piątek, 23 stycznia 2015

'Gwiazd naszych wina' (The Fault in Our Stars, 2014) - film





Hazel i Gus podzielają ten sam rodzaj sarkastycznego poczucia humoru, niechęć do konwenansów i - wreszcie - miłość, za sprawą której przeżywają niezapomnianą podróż. Pomimo tego, że tych dwoje nastolatków musi stawić czoła nadzwyczajnym wyzwaniom, ich odwaga i wzajemne oddanie dowodzą, że choć życie nie jest idealne, to miłość już tak.










     Często po przeczytaniu książki zabieram się za obejrzenie jej ekranizacji. Zazwyczaj nie podobają mi się one, gdyż znacząco odbiegają od fabuły książki (ba! zdarza się, że wykorzystają tylko tytuł i imiona bohaterów ;)) na podstawie, której powstała dana produkcja. W przypadku tego filmu zostałam mile zaskoczona. 
     Fabuła taka sama jak w przypadku książki, całe szczęście (?) niczego nie zmienili. Większość scen, które moim zdaniem miały znaczenie dla zrozumienia całości zostały ujęte. Nawet najlepsza, przynajmniej według mnie, scena z obrzucaniem samochodu jajkami :). Choć kilka elementów, które zmienili denerwowały mnie - chociażby sposób w jaki Hazel dostała list, który napisał Gus do tego autora Van Houtera. Niby drobny szczegół a jak bardzo potrafi zirytować.
     Aktorzy niestety dobrani niezbyt dobrze. Niestety większość z nich nawet wyglądem jakkolwiek nie pasowała do opisów zawartych w powieści. Co do umiejętności aktorskich raczej nie mogę się przyczepić, to zupełnie inaczej sobie ich wyobrażałam. Chociażby aktor grający Gusa miał być ponoć mega przystojniakiem a wzięli "ciapciaka" czy znacząco odchudzona postać autora ulubionej książki Hazel. 
     Sama produkcja całkiem dobrze zrobiona, co nie zmienia faktu, że fabuła mnie nie powaliła na kolana. Nadal nie rozumiem zachwytów nad "Gwiazd naszych wina", czy to w formie książki czy filmu. Jednak muszę przyznać, że jest to i tak jedna z lepszych ekranizacji. Szkoda, że nie potrafią tak zrobić w przypadku książek, które rzeczywiście mnie zachwyciły.
     Moja ocena: 5/10.

16 komentarzy:

  1. Czytałam książkę, natomiast filmu jeszcze nie widziałam. Z tego co widzę opinie są bardzo podzielone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat spotkałam się tylko z pozytywnymi opiniami wśród znajomych. Może dlatego miałam zbyt wygórowane wymagania?

      Usuń
  2. Mam za sobą i książkę, i film. Historia ładna, ale również nie zachwyciła mnie tak, jak większości czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że jesteśmy w mniejszości :)

      Usuń
  3. Czytałam książkę, która bardzo mi się podobała. Film nadal przede mną. Pewnie go obejrzę, choćby z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sobie porównać książkę z wizją reżysera :).

      Usuń
  4. Czytałam książkę i oglądałam film - ekranizacja według mnie lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam i obejrzałam - w sumie sama nie wiem które lepsze. Ale ekranizacja jedna z lepszych - przynajmniej w dużej mierze nawiązuje do książki :).

      Usuń
  5. Nie czytałam książki i nie oglądałam filmu. Ciągle się z nimi rozmijam, ale boję się i jednego i drugiego. Tyle ochów i achów, a jak mi się nie spodoba, to obawiam się być posadzona o brak wyższych uczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze rozumiem twoje obawy. Ja się nasłuchałam tylu ochów i achów a książka i film (przynajmniej historia) bardzo przeciętne. Może mam serce z kamienia :D.

      Usuń
  6. Podpisuję się pod Twoją opinią. Film ok, wzruszyło mnie kilka momentów, ale jakoś mnie nie zachwycił jak sugerowały blogerki na każdym kroku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie ja jedna mam taką opinię :). Dzięki temu z wielką chęcią przyjrzę się głębiej Twojemu blogowi :D. A nóż kilka perełek wyszukam, które mi się spodobają :).

      Usuń
  7. W końcu ktoś podziela moją opinię! Też nie rozumiem tego szału... Czytałam kilka o wiele lepszych książek o podobnej tematyce (chociażby "Zanim umrę").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki "Zanim umrę" nie kojarzę ale z wielką chęcią się z nią zapoznam. O którą dokładnie pozycję chodzi - autora Jenny Downham czy Krzysztof Boruń? Bo są dwie o tym tytule :).

      Usuń
  8. Również nie rozumiem tych zachwytów. Film wręcz mnie znudził- oglądnęłam tylko do połowy. Może dlatego, że oglądałam już kilka filmów o tej tematyce- wszystko na jedno kopyto, a ten nie miał "tego czegoś" co by mnie zatrzymało do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematyka teoretycznie dość trudna - niestety w praktyce, w większości "amerykańskich" filmach bardzo spłaszczona. Jak znasz jakieś na prawdę dobre tytuły to z chęcią się z nimi zapoznam :).

      Usuń

Related Posts with Thumbnails