czwartek, 23 marca 2017

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz



Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem, i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna, on sam utrzymuje, że nie ma z zaginionym nic wspólnego.
Sytuację komplikuje fakt, że po przejściu na islam i powrocie do Polski mężczyzna znalazł się na celowniku służb. Gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny, zwraca się o pomoc do prawniczki, która niegdyś zasłynęła obroną pewnego Roma.
Joanna Chyłka niechętnie podejmuje się sprawy. Słynie bowiem nie tylko z ciętego języka, ale także z niechęci do obcych. W dodatku nie jest przekonana, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu… 
Opis książki






Autor: Remigiusz Mróz
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 592



     Dotychczas przeczytałam już pięć książek Remigiusza Mroza. Cztery poprzednie pozycje z cyklu o Chyłce w zeszłym roku pochłonęłam z wielką przyjemnością. Całkiem niedawno w moje ręce wpadło również "Wotum nieufności", do którego podeszłam już z nieco większą rezerwą. Pomimo moich durnych, czasem wręcz kosmicznych i upierdliwych uwag, a to imię nie to, a to Grodzka mi w mojej wyobraźni wyskoczyła, i tak z wielką chęcią sięgnęłam również po "Inwigilację". Jest to już piąty tom historii o Chyłce i Oryńskim.
     Joanna wraz z Kordianem znów bronią osobnika z mniejszości wyznaniowej. Po sukcesie jaki Chyłka odniosła broniąc Roma, do kancelarii Żelazny & McVay zgłaszają się rodzice zaginionego przed laty ich adoptowanego syna. Niestety okazuje się, że nie przyznaje się on do poprzedniego życia, a w ciągu minionych lat zmienił wyznanie. Kolejnym problemem jest fakt, że został on oskarżony o planowanie ataku terrorystycznego. Mogłabym w sumie jeszcze tak długo streszczać fabułę tej książki, ale nie o to tutaj chodzi. Muszę przyznać, że wciągnęłam się w historię, choć moim zdaniem nabiera ona tak naprawdę zawrotnego tempa dopiero na około dwustu ostatnich stronach. Jak zwykle u Mroza zakończenie książki nastąpiło w takim momencie, że już przebieram nóżkami nie mogąc się doczekać kolejnego tomu. Mój rehabilitant i ortopeda byliby ze mnie dumni, że tak szybko kręcę nogami z nadzieją na jak najszybsze pojawienie się następnej Chyłki ;). "Inwigilacja" zakończyła się w takim momencie, że naprawdę jestem ciekawa jak pisarz pociągnie tę historię, bo właśnie najbardziej obawiam się o to jak rozwinie się relacja pomiędzy prawniczką a aplikantem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie zrobi się z tego coś na kształt telenoweli, które oglądałam jako wczesna nastolatka, choć chyba nie powinnam się do tego przyznawać :P.
     Do stylu pisania autora nie mogę się przyczepić. Co przeszkadzało mi w "Wotum nieufności", czyli wplątywanie angielskich wyrażeń, tak tutaj już mnie nie raziło. Kto miał jakąkolwiek styczność z korporacją to wie, że zawsze znajdzie się jakaś osoba, która upierdliwie wtrąca angielskie słówka w każde zdanie. Bohaterowie, przynajmniej według mnie, nadal bardzo dobrze wykreowani. Również samo wydanie elektroniczne, które czytałam na czytniku zrobione zostało przyzwoicie. Ale co ja będę się więcej rozpisywać i powtarzać, już w przypadku początkowych części serii o Chyłce napisałam o tym trochę więcej.
     Po usunięciu wszelkich gróźb karalnych wobec autora za to zakończenie, przekleństw, kolejnych moich "złotych myśli", które nasunęły mi się po przeczytaniu tej pozycji, notka przybrała względnie 'normalne' rozmiary. Przynajmniej jak na to co się tutaj u mnie pojawia ;). Myślałam o wybraniu się w tym roku na Warszawskie Targi Książki, lecz w tym momencie nie jestem pewna jak mogłoby to się zakończyć. Chyba dla mojego dobra i dobra autora jeśli by się tam pojawił, będę się trzymać od nich z daleka. Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko czekać na kolejną część.
     Moja ocena: 8/10.

PS. No dobra - nie mogłam się powstrzymać bo naszła mnie pewna dziwna myśl podczas lektury. Było tutaj kilka nawiązań do "Wotum nieufności", czyli program z Zygzakiem, wzmianka o politykach ze znanej partii z tamtej pozycji. I tak się zastanawiam czy przed kolejną częścią Chyłki nie powinnam zaznajomić się z pozycjami o Wiktorze Forście [tak, specjalnie sprawdziłam imię!], aby lepiej poznać tajemniczego W. A może po prostu węszę już niepotrzebnie jakiś spisek i zbyt dużo sobie wyobrażam bo to nie będzie jedna i ta sama osoba a dwa odrębne różne byty :D.

wtorek, 21 marca 2017

'Nie ma mowy' (Tumbledown, 2015) - film



 


Po śmierci męża, słynnego muzyka folkowego, Hanna wciąż żyje jego życiem, próbując pisać biografię ukochanego. W jej prowincjonalnym, bezpiecznym świecie pojawia się Andrew, nowojorski pisarz, zbierający materiały do książki o jej zmarłym mężu. Tych dwoje dzieli wszystko. Czy mimo tego uda im się wspólnie napisać biografię muzyka i rozpocząć nowy rozdział ich własnej historii?








     Gdzieś o tym filmie przeczytałam, że nie jest to standardowa komedia romantyczna z przewidywalnym zakończeniem. Jak wiadomo w tego typu produkcjach bardzo często można domyślić się jak skończy się dana historia, nawet bez oglądania filmu. Czy rzeczywiście "Nie ma mowy!" wyróżnia się czymś na tle innych amerykańskich komedii romantycznych? Moim zdaniem nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, gdyż najlepsza wydaje się być "to zależy".
     Po śmierci swojego męża Hanna dość długo pozostaje w żałobie i próbuje się pozbierać. Jako, że jej luby był muzykiem chce ona napisać jego biografię, lecz średnio jej to wychodzi. Do pomocy zatrudnia pewnego upierdliwego człowieka z "wielkiego miasta". O ile sama historia została przedstawiona całkiem nieźle to już zakończenie reżyser całkowicie zaprzepaścił. Po plakacie filmu niestety można domyślić się całej historii, a właściwie jej zakończenia. Niestety zdradza on za dużo elementów, przez co prawdopodobnie treść nie będzie miała przed widzem żadnych tajemnic. Osobiście miałam nadzieję, że te ostatnie piętnaście minut seansu potoczy się całkowicie inaczej. Gdyby moje nadzieje zostały odzwierciedlone w tej produkcji, to byłabym zadowolona i w pełni zgodziła się ze stwierdzeniem, że nie jest to standardowa amerykańska komedia romantyczna.
     Gra aktorska to element, który o dziwo wypadł całkiem nieźle. Co prawda nie jestem w pełni zachwycona i nie pieję z zachwytu nad zdolnościami aktorów, którzy wystąpili w tym filmie, lecz nie mogę napisać, że byli całkowicie źli czy nijacy. Jestem raczej pozytywnie zaskoczona, w szczególności, że obsada filmu nie składa się z czołowych nazwisk, które możemy kojarzyć z różnych plotkarskich platform.
     Przy filmie "Dziewczyna z pociągu" narzekałam na muzykę, a właściwie jej brak. Przynajmniej według mnie jej tam nie było. W przypadku tego filmu muszę przyznać, że ścieżka dźwiękowa mnie urzekła i całkowicie skradła moje serce. Jest to element, który znacząco podniósł moją ocenę tej produkcji. Jeśli ktoś wie, co to za zespół czy wokalista stworzył piosenki do tego filmu niech da mi znać.
     "Nie ma mowy!" jako komedia romantyczna nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia jak oczekiwałam. Miało być inaczej niż zazwyczaj, jako widz miałam dostać kompletnie coś innego. Niestety sama fabuła nie odbiega znacząco od innych produkcji tego typu, choć wykonanie, obsada aktorska oraz soundtrack moim zdaniem może zaskoczyć.
     Moja ocena: 5/10.

niedziela, 19 marca 2017

"Chcę być kochana tak jak chcę" Katarzyna Miller, Ewa Konarowska



 


By wreszcie zrozumieć, o co w miłości chodzi.

Bestseller "Chcę być kochana tak jak chcę", to książka-poradnik, książka-terapia, książka-przygoda, w której Katarzyna Miller i Ewa Konarowska zastanawiają się , w jaki sposób można otrzymać miłość dokładnie taką, jakiej się chce i jakiej się potrzebuje.

Opis książki









Autor: Katarzyna Miller, Ewa Konarowska
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura naukowa i popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: wywiad, rozmowa
Rok pierwszego wydania: 2005
Liczba stron: 272



     Nie jestem jakąś dużą fanką tego typu pozycji. Wszelkie poradniki czy psychologiczno-podobne twory zazwyczaj nie potrafiły trafić w moje gusta. Bardzo rzadko zdarza się sytuacja, gdy taka książka otwiera mi oczy i stwierdzam, że muszę coś w swoim życiu zmienić. Naprawdę staram się do takich pozycji podejść z otwartym umysłem ale... niestety nieczęsto się zdarza abym była w pełni zadowolona.
     Pozycja "Chcę być kochana tak jak chcę" to książka w formie rozmowy, wywiadu, pomiędzy dwoma kobietami. Po samym tytule spodziewałam się, że będzie dużo o miłości, że dowiem się co zrobić, jak zmienić swoje nastawienie, aby być kochana w sposób, który mnie zadowoli. Sama nie wiem co mogę napisać o tej pozycji. Niestety nie dostałam zbyt wielu ciekawych informacji, które by zmieniły moje patrzenie na świat. Nie odnalazłam tutaj nic odkrywczego, czegokolwiek o czym nie wiedziałabym już wcześniej. Jednak sama pozycja jest napisana tak dobrym językiem, że z przyjemnoścprzeczytałam całość.
     Wydanie książki całkiem sensowne zrobione. Projekt okładki w kolorze różowym to kwestia gustu, natomiast jej wykonanie jak najbardziej na plus. Niby miękka ze skrzydełkami ale właśnie dzięki nim nie ma tych zagiętych rogów, które mogą irytować, a czasem pojawiają się już po pierwszym czytaniu. Strony były klejone ale jakby też pomocniczo zszyte? Bardzo rzadko widzę takie rozwiązanie i sama nie wiem co mam do końca o tym sądzić. Zobaczę na jak długo takie rozwiązanie jest skuteczne.
     Prawdopodobnie nie powinnam oceniać takich książek, choć zawsze mam nadzieję, że to będzie właśnie ta pozycja, która zmieni o nich moje zdanie. Możliwe, że ktoś znajdzie tutaj coś dla siebie, ja niestety tego nie odnalazłam. Nie twierdzę, że jest to zła książka, choć chyba każdy z nas może inaczej ją zinterpretować.
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 17 marca 2017

'Dziewczyna z pociągu' (The Girl on the Train, 2016) - film







Załamana rozwodem Rachel spędza dnie na fantazjach o pięknej parze mieszkającej w domu, który codziennie mija jadąc pociągiem. Pewnego ranka zobaczy tam coś, co wkrótce wywróci jej życie do góry nogami. Rachel będzie zmuszona zmierzyć się z makabryczną tajemnicą, której rozwiązanie może okazać się ponad jej siły. 










     W zeszłym roku był wielki szum wokół "Dziewczyny z pociągu". Książka podzieliła czytelników na dwa obozy - tych, którzy się nią zachwycają oraz na tych szczerze nienawidzących tej powieści. Natomiast bardzo niewiele jest osób, które po prostu uznały ją za... nijaką. Osobiście mi się książka bardzo spodobała, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok ekranizacji. 
     Rachel, która nie potrafiła pozbierać się po niemożności posiadania dziecka popadła w alkoholizm. Na domiar złego rozwiodła się a nowa żona eksmęża urodziła uroczego dzieciaczka. Jeżdżąc codziennie pociągiem o tej samej godzinie, w tym samym przedziale, wpatruje się w okna jej dawnego domu. Dopóki nie zbliżała się do byłego faceta było to raczej nieszkodliwe zachowanie. Problem zaczyna się gdy ginie sąsiadka a główna bohaterka ma jedną wielką pijacką dziurę w głowie i nie wie co się wtedy stało. Na domiar złego widziano ją wtedy w okolicy. O dziwo film całkiem dobrze odwzorowuje to co się działo w powieści. Co prawda nie pamiętam wielu niuansów, które mogły zostać zmienione lecz główny zamysł fabuły został bardzo dobrze przedstawiony. Osoby, które już czytały książkę nie mają tego elementu zaskoczenia, a zakończenie jest im dobrze znane. Nie powinnam narzekać na porządne przedstawienie historii, jednak w wersji filmowej nie zrobiła ona na mnie aż takiego wrażenia jak powieść. Niby dobrze mi się oglądało lecz już momentami byłam wręcz znudzona. Niektóre sceny mogłyby zostać wycięte, a film by przez to niewiele stracił, a byłby przynajmniej trochę krótszy.
     Gra aktorska - odtwórczyni głównej roli, czyli Emily Blunt, jakoś nie spodobała mi się w tej roli. Nie chodzi mi nawet o to, że źle zagrała, bo wcieliła się w swoją rolę idealnie. Jednak coś mi przeszkadzało i podczas seansu nie dawało spokoju. Nadal nie jestem w stanie określić co mi się nie podobało. Może zostanę za to zhejtowana ale mówi się trudno. Chyba będę jedną z nielicznych ale najlepiej według mnie wypadła Rebecca Ferguson, która wcielała się w postać Anny. Pomimo, że były momenty w których wypadła dość drętwo, to moim zdaniem idealnie została dobrana do tej roli. 
     Nad muzyką w tym filmie zachwycała się moja znajoma. Czasami ścieżka dźwiękowa jest nieziemska, nawet jeśli produkcja jest fabularnie do bani, ale w tym filmie odniosłam wrażenie jakby w ogóle jej nie było. I tak się zastanawiam czy to ja jestem jakaś wybrakowana czy znajdą się jeszcze jacyś widzowie, którzy również w ogóle jej nie odnotowali. Sama scenografia również nie zapadła w mojej pamięci, nie mam ochoty pozwiedzać miejsc, w których był kręcony ten film, tak jak miało to miejsce w przypadku "Trzeźwych potworów".
     Film dla mnie jak najbardziej średni. Może gdybym nie miała wobec niego takich oczekiwań to oglądałoby mi się go przyjemniej. Osobom, którym nie przypasowała książka prawdopodobnie również nie będą zachwyceni, gdyż film dość wiernie odwzorowuję historię z powieści. "Dziewczynę z pociągu" chyba najlepiej jest oglądać jeśli nie zna się historii, można wtedy na niego spojrzeć przychylniej i nie mieć poczucia straconego czasu.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails