środa, 23 kwietnia 2014

"Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy" Janet Evanovich

Sandałki ze złotymi paseczkami, koszulka z głębokim dekoltem i poręczny Smith&Wesson, kaliber 38. Oto Stepanie Plum, łowca nagród z New Jersey. Kiedy wylatujesz z pracy, windykator zajmuje ci samochód, a matka zabawia się w swatkę, jesteś gotowa desperacko chwycić się absolutnie każdego zajęcia. Nawet jeśli oznacza to, że zamiast wklepywania danych do arkuszy kalkulacyjnych będziesz łapać bandziorów. Gorzej, jeśli jednym z nich jest facet, który wykorzystał cię na podłodze cukierni. A konkretnie, to za ladą z eklerkami. No, ale to było dawno temu. Naprawdę, nic osobistego. Stephanie dysponuje wszystkim, co może posłużyć do kruszenia męskich serc. Niestety ma także talent do pakowania się w kłopoty. I wkurzania przy tym naprawdę niebezpiecznych mężczyzn.
A więc sądzisz, że jesteś twardzielem? A założymy się? 
Tył książki





Autor: Janet Evanovich
Tytuł oryginalny: One for the Money
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Leszczyński Andrzej
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1994
Rok pierwszego wydania polskiego: 1996
Liczba stron: 352
 
 
 
     Wynalazłam w księgarni około rok temu tę pozycję i zakupiłam ją od razu zarówno dla siebie, jak i dla koleżanki na urodziny. Szczerze powiedziawszy głównie tytuł przykuł moją uwagę i już wtedy, gdy pierwszy raz ją dotknęłam, wiedziałam, że muszę mieć swój własny egzemplarz :). 
     Fabuła - po tytule spodziewałam się troszkę czegoś innego, trochę bardziej przeznaczonego jedynie dla kobiet (ot takie babskie czytadło). Nie zmienia to faktu, że to co stworzyła autorka bardzo przypadło mi do gustu. Zabawne perypetie głównej bohaterki, która próbuje upolować faceta i oddać go w ręce policji przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Nieraz się uśmiechałam podczas podróży w autobusie, przyciągając dziwne spojrzenia innych pasażerów, czy też z przerażeniem śledziłam niektóre poczynania głównej bohaterki. Kryminał przedstawiony w "zabawnej" formie - trochę inna forma niż inne tego typu pozycje, co odbieram na plus.
     Bohaterowie ciekawie nakreśleni. Główna bohaterka Stephanie, która nieustannie pakuje się w różne kłopoty, dziwne mamuśki, wiele różnorodnych złoczyńców oraz panny lekkich obyczajów. To wszystko można spotkać na stronach tej niepozornej książki. Może się wydawać z pozoru błahe takie połączenie jednak nie w tej pozycji. 
     Autorka bardzo lekkim językiem stworzyła ciekawą pozycję. Nie wiem ile tutaj zasługi autorki a ile tłumacza, jednak mając wolne popołudnie można ją przeczytać jednym tchem. Co prawda znalazło się kilka dziwnych sformułowań ale nie wpływały one na na odbiór całej powieści. 
     Wydanie - całkiem udane. Okładka lekko utwardzana, jednak momentami grzbiet dziwnie mi trzeszczał podczas lektury. Nie jestem pewna czy to ja zbytnio ją maltretowałam, choć zawsze staram się dbać o książki, czy to mi się tylko taki felerny egzemplarz trafił. Czcionka i cały tekst na stronach przejrzyście "umieszczony". Chyba w tej książce, co zdarza się ostatnimi czasy na prawdę bardzo rzadko, nie mam się za bardzo do czego przyczepić :).
     Moim zdaniem ta powieść jest idealna dla relaksu, na gorszy dzień. Równie przyjemnie czytało się ją w podróży, jak i pod ciepłym kocykiem z herbatą w ręku i palącą się obok mnie świeczką zapachową (Soft Blanket z Yankee Candle - zapach także godny wypróbowania ;)). Jak uda mi się gdzieś zdobyć 'stacjonarnie' kolejne części zakupie je bez wahania, nawet nie pogniewałabym się jakby mi ktoś sprezentował pozostałe. Polecam!
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 20 kwietnia 2014

"Ostrożnie z marzeniami" Alexandra Potter




A gdyby tak marzenia mogły się spełniać? I to nie wybrane, ale wszystkie - te duże i te maleńkie? 
Te o bogactwie, urodzie, przystojnym nieznajomym, który pokocha na wieki, i te o wolnym miejscu w metrze, gdy po ciężkim dniu wracasz do domu i torturują cię własne szpilki. Za tym właśnie tęskni rudowłosa Heather, londyńska fotografka. 
Nie dość, że jako trzydziestolatka jedyne śluby jakie zna to te, które uwiecznia na kliszy, to jeszcze zabójczo przystojny sąsiad nie zwraca na nią uwagi, a na wolne miejsce parkingowe zawsze trafia kto inny. I nagle, z dnia na dzień, życie Heather zmienia się całkowicie za sprawą pewnej zielonookiej Cyganki i... niewielkiej gałązki wrzosu. Tylko co wtedy, gdy ten wymarzony nie okazuje się tym jedynym? 
Tył książki




Autor: Alexandra Potter 
Tytuł oryginalny: Be Careful What You Wish for
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Bukowska Monika
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2006
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron: 464



     W trakcie przerw przygotowywania świąt miałam ochotę na jakąś lekką i miłą powieść, która mnie odpręży. Padło na tą nieszczęsną pozycję. Niestety nie spodobała mi się... 
     Fabuła - szczerze powiedziawszy schemat tej książki bardzo przypomina mi typowe, przewidywalne do bólu hollywoodzkie komedie romantyczne. Nie znajdziemy tutaj żadnej konkretnej historii. Wszystko dzieje się powoli, autorka jakby bez zamysłu na książkę po prostu stworzyła nudną opowiastkę o marzącej dziewczynie z Londynu. Podczas czytania strasznie się wymęczyłam. Niektóre sytuacje absurdalnie nieprawdopodobne, irytujące. W ogóle nie zrelaksowałam się podczas czytania tego stworka. 
     Bohaterowie stworzeni tak bardzo nijako, że pomimo skończenia książki kilka godzin temu nie potrafiłabym scharakteryzować nikogo. Moje jedyne jakiekolwiek zdania o nich brzmiałyby typu "Heather - główna bohaterka" i nic więcej nie jestem w stanie napisać... Niestety są oni wykreowani na równie niskim poziomie co cała historia - płascy, bez wyrazu i po prostu nudni. 
     Wydanie - tutaj można podebatować... Z jednej strony książka dobrze wydana, odpowiednia czcionka itd. Jednak klejone kartki, które strasznie mnie irytują, plus niemożność jakby pełnego otwarcia książki (strony zbyt mocno ze sobą ściśnięte? czy od czego to może zależeć) nie pozwalało na mniejsze denerwowanie się podczas książki. 
     Całe szczęście za książkę nie zapłaciłam pełnej ceny, tylko wynalazłam ją gdzieś z rabatem co najmniej -50%. Chociaż i tak nie wiem czy to nie była zbyt wygórowana cena jak na tę pozycję. Niestety zakupu życia w tym przypadku nie dokonałam ;). Trochę żałuję, że zmarnowałam czas na tę pozycję w trakcie tych przedświątecznych i świątecznych dni. Można było dużo lepiej spędzić ten czas.
     Moja ocena: 3/10


W dzisiejszym dniu chciałabym Wam życzyć pogodnych i wesołych świąt :). 

wtorek, 8 kwietnia 2014

"Ofiara losu" Camilla Läckberg





Policja w Tanumshede bada wypadek samochodowy. To, co wygląda na tragiczne zdarzenie, po kolejnym, podobnym wypadku zaczyna budzić podejrzenia. Policja ma pełne ręce roboty, tym bardziej że w mieście kręcony jest telewizyjny reality show. Obecność kamer podsyca tylko konflikt między „gwiazdami” a miejscową społecznością. Pogoń za zabójcą oraz problemy osobiste wywołują u Patrika Hedströma stres i frustrację. Tym silniejsze, że staje wobec największego dotąd wyzwania detektywistycznego w swojej karierze, a przy okazji musi się zmierzyć z bolesną przeszłością...
 Tył książki







Autor: Camilla Läckberg  
Tytuł oryginalny: Olycksfågeln
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2006
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 448 



     "Ofiara losu" to czwarta część sagi kryminalnej autorstwa Camillii Läckberg. Przyznaję się, że bardzo wciągnęła mnie ta seria. Widząc możliwość wypożyczenia kolejnej pozycji z biblioteki nie wahałam się ani sekundy. 
     Fabuła jak zwykle ciekawa. Streszczać nie chcę - sądzę, że wystarczy opis z tyłu książki przedstawiony na początku. Wszystkie elementy bardzo dobrze się ze sobą łączą. Wszystkie wątki w końcu łączą się w jedną logiczną całość :). Co prawda niektórzy mogą się stosunkowo szybko połapać kto jest tym "złym". Pomimo tego faktu stworzona intryga jest na wysokim poziomie, która wciąga czytelnika. 
     Bohaterowie - co tu mogę więcej dodać, czego nie napisałam w recenzjach poprzednich części. Wszyscy bardzo dobrze wykreowani. 
     Wydanie - wszystkie książki tej autorki które do tej pory wypożyczyłam z biblioteki wydane są przez to samo wydawnictwo, w tej samej serii. Zatem powtórzę się - klejone strony (bleh), dobrze dobrana czcionka, "biel" stron też ok. 
     Muszę przyznać, że moim zdaniem autorka nadal trzyma poziom. Pomimo, że przeczytałam już cztery części w stosunkowo krótkim okresie mam ochotę na więcej. Z pewnością przy kolejnej wizycie w bibliotece przygarnę kolejną część jeśli będzie dostępna. 
     Moja ocena: 9/10

niedziela, 6 kwietnia 2014

'Poradnik pozytywnego myślenia' (Silver Linings Playbook, 2012) - film






Pat Solatano nie jest zwykłym facetem i ma papiery, którymi może to udowodnić. Po ośmiu miesiącach terapii wraca do rodzinnego domu, by zacząć od nowa w ramach filozofii "pozytywnego myślenia". Jego konsekwentna strategia zmienia się, gdy poznaje intrygującą dziewczynę z sąsiedztwa, Tiffany. Wzajemna niechęć pary ekscentryków przeradza się w niespodziewaną więź, a wszystkie dotychczasowe plany mogą stać się jedynie nieważnymi wspomnieniami.







     Niedawno przeczytałam książkę, która była inspiracją do tego filmu. Nie podobała mi się ona ale czytałam opinie, że film ponoć lepszy. Miałam nadzieję, że rzeczywiście moje wrażenia będą lepsze po filmie niż książce. Osobiście jednak zupełnie się nie zgadzam, żeby ten film był jakkolwiek lepszy. 
     Fabuła - niestety dużo elementów zostało pominiętych i zmienionych z książki. Przez to cała historia moim zdaniem nie trzymała się kupy... Niektóre sceny prawie z końca umieszczone na początku? Przez to zupełnie fabuła traci jakąkolwiek logiczną ciągłość, która była zachowana w książce. O ile w pierwowzorze historia była raczej przedstawiona płasko, to tutaj nie wiem jakim cudem ale zrobili z tego dno totalne - jeszcze gorzej niż sobie mogłam wyobrazić. Zastanawiam się jakim cudem można aż tak bardzo spartaczyć i tak niezbyt dobrą historię. Myślałam, że gorzej być nie może. A jednak...
     Aktorzy - chyba jedyny element, który jakkolwiek można ocenić względnie pozytywnie. Jak dla mnie nie grali rewelacyjnie, jednak nie był to też niski poziom. Jednak wiele osób zachwyca się grą głównych bohaterów, twierdząc nawet, że były to "role ich życia". Jeśli rzeczywiście tak jest to moje obawy są ogromne jak wypadli w innych produkcjach...
     Dla mnie jest to jedna z najgorszych ekranizacji, zaraz przy "Bez mojej zgody" (gdzie książka była na prawdę dobra) oraz "P.S. Kocham Cię".  Nie wiem dlaczego ten film dostał tyle nominacji do Oskara i chyba nigdy nie zrozumiem - właściwie nawet nie jestem pewna czy bym chciała się dowiedzieć... 
     Moja ocena: 1/10

środa, 26 marca 2014

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick




Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię - jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie zwariowana jak on Tiffany, prześladuje go piosenka Kenny'ego G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! 
Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel? 
Tył książki







Autor: Matthew Quick
Tytuł oryginalny: The Silver Linings Playbook
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Borzobohata-Sawicka Maria, Dziubińska Joanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 376



     W poprzednim roku - 2013 - był wielki szał na tą książkę oraz film, który został zrealizowany na jej podstawie. Postanowiłam przeczekać "najgorętszy" okres i dopiero jak emocje wokół niej opadną dopiero sama zapoznam się z tą pozycją. Niestety nie rozumiem tych emocji związanych z tą książką... 
     Fabuła - wystarczająco dużo zostało przedstawione w opisie z tyłu książki, który przedstawiłam wyżej. Aby nie zdradzać więcej szczegółów postaram się nic więcej nie pisać by nie zaspojlerować dla tych którzy jeszcze nie przeczytali. Jednak sama historia dla mnie napisana typowo pod scenariusz do amerykańskiej komedii romantycznej gdzie już na początki wiadomo jak się skończy... Zbyt dużo opisów meczy oraz późniejsze elementy niczym z filmów Step up. Historia właśnie bardziej nadaje się tylko na film a nie książkę, chociaż i tak nie odkryjemy w niej nic nowego.
     Bohaterowie przedstawieni trochę płasko. Nie czuje się przywiązania do nich. Czasami bohaterów się pokocha albo nienawidzi od pierwszych stron - tutaj jednak są pop prostu nijacy do bólu. Mało elementów, poza imionami, które by dały możliwość jakiegokolwiek scharakteryzowania postaci. 
     Styl autora bardzo lekki, szybko się czyta tę pozycję. Jednak co z tego jak treść jest mocno oklepana, nie wnosi nic sensownego ani nie budzi jakichkolwiek emocji. Gdybym miała odpowiednią ilość czasu w ciągu jednego dnia zapewne bym przeczytała, nawet z moją powolnością, w pół dnia. 
     Wydanie całkiem całkiem. Bez bardzo rzucających się błędów ortograficznych, stylistycznych czy błędów typu brak literek. Czcionka oraz biel stron odpowiednio dobrana. Oczywiście co mnie znów by mogło mnie zirytować to klejone strony, jednak do pozycji nie zamierzam wracać więc nie jest to aż tak ogromnym problemem. 
     Ekranizacja tej powieści ponoć lepsza. Jednak ta książka jest dla mnie strasznie nudna. Raczej nie pozostanie zbyt długo w mojej pamięci. Moim zdaniem jest wiele lepszych książek, które można przeczytać dla relaksu, czy nawet tak zwanego odmóżdżenia, niż ta.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 20 marca 2014

"Skrzywdzona" Cathy Glass






Mała Jodie jest pełnym agresji dzieckiem, niechcianym i przekazywanym do kolejnych rodzin zastępczych. Jej ostatnią nadzieją jest Cathy Glass, pracownica opieki społecznej. Kobieta, poznając dziewczynkę, powoli odkrywa wstrząsającą historię dziecka skrzywdzonego przez swych najbliższych. Prawdziwa i bardzo trudna historia, po której nie pozostaje się obojętnym.











Autor: Cathy Glass
Tytuł oryginalny: Damaged
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Osip-Pokrywka Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Rok pierwszego wydania: 2007
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 350



     Zapewne wiele z czytelników spotkało w swojej "karierze" takie książki, które wywarły na nim tak ogromne wrażenie, że aż brakuje słów by opisać słowami to co siedzi w głowie po lekturze. W moim przypadku do grona takich lektur zalicza się właśnie "Skrzywdzona". 
     Książka opowiada historię małej dziewczynki, która wiele przeszła. Skończyłam ją czytać wczoraj a nadal o niej myślę. Sama nie wiem co mam o tej pozycji napisać. Na pewno wywiera ogromny wpływ na czytelnika i wywołuje wiele emocji. Zapewne niektórym nie będzie się podobać fakt, że autorka wykorzystuje takie tematy by nabić sobie popularność (tak, tak, już gdzieś czytałam takie opinie) jednak osobiście uważam, że każdy typ książek jest potrzebny. 
     Nie spotkałam się jeszcze z takim paradoksem jak u Cathy Glass. Pisze o trudnych tematach związanych z dziećmi stosunkowo lekkim językiem, jeśli można to tak nazwać. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o złe znaczenie ;). Jeśli ktoś czytał już jakąś pozycję tej autorki możliwe, że będzie wiedział o co mi chodzi. Gdyby nie tematyka, przez którą musiałam co jakiś czas robić sobie przerwę w czytaniu, pochłonęłabym ją w kilka godzin.
     Wydanie z kolekcji "Pisane przez życie" wydawnictwa Hachette całkiem niezłe. Nie widziałam błędów językowych czy stylistycznych. Twarda oprawa oraz brak klejonych stron na wielki plus. Rozmiar czcionki czy "biel" stron dla mnie idealnie dobrana. 
     Osobiście polecam tę książkę. U mnie co prawda spowodowała tzw. kaca książkowego (sądzę, że książkomaniacy mnie zrozumieją :)), jednak na prawdę warto zapoznać się z tą pozycją - nie będziecie żałować.
     Moja ocena: 10/10.

czwartek, 13 marca 2014

"Kamieniarz" Camilla Läckberg




Akcja "Kamieniarza", trzeciej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg, również rozgrywa się we Fjällbace. Jest październikowy poranek. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim z nich coś się mocno zacina, Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, i nie myli się - w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki... Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości... 
Tył książki





Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Stenhuggaren
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 536



     Idąc "ciągiem", póki mam dostęp w bibliotece do pozycji Läckberg z przyjemnością wynoszę je do siebie i zaczytuje się w nich bez pamięci :). 
     Fabuła - kolejne morderstwo do rozwikłania. Tym razem ofiarą jest mała dziewczynka. Co mnie również cieszyło - wplecionych zostało trochę więcej wątków obyczajowych niż w drugiej części tej serii - "Kaznodziei".  Moim zdaniem ciekawie pociągnięte wątki, wszystko tak splecione ze sobą, że z pozoru coś nie trzymające się kupy elementy tworzyły w końcu logiczną całość. Pomimo dość dużej liczby stron akcja przez całą pozycję utrzymana na takim samym dobrym poziomie. Do końca nie wiedziałam kto i dlaczego, chociaż pewne domysły pod koniec miałam. Zakończenie książki niczym zakończenie serialu - ciągnie Cię do kolejnej, żeby jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej.
     Bohaterowie ciekawie wykreowani. Zarówno Ci główni bohaterowie, których znamy z poprzednich części jak i te postacie, które dopiero się pojawiają. I pod tym względem autorka się postarała, żeby zadowolić czytelnika.
     Wydanie - no cóż, powtórzę się i tu. Klejone kartki to moja zmora. Przy tak dużych gabarytach książki nie zdziwiło mnie, że ta pozycja była już jakby rozklejona na dwie części. Czytając, pomimo, że dbam o książki, i tak musiałam się obchodzić z nią jak z jajkiem, żeby zupełnie się nie rozleciała... Natomiast w tej części dużo mniej literówek. Cała reszta bez zarzutu. 
     Polecam z całego serca tą pozycję. Dobrze, że nie zniechęciłam się po drugim tomie tej serii, bo ta jest już dużo lepsza. Nie wiem czy nie zrobić sobie po tej pozycji przerwy od kryminałów tej autorki, żeby mi się "nie przejadły" ale ciągnie mnie do nich, oj ciągnie :). 
     Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 10 marca 2014

'Babcia Gandzia' (Paulette, 2013) - film








Gdy w ręce zgorzkniałej i pokłóconej z całym światem staruszki trafia nieoczekiwanie paczka z haszyszem, kobieta postanawia skorzystać z możliwości zarobku.












     W przedostatni weekend, w przerwach przygotowywania się na zajęcia, obejrzałam ten film. Miałam nadzieję, na produkcję, która pomoże się odprężyć. i muszę przyznać, że pod tym względem daje rade ;). 
     Starsza kobieta z powodu braku środków finansowych, nie mogąc wyżyć oraz opłacić wszystkich rachunków zaczyna w dość nieoczekiwany sposób handlować narkotykami. Nie jest to szczyt ambicji  filmowych ale to jest komedia, która ma nas bawić bez doszukiwania się jakichś ambitnych podtekstów czy ich braków (gdzieś się spotkałam z taką opinią ;)). Po samym tytule można spodziewać się wesołej produkcji. I właśnie to dostałam. 
     Aktorzy wcielający się w rolę bardzo dobrze sobie poradzili. Zarówno Ci starsi jak i najmłodsi. Sceneria oraz muzyka również idealnie dobrana do tego filmu. Pod względem "technicznym" moim zdaniem bardzo dobrze zrealizowany - choć możliwe, że ktoś z czujniejszym okiem, jak to zwykle bywa, kilka błędów wychwyci. 
     Moim skromnym zdaniem film idealnie nadaje się na wieczór by odpocząć po ciężkim dniu, czy zrelaksować się podczas weekendu. Produkcja z dużą dawką dobrego, ale nie tandetnego, humoru by móc samemu czy ze znajomymi odprężyć się i miło spędzić czas. Nie jest to ambitne dzieło jednak bardzo fajnie umila czas. 
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 9 marca 2014

'Charlie' (The Perks of Being a Wallflower, 2012) - film



 

Nastoletni Charlie jest uczniem pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. Nieśmiały i wyobcowany outsider nie ma lekko w nowym środowisku. Nie pasuje do żadnej grupy, a jego niekonwencjonalne poglądy nie ułatwiają mu procesu dopasowywania się do innych. Pierwsze miłosne doświadczenia, samobójstwo przyjaciela, relacje w rodzinie, narkotyki – z tym wszystkim Charlie zmaga się samotnie, aż do chwili, kiedy jego inteligencję i wrażliwość zauważają Sam i Patrick.








     Leżąc w łóżku w Dzień Kobiet z gorączką nie miałam siły na robienie czegokolwiek konkretnego. Dla umilenia sobie tego czasu włączyłam film. Niestety ta produkcja nie była najlepszym wyborem. 
     Może moja zdolność do logicznego myślenia i łączenia poszczególnych elementów w całość została przyćmiona przez temperaturę jednak fabuła tego filmu była dla mnie nijaka i bez sensu. Filmik zrobiony ot tak, żeby po prostu zrobić. Bez konkretnego zamysłu. Niestety podczas oglądania z nudów przysnęłam aż trzy razy. I właściwie nic poza tym, że film opowiada niby historię zbłąkanego chłopaka z pierwszej klasy liceum nic więcej nie jestem w stanie napisać. 
     Gra aktorska... No cóż... Pod tym względem wydawać się by mogło, że film uratuje jedna z głównych bohaterek - Emma Watson, która wcieliła się w Sam. Niestety również i ona wydawała mi się zupełnie nijaka tutaj. Reszta aktorów też nie powala na kolana. Jedyny duży plus, który mogę z czystym sumieniem przyznać należy się za muzykę. 
     Oglądając ten film wynudziłam się niemiłosiernie. Na prawdę chciałam zobaczyć w nim więcej dobrych elementów. Niestety produkcja nie dla mnie. Wątpię, żebym chciała kiedykolwiek do niego wrócić...
     Moja ocena: 3/10

sobota, 8 marca 2014

"Kaznodzieja" Camilla Läckberg





Akcja Kaznodziei, drugiej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckber, również rozgrywa się we Fjällbace, niewielkiej, malowniczej położonej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed skomplikowaną zagadką. Próbują odkryć, jaki związek może mieć morderstwo młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, ze sprawą zaginięcia dwóch dziewczyn przed dwudziestu pięciu laty. Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać... 

Tył książki







Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Predikanten
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 440



     Idąc za ciosem, po przeczytaniu "Księżniczki z lodu" tejże autorki, widząc kolejne tomy z jej sagi kryminalnej w bibliotece nie mogłam się oprzeć pokusie i sięgnęłam znów po pozycję Camilli Läckberg. 
     W "Kaznodziei" znów 'spotykamy' się z Eriką i Patrikiem oraz zagadką, która ma miejsce w Fjällbace. Znów historia morderstwa, którą trzeba rozwiązać. Wiem, że jest to saga kryminalna, więc na tą cześć będzie zwrócona większa uwaga, jednak niestety w tej części elementy obyczajowe zostały potraktowane trochę po macoszemu. Za mało historii związanych z samymi głównymi bohaterami, za dużo prób stworzenia akcji, momentami ocierając się o absurd. Nie mogę napisać, że fabuła jest zła, nudna itp. Jednak właśnie odczulam pewne braki wątków, w porównaniu do pierwszej części, która właśnie mnie nimi urzekła. Wątek kryminalny, ciekawie zrobiony. Teraźniejszość miesza się z przeszłością, chociaż tak jak napisałam wcześniej, niekiedy absurdalność opisywanych sytuacji przekraczała moje wyobrażenie.
     Bohaterowie - początkowo przyznaję, że część mi się mieszała. Zbyt dużo nagromadzenia nowych postaci, na małej ilości stron oraz z małą dawką informacji. Dodatkowo zostały wprowadzone próby zagmatwania (przynajmniej dla mnie) kto kim jest i jakie ma z kim relacje. Momentami miałam wrażenie, że niektóre postacie wprowadzone trochę na siłę. No i mało wątków z jedną z głównych bohaterek - Eriką.
     Wydanie - no cóż, znów przyczepię się do klejonych stron, przez co pozycja się niedługo rozpadnie. Po drugie - w tej części widziałam więcej literówek... Miałam wrażenie, że po pierwszej części, która odniosła sukces, tą przetłumaczyli i wydali nie patrząc zbytnio na jakość, tylko żeby jak najszybciej zarobić kasę na zdobywającej popularność serii. Reszta może i bez zarzutu jednak te wymienione elementy czasem odbierają chęć do czytania danej pozycji...
     Długo zastanawiałam się jaką powinnam wystawić ocenę. Pomimo wielu elementów, które mnie drażniły podczas czytania w tej pozycji, znajdziemy również wiele plusów. Tak jak poprzednią część, pochłonęłam w sumie w dość szybkim tempie i z zaciekawieniem, chcąc wiedzieć co będzie dalej...
     Moja ocena: 7/10

piątek, 28 lutego 2014

'Oczy Julii' (Los Ojos de Julia, 2010) - film



 
Gdy w tajemniczych okolicznościach ginie piękna, odzyskująca po długiej chorobie wzrok Sara, jej siostra bliźniaczka Julia nie może uwierzyć w sugerowane przez policję samobójstwo. Mimo próśb męża, którego łączyła z Sarą zastanawiająco bliska więź, kobieta postanawia na własną rękę zbadać przyczyny śmierci siostry. Wkrótce, ku swojemu przerażeniu, Julia odkryje, że sama zaczyna tracić wzrok, a każdy jej krok w narastających ciemnościach obserwuje zagadkowa postać, która nie zostawia po sobie żadnego śladu... 







     W wolnej chwili wreszcie udało mi się obejrzeć film "Oczy Julii", do którego dość długo się zbierałam. W sumie ostatnimi czasy ciężko mi się zabrać do czegokolwiek :). Widziałam różne o nim opinie i nie byłam pewna czy mi się spodoba i czy warto "marnować" czas. Jednak według mnie warto, choć ma swoje plusy i minusy ta produkcja... 
     Fabuła ciekawie skonstruowana. Pomimo, że mniej więcej w połowie domyśliłam się kto był tym "złym" charakterem oglądałam ten film z zapartym tchem. Nie wiem czy dałabym radę oglądać film "w ciemnościach" jednak nawet obejrzany za dnia zapadnie mi pewnie w pamięci. Może bez koszmarów się obędzie aczkolwiek treść filmu na prawdę poruszająca utrzymana w dość mrocznym klimacie. 
     Gra aktorska na wysokim poziomie. Odtwórczynię głównej bohaterki kojarzę również z filmu wspomnianego na plakacie - z "Sierocińca". W obu przypadkach na prawdę dobrze się spisała. Również reszta aktorów na prawdę "wie co robi". 
     Muzyka bardzo dobrze dobrana. Jednak sceneria nie zrobiła już takiego wrażenia jak w przypadku innych podobnych w tym gatunku filmów. Niby wszystko ok ale jednak miałam nadzieję na coś lepszego. 
     Film na pewno wart uwagi, jednak nie jest to produkcja, która zyska u mnie miano "ulubionej". Przyjemnie się oglądało ale czegoś nadal brakuje.
     Moja ocena: 7/10

niedziela, 23 lutego 2014

"Księżniczka z lodu" Camilla Läckberg






Gdy w spokojnym miasteczku Fjällbaka na zachodnim wybrzeżu Szwecji zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner, wszystko wskazuje na to, że popełniła samobójstwo. Matka kobiety ma jednak wątpliwości i prosi przyjaciółkę córki z dzieciństwa, pisarkę Erikę Falck, żeby przyjrzała się tej tragedii. Erika wspólnie z Patrikiem Hedströmem, kolegą z młodzieńczych lat, a obecnie policjantem, próbują rozwikłać sprawę. Wkrótce zaczynają podejrzewać, że śmierć Alex ma związek z mroczną tajemnicą z przeszłości.
Tył książki







Autor: Camilla Läckberg
Tytuł oryginalny: Isprinsessan
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Sawicka Inga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 424



     Po około roku polowania na tę pozycję w bibliotece udało mi się wreszcie ją dorwać. Jak zobaczyłam ją na półce, niemalże czekającą na mnie cieszyłam się jak dziecko ;). Wiele słyszałam o tej serii, w dużej mierze były to opinie pozytywne. Wyszłam jednak z założenia, że zanim bym miała kupić całą serię dorwę chociaż kilka pozycji w bibliotece i sama wyrobie sobie opinię czy warto. 
     Fabuła ciekawie skonstruowana. Streszczać nie zamierzam - sądzę, że opis przedstawiony z tyłu książki jest wystarczający, jeśli nie chce się zdradzić zbyt dużo osobom, które jeszcze nie przeczytały tej pozycji. Według mnie "Księżniczka z lodu" to ciekawe połączenie obyczajówki z kryminałem. Co prawda akacja nie gna "na łeb, na szyje", jednak ma w sobie coś wciągającego, że chce się do tej pozycji wracać i czytać. Pozycja ma ponad 400 stron - ja ją połknęłam w niecałe półtora dnia, nie mogąc się oderwać od historii i nie mogąc się doczekać co będzie dalej. Były niestety sytuacje, które na myśl przywodziły inne pozycje, chociażby sytuacja "bieliźniana" bardzo przypominająca tą z Bridget Jones :). Pomimo niektórych takich scen historia jest przedstawiona w ciekawy sposób.
     Bohaterowie - moim zdaniem dobrze nakreśleni. Nie jest to może najwyższy poziom zróżnicowania charakterów, jednak czytając przynajmniej nie myliły mi się osoby. Ba! Nawet bym mogła o każdym co nieco napisać dla rozróżnienia postaci. Wszystkie osoby nie miały płytkiej osobowości, tylko raczej mieli charakter wielowymiarowy.
     Styl autorki bardzo lekki i nie odpychający. Dawało to możliwość również szybkiego przeczytania pozycji. Czasem natknęłam się na takie, że pomimo ciekawej fabuły język jakim była pisana pozycja odpychał od siebie. Tutaj znajdziemy wszystko w bardzo dobrym wydaniu - przyjazny czytelnikowi język oraz ciekawa fabuła. 
     Wydanie, które znalazło się w moich rękach nie miało błędów stylistycznych czy językowych. Jednak co mnie najbardziej denerwowało to "klejone" strony, które prawdopodobnie niedługo się rozlecą, pomimo bardzo dobrego traktowania książki przez wszystkich czytelników. 
     Podsumowując jestem zadowolona, że wreszcie i ja poznałam, chociaż w małym stopniu, twórczość Läckberg. Z wielką chęcią sięgnę po następne pozycje z tej serii. Polecam, szczególnie tym niezdecydowanym. Lepiej samemu sobie wyrobić w tym przypadku opinię o twórczości autorki :).
     Moja ocena: 8/10

PS. Autorka dzięki tej serii namiętne określana jest przez niektórych jako "następczyni" Larssona. Co prawda nie czytałam jeszcze jego pozycji, nie mam na ten moment możliwości porównania treści i sposobu pisania tych dwóch autorów, jednak następczyni? Sprawdzając daty - "Księżniczka z lodu" (pierwszy tom serii) po raz pierwszy wydana w 2003, a "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - 2005. Prawdopodobnie w Polsce ta seria zaczęła się ukazywać później, ewentualnie w bardzo zbliżonym czasie, jednak nie zmienia faktu, że w oryginale jednak Camilla Läckberg była wydana pierwsza ;). I nie wiem czy jest w ogóle sens porównywać tych dwóch autorów, czy to tylko wymysł "marketingowców", jednak Larsson oraz pozostałe pozycje Läckberg wskakują wyżej na liście kryminałów na przeczytania.

środa, 12 lutego 2014

"Mój tydzień z Marilyn" Colin Clark



Dopiero po latach Colin Clark zdecydował się opowiedzieć o tym, co przez krótki tydzień łączyło go z amerykańską boginią kina. 
- O czymś bardziej intensywnym i intymnym niż seks.
- O czymś, co na zawsze pozostało w ich sercach.
- O czymś, co mówi o Marilyn Monroe więcej niż setki jej biografii...
Marilyn Monroe przyjeżdża do Anglii kręcić nowy film. Po dwóch tygodniach miodowego miesiąca dowiaduje się, że dla męża - Arthura Millera - jest wielkim rozczarowaniem. Załamana, odkrywa bratnią duszę w Colinie Clarku - filmowym chłopcu na posyłki. To jemu podczas bezsennych nocy opowiada w łóżku o swoim dzieciństwie, karierze i o mężczyznach, którzy zrobią wszystko, aby do tego łóżka ją zaciągnąć... 
Tył książki





Autor: Colin Clark 
Tytuł oryginalny: My Week with Marilyn
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Biernacka Matylda
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Rok pierwszego wydania: 2000
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 192



     Jeśli ktoś nie lubi postaci Marilyn Monroe to niech nie sięga po tę pozycję. Chyba, że lubi hejtować wszystko i wszystkich oraz lubi skazywać się na cierpienia :). Osobiście podczas szału jaki panował na tę książkę bałam się po nią sięgnąć. Jako, że już on minął dlatego dopiero teraz ją przeczytałam. 
     Historia zawarta na stronach tej książki jest oparta na faktach. Siedem dni z życia Colina Clarka podczas których "trwała" jego znajomość z Marilyn Monroe. Podczas czytania miałam wrażenie, że czytam raczej powieść a nie autobiografie/pamiętnik. Fabuła moim zdaniem bardzo wciągająca. Co prawda nie będzie tu wielkich zwrotów akcji, jednak pozycja i treść w niej zawarta ma swój pewien urok. Nie byłam wielką fanką Marilyn, ale też nie odrzucała mnie od siebie. Dzięki tej książce mam ochotę na więcej czytania o pannie Monroe :). 
     Bohaterowie - jak to bohaterowie w przypadku tego typu pozycji. Nie śmiem ich oceniać. Jednak chyba żadna z postaci nie była przedstawiona w nudny sposób. 
     Wydanie całkiem przyjemne. Nie było błędów (o dziwo!) typu literówki itp. Chyba zaczynam wierzyć w to, że książki mogą być pod tym względem dobrze wydane :). Jedyne co mogłoby przeszkadzać to fakt, że książka raczej jest podobna rozmiarami do wydań "kieszonkowych" a sprzedawana jest w 'normalnej' cenie. Czy ta pozycja jest warta 30 złotych? Sami byście musieli to ocenić.
     "Mój tydzień z Marilyn" nie jest może hitem, zasługującym u mnie na maksymalną ocenę jednak na pewno jest ona warta uwagi. Napisana jest lekko i zachęcająco. Czytałam wiele negatywnych recenzji o tej pozycji jednak mi się ona spodobała. Jak wiadomo są gusta i guściki ale według mnie warto przeczytać. Z czystym sumieniem mogę polecić tę pozycję. 
     Moja ocena: 8/10.

poniedziałek, 10 lutego 2014

"Porachunki" Tonino Benacquista




 

Pod osłoną nocy do pewnego miasteczka w Normandii sprowadza się amerykańska rodzina. Fred Blake jest pisarzem i zbiera materiały do swej książki. Ale to tylko pozory...
Naprawdę to bezwzględny gangster, jeden z bossów nowojorskiej mafii, teraz świadek koronny, dzień i noc strzeżony przez FBI. Pomimo wysiłków agentów federalnych nikogo z rodziny nie udaje się utrzymać w ryzach. Wkrótce sytuacja zupełnie wymyka się spod kontroli... 
Tył książki








Autor: Tonino Benacquista
Tytuł oryginalny: Malavita
Język oryginalny: francuski
Tłumacz: Kozłowska Małgorzata
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2005
Liczba stron: 336 



    Z mafią więcej oglądałam filmów aniżeli przeczytałam książek. Z jednej strony byłam ciekawa jaki będzie efekt z powieści, z drugiej zaś strony opis książki nie był dla mnie na tyle zachwycający bym "piała z zachwytu". Jednak po pewnej chwili zastanowienia się z pewną dozą ciekawości jednak i rezerwą zaczęłam zaczytywać się w tej pozycji. 
     Fabuła książki na prawdę ciekawa. Czytając pozycję miałam wrażenie, że jest to bardziej przerysowany obraz mafii. Chociaż kto wie jak jest na prawdę? Jednak w wielu momentach raczej się uśmiałam aniżeli z przyśpieszonym biciem serca z przerażenia obawiałam się co może się strasznego stać. Muszę przyznać, że szybko zleciało mi czytanie tej pozycji. Kartki prawie same się przewracały. Sytuacje śmieszne, absurdalne, niektóre przerażające. Wszystkie elementy znajdziemy w tej pozycji. Żeby nie zdradzić zbyt dużo elementów z fabuły i nie  odbierać Wam przyjemności z czytania tej pozycji streszczać jej nie będę. W tym momencie nie dziwię się opisowi, że jest taki zdawkowy. Więcej zdradziłoby za dużo :). 
     Bohaterowie - najbardziej polubiłam... psa o imieniu Malavita :D. Co prawda reszta bohaterów też całkiem przyjazna jednak nie zdobyli mojego serca aż w takim stopniu co pies. Wszyscy zostali bardzo dobrze nakreśleni. Nie odniosłam wrażenia, żeby byli płascy, bez wyrazu - wręcz przeciwnie. Jedyne co mi zgrzytało to trochę okładka, a raczej aktorka, która została wybrana do roli żony głównego bohatera, gdyż okładka jest taka sama jak plakat filmu. Produkcji co prawda jeszcze nie widziałam jednak w książce była ona zupełnie inaczej opisana... Nie tak ją sobie wyobrażałam z opisów podczas czytania.
     Wydanie, które do mnie trafiło można uznać za udane. Została dobrana odpowiednia wielkość literek ;), "biel" stron, czcionka. Nie rzuciły mi się również żadne literówki, które niestety ostatnio często widzę (szkoda tylko, że nie u siebie :P). 
     Podsumowując - szczerze polecam. Pozycja powinna się spodobać osobom lubiącym wszelkiej maści filmy/książki sensacyjne, związane z mafią. "Ojca Chrzestnego" jeszcze nie przeczytałam ani nie obejrzałam więc nie mam do niej porównania, jednak po tej książce wskoczą na wyższą pozycję na liście oczekujących :). Film, który powstał na podstawie tej pozycji z chęcią obejrzę, jeśli będę miała taką możliwość. Również nabrałam ochoty na kolejną część przygód mafijnej rodzinki. Zdaję sobie sprawę, że jest napisana jednak różne źródła podają różne tytuły. Chyba kwestia osoby, która tłumaczyła tak jak w przypadku tej pozycji :).
     Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję Wydawnictwu Muza.

niedziela, 9 lutego 2014

'Ratując pana Banksa' (Saving Mr.Banks, 2013) - film

Na usilne prośby swoich córek Walt Disney obiecuje zrealizować film na podstawie ich ulubionej książki "Mary Poppins" autorstwa P. L. Travers. Nie wie jednak, że spełnienie przyrzeczenia zajmie mu 20 lat. Aby uzyskać prawa do ekranizacji Walt musi stawić czoła zgryźliwej, bezkompromisowej pisarce, która nie zamierza patrzeć, jak jej ukochana niania-czarodziejka jest masakrowana w trybach hollywoodzkiej machiny. Jednak w miarę spadku sprzedaży książki i pogarszania się sytuacji finansowej, Travers godzi się pojechać do Los Angeles, aby wysłuchać planów adaptacji. Na te dwa krótkie tygodnie w 1961 Walt Disney wytacza najcięższą artylerię. Uzbrojony w oszałamiające storyboardy i radosne piosenki braci Sherman Walt przypuszcza frontalny atak na P.L. Travers, jednak rozeźlona autorka nie ugina się pod presją. Wkrótce potem filmowiec bezradnie obserwuje, jak prawa do książki zaczynają wymykać mu się z ręki... 




     "Ratując pana Banksa" to film, który wyszedł niedawno do kin i zrobiło się o nim od razu stosunkowo głośno. Jednak czy jest wart tego całego szumu jaki się wokół niego zrobił? Na pewno znajdzie się wielu przeciwników jak i zwolenników tego filmu - mi się on po prostu podobał :). 
     Film przedstawia burzliwe relacje pomiędzy autorką książek z Mary Poppins P.L. Travers a Waltem Disney'em. Nie spodziewałam się wielkiego szału, jednak zostałam pozytywnie zaskoczona. Historia oparta na faktach, przedstawiona nieco w dramatyczny sposób, z elementami komedii. Wszystkie sceny dawały pewien obraz sytuacji. Można było dzięki nim zrozumieć pewne postępowania bohaterów. Nie było scen, które by się dłużyły, męczyły odbiorcę filmu. Pomimo, że produkcja trwała prawie dwie godziny nie nudziłam się podczas oglądania. 
     Sceneria oraz muzyka bardzo dobrze dobrane, tworząc spójną całość. Natomiast obsada aktorska - element, który chyba nigdy nie zadowoli w stu procentach wszystkich. O ile odtwórcy głównych ról - Tom Hanks oraz Emma Thompson, zagrali według mnie bardzo dobrze to irytował mnie strasznie Colin Farrell. Mogę nie być obiektywna, jednak ostatnimi czasy mnie on po prostu denerwuje. Może i grał dobrze, jednak milej by było gdyby go nie było ;). Reszta aktorów całkiem dobrze sobie poradziła. Nawet wśród najmłodszych nie znajdziemy sytuacji w których grali by strasznie drętwo. 
     Podsumowując, moim zdaniem warto zobaczyć ten film. Jest to, wbrew pozorom, bardzo pozytywna produkcja, którą miło jest obejrzeć, niezależnie od pory roku, dnia czy liczby osób z którymi chcemy ją obejrzeć. 
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 24 stycznia 2014

"Twarz z przeszłości" Fern Michaels

Czasami lepiej zostawić przeszłość tam, gdzie ją pogrzebaliśmy... Gdy doktor Blake Hunter spotyka Casey Edwards błąkającą się po ulicach miasteczka Sweetwater, jest ona kobietą bez przeszłości. Pamięć wyparła ślady przerażających wydarzeń, jakie stały się jej udziałem przed dziesięcioma laty. Jedyne, co ma, to skrawek papieru z adresem wspaniałej posiadłości, w której mieszka jej matka. Ale dom nie stanie się dla niej bezpiecznym azylem. Sąsiedzi unikający jej wzroku... Matka szepcząca coś za zamkniętymi drzwiami... Ktoś, kto zrobi wszystko, by Casey nie przypomniała sobie zbyt wiele... Czy miłość, która do niej przyszła, pomoże zwalczyć demony przeszłości? 
Opis książki
Autor: Fern Michaels
Tytuł oryginalny: About Face
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Raginiak Maciej
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 320



     "Twarz z przeszłości" to kolejna książka z biblioteki wzięta raczej "na czuja", bez sprawdzania wcześniej ocen tej pozycji. Tytuł ani autorka nic mi nie mówiło, więc chciałam dać szansę. Wzięłam się za czytanie z nadzieją na "odkrycie roku" wśród autorów. Jednak chyba to staje się powoli zasadą, że książki wybierane na chybił trafił zazwyczaj nie trafiają w me gusta... 
     Fabuła niestety nie powala. Niby pomysł dobry. Dziewczyna zostaje zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, po spędzeniu w nim dziesięciu lat i wyjściu nadal ma dużą lukę w pamięci odnośnie swojego życia, zdarzeń z przeszłości. Jednak tutaj historia przedstawiona w sposób przewidywalny aż do bólu, zero ciekawych sytuacji. Mam wrażenie, że już większe zwroty akcji są w ustawach o podatku dochodowym, które ostatnio zgłębiałam na zaliczenia :P. Bohaterowie również strasznie płytko przedstawieni, jednowymiarowi. Każdy łudząco do siebie podobny. Osoby w tej książce różniły się jedynie imionami oraz płcią. 
     Styl autorki można uznać za jedyny plus. Przez pozycję można stosunkowo szybko przebrnąć o ile ma się wystarczająco dużo determinacji aby skończyć ją i nie usnąć podczas czytania. Jako lektura bez stresu do poduszki może okazać się bardzo dobra.
     Niestety pod względem wydania książka ta również nie powala. Trzy osoby odpowiedzialne za korektę a znajdziemy w tej pozycji masę literówek... Przy takiej liczbie ludzi, które pracowały nad tą książką jest to dla mnie niedopuszczalne. Reszta całe szczęście bez zarzutu, jednak te błędy pozostawiają pewien niesmak. Wiem, że człowiek to tylko człowiek jednak tyle osób powinno wyłapać te błędy. 
     Do tej książki na pewno powracać nie będę. Autorce może kiedyś dam jeszcze jedną szansę jednak ta pozycja jest kompletną klapą. Raczej nie polecam - jest tyle innych książek wartych przeczytania, że nie warto na tą powieść poświęcać czasu.
     Moja ocena: 2/10.

piątek, 17 stycznia 2014

'Dwunastu gniewnych ludzi' (12 Angry Men, 1957) - film









Dwunastu przysięgłych ma wydać wyrok w procesie o morderstwo. Jeden z nich ma wątpliwości dotyczące winy oskarżonego.












     "Dwunastu gniewnych ludzi" to film mający bardzo wysoką ocenę wśród społeczności, zajmuję wysoką notę w rankingu światowym i gdzie nie spojrzeć jest ogólnie polecany. Dlatego też z wielką chęcią, ale również pewnymi obawami, że nie docenię tego filmu, obejrzałam tę produkcję. 
     Film przedstawia historię dwunastu przysięgłych, którzy mają ocenić czy oskarżony jest winny morderstwa czy nie. Moim zdaniem sam proces, rozmowy, a nawet wręcz kłótnie pomiędzy ławnikami przedstawione jest w ciekawy sposób. Niby pomysł prostu - kilkunastu chłopów siedzi w jednym pomieszczeniu i ma jednogłośnie wydać werdykt. Jednak jest coś co przyciąga do tego filmu, że ogląda się go z zapartym tchem. Wszystkie elementy budują napięcie. Pogoda, ciasne pomieszczenie, ocenianie młodego człowieka czy jest winny morderstwu dodają klimatu i potęgują różne emocje również w osobie, która jedynie ogląda ten film. 
     Bohaterowie zostali perfekcyjnie wykreowani. Każda z postaci różniła się od siebie nie tylko wiekiem, ale również profesją, ogólnymi poglądami. Nikt nie był taki sam, wszyscy od siebie się na swój sposób różnili. Dodawało to jeszcze tego pewnego "smaczku" i potęgowało pewne napięcie. Aktorzy bardzo dobrze wcielili się w grane role.
     Nie wiem czemu tak długo wzbraniałam się z oglądaniem tego filmu. Wiem, że czasem nie doceniam tego co się podoba większości, jednak w tym przypadku wysoka nota jest na prawdę zasłużona. Jest to jeden z tych filmów, który pokazuje, że nie trzeba ogromnych nakładów finansowych i żadnych fajerwerków by wzbudzić zainteresowanie i stworzyć niesamowity film.
     Moja ocena: 9/10.

piątek, 10 stycznia 2014

'Czarownica' (Bewitched, 2005) - film




Remake serialu telewizyjnego z lat 60-tych opowiadający o perypetiach pewnej zwariowanej czarownicy, Samanthy Stephens, której czary niestety nie działają na kłopoty, jakie ma ona ze swoim własnym mężem. Gdzieś w kalifornijskiej San Fernando Valley, Isabel (Nicole Kidman) usiłuje odmienić swoje życie. Naiwna i pełna dobrych intencji czarownica pragnie wyrzec się nadprzyrodzonych mocy, jakimi została obdarzona i prowadzić “normalne” życie. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, Jack Wyatt (Will Ferrell) przystojny, czarujący aktor usiłuje ponownie wrócić na ścieżkę kariery. 






     Każdy student zrozumie, że aktualnie występuje intensywny początek sezonu nauki do zaliczeń, zerówek, egzaminów, pisania prac licencjackich/magisterskich i innych podobnych zaliczeń. Tak więc potrzebowałam raczej czegoś mniej ambitnego niż literatura ustaw na temat podatków, kosztów nie stanowiących przychodu, integracji rynków finansowych czy rachunku kosztów.
     Ogólnie chyba ostatnio nie mam zbyt dobrego trafu do dobrych filmów. Znów trafił mi się bardzo przeciętny film, który można raczej oglądać jednym okiem aniżeli skupiać na nim całą swoją uwagę. Pomimo obejrzenia tego filmu poprzedniego wieczoru znów niewiele z niego pamiętam. Było coś o czarownicy, która miała zagrać w serialu rolę... czarownicy. Niestety więcej mało pamiętam. Jedynie jestem świadoma, że wystąpił znów typowy schemat "hollywoodzkiej" komedii romantycznej... "niby śmiesznie, śmiesznie, następuje coś złego, ale na koniec się pogodzili, zakochali w sobie i żyli długo i szczęśliwie". Pomimo potrzeby czegoś mało ambitnego ten film nie należał do bardzo dobrych, trafiających w moje potrzeby. 
     Film oglądałam na polskiej stacji - Polsacie. Jak większość prawdopodobnie wie irytujące były długie reklamy, jednak to nie wpływa na ocenę filmu (tylko ewentualnie stacji) ;). Co do obsady aktorskiej - Kidman i Farrell są stosunkowo dobrymi aktorami, którzy mogą przyciągnąć ludzi przed ekran. Niestety dla mnie są raczej przeciętni, aniżeli wspaniali w tym fachu. Muzyka czasami przypominała mi raczej serial CSI czy inne seriale. Co do scenerii i reszty też było średnio. Nie było pięknych widoków, czy elementów, które z chęcią przyciągałyby do oglądania. 
     Raczej nie mam ochoty do powracania do tego filmu. Miły dla rozluźnienia, jednak nie jest to film dla, którego warto poświęcać całą swoją uwagę. Do prasowania, gotowania czy innych czynności, jako film w tle bardzo dobry ;).
     Moja ocena: 5/10
Related Posts with Thumbnails