piątek, 5 lipca 2013

"Nostalgia anioła" Alice Sebold




Narratorką opowieści jest czternastoletnia Susie Salmon, która przemawia do czytelnika z nieba. Zgwałcona i zamordowana przez miłego sąsiada, a zarazem seryjnego gwałciciela, obserwuje życie na Ziemi, które toczy się już bez jej udziału: przyjaciół i rodzinę nietracących nadziei, że zostanie kiedyś odnaleziona, młodszego braciszka starającego się zrozumieć znaczenie słowa "odeszła", zabójcę zacierającego lady zbrodni i policję prowadzącą poszukiwania. Zwiedza niezwykłe miejsce zwane niebem bezmiernym, w którym się znajduje, gdzie każde jej życzenie zostaje natychmiast spełnione, z wyjątkiem jednego - możliwości powrotu do ludzi, których kocha. 

Skrzydełko okładki




Autor: Alice Sebold
Tytuł oryginalny: The Lovely Bones
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Szajowska Hanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2002
Rok pierwszego wydania polskiego: 2003
Liczba stron: 368



    Książka stała u mnie na półce dość długo - na pewno ponad rok. Kręciłam się wokół niej i kręciłam ale sięgnąć po nią było mi jakoś tak trochę ciężko. Słyszałam o niej wiele. W sumie były to skrajne opinie. Głośno zrobiło się o tej pozycji również w 2009 roku, kiedy to na podstawie owej książki wyszedł do kin film. Jako, że jestem zwolenniczką przeczytania najpierw książki a później dopiero obejrzenia ekranizacji to film mam nadal przed sobą.
     "Nostalgia anioła" to historia opowiadana przez zgwałconą i zamordowaną nastolatkę Susie Salmon. Całą opowieść snuję będąc w Niebie. Jak dla mnie dość nietypowy sposób narracji. Na pewno dodaje całej powieści pewnego uroku. Akcja czasem przyśpiesza, czasem zwalnia. W niektórych momentach czytałam z zapartym tchem a w niektórych myślałam, że porzucę czytanie. Jednak całe szczęście przetrwałam i doczytałam do końca :). Ogólnie można by rzec, że całość przedstawiona w ciekawy sposób. Również dobrze ukazana historia pod względem psychologicznym. Miłość, przyjaźń, tęsknota, śmierć. Wszystko ze sobą jest idealnie połączone. Pomimo to czegoś mi w niej brakowało. Dogodzić kobiecie do końca udaje się chyba tylko nielicznym :P.
     Bohaterowie dobrze nakreśleni. Każda z postaci ma swój urok, jak zwykle albo się ich polubi albo znienawidzi. Jak dla mnie każda z osób występujących w tej powieści coś do niej wnosiła, nie było zbędnych tzw. "zapychaczy miejsca". 
     Wydanie na prawdę dobrze zrobione. Jedyną rzeczą jaka mi przeszkadzała to rozdziały. Nie do końca rozumiem po co one zostały tutaj wprowadzone. Nie wprowadzały kolejnego "elementu" czy też opowiadały historię jakby od nowego etapu. Albo jestem po prostu ciołkiem, który nie musi wszystkiego rozumieć ;). Nie widziałam żadnych literówek, czy innych błędów, które przeszkadzałyby w czytaniu.
     Moja ocena: 7/10

czwartek, 4 lipca 2013

"Pożeracz dusz" Michelle Paver




Torak i Wilk po wyprawie na wyspy Klanu Foki znów są razem. Niestety, nie na długo. Wilka porywają okrutni Pożeracze Dusz. Nie wiadomo, czemu właśnie on został wybrany. Chłopiec i jego towarzyszka Renn zrobią wszystko, by uratować przyjaciela.
Ślady prowadzą ku dalekiej, mroźnej Północy. Wędrówka przez skute lodem, pełne niebezpieczeństw tereny wystawia ich wzajemne oddanie na niejedną próbę, Toraka zaś nieuchronnie zbliża do siedziby najgroźniejszego wroga... 


Tył książki






Autor: Michelle Paver
Tytuł oryginalny: Soul Eater
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mazurek Krzysztof
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2006
Rok pierwszego wydania polskiego: 2007
Liczba stron: 352



     To już moje trzecie spotkanie z autorką. "Pożeracz dusz" jest właśnie trzecim tomem Kronik Pradawnego Mroku. Podczas wysokich temperatur, całych dni wolnych, przynajmniej na początku wakacji chciałam sobie poczytać niezbyt wymagającą lekturę... Miałam nadzieję, że powrót do tej "sagi" spełni moje oczekiwania.
     Fabuła tej części stosunkowo słaba. Pomimo, że skończyłam ją czytać dopiero wczoraj wieczorem nie pamiętam dokładnie co się tam działo. Mam jedynie świadomość, że widziałam coraz więcej elementów łączących tą całą Kronikę z Harrym Potterem (ale o tym więcej rozpisywałam się w recenzji "Wędrującego ducha")
     Styl autorki bardzo lekki w odbiorze. Również dzięki mało skomplikowanej fabuły bardzo szybko można uporać się z tą pozycją. Chociaż nadal się zastanawiam czy to jest to czego poszukiwałam na wakacje - lekkiej i przyjemnej pozycji, która wciągnie mnie bez końca. Po części w tej pozycji tak było, niestety nie wciągnęła mnie bez pamięci. Sądzę, że można znaleźć książki, które nie są zbytnio ambitne ale mają jakąś ciekawszą akcję - mam nadzieję, że kiedyś mi się uda na takową trafić :). 
     Wydanie, które trafiło w moje ręce bez zarzutu. Nie widziałam literówek czy innych detalów, które mogłyby utrudniać odbiór czytanej powieści. Miałam tą część w twardej oprawie - trochę w tym wypadku uciążliwa ale da się przetrwać. 
     Mam jeszcze wypożyczoną kolejną część "Kronik Pradawnego Mroku" ale poważnie się zastanowię czy będę się za nią zabierać. 
     Moja ocena: 4/10

środa, 3 lipca 2013

"Imię i nazwisko zastrzeżone" Jane Sigaloff


 
Lizzie Ford jest ekspertem od spraw damsko-męskich. Miłość i seks w wielkim mieście nie mają dla niej żadnych tajemnic. Na łamach poczytnego londyńskiego tygodnika odpowiada na listy zawiedzionych i skrzywdzonych, rozmawia też ze słuchaczami, prowadząc lubianą audycję radiową. Jej sprawy osobiste także wydają się zmierzać w dobrym kierunku - po wielu latach nieudanych poszukiwań nareszcie może się wtulić w opiekuńcze ramiona Tego Jedynego - Matta Bakera, czarującego geniusza reklamy, który przekonuje do siebie nawet niechętną mężczyznom jej najlepszą przyjaciółkę. Lizzie nie zdaje sobie sprawy, że cudowny kochanek coś przed nią ukrywa. Nie podejrzewa również, że zwykły list od czytelniczki, tylko z pozoru anonimowej, omal nie doprowadzi do groźnego w skutkach skandalu. Przyjdzie jej zmierzyć się z elementarnymi prawdami na temat życia, miłości i wierności... 
Tył książki


 

Autor:Sigaloff Jane
Tytuł oryginalny: Name & address withheld
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Żółtowska Weronika
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2002
Rok pierwszego wydania polskiego: 2003
Liczba stron: 288



     Książkę wzięłam znów w bibliotece, gdyż na stancji nie zdążyłam jej przeczytać a w szale pakowania nie chciałam wywieźć jej 300km od miejsca właściwego jej pobytu wzięłam ją raz jeszcze u siebie w mieście. Był to bardzo duży błąd... 
      Fabuła nie jest ciekawa. Książka opowiada o dziewczynie, która zakochała się w facecie żonatym, który, jak twierdzi, że nie kocha już żony. Czyli historia o miłosnym trójkąciku. Żadnych innych wątków nie znajdziemy. Czyli prawie 300 stron pierdolenia o temacie, który może wkurwiać. Mam swoją niezbyt pochlebną opinię na temat dziewczyn spotykających się z żonatymi facetami, a na domiar złego z nimi sypiającymi. A czytanie jeszcze o takowych jest istną katorgą. Zrozumiałabym gdyby to był jakiś wątek poboczny a nie główny. A pisanie tylko o tym, jeszcze w tak irytujący sposób jest dla mnie niezrozumiałe... 
     Wszyscy bohaterowie to za przeproszeniem pierdołowate cioty. Każdy z nich czuje się ofiarą losu, ale wszyscy chcą się zachowywać jak bohaterowie którzy mają uratować świat i mamy im jeszcze za to dziękować na kolanach i obdarowywać codziennie prezentami za ich czyny. Jak dla mnie jest to śmiech na sali. Wszyscy w tej książce są prawie identyczni i niczym się nie wyróżniają z tłumu. Jak dla mnie wygląda to na bardzo słabą kreatywność autorki, która nie potrafi nawet stworzyć różnorodnych bohaterów oraz ciekawych wątków.
     Styl autorki pozostawia wiele do życzenia. Niby można szybko przeczytać tą książkę. Mi się udało w jeden dzień ale jakie katusze przeżywa czytelnik - i to nie te pozytywne związane z kończącą się książką ale przez całą pozycję podczas czytania tego czegoś...

"(...) spiętrzonych na regale sensacyjnych powieści drugorzędnego pisarzyny Johna Grishama, (...)"*

     Na ten moment przeczytałam tylko jedną książkę Johna Grishama, więc ciężko nazwać mnie jego najwierniejszą fanką. Jednak nie nazwałabym go również "drugorzędnym pisarzyną". Ogólnie niezbyt mi się podoba ocenianie innych pisarzy w książkach - to nie są recenzje. Nie wiem co autorka piła/brała/paliła podczas pisania tej książki ale takiego gówna dawno nie czytałam. Jeśli ocenia tak słabo Grishama to powinna również mieć trochę samokrytyki do samej siebie i tej powieści nigdy nikomu nie pokazywać, o wydawaniu jej nie wspominając. Dzięki temu można by zaoszczędzić czas, potrzebny na przeczytanie tego stwora oraz pieniędzy, jeśli ktoś to coś zakupił. 
     W książce którą wypożyczyłam na domiar złego znalazła się masa literówek, błędów językowych, stylistycznych. Tutaj jednak chyba wina tłumacza i osoby odpowiedzialnej za korektę a nie autorki. Sama nie piszę i nie wysławiam się za każdym razem poprawną polszczyzną w rewelacyjny sposób, ale nie zabieram się za pisanie książek i ich redagowanie**. Przez tą masę błędów, fabuły oraz stylu autorki całość ciężko się czytało. Musiałam się wspomóc piwem, żeby się trochę znieczulić i być w stanie przez tą książkę przebrnąć. 
     Osobiście radzę omijać tą pozycję szerokim łukiem. Szkoda, że to coś jest określane mianem literatury kobiecej. Dla mnie jako młodej kobiety jest to wręcz obraza... 
     Moja ocena: 0/10



* J. Sigaloff, Imię i nazwisko zastrzeżone, Wydawnictwo Axel Springer, Warszawa 2005, s. 31



** Bloga założyłam w sumie po to, żeby właśnie poprawić te umiejętności - mam nadzieję, że widać jakiś progres w porównaniu z pierwszymi recenzjami zamieszczonymi na blogu a tymi teraźniejszymi :). 

wtorek, 2 lipca 2013

Stos 3/2013

     Na dobry początek miesiąca i prawdziwych wakacji przedstawiam ostatnio zakupione, wypożyczone oraz recenzyjne książki. Ot takie znów 3 w 1 :). 

     Na pierwszy rzut idą książki z dzisiejszej wizyty w bibliotece. Nie mogłam się zdecydować, które wziąć ale to chyba normalne u mola książkowego ;). Mam nadzieję, że chociaż z części z nich będę zadowolona.

Tytuły książek z bilioteki, zaczynając od góry:
"Zamek Eymericha" Valerio Evangelisti
"Wyrzutek" Michelle Paver
"Pożeracz dusz" Michelle Paver
"Kolor magii" Terry Pratchett
"Bliźniaczka" Katherine Stone
"Imię i nazwisko zastrzeżone" Jane Sigaloff

     "Wyrzutek" oraz "Pożeracz dusz" to trzecia i czwarta (choć nie jestem pewna czy akurat w tej kolejności :P) część "Kronik pradawnego mroku". Dwie pierwsze już przeczytałam. Pamiętam, że nie była to zbyt wymagająca lektura więc na letnie dni czy wieczory będą idealne.
     Z twórczością Pratchetta zawsze chciałam się zapoznać ale jakoś nie było kiedy. Więc chyba nadszedł wreszcie ten czas, żeby nadrobić zaległości ;). 
     Co do ostatniej pozycji - "Imię i nazwisko zastrzeżone" - wypożyczyłam ją również w bibliotece w Sopocie, niestety nie zdążyłam jej przeczytać a musiałam ją oddać gdyż w weekend wracałam na wakacje do domu. Może tym razem uda mi się ją dokończyć...


     Drugi stosik zawiera książki kupione przeze mnie oraz książki, które dostałam od wydawnictwa. 

Zakup własny:
"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick
"Trafny wybór" J. K. Rowling 

Egzemplarze recenzyjne: 
"Cud oleju lnianego" Dr Hans-Ulrich Grimm
"Więź. Odkryj połączenie między Tobą a resztą świata." Lynne McTaggart


     Mam nadzieję, że zdążę wszystko przeczytać z tych co zamierzam. Ale zobaczymy co pokaże czas :). A wy co polecacie w pierwszej kolejności? 

niedziela, 23 czerwca 2013

"Dziewczęta z Szanghaju" Lisa See


Szanghaj 1937 roku - miasto bogaczy i żebraków, gangsterów i hazardzistów, patriotów i rewolucjonistów, artystów i dygnitarzy wojskowych - nazywany jest Paryżem Azji. Dwie siostry, dwudziestojednoletnia Pearl i młodsza May, panienki z bardzo zamożnej rodziny, wiodą tam luksusowe, beztroskie życie. Wszystko się zmienia, gdy ojciec na skutek hazardu traci cały majątek, a napadnięty przez Japończyków kraj pogrąża się w straszliwej wojnie. Aby ratować rodzinę, dziewczęta wbrew swojej woli muszą poślubić dwóch braci, bogatych Chińczyków z Los Angeles. Po niebezpiecznej podróży przez ogarnięte wojną Chiny i wielomiesięcznym, pełnym upokorzeń pobycie w amerykańskim obozie dla uchodźców docierają wreszcie do mężów: z bagażem tragicznych doświadczeń i z wielką tajemnicą. Nie wiedzą, że także w ich nowej rodzinie każdy ma coś do ukrycia i nikt nie jest tym, za kogo się podaje. 
Tył książki





Autor: Lisa See
Tytuł oryginalny: Shanghai Girls
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Słysz Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2009
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 368




     Wiele razy widziałam, że książki autorki Lisy See są gorąco polecane i zachwalane. Jako mol książkowy nie mogłam oprzeć się pokusie i również sięgnąć po którąś z książek tejże autorki. Z jednej strony jestem bardzo zadowolona z lektury, z drugiej zaś czuję pewien niedosyt... 
     Fabuła książki - niestety w opisie znajdującym się na tyle książki możemy dużo się dowiedzieć, chyba nawet zbyt dużo. Co prawda jest ona ogólnikowa ale przedstawia streszczenie ponad połowy z tego co znajdziemy na stronach powieści... Wiem, że trzeba jakiś zarys przedstawić ale nie wiem czy jest sens w streszczaniu prawie całej książki. Ja miałam to szczęście, że nie przeczytałam tyłu okładki tylko od razu zabrałam się za czytanie samej powieści. Dzięki temu dla mnie fabuła była ciekawa. Przez większość czasu czytałam z zapartym tchem nie chcąc tej pozycji odkładać. Niestety były również i takie, które ciężko było przejść. Z owej książki można również dowiedzieć się trochę jak byli traktowani Chińczycy w Stanach Zjednoczonych, jakie trudności musieli przechodzić by zostać w ogóle wpuszczonym do kraju. Zdaję sobie sprawę, że jest to powieść, prawdopodobnie część z informacji zawartych w tej książce to czysta fikcja literacka jednak dzięki te pozycji można nabrać ochoty w zgłębianiu swojej wiedzy historycznej dotyczącej tamtego okresu.
     Bohaterowie - tutaj muszę przyznać, że autorka bardzo dobrze się spisała. Każda z postaci miała swój charakter, wprowadzała coś do całości. Co prawda znienawidziłam jedną z głównych bohaterek - młodszą z sióstr, May. Dla mnie była strasznie dziecinna, rozwydrzona, strasznie rozpieszczona przez rodziców oraz jakby oderwana od panujących w danych okresie realiów. Ale chyba lepiej kogoś nienawidzić, niż całość ma być cukierkowo udana, a nikt nie wyróżniał się niczym szczególnym. 
     Wydanie książki które wypożyczyłam z biblioteki niestety zawierało kilka literówek. Raczej można tutaj przypisywać winę tłumaczowi albo osobie odpowiedzialnej za korektę. Czcionka pozwalająca czytać dniami i nocami (nawet jak się oczy zamykały to można było przeczytać "jeszcze jedną stronę" :)) oraz przy oślepiającym słońcu i przy słabym świetle lampki (kiedyś to chyba się odbije jeszcze bardziej na moim wzroku :P). Strony znów posiadające chyba urok bibliotek - stały się trochę jakby 'żółtawo - brązowe'? Sądzę, że bywalcy bibliotek wiedzą o co mi chodzi ;). Co prawda książka, którą wypożyczyłam jeszcze się nie rozkleiła ale obawiam się, że w tym wypadku to jest kwestia czasu kiedy to się niestety stanie...
     Moja ocena: 7/10

PS. Ogólnie jestem na ten moment bardzo zadowolona z ilości przeczytanych pozycji w tym roku :). Na dzień dzisiejszy mam już przeczytane dwa razy więcej książek niż na ten dzień w roku poprzednim. Mamy 25 tydzień roku a to już moja 24 książka. Mam nadzieję, że uda mi się ukończyć wyzwanie "52 książki". Jestem na dobrej drodze w szczególności, że przede mną są wakacje i będę mogła jeszcze więcej czasu poświęcić na to co kocham - czyli czytanie książek :).

piątek, 21 czerwca 2013

'Co nas kręci, co nas podnieca' (Whatever Works, 2009) - film



Boris Yellnikoff (Larry David) jest bardzo inteligentnym i bardzo złośliwym staruszkiem, lubiącym wytykać innym ich wady. Pewnego wieczoru pod drzwiami swojego mieszkania poznaje młodą kobietę szukającą miejsca na nocleg - Melody (Evan Rachel Wood). Bardzo niechętnie Boris zgadza się przenocować dziewczynę, choć nie ukrywa antypatii do jej ignorancji. Z czasem przywiązują się do siebie mimo całkowicie odmiennych charakterów. W końcu postanawiają się pobrać. Od tego momentu mottem życiowym Borisa staje się "Whatever works".





     Poszukiwałam czegoś lekkiego oraz chciałam wreszcie zapoznać się z twórczością Woody'ego Allen'a. Padło właśnie na tą komedie obyczajową :). 
     Film opowiada o zgryźliwym staruszku, mogącym się równać pod tym względem z doktorem House'm, i jego "perypetiach". Jest to produkcja dość specyficzna, aczkolwiek bardzo mi się spodobała. Nie jest to mega ambitny film aczkolwiek nie jest to również beznadziejny odmóżdżacz. Jest to przyjemna komedia którą można obejrzeć zarówno samotnie w ciągu dnia albo wieczorem ze znajomymi np. przy piwie ;). 
     Aktorzy bardzo dobrze dobrani. Rzeczywiście posiadali umiejętności aktorskie, nie grali tylko i wyłącznie jedną miną. Muzyka, sceneria zostały odpowiednio dobrane do koncepcji filmu. Ogólnie można by rzec, że film idealny. Jednak było coś co mi nie do końca pasowało. Może już za bardzo wybrzydzam, jako typowa kobieta sama nie wiem czego chce ale na prawdę nie potrafię ocenić co mi mi w tej produkcji zgrzytało.
     Moja ocena: 8/10. Ogólnie polecam ;).

poniedziałek, 17 czerwca 2013

'Zimne światło dnia' (The Cold Light Of Day, 2012) - film




Will Shaw jest maklerem. Wraz ze swoją rodziną zamierza spędzić wakacje w Hiszpanii. Niestety, ktoś porywa jego najbliższych, a on sam zamierza zrobić wszystko, aby ich odnaleźć. Rozpoczyna więc własne śledztwo, które utwierdza go w przekonaniu, że porwanie jego rodziny ma wiele wspólnego z rządowym spiskiem. 










     Film obejrzałam tylko ze względu na to, że główną rolę odgrywa Henry Cavill. Kojarzę go głównie tylko z serialu "Dynastia Tudorów" i chciałam po prostu zapoznać się z jakąś inną produkcją w której on występuje :). 
     Fabuła jak na film akcji/thriller niezbyt ciekawa. Rodzina zostaje porwana, ojciec zabity a tylko jeden syn może ocalić resztę. Jak dla mnie dość banalny schemat a nie oglądałam dużo tego typu produkcji. Może niektórzy dostrzegą coś głębszego w tym filmie. Akcja również nie powala. Mam wrażenie, że niektóre sceny (a właściwie większość) została po prostu dodana aby była, bez specjalnego celu. Sceny z użyciem broni - wyglądały tak jak moja pierwsza gra w Counter Strike, czyli strzelanie bez ładu i składu. Pomimo, że te osoby miały chyba grać postacie które znają się na rzeczy i miały kiedyś wcześniej broń w ręku a nie obchodziły się z nią po amatorsku. No ale przecież główny bohater nie może zginąć już na początku filmu ;). Kolejna scena - pościg samochodowy. Wyglądał niczym gra w Need for Speed. Czyli jak na film to trochę śmiesznie... 
     Trzy punkty mogę dać tej produkcji jedynie za obsadę, a mianowicie: Bruce Willis, jako Martin, Sigourney Weaver jako Jean Carrack oraz Henry Cavill, który wcielił się w postać Will'a Shaw. Reszta niestety nie była taka dobra. 
     Ogólnie jestem zawiedziona tym filmem. Miałam nadzieję, że coś będzie się w nim dziać i będę go oglądać z większym zainteresowaniem. Niestety musiałam zrobić do niego dwa podejścia, gdyż za pierwszym razem na nim usnęłam pomimo tego przystojniaka :P ze względu na którego obejrzałam ten film ;).  
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 16 czerwca 2013

"Biała królowa" Philippa Gregory

Król Edward IV York zakochuje się w pięknej wdowie, Elżbiecie Woodville, i przed upływem miesiąca bierze ją w sekrecie za żonę. Gdy ich małżeństwo wychodzi na jaw, dostają się w sam środek walk o wpływy na królewskim dworze, gdzie muszą stawić czoło matce Edwarda. Oburzony samowolą króla hrabia Warwick, doradca Yorków, obraca się przeciwko niemu, przechodząc na stronę wrogiego obozu Lancasterów. 
Elżbieta jest kochającą żoną i oparciem dla męża uwikłanego w polityczne rozgrywki. Powoduje nią namiętność, ale i ambicja - zdobywa zaszczyty dla swoich bliskich, za co przyjdzie jej wszakże zapłacić wysoką cenę. W niewyjaśnionych okolicznościach znikają w twierdzy Tower jej dwa synowie, których losy po dziś dzień stanowią przedmiot spekulacji historyków. Philippa Gregory przedstawia portret zmysłowej kobiety o silnym charakterze, proponując jednocześnie własne, przemawiające do wyobraźni wytłumaczenie zagadki zniknięcia książąt z Tower.

Opis z tyłu książki



Autor: Philippa Gregory 
Tytuł oryginalny: The White Queen
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Urszula Gardner
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2009
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 480 



     Bez wahania wypożyczyłam z biblioteki tą książkę. Czytałam już "Kochanice króla" oraz "Dom cudzych marzeń" tejże autorki i obie wywarły na mnie ogromne wrażenie. Miałam nadzieję, że i z tą tak będzie. Niestety nie była ona aż tak dobra jak poprzednie. 
     Philippa Gregory jest nazywana mistrzynią powieści historycznych. Większość książek jej autorska właśnie do tego gatunku jest zaliczany. Pod tym względem i ta pozycja nie odbiega od reszty (a raczej większości). Czytając tą powieść możemy zanurzyć się w czasach tzw. "wojny kuzynów" panującej w Anglii, która poprzedza Dynastie Tudorów. Sama historia przedstawiona w dość ciekawy. Wiadomo, że w tej powieści przeplatają się autentyczne fakty oraz fikcja literacka. Niestety nie jest to aż tak ciekawy etap, żebym miała drążyć co było prawdą a co fikcją, tak jak w przypadku gdy przeczytałam "Kochanice króla" i załapałam bakcyla na czasy z okresu panowania Tudorów ;). Ciekawie przedstawione zostały elementy knucia kobiet, ich planowania, próby przetrwania. Co mi się jedynie nie podobało to opisy bitew. Nie jestem zapaloną czytelniczką opisów jak się faceci tłuką (z tego też powodu nie przeczytałam jeszcze "Władcy pierścieni" bo jestem świadoma, że będzie gdzieś w niej opis "nawalania się" przez płeć męską). Takowe elementy mnie po prostu odpychają od danej pozycji. Zdaję sobie sprawę, że były to burzliwe czasy ale nie były dla mnie konieczne opisy na kilka stron jak się wyżynają. Przez ten element z mojej strony ocena poleciała dość mocno w dół. Co nie zmienia faktu, że może przypadnie ta pozycja do gustu płci męskiej :)?
     Każdy z bohaterów bardzo dobrze nakreślony. Nikt nie pozostawał dla mnie nijaki, żadna z postaci nie została potraktowana po macoszemu. Pomimo, że było ich całkiem sporo dość łatwo można było się połapać kto kim jest - a jak się miało wątpliwość to na samym początku została zamieszczona "rozpiska" rodów - Yorków, Lancasterów oraz już pewien 'obraz' Tudorów - czyli wszyscy skłóceni kuzynowie. 
     Cała książka wydana w przyzwoity sposób. Czcionka odpowiednio dobrana do wielkości stron, nie wyhaczyłam żadnych literówek ani błędów stylistycznych przez które utrudniony został odbiór lektury. W tym przypadku na minus może być dość duży format oraz liczba stron. Może wydać się niektórym śmieszne jak to uargumentuje ale przez to miałam wrażenie, że te opisy bitew straasznie się dłużą i nigdy się nie skończą ;). Tak więc owe wrażenie jest bardzo subiektywną sprawą - inni mogą zupełnie nie zwrócić na to uwagi wciągnięci w te opisy chcąc więcej. Papier książki żółtawy - tylko nie wiem czy to wina tego, że została ta powieść na takim wydrukowana czy po prostu poddała się ona urokowi bibliotek ;). Dla mnie to akurat na plus bo biel wieczorami nie raziła po oczach. 
     Z czystej ciekawości pewnie sięgnę po kolejne części z serii "Wojna kuzynów". Mam nadzieję, że nie będzie tyle tych nużących mnie opisów ;).
     Moja ocena: 6/10.

środa, 12 czerwca 2013

"Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę" Barbara Janina Łukowiak

Za chwilę rozpoczniesz wielką przygodę Twojego życia. Przygodę, która nieodwołalnie wiąże się z uzyskaniem przez Ciebie smukłej i zgrabnej sylwetki. Poprowadzi Cię niniejsza książka, która proponuje zupełnie nową metodę uzyskania upragnionej sylwetki. Polega ona na pracy ze sobą, ze swoimi lękami, przyzwyczajeniami, nawykami. Zawiera wiele sprawdzonych ćwiczeń i specjalnie dobranych technik pracy z własną psychiką, które umożliwią Ci dotarcie do przyczyn powstawania i utrzymywania się nadwagi i uzdrowienie ich. W konsekwencji nie tylko zaczniesz cieszyć się nową, szczupłą sylwetką, ale odkryjesz także swoją wewnętrzną siłę i wzmocnisz poczucie własnej wartości.





Autor: Barbara Janina Łukowiak
Język oryginalny: polski
Kategoria: Hobby
Gatunek: hobby
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2005
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii


     Dość długo szło mi czytanie tej pozycji. Składało się na to m.in. nauka do egzaminów, zaliczeń. Jednak nie jest to wina tylko i wyłącznie "czynników zewnętrznych". Również sama pozycja, jej treść oraz styl jakim została ona napisana trochę od siebie niestety odpychały.


"Przez masowanie punktów odpowiadających tarczycy, dostarczamy dodatkową energię, która pobudza ją do aktywniejszego działania. Dzięki wzmożonemu metabolizmowi, organizm jest w stanie sprawniej wydalać trucizny i toksyny, i dokładniej trawić i wchłaniać substancje odżywcze. Nie będą nam już potrzebne żadne lekarstwa ani jod."*
     Przeczytałam te zdania nawet kilka razy, nie mogąc uwierzyć w ich absurdalność i że autorka była skłonna coś takiego stworzyć. I to prawie na samym początku książki (str. 64). Jako, że mam niedoczynność tarczycy, jestem skazana na codziennie branie lekarstw udałam się do swojej Pani doktor endokrynolog, żeby sprawdzić czy dobrze rozumiem to co w tej książce stworzono. Kolejnym dość śmiesznym w tym aspekcie jest cytat, który można przeczytać dopiero kilka rozdziałów później, który dotyczy poprawienia pracy naszych narządów wewnętrznych za pomocą myślenia (strona 155):
"(...) stosując powyższą metodę uzdrawiania organizmu nie rezygnujemy z porady lekarskiej, gdy taka pomoc jest potrzebna."** 

Jedno zdanie napisane dopiero pod koniec rozdziału, prawie pod koniec książki. Oczywiście, że się udałam do swojej endokrynolożki. Pokazałam jej te treści. Pierwszą reakcją było złapanie się za głowę. Upewniła mnie w moim przekonaniu, że dobrze zrozumiałam sens tych zdań, i stwierdziła, że same masowanie punktów tarczycy nie spowoduje polepszenia jej pracy i niestety nie będę mogła zrezygnować z przyjmowania lekarstw jak radzi autorka tej książki (chyba, że chce żeby znów moja tarczyca przestała działać prawidłowo).


"Znakomitym ćwiczeniem jest także tylko wyobrażanie sobie, że wykonujesz zaproponowane ćwiczenia. Badania i przeprowadzone eksperymenty naukowe dowiodły, że są one równie skuteczne."***

     Kolejny cytat, tylko tym razem ja się przy nim uśmiałam. W sensie, że jak będę sobie wyobrażać to, że ćwiczę bez ruszenia tyłka z kanapy to schudnę ;)? Chyba więcej schudnę od tego swojego niepohamowanego rechotu podczas czytania tego zdania ;). Pomimo, że niektórzy mogą mnie określić typowym "spaślakiem" z awersją do ćwiczeń fizycznych, marzącym o tym żeby schudnąć bez ruszania się to i tak w ten cytat nie wierzę :). 
     Ogólnie również styl pisania nie sprzyjał przyjemnej lekturze. Ja się strasznie umęczyłam podczas czytania. Nawet nie wiem czy nie bardziej aniżeli podczas nauki w trakcie sesji. Osobiście jestem dopiero na początku swojej drogi w odchudzaniu, jest to dopiero moja druga "fachowa" literatura w tym zakresie. Chciałam się dowiedzieć co i jak ale raczej wiele nie wyniosę z tej książki i nie będę się nią do końca sugerować. Jestem świadoma, że bardziej mi pomogą faktyczne ćwiczenia, niż tylko sobie ich wyobrażanie, i odpowiednia dieta. Jedynym pozytywnym aspektem tej książki są dwa pierwsze rozdziały, w których jest stwierdzone, że najpierw trzeba się psychicznie nastawić na chudnięcie oraz zdobywanie swojej wymarzonej sylwetki. 
     Wydanie książki w miarę przyjemne. Nie rozkleja się po pierwszym jej przeczytaniu jak to czasem bywa. Na końcu jest podana wykorzystana literatura, dzięki czemu wiem co trzeba omijać ;). Niestety znalazłam kilka małych literówek, które im więcej czytam tym bardziej mi zaczynają przeszkadzać (może po prostu dziwaczeje :P). Pomimo ładnego wydania, ładnej oprawy graficznej jestem zawiedziona treścią, poziomem jaki sobą reprezentuje.
     Moja ocena: 2/10. Może do kogoś trafi ta pozycja aczkolwiek nie jest to książka dla mnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu: 



* B. Łukowiak, Kreatywne odchudzanie, Studio Astropsychologii, Białystok 2005, s.64,
** Tamże, s. 155,
*** Tamże, s. 70,

czwartek, 30 maja 2013

"Wiem co myślisz. Sekret czytania w myślach" Thorsten Havener

Pomyśl o czymś. 
Gdybyś to zrobił w obecności Thorstena Havenera on bez trudu odgadłby co przyszło Ci do głowy. Dzięki jego niezwykłym umiejętnościom teraz i Ty będziesz mógł złamać szyfr umysłu dowolnej osoby. 
Autor odkrywa przed Tobą sposoby, które pozwolą Ci odczytywać ludzkie myli. Udostępnia listę swoich instrumentów mentalnych oraz pokazuje, jak ich używać w życiu codziennym. To poradnik o czytaniu w myślach bez konieczności posiadania daru jasnowidzenia czy innych nadprzyrodzonych zdolności. Wystarczy bacznie obserwować swojego rozmówcę, przyglądać się jego gestom, mimice, postawie ciała, by rozszyfrować co tkwi w jego umyśle. 
Sprawdź co myślą inni. 






Autor: Thorsten Havener 
Tytuł oryginalny: Ich weiss, was du denkst
Język oryginalny: niemiecki
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: popularnonaukowa
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
 Liczba stron: 212
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii



     Po książkę sięgnęłam z dużą chęcią, bo któż by nie chciał umieć czytać w myślach innych ludzi :)? Niestety wszelkie zaliczenia, egzaminy i nauka do nich odciągała od lektury, dlatego też dość długo zajęło mi czytanie tej dość krótkiej książki. 
     W książce autor opisał swoje doświadczenia, ścieżkę rozwoju w kierunku kształcenia swoich umiejętności dotyczących czytania ludziom w myślach. Zawarte są również w tej pozycji przydatne ćwiczenia oraz uwagi, na co zwracać uwagę podczas rozmowy z drugim człowiekiem. Można się wiele dowiedzieć między innymi na temat postawy drugiej osoby, gestykulacji czy nawet mimiki twarzy jak i pozycji oczu. Jak dla mnie można kilka cennych elementów z tej książki zastosować w życiu codziennym. Sama zapewne będę baczniej obserwować zachowanie innych w trakcie rozmowy. Dzięki tej pozycji będę wiedziała na co zwrócić szczególną uwagę i co ciało drugiego człowieka "do mnie mówi", gdyż nie tylko wypowiadane słowa podczas rozmowy niosą ze sobą jakąś treść. 
     Jednak dla mnie ostatnie trzy (notabene najkrótsze) rozdziały w tej pozycji były niezbyt potrzebne. Odbiegały one trochę tematyką od tematu przewodniego. Co prawda było to tylko około trzydzieści stron jednak przy pozycji lekko ponad dwustustronicowej można uznać, że jest to jednak dość spory niepotrzebny kawałek książki. Również wstęp był stosunkowo nudny, bardziej skupiający się tylko i wyłącznie na życiu prywatnym autora. Osobiście od razu oczekiwałam właśnie tych pożytecznych rad aniżeli biografię autora ;). Gdyby nie to, że był krótki obawiam się, że mogłabym nie przebrnąć przez tą pozycję.
     Wydanie, które otrzymałam jest całkiem przyjemne wizualnie dla oka. W rogu z numerami stron są ciekawe hmmm... bąbelki? kropeczki :P? Ładnie to wygląda jednak z drugiej strony podczas czytania mogło to czasem rozpraszać. Na ostatnich kilkunastu stronach znalazłam kilka literówek. Nie wiem czy to wina tłumacza czy edytora, czy jakiej tam osoby, która się tym zajmuje jednak mam wrażenie, że już nie chciało się osobie do końca robić korekty. Również muszę napisać kilka słów o okładce. Co prawda często powtarzano mi "nie oceniaj książki po okładce" to ta twarz na niej umieszczona trochę mnie przeraża - przynajmniej ten wzrok :P. Ale prawdopodobnie to tylko i wyłącznie mój dziwny wymysł. 
     Przydatny w tej książce jest spis literatury, na której w niektórych elementach autor się opierał tworząc tą pozycję. Jeśli kogoś zainteresuje ta tematyka może sięgnąć jeszcze po inne książki dotyczące omawianego tematu i poszerzyć swoją wiedzę. 
     Podsumowując, książka "Wiem co myślisz..." Pana Thorstena Havenera jest pozycją dobrą o ile nawet nie bardzo dobrą. Powinna się spodobać ludziom, którzy chcą się dowiedzieć czegoś na temat odczytywania myśli drugiej osoby. Nie ma tutaj różnych dziwnych magicznych sztuczek, żadnego wróżenia z kart tylko praktyczne rady do wykorzystania w życiu codziennym.
     Moja ocena: 7/10.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

sobota, 18 maja 2013

"Emma i ja" Elizabeth Flock


Nie da się zapomnieć świata widzianego oczami tej małej dziewczynki...
Ośmioletnia Carrie Parker jest podobna do innych dziewczynek w jej wieku. Chodzi do szkoły, lubi się bawić, lubi też sobie pomarzyć o dalekich podróżach. Jednak nawet bogata wyobraźnia nie pozwala jej uciec od bezwzględnych realiów dnia codziennego. Niegdyś w jej domu panowały miłość, radość i spokój. To wszystko się zmieniło po tragicznej śmierci ojca. Rządy objął teraz agresywny ojczym, z lubością pastwiący się nad rodziną. Carrie pragnie uchronić przed atakami Richarda młodszą siostrę, złotowłosą, łagodną Emmę. Wie, że na pomoc matki nie ma co liczyć. Dziewczynki łączy wspólny smutny los i nienawiść do ojczyma. Udręczone do granic wytrzymałości, nieświadomie prowokują serię wydarzeń, które prowadzą do nieuchronnej tragedii... 

Tył książki



Autor: Elizabeth Flock
Tytuł oryginalny: Me & Emma
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Patkowska Alina
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 384



     Książkę wzięłam w bibliotece tylko ze względu na to, że myślałam, że będzie lekka do czytania. Jakże mylne było moje przypuszczenie, gdyż nawet nie przeczytałam opisu książki, który znajdziemy z tyłu na okładce. "Emma i ja" jest moją pierwszą książką tej autorki. Jak uda mi się znaleźć inne pozycje Pani Flock na pewno z chęcią po nie sięgnę :). 
     Powieść opowiada historię dwóch sióstr, których jedynym celem było przetrwać w otaczającym je świecie. Na swój sposób próbowały sobie z nim radzić tworząc swój własny świat. Historia opisana z punktu widzenia ośmioletniej dziewczynki Carrie. I muszę przyznać, że całość daje wiele do myślenia. Występuje zakończenie, którego w ogóle się nie spodziewałam. Zwala ono z nóg. Ostatnie strony powieści równie przerażające jak cała książka. Pozycja nadal wzbudza we mnie skrajne emocje. Czytając w niektórych momentach czułam żal, współczucie wobec tych najmłodszych postaci. Książka porusza na prawdę bardzo ważne tematy, takie jak przemoc wobec dzieci czy dorosłych. 
     Bohaterowie powieści bardzo dobrze nakreśleni. Wszyscy pasują do opisywanej historii nadając jej kształt, który pozostanie na długo w pamięci. Występują postacie, które się kocha albo nienawidzi. Czytając miałam ochotę sama pomóc głównej bohaterce. 
     Jedynie do końca nie podobał mi się język jakim została napisana ta książka. Było w niej wiele powtórzeń oraz styl był dość infantylny. Aczkolwiek, co do stylu to wynika to chyba z faktu, że historia opisywana jest oczami kilkuletniego dziecka. Samo wydanie, które wpadło w moje ręce było przyjemne w odbiorze. Nie było literówek czy innych rażących błędów, które ostatnio notorycznie wyłapuje. Również czcionka odpowiednio dobrana do formatu w którym została wydrukowana oraz nie było rażącego kontrastu pomiędzy literami a kartką co ma dość znaczący wpływ na przyjemność czytania ;).
     Książka "Emma i ja" jest pozycją na prawdę godną uwagi. Porusza w ciekawy sposób ważne kwestie, dające wiele do myślenia. Na pewno nie jest to książka obok której można przejść obojętnie. Jak będę miała możliwość to z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki :). Mam nadzieję, że się nie zawiodę. 
     Moja ocena: 9/10.

piątek, 17 maja 2013

'Witaj w domku dla lalek' (Welcome to the dollhouse, 1995) - film


 

Stan New Jersey. Dawn Wiener, 11-letnia dziewczynka pochodząca z żydowskiej rodziny, nie jest akceptowana przez rówieśników. W szkole wyśmiewają się z jej nieprawidłowego zgryzu, szpecących ją okularów, nazywając pokraką. W domu również nie znajduje oparcia, rodzice bowiem faworyzują jej starszego brata Marka, komputerowego geniusza, oraz młodszą, tańczącą w balecie siostrę Missy. Ignorowana i odrzucona Dawn na swój naiwny sposób poszukuje przyjaźni i zrozumienia. 





     Film dość dziwny. Wiedziałam, że nie będzie on raczej ambitny ale miałam nadzieję, że będzie miał jakąś fabułę. Miałam ochotę się trochę zrelaksować podczas nauki do zaliczeń i pisania pracy aczkolwiek bardziej się chyba zmęczyłam tym filmem.
     Fabuła tego filmu mam wrażenie, że nie istnieje. Jedyne co pamiętam z tego filmu to fakt, że młodsza siostra głównej bohaterki się zagubiła i chyba ją później odnaleźli. Jednak chyba to nie był sens filmu. Ogólnie nie wiem czy film miał jakikolwiek sens. Według filmwebu to komedia połączona z dramatem. Komedią to to nie jest na pewno, ani razu się nie uśmiechnęłam. Dramatem od biedy można nazwać ale tylko ze względu na to, że jest to dramatycznie nudny, dłużący się film, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. 
     Gra aktorska również nie była powalająca. Aktorzy coś tam próbowali jakby odegrać ale raczej była to żałosna próba odegrania swojej roli niż gra na wysokim poziomie. Jedynie dwóch aktorów dawało sobie radę, o dziwo Ci jedni z najmłodszych występujący w filmie, czyli Brendan Sexton III, który grał Brandona McCarthy oraz młodsza siostra głównej bohaterki Missy, grana przez Darię Kalininę. Reszta powiedziałabym, że się nie spisała... 
     Jedynym plusem w tym filmie może być dobrana muzyka. Chyba jednie ona mi się podobała w całej tej produkcji. A jest ona jedynie małym elementem wpływającym na odbiór całości. 
     Może robię się coraz bardziej wymagająca wobec filmów, albo obejrzałam go w niezbyt dobrym okresie aczkolwiek wiem, że na ten moment na pewno nie mam ochoty do niego powracać... Raczej polecać nie będę. Jedyne co mogę teraz robić to przestrzegać ludzi przed tym filmem, aby nie marnowali półtorej godziny na to badziewie. 
     Moja ocena: 1/10

wtorek, 30 kwietnia 2013

'Grease' (1978) - film



Jeden z najpopularniejszych musicali na ekranach kin. Danny, lider grupy T-Birds spędza romantyczne wakacje w towarzystwie Sandy, która mieszka w Australii. Przysięgają sobie miłość i rozstają, ona ma wyjechać. Zupełnie niespodziewanie zostaje w USA. Spotykają się ponownie w szkole - Rydell High. Jednak Sandy, dobrze ułożona panienka, nie pasuje do wizerunku Danny'ego w szkole. Sandy próbuje zostać jedną z Pink Ladies i znowu być dziewczyną Zuko.





     Czy jest jeszcze osoba, która nie oglądała tego kultowego musicalu "Grease" z Johnem Travoltą? Osobiście nie znam, chyba, że ludziom aż wstyd się przyznać, że tej produkcji jeszcze nie mieli okazji obejrzeć. 
     Ciężko jest mi ocenić film, który większość osób już widziało. Nawet kilkakrotnie, tak jak w moim przypadku. Moim zdaniem bardzo dobrze się postarali podczas kręcenia tej produkcji. Jednak wszystkie inne opisy i stwierdzenia będą po prostu stwierdzaniem oczywistej rzeczywistości. Po co rozpisywać się o sprawach, które wiele razy zostały napisane oraz powiedziane? Ten film jest po prostu bardzo dobrym Musicalem, który powinien być na liście filmów, które trzeba koniecznie obejrzeć :)! Nawet jeśli się nie lubi tego gatunku filmowego to nie można przejść obojętnie obok tak dobrego kina. Jedyną rzeczą, która mi się zupełnie nie podobała to była może niecała ostatnia minuta filmu. Osobiście uważam, że mogła ona zniszczyć z trudem kręcony film. A cóż to takiego? Jeśli ktoś nie pamięta to przypomnę - jest to scena podczas której "wzlatuje auto" z Sandy i Danny'm w środku, którzy mają przylepiony do twarzy durny uśmiech. Takie idiotyczne sceny doprowadzają mą osobę do szału i doprowadzają do nerwobóli ;). 
     Jeśli się znajdą jeszcze takie osoby, które nie widziały tego filmu to muszą jak najszybciej nadrobić. Ze swojej strony, jako osoby, która niezbyt lubi musicale, mogę z czystym sumieniem gorąco go polecić :). 
     Moja ocena: 8/10

piątek, 26 kwietnia 2013

"Karuzela uczuć" Jodi Picoult


    Przez osiemnaście lat rodziny Harte'ów i Goldów mieszkały po sąsiedzku, dzieląc ze sobą wszystkie radości i smutki życia. Ich dzieci były nierozłączne od kołyski; Chris i Emily wychowywali się razem, a więź między nimi stawała się coraz silniejsza. Może nawet zbyt silna... 
     Kiedy nocną cieszę w obu domach rozdarł dzwonek telefonu, nikt nie mógł pojąć straszliwej prawdy. Emily zmarła od kuli rewolwerowej, a ranny w głowę Chris trafił do szpitala. Czy było to samobójstwo, czy morderstwo, ma zdecydować sąd, ale nic nie przywróci dawnej przyjaźni między rodzicami obojga nastolatków. 
     Na postawie książki powstał w 2002roku film telewizyjny (polski tytuł: "W imię miłości"). 


Tył książki




Autor: Jodi Picoult
Tytuł oryginalny: The Pact
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Bieńkowska Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1998
Rok pierwszego wydania polskiego: 2000
Liczba stron: 512



     To już moja druga książka po "Bez mojej zgody" autorki Jodi Picoult. Książka "Karuzela uczuć" jest również wydana pod tytułem "W imię miłości". Tytuł zależy od tego, kto zabrał się za tłumaczenie :). Spodziewałam się, że również i ta książka mną wstrząśnie i zrobi na mnie ogromne wrażenie. Jednak chyba trochę zbyt dużo oczekiwałam od tej pozycji... 
     Książka opowiada historię dwóch rodzin. Ukazuje rozwijającą się przyjaźń, miłość między nimi, ich dziećmi. Ponadto pokazuje to jak jedno zdarzenie w ich życiu może spowodować wiele skrajnych emocji oraz doprowadzić do rozpadu wieloletniej przyjaźni między bardzo dobrze znającymi się rodzinami, mieszkającymi po sąsiedzku. Historia jest dość ciekawie przedstawiona. Autorka stopniowo odsłania nam przebieg wydarzeń z aktualnie dziejącego się procesu. Przeplatane są one wydarzeniami z historią życia rodzin, rozwijającą się przyjaźń, która przeradza się w miłość, począwszy od dnia narodzin Chrisa i Emily, które pozwalają nam zrozumieć zachowanie bohaterów. 
     Dla niektórych osób całość może wydać się błaha - jednak sposób w jaki przedstawia nam całość autorka wciąga. Sądzę, że ma ona talent do stworzenia ciekawej fabuły tak na prawdę z niczego. Jest jednak jeden jakby mały minus. Zakończenie nie było aż tak wstrząsające jak bym się spodziewała. Przeczytałam książkę "Bez mojej zgody" i tam po prostu po przeczytaniu ostatnich stron zbierałam szczękę z podłogi. Tutaj czegoś takiego mi się nie przytrafiło. Nie zmienia to faktu, że książka przypadła mi do gustu.
     Bohaterowie powieści dość wyraziści, o każdym można by powiedzieć kilka słów, i nie byłyby to wyrażenia typu "to ktoś taki, sensowny, był w tej powieści?". Niektórzy wkurzali dość mocno, inni mniej a jeszcze innych nawet polubiłam. I do tej trzeciej grupy zaliczyłabym głównego bohatera Chrisa Harte oraz ojca Emily, Michaela Golda. Wpływali oni na mnie jakoś pozytywnie ;). Natomiast postać Emily, jej charakter, sposób myślenia doprowadzały mnie trochę do wkurzenia. Jakoś tej nastoletniej dziewczyny nie potrafiłam do końca zrozumieć... Natomiast z drugiej strony można zaliczyć na plus fakt, że zapewne ją zapamiętam, gdyż nie była nijaka w całej powieści :). 
     Wydanie które wpadło w moje łapki było przyjemne. Kartki nie były zbyt białe ani 'brudne' co by mogło przeszkadzać w czytaniu. Również czcionka nie była zbyt mała ani zbyt duża, dzięki czemu nie utrudniała ona zatopieniu się w lekturze. Jedyną dziwną rzeczą był dla mnie występujący w tej pozycji podział na części. O tyle co trzecia - ostatnia - część pt. "Prawda" była sensowna to dwie pierwsze jakoś nie wiem co by miały swoją treścią przedstawiać. Ciekawa treść była w nich zawarta jednak jakoś sam fakt podzielenie jej na części i nadanie im dziwnych, nie pasujących do przedstawianego w nich tematu, tytułów mnie zaczęła zastanawiać... 
     Pomimo lekkiego rozczarowania i tak z chęcią sięgnę po inne powieści Jodi Picoult. Jej książki dają trochę do myślenia oraz ich czytanie są wyśmienitą formą relaksu.
     Moja ocena: 7/10.

PS. Żeby rozwiać wątpliwości odnoście tytułu "W imię miłości". Informację o tym wzięłam z dwóch portali:
- Lubimy czytać,
- Biblionetka
Ten tytuł wziął się od tłumaczki nazywającej się Alicja Skarbińska-Zielińska. Ja natomiast czytałam w przekładzie Pani Anny Bieńkowskiej i u niej tytuł tej książki nosi "Karuzela uczuć". 
     Rzeczywiście jest również książka "W imię miłości" tej autorki o innej fabule. I chodzi o tą książkę: KLIK. Tak więc są to dwie teoretycznie różne książki jednak może tak się zdarzyć, że mają ten sam tytuł. Więc nie popełniłam błędu tylko samo wydawnictwo coś namotało  :).

niedziela, 21 kwietnia 2013

'Była sobie dziewczyna' (An Education, 2009) - film




Młoda, inteligentna dziewczyna dorasta w Londynie w latach sześćdziesiątych.  Jej rodzina bardzo chce, by studiowała na Oksfordzie. Tymczasem ona wdaje się w szalony romans z poznanym w niezwykłych okolicznościach  mężczyzną, który obiecuje, że nauczy ją życia i miłości... Te niepowtarzalne lekcje będą się odbywały w luksusowych salach balowych i dyskotekach, zadymionych kafejkach Londynu i  pod dachami dekadenckiego Paryża.






      Za tą produkcję zabierałam się dość długo. I można by powiedzieć, że dość długo ją oglądałam. Film zaklasyfikowany na portalu jako dramat. Dla mnie dramatem było oglądanie tejże produkcji...
     Fabuła filmu dość cienka. Jak dla mnie mało się w tym filmie działo. Nie potrafiłam skupić się na oglądaniu, miałam wrażenie, że w kółko dzieje się to samo. Akcji jako takiej w tym filmie nie znajdziemy. Osobiście oglądałam go na raty bo jakoś nie miałam ochoty zasypiać wiedząc, że mam trochę rzeczy i tak do robienia. Miałam nadzieję odpocząć trochę podczas oglądania, jednak osiągnęłam zupełnie odwrotny efekt do zamierzonego. 
     Z grą aktorską głównych bohaterów można by się spierać. Mi za bardzo umiejętności głównej bohaterki nie przypadły do gustu. Miałam wrażenie, że gra trochę jakby opornie. Jedynie aktor grający jej wybranka jakoś ratował sytuację. Ale też za bardzo nie podnosi to oceny filmu. Muzyka, jak i sceneria w miarę dobrze dobrana, jako jedyne w tym filmie można ocenić pozytywnie. Jednak dla mnie to dużo za mało, żeby mieć dobrą opinię o całej produkcji.
     Nie wiem co mam jeszcze napisać o tym filmie. Mnie strasznie on zmęczył, nie spodobał mi się w ogóle. Jeśli miał on jakiekolwiek przesłanie to ja go nie zauważyłam. Dla mnie jest to kolejna produkcja dla zbicia pieniędzy i rozczarowania widza. Jedyne słowa jakimi mam ochotę podsumować cały ten stwór to "był sobie film, który należy omijać".
     Moja ocena: 3/10.
Related Posts with Thumbnails