piątek, 24 stycznia 2014

"Twarz z przeszłości" Fern Michaels

Czasami lepiej zostawić przeszłość tam, gdzie ją pogrzebaliśmy... Gdy doktor Blake Hunter spotyka Casey Edwards błąkającą się po ulicach miasteczka Sweetwater, jest ona kobietą bez przeszłości. Pamięć wyparła ślady przerażających wydarzeń, jakie stały się jej udziałem przed dziesięcioma laty. Jedyne, co ma, to skrawek papieru z adresem wspaniałej posiadłości, w której mieszka jej matka. Ale dom nie stanie się dla niej bezpiecznym azylem. Sąsiedzi unikający jej wzroku... Matka szepcząca coś za zamkniętymi drzwiami... Ktoś, kto zrobi wszystko, by Casey nie przypomniała sobie zbyt wiele... Czy miłość, która do niej przyszła, pomoże zwalczyć demony przeszłości? 
Opis książki
Autor: Fern Michaels
Tytuł oryginalny: About Face
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Raginiak Maciej
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 320



     "Twarz z przeszłości" to kolejna książka z biblioteki wzięta raczej "na czuja", bez sprawdzania wcześniej ocen tej pozycji. Tytuł ani autorka nic mi nie mówiło, więc chciałam dać szansę. Wzięłam się za czytanie z nadzieją na "odkrycie roku" wśród autorów. Jednak chyba to staje się powoli zasadą, że książki wybierane na chybił trafił zazwyczaj nie trafiają w me gusta... 
     Fabuła niestety nie powala. Niby pomysł dobry. Dziewczyna zostaje zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, po spędzeniu w nim dziesięciu lat i wyjściu nadal ma dużą lukę w pamięci odnośnie swojego życia, zdarzeń z przeszłości. Jednak tutaj historia przedstawiona w sposób przewidywalny aż do bólu, zero ciekawych sytuacji. Mam wrażenie, że już większe zwroty akcji są w ustawach o podatku dochodowym, które ostatnio zgłębiałam na zaliczenia :P. Bohaterowie również strasznie płytko przedstawieni, jednowymiarowi. Każdy łudząco do siebie podobny. Osoby w tej książce różniły się jedynie imionami oraz płcią. 
     Styl autorki można uznać za jedyny plus. Przez pozycję można stosunkowo szybko przebrnąć o ile ma się wystarczająco dużo determinacji aby skończyć ją i nie usnąć podczas czytania. Jako lektura bez stresu do poduszki może okazać się bardzo dobra.
     Niestety pod względem wydania książka ta również nie powala. Trzy osoby odpowiedzialne za korektę a znajdziemy w tej pozycji masę literówek... Przy takiej liczbie ludzi, które pracowały nad tą książką jest to dla mnie niedopuszczalne. Reszta całe szczęście bez zarzutu, jednak te błędy pozostawiają pewien niesmak. Wiem, że człowiek to tylko człowiek jednak tyle osób powinno wyłapać te błędy. 
     Do tej książki na pewno powracać nie będę. Autorce może kiedyś dam jeszcze jedną szansę jednak ta pozycja jest kompletną klapą. Raczej nie polecam - jest tyle innych książek wartych przeczytania, że nie warto na tą powieść poświęcać czasu.
     Moja ocena: 2/10.

piątek, 17 stycznia 2014

'Dwunastu gniewnych ludzi' (12 Angry Men, 1957) - film









Dwunastu przysięgłych ma wydać wyrok w procesie o morderstwo. Jeden z nich ma wątpliwości dotyczące winy oskarżonego.












     "Dwunastu gniewnych ludzi" to film mający bardzo wysoką ocenę wśród społeczności, zajmuję wysoką notę w rankingu światowym i gdzie nie spojrzeć jest ogólnie polecany. Dlatego też z wielką chęcią, ale również pewnymi obawami, że nie docenię tego filmu, obejrzałam tę produkcję. 
     Film przedstawia historię dwunastu przysięgłych, którzy mają ocenić czy oskarżony jest winny morderstwa czy nie. Moim zdaniem sam proces, rozmowy, a nawet wręcz kłótnie pomiędzy ławnikami przedstawione jest w ciekawy sposób. Niby pomysł prostu - kilkunastu chłopów siedzi w jednym pomieszczeniu i ma jednogłośnie wydać werdykt. Jednak jest coś co przyciąga do tego filmu, że ogląda się go z zapartym tchem. Wszystkie elementy budują napięcie. Pogoda, ciasne pomieszczenie, ocenianie młodego człowieka czy jest winny morderstwu dodają klimatu i potęgują różne emocje również w osobie, która jedynie ogląda ten film. 
     Bohaterowie zostali perfekcyjnie wykreowani. Każda z postaci różniła się od siebie nie tylko wiekiem, ale również profesją, ogólnymi poglądami. Nikt nie był taki sam, wszyscy od siebie się na swój sposób różnili. Dodawało to jeszcze tego pewnego "smaczku" i potęgowało pewne napięcie. Aktorzy bardzo dobrze wcielili się w grane role.
     Nie wiem czemu tak długo wzbraniałam się z oglądaniem tego filmu. Wiem, że czasem nie doceniam tego co się podoba większości, jednak w tym przypadku wysoka nota jest na prawdę zasłużona. Jest to jeden z tych filmów, który pokazuje, że nie trzeba ogromnych nakładów finansowych i żadnych fajerwerków by wzbudzić zainteresowanie i stworzyć niesamowity film.
     Moja ocena: 9/10.

piątek, 10 stycznia 2014

'Czarownica' (Bewitched, 2005) - film




Remake serialu telewizyjnego z lat 60-tych opowiadający o perypetiach pewnej zwariowanej czarownicy, Samanthy Stephens, której czary niestety nie działają na kłopoty, jakie ma ona ze swoim własnym mężem. Gdzieś w kalifornijskiej San Fernando Valley, Isabel (Nicole Kidman) usiłuje odmienić swoje życie. Naiwna i pełna dobrych intencji czarownica pragnie wyrzec się nadprzyrodzonych mocy, jakimi została obdarzona i prowadzić “normalne” życie. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, Jack Wyatt (Will Ferrell) przystojny, czarujący aktor usiłuje ponownie wrócić na ścieżkę kariery. 






     Każdy student zrozumie, że aktualnie występuje intensywny początek sezonu nauki do zaliczeń, zerówek, egzaminów, pisania prac licencjackich/magisterskich i innych podobnych zaliczeń. Tak więc potrzebowałam raczej czegoś mniej ambitnego niż literatura ustaw na temat podatków, kosztów nie stanowiących przychodu, integracji rynków finansowych czy rachunku kosztów.
     Ogólnie chyba ostatnio nie mam zbyt dobrego trafu do dobrych filmów. Znów trafił mi się bardzo przeciętny film, który można raczej oglądać jednym okiem aniżeli skupiać na nim całą swoją uwagę. Pomimo obejrzenia tego filmu poprzedniego wieczoru znów niewiele z niego pamiętam. Było coś o czarownicy, która miała zagrać w serialu rolę... czarownicy. Niestety więcej mało pamiętam. Jedynie jestem świadoma, że wystąpił znów typowy schemat "hollywoodzkiej" komedii romantycznej... "niby śmiesznie, śmiesznie, następuje coś złego, ale na koniec się pogodzili, zakochali w sobie i żyli długo i szczęśliwie". Pomimo potrzeby czegoś mało ambitnego ten film nie należał do bardzo dobrych, trafiających w moje potrzeby. 
     Film oglądałam na polskiej stacji - Polsacie. Jak większość prawdopodobnie wie irytujące były długie reklamy, jednak to nie wpływa na ocenę filmu (tylko ewentualnie stacji) ;). Co do obsady aktorskiej - Kidman i Farrell są stosunkowo dobrymi aktorami, którzy mogą przyciągnąć ludzi przed ekran. Niestety dla mnie są raczej przeciętni, aniżeli wspaniali w tym fachu. Muzyka czasami przypominała mi raczej serial CSI czy inne seriale. Co do scenerii i reszty też było średnio. Nie było pięknych widoków, czy elementów, które z chęcią przyciągałyby do oglądania. 
     Raczej nie mam ochoty do powracania do tego filmu. Miły dla rozluźnienia, jednak nie jest to film dla, którego warto poświęcać całą swoją uwagę. Do prasowania, gotowania czy innych czynności, jako film w tle bardzo dobry ;).
     Moja ocena: 5/10

niedziela, 5 stycznia 2014

'Larry Crowne - uśmiech losu' (Larry Crowne, 2011) - film










 Larry niespodziewanie traci pracę, a na dodatek zostawia go żona. Postanawia więc wrócić do college'u, gdzie poznaje nietuzinkową nauczycielkę i uczy się na nowo cieszyć życiem. 











     Jako, że Tom Hanks jest dobrym aktorem, miałam ochotę zobaczyć również jak sprawdzi się w roli reżysera. Niestety spotkało mnie pewne rozczarowanie...
     Fabuła - nie do końca jestem pewna czy ten film przedstawia jakąś konkretną historię. Obejrzałam tę produkcję kilka godzin temu i nie jestem już w stanie określić o czym te ponad 90 minut było... Według filmwebu jest to dramat / komedia obyczajowa. Ani tego, ani tego elementu niestety nie dostrzegłam podczas oglądania. Ot, taka historyjka na rozluźnienie. Osobiście nic nie wyniosłam z tego filmu.
     Obsada aktorska - chyba jedyny element, który jest głównym czynnikiem podwyższającym ocenę końcową filmu.Tom Hanks (jako aktor) oraz Julia Roberts jak zwykle bardzo dobrzy w swoim zawodzie. Muzyka, scenariusz i cała reszta - bardzo przeciętna. 
     Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś lepszego. Sama nie wiem, ale po obejrzeniu czuję pewien niedosyt. Chciałam pisać lepsze recenzje na tym blogu, jednak w tym wypadku sama nie wiem co mam jeszcze dodać. Całość jest po prostu przeciętna...
     Moja ocena: 5/10

wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie 2013 roku + życzenia noworoczne

Jak wiadomo zbliża się koniec roku, dziś sylwester i niedługo większość z nas będzie w bardziej lub mniej huczny sposób świętować. Jednak dla mnie dzisiejszy poranek to możliwość podsumowania czytelniczego oraz filmowego całego mijającego roku. 



Na pierwszy rzut idą "statystyki" czytelnicze:
- liczba przeczytanych książek: 52 (w poprzednim roku jedynie 27).
- liczba stron: 17 544 (co daje średnio na jedną książkę ok 337,38 stron ;))

     Książką, która najbardziej mi się spodobała jest "Katedra w Barcelonie". Pomimo stosunkowo dużych gabarytów jest na prawdę świetną i godną polecenia książką. Innym pozycjami, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie są: "Kapitan na służbie" Richard Phillips, Stephan Talty, "Emma i ja" Elizabeth Flock oraz "Dom cudzych marzeń" Philippa Gregory.
     Największym odkryciem tego roku jest dla mnie autorka Erica Spindler. Jej książki mają w sobie coś przyciągającego do siebie. Również w zbliżającym się 2014 roku chciałabym przeczytać kolejne jej pozycje :).
     Natomiast najsłabszą książką, jaką przeczytałam w tym roku jest pozycja "Nie dla mięczaków" Moniki Szwai oraz "Imię i nazwisko zastrzeżone" Jane Sigaloff. Może ja po prostu mięczak jednak jestem :). 
     Jestem bardzo szczęśliwa, gdyż udało mi się chociaż jedno postanowienie noworoczne wykonać - a mianowicie "Przeczytać 52 książki albo chociaż więcej niż w 2012 roku". 


Teraz czas na statystyki filmowe :)
- liczba obejrzanych filmów: 27 (w poprzednim roku tylko 10)

     Najlepszy film, który obejrzałam to ekranizacja książki - "Kapitan Phillips" oraz "Grease". Oba wywarły na mnie ogromne wrażenie (co prawda en drugi obejrzany już chyba n-ty raz :)). W sumie dobrym filmem, który jeszcze widziałam a jest wartym wspomnienia to "Cast Away - Poza Światem".
     Najsłabszy obejrzany film w tym roku? Będą aż trzy, które przychodzą mi od razu na myśl, a mianowicie: "Amerykańskie ciacho", "Witaj w domku dla lalek" oraz "Gazu, mięczaku, gazu".


Wyzwania

     Brałam również udział w dwóch wyzwaniach w tym roku (2013) - "Z półki" oraz "52 książki". O tyle, o ile to drugie wyzwanie udało mi się "zrobić" równo w 100% to wynik z pierwszego, "Z półki", jest trochę naciągany. 
     Udało mi się akuratnie przeczytać w tym roku 52 książki. Natomiast w wyzwaniu z półki teoretycznie przeczytałam 8 książek, w którym przyjęłam poziom 2, czyli od 5 do 10 książek. Tak na prawdę, z własnych książek przeczytałam jedynie 5 (czyli bodajże górna granica pierwszego poziomu), a pozostałe 3 są to egzemplarze recenzenckie, które dostałam już w tym roku. Żeby na prawdę "zaliczyć w 100%" to wyzwanie powinnam przeczytać jeszcze jedną pozycję z własnej półki, która od roku lub dłużej zalega u mnie na półce i czeka na swoją kolej. Ale bądźmy dobrej myśli i przyjmijmy jednak, że zadanie zaliczone. Może w przyszłym roku wynik nie będzie tak naciągany ;).

     Jak widać udało mi się poświęcić więcej czasu na szeroko rozumianą kulturę :). Mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy. Osobiście chciałabym przeczytać więcej pozycji zaliczanych do tzw. klasyki. 

      Chciałabym Wam złożyć najszczersze życzenia. UDANEGO SYLWESTRA I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :)!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Stos 8/2013 -> ostatni już w tym roku

Oto pozycje, które pojawiły się u mnie jeszcze w tym roku - 2013, a nie było ich na poprzednich stosikach. Część już przeczytana dopiero niedawno, inna wcześniej, a jeszcze inne dopiero czekają na przeczytanie.



- "Zmysł zabijania" P. D. James - zakup własny
- "Kapitan na służbie" Richard Phillips, Stephan Talty - egzemplarz recenzencki
- "Zoli" Colum McCann - zakup własny
- "Ołtarz kości" Philip Carter - zakup własny
- "Zamknij się! (...)" Larry Winget - egzemplarz recenzencki
- "Ludzie to idioci" Larry Winget - egzemplarz recenzencki 

Pod choinką znalazłam również kalendarz książkowy "Rok dobrych myśli" Beaty Pawlikowskiej, który niestety nie załapał się na zdjęcie. 

sobota, 28 grudnia 2013

"Ludzie to idioci!, czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenie i jak to zmienić" Larry Winget

Masz plan na osiągnięcie sukcesu? 
Jeżeli nie, to właśnie nadszedł czas na jego stworzenie!
Wszyscy mówią, że chcieliby odnieść sukces. Mieć więcej pieniędzy, lepszą pracę czy być zdrowszym. Niestety tylko niektórzy rzeczywiście robią coś, aby to osiągnąć. Większość chciałaby mieć wspaniałe dzieci, ale nie znajduje czasu aby z nimi porozmawiać. Inni kupują niepotrzebne rzeczy, aby potem martwić się, że brakuje im pieniędzy. Larry Winget, autor bestsellera "Zamknij się! Przestań narzekać i zacznij żyć!", pokazuje jak pożegnać się ze złymi nawykami które hamują nas na drodze do lepszego życia. Sukces nie jest łatwy do osiągnięcia, ale każdy może zmienić swoje życie, zasady są proste. Trzeba tylko wyeliminować "czynnik głupoty" i zacząć działać.
Larry Winget, autor bestsellerów z listy New York Timesa, pokazuje jak sabotujemy swój sukces i proponuje proste rozwiązania, aby to zmienić! 
Tył książki


Autor: Larry Winget
Tytuł oryginalny: People are idiots and I can prove it
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mokrzycki Leszek
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 224


      "Ludzie to idioci (...)" to kolejna książka napisana przez Larryego Wingeta, która znalazła się w moich łapkach. Jak wiadomo niedługo zbliża się nowy rok, tworzenie nowych list z postawieniami noworocznymi. Trzeba się więc przygotować aby w tym nadchodzącym roku nie tylko stworzyć ową listę - ale dodatkowo być w stanie ją spełnić i wiedzieć jak się za to zabrać! 
     Tematyka tej książki na pierwszy rzut oka może wydać się dziwna. "Ludzie to idioci (...)"? Trzeba jednak przyznać, że wyrazisty kolor okładki oraz tytuł może przyciągnąć wzrok czytelnika. To czy przejdziemy jednak obojętnie czy się nią zainteresujemy i jak ją "odbierzemy" to już tylko i wyłącznie nasze poczynania :). Co do treści miałam ogomny dylemat jak powinnam ją ocenić. Występuje w tej pozycji wiele elementów z książki tegoż autora "Zamknij się! (...)", którą przeczytałam niedawno. W sumie wiele innych fragmentów również pochodzi z innych książek tego autora. Oceniać ją jako odrębną pozycję? Jednak postanowiłam oceniać tą książkę jako "podsumowanie" (w sumie inne jego książki wyszły wcześniej), ewentualnie "prolog" (co bardziej by mi odpowiadało). Co do treści ta pozycja bardziej mi pasuje aniżeli poprzednia książka. Więcej jest przeniesionych przyziemnych porad, dodanych wiele nowych, które wydają się bardziej realistyczne w wykonaniu. Ta pozycja wydaję się bardziej konkretna. Jeśli chciałoby się rozwinąć dany problem - autor podaje książki w których można znaleźć więcej informacji na owy temat.
     Styl autora specyficzny. Czy jego język jest aż taki cięty, jak w opisach o nim z tyłu książki? Osobiście znam osoby, które dobitniej (co nie znaczy, że np. więcej przeklinają bo dużo osób niestety to ze sobą myli) się wyrażają więc aż tak bardzo nie robi na mnie wrażenia. Może na osobach mających małą styczność ze światem hmm... realnym? będzie odpychać. Jednak mi nie przeszkadza już sposób pisania jego książek. 
     Teraz pora napisać co nieco na temat wydania. W poprzedniej pozycji było o tym aby nie narzekać. Jednak muszę! Na okładce pełen polski! tytuł to "Ludzie to idioci!, czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenie i jak to zmienić" (nie mnie oceniać jakoś tego tłumaczenia z "People are idiots and I can prove it"). Jednak jak się raz przyjęło takie tłumaczenie tego tytułu to dla mnie powinno być ono używane konsekwentnie. Niestety już na stronie 20 tej książki można znaleźć prawidłowe tłumaczenie tytułu, które jest odmienne z wykorzystanym na okładce - tyle, że nie ma żadnej wzmianki o tym dlaczego raz tak jest  tłumaczone a raz inaczej w odniesieniu do jednej i tej samej książki. Kolejny, tym razem dużo mniejszy błąd wkradł się na stronę 191 w pierwszym podpunkcie - brak myślnika przy przenoszeniu końcówki słowa "znajomych". Akurat w przypadku takich poradników zawsze mam długopis i karteczkę obok siebie na której notuje nie tylko te listy itp. które radzą robić autorzy ale również właśnie takie konkretne błędy... Cała reszta w wydaniu bez zarzutu. 
     Czy książka rzeczywiście coś pomoże w życiu? Na to pytanie odpowiem dopiero za jakieś 10 lat i jeśli po zastosowaniu tych rad będę zdrowa, szczęśliwa i bogata to można będzie uznać ją za na prawdę boski poradnik. W tym momencie mogę napisać, że ten poradnik wydaję się jednym z bardziej sensownie napisanych, który chociażby zachęci nas do robienia czegoś ku lepszemu życiu.  
     Moja ocena: 8/10

Osobiście dodam jeszcze dwa cytaty z książki, które opatrzę swoim własnym komentarzem. Za wszelkie pretensje co do nich kierować tylko do mnie :). 

"Udowodniono, że zwykła woda w kranie jest tak samo czysta jak woda butelkowana."
To zapraszam na degustację wody z kranu w Polsce :D. Hmm... a tak na serio, może woda w kranie w Ameryce jest dużo lepsza aniżeli u nas. Nigdy tam nie byłam ale naszą "kranówę" boję się pić ;).

"Lepiej się rozczarować spodziewając się wiele, aniżeli niczego nie oczekiwać i nic nie dostać." ** 
Mam bardzo podobne podejście. Niestety niektórzy (najczęściej najbliżsi) to krytykują i się im takie zachowanie nie podoba. Może dlatego, że i wobec nich mam duże wymagania?
Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję: 
Wydawnictwo Druga Strona
 oraz 
 
* L. Winget, Ludzie to idioci! (...), Wydawnictwo Druga Strona, Warszawa 2013, s. 32.
** Tamże, s. 69.

czwartek, 26 grudnia 2013

"Lekcje Madame Chic" Jennifer L. Scott


 



Jennifer wyjechała do Francji jako pozbawiona dobrych manier nieokrzesana Amerykanka, przedstawicielka pokolenia "wszechobecnego luzu i chipsów". Do Kalifornii wróciła już jako dama czerpiąca z życia wszystko, co najlepsze. 
Okazuje się, że każda z nas może wyglądać jak milion dolarów, uwodzić, być ikoną stylu i szyku. Mieszkając przez wiele miesięcy z tradycyjną francuską rodziną, młoda bohaterka przeszła prawdziwą metamorfozę. 
Chciałabyś przeżyć to samo? Madame Chic zaprasza do lektury. 
Tył książki







Autor: Jennifer L. Scott
Tytuł oryginalny: Lessons from Madame Chic
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Sak Anna, Sobolewska Agnieszka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 296



     Jako, że w okres świąteczny chce raczej wypocząć aniżeli "męczyć" się z bardzo ambitnymi książkami poszukiwałam czegoś niezobowiązującego. Wpadła mi w ręce oto właśnie ta książka - "Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu". Na początku podeszłam dość sceptycznie - kolejny poradnik pod rząd? Jednak zupełnie nie żałuję czasu poświęconego na tą pozycję. 
     Rady przedstawione w tej pozycji są na prawdę sensowne, opisane w ciekawy sposób. Wszystkie rady poparte są sensownymi argumentami czy opowiastkami o rodzinie u której autorka się zatrzymała podczas wymiany studenckiej (czy jak to się fachowo nazywa?). Nie były to rady wzięte z kosmosu tylko porady, które jesteśmy w stanie zastosować we własnym życiu. Nawet pomysł posiadania tylko dziesięciu elementów garderoby (bez dodatków, butów, płaszczy, topów itd.) nie wydaje się po przemyśleniu taki straszny (...a później spojrzałam na swoją szafę :P). 
     Styl autorki bardzo lekki i przyjemny. Pomimo zaklasyfikowania tej pozycji jako poradnik czytelnik nie odczuwa podczas czytania pewnej presji jaka występuje przy innych pozycjach tego typu (albo ja mam zawsze dziwne przeczucie, że powinnam wynieść z takich książek jak najwięcej, najlepiej od razu całą zastosować w swoim życiu :)). Dzięki stylowi, sposobowi przedstawienia czytanie było wielką przyjemnością i odpoczynkiem. Nie było żadnych nakazów aby robić wszystko to co każe autorka. Co prawda są porady ale nie czuje się tej niekiedy uciążliwej presji.
     Szczerze polecam tą pozycję. Moim zdaniem każda kobieta powinna ją przeczytać, ewentualnie bardzo podobną do tej i wprowadzić niektóre porady (wedle uznania które :)) do swojej codzienności. O ile piękniejsze dzięki temu może stać się nasze życie :). 
     Moja ocena: 9/10.

środa, 25 grudnia 2013

"Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć!" Larry Winget

 


Życie źle cię traktuje?
Pora zacząć je zmieniać!
Książka ta nie jest gotową receptą na osobiste szczęście i sukces zawodowy. Jej autor rozprawia się z czytelnikiem w dość bezpardonowy sposób. Pisze wprost, że jeśli jesteś niezadowolony ze swojego życia, to winę za to ponosisz Ty sam. Nikt nie rozwiąże za ciebie twoich problemów. Sam musisz sobie z nimi poradzić. Rusz tyłek i bierz się do roboty. Tylko w ten sposób możesz osiągnąć sukces, zarobić więcej pieniędzy i zacząć cieszyć się życiem. 
Larry Winget uważa, że wszystko wokół dzieje się lepiej, gdy sami stajemy się lepsi. Jego język jest ostry jak brzytwa, a obserwacje i osądy bezkompromisowo nakierowują na dobrą drogę. 
Tył książki




Autor: Larry Winget
Tytuł oryginalny: Shut up, Stop Whining and Get a Life
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mokrzycki Leszek
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 248



     Po tytule książki miałam nadzieję na książkę, która na prawdę dość mocno mną potrząśnie. Język miał być ostry, brak popierania każdego zachowania tylko mocne słowa, które będą tym kopniakiem do nowego, lepszego życia.
     Czytając tą pozycję, przynajmniej na początku z wielkim zapałem, oczekiwałam na ten ostry język i rady które mną potrząsną. Z niektórymi poradami autora zupełnie się nie zgadzam, nie są one jak dla mnie realne, raczej niemożliwe do wykonania w Polsce. Czuć tutaj bardziej "zamerykanizowane" podejście, którego niestety wszędzie nie da się wykorzystać. Irytujący był jeszcze fakt, że autor raczej na siłę w niektórych momentach chciał być wredny i złośliwy. Nie wychodziło mu to zbytnio, gdyby nie pisał ciągle uwag typu "uwaga będę wredny i się zdenerwujesz" to nie wiedziałabym gdzie znaleźć ten jego "cięty język". Czasem większego "kopniaka" dostaje od rodziców ;).
     Żeby jednak nie było, ze w książce są tylko minusy, trzeba jednak napisać również o plusach, bo książka złem zupełnym nie jest :). Autor pisze przynajmniej wszystko to co myśli, nie owija w bawełnę i jest z czytelnikiem szczery. Nie obraża człowieka, tylko pewne jego zachowania. Z chęcią bym się kiedyś spotkała i podyskutowała z autorem - chociaż nie wiem jak długo bym wytrzymała w jego towarzystwie. Pewne rady rzeczywiście mogą okazać się pomocne. Większość z nas prawdopodobnie miała by już problem na samym początku - "przestań narzekać". Narzekanie na wszystko wydaje mi się takie typowo Polskie. Wszędzie każdy (w sumie pewnie i ja ;)) narzeka na wszystko co się da (chociaż politycy i NFZ to niekończące się tematy na które zapewne zawsze będzie można narzekać o ile wspólnie się czegoś nie zmieni). Ogólnie autor zwraca na jeszcze inne aspekty, nad którymi powinniśmy się zastanowić jeśli chcemy cokolwiek zmienić w swoim życiu. Czy rzeczywiście zadziała? Zobaczymy w przyszłości, ale na pewno pozycja dała mi więcej do myślenia na końcówkę roku i prawdopodobnie okażę się pomocna w tworzeniu postanowień noworocznych :).
     Dość specyficznym elementem książki, który może szybko zrazić czytelnika może być język jakim pisze autor. Jednak po pierwszych kilkunastu stronach można się w miarę sprawnie do sposobu wyrażania autora przyzwyczaić i szybko przeczytać pozycję. Chyba, że niektórych za mocno zaboli prawda, która w niektórych momentach jest brutalnie przedstawiona. Niektóre poglądy mi się zupełnie nie podobały, nie zgadam się z nielicznymi ale niektóre rzeczywiście w czułe punkty mnie dotknęły ;).
     Podsumowując książka zawiera cenne rady jak polepszyć swoje życie. Nie wszystkie uda nam się wprowadzić w nasze życie ale przynajmniej wskazuje w czym tkwi problem. Na pewno niektóre elementy przydadzą się każdemu, kto chce wprowadzić pewne zmiany w swoje życie. Jeśli jesteś w zupełności tak na prawdę szczęśliwy - to nie powinien Cię zaintrygować nawet tytuł. Jednak jeśli tu jesteś to polecam lekturę :). 
     Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuje:
 Wydawnictwu Druga Strona: 
 oraz

piątek, 13 grudnia 2013

'Nostalgia anioła' (The Lovely Bones, 2009) - film


 
Susie Salmon zostaje brutalnie zgwałcona i zamordowana przez swojego sąsiada. To, co się dzieje po jej śmierci, obserwuje z nieba. Spoglądając w dół, snuje głosem czternastolatki powieść koszmarną, ale też pełną nadziei. Przez długie tygodnie po swojej śmierci Susie obserwuje życie, które toczy się już bez niej – przysłuchuje się pogłoskom na temat swojego zniknięcia, współczuje rodzicom, którzy ciągle wierzą, że córka się odnajdzie, obserwuje, jak ten, który ją zamordował, zaciera ślady zbrodni, widzi jak małżeństwo jej rodziców rozpada się, ojciec obsesyjnie pragnie zemsty, a siostra staję się osobą zupełnie obcą.






     Po przeczytaniu kilka miesięcy temu książki "Nostalgia anioła" autorki Alice Sebold z chęcią obejrzałam również i film, który powstał na jej podstawie. Z nadzieją, że jednak mogą powstać dobre ekranizacje (chociażby "Kapitan Phillips") oczekiwałam na naprawdę dobrej produkcji. Jednak znów moje oczekiwania nie zostały spełnione.
     Fabuła została wystarczająco opisana w tekście na stronie filmweb.pl. Osobiście nie wiem co od siebie więcej dodać. Chyba jedynie to, że było kilka nieścisłości z książką. Ale zauważyłam, że na prawdę rzadko która ekranizacja pokrywa się z moimi wyobrażeniami (chociaż są, nieliczne ale są, ekranizacje, które mi się rzeczywiście podobają). Dla mnie dziwne były sceny, które były z perspektywy głównej bohaterki w Niebie. Moje wyobrażenia były zupełnie odmienne. Niektóre sceny zupełnie inaczej przedstawione aniżeli w książce... Nie wiem czy kogokolwiek to dziwi, ale ja zawsze się łudzę, że moje jednak będzie chociażby dobrze odwzorowane (nie mówiąc o bardzo dobrym czy rewelacyjnym) :).
     Bohaterowie - tutaj akurat aktorzy dali radę. Nie widziałam rażącego braku umiejętności gry aktorskiej, która zraziłaby odbiorcę filmu. Muzyka oraz sceneria dobrze dobrana do tematyki filmu. Aczkolwiek było coś czego mi zabrakło podczas oglądania...
     Szczerze powiedziawszy spodziewałam się trochę lepszego filmu. Nie jest to zupełnie zła produkcja aczkolwiek nie do końca "zaspokoiła" moje potrzeby po przeczytaniu książki :). Wiem, że recenzja jest niezbyt treściwa aczkolwiek mam tak mieszane odczucia, że sama nie wiem co dodatkowo powinnam jeszcze ująć. Film zły nie jest, jednak nie zachwycił... Chyba po prostu nie wpasowałam z tematyką filmu do aktualnych moich "potrzeb" filmowych ;).
     Moja ocena: 7/10

niedziela, 8 grudnia 2013

'Cast Away - poza światem' (Cast Away, 2000) - film









 W wyniku katastrofy lotniczej inżynier firmy kurierskiej trafia na bezludna wyspę, gdzie musi przeżyć.












     Ostatnimi czasy więcej czasu poświęcam na oglądanie filmów czy seriali aniżeli czytanie - wynika to z faktu, że zbliża się powoli okres zaliczeń. Łatwiej mi jest np. zapauzować film aniżeli oderwać się od książki (może chociaż część osób to zrozumie ;)). I tym razem padło na kolejny film z Tomem Hanksem w roli głównej.
     Historia teoretycznie mało skomplikowana ale film tak skonstruowany, że i wzruszająca. Po wypadku samolotu inżynier Chuck Noland trafia na bezludną wyspę, na której spędza kilka lat. Film oglądałam z ciekawością, nie było co prawda strasznych zwrotów akcji ale utrzymany był w pewnym jednolitym napięciu. Końcówka filmu, przynajmniej dla mnie, wzruszająca. 
     Tom Hanks jak zwykle bardzo dobrze wypadł w tym filmie. Jak dla mnie to jeden z lepszych aktorów. Co prawda nie obejrzałam oszałamiająco dużej liczby filmów, aczkolwiek jeszcze nie zawiodłam się na żadnej produkcji z tym aktorem :). Helen Hunt w roli Kelly Frears również mi się podobała. "Ogólnie rzecz biorąc" obsada aktorska bardzo dobrze dobrana. 
     Sceneria, muzyka i wszystko inne tworzyło sensowną całość, która dała możliwość przyjemnego spędzenia dwóch godzin. (pomijając dręczące wyrzuty sumienia - zamiast pisać pracę magisterską oglądam filmy ;)). 
     Podsumuję krótko i zwięźle - szczerze polecam :).
     Moja ocena: 8/10.

A tak oto będę prawdopodobnie wyglądać jak wreszcie napiszę kolejny rozdział magisterki :D.

czwartek, 5 grudnia 2013

"Zimny dzień w Raju" Steve Hamilton



Nosi kulę tuż przy sercu. A w sercu obraz tamtej nocy. Kiedy siedział naprzeciwko szaleńca i nie zrobił nic. Szaleniec strzelił. Zabił jego partnera, a jego trafił o centymetr nad sercem.
Od tamtej pory Alex nie jest już policjantem. Nie robi nic ważnego. Na próżno szuka spokoju w małym miasteczku wśród lasów Michigan. Po czternastu latach przyjmuje jednak zlecenie jako prywatny detektyw. I w pierwszym śledztwie morderca - jego morderca - powraca. A przecież od lat siedzi w najbardziej strzeżonym więzieniu. Kto więc osacza Alexa, telefonuje, przysyła listy i róże? Kto usiłuje nawiązać przerażającą, chorobliwą więź z Alexem? I kto zabija, jak twierdzi... dla Alexa? 


Tył książki




Autor: Steve Hamilton 
Tytuł oryginalny: A Cold Day in Paradise
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Kędzierski Sławomir
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1998
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron:  240



     W ramach wyzwania "Z półki" oraz chęci przeczytania kryminału sięgnęłam po tę pozycję. Przeczytałam już jedną pozycję tego autora. Jako, że niezbyt mi się tamta książka spodobała, nie spodziewałam się i w tej pozycji fajerwerków. I dlatego też może się nie zawiodłam. 
     Fabuła średnia - historia byłego policjanta, który został czternaście lat wcześniej postrzelony i nagle pojawia się ktoś kto morduje innych ludzi, podszywając się pod osobę która strzelała do policjanta. Całość przedstawiona w dość mało interesujący sposób. W przypadku kryminałów mam nadzieję, że będzie choć trochę trzymać w napięciu. Niestety tutaj tego nie znalazłam. Intryga zbytnio nie wyszła, raczej powiewało zimną nudą aniżeli miałabym czytać z wypiekami na twarzy czekając czym autor zaskoczy na następnej stronie.
     Bohaterowie nijacy. Z poprzedniej książki tego autora nie pamiętam żadnych poza główną postacią. Obawiam się, że i w tym przypadku zbyt długo nie będę ich pamiętać. Przynajmniej nie będę ich rozpamiętywać zbyt długo i zaprzątać głowy przed następną lekturą. Nie oczekiwałam wiele i wiele nie dostałam. Mało zróżnicowanych bohaterów, wszyscy stworzeni raczej na "jedno kopyto".
     Wydanie - akurat cały jeden element, który mogę ocenić pozytywnie. Wszystko było dobrze rozplanowane na stronie, nie znalazłam rażących błędów jak to ostatnimi czasy miało miejsce w innych pozycjach. Wielkość czcionki, biel stron była odpowiednia do czytania bez męczenia oczu, zarówno w dzień jak i wieczorami.
     Dla rozluźnienia po ciężkim dniu można przeczytać. Jednak nie jest to pozycja, którą będę gorąco polecać. Zniechęcać w zupełności też nie zamierzam. Decyzję czy chcecie się zaznajomić z tą pozycją pozostawiam tylko i wyłącznie Wam. Na pewno można znaleźć w tym gatunku dużo lepsze jak i dużo gorsze pozycje. Nie miałam wielkich nadziei co do tej książki i na razie nie zmienia się moje podejście do tego autora.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 4 grudnia 2013

'Kapitan Phillips' (Captain Phillips, 2013) - film






To historia uprowadzenia w 2009 roku przez somalijskich piratów kapitana Richarda Philipsa, który dowodził transportowcem MV Maersk Alabama. Kapitan, oddał się w ręce piratów w zamian za gwarancję bezpieczeństwa dla załogi. Został odbity przez oddziały amerykańskie kilka dni później. To pierwszy od 1815 roku przypadek, kiedy to amerykański statek został porwany przez piratów.
 







     Na film poszłam dopiero wczoraj do kina z koleżanką. Po przeczytaniu książki miałam nadzieję, że film spodoba mi się chociaż w takim samym stopniu co lektura. I się nie zawiodłam :). 
     Film opowiada o porwaniu tytułowego Kapitana Richarda Phillipsa przez somalijskich piratów. Nie wiem czy wypada to napisać ale sama historia jako taka mi się podobała. Niestety szkoda, że wydarzyła się naprawdę. Dla niektórych może to dodawać pewnego "smaczku" - mnie raczej ten fakt przeraża. 
     Tom Hanks w roli głównej na prawdę dobrze się spisał. Może to siła perswazji (na okładce książki był "plakat" filmu) więc może od razu czytając widziałam go w tej roli ;). Nawet aktorzy grający somalijskich piratów 'wczuli się' w rolę dopełniając 'moją' wizję bohaterów :P.
    Co do samego wykonania produkcji - odnotowałam kilka nieścisłości pomiędzy książką a filmem. Wiem, że ciężko jest oddać zupełnie treść i zrobić z tego film aby ludzie chcieli iść do kina, jednak i tak dużo obcięli treści książki. Można by chociaż oczekiwać, że zachowają pewne fakty z tego co jednak wzięli pod uwagę. Nie pasował mi chociażby czas przez który tytułowy bohater był związany - w filmie dopiero pod koniec, w książce niestety dłużej. Muzyka akurat dobra - budowała napięcie. Sceneria - jak to sceneria w tej historii. Gdyby kręcili na lądzie to wtedy bym się przyczepiła :). 
     Podsumowując - nie żałuję wydanych pieniędzy na bilet w kinie na ten film. Szczerze polecam obejrzenie tej produkcji :). 
     Moja ocena: 9/10

czwartek, 28 listopada 2013

'Życie, którego nie było' (The Forgotten, 2004) - film






Matka, której 8-letni syn zaginął podczas katastrofy lotniczej, szuka pomocy u psychiatry. Podczas terapii dowiaduje się, że jej wspomnienia są tylko projekcją umysłu, a jej syn nigdy nie istniał. Kiedy spotyka mężczyznę podobnie doświadczonego przez los, utwierdza się w przekonaniu, że za zniknięciami dzieci kryje się tajemnica, którą wszyscy za wszelką cenę chcą zatuszować. 










     W chwili przerwy pomiędzy kolejnymi próbami pisania następnych prac zaliczeniowych na studiach miałam ochotę na obejrzenie dobrego dramatu. Na moje nieszczęście padło oto na ten film. Zabierałam się, jak to zwykle u mnie bywa, dość długo. I chyba w tym przypadku by było lepiej gdybym do niego nie przysiadła... 
     Czytając zarys fabuły miałam nadzieję na coś podobnego raczej do "Oszukanej" z Angeliną Jolie w roli głównej. Niestety tak pięknie to jest tylko w opisie. 8-letni chłopczyk wraz z innymi dziećmi zaginął, a po jakimś czasie wszyscy wokół jednogłośnie twierdzą, że dzieci w ogóle nie istniały. Już po około 30 minutach wkracza absurdalny wątek, który został dalej pociągnięty. Mowa tutaj o kosmitach, którzy "maczali w całej palce". Jakoś zbytnio nie trawię tego klimatu filmów z istotami obcymi, tak samo jak aktualnie wszechobecnych wampirów. Osobiście dla mnie ciekawsze by było gdyby pociągnęli wątek np. z jakąś chorobą psychiczną głównej bohaterki czy chociażby poprzestali na dziwnych działaniach rządu. Stanowczo bez wątku kosmitów. 
     Obsada aktorska jest tutaj chyba jedynym pozytywnym akcentem, który dodaje jakiekolwiek punkty w końcowej ocenie. Julianne Moore, wcielająca się w Telly Paretta, oraz Dominic West jako Ash Correll podołali zadaniu. Podobali mi się oni w tych rolach oraz, moim zdaniem, bez nich film byłby już zupełną porażką. 
     Muzyka niestety bez rewelacji. Może sceneria jeszcze dawała radę, jednak pojawiały się jak dla mnie złe ujęcia, które przeszkadzały w odbiorze filmu. Kamera "skakała", filmowała jakby pod złym kątem (może był taki zamiar reżysera, jednak mi przez to źle się oglądało film ;)). Ogólnie, dla mnie, bardzo słabo zrealizowany film.
     Podchodziłam dzisiaj do filmu z wielkim zapałem, odpowiednim nastrojem na dramat a niestety przeżyłam ogromny zawód. W trakcie oglądania opatuliłam się kocem i byłam skłonna usnąć zamiast obejrzeć do końca - jednak czego się nie robi dla wysmarowania złej recenzji :). Podsumowując - można znaleźć bez większych problemów lepszy film w gatunku dramat / thriller, który zrobi większe wrażenie na odbiorcy. Osobiście nie polecam. 
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 17 listopada 2013

"Kapitan na służbie" Richard Phillips, Stephan Talty

 
Dla Richarda Phillipsa, kapitana kontenerowca Maersk Alabama, 8 kwietnia 2009 roku był kolejnym rutynowym dniem pracy – do czasu gdy na pokład statku wtargnęli uzbrojeni somalijscy piraci. Nie spodziewali się ani oporu załogi, ani tego, że kapitan będzie wolał zostać zakładnikiem, niż narazić życie swoich ludzi. Pięciodniową niewolę Phillipsa zakończyła dopiero akcja komandosów Navy SEALs.

Opowieść Phillipsa jest poruszającym świadectwem tego, że człowiek w sytuacji ekstremalnej może wspiąć się na wyżyny siły woli, hartu ducha i poczucia odpowiedzialności za innych, zostać bohaterem. Historię tę czyta się jak rasowy thriller, bije ona jednak na głowę powieści sensacyjne, ponieważ wydarzyła się naprawdę.

Tył książki  




Autor: Richard Phillips , Stephan Talty  
Tytuł oryginalny: A capitan's Duty: Somali Pirates, Navy SEAL's and Dangerous Days at Sea
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Grzegorzewski Piotr, Wróbel Marcin
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 312



     O sytuacji porwania statku przez somalijskich piratów w 2009 roku było stosunkowo głośno. Teraz znów możemy o tym usłyszeć, za sprawą filmu, który wyszedł niedawno do kin oraz książki, dopiero niedawno wydanej w Polsce. Zapewne dopiero za sprawą filmu wzmogło się zainteresowanie tą pozycją wśród polskich wydawnictw, aczkolwiek są jedynie moje skromne przypuszczenia. 
     Kogo macie przed oczami jak słyszycie słowo "pirat"? Mi osobiście przychodzi raczej na myśl Jack Sparrow z buteleczką rumu w ręce. Ewentualnie taki z drewnianym kikutem zamiast nogi, hakiem na ręce, opaską na oku oraz papugą na ramieniu. Niestety w dzisiejszych czasach tak pięknie nie jest. Teraz piraci zamiast butelki z alkoholem trzymają broń. I niestety przejawiają większą agresję. Książka zawiera wspomnienia Kapitana Richarda Phillips'a z porwania statku Maersk Alabama przez somalijskich piratów, oraz przetrzymywania go na łodzi. Historia została ciekawie przedstawiona, były momenty, które mroziły krew w żyłach. Co prawda były też momenty trochę nudne - jednak takich było bardzo mało i nie zniechęcały czytelnika do przerwania pozycji.
Richard Phillips

   

    Bohaterów tak jak w przypadku książki "Wstyd" Laury Walsh nie śmiem oceniać. Książka jest oparta na faktach więc opisują rzeczywiste postacie jakie żyły bądź żyją nadal - chociażby tak jak autor a zarazem główny bohater pozycji Richard Phillips. 
     Styl pisania autora jest przyjazny dla czytelnika. Dzięki temu książkę można wręcz pochłonąć na raz, zakładając, że ma się cały wolny dzień, który możemy poświęcić na relaks. I z jednej strony podczas czytania tej przerażającej historii upragniony odpoczynek możemy dostać - przynajmniej czas poświęcony tej pozycji, przez ciężki styl pisania który nie ma tutaj miejsca, nie jest taką męczarnią jaką musiał przejść sam główny bohater przez te kilka dni.



     Teraz czas ocenić wydanie. Co prawda był jeden mały błąd, co widać na zdjęciu:
Phillips Richard, Talty Stephen, Kapitan na służbie, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2013, s. 183.
Zamiast 'źródło', powinna zostać użyta forma "źródłem". Nie jest to co prawda duży błąd. Prawdopodobnie gdybym zobaczyła takie coś za pierwszym razem nie zwróciłabym większej uwagi, jednak jak w dziesiątej książce z rzędu widzę takie niedociągnięcie, to niestety ciśnienie mi się już podnosi. I padło na wyładowywanie moich frustracji na tą książkę. Wiem, że sama nie piszę idealnie stylistycznie, jednak nie mam za sobą osób odpowiedzialnych chociażby za korektę, i innej masy ludzi, którzy pracują nad książką. Reszta w tej pozycji bez zarzutu - całkiem przyjemnie wydane dla oka. Biel kartek nie bije po oczach, dzięki czemu bez problemu można czytać wieczorami, czcionka dobrze dobrana oraz niedenerwujące skrzydełka książki dzięki czemu okładka szybko się nie zniszczy.
     Podsumowując jest to naprawdę dobra książka. Po jej przeczytaniu z chęcią wezmę kogoś na ten film do kina (możecie się ze mnie śmiać ale nie lubię tam sama chodzić...). Sama historia na pewno na długo pozostanie w pamięci. Zapewne napiszę co dla niektórych błahą rzecz jednak wartą uwagi: gorąco polecam przeczytanie tej pozycji :)!
     Moja ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte. 

poniedziałek, 4 listopada 2013

"Wstyd" Laura Walsh

Laura Walsh to kobieta po przejściach. Śmierć najmłodszej córki była dla niej prawdziwym ciosem; nigdy się z nią nie pogodziła. To wtedy zaczęła staczać się po równi pochyłej. Alkoholizm... lekomania... co jeszcze może ja spotkać? Czy upadek jest ostateczny?
Autor: Laura Walsh
Tytuł oryginalny: Ashamed 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Anna i Tomasz Stankiewicz
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
 Liczba stron: 302



     Jako, że książka należy do serii "historie prawdziwe" miałam nadzieję, na pewną dozę prawdziwych emocji, które mnie głęboko poruszą. W pewnym sensie znalazłam - jednak nie tak intensywne jak bym chciała... 
     W książce została przedstawiona 'prawdziwa' historia, którą przeżyła autorka. W takim wypadku nie śmiem oceniać fabuły. Nie mnie jest dane w tym wypadku poddawać ocenie życie bohaterki. Jednak jak sama zaznaczyła ona na wstępie część ze zdarzeń została pominięta a imiona niektórych osób zmienione. Miałam więc też problem jak gatunkowo zaklasyfikować ową pozycję. Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi miał za złe tego jak to zrobiłam :). Na pewno historia daje wiele do myślenia. A jak wykorzystamy to już indywidualna sprawa każdego z czytelników.
     Bohaterowie - no cóż... tak jak w przypadku fabuły nie jestem pewna jak powinnam oceniać i czy w ogóle powinnam to robić. Osobiście pewne szczegóły chciałabym, żeby bardziej były dopracowane. Skoro autorka jednak nie chciała dodawać nic więcej w swojej historii powinnam się z tym faktem pogodzić. Chociaż pewien niedosyt pozostał.
     Styl autorki - za razem lekki a z drugiej strony i trochę męczący. Nie mogłam szybko "pochłonąć" tej pozycji, nie potrafiłam się do tego zmusić. Chociaż po części może sprawa poruszanego tematu, jednak styl jakim został on przedstawiony też miał pewien swój udział. 
     Pomimo, że wydanie które posiadam zostało wydane w twardej oprawie to inne elementy pozostawiały by trochę do życzenia. Pomimo, że kupiłam książkę (wraz z inną książką) w folii ostatnie strony były na środku trochę rozdarte. Niestety nie miałam możliwości 'przejrzenia' przed zakupem... Znalazły się też pewne niedociągnięcia edytorskie - w pewnych miejscach były słowa napisane z dużej litery, choć nie powinny (na przykład Takie zastosowanie Dużej litery ;)). Do reszty chyba nie mam powodów do narzekania.
     Podsumowując - książka nie należy do najgorszych, czy nawet przeciętniaków, jednak na maksa w mojej opinii również nie zasługuje. Można poświęcić tej pozycji swój czas ale bez nastawienia na wielkie "WOW" i zużycia całego opakowania chusteczek higienicznych na otarcie łez.
     Moja ocena: 6/10.
Related Posts with Thumbnails