czwartek, 28 listopada 2013

'Życie, którego nie było' (The Forgotten, 2004) - film






Matka, której 8-letni syn zaginął podczas katastrofy lotniczej, szuka pomocy u psychiatry. Podczas terapii dowiaduje się, że jej wspomnienia są tylko projekcją umysłu, a jej syn nigdy nie istniał. Kiedy spotyka mężczyznę podobnie doświadczonego przez los, utwierdza się w przekonaniu, że za zniknięciami dzieci kryje się tajemnica, którą wszyscy za wszelką cenę chcą zatuszować. 










     W chwili przerwy pomiędzy kolejnymi próbami pisania następnych prac zaliczeniowych na studiach miałam ochotę na obejrzenie dobrego dramatu. Na moje nieszczęście padło oto na ten film. Zabierałam się, jak to zwykle u mnie bywa, dość długo. I chyba w tym przypadku by było lepiej gdybym do niego nie przysiadła... 
     Czytając zarys fabuły miałam nadzieję na coś podobnego raczej do "Oszukanej" z Angeliną Jolie w roli głównej. Niestety tak pięknie to jest tylko w opisie. 8-letni chłopczyk wraz z innymi dziećmi zaginął, a po jakimś czasie wszyscy wokół jednogłośnie twierdzą, że dzieci w ogóle nie istniały. Już po około 30 minutach wkracza absurdalny wątek, który został dalej pociągnięty. Mowa tutaj o kosmitach, którzy "maczali w całej palce". Jakoś zbytnio nie trawię tego klimatu filmów z istotami obcymi, tak samo jak aktualnie wszechobecnych wampirów. Osobiście dla mnie ciekawsze by było gdyby pociągnęli wątek np. z jakąś chorobą psychiczną głównej bohaterki czy chociażby poprzestali na dziwnych działaniach rządu. Stanowczo bez wątku kosmitów. 
     Obsada aktorska jest tutaj chyba jedynym pozytywnym akcentem, który dodaje jakiekolwiek punkty w końcowej ocenie. Julianne Moore, wcielająca się w Telly Paretta, oraz Dominic West jako Ash Correll podołali zadaniu. Podobali mi się oni w tych rolach oraz, moim zdaniem, bez nich film byłby już zupełną porażką. 
     Muzyka niestety bez rewelacji. Może sceneria jeszcze dawała radę, jednak pojawiały się jak dla mnie złe ujęcia, które przeszkadzały w odbiorze filmu. Kamera "skakała", filmowała jakby pod złym kątem (może był taki zamiar reżysera, jednak mi przez to źle się oglądało film ;)). Ogólnie, dla mnie, bardzo słabo zrealizowany film.
     Podchodziłam dzisiaj do filmu z wielkim zapałem, odpowiednim nastrojem na dramat a niestety przeżyłam ogromny zawód. W trakcie oglądania opatuliłam się kocem i byłam skłonna usnąć zamiast obejrzeć do końca - jednak czego się nie robi dla wysmarowania złej recenzji :). Podsumowując - można znaleźć bez większych problemów lepszy film w gatunku dramat / thriller, który zrobi większe wrażenie na odbiorcy. Osobiście nie polecam. 
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 17 listopada 2013

"Kapitan na służbie" Richard Phillips, Stephan Talty

 
Dla Richarda Phillipsa, kapitana kontenerowca Maersk Alabama, 8 kwietnia 2009 roku był kolejnym rutynowym dniem pracy – do czasu gdy na pokład statku wtargnęli uzbrojeni somalijscy piraci. Nie spodziewali się ani oporu załogi, ani tego, że kapitan będzie wolał zostać zakładnikiem, niż narazić życie swoich ludzi. Pięciodniową niewolę Phillipsa zakończyła dopiero akcja komandosów Navy SEALs.

Opowieść Phillipsa jest poruszającym świadectwem tego, że człowiek w sytuacji ekstremalnej może wspiąć się na wyżyny siły woli, hartu ducha i poczucia odpowiedzialności za innych, zostać bohaterem. Historię tę czyta się jak rasowy thriller, bije ona jednak na głowę powieści sensacyjne, ponieważ wydarzyła się naprawdę.

Tył książki  




Autor: Richard Phillips , Stephan Talty  
Tytuł oryginalny: A capitan's Duty: Somali Pirates, Navy SEAL's and Dangerous Days at Sea
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Grzegorzewski Piotr, Wróbel Marcin
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
Liczba stron: 312



     O sytuacji porwania statku przez somalijskich piratów w 2009 roku było stosunkowo głośno. Teraz znów możemy o tym usłyszeć, za sprawą filmu, który wyszedł niedawno do kin oraz książki, dopiero niedawno wydanej w Polsce. Zapewne dopiero za sprawą filmu wzmogło się zainteresowanie tą pozycją wśród polskich wydawnictw, aczkolwiek są jedynie moje skromne przypuszczenia. 
     Kogo macie przed oczami jak słyszycie słowo "pirat"? Mi osobiście przychodzi raczej na myśl Jack Sparrow z buteleczką rumu w ręce. Ewentualnie taki z drewnianym kikutem zamiast nogi, hakiem na ręce, opaską na oku oraz papugą na ramieniu. Niestety w dzisiejszych czasach tak pięknie nie jest. Teraz piraci zamiast butelki z alkoholem trzymają broń. I niestety przejawiają większą agresję. Książka zawiera wspomnienia Kapitana Richarda Phillips'a z porwania statku Maersk Alabama przez somalijskich piratów, oraz przetrzymywania go na łodzi. Historia została ciekawie przedstawiona, były momenty, które mroziły krew w żyłach. Co prawda były też momenty trochę nudne - jednak takich było bardzo mało i nie zniechęcały czytelnika do przerwania pozycji.
Richard Phillips

   

    Bohaterów tak jak w przypadku książki "Wstyd" Laury Walsh nie śmiem oceniać. Książka jest oparta na faktach więc opisują rzeczywiste postacie jakie żyły bądź żyją nadal - chociażby tak jak autor a zarazem główny bohater pozycji Richard Phillips. 
     Styl pisania autora jest przyjazny dla czytelnika. Dzięki temu książkę można wręcz pochłonąć na raz, zakładając, że ma się cały wolny dzień, który możemy poświęcić na relaks. I z jednej strony podczas czytania tej przerażającej historii upragniony odpoczynek możemy dostać - przynajmniej czas poświęcony tej pozycji, przez ciężki styl pisania który nie ma tutaj miejsca, nie jest taką męczarnią jaką musiał przejść sam główny bohater przez te kilka dni.



     Teraz czas ocenić wydanie. Co prawda był jeden mały błąd, co widać na zdjęciu:
Phillips Richard, Talty Stephen, Kapitan na służbie, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2013, s. 183.
Zamiast 'źródło', powinna zostać użyta forma "źródłem". Nie jest to co prawda duży błąd. Prawdopodobnie gdybym zobaczyła takie coś za pierwszym razem nie zwróciłabym większej uwagi, jednak jak w dziesiątej książce z rzędu widzę takie niedociągnięcie, to niestety ciśnienie mi się już podnosi. I padło na wyładowywanie moich frustracji na tą książkę. Wiem, że sama nie piszę idealnie stylistycznie, jednak nie mam za sobą osób odpowiedzialnych chociażby za korektę, i innej masy ludzi, którzy pracują nad książką. Reszta w tej pozycji bez zarzutu - całkiem przyjemnie wydane dla oka. Biel kartek nie bije po oczach, dzięki czemu bez problemu można czytać wieczorami, czcionka dobrze dobrana oraz niedenerwujące skrzydełka książki dzięki czemu okładka szybko się nie zniszczy.
     Podsumowując jest to naprawdę dobra książka. Po jej przeczytaniu z chęcią wezmę kogoś na ten film do kina (możecie się ze mnie śmiać ale nie lubię tam sama chodzić...). Sama historia na pewno na długo pozostanie w pamięci. Zapewne napiszę co dla niektórych błahą rzecz jednak wartą uwagi: gorąco polecam przeczytanie tej pozycji :)!
     Moja ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte. 

poniedziałek, 4 listopada 2013

"Wstyd" Laura Walsh

Laura Walsh to kobieta po przejściach. Śmierć najmłodszej córki była dla niej prawdziwym ciosem; nigdy się z nią nie pogodziła. To wtedy zaczęła staczać się po równi pochyłej. Alkoholizm... lekomania... co jeszcze może ja spotkać? Czy upadek jest ostateczny?
Autor: Laura Walsh
Tytuł oryginalny: Ashamed 
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Anna i Tomasz Stankiewicz
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2013
 Liczba stron: 302



     Jako, że książka należy do serii "historie prawdziwe" miałam nadzieję, na pewną dozę prawdziwych emocji, które mnie głęboko poruszą. W pewnym sensie znalazłam - jednak nie tak intensywne jak bym chciała... 
     W książce została przedstawiona 'prawdziwa' historia, którą przeżyła autorka. W takim wypadku nie śmiem oceniać fabuły. Nie mnie jest dane w tym wypadku poddawać ocenie życie bohaterki. Jednak jak sama zaznaczyła ona na wstępie część ze zdarzeń została pominięta a imiona niektórych osób zmienione. Miałam więc też problem jak gatunkowo zaklasyfikować ową pozycję. Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi miał za złe tego jak to zrobiłam :). Na pewno historia daje wiele do myślenia. A jak wykorzystamy to już indywidualna sprawa każdego z czytelników.
     Bohaterowie - no cóż... tak jak w przypadku fabuły nie jestem pewna jak powinnam oceniać i czy w ogóle powinnam to robić. Osobiście pewne szczegóły chciałabym, żeby bardziej były dopracowane. Skoro autorka jednak nie chciała dodawać nic więcej w swojej historii powinnam się z tym faktem pogodzić. Chociaż pewien niedosyt pozostał.
     Styl autorki - za razem lekki a z drugiej strony i trochę męczący. Nie mogłam szybko "pochłonąć" tej pozycji, nie potrafiłam się do tego zmusić. Chociaż po części może sprawa poruszanego tematu, jednak styl jakim został on przedstawiony też miał pewien swój udział. 
     Pomimo, że wydanie które posiadam zostało wydane w twardej oprawie to inne elementy pozostawiały by trochę do życzenia. Pomimo, że kupiłam książkę (wraz z inną książką) w folii ostatnie strony były na środku trochę rozdarte. Niestety nie miałam możliwości 'przejrzenia' przed zakupem... Znalazły się też pewne niedociągnięcia edytorskie - w pewnych miejscach były słowa napisane z dużej litery, choć nie powinny (na przykład Takie zastosowanie Dużej litery ;)). Do reszty chyba nie mam powodów do narzekania.
     Podsumowując - książka nie należy do najgorszych, czy nawet przeciętniaków, jednak na maksa w mojej opinii również nie zasługuje. Można poświęcić tej pozycji swój czas ale bez nastawienia na wielkie "WOW" i zużycia całego opakowania chusteczek higienicznych na otarcie łez.
     Moja ocena: 6/10.

czwartek, 31 października 2013

"Czerwona królowa" Philippa Gregory



Czerwona królowa przybliża nieomal zapomnianą historie matki pierwszego władcy z rodu Tudorów, Małgorzaty Beaufort. Poślubiona mężczyźnie dwukrotnie od niej starszemu, urodziła dziecko w wieku lat niespełna czternastu i rychło owdowiała. Zepchnięta na margines postanawia odwrócić kartę losu. Na tronie Anglii chce zobaczyć swego jedynego syna bez względu na to, ile to będzie kosztowało ją, kraj i nieszczęsnego chłopca. Ignorując pozostałych pretendentów do tronu i rosnących w siłę rywali - Yorków - nadaje synowi imię Henryk, po królu. Wysyła go za granicę na dobrowolne wygnanie i wreszcie zmusza do małżeństwa z najstarszą córką znienawidzonej Elżbiety Woodville. Na tle rozdzierających kraj konfliktów Małgorzata zawiera kolejne dwa małżeństwa z rozsądku i nie przestaje spiskować... 
Tył książki




Autor: Philippa Gregory
Tytuł oryginalny: The Red Queen
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gardner Urszula
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 384



     Są autorzy po których sięgam właściwie bez zastanowienia. Do tej grupy należy właśnie Philippa Gregory. Nie bez powodu jest nazywana przez niektórych mistrzynią powieści historycznych dotyczących okresu panowania Tudorów. 
     "Czerwona królowa" to drugi tom opowieści o Wojnie kuzynów. Tym razem przedstawiona została historia z punktu widzenia Małgorzaty Beaufort, matki pierwszego władcy z dynastii Tudorów. Ogólnie historia jest przedstawiona w ciekawy sposób. Wiadomo, że nie wszystko co zostało w niej zawarte jest oparte zupełnie na faktach, część jest po prostu fikcją literacką, jednak są elementy, które są rzeczywiście historycznie prawdziwe. Tło historyczne jak i pewne zdarzenia miały rzeczywiście miejsce. Jednak cały zamysł tej powieści przypadł mi do gustu.
     Bohaterowie byli bardzo dobrze przedstawieni, opisani. Na pewno każdy z nich zapada w pamięci. Pomimo mnogości bohaterów czytelnik nie traci rachuby i wie kto jest kim. Ciężko w niektórych przypadkach nazwać konkretne postacie "dobrymi" albo "złymi" charakterami jednak wszystko oddawało w zupełności to co się prawdopodobnie działo na dworze królewskim.
     Styl autorki, pomimo, że pisze powieści historyczne, jest przyjemny w odbiorze. Nie przedstawia suchych faktów w podręcznikowy sposób, jedynie swój punkt widzenia odnośnie danego okresu. Tworzy? historię na podstawie faktów w sposób, dzięki któremu czytelnik z wielką chęcią sięga po książkę. Potrafi zaciekawić czytelnika - osobiście z wielką chęcią zgłębię również ten okres. Tak jak po przeczytaniu "Kochanic króla" tejże autorki byłam zafascynowana okresem panowania Henryka VIII Tudora, tak teraz z chęcią doczytam coś na temat Małgorzaty Beaufort oraz Elżbiety Woodville. 
     Wydanie całkiem przyjemne dla oka. W niektórych miejscach miałam jednak wrażenie, że nie do końca dobrze została książka przetłumaczona stylistycznie. Raczej chodzi mi tu o końcówki wyrazów w kontekście zdania. Chociaż sama zauważyłam u siebie, że też popełniam błędy (zamiast np. 'tę' książkę, piszę 'tą' - mam nadzieję, że uda mi się wyplenić ten nawyk w sobie). 
     Szczerze polecam tę pozycję osobom zainteresowanym tym tematem oraz osobom niezainteresowanym - a nóż, dzięki tej pozycji ktoś będzie miał ochotę na więcej :). "Czerwona królowa" jest powieścią wciągającą i większości z czytelników powinna się spodobać, przynajmniej mam taką osobistą nadzieję, gdyż Philippa Gregory jest jedną z moich ulubionych autorek.
     Moja ocena: 8/10.

wtorek, 29 października 2013

'Helena Trojańska' (Helen of Troy, 2003) - film


 



Jedna z najbardziej imponujących historii wszech czasów w formie klasycznej opowieści. Inspirowana homerowską Iliadą, osadzona w egzotycznej scenerii z międzynarodową obsadą aktorską i wspaniałymi efektami specjalnymi, przedstawia legendarną bitwę stoczoną o serce najpiękniejszej kobiety świata - Heleny.










     Po kilku próbach obejrzenia tego filmu wreszcie mi się udało zobaczyć w całości. Od jakiegoś czasu byłam na niego strasznie "napalona" aczkolwiek zawsze coś stawało mi na przeszkodzie i nie mogłam obejrzeć tejże produkcji. 
     Film przedstawia historię niesamowicie pięknej Heleny, która przyczyniła się do wojny. Każdy z nas, albo chociaż większa część, zna tą historię z mitologii, która była omawiana w szkole. W tej produkcji została całkiem ciekawie ukazana. Zapewne znajdą się jakieś nieścisłości aczkolwiek jako próby zachęcenia ludzi do głębszego zapoznania się z tematem może być naprawdę interesująca. Jedynie co mnie trochę nudziło podczas oglądania to sceny z pola walki. Mnie osobiście zbytnio takie elementy nie interesują. Dla męskiej części widowni oraz fanek takich scen nie powinno być nic odrażającego. Panowie mogą się również cieszyć z momentów, w których główna aktorka występuje czasem nago.
     Obsada aktorska dobrze dobrana. Gra aktorów była na poziomie - nie zauważyłam osobiście żadnych niedociągnięć. Żaden z aktorów i aktorek nie był tak frustrujący jak gwiazdka z sagi Zmierzch ;). Możliwe, że niektórzy jakieś elementy niepasujące wyhaczą, aczkolwiek moje oko niczego złego nie zauważyło.
     Muzyka oraz sceneria również fajnie komponowała się z całością. Dzięki nim oddany został pewien klimat. Wszystkie elementy ze sobą współgrały, nie było momentów, które "krzyczały o pomstę do nieba". Chyba, że niedokładnie oglądałam.
     Nie żałuję poświęconego czasu na ten film aczkolwiek do moich ulubionych raczej nie będzie się on zaliczał. Na pewno można lepsze (w sumie i gorsze również) produkcje obejrzeć. Jednak osobom zainteresowanym tematem polecam.
     Moja ocena: 7/10.

niedziela, 20 października 2013

"Pętla" Erica Spindler

Nastoletnia Jane Killian, potrącona przez motorówkę, cudem uniknęła śmierci. Po serii operacji plastycznych, w końcu może zapomnieć o tym strasznym wydarzeniu. Wreszcie może cieszyć się pełnią życia. Jest spełnioną artystką, której rzeźby coraz częściej doceniane są przez krytyków sztuki. Z mężem, doktorem Ianem Westbrookiem, oczekują z niecierpliwością narodzin pierwszego dziecka. Czego chcieć więcej?

Szczęście pryska, gdy Ian staje się głównym podejrzanym w sprawie o brutalne morderstwo. Jane najpierw wierzy w niewinność męża, lecz w miarę jak toczy się śledztwo, narastają w niej wątpliwości. Co więcej, niespodziewanie powraca też koszmar z przeszłości. Jane dostaje anonimowe listy i zaczyna wierzyć, że pochodzą od człowieka, który z premedytacją przed laty spowodował wypadek na jeziorze. Musi stawić czoło przerażającej prawdzie. Jej dręczyciel wie o niej wszystko, a co gorsza – zna jej najgłębiej skrywane lęki. I z pewnością bezlitośnie wykorzysta je, by zabić Jane.




Autor: Erica Spindler 
Tytuł oryginalny: See Jane Die
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Puławski Krzysztof
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2005
Liczba stron: 480



     Przeczytałam już kilka książek tej autorki i przy każdej nadarzającej się okazji powracam do jej książek, ponieważ wiem, że się nie zawiodę. I tak było również i w tym przypadku. Warto na początku wspomnieć, że książka "Pętla" jest również wydana pod innym tytułem - "Zabić Jane". Nie do końca wiem co zabieg wydawania tej samej książki pod dwoma różnymi tytułami miał na celu, jednak teraz będę musiała uważać, żeby nie zakupić dwóch takich samych egzemplarzy ;). 
     Fabuła na prawdę ciekawa. Musiałam jednak szukać innego opisu książki niż ten znajdujący się z tyłu, gdyż zdradzał za dużo elementów fabuły. Całe szczęście najpierw ją po prostu zgarnęłam z półki w bibliotece i wzięłam za czytanie, a dopiero później przeczytałam opis ;). Moim zdaniem, akcja trzyma w napięciu. Wiadomo, że w kryminałach pierwszy podejrzany prawie nigdy nie jest winny ale też dopiero pod koniec dowiedziałam się kto był prawdziwym mordercą. Osobiście była to dla mnie pewna niespodzianka. Wszystko działo się sprawnie, akcja przechodziła "płynnie", nie było nudnych "zastojów", które zniechęcałyby czytelnika do pozycji. 
     Bohaterowie bardzo dobrze nakreśleni. Właściwie nikt nie był irytujący, zniechęcający przez to do pozycji czy zupełnie nijaki. Każda osoba występująca w powieści wprowadzała pewien zaskakujący element, każda ich przygoda była wciągająca. O niektórych postaciach można diametralnie zmienić zdanie - dobrzy bohaterowie mogą stać się tymi złymi i odwrotnie. I tak czasem kilka razy.
     Wydanie - moją zmorą w książkach, które wypożyczam z biblioteki są klejone strony. Możecie uznać to za nudne, że się ciągle w tej kwestii powtarzam ale mnie osobiście strasznie irytuje jak kartki powieści zaczynają żyć własnym życiem i "latają" nie trzymając się miejsca w którym powinny się znajdować. Jeszcze sposób dzielenia, przenoszenia końcówek wyrazów do kolejnej linijki. Na prawdę mnie inaczej uczyli, chociaż może się mylę i będę musiała sobie przypomnieć program ucznia trzeciej klasy podstawówki. Co do reszty nie mam zastrzeżeń. 
     Erica Spindler jest moim zdaniem na prawdę dobrą autorką. Pewnie jeszcze kilka z jej pozycji pozostało mi do przeczytania, za które zabiorę się z wielką chęcią jak zobaczę w bibliotece albo księgarni ;). Powieść "Pętla" to na prawdę wciągająca pozycja na każdą porę dnia czy nocy. Z czystym sercem polecam.
     Moja ocena: 9/10


"Kobiety są bardziej mściwe, chociaż rzadziej posuwają się do morderstwa."*

Coś w tym zdaniu jest prawdziwego. Przynajmniej odnośnie mściwości ;). Możliwe, że część kobiet będzie zaraz tym zdaniem oburzona aczkolwiek z przymrużeniem oka można się na tę prawdę zgodzić :). 

*Spindler Erica, Pętla, Mira, Warszawa 2005, s.325.

niedziela, 13 października 2013

"Prawdziwy cud" Nicholas Sparks


Jeremy Marsh jest wschodzącą gwiazdą mediów, dziennikarzem śledczym, którego specjalnością jest pisanie artykułów o "rzeczach niezwykłych" - nietypowych koncepcjach naukowych, rzekomych zjawiskach nadprzyrodzonych, jasnowidzach i uzdrowicielach. Realista, sceptyczny od urodzenia, lubi swoją pracę i dlatego bez wahania przyjmuje zaproszenie przyjazdu do miasteczka Boone Creek w Północnej Karolinie. Miejscowy cmentarz jest ponoć nawiedzany przez duchy dawnych niewolników. Ilekroć nadciągnie mgła, tajemnicze błękitne światełka zdają się tańczyć na kamieniach nagrobnych. Po przyjeździe, wbrew sobie, Jeremy zaczyna interesować się prześliczną, młodą bibliotekarką Lexie Darnell. Specyficzna atmosfera małej miejscowości, w której wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko, absorbująca tajemnica oraz atrakcyjna kobieta sprawią, że Marsh przeżyje pierwszy w swoim życiu prawdziwy cud... 
Skrzydełko książki 





Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginalny: True Believer
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Zychowicz Elżbieta
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 384


     Czy zdarzyło się Wam kiedyś trafić na taką pozycję, od której nie oczekiwaliście zbyt wiele, ale mieliście nadzieję na mile spędzony czas, pewne odprężenie podczas lektury? Po "Pamiętniku", który bardzo mi się podobał, oraz trochę gorszym "Ślubie" miałam nadzieję na coś lekkiego ale podchodziłam do tej pozycji bez większych oczekiwań. Niestety dostałam aż do przesady przesłodzone romansidło, irytujące do bólu i doprowadzające do zgrzytania zębów. 
      Fabuła niestety nie powala na kolana. Zbyt dużo informacji zostało już przedstawione w opisie książki. Również rozwinięcie tej historii dla mnie za bardzo banalne. Wszystko było strasznie przewidywalne. Już po około pięćdziesięciu pierwszych stronach można prawdopodobnie było się domyślić tego jak wszystko się skończy. Historia niestety nie wciąga czytelnika, ja się męczyłam ponad tydzień by przebrnąć przez tego "fabularnego potworka".
     Bohaterowie. O tyle co polubiłam głównego bohatera, Jeremy'ego, oraz Doris (babcię głównej bohaterki) to Lexie była tak wkurzającą kobietą, że miało się ochotę zrobić krzywdę, jeśli nie jej, to sobie, żeby nie musieć już przechodzić przez tę mordęgę. Dziewczyna strasznie mało ogarnięta. Według niej z miłości to facet ma wszystko poświęcić - ona nic od siebie nie da. Bo jak to tak, że miałaby ona ruszyć się ze swojego miasteczka? Przecież to rola faceta, że ma się do niej przeprowadzić... Tylko facet ma cokolwiek robić a ona nawet nie ma ochoty kiwnąć palcem. Nawet ciekawsze przedstawienie "miłości" było w, wielu osobom znanej, trylogii o Christianie Grey'u. Ja mam chyba trochę inną definicję miłości niż ta u głównej bohaterki powieści Sparks'a. Jeszcze taka myśl mnie naszła podczas lektury - czy lepsi są tak irytujący bohaterowie, przez których mamy ochotę przestać czytać, czy takie "nijakie ciepłe kluchy", które jednak nie doprowadzają czytelnika do furii ;)?
     Wydanie - książka znów klejona, a jako, że wypożyczyłam ją z biblioteki, kilka osób przede mną ją już przeczytało to można się domyślić, że kartki były w opłakanym stanie (chociaż tak się zastanawiam czy po lekturze gorzej było ze mną czy z książką...). Na jedyny plus tej książki można wziąć fakt, że nie było tutaj względnie błędów ortograficznych, stylistycznych i innych, które by jeszcze bardziej mnie od książki odpychały i dołowały.
     Miałam nadzieję, na mile spędzony czas z lekką lekturą. Niestety więcej szkody niż pożytku wyniesiemy z czytania. Na zakończenie napiszę jeszcze tylko jedno. "Prawdziwym cudem" jest to, że dokończyłam lekturę tej pozycji... 
     Moja ocena: 1/10.

niedziela, 6 października 2013

Reaktywacja bloga kosmetycznego :)

     Może niektórzy z Was wiedzieli, że prowadziłam również bloga kosmetycznego, niektórzy może dowiedzą się dopiero teraz. Niestety trochę podumarł poprzez moje zaniedbanie. Jednak postanowiłam go reaktywować. Jeśli ktoś jest również zainteresowany inną tematyką niż tylko książki, filmy oraz inne sprawy "kulturalne" to zapraszam na bloga kosmetyczno-zapachowego: my-cosmetics-reviews.blogspot.com. Wygląd bloga jeszcze na dopracowaniu ale wszystko jeszcze "przyjdzie z czasem". Nie chciałam zaśmiecać tego bloga, żeby nie wyszedł zupełny "misz-masz" a jako kobieta uwielbiam również wszelkiej maści kosmetyki, dlatego też nastąpiła reaktywacja. Może tym razem przeżyje on dłużej ;). Serdecznie zapraszam zainteresowanych.

sobota, 5 października 2013

'Królewna Śnieżka i Łowca' (Snow White and the Huntsman, 2012) - film







Dawno, dawno temu, w odległej krainie żyła zła królowa, która poleciła swemu myśliwemu zgładzić jedyną niewiastę piękniejszą od niej samej. Nie spodziewała się jednak, że podwładny sprzeciwi się jej rozkazom i zamiast zabić Królewnę Śnieżkę… nauczy ją sztuki wojny. Niezwykłe nowe wcielenie legendarnej baśni autorstwa Joe Rotha. Jedna z najbardziej oczekiwanych premier roku.









     Obejrzałam film z czystej ciekawości. Odtwórczyni głównej trochę mnie odstraszała, jednak postanowiłam sprawdzić jak Kristen Stewart się sprawdzi w innym filmie niż cała saga "Zmierzch". Pomimo, że nie nastawiałam się na bardzo dobrą produkcję to i tak była ona poniżej moich oczekiwań... 
     Fabuła - współczesna wersja bajki o Królewnie Śnieżce. I, że tak się wyrażę, jej siedmiu przydupasach ;P. Osobiście wolałam pierwotną/prawdziwą historię, niż tą uwspółcześnioną. Pod względem fabularnym niestety ten film, moim zdaniem, nie podołał. Choć pewnie znajdą się osoby, którym ta wersja się spodoba bardziej :). 
     Obsada aktorska - w tym wypadku można podzielić aktorów na tych, którzy mają umiejętności i predyspozycje do grania w filmach/serialach oraz tych którzy ich za grosz nie mają. Do tej drugiej grupy można na pewno zaliczyć odtwórczynie Śnieżki - Kristen Stewart. Co prawda już miała "dwie miny" a nie tylko jedną, czyli pusty wzrok oraz otwarta buzia. Tutaj udało się jej ją wreszcie zamknąć :). Uśmiechu na jej twarzy w filmach nadal nie widziałam. Natomiast do pierwszej grupy aktorów, którzy moim zdaniem sobie poradzili z rolą to Charlize Theron, jako Ravenna, oraz Chris Hemsworth wcielający się w Łowcę. Reszta podobała mi się w mniejszym lub większym stopniu. Natomiast nie było takich kiepskich aktorów jak wyżej wspomniana aktorka...
     Sceneria, czy nawet muzyka, dobrze dobrana. Efekty specjalne nawet ciekawie wyglądały. Jednak nie oglądałam zbyt dużo filmów z fantastyki więc może nie wiem co to znaczy "dobre efekty specjalne" :). Jednak jak na moje 'wymagania' w miarę dobrze wszystko razem wyglądało. 
     Niestety sama historia oraz główna bohaterka zupełnie nie przypadły mi do gustu. Szczerze powiedziawszy trochę się wymęczyłam podczas oglądania... Na pewno nie jest to film, który bym z wielką chęcią obejrzała jeszcze raz. Lepiej bym poświęciła te dwie godziny gdybym poszła spać w środku dnia, a nawet gdybym przesiedziała je na fejsie :).
     Moja ocena: 2/10

środa, 2 października 2013

"Zima pełni księżyca" Steve Hamilton




Alex McKnight, były policjant i od czasu do czasu prywatny detektyw, mieszka w myśliwskiej chacie nieopodal miasteczka w Michigan, gdzie zaszył się po pewnej nocy sprzed lat. Nocy krwi i szaleństwa, o której nie potrafi zapomnieć nawet wśród cichych, zasypanych śniegiem lasów. Ale przemoc znowu wdziera się w ten spokojny świat - wraz ze zniknięciem dziewczyny, którą Alex usiłował chronić przed jej agresywnym chłopakiem. Kto porwał Dorothy? Kto włamał się do chaty Alexa? Kto krąży wokół niego? Kto go śledzi? Odpowiedź kryje się na skutym lodem pustkowiu, gdzie już wkrótce Alex stoczy samotną walkę o życie. 


Tył książki







Autor: Steve Hamilton
Tytuł oryginalny: Winter of the Wolf Moon
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Siewior-Kuś Alina
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2000
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 240 



     Kupiłam swego czasu tą książkę, mając nadzieję, że będzie w miarę lekka i przyjemna. Stosunkowo niewielka liczba stron jak na kryminał wzbudziła we mnie nadzieję na dobrą oraz zwartą akcję. Niestety, moje nadzieje zostały rozwiane dość szybko.
     Fabuła prosta. Do byłego policjanta, prywatnego detektywa zgłasza się dziewczyna, która prosi go o pomoc. Niestety cała historia przedstawiona "płasko". Żadnych wplecionych innych wątków, mało akcji. Podczas czytania nie poczułam "ciarek na plecach". Przez całą książkę był ciągnięty tylko jeden wątek. Niestety nie był on również ciekawie pociągnięty. Osobiście po kryminałach oczekuje trochę lepszych historii z pewnym dreszczykiem. Takich, które potrafią zachęcić czytelnika do dalszego czytania. Tutaj niestety nastąpił silny powiew nudy.
     Bohaterowie niestety i w tej pozycji nijacy. Wszyscy stworzeni na "swoje podobieństwo", podczas czytania czasem mi się oni mylili. Niestety mało który autor dobrze potrafi nakreślić postacie, niestety do tego małego grona nie zaliczam tegoż autora.
     Styl autora trochę dziwny. Jak dla mnie, podejmował on w sposób dość nieudolny wprowadzanie pewnego napięcia. Pisał po prostu dziwnie. Inaczej tego określić nie potrafię :). Ni to lekki, ni to naukowy, nawet nie w sposób irytujący. Po prostu dziwnie :D. 
     Wydanie - tutaj akurat nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń. Miałam wydanie w twardej oprawie z wydawnictwa Amber. Książka była "szyta" a nie klejona. Wielkość czcionki, 'biel' stron - wszystko odpowiednio dobrane. Moje oko (w porównaniu do 'reszty' mnie)  nie męczyło się podczas czytania. 
     Podsumowując - nie jest to dobry kryminał. Na pewno są też gorsze, jednak spotkałam się również z wieloma innymi ciekawszymi. Odradzam osobom, które po raz pierwszy zamierzają sięgnąć po ten gatunek.
     Moja ocena: 3/10.

wtorek, 1 października 2013

Stos 7/2013

Kolejny nowy miesiąc a u mnie znów nowe książki. Niedługo chyba stanie się to tradycją ;). Całe szczęście tylko dwie z nich są zakupem własnym, więc jest nadzieja, że mój portfel bardzo nie odczuje tego wydatku ;). 

A oto książki: 


Z biblioteki: 
"Prawdziwy cud" Nicholas Sparks
"Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger

Zakup własny:
"Skrzywdzona" Cathy Glass
"Wstyd" Laura Walsh

Niestety dwóch pierwszych tomów z tej kolekcji nie udało mi się zdobyć. Niestety rozeszły się one szybko jak ciepłe bułeczki :).

czwartek, 26 września 2013

"Polowanie na męża, czyli teoria szczelnej przykrywki" Lynda Curnyn


Kiedy jeden z byłych narzeczonych żeni się, Angie DiFranco wybucha śmiechem i robi dobrą minę do złej gry. Gdy żeni się drugi, zaczyna czuć się nieswojo. Ale gdy trzeci decyduje się na ślub... Trzeci? Angie traktuje to jak osobistą klęskę. Czyżby coś było z nią nie tak, skoro nie potrafiła skłonić żadnego faceta, żeby w imię dozgonnej miłości wyłożył sporą sumę na zaręczynowy pierścionek? Zdaniem przyjaciółki z lat szkolnych - która, rzecz jasna, od lat ma męża - mężczyźni przypominają słoiki ze szczelnie zakręconą przykrywką. Tak szczelnie, że jedna kobieta nie da rady jej odkręcić - najwyżej trochę ją poluzuje. Dopiero następna bez trudu otwiera słoik. Angie zaczyna inaczej patrzeć na swój związek z Kirkiem, obecnym chłopakiem. Kiedy jego była dziewczyna postawiła mu ultimatum, uciekł gdzie pieprz rośnie. Ale zgodnie z teorią przykrywka nie jest już szczelna. Przy odrobinie wysiłku odskoczy z głośnym sykiem... 
Tył książki




Autor: Lynda Curnyn 
Tytuł oryginalny: Engaging Men
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Maura Iwona
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok pierwszego wydania polskiego: 2004
Liczba stron: 288



     Sięgnęłam po przeczytaniu opinii, że można w miarę szybko tę pozycję przeczytać. Może to dziwne ale chciałam mieć taką właśnie możliwość, żeby móc się wyrobić w przerwach między wizytami u lekarzy a kompletowaniem 'wyprawki studenckiej' :P. Miałam również nadzieję, że wreszcie jako kobieta polubię literaturę, która uzyskuje miano "literatury kobiecej". W końcu chyba warto wiedzieć co powinno teoretycznie mi "podpasować" :). 
     Tytuł co prawda odstraszający, jednak bardzo dobrze dopasowany do treści książki. Przez całą pozycję wraz z bohaterką przeżywamy jej podboje, próby by 'usidlić' faceta zgodnie z zasadą "szczelnej przykrywki" i doprowadzić do swojego małżeństwa. Jednym słowem - banał. Przynajmniej dla mnie. Pod względem fabularnym autorka nie stworzyła nic odkrywczego. Tytuł, opis z książki nie dają czytelnikowi możliwości odkrywania historii - wszystko niestety już jest skrócone i przedstawione. Chociaż dziwię się jakim cudem udało się autorce takie "masło maślane" wydłużyć na prawie trzysta stron. 
     Bohaterowie niestety niezbyt udani. Znów trafili się trochę nijacy. Jedynie przekonał mnie do siebie współlokator głównej bohaterki Justin. Trochę pokręcony człowiek, ze swoimi 'pasjami' ale jako jedyny został głębiej przedstawiony. Autorka tylko mu dała pewną osobowość, która wyróżniała się ze wszystkich postaci. 
     Styl autorki rzeczywiście przyjemny. Na prawdę da się dzięki temu tą pozycję szybko pochłonąć. Z drugiej strony nie wiem czy to nie kwestia rozwlekania całej historii. Chociaż tworzyć dłuugaśne historie, które nie mają prawie w ogóle akcji też chyba trzeba potrafić tworzyć ;). 
     Wydanie... Znów spotkałam się z dziwnym przenoszeniem końcówek wyrazów do kolejnej linijki. Może to ja jestem dziwna, jednak mnie uczono, żeby słowo dzielić na sylaby i ewentualnie jeden czy więcej 'zbiór' sylab przenosić (np. przej-ście a nie jak to bywało prze-jście). Chyba, że zostałam źle nauczona albo zmieniły się zasady ortografii ;). Mistrzem ortografii raczej nie jestem ale dziwnie wyglądało... W tej pozycji, pomimo klejenia stron, nie wydaję mi się, żeby po kilku przeczytaniach cała miała się rozlecieć. Nie wiem od czego to zależy, jednak to, że nie popsuje się szybko ta pozycja można zaliczyć na plus. Do reszty aspektów wydania, które wpadło mi w łapki zastrzeżeń nie mam :). 
     Książka raczej z tych "przeczytać i zapomnieć". Nie należy ona do ambitnych, nie powala fabułą... Jednak miałam pewien dylemat jak ocenić tą pozycję. Podczas czytania wbrew pozorom trochę się odprężyłam, nie denerwowałam się na absurdalność powolnej akcji ;). Na pewno nie zasługuje na wysoką notę, ale chyba też nie jest to jedna z najgorszych książek jakie czytałam.
     Moja ocena: 4/10.

piątek, 20 września 2013

"Kiedy myślę o Tobie" Jill Mansell




Gniazdo Ginny Holland opustoszało - jej córka właśnie wyjechała na studia. Ginny nie potrafi poradzić sobie z poczuciem osamotnienia i w wieku trzydziestu ośmiu lat odkrywa, że przyszedł czas, by ułożyć sobie życie od nowa. Niestety, początki bywają trudne, tym bardziej, że pierwszy mężczyzna, który wpada jej w oko, oskarża ją o kradzież...
A czy córka usycha z tęsknoty za matką? Skądże! Wyjazd z domu jest dla niej fascynującą przygodą i dziewczyna chętnie korzysta z wolności. Na szczęście jej matka nie jest zaborcza ani nadopiekuńcza. Poza tym Ginny po prostu nie ma czasu, by ingerować w życie swego dorosłego dziecka. Nowa praca, nowy mężczyzna... Czy nie za dużo tych zmian?
Tył książki






Autor:Mansell Jill
Tytuł oryginalny: Thinking of You
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Konopko Magdalena
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2007
Rok pierwszego wydania polskiego: 2008
Liczba stron: 464
 
 
 
     Dobiegają końca moje ostatnie wakacje w życiu. Miałam nadzieję na niezobowiązującą oraz  ciekawą i lekką powieść, która umili mi te ostatnie dni "wolności". Niestety padło na tą pozycję. Po jej opisie miałam nadzieję, że spełni moje oczekiwania, jednak rzeczywistość okazała się dość brutalna... 
     Fabuła - ciężko nazwać historię zawartą na tych stronach ciekawą. Dla mnie była ona aż do bólu przewidywalna i nudna. Wszystko ciągnęło się jak flaki z olejem. Bardziej 'pokręcone' są zapewne moje kolana niż cała historia przedstawiona przez autorkę. Miało być śmiesznie - niestety nie było, przynajmniej dla mnie. Na pewno na stronach tej powieści nie znajdziemy ciekawej akcji, w której coś się dzieje, czy chociażby jakiś element, który przyciągnie czytelnika. Na prawdę żałuję, że mam pewną "manię" kończenia zaczętych książek. Straciłam kilka cennych dni/chwil na tą pozycję... 
     Bohaterowie w tej powieści są strasznie nudni. Moim zdaniem bardzo słabo nakreśleni, mało wyróżniający się z tłumu. Wszyscy bohaterowie byli dla mnie praktycznie tacy sami. Ani irytujący, ani ich się nie pokochało. Po prostu byli. Brakowało mi barw w tych postaciach, albo chociażby jednej, która mogłaby jakkolwiek starać się uratować całość. Niestety nic takiego nie znajdziemy. Jedynie co tam będzie to ogromny "zawód książkowy".
     Styl autorki - całe szczęście nie był męczący. Dało się przebrnąć przez pozycję pod względem językowym. Nie zmienia faktu, że w ogóle nie miało się chęci powracania do historii zawartej w tej powieści. Autorka nie stworzyła 'magii' książki, która przyciągałaby czytelnika. Niby lekko, niby przyjemnie - niestety było ciągłe mielenie tego samego. Nic twórczego Pani Mansell w tejże powieści nie przedstawiła... A ponoć pisze bestsellery?
     Wydanie - tutaj też się przyczepię. Nie wiem czy tylko ja mam jakieś felerne egzemplarze czy czym nagrzeszyłam w poprzednim życiu ale często natrafiam na takie błędy, typu ten na zdjęciu: 
Nie jest to pierwsza, zapewne i nie ostatnia powieść w której znajduje takie 'błędy'. Niestety im więcej ich widzę tym bardziej mnie denerwują... W tej pozycji również na nie jestem klejonemu grzbietowi - jako, że była to książka z biblioteki to po kilku przeczytaniach pewnie się rozleci... Mi się udało, że jako jedna z pierwszych przeczytałam tą pozycję z biblioteki (a przynajmniej tak ona wygląda :)). Co do reszty elementów składających się na wydanie tej powieści nie mam zastrzeżeń.
     Cała pozycja bardzo słabo wykonana. Historia strasznie nużąca, kilka razy przysnęłam czytając. Na pewno będzie idealna dla osób cierpiących na bezsenność. Podsumowując ogólnie to żałuję poświęconego na tą pozycję czasu. Ogólnie nie polecam.
     Moja ocena: 2/10.

niedziela, 15 września 2013

"Morderca bierze wszystko" Erica Spindler


 


Nagła śmierć Cassie, serdecznej przyjaciółki, mobilizuje Stacy Killian do działania, Ta była policjantka ma duże doświadczenie oraz intuicję. Podejrzewa, że Cassie, entuzjastkę gier fantasy, zabił ktoś z kręgu ludzi związanych właśnie z grami komputerowymi.
Poszukiwania doprowadzają Stacy do mężczyzny, którego przeszłość kryje wiele mrocznych sekretów. 
Zarówno Stacy, jak i detektyw Spencer Malone, delegowany do rozwikłania zagadki, zostają wciągnięci w przerażający świat szalonej gry, w której każdy może zginąć... 

Tył książki 







Autor: Erica Spindler
Tytuł oryginalny: Killer Takes All
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Puławski Krzysztof
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2005
Rok pierwszego wydania polskiego: 2006
Liczba stron: 480



     Przeczytałam już dwie książki Pani Spindler i jak zobaczyłam tą pozycję na półce biblioteki od razu ją wzięłam. Niestety dopiero tuż przed rozpoczęciem czytania zobaczyłam w internecie, że jest to drugi tom cyklu o Stacy Killian - jednak nie zraziło mnie to i ze smakiem zabrałam się za lekturę. Mam nadzieję, że jeśli przeczytam w odwrotnej kolejności to za dużo nie stracę :). Może jedynie kilka faktów z poprzedniej części się dowiedziałam - jednak mam cichną nadzieję, że nie zdradzały zupełnie zakończenia.
     Fabuła - żeby nie zdradzić za wiele nie wiem czy mogę napisać coś więcej niż to co zostało ukazane na tyle książki. Czasem niektóre recenzje są spoilerami, natomiast ja jak najbardziej chciałabym tego faktu uniknąć. Mi osobiście książka pod względem historii bardzo się spodobała. Co prawda nie jestem fanką gier RPG, nie mam o nich zielonego pojęcia to podczas czytania nie miało to znaczenia. Cała akcja rozgrywała się ciekawie, w dobrym tempie. Obyło się o dziwo również w tej pozycji bez nudnych kawałków. Całą książkę pochłonęłam w weekend. Pomimo, że fabuła bardzo ciekawa, całość wciągała niemiłosiernie, był pewien element, który nie dawał mi podczas czytania spokoju. Nie jestem pewna co na to wpłynęło - czy czytałam już kiedyś tą książkę, czy pomysł na nią został zerżnięty z jakiegoś filmu, serialu czy innej książki - miałam wrażenie, że już coś podobnego czytałam. Ciągle miałam wrażenie, że gdzieś już wykorzystana została "Alicja w Krainie Czarów" właśnie odnośnie gier i był to jakiś kryminał. Tylko nie potrafię wskazać czy to ta książka czy zupełnie coś innego... 
     Bohaterowie, przynajmniej moim zdaniem, dobrze skonstruowani oraz ciekawi. Żadna z postaci nie była nudna, ani irytująca. Co prawda albo się kogoś polubiło albo znienawidziło - mi podczas czytania nie zdarzyła się sytuacja, że ktoś wydawał się zupełnie nijaki czy tak irytująco denerwujący, że chciałoby się żeby jak najszybciej ona/on zniknęła :). Wiadomo, że bohaterowie czasem już od pierwszych stron dzielą się na tych "dobrych" i "złych". Jednak w tej pozycji, nawet do samego końca nie zawsze dało się "zaszufladkować" postacie - i w tym wypadku powiedziałabym, że to duży plus. 
     Styl autorki bardzo przyjemny. Idealni potrafi ona zbudować napięcie i spowodować chęci u czytelnika do pozostania z bohaterami jak najdłużej. Nie męczy czytelnika. Natomiast z pewnością można napisać, że zapewnia mu odpowiednią rozrywkę w czasie poświęconym tejże pozycji.
     Wydanie, które wpadło w moje łapki do najlepszych bym nie zakwalifikowała. Jednak nie jest również ono najgorsze z jakim się spotkałam. Jako takich błędów językowych czy ortograficznych nie widziałam, jednak w niektórych miejscach widziałam źle "przenoszone" końcówki wyrazów do następnej linijki. Mnie osobiście trochę inaczej uczyli w podstawówce, niż sposób, który został wykorzystany w tej pozycji :). Cała reszta, moim skromnym zdaniem, bez zarzutu :).
     Książka "Morderca bierze wszystko" jest bardzo przyjemną książką, którą mam nadzieję, że zapamiętam na jakiś czas. Odpowiednia jako rozluźnienie na weekend czy nieprzespane wieczory w tygodniu. Moim zdaniem można ją czytać o każdej porze roku :). Ja tak się wciągnęłam, że przeczytałam tą pozycję w weekend. Mam nadzieję, że uda mi się dorwać kolejne pozycje tej autorki. Jak dotąd się nie zawiodłam.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 13 września 2013

"Marzenia Joy" Lisa See



Jest rok 1957. Joy słyszy zaciekłą kłótnię matki z ciotką, dowiaduje się wstrząsającej prawdy i opuszcza bezpieczne Los Angeles, zostawiając list, w którym pisze o swojej wielkiej fascynacji Chinami. Wyrusza tam, by odnaleźć prawdziwego ojca, a wkrótce potem Pearl podąża jej śladem. Wychowała Joy jak własną córkę, a ona teraz wraca do kraju budzącego w Pearl zrozumiały strach. 
Ciężka praca i trudne warunki życia na wsi sprawiają, że Joy zaczyna realnie patrzeć na komunistyczne Chiny. Polityka gospodarcza Mao doprowadza do tego, że ludzie masowo umierają z głodu, dochodzi wręcz do kanibalizmu. Pearl i Joy toczą walkę nie tylko ze swoją przeszłością, lecz także z bezduszną machiną urzędniczą państwa, w którym nie ma miejsca na normalność. 
Tył książki




Autor: Lisa See
Tytuł oryginalny: Dreams of Joy
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mazan Maciejka
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2011
Rok pierwszego wydania polskiego: 2012
Liczba stron: 400



     Pod koniec czerwca przeczytałam książkę "Dziewczęta z Szanghaju", która bardzo mi się spodobała. Jak zobaczyłam w bibliotece jej kontynuację bez wahania wyniosłam ją ze sobą do domu :). I tak oto właśnie skończyłam również czytać "Marzenia Joy". 
     Książka przedstawia dalsze losy sióstr - Pearl i May - oraz Joy. Skończyłam niedawno czytać tą pozycję a nadal jestem myślami przy bohaterkach. Fabuła bardzo ciekawie przedstawiona, wszystko działo się w dobrym tempie, dość jednolicie - nie było elementów przy których bym się nudziła. Moim zdaniem bardzo rzadko zdarza się historia, która przez cały czas trzyma nas w odpowiednim napięciu. Czytając wraz z bohaterami przeżywamy ich przygody, przeprawy przez granice. Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji, poprzez smutek, radość, euforie. Czy jest coś jeszcze czego oczekuje czytelnik :)?
     Bohaterowie - ci główni bez zmian. Doszło kilka nowych postaci. Jednak nie wiem czy jest sens powtarzania się. Co do postaci wszystko opisałam w poprzedniej recenzji i w tym wypadku nic się nie zmieniło :). Nadal są oni odpowiednio dobrze przedstawieni i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu. Wszyscy byli przedstawieni idealnie, w bardzo dobrych proporcjach by opisana historia była odpowiednio ukazana i chwyciła nas za serce.
     Styl autorki - zbyt dużo odkrywczych elementów nie napiszę. Tak jak w przypadku poprzedniej części, autorka w stosunkowo lekki sposób przedstawia dość trudne tematy. Potrafi budować napięcie, umie przyciągnąć myślami oraz ciałem czytelnika do swoich pozycji. Można przy niej odpocząć 
     Wydanie - niestety w tym wypadku mam jedną uwagę. Książka była 'klejona', a jako, że wypożyczona z biblioteki to nie wiem jak długo ta pozycja jeszcze tam przetrwa. Niestety nie każdy czytelnik stara się dbać o książki (co niestety bardzo boli moje serce :(). Reszta bez zarzutu - nie wpadły mi w oko błędy stylistyczne czy ortograficzne, wielkość czcionki odpowiednio dobrana. W tym przypadku do niczego więcej nie mogę się przyczepić.
     Rzadko się zdarza, że kolejna część jest lepsza od poprzedniej, jednak w tym przypadku autorce udało się. Pomimo, że "Dziewczęta z Szanghaju" to bardzo dobra pozycja to ta - "Marzenia Joy", jest jeszcze lepsza. Niestety nie są to jeszcze pozycje, które by na miano mojej "ulubionej" zasłużyły. Jednak z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki - dwie mam na swojej półce "na własność" a jeszcze jedną z biblioteki :)
     Moja ocena: 8/10.
Related Posts with Thumbnails