piątek, 28 lutego 2014

'Oczy Julii' (Los Ojos de Julia, 2010) - film



 
Gdy w tajemniczych okolicznościach ginie piękna, odzyskująca po długiej chorobie wzrok Sara, jej siostra bliźniaczka Julia nie może uwierzyć w sugerowane przez policję samobójstwo. Mimo próśb męża, którego łączyła z Sarą zastanawiająco bliska więź, kobieta postanawia na własną rękę zbadać przyczyny śmierci siostry. Wkrótce, ku swojemu przerażeniu, Julia odkryje, że sama zaczyna tracić wzrok, a każdy jej krok w narastających ciemnościach obserwuje zagadkowa postać, która nie zostawia po sobie żadnego śladu... 







     W wolnej chwili wreszcie udało mi się obejrzeć film "Oczy Julii", do którego dość długo się zbierałam. W sumie ostatnimi czasy ciężko mi się zabrać do czegokolwiek :). Widziałam różne o nim opinie i nie byłam pewna czy mi się spodoba i czy warto "marnować" czas. Jednak według mnie warto, choć ma swoje plusy i minusy ta produkcja... 
     Fabuła ciekawie skonstruowana. Pomimo, że mniej więcej w połowie domyśliłam się kto był tym "złym" charakterem oglądałam ten film z zapartym tchem. Nie wiem czy dałabym radę oglądać film "w ciemnościach" jednak nawet obejrzany za dnia zapadnie mi pewnie w pamięci. Może bez koszmarów się obędzie aczkolwiek treść filmu na prawdę poruszająca utrzymana w dość mrocznym klimacie. 
     Gra aktorska na wysokim poziomie. Odtwórczynię głównej bohaterki kojarzę również z filmu wspomnianego na plakacie - z "Sierocińca". W obu przypadkach na prawdę dobrze się spisała. Również reszta aktorów na prawdę "wie co robi". 
     Muzyka bardzo dobrze dobrana. Jednak sceneria nie zrobiła już takiego wrażenia jak w przypadku innych podobnych w tym gatunku filmów. Niby wszystko ok ale jednak miałam nadzieję na coś lepszego. 
     Film na pewno wart uwagi, jednak nie jest to produkcja, która zyska u mnie miano "ulubionej". Przyjemnie się oglądało ale czegoś nadal brakuje.
     Moja ocena: 7/10

niedziela, 23 lutego 2014

"Księżniczka z lodu" Camilla Läckberg






Gdy w spokojnym miasteczku Fjällbaka na zachodnim wybrzeżu Szwecji zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner, wszystko wskazuje na to, że popełniła samobójstwo. Matka kobiety ma jednak wątpliwości i prosi przyjaciółkę córki z dzieciństwa, pisarkę Erikę Falck, żeby przyjrzała się tej tragedii. Erika wspólnie z Patrikiem Hedströmem, kolegą z młodzieńczych lat, a obecnie policjantem, próbują rozwikłać sprawę. Wkrótce zaczynają podejrzewać, że śmierć Alex ma związek z mroczną tajemnicą z przeszłości.
Tył książki







Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Isprinsessan
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 424



     Po około roku polowania na tę pozycję w bibliotece udało mi się wreszcie ją dorwać. Jak zobaczyłam ją na półce, niemalże czekającą na mnie cieszyłam się jak dziecko ;). Wiele słyszałam o tej serii, w dużej mierze były to opinie pozytywne. Wyszłam jednak z założenia, że zanim bym miała kupić całą serię dorwę chociaż kilka pozycji w bibliotece i sama wyrobie sobie opinię czy warto. 
     Fabuła ciekawie skonstruowana. Streszczać nie zamierzam - sądzę, że opis przedstawiony z tyłu książki jest wystarczający, jeśli nie chce się zdradzić zbyt dużo osobom, które jeszcze nie przeczytały tej pozycji. Według mnie "Księżniczka z lodu" to ciekawe połączenie obyczajówki z kryminałem. Co prawda akacja nie gna "na łeb, na szyje", jednak ma w sobie coś wciągającego, że chce się do tej pozycji wracać i czytać. Pozycja ma ponad 400 stron - ja ją połknęłam w niecałe półtora dnia, nie mogąc się oderwać od historii i nie mogąc się doczekać co będzie dalej. Były niestety sytuacje, które na myśl przywodziły inne pozycje, chociażby sytuacja "bieliźniana" bardzo przypominająca tą z Bridget Jones :). Pomimo niektórych takich scen historia jest przedstawiona w ciekawy sposób.
     Bohaterowie - moim zdaniem dobrze nakreśleni. Nie jest to może najwyższy poziom zróżnicowania charakterów, jednak czytając przynajmniej nie myliły mi się osoby. Ba! Nawet bym mogła o każdym co nieco napisać dla rozróżnienia postaci. Wszystkie osoby nie miały płytkiej osobowości, tylko raczej mieli charakter wielowymiarowy.
     Styl autorki bardzo lekki i nie odpychający. Dawało to możliwość również szybkiego przeczytania pozycji. Czasem natknęłam się na takie, że pomimo ciekawej fabuły język jakim była pisana pozycja odpychał od siebie. Tutaj znajdziemy wszystko w bardzo dobrym wydaniu - przyjazny czytelnikowi język oraz ciekawa fabuła. 
     Wydanie, które znalazło się w moich rękach nie miało błędów stylistycznych czy językowych. Jednak co mnie najbardziej denerwowało to "klejone" strony, które prawdopodobnie niedługo się rozlecą, pomimo bardzo dobrego traktowania książki przez wszystkich czytelników. 
     Podsumowując jestem zadowolona, że wreszcie i ja poznałam, chociaż w małym stopniu, twórczość Läckberg. Z wielką chęcią sięgnę po następne pozycje z tej serii. Polecam, szczególnie tym niezdecydowanym. Lepiej samemu sobie wyrobić w tym przypadku opinię o twórczości autorki :).
     Moja ocena: 8/10

PS. Autorka dzięki tej serii namiętne określana jest przez niektórych jako "następczyni" Larssona. Co prawda nie czytałam jeszcze jego pozycji, nie mam na ten moment możliwości porównania treści i sposobu pisania tych dwóch autorów, jednak następczyni? Sprawdzając daty - "Księżniczka z lodu" (pierwszy tom serii) po raz pierwszy wydana w 2003, a "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - 2005. Prawdopodobnie w Polsce ta seria zaczęła się ukazywać później, ewentualnie w bardzo zbliżonym czasie, jednak nie zmienia faktu, że w oryginale jednak Camilla Läckberg była wydana pierwsza ;). I nie wiem czy jest w ogóle sens porównywać tych dwóch autorów, czy to tylko wymysł "marketingowców", jednak Larsson oraz pozostałe pozycje Läckberg wskakują wyżej na liście kryminałów na przeczytania.

środa, 12 lutego 2014

"Mój tydzień z Marilyn" Colin Clark



Dopiero po latach Colin Clark zdecydował się opowiedzieć o tym, co przez krótki tydzień łączyło go z amerykańską boginią kina. 
- O czymś bardziej intensywnym i intymnym niż seks.
- O czymś, co na zawsze pozostało w ich sercach.
- O czymś, co mówi o Marilyn Monroe więcej niż setki jej biografii...
Marilyn Monroe przyjeżdża do Anglii kręcić nowy film. Po dwóch tygodniach miodowego miesiąca dowiaduje się, że dla męża - Arthura Millera - jest wielkim rozczarowaniem. Załamana, odkrywa bratnią duszę w Colinie Clarku - filmowym chłopcu na posyłki. To jemu podczas bezsennych nocy opowiada w łóżku o swoim dzieciństwie, karierze i o mężczyznach, którzy zrobią wszystko, aby do tego łóżka ją zaciągnąć... 
Tył książki





Autor: Colin Clark 
Tytuł oryginalny: My Week with Marilyn
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Biernacka Matylda
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Rok pierwszego wydania: 2000
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 192



     Jeśli ktoś nie lubi postaci Marilyn Monroe to niech nie sięga po tę pozycję. Chyba, że lubi hejtować wszystko i wszystkich oraz lubi skazywać się na cierpienia :). Osobiście podczas szału jaki panował na tę książkę bałam się po nią sięgnąć. Jako, że już on minął dlatego dopiero teraz ją przeczytałam. 
     Historia zawarta na stronach tej książki jest oparta na faktach. Siedem dni z życia Colina Clarka podczas których "trwała" jego znajomość z Marilyn Monroe. Podczas czytania miałam wrażenie, że czytam raczej powieść a nie autobiografie/pamiętnik. Fabuła moim zdaniem bardzo wciągająca. Co prawda nie będzie tu wielkich zwrotów akcji, jednak pozycja i treść w niej zawarta ma swój pewien urok. Nie byłam wielką fanką Marilyn, ale też nie odrzucała mnie od siebie. Dzięki tej książce mam ochotę na więcej czytania o pannie Monroe :). 
     Bohaterowie - jak to bohaterowie w przypadku tego typu pozycji. Nie śmiem ich oceniać. Jednak chyba żadna z postaci nie była przedstawiona w nudny sposób. 
     Wydanie całkiem przyjemne. Nie było błędów (o dziwo!) typu literówki itp. Chyba zaczynam wierzyć w to, że książki mogą być pod tym względem dobrze wydane :). Jedyne co mogłoby przeszkadzać to fakt, że książka raczej jest podobna rozmiarami do wydań "kieszonkowych" a sprzedawana jest w 'normalnej' cenie. Czy ta pozycja jest warta 30 złotych? Sami byście musieli to ocenić.
     "Mój tydzień z Marilyn" nie jest może hitem, zasługującym u mnie na maksymalną ocenę jednak na pewno jest ona warta uwagi. Napisana jest lekko i zachęcająco. Czytałam wiele negatywnych recenzji o tej pozycji jednak mi się ona spodobała. Jak wiadomo są gusta i guściki ale według mnie warto przeczytać. Z czystym sumieniem mogę polecić tę pozycję. 
     Moja ocena: 8/10.

poniedziałek, 10 lutego 2014

"Porachunki" Tonino Benacquista




 

Pod osłoną nocy do pewnego miasteczka w Normandii sprowadza się amerykańska rodzina. Fred Blake jest pisarzem i zbiera materiały do swej książki. Ale to tylko pozory...
Naprawdę to bezwzględny gangster, jeden z bossów nowojorskiej mafii, teraz świadek koronny, dzień i noc strzeżony przez FBI. Pomimo wysiłków agentów federalnych nikogo z rodziny nie udaje się utrzymać w ryzach. Wkrótce sytuacja zupełnie wymyka się spod kontroli... 
Tył książki








Autor: Tonino Benacquista
Tytuł oryginalny: Malavita
Język oryginalny: francuski
Tłumacz: Kozłowska Małgorzata
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2005
Liczba stron: 336 



    Z mafią więcej oglądałam filmów aniżeli przeczytałam książek. Z jednej strony byłam ciekawa jaki będzie efekt z powieści, z drugiej zaś strony opis książki nie był dla mnie na tyle zachwycający bym "piała z zachwytu". Jednak po pewnej chwili zastanowienia się z pewną dozą ciekawości jednak i rezerwą zaczęłam zaczytywać się w tej pozycji. 
     Fabuła książki na prawdę ciekawa. Czytając pozycję miałam wrażenie, że jest to bardziej przerysowany obraz mafii. Chociaż kto wie jak jest na prawdę? Jednak w wielu momentach raczej się uśmiałam aniżeli z przyśpieszonym biciem serca z przerażenia obawiałam się co może się strasznego stać. Muszę przyznać, że szybko zleciało mi czytanie tej pozycji. Kartki prawie same się przewracały. Sytuacje śmieszne, absurdalne, niektóre przerażające. Wszystkie elementy znajdziemy w tej pozycji. Żeby nie zdradzić zbyt dużo elementów z fabuły i nie  odbierać Wam przyjemności z czytania tej pozycji streszczać jej nie będę. W tym momencie nie dziwię się opisowi, że jest taki zdawkowy. Więcej zdradziłoby za dużo :). 
     Bohaterowie - najbardziej polubiłam... psa o imieniu Malavita :D. Co prawda reszta bohaterów też całkiem przyjazna jednak nie zdobyli mojego serca aż w takim stopniu co pies. Wszyscy zostali bardzo dobrze nakreśleni. Nie odniosłam wrażenia, żeby byli płascy, bez wyrazu - wręcz przeciwnie. Jedyne co mi zgrzytało to trochę okładka, a raczej aktorka, która została wybrana do roli żony głównego bohatera, gdyż okładka jest taka sama jak plakat filmu. Produkcji co prawda jeszcze nie widziałam jednak w książce była ona zupełnie inaczej opisana... Nie tak ją sobie wyobrażałam z opisów podczas czytania.
     Wydanie, które do mnie trafiło można uznać za udane. Została dobrana odpowiednia wielkość literek ;), "biel" stron, czcionka. Nie rzuciły mi się również żadne literówki, które niestety ostatnio często widzę (szkoda tylko, że nie u siebie :P). 
     Podsumowując - szczerze polecam. Pozycja powinna się spodobać osobom lubiącym wszelkiej maści filmy/książki sensacyjne, związane z mafią. "Ojca Chrzestnego" jeszcze nie przeczytałam ani nie obejrzałam więc nie mam do niej porównania, jednak po tej książce wskoczą na wyższą pozycję na liście oczekujących :). Film, który powstał na podstawie tej pozycji z chęcią obejrzę, jeśli będę miała taką możliwość. Również nabrałam ochoty na kolejną część przygód mafijnej rodzinki. Zdaję sobie sprawę, że jest napisana jednak różne źródła podają różne tytuły. Chyba kwestia osoby, która tłumaczyła tak jak w przypadku tej pozycji :).
     Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję Wydawnictwu Muza.

niedziela, 9 lutego 2014

'Ratując pana Banksa' (Saving Mr.Banks, 2013) - film

Na usilne prośby swoich córek Walt Disney obiecuje zrealizować film na podstawie ich ulubionej książki "Mary Poppins" autorstwa P. L. Travers. Nie wie jednak, że spełnienie przyrzeczenia zajmie mu 20 lat. Aby uzyskać prawa do ekranizacji Walt musi stawić czoła zgryźliwej, bezkompromisowej pisarce, która nie zamierza patrzeć, jak jej ukochana niania-czarodziejka jest masakrowana w trybach hollywoodzkiej machiny. Jednak w miarę spadku sprzedaży książki i pogarszania się sytuacji finansowej, Travers godzi się pojechać do Los Angeles, aby wysłuchać planów adaptacji. Na te dwa krótkie tygodnie w 1961 Walt Disney wytacza najcięższą artylerię. Uzbrojony w oszałamiające storyboardy i radosne piosenki braci Sherman Walt przypuszcza frontalny atak na P.L. Travers, jednak rozeźlona autorka nie ugina się pod presją. Wkrótce potem filmowiec bezradnie obserwuje, jak prawa do książki zaczynają wymykać mu się z ręki... 




     "Ratując pana Banksa" to film, który wyszedł niedawno do kin i zrobiło się o nim od razu stosunkowo głośno. Jednak czy jest wart tego całego szumu jaki się wokół niego zrobił? Na pewno znajdzie się wielu przeciwników jak i zwolenników tego filmu - mi się on po prostu podobał :). 
     Film przedstawia burzliwe relacje pomiędzy autorką książek z Mary Poppins P.L. Travers a Waltem Disney'em. Nie spodziewałam się wielkiego szału, jednak zostałam pozytywnie zaskoczona. Historia oparta na faktach, przedstawiona nieco w dramatyczny sposób, z elementami komedii. Wszystkie sceny dawały pewien obraz sytuacji. Można było dzięki nim zrozumieć pewne postępowania bohaterów. Nie było scen, które by się dłużyły, męczyły odbiorcę filmu. Pomimo, że produkcja trwała prawie dwie godziny nie nudziłam się podczas oglądania. 
     Sceneria oraz muzyka bardzo dobrze dobrane, tworząc spójną całość. Natomiast obsada aktorska - element, który chyba nigdy nie zadowoli w stu procentach wszystkich. O ile odtwórcy głównych ról - Tom Hanks oraz Emma Thompson, zagrali według mnie bardzo dobrze to irytował mnie strasznie Colin Farrell. Mogę nie być obiektywna, jednak ostatnimi czasy mnie on po prostu denerwuje. Może i grał dobrze, jednak milej by było gdyby go nie było ;). Reszta aktorów całkiem dobrze sobie poradziła. Nawet wśród najmłodszych nie znajdziemy sytuacji w których grali by strasznie drętwo. 
     Podsumowując, moim zdaniem warto zobaczyć ten film. Jest to, wbrew pozorom, bardzo pozytywna produkcja, którą miło jest obejrzeć, niezależnie od pory roku, dnia czy liczby osób z którymi chcemy ją obejrzeć. 
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 24 stycznia 2014

"Twarz z przeszłości" Fern Michaels

Czasami lepiej zostawić przeszłość tam, gdzie ją pogrzebaliśmy... Gdy doktor Blake Hunter spotyka Casey Edwards błąkającą się po ulicach miasteczka Sweetwater, jest ona kobietą bez przeszłości. Pamięć wyparła ślady przerażających wydarzeń, jakie stały się jej udziałem przed dziesięcioma laty. Jedyne, co ma, to skrawek papieru z adresem wspaniałej posiadłości, w której mieszka jej matka. Ale dom nie stanie się dla niej bezpiecznym azylem. Sąsiedzi unikający jej wzroku... Matka szepcząca coś za zamkniętymi drzwiami... Ktoś, kto zrobi wszystko, by Casey nie przypomniała sobie zbyt wiele... Czy miłość, która do niej przyszła, pomoże zwalczyć demony przeszłości? 
Opis książki
Autor: Fern Michaels
Tytuł oryginalny: About Face
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Raginiak Maciej
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 320



     "Twarz z przeszłości" to kolejna książka z biblioteki wzięta raczej "na czuja", bez sprawdzania wcześniej ocen tej pozycji. Tytuł ani autorka nic mi nie mówiło, więc chciałam dać szansę. Wzięłam się za czytanie z nadzieją na "odkrycie roku" wśród autorów. Jednak chyba to staje się powoli zasadą, że książki wybierane na chybił trafił zazwyczaj nie trafiają w me gusta... 
     Fabuła niestety nie powala. Niby pomysł dobry. Dziewczyna zostaje zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, po spędzeniu w nim dziesięciu lat i wyjściu nadal ma dużą lukę w pamięci odnośnie swojego życia, zdarzeń z przeszłości. Jednak tutaj historia przedstawiona w sposób przewidywalny aż do bólu, zero ciekawych sytuacji. Mam wrażenie, że już większe zwroty akcji są w ustawach o podatku dochodowym, które ostatnio zgłębiałam na zaliczenia :P. Bohaterowie również strasznie płytko przedstawieni, jednowymiarowi. Każdy łudząco do siebie podobny. Osoby w tej książce różniły się jedynie imionami oraz płcią. 
     Styl autorki można uznać za jedyny plus. Przez pozycję można stosunkowo szybko przebrnąć o ile ma się wystarczająco dużo determinacji aby skończyć ją i nie usnąć podczas czytania. Jako lektura bez stresu do poduszki może okazać się bardzo dobra.
     Niestety pod względem wydania książka ta również nie powala. Trzy osoby odpowiedzialne za korektę a znajdziemy w tej pozycji masę literówek... Przy takiej liczbie ludzi, które pracowały nad tą książką jest to dla mnie niedopuszczalne. Reszta całe szczęście bez zarzutu, jednak te błędy pozostawiają pewien niesmak. Wiem, że człowiek to tylko człowiek jednak tyle osób powinno wyłapać te błędy. 
     Do tej książki na pewno powracać nie będę. Autorce może kiedyś dam jeszcze jedną szansę jednak ta pozycja jest kompletną klapą. Raczej nie polecam - jest tyle innych książek wartych przeczytania, że nie warto na tą powieść poświęcać czasu.
     Moja ocena: 2/10.

piątek, 17 stycznia 2014

'Dwunastu gniewnych ludzi' (12 Angry Men, 1957) - film









Dwunastu przysięgłych ma wydać wyrok w procesie o morderstwo. Jeden z nich ma wątpliwości dotyczące winy oskarżonego.












     "Dwunastu gniewnych ludzi" to film mający bardzo wysoką ocenę wśród społeczności, zajmuję wysoką notę w rankingu światowym i gdzie nie spojrzeć jest ogólnie polecany. Dlatego też z wielką chęcią, ale również pewnymi obawami, że nie docenię tego filmu, obejrzałam tę produkcję. 
     Film przedstawia historię dwunastu przysięgłych, którzy mają ocenić czy oskarżony jest winny morderstwa czy nie. Moim zdaniem sam proces, rozmowy, a nawet wręcz kłótnie pomiędzy ławnikami przedstawione jest w ciekawy sposób. Niby pomysł prostu - kilkunastu chłopów siedzi w jednym pomieszczeniu i ma jednogłośnie wydać werdykt. Jednak jest coś co przyciąga do tego filmu, że ogląda się go z zapartym tchem. Wszystkie elementy budują napięcie. Pogoda, ciasne pomieszczenie, ocenianie młodego człowieka czy jest winny morderstwu dodają klimatu i potęgują różne emocje również w osobie, która jedynie ogląda ten film. 
     Bohaterowie zostali perfekcyjnie wykreowani. Każda z postaci różniła się od siebie nie tylko wiekiem, ale również profesją, ogólnymi poglądami. Nikt nie był taki sam, wszyscy od siebie się na swój sposób różnili. Dodawało to jeszcze tego pewnego "smaczku" i potęgowało pewne napięcie. Aktorzy bardzo dobrze wcielili się w grane role.
     Nie wiem czemu tak długo wzbraniałam się z oglądaniem tego filmu. Wiem, że czasem nie doceniam tego co się podoba większości, jednak w tym przypadku wysoka nota jest na prawdę zasłużona. Jest to jeden z tych filmów, który pokazuje, że nie trzeba ogromnych nakładów finansowych i żadnych fajerwerków by wzbudzić zainteresowanie i stworzyć niesamowity film.
     Moja ocena: 9/10.

piątek, 10 stycznia 2014

'Czarownica' (Bewitched, 2005) - film




Remake serialu telewizyjnego z lat 60-tych opowiadający o perypetiach pewnej zwariowanej czarownicy, Samanthy Stephens, której czary niestety nie działają na kłopoty, jakie ma ona ze swoim własnym mężem. Gdzieś w kalifornijskiej San Fernando Valley, Isabel (Nicole Kidman) usiłuje odmienić swoje życie. Naiwna i pełna dobrych intencji czarownica pragnie wyrzec się nadprzyrodzonych mocy, jakimi została obdarzona i prowadzić “normalne” życie. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, Jack Wyatt (Will Ferrell) przystojny, czarujący aktor usiłuje ponownie wrócić na ścieżkę kariery. 






     Każdy student zrozumie, że aktualnie występuje intensywny początek sezonu nauki do zaliczeń, zerówek, egzaminów, pisania prac licencjackich/magisterskich i innych podobnych zaliczeń. Tak więc potrzebowałam raczej czegoś mniej ambitnego niż literatura ustaw na temat podatków, kosztów nie stanowiących przychodu, integracji rynków finansowych czy rachunku kosztów.
     Ogólnie chyba ostatnio nie mam zbyt dobrego trafu do dobrych filmów. Znów trafił mi się bardzo przeciętny film, który można raczej oglądać jednym okiem aniżeli skupiać na nim całą swoją uwagę. Pomimo obejrzenia tego filmu poprzedniego wieczoru znów niewiele z niego pamiętam. Było coś o czarownicy, która miała zagrać w serialu rolę... czarownicy. Niestety więcej mało pamiętam. Jedynie jestem świadoma, że wystąpił znów typowy schemat "hollywoodzkiej" komedii romantycznej... "niby śmiesznie, śmiesznie, następuje coś złego, ale na koniec się pogodzili, zakochali w sobie i żyli długo i szczęśliwie". Pomimo potrzeby czegoś mało ambitnego ten film nie należał do bardzo dobrych, trafiających w moje potrzeby. 
     Film oglądałam na polskiej stacji - Polsacie. Jak większość prawdopodobnie wie irytujące były długie reklamy, jednak to nie wpływa na ocenę filmu (tylko ewentualnie stacji) ;). Co do obsady aktorskiej - Kidman i Farrell są stosunkowo dobrymi aktorami, którzy mogą przyciągnąć ludzi przed ekran. Niestety dla mnie są raczej przeciętni, aniżeli wspaniali w tym fachu. Muzyka czasami przypominała mi raczej serial CSI czy inne seriale. Co do scenerii i reszty też było średnio. Nie było pięknych widoków, czy elementów, które z chęcią przyciągałyby do oglądania. 
     Raczej nie mam ochoty do powracania do tego filmu. Miły dla rozluźnienia, jednak nie jest to film dla, którego warto poświęcać całą swoją uwagę. Do prasowania, gotowania czy innych czynności, jako film w tle bardzo dobry ;).
     Moja ocena: 5/10

niedziela, 5 stycznia 2014

'Larry Crowne - uśmiech losu' (Larry Crowne, 2011) - film










 Larry niespodziewanie traci pracę, a na dodatek zostawia go żona. Postanawia więc wrócić do college'u, gdzie poznaje nietuzinkową nauczycielkę i uczy się na nowo cieszyć życiem. 











     Jako, że Tom Hanks jest dobrym aktorem, miałam ochotę zobaczyć również jak sprawdzi się w roli reżysera. Niestety spotkało mnie pewne rozczarowanie...
     Fabuła - nie do końca jestem pewna czy ten film przedstawia jakąś konkretną historię. Obejrzałam tę produkcję kilka godzin temu i nie jestem już w stanie określić o czym te ponad 90 minut było... Według filmwebu jest to dramat / komedia obyczajowa. Ani tego, ani tego elementu niestety nie dostrzegłam podczas oglądania. Ot, taka historyjka na rozluźnienie. Osobiście nic nie wyniosłam z tego filmu.
     Obsada aktorska - chyba jedyny element, który jest głównym czynnikiem podwyższającym ocenę końcową filmu.Tom Hanks (jako aktor) oraz Julia Roberts jak zwykle bardzo dobrzy w swoim zawodzie. Muzyka, scenariusz i cała reszta - bardzo przeciętna. 
     Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś lepszego. Sama nie wiem, ale po obejrzeniu czuję pewien niedosyt. Chciałam pisać lepsze recenzje na tym blogu, jednak w tym wypadku sama nie wiem co mam jeszcze dodać. Całość jest po prostu przeciętna...
     Moja ocena: 5/10

wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie 2013 roku + życzenia noworoczne

Jak wiadomo zbliża się koniec roku, dziś sylwester i niedługo większość z nas będzie w bardziej lub mniej huczny sposób świętować. Jednak dla mnie dzisiejszy poranek to możliwość podsumowania czytelniczego oraz filmowego całego mijającego roku. 



Na pierwszy rzut idą "statystyki" czytelnicze:
- liczba przeczytanych książek: 52 (w poprzednim roku jedynie 27).
- liczba stron: 17 544 (co daje średnio na jedną książkę ok 337,38 stron ;))

     Książką, która najbardziej mi się spodobała jest "Katedra w Barcelonie". Pomimo stosunkowo dużych gabarytów jest na prawdę świetną i godną polecenia książką. Innym pozycjami, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie są: "Kapitan na służbie" Richard Phillips, Stephan Talty, "Emma i ja" Elizabeth Flock oraz "Dom cudzych marzeń" Philippa Gregory.
     Największym odkryciem tego roku jest dla mnie autorka Erica Spindler. Jej książki mają w sobie coś przyciągającego do siebie. Również w zbliżającym się 2014 roku chciałabym przeczytać kolejne jej pozycje :).
     Natomiast najsłabszą książką, jaką przeczytałam w tym roku jest pozycja "Nie dla mięczaków" Moniki Szwai oraz "Imię i nazwisko zastrzeżone" Jane Sigaloff. Może ja po prostu mięczak jednak jestem :). 
     Jestem bardzo szczęśliwa, gdyż udało mi się chociaż jedno postanowienie noworoczne wykonać - a mianowicie "Przeczytać 52 książki albo chociaż więcej niż w 2012 roku". 


Teraz czas na statystyki filmowe :)
- liczba obejrzanych filmów: 27 (w poprzednim roku tylko 10)

     Najlepszy film, który obejrzałam to ekranizacja książki - "Kapitan Phillips" oraz "Grease". Oba wywarły na mnie ogromne wrażenie (co prawda en drugi obejrzany już chyba n-ty raz :)). W sumie dobrym filmem, który jeszcze widziałam a jest wartym wspomnienia to "Cast Away - Poza Światem".
     Najsłabszy obejrzany film w tym roku? Będą aż trzy, które przychodzą mi od razu na myśl, a mianowicie: "Amerykańskie ciacho", "Witaj w domku dla lalek" oraz "Gazu, mięczaku, gazu".


Wyzwania

     Brałam również udział w dwóch wyzwaniach w tym roku (2013) - "Z półki" oraz "52 książki". O tyle, o ile to drugie wyzwanie udało mi się "zrobić" równo w 100% to wynik z pierwszego, "Z półki", jest trochę naciągany. 
     Udało mi się akuratnie przeczytać w tym roku 52 książki. Natomiast w wyzwaniu z półki teoretycznie przeczytałam 8 książek, w którym przyjęłam poziom 2, czyli od 5 do 10 książek. Tak na prawdę, z własnych książek przeczytałam jedynie 5 (czyli bodajże górna granica pierwszego poziomu), a pozostałe 3 są to egzemplarze recenzenckie, które dostałam już w tym roku. Żeby na prawdę "zaliczyć w 100%" to wyzwanie powinnam przeczytać jeszcze jedną pozycję z własnej półki, która od roku lub dłużej zalega u mnie na półce i czeka na swoją kolej. Ale bądźmy dobrej myśli i przyjmijmy jednak, że zadanie zaliczone. Może w przyszłym roku wynik nie będzie tak naciągany ;).

     Jak widać udało mi się poświęcić więcej czasu na szeroko rozumianą kulturę :). Mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy. Osobiście chciałabym przeczytać więcej pozycji zaliczanych do tzw. klasyki. 

      Chciałabym Wam złożyć najszczersze życzenia. UDANEGO SYLWESTRA I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :)!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Stos 8/2013 -> ostatni już w tym roku

Oto pozycje, które pojawiły się u mnie jeszcze w tym roku - 2013, a nie było ich na poprzednich stosikach. Część już przeczytana dopiero niedawno, inna wcześniej, a jeszcze inne dopiero czekają na przeczytanie.



- "Zmysł zabijania" P. D. James - zakup własny
- "Kapitan na służbie" Richard Phillips, Stephan Talty - egzemplarz recenzencki
- "Zoli" Colum McCann - zakup własny
- "Ołtarz kości" Philip Carter - zakup własny
- "Zamknij się! (...)" Larry Winget - egzemplarz recenzencki
- "Ludzie to idioci" Larry Winget - egzemplarz recenzencki 

Pod choinką znalazłam również kalendarz książkowy "Rok dobrych myśli" Beaty Pawlikowskiej, który niestety nie załapał się na zdjęcie. 

sobota, 28 grudnia 2013

"Ludzie to idioci!, czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenie i jak to zmienić" Larry Winget

Masz plan na osiągnięcie sukcesu? 
Jeżeli nie, to właśnie nadszedł czas na jego stworzenie!
Wszyscy mówią, że chcieliby odnieść sukces. Mieć więcej pieniędzy, lepszą pracę czy być zdrowszym. Niestety tylko niektórzy rzeczywiście robią coś, aby to osiągnąć. Większość chciałaby mieć wspaniałe dzieci, ale nie znajduje czasu aby z nimi porozmawiać. Inni kupują niepotrzebne rzeczy, aby potem martwić się, że brakuje im pieniędzy. Larry Winget, autor bestsellera "Zamknij się! Przestań narzekać i zacznij żyć!", pokazuje jak pożegnać się ze złymi nawykami które hamują nas na drodze do lepszego życia. Sukces nie jest łatwy do osiągnięcia, ale każdy może zmienić swoje życie, zasady są proste. Trzeba tylko wyeliminować "czynnik głupoty" i zacząć działać.
Larry Winget, autor bestsellerów z listy New York Timesa, pokazuje jak sabotujemy swój sukces i proponuje proste rozwiązania, aby to zmienić! 
Tył książki


Autor: Larry Winget
Tytuł oryginalny: People are idiots and I can prove it
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mokrzycki Leszek
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 224


      "Ludzie to idioci (...)" to kolejna książka napisana przez Larryego Wingeta, która znalazła się w moich łapkach. Jak wiadomo niedługo zbliża się nowy rok, tworzenie nowych list z postawieniami noworocznymi. Trzeba się więc przygotować aby w tym nadchodzącym roku nie tylko stworzyć ową listę - ale dodatkowo być w stanie ją spełnić i wiedzieć jak się za to zabrać! 
     Tematyka tej książki na pierwszy rzut oka może wydać się dziwna. "Ludzie to idioci (...)"? Trzeba jednak przyznać, że wyrazisty kolor okładki oraz tytuł może przyciągnąć wzrok czytelnika. To czy przejdziemy jednak obojętnie czy się nią zainteresujemy i jak ją "odbierzemy" to już tylko i wyłącznie nasze poczynania :). Co do treści miałam ogomny dylemat jak powinnam ją ocenić. Występuje w tej pozycji wiele elementów z książki tegoż autora "Zamknij się! (...)", którą przeczytałam niedawno. W sumie wiele innych fragmentów również pochodzi z innych książek tego autora. Oceniać ją jako odrębną pozycję? Jednak postanowiłam oceniać tą książkę jako "podsumowanie" (w sumie inne jego książki wyszły wcześniej), ewentualnie "prolog" (co bardziej by mi odpowiadało). Co do treści ta pozycja bardziej mi pasuje aniżeli poprzednia książka. Więcej jest przeniesionych przyziemnych porad, dodanych wiele nowych, które wydają się bardziej realistyczne w wykonaniu. Ta pozycja wydaję się bardziej konkretna. Jeśli chciałoby się rozwinąć dany problem - autor podaje książki w których można znaleźć więcej informacji na owy temat.
     Styl autora specyficzny. Czy jego język jest aż taki cięty, jak w opisach o nim z tyłu książki? Osobiście znam osoby, które dobitniej (co nie znaczy, że np. więcej przeklinają bo dużo osób niestety to ze sobą myli) się wyrażają więc aż tak bardzo nie robi na mnie wrażenia. Może na osobach mających małą styczność ze światem hmm... realnym? będzie odpychać. Jednak mi nie przeszkadza już sposób pisania jego książek. 
     Teraz pora napisać co nieco na temat wydania. W poprzedniej pozycji było o tym aby nie narzekać. Jednak muszę! Na okładce pełen polski! tytuł to "Ludzie to idioci!, czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenie i jak to zmienić" (nie mnie oceniać jakoś tego tłumaczenia z "People are idiots and I can prove it"). Jednak jak się raz przyjęło takie tłumaczenie tego tytułu to dla mnie powinno być ono używane konsekwentnie. Niestety już na stronie 20 tej książki można znaleźć prawidłowe tłumaczenie tytułu, które jest odmienne z wykorzystanym na okładce - tyle, że nie ma żadnej wzmianki o tym dlaczego raz tak jest  tłumaczone a raz inaczej w odniesieniu do jednej i tej samej książki. Kolejny, tym razem dużo mniejszy błąd wkradł się na stronę 191 w pierwszym podpunkcie - brak myślnika przy przenoszeniu końcówki słowa "znajomych". Akurat w przypadku takich poradników zawsze mam długopis i karteczkę obok siebie na której notuje nie tylko te listy itp. które radzą robić autorzy ale również właśnie takie konkretne błędy... Cała reszta w wydaniu bez zarzutu. 
     Czy książka rzeczywiście coś pomoże w życiu? Na to pytanie odpowiem dopiero za jakieś 10 lat i jeśli po zastosowaniu tych rad będę zdrowa, szczęśliwa i bogata to można będzie uznać ją za na prawdę boski poradnik. W tym momencie mogę napisać, że ten poradnik wydaję się jednym z bardziej sensownie napisanych, który chociażby zachęci nas do robienia czegoś ku lepszemu życiu.  
     Moja ocena: 8/10

Osobiście dodam jeszcze dwa cytaty z książki, które opatrzę swoim własnym komentarzem. Za wszelkie pretensje co do nich kierować tylko do mnie :). 

"Udowodniono, że zwykła woda w kranie jest tak samo czysta jak woda butelkowana."
To zapraszam na degustację wody z kranu w Polsce :D. Hmm... a tak na serio, może woda w kranie w Ameryce jest dużo lepsza aniżeli u nas. Nigdy tam nie byłam ale naszą "kranówę" boję się pić ;).

"Lepiej się rozczarować spodziewając się wiele, aniżeli niczego nie oczekiwać i nic nie dostać." ** 
Mam bardzo podobne podejście. Niestety niektórzy (najczęściej najbliżsi) to krytykują i się im takie zachowanie nie podoba. Może dlatego, że i wobec nich mam duże wymagania?
Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję: 
Wydawnictwo Druga Strona
 oraz 
 
* L. Winget, Ludzie to idioci! (...), Wydawnictwo Druga Strona, Warszawa 2013, s. 32.
** Tamże, s. 69.

czwartek, 26 grudnia 2013

"Lekcje Madame Chic" Jennifer L. Scott


 



Jennifer wyjechała do Francji jako pozbawiona dobrych manier nieokrzesana Amerykanka, przedstawicielka pokolenia "wszechobecnego luzu i chipsów". Do Kalifornii wróciła już jako dama czerpiąca z życia wszystko, co najlepsze. 
Okazuje się, że każda z nas może wyglądać jak milion dolarów, uwodzić, być ikoną stylu i szyku. Mieszkając przez wiele miesięcy z tradycyjną francuską rodziną, młoda bohaterka przeszła prawdziwą metamorfozę. 
Chciałabyś przeżyć to samo? Madame Chic zaprasza do lektury. 
Tył książki







Autor: Jennifer L. Scott
Tytuł oryginalny: Lessons from Madame Chic
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Sak Anna, Sobolewska Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 296



     Jako, że w okres świąteczny chce raczej wypocząć aniżeli "męczyć" się z bardzo ambitnymi książkami poszukiwałam czegoś niezobowiązującego. Wpadła mi w ręce oto właśnie ta książka - "Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu". Na początku podeszłam dość sceptycznie - kolejny poradnik pod rząd? Jednak zupełnie nie żałuję czasu poświęconego na tą pozycję. 
     Rady przedstawione w tej pozycji są na prawdę sensowne, opisane w ciekawy sposób. Wszystkie rady poparte są sensownymi argumentami czy opowiastkami o rodzinie u której autorka się zatrzymała podczas wymiany studenckiej (czy jak to się fachowo nazywa?). Nie były to rady wzięte z kosmosu tylko porady, które jesteśmy w stanie zastosować we własnym życiu. Nawet pomysł posiadania tylko dziesięciu elementów garderoby (bez dodatków, butów, płaszczy, topów itd.) nie wydaje się po przemyśleniu taki straszny (...a później spojrzałam na swoją szafę :P). 
     Styl autorki bardzo lekki i przyjemny. Pomimo zaklasyfikowania tej pozycji jako poradnik czytelnik nie odczuwa podczas czytania pewnej presji jaka występuje przy innych pozycjach tego typu (albo ja mam zawsze dziwne przeczucie, że powinnam wynieść z takich książek jak najwięcej, najlepiej od razu całą zastosować w swoim życiu :)). Dzięki stylowi, sposobowi przedstawienia czytanie było wielką przyjemnością i odpoczynkiem. Nie było żadnych nakazów aby robić wszystko to co każe autorka. Co prawda są porady ale nie czuje się tej niekiedy uciążliwej presji.
     Szczerze polecam tą pozycję. Moim zdaniem każda kobieta powinna ją przeczytać, ewentualnie bardzo podobną do tej i wprowadzić niektóre porady (wedle uznania które :)) do swojej codzienności. O ile piękniejsze dzięki temu może stać się nasze życie :). 
     Moja ocena: 9/10.

środa, 25 grudnia 2013

"Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć!" Larry Winget

 


Życie źle cię traktuje?
Pora zacząć je zmieniać!
Książka ta nie jest gotową receptą na osobiste szczęście i sukces zawodowy. Jej autor rozprawia się z czytelnikiem w dość bezpardonowy sposób. Pisze wprost, że jeśli jesteś niezadowolony ze swojego życia, to winę za to ponosisz Ty sam. Nikt nie rozwiąże za ciebie twoich problemów. Sam musisz sobie z nimi poradzić. Rusz tyłek i bierz się do roboty. Tylko w ten sposób możesz osiągnąć sukces, zarobić więcej pieniędzy i zacząć cieszyć się życiem. 
Larry Winget uważa, że wszystko wokół dzieje się lepiej, gdy sami stajemy się lepsi. Jego język jest ostry jak brzytwa, a obserwacje i osądy bezkompromisowo nakierowują na dobrą drogę. 
Tył książki




Autor: Larry Winget
Tytuł oryginalny: Shut up, Stop Whining and Get a Life
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mokrzycki Leszek
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 248



     Po tytule książki miałam nadzieję na książkę, która na prawdę dość mocno mną potrząśnie. Język miał być ostry, brak popierania każdego zachowania tylko mocne słowa, które będą tym kopniakiem do nowego, lepszego życia.
     Czytając tą pozycję, przynajmniej na początku z wielkim zapałem, oczekiwałam na ten ostry język i rady które mną potrząsną. Z niektórymi poradami autora zupełnie się nie zgadzam, nie są one jak dla mnie realne, raczej niemożliwe do wykonania w Polsce. Czuć tutaj bardziej "zamerykanizowane" podejście, którego niestety wszędzie nie da się wykorzystać. Irytujący był jeszcze fakt, że autor raczej na siłę w niektórych momentach chciał być wredny i złośliwy. Nie wychodziło mu to zbytnio, gdyby nie pisał ciągle uwag typu "uwaga będę wredny i się zdenerwujesz" to nie wiedziałabym gdzie znaleźć ten jego "cięty język". Czasem większego "kopniaka" dostaje od rodziców ;).
     Żeby jednak nie było, ze w książce są tylko minusy, trzeba jednak napisać również o plusach, bo książka złem zupełnym nie jest :). Autor pisze przynajmniej wszystko to co myśli, nie owija w bawełnę i jest z czytelnikiem szczery. Nie obraża człowieka, tylko pewne jego zachowania. Z chęcią bym się kiedyś spotkała i podyskutowała z autorem - chociaż nie wiem jak długo bym wytrzymała w jego towarzystwie. Pewne rady rzeczywiście mogą okazać się pomocne. Większość z nas prawdopodobnie miała by już problem na samym początku - "przestań narzekać". Narzekanie na wszystko wydaje mi się takie typowo Polskie. Wszędzie każdy (w sumie pewnie i ja ;)) narzeka na wszystko co się da (chociaż politycy i NFZ to niekończące się tematy na które zapewne zawsze będzie można narzekać o ile wspólnie się czegoś nie zmieni). Ogólnie autor zwraca na jeszcze inne aspekty, nad którymi powinniśmy się zastanowić jeśli chcemy cokolwiek zmienić w swoim życiu. Czy rzeczywiście zadziała? Zobaczymy w przyszłości, ale na pewno pozycja dała mi więcej do myślenia na końcówkę roku i prawdopodobnie okażę się pomocna w tworzeniu postanowień noworocznych :).
     Dość specyficznym elementem książki, który może szybko zrazić czytelnika może być język jakim pisze autor. Jednak po pierwszych kilkunastu stronach można się w miarę sprawnie do sposobu wyrażania autora przyzwyczaić i szybko przeczytać pozycję. Chyba, że niektórych za mocno zaboli prawda, która w niektórych momentach jest brutalnie przedstawiona. Niektóre poglądy mi się zupełnie nie podobały, nie zgadam się z nielicznymi ale niektóre rzeczywiście w czułe punkty mnie dotknęły ;).
     Podsumowując książka zawiera cenne rady jak polepszyć swoje życie. Nie wszystkie uda nam się wprowadzić w nasze życie ale przynajmniej wskazuje w czym tkwi problem. Na pewno niektóre elementy przydadzą się każdemu, kto chce wprowadzić pewne zmiany w swoje życie. Jeśli jesteś w zupełności tak na prawdę szczęśliwy - to nie powinien Cię zaintrygować nawet tytuł. Jednak jeśli tu jesteś to polecam lekturę :). 
     Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuje:
 Wydawnictwu Druga Strona: 
 oraz

piątek, 13 grudnia 2013

'Nostalgia anioła' (The Lovely Bones, 2009) - film


 
Susie Salmon zostaje brutalnie zgwałcona i zamordowana przez swojego sąsiada. To, co się dzieje po jej śmierci, obserwuje z nieba. Spoglądając w dół, snuje głosem czternastolatki powieść koszmarną, ale też pełną nadziei. Przez długie tygodnie po swojej śmierci Susie obserwuje życie, które toczy się już bez niej – przysłuchuje się pogłoskom na temat swojego zniknięcia, współczuje rodzicom, którzy ciągle wierzą, że córka się odnajdzie, obserwuje, jak ten, który ją zamordował, zaciera ślady zbrodni, widzi jak małżeństwo jej rodziców rozpada się, ojciec obsesyjnie pragnie zemsty, a siostra staję się osobą zupełnie obcą.






     Po przeczytaniu kilka miesięcy temu książki "Nostalgia anioła" autorki Alice Sebold z chęcią obejrzałam również i film, który powstał na jej podstawie. Z nadzieją, że jednak mogą powstać dobre ekranizacje (chociażby "Kapitan Phillips") oczekiwałam na naprawdę dobrej produkcji. Jednak znów moje oczekiwania nie zostały spełnione.
     Fabuła została wystarczająco opisana w tekście na stronie filmweb.pl. Osobiście nie wiem co od siebie więcej dodać. Chyba jedynie to, że było kilka nieścisłości z książką. Ale zauważyłam, że na prawdę rzadko która ekranizacja pokrywa się z moimi wyobrażeniami (chociaż są, nieliczne ale są, ekranizacje, które mi się rzeczywiście podobają). Dla mnie dziwne były sceny, które były z perspektywy głównej bohaterki w Niebie. Moje wyobrażenia były zupełnie odmienne. Niektóre sceny zupełnie inaczej przedstawione aniżeli w książce... Nie wiem czy kogokolwiek to dziwi, ale ja zawsze się łudzę, że moje jednak będzie chociażby dobrze odwzorowane (nie mówiąc o bardzo dobrym czy rewelacyjnym) :).
     Bohaterowie - tutaj akurat aktorzy dali radę. Nie widziałam rażącego braku umiejętności gry aktorskiej, która zraziłaby odbiorcę filmu. Muzyka oraz sceneria dobrze dobrana do tematyki filmu. Aczkolwiek było coś czego mi zabrakło podczas oglądania...
     Szczerze powiedziawszy spodziewałam się trochę lepszego filmu. Nie jest to zupełnie zła produkcja aczkolwiek nie do końca "zaspokoiła" moje potrzeby po przeczytaniu książki :). Wiem, że recenzja jest niezbyt treściwa aczkolwiek mam tak mieszane odczucia, że sama nie wiem co dodatkowo powinnam jeszcze ująć. Film zły nie jest, jednak nie zachwycił... Chyba po prostu nie wpasowałam z tematyką filmu do aktualnych moich "potrzeb" filmowych ;).
     Moja ocena: 7/10

niedziela, 8 grudnia 2013

'Cast Away - poza światem' (Cast Away, 2000) - film









 W wyniku katastrofy lotniczej inżynier firmy kurierskiej trafia na bezludna wyspę, gdzie musi przeżyć.












     Ostatnimi czasy więcej czasu poświęcam na oglądanie filmów czy seriali aniżeli czytanie - wynika to z faktu, że zbliża się powoli okres zaliczeń. Łatwiej mi jest np. zapauzować film aniżeli oderwać się od książki (może chociaż część osób to zrozumie ;)). I tym razem padło na kolejny film z Tomem Hanksem w roli głównej.
     Historia teoretycznie mało skomplikowana ale film tak skonstruowany, że i wzruszająca. Po wypadku samolotu inżynier Chuck Noland trafia na bezludną wyspę, na której spędza kilka lat. Film oglądałam z ciekawością, nie było co prawda strasznych zwrotów akcji ale utrzymany był w pewnym jednolitym napięciu. Końcówka filmu, przynajmniej dla mnie, wzruszająca. 
     Tom Hanks jak zwykle bardzo dobrze wypadł w tym filmie. Jak dla mnie to jeden z lepszych aktorów. Co prawda nie obejrzałam oszałamiająco dużej liczby filmów, aczkolwiek jeszcze nie zawiodłam się na żadnej produkcji z tym aktorem :). Helen Hunt w roli Kelly Frears również mi się podobała. "Ogólnie rzecz biorąc" obsada aktorska bardzo dobrze dobrana. 
     Sceneria, muzyka i wszystko inne tworzyło sensowną całość, która dała możliwość przyjemnego spędzenia dwóch godzin. (pomijając dręczące wyrzuty sumienia - zamiast pisać pracę magisterską oglądam filmy ;)). 
     Podsumuję krótko i zwięźle - szczerze polecam :).
     Moja ocena: 8/10.

A tak oto będę prawdopodobnie wyglądać jak wreszcie napiszę kolejny rozdział magisterki :D.

czwartek, 5 grudnia 2013

"Zimny dzień w Raju" Steve Hamilton



Nosi kulę tuż przy sercu. A w sercu obraz tamtej nocy. Kiedy siedział naprzeciwko szaleńca i nie zrobił nic. Szaleniec strzelił. Zabił jego partnera, a jego trafił o centymetr nad sercem.
Od tamtej pory Alex nie jest już policjantem. Nie robi nic ważnego. Na próżno szuka spokoju w małym miasteczku wśród lasów Michigan. Po czternastu latach przyjmuje jednak zlecenie jako prywatny detektyw. I w pierwszym śledztwie morderca - jego morderca - powraca. A przecież od lat siedzi w najbardziej strzeżonym więzieniu. Kto więc osacza Alexa, telefonuje, przysyła listy i róże? Kto usiłuje nawiązać przerażającą, chorobliwą więź z Alexem? I kto zabija, jak twierdzi... dla Alexa? 


Tył książki




Autor: Steve Hamilton 
Tytuł oryginalny: A Cold Day in Paradise
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kędzierski Sławomir
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1998
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron:  240



     W ramach wyzwania "Z półki" oraz chęci przeczytania kryminału sięgnęłam po tę pozycję. Przeczytałam już jedną pozycję tego autora. Jako, że niezbyt mi się tamta książka spodobała, nie spodziewałam się i w tej pozycji fajerwerków. I dlatego też może się nie zawiodłam. 
     Fabuła średnia - historia byłego policjanta, który został czternaście lat wcześniej postrzelony i nagle pojawia się ktoś kto morduje innych ludzi, podszywając się pod osobę która strzelała do policjanta. Całość przedstawiona w dość mało interesujący sposób. W przypadku kryminałów mam nadzieję, że będzie choć trochę trzymać w napięciu. Niestety tutaj tego nie znalazłam. Intryga zbytnio nie wyszła, raczej powiewało zimną nudą aniżeli miałabym czytać z wypiekami na twarzy czekając czym autor zaskoczy na następnej stronie.
     Bohaterowie nijacy. Z poprzedniej książki tego autora nie pamiętam żadnych poza główną postacią. Obawiam się, że i w tym przypadku zbyt długo nie będę ich pamiętać. Przynajmniej nie będę ich rozpamiętywać zbyt długo i zaprzątać głowy przed następną lekturą. Nie oczekiwałam wiele i wiele nie dostałam. Mało zróżnicowanych bohaterów, wszyscy stworzeni raczej na "jedno kopyto".
     Wydanie - akurat cały jeden element, który mogę ocenić pozytywnie. Wszystko było dobrze rozplanowane na stronie, nie znalazłam rażących błędów jak to ostatnimi czasy miało miejsce w innych pozycjach. Wielkość czcionki, biel stron była odpowiednia do czytania bez męczenia oczu, zarówno w dzień jak i wieczorami.
     Dla rozluźnienia po ciężkim dniu można przeczytać. Jednak nie jest to pozycja, którą będę gorąco polecać. Zniechęcać w zupełności też nie zamierzam. Decyzję czy chcecie się zaznajomić z tą pozycją pozostawiam tylko i wyłącznie Wam. Na pewno można znaleźć w tym gatunku dużo lepsze jak i dużo gorsze pozycje. Nie miałam wielkich nadziei co do tej książki i na razie nie zmienia się moje podejście do tego autora.
     Moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails