wtorek, 13 marca 2018

'Dżungla' (Jungle, 2017) - film






Grupa przyjaciół pod opieką przewodnika wyrusza do boliwijskiej dżungli, by odnaleźć ukrytą w dziczy wioskę Indian. Wskutek nieprzewidzianych wydarzeń ekspedycja, która miała być przygodą życia, zamienia się w koszmar. Oddzielony od grupy Yossi (Daniel Radcliffe), cudem unika śmierci, ale gubi się w środku zielonego piekła. Pozbawiony jakiejkolwiek pomocy i zapasów, ma jeden cel. Przetrwać!







     Przyznaje się, że podchodziłam do tego filmu jak pies do jeża. Jego tematyka średnio leży w kręgu moich zainteresowań, jednak byłam ogromnie ciekawa jak wypadł główny aktor, czyli Daniel Radcliffe, którego znam głównie z roli Harrego Pottera. W końcu się przemogłam i poświęciłam te dwie godziny na obejrzenie produkcji pt. "Dżungla".
     Grupka przyjaciół wyrusza na pełną przygód wyprawę do dżungli. I zasadniczo nie odnalazłam tutaj w treści nic głębszego i sensowniejszego o czym mogłabym jeszcze napisać. Poleźli, natrafili na kłopoty i skończyła się ta ich ekspedycja jak się skończyła. Podobno historia jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, więc nie mnie oceniać sensowność takiej wyprawy. Chociaż ja nie czuję bakcyla na takiego typu przygody, więc możliwe, że przez to nie potrafię w pełni docenić tego co tutaj znajdziemy. Według mnie absurdalność niektórych poczynań wołała o pomstę do nieba, nie potrafiłam zrozumieć niektórych zachowań bohaterów. Na plus można uznać widoki, które mogą w niektórych momentach zapierać dech w piersi.
     Gra aktorska - jest to element filmu na który bardzo liczyłam i całe szczęście się nie poczułam takiego ogromnego rozczarowania. Co prawda postać grana przez aktora, dzięki któremu w ogóle obejrzałam to cudo, nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, to inni naprawdę dali radę. Chyba najbardziej przekonała mnie do siebie rola Marcusa, w którego wcielił się Joel Jackson. To ta postać oddawała według mnie najwięcej emocji i wydawała się być najbardziej naturalna ze wszystkich.
     Film obejrzałam, nie zachwyciłam się nim i jestem pewna, że ponownie go nie zobaczę. Zaspokoiłam swoją ciekawość, jak niektórzy aktorzy wypadli w innych rolach, niż te z których są najbardziej znani. Sądzę, że osoby uwielbiające tematykę wokół której krąży ten film będą mogli go bardziej docenić niż ja.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 11 marca 2018

"Pogromca lwów" Camilla Läckberg




Styczeń, mroźna Fjällbacka. Z lasu wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu wybiega półnaga dziewczyna. Kierowca nie jest w stanie jej wyminąć. Nastolatka ginie na miejscu. Prowadzący śledztwo Patrik Hedström szybko ustala, że ofiara to Victoria, która cztery miesiące wcześniej zaginęła, wracając do domu ze szkółki jeździeckiej. Z przerażeniem odkrywa też, że dziewczynkę poddano okrutnym torturom.
W tym samym czasie Erika Falck bada sprawę sprzed lat, rodzinną tragedię, która skończyła się śmiercią ojca. Odwiedza w więzieniu jego żonę skazaną za morderstwo. Erika czuje, że coś się nie zgadza, a kobieta ukrywa przed nią prawdę...

Opis książki







Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Lejontämjaren
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 432



     "Pogromca lwów" to już dziewiąty tom sagi dotyczącej Fjällbacki, której jednymi z głównych bohaterów są Erika oraz Patrik. W tym cyklu znajdziemy zarówno lepsze jak i gorsze części jednak postanowiłam kontynuować jego czytanie, w szczególności, że udało mi się dorwać ten tom w bibliotece.
     W tym tomie akcja skupia się wokół nastolatki, która niestety ginie w wypadku samochodowym. Okazuje się, że była to jedna z dziewczynek, która została porwana przed kilkoma miesiącami. Jak to w tej serii bywa mamy nie tylko wątek kryminalny ale również obyczajowy. Jednak obawiam się, że jeśli ktoś nie czytał poprzednich części cokolwiek zdradzę na ten temat może okazać się pewnego rodzaju nawet drobnym spojlerem. Pomimo dość długiej przerwy od ostatniego tomu czytało mi się tę historię bardzo dobrze. Chyba musiałam sobie zrobić właśnie taki przerywnik od tej serii aby móc cieszyć się nią na nowo. Wprawdzie bardziej doświadczony czytelnik kryminałów szybciej niż ja odgadnie co i dlaczego tak się stało a nie inaczej, jednak to jak została pociągnięta akcja mi się podobało.
     Bohaterowie - cóż ja mogę jeszcze więcej napisać, tworząc ten wpis. Jest to już dziewiąty tom a postacie nadal trzymają bardzo wysoki poziom. Również sam styl autorki nie był wymuszony, a historia nie była stworzona w ciężki sposób, tak aby tylko ją napisać i zgarnąć kasę. Autorka pociągnęła akcję w płynny sposób, dzięki czemu trudno było oderwać się od lektury.
     W wydaniu papierowym nadal największą zbrodnią są klejone strony oraz dość słaba jakoś papieru okładki, przez co egzemplarz biblioteczny nie wygląda tak dobrze jak powinien. Niby liczy się treść ale jak książka mi się rozwala w rękach to odbiera to trochę przyjemności z czytania. Obawiam się, że niestety nie każdy czytelnik przede mną, który miał ją w rękach, dbał o nią odpowiednio.
     Moim zdaniem nie jest to najlepsza część serii, jednak całkiem miło spędziłam czas podczas lektury. Wątpię abym zakupiła swoje własne egzemplarze tej serii ale gdy tylko biblioteka zaopatrzy się w następny tom to z chęcią po niego sięgnę.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 3 marca 2018

'Potworna rodzinka' (Happy Family, 2017) - film

Fay Sielska jest zwyczajną, nieco zbuntowaną nastolatką. Jej młodszy brat Max z racji nieprzeciętnej inteligencji ma na pieńku ze szkolnymi łobuzami. Rodzice natomiast są tak zapracowani, że ledwie znajdują czas na życie rodzinne. Pewnego dnia Fay zabiera wszystkich Sielskich na bal przebierańców. Sama przebiera się za mumię, jej brat za wilkołaka, mama za wampirzycę, a tata za samego Frankensteina. Zabawa jest przednia, aż do chwili, gdy okazuje się, iż na skutek klątwy ich przebrania przestały być tylko żartem, a stały się rzeczywistością. 
Tak, tak! Sielscy zostali zamienieni w potwory! Od tej chwili robią wszystko, by zdjąć klątwę i uniknąć zaczepek ze strony namolnego hrabiego Draculi. Wkrótce okaże się też, że bycie potworem ma swoje dobre strony. Max może sam sobą poszczuć szkolnych rozrabiaków, jego tata jest silniejszy niż wszyscy Avengersi, mama hipnotyzuje nawet sprzedawców w sklepie, a Fay jest po prostu nieśmiertelna!



     Pomimo, że już od dawna prawdopodobnie nie jestem grupą docelową animacji to i tak uwielbiam je oglądać. Mam do nich po prostu ogromną słabość i sentyment. Gdy tylko zobaczyłam tytuł "Potworna rodzinka" nie mogłam sobie odmówić obejrzenia tej produkcji. Całe szczęście, że to zrobiłam bo całkiem przyjemnie spędziłam podczas seansu czas.
     Rodzina Sielskich wcale nie ma tak cudownego i spokojnego życia jak mogłoby sugerować ich nazwisko. Każdy członek rodziny zmaga się z własnymi problemami, jak to bywa prawdopodobnie u większości z nas. Jedno nieprzewidziane wydarzenie sprawia, że zmieniają się w potwory. Czy uda im się powrócić do 'normalności'? Sama fabuła może dla niektórych na pierwszy rzut oka nie wydaje się zbyt interesująca, jednak wykonanie zwala z nóg. Podczas seansu ogromnie się ubawiłam. Przyznaję się, że nie ze względu na treść, choć jest naprawdę ciekawa, a polski dubbing. Według mnie jest on genialny i bardzo wiele dodaje tej produkcji. Przy każdej scenie było coś co mnie po prostu zwalało z nóg. Chyba najbardziej spodobała mi się postać Baby Jagi, która była fenomenalna. Zaklęcia, które rzucała powinny rozśmieszyć nawet największego ponuraka, albo ja mam po prostu dziwne poczucie humoru.
     "Potworna rodzinka" może nie jest aż tak genialną produkcją jak "Shrek", który na razie jest u mnie wyznacznikiem najlepszej animacji, jednak warto ją obejrzeć. Przeogromna dawka dobrego humoru gwarantowana.
     Moja ocena: 7/10.

czwartek, 1 marca 2018

"Księżniczka Watykanu. Opowieść o Lukrecji Borgii" Christopher W. Gortner

 

Borgiowie – najpotężniejsza rodzina świata. Bezwzględni i niebezpieczni, drapieżni i zepsuci do szpiku kości, nie cofną się przed niczym, aby sięgnąć po władzę.
Kiedy Rodrigo Borgia zostaje papieżem, jego młodziutka córka Lukrecja staje się pionkiem w bezwzględnej politycznej grze. W wieku trzynastu lat zmuszona do pierwszego małżeństwa, stopniowo wchodzi w świat kłamstw i spisków. Aby w nim przetrwać, Lukrecja szybko uczy się knucia intryg, a obudzona w niej kobiecość sprawia, że poznaje smak zakazanych namiętności. Papieska córka doskonale opanowuje reguły okrutnej gry, lecz jej celem jest jedno – przetrwanie. I zemsta na tych, którzy ją skrzywdzili. 

Opis książki







Autor: Christopher W. Gortner
Tytuł oryginalny: The Vatican Princess: A Novel of Lucrezia Borgia
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kafel Małgorzata
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 544



     Dotychczas przeczytałam już dwie książki Christophera W. Gortnera i zrobiły one na mnie bardzo dobre wrażenie. Dlatego też, widząc powieść pt. "Księżniczka Watykanu" tego autora na półce w bibliotece, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Co prawda historii rodu Borgiów nie znam zbyt dobrze, jednak miałam nadzieję, że będzie to idealna sposobność, aby wreszcie choć minimalnie się z nią zapoznać.
     Historia przedstawiona w powieści opowiada losy Lukrecji, która już od bardzo młodych lat została wplątana w sieć rodzinnych intryg, spisków oraz kłamstw. Różne sytuacje sprawiają, że sama przestaje być tak niewinna jak to by mogło się powszechnie zdawać... Treść została przedstawiona bardzo ciekawie a sama akcja ani na moment nie przestawała mnie zaskakiwać. W płynny sposób jedna sytuacja przeradzała się w drugą, choć nie brakowało również wątków pobocznych, które nadawały tylko całości smaczku. Wiem, że jest to jedynie powieść historyczna, jednak po przeczytaniu tej lektury mam ochotę bardziej zgłębić się w losy rodziny Borgiów i poszukać więcej informacji na ten temat.
     Bohaterowie moim zdaniem zostali wykreowani bardzo dobrze, choć może ma na to wpływ mój brak znajomości faktów historycznych. Nie zmienia to jednak mojego przekonania, że każda postać, którą tutaj poznajemy miała swój niepowtarzalny charakter, o którym za łatwo nie zapomnimy. Pomimo mnogości osób występujących na kartach tej powieści nie pomieszają się one czytelnikowi.
     Styl autora bardzo przyjemny i lekki w odbiorze, dzięki czemu nie miałam problemu z zatraceniem się w świecie przedstawionym w tej powieści. Samo wydanie również zrobione nie najgorzej. Okładka książki lekko utwardzana, fachowo to się chyba nazywa oprawa zintegrowana, natomiast strony były niestety klejone. Jednak oprawa graficzna i reszta elementów tworzących samą książkę bardzo mi się spodobała, co choć trochę rekompensuje inne mankamenty.
     Nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść. "Księżniczka Watykanu. Opowieść o Lukrecji Borgii" to kolejna książka tego autora, która zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Jeśli lubicie tego typu literaturę to serdecznie Wam polecam tę pozycję.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 27 lutego 2018

Posumowanie lutego 2018



Miałam nadzieję, że luty będzie trochę spokojniejszym miesiącem w moim życiu niż styczeń, jednak nadal bardzo dużo się działo. Przełożyło się to niestety na jeszcze mniejszą liczbę książek, którą przeczytałam aniżeli w zeszłym miesiącu. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wreszcie kiedyś wybory mebli, firanek, zasłonek, sprzętów AGD i wszystkiego innego co związane z nowym mieszkaniem wreszcie się skończy, a w pracy względnie niedługo nastanie trochę spokojniejszy okres. Osoby pracujące w księgowości wiedzą o czym mówię ;).


Luty książkowo

- liczba przeczytanych książek: 2
- łączna liczba stron: 704

W tym miesiącu przeczytałam tylko dwie książki. Dla niektórych może to być dużo, jednak patrząc na ten miesiąc w innych latach w moim przypadku jest to raczej mało. Niestety żadna z tych pozycji nie zrobiła na mnie aż tak dobrego i pozytywnego wrażenia, żebym mogła o nich pamiętać przez dłuższy okres. Były poprawne lecz szczerze wątpię aby znalazły się one w TOP10 książek z tego roku.


Luty filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 2
Jak widać nie obejrzałam również zbyt wielu filmów. Jednak "Młoda Wiktoria" moim zdaniem jest godna uwagi jeśli ktoś lubi produkcje historyczne. Bardzo miło spędziłam czas podczas seansu i naprawdę nie żałuję czasu, który na niego poświęciłam. Natomiast film "Jonathan" był raczej słabo wykonany, pomimo dość interesującej tematyki.


Mam nadzieję, że u Was luty wypadł choć trochę lepiej niż u mnie. Mi pozostaje mieć nadzieję, że wreszcie niebawem będę mogła poświęcić więcej czasu na swoje hobby jakim jest czytanie książek, oglądanie filmów i recenzowanie tego z czym miałam styczność. Chciałabym Was również serdecznie zaprosić do obserwowania moich profili na FB oraz Instagramie. Staram się rozwijać swoje media społecznościowe i jeśli macie jakieś rady to chętnie je wysłucham.

niedziela, 25 lutego 2018

'Jonathan' (2016) - film




23-letni Jonathan od dawna opiekuje się chorym ojcem i prowadzi rodzinne gospodarstwo. Ciężki stan ojca i napięte relacje między domownikami sprawiają, że atmosfera nie jest najlepsza. Jonathan przypuszcza, że ma to jakiś związek z jego matką, która zmarła, kiedy był jeszcze dzieckiem. Jednak na próżno próbuje się o niej czegoś dowiedzieć. Kiedy stan skłóconego z rodziną ojca się pogarsza, niespodziewanie w domu pojawia się jego przyjaciel z młodości, który chce się nim zaopiekować. Jonathan nie chce się na to zgodzić, ale z czasem wyczuwa, że może on być kluczem do wyjaśnienia rodzinnej tajemnicy.






     Film "Jonathan" nie wyróżniał się niczym szczególnym spośród wielu tytułów, które przeglądałam zastanawiając się na co w zasadzie mam w danym momencie ochotę. Postanowiłam jednak dać tej produkcji szansę, z nadzieją, że odkryję niezbyt znaną perełkę godną polecenia. Niestety tym razem nie trafiłam zbyt dobrze, jednak nie zamierzam zaprzestać poszukiwania :).
     Jonathan zajmuję się śmiertelnie chorym ojcem, jednak niespodziewana wizyta dawnego przyjaciela jego rodziciela wywraca ich świat do góry nogami. Produkcja przedstawia wielowarstwową historię niosącą ogromny ładunek emocjonalny, który całe szczęście nie jest kolejnym tandetnym wyciskaczem łez. "Poświęcenie, miłość, prawda, namiętność", czyli hasła, które możemy znaleźć na plakacie, faktycznie są ściśle związane z tym co możemy znaleźć w tym filmie. Od siebie mogłabym dodać jeszcze górnolotne pojęcie "akceptacja", która jest nieodłącznym elementem tej tematyki, która została tutaj przedstawiona. Osoby z awersją do osób homoseksualnych nie powinny się w ogóle zabierać za oglądanie tego filmu. O tyle o ile sama historia jest naprawdę godna uwagi, to niestety wykonanie mnie nie zachwyciło. Moim zdaniem zbliżenia na owady czy defekację bydła były tutaj całkowicie zbędne, a całość dzięki temu skróciła by się o mniej więcej piętnaście minut nic nie tracąc na treści. Dużo przyjemniej spędziłabym czas podczas seansu, gdybym nie obawiała się, że za chwilę wyskoczy scena, która może wywołać niezbyt miłe wrażenia.
     Gra aktorska w moim odczuciu nie jest najmocniejszym elementem tej produkcji. Jak dla mnie jedynym aktorem godnym uwagi, który dał tutaj faktycznie radę to André Hennicke, wcielający się w rolę ojca głównego bohatera. Reszta postaci była dla mnie zbyt sztuczna, nie wyrażająca zbyt wielu jakichkolwiek emocji. Sporo scen z ich udziałem była jakby wymuszona, pomimo treści jaką miały nieść, były zagrane bardzo drętwo. Na myśl przychodziły mi polskie twory typu "Trudne sprawy", przy czym w naszych produkcjach, o zgrozo, można by rzec, że sceny są bardziej realne i niewymuszone...
     Film "Jonathan" mogę polecić głównie ze względu na ważną tematykę. Jednak samo wykonanie mnie nie zachwyca, a wręcz od siebie odpycha. Mam nadzieję, że kiedyś trafię na film o podobnej treści, który będzie jednak lepiej wykonany i zrealizowany. Jestem ciekawa czy ktoś z Was zetknął się już z tym filmem wcześniej i czy macie podobne wrażenia co ja.
     Moja ocena: 5/10.

czwartek, 22 lutego 2018

"Córeczka tatusia" Cathy Glass



Mała zagubiona dziewczynka. Załamany ojciec. Wstrząsające odkrycie.
Siedmioletnią Beth wychowywał samotnie jej ojciec Derek. Matka odeszła, gdy dziewczynka miała dwa lata. Beth była dzieckiem miłym i na pozór otoczonym dobrą opieką. Cathy Glass szybko zaczęła mieć obawy, że jej relacja z ojcem nie jest taka, jak być powinna.
Oboje bardzo się kochali, a Derek rozpieszczał córkę i traktował ją jak księżniczkę. Jednak coś, czego Cathy nie potrafiła określić, budziło w niej niepokój. Jej mąż pracował wówczas w innym mieście i do domu przyjeżdżał tylko na weekendy. Wkrótce doszło do dramatycznych wydarzeń, które zniszczyły spokój dzieci Cathy i Beth, ich życie na zawsze się zmieniło.
Opis książki







Autor: Cathy Glass
Tytuł oryginalny: Daddy’s Little Princess
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Rajca Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016
Liczba stron: 352



     Książka pt. "Córeczka tatusia" to już moje dziesiąte spotkanie z twórczością Cathy Glass. Wszystkie jej książki zrobiły na mnie ogromne wrażenie i dość długo po lekturze o nich myślałam. Byłam przekonana, że również ta pozycja będzie równie dobra co inne. Niestety czuję pewien niedosyt i małe rozczarowanie...
     W tej pozycji poznajemy historię siedmioletniej Beth. Przez długi okres wychowywał ją tylko jej ojciec a relacja, która pomiędzy nimi się wywiązała nie była do końca taka jaka powinna być pomiędzy rodzicem a dzieckiem. O ile sama historia dziewczynki była poruszająca i dotykała ważnego problemu miałam poczucie, że momentami schodziła na drugi plan. Odniosłam wrażenie, że w tej książce autorka musiała dać upust swoim odczuciom wobec swojego byłego męża. Zdaję sobie sprawę, że jej prywatne nieszczęścia znacząco wiązały się z tą historią jednak ja nie tego szukałam w tej powieści. Sama historia dotycząca dziewczynki część czytelników może wprawić w osłupienie, zniesmaczenie oraz wywołać cały szereg różnorodnych emocji. To jak kończą się losy Beth i Cathy wydaje się być trochę cukierkowe. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że historia jest oparta na faktach, wzbudziło ono we poczucie ulgi.
     Styl autorki - tak jak w przypadku innych jej powieści, tę czytało mi się bardzo płynnie. Język jakim została napisana wydaję się bardzo prosty w porównaniu z ładunkiem emocjonalnym jaki niesie ze sobą ta historia. Jedynym aspektem, który zaczął mnie tutaj irytować to niepotrzebne wstawki, typu "to był spokojny dzień, ale dopiero szokujące wydarzenia, które miały nadejść, pozwoliły mi się o tym dopiero później przekonać". Moim zdaniem były to niepotrzebne wstawki wybiegające w przyszłość i zdradzające, że zaraz coś się zdarzy.
     Wydanie tej książki mam na swojej półce w wersji papierowej. Znów jedynym elementem na który mogę narzekać to klejone strony oraz bardzo słaby materiał z którego została wykonana okładka. Pozostaje mi mieć jedynie nadzieje, że mój egzemplarz nie rozpadnie się zbyt szybko i będę mogła cieszyć się z niego przez dłuższy okres.
     "Córeczka tatusia" to dobra powieść, jednak autorka przyzwyczaiła mnie do czegoś lepszego, mocniejszego, wywołującego mętlik w głowie. Z jednej strony nie polecałabym tej pozycji na początek swojej przygody z autorką, choć dla osób o słabszych nerwach może być odpowiednia.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 19 lutego 2018

'Młoda Wiktoria' (The Young Victoria, 2009) - film




Opowieść o młodzieńczych latach wyjątkowej królowej, której panowanie przeszło do historii jako "epoka wiktoriańska". Już jako nastolatka Wiktoria potrafiła uniezależnić się od zaborczej matki oraz jej nieprzychylnego małżonka, a w miesiąc po 18 urodzinach została królową Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii. Wkrótce potem los postawił na jej drodze księcia Alberta i serce młodej monarchini zaczęło bić szybciej. Zdając sobie sprawę, że młodzieniec jako młodszy syn pomniejszego niemieckiego księcia nie śmiałby poprosić o rękę królowej Wielkiej Brytanii, Wiktoria postanowiła przejąć inicjatywę…




 


     Uwielbiam filmy historyczne, dlatego też gdy natknęłam się na ten tytuł nie mogłam sobie odmówić jego obejrzenia. Historię dotyczącą jako takich wczesnych lat królowej Wiktorii liznęłam trochę podczas lektury pozycji "Wiktoria" Daisy Goodwin, jednak byłam ciekawa jak reżyser przedstawił losy tej samej osoby w produkcji filmowej.
     Fabuła tego filmu kręci się wokół nastoletniej Wiktorii. Pomimo, że spodziewałam się treści jaką mogę tutaj dostać, oglądało mi się tę historię bardzo dobrze. Moim zdaniem jest to emocjonujący film, który ciekawie przestawia niektóre wydarzenia z życia głównej bohaterki. Osoby znające lepiej historię dotyczącą królowej Wiktorii mogłyby się wypowiedzieć na temat prawdziwości tych przygód, lecz ja po prostu czerpałam przyjemność z samego filmu. Ważnym aspektem wartym wspomnienia jest również sceneria. Widoki jakie możemy podziwiać podczas seansu są naprawdę przepiękne, przez co miałam ochotę udać się w podróż w miejsca, które mogliśmy zobaczyć.
     Gra aktorska, której się obawiałam nie była taka zła. Moim zdaniem Emily Blunt, do której sporo osób pała ogromną niechęcią, wypadła całkiem nieźle. Co prawda nie jest to najwyższy poziom jaki mogłabym od niej oczekiwać, choć nie mogę napisać, że było źle. W porównaniu do innych filmów, które widziałam z tą aktorką, wypada tutaj bardzo dobrze.
     "Młoda Wiktoria" to produkcja do której z chęcią w przyszłości powrócę. Bardzo miło spędziłam swój czas podczas seansu i w moim odczuciu warto się zapoznać z tą historią. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu to gorąco polecam jego nadrobienie.
     Moja ocena: 9/10.

wtorek, 13 lutego 2018

"Margo" Tarryn Fisher

Co się dzieje z osobą, kiedy jej własny umysł staje się wrogiem? Nie wiem. I boję się dowiedzieć.
W Bone jest dom. 
W domu mieszka dziewczyna. 
W dziewczynie mieszka ciemność…
Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa "pożeraczem". Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje ją niczym służącą. Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judaha – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała. Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić. 
Opis książki



Autor: Tarryn Fisher
Tytuł oryginalny: Marrow
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Brodzik Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 352



     Po bardzo zachwalanej powieści "Bad Mommy. Zła mama", która nie zrobiła na mnie jakoś szczególnie ogromnie pozytywnego wrażenia, postanowiłam dać autorce kolejną szansę. Tym razem sięgnęłam po "Margo" z nadzieją, że wreszcie w tej książce dostrzegę fenomen tak zachwalanej pisarki. Niestety po raz kolejny się przeliczyłam...
     W tej powieści poznajemy Margo, która nie ma zbyt dobrego życia. Ojca nie zna, matka niezbyt się nią interesuje, a znajomi też nie są aż tak ambitni aby zmotywować bohaterkę do lepszego życia. Ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadza do przeróżnych sytuacji w których się ona znalazła i stała się osobą dość specyficzną. Przed lekturą znów naczytałam i naoglądałam się tyle zachwytów, że moje oczekiwania były dość spore. Niestety ja nie potrafię dostrzec tego fenomenu. Fakt - czas podczas czytania upłynął mi całkiem przyjemnie, jednak wątpię aby ta historia została mi na dłużej w pamięci. Nie znalazłam tutaj żadnych wydarzeń, które trzymałyby mnie w napięciu i niepewności co się stanie dalej, a sama treść była dla mnie dość przewidywalna. Znając już inną powieść tej autorki mogłam się bez problemu domyślić w jakim kierunku potoczy się akcja również tutaj.
     Bohaterowie - po kreacji głównej postaci, czyli tytułowej Margo, spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Potencjał jej charakteru nie został moim zdaniem w pełni wykorzystany. Sądzę, że można było wycisnąć z niej coś więcej i wykreować postać, której tak łatwo nie pozbędziemy się z pamięci. Momentami zaczęłam się zastanawiać czy to ja się obracam w tak psychopatycznym towarzystwie, że niektóre zachowania przestały mnie już dziwić, czy to autorka nie do końca przemyślała swoich bohaterów mało ich urozmaicając.
     Styl autorki wbrew pozorom całkiem lekki i płynny. Nie miałam problemów aby usiąść i przeczytać dość spory fragment. Szkoda tylko, że nie potrafiłam zatopić się w lekturze bez opamiętania tak aby nie móc przestać czytać ze względu na treść. Samo wydanie tej powieści posiadam w formie elektronicznej i nie żałuję, że nie mam wersji papierowej. E-book dobrze zrobiony, choć miał kilka niedociągnięć w postaci chociażby kilku literówek. Jak zwykle bardzo dobrze współpracował z moim czytnikiem i bez problemu mogłam dopasowywać sobie elementy według własnego gustu.
     Powieść "Margo" Tarryn Fisher jest kolejną po prostu poprawną pozycją na naszym rynku. Niby dobrze się czytało ale nie zachwyciłam się nią na tyle abym jeszcze pamiętała o niej nawet pod koniec tego roku. Nie zamierzam czytać jej ponownie i szczerze się zastanawiam czy sięgnę po jeszcze jakąś powieść tej autorki.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 31 stycznia 2018

Podsumowanie stycznia 2018


Postanowiłam wystartować w tym roku z nową serią postów na moim blogu, choć patrząc na wyniki z tego miesiąca poważnie zastanawiałam się czy warto. Jednak co by się nie działo, coś tam w sumie się udało.


Styczeń książkowo
  
- liczba przeczytanych książek: 3 
- łączna liczba stron: 1264.

Tak naprawdę jestem rozczarowana tylko tą pierwszą książką, czyli "Angielką". Moje oczekiwania niestety były chyba zbyt duże w stosunku do tego co może ona nam dać. Natomiast dwie kolejne mogę z czystym sercem Wam polecić :)!


Styczeń filmowo

- liczba obejrzanych filmów: 3

W przypadku filmów ten rok zaczął się obiecująco. "Carte Blanche" bardzo mi się spodobało. Również "Szklany zamek" zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Natomiast popsułam sobie dobrą passę animacją "Horton słyszy Ktosia". Niestety ta produkcja nie przekonała mnie do siebie. Może nie koniecznie żałuję, że ją obejrzałam ale nie uważam aby czas poświęcony na nią był jakoś bardzo dobrze wykorzystany.

W planach miałam przeczytanie aż siedem książek oraz obejrzenie siedmiu filmów. Jak widać daleko mi do realizacji tych założeń. Pozostaje mi mieć nadzieję, że gdy wreszcie skończy się gorący okres, będę mogła wreszcie wystartować z kolejnymi nowymi pomysłami.

niedziela, 28 stycznia 2018

'Horton słyszy Ktosia' (Horton Hears a Who!, 2008) - film






W tej prześmiesznej a zarazem chwytającej za serce animowanej przygodzie, kochający zabawę słoń Horton słyszy pewnego dnia wołanie o pomoc dobiegające z fruwającego w powietrzu ziarenka kurzu. Wkrótce odkrywa, że na tym pyłku mieści się miasto Ktosiowo, zamieszkałe przez mikroskopijnych Ktosiów, którzy popadli w duże tarapaty. Teraz, by ocalić nowych przyjaciół i znaleźć szczęśliwe zakończenie, Horton musi stawić czoła niebezpieczeństwom dżungli.







     Styczeń jest/był dla mnie dość ciężkim okresem i miałam nadzieję, że animacja będzie dobrym pomysłem, aby się jakoś rozluźnić. Mój wybór padł na "Horton słyszy Krosia", gdyż spotkałam się z raczej pozytywnymi opiniami na temat tej produkcji. Mnie niestety ona trochę rozczarowała i nie poczułam tej magii o której tyle słyszałam.
     Horton, słoń który mieszka w dżungli, usłyszał wołanie z przelatującego obok niego małego pyłku. Okazuje się, że mieści się na nim mikroskopijne miasteczko o nazwie Ktosiowo. Niby animacja miała być przezabawna i chwytająca za serce, jednak według mnie była ona jedynie poprawna. Nie uśmiałam się podczas seansu, nawet nie bardzo miałam kiedy się uśmiechnąć. Sama historia zapowiadała się obiecująco, gdyż jeszcze nie spotkałam się z takim motywem w żadnej innej bajce. Jako film familijny przekazuje pewne wartości, w prosty sposób próbuje nauczyć, że każdy z nas jest ważny, że nie warto osądzać czy wyśmiewać kogoś innego bo my nie rozumiemy tego o czym ta druga osoba do nas mówi. Nie uważam jednak aby zostało to wszystko przekazane w bardzo emocjonujący sposób, tak aby zapamiętać treść na dłużej. Może dla młodszych widzów akcja jest poprowadzona w ciekawy sposób, a ja jedynie jako dwudziestoparolatka jestem już za stara aby to docenić?
     Polski dubbing całkiem przyjemnie zgrany z całością, jednak ta animacja nie jest moim typem, który miałabym ochotę sprawdzić, jak wypada również w wersji oryginalnej. Jak na film animowany efekty również bardzo dobrze zrobione, choć podczas oglądania nie starałam się, ani nie miałam właściwie na to ochoty, wyłapywać każdego błędu, który mógł mieć tutaj miejsce. Jedynie sposób stworzenia zakończenia nie do końca mi przypasował - nigdy nie przepadałam za akcjami, że wszyscy nagle są radości i zaczynają razem śpiewać ;).
     "Horton słyszy Ktosia" to produkcja, którą można obejrzeć, gdy nie ma się nic lepszego w planach. Źle nie jest ale rewelacji również według mnie nie ma. Niestety jestem raczej nią zawiedziona, gdyż oczekiwałam czegoś na trochę wyższym poziomie. Miałam nadzieję na przyjemny relaks a dostałam jedynie poprawną treść, która przez półtorej godziny mnie nie zachwyciła. Wątpię abym zabrała się kiedykolwiek za nią ponownie.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 24 stycznia 2018

"Rdza" Jakub Małecki


Przyjaźń poddana wielkiej próbie i marzenie, które staje się ciężarem.
Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas.
Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów.
Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. 
Opis książki






Autor: Jakub Małecki
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura polska
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 288



     Na temat książek Jakuba Małeckiego czytałam wiele pozytywnych opinii. Również na moich czytających znajomych jego twórczość zrobiła bardzo dobre wrażenie. Dlatego też wreszcie skusiłam się i ja na powieść tego autora. Jako pierwszą przeczytałam jego najnowszą książkę pt. "Rdza". Będąc już po lekturze jestem przekonana, że nie będzie to moje ostatnie zetknięcie się z twórczością Małeckiego.
     W tej pozycji przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Poznajemy historię kilkuletniego Szymka, oraz przeszłość sprzed kilkudziesięciu lat jego babci Tośki. Już w wielu powieściach zetknęłam się z takim sposobem przedstawiania treści, jednak z różnym skutkiem. W przypadku powieści "Rdza" Jakuba Małeckiego historia została stworzona bardzo ciekawie, a sama akcja pociągnięta w sposób, który ciężko zapomnieć. Przeróżne uczucia towarzyszyły mi podczas lektury i pozostały ze mną na długo. Pomimo, że książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dość dużo czasu zajęło mi zabranie się za napisanie własnej opinii na jej temat. Nadal nie potrafię dobrać odpowiednich słów aby móc przekazać Wam to, co chciałabym tutaj umieścić.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze skonstruowani. Nie było tutaj postaci, która byłyby niepotrzebnie wykreowana i umieszczona w całej historii. Każda osoba miała swoją rolę do odegrania i dyskretnie łączyła się z losami innych. Styl autora - na ten temat również nie mogę napisać nic złego. Nie znajdziemy tutaj barwnych opisów niczym z "Ani z Zielonego Wzgórza". Z jednej strony prostota z drugiej nie ma w tej pozycji wszystkiego podanego wprost jak na tacy i robienia z czytelnika osoby, która nie potrafi połączyć jednego wydarzenia z drugim. Jestem pod wrażeniem ile udało się zmieścić treści w pozycji, która ma niecałe trzysta stron, nie pisząc językiem który od siebie odpycha.
     Wydanie książki, którą czytałam posiadam w wersji elektronicznej. Moim zdaniem e-book został zrobiony bardzo schludnie, obyło się bez literówek (albo po prostu żadna nie wpadła mi w oko). Na moim czytniku czytało mi się tę powieść bardzo dobrze i nie miałam żadnego problemu z dopasowaniem wszystkich elementów pod swoje gusta. Jestem ciekawa jak wypada wersja papierowa - jak tylko będę miała okazję zapoznam się również i z nią.
     Jeśli ktoś jeszcze nie czytał "Rdzy" to gorąco polecam jej nadrobienie. Nie powinniście się zawieść lekturą, gdyż bardzo dobrze się ją czyta już od samego początku. Osobiście mam nadzieję, że w tym roku uda mi się przeczytać choć jeszcze jedną powieść tego autora.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 13 stycznia 2018

'Szklany zamek' (The Glass Castle, 2017) - film





Rex (Woody Harrelson) marzył o zbudowaniu na pustyni szklanego zamku, a troski topił w alkoholu. Rose (Naomi Watts) w pogoni za szczęściem całą energię wkładała w malarstwo, zapominając o otaczającym ją świecie. Gdy coś im nie wychodziło, rzucali pracę, pakowali dobytek do auta i jak para hippisów ruszali w siną dal w poszukiwaniu kolejnej przystani. W takich warunkach przyszło dorastać Jeannette (Brie Larson) i trójce jej rodzeństwa. Po latach, już jako dorosła kobieta, Jeannette postanawia stawić czoła przeszłości i zmierzyć się z traumą, która dotknęła ją w dzieciństwie.





     Na temat filmu "Szklany zamek" przed jego obejrzeniem nie słyszałam nic. Dopiero przeszukując tytuły, w których grała Brie Larson natrafiłam na niego i postanowiłam zrobić wszystko co w mojej mocy aby móc go obejrzeć. Wreszcie to mi się udało i nie żałuję. Pomimo ponad dwóch godzin seansu nie mam poczucia straconego czasu.
     Historia przedstawia losy dość nietypowej rodziny. Nie mieli oni stałego miejsca zamieszkania, a gdy tylko coś zaczęło się psuć bardzo szybko zmieniali swoją lokalizację. Rex, teoretycznie głowa rodziny, popadł w alkoholizm, Rose to artystka zapominająca o całym otaczającym ją świecie oraz trójka dzieci, które chyba są najbardziej poszkodowane. Wydarzenia przedstawione w tej produkcji oparte są na faktach, co dodaje całości pewnego smaczku. Podczas seansu odczuwałam wiele skrajnych emocji, które jeszcze długo po samym filmie we mnie buzowały. Przyznaję, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą produkcją. Co prawda nie byłam pewna czego mogę się spodziewać, lecz to co dostałam zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ciekawym uzupełnieniem były wstawione niektóre wypowiedzi osób na podstawie historii których powstał ten film.
     Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie. Zarówno ta młodsza jak i starsza załoga dała sobie bardzo dobrze radę. Brie Larson genialnie pociągnęła swoją rolę, oddając wiele emocji swojej postaci. W przypadku Woody'ego Harrelsona - miło było go zobaczyć w innej roli niż znanej mi głównie z "Igrzysk śmierci", gdzie wcielał się w postać Haymitcha.
     "Szklany zamek" to produkcja o której właściwie nic nie słyszałam, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, a jednak zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie żałuję, że zaryzykowałam i obejrzałam ten film, gdyż bardzo miło spędziłam z nim czas. Polecam go Wam z całego serca - nie powinniście żałować!
     Moja ocena: 9/10.

wtorek, 9 stycznia 2018

"To, co zostawiła" Ellen Marie Wiseman

Przerażająca historia o demonach przeszłości i prawdzie czekającej, aby wyjść na jaw.
Jako dziecko Izzy Stone doświadcza ogromnej tragedii. Traci ukochanego ojca, którego zastrzeliła jej matka. Dziewczyna przyjmuje, że kobieta jest obłąkana i zrywa z nią wszelkie kontakty. Będąc nastolatką, trafia do rodziny zastępczej, w której pomaga przybranym rodzicom w porządkowaniu zbiorów lokalnego muzeum. W stosie porzuconych i zapomnianych przedmiotów Izzy znajduje plik nieotwartych listów, które okażą się kluczem do jej przeszłości.
Rok 1929. Clara Cartwright ma osiemnaście lat i jest szaleńczo zakochana we włoskim imigrancie. Kiedy wyjawia rodzicom zamiar poślubienia mężczyzny, jej ojciec wada w furię i wysyła córkę do kosztownego ośrodka dla obłąkanych.
Izzy odkrywa prawdę o okrutnej przeszłości Clary, a im bardziej zbliża się do jej historii, tym bardziej jest niepewna zdarzeń ze swojego dzieciństwa.
Opis książki



Autor: Ellen Marie Wiseman
Tytuł oryginalny: What She Left Behind
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Laskowska Alicja
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 496



     Powieść "To, co zostawiła" miała swoją premierę w Polsce w 2017 roku. Nie tylko w okolicach jej wydania nastąpił wysyp pozytywnych recenzji, ale też u wielu czytelników znalazła się ona wśród najlepszych pozycji przeczytanych w minionym roku. Na fali szaleństwa również i ja zakupiłam własny egzemplarz, za który wreszcie udało mi się zabrać. Obawiałam się jednak, że nie docenię tego co pokochało tak wielu, jednak mój lęk był niepotrzebny.
     W książce przeplatają się historie Izzy oraz Clary, które łączy tak samo wiele aspektów jak dzieli. Obie pomimo młodego wieku przeszły bardzo dużo, co w znacznym stopniu na nie wpłynęło. Treść przedstawiona na kartach tej powieści porwała mnie swoją fabułą już od pierwszych stron. Gdyby nie inne obowiązki, które wisiały mi nad głową z chęcią przeczytałabym ją za jednym razem, bez zbędnych przerw. To co się tutaj działo, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Podczas lektury buzowały we mnie różne emocje - od tych pozytywnych po same najgorsze. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, pomimo dość trudnej tematyki, spędziłam wspaniały czas zaczytując się w tę powieść. Jedyne co mnie zawiodło to samo zakończenie. Po całej historii spodziewałam się trochę bardziej mrocznego finału, który jeszcze bardziej wbiłby mnie w fotel i dobił moją psychikę.
     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Zarówno główne postacie, jak i te drugoplanowe miały w sobie coś, co wyróżniało je na tle innych. Wszyscy bez wyjątku wzbudzali we mnie emocje, zarówno te negatywne jak i pozytywne. Nie było tutaj tej denerwującej nijakości, która niczym szczególnym nie wyróżnia danego charakteru na tle pozostałych. Pomimo, że nie wszystkie zachowania aprobowałam byłam w stanie w mniejszym lub większym stopniu je zrozumieć. Miałam trochę wewnętrznych dylematów podczas lektury a bohaterowie dali mi powodów do przemyśleń.
     Styl autorki bardzo przyjemny, dzięki czemu miałam wrażenie, że wręcz płynę przez tę powieść. Ciężko było mi się od niej oderwać, co po ostatniej mojej lekturze (a mowa tu o "Angielce" Katherine Webb) było bardzo miłą odmianą. Również wydanie papierowe, które miałam okazję czytać przyciąga wzrok. Mroczna okładka, ładna oprawa graficzna wewnątrz, jak i 'odcień' stron pozwalający czytać w każdych warunkach i nie przyprawiający o ból naszych oczu, stworzyły bardzo ciekawą całość. Tylko te nieszczęsne klejone strony... Oby tylko trzymały się one jak najdłużej.
     Cieszę się, że przekonałam się na własnej skórze, jak dobrą powieścią jest "To, co zostawiła". Jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej z wielką chęcią powrócę. Jeśli ktoś z was jeszcze nie czytał tej książki to gorąco polecam nadrobienie zaległości. Mam nadzieję, że tak samo jak ja pozytywnie zaskoczycie się tym jak dobrą historię tutaj znajdziecie.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 7 stycznia 2018

'Carte Blanche' (2015) - film



Kacper (Andrzej Chyra), uwielbiany przez uczniów nauczyciel historii z lubelskiego liceum, zaczyna stopniowo tracić wzrok. Diagnoza lekarska nie pozostawia złudzeń. Mężczyźnie, z powodu wady genetycznej, grozi trwała ślepota. Początkowo załamany, ostatecznie postanawia ukryć przed przełożonymi problemy zdrowotne, aby zachować pracę i doprowadzić do matury swoich uczniów. Jedynym powiernikiem tajemnicy nauczyciela zostaje jego najlepszy przyjaciel Wiktor (Arkadiusz Jakubik). Kacper, zmagając się z nową sytuacją i nowymi wyzwaniami, nawiązuje bliską przyjaźń z koleżanką z pracy (Urszula Grabowska) i próbuje pomóc zbuntowanej uczennicy, Klarze (Eliza Rycembel), która ukrywa swój własny sekret. 





     Na rozpoczęcie nowego roku postanowiłam obejrzeć polski film. Wiele osób w moim otoczeniu zachwalało "Carte Blanche" i pomyślałam, że będzie to dobry pomysł aby go obejrzeć. Jest to produkcja oparta na faktach, więc tym bardziej byłam ciekawa jak została ona zrealizowana. Całe szczęście nie zawiodłam się i uważam, że dobrze postąpiłam, że wreszcie zaznajomiłam się z tym filmem.
     Historia przedstawia losy nauczyciela historii, który stopniowo zaczął tracić wzrok. Osobiście nie kojarzyłam prawdziwych wydarzeń, na podstawie których został zrealizowany ten film, lecz sama fabuła została moim zdaniem bardzo dobrze przedstawiona. Ani przez moment podczas seansu nie poczułam znużenia, tylko z zapartym tchem śledziłam losy owego nauczyciela. Moim zdaniem ukazanych zostało wiele emocji, które mogą poruszyć widza, choć nie było to przedstawione w zbyt łzawy sposób. Każda scena, nawet ta z początku wydająca się bez sensu, miała swoje znaczenie w ogólnym wydźwięku. Jak dla mnie nawet scenariusz był stworzony bardzo dobrze, gdyż nie było zbędnych dialogów, choć słyszałam od niektórych opinie, że były one dla nich niewystarczające. Jednak duże znaczenie miały tutaj gesty czy mimika twarzy bohaterów, które były wplecione w sposób bardzo naturalny i niewymuszony.
     Gra aktorska pozytywnie mnie zaskoczyła. Niestety w wielu polskich filmach widzimy ciągle te same twarze, przy czym często te osoby nie mają zbyt wysokich umiejętności wcielania się w sposób wystarczająco przekonujący w swoje role. W przypadku tej produkcji nie mogę narzekać na to jak aktorzy ukazali swoich bohaterów. Nie oglądałam zbyt wielu filmów z Andrzejem Chyrą, jednak tutaj zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Po obejrzeniu "Carte Blanche", aż mam ochotę zapoznać się z innymi tytułami w których można go zobaczyć.
     Jak dla mnie ten film jest jednym z lepszych obrazów polskiego kina jaki dotychczas miałam okazję zobaczyć. Tego typu produkcje pozwalają mi wierzyć, że można u nas stworzyć coś naprawdę dobrego, na wysokim poziomie i dającego do myślenia. Z wielką chęcią obejrzę ten film ponownie. Nie jestem pewna kiedy to nastąpi ale jestem przekonana, że to zrobię :).
     Moja ocena: 8/10.

czwartek, 4 stycznia 2018

"Angielka" Katherine Webb

W kraju pełnym tajemnic sama ustalasz reguły gry…
Rok 1958. Joan Seabrook, świeżo upieczona archeolożka, spełnia marzenie swojego życia o wizycie w Arabii i przybywa z Anglii do starożytnego miasta Maskat. Próbując zapomnieć o osobistej tragedii, chce zbadać pustynny fort Jabrin i odnaleźć ukryte w nim skarby.
Lecz Oman to kraj zagubiony w czasie – surowy, pełen tajemnic i pogrążony w krwawym konflikcie. Podróż do Jabrin może okazać się więc niemożliwa. Rozczarowanie Joan pogłębiają opowieści pionierki i odkrywczyni Maude Vickery, idolki z dzieciństwa, której dokonania rozpaliły fantazje i ambicje młodej archeolożki.
Spotkanie z niezwykłą samotniczką Maude wywraca życie Joan do góry nogami. Przyjaźń kobiet zacieśnia się, a Joan daje się wciągnąć w wir przygód. Gdy zaczyna zastanawiać się nad swoimi wyborami i motywami Maude, jest już za późno. Joan zdaje sobie sprawę, że stała się pionkiem w podstępnej grze, która ma wyrównać dawne porachunki. Teraz musi opowiedzieć się po którejś ze stron i znaleźć sposób na zatrzymanie lawiny wydarzeń, którą sama wywołała, nim dojdzie do straszliwych konsekwencji.
Czy dziewczyna, która opuściła Anglię dla tego pięknego, lecz niebezpiecznego miejsca, zdoła wrócić do domu?
Opis książki



Autor: Webb Katherine
Tytuł oryginalny: The English Girl
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Siara Olga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: społeczna, obyczajowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 480



     Książka pt. "Angielka" była zachwalana przez kilku booktuberów, a ja niestety uwierzyłam w te pozytywne opinie. Tematyka wydawała mi się faktycznie intrygująca i z ogromną nadzieją zaczęłam czytać tę pozycję. Jednak lektura tej powieści ciągnęła mi się stanowczo za długo i dopiero po prawie dwóch tygodniach zmagań w ogromnych męczarniach udało mi się ją skończyć.
     Joan Seabrook to kobieta z ogromnymi ambicjami. Jej pasją są podróże, a idolka z dzieciństwa, Maude Vickery - pionierka i odkrywczyni, postawiła dość wysoko poprzeczkę. Joan również planuje wielkie wyprawy, lecz czy uda jej się je zrealizować? Niestety historia przedstawiona na kartach tej powieści została wykreowana w taki sposób, że nie mogłam się w nią wciągnąć. Początek był dla mnie tak leniwy, że miałam ochotę kilkukrotnie przerwać lekturę i wziąć do ręki inną pozycję. Dalej niestety nie było dużo lepiej. Teoretycznie coś się działo, faktycznie były momenty gdy akcja mogłaby wciągnąć czytelnika. Osobiście ja jednak czuję się rozczarowana tym co tutaj znalazłam. O podróżach można naprawdę ciekawie napisać, lecz tutaj miałam wrażenie, że bohaterowie tylko idą i idą, i idą. Jest jeszcze intryga, mająca swoje rozwiązanie pod koniec powieści, którą zasadniczo większość osób może już samemu rozwikłać prawie na samym początku. Niestety nie jest to do końca treść jakiej oczekuję od książki, którą czytam dla przyjemności.
     Bohaterowie - mam co do nich dylemat. Nie mogę napisać, że zostali bardzo źle wykreowani, choć miałam momentami wrażenie, że wszystkie postacie zostały stworzone na jedno kopyto. Nie znajdziemy tu różnorodnych charakterów, będącymi nieoczywistymi postaciami, które wywrą na nas jakieś wrażenie. Większość niestety została przedstawiona w sposób niewiele różniący się od pozostałych osób występujących w tej historii. Ciężko jest mi też tak naprawdę określić mnogość kreacji, gdyż nikt nie był w stanie wyróżnić się czymś szczególnym, zapadającym w pamięci.
     Styl autorki dość oporny w odbiorze. Niestety nie udało się pisarce stworzyć historii przez którą się wręcz płynie z zapartym tchem. Podczas całej książki nie było ani jednego momentu za który byłabym w stanie pozytywnie wyróżnić sposób narracji. Jestem ogromnie zawiedziona tym w jaki sposób fabuła została nam, czytelnikom, przekazana. Wydanie elektroniczne to chyba najlepszy aspekt całej tej powieści. E-book został wydany bardzo schludnie, dzięki czemu chociaż to nie wywołało u mnie podczas lektury rozczarowania.
     Jestem pewna, że nie powrócę do tej książki. Całe szczęście "Angielka" jest u mnie jedynie na tej wirtualnej półce, dzięki czemu nie zajmuje mi zbyt dużo miejsca. Szkoda tylko, że nowy rok zaczęłam tak przeciętną powieścią o której chciałabym szybko zapomnieć. I prawdopodobnie mi się to uda...
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails