabrook to kobieta z ogromnymi ambicjami. Jej pasją są podróże, a idolka z dzieciństwa, Maude Vickery - pionierka i odkrywczyni, postawiła dość wysoko poprzeczkę. Joan również planuje wielkie wyprawy, lecz czy uda jej się je zrealizować? Niestety historia przedstawiona na kartach tej powieści została wykreowana w taki sposób, że nie mogłam się w nią wciągnąć. Początek był dla mnie tak leniwy, że miałam ochotę kilkukrotnie przerwać lekturę i wziąć do ręki inną pozycję. Dalej niestety nie było dużo lepiej. Teoretycznie coś się działo, faktycznie były momenty gdy akcja mogłaby wciągnąć czytelnika. Osobiście ja jednak czuję się rozczarowana tym co tutaj znalazłam. O podróżach można naprawdę ciekawie napisać, lecz tutaj miałam wrażenie, że bohaterowie tylko idą i idą, i idą. Jest jeszcze intryga, mająca swoje rozwiązanie pod koniec powieści, którą zasadniczo większość osób może już samemu rozwikłać prawie na samym początku. Niestety nie jest to do końca treść jakiej oczekuję od książki, którą czytam dla przyjemności.
     Bohaterowie - mam co do nich dylemat. Nie mogę napisać, że zostali bardzo źle wykreowani, choć miałam momentami wrażenie, że wszystkie postacie zostały stworzone na jedno kopyto. Nie znajdziemy tu różnorodnych charakterów, będącymi nieoczywistymi postaciami, które wywrą na nas jakieś wrażenie. Większość niestety została przedstawiona w sposób niewiele różniący się od pozostałych osób występujących w tej historii. Ciężko jest mi też tak naprawdę określić mnogość kreacji, gdyż nikt nie był w stanie wyróżnić się czymś szczególnym, zapadającym w pamięci.
     Styl autorki dość oporny w odbiorze. Niestety nie udało się pisarce stworzyć historii przez którą się wręcz płynie z zapartym tchem. Podczas całej książki nie było ani jednego momentu za który byłabym w stanie pozytywnie wyróżnić sposób narracji. Jestem ogromnie zawiedziona tym w jaki sposób fabuła została nam, czytelnikom, przekazana. Wydanie elektroniczne to chyba najlepszy aspekt całej tej powieści. E-book został wydany bardzo schludnie, dzięki czemu chociaż to nie wywołało u mnie podczas lektury rozczarowania.
     Jestem pewna, że nie powrócę do tej książki. Całe szczęście "Angielka" jest u mnie jedynie na tej wirtualnej półce, dzięki czemu nie zajmuje mi zbyt dużo miejsca. Szkoda tylko, że nowy rok zaczęłam tak przeciętną powieścią o której chciałabym szybko zapomnieć. I prawdopodobnie mi się to uda...
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Plany czytelnicze na 2018 rok


W przeciągu ostatniego roku zakupiłam bardzo dużo książek. Niestety nie udało mi się ich wszystkich przeczytać. Ba! Nie dobiłam chyba nawet do połowy. Na domiar złego(?) na moich półkach zalegają nieprzeczytane pozycje z jeszcze wcześniejszych lat. Zawsze sobie mówię, że najpierw przeczytam choć dwie książki zanim kupię następną, co niestety nie wyszło. W tym roku postanowiłam stworzyć zestawienie kilkudziesięciu tytułów, które zalegają na mojej półce, a chciałabym przeczytać w przeciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Chcę mieć konkretną listę aby móc się pod koniec roku z niej sama ze sobą rozliczyć. 

Więc zaczynamy:
  1. "Atlas chmur" David Mitchell
  2. "Bal absolwentów" Ruth Newman
  3. "Behawiorysta" Remigiusz Mróz
  4. "Bliźnięta Fahrenheit" Michel Faber
  5. "Chemia śmierci" Simon Beckett
  6. "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafón
  7. "Córeczka tatusia" Cathy Glass
  8. "Delirium" Lauren Oliver
  9. "Dziewiętnaście minut" Jodi Picoult
  10. "Ene, due, śmierć" M. J. Arlidge
  11. "Fatum i Furia" Lauren Groff
  12. "Garść pierników, szczypta miłości" Natalia Sońska
  13. "Historia pszczół" Maja Lunde
  14. "Idź, postaw wartownika" Nelle Harper Lee
  15. "Jeździec miedziany" Paullina Simons
  16. "Kiedy odszedłeś"
  17. "Kraina wódki" Mo Yan
  18. "Lolita" Vladimir Nabokov
  19. "Małe życie" Hanya Yanagihara
  20. "Miłość Peonii" Lisa See
  21. "Niebezpieczne związki" Pierre Choderlos de Laclos
  22. "Nigdziebądź" Neil Gaiman
  23. "Norwegian Wood" Haruki Murakami
  24. "Ojciec Chrzestny" Mario Puzo
  25. "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood
  26. "Ósme życie (dla Brilki)" Nino Haratischwili
  27. "Pielgrzym" Terry Hayes
  28. "Po prostu razem" Anna Gavalda
  29. "Promyczek" Kim Holden
  30. "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk
  31. "Przerwana lekcja muzyki"
  32. "Raport pelikana" John Grisham
  33. "Rdza" Jakub Małecki
  34. "Shantaram" Gregory David Roberts
  35. "Sherlockista" Graham Moore
  36. "Sto lat samotności" Gabriel García Márquez
  37. "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargas Llosa
  38. "Szpony i kły" Andrzej Sapkowski i inni
  39. "Światło między oceanami"
  40. "Tajemnica Sittaford" Agatha Christie
  41. "Tamtego lata na Sycylii"
  42. "To, co zostawiła" Ellen Marie Wiseman
  43. "Trafny wybór" Joanne Kathleen Rowling
  44. "Ulica Pogodna" Aleksandra Domańska
  45. "Władca Barcelony" Chufo Lloréns
  46. "Wyznania gejszy" Arthur Golden
  47. "Z mgły zrodzony" Brandon Sanderson
  48. "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flyn
  49. "Zapomniany ogród" Kate Morton
  50. "Zielona mila" Stephen King
  51. "Żona oficera" Philippa Gregory
W przypadku serii, które chciałabym przeczytać wpisałam na listę tylko pierwszy tom. Również odnośnie takich autorów jak Kate Morton, Neil Gaiman czy Jodi Picoult podałam tylko po jednym tytule, choć docelowo chciałabym przeczytać więcej ich książek. W tym roku zamierzam kupować znacznie mniej pozycji, chyba, że któryś z autorów zachwyci mnie swoją twórczością. Największe nadzieje mam odnośnie Jakuba Małeckiego, a jeśli jego książki są tak dobre jak się o nich mówi to moja kolekcja może powiększyć się o kolejne tytuły. Jako, że czeka mnie również przeprowadzka, a bardzo blisko nowego lokum jest biblioteka i mam nadzieję, że jest ona bardzo dobrze zaopatrzona.

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie książkowe & filmowe 2017 roku


Rok dwa tysiące siedemnasty się kończy, więc przyszedł również czas aby go podsumować. Pod względem czytelniczym uważam ten rok za dość przeciętny, natomiast filmowo jest już moim zdaniem trochę lepiej.


PODSUMOWANIE KSIĄŻKOWE

Rok 2017 pod względem książkowym w liczbach:
  • liczba przeczytanych książek: 67
  • łączna liczba stron: 25 918
  • średnia dzienna liczba stron: ~71
Niestety w tym roku nie przeczytałam żadnej książki, która całkowicie zawładnęła moim sercem. Nie trafiłam na pozycję taką, której mogłabym dać z czystym sercem ocenę 10/10 i polecać ją każdemu bez chwili zawahania. Jednak są takie pozycje z którymi miałam styczność w 2017 roku i uważam za godne uwagi.

Oto 10 najlepszych książek 2017 roku (kolejność alfabetyczna):
  1. "13 powodów" Jay Asher
  2. "Był sobie pies" W. Bruce Cameron
  3. "Droga do domu" Yaa Gyasi
  4. "Dziedzictwo Orchana" Aline Ohanesian
  5. "Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu" Anna McPartlin
  6. "Harda" Elżbieta Cherezińska
  7. "Porwana pieśniarka" Danielle L Jensen (oraz kolejne tomy Trylogii Klątwy)
  8. "Szóstka wron" Leigh Bardugo (warto również przeczytać kolejny tom, czyli "Królestwo kanciarzy")
  9. "Wiktoria" Daisy Goodwin
  10. "Wyznania Katarzyny Medycejskiej" Christopher W. Gortner
Natomiast największym zaskoczeniem była dla mnie książka "7 razy dziś" Lauren Oliver. Spodziewałam się bardzo lekkiej historii, która niczym nie wyróżni się wśród młodzieżówek dostępnych na naszym polskim rynku wydawniczym. Dostałam jednak coś co utkwiło mi w pamięci i pozytywnie wspominam jeszcze po kilku miesiącach od lektury.

Nie jest niestety tak pięknie, że przeczytałam same dobre pozycje. Oto lista tych książek, które żałuję, że w ogóle miałam w ręce:
Pomimo, że znalazło się kilka złych pozycji to całe szczęście w nie było ich aż tyle, aby utworzyć całe TOP10 najgorszych książek które przeczytałam w 2017 roku. 


PODSUMOWANIE FILMOWE 

Rok 2017 pod względem filmowym w liczbach:
  • liczba obejrzanych filmów: 67
W przypadku filmów całe szczęście znalazły się perełki, które będę dość długo miło wspominać i z wielką chęcią do nich powracać. 
Oto 10 najlepszych filmów [obejrzanych w] 2017 roku (kolejność alfabetyczna):
  1. "Aż do kości" (To the Bone, 2017)
  2. "Był sobie pies" (A Dog's Purpose, 2017) 
  3. "Dziś jestem blondynką" (Heute bin ich blond, 2013)
  4. "Młode wino" (Bobule, 2008)
  5. "Obdarowani" (Gifted, 2017)
  6. "Piękna i Bestia" (Beauty and the Beast, 2017)
  7. "Projektantka" (The Dressmaker, 2015) 
  8. "Przechowalnia numer 12" (Short Term 12, 2013)
  9. "Sami swoi" (1967)
  10. "Zamieszkajmy razem" (Et si on vivait tous ensemble?, 2011)
"Piękna i Bestia" według mnie jest przepiękna i nie żałuję, że wydałam pieniądze na seans w kinie. W przypadku filmu "Sami swoi" nie rozumiem jedynie dlaczego dopiero w tym roku obejrzałam go w całości. Genialna produkcja! Pewnym zaskoczeniem filmowym była dla mnie "Projektantka". Jest to ekranizacja powieści o tym samym tytule, autorki Rosalie Ham. Według mnie jest to jeden z nielicznych przykładów, gdzie film może być dużo lepszy od książki.

Wśród obejrzanych przeze mnie filmów znalazły się również takie, które uważam, że były zmarnowaniem mojego czasu. Oto lista najgorszych, według mnie, produkcji, które obejrzałam w tym roku:
Niestety natrafiłam na więcej złych filmów niż złych książek. Mam nadzieję, że w 2018 roku będzie lepiej. Mam takie swoje małe postanowienie, aby dopierać filmy w bardziej precyzyjny sposób, żeby zminimalizować swoje rozczarowania. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie...

sobota, 30 grudnia 2017

Stosik książkowy 12/2017

Znów nadchodzi ten czas gdy miesiąc zaraz się skończy, więc pora podzielić się z Wami kolejnymi nowościami w mojej biblioteczce. O dziwo wszystkie pozycje to zakupy własne. Chyba byłam niegrzeczna w tym roku bo Mikołaj o mnie zapomniał... Obiecuję jednak, że jest to już ostatni stosik książkowy, przynajmniej w tym roku :).

Książki papierowe:


"Wiedżmin. Szpony i kły" Andrzej Sapkowski i inni
"Latarnia z Kiss River" Diane Chamberlain
"Dobra córka" Alexandra Burt
"Dawca przysięgi. Tom I" Brandon Sanderson

Nie mogło zabraknąć w mojej kolekcji najnowszego Wiedźmina. Jestem ogromną fanką tej serii więc mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym czasie zabrać za tę pozycję. Również co do powieści Alexandry Burt mam ogromne wymagania, gdyż "Gdzie jest Mia?" tej autorki bardzo mi się spodobała.


E-booki


"Dom, którego nie było" Dorota Schrammek
"Rdza" Jakub Małecki
"Krzywda. Historia moich blizn" Eve Ainsworth

Czaiłam się na te pozycje już od jakiegoś czasu, a były na dobrej promocji i szkoda było ich nie zakupić :). Jestem w szczególności ciekawa twórczości Jakuba Małeckiego, o którym mam wrażenie, że jest ostatnio bardzo głośno.




"Psiego najlepszego" W. Bruce Cameron [RECENZJA]
"Saszeńka" Simon Montefiore

Kolejne trzy książki to same świąteczne powieści albo chociaż z zimą w tle. Dwie z nich już za mną a kolejna mam nadzieję, że umili mi najbliższe zimowe wieczory.

środa, 27 grudnia 2017

'Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie' (Perfetti sconosciuti, 2016) - film







Siedmioro długoletnich przyjaciół spotyka się na kolacji. Dla urozmaicenia wieczoru rozpoczynają zabawę polegającą na dzieleniu się między sobą treścią każdego SMS-a, e-maila lub rozmowy telefonicznej, jakie otrzymują w trakcie spotkania. Kiedy tym samym wiele tajemnic zaczyna wypływać na światło dzienne, niewinna gra rodzi konflikty, które niełatwo będzie zażegnać...











     Święta co prawda już za nami ale tytuł tego filmu, czyli "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" bardzo mi się z tym okresem kojarzy. W końcu podczas spotkań z rodziną, tych miłych jak i tych mniej, często znajdzie się osoba, która ma 'ciekawe historie' do opowiedzenia.
     Historia opowiada o grupie przyjaciół, którzy spotykają się podczas kolacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w trakcie tego wieczoru każda wiadomość czy rozmowa telefoniczna będzie na celowniku. W takich okolicznościach nic da się ukryć i zachować prywatności a każdy skrywany sekret może wyjść na jaw... Pomimo, że byłam raczej pozytywnie nastawiona do tego filmu, to obawiałam się tego jak zostanie zrealizowana. W końcu dość trudno jest pociągnąć historię w ciekawy sposób mając do dyspozycji tylko jedną scenerię. Jeśli ktoś ma podobne obawy jak ja to nie ma się czego bać! Sama fabuła trzyma w napięciu i podczas seansu byłam ogromnie ciekawa jak wszystko się potoczy. Nie jestem jedynie pewna co do samego zakończenia. Nie wiem czy je dobrze zrozumiałam, choć wydawało mi się zbyt urocze. To co się działo podczas kolacji jakby spłynęło po bohaterach albo jeszcze nie do końca to do nich dotarło. Jeśli ktoś z Was oglądał ten film to dajcie znać co myślicie o ostatnich scenach.
     Gra aktorska o dziwo całkiem dobra. Przyznam, że nie kojarzyłam żadnego z nazwisk, więc nie miałam określonych wymagań co do umiejętności aktorskich. Najbardziej wyróżnił się w moim odczuciu Giuseppe Battiston, który wcielił się w postać Peppe. Kreacja tej postaci najbardziej mnie przekonała, przez co mam ochotę obejrzeć kolejny film z udziałem tego aktora.
     Moim zdaniem film pt. "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" jest godny uwagi. Warto poświęcić swój czas i zapoznać się z tą produkcją, gdyż jest inna niż te standardowe i schematyczne, które zalewają filmowy rynek. Na pewno nie jest to oczywisty film o którym zapomni się tuż po jego obejrzeniu.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

"Psiego najlepszego" W. Bruce Cameron

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.
Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.
Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości. Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć. 
Opis książki




Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł oryginalny: The Dogs of Christmas
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Świerczyńska Edyta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 296



     Książka "Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta" to kolejna świąteczna powieść, którą przeczytałam w grudniu. Na początku było "Światło" Ashera, później "Świąteczne marzenie" Prowse, a teraz padło na pozycję W. Bruce Camerona, autora, którego część czytelników może kojarzyć z "Był sobie pies". Gdy nadszedł 24 grudnia, Wigilia, udało mi się nareszcie wczuć w odpowiedni klimat.
     Josh w dość nieoczekiwanych okolicznościach musi zaopiekować się ciężarną suczką. Jest on kompletnym laikiem w temacie zwierząt, nigdy nie miał psa i nie potrafi się nim odpowiednio zająć. Każde zachowanie zwierzaka jest dla niego czymś nowym i wywołuje u niego ogromną panikę. Postanawia jednak się zająć suczką oraz młodymi, choć czy jest to dobra decyzja? Historia przedstawiona na kartach tej powieści przepełniona jest ogromną dawką miłości, słodkości oraz uroczymi psiakami. Jestem pewna, że nie potrafię być obiektywna w przypadku tej książki, gdyż kocham psy w każdej postaci. Nieważne czy jest on mały, duży, żywy, pluszowy czy ten fikcyjny którego znajdziemy w tego typu pozycjach, zazwyczaj potrafi mnie on rozczulić. Dlatego też historia z pozytywnym wydźwiękiem kręcąca się wokół czteronoga, a nawet całej ich gromadki, nie mogła nie wzbudzić we mnie tych pozytywnych emocji. Prawdopodobnie nie zaskoczę nikogo stwierdzeniem, że powieść jest jednak niestety trochę przewidywalna. Są szczeniaczki, jest osoba która poznaje przemiłą drugą osobę, nadchodzą Święta, więc wiadomo, że będzie również duża dawka miłości. Pomimo tego, że możemy domyślić się zakończenia nie uważam w tym przypadku książki za nudną. Spędziłam bardzo przyjemnie swój czas podczas lektury, która sprawiła, że wreszcie poczułam ten długo wyczekiwany klimat, choć pogoda za oknem jest dość nieadekwatna do sytuacji.
     Bohaterowie - tutaj jest niestety ode mnie mały minus, gdyż po autorze spodziewałam się czegoś trochę lepszego. O ile główny bohater Josh, został wykreowany jako ciamajda życiowa, to potrafimy go jakoś pozytywnie odebrać i zapamiętać. Przychodzi jednak czas gdy poznajemy Kerri, która charakteryzuje się głównie (i chyba jedynie) tym, że strzela ciągle przeogromne fochy. Myślałam, że ja zachowuję się czasem irracjonalnie, chociażby maltretując się w poszukiwaniu dobrej komedii romantycznej, pomimo, że nie lubię tego gatunku. To jak zachowywała się ta kobieta, a raczej powody przez które chciała się ona kłócić, były dla mnie nie do pojęcia, w szczególności, że podobno kocha ona zwierzęta... Postacie drugoplanowe i te jeszcze dalsze zostały przedstawione bardzo neutralnie, przez co niewiele jestem w stanie o nich napisać.
     Styl autora całe szczęście bardzo przyjemny w odbiorze. Autor pociągnął w bardzo lekki sposób historię, którą możemy wręcz pochłonąć przy jednorazowym czytaniu. Pomimo przewidywalności fabuły, którą dostajemy na kartach powieści nie mogłam się oderwać od lektury. To w jaki sposób została przedstawiona treść było dla mnie strzałem w dziesiątkę, a przynajmniej idealnie wpisało się w moje aktualne potrzeby czytelnicze.
     Wydanie książki mam w wersji elektronicznej. Co do jakości pliku w formie .mobi nie mam żadnych zastrzeżeń. Całość wykonana ładnie i schludnie, dzięki czemu nie musiałam męczyć się z paskudnie wyglądającym tekstem na ekranie, a przynajmniej mój czytnik nie spłatał mi psikusa i nie miał problemów :). Dodatkowo ładne 'zdobienia' w postaci wstawek z psią łapką, spowodowały, że moje serce zalała fala przyjemnego ciepła. Jeśli ktoś lubi tak jak ja ładne wykończenia książek, może również doceni całość wykonania.
     Nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. Jestem nawet przekonana, że w przyszłym roku jeśli będę miała potrzebę znów poczuć magię Świąt, sięgnę po nią po raz kolejny. Może i nie jest to najbardziej wybitna powieść, z którą miałam styczność, jednak czas jaki z nią spędziłam uważam za bardzo miły i dobrze wykorzystany. Jeśli ktoś z Was znalazł tę pozycję pod choinką mam nadzieję, że będzie zadowolony.
     Moja ocena: 7/10.
Related Posts with Thumbnails