piątek, 19 kwietnia 2013

"Złodziej tożsamości" Erica Spindler





Mary Catherine Riggio przeżywa fatalny okres. Jej narzeczony ginie w tajemniczych okolicznościach tuż po uroczystym przyjęciu zaręczynowym. Wkrótce zostaje zabity także jej kuzyn Tommy. Policja znajduje zwłoki młodego informatyka, któremu ktoś skręcił kark i prawdopodobnie zabrał komputer. Lista ofiar pozbawionego skrupułów mordercy wydłuża się, a śledztwo wciąż tkwi w miejscu. Komisarz Kitt Lundgren oraz jej partnerka Mary Catherine Riggio z Wydziału Zabójstw w pościgu za bezwzględnym psychopatą wkraczają do świata wirtualnej rzeczywistości. Tu nigdy nie wiadomo, kto jest kim i kogo właśnie obserwuje. 
Tył książki





Autor: Erica Spindler
Tytuł oryginalny: Breakneck
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Madejski Radosław
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 456



     "Złodziej tożsamości" to już druga, po "Krwawym winie" przeczytana przeze mnie powieść tej autorki. Spodziewałam się dobrze skonstruowanego kryminału. I nie zawiodłam się. Zarówno ta, jak i poprzednia książka pani E. Spindler przypadła mi do gustu. 
     Główna bohaterka Mary traci swojego ukochanego narzeczonego Dana oraz lubianego kuzyna. Prawdopodobieństwo, że zabił ich ten sam mężczyzna jest wysokie. Dochodzą jeszcze kolejne zbrodnie, wykonane w podobny sposób. Mary Catherine Riggio wraz ze swoją partnerką, komisarz Kitt Lundgren, próbują odnaleźć sprawcę. Jednak same mogą być w niebezpieczeństwie... Dla mnie fabuła tej książki jest bardzo dobra. Autorka powieści stopniowo buduje napięcie wprowadzając nas we wszystkie zbrodnie nie od razu a odpowiednio dawkując emocje. Mi się osobiście nie udało zgadnąć kto za tym wszystkim stoi. Może bardziej wytrawnym osobom, które przeczytały więcej kryminałów w życiu ode mnie by się udało ale ja byłam zaskoczona. Dla mnie w tym przypadku jest to ogromny plus. Wszyscy bohaterowie dobrze nakreśleni, każdy z nich ma swój charakter. Każda osoba przedstawiona w powieści coś do niej wnosi. Całe szczęście nie było żadnych postaci, które występowały tutaj bez żadnego celu. 
     Styl autorki przyjazny dla czytelnika. Język jakim jest pisana owa powieść pozwala w bardzo krótkim czasie pochłonąć tą książkę. Mi się udało w niecałe półtora dnia przeczytać tą pozycję prowadząc 'normalne' życie (czyt. gotowanie, spanie, itp.). Również na plus można by powiedzieć, że są stosunkowo krótkie rozdziały. Jeśli ktoś musi przerwać z jakichś powodów czytanie bardzo łatwo można w takim przypadku odnaleźć miejsce w którym się skończyło. Mnie jednak pochłonęła ta pozycja na tyle mocno, że jedyne przerwy jakie sobie robiłam podczas czytania to właśnie podstawowe czynności typu jedzenie, sen czy zajęcia na uczelni. Jednak nawet podczas tych czynności byłam myślami razem z bohaterami (całe szczęście nie miałam żadnego zaliczenia gdy czytałam tą książkę ;)). 
     Były jednak elementy, które raziły moje oczy. W tym wydaniu roiło się wręcz od literówek. Co prawda łatwo można się było domyślić o jaki wyraz chodzi, nie zmienia to faktu, że w książce, która jest wydawana dużym nakładem (nie jestem pewna czy nie jest mowa nawet o kilku milionowym), takie rzeczy są dla mnie wręcz niedopuszczalne. Wydawnictwu poleciłabym zmianę osoby, która jest odpowiedzialna za korektę tych pozycji, które są przez nich wydawane i sprzedawane. 
     Pomimo tych błędów książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jestem pewna, że przy następnych wizytach w bibliotece będę brała książki Pani E. Spindler i zaczytywała się w nie z wielką przyjemnością. Z czystym sercem mogę polecić tą pozycję każdemu.
     Moja ocena: 8/10.

niedziela, 14 kwietnia 2013

'Moja dziewczyna' (My girl, 1991) - film



Jedenastoletnia Vada Sultenfuss mieszka z owdowiałym ojcem i schorowaną babcią-staruszką. Pan Sultenfuss, właściciel zakładu pogrzebowego zatrudnia nową pracownicę - Shelly DeVoto. Zadaniem tej nieco zwariowanej kobiety jest robienie makijażu nieboszczykom. Samotny i zgorzkniały mężczyzna szybko zakochuje się w Shelly. Córka postanawia zapobiec ewentualnemu małżeństwu taty, gdyż jest o niego zazdrosna. W realizacji planu pomaga jej najlepszy przyjaciel Thomas, z którym Vada spędza wiele czasu.







     Kolejny film obejrzany w tv. Czyli robienie tego czego nie powinnam - zamiast się uczyć spędzam czas nad oglądaniem filmów :). Jest to film, który oglądałam już za czasów dzieciństwa. I gdy tylko mam go okazję obejrzeć w tv robię to. 
     Ciężko jest mi ocenić film, który tyle razy się widziało. Nie tylko jako kilkuletnie dziecko, nastolatka ale również już jako dwudziestokilkulatka. Za każdym razem odbiór filmu jest trochę odmienny, inne elementy fabuły się dostrzega, na co innego zwraca się uwagę. Nie zmienia to faktu, że mam bardzo pozytywne odczucia co do tej produkcji. Ukazuję siłę przyjaźni, miłości. Daje wbrew pozorom do myślenia i małym i dorosłym osobnikom :). 
     Film, który z czystym sercem można polecić do obejrzenia nie tylko całej rodzinie ale też można samemu dla poprawienia humoru oraz uzmysłowienia sobie niektórych elementów, które są ważne w naszym życiu. Ja będę zapewne do tej produkcji powracać, przy każdej okazji jak będzie leciała w TV wynajdę sobie chwilę żeby znów ją zobaczyć. Polecam :).
     Moja ocena: 9/10.

sobota, 13 kwietnia 2013

"Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie" Katarzyna Bosacka



Znana dziennikarka, prowadząca program „Wiem, co jem i wiem, co kupuję” w stacji TVN Style, pewnego dnia postanowiła cudnie schudnąć. O swojej walce z nadprogramowymi kilogramami systematycznie opowiadała w programie „Dzień Dobry TVN”. Pożegnanie z pulpetem nie przyszło łatwo. Kasia musiała się nieźle namęczyć, by osiągnąć upragnioną wagę. Jak jej się to udało? Poprzez zdrowe, mądre odchudzanie, dietę opartą na ogólnodostepnych i tanich produktach oraz rozsądne ćwiczenia. Jeśli należysz do osób, którym kilogramy wymknęły się spod kontroli, dzięki książce „Żegnaj, pulpecie” dowiesz się, jak się ich skutecznie pozbyć.
Tył książki




Autor: Katarzyna Bosacka 
Język oryginalny: polski
Kategoria: Hobby
Gatunek: hobby
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2013
Liczba stron: 128 


     Książka autorstwa Katarzyny Bosackiej, znanej głównie z prowadzonego programu "Wiem, co jem" nadawanego na TVN Style.Teraz wzięła się za pisanie książek. Ta dotyczy odchudzania. Jako, że wreszcie! idzie wiosna trzeba się wziąć za siebie. Osobiście jestem niedoświadczona w tym kierunku i chciałam pogłębić swoją wiedzę na ten temat.
     Katarzyna Bosacka w prosty sposób porusza każdy sposób odchudzania. Znajdziemy w tej pozycji różne praktyczne rady, czego powinniśmy się wystrzegać czy też na co zwracać uwagę podczas odchudzania. Dla mnie, jako osoby dopiero zaczynającej przygodę z odchudzaniem, ta książka ma wiele przydatnych informacji. Zapewne dla osób, które już więcej wiedzą na temat odchudzania, które przeczytały wiele artykułów czy też innych książek na ten temat ta książka może nie wnieść nic nowego. W tej książce bardzo podobały mi się jasno opisane zasady, praktyczne porady na co zwracać uwagę podczas wyboru produktów, które zamierzamy jeść na diecie. Jest również cały rozdział poświęcony przepisom dań, jakie mogą sobie sporządzać osoby na diecie. Szukając w internecie nie zawsze trafi się na takie które na pewną są rzeczywiście przeznaczone dla osób chcących zrzucić parę kilogramów a tutaj są jak znalazł. Od prostych po bardziej wyrafinowane dania. 
     Jeżeli ktoś lubi oglądać program "Wiem, co jem i wiem, co kupuję" oraz sposób w jaki prowadzony jest program spodoba się również styl autorki. Książka jest pisana dość specyficznym stylem. Mi się on jak najbardziej podobał. W sposób jasny oraz śmieszny przedstawiona jest kwintesencja tego co autorka zamierzała nam przekazać. Z tej pozycji zamierzam zapamiętać jak najwięcej. A jeśli będę miała jakieś obawy to zapewne do niej będę wracać. Książka podzielona na kilkanaście rozdziałów. Każdy z nich poświęcony jest konkretnej tematyce. Nie ma tutaj porozrzucanej treści po całej książce tylko wiadomo, co w którym rozdziale się znajduje. Jest to bardzo pomocne w przypadku jeśli będzie chciało się znaleźć konkretną informację na dany temat. 
     Wydanie książki, którą zakupiłam notabene w Biedronce, bardzo przyjazne dla oka. Pomimo dużej ilości obrazków w tej pozycji wszystko zostało tutaj dobrze rozmieszczone, nic nie jest nachalne bądź też rażące w oczy. Nie było w niej błędów ortograficznych czy stylistycznych. Mam nadzieję, że błędów merytorycznych też nie, bo zamierzam zastosować większość rad Pani Bosackiej umieszczonych w tej książce. Jedyne co mi przeszkadzało w tej pozycji to format w jakim została wydana oraz fakt, że przy przewracaniu stron miałam wrażenie, że słyszę jakby 'skrzeczący' klej. Mam nadzieję, że nie rozpadnie się ta książka szybko, bo zamierzam do niej czasami jeszcze zaglądać. 
     Książka jest idealna dla laików, osób zamierzających dopiero wziąć się za siebie i zacząć gubić zbędne kilogramy. Obawiam się, że dla weteranów zdrowego odżywiania nie będzie tu zbyt wiele rad, których by już nie wiedzieli i nie stosowali w swojej codziennej diecie.
     Moja ocena: 9/10

piątek, 12 kwietnia 2013

'Zakonnica w przebraniu' (Sister Act, 1992) - film



Trzeciorzędna barowa piosenkarka Deloris Van Cartier jest przypadkowym świadkiem morderstwa dokonanego przez jej kochanka-gangstera. Niegodziwiec wyznacza nagrodę za głowę swej "ukochanej" więc Deloris musi zniknąć. Dzięki pomocy policji znajduje schronienie w... klasztorze! Od tej pory Deloris - rozrywkowa kobieta, musi nauczyć się żyć wśród zakonnic, co powoduje wiele zabawnych sytuacji. Przemiła komedia dla całej rodziny 
 






     Czy jest ktokolwiek kto nie oglądał, albo chociażby nie słyszał o komedii z odtwórczynią głównej roli, Whoopi Goldberg, "Zakonnica w przebraniu"? Film dość stary (przynajmniej dla mnie, ja osobiście miałam tylko dwa lata gdy ten film miał światową premierę) ale... bardzo dobry. 
     Deloris jest świadkiem zabójstwa. Policja, w ramach ochrony świadków postanawia ją umieścić w klasztorze. No i zaczyna się tak zwana jazda :). Bardzo miło mi się oglądało ten film. Fabuła co prawda nie jest aż tak bardzo powalająca jednak jest to rzeczywiście dobrze zrobiona komedia. Wiele razy sama się uśmiechałam do telewizora. Wiele wesołych sytuacji czy też dialogów stwarzających bardzo przyjazną i radosną całość. Rzeczywiście można rzec, że jest to komedia odpowiednia dla całej rodziny. Brak tu wulgaryzmu, niestosownych wyrażeń, których raczej chcielibyśmy unikać przy małych dzieciach. Nawet reklamy w tv nie były takie straszne podczas oglądania (co prawda leciał na programie "Tv puls" a nie Polsacie czy innym TVNie gdzie reklamy są wiecznością). 
     Obsada aktorska bardzo dobrze dobrana do koncepcji filmu. Dla mnie każdy z aktorów był idealnie dopasowany do swojej roli. Nic nie zgrzytało doprowadzając do szału odbiorcę filmu :). Muzyka bardzo dobra, wszystkie w odpowiednim czasie, budujące odpowiednie napięcie. Jedyne co mi się nie podobało do końca to wykorzystanie wizerunku papieża. Nie wiem dokładnie czy rzeczywiście papież grał w tym filmie czy po prostu kogoś podstawili. Wiem, że nie powinnam się czepiać skoro w filmie tyle przebranych osób za zakonnice ale jednak to mi zgrzytało. Może jestem po prostu dziwna?
     Najkrótszym stwierdzeniem jakim można by podsumować ten film jest "stary ale jary". Mam nadzieję, że nikt za to się nie obrazi :). 
     Moja ocena: 8/10

czwartek, 11 kwietnia 2013

"Dziękuję za wspomnienia" Cecelia Ahern


Ona - Joyce, agentka nieruchomości z Dublina, straciła właśnie nienarodzone dziecko i odeszła od męża. Nagle zaczyna śnić o miejscach, w których nie była, i o ludziach, których nigdy nie widziała. Zna brukowane paryskie uliczki, po których nigdy nie spacerowała, mówi w obcych językach, a każdej nocy śni o dziewczynce z jasnymi włosami.
On - Justin, rozwiedziony ojciec dorastającej córki, przyjeżdża do Irlandii, by wykładać dzieje architektury. Namówiony przez znajomą lekarkę, decyduje się oddać krew. Wkrótce na jego drodze stanie dziewczyna, której los jest nierozerwalnie spleciony z jego. 

Zabawna historia romantyczna, w której niesamowite zbiegi okoliczności kierują życiowymi ścieżkami bohaterów. 


Opis książki








Autor: Cecelia Ahern
Tytuł oryginalny: Thanks For The Memories
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Grabarek Joanna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Liczba stron: 384



     Pozycja "Dziękuję za wspomnienia" jest już moją trzecią przeczytaną książką tej autorki. I szczerze powiedziawszy z każdą kolejną książką Pani Cecelii Ahern przeżywam coraz większe rozczarowanie. O ile książka "PS. Kocham Cię" bardzo mi się podobała, to każda kolejna jej książka, która wpada mi w ręce jest coraz gorsza. Po tej pozycji bardzo poważnie zastanowię się czy sięgnę po jeszcze jakąś pozycję, która wyszła spod pióra Pani Ahern... 
     Książka zaczyna się od dość drastycznych wydarzeń w życiu głównej bohaterki, Joyce. Wydaje się jej, że traci wszystko. Później następują wydarzenia, których sama nie potrafi zrozumieć. Zna języki, których nigdy się nie uczyła, miejsca, których nie widziała oraz posiada wspomnienia sytuacji, których nie przeżyła. Rozwój wydarzeń można by rzec, że ciekawy. Jednak do mnie cała historia nie do końca przemawia. Co prawda lekka i przyjemna w odbiorze ale nie jest to typ historii nad którym będę bardziej się zastanawiać, analizować. Wielkich zachwytów z mojej strony nad tą książką nie będzie. Po autorce, której poprzednie książki które przeczytałam, w miarę mi się podobały, to ta jest dla mnie pełnym rozczarowaniem. Spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Chociażby ciekawej treści, którą zapamiętam dłużej niż kilka dni czy tygodni. Poprzednie historie tej autorki z książki "PS. Kocham Cię" czy też "Gdybyś mnie teraz zobaczył", które przeczytałam kilka lat temu (w 2010 roku) jeszcze pamiętam. Jak będzie z tą? Obawiam się, że nie będzie aż tak dobrze. Jeszcze to dość cukierkowe zakończenie. Jakże by mogło być inaczej w tej historii - tak bez happy endu? Albo po prostu jestem w nastroju na wybrzydzanie :). 
     Główni bohaterowie, Joyce oraz Justin, dość dziwni. Oboje tchórzliwi, robiący podchody. Żadne z nich nie może się ogarnąć życiowo. Nie mają jak dla mnie charakteru, ani się ich nie polubi ani nie znienawidzi. Po prostu są. Tacy... nijacy. Chyba najbardziej z całej powieści podobał mi się ojciec głównej bohaterki. Jedynie do niego zapałałam sympatią i z całej powieści tylko co do niego mam pozytywne odczucia. Przyjaciółki głównej bohaterki również irytująco nijakie. Umieszczone w powieści jedynie dla jej względnego urozmaicenia. Jednak chyba coś "nie pykło". 
     Styl autorki, tak jak w poprzednich pozycjach, przyjemny w odbiorze. Nie był ciężki, mając więcej czasu bardzo szybko można pochłonąć tą powieść. Mi zajęło czytanie prawie tydzień - jakoś nie potrafiłam się zmobilizować aby się za nią zabrać. Jednak raczej bym winiła tutaj treść a nie formę. Wydanie, które wpadło w moje ręce całkiem przyjemne. Nie było błędów, które moje oko by wyłapało. Treść dobrze rozmieszczona na stronie. Litery nie były ani zbyt małe ani zbyt duże w stosunku do wielkości strony. Kartki nie były rażąco białe, co utrudniało by czytanie męcząc oczy podczas lektury. Podział na rozdziały, o dziwo zrobiony z sensem. Chyba właśnie samo wydanie bardziej mi się podobało niż treść :).
     Książkę wypożyczyłam z biblioteki. Całe szczęście, że nie wydałam na nią pieniędzy. Osobiście uważam, że nie warto marnować na nią kasy, chyba, że ktoś jest wielkim fanem autorki i pozycja przypadnie mu do gustu. Dla mnie jednak książka jest dużym Rozczarowaniem, przez duże "R".
     Moja ocena: 4/10.

piątek, 5 kwietnia 2013

Stos 2/2013

     Przyszedł czas na pokazanie kolejnego stosu, tym razem 3w1 :). Znajdują się w nim książki zarówno własne, biblioteczne oraz recenzyjne. A oto one: 



Lista książek, zaczynając od góry:

- "Pokuta" Ian McEvan -> biblioteka
- "Dziękuje za wspomnienia" Cecelia Ahern -> biblioteka

- "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę" Barbara Janina Łukowiak -> egzemplarz recenzyjny
- "Wiem co myślisz. Sekret czytania w myślach." Thorsten Havener -> egzemplarz recenzyjny

- "Wciąż mnie prześladują" Jennifer Lee Carrell -> z Biedronki
- "Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie" Barry Forshaw -> z Biedronki
- "Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie" Katarzyna Bosacka -> z Biedronki


     Niestety z biblioteki w Sopocie mogę teoretycznie wypożyczać tylko jedną książkę (nie jestem tu zameldowana), jednak już mnie Pani tam pracująca kojarzy i pozwala brać dwie :). Ale i tak ilość książek, które bym chciała przeczytać z tejże biblioteki jest ogromna! 
     W tym stosiku pojawiły się dwie książki na temat odchudzania. Jako, że wreszcie może kiedyś się pojawi wiosna to trzeba się zacząć przygotowywać, chociażby teoretycznie. Do lata (przy tej pogodzie zaczynam wątpić czy ono w ogóle w tym roku będzie) mam nadzieję, że będzie mnie kilka kilogramów mniej. Reszta książek kupiona raczej "na czuja". Mam nadzieję, że nie będę żałować kupna.

czwartek, 4 kwietnia 2013

"Tajemniczy ogród" Frances Hodgson Burnett





Mała Mary traci rodziców na skutek epidemii. Zostaje zupełnie sama, a w dodatku musi pojechać do Anglii, gdzie ma się nią zaopiekować nieznany krewny. Przybywa do jego olbrzymiej posiadłości, ale nie czuje się tu dobrze. Przyzwyczajona do luksusów, okazuje bez żenady swoje kaprysy, którymi jednak nikt się tu nie przejmuje. Pewnej nocy Mary słyszy tajemnicze krzyki. Jaką tajemnicę kryje jej nowy dom? Co wydarzyło się w ogrodzie otaczającym posiadłość?
Opis książki








 
Autor: Hodgson-Burnett Frances
Tytuł oryginalny: The Secret Garden
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Włodarkiewicz Jadwiga
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura dziecięca/młodzieżowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 1909
Rok pierwszego wydania polskiego: 1914
Liczba stron: 232



     "Tajemniczy ogród" jest bardzo znaną powieścią szerokiemu gronu czytelników. Jest to lektura szkolna przerabiana w szkołach podstawowych. Pomimo znajomości ogólnych zarysów fabuły, aż wstyd się przyznać, że przeczytałam ją dopiero teraz, będąc na czwartym roku studiów. Dopiero teraz doszło do mnie jakie mam braki w znajomości lektur i postanowiłam zabrać się za ich nadrabianie. Jak na razie nie żałuję.
     Historia opowiada o rozkapryszonej dziesięcioletniej Mary Lennox, która po utracie swoich rodziców przeprowadza się do willi swojego dalekiego wuja. W nieznanym jej dotąd otoczeniu zderza się z nową rzeczywistością. Ciężko się jest tej małej dziewczynce odnaleźć. Jednak nowe miejsce to dobry czas na świadome, czy też nie, zmiany. Mary poznaje nowych ludzi, zawiera pierwsze przyjaźnie. Jest to historia o przyjaźni między trojgiem dzieci: Colinem, Mary oraz Dickiem (ach ta teraźniejsza znajomość angielskiego oraz moje zboczone skojarzenia, nie to co jak było się beztroskim dzieckiem z podstawówki dla którego jest przeznaczona ta lektura ;)). Ukazany jest wpływ jaki ma na nich miejsce - tytułowy Tajemniczy Ogród. Wspólna praca nad zapuszczonym miejscem dająca moc, niosąca za sobą pozytywne zmiany zarówno w ogrodzie jak i umysłach dzieci. Każdy z wątków, zarówno główny jak i poboczne, wiele wnoszą w historię. Zakończenie książki daje duże pole do manewru oraz dalszej, własnej interpretacji książki.
     Pomimo mojego dość starego wieku jak na czytanie tej książki muszę przyznać, że mi się podobała. Sama historia o dziwo zrobiła na mnie wrażenie. Została ona przedstawiona tak, że i dziecko i dorosły jest w stanie przebrnąć przez nią i coś dla siebie z niej 'wynieść' :). Opisy przyrody w tej powieści nie były nachalne, nie przynudzały a dodawały uroku całości. Chociaż czytając o tych wszystkich opisach wiosny, jak wszystko budzi się do życia zaczęłam strasznie tęsknić za wiosną, która u nas niestety nie chce nadejść (u mnie za oknem, pomimo kalendarzowej wiosny, nadal sypie śnieg)...
     Styl autorki przyjemny w odbiorze. Pomimo, że powieść ukazała się po raz pierwszy wiek temu to nie doznałam zbytniego odczucia "starości" tej książki. Jedynie drażniły mnie znów wyrażenia typu "patrzała", jednak w tej powieści wydają mi się akurat bardziej dopuszczalne niż w ostatniej, na którą narzekałam na występowanie tejże formy :). Nie wiem ile poprawek od tego czasu było, ja czytałam akurat jedno z nowszych wydań ale mam nadzieję, że nie zmieniły one treści oraz przesłania jakie niesie ze sobą cała historia.
     Wydanie, które wyniosłam z biblioteki, z wydawnictwa Greg, pomimo swojego już II wydania z 2011 roku zawierało kilka drobnych błędów. Główne rzucające się błędy jakie zauważyłam w niektórych miejscach to brak kropki po zakończonym zdaniu. Nie są to znaczące błędy, nie utrudniają one czytania ale jednak... Powieść jest podzielona na kilkadziesiąt rozdziałów, każdy odpowiednio zatytułowany.
     Cała powieść tworzy spójną całość. Książkę można przeczytać bardzo szybko i czerpać z niej ogromną przyjemność. Pomimo, że nie trzeba spędzać nad nią wiele czasu zapamięta się ją na długo. Żałuję, że dopiero teraz zabrałam się za tą książkę.
     Moja ocena: 9/10.

niedziela, 31 marca 2013

"Nowe oblicze Greya" E L James





Ich przypadkowe spotkanie dało początek fali namiętności, która z czasem wcale nie osłabła. Wspólna codzienność okazała się nie lada wyzwaniem, któremu Anastasia i Christian dzielnie stawiają czoła w imię łączącego ich uczucia. Kochankowie wciąż dryfują po wzburzonym morzu uczuć, targani namiętnością i rozterkami, niepewni tego, co zgotuje im los. Czy najbardziej poruszająca historia miłosna ostatnich lat zakończy się happy endem? A może piękny sen przerwie były szef Any, Jack Hyde, który poprzysiągł zemstę i cierpliwie czeka na swoją szansę? 

Skrzydełko książki







Autor: E L James
Tytuł oryginalny: Fifty Shades Freed
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Wiśniewska Monika
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 688



     "Nowe oblicze Greya" to ostatnia część znanej większości czytelników "erotycznej" trylogii o niewyżytym Christianie Grey'u i jego ukochanej Anie. Osobiście jestem zdziwiona postępami jakie autorka poczyniła od pierwszej części tej trylogii. Ta ostatnia część jest chyba najlepszą z tych trzech. 
     W tej części możemy znaleźć więcej elementów fabuły, oprócz scen łóżkowych, które mogą zainteresować czytelnika. Autorka stara się wprowadzić jakieś napięcie. Ale... udaje jej się to jedynie przez pierwsze ok. 150 stron. Początek czytałam z rzeczywiście większym zainteresowaniem. Niestety dalsza część nie była już tak dobra jak początek. Niestety autorka dała nadzieję na coś więcej nie dając tego w całej powieści a tylko na pierwszych stronach. Nie zmienia to faktu, że ta część reprezentuje się o niebo lepiej niż poprzedniczki. Ana i Christian dają nam coś więcej niż tylko dzika namiętność. Główni bohaterowie raczej pozostali tacy sami. Ana nadal pozostała słodką i naiwną idiotką a Christian władczym i żądnym swojej seksualnej przyjemności facetem. Chociaż można zauważyć pewien postęp u ukochanej sekscyborga ;). Pokazała w może dwóch momentach swój pazur i chęć zabłyśnięcia w oczach Christiana. Jednak to trochę mało jak na prawie siedemset stron powieści.
     Czy jet to rzeczywiście powieść erotyczna? Nad tym można polemizować. Sceny mające nas podniecić, te które mamy czytać z zapartym tchem, nie są aż tak mocne, żeby wciskały nas w fotel. Osobiście uważam, że momentami każdy filmik dozwolony od lat osiemnastu znaleziony w internecie byłby bardziej podniecający niż opisy Pani E L James, a powiedziałabym, że bardziej reaguję na słowa i obrazy w mojej głowie niż podane gotowce. 
     Językowo jest tutaj o wiele lepiej. Wreszcie znajdziemy bardziej soczyste słownictwo niż przez większość 'ukochane' wyrażenie "O Święty Barnabo" pojawiające się nagminnie w pierwszej części. Również wewnętrzna bogini głównej bohaterki miała mniejszy udział w tej części. Nie fikała co chwila, żadnych tańców nie odstawiała co dwie strony. Można powiedzieć, że dzięki tym elementom, a raczej ich braku, książkę czytało się o wiele przyjemniej. 
     W wydaniu które mam na swojej półce nie było o dziwo błędów językowych, ortograficznych ani tym podobnych. Przynajmniej moje oko takowych nie wychwyciło. Podział na rozdziały... Tutaj jest coś czego w zupełności w tej trylogii nie rozumiem. W rozdziale znajdziemy kilka różnych scen a rozdział kończy się w środku którejś z nich. Nie widzę w tym sensu w szczególności, że w większości przypadków nie były to ekscytujące momenty. I kogoś może zmartwić, że rozdziały są dość obszerne, mające kilkadziesiąt stron. Mi osobiście nie sprawia to kłopotu ale na którymś z blogów widziałam jak autorka posta narzekała na zbyt długie rozdziały, które miały "AŻ" po kilkanaście stron. A sama nie wpadłabym na to, że 25-stronicowy rozdział może być problemem więc wolę co niektórych ostrzec przed tym, że rozdziały mogą być baardzo długie ;).
     Moja ocena: 6/10.  


     Jeśli miałabym ocenić całą trylogię to nie byłaby to bardzo wysoka ocena. Nie do końca widzę to czym większość kobiet się zachwyca. Co prawda ten typ książek jest raczej nowością na rynku wydawniczym jednak tak wielki szum jest dla mnie niezbyt zrozumiały. Nie zmienia to faktu, że sama też jednak przeczytałam wszystkie części opowieści o Szarym. Z jednej strony nie żałuję. Przynajmniej odprężyłam się czytając wszystkie części oraz mogę mieć własną opinię o tej trylogii. Dla mnie nie jest to wielkie arcydzieło, które koniecznie trzeba przeczytać. Moim zdaniem opinie o tym że będziemy zaczytywać się w nie z wypiekami na twarzy są mocno przesadzone. Raczej są to odpowiednie książki dla odmóżdżenia, relaksu i niezbyt dużego wysiłku intelektualnego :). 

     A oto pozycje trylogii "Pięćdziesiąt odcieni" oraz linki do ich recenzji na moim blogu:

czwartek, 28 marca 2013

'Duże dzieci' (Grown Ups, 2010) - film





 W weekend przypadający na święto 4 lipca, pięciu przyjaciół z dzieciństwa spotyka się po 30 latach, aby wziąć udział w pogrzebie ukochanego trenera koszykówki. Wraz z rodzinami zatrzymują się w domku nad jeziorem należącym do zmarłego trenera. Przyjaciele na nowo przeżywają szkolne czasy, nabijają się z siebie i usiłują pokazać dzieciom, że można się bawić tak jak za dawnych czasów. 








     Z powodu niezbyt dobrego humoru spowodowanego nadal leżącym śniegiem na zewnątrz, pomimo kalendarzowej wiosny, postanowiłam obejrzeć coś co powinno mnie rozweselić. I oto padło na komedię "Duże dzieci", w reżyserii Dennisa Dugan'a. 
     Film opowiada o grupie przyjaciół, którzy spotykają się po latach na pogrzebie swojego dawnego trenera koszykówki. Fabuła raczej dość kiepska. Jak dla mnie dość mało się działo. Można było przewidzieć to co się będzie działo, żadnych ciekawych zwrotów akcji. Jedyne co było w tym filmie śmieszne to niektóre dialogi pomiędzy bohaterami. Dla mnie nie jest to idealnie zrealizowana produkcja pod względem merytorycznym. 
     Teraz okazja na obsmarowanie gry aktorskiej głównych bohaterów. Można by rzecz, że gwiazdą filmu był Adam Sandler. I chyba tylko on najlepiej poradził sobie z grą aktorską. Faceci grali dla mnie na przeciętym poziomie a najgorzej wypadły grające tam babeczki. Raziły mnie trochę ich "umiejętności" w tym filmie, a raczej ich brak. Część scen w ich wykonaniu straaaasznie sztuczna. Albo po prostu zbytnio wybrzydzam ;). 
     To co mi się podobało w tym filmie to dobrze dobrana sceneria oraz tak zwany soundtrack. Fajnie zostały dopasowane do koncepcji filmu oraz podczas większości scen. Trochę podczas oglądania poprzez niektóre elementy przypominało mi się własne dzieciństwo, latanie jak szalone po lesie :P. 
     Pomimo moich narzekań mogę ocenić ten film całkiem pozytywnie. Nie jest to totalne Hollywoodzkie badziewie, które często są produkowane i rozprzestrzeniane do niewiadomo jak dużej liczby innych państw. Jednak też jako całość nie zachwyca na tyle, żeby dać bardzo wysoką notę.
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 25 marca 2013

"Życie raz jeszcze" Jude Deveraux


Czy kiedykolwiek zapragnęliście odmienić swoje przeszłe życie? Bohaterki tej powieści taką szansę otrzymały - mogły na nowo podążyć za pierzchłymi marzeniami, zaspokoić tęsknoty kryjące się w głębi ich serc.
Trzy przyjaciółki poznały się przed dziewiętnastoma laty w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin. Tamtego pamiętnego dnia zwierzyły się sobie z własnych sekretów i nadziei na przyszłość. Były piękne i utalentowane, a świat stał przed nimi otworem. Gdy spotykają się w swoje czterdzieste urodziny w letnim domku, w burzliwych opowieściach oceniają miniony czas, niewykorzystane szanse, nieudane związki i rozważają słuszność dokonanych wyborów. Nie spodziewają się, że oto los gotuje im niespodziankę - mogą jeszcze raz przeżyć trzy wybrane tygodnie z przeszłości, by odmienić swoje życie... 

Tył książki





Autor: Jude Deveraux
Tytuł oryginalny: The Summerhouse
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Cendrowska-Werner Barbara
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2001
Rok pierwszego wydania polskiego: 2003
Liczba stron: 352 



     Kolejne czytadełko wyniesione z biblioteki w Sopocie. Nie spodziewałam się zbyt wiele po tej pozycji a i tak nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia. Książka "Życie raz jeszcze" jest moim pierwszym spotkaniem z autorką i obawiam się, że może być i ostatnim. Chociaż możliwe, że dam kiedyś jej jeszcze jedną szansę ;). 
     Historia opowiada o trzech przyjaciółkach. Każda z nich była niezadowolona z wiedzionego przez siebie życia. Każda z bohaterek wiodła zupełnie inne życie ale wszystkie chciałyby coś w nim zmienić aby być szczęśliwe. Po wspólnym spotkaniu po dziewiętnastu latach dostały szansę na odmianę swojego żywota. Czytając sama miałam ochotę cofnąć czas i zmienić niektóre decyzje w swoim życiu znając ich konsekwencję. Ale kto z nas by nie chciał ;)? 
     Wszystkie bohaterki w młodości były pięknościami, które miały urodziny w tym samym dniu. Osobiście mi się nie spodobał pomysł takiego "dziwnego zbiegu okoliczności". No ale w końcu może zazdrościmy ludziom tego czego sami nie mamy :P? Niestety również w tej pozycji główne bohaterki były raczej nijakie. Wszystkie trzy były dla mnie praktycznie takie same, czasami miałam problem z odróżnieniem ich w powieści. Musiałam momentami wracać do poprzednich stron aby sobie uświadomić, że już treść dotyczy innej z bohaterek. Przez to wypadałam czasem z ciągu czytania powieści i rozbijało to mi rytm oraz możliwość sprawnego skończenia tej książki.
     Niektóre elementy fabuły były ciekawe, jednak podczas czytania trochę się wynudziłam. Każda niby po kolei miała opowiadać swoją historię życia. I już na początku wiedziałam jak ich wywody się skończą. Żadnego zaskoczenia czy zachwytu, żadnego okrzyku "WOW" nad powieścią z mojej strony nie było. Podczas lektury patrzyłam tylko ile stron do końca mi zostało, a rzucać ją w kąt po 200 przeczytanych stronach było mi żal. Skończyłam ją dzisiaj czytać i jak najszybciej ją oddałam. Sądzę, że niedługo nie będę pamiętała co się w niej w ogóle działo. Jest to raczej pozycja typu 'przeczytać i szybko o niej zapomnieć'. Na pewno więcej wynoszę z lektury nudnych (jednak momentami i ciekawszych od tej książki) podręczników akademickich niż z tej pozycji.
     Muszę powiedzieć, że dla mnie osobiście tematyka podchodzi bardziej pod fantasy niż romans. Nie mogę się zgodzić, że jest to jakieś typowe romansidło (i tutaj na plus) tylko raczej próba stworzenia powieści fantastycznej. I niestety trochę kiepsko to autorce wyszło. Styl powieści był dla mnie również trochę dziwny. Nie wiem czy w niektórych momentach to była wina autorki czy po prostu tłumacza ale mnie raziły wyrażenia typu "patrzała". Sądzę, że wyrażenie jest jak najbardziej poprawne jednak ja jestem przyzwyczajona do wyrażenia "patrzyła". I cała powieść była nadziana takimi określeniami, które średnio mi podpasowały. 
     Wydanie które wyniosłam z biblioteki było całkiem przyjemne dla oka. Może widziałam jedynie ze dwa rażące mnie błędy. Chociaż ostatnimi czasy w powieściach, które do mnie trafiały było ich znacznie więcej. Czcionka ani za mała ani za duża - taka odpowiednia dla mojego oka. Również papier na którym została wydrukowana nie był rażąco biały, tylko zrobił się jakby żółtawo-szarawy (taki typowy kolor kartek książek w bibliotece ;)) dzięki czemu wzrok podczas czytania mi się nie męczył.
     Moja ocena: 5/10.

sobota, 23 marca 2013

"Życie to nie bajka" Joanne Greenberg








Jest to opowieść o szesnastoletniej dziewczynie, która uciekając przed trudnościami życia wpadła w pułapkę stworzonego przez siebie świata obłędu. Przejmująca do głębi historia schizofreniczki, która miała odwagę rzucić wyzwanie chorobie. 
Tył książki










Autor: Joanne Greenberg
Tytuł oryginalny: I never promised you a rose garden
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Bieroń Tomasz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Rok pierwszego wydania: 1964
Rok pierwszego wydania polskiego: 1994
Liczba stron: 272


     
     Szperając w bibliotece znalazłam tą książkę. Po tytule myślałam, że będzie to trochę denna książka, po przeczytaniu opisu zdecydowałam się jednak wypożyczyć tą książkę. Jej treść przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Ta książka jest kolejną pozycją, która uświadamia mnie jak prawdziwe są słowa, żeby nie oceniać książki ani po tytule ani po okładce. 
     Książka przedstawia zmagania głównej bohaterki, Deborah, z chorobą psychiczną jaką jest schizofrenia. W tej pozycji choroba zaprezentowana jest jakby od środka. Wszystkie opisy były  realne, niektóre nawet bardzo wstrząsające. Sama treść jest bardzo wzruszająca, dająca do myślenia. Ukazuje problemy jakie można napotkać szukając własnego miejsca na ziemi, braku akceptacji ze strony innych ludzi, zarówno tych obcych jak i najbliższych. Opisane zostały również reakcje osób, teoretycznie zdrowych psychicznie, na osoby, które zmagają się z chorobą, ich niewiedza na temat tego co przechodzą pacjenci.
     Autorka bardzo dobrze postarała się przedstawić problem schizofrenii opisując własne zmagania z chorobą. Świat Ur jest odzwierciedleniem świata, który autorka sama kiedyś stworzyła, a doktor Fried jest uosobieniem lekarki, która pomogła jej przejść przez piekło, jakim jest choroba i zaakceptować rzeczywistość. 
     Styl autorki jak i tłumaczenie ułatwiały lekturę. Jako, że tematyka dość ciężka, trudno tu mówić o możliwości szybkiego przeczytania tej książki. Osobiście, pomimo dość małej ilości stron, czytałam tą książkę kilka dni. Musiałam sobie robić przerwy aby odpocząć, przemyśleć pewne problemy poruszane w książce.
     Wydanie, które wypożyczyłam było bardzo przyjemne. Zero błędów, zarówno stylistycznych jak i ortograficznych. Całość przyjemnie wydana, bardzo dobrze "wpasowująca się w rękę". Czyżby kiedyś bardziej starali się wydawać lepszej "jakości" pozycje :)?
     Moja ocena: 8/10


     Na podstawie tej książki wyszedł również film o tytule "Nigdy nie obiecywałem Ci ogrodu pełnego róż". Jeśli uda mi się go gdzieś znaleźć z chęcią obejrzę. A oto tytułowa piosenka, która stała się ówczesnym przebojem w wykonaniu Lynn Anderson.


poniedziałek, 18 marca 2013

"Godzina Kopciuszka" Katherine Stone






Szesnaście lat temu Snow Ashley Gable wyjechała z Chicago. Uciekła od zawiedzionych nadziei i od cierpienia. Od przyjaźni, która okazała się zdradą, i od miłości, która przyniosła jej ból. Wciąż nie potrafi jednak zapomnieć... Teraz wraca, by w rodzinnym mieście poprowadzić swój słynny talk show "Godzina Kopciuszka", choć wie, że będzie musiała spojrzeć w twarz przeszłości i mężczyźnie, którego kochała. 


Tył książki









Autor: Katherine Stone
Tytuł oryginalny: The Cinderella Hour
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Jaczewska Edyta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2007
Liczba stron: 296



     "Godzina Kopciuszka" to moje pierwsze spotkanie z autorką. Osobiście mam nadzieję, że jeszcze uda mi się znaleźć jakieś inne jej pozycje :). Niekoniecznie inwestować własne pieniądze ale w bibliotece jeśli zobaczę jakąś inną książkę Pani Katherine Stone z chęcią wypożyczę.
     Zacznijmy od tego, że książka jest zakwalifikowana jako romans. Również kolorystyka okładki jak i sam tytuł mógłby na to wskazywać. Jednak nie ma nic bardziej mylnego! Jak dla mnie jest to bardziej dobra powieść kryminalna jedynie z wątkiem miłosnym w tle. I bym powiedziała, że nawet jest lepszym kryminałem niż niektóre z książek jakie przeczytałam zakwalifikowanych jako ten gatunek. 
     Fabuła bardzo interesująca. Ciekawie skonstruowana intryga, która całość trzyma w odpowiednim napięciu. Na dodatek wpleciona jest w bardzo dyskretny sposób historia miłosna. Osobiście nie tego spodziewałam się po tej powieści, ale zaskoczenie w tym wypadku jest w zupełności na plus. Chociaż początek powieści był dość ciężki do przebrnięcia to im dalej - tym bardziej nie mogłam się od niej oderwać. Przy wykonywaniu domowych obowiązków myślami byłam przy tej książce, przy jej bohaterach.  
     Bohaterowie są również bardzo dobrze nakreśleni. Każda z postaci ma swój charakter, dobry czy zły, ale zapadający raczej w pamięć. Styl autorki przyjemny w odbiorze. Nie utrudniał on odbioru książki, a nawet dało się ją bardzo szybko czytać.
     W moim wydaniu, które kupiłam znalazłam kilka błędów typu brak kropki, pisanie z dużej litery po przecinku pomimo, że ni była to nazwa własna ani żadne imię. Drugą dziwną sprawą w tym wydaniu były rozdziały. Niektóre stworzone z sensem a niektóre zupełnie stworzone w sposób nielogiczny. Więcej grzechów wydawnictwa nie zauważyłam ;). 
     Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Spodziewałam się zwykłego romansidła kupionego na taniej prasie za 8 złotych a dostałam w miarę dobrej jakości powieść kryminalną z nienachalną miłością w tle. Stwierdzam, że był to bardzo dobry zakup. Z czystym sercem mogę polecić tą książkę.  
     Moja ocena: 8/10

piątek, 15 marca 2013

"Amore, amore! Miłość po włosku" Maria Carmen Morese





Valeria, pół-Włoszka, pół-Niemka, wraca po wielu latach do Neapolu, by na zlecenie niemieckiego pisma kobiecego zbadać, cóż takiego kryje w sobie kraj miłości i latin lovers. Co różni Włochów od innych mężczyzn? Jak należy z nimi postępować? Valeria wyrusza w ekscytującą podróż do świata amore all'italiana. Czy na własnej skórze przekona się, co znaczy miłość po włosku? 

Opis z tyłu książki








Autor: Maria Carmen Morese 
Tytuł oryginalny: Amore, amore! Liebe auf italienisch
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Jatowska Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 272



     Książka "Amore, amore! Miłość po włosku." jest moim pierwszym spotkaniem z autorką. Obawiam się, że będzie również i ostatnim. Niczym szczególnym nie potrafi ona do swojej twórczości przyciągnąć, a raczej bym powiedziała, że nawet tą pozycją od siebie odpycha. 
     Zacznijmy najpierw od fabuły. Właściwie tutaj ona nawet nie występuje. Książka jest raczej o niczym, ciężko nawet streścić jej treść. Żadnych ciekawych zwrotów akcji, czy w ogóle namiastki jakiejkolwiek akcji. Przez całą książkę wynudziłam się niemiłosiernie. Drugą ważną sprawą są postacie. Wszyscy bohaterowie dla mnie byli nijacy. Nie potrafiłabym określić nawet jednej cechy żadnej z postaci występujących na stronach powieści. Jedyną rzeczą, która mi się spodobała to fakt, iż czasami! występowały miłe opisy krajobrazu miejsc w których główna bohaterka miała przeżywać swe znikome przygody.
     Warto również wspomnieć o języku jakim została napisana ta powieść. Jak dla mnie, osobie nie znającej języka włoskiego, niepotrzebne były zwroty napisane w tym języku. Przez to może po prostu nie zrozumiałam całej książki. Jednak skoro ktoś się brał za tłumaczenie tej pozycji powinien zrobić to w całości. Chyba, że taki był zamiar autorki. Jednak mi osobiście ten fakt nie przypadł do gustu. Właściwie po tytule książki można by się tego spodziewać, jednak chciałabym więcej się dowiedzieć na temat Włoch a nie czytać niezrozumiałe dla mnie wyrazy. 
     Ogólne wrażenie po lekturze tej książki jest negatywne. Bardzo dawno nie czytałam aż tak złej książki. Jest ona jedynie bardzo kiepskim odmóżdżaczem. Nawet w tym 'gatunku' czytałam dużo lepsze pozycje niż ten stwór. Właściwie nadal zastanawiam się jakim cudem dotrwałam do końca. Może jedynie trzymał mnie przy niej fakt, że muszą ją skończyć i z czystym sumieniem odradzać ją każdemu, kto tylko będzie miał zamiar po nią sięgnąć.
     Moja ocena: 2/10.

poniedziałek, 11 marca 2013

'Pachnidło: Historia mordercy' (Perfume: The Story of a Murderer, 2006) - film






 Ekranizacja powieści Patricka Süskinda. Obdarzony genialnym węchem Jean-Baptiste Grenouille pragnie stworzyć najpiękniejsze pachnidło na świecie.











     Kolejny film, który udało mi się o dziwo obejrzeć w tv. Sądzę, że film "Pachnidło: Historia mordercy" jest jedną z najlepiej zrealizowanych produkcji, które powstały na podstawie książki. 
     Film przedstawia historię mężczyzny, który potrafi bardzo dobrze wyczuwać i rozróżniać zapachy. Historia ogólnie ciekawa ale zarówno książka jak i film nie wywarły na mnie zbyt dużego wrażenia. W szczególności mój rozum nie potrafił pojąć tej sceny gdy mieli znęcać się nad głównym bohaterem i go zabić a on skropił się zapachem i każdy nagle zaczął go ubóstwiać. Dla mnie ta scena jest niepojęta, zarówno w filmie jak i książce dla mnie ta scena była zbędna. Ale może się nie znam? Jednak przez to cały film pozostawił we mnie pewien niesmak. Osobiście nie rozumiem do końca fenomenu tej historii. 
     Gra aktorska bardzo dobra. Sądzę, że dobrze dobrali obsadę filmu. Sceneria oraz muzyka dodawały produkcji pewnego klimatu. Pomimo, że to film czasami miałam wrażenie jakbym sama czuła niektóre zapachy. Jednak nie jest to na tyle wystarczające aby bardzo wysoko oceniać tą produkcję. 
     Moja ocena: 6/10. Ogólnie bez szaleństw...

niedziela, 10 marca 2013

"Miłość po przejściach. Jak zbudować szczęśliwy związek." Elżbieta Liszewska

Życie uczuciowe przypomina ogród. Jeśli pozostawisz go samemu sobie możesz mieć pewność, że najpierw zdziczeje, a następnie popadnie w ruinę. Jeśli jednak będziesz poświęcać mu swój czas i uwagę, dzień po dniu będzie rozkwitać. Autorka bestsellerowej "Duszy kobiety, ego mężczyzny" pomoże Ci stać się wzorowym ogrodnikiem swoich uczuć i relacji z partnerem. 
Dzięki praktycznym poradom zawartym w książce pozbędziesz się blokad i nauczysz się wyzwalać miłość w sobie i swoim partnerze. W porę dostrzeżesz zagrożenia dla związku i zawczasu zapobiegniesz potencjalnym kryzysom. Dowiesz się również, jak uwolnić się od żalu do poprzedniego partnera, zaakceptować wady obecnego, a także jak nie powtarzać błędów popełnianych przez Twoich rodziców. Poznasz też sposoby na ożywienie swojego życia erotycznego i wykorzystasz dobroczynną moc afirmacji. 





Autor: Elżbieta Liszewska
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura popularnonaukowa
Gatunek: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Forma: poradnik
Rok pierwszego wydania: 2013
Liczba stron: 214
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii


 
      To już moja druga książka Pani Elżbiety Liszewskiej, z którą mam styczność. Po autorce oraz tytule książki spodziewałam się dowiedzieć czegoś co przyda mi się w życiu, w relacjach z partnerem. Niestety byłam w błędzie.  
     Fakt faktem znajdziemy w książce kilka rad, które możemy wcielić w życie. Najbardziej co do mnie trafiło to stwierdzenie, że związek nie składa się z kompromisów. Najlepsze wyjście to takie w którym każdy powinien być wygrany a nie dwoje przegranych rezygnujących ze swoich potrzeb. Nie powinno rezygnować się z własnych przekonań, z tego co nas uszczęśliwia. Niestety często spotykane jest podejście, że trzeba czasami z czegoś rezygnować dla tej drugiej osoby. Trochę błędne przekonanie, przez, które narastają w nas negatywne emocje. Należy znaleźć elementy, które uszczęśliwiają oboje partnerów. 
     Niestety elementy, których byśmy spodziewali się po tytule książki występowały jedynie może tylko w połowie książki. Dużo rozdziałów zostało poświęconych relacjom rodzice-dzieci. Po tym poradniku bardziej chciałam się dowiedzieć jak postępować w relacjach z partnerem. Gdybym chciała się dowiedzieć jak postępować z dziećmi wzięłabym się za inny poradnik, przeznaczony do tego celu. Jeszcze jeden element mi się nie spodobał. W jednym z końcowych rozdziałów autorka trochę za bardzo próbowała wmówić, że wegetarianizm jest jedyną dobrą drogą odżywiania a ci, którzy jedzą mięso nie odnajdą w życiu szczęścia. Przynajmniej ja osobiście tak odebrałam słowa Pani Elżbiety Liszewskiej. 
     Bohaterów książki znamy już z książki "Dusza kobiety. Ego mężczyzny". Dla mnie jest to trochę pójście na łatwiznę wykorzystywanie bohaterów ze swoich innych książek. W szczególności, że ta książka raczej nie jest uznana jako kolejna część jakiegoś stworzonego cyklu. Mnie to trochę raziło podczas czytania tego poradnika. 
     W wydaniu, które trafiło w moje ręce znalazłam kilka literówek. Jednak całokształt wydania książki można by rzecz, że bez zarzutu. Podział na rozdziały zrobiony z sensem. Ich tytuły odpowiednio dobrane do przedstawianej treści.
     Moja ocena: 5/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu: 

czwartek, 7 marca 2013

'Gazu, mięczaku, gazu' (Run Fatboy Run, 2007) - film


Zbliża się Londyński Maraton, a tysiące stóp biegnie wzdłuż nasypów Tamizy. Dwie z nich należą do niezdarnego i pechowego Dennisa Doyle'a, który wziął udział w wyścigu, aby zdobyć szacunek (i być może miłość) Libby - dziewczyny, którą porzucił w ciąży przed ołtarzem pięć lat wcześniej. Ale na drodze Dennisa stoi przystojny, odnoszący sukcesy, pewny siebie i bardzo wysportowany nowy chłopak Libby. Simon Pegg, Thandie Newton i Hank Azaria to gwiazdy tej przepełnionej śmiechem komedii, która jest debiutem reżyserskim Davida Schwimmera - gwiazdy Przyjaciół. Czy dzięki Maratonowi Dennisowi uda się odzyskać to co stracił? Jedno jest pewne: w realizację swojego celu włoży całe serce i... podeszwy.





     Film leciał w telewizji na TVN7. Jako, że miała wolny wieczór a nie potrafiłam zdecydować się na żaden z filmów, które posiadam padło na ten. Niestety nie był to zbyt dobry wybór... 
     Fabuła filmu bez szału. Przez dwie godziny filmu, jak dla mnie prawie nic się nie działo. Chyba powinnam wreszcie przyswoić sobie fakt, że nie należy oczekiwać niczego dobrego po komediach romantycznych. Zero ciekawej akcji, momentów zapierających dech w piersiach. Bo po co w filmie takie elementy? 
     Gra aktorska również nie powala. Co prawda nie było w tej produkcji żadnych sławnych aktorów ale nie zmienia to faktu, że trzeba brać pierwsze lepsze beztalencia z ulicy. 
     Sama nie wiem co można tutaj jeszcze napisać. Właściwie produkcja jest tak nijaka, że aż nie ma punktu zaczepienia. Można by się rozpisywać na wiele tematów ale tutaj po prostu występuje jedno wielkie nic. Osobiście nie potrafię zrozumieć produkcji bez większego sensu. Jednak chyba nie muszę wszystkiego wiedzieć i rozumieć. 
     Moja ocena: 2/10. Czemu taka wysoka ocena? Może jakiś potencjał w tym filmie i był. Ale dla mnie był to głównie 'czasoumilacz' do wykonywanych czynności domowych. A bez tego byłoby w mieszkaniu po prostu cicho...
Related Posts with Thumbnails