sobota, 14 maja 2011

'Fałszywa dwunastka' (Cheaper by the Dozen, 2003) - film

Tom Baker (Martin) dostaje ofertę pracy trenera drużyny footballowej w Northwestern University w Chicago. Wraz z żoną Mary (Hunt) przenosi się do dużego miasta. Zmiana miejsca zamieszkania jest wielką zmianą nie tylko dla Toma i Mary, ale przede wszystkim dla ich 12 dzieci. Najmłodsze, bliźniaki Kyle i Nigel, są w wielku przedszkolnym, najstarsza zaś 22-letnia Anne (Perabo) już opuściła rodzinne gniazdko. Oboje z rodziców są bardzo zapracowani i spędzają dużo czasu poza domem. Będą musieli jednak znaleźć nowy sposób wychowywania licznego potomstwa, ale to nie będzie łatwe. 

Obejrzałam dziś w tv w trakcie robienia sobie obiadu  i prasowaniu sterty prania. Jako 'czasoumilacz' film może być, jednak nie jest to produkcja wysokich lotów... Niby komedia ale wcale nie było momentów w trakcie których mogłabym się uśmiechnąć. Gromadka dzieci, rodzice podążający za pracą i 'słitaśne' zakończenie. Mniejszym/młodszym osobnikom pewnie się bardziej spodoba ta produkcja. I zakończenie może dla niektórych "pouczające". Ale dla mnie? Pomimo 20 lat (czyli jeszcze chyba :P nie jestem aż tak stara) nie urzekł mnie ten film. Albo po prostu nie w ten czas obejrzałam... Pewnie tego typu produkcje będą mi się bardziej podobać po sesji dla odmóżdzenia ;).
Moja ocena: 5/10.

środa, 4 maja 2011

"Gnój" Wojciech Kuczok








Gnój jest historią rodzinnego piekła, opowiadaną przez dziecko, które już to wszystko ma za sobą, ale z jakichś przyczyn dzieckiem być nie przestało.
Wojciech Kuczok, tył książki













Autor: Wojciech Kuczok
Język oryginalny: polski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna polska 
Forma: powieść
Liczba stron: 214



     Po książkę Wojciecha Kuczoka sięgnęłam ot tak po prostu. Pierwsza książka po którą wyciągnęłam rękę w biblioteczce rodziców. I nie żałuję. 
     Powieść dość specyficzna. Na pewno nie dla każdego, nie na każdy nastrój. Historia rodziny, kilku jej pokoleń. Dość brutalnie ukazana rzeczywistość niektórych rodzin, ich zwyczaje, zachowanie. Momentami łzy leciały mi po policzkach (np. w momentach bicia dziecka), chociaż nie wiem czy to wina książki czy jestem po prostu nadwrażliwa na takie elementy (+ okres :P).
     Książka pisana dość specyficznym językiem, jednak nie przeszkadza to w dość szybkim przeczytaniu książki. Pomimo, że powieść porusza dość trudny temat, przeczytałam ją w jeden wieczór. A raczej jedną noc - siedziałam do godziny trzeciej w nocy i nie mogłam przestać czytać.
     Pomimo, że historia opowiedziana dobrze, ładnymi słowami czegoś mi w niej brakowało. Więcej mogłoby być osób, trochę lepiej opisane uczucia. Czuję lekki niedosyt po przeczytaniu.
     Moja ocena: 7/10. Ogólne wrażenia pozytywne. Polecam tą pozycję!

wtorek, 3 maja 2011

"Prawnik" John Grisham


Posada w największej kancelarii prawniczej świata.
Pensja, o jakiej nawet najlepszy student prawa nie śmie marzyć.
Propozycja, której nie można odrzucić... ani przyjąć.

Kyle McAvoy to młody absolwent Yale, któremu świat powinien paść do stóp - a tymczasem jego życie staje się koszmarem. Zmuszony szantażem do przyjęcia posady na Wall Street w najbardziej prestiżowej firmie prawniczej świata, Kyle staje się pionkiem w zabójczej grze korporacyjnego szpiegostwa.

Tak jak inny młody prawnik, Mitch McDeere z Firmy, Kyle jest wtrącony w sytuację, która go przerasta. I tak jak Mitch, Kyle nie ma nikogo, kto mógłby mu pomóc, ani miejsca, gdzie mógłby się schronić...






Autor: John Grisham
Tytuł oryginalny: The Associate 
Język oryginalny: angielski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania: 2009 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 318


     Dużo osób polecało książki Grishama. Wielu mnie męczyło, żebym i ja wzięła do ręki, którąś z jego książek. Przez to stworzyłam sobie obraz o Johnie Grisham'ie, że jest wielkim 'guru' w tym gatunku powieści. Bałam się, że mogę nie docenić twórczości pisarza, którego jednak tak dużo osób wielbiło.
     Jednak się przemogłam, wzięłam do ręki jego książkę. Padło właśnie na "Prawnika". I nastąpiło to czego się bałam - rozczarowałam się, padł 'obraz idealnego Johna Grisham'a' i jego powieści. Ale do rzeczy...
     Książkę bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Pomimo prawniczych sformułowań można bez problemu przez nie przebrnąć nie czując się głupkiem ;).Fabuła całkiem całkiem. Jednak, żeby nie było tak pięknie teraz trochę pozrzędzę. Spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Czasem powiewało nudą, za mało akcji jak na thriller/sensację/kryminał. Nie było nic zaskakującego, zabierającego dech w piersiach. Jeszcze to zakończenie... Możliwe, że ktoś lubi takie końcówki, gdzie autor pozostawia wiele do domysłu ale ja wole konkretne zakończenie, które niekoniecznie musi być wesołe i zbyt przesłodzone.
     W sumie powieść nie była aż taka zła. Dam jeszcze jedną szansę autorowi, jednak tym razem na pewno moje wymagania będą mniejsze i nie aż tak wygórowane...
     Moja ocena: 6/10.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

'Było sobie kłamstwo' (The Invention Of Lying, 2009) - film

W alternatywnej rzeczywistości, w której toczy się akcja, kłamstwo nie istnieje. Wszyscy od zwykłych ludzi aż po wysokich rangą obywateli mówią prawdę, bez względu na konsekwencję. Życiowy nieudacznik o imieniu Mark (Ricky Gervais) nabywa zdolność kłamania i odkrywa, że może na tym skorzystać. Szybko nabywa fortunę, oraz staje się sławną i rozpoznawalna osobą. Czy zdoła dzięki mówieniu nieprawdy zdobyć serce ukochanej? 
 
Hmm... Kolejny film trudny do zdefiniowania. Pierwsze co mi przychodzi na myśl to to, że rozpierdolił mnie ten film. Tylko nie wiem czy w negatywnym czy pozytywnym słowa tego znaczeniu. 
Momentami debilny, nie do zniesienia. Ale... momentami się uśmiałam. I nie było to wcale wymuszony śmiech. Faktem jest, że humor w tym filmie jest dość specyficzny, co często większości może nie pasować. Mi się jednak to podobało. Film zarazem sztuczny jak i naturalny. Aż ciężko mi było momentami uwierzyć, że oglądam ciągle ten sam film. Na wielki plus w tej produkcji jest to, że nie jest to aż tak typowy schemat amerykańskich komedyjek. Nie było bardzo przesłodzonego zakończenia (w porównaniu do innych tego typu produkcji). Ciekawa jest również koncepcja filmu. 
Pomimo niektórych plusów coś mi bardzo nie pasowało w tym filmie. Czasem tak mam, że nie potrafię zidentyfikować co mi przeszkadza i niestety w tym filmie mam ten problem. Niby fajnie się oglądało, czasem się uśmiechnęłam ale to nie wystarczy, żebym oceniła film bardzo wysoko. Ogólnie wrażenie mam pozytywne jednak zachwycenia nie odczułam po obejrzeniu filmu.
Moja ocena: 6/10

niedziela, 24 kwietnia 2011

"Ślub" Nicholas Sparks



Wilson Lewis, wzięty, dobrze prosperujący prawnik, ma siebie za przykładnego męża i ojca. Nie może zrozumieć dlaczego stosunki z dziećmi i żoną układają mu się coraz gorzej. Otrzeźwienie przychodzi w momencie, gdy zapomina o dwudziestej dziewiątej rocznicy ślubu. Postanawia się zmienić, biorąc przykład ze swojego teścia, Noaha Calhouna, którego szczęśliwy związek miłosny z Nellie trwał pięćdziesiąt lat. Wilson jest pewien swojej miłości do Jane i wie, że musi ją odzyskać. Nie tylko nie zapomni kolejnej rocznicy małżeństwa - mało tego, postara się, by było to naprawdę wyjątkowe wydarzenie. Tymczasem córka oznajmia, że w dniu, w którym przypada rocznica ślubu rodziców, sama chce wziąć ślub... 
 Opis książki
 




Autor: Nicholas Sparks
Tytuł oryginalny: The Wedding 
Język oryginalny: angielski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna 
Forma: powieść
Liczba stron: 272



      Powieść dużo gorsza od pierwszej części, czyli "Pamiętnika".
     Historia znów o miłości. O tym jak mężczyzna raz zapomniał o rocznicy ślubu i po tym postanowił zmienić swoje życie małżeńskie na lepsze. Dla mnie książka zbyt ckliwa. Tak tak, pomimo, że jestem babą, to nie lubię tak przesłodzonych historii. Jest to historia o ludziach z krwi i kości a wszystko było tak nierealne (w Oskarżonym pluszowym M. trochę inaczej do tego podchodziłam ale to była trochę inna 'bajka'), że aż piszczało [a nie jest to gatunek sci-fi, ani bajka, ani coś o misiach itp., gdzie takie coś w sumie bym dopuściła]. Niektóre momenty były jakby wzięte z kosmosu, nieprzemyślane, wlepione do tej historii ot tak po prostu, jedynie chyba żeby zajmowała więcej stron i żeby zmęczyć książką czytelnika. Przewidywalność zakończenia biła po oczach. Sądzę, że nie bardzo pomyliłabym się ze stwierdzeniem, że nawet dziesięciolatek domyśliłby się co się zaraz stanie :). Nie było zbyt dużo akcji na tych prawie 300 stronach, nic co by mogło zaskoczyć.
     Książka, którą mogłabym ocenić jako nieudana próba 'wyciskacza łez', skierowana jest wg mnie raczej do nastolatek w wieku gimnazjalnym niż starszej grupy wiekowej.
A cóż można o powieści Sparks'a powiedzieć pozytywnego? Na pewno szybko i stosunkowo lekko się ją czyta, coś dla zbicia czasu. Jednak czy przyjemnie? Jeśli treść byłaby lepsza to można by dokonać takiego stwierdzenia. Historia próbująca trochę przemycić jakieś wartości ale zbytnio się to nie udało. Przynajmniej nie zostały one dobrze przedstawione. Nawet próbując czytać między wierszami zbyt dużo nie można było 'zobaczyć'.
     Po tej pozycji trochę się zraziłam do autora. Czy wezmę do ręki kolejną jego powieść? Możliwe, że tak ale nie będzie to pewnie zbyt prędko... Jedynie książka wspomniana na samym początku tej recenzji ratuje tego Pana.
     Moja ocena: 3/10. Może udałoby się coś z tego wyskrobać...

piątek, 22 kwietnia 2011

"Trucicielka" Eric-Emmanuel Schmitt






Marie wyznaje na spowiedzi, że zamordowała swoich trzech mężów. Czy opisane przez nią zbrodnie to prawda, czy tylko perfidna gra, w której stawką jest dusza młodego księdza?
Obsesja towarzyszy wszystkim bohaterom opowiedzianych w "Trucicielce" historii. Każe im walczyć - o rodzinę, sławę, miłość. Niszczy, ale czasem daje drugą szansę. 
Schmitt odsłania mechanizm obsesji - pokazuje, jak łatwo jedna myśl może zatruć życie człowieka. 
Opis z tyłu książki








Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł oryginalny: Concerto a la memoire d'un ange 
Język oryginalny: francuski 
Tłumacz: Sylwestrzak-Wszelaki Agata 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna 
Forma: zbiór opowiadań/nowel 
Rok pierwszego wydania: 2010 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2011
Liczba stron: 240



    Książka składa się z czterech opowiadań, każde opisuje inną historię, plus pamiętnika autora. Wszystkie opowiadania przedstawione w ciekawy sposób, wciągają. Przynajmniej mnie, jak usiadłam i zaczęłam czytać, na dobre jak mi się wydawało godziny ;). Chciałam delektować się każdą czytaną kartką, każdym przeczytanym słowem.
     Cztery historie, pomimo, że opowiadają inną historię, mają wspólny mianownik.
     W opowiadaniu Trucicielka, poznajemy starszą kobietę o imieniu Marie, oskarżoną o zamordowanie swoich trzech mężów, pomimo to uniewinnioną. W momencie gdy pojawia się nowy ksiądz, postanawia go uwieść, mieć go tylko dla siebie, myśląc, że przez przyznanie się do winy i opowiedzenie wszystkich swoich tajemnic zatrzyma go przy sobie. Cóż za błędne i egoistyczne myślenie, czyż nie? Na koniec nie dotrzymała jeszcze swojej obietnicy, danej młodemu księdzu.
     W kolejnych opowiadaniach poznajemy historię o ojcu (Powrót). O jego miłości do córek oraz bólu i cierpieniu jaki może sprawić informacja o śmierci jednej z nich. W Koncercie Pamięci Anioła historia zawiści, współzawodnictwa pomiędzy dwoma znajomymi i również skrajnej przemiany jaką człowiek może przejść.
     Jednak ostatnie opowiadanie poruszyło mną najbardziej. Ile zdrad jest skłonna kobieta wybaczyć mężu? Ile cierpienia może w sobie dusić? Opowiadanie typowo o miłości, jak silna pomimo wielu nieprzyjemności może ona być. Dopiero zbliżając się ku śmierci widzimy jak silne potrafi być nasze uczucie.
     Każda historia dała mi wiele do myślenia. Każda ukazuje nasze słabości, pragnienia. Ukazuję jak bardzo człowiek może sobie nie zdawać sprawy z rzeczy pozornie błahych.
      
     Moja ocena: 10/10. Nie żałuję przeczytania tej książki i wydania na nią pieniędzy. Polecam ją każdemu :)!

czwartek, 21 kwietnia 2011

'Niepokonani' (The Way Back, 2010) - film

W 1940 roku grupa śmiałków pochodzących z różnych krajów ucieka z sowieckiego gułagu. Bez mapy czy kompasu uciekinierzy podejmują się niemożliwego - od Syberii, przez tajgę, wyżyny Mongolii, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje docierają aż do Indii. Niezwykła podróż przez 6000 km pełna jest heroicznej walki o przetrwanie. Pomimo różnic kulturowych i barier językowych przyświeca im wspólny cel – chcą odzyskać utraconą wolność. Nie sprzyjają im mordercze mrozy i nieznośny upał. Przemierzają pieszo najbardziej niezwykłe i niebezpieczne rejony świata, ucząc się przebaczać i odzyskiwać utracone w gułagu człowieczeństwo.

Na film wybrałam się razem z mamą do kina :) i nie żałuję wydanych pieniędzy na bilet. Dla niektórych film może być trochę monotonny - w końcu pokazana jest głównie podróż 'uciekinierów' - czyli tylko idą i idą (słyszałam takie opinie po seansie...). Jednak dla mnie została bardzo dobrze przedstawiona historia. Reżyser i inni (nie wiem kto tam jeszcze dokładnie się zajmuje filmami i pracuje na planie oprócz aktorów :P) bardzo dobrze zadbali o najmniejsze szczegóły, chociażby takie jak poparzona skóra od słońca po długiej wędrówce. Pomimo, że film raczej do wesołych ogólnie nie należał (w końcu o ludziach którzy uciekli z gułagu w trakcie wojny) były też wesołe momenty. Jako, że studiuje Finanse i Rachunkowość, specjalność Rachunkowość najbardziej wpadł mi w pamięć 'żarcik' o "dowcipnych księgowych" :). 
Jedyną dla mnie wadą w tym filmie był Colin Farrell. Ja go po prostu 'nie trawie'. Jak dla mnie nie jest on ani przystojny, ani nie zachwyca swoją grą aktorską. Ja go kojarzę tylko z tego całego romansu z Bachledą-Curuś i obejrzanego później filmu "Ondine". Więc jeśli go ktoś lubi może sam film oceni wyżej. 
Moja ocena filmu: 8/10. Film bardzo mi się podobał (pomimo jednego defektu), polecam wszystkim :).

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

"Oskarżony pluszowy M." Clifford Chase



Purnosens, groteska i ostra satyra na instytucje publiczne, na głupotę i bezduszność ludzi mieszają się z liryzmem wspomnień i refleksji misia. 
Pluszowy miś może być  bardzo niebezpieczny. Jeśli ma marzenia i duszę. Wtedy trzeba go tropić, wysłać przeciwko niemu oddział antyterrorystyczny, skuć go kajdankami, osadzić w więzieniu i sądzić całymi miesiącami, oskarżając o 9678 zbrodni. I żądać kary śmierci. 
Pluszowego misia należy uznać za wroga publicznego numer jeden. Bo ludzi i świat pojmował uczuciami. Bo pragnął miłości i akceptacji. Bo chciał być sobą i cieszyć się życiem. 
Opis książki






Autor: Clifford Chase
Tytuł oryginalny: Winkie 
Język oryginalny: angielski 
Kategoria: Literatura piękna 
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna 
Forma: powieść 
Rok pierwszego wydania polskiego: 2007
Liczba stron: 256


Powieść dość nietypowa. Wszystko nierealne już od pierwszych stron - miś, który chodzi, myśli, czuje. Ale czy wszystkie książki muszą być realistyczne :)?
Historia sama dość ciekawa. Ukazuje jak łatwo można oskarżyć o cokolwiek niewinną osobę, zdobyć fałszywych świadków, sfałszować dowody. Tylko czy oby na pewno jest to tylko parodia? W dzisiejszych czasach mam wrażenie, że jest tutaj wiele prawdy. Historia momentami rozczulająca, wprowadzająca na moje usta uśmiech. Jednak w większości czasu podczas lektury tej książki czułam smutek, współczucie dla tego misia.
Książka może wydawać się lekka i przyjemna, do przeczytania w jeden wieczór. Moim zdaniem jednak trzeba by poświęcić chwilę na refleksję, czy oby na pewno problem z instytucjami nie dotyczy i nas, czy musimy dać się tak omamić przez 'lepszych' i dać się zepchnąć na margines? Chociażby pan Niewygrał nie był nigdy brany poważnie chociażby przez swoje jąkanie się. Czy na prawdę trzeba tak traktować ludzi przez takie rzeczy?
Pomimo tych jako takich pozytywów książka nie była niestety jakoś bardzo porywająca. Styl pisania, pomimo, że można było dość szybko czytać, przeszkadzał. Przynajmniej dla mnie nie był jakiś rewelacyjny, czytałam lepiej napisane książki. Pomimo ciekawej fabuły, niektóre momenty były bez sensu, przeszkadzały w całej historii.
Nie namawiam do czytania jednak również nie zamierzam Was zniechęcać :).
Moja ocena: 6/10.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Stosik - marzec i kwiecień

Oto moje 'zdobyte' książki od marca do teraz, czyli połowy kwietnia. Mam nadzieję, że nic nowego do końca miesiąca nie wpadnie :). 

Książki od góry: 
- "Oddaj mi dzieci" Donya Al-Nahi, Eugene Costello,
- "Nie dla mięczaków" Monika Szwaja (książka całe szczęście jako gratis do książki, z okazji Światowego Tygodnia Książki 2011),
- "Trucicielka" Eric-Emmanuel Schmitt,
- "Po prostu razem" Anna Gavalda,
- "Kochanki i królowe" Benedetta Craveri,
- "Balzac. Biografia" Stefan Zweig.

Czyli kolejne 6 książek, które nie wiem kiedy zdążę przeczytać... 

sobota, 9 kwietnia 2011

'Kiedyś mnie znajdziesz' (Then She Found Me, 2007) - film

Film to zabawna historia April Epner, szkolnej nauczycielki, która została adoptowana zaraz po swoich narodzinach. Teraz, w wieku 39 lat, April marzy o własnym dziecku. Jednakże jej słodki, lecz niedojrzały mąż oznajmia, że ich małżeństwo jest skończone. April jest oszołomiona i zdruzgotana. Ponadto umiera jej adopcyjna matka. Tymczasem Berenice, bardzo ekscentryczna kobieta, deklaruje że jest biologiczną matką głównej bohaterki. Świat April wywraca się do góry nogami. Stara się odzyskać równowagę i spełnienie, w czym pomagają jej nowo odnaleziona matka i Frank - ojciec jednego z jej uczniów.

Mam mieszane odczucia co do tego filmu. Na pewno jest o niebo lepszy niż te denne komedyjki, które ostatnimi czasy zdarzyło mi się oglądnąć. Aktorzy grali dobrze, nie było widać takiej mega sztuczności. Koncepcja filmu jako tako może być, choć tematyka ździebko oklepana - kobieta która rozpaczliwie chce mieć dziecko. Cały film był trochę nudnawy, nie było ciekawej akcji. Film tak naprawdę trochę o wszystkim i o niczym. Jednak nawet przyjemnie się oglądało.
Dlatego moja ocena: 5/10.
Related Posts with Thumbnails