Romantyczna komedia o pisarzu o imieniu Alex, który ma kłopoty z
gangsterami. Zapowiedzieli oni, że zabiją go za 30 dni, jeżeli nie
spłaci do tego czasu swoich długów. Jednym sposobem na zdobycie
pieniędzy jest ukończenie powieści. Aby tego dokonać, w wyznaczonym
czasie, zatrudnia stenografistkę Emme...
Niedziela wieczór, czas na wyciszenie i psychiczne nastawianie się do podejścia do przyszłego tygodnia z pełnym optymizmem :). Postanowiłam obejrzeć (o zgrozo!) kolejną niby komedię romantyczną. Co mnie natchnęło - nie wiem - jednak ta produkcja utwierdziła mnie na nowo w moim przekonaniu, że powinnam unikać ich jak ognia.
Historia przedstawia perypetie pisarza, który ma trzydzieści dni na napisanie książki i do pomocy zatrudnia stenografkę. Jak na typową komedię romantyczną główny bohater musiał się w niej zakochać ;). Żeby nadać trochę dramatu pojawia się jeszcze inna kobieta. Gdyby zakończyli film o około dziesięć minut wcześniej, na momencie gdzie książka została oddana wydawcy a dług spłacony moja ocena byłaby wyższa. Ale oczywiście musiała pojawić się na końcu tona przesłodzonego cukru i wszyscy żyli razem jeszcze dłużej i jeszcze szczęśliwiej. Przecież jak to tak można by zrobić "komedię romantyczną" bez szczęśliwego i słodziutkiego miłosnego zakończenia...
Gra aktorska - na pewno Kate Hudson wcielająca się w rolę Emmy znacząco podnosi poziom w tym filmie. Luke Wilson trochę nijaki. Ani nie jest jakoś przystojny aby ze względu na niego chcieć się pogapić w ekran ani nie zagrał tutaj jakoś wybitnie. Po obsadzie aktorskiej spodziewałam się dużo lepszego poziomu.
Mam wrażenie, że jestem jedną z nielicznych kobiet, która wolałaby być na randkę do kina zabrana na film akcji zamiast na komedię romantyczną... "Alex i Emma" jest tym typem produkcji, który do mnie nie przemawia. Choć nie wiem kiedy przyjdzie mi do głowy znów się nimi katować ;).
Andrea Sachs, dziewczyna z małego miasteczka, poszukuje w Nowym Jorku
pracy w branży dziennikarskiej. Nieoczekiwanie zdobywa posadę asystentki
u Mirandy Priestly, wpływowej redaktor naczelnej miesięcznika "Runway",
jednego z najbardziej prestiżowych pism zajmujących się modą. Szybko
przekonuje się, że Miranda to klasyczny szef "z piekła rodem". Swoich
pracowników traktuje jak służących, wymaga całkowitej dyspozycyjności,
nie uznaje sprzeciwu. Presja, by być pięknym i szczupłym, nosić stroje
od Prady, Versacego i Armaniego, wyglądać jak zawodowa modelka, jest
ogromna, brakuje natomiast zwykłej życzliwości. Za nieodpowiednie
szpilki można wylecieć z pracy. Andrea żyje w straszliwym stresie,
wiedząc, że jeśli przetrwa rok, zostanie zaprotegowana do pracy w
dowolnie wybranej gazecie...
Opis książki
Autor: Lauren
Weisberger
Tytuł oryginalny:
The Devil Wears Prada
Język oryginalny:
angielski
Tłumacz:
Szajowska Hanna
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
literatura zagraniczna
Forma:
powieść
Rok pierwszego wydania:
2003
Rok pierwszego wydania polskiego:
2004
Liczba stron: 448
"Diabeł ubiera się i Prady" to ponoć bestsellerowa powieść, o której prawdopodobnie każdy czytelnik coś słyszał. Po minięciu całego szumu na tę pozycję postanowiłam i ja z nią się zapoznać. Podejść robiłam co najmniej trzy... a chęci porzucenia było stanowczo wiele więcej. Jednak postanowiłam dokończyć książki, które kiedyś zaczęłam a nie udało mi się dobrnąć do końca. To jest niestety mój duży błąd...
W tej pozycji poznajemy młodą dziewczynę, od razu po studiach, która trafia do wydawnictwa o modzie. Staje się asystentką szefowej z piekła rodem. Przedstawione są jej "perypetie", to co musi znosić aby zachować pracę. Teoretycznie dobry pomysł na zrobienie książki. Jednak sposób realizacji już niestety pozostawia wiele do życzenia. Tak na prawdę znajdziemy tu bardzo mało ciekawych zwrotów akcji, fabuła na raczej niskim poziomie. Chciałam czegoś lekkiego aby móc się zatopić w lekturze - niestety dostałam wielką dawkę irytacji i męczarni. I to nie tylko głównej bohaterki ale również i dla mnie, jako czytelnika. Więcej zadawania sobie bólu i "ostrej jazdy" doznałam czytając tę pozycję aniżeli w przypadku ostatnio głośnej trylogii o Grey'u. Tam przynajmniej łatwo było usnąć podczas czytania i była idealna do odmóżdżenia po ciężkim okresie. Obie książki łączy na pewno jedno - bardzo dobry marketing.
Styl autorki do ciężkich nie należy jednak ja umęczyłam się strasznie. Ani stylem ani fabułą pisarka nie zachęcała do brnięcia przez kolejne strony książki. Wydanie - czytałam pdf na swoim czytniku, więc faktyczny ciężar książki mnie nie przytłaczał. Jednak cała reszta i owszem. Nawet takie hasła jak Prada, Versace czy Jimmy Cho tracą tutaj swoją renomę. Może nie jest to ta sama liga ale skoro torebki Wittchena, po pojawieniu się w Lidlu, można nazwać "siatkami na zakupy/ziemniaki" (jak to usłyszałam to padłam :D), to Ci projektanci, a raczej ich ciuchy i dodatki, po tej pozycji powinnam nazwać [tu wstaw dowolne słowo - moja kreatywność niestety nie podołała temu zadaniu ;)]. (i mam nadziej, że większość z Was wyczuje tutaj sarkazm)
Osobiście nie rozumiem fenomenu tej książki. Może film jest dużo lepszy choć wątpię, żebym w najbliższym czasie za niego się zabrała. Po pozostałe pozycję autorki Lauren Weisberger wątpię, żeby sięgnęła, choć nie wiem jakie w przyszłości będę miała potrzeby czytelnicze ;).
Viago (379 l.), Deacon (183 l.), Vladislav (862 l.) i Petyr (8000 l.)
mieszkają razem na przedmieściach współczesnego Wellington w Nowej
Zelandii. Ich życie rozpoczyna się dopiero po zmroku, kiedy to
opuszczają trumny i legowiska, by stawić czoła codzienności, która
również dla wampirów bywa niełatwa. Nieśmiertelność i pragnienie świeżej
ludzkiej krwi już dawno przestały być ich głównym zmartwieniem, bo
współczesność stawia przed nimi nowe wyzwania. Grupa filmowców
towarzyszy im podczas codziennych obowiązków, drobnych kłótni czy
nocnych wyjść na miasto, które z błyskotliwym humorem uświadamiają nam,
że choć ich serca przestały bić wieki temu, wciąż żywią gorące i bardzo
ludzkie uczucia.
Do filmu podchodziłam trochę sceptycznie. Przecież ileż można robić filmów o wampirach? Po, moim zdaniem, nieudanej serii "Zmierzch" takich filmów starałam unikać się jak ognia. Jednak produkcja "Co robimy w ukryciu" o dziwo potrafi umilić czas i nie żałuję, że dałam się namówić na seans ;).
Film opowiada o czterech współlokatorach, którzy są wampirami. Przedstawione jest ich życie "od środka". Jak dla mnie cała produkcja pociągnięta w bardzo ciekawy i śmieszny sposób. Film pseudodokumentalny prześmiewczo ukazujący wampiry i ich styl życia. Sądzę, że w dużej mierze odbiór tego filmu zależy od nastawienia. Pomimo, że początkowo byłam na nie po pierwszych scenach zmieniło się moje podejście. Obawiam się, że sposób w jaki został zrealizowany ten film może nie przypaść części oglądających do gustu ale warto nie brać go na poważnie - wtedy gwarantuję dobrą rozrywkę.
Gra aktorska - aktorzy na prawdę nieźle sobie poradzili. Również dobór miejsca kręcenia nadawał klimat całej produkcji. Całość miała ręce i nogi choć momentami widziałam niedociągnięcia.
Film do ambitniejszych nie należy ale na swój sposób jest bardzo dobrą parodią wampirów i wiele jest momentów, przy których można zrelaksować z uśmiechem na ustach. Polecam ten film ale bez nastawienia się na szał, gdyż jest to raczej 'odmóżdżacz'.
Tayo całe życie spędził "w podziemiu", unikając kontaktu z władzami. Teraz opieka społeczna nie może znaleźć żadnych informacji na jego temat. Zupełnie jakby wcale nie istniał.
A przecież Tayo jest bardzo grzeczny i dobrze wychowany, potrafi doskonale czytać i pisać, chociaż dopiero od niedawna chodzi do szkoły. To wszystko nie ma sensu... Cathy wie, że chłopiec coś ukrywa. Na razie nie wie jeszcze co to takiego.
Opis książki
Autor: Cathy Glass
Tytuł oryginalny:
Hidden
Język oryginalny:
angielski
Tłumacz:
Bieńkowska Katarzyna
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
społeczna, obyczajowa
Forma:
powieść
Rok pierwszego wydania:
2007
Rok pierwszego wydania polskiego:
2014
Liczba stron: 384
Cathy Glass to autorka takich książek jak "Skrzywdzona" czy "Najsmutniejsze dziecko". To jedne z nielicznych jej pozycji, które zostały wydane. Ich autorka prowadzi również rodzinę zastępczą stąd też opisywane przypadki mają swoje prawdziwe 'podłoże'. Jako, że w ofercie znanego większości sklepu zauważyłam pozycję "Ukryty" wiedziałam, że muszę posiadać własny egzemplarz.
Tym razem poznajemy dziesięcioletniego Taya, o którym początkowo niewiele wiadomo. Z czasem na wierzch wypływa coraz więcej informacji, które często są dość przerażające. Pomimo początkowo dobrego zachowania chłopiec wiele przeżył. Poznając fakty człowiek potrafi zrozumieć jego postępowanie, te lepsze jak i gorsze. Jest to jedna z historii tej autorki, w której możemy znaleźć szczęśliwe zakończenie. Może trochę przewidywalne i przesłodzone jednak w tym przypadku raczej nie powinno się o to czepiać. Ogólna zawartość książki jest na prawdę ciekawa i poruszająca a nawet momentami przybijająca.
Bohaterowie - całe szczęście bardzo dobrze stworzeni. Autorka idealnie przedstawiła postać głównego bohatera, Taya. Wierzę, że na prawdę ciężko oddać jest psychikę dziecka, które wiele przeszło i to w taki sposób, który czytelnik zapamięta na długo.
Styl autorki na prawdę zadziwiający. Potrafi bardzo pisać lekko, choć nie wiem czy to właściwe określenie, o raczej ciężkich, smutnych sprawach. Jestem pełna podziwu jej umiejętnościom. Wydanie też przyjemne dla oka. Odpowiedni papier, czcionka oraz "rozmiar" sprawiają, że książka jest warta swojej ceny.
Książka pozostawia po sobie pozytywne wrażenie. Moim zdaniem warto po nią sięgnąć, choć czytałam lepsze pozycje tej autorki, które do mnie bardziej "przemówiły".
Pełne słońce, wypoczynek, palmy, piramidy, opaska all inclusive. I do
tego wszystko za darmo! Wygrana wycieczka do Egiptu miała być dla Tomka,
jego pełnej energii matki, nastoletniej córki i sprytnego syna przygodą
życia. Tymczasem na lotnisku gubią ich bagaże, w hotelu dają zły pokój,
w kuchni nie dają jedzenia, na domiar złego Tomek w hotelowym lobby
przypadkowo spotyka licealną miłość z przyrośniętym do jej boku ideałem
mężczyzny. Gorzej być nie może? Może! Organizator wycieczki plajtuje,
konsulat uparcie milczy, a zawartość portfela topnieje w błyskawicznym
tempie. A święta za pasem... Kiedy wakacyjny wyjazd zmienia się w
komedię pomyłek, tylko jedno może uratować naszą rodzinę: polska
fantazja. Skoro pomoc od organizatora nie przychodzi, rodzina Tomka
bierze sprawy w swoje ręce. Cel jest prosty: zamiast koczować na
lotnisku, trzeba zarobić na bilety powrotne do Polski.
Środa jest takim dniem gdzie jeszcze trochę do weekendu pozostało a po trzech dniach już padam i z wytęsknieniem wyczekuje dni wolnych aby móc się wyspać. "Last Minute" to ponoć komedia, o której czytałam skrajne opinie. Według filmwebu powinien być jedynie w 30% w moim guście. Stwierdzam jednak, że to o 30 za dużo.
Ciężko mi określić fabułę tego filmu. Niestety wszystko tak sztucznie zrobione, że aż bolały oczy. Musiałam sobie robić przerwy co jakiś czas aby nie zrobić krzywdy sobie czy rzeczom wokół mnie. Było kilka momentów, które sądzę, że powinny być śmieszne. Niestety takowe nie były... Dla mnie to był bardziej dramat dla mnie i moich oczu. Może nie zrozumiałam tego co reżyser chciał przekazać ale raczej mam zupełnie inne poczucie humoru. Nawet nie jest to kwestia tego, że starał się 'wyśmiać' to jak zachowują się Polacy za granicą. Jednak można to zrobić w dużo lepszy, śmieszniejszy sposób a na dodatek z klasą.
Gra aktorska, pomimo wielu dobrych aktorów, bardzo słaba. Wszyscy byli sztywni, nijacy i mało wyraziści. Jedynym elementem, którym mógłby nadrabiać ten film to widoki, które jakimś cudem też zostały tak przerobione, jakby miały etykietkę "Made in China" w najgorszym tego słowa znaczeniu.
Cała produkcja wygląda jakby była robiona na ostatnią chwilę. Może stąd wziął się ten tytuł? Ja z całego serca odradzam ten film. Może znajdą się jednostki, którym się spodoba ta produkcja ale ja do nich nie należę.
Po dwóch bestsellerach: „O kobiecie” i „O mężczyźnie”, profesor Zbigniew
Lew Starowicz tym razem przygląda się miłości. I co znajduje w naszych
sercach? Miłość piorunującą, szaloną, nieodwzajemnioną – to tylko kilka
klasyfikacji. Opowiada, jak kochają mężczyźni a jak kobiety, a przede
wszystkim radzi, co robić, żeby miłość nie wygasła.
Opis książki
Autor: Zbigniew Lew-Starowicz, Krystyna Romanowska
Język oryginalny:
polski
Kategoria:
Hobby
Gatunek:
seks i erotyka
Forma:
wywiad, rozmowa
Rok pierwszego wydania:
2012
Liczba stron: 224
Zaczęłam czytać tę książkę nie mając właściwie wobec niej jakichkolwiek wymagań, odczuć czy będzie dobra czy nie. Po prostu zgarnęłam ją od siostry i rozpoczęłam lekturę.
Nie wiem czy jest sens nakreślać fabułę w przypadku książki, która ma formę wywiadu. Tytuł adekwatny do treści, które są zawarte w pozycji.Nie jest to typowy poradnik, jednak możemy wyciągnąć z niej wiele przydatnych informacji na temat miłości. Pytania zostały ciekawie skonstruowane a odpowiedzi jeszcze lepsze poparte często odpowiednim przykładem. Styl jakim napisana jest książka bardzo lekki i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że czyta się książkę naukową. Autor nie wymądrza się i nie narzuca czytelnikowi swojego zdania tylko logicznie przedstawia różne aspekty miłości. Wydanie też przyjazne dla oka. Czcionka i biel stron odpowiednio dobrana, dzięki czemu podczas lektury wzrok się nie męczy. Oczywiście ważne jest również dobre oświetlenie ;). Okładka ze skrzydełkami pancerna i raczej trudna do zniszczenia, choć dla chcącego nic trudnego. Ogólnie bardzo przyjemnie się czytało tę książkę. Choć nie jest to wielkie arcydzieło na pewno warto się z nią zapoznać.
O co chodzi? O cztery piękne córki na wydaniu i jedno marzenie ich
poukładanych, konserwatywnych rodziców - żeby dobrze wyszły za mąż. Ale
co zrobić, gdy czterech zakochanych mężczyzn to Żyd, Arab, Chińczyk i
wesoły chłopak z serca Czarnej Afryki? Każdy z nich pochodzi z innej
kultury, ma swoje obyczaje, wierzenia, religię. Jak nie zwariować,
próbując wszystkich pogodzić ze sobą? Czy to wszystko może skończyć się
na ślubnym kobiercu, czy raczej wywoła totalną wojnę domową?
Do tego filmu podchodziłam z pewną obawą, że będzie to kolejna produkcja, która zachwyca miliony a mnie w ogóle nie ruszy i znów będę psioczyć, że zmarnowałam swój czas. Tym razem jednak wreszcie trafiła się komedia, która trafia i w moje gusta.
Fabuła prosta ale pomysłowo zrobione. Małżeństwo posiadające cztery córki, gdzie każda z nich ma faceta innej narodowości. Może nie jest to szczyt pomysłowości ale wiele razy oglądając ten film prawie płakałam ze śmiechu :). Zaczynam wierzyć, że można jeszcze zrobić na prawdę ciekawe pod kątem treści komedie. Gra aktorska również na wysokim poziomie. Nie było tutaj żadnej sztuczności. Wszyscy bardzo dobrze wcielili się w swoje role. Muzyka i scenografia również przyjemne dla ucha i oka. Może to kwestia tego, że film jest francuski a nie tak jak poprzednie produkcje - amerykańskie? Wreszcie trafiłam na film (po dwóch niezbyt udanych animacjach i jednej "modowej" produkcji), który mogę na prawdę gorąco polecić osobom, które go jeszcze nie widziały. W sumie film dobry też na obejrzenie raz jeszcze na poprawę humoru :).
Marzycielska Katarzynka mieszka z tatą w Paryżu, chodzi na lekcje tańca,
nosi okulary. Jej świat pełen jest ciepła i ojcowskiej miłości, ale też
wiele w nic tajemnic i niedopowiedzeń, zagadkowych osób i niepokojących
wydarzeń. Historię Katarzynki napisał Patrick Modiano, wybitny
francuski prozaik, laureat m.in. Nagrody Akademii Francuskiej oraz
Nagrody Goncourtów (za znaną w Polsce powieść „Ulica ciemnych
sklepików”). Wdzięk kameralnej opowieści podkreślają ilustracje Jean
Jacques`a Sempe, współtwórcy m.in. postaci Mikołajka z książek Rene
Goscinnego.
Opis z tyłu książki
Autor: Patrick Modiano, Jean-Jacques Sempé
Tytuł oryginalny:
Catherine Certitude
Język oryginalny:
francuski
Tłumacz:
Gręda Regina
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
dziecięca, młodzieżowa
Forma:
powieść
Rok pierwszego wydania:
1988
Rok pierwszego wydania polskiego:
1990
Liczba stron: 96
Książkę o uroczym tytule "Katarzynka" znalazłam pod choinką :). Zarówno wydanie jak i tytuł (w końcu ja też jestem Katarzynka :D) wydało mi się w pewien sposób urocze. Na dodatek informacja, że autor dostał Literacką Nagrodę Nobla jeszcze bardziej zachęcała do rozpoczęcia lektury.
Fabuła - tutaj muszę zaznaczyć, że nic wcześniej przed lekturą nie czytałam na temat tej książki i nie wiedziałam zupełnie czego się mogę spodziewać. Pierwsza myśl po przeczytaniu ostatniego zdania tej pozycji - o co w ogóle w niej chodziło? Czy to jakiś żart, czy po prostu mega niedopracowana i niespójna książka, która nie ma żadnej fabuły? Jednak im więcej zaczęłam czytać o tej pozycji w internecie to nagle treść zaczęła nabierać większego sensu. Gdyby nie artykuły w internecie sama nie wpadłabym na to, że przedstawiony został tutaj w pewien sposób motyw wojny. Znając ten fakt cała mglistość stara się bardziej wyraźna i pewne opisy zdarzeń dają czytelnikowi wiele możliwości. Istnieje wiele niedopowiedzeń, które w tym aspekcie mogą być odebrane dwojako i można gdybać co zdarzyło się z niektórymi bohaterami powieści.
Bohaterowie - tak samo jak w przypadku fabuły - pierwsze wrażenie miałam dość niemrawe. Jednak im więcej zdobywałam informacji tym bardziej odkrywałam każdą z postaci na nowo. Powieść ponoć dla dzieci choć ludzie starsi, znając pewne fakty o tej pozycji lepiej ją zrozumieją. Choć styl autora bardziej przystosowany dla młodszych czytelników to taki osobnik jak ja, który jest w wieku 20+ nie będzie miał problemu z przebrnięciem przez lekturę :). Wydanie jest moim zdaniem piękne. Twarda oprawa, odpowiedni papier, tekst i rysunki stworzyły intrygującą małą książeczkę, która może chwycić czytelnika za serce. Rzadko kiedy spotykam aż tak dopracowaną książkę. Pierwszy raz sama nie wiedziałam jaką mam wystawić ocenę i długo się nad tym zastanawiałam. Bez znajomości niektórych faktów książka może być zupełnie niezrozumiała dla przeciętnego czytelnika. Jednak im więcej się tych faktów zna można dostać olśnienia :). Ogólnie polecam tę pozycję.
Boguś, Elliot oraz ich leśni przyjaciele powracają w nowej przezabawnej
przygodzie, która tym razem rozgrywa się w wielkim cyrku! Gdy kumple
Bogusia nie mogą wziąć udziału w męskiej wyprawie, miś decyduje się
wyruszyć na wycieczkę sam. Napotykając na swojej drodze cyrk, Boguś
zamienia się miejscami z występującym tam bliźniaczo do niego podobnym
grizzly i przejmuje jego rolę w przedstawieniu. Jednak gdy cyrkowcy
decydują się na powrót do Rosji, zaczyna się wyścig z czasem, podczas
którego Elliot, wiewiór McSquizzy, Pan Kabanos i reszta paczki muszą
uratować Bogusia zanim będzie za późno!
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami itp. obejrzałam w kinie pierwszą część "Sezonu na misia". Na ten moment zupełnie nie pamiętam o czym była ta animacja. Odpuściłam sobie przypominanie i zabrałam się w weekend od razu za część trzecią.
Fabuła - dla mnie właściwie produkcja o wszystkim i o niczym, że ciężko mi nawet napisać w kilku słowach o czym jest ta bajka, czy nawet nakreślić jej przekaz. Dla mnie jest to kolejny zapychacz czasu. Może i pierwsza część odniosła jakiś tam sukces ale ta już jest dojeniem z kasy odbiorców. Całe szczęście nie byłam na tym już w kinie tylko obejrzałam w domowym zaciszu. Jednak i tak żałuję poświęconego czasu na kolejną niezbyt ciekawą produkcję...
Nie ma co się tu zbytnio opisywać. Jest wiele lepszych animacji przy których rzeczywiście można się pośmiać i miło spędzić czas. Już nawet ostatnio obejrzana "Merida Waleczna", która wydawała mi się nijaka jest o niebo lepsza niż trzecia część "Sezonu na misia".
Polecam jedynie osobom, które nie mają co zrobić z nadmiarem swojego wolnego czasu i lubią go marnować na takie animacje.
Dwunastoletnia Baby szuka po omacku własnej drogi do dorosłości w podupadłej dzielnicy Montrealu, pełnej narkomanów, prostytutek i meneli. Matka dziewczynki od dawna nie żyje, a jej dwudziestosiedmioletni ojciec interesuje się głównie tym, jak zdobyć kolejną działkę. Baby zmienia nędzne mieszkania, rodziny zastępcze, szkoły. Gdy napotyka bezwzględnego alfonsa, mistrza manipulacji, rozpocznie prawdziwą jazdę bez trzymanki.
Opis książki
Autor: Heather O'Neill
Tytuł oryginalny:
Lullabies for Little Criminals
Język oryginalny:
angielski
Tłumacz:
Gryczan Barbara
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
literatura zagraniczna
Forma:
powieść Przewidywana data wydania:
Rok pierwszego wydania:
2006
Rok pierwszego wydania polskiego:
2008
Liczba stron: 340
Robiłam już kilka podejść do tej pozycji. Niestety za każdym razem coś innego wpadało mi w ręce i porzucałam lekturę tej książki. Po przeczytaniu żałuję, że dopiero teraz ją skończyłam.
Książka porównywana do "My, dzieci z dworca ZOO". Niestety tej akurat nie przeczytałam, więc nie mam punktu odniesienia. Fabuła dla ludzi o słabszych nerwach może wydać się trochę przerażająca - narkotyki, alkohol, prostytucja i nieletnia dziewczynka. Historia dwunastoletniego dziecka, bo dorosłym jeszcze nazwać nie można, które ma niezbyt przyjazne dzieciństwo, próbujące zwrócić na siebie uwagę. Jeśli ktoś lubi książki o takiej tematyce to prawdopodobnie polubi się i z tą pozycją. Zakończenie... trochę cukierkowe ale dające nadzieję na przyszłość.
Styl autorki dość lekki, choć była jedna rzecz, która mnie irytowała. Nie wiem na ile wkład w to miała tłumaczka ale w niektórych momentach język był mocny, dużo przekleństw, które w sumie wpasowują się w tematykę książki, by następnie pojawiły się fragmenty zbyt ugrzecznione i pisane infantylnym językiem.
Wydanie niezłe. Cala książka wydana konkretnie, mająca "ręce i nogi", całościowo spójnie przedstawiona treść powieści. Jedyne co mnie martwi to klejone strony, nie wiem ile zniesie w jednym kawałku czytań. No i minimalnie słaba jakość papieru okładki. Pomimo, że staram się dbać o książki i nie niszczyć ich podczas czytania pozaginały mi się delikatnie rogi :(.
Z całego serca polecam tę pozycję. Choć ze względu na występujące wulgaryzmy i niektóre treści nie zalecałabym jej dla osób nieletnich / o słabych nerwach.
Prawdopodobnie jak znaczna część żeńskiej populacji w mniejszym lub większym stopniu interesuję się modą. Miałam nadzieję, że historia o Donatelli Versace choć trochę zachęci do zapoznania się z biografiami wielkich modowych postaci.
Fabuła - w tym przypadku jestem zupełnym laikiem i nie wiem czy film powstał na faktach autentycznych, czy historia jest całkowicie zmyślona. Ponoć (według filmwebu) jest to film biograficzny, jednak po obejrzeniu nawet nie mam ochoty tego sprawdzać. Jak dla mnie historia przedstawiona bardzo płytko, nijako. Ba! Nawet niektóre, a właściwie większość, momentów zbyt przesłodzona. Chociaż, żeby z tragedii jaką jest śmierć człowieka zrobić prawie komedię to też trzeba mieć talent ;). Gdyby nie ciuchy, których i tak było mało, przez samą fabułę byłam skłonna wyłączyć film już po 10 minutach.
Gra aktorska niezła, choć nie powalała na kolana. Aktorka, która wcieliła się w postać Donatelli, Gina Gershon, prawie nie do poznania w tej produkcji. Coś dziwnego działo się z jej twarzą, choć umiejętności 'zawodowych' nie można jej odmówić. Jednak do top10 aktorów jej jeszcze daleko. Zresztą jak reszcie osób występujących w tym filmie.
Podziwiam się, że dotrwałam do końca produkcji. Chyba w nowym roku muszę nauczyć się porzucać filmy, które mi się nie podobają. Niestety ja jak głupia oglądam dalej mając nadzieję, że jednak coś się polepszy... Punkty głównie za ciuchy, których w sumie i tak było niewiele.
Sydney - najstarsze miasto Australii, u swych początków - pierwsza
angielska kolonia karna. Miasto o wielu twarzach. To właśnie tu przybywa
norweski policjant Harry Hole, by wyjaśnić sprawę zabójstwa swej
rodaczki, Inger Holter, która być może stała się ofiarą seryjnego
mordercy. Z miejscowym policjantem, Aborygenem Andrew Kensingtonem,
Harry poznaje dzielnicę domów publicznych, podejrzanych lokalików, w
których handluje się narkotykami, ulice, po których snują się dewianci
seksualni. Przytłoczony mnóstwem obrazów i informacji Norweg początkowo
nie łączy ich w logiczną całość. Zrozumienie przychodzi zbyt późno i
Harry za wyeliminowanie psychopatycznego zabójcy musi zapłacić wysoką
cenę.
Opis książki
Autor: Jo Nesbø
Tytuł oryginalny:
Flaggermusmannen
Język oryginalny:
norweski
Tłumacz:
Zimnicka Iwona
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
thriller/sensacja/kryminał
Forma:
powieść
Rok pierwszego wydania:
1997
Rok pierwszego wydania polskiego:
2005
Liczba stron: 344
Dużo osób wśród znajomych zaczytywało się w książki tego autora, dlatego też i ja postanowiłam zapoznać się z jego twórczością. Czytałam również opinie, że pierwsza część cyklu nie jest tak dobra jak kolejne, więc starałam się nie zrazić od samego początku :). Fabuła dość typowa, której można się spodziewać po kryminale. Jest morderstwo, policja i próba znalezienia sprawcy. Przeplatają się również kluby ze striptizem, narkotyki i inne 'zło konieczne' które można sobie wyobrazić. Nawet pomimo mojego nastawienia, że pozycja nie jest super, że autor dopiero dalej się rozkręca to i tak długo nie mogłam się wciągnąć w czytanie. Całość trochę taka nijaka. Dopiero na ostatnich stronach zaczęło się coś dziać konkretnego. Dużo wątków, które mało wnosiły akurat do tej konkretnej pozycji. Chyba, że będą miały jakieś znaczenie w kolejnych częściach cyklu. Sami bohaterowie też trochę bez wyrazu. Ludzie mi się trochę mieszali. Mnogość imion bez konkretnej możliwości przypisania do danej postaci trochę mnie irytowało. Jedyną osobą, która zapadła mi w pamięć był Otto. Reszta - nawet główny bohater całego cyklu Harry Hole - trochę stapiali się ze sobą i nie wyróżniali się. Styl autora niby lekki ale jednak coś mi nie pasowało. Nie budował ciągłego napięcia tak, żeby zachęcić czytelnika do 'zatopienia się' w lekturze i nieprzespania nocy. Były przydługie momenty mało interesujące, żeby na chwilę wprowadzić jakąś akcję, później znowu wiało nudą. Nie wiem jaki miał cel takie zabiegi ale mnie po prostu nudziło. Przynajmniej dobrze się spało :). Sama nie wiem co myśleć o tej książce. Zła nie była ale raczej nie pozostanie mi długo w pamięci. Dam autorowi jeszcze jedną szansę, a może i dwie ;), wierząc jeszcze na słowo opiniom (choć ostatnio się przekonałam, że tym czym wielu się zachwyca ja niestety nie doceniam), że kolejne części cyklu o Harry'm Hole rzeczywiście się rozkręcą i będzie tylko lepiej.
Hazel i Gus
podzielają ten sam rodzaj sarkastycznego poczucia humoru, niechęć do
konwenansów i - wreszcie - miłość, za sprawą której przeżywają
niezapomnianą podróż. Pomimo tego, że tych dwoje nastolatków musi stawić
czoła nadzwyczajnym wyzwaniom, ich odwaga i wzajemne oddanie dowodzą,
że choć życie nie jest idealne, to miłość już tak.
Często po przeczytaniu książki zabieram się za obejrzenie jej ekranizacji. Zazwyczaj nie podobają mi się one, gdyż znacząco odbiegają od fabuły książki (ba! zdarza się, że wykorzystają tylko tytuł i imiona bohaterów ;)) na podstawie, której powstała dana produkcja. W przypadku tego filmu zostałam mile zaskoczona.
Fabuła taka sama jak w przypadku książki, całe szczęście (?) niczego nie zmienili. Większość scen, które moim zdaniem miały znaczenie dla zrozumienia całości zostały ujęte. Nawet najlepsza, przynajmniej według mnie, scena z obrzucaniem samochodu jajkami :). Choć kilka elementów, które zmienili denerwowały mnie - chociażby sposób w jaki Hazel dostała list, który napisał Gus do tego autora Van Houtera. Niby drobny szczegół a jak bardzo potrafi zirytować.
Aktorzy niestety dobrani niezbyt dobrze. Niestety większość z nich nawet wyglądem jakkolwiek nie pasowała do opisów zawartych w powieści. Co do umiejętności aktorskich raczej nie mogę się przyczepić, to zupełnie inaczej sobie ich wyobrażałam. Chociażby aktor grający Gusa miał być ponoć mega przystojniakiem a wzięli "ciapciaka" czy znacząco odchudzona postać autora ulubionej książki Hazel.
Sama produkcja całkiem dobrze zrobiona, co nie zmienia faktu, że fabuła mnie nie powaliła na kolana. Nadal nie rozumiem zachwytów nad "Gwiazd naszych wina", czy to w formie książki czy filmu. Jednak muszę przyznać, że jest to i tak jedna z lepszych ekranizacji. Szkoda, że nie potrafią tak zrobić w przypadku książek, które rzeczywiście mnie zachwyciły.
Hazel choruje na raka i mimo cudownej terapii dającej perspektywę kilku
lat więcej, wydaje się, że ostatni rozdział jej życia został spisany już
podczas stawiania diagnozy. Lecz gdy na spotkaniu grupy wsparcia
bohaterka powieści poznaje niezwykłego młodzieńca Augustusa Watersa,
następuje nagły zwrot akcji i okazuje się, że jej historia być może
zostanie napisana całkowicie na nowo.
Wnikliwa, odważna,
humorystyczna i ostra książka to najambitniejsza i najbardziej
wzruszająca powieść Johna Greena, zdobywcy wielu nagród literackich.
Autor w błyskotliwy sposób zgłębia ekscytującą, zabawną, a równocześnie
tragiczną kwestię życia i miłości.
Opis książki
Autor:John Green
Tytuł oryginalny:
The Fault in Our Stars
Język oryginalny:
angielski
Tłumacz:
Białoń-Chalecka Magdalena
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
dziecięca, młodzieżowa
Forma:
powieść Przewidywana data wydania:
Rok pierwszego wydania:
2012
Rok pierwszego wydania polskiego:
2013
Liczba stron: 320
O książce zrobiło się stosunkowo głośno gdy powstała i wyszła niedawno do kin jej ekranizacja. Wiele osób bardzo zachwala tę pozycję więc pokusiłam się i ja aby zobaczyć czy rzeczywiście jest się nad czym zachwycać.
W książce przedstawiona jest historia szesnastoletniej dziewczyny chorującej na raka, przeżywającą swoją pierwszą "prawdziwą" miłość. Ponoć bardzo dojrzałej jak na swój wiek. Ot taka historia dla nastolatek, próbująca aspirować na miano ambitnej literatury. Dla mnie była ona jedynie odskocznią po ciężkim dniu pracy. Nie twierdzę, że jest zła ale może jestem po prostu już za stara (choć mam aż/dopiero 24 lata) aby w pełni docenić tę pozycję. Były momenty gdzie Hazel, główna bohaterka, jest na prawdę dzielną i odważną dziewczyną ale zostało przedstawione wszystko w zbyt przesłodzony sposób jak na taki temat.
Dużo zostało poświęconego czasu na ulubioną powieść głównej bohaterki, Hazel, i jej oburzenia, że nie może poznać dalszych losów bohaterów. Sam autor, nie wiem czy świadomie, wykonał podobny zabieg w "Gwiazd naszych wina" kończąc ją w dość dziwnym momencie, nie robiąc konkretnego zakończenia. Ale nie pozostawił nawet takiego niedosytu, że jakoś nie miałabym ochoty czytać dalszych dziejów bohaterów...
Postacie momentami aż przerysowane. Odniosłam wrażenie, że czasem na siłę chciało się ich wykreować aby byli wyraźniejsi na tle innych. Gdyby nie te momenty mogłabym napisać same superlatywy o Hazel, jej matce czy o Gusie.
Styl autora lekki i dający się lubić. Niektórym może przeszkadzać dużo odnośników do wierszy czy innej formy literatury jednak dla mnie nie robiło to większej różnicy. Wydania papierowego nie zamierzam oceniać, gdyż przeczytałam tę pozycję na czytniku (akurat jedna z lepiej wyglądających na nim pozycji :)).
Osobiście nie rozumiem zachwytów nad tą pozycją. Ok, jest ona smutna i poruszająca, jednak momentami zbyt cukierkowa i nie wnosząca niczego. Rozumiem, że może się podobać ale nie nazwałabym jej "arcydziełem wszech czasów". Ot taka przeciętna historia, której autor próbował grać na emocjach czytelnika ale mu się zbytnio to nie udało. Dalego mu chociażby do Jodi Picoult ;).
Doskonała łuczniczka Merida jest porywczą córką króla Fergusa i królowej
Elinor. Niezależna i zdecydowana iść własną drogą, postępuje wbrew
prastarym zwyczajom, narażając się na krytykę rodziców i dworu. Czyny
księżniczki przypadkowo sprowadzają na królestwo chaos i zniszczenie.
Merida musi się spieszyć, aby odwrócić skutki spowodowanych przez siebie
zdarzeń. U kresu tej podróży ma odkryć znaczenie waleczności i swoje
prawdziwe powołanie.
Jako, że nastał niemrawy pogodowo weekend (choć wczorajsze przedpołudnie było boskie ;)) zachciało mi się obejrzenia dobrej animacji. Żeby nie oglądać po raz n-ty sprawdzonej "Krainy lodu" czy "Shreka" włączyłam tę o to właśnie produkcję. Pomimo dobrych momentów jakoś tak średnio trafiła w moje gusta.
Animacja przedstawia historię konfliktu pomiędzy córką i matką. Tytułowa Merida jest rudowłosą i niesforną córką króla i królowej, która ma zostać wydana za mąż. Pomimo, że całkiem fajnie pociągnięta historia, teoretycznie nie można się podczas oglądania nudzić mi się momentami zaczynały kleić oczy do spania. A oglądałam z samego rana, gdzie powinnam być wyspana ;).
Sama produkcja całkiem nieźle zrobiona. Osobiście nie wyłapałam żadnych nieścisłości, choć może ktoś kto oglądał bardziej skrupulatnie niż ja czegoś się dopatrzy :). Ja raczej stawiałam na fabułę.
Animacja nie powaliła na kolana (choć może 'zwaliła' mnie całą - pod kocyk :P). Ot taka bajka dobra na weekend, lecąca w tle do nadrobienia zaległości w prasowaniu czy innych domowych obowiązków.
Sage Singer, zrozpaczona po śmierci matki, zaprzyjaźnia się ze starszym panem, ulubieńcem lokalnej społeczności. Pewnego dnia Josef prosi ją o nietypową przysługę: chciałby, aby pomogła mu umrzeć. Wyznaje, że nie jest tym, za kogo przez wiele lat się podawał. Mężczyzna skrywa straszną tajemnicę z przeszłości, sięgającą czasów II wojny światowej i masowych mordów na ludności żydowskiej.
Czy Sage zgodzi się mu pomóc?
Czym będzie wówczas jej czyn: aktem miłosierdzia wobec drugiego człowieka czy wymierzeniem sprawiedliwości bezwzględnemu naziście?
Czy ma do tego prawo?
Jakie są granice wybaczenia?
Tył książki
Autor:Jodi Picoult
Tytuł oryginalny:
The Storyteller
Język oryginalny:
angielski
Tłumacz:
Moltzan-Małkowska Magdalena
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
literatura zagraniczna
Forma:
powieść Przewidywana data wydania:
Rok pierwszego wydania:
2013
Rok pierwszego wydania polskiego:
2013
Liczba stron: 560
Książkę "To, co zostało" pożyczyłam od dobrej duszy. Autorka tej pozycji jest mi znana, wiem, że potrafi w bardzo lekki sposób poruszyć ciężkie tematy i zrobić na czytelniku ogromne wrażenie. Ale tego co dostałam w akurat w tej książce nie spodziewałam się. Jak zwykle przedstawiony jest dylemat, pokazujący, że nie wszystko jest białe albo czarne. Czasem są decyzje, które musimy podjąć nie mają ani dobrego ani złego zakończenia ale są bardzo trudne i nie można ich pozostawić "bez odzewu". To jak odniesiemy się do postępowania głównej bohaterki na końcu zależy w dużej mierze od naszej hierarchii wartości, moralności. Chociaż czy tak na prawdę można je oceniać? Znając całą historię można by urządzić niezłą debatę na temat postępowania człowieka, dylematów moralnych, chociażby taki jak ten. Mi na pewno ta książka utkwi na długo w pamięci, zmusi na chwilę refleksji. Fabuła książki może być dla niektórych zbyt ciężka. Znajdziemy w niej
wiele bardzo poruszających momentów związanych z II wojną światową,
piekłem jakie potrafili wyrządzić więźniom esesmani i ogólnie
sytuacji jaka miała miejsce podczas wojny. Zdaję sobie sprawę, że jest
to powieść, jednak te sceny były według mnie opisane bardzo
realistycznie. Zresztą ta książka może natchnąć kogoś do głębszego poznania historii,
autentycznych faktów, zdobycia większej ilości wiedzy bądź też po prostu
uważniejszego siedzenia w szkole na lekcjach historii :). Po przeczytaniu "To, co zostało" sama mam ochotę zdobyć więcej informacji na temat II wojny światowej. Bohaterowie bardzo dobrze wykreowani. Każda z postaci na swój sposób interesująca, chce się poznać ich historię. Styl autorki jak zwykle, o dziwo, bardzo lekki pomimo poruszanych tematów dzięki czemu bardzo łatwo wciągnąć się w tę pozycję. Nie polecam czytania wieczorem w środku tygodnia, gdy następnego dnia idziecie do pracy czy szkoły bo można mieć problemy ze wstaniem jak się zaczyta w książkę do późna w nocy. Przerobiłam to ;). Wydanie - niestety dla mnie jest zbyt miękka okładka w stosunku do objętości książki. Aż strach było mi ją czasem otwierać, żeby po prostu nie rozkleić książki, nie pozaginać kartek i okładki. Reszta bez większego zarzutu. Czasem brak słów na przeczytaną książkę. W przypadku tej mam bardzo pozytywne (choć nie wiem czy to odpowiednie słowo) odczucia ale nie wiem co więcej mogę o niej napisać, poza tym, że ją gorąco polecam! Moja ocena: 9/10.
"Nie ma po co wybaczać, jeśli wiesz, że ktoś nic nie zrobił".*
"Zrobił
coś strasznego. Nie zasługuje na twoją miłość. Ale zasługuje, żebyś mu
wybaczyła, inaczej będzie rósł jak chwast w twoim sercu, aż je zagłuszy.
I ty będziesz cierpiała, nie on."**
Są to cytaty, na które najbardziej zwróciłam uwagę, choć godnych uznania jest dużo więcej. Jednak te dotyczą wybaczania - czy rzeczywiście każdy czyn zasługuje na wybaczenie?
Vincent
to zgryźliwy mizantrop, któremu dni upływają na wyścigach konnych, w
ulubionym barze i w towarzystwie zaprzyjaźnionej nocnej damy. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się Maggie
z synem Oliverem. Powitanie nowych sąsiadów odbywa się bez ciepłych
słów i nie zapowiada początku pięknej przyjaźni. Jednak wiecznie
spłukany Vin dostrzega szansę na podratowanie swego opłakanego budżetu.
Zostaje może nie najtańszą, ale na pewno najbardziej ekscentryczną
niańką w mieście.
Reklamę tego filmu widziałam podczas ostatniego pobytu w kinie w okolicach mikołajek tamtego roku i już wtedy wiedziałam, że będę chciała go obejrzeć. Niestety od razu zapomniałam tytułu a jak znajomi w końcu go puścili do wspólnego zobaczenia go byłam na prawdę szczęśliwa :P.
Fabuła może do ambitnych nie należy ale również nie jest zupełnie odmóżdżoną historią bez jakiejkolwiek akcji. Zrzędliwy starszy Pan zostaje nianią synka swojej nowej sąsiadki. Wyścigi konne, striptiz i bar z alkoholem dla małoletniego? Nie ma gorszych miejsc dla dzieci ale... Cała produkcja jest na prawdę bardzo ciekawie zrobiona. Wiele zabawnych momentów, dla ich dostrzeżenia nawet kilka smutnych, jednak całość daje niezłą komedię.
Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Bill Murray, który wcielił się w rolę tytułowego Vincenta, idealnie wcielił się w postać. Również Jaeden Lieberher, jako Oliver, i Mellisa McCarthy wcielająca się w postać Maggie nieźle wypadli. Ogólnie tutaj niczego złego nie mogę napisać :).
Podsumowując - nie żałuję, że obejrzałam tę produkcję. Miło spędziłam czas w gronie znajomych oglądając ten film. Nawet gdybym samotnie to zrobiła mam nadzieję, że bym się nie zawiodła. Nie daję maksymalnej ilości punktów, gdyż nie jest to mega arcydzieło, jednak zasługuje na wysoką notę.
Książka o spełnionym życiu, zainspirowana przez 20-minutowy wykład!
Pomyśl o swoich sukcesach. One nie są dziełem przypadku. Żadne "udało się", "samo wyszło", "przy okazji". Okazje pojawiły się na Twojej drodze. Ale to Ty schyliłeś się, podniosłeś je, włożyłeś w nie pasję, ciężką pracę, upór i odniosłeś sukces. Czytelniku! Pomyśl o swoich marzeniach. Wiesz, po co są? Żeby je spełniać! Pomyśl o odwadze. Odwaga składa się z czterech elementów. Odwaga to zaufanie do siebie, ryzyko, decyzje i zaangażowanie. Te składowe - dążenie do sukcesu, pasja, praca, marzenia, odwaga - łączą się ze sobą w obraz spełnionego życia. Dają nam pełną MOC możliwości. O tym właśnie opowiadał Jacek Walkiewicz słuchaczom TEDxWSB we wrześniu 2012 roku we Wrocławiu.
Książka, którą trzymasz w ręku stanowi rozwinięcie tamtego wykładu. Za pośrednictwem internetu przesłanie autora dotarło do wielu ludzi, może również do Ciebie. Zaczęły spływać e-maile, pytania, prośby o pomoc w wychodzeniu na prostą, na drogę pełną możliwości. Jacek Walkiewicz nie był w stanie każdemu z pytających odpowiedzieć indywidualnie. Dlatego postanowił zrobić to zbiorowo - właśnie za pośrednictwem tej książki.
Opis z tyłu książki
Autor: Jacek Walkiewicz
Język oryginalny:
polski
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
biografia/autobiografia/pamiętnik
Forma:
poradnik
Rok pierwszego wydania:
2014
Liczba stron: 192
Nowy Rok chciałam zacząć dość pozytywnie. Jak zwykle tworząc swoją listę postanowień, napalając się jak szczerbaty na suchary, z przekonaniem, że i tak zapewne nie uda mi się jej zrealizować, trafiłam na tę o to książkę. Pomimo klasyfikowania jej jako poradnik, osobiście tak bym jej do końca nie nazwała.
Książka powstała w oparciu o krótki wykład, który można obejrzeć poniżej:
Nie znajdziemy w tej pozycji konkretnych rad, odpowiedzi na pytanie jak my mamy żyć, jak my mamy postępować. Raczej jest to taki zbiór oczywistych oczywistości, który wbrew pozorom wielu może otworzyć oczy. Autor nie narzuca czytelnikowi swojego zdania, nie robi z siebie osoby wszystkowiedzącej, lepszej od innych. Powiedziałabym raczej, że wypowiada jedynie swoje zdanie, co według niego ważne jest w życiu, co mu pomogło, przytaczając odpowiednie przykłady i argumenty. Nie wiem czy dobrze odebrałam tę książkę ale przynajmniej tak ja ją zrozumiałam :).
Lektura tej pozycji na pewno pomoże mi w lepszym określeniu celów, ich jaśniejszym sformułowaniu. Na pewno pewne elementy zapadną mi w pamięci. Zapewne wiele osób uzna całą książkę za jedyną i bezwzględną mądrość i przyjmą ją bezgranicznie w całości. Ja natomiast, pomimo wielu ciepłych słów, które mogę o niej powiedzieć, z niektórymi aspektami mogłabym polemizować. Mówi się "nie oceniaj książki po okładce". Jest w tym dużo racji ale jak podejść na przykład do osoby, która bezmyślnie zabija ludzi, cieszy się z tego i się jeszcze tym chwali? Może rzeczywiście nie powinno się przyklejać "złej łatki" takiemu człowiekowi, może jest w tym jakiś głębszy sens ale nie jestem pewna czy jestem gotowa na to aby go poznać i czy kiedykolwiek będę. "Każdy kij ma dwa końce", więc może i mnie ktoś z jakichś powodów nie będzie chciał bardziej poznawać, ale każdy ma swoje pewne granice i moim zdaniem to do niego należy decyzja czy chce je przekraczać.
Ogólnie jestem zadowolona z tej pozycji, choć czuję pewien niedosyt. Sama, jak to stereotypowa 'baba', nie wiem czego chciałabym więcej ;). Może kiedyś będę potrafiła lepiej sformułować swoje oczekiwania ale jeszcze nie jest to ten moment. Na pewno pod niektórymi względami książka mam nadzieję, że mi pomoże. Dała mi ona lepsze światło na pewne aspekty, dzięki którym będzie mi lepiej dążyć do "lepszych" (choć nie wiem czy to adekwatne określenie) celów i marzeń ;).
Samo wydanie przyjazne dla czytelnika. Bardzo dobre rozmieszczenie, wiele cytatów, które nie przeszkadzają w czytaniu. Na końcu pozycji znajduje się również miejsce na notatki, choć ja osobiście wolę swój notesik na dany rok i to w nim bazgrolić, nawet wnioski z aktualnie czytanej książki.
Kiedyś chciałabym jeszcze wrócić do tej pozycji. Kto wie co wtedy w niej wyczytam, może lepiej ją zrozumiem? Moim skromnym zdaniem jest to ten typ "poradnika", który może mieć jeszcze większy potencjał.
Trochę późno u mnie wyszło podsumowanie ale każda pora jest dobra na jego zrobienie :).
Chciałabym wszystkim czytelnikom mojego bloga życzyć wszystkiego najlepszego w nowym roku. Dużo bardzo dobrych książek, które na długo zostaną razem z Wami i wszystkiego czego tylko byście sobie życzyli :) (może oprócz wojen, chorób i innego zła :P)
W ubiegłym roku przeczytałam tylko 30 książek i obejrzałam 16 filmów. Pomimo dość skromnych liczb nie mogę powiedzieć, że nie był to udany rok. Ukończyłam studia i "obroniłam magistra" na Uniwersytecie Gdańskim, kierunek Finanse i Rachunkowość :D (tych ok. 70 pozycji, które tam wykorzystałam nie biorę tutaj w podsumowaniu pod uwagę bo zazwyczaj były to jedynie pojedyncze rozdziały), dostałam swoją pierwszą "prawdziwą" pracę, przenosiłam się z Trójmiasta do Warszawy (za pracą), choć bardzo tęsknie za spacerami, nawet zimową porą, po plaży. Trochę pozytywnych rzeczy się w tym roku działo :) a tych negatywnych, mało ważnych mam nadzieję nie rozpamiętywać.
Ciężko mi wybrać najlepsze książki, które przeczytałam. Na pewno pozycjami wartymi uwagi są:
Nie są to książki wysokich lotów ale przy tylu stresujących momentach w jednym roku potrzebowałam takich lekkich i przyjemnych książek. Dwie z nich, pomimo dość mylących tytułów, czyli pozycja 2 i 3, były dla mnie dużym pozytywnym zaskoczeniem. Każdą wyszczególnioną z tych pozycji mogłabym nazwać również odkryciem roku. Sagę Camilli Läckberg oraz książki Janet Evanovich z chęcią czytam dalej kolejne pozycje tych autorek jak wpadną mi w ręce.
Najgorsze? Trochę się ich niestety znalazło. Na pewno unikałabym:
"Dotyk Julii" Tehereh Mafi (choć o dziwo dużo osób uwielbia)
Podczas tworzenia tego posta stwierdzam, że jednak z najgorszymi produkcjami było najciężej. Niestety wśród nich było z czego wybierać a nie przeczytałam jakoś bardzo dużo pozycji ani nie obejrzałam zatrważająco wysokiej ilości filmów... Mam wrażenie, że coraz ciężej o dobre książki oraz filmy.
Postanowień czy wyzwań czytelniczych i filmowych jeszcze nie mam sprecyzowanych na 2015 rok. Chciałabym ambitnie podejść do tematu w nowym roku ale jeszcze muszę je przemyśleć, zrobić sobie realne założenia i stwierdzić czego najbardziej chciałabym w tym roku :). Wpadła mi w oczy lista, którą można znaleźć na KWEJKU. Dość duża liczba, ale chyba zrobię sobie taką własną listę bardziej pod swoje aktualne możliwości :). Również istnieje duża liczba wyzwań czytelniczych na różnych blogach. Jest na prawdę w czym wybierać.
Jak u Was wyglądają plany czytelnicze na ten rok :)?