czwartek, 26 września 2013

"Polowanie na męża, czyli teoria szczelnej przykrywki" Lynda Curnyn


Kiedy jeden z byłych narzeczonych żeni się, Angie DiFranco wybucha śmiechem i robi dobrą minę do złej gry. Gdy żeni się drugi, zaczyna czuć się nieswojo. Ale gdy trzeci decyduje się na ślub... Trzeci? Angie traktuje to jak osobistą klęskę. Czyżby coś było z nią nie tak, skoro nie potrafiła skłonić żadnego faceta, żeby w imię dozgonnej miłości wyłożył sporą sumę na zaręczynowy pierścionek? Zdaniem przyjaciółki z lat szkolnych - która, rzecz jasna, od lat ma męża - mężczyźni przypominają słoiki ze szczelnie zakręconą przykrywką. Tak szczelnie, że jedna kobieta nie da rady jej odkręcić - najwyżej trochę ją poluzuje. Dopiero następna bez trudu otwiera słoik. Angie zaczyna inaczej patrzeć na swój związek z Kirkiem, obecnym chłopakiem. Kiedy jego była dziewczyna postawiła mu ultimatum, uciekł gdzie pieprz rośnie. Ale zgodnie z teorią przykrywka nie jest już szczelna. Przy odrobinie wysiłku odskoczy z głośnym sykiem... 
Tył książki




Autor: Lynda Curnyn 
Tytuł oryginalny: Engaging Men
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Maura Iwona
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 288



     Sięgnęłam po przeczytaniu opinii, że można w miarę szybko tę pozycję przeczytać. Może to dziwne ale chciałam mieć taką właśnie możliwość, żeby móc się wyrobić w przerwach między wizytami u lekarzy a kompletowaniem 'wyprawki studenckiej' :P. Miałam również nadzieję, że wreszcie jako kobieta polubię literaturę, która uzyskuje miano "literatury kobiecej". W końcu chyba warto wiedzieć co powinno teoretycznie mi "podpasować" :). 
     Tytuł co prawda odstraszający, jednak bardzo dobrze dopasowany do treści książki. Przez całą pozycję wraz z bohaterką przeżywamy jej podboje, próby by 'usidlić' faceta zgodnie z zasadą "szczelnej przykrywki" i doprowadzić do swojego małżeństwa. Jednym słowem - banał. Przynajmniej dla mnie. Pod względem fabularnym autorka nie stworzyła nic odkrywczego. Tytuł, opis z książki nie dają czytelnikowi możliwości odkrywania historii - wszystko niestety już jest skrócone i przedstawione. Chociaż dziwię się jakim cudem udało się autorce takie "masło maślane" wydłużyć na prawie trzysta stron. 
     Bohaterowie niestety niezbyt udani. Znów trafili się trochę nijacy. Jedynie przekonał mnie do siebie współlokator głównej bohaterki Justin. Trochę pokręcony człowiek, ze swoimi 'pasjami' ale jako jedyny został głębiej przedstawiony. Autorka tylko mu dała pewną osobowość, która wyróżniała się ze wszystkich postaci. 
     Styl autorki rzeczywiście przyjemny. Na prawdę da się dzięki temu tą pozycję szybko pochłonąć. Z drugiej strony nie wiem czy to nie kwestia rozwlekania całej historii. Chociaż tworzyć dłuugaśne historie, które nie mają prawie w ogóle akcji też chyba trzeba potrafić tworzyć ;). 
     Wydanie... Znów spotkałam się z dziwnym przenoszeniem końcówek wyrazów do kolejnej linijki. Może to ja jestem dziwna, jednak mnie uczono, żeby słowo dzielić na sylaby i ewentualnie jeden czy więcej 'zbiór' sylab przenosić (np. przej-ście a nie jak to bywało prze-jście). Chyba, że zostałam źle nauczona albo zmieniły się zasady ortografii ;). Mistrzem ortografii raczej nie jestem ale dziwnie wyglądało... W tej pozycji, pomimo klejenia stron, nie wydaję mi się, żeby po kilku przeczytaniach cała miała się rozlecieć. Nie wiem od czego to zależy, jednak to, że nie popsuje się szybko ta pozycja można zaliczyć na plus. Do reszty aspektów wydania, które wpadło mi w łapki zastrzeżeń nie mam :). 
     Książka raczej z tych "przeczytać i zapomnieć". Nie należy ona do ambitnych, nie powala fabułą... Jednak miałam pewien dylemat jak ocenić tą pozycję. Podczas czytania wbrew pozorom trochę się odprężyłam, nie denerwowałam się na absurdalność powolnej akcji ;). Na pewno nie zasługuje na wysoką notę, ale chyba też nie jest to jedna z najgorszych książek jakie czytałam.
     Moja ocena: 4/10.

piątek, 20 września 2013

"Kiedy myślę o Tobie" Jill Mansell




Gniazdo Ginny Holland opustoszało - jej córka właśnie wyjechała na studia. Ginny nie potrafi poradzić sobie z poczuciem osamotnienia i w wieku trzydziestu ośmiu lat odkrywa, że przyszedł czas, by ułożyć sobie życie od nowa. Niestety, początki bywają trudne, tym bardziej, że pierwszy mężczyzna, który wpada jej w oko, oskarża ją o kradzież...
A czy córka usycha z tęsknoty za matką? Skądże! Wyjazd z domu jest dla niej fascynującą przygodą i dziewczyna chętnie korzysta z wolności. Na szczęście jej matka nie jest zaborcza ani nadopiekuńcza. Poza tym Ginny po prostu nie ma czasu, by ingerować w życie swego dorosłego dziecka. Nowa praca, nowy mężczyzna... Czy nie za dużo tych zmian?
Tył książki






Autor:Mansell Jill
Tytuł oryginalny: Thinking of You
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Konopko Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2007
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron: 464
 
 
 
     Dobiegają końca moje ostatnie wakacje w życiu. Miałam nadzieję na niezobowiązującą oraz  ciekawą i lekką powieść, która umili mi te ostatnie dni "wolności". Niestety padło na tą pozycję. Po jej opisie miałam nadzieję, że spełni moje oczekiwania, jednak rzeczywistość okazała się dość brutalna... 
     Fabuła - ciężko nazwać historię zawartą na tych stronach ciekawą. Dla mnie była ona aż do bólu przewidywalna i nudna. Wszystko ciągnęło się jak flaki z olejem. Bardziej 'pokręcone' są zapewne moje kolana niż cała historia przedstawiona przez autorkę. Miało być śmiesznie - niestety nie było, przynajmniej dla mnie. Na pewno na stronach tej powieści nie znajdziemy ciekawej akcji, w której coś się dzieje, czy chociażby jakiś element, który przyciągnie czytelnika. Na prawdę żałuję, że mam pewną "manię" kończenia zaczętych książek. Straciłam kilka cennych dni/chwil na tą pozycję... 
     Bohaterowie w tej powieści są strasznie nudni. Moim zdaniem bardzo słabo nakreśleni, mało wyróżniający się z tłumu. Wszyscy bohaterowie byli dla mnie praktycznie tacy sami. Ani irytujący, ani ich się nie pokochało. Po prostu byli. Brakowało mi barw w tych postaciach, albo chociażby jednej, która mogłaby jakkolwiek starać się uratować całość. Niestety nic takiego nie znajdziemy. Jedynie co tam będzie to ogromny "zawód książkowy".
     Styl autorki - całe szczęście nie był męczący. Dało się przebrnąć przez pozycję pod względem językowym. Nie zmienia faktu, że w ogóle nie miało się chęci powracania do historii zawartej w tej powieści. Autorka nie stworzyła 'magii' książki, która przyciągałaby czytelnika. Niby lekko, niby przyjemnie - niestety było ciągłe mielenie tego samego. Nic twórczego Pani Mansell w tejże powieści nie przedstawiła... A ponoć pisze bestsellery?
     Wydanie - tutaj też się przyczepię. Nie wiem czy tylko ja mam jakieś felerne egzemplarze czy czym nagrzeszyłam w poprzednim życiu ale często natrafiam na takie błędy, typu ten na zdjęciu: 
Nie jest to pierwsza, zapewne i nie ostatnia powieść w której znajduje takie 'błędy'. Niestety im więcej ich widzę tym bardziej mnie denerwują... W tej pozycji również na nie jestem klejonemu grzbietowi - jako, że była to książka z biblioteki to po kilku przeczytaniach pewnie się rozleci... Mi się udało, że jako jedna z pierwszych przeczytałam tą pozycję z biblioteki (a przynajmniej tak ona wygląda :)). Co do reszty elementów składających się na wydanie tej powieści nie mam zastrzeżeń.
     Cała pozycja bardzo słabo wykonana. Historia strasznie nużąca, kilka razy przysnęłam czytając. Na pewno będzie idealna dla osób cierpiących na bezsenność. Podsumowując ogólnie to żałuję poświęconego na tą pozycję czasu. Ogólnie nie polecam.
     Moja ocena: 2/10.

niedziela, 15 września 2013

"Morderca bierze wszystko" Erica Spindler


 


Nagła śmierć Cassie, serdecznej przyjaciółki, mobilizuje Stacy Killian do działania, Ta była policjantka ma duże doświadczenie oraz intuicję. Podejrzewa, że Cassie, entuzjastkę gier fantasy, zabił ktoś z kręgu ludzi związanych właśnie z grami komputerowymi.
Poszukiwania doprowadzają Stacy do mężczyzny, którego przeszłość kryje wiele mrocznych sekretów. 
Zarówno Stacy, jak i detektyw Spencer Malone, delegowany do rozwikłania zagadki, zostają wciągnięci w przerażający świat szalonej gry, w której każdy może zginąć... 

Tył książki 







Autor: Erica Spindler
Tytuł oryginalny: Killer Takes All
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Puławski Krzysztof
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 480



     Przeczytałam już dwie książki Pani Spindler i jak zobaczyłam tą pozycję na półce biblioteki od razu ją wzięłam. Niestety dopiero tuż przed rozpoczęciem czytania zobaczyłam w internecie, że jest to drugi tom cyklu o Stacy Killian - jednak nie zraziło mnie to i ze smakiem zabrałam się za lekturę. Mam nadzieję, że jeśli przeczytam w odwrotnej kolejności to za dużo nie stracę :). Może jedynie kilka faktów z poprzedniej części się dowiedziałam - jednak mam cichną nadzieję, że nie zdradzały zupełnie zakończenia.
     Fabuła - żeby nie zdradzić za wiele nie wiem czy mogę napisać coś więcej niż to co zostało ukazane na tyle książki. Czasem niektóre recenzje są spoilerami, natomiast ja jak najbardziej chciałabym tego faktu uniknąć. Mi osobiście książka pod względem historii bardzo się spodobała. Co prawda nie jestem fanką gier RPG, nie mam o nich zielonego pojęcia to podczas czytania nie miało to znaczenia. Cała akcja rozgrywała się ciekawie, w dobrym tempie. Obyło się o dziwo również w tej pozycji bez nudnych kawałków. Całą książkę pochłonęłam w weekend. Pomimo, że fabuła bardzo ciekawa, całość wciągała niemiłosiernie, był pewien element, który nie dawał mi podczas czytania spokoju. Nie jestem pewna co na to wpłynęło - czy czytałam już kiedyś tą książkę, czy pomysł na nią został zerżnięty z jakiegoś filmu, serialu czy innej książki - miałam wrażenie, że już coś podobnego czytałam. Ciągle miałam wrażenie, że gdzieś już wykorzystana została "Alicja w Krainie Czarów" właśnie odnośnie gier i był to jakiś kryminał. Tylko nie potrafię wskazać czy to ta książka czy zupełnie coś innego... 
     Bohaterowie, przynajmniej moim zdaniem, dobrze skonstruowani oraz ciekawi. Żadna z postaci nie była nudna, ani irytująca. Co prawda albo się kogoś polubiło albo znienawidziło - mi podczas czytania nie zdarzyła się sytuacja, że ktoś wydawał się zupełnie nijaki czy tak irytująco denerwujący, że chciałoby się żeby jak najszybciej ona/on zniknęła :). Wiadomo, że bohaterowie czasem już od pierwszych stron dzielą się na tych "dobrych" i "złych". Jednak w tej pozycji, nawet do samego końca nie zawsze dało się "zaszufladkować" postacie - i w tym wypadku powiedziałabym, że to duży plus. 
     Styl autorki bardzo przyjemny. Idealni potrafi ona zbudować napięcie i spowodować chęci u czytelnika do pozostania z bohaterami jak najdłużej. Nie męczy czytelnika. Natomiast z pewnością można napisać, że zapewnia mu odpowiednią rozrywkę w czasie poświęconym tejże pozycji.
     Wydanie, które wpadło w moje łapki do najlepszych bym nie zakwalifikowała. Jednak nie jest również ono najgorsze z jakim się spotkałam. Jako takich błędów językowych czy ortograficznych nie widziałam, jednak w niektórych miejscach widziałam źle "przenoszone" końcówki wyrazów do następnej linijki. Mnie osobiście trochę inaczej uczyli w podstawówce, niż sposób, który został wykorzystany w tej pozycji :). Cała reszta, moim skromnym zdaniem, bez zarzutu :).
     Książka "Morderca bierze wszystko" jest bardzo przyjemną książką, którą mam nadzieję, że zapamiętam na jakiś czas. Odpowiednia jako rozluźnienie na weekend czy nieprzespane wieczory w tygodniu. Moim zdaniem można ją czytać o każdej porze roku :). Ja tak się wciągnęłam, że przeczytałam tą pozycję w weekend. Mam nadzieję, że uda mi się dorwać kolejne pozycje tej autorki. Jak dotąd się nie zawiodłam.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 13 września 2013

"Marzenia Joy" Lisa See



Jest rok 1957. Joy słyszy zaciekłą kłótnię matki z ciotką, dowiaduje się wstrząsającej prawdy i opuszcza bezpieczne Los Angeles, zostawiając list, w którym pisze o swojej wielkiej fascynacji Chinami. Wyrusza tam, by odnaleźć prawdziwego ojca, a wkrótce potem Pearl podąża jej śladem. Wychowała Joy jak własną córkę, a ona teraz wraca do kraju budzącego w Pearl zrozumiały strach. 
Ciężka praca i trudne warunki życia na wsi sprawiają, że Joy zaczyna realnie patrzeć na komunistyczne Chiny. Polityka gospodarcza Mao doprowadza do tego, że ludzie masowo umierają z głodu, dochodzi wręcz do kanibalizmu. Pearl i Joy toczą walkę nie tylko ze swoją przeszłością, lecz także z bezduszną machiną urzędniczą państwa, w którym nie ma miejsca na normalność. 
Tył książki




Autor: Lisa See
Tytuł oryginalny: Dreams of Joy
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mazan Maciejka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 400



     Pod koniec czerwca przeczytałam książkę "Dziewczęta z Szanghaju", która bardzo mi się spodobała. Jak zobaczyłam w bibliotece jej kontynuację bez wahania wyniosłam ją ze sobą do domu :). I tak oto właśnie skończyłam również czytać "Marzenia Joy". 
     Książka przedstawia dalsze losy sióstr - Pearl i May - oraz Joy. Skończyłam niedawno czytać tą pozycję a nadal jestem myślami przy bohaterkach. Fabuła bardzo ciekawie przedstawiona, wszystko działo się w dobrym tempie, dość jednolicie - nie było elementów przy których bym się nudziła. Moim zdaniem bardzo rzadko zdarza się historia, która przez cały czas trzyma nas w odpowiednim napięciu. Czytając wraz z bohaterami przeżywamy ich przygody, przeprawy przez granice. Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji, poprzez smutek, radość, euforie. Czy jest coś jeszcze czego oczekuje czytelnik :)?
     Bohaterowie - ci główni bez zmian. Doszło kilka nowych postaci. Jednak nie wiem czy jest sens powtarzania się. Co do postaci wszystko opisałam w poprzedniej recenzji i w tym wypadku nic się nie zmieniło :). Nadal są oni odpowiednio dobrze przedstawieni i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu. Wszyscy byli przedstawieni idealnie, w bardzo dobrych proporcjach by opisana historia była odpowiednio ukazana i chwyciła nas za serce.
     Styl autorki - zbyt dużo odkrywczych elementów nie napiszę. Tak jak w przypadku poprzedniej części, autorka w stosunkowo lekki sposób przedstawia dość trudne tematy. Potrafi budować napięcie, umie przyciągnąć myślami oraz ciałem czytelnika do swoich pozycji. Można przy niej odpocząć 
     Wydanie - niestety w tym wypadku mam jedną uwagę. Książka była 'klejona', a jako, że wypożyczona z biblioteki to nie wiem jak długo ta pozycja jeszcze tam przetrwa. Niestety nie każdy czytelnik stara się dbać o książki (co niestety bardzo boli moje serce :(). Reszta bez zarzutu - nie wpadły mi w oko błędy stylistyczne czy ortograficzne, wielkość czcionki odpowiednio dobrana. W tym przypadku do niczego więcej nie mogę się przyczepić.
     Rzadko się zdarza, że kolejna część jest lepsza od poprzedniej, jednak w tym przypadku autorce udało się. Pomimo, że "Dziewczęta z Szanghaju" to bardzo dobra pozycja to ta - "Marzenia Joy", jest jeszcze lepsza. Niestety nie są to jeszcze pozycje, które by na miano mojej "ulubionej" zasłużyły. Jednak z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki - dwie mam na swojej półce "na własność" a jeszcze jedną z biblioteki :)
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 8 września 2013

'Elizabethtown' (2005) - film

 




Historia młodego chłopaka Drew Baylora, który zostaje wyrzucony z pracy, a ukochana dziewczyna postanawia odejść. Do tego umiera jego ojciec. Drew po śmierci ojca postanawia wrócić do rodzinnego małego miasteczka - Elizabethtown, gdzie się wychował. W drodze do domu poznaje Claire Colburn i zakochuje się.










     Jako, że dziś niedziela - miałam ochotę obejrzeć coś lekkiego, niezobowiązującego. Po prostu coś przy czym nie będę musiała zbytnio myśleć a miło spędzę czas. Odnośnie tego filmu mam strasznie mieszane odczucia... 
     Początkowe sceny zapowiadały się ciekawie. Drew, po pierwszej dużej porażce traci pracę oraz dziewczynę. Postanawia popełnić samobójstwo... Miałam nadzieję, że jakoś ciekawie to rozwiną. Niestety. Film strasznie mi się dłużył. Dwie godziny na historię, w gruncie rzeczy o niczym, to stanowczo za długo. Miała ona potencjał, jednak jak dla mnie, został zmarnowany. Fabułę można opisać właściwie w dwóch słowach "wielka nuda".
     Gra aktorska w tym filmie na wysokim poziomie. Orladno Bloom jako Drew oraz Kirsten Dunst wcielająca się w Claire - ich grę odebrałam pozytywnie. Reszta aktorów również bardzo dobrze wypadała. Ogólnie, obsada jako jedna z nielicznych w całości przypadła mi do gustu. Naprawdę rzadko się to zdarza :).
     Kolejnym elementem, który spodobał mi się w tym filmie jest sceneria oraz muzyka. Dzięki tym elementom odbiór filmu był przyjemniejszy. Pomimo nudy, która miała miejsce przez większość filmu to można było chociaż część ciekawych miejsc sobie obejrzeć. 
     Podsumowując - produkcja "Elizabethtown" jest raczej marnym tworem pod względem fabuły, z bardzo dobrą obsadą oraz scenerią i muzyką. Niestety - ja podczas oglądania wynudziłam się strasznie i nie mogę dać przez to zbyt wysokiej oceny temu filmowi.
     Moja ocena: 4/10.

czwartek, 5 września 2013

"Katedra w Barcelonie" Ildefonso Falcones

"Katedra w Barcelonie" to napisana z rozmachem powieść historyczna w stylu słynnych "Filarów Ziemi" Kena Folletta. Fascynująca panorama średniowiecza przedstawiająca blaski i cienie feudalnej Katalonii w dobie religijnych i społecznych niepokojów, nietolerancji i wojen. W magicznej scenerii Barcelony rozgrywa się historia wielkich namiętności, tragicznych miłości, zdrad, spisków i zemsty. 

I połowa XIV wieku. Stolica Księstwa Katalonii, Barcelona, panuje na szlakach handlowych i rozrasta się ku morzu. Mieszkańcy skromnej i ubogiej dzielnicy Ribera, postanawiają własnymi rękami wybudować wspaniałą katedrę maryjną - kościół Santa Maria de la Mar. Historia budowy splata się z losami Arnaua Estanyola, syna uciekającego przed okrutnym panem pańszczyźnianego chłopa. Z przymierającego głodem zbiega Arnau przemieni się w zamożnego patrycjusza, człowieka prawego i szanowanego. Tragarza portowego, żołnierza, bankiera, a później konsula morskiego. Żadne pieniądze, honory i zaszczyty nie uchronią go jednak przed niebezpiecznym spiskiem i długimi rękami inkwizycji...

Tył książki



Autor: Ildefonso Falcones
Tytuł oryginalny: La catedral del mar
Język oryginalny: hiszpański
Tłumacz: Płachta Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2006
Rok pierwszego wydania polskiego: 2007
Liczba stron: 704



     Po książkę sięgnęłam właściwie pod wpływem pewnego impulsu - zdjęć z pobytu siostry w Hiszpanii, które oglądałam po jej powrocie. Nie mogąc od razu, z tak zwanego "marszu" jechać do Barcelony, pomimo chęci poczucia magii tego miasta, sięgnęłam właśnie po tą pozycję. 
     Pomimo, że opis który znajdziemy z tyłu książki jest stosunkowo obszerny, nie zdradza wielu elementów - jedynie zarys fabuły. Przyznaję się, że dość długo czytałam tę książkę, jednakże miałam ochotę jak najdłużej delektować się nią. Fabuła bardzo ciekawie skonstruowana, na prawdę musiałam zmuszać się do odłożenia tejże książki. Wszystkie opisy, zdarzenia dopełniały całość. Nic bym nie dodała ani nie usunęła. Razem z wszystkimi bohaterami przeżywałam ich historie, miłostki, zawody. Podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji, rozterek, trochę historii. "Katedra w Barcelonie" to niebagatelna historia, która wciąga i zapewni nam wiele niezwykłych wrażeń :)!
     Wszyscy bohaterowie zostali bardzo dobrze nakreśleni. Każda z postaci miała swój pewny udział, wprowadzała coś do historii robiąc ją jeszcze ciekawszą. Momentami nienawidziło się danej osoby, żeby za kilka stron ją pokochać, czy odwrotnie. Nie było wśród nich często spotykanej nijakości, która by nudziła czytelnika i zupełnie go sobą nie interesowała. 
     Styl autora zachęcający do lektury. Nie pisze on zupełnie podręcznikowym językiem, jednak traktuje również swojego czytelnika nie jak konkretnego debila, tylko jak człowieka na poziomie. Ildefonso Falcones, moim skromnym zdaniem, potrafi budować napięcie, utrzymywać je i zachęcać do dalszej lektury. Jeśli trafię na inne pozycje tego autora z chęcią po nie sięgnę. 
     Wydanie na prawdę przyzwoite. Nie mam nic do zarzucenia. Rozdziały, akapity tworzone z sensem. Nie znalazłam błędów, które raziłyby oko (w niektórych pozycjach niestety widzę błędy typu "wziąść", "torbka" czy "żeka"). Czcionka, "biel" stron - wszystko tworzyło całość, która dopełniała moje szczęście podczas czytania. 
     Podsumowując - strasznie podobała mi się książka. Rzadko kiedy jestem w pełni zadowolona z pozycji po którą sięgam. Jednak w tym przypadku - musiałam się zmusić by ją odłożyć i móc dawkować sobie tą przyjemność. Z chęcią zobaczyłabym ekranizację tej powieści - chociażby dla scenerii w której by została nakręcona :). 
     Moja ocena: 10/10.

środa, 4 września 2013

Stos 6/2013

Nowy miesiąc - niestety już ostatni mych studenckich wakacji. Musi więc pojawić się również stosik książkowy :). 

A oto książki: 



Książki zakupione: 
"Ostrożnie z marzeniami" Alexandra Potter
"Miłosne kołysanki" Jane Graves

Książki z biblioteki:
"Morderca bierze wszystko" Erica Spindler
"Kiedy myślę o Tobie" Jill Mansell
"Sieć rozkwitającego kwiatu" Lisa See
"Marzenia Joy" Lisa See

     Osobiście mnie najbardziej kusi książka "Marzenia Joy", gdyż czytałam już książkę "Dziewczęta z Szanghaju" a to jest jej kontynuacja oraz "Morderca bierze wszystko", ponieważ polubiłam tę autorkę i liczę na miłą lekturę :).

czwartek, 29 sierpnia 2013

'Amerykańskie ciacho' (Spread, 2009) - film



  
Rozbrajająco przystojny Nikki (Ashton Kutcher) uwielbia dobrą zabawę, luksusowe życie i piękne kobiety. Zwłaszcza, jeśli są bajecznie bogate. Zdobywa je szybko i zmienia, gdy tylko znudzą mu się ich luksusowe apartamenty. To jego sposób na życie. A  przy okazji - doskonały biznes. Nieodpartemu czarowi Nikkiego ulegają kolejne kobiety, a on bawi się nimi i korzysta z życia, które mu sponsorują. Pewnego dnia spotyka wyjątkową dziewczynę - Heather. Piękna nieznajoma nie jest nim jednak zainteresowana. Czy w grze uczuć, która zaczyna się między Nikkim a dziewczyną chodzi o coś więcej niż seks i pieniądze?







     Robiłam kilka podejść do tego filmu. Za każdym razem nie miałam ochoty obejrzeć go do końca, ale pozostawić zaczętą produkcję i nigdy nie obejrzeć jej do końca? Zmusiłam się dzisiaj i obejrzałam. Cały... Musiałam ochłonąć kilka godzin aby recenzja nie składała się z samych wulgaryzmów.
      Fabuła filmu może i ciekawa. Osobiście nie spotkałam się z podobną - chociaż po ostatnim zerknięciu na ranking filmwebu przeraziłam się faktem jak mało kultowych filmów widziałam. Z pierwszej dziesiątki tylko jeden <wstyd>. Z pierwszej pięćdziesiątki nie wiem czy uzbierałaby się chociaż dziesiątka. Dopiero mam zamiar zacząć nadrabiać, więc  moje zdanie odnośnie fabuły w tej produkcji może się jeszcze zmienić. Przystojniak, który poszukuje atrakcyjne i bogate kobiety aby się przy nich zakręcić i być na ich utrzymaniu? Jeśli reżyser miałby pomysł jak to rozegrać to może wyjść ciekawy film. Ale coś tutaj akurat "nie pykło".
     "Rozbrajająco przystojny Nikki", którego gra Ashton Kutcher... Jak dla mnie Kutcher i przystojny to typowy przykład oksymoronu. Nie jest możliwe, żeby mi się on spodobał i na dodatek w takiej roli. Grał jak dziecko, zachowywał się jak dziecko (chociaż może to akurat specyfika roli w którą się wcielał). Ogólnie głównego bohatera strasznie nie lubiłam i przez cały film mnie denerwował, irytował, doprowadzał do szewskiej pasji. Jedynie napotkana na jego drodze Heather (Margarita Levieva) jakoś nadawała się do granej przez siebie roli. Piękna, uwodzicielska, kobieca - choć nie wiem czy mężczyźni i inne kobiety się ze mną zgodzą :). Jak dla mnie podczas oglądania miałam wrażenie, że bardzo dobrze, jako jedna z nielicznych w tym filmie, wciela się w rolę. I można by rzec, że tam pasowała. Reszta aktorów, wraz z głównym bohaterem, była dla mnie kiepska. 
     Cała reszta - coś było takiego, że ze sobą nie współgrało... Muzyka, sceneria... Coś poszło nie tak i nie pasowało do siebie. Jak dla mnie nie została stworzona spójna całość, która przyciągnie do siebie widza. Może się mylę, ale mi ten film zupełnie się nie podobał, nie chwycił mnie za serducho. Podniósł jedynie mi ciśnienie...
     Ogólnie jestem strasznie zawiedziona tą produkcją. Tyle osób mi ją zachwalało, kazało obejrzeć, że aż jestem w szoku. Albo ja jestem dziwna albo muszę zmienić dziwnych znajomych :D. Mam również zupełnie inny gust odnośnie facetów - chociażby niedoceniany przez większą damską część znajomych - Henry Cavill w serialu "Dynastia Tudorów", którego ja uznaję za boskie ciacho :). I prędzej go bym widziała w głównej roli a nie Kutcher'a. Ja jestem stanowczo na nie...  
     Moja ocena: 1/10

sobota, 24 sierpnia 2013

"Nie dla mięczaków" Monika Szwaja

 






Autor: Monika Szwaja
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna polska
Forma: opowiadanie/nowela
Rok pierwszego wydania: 2011
Liczba stron: 96 









     Po pierwszym spotkaniu z twórczością Pani Moniki Szwai ("Stateczna i postrzelona") nie myślałam, że jeszcze kiedykolwiek sięgnę po jej jakąkolwiek książkę. Jednak ta wpadła w moje ręce podczas Światowego Tygodnia Książek 2011 w Empiku (jak dawali za darmo to czemu nie wziąć :)) i tak sobie leżakowała na półce od tego czasu. I to był błąd - nie powinnam jej w ogóle przynosić do domu... 
     Książka opowiada historię Piotra, którego poznajemy gdy wziął rozwód. Jednak jego wolność nie trwa zbyt długo. Już wracając z sądu spotyka pewną niewiastę. Można by rzec, że w tym miejscu akcja powinna się rozkręcać. Jednak całość dla mnie nie jest zbyt ciekawa. Wątki, od tak sobie zostały wplecione. Wszystko bardzo nierealne, a z tego co wiem, to ta pozycja fantastyką nie jest... Dużo ciekawsze historie można znaleźć nawet w dużo cieńszych opowiadaniach, mających tylko np. jedną trzecią stron co to. Wszystko było dla mnie tak nieudolnie skonstruowane, że nie wiem jakim cudem dotrwałam do końca...
     Bohaterowie nijacy, słabo wykreowani. Wszyscy byli takimi ciepłymi kluchami, które dają sobie wchodzić na głowę. Przynajmniej ja tak ich odebrałam. Niby były próby wprowadzenia ich jako ciekawe postacie - niestety, no cóż, wyszło jak wyszło.
     Styl autorki - miałam wrażenie, że w tej pozycji pisała jak do małego dziecka, czy, że tak się wyrażę - do debila. Pozycja miała być lekką książką na letni wieczór. Pewnym umileniem dnia. Niestety nie udało się. W sumie nie wiem jaki cel to coś ma spełniać - bo stylem nie zachwyca, historią również. Chyba tylko zapycha czas i podnosi ciśnienie.
     Wydanie - tutaj empik się niestety nie popisał. Dużo błędów, typu nowe zdanie z małej litery, brak kropek na końcu zdania (a ich brak był najbardziej widoczny na końcach akapitu). Nie zwraca się na takie rzeczy uwagi jak są spełnione, ale brak podstawowych zasad trochę rzuca się w oczy. Książka klejona, a nie zszywana. Sądzę, że przy kolejnym czytaniu by się rozleciała. Ratuje ją to, że sięgać po nią ponownie nie zamierzam ;).
     Nie sądzę, żebym kolejny raz sięgnęła po pozycje tej autorki. Bardzo infantylny styl pisania, brak jakiejkolwiek spójnej historii, która wciągnie czytelnika oraz wydanie odpychają od siebie. Może jestem po prostu za stara na takie książki? Ogólnie żałuję czasu poświęconego na tą pozycję, gdyż strasznie się męczyłam nad nią. Może jestem po prostu mięczakiem :)?
     Moja ocena: 1/10.

czwartek, 22 sierpnia 2013

'Perswazje' (Persuasion, 2007) - film




Ekranizacja poczytnej powieści Jane Austen. Anne Eliot pochodzi z bardzo szanowanej arystokratycznej rodziny. W wieku 19 lat zakochuje się z wzajemnością w kapitanie Fredericku Wentworh. Niestety, pochodzi on z nieco niższych sfer, więc rodzice Anne nie zgadzają się na ślub. Dziewczyna ulega perswazjom najbliższych i zrywa zaręczyny. Kiedy osiem lat później ponownie spotyka kapitana, uczucia odżywają, a Anne zaczyna zastanawiać się nad swoją niezależnością. Powoli narasta w niej bunt przeciw obowiązującym konwenansom. Czy jednak nie okaże się, że dojrzała do tego zbyt późno? 







     Przeczytałam niedawno książkę "Perswazje" Jane Austen, dlatego też byłam ciekawa ekranizacji. Książka była dla mnie dość chaotyczna, więc miałam nadzieję, że film chociaż trochę to "usystematyzuje". Jednak... jak zwykle ekranizacja i tak jest gorsza niż książka, na podstawie, której pracowali... 
     Fabuła została już przedstawiona w opisie filmu. Natomiast nie podobały mi się jak zwykle zmiany, które wprowadzili. Przez to cała historia ma trochę inny "wydźwięk", inny morał. Po filmie można by rzec, że kobiety latały po całym mieście aby zdobyć faceta. W książce inaczej było to przedstawione - więcej 'gierek' i prób z obydwu stron... Dla mnie zupełnie inaczej historia miłości między główną bohaterką Anną Eliot a kapitanem Frederick'iem Wentworh, wyglądała w książce. Ale może to tylko moje dziwne odczucia. 
     Gra aktorska - chyba jakoś trzymała poziom ale nie powalała z nóg. Nie było żadnych postaci, które zostały odegrane, żeby tylko skończyć, ale też mało dawali z siebie do tych ról. 
     Moim zdaniem film bardziej zrobiony pod publikę, by zarobić kasę na osobach, które cenią sobie twórczość Jane Austen. Film zbytnio im niestety nie wyszedł.
     Moja ocena: 4/10

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

"Syn innego mężczyzny" Katherine Stone



 

Kiedyś Sam był włóczęgą. Teraz wiedzie spokojne życie - aż do dnia, kiedy przychodzi szokująca wiadomość: człowiek, który opuścił go przed trzydziestoma laty i który prawdopodobnie jest jego ojcem, nie żyje. Sam powraca do domu dzieciństwa, by rozwiązać zagadkę swojej przeszłości. I dostaje od losu szansę na prawdziwe szczęście u boku kobiety naznaczonej piętnem tragedii, które zatrzeć może tylko bezwarunkowa miłość. 

Tył książki








Autor: Katherine Stone 
Tytuł oryginalny: Another man's son
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Nałęcz Joanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 208



     Katherine Stone - autorka, ponoć romansów, która jest porównywana do Danielle Steel. Szczerze powiedziawszy nie znam twórczości tej drugiej, jednak z autorką książki "Syn innego mężczyzny" spotykam się już po raz kolejny. Zachęcona "Godziną Kopciuszka" oraz "Bliźniaczką", sięgnęłam w bibliotece również po tą pozycję. 
     Opis szczerze powiedziawszy mało zachęcający. Gdybym najpierw go przeczytała i nie znała autorki prawdopodobnie bym od razu odłożyła książkę na półkę. Natomiast sama fabuła książki dużo ciekawsza niż opis. Znajdziemy w tej pozycji wątek kryminalny. Mam wrażenie, że lepszy niż w niektórych kryminałach czy filmach sensacyjnych (albo po prosty na złe trafiałam :)). Jednak znajdziemy tu również więcej elementów romansu, niż w poprzednich czytanych przeze mnie książkach tejże autorki. Wszystkie te koligacje, kto z kim, a właściwie zrobiło się prawie, że każdy z każdym - tak osobiście sobie wyobrażam "Modę na sukces". Tylko, że w tej pozycji znajdziemy drugi ciekawy wątek - wspomniany wyżej wątek kryminalny. Były sceny zupełnie nie przemyślane, które strasznie człowieka irytowały samym swoim bytem, jednak sam pomysł na niektóre wątki na prawdę ciekawy. 
     Bohaterowie - wkurzająco-irytujący. Większość miałam wrażenie, że nie myśli głową tylko swoimi narządami rozrodczymi. Dla mnie ich zachowań za logiczne nie można uznać. Polubiłam tylko jednego bohatera, który niestety nie występował w powieści zbyt często. Po za tym jednym - dla mnie po prostu porażka wśród bohaterów.
     Styl autorki jak zwykle przyjemny. Sama fabuła, wciągająca. Wątek romansowy - w sumie tak sobie właśnie wyobrażam wszelkie romansidła ;). I chyba nie jest to mój ulubiony typ. Trochę mnie dobijają te kobieciny, które wzdychają przez pół książki do jednego faceta a później spełniają się ich marzenia, ewentualnie jakieś rozwiązłe życie by spotkać tego jedynego a całość skończyła się happy endem. 
     Wydanie - trochę dużo przecinków było, w miejscach, w których dziwnie one wyglądały. Nie jestem specjalistą od poprawnej polszczyzny, zapewne też "walę byki", które mogą razić innych czytelników, jednak ja recenzję tworzę sama - książka przechodzi jeszcze przez kilka innych par rąk, korektę, więc błędy powinny być w tym przypadku zminimalizowane, bądź całkowicie wykluczone. 
     "Syn innego mężczyzny" jest na pewno lekką pozycją na wakacje, dzięki której czytelnik się odpręży. Osoby, które chcą poczuć pewien dreszczyk emocji ale nie przeszkadzają im te wszystkie romanse w tle na pewno polubią się z tą pozycją :).
     Moja ocena: 5/10

sobota, 17 sierpnia 2013

"Dziewczyna z sąsiedztwa" Elizabeth Noble

Nowojorska Upper East Side na Manhattanie. W kamienicy z czerwoną markizą przeplatają się losy i problemy uczuciowe jej mieszkańców, którzy z czasem stają się sobie bliscy niczym członkowie rodziny.
Eve i Ed Gallagher w mieszkaniu 7A zaczynają nowe życie. Powinni być szczęśliwi, ale od wyjazdu z Anglii Eve czuje się zagubiona i samotna. Drogi Kramerów i Schulmanów z mieszkań 6A i 6B niespodziewanie się skrzyżują, gdy nieszczęśliwy we własnym związku Jason Kramer zakocha się po uszy w Rachael Schulman. Tymczasem, piętro niżej, Jackson Grayling III z mieszkania 5A nie widzi świata poza fascynującą Emily Mikanowski, choć majątek jego rodziców przyciąga jak magnes bezwzględną Madison Cavanagh. Nieśmiała czytelniczka romansów, Charlotte Murphy spod 2A, traci głowę dla portiera, lecz zbyt zagubiła się w marzeniach, by uczynić pierwszy krok.
Nic nie pozostanie takie jak było, gdy sekrety i pragnienia skryte za zamkniętymi drzwiami kolejnych mieszkań ujrzą wreszcie światło dzienne. 
Tył książki



Autor: Elizabeth Noble  
Tytuł oryginalny: The Girl Next Door
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Rajca-Salata Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2009
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 360



      "Dziewczyna z sąsiedztwa" to jedna z wielu książek wypożyczona przeze mnie w miejskiej bibliotece. Przy takiej ilości książek do wyboru, dana pozycja musi na prawdę mnie czymś zainteresować. Przyznaję się, że tytuł początkowo skojarzył mi się z filmem, który nic z tą pozycją wspólnego nie ma. Po przeczytaniu opisu miałam nadzieję na lekką powieść, odpowiednią na letnie czy nawet na przyszłość, zimowe wieczory. 
     Fabuła... właściwie wszystko zostało przedstawione już w opisie książki. Dopełnienie znajdziemy na początku książki, gdzie znajdziemy 'spis bohaterów' oraz krótką ich charakterystykę. Czyli w kamienicy z czerwoną markizą przeplatają się losy zarówno pary gejów, homofoba, starszej pani, kilku singli oraz małżeństw. Po przeczytaniu pierwszych stron można było właściwie domyślić się jak dana historia konkretnej osoby czy rodziny się skończy. Jedynie z większym zaciekawieniem czytałam historię małżeństwa Eve i Ed'a Gallagher oraz elementy związane z polskimi postaciami występującymi w tej pozycji (bo i takowych nie zabrakło :)). Reszta jakby nie do końca dobrze przemyślana, bez pomysłu na szersze rozwinięcie oraz ciekawe przedstawienie tylu ludzi.
     Bohaterowie - każda z postaci z założenia miała mieć swój indywidualny charakter. Jednak po wymieszaniu się ich wszystkich nikt tak na prawdę nie był wyjątkowy. Zamiast wybrać garstkę i pociągnąć ich historię, rozwinąć ją abyśmy mogli ich bliżej poznać to każdego było po trochu pozostawiając niedosyt. Sami mają pewien potencjał, mogliby stworzyć swoją ciekawą historię ale zrobił się ze wszystkiego taki "misz-masz". Wszystkich za dużo w za małych dawkach.
     Styl autorki bardzo lekki, tworzący odpowiednią książkę na jeden wieczór. Nie jest ciężka w odbiorze, może tylko jedna z wielu historii może wprowadzić nas w lekkie przygnębienie. Jednak pomimo braku wartkiej fabuły i nie wiadomo jakich 'zwrotów akcji', czytało mi się przyjemnie i szybko. Nie miałam ochoty opuszczać bohaterów, mając nadzieję, że ich lepiej poznam. 
     Wydanie jak wydanie. Całkiem dobrze zrobione. Jedyną sprawą, która mnie zastanawiała w tejże pozycji jest stosunkowo gruby papier - pomimo, że miała tylko 360 stron, wyglądała jakby miała o te sto stron więcej. Nie jest to wada ani zaleta - po prostu taka dziwna myśl mnie naszła podczas czytania ;). 
     Podsumowując - miło spędziłam czas nad książką, jednak wątpię, żeby na długo zachowała się w mojej głowie fabuła tej książki. Może jakiś ogół, czerwona markiza nad kamienicą, jednak na pewno niewiele szczegółów - a są takie powieści, które pozostawiają w nas pewien ślad na długi czas. Nie jest to typ książki do której się powraca i czyta kilkukrotnie jednak dla relaksu, odprężenia jak najbardziej odpowiednia. 
     Moja ocena: 5/10.  

piątek, 16 sierpnia 2013

'Magic Mike' (2012) - film




"Magic Mike" opowiada o młodych facetach, dla których jedynym sposobem na sowity zarobek w czasach kryzysu jest rozbieranie się przed damską publicznością. Oparty na wspomnieniach jednego z najpopularniejszych aktorów  młodego pokolenia Channinga Tatuma, który jako 19-latek dorabiał jako wzięty tancerz erotyczny, film ukaże przemianę młodego chłopaka (Alex Pettyfer) w króla męskiego striptizu, rozgrzewającego panie w towarzystwie najbardziej pożądanych męskich gwiazd współczesnego kina (Tatum, McConaughey, Manganiello).







     Film przy którym miałam nadzieję się zrelaksować, odprężyć a zarazem obejrzeć jakąś ciekawą produkcję, która zrobi na mnie wrażenie. Niestety zauważyłam taką zależność, że jak za bardzo się "napalam" na jakiś film to później okazuje się on totalną klapą. 
     Fabułę ciężko nakreślić w kilku słowach. Moim zdaniem nie ma nic wartego ani godnego zapamiętania czy również chociażby wspomnienia o jakimkolwiek wątku. Chyba, że weźmiemy pod uwagę gołe klaty facetów, to kobieca część może z większą chęcią obejrzy tę produkcje. Jednak całość, jak dla mnie, nie ma jakiejś ciekawej historii, która "zaczaruje" odbiorce. Czytałam wiele komentarzy, że niby zakończenie ciekawe. To czekałam, czekałam... napisy się skończyły i nic. Nie wiem czy ja oglądałam jakąś niekompletną wersję, aczkolwiek trwała ponad półtorej godziny, czyli tyle samo ile według portalu wspomnianego wyżej. 
     Gra aktorska - najbardziej drażniła mnie aktorka grająca Brooke (Cody Horn). Jak dla mnie grała niczym Kristen Stewart w sadze "Zmierzch", czyli wiecznie jedna mina. Nie pokazywała ona żadnych emocji - zero smutku czy radości, tylko puste spojrzenie z wiecznie wydętymi ustami, bez jakiejkolwiek próby wyrażenia jakiegoś uczucia. Reszta aktorów całkiem nieźle wypadła - szczególnie faceci w scenach gdzie były ukazane ich gołe klaty (tak jestem kobietą i sobie patrzyłam na nie rozmarzonym wzrokiem :P). Jednak powinien być to jeden z elementów przyciągających widza do produkcji a nie jedyny. Na plus uznaję muzykę, która została przyjemnie dobrana do filmu. Nie była była zbyt nachalna, w odpowiednich momentach 'wpleciona' w produkcję. 
     Osobiście jestem strasznie zawiedziona tym filmem. Dużo osób go wychwalało a ja się podczas oglądania strasznie wynudziłam. Może nie dostrzegłam przekazu, czy "tego czegoś" co zachwycało innych.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 15 sierpnia 2013

"Perswazje" Jane Austen



Anna Elliot, skromna i delikatna, przed ośmiu laty za namową rodziny zerwała zaręczyny z przystojnym, lecz niezamożnym kapitanem Wentworthem. Teraz ma lat dwadzieścia siedem i ponieważ odrzucała względy innych mężczyzn, wydajne się skazana na staropanieństwo. 
Gdy rodzina z powodu kłopotów finansowych przeprowadza się do Bath, los znów stawia na jej drodze ukochanego. 

Kilkakrotne ekranizowane "Perswazje" Jane Austen to nie tylko stylowy romans, ale też znakomity obraz dziewiętnastowiecznej angielskiej szlachty i subtelny portret młodej kobiety - zapowiedź nowoczesnej powieści psychologicznej. 


Tył książki






Autor: Jane Austen
Tytuł oryginalny: Persuasion
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Partyga Ewa
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: klasyka obca
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1817
Rok pierwszego wydania polskiego: 1962
Liczba stron: 200 



     Czy jest jakiś mol książkowy, albo jakakolwiek osoba nawet jeśli jest mało czytająca, która nie zna twórczości Jane Austen, albo chociaż o tej autorce nie słyszała? O Ausetn można napisać wiele. Miała według mnie swoje lepsze ("Duma i uprzedzenie") jak i gorsze powieści ("Opactwo Northanger"). "Perswazje" umieściłabym tak mniej więcej pomiędzy tymi dwoma. Jest to na pewno dobrze napisana książka ale nie podbiła mojego serca. 
     Fabuła bez szaleństw. Po opisie z tylu książki wiemy czego możemy spodziewać się na następnych stronach, przez całą powieść. Anna Elliot, będąc młodą dziewczyną pod presją rodziny oraz znajomych zrywa zaręczyny ze swoim ukochanym. Po kilku latach znów spotyka swojego wybranka serca, tylko tym razem również bogatszego, z większą ilością tytułów :). W tym miejscu stoję w dość trudnym miejscu - znów mam ochotę przyczepić się do pewnego elementu zdradzającego zakończenie. Kolejny element, który mi nie odpowiadał to panujący chaos. Tylko nie wiem czy w tym wypadku wina tłumacza czy samej autorki. Czasem padało wyrażenie "Panna Elliot" - chodziło o Anne czy jej starszą siostrę Elżbietę? Niestety nie zawsze dało się ten fakt wywnioskować z wątku. Również bardzo przeszkadzało mi w odbiorze ciągłe przeskakiwanie z jednej osoby na drugą. Raz są opisywane uczucia z punktu widzenia głównej bohaterki, żeby nagle w następnym zdaniu drugi bohater poruszał kompletnie inny wątek nawet w zupełnie innym mieście. I to nie w miejscu gdzie zaczynał się kolejny rozdział, czy chociażby nowy akapit, tylko wszystko jednym ciurkiem leciało. Czytając miałam momenty, że czułam się zagubiona... Jednak trzeba przyznać, że pomimo opisanych przeze mnie wielu wad książka ma swój pewien urok. Jak to w książkach Jane Austen bywa - sama magia czasów jakie opisuje przenosi nas i działa na wyobraźnie.
     Bohaterowie - ważny element każdej powieści. Czasami wydaje mi się, że są oni niedoceniani. Pod względem psychologicznym postacie, przynajmniej w większości, zostały dobrze przedstawione. Wiadomo, że autorka miała swoją wizję tej powieści, aczkolwiek nie potrafiłam zrozumieć postępowania niektórych bohaterów oraz motywów nimi kierujących... Do Elżbiety Elliot oraz jej ojca Sir Waltera Elliota nie mogłam się przekonać przez całą powieść. 
     Styl autorki jak zwykle lekki, bez żadnych udziwnień (choć można zapewne z tym debatować, bo nie czytałam oryginału, wiec może to zasługa tłumaczki?). Styl powieści utrzymany w podobnym tonie jak poprzednie pozycje tej autorki. Gdyby nie namotane wątki w książce, pozycja byłaby do przebrnięcia w jeden wieczór, a tak, mi zajęło dwa dni przeczytanie dwustu stron.
     Wydanie, które wypożyczyłam z biblioteki to wydanie, które znalazło się w dość znanej gazecie "Zwierciadło". Czytając zauważyłam tylko jeden brak małego ogonka w wyrazie (ale jak to się mówi, jest różnica czy zrobisz komuś "laskę" czy "łaskę"). Więcej błędów nie widziałam, ewentualnie nie były na tyle rażące by przeszkadzały podczas czytania. 
     Miłośnik powieści Jane Austen powinien być zadowolony z tej pozycji. Ja oczekiwałam jedynie po tejże pozycji niezbyt wymagającej lektury oraz miłego odpoczynku podczas czytania. Jednoznacznie nie da się stwierdzić czy to znalazłam. Jedno jest pewne - warto sięgnąć po tą pozycję. Tylko wszystko zależy od tego co w niej szukamy :). 
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

"Dziewczyny atomowe" Denise Kiernan





Poznajcie Celię, Toni, Jane, Kattie, Virginię i wiele innych pięknych, młodych kobiet. Przyjechały z odległych zakątków Ameryki do pracy w mieście, które nie istniało na mapach.

Nie wolno im było mówić o tym, co robią.
Rozpoczęły wyścig z czasem, aby uratować swój kraj.
Zmieniły losy wojny i świata. Na zawsze.

Czas, by wszyscy usłyszeli ich historię. 


 Tył książki








Autor: Denise Kiernan 
Tytuł oryginalny: The Girls of Atomic City: The Untold Story of the Women Who Helped Win World War II
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gądek Mariusz
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: historia
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 440



     Już od dłuższego czasu poszukiwałam książki, która ukazywałaby historię względnie współczesną, albo chociaż jej wycinek (dla mnie - od I Wojny Światowej aż do czasów obecnych, gdyż niestety program szkolny jest tak skonstruowany, że nigdy do tych czasów nie zdążyliśmy dojść i ich omówić...). Zapaliło się we mnie jakieś dwa lata temu światełko, że powinnam wreszcie lepiej samodzielnie postarać się poznać historię, aczkolwiek nie widziało mi się czytanie historii typowo podręcznikowej. Szukałam odpowiednich pozycji, zabierałam się za kilka ale jakoś nigdy nie byłam w stanie doczytać ich do końca. Wreszcie stanęłam przed możliwością przeczytania książki "Dziewczyny atomowe". Pomimo, że ta pozycja została wydana niedawno to czekając na nią zdążyłam już przeczytać o niej wiele pozytywnych opinii, dlatego też z wielkim entuzjazmem zabrałam się za jej czytanie.
     Książka przedstawia historię kobiet w czasie II Wojny Światowej. Wiecznie pomijane oraz niedoceniane kobiety które jednak miały swój wkład w wygranie tejże wojny. Historia bardzo ciekawie przedstawiona. Informacje nie są przestawione w typowo naukowy, podręcznikowy sposób, który może czytelnika od siebie odepchnąć. Znajdziemy w pozycji wiele informacji, historię kobiet oraz emocje jakie im towarzyszyły podczas pracy. Miłość, radość, rozgoryczenie, smutek - wszystko miesza się razem na kartkach tejże książki. I właśnie czegoś takiego od dawna poszukiwałam - a nie same suche fakty.
     Wszystkie bohaterki miały swój wkład. Każda z nich miała ciekawą historię ze swojego życia do opowiedzenia, związaną z Oak Ridge. Pomimo, że dla niektórych 440 stron może wydawać się dużą ilością ale ja bym z chęcią jeszcze czytała o losach tych kobiet. Mogłaby mieć książka nawet dwa razy więcej stron a i tak by dla mnie było mało (no może wtedy by się gorzej taką grubaśną książkę trzymało w ręku). Na dodatek miłym akcentem książki był fakt umieszczenia Polki Celi Klemski (Szapka). 
     Styl autorki bardzo przyjemny w odbiorze. Nie zrobiła z książki typowego podręcznika od historii tylko książkę, którą pomimo ważnej tematyki można bez problemu przeczytać nawet podczas wypoczynku. Podczas czytania człowiek nie męczy się a raczej z pewnym podekscytowaniem czeka co będzie dalej. 
     Do samego wydania nie mam zastrzeżeń. Wydawnictwo na prawdę postarało się aby książka cieszyła czytelnika, zarówno treścią jak i formą wydania. Na duży plus w tej pozycji są ciekawe wstawki - zdjęcia, które mogły ułatwić wyobrażenie całego ośrodka oraz życia jakie się tam narodziło. 
     Osobiście jestem bardzo zadowolona z tej pozycji. Dość długo szukałam właśnie czegoś takiego - przedstawione nie tylko suche fakty ale również emocje jakie towarzyszyły ludziom w trakcie ciężkich czasów, czyli wojny. Z czystym sercem mogę polecić tą pozycję.

     Moja ocena: 10/10



Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję: 

www.otwarte.eu

Related Posts with Thumbnails