sobota, 31 stycznia 2015

"Kołysanki dla małych kryminalistów" Heather O'Neil





Dwunastoletnia Baby szuka po omacku własnej drogi do dorosłości w podupadłej dzielnicy Montrealu, pełnej narkomanów, prostytutek i meneli. Matka dziewczynki od dawna nie żyje, a jej dwudziestosiedmioletni ojciec interesuje się głównie tym, jak zdobyć kolejną działkę. Baby zmienia  nędzne mieszkania, rodziny zastępcze, szkoły. Gdy napotyka bezwzględnego alfonsa, mistrza manipulacji, rozpocznie prawdziwą jazdę bez trzymanki. 
Opis książki









Autor: Heather O'Neill
Tytuł oryginalny: Lullabies for Little Criminals
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gryczan Barbara
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Przewidywana data wydania:
Rok pierwszego wydania: 2006
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron: 340



     Robiłam już kilka podejść do tej pozycji. Niestety za każdym razem coś innego wpadało mi w ręce i porzucałam lekturę tej książki. Po przeczytaniu żałuję, że dopiero teraz ją skończyłam. 
     Książka porównywana do "My, dzieci z dworca ZOO". Niestety tej akurat nie przeczytałam, więc nie mam punktu odniesienia. Fabuła dla ludzi o słabszych nerwach może wydać się trochę przerażająca - narkotyki, alkohol, prostytucja i nieletnia dziewczynka. Historia dwunastoletniego dziecka, bo dorosłym jeszcze nazwać nie można, które ma niezbyt przyjazne dzieciństwo, próbujące zwrócić na siebie uwagę. Jeśli ktoś lubi książki o takiej tematyce to prawdopodobnie polubi się i z tą pozycją. Zakończenie... trochę cukierkowe ale dające nadzieję na przyszłość.
     Styl autorki dość lekki, choć była jedna rzecz, która mnie irytowała. Nie wiem na ile wkład w to miała tłumaczka ale w niektórych momentach język był mocny, dużo przekleństw, które w sumie wpasowują się w tematykę książki, by następnie pojawiły się fragmenty zbyt ugrzecznione i pisane infantylnym językiem.
     Wydanie niezłe. Cala książka wydana konkretnie, mająca "ręce i nogi", całościowo spójnie przedstawiona treść powieści. Jedyne co mnie martwi to klejone strony, nie wiem ile zniesie w jednym kawałku czytań. No i minimalnie słaba jakość papieru okładki. Pomimo, że staram się dbać o książki i nie niszczyć ich podczas czytania pozaginały mi się delikatnie rogi :(. 
     Z całego serca polecam tę pozycję. Choć ze względu na występujące wulgaryzmy i niektóre treści nie zalecałabym jej dla osób nieletnich / o słabych nerwach.
     Moja ocena: 8/10.

środa, 28 stycznia 2015

'House of Versace' (2013) - film





 




Historia Donatelli Versace, która jest zmuszona zająć się spuścizną po zamordowanym bracie. 
 










     Prawdopodobnie jak znaczna część żeńskiej populacji w mniejszym lub większym stopniu interesuję się modą. Miałam nadzieję, że historia o Donatelli Versace choć trochę zachęci do zapoznania się z biografiami wielkich modowych postaci. 
     Fabuła - w tym przypadku jestem zupełnym laikiem i nie wiem czy film powstał na faktach autentycznych, czy historia jest całkowicie zmyślona. Ponoć (według filmwebu) jest to film biograficzny, jednak po obejrzeniu nawet nie mam ochoty tego sprawdzać. Jak dla mnie historia przedstawiona bardzo płytko, nijako. Ba! Nawet niektóre, a właściwie większość, momentów zbyt przesłodzona. Chociaż, żeby z tragedii jaką jest śmierć człowieka zrobić prawie komedię to też trzeba mieć talent ;). Gdyby nie ciuchy, których i tak było mało, przez samą fabułę byłam skłonna wyłączyć film już po 10 minutach.
     Gra aktorska niezła, choć nie powalała na kolana. Aktorka, która wcieliła się w postać Donatelli, Gina Gershon, prawie nie do poznania w tej produkcji. Coś dziwnego działo się z jej twarzą, choć umiejętności 'zawodowych' nie można jej odmówić. Jednak do top10 aktorów jej jeszcze daleko. Zresztą jak reszcie osób występujących w tym filmie.
     Podziwiam się, że dotrwałam do końca produkcji. Chyba w nowym roku muszę nauczyć się porzucać filmy, które mi się nie podobają. Niestety ja jak głupia oglądam dalej mając nadzieję, że jednak coś się polepszy... Punkty głównie za ciuchy, których w sumie i tak było niewiele.
     Moja ocena: 3/10.

wtorek, 27 stycznia 2015

"Człowiek nietoperz" Jo Nesbø



 Sydney - najstarsze miasto Australii, u swych początków - pierwsza angielska kolonia karna. Miasto o wielu twarzach. To właśnie tu przybywa norweski policjant Harry Hole, by wyjaśnić sprawę zabójstwa swej rodaczki, Inger Holter, która być może stała się ofiarą seryjnego mordercy. Z miejscowym policjantem, Aborygenem Andrew Kensingtonem, Harry poznaje dzielnicę domów publicznych, podejrzanych lokalików, w których handluje się narkotykami, ulice, po których snują się dewianci seksualni. Przytłoczony mnóstwem obrazów i informacji Norweg początkowo nie łączy ich w logiczną całość. Zrozumienie przychodzi zbyt późno i Harry za wyeliminowanie psychopatycznego zabójcy musi zapłacić wysoką cenę. 

Opis książki





Autor: Jo Nesbø
Tytuł oryginalny: Flaggermusmannen
Język oryginalny: norweski
Tłumacz: Zimnicka Iwona
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1997
Rok pierwszego wydania polskiego: 2005
Liczba stron: 344


     Dużo osób wśród znajomych zaczytywało się w książki tego autora, dlatego też i ja postanowiłam zapoznać się z jego twórczością. Czytałam również opinie, że pierwsza część cyklu nie jest tak dobra jak kolejne, więc starałam się nie zrazić od samego początku :). 
     Fabuła dość typowa, której można się spodziewać po kryminale. Jest morderstwo, policja i próba znalezienia sprawcy. Przeplatają się również kluby ze striptizem, narkotyki i inne 'zło konieczne' które można sobie wyobrazić. Nawet pomimo mojego nastawienia, że pozycja nie jest super, że autor dopiero dalej się rozkręca to i tak długo nie mogłam się wciągnąć w czytanie. Całość trochę taka nijaka. Dopiero na ostatnich stronach zaczęło się coś dziać konkretnego. Dużo wątków, które mało wnosiły akurat do tej konkretnej pozycji. Chyba, że będą miały jakieś znaczenie w kolejnych częściach cyklu.
     Sami bohaterowie też trochę bez wyrazu. Ludzie mi się trochę mieszali. Mnogość imion bez konkretnej możliwości przypisania do danej postaci trochę mnie irytowało. Jedyną osobą, która zapadła mi w pamięć był Otto. Reszta - nawet główny bohater całego cyklu Harry Hole - trochę stapiali się ze sobą i nie wyróżniali się. 
     Styl autora niby lekki ale jednak coś mi nie pasowało. Nie budował ciągłego napięcia tak, żeby zachęcić czytelnika do 'zatopienia się' w lekturze i nieprzespania nocy. Były przydługie momenty mało interesujące, żeby na chwilę wprowadzić jakąś akcję, później znowu wiało nudą. Nie wiem jaki miał cel takie zabiegi ale mnie po prostu nudziło. Przynajmniej dobrze się spało :).
     Sama nie wiem co myśleć o tej książce. Zła nie była ale raczej nie pozostanie mi długo w pamięci. Dam autorowi jeszcze jedną szansę, a może i dwie ;), wierząc jeszcze na słowo opiniom (choć ostatnio się przekonałam, że tym czym wielu się zachwyca ja niestety nie doceniam), że kolejne części cyklu o Harry'm Hole rzeczywiście się rozkręcą i będzie tylko lepiej. 
     Moja ocena: 5/10.

piątek, 23 stycznia 2015

'Gwiazd naszych wina' (The Fault in Our Stars, 2014) - film





Hazel i Gus podzielają ten sam rodzaj sarkastycznego poczucia humoru, niechęć do konwenansów i - wreszcie - miłość, za sprawą której przeżywają niezapomnianą podróż. Pomimo tego, że tych dwoje nastolatków musi stawić czoła nadzwyczajnym wyzwaniom, ich odwaga i wzajemne oddanie dowodzą, że choć życie nie jest idealne, to miłość już tak.










     Często po przeczytaniu książki zabieram się za obejrzenie jej ekranizacji. Zazwyczaj nie podobają mi się one, gdyż znacząco odbiegają od fabuły książki (ba! zdarza się, że wykorzystają tylko tytuł i imiona bohaterów ;)) na podstawie, której powstała dana produkcja. W przypadku tego filmu zostałam mile zaskoczona. 
     Fabuła taka sama jak w przypadku książki, całe szczęście (?) niczego nie zmienili. Większość scen, które moim zdaniem miały znaczenie dla zrozumienia całości zostały ujęte. Nawet najlepsza, przynajmniej według mnie, scena z obrzucaniem samochodu jajkami :). Choć kilka elementów, które zmienili denerwowały mnie - chociażby sposób w jaki Hazel dostała list, który napisał Gus do tego autora Van Houtera. Niby drobny szczegół a jak bardzo potrafi zirytować.
     Aktorzy niestety dobrani niezbyt dobrze. Niestety większość z nich nawet wyglądem jakkolwiek nie pasowała do opisów zawartych w powieści. Co do umiejętności aktorskich raczej nie mogę się przyczepić, to zupełnie inaczej sobie ich wyobrażałam. Chociażby aktor grający Gusa miał być ponoć mega przystojniakiem a wzięli "ciapciaka" czy znacząco odchudzona postać autora ulubionej książki Hazel. 
     Sama produkcja całkiem dobrze zrobiona, co nie zmienia faktu, że fabuła mnie nie powaliła na kolana. Nadal nie rozumiem zachwytów nad "Gwiazd naszych wina", czy to w formie książki czy filmu. Jednak muszę przyznać, że jest to i tak jedna z lepszych ekranizacji. Szkoda, że nie potrafią tak zrobić w przypadku książek, które rzeczywiście mnie zachwyciły.
     Moja ocena: 5/10.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

"Gwiazd naszych wina" John Green


Hazel choruje na raka i mimo cudownej terapii dającej perspektywę kilku lat więcej, wydaje się, że ostatni rozdział jej życia został spisany już podczas stawiania diagnozy. Lecz gdy na spotkaniu grupy wsparcia bohaterka powieści poznaje niezwykłego młodzieńca Augustusa Watersa, następuje nagły zwrot akcji i okazuje się, że jej historia być może zostanie napisana całkowicie na nowo.

Wnikliwa, odważna, humorystyczna i ostra książka to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena, zdobywcy wielu nagród literackich. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia ekscytującą, zabawną, a równocześnie tragiczną kwestię życia i miłości.

Opis książki




Autor: John Green
Tytuł oryginalny: The Fault in Our Stars
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Białoń-Chalecka Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa
Forma: powieść
Przewidywana data wydania:
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 320
 
 
 
     O książce zrobiło się stosunkowo głośno gdy powstała i wyszła niedawno do kin jej ekranizacja. Wiele osób bardzo zachwala tę pozycję więc pokusiłam się i ja aby zobaczyć czy rzeczywiście jest się nad czym zachwycać. 
      W książce przedstawiona jest historia szesnastoletniej dziewczyny chorującej na raka, przeżywającą swoją pierwszą "prawdziwą" miłość. Ponoć bardzo dojrzałej jak na swój wiek. Ot taka historia dla nastolatek, próbująca aspirować na miano ambitnej literatury. Dla mnie była ona jedynie odskocznią po ciężkim dniu pracy. Nie twierdzę, że jest zła ale może jestem po prostu już za stara (choć mam aż/dopiero 24 lata) aby w pełni docenić tę pozycję. Były momenty gdzie Hazel, główna bohaterka, jest na prawdę dzielną i odważną dziewczyną ale zostało przedstawione wszystko w zbyt przesłodzony sposób jak na taki temat.
     Dużo zostało poświęconego czasu na ulubioną powieść głównej bohaterki, Hazel, i jej oburzenia, że nie może poznać dalszych losów bohaterów. Sam autor, nie wiem czy świadomie, wykonał podobny zabieg w "Gwiazd naszych wina" kończąc ją w dość dziwnym momencie, nie robiąc konkretnego zakończenia. Ale nie pozostawił nawet takiego niedosytu, że jakoś nie miałabym ochoty czytać dalszych dziejów bohaterów... 
     Postacie momentami aż przerysowane. Odniosłam wrażenie, że czasem na siłę chciało się ich wykreować aby byli wyraźniejsi na tle innych. Gdyby nie te momenty mogłabym napisać same superlatywy o Hazel, jej matce czy o Gusie. 
     Styl autora lekki i dający się lubić. Niektórym może przeszkadzać dużo odnośników do wierszy czy innej formy literatury jednak dla mnie nie robiło to większej różnicy. Wydania papierowego nie zamierzam oceniać, gdyż przeczytałam tę pozycję na czytniku (akurat jedna z lepiej wyglądających na nim pozycji :)).
     Osobiście nie rozumiem zachwytów nad tą pozycją. Ok, jest ona smutna i poruszająca, jednak momentami zbyt cukierkowa i nie wnosząca niczego. Rozumiem, że może się podobać ale nie nazwałabym jej "arcydziełem wszech czasów". Ot taka przeciętna historia, której autor próbował grać na emocjach czytelnika ale mu się zbytnio to nie udało. Dalego mu chociażby do Jodi Picoult ;).
     Moja ocena: 5/10

niedziela, 18 stycznia 2015

'Merida Waleczna' (Brave, 2012) - film





Doskonała łuczniczka Merida jest porywczą córką króla Fergusa i królowej Elinor. Niezależna i zdecydowana iść własną drogą, postępuje wbrew prastarym zwyczajom, narażając się na krytykę rodziców i dworu. Czyny księżniczki przypadkowo sprowadzają na królestwo chaos i zniszczenie. Merida musi się spieszyć, aby odwrócić skutki spowodowanych przez siebie zdarzeń. U kresu tej podróży ma odkryć znaczenie waleczności i swoje prawdziwe powołanie.

Opis oraz zdjęcie z portalu www.filmweb.pl








     Jako, że nastał niemrawy pogodowo weekend (choć wczorajsze przedpołudnie było boskie ;)) zachciało mi się obejrzenia dobrej animacji. Żeby nie oglądać po raz n-ty sprawdzonej "Krainy lodu" czy "Shreka" włączyłam tę o to właśnie produkcję. Pomimo dobrych momentów jakoś tak średnio trafiła w moje gusta. 
     Animacja przedstawia historię konfliktu pomiędzy córką i matką. Tytułowa Merida jest rudowłosą i niesforną córką króla i królowej, która ma zostać wydana za mąż. Pomimo, że całkiem fajnie pociągnięta historia, teoretycznie nie można się podczas oglądania nudzić mi się momentami zaczynały kleić oczy do spania. A oglądałam z samego rana, gdzie powinnam być wyspana ;). 
     Sama produkcja całkiem nieźle zrobiona. Osobiście nie wyłapałam żadnych nieścisłości, choć może ktoś kto oglądał bardziej skrupulatnie niż ja czegoś się dopatrzy :). Ja raczej stawiałam na fabułę. 
     Animacja nie powaliła na kolana (choć może 'zwaliła' mnie całą - pod kocyk :P). Ot taka bajka dobra na weekend, lecąca w tle do nadrobienia zaległości w prasowaniu czy innych domowych obowiązków.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 14 stycznia 2015

"To, co zostało" Jodi Picoult




Sage Singer, zrozpaczona po śmierci matki, zaprzyjaźnia się ze starszym panem, ulubieńcem lokalnej społeczności. Pewnego dnia Josef prosi ją o nietypową przysługę: chciałby, aby pomogła mu umrzeć. Wyznaje, że nie jest tym, za kogo przez wiele lat się podawał. Mężczyzna skrywa straszną tajemnicę z przeszłości, sięgającą czasów II wojny światowej i masowych mordów na ludności żydowskiej. 
Czy Sage zgodzi się mu pomóc?
Czym będzie wówczas jej czyn: aktem miłosierdzia wobec drugiego człowieka czy wymierzeniem sprawiedliwości bezwzględnemu naziście? 
Czy ma do tego prawo?
Jakie są granice wybaczenia?
Tył książki






Autor: Jodi Picoult
Tytuł oryginalny: The Storyteller
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Moltzan-Małkowska Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Przewidywana data wydania:
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 560



     Książkę "To, co zostało" pożyczyłam od dobrej duszy. Autorka tej pozycji jest mi znana, wiem, że potrafi w bardzo lekki sposób poruszyć ciężkie tematy i zrobić na czytelniku ogromne wrażenie. Ale tego co dostałam w akurat w tej książce nie spodziewałam się. 
     Jak zwykle przedstawiony jest dylemat, pokazujący, że nie wszystko jest białe albo czarne. Czasem są decyzje, które musimy podjąć nie mają ani dobrego ani złego zakończenia ale są bardzo trudne i nie można ich pozostawić "bez odzewu". To jak odniesiemy się do postępowania głównej bohaterki na końcu zależy w dużej mierze od naszej hierarchii wartości, moralności. Chociaż czy tak na prawdę można je oceniać? Znając całą historię można by urządzić niezłą debatę na temat postępowania człowieka, dylematów moralnych, chociażby taki jak ten. Mi na pewno ta książka utkwi na długo w pamięci, zmusi na chwilę refleksji. 
     Fabuła książki może być dla niektórych zbyt ciężka. Znajdziemy w niej wiele bardzo poruszających momentów związanych z II wojną światową, piekłem jakie potrafili wyrządzić więźniom esesmani i ogólnie sytuacji jaka miała miejsce podczas wojny. Zdaję sobie sprawę, że jest to powieść, jednak te sceny były według mnie opisane bardzo realistycznie. Zresztą ta książka może natchnąć kogoś do głębszego poznania historii, autentycznych faktów, zdobycia większej ilości wiedzy bądź też po prostu uważniejszego siedzenia w szkole na lekcjach historii :). Po przeczytaniu "To, co zostało" sama mam ochotę zdobyć więcej informacji na temat II wojny światowej. 
     Bohaterowie bardzo dobrze wykreowani. Każda z postaci na swój sposób interesująca, chce się poznać ich historię. Styl autorki jak zwykle, o dziwo, bardzo lekki pomimo poruszanych tematów dzięki czemu bardzo łatwo wciągnąć się w tę pozycję. Nie polecam czytania wieczorem w środku tygodnia, gdy następnego dnia idziecie do pracy czy szkoły bo można mieć problemy ze wstaniem jak się zaczyta w książkę do późna w nocy. Przerobiłam to ;).
     Wydanie - niestety dla mnie jest zbyt miękka okładka w stosunku do objętości książki. Aż strach było mi ją czasem otwierać, żeby po prostu nie rozkleić książki, nie pozaginać kartek i okładki. Reszta bez większego zarzutu. 
     Czasem brak słów na przeczytaną książkę. W przypadku tej mam bardzo pozytywne (choć nie wiem czy to odpowiednie słowo) odczucia ale nie wiem co więcej mogę o niej napisać, poza tym, że ją gorąco polecam! 
     Moja ocena: 9/10


"Nie ma po co wybaczać, jeśli wiesz, że ktoś nic nie zrobił".*

"Zrobił coś strasznego. Nie zasługuje na twoją miłość. Ale zasługuje, żebyś mu wybaczyła, inaczej będzie rósł jak chwast w twoim sercu, aż je zagłuszy. I ty będziesz cierpiała, nie on."**

Są to cytaty, na które najbardziej zwróciłam uwagę, choć godnych uznania jest dużo więcej. Jednak te dotyczą wybaczania - czy rzeczywiście każdy czyn zasługuje na wybaczenie?

* "To, co zostało" Jodi Picoult, s. 517
** Tamże, s. 543

poniedziałek, 12 stycznia 2015

'Mów mi Vincent' (St Vincent, 2014) - film






Vincent to zgryźliwy mizantrop, któremu dni upływają na wyścigach konnych, w ulubionym barze i w towarzystwie zaprzyjaźnionej nocnej damy. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się Maggie z synem Oliverem. Powitanie nowych sąsiadów odbywa się bez ciepłych słów i nie zapowiada początku pięknej przyjaźni. Jednak wiecznie spłukany Vin dostrzega szansę na podratowanie swego opłakanego budżetu. Zostaje może nie najtańszą, ale na pewno najbardziej ekscentryczną niańką w mieście. 










     Reklamę tego filmu widziałam podczas ostatniego pobytu w kinie w okolicach mikołajek tamtego roku i już wtedy wiedziałam, że będę chciała go obejrzeć. Niestety od razu zapomniałam tytułu a jak znajomi w końcu go puścili do wspólnego zobaczenia go byłam na prawdę szczęśliwa :P. 
     Fabuła może do ambitnych nie należy ale również nie jest zupełnie odmóżdżoną historią bez jakiejkolwiek akcji. Zrzędliwy starszy Pan zostaje nianią synka swojej nowej sąsiadki. Wyścigi konne, striptiz i bar z alkoholem dla małoletniego? Nie ma gorszych miejsc dla dzieci ale... Cała produkcja jest na prawdę bardzo ciekawie zrobiona. Wiele zabawnych momentów, dla ich dostrzeżenia nawet kilka smutnych, jednak całość daje niezłą komedię. 
     Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Bill Murray, który wcielił się w rolę tytułowego Vincenta, idealnie wcielił się w postać. Również Jaeden Lieberher, jako Oliver, i Mellisa McCarthy wcielająca się w postać Maggie nieźle wypadli. Ogólnie tutaj niczego złego nie mogę napisać :).
     Podsumowując - nie żałuję, że obejrzałam tę produkcję. Miło spędziłam czas w gronie znajomych oglądając ten film. Nawet gdybym samotnie to zrobiła mam nadzieję, że bym się nie zawiodła. Nie daję maksymalnej ilości punktów, gdyż nie jest to mega arcydzieło, jednak zasługuje na wysoką notę.
     Moja ocena: 9/10.

środa, 7 stycznia 2015

"Pełna MOC możliwości" Jacek Walkiewicz

Książka o spełnionym życiu, zainspirowana przez 20-minutowy wykład!
Pomyśl o swoich sukcesach. One nie są dziełem przypadku. Żadne "udało się", "samo wyszło", "przy okazji". Okazje pojawiły się na Twojej drodze. Ale to Ty schyliłeś się, podniosłeś je, włożyłeś w nie pasję, ciężką pracę, upór i odniosłeś sukces. Czytelniku! Pomyśl o swoich marzeniach. Wiesz, po co są? Żeby je spełniać! Pomyśl o odwadze. Odwaga składa się z czterech elementów. Odwaga to zaufanie do siebie, ryzyko, decyzje i zaangażowanie. Te składowe - dążenie do sukcesu, pasja, praca, marzenia, odwaga - łączą się ze sobą w obraz spełnionego życia. Dają nam pełną MOC możliwości. O tym właśnie opowiadał Jacek Walkiewicz słuchaczom TEDxWSB we wrześniu 2012 roku we Wrocławiu. 
Książka, którą trzymasz w ręku stanowi rozwinięcie tamtego wykładu. Za pośrednictwem internetu przesłanie autora dotarło do wielu ludzi, może również do Ciebie. Zaczęły spływać e-maile, pytania, prośby o pomoc w wychodzeniu na prostą, na drogę pełną możliwości. Jacek Walkiewicz nie był w stanie każdemu z pytających odpowiedzieć indywidualnie. Dlatego postanowił zrobić to zbiorowo - właśnie za pośrednictwem tej książki. 
Opis z tyłu książki




Autor: Jacek Walkiewicz
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2014
Liczba stron: 192



     Nowy Rok chciałam zacząć dość pozytywnie. Jak zwykle tworząc swoją listę postanowień, napalając się jak szczerbaty na suchary, z przekonaniem, że i tak zapewne nie uda mi się jej zrealizować, trafiłam na tę o to książkę. Pomimo klasyfikowania jej jako poradnik, osobiście tak bym jej do końca nie nazwała.  
Książka powstała w oparciu o krótki wykład, który można obejrzeć poniżej: 

     Nie znajdziemy w tej pozycji konkretnych rad, odpowiedzi na pytanie jak my mamy żyć, jak my mamy postępować. Raczej jest to taki zbiór oczywistych oczywistości, który wbrew pozorom wielu może otworzyć oczy. Autor nie narzuca czytelnikowi swojego zdania, nie robi z siebie osoby wszystkowiedzącej, lepszej od innych. Powiedziałabym raczej, że wypowiada jedynie swoje zdanie, co według niego ważne jest w życiu, co mu pomogło, przytaczając odpowiednie przykłady i argumenty. Nie wiem czy dobrze odebrałam tę książkę ale przynajmniej tak ja ją zrozumiałam :). 
     Lektura tej pozycji na pewno pomoże mi w lepszym określeniu celów, ich jaśniejszym sformułowaniu. Na pewno pewne elementy zapadną mi w pamięci. Zapewne wiele osób uzna całą książkę za jedyną i bezwzględną mądrość i przyjmą ją bezgranicznie w całości. Ja natomiast, pomimo wielu ciepłych słów, które mogę o niej powiedzieć, z niektórymi aspektami mogłabym polemizować. Mówi się "nie oceniaj książki po okładce". Jest w tym dużo racji ale jak podejść na przykład do osoby, która bezmyślnie zabija ludzi, cieszy się z tego i się jeszcze tym chwali? Może rzeczywiście nie powinno się przyklejać "złej łatki" takiemu człowiekowi, może jest w tym jakiś głębszy sens ale nie jestem pewna czy jestem gotowa na to aby go poznać i czy kiedykolwiek będę. "Każdy kij ma dwa końce", więc może i mnie ktoś z jakichś powodów nie będzie chciał bardziej poznawać, ale każdy ma swoje pewne granice i moim zdaniem to do niego należy decyzja czy chce je przekraczać. 
     Ogólnie jestem zadowolona z tej pozycji, choć czuję pewien niedosyt. Sama, jak to stereotypowa 'baba', nie wiem czego chciałabym więcej ;). Może kiedyś będę potrafiła lepiej sformułować swoje oczekiwania ale jeszcze nie jest to ten moment. Na pewno pod niektórymi względami książka mam nadzieję, że mi pomoże. Dała mi ona lepsze światło na pewne aspekty, dzięki którym będzie mi lepiej dążyć do "lepszych" (choć nie wiem czy to adekwatne określenie) celów i marzeń ;).
     Samo wydanie przyjazne dla czytelnika. Bardzo dobre rozmieszczenie, wiele cytatów, które nie przeszkadzają w czytaniu. Na końcu pozycji znajduje się również miejsce na notatki, choć ja osobiście wolę swój notesik na dany rok i to w nim bazgrolić, nawet wnioski z aktualnie czytanej książki.
     Kiedyś chciałabym jeszcze wrócić do tej pozycji. Kto wie co wtedy w niej wyczytam, może lepiej ją zrozumiem? Moim skromnym zdaniem jest to ten typ "poradnika", który może mieć jeszcze większy potencjał.
     Moja ocena: 7/10.

sobota, 3 stycznia 2015

Podsumowanie 2014 roku

Trochę późno u mnie wyszło podsumowanie ale każda pora jest dobra na jego zrobienie :). 

Chciałabym wszystkim czytelnikom mojego bloga życzyć wszystkiego najlepszego w nowym roku. Dużo bardzo dobrych książek, które na długo zostaną razem z Wami i wszystkiego czego tylko byście sobie życzyli :) (może oprócz wojen, chorób i innego zła :P)

W ubiegłym roku przeczytałam tylko 30 książek i obejrzałam 16 filmów. Pomimo dość skromnych liczb nie mogę powiedzieć, że  nie był to udany rok. Ukończyłam studia i "obroniłam magistra" na Uniwersytecie Gdańskim, kierunek Finanse i Rachunkowość :D (tych ok. 70 pozycji, które tam wykorzystałam nie biorę tutaj w podsumowaniu pod uwagę bo zazwyczaj były to jedynie pojedyncze rozdziały), dostałam swoją pierwszą "prawdziwą" pracę, przenosiłam się z Trójmiasta do Warszawy (za pracą), choć bardzo tęsknie za spacerami, nawet zimową porą, po plaży. Trochę pozytywnych rzeczy się w tym roku działo :) a tych negatywnych, mało ważnych mam nadzieję nie rozpamiętywać. 

Ciężko mi wybrać najlepsze książki, które przeczytałam. Na pewno pozycjami wartymi uwagi są: 

Nie są to książki wysokich lotów ale przy tylu stresujących momentach w jednym roku potrzebowałam takich lekkich i przyjemnych książek. Dwie z nich, pomimo dość mylących tytułów, czyli pozycja 2 i 3, były dla mnie dużym pozytywnym zaskoczeniem. Każdą wyszczególnioną z tych pozycji mogłabym nazwać również odkryciem roku. Sagę Camilli Läckberg oraz książki Janet Evanovich z chęcią czytam dalej kolejne pozycje tych autorek jak wpadną mi w ręce. 

Najgorsze? Trochę się ich niestety znalazło. Na pewno unikałabym:
Liczba przeczytanych pozycji: 30
Liczba wszystkich stron: 11476
Średnia liczba stron na książkę:  382,(3)


Wśród filmów też znalazło się trochę lepszych i gorszych produkcji.

Najlepsze filmy, które miałam okazje oglądać w 2014 roku: 

Natomiast, według mnie, najgorsze produkcje, które zobaczyłam to: 

Podczas tworzenia tego posta stwierdzam, że jednak z najgorszymi produkcjami było najciężej. Niestety wśród nich było z czego wybierać a nie przeczytałam jakoś bardzo dużo pozycji ani nie obejrzałam zatrważająco wysokiej ilości filmów... Mam wrażenie, że coraz ciężej o dobre książki oraz filmy.


Postanowień czy wyzwań czytelniczych i filmowych jeszcze nie mam sprecyzowanych na 2015 rok. Chciałabym ambitnie podejść do tematu w nowym roku ale jeszcze muszę je przemyśleć, zrobić sobie realne założenia i stwierdzić czego najbardziej chciałabym w tym roku :). Wpadła mi w oczy lista, którą można znaleźć na KWEJKU. Dość duża liczba, ale chyba zrobię sobie taką własną listę bardziej pod swoje aktualne możliwości :). Również istnieje duża liczba wyzwań czytelniczych na różnych blogach. Jest na prawdę w czym wybierać.

Jak u Was wyglądają plany czytelnicze na ten rok :)?

niedziela, 21 grudnia 2014

"Załatwić byłego" Jane Heller


Melanie Banks, finansistka z Manhattanu, wprost ubóstwia swojego męża Dana Swaina, zawodowego futbolistę, którego sylwetkę sportowca wspaniale dopełnia seksowny południowy akcent z rodzinnej Oklahomy. Ale gdy kariera sportowa nieoczekiwanie i nieodwołalnie się kończy, a Dan kolejne kilka lat pozostaje bezrobotny i co gorsza, wydaje się zupełnie tym nie przejmować, Melanie powoli odkochuje się w przesiadującym na kanapie pasożycie, który przejada jej pensję, i decyduje się na rozwód.
Niestety, okazuje się, że kobieta musi płacić alimenty, dzięki którym jej były mąż nadal żyje jak król. Rozgoryczona ową niesprawiedliwością, postanawia zagrać nieczysto. Zwraca się do ekskluzywnego biura matrymonialnego i zleca mu znalezienie niczego niepodejrzewającej kobiety, która zamieszka z Danem na dziewięćdziesiąt dni, by on w ten sposób naruszył jedno z postanowień ugody rozwodowej.
Opis książki


 

Autor: Jane Heller 
Tytuł oryginalny: An Ex to Grind
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Piątek Joanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 368



     Chciałam coś lekkiego i przyjemnego, co pomoże mi przetrwać przedświąteczne chorowanie i umili czas spędzony z ciepłą herbatką i lekami pod kołdrą. Niestety kolejna książka, którą udało mi się przeczytać, okazała się porażką. 
     Fabuła bardzo kiepska. Cała esencja książki została przedstawiona w opisie. Został zastosowany schemat znany z amerykańskich komedii romantycznych "niższych lotów", czyli właściwie większości tego typu filmów na rynku. Bardzo naiwna główna bohaterka, która przy każdej okazji daje popalić swojemu eks-mężowi, nagle znów się w nim zakochuje, stara się go odzyskać ale nagle rozumie swój błąd. A na koniec leci w ramiona innego i wszyscy są do porzygu szczęśliwi. Jest na rynku tyle świetnych książek, które nie powielają takich schematów...
     Również próżno nam szukać różnorodnych charakterów w tej pozycji. Wszyscy jednakowo stworzeni, bez żadnych cech szczególnych. Może jedynie główna bohaterka, która głupotą nie grzeszyła. Albo właściwie ja, bo jakimś cudem udało mi się dojść do końca tej pozycji... 
     Wydania nie będę komentować, gdyż "Załatwić byłego" przeczytałam na czytniku a nie w wersji papierowe. 
     Miało być lekko, szybko i przyjemnie. Niestety tylko odnośnie dwóch pierwszych mogę się zgodzić. Może przeczytałam ją w "złym okresie", gdyż ta pozycja bardziej nadaje się gdy leżymy plackiem na plaży w upalny dzień a nie grudniowe popołudnie na antybiotykach. Osobiście żałuję, że zmarnowałam czas spędzony nad tą pozycją jednak do ostatniej strony miałam jeszcze nadzieję na lepszą powieść...
     Moja ocena: 2/10.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

"Dotyk Julii" Tehereh Mafi





Zostałam przeklęta. Mam niezwykły dar.

Jestem potworem. Mam nadludzką moc.

Jestem narzędziem zniszczenia. Będę walczyć o miłość.
Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. 


 Tył książki







Autor:Tahereh Mafi
Tytuł oryginalny: Shatter Me
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kafel Małgorzata
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 336



     Wiem, że przed chwilą narzekałam, że nie mogę dokończyć żadnej pozycji. Jednak nareszcie jest książka, którą od jakiegoś czasu przeczytałam w całości, nie porzuciłam jej po kilku pierwszych stronach. Właściwie sama sobie się dziwie, że akurat przez tę pozycję udało mi się przebrnąć. Może to ta gorączka, która męczy mnie od kilku dni miała na to wpływ ;).
     Fabuła właściwie nie powala na kolana. Dla mnie wyglądało to trochę jak nędzna próba połączenia ze sobą Igrzysk śmierci (czy czegoś w tym stylu) z 'grzeczniejszą' wersją, taką dla osób które nie są jeszcze pełnoletnie (:P), "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Właściwie nawet hejtowana przez większość trylogia o Greyu miała jakąś względnie sensowniejszą fabułę niż "Dotyk Julii". Jedyną nowością są nadprzyrodzone moce głównej bohaterki. Niestety opis jest wystarczający aby poznać całą historię, bo nie znajdzie się tam nic więcej. W pierwszej pozycji trylogii o Julii poznajemy główną bohaterkę, której dotyk zabija. I pomimo, że jestem świeżo po lekturze nie potrafię stworzyć nawet krótkiego streszczenia. Chociażby takiego, które by zdradzało ważne elementy fabuły, ponieważ w moim odczuciu takowych w ogóle nie ma.
     Bohaterowie są przedstawieni bardzo prosto, jednowymiarowo, "po łebkach". Wszyscy właściwie nie mają swoich własnych osobowości, zlewają się w jedną całość. Nawet nie ma jak stworzyć jakiejkolwiek charakterystyki któregokolwiek bohatera bo wszyscy są po prostu bezpłciowi, jednakowo przedstawieni. Jedyne co rozróżnia postacie to ich imiona.
     Styl autorki - tutaj sama nie wiem jak ocenić. Ile wkładu w lekki i płytki język miała autorka a ile sam tłumacz. I jeszcze te nieszczęsne niedociągnięcia w wydaniu, czy cokolwiek to jest. W niektórych miejscach na prawdę nie byłam pewna czy to taki zamysł autorki, błąd w druku czy co w ogóle tej książce się stało :P. A oto kilka przykładów, które mnie dziwiły: 


strona 130
 Bo przecież trzeba było napisać aż trzy razy słowo "nigdy" i postawić w dziwnym miejscu enter ;).

strona 33
 Czy tylko mi się wydaję ale czy brak tutaj przy wymienianiu obrażeń przecinków?

strona 36
Chwilowe
natchnienie
na pisanie w środku książki wierszem? WTF?

"Nie zawracają sobie głowy zawracaniem sobie głowy pięknem spadającym z nieba" *
Hmm... Całkiem logiczne, bo przecież nie ma czegoś takiego jak synonimy :P? Czy tłumacz nie posilił się, żeby nie było powtórzeń?


"Dwa trzy cztery pięćdziesiąt tysięcy odłamków uczuć (...)"  **
Sama nie wiem nawet jak to 'liczenie' w książce skomentować. Chociaż może się po prostu za bardzo czepiam...


"Pięć Pięć Pięć Pięć Pięć uderzeń serca" ***
Bo trzeba aż pięć razy pod rząd, bez kropek ani przecinków i z dużej litery w środku zdania, napisać, że miało się akurat pięć uderzeń serca ;).

"Wyglądam jak pół dupy zza krzaka" ****
Akurat moje ulubione :D. Chociaż to powiedzonko często słyszałam jedynie jak byłam w jakże szczęśliwym i uroczym "gimnazjalnym" wieku...

     Sama nie wiem co mam myśleć o tej pozycji. Było wiele momentów przy, których ziewałam, zdarzyły się może i ciekawsze sceny. Całe wydanie wygląda dla mnie dziwnie, choć sama nie wiem czy to ja tego nie doceniam czy po prostu coś poszło nie tak. Moim zdaniem z tą książką jest zdecydowanie coś nie tak. Przy niektórych seriach, pomimo niskiej oceny pierwszej pozycji, daję szansę kolejnym. Tym razem raczej sobie odpuszczę, chyba, że znów dopadnie mnie wredne choróbsko i wysoka temperatura ;).
     Moja ocena: 3/10.

* "Dotyk Julii" s. 40,
** Tamże, s. 43,
*** Tamże, s. 125,
**** Tamże, s. 239.

sobota, 13 grudnia 2014

...

Dawno nie było żadnej recenzji za co przepraszam. Przyszła chyba wreszcie i na mnie kolej zmagania się z czytelniczym i filmowym "kryzysem". Cokolwiek zacznę czytać czy oglądać nie mogę skończyć... Nie potrafię ostatnio wytrwać do końca, ba! nawet połowy, książki czy filmu, jakaś wewnętrzna blokada we mnie następuję i nie mogę się wciągnąć w daną pozycję, skupić nad nią, lub też po prostu zaczyna mnie nudzić i nie mam ochoty zagłębiać się dalej. Ratunku! Wcześniej nawet największe gnioty często udawało mi się przetrwać... Jakieś pomysły, rady jak przetrwać taką "niemoc"?

poniedziałek, 10 listopada 2014

"Syrenka" Camilla Läckberg







W Fjällbacka w tajemniczych okolicznościach ginie mężczyzna. Mimo wysiłków Patrika Hedströma i jego kolegów z komisariatu w Tanumshede, nikt nie wie, czy zaginiony żyje, czy nie. Cztery miesiące później zostają odnalezione jego zwłoki zamrożone w lodzie. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy jeden ze znajomych zmarłego - pisarz Christian Thydell - nagle zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. 
Opis książki








Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Sjöjungfrun
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 488



     "Syrenka" to już szósta część serii kryminalnej Camilli Lackberg związanej z Eriką Falck i Patrikiem Hedsromem. Po pierwszym dużym zachwycie nad tą serią chyba pomalutku zaczyna mi chyba cały szał przechodzić.
     Fabuła książki moim skromnym zdaniem jest trochę na niższym poziomie niż poprzednie części sagi. Było kilka wątków, których byłam ciekawa jak się potoczą, jednak więcej znalazłam stosunkowo dłużących się, nic nie wnoszących elementów o które powieść mogłaby być skrócona. Akcja nabrała tempa dopiero pod koniec pozycji. Zakończenie takie trochę jak z serialu, dopiero ono zaciekawiło i sprawia, że chce się zabrać za kolejną część choć sam środek mało ciekawy... 
     Bohaterowie - o tyle o ile główni jeszcze trzymają poziom to już kolejne postacie, które zostają wprowadzane stworzone jakby od niechcenia. Po prostu aby byli, robili tło. Nie mają niestety charakteru za który można by pokochać lub znienawidzić, albo nawet żeby irytowali czytelnika tak aby można ich zapamiętać. 
     Styl autorki nadal lekki i przyjemny, dzięki czemu łatwo można uporać się z treścią, o ile się nie uśnie :). Czytałam wersję na czytniku więc wydania nie będę oceniać, choć obstawiam, że jest ryzyko, że gdybym wypożyczyła z biblioteki to znów trafiłby mi się egzemplarz, pomimo dbania o książki, rozpadający w rękach. 
     Żeby mieć "wewnętrzny spokój" zapewne przeczytam kolejne dwie części, skoro zabrnęłam już tak daleko. Ale czy będę je czytać z zapartym tchem? "Się zobaczy". Nie twierdzę, że ta pozycja była zła, jednak na tle pozostałych nie wypada tak dobrze. 
     Moja ocena: 6/10.

środa, 29 października 2014

"Kosogłos" Suzanne Collins

Katnis Everdeen, dziewczyna która igra z ogniem, przeżyła Ćwierćwiecze Poskromienia, ale jej dom został w odwecie zniszczony przez Kapitol. Teraz mieszka wraz z matką i siostrą w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą. 
Katniss, mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi. Zadanie to jednak nie będzie łatwe, bo dziewczynie przyjdzie się mierzyć nie tylko z żołnierzami znienawidzonego prezydenta Snowa, ale także z własnymi dylematami moralnymi. Czy podczas wojny jest miejsce na uczucia, takie jak miłość  lub współczucie? Gdzie leży granica między własnym dobrem a poświęceniem się dla innych? Wreszcie - czy wojna może naprawdę usprawiedliwić nawet najbardziej okrutne postępowanie wobec ludzi?
Opis książki




Autor: Suzanne Collins
Tytuł oryginalny: Mockingjay
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Hesko-Kłodzińska Małgorzata, Budkiewicz Piotr
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: science fiction
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 376



     Idąc za ciosem przeczytałam kolejną, ostatnią już część, trylogii "Igrzyska Śmierci". Co prawda nie miałam wygórowanych oczekiwań od całej tej serii ale ta część trochę mnie zawiodła... 
     Fabuła - jakieś około pierwsze 95% przypadło mi do gustu, jednak to zakończenie... Dla mnie totalnie zepsute. Zbyt ckliwo-wydumany epilog, praktycznie zero informacji o reszcie bohaterów, poza oczywiście główną dwójką. W sumie po autorce, która umiała stworzyć całkiem ciekawą historię, postacie, tło w którym wszystko się działo, spodziewałam się sensowniejszego, bardziej spektakularnego zakończenia całej trylogii. U mnie pozostał niestety pewien niedosyt. Pomimo tych pozytywnych słów o samej fabule, moim zdaniem źle też został stworzony opis na skrzydełku książki - jak dla mnie nie było aż tylu widocznych dylematów moralnych o których zostało wspomniane. No chyba, że mój mózg w trakcie pierwszych trzech dni tygodnia "roboczego", podczas których czytałam tę książkę wyłączył się na takie niuanse.
     Bohaterowie bardzo dobrze stworzeni, choć w niektórych momentach miałam wrażenie, że widziałam pewne niedociągnięcia. Były momenty, co prawda nieliczne ale zawsze, w których trochę zaczęli mi się już mieszać postacie, w szczególności w niektórych opisach rebelii. 
     Styl autorki bardzo lekki i przyjemny, dający możliwość zatopienia się w lekturze i zapomnienia o otaczającym nas świecie i niskich temperaturach, które niestety już zaczynają powoli panować za oknem. 
     Wydanie - całkiem dobre. Nie było takich błędów jak w drugim tomie, choć sobie tłumacze to faktem, że nie jest to jeszcze wydanie filmowe, które było oddawane do druku "na hip hip hura" byleby jak najszybciej. Żeby nie było - to tylko moje skromne zdanie ;). Niestety strony klejone, więc nie jestem pewna ile 'normalnie' przetrwałaby książka ale wiem, że i ja i właścicielka tej pozycji od której pożyczyłam bardzo dbamy o książki więc jest nadzieja na długi jej żywot. 
     Gdyby nie to zakończenie, które całkowicie nie przypadło mi do gustu książka mogłaby zyskać dużo wyższą ocenę. Pomimo to polecam całą serię, chociażby po to aby przekonać się samemu, słysząc skrajne opinie, czy jest ona udana.
     Moja ocena: 6/10.


Trylogia "Igrzyska Śmierci":

niedziela, 26 października 2014

"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins



Katniss Everdeen i Peeta Mellark zostali zwycięzcami Głodowych Igrzysk. Wygrali, przeciwstawiając się Kapitolowi i okrutnym regułom śmiertelnej gry. Ocalili życie, zyskali sławę i bogactwo, jednocześnie stając się - ku swojemu przerażeniu - symbolem buntu, którego zarzewie tli się w dystryktach. 
Kapitol pragnie zemsty. Prezydent Snow nie znosi nieposłuszeństwa. Jubileuszowe, 75, Głodowe Igrzyska przejdą do historii. 
Plotki o tajnym Trzynastym Dystrykcie, wydarzenia z Tournee Zwycięzców i przekazywane z rąk do rąk symbole kosogłosa wzniecą rebelię, w której Katniss i Peeta odegrają - po części nieświadomie - najważniejszą rolę. 
Opis książki






Autor: Suzanne Collins
Tytuł oryginalny: Catching Fire
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Hesko-Kołodzińska Małgorzata, Budkiewicz Piotr
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: science fiction
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2009
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 360



     Po przeczytaniu pierwszego tomu "Igrzysk Śmierci" i ochłonięciu sięgnęłam, a jakże by miało być inaczej :), również i po kolejną część, czyli "W pierścieniu ognia". 
     Mając już wyrobione własne zdanie o pierwszym tomie, drugi zaczęłam czytać już bez konkretnego nastawienia po opiniach znajomych. Fabularnie i w tej części autorka moim zdaniem utrzymuje poziom. Akcja wciąga, nie było zbyt dużo ckliwych momentów, które by ruszały za serce tylko dzieci, które ledwo co odrosły od ziemi. Jestem akurat tak samo w tym przypadku pozytywnie zaskoczona jak po pierwszej części. Co tu dużo więcej pisać - to co mi się podobało w poprzedniej części, cały klimat fabuły, styl autorki itp., zostało również dobrze pociągnięte i tutaj. 
     Bohaterowie - pojawiło się kilku nowych, jednak większość dobrze znana z poprzedniego tomu. Również i w tym elemencie nie ma co zbyt dużo się rozpisywać i powielać swoich recenzji :). 
     Wydanie - niestety w tej części znalazłam już więcej błędów, masa literówek, które jakby nie patrzeć, trochę odbierają radość z czytania pozycji. Wydając jednak pieniądze na książkę oczekuję aby była wydana dobrze jakościowo, również pod względem korekty, a nie tylko ładnie się kurzyła na półce... Co do reszty to nie mam zarzutu.
     Kolejną część zapewne niebawem przeczytam. Fabuła nadal interesująca niestety wydanie się trochę pogorszyło, a już miałam nadzieję, że znajdzie się dobre wydanie a nie tylko na "szybko" dla kasy.
     Moja ocena: 6/10.

sobota, 25 października 2014

'Ostatni taniec' (One Last Dance, 2003) - film








Nagła śmierć choreografa powoduje, że premiera tanecznego spektaklu uzależniona jest od trójki jego dawnych uczniów, którzy jako jedyni znają


 








     Posiadając wolny wieczór, nie wiedząc co ze sobą zrobić, obejrzałam ten film, w sumie przez czystą ciekawość jak wypada w nim jeden z głównych bohaterów, czyli Patrick Swayze, którego znam głównie z produkcji 'Dirty Dancing'.
     Kolejny opis filmu do którego mogę się przyczepić... Opowiada on właściwie pierwsze może dziesięć? minut... a później nie dzieję się nic co warto by w nim zawrzeć. Sama nie wiem jak można by bardziej opisać fabułę. Nawet ciężko zdradzić cokolwiek osobom, które nie oglądały tego filmu, ba! nawet osobom, które go oglądały. Aby opisać osobie od której go pożyczyłam jako jeden z wielu, który obejrzałam sama nie wiedziałam jak go opisać, a po moich znikomych opisach i po podanym tytule sama nie była w stanie przypisać treści do tytułu. Można by rzec, że praktycznie o... niczym? 
     Gra aktorska - tutaj muszę przyznać, że mistrzowska. Nie znam się zupełnie na balecie, więc mi się bardzo podobało. Może osoby zaznajomione w temacie mogłyby bardziej się wypowiedzieć ale na mnie zrobiła na prawdę imponujące wrażenie. Dla mnie balet w tym filmie wygląda na prawdę zjawiskowo.
     Sama nie wiedziałam jak ocenić film - fabuła ciężka do opisania, trochę nudna ale całkowity efekt na prawdę nawet niezły. W tym wypadku trzeba samemu obejrzeć i ocenić czy na prawdę warto. Sama nie wiem czy warto polecać ten film - na pewno nie odradzam, choć nie jest to produkcja, która znajdzie się u mnie, żeby obejrzeć jeszcze raz.
     Moja ocena: 5/10
Related Posts with Thumbnails