czwartek, 31 października 2013

"Czerwona królowa" Philippa Gregory



Czerwona królowa przybliża nieomal zapomnianą historie matki pierwszego władcy z rodu Tudorów, Małgorzaty Beaufort. Poślubiona mężczyźnie dwukrotnie od niej starszemu, urodziła dziecko w wieku lat niespełna czternastu i rychło owdowiała. Zepchnięta na margines postanawia odwrócić kartę losu. Na tronie Anglii chce zobaczyć swego jedynego syna bez względu na to, ile to będzie kosztowało ją, kraj i nieszczęsnego chłopca. Ignorując pozostałych pretendentów do tronu i rosnących w siłę rywali - Yorków - nadaje synowi imię Henryk, po królu. Wysyła go za granicę na dobrowolne wygnanie i wreszcie zmusza do małżeństwa z najstarszą córką znienawidzonej Elżbiety Woodville. Na tle rozdzierających kraj konfliktów Małgorzata zawiera kolejne dwa małżeństwa z rozsądku i nie przestaje spiskować... 
Tył książki




Autor: Philippa Gregory
Tytuł oryginalny: The Red Queen
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gardner Urszula
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 384



     Są autorzy po których sięgam właściwie bez zastanowienia. Do tej grupy należy właśnie Philippa Gregory. Nie bez powodu jest nazywana przez niektórych mistrzynią powieści historycznych dotyczących okresu panowania Tudorów. 
     "Czerwona królowa" to drugi tom opowieści o Wojnie kuzynów. Tym razem przedstawiona została historia z punktu widzenia Małgorzaty Beaufort, matki pierwszego władcy z dynastii Tudorów. Ogólnie historia jest przedstawiona w ciekawy sposób. Wiadomo, że nie wszystko co zostało w niej zawarte jest oparte zupełnie na faktach, część jest po prostu fikcją literacką, jednak są elementy, które są rzeczywiście historycznie prawdziwe. Tło historyczne jak i pewne zdarzenia miały rzeczywiście miejsce. Jednak cały zamysł tej powieści przypadł mi do gustu.
     Bohaterowie byli bardzo dobrze przedstawieni, opisani. Na pewno każdy z nich zapada w pamięci. Pomimo mnogości bohaterów czytelnik nie traci rachuby i wie kto jest kim. Ciężko w niektórych przypadkach nazwać konkretne postacie "dobrymi" albo "złymi" charakterami jednak wszystko oddawało w zupełności to co się prawdopodobnie działo na dworze królewskim.
     Styl autorki, pomimo, że pisze powieści historyczne, jest przyjemny w odbiorze. Nie przedstawia suchych faktów w podręcznikowy sposób, jedynie swój punkt widzenia odnośnie danego okresu. Tworzy? historię na podstawie faktów w sposób, dzięki któremu czytelnik z wielką chęcią sięga po książkę. Potrafi zaciekawić czytelnika - osobiście z wielką chęcią zgłębię również ten okres. Tak jak po przeczytaniu "Kochanic króla" tejże autorki byłam zafascynowana okresem panowania Henryka VIII Tudora, tak teraz z chęcią doczytam coś na temat Małgorzaty Beaufort oraz Elżbiety Woodville. 
     Wydanie całkiem przyjemne dla oka. W niektórych miejscach miałam jednak wrażenie, że nie do końca dobrze została książka przetłumaczona stylistycznie. Raczej chodzi mi tu o końcówki wyrazów w kontekście zdania. Chociaż sama zauważyłam u siebie, że też popełniam błędy (zamiast np. 'tę' książkę, piszę 'tą' - mam nadzieję, że uda mi się wyplenić ten nawyk w sobie). 
     Szczerze polecam tę pozycję osobom zainteresowanym tym tematem oraz osobom niezainteresowanym - a nóż, dzięki tej pozycji ktoś będzie miał ochotę na więcej :). "Czerwona królowa" jest powieścią wciągającą i większości z czytelników powinna się spodobać, przynajmniej mam taką osobistą nadzieję, gdyż Philippa Gregory jest jedną z moich ulubionych autorek.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 29 października 2013

'Helena Trojańska' (Helen of Troy, 2003) - film


 



Jedna z najbardziej imponujących historii wszech czasów w formie klasycznej opowieści. Inspirowana homerowską Iliadą, osadzona w egzotycznej scenerii z międzynarodową obsadą aktorską i wspaniałymi efektami specjalnymi, przedstawia legendarną bitwę stoczoną o serce najpiękniejszej kobiety świata - Heleny.










     Po kilku próbach obejrzenia tego filmu wreszcie mi się udało zobaczyć w całości. Od jakiegoś czasu byłam na niego strasznie "napalona" aczkolwiek zawsze coś stawało mi na przeszkodzie i nie mogłam obejrzeć tejże produkcji. 
     Film przedstawia historię niesamowicie pięknej Heleny, która przyczyniła się do wojny. Każdy z nas, albo chociaż większa część, zna tą historię z mitologii, która była omawiana w szkole. W tej produkcji została całkiem ciekawie ukazana. Zapewne znajdą się jakieś nieścisłości aczkolwiek jako próby zachęcenia ludzi do głębszego zapoznania się z tematem może być naprawdę interesująca. Jedynie co mnie trochę nudziło podczas oglądania to sceny z pola walki. Mnie osobiście zbytnio takie elementy nie interesują. Dla męskiej części widowni oraz fanek takich scen nie powinno być nic odrażającego. Panowie mogą się również cieszyć z momentów, w których główna aktorka występuje czasem nago.
     Obsada aktorska dobrze dobrana. Gra aktorów była na poziomie - nie zauważyłam osobiście żadnych niedociągnięć. Żaden z aktorów i aktorek nie był tak frustrujący jak gwiazdka z sagi Zmierzch ;). Możliwe, że niektórzy jakieś elementy niepasujące wyhaczą, aczkolwiek moje oko niczego złego nie zauważyło.
     Muzyka oraz sceneria również fajnie komponowała się z całością. Dzięki nim oddany został pewien klimat. Wszystkie elementy ze sobą współgrały, nie było momentów, które "krzyczały o pomstę do nieba". Chyba, że niedokładnie oglądałam.
     Nie żałuję poświęconego czasu na ten film aczkolwiek do moich ulubionych raczej nie będzie się on zaliczał. Na pewno można lepsze (w sumie i gorsze również) produkcje obejrzeć. Jednak osobom zainteresowanym tematem polecam.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 20 października 2013

"Pętla" Erica Spindler

Nastoletnia Jane Killian, potrącona przez motorówkę, cudem uniknęła śmierci. Po serii operacji plastycznych, w końcu może zapomnieć o tym strasznym wydarzeniu. Wreszcie może cieszyć się pełnią życia. Jest spełnioną artystką, której rzeźby coraz częściej doceniane są przez krytyków sztuki. Z mężem, doktorem Ianem Westbrookiem, oczekują z niecierpliwością narodzin pierwszego dziecka. Czego chcieć więcej?

Szczęście pryska, gdy Ian staje się głównym podejrzanym w sprawie o brutalne morderstwo. Jane najpierw wierzy w niewinność męża, lecz w miarę jak toczy się śledztwo, narastają w niej wątpliwości. Co więcej, niespodziewanie powraca też koszmar z przeszłości. Jane dostaje anonimowe listy i zaczyna wierzyć, że pochodzą od człowieka, który z premedytacją przed laty spowodował wypadek na jeziorze. Musi stawić czoło przerażającej prawdzie. Jej dręczyciel wie o niej wszystko, a co gorsza – zna jej najgłębiej skrywane lęki. I z pewnością bezlitośnie wykorzysta je, by zabić Jane.




Autor: Erica Spindler 
Tytuł oryginalny: See Jane Die
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Puławski Krzysztof
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2005
Liczba stron: 480



     Przeczytałam już kilka książek tej autorki i przy każdej nadarzającej się okazji powracam do jej książek, ponieważ wiem, że się nie zawiodę. I tak było również i w tym przypadku. Warto na początku wspomnieć, że książka "Pętla" jest również wydana pod innym tytułem - "Zabić Jane". Nie do końca wiem co zabieg wydawania tej samej książki pod dwoma różnymi tytułami miał na celu, jednak teraz będę musiała uważać, żeby nie zakupić dwóch takich samych egzemplarzy ;). 
     Fabuła na prawdę ciekawa. Musiałam jednak szukać innego opisu książki niż ten znajdujący się z tyłu, gdyż zdradzał za dużo elementów fabuły. Całe szczęście najpierw ją po prostu zgarnęłam z półki w bibliotece i wzięłam za czytanie, a dopiero później przeczytałam opis ;). Moim zdaniem, akcja trzyma w napięciu. Wiadomo, że w kryminałach pierwszy podejrzany prawie nigdy nie jest winny ale też dopiero pod koniec dowiedziałam się kto był prawdziwym mordercą. Osobiście była to dla mnie pewna niespodzianka. Wszystko działo się sprawnie, akcja przechodziła "płynnie", nie było nudnych "zastojów", które zniechęcałyby czytelnika do pozycji. 
     Bohaterowie bardzo dobrze nakreśleni. Właściwie nikt nie był irytujący, zniechęcający przez to do pozycji czy zupełnie nijaki. Każda osoba występująca w powieści wprowadzała pewien zaskakujący element, każda ich przygoda była wciągająca. O niektórych postaciach można diametralnie zmienić zdanie - dobrzy bohaterowie mogą stać się tymi złymi i odwrotnie. I tak czasem kilka razy.
     Wydanie - moją zmorą w książkach, które wypożyczam z biblioteki są klejone strony. Możecie uznać to za nudne, że się ciągle w tej kwestii powtarzam ale mnie osobiście strasznie irytuje jak kartki powieści zaczynają żyć własnym życiem i "latają" nie trzymając się miejsca w którym powinny się znajdować. Jeszcze sposób dzielenia, przenoszenia końcówek wyrazów do kolejnej linijki. Na prawdę mnie inaczej uczyli, chociaż może się mylę i będę musiała sobie przypomnieć program ucznia trzeciej klasy podstawówki. Co do reszty nie mam zastrzeżeń. 
     Erica Spindler jest moim zdaniem na prawdę dobrą autorką. Pewnie jeszcze kilka z jej pozycji pozostało mi do przeczytania, za które zabiorę się z wielką chęcią jak zobaczę w bibliotece albo księgarni ;). Powieść "Pętla" to na prawdę wciągająca pozycja na każdą porę dnia czy nocy. Z czystym sercem polecam.
     Moja ocena: 9/10


"Kobiety są bardziej mściwe, chociaż rzadziej posuwają się do morderstwa."*

Coś w tym zdaniu jest prawdziwego. Przynajmniej odnośnie mściwości ;). Możliwe, że część kobiet będzie zaraz tym zdaniem oburzona aczkolwiek z przymrużeniem oka można się na tę prawdę zgodzić :). 

*Spindler Erica, Pętla, Mira, Warszawa 2005, s.325.

niedziela, 13 października 2013

"Prawdziwy cud" Nicholas Sparks


Jeremy Marsh jest wschodzącą gwiazdą mediów, dziennikarzem śledczym, którego specjalnością jest pisanie artykułów o "rzeczach niezwykłych" - nietypowych koncepcjach naukowych, rzekomych zjawiskach nadprzyrodzonych, jasnowidzach i uzdrowicielach. Realista, sceptyczny od urodzenia, lubi swoją pracę i dlatego bez wahania przyjmuje zaproszenie przyjazdu do miasteczka Boone Creek w Północnej Karolinie. Miejscowy cmentarz jest ponoć nawiedzany przez duchy dawnych niewolników. Ilekroć nadciągnie mgła, tajemnicze błękitne światełka zdają się tańczyć na kamieniach nagrobnych. Po przyjeździe, wbrew sobie, Jeremy zaczyna interesować się prześliczną, młodą bibliotekarką Lexie Darnell. Specyficzna atmosfera małej miejscowości, w której wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko, absorbująca tajemnica oraz atrakcyjna kobieta sprawią, że Marsh przeżyje pierwszy w swoim życiu prawdziwy cud... 
Skrzydełko książki 





Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginalny: True Believer
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Zychowicz Elżbieta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 384


     Czy zdarzyło się Wam kiedyś trafić na taką pozycję, od której nie oczekiwaliście zbyt wiele, ale mieliście nadzieję na mile spędzony czas, pewne odprężenie podczas lektury? Po "Pamiętniku", który bardzo mi się podobał, oraz trochę gorszym "Ślubie" miałam nadzieję na coś lekkiego ale podchodziłam do tej pozycji bez większych oczekiwań. Niestety dostałam aż do przesady przesłodzone romansidło, irytujące do bólu i doprowadzające do zgrzytania zębów. 
      Fabuła niestety nie powala na kolana. Zbyt dużo informacji zostało już przedstawione w opisie książki. Również rozwinięcie tej historii dla mnie za bardzo banalne. Wszystko było strasznie przewidywalne. Już po około pięćdziesięciu pierwszych stronach można prawdopodobnie było się domyślić tego jak wszystko się skończy. Historia niestety nie wciąga czytelnika, ja się męczyłam ponad tydzień by przebrnąć przez tego "fabularnego potworka".
     Bohaterowie. O tyle co polubiłam głównego bohatera, Jeremy'ego, oraz Doris (babcię głównej bohaterki) to Lexie była tak wkurzającą kobietą, że miało się ochotę zrobić krzywdę, jeśli nie jej, to sobie, żeby nie musieć już przechodzić przez tę mordęgę. Dziewczyna strasznie mało ogarnięta. Według niej z miłości to facet ma wszystko poświęcić - ona nic od siebie nie da. Bo jak to tak, że miałaby ona ruszyć się ze swojego miasteczka? Przecież to rola faceta, że ma się do niej przeprowadzić... Tylko facet ma cokolwiek robić a ona nawet nie ma ochoty kiwnąć palcem. Nawet ciekawsze przedstawienie "miłości" było w, wielu osobom znanej, trylogii o Christianie Grey'u. Ja mam chyba trochę inną definicję miłości niż ta u głównej bohaterki powieści Sparks'a. Jeszcze taka myśl mnie naszła podczas lektury - czy lepsi są tak irytujący bohaterowie, przez których mamy ochotę przestać czytać, czy takie "nijakie ciepłe kluchy", które jednak nie doprowadzają czytelnika do furii ;)?
     Wydanie - książka znów klejona, a jako, że wypożyczyłam ją z biblioteki, kilka osób przede mną ją już przeczytało to można się domyślić, że kartki były w opłakanym stanie (chociaż tak się zastanawiam czy po lekturze gorzej było ze mną czy z książką...). Na jedyny plus tej książki można wziąć fakt, że nie było tutaj względnie błędów ortograficznych, stylistycznych i innych, które by jeszcze bardziej mnie od książki odpychały i dołowały.
     Miałam nadzieję, na mile spędzony czas z lekką lekturą. Niestety więcej szkody niż pożytku wyniesiemy z czytania. Na zakończenie napiszę jeszcze tylko jedno. "Prawdziwym cudem" jest to, że dokończyłam lekturę tej pozycji... 
     Moja ocena: 1/10.

niedziela, 6 października 2013

Reaktywacja bloga kosmetycznego :)

     Może niektórzy z Was wiedzieli, że prowadziłam również bloga kosmetycznego, niektórzy może dowiedzą się dopiero teraz. Niestety trochę podumarł poprzez moje zaniedbanie. Jednak postanowiłam go reaktywować. Jeśli ktoś jest również zainteresowany inną tematyką niż tylko książki, filmy oraz inne sprawy "kulturalne" to zapraszam na bloga kosmetyczno-zapachowego: my-cosmetics-reviews.blogspot.com. Wygląd bloga jeszcze na dopracowaniu ale wszystko jeszcze "przyjdzie z czasem". Nie chciałam zaśmiecać tego bloga, żeby nie wyszedł zupełny "misz-masz" a jako kobieta uwielbiam również wszelkiej maści kosmetyki, dlatego też nastąpiła reaktywacja. Może tym razem przeżyje on dłużej ;). Serdecznie zapraszam zainteresowanych.

sobota, 5 października 2013

'Królewna Śnieżka i Łowca' (Snow White and the Huntsman, 2012) - film







Dawno, dawno temu, w odległej krainie żyła zła królowa, która poleciła swemu myśliwemu zgładzić jedyną niewiastę piękniejszą od niej samej. Nie spodziewała się jednak, że podwładny sprzeciwi się jej rozkazom i zamiast zabić Królewnę Śnieżkę… nauczy ją sztuki wojny. Niezwykłe nowe wcielenie legendarnej baśni autorstwa Joe Rotha. Jedna z najbardziej oczekiwanych premier roku.









     Obejrzałam film z czystej ciekawości. Odtwórczyni głównej trochę mnie odstraszała, jednak postanowiłam sprawdzić jak Kristen Stewart się sprawdzi w innym filmie niż cała saga "Zmierzch". Pomimo, że nie nastawiałam się na bardzo dobrą produkcję to i tak była ona poniżej moich oczekiwań... 
     Fabuła - współczesna wersja bajki o Królewnie Śnieżce. I, że tak się wyrażę, jej siedmiu przydupasach ;P. Osobiście wolałam pierwotną/prawdziwą historię, niż tą uwspółcześnioną. Pod względem fabularnym niestety ten film, moim zdaniem, nie podołał. Choć pewnie znajdą się osoby, którym ta wersja się spodoba bardziej :). 
     Obsada aktorska - w tym wypadku można podzielić aktorów na tych, którzy mają umiejętności i predyspozycje do grania w filmach/serialach oraz tych którzy ich za grosz nie mają. Do tej drugiej grupy można na pewno zaliczyć odtwórczynie Śnieżki - Kristen Stewart. Co prawda już miała "dwie miny" a nie tylko jedną, czyli pusty wzrok oraz otwarta buzia. Tutaj udało się jej ją wreszcie zamknąć :). Uśmiechu na jej twarzy w filmach nadal nie widziałam. Natomiast do pierwszej grupy aktorów, którzy moim zdaniem sobie poradzili z rolą to Charlize Theron, jako Ravenna, oraz Chris Hemsworth wcielający się w Łowcę. Reszta podobała mi się w mniejszym lub większym stopniu. Natomiast nie było takich kiepskich aktorów jak wyżej wspomniana aktorka...
     Sceneria, czy nawet muzyka, dobrze dobrana. Efekty specjalne nawet ciekawie wyglądały. Jednak nie oglądałam zbyt dużo filmów z fantastyki więc może nie wiem co to znaczy "dobre efekty specjalne" :). Jednak jak na moje 'wymagania' w miarę dobrze wszystko razem wyglądało. 
     Niestety sama historia oraz główna bohaterka zupełnie nie przypadły mi do gustu. Szczerze powiedziawszy trochę się wymęczyłam podczas oglądania... Na pewno nie jest to film, który bym z wielką chęcią obejrzała jeszcze raz. Lepiej bym poświęciła te dwie godziny gdybym poszła spać w środku dnia, a nawet gdybym przesiedziała je na fejsie :).
     Moja ocena: 2/10

środa, 2 października 2013

"Zima pełni księżyca" Steve Hamilton




Alex McKnight, były policjant i od czasu do czasu prywatny detektyw, mieszka w myśliwskiej chacie nieopodal miasteczka w Michigan, gdzie zaszył się po pewnej nocy sprzed lat. Nocy krwi i szaleństwa, o której nie potrafi zapomnieć nawet wśród cichych, zasypanych śniegiem lasów. Ale przemoc znowu wdziera się w ten spokojny świat - wraz ze zniknięciem dziewczyny, którą Alex usiłował chronić przed jej agresywnym chłopakiem. Kto porwał Dorothy? Kto włamał się do chaty Alexa? Kto krąży wokół niego? Kto go śledzi? Odpowiedź kryje się na skutym lodem pustkowiu, gdzie już wkrótce Alex stoczy samotną walkę o życie. 


Tył książki







Autor: Steve Hamilton
Tytuł oryginalny: Winter of the Wolf Moon
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Siewior-Kuś Alina
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2000
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 240 



     Kupiłam swego czasu tą książkę, mając nadzieję, że będzie w miarę lekka i przyjemna. Stosunkowo niewielka liczba stron jak na kryminał wzbudziła we mnie nadzieję na dobrą oraz zwartą akcję. Niestety, moje nadzieje zostały rozwiane dość szybko.
     Fabuła prosta. Do byłego policjanta, prywatnego detektywa zgłasza się dziewczyna, która prosi go o pomoc. Niestety cała historia przedstawiona "płasko". Żadnych wplecionych innych wątków, mało akcji. Podczas czytania nie poczułam "ciarek na plecach". Przez całą książkę był ciągnięty tylko jeden wątek. Niestety nie był on również ciekawie pociągnięty. Osobiście po kryminałach oczekuje trochę lepszych historii z pewnym dreszczykiem. Takich, które potrafią zachęcić czytelnika do dalszego czytania. Tutaj niestety nastąpił silny powiew nudy.
     Bohaterowie niestety i w tej pozycji nijacy. Wszyscy stworzeni na "swoje podobieństwo", podczas czytania czasem mi się oni mylili. Niestety mało który autor dobrze potrafi nakreślić postacie, niestety do tego małego grona nie zaliczam tegoż autora.
     Styl autora trochę dziwny. Jak dla mnie, podejmował on w sposób dość nieudolny wprowadzanie pewnego napięcia. Pisał po prostu dziwnie. Inaczej tego określić nie potrafię :). Ni to lekki, ni to naukowy, nawet nie w sposób irytujący. Po prostu dziwnie :D. 
     Wydanie - tutaj akurat nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń. Miałam wydanie w twardej oprawie z wydawnictwa Amber. Książka była "szyta" a nie klejona. Wielkość czcionki, 'biel' stron - wszystko odpowiednio dobrane. Moje oko (w porównaniu do 'reszty' mnie)  nie męczyło się podczas czytania. 
     Podsumowując - nie jest to dobry kryminał. Na pewno są też gorsze, jednak spotkałam się również z wieloma innymi ciekawszymi. Odradzam osobom, które po raz pierwszy zamierzają sięgnąć po ten gatunek.
     Moja ocena: 3/10.

wtorek, 1 października 2013

Stos 7/2013

Kolejny nowy miesiąc a u mnie znów nowe książki. Niedługo chyba stanie się to tradycją ;). Całe szczęście tylko dwie z nich są zakupem własnym, więc jest nadzieja, że mój portfel bardzo nie odczuje tego wydatku ;). 

A oto książki: 


Z biblioteki: 
"Prawdziwy cud" Nicholas Sparks
"Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger

Zakup własny:
"Skrzywdzona" Cathy Glass
"Wstyd" Laura Walsh

Niestety dwóch pierwszych tomów z tej kolekcji nie udało mi się zdobyć. Niestety rozeszły się one szybko jak ciepłe bułeczki :).

czwartek, 26 września 2013

"Polowanie na męża, czyli teoria szczelnej przykrywki" Lynda Curnyn


Kiedy jeden z byłych narzeczonych żeni się, Angie DiFranco wybucha śmiechem i robi dobrą minę do złej gry. Gdy żeni się drugi, zaczyna czuć się nieswojo. Ale gdy trzeci decyduje się na ślub... Trzeci? Angie traktuje to jak osobistą klęskę. Czyżby coś było z nią nie tak, skoro nie potrafiła skłonić żadnego faceta, żeby w imię dozgonnej miłości wyłożył sporą sumę na zaręczynowy pierścionek? Zdaniem przyjaciółki z lat szkolnych - która, rzecz jasna, od lat ma męża - mężczyźni przypominają słoiki ze szczelnie zakręconą przykrywką. Tak szczelnie, że jedna kobieta nie da rady jej odkręcić - najwyżej trochę ją poluzuje. Dopiero następna bez trudu otwiera słoik. Angie zaczyna inaczej patrzeć na swój związek z Kirkiem, obecnym chłopakiem. Kiedy jego była dziewczyna postawiła mu ultimatum, uciekł gdzie pieprz rośnie. Ale zgodnie z teorią przykrywka nie jest już szczelna. Przy odrobinie wysiłku odskoczy z głośnym sykiem... 
Tył książki




Autor: Lynda Curnyn 
Tytuł oryginalny: Engaging Men
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Maura Iwona
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 288



     Sięgnęłam po przeczytaniu opinii, że można w miarę szybko tę pozycję przeczytać. Może to dziwne ale chciałam mieć taką właśnie możliwość, żeby móc się wyrobić w przerwach między wizytami u lekarzy a kompletowaniem 'wyprawki studenckiej' :P. Miałam również nadzieję, że wreszcie jako kobieta polubię literaturę, która uzyskuje miano "literatury kobiecej". W końcu chyba warto wiedzieć co powinno teoretycznie mi "podpasować" :). 
     Tytuł co prawda odstraszający, jednak bardzo dobrze dopasowany do treści książki. Przez całą pozycję wraz z bohaterką przeżywamy jej podboje, próby by 'usidlić' faceta zgodnie z zasadą "szczelnej przykrywki" i doprowadzić do swojego małżeństwa. Jednym słowem - banał. Przynajmniej dla mnie. Pod względem fabularnym autorka nie stworzyła nic odkrywczego. Tytuł, opis z książki nie dają czytelnikowi możliwości odkrywania historii - wszystko niestety już jest skrócone i przedstawione. Chociaż dziwię się jakim cudem udało się autorce takie "masło maślane" wydłużyć na prawie trzysta stron. 
     Bohaterowie niestety niezbyt udani. Znów trafili się trochę nijacy. Jedynie przekonał mnie do siebie współlokator głównej bohaterki Justin. Trochę pokręcony człowiek, ze swoimi 'pasjami' ale jako jedyny został głębiej przedstawiony. Autorka tylko mu dała pewną osobowość, która wyróżniała się ze wszystkich postaci. 
     Styl autorki rzeczywiście przyjemny. Na prawdę da się dzięki temu tą pozycję szybko pochłonąć. Z drugiej strony nie wiem czy to nie kwestia rozwlekania całej historii. Chociaż tworzyć dłuugaśne historie, które nie mają prawie w ogóle akcji też chyba trzeba potrafić tworzyć ;). 
     Wydanie... Znów spotkałam się z dziwnym przenoszeniem końcówek wyrazów do kolejnej linijki. Może to ja jestem dziwna, jednak mnie uczono, żeby słowo dzielić na sylaby i ewentualnie jeden czy więcej 'zbiór' sylab przenosić (np. przej-ście a nie jak to bywało prze-jście). Chyba, że zostałam źle nauczona albo zmieniły się zasady ortografii ;). Mistrzem ortografii raczej nie jestem ale dziwnie wyglądało... W tej pozycji, pomimo klejenia stron, nie wydaję mi się, żeby po kilku przeczytaniach cała miała się rozlecieć. Nie wiem od czego to zależy, jednak to, że nie popsuje się szybko ta pozycja można zaliczyć na plus. Do reszty aspektów wydania, które wpadło mi w łapki zastrzeżeń nie mam :). 
     Książka raczej z tych "przeczytać i zapomnieć". Nie należy ona do ambitnych, nie powala fabułą... Jednak miałam pewien dylemat jak ocenić tą pozycję. Podczas czytania wbrew pozorom trochę się odprężyłam, nie denerwowałam się na absurdalność powolnej akcji ;). Na pewno nie zasługuje na wysoką notę, ale chyba też nie jest to jedna z najgorszych książek jakie czytałam.
     Moja ocena: 4/10.

piątek, 20 września 2013

"Kiedy myślę o Tobie" Jill Mansell




Gniazdo Ginny Holland opustoszało - jej córka właśnie wyjechała na studia. Ginny nie potrafi poradzić sobie z poczuciem osamotnienia i w wieku trzydziestu ośmiu lat odkrywa, że przyszedł czas, by ułożyć sobie życie od nowa. Niestety, początki bywają trudne, tym bardziej, że pierwszy mężczyzna, który wpada jej w oko, oskarża ją o kradzież...
A czy córka usycha z tęsknoty za matką? Skądże! Wyjazd z domu jest dla niej fascynującą przygodą i dziewczyna chętnie korzysta z wolności. Na szczęście jej matka nie jest zaborcza ani nadopiekuńcza. Poza tym Ginny po prostu nie ma czasu, by ingerować w życie swego dorosłego dziecka. Nowa praca, nowy mężczyzna... Czy nie za dużo tych zmian?
Tył książki






Autor:Mansell Jill
Tytuł oryginalny: Thinking of You
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Konopko Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2007
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron: 464
 
 
 
     Dobiegają końca moje ostatnie wakacje w życiu. Miałam nadzieję na niezobowiązującą oraz  ciekawą i lekką powieść, która umili mi te ostatnie dni "wolności". Niestety padło na tą pozycję. Po jej opisie miałam nadzieję, że spełni moje oczekiwania, jednak rzeczywistość okazała się dość brutalna... 
     Fabuła - ciężko nazwać historię zawartą na tych stronach ciekawą. Dla mnie była ona aż do bólu przewidywalna i nudna. Wszystko ciągnęło się jak flaki z olejem. Bardziej 'pokręcone' są zapewne moje kolana niż cała historia przedstawiona przez autorkę. Miało być śmiesznie - niestety nie było, przynajmniej dla mnie. Na pewno na stronach tej powieści nie znajdziemy ciekawej akcji, w której coś się dzieje, czy chociażby jakiś element, który przyciągnie czytelnika. Na prawdę żałuję, że mam pewną "manię" kończenia zaczętych książek. Straciłam kilka cennych dni/chwil na tą pozycję... 
     Bohaterowie w tej powieści są strasznie nudni. Moim zdaniem bardzo słabo nakreśleni, mało wyróżniający się z tłumu. Wszyscy bohaterowie byli dla mnie praktycznie tacy sami. Ani irytujący, ani ich się nie pokochało. Po prostu byli. Brakowało mi barw w tych postaciach, albo chociażby jednej, która mogłaby jakkolwiek starać się uratować całość. Niestety nic takiego nie znajdziemy. Jedynie co tam będzie to ogromny "zawód książkowy".
     Styl autorki - całe szczęście nie był męczący. Dało się przebrnąć przez pozycję pod względem językowym. Nie zmienia faktu, że w ogóle nie miało się chęci powracania do historii zawartej w tej powieści. Autorka nie stworzyła 'magii' książki, która przyciągałaby czytelnika. Niby lekko, niby przyjemnie - niestety było ciągłe mielenie tego samego. Nic twórczego Pani Mansell w tejże powieści nie przedstawiła... A ponoć pisze bestsellery?
     Wydanie - tutaj też się przyczepię. Nie wiem czy tylko ja mam jakieś felerne egzemplarze czy czym nagrzeszyłam w poprzednim życiu ale często natrafiam na takie błędy, typu ten na zdjęciu: 
Nie jest to pierwsza, zapewne i nie ostatnia powieść w której znajduje takie 'błędy'. Niestety im więcej ich widzę tym bardziej mnie denerwują... W tej pozycji również na nie jestem klejonemu grzbietowi - jako, że była to książka z biblioteki to po kilku przeczytaniach pewnie się rozleci... Mi się udało, że jako jedna z pierwszych przeczytałam tą pozycję z biblioteki (a przynajmniej tak ona wygląda :)). Co do reszty elementów składających się na wydanie tej powieści nie mam zastrzeżeń.
     Cała pozycja bardzo słabo wykonana. Historia strasznie nużąca, kilka razy przysnęłam czytając. Na pewno będzie idealna dla osób cierpiących na bezsenność. Podsumowując ogólnie to żałuję poświęconego na tą pozycję czasu. Ogólnie nie polecam.
     Moja ocena: 2/10.

niedziela, 15 września 2013

"Morderca bierze wszystko" Erica Spindler


 


Nagła śmierć Cassie, serdecznej przyjaciółki, mobilizuje Stacy Killian do działania, Ta była policjantka ma duże doświadczenie oraz intuicję. Podejrzewa, że Cassie, entuzjastkę gier fantasy, zabił ktoś z kręgu ludzi związanych właśnie z grami komputerowymi.
Poszukiwania doprowadzają Stacy do mężczyzny, którego przeszłość kryje wiele mrocznych sekretów. 
Zarówno Stacy, jak i detektyw Spencer Malone, delegowany do rozwikłania zagadki, zostają wciągnięci w przerażający świat szalonej gry, w której każdy może zginąć... 

Tył książki 







Autor: Erica Spindler
Tytuł oryginalny: Killer Takes All
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Puławski Krzysztof
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 480



     Przeczytałam już dwie książki Pani Spindler i jak zobaczyłam tą pozycję na półce biblioteki od razu ją wzięłam. Niestety dopiero tuż przed rozpoczęciem czytania zobaczyłam w internecie, że jest to drugi tom cyklu o Stacy Killian - jednak nie zraziło mnie to i ze smakiem zabrałam się za lekturę. Mam nadzieję, że jeśli przeczytam w odwrotnej kolejności to za dużo nie stracę :). Może jedynie kilka faktów z poprzedniej części się dowiedziałam - jednak mam cichną nadzieję, że nie zdradzały zupełnie zakończenia.
     Fabuła - żeby nie zdradzić za wiele nie wiem czy mogę napisać coś więcej niż to co zostało ukazane na tyle książki. Czasem niektóre recenzje są spoilerami, natomiast ja jak najbardziej chciałabym tego faktu uniknąć. Mi osobiście książka pod względem historii bardzo się spodobała. Co prawda nie jestem fanką gier RPG, nie mam o nich zielonego pojęcia to podczas czytania nie miało to znaczenia. Cała akcja rozgrywała się ciekawie, w dobrym tempie. Obyło się o dziwo również w tej pozycji bez nudnych kawałków. Całą książkę pochłonęłam w weekend. Pomimo, że fabuła bardzo ciekawa, całość wciągała niemiłosiernie, był pewien element, który nie dawał mi podczas czytania spokoju. Nie jestem pewna co na to wpłynęło - czy czytałam już kiedyś tą książkę, czy pomysł na nią został zerżnięty z jakiegoś filmu, serialu czy innej książki - miałam wrażenie, że już coś podobnego czytałam. Ciągle miałam wrażenie, że gdzieś już wykorzystana została "Alicja w Krainie Czarów" właśnie odnośnie gier i był to jakiś kryminał. Tylko nie potrafię wskazać czy to ta książka czy zupełnie coś innego... 
     Bohaterowie, przynajmniej moim zdaniem, dobrze skonstruowani oraz ciekawi. Żadna z postaci nie była nudna, ani irytująca. Co prawda albo się kogoś polubiło albo znienawidziło - mi podczas czytania nie zdarzyła się sytuacja, że ktoś wydawał się zupełnie nijaki czy tak irytująco denerwujący, że chciałoby się żeby jak najszybciej ona/on zniknęła :). Wiadomo, że bohaterowie czasem już od pierwszych stron dzielą się na tych "dobrych" i "złych". Jednak w tej pozycji, nawet do samego końca nie zawsze dało się "zaszufladkować" postacie - i w tym wypadku powiedziałabym, że to duży plus. 
     Styl autorki bardzo przyjemny. Idealni potrafi ona zbudować napięcie i spowodować chęci u czytelnika do pozostania z bohaterami jak najdłużej. Nie męczy czytelnika. Natomiast z pewnością można napisać, że zapewnia mu odpowiednią rozrywkę w czasie poświęconym tejże pozycji.
     Wydanie, które wpadło w moje łapki do najlepszych bym nie zakwalifikowała. Jednak nie jest również ono najgorsze z jakim się spotkałam. Jako takich błędów językowych czy ortograficznych nie widziałam, jednak w niektórych miejscach widziałam źle "przenoszone" końcówki wyrazów do następnej linijki. Mnie osobiście trochę inaczej uczyli w podstawówce, niż sposób, który został wykorzystany w tej pozycji :). Cała reszta, moim skromnym zdaniem, bez zarzutu :).
     Książka "Morderca bierze wszystko" jest bardzo przyjemną książką, którą mam nadzieję, że zapamiętam na jakiś czas. Odpowiednia jako rozluźnienie na weekend czy nieprzespane wieczory w tygodniu. Moim zdaniem można ją czytać o każdej porze roku :). Ja tak się wciągnęłam, że przeczytałam tą pozycję w weekend. Mam nadzieję, że uda mi się dorwać kolejne pozycje tej autorki. Jak dotąd się nie zawiodłam.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 13 września 2013

"Marzenia Joy" Lisa See



Jest rok 1957. Joy słyszy zaciekłą kłótnię matki z ciotką, dowiaduje się wstrząsającej prawdy i opuszcza bezpieczne Los Angeles, zostawiając list, w którym pisze o swojej wielkiej fascynacji Chinami. Wyrusza tam, by odnaleźć prawdziwego ojca, a wkrótce potem Pearl podąża jej śladem. Wychowała Joy jak własną córkę, a ona teraz wraca do kraju budzącego w Pearl zrozumiały strach. 
Ciężka praca i trudne warunki życia na wsi sprawiają, że Joy zaczyna realnie patrzeć na komunistyczne Chiny. Polityka gospodarcza Mao doprowadza do tego, że ludzie masowo umierają z głodu, dochodzi wręcz do kanibalizmu. Pearl i Joy toczą walkę nie tylko ze swoją przeszłością, lecz także z bezduszną machiną urzędniczą państwa, w którym nie ma miejsca na normalność. 
Tył książki




Autor: Lisa See
Tytuł oryginalny: Dreams of Joy
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mazan Maciejka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 400



     Pod koniec czerwca przeczytałam książkę "Dziewczęta z Szanghaju", która bardzo mi się spodobała. Jak zobaczyłam w bibliotece jej kontynuację bez wahania wyniosłam ją ze sobą do domu :). I tak oto właśnie skończyłam również czytać "Marzenia Joy". 
     Książka przedstawia dalsze losy sióstr - Pearl i May - oraz Joy. Skończyłam niedawno czytać tą pozycję a nadal jestem myślami przy bohaterkach. Fabuła bardzo ciekawie przedstawiona, wszystko działo się w dobrym tempie, dość jednolicie - nie było elementów przy których bym się nudziła. Moim zdaniem bardzo rzadko zdarza się historia, która przez cały czas trzyma nas w odpowiednim napięciu. Czytając wraz z bohaterami przeżywamy ich przygody, przeprawy przez granice. Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji, poprzez smutek, radość, euforie. Czy jest coś jeszcze czego oczekuje czytelnik :)?
     Bohaterowie - ci główni bez zmian. Doszło kilka nowych postaci. Jednak nie wiem czy jest sens powtarzania się. Co do postaci wszystko opisałam w poprzedniej recenzji i w tym wypadku nic się nie zmieniło :). Nadal są oni odpowiednio dobrze przedstawieni i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu. Wszyscy byli przedstawieni idealnie, w bardzo dobrych proporcjach by opisana historia była odpowiednio ukazana i chwyciła nas za serce.
     Styl autorki - zbyt dużo odkrywczych elementów nie napiszę. Tak jak w przypadku poprzedniej części, autorka w stosunkowo lekki sposób przedstawia dość trudne tematy. Potrafi budować napięcie, umie przyciągnąć myślami oraz ciałem czytelnika do swoich pozycji. Można przy niej odpocząć 
     Wydanie - niestety w tym wypadku mam jedną uwagę. Książka była 'klejona', a jako, że wypożyczona z biblioteki to nie wiem jak długo ta pozycja jeszcze tam przetrwa. Niestety nie każdy czytelnik stara się dbać o książki (co niestety bardzo boli moje serce :(). Reszta bez zarzutu - nie wpadły mi w oko błędy stylistyczne czy ortograficzne, wielkość czcionki odpowiednio dobrana. W tym przypadku do niczego więcej nie mogę się przyczepić.
     Rzadko się zdarza, że kolejna część jest lepsza od poprzedniej, jednak w tym przypadku autorce udało się. Pomimo, że "Dziewczęta z Szanghaju" to bardzo dobra pozycja to ta - "Marzenia Joy", jest jeszcze lepsza. Niestety nie są to jeszcze pozycje, które by na miano mojej "ulubionej" zasłużyły. Jednak z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki - dwie mam na swojej półce "na własność" a jeszcze jedną z biblioteki :)
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 8 września 2013

'Elizabethtown' (2005) - film

 




Historia młodego chłopaka Drew Baylora, który zostaje wyrzucony z pracy, a ukochana dziewczyna postanawia odejść. Do tego umiera jego ojciec. Drew po śmierci ojca postanawia wrócić do rodzinnego małego miasteczka - Elizabethtown, gdzie się wychował. W drodze do domu poznaje Claire Colburn i zakochuje się.










     Jako, że dziś niedziela - miałam ochotę obejrzeć coś lekkiego, niezobowiązującego. Po prostu coś przy czym nie będę musiała zbytnio myśleć a miło spędzę czas. Odnośnie tego filmu mam strasznie mieszane odczucia... 
     Początkowe sceny zapowiadały się ciekawie. Drew, po pierwszej dużej porażce traci pracę oraz dziewczynę. Postanawia popełnić samobójstwo... Miałam nadzieję, że jakoś ciekawie to rozwiną. Niestety. Film strasznie mi się dłużył. Dwie godziny na historię, w gruncie rzeczy o niczym, to stanowczo za długo. Miała ona potencjał, jednak jak dla mnie, został zmarnowany. Fabułę można opisać właściwie w dwóch słowach "wielka nuda".
     Gra aktorska w tym filmie na wysokim poziomie. Orladno Bloom jako Drew oraz Kirsten Dunst wcielająca się w Claire - ich grę odebrałam pozytywnie. Reszta aktorów również bardzo dobrze wypadała. Ogólnie, obsada jako jedna z nielicznych w całości przypadła mi do gustu. Naprawdę rzadko się to zdarza :).
     Kolejnym elementem, który spodobał mi się w tym filmie jest sceneria oraz muzyka. Dzięki tym elementom odbiór filmu był przyjemniejszy. Pomimo nudy, która miała miejsce przez większość filmu to można było chociaż część ciekawych miejsc sobie obejrzeć. 
     Podsumowując - produkcja "Elizabethtown" jest raczej marnym tworem pod względem fabuły, z bardzo dobrą obsadą oraz scenerią i muzyką. Niestety - ja podczas oglądania wynudziłam się strasznie i nie mogę dać przez to zbyt wysokiej oceny temu filmowi.
     Moja ocena: 4/10.

czwartek, 5 września 2013

"Katedra w Barcelonie" Ildefonso Falcones

"Katedra w Barcelonie" to napisana z rozmachem powieść historyczna w stylu słynnych "Filarów Ziemi" Kena Folletta. Fascynująca panorama średniowiecza przedstawiająca blaski i cienie feudalnej Katalonii w dobie religijnych i społecznych niepokojów, nietolerancji i wojen. W magicznej scenerii Barcelony rozgrywa się historia wielkich namiętności, tragicznych miłości, zdrad, spisków i zemsty. 

I połowa XIV wieku. Stolica Księstwa Katalonii, Barcelona, panuje na szlakach handlowych i rozrasta się ku morzu. Mieszkańcy skromnej i ubogiej dzielnicy Ribera, postanawiają własnymi rękami wybudować wspaniałą katedrę maryjną - kościół Santa Maria de la Mar. Historia budowy splata się z losami Arnaua Estanyola, syna uciekającego przed okrutnym panem pańszczyźnianego chłopa. Z przymierającego głodem zbiega Arnau przemieni się w zamożnego patrycjusza, człowieka prawego i szanowanego. Tragarza portowego, żołnierza, bankiera, a później konsula morskiego. Żadne pieniądze, honory i zaszczyty nie uchronią go jednak przed niebezpiecznym spiskiem i długimi rękami inkwizycji...

Tył książki



Autor: Ildefonso Falcones
Tytuł oryginalny: La catedral del mar
Język oryginalny: hiszpański
Tłumacz: Płachta Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2006
Rok pierwszego wydania polskiego: 2007
Liczba stron: 704



     Po książkę sięgnęłam właściwie pod wpływem pewnego impulsu - zdjęć z pobytu siostry w Hiszpanii, które oglądałam po jej powrocie. Nie mogąc od razu, z tak zwanego "marszu" jechać do Barcelony, pomimo chęci poczucia magii tego miasta, sięgnęłam właśnie po tą pozycję. 
     Pomimo, że opis który znajdziemy z tyłu książki jest stosunkowo obszerny, nie zdradza wielu elementów - jedynie zarys fabuły. Przyznaję się, że dość długo czytałam tę książkę, jednakże miałam ochotę jak najdłużej delektować się nią. Fabuła bardzo ciekawie skonstruowana, na prawdę musiałam zmuszać się do odłożenia tejże książki. Wszystkie opisy, zdarzenia dopełniały całość. Nic bym nie dodała ani nie usunęła. Razem z wszystkimi bohaterami przeżywałam ich historie, miłostki, zawody. Podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji, rozterek, trochę historii. "Katedra w Barcelonie" to niebagatelna historia, która wciąga i zapewni nam wiele niezwykłych wrażeń :)!
     Wszyscy bohaterowie zostali bardzo dobrze nakreśleni. Każda z postaci miała swój pewny udział, wprowadzała coś do historii robiąc ją jeszcze ciekawszą. Momentami nienawidziło się danej osoby, żeby za kilka stron ją pokochać, czy odwrotnie. Nie było wśród nich często spotykanej nijakości, która by nudziła czytelnika i zupełnie go sobą nie interesowała. 
     Styl autora zachęcający do lektury. Nie pisze on zupełnie podręcznikowym językiem, jednak traktuje również swojego czytelnika nie jak konkretnego debila, tylko jak człowieka na poziomie. Ildefonso Falcones, moim skromnym zdaniem, potrafi budować napięcie, utrzymywać je i zachęcać do dalszej lektury. Jeśli trafię na inne pozycje tego autora z chęcią po nie sięgnę. 
     Wydanie na prawdę przyzwoite. Nie mam nic do zarzucenia. Rozdziały, akapity tworzone z sensem. Nie znalazłam błędów, które raziłyby oko (w niektórych pozycjach niestety widzę błędy typu "wziąść", "torbka" czy "żeka"). Czcionka, "biel" stron - wszystko tworzyło całość, która dopełniała moje szczęście podczas czytania. 
     Podsumowując - strasznie podobała mi się książka. Rzadko kiedy jestem w pełni zadowolona z pozycji po którą sięgam. Jednak w tym przypadku - musiałam się zmusić by ją odłożyć i móc dawkować sobie tą przyjemność. Z chęcią zobaczyłabym ekranizację tej powieści - chociażby dla scenerii w której by została nakręcona :). 
     Moja ocena: 10/10.

środa, 4 września 2013

Stos 6/2013

Nowy miesiąc - niestety już ostatni mych studenckich wakacji. Musi więc pojawić się również stosik książkowy :). 

A oto książki: 



Książki zakupione: 
"Ostrożnie z marzeniami" Alexandra Potter
"Miłosne kołysanki" Jane Graves

Książki z biblioteki:
"Morderca bierze wszystko" Erica Spindler
"Kiedy myślę o Tobie" Jill Mansell
"Sieć rozkwitającego kwiatu" Lisa See
"Marzenia Joy" Lisa See

     Osobiście mnie najbardziej kusi książka "Marzenia Joy", gdyż czytałam już książkę "Dziewczęta z Szanghaju" a to jest jej kontynuacja oraz "Morderca bierze wszystko", ponieważ polubiłam tę autorkę i liczę na miłą lekturę :).

czwartek, 29 sierpnia 2013

'Amerykańskie ciacho' (Spread, 2009) - film



  
Rozbrajająco przystojny Nikki (Ashton Kutcher) uwielbia dobrą zabawę, luksusowe życie i piękne kobiety. Zwłaszcza, jeśli są bajecznie bogate. Zdobywa je szybko i zmienia, gdy tylko znudzą mu się ich luksusowe apartamenty. To jego sposób na życie. A  przy okazji - doskonały biznes. Nieodpartemu czarowi Nikkiego ulegają kolejne kobiety, a on bawi się nimi i korzysta z życia, które mu sponsorują. Pewnego dnia spotyka wyjątkową dziewczynę - Heather. Piękna nieznajoma nie jest nim jednak zainteresowana. Czy w grze uczuć, która zaczyna się między Nikkim a dziewczyną chodzi o coś więcej niż seks i pieniądze?







     Robiłam kilka podejść do tego filmu. Za każdym razem nie miałam ochoty obejrzeć go do końca, ale pozostawić zaczętą produkcję i nigdy nie obejrzeć jej do końca? Zmusiłam się dzisiaj i obejrzałam. Cały... Musiałam ochłonąć kilka godzin aby recenzja nie składała się z samych wulgaryzmów.
      Fabuła filmu może i ciekawa. Osobiście nie spotkałam się z podobną - chociaż po ostatnim zerknięciu na ranking filmwebu przeraziłam się faktem jak mało kultowych filmów widziałam. Z pierwszej dziesiątki tylko jeden <wstyd>. Z pierwszej pięćdziesiątki nie wiem czy uzbierałaby się chociaż dziesiątka. Dopiero mam zamiar zacząć nadrabiać, więc  moje zdanie odnośnie fabuły w tej produkcji może się jeszcze zmienić. Przystojniak, który poszukuje atrakcyjne i bogate kobiety aby się przy nich zakręcić i być na ich utrzymaniu? Jeśli reżyser miałby pomysł jak to rozegrać to może wyjść ciekawy film. Ale coś tutaj akurat "nie pykło".
     "Rozbrajająco przystojny Nikki", którego gra Ashton Kutcher... Jak dla mnie Kutcher i przystojny to typowy przykład oksymoronu. Nie jest możliwe, żeby mi się on spodobał i na dodatek w takiej roli. Grał jak dziecko, zachowywał się jak dziecko (chociaż może to akurat specyfika roli w którą się wcielał). Ogólnie głównego bohatera strasznie nie lubiłam i przez cały film mnie denerwował, irytował, doprowadzał do szewskiej pasji. Jedynie napotkana na jego drodze Heather (Margarita Levieva) jakoś nadawała się do granej przez siebie roli. Piękna, uwodzicielska, kobieca - choć nie wiem czy mężczyźni i inne kobiety się ze mną zgodzą :). Jak dla mnie podczas oglądania miałam wrażenie, że bardzo dobrze, jako jedna z nielicznych w tym filmie, wciela się w rolę. I można by rzec, że tam pasowała. Reszta aktorów, wraz z głównym bohaterem, była dla mnie kiepska. 
     Cała reszta - coś było takiego, że ze sobą nie współgrało... Muzyka, sceneria... Coś poszło nie tak i nie pasowało do siebie. Jak dla mnie nie została stworzona spójna całość, która przyciągnie do siebie widza. Może się mylę, ale mi ten film zupełnie się nie podobał, nie chwycił mnie za serducho. Podniósł jedynie mi ciśnienie...
     Ogólnie jestem strasznie zawiedziona tą produkcją. Tyle osób mi ją zachwalało, kazało obejrzeć, że aż jestem w szoku. Albo ja jestem dziwna albo muszę zmienić dziwnych znajomych :D. Mam również zupełnie inny gust odnośnie facetów - chociażby niedoceniany przez większą damską część znajomych - Henry Cavill w serialu "Dynastia Tudorów", którego ja uznaję za boskie ciacho :). I prędzej go bym widziała w głównej roli a nie Kutcher'a. Ja jestem stanowczo na nie...  
     Moja ocena: 1/10

sobota, 24 sierpnia 2013

"Nie dla mięczaków" Monika Szwaja

 






Autor: Monika Szwaja
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna polska
Forma: opowiadanie/nowela
Rok pierwszego wydania: 2011
Liczba stron: 96 









     Po pierwszym spotkaniu z twórczością Pani Moniki Szwai ("Stateczna i postrzelona") nie myślałam, że jeszcze kiedykolwiek sięgnę po jej jakąkolwiek książkę. Jednak ta wpadła w moje ręce podczas Światowego Tygodnia Książek 2011 w Empiku (jak dawali za darmo to czemu nie wziąć :)) i tak sobie leżakowała na półce od tego czasu. I to był błąd - nie powinnam jej w ogóle przynosić do domu... 
     Książka opowiada historię Piotra, którego poznajemy gdy wziął rozwód. Jednak jego wolność nie trwa zbyt długo. Już wracając z sądu spotyka pewną niewiastę. Można by rzec, że w tym miejscu akcja powinna się rozkręcać. Jednak całość dla mnie nie jest zbyt ciekawa. Wątki, od tak sobie zostały wplecione. Wszystko bardzo nierealne, a z tego co wiem, to ta pozycja fantastyką nie jest... Dużo ciekawsze historie można znaleźć nawet w dużo cieńszych opowiadaniach, mających tylko np. jedną trzecią stron co to. Wszystko było dla mnie tak nieudolnie skonstruowane, że nie wiem jakim cudem dotrwałam do końca...
     Bohaterowie nijacy, słabo wykreowani. Wszyscy byli takimi ciepłymi kluchami, które dają sobie wchodzić na głowę. Przynajmniej ja tak ich odebrałam. Niby były próby wprowadzenia ich jako ciekawe postacie - niestety, no cóż, wyszło jak wyszło.
     Styl autorki - miałam wrażenie, że w tej pozycji pisała jak do małego dziecka, czy, że tak się wyrażę - do debila. Pozycja miała być lekką książką na letni wieczór. Pewnym umileniem dnia. Niestety nie udało się. W sumie nie wiem jaki cel to coś ma spełniać - bo stylem nie zachwyca, historią również. Chyba tylko zapycha czas i podnosi ciśnienie.
     Wydanie - tutaj empik się niestety nie popisał. Dużo błędów, typu nowe zdanie z małej litery, brak kropek na końcu zdania (a ich brak był najbardziej widoczny na końcach akapitu). Nie zwraca się na takie rzeczy uwagi jak są spełnione, ale brak podstawowych zasad trochę rzuca się w oczy. Książka klejona, a nie zszywana. Sądzę, że przy kolejnym czytaniu by się rozleciała. Ratuje ją to, że sięgać po nią ponownie nie zamierzam ;).
     Nie sądzę, żebym kolejny raz sięgnęła po pozycje tej autorki. Bardzo infantylny styl pisania, brak jakiejkolwiek spójnej historii, która wciągnie czytelnika oraz wydanie odpychają od siebie. Może jestem po prostu za stara na takie książki? Ogólnie żałuję czasu poświęconego na tą pozycję, gdyż strasznie się męczyłam nad nią. Może jestem po prostu mięczakiem :)?
     Moja ocena: 1/10.
Related Posts with Thumbnails