niedziela, 21 maja 2017

'Przechowalnia numer 12' (Short Term 12, 2013) - film









Opiekunka w ośrodku wychowawczym dla młodzieży zachodzi w ciążę, co zmusza ją do rozliczenia się z mroczną przeszłością.










     Film "Przechowalnia numer 12" obejrzałam właściwie przez przypadek. Pomimo początkowego kręcenia na niego nosem, gdyż opis wydał mi się mało zachęcający, cieszę się, że udało się jednak mnie namówić na ten seans. Nie spodziewałam się tak dobrej produkcji, która się tutaj kryje.
     Poważne problemy mogą dotknąć każdego, niezależnie od wieku. Nie ważne czy ma się piętnaście lat, trzydzieści czy więcej. Grace pracuje w ośrodku wychowawczym dla trudnej młodzieży, pomaga im zmagać się z ich przejściami. Niespodziewany obrót wydarzeń sprawia, że sama również musi stawić czoła dość ciężej sytuacji. Przyznaję się, że nie wiedziałam, że dostanę tutaj tego typu tematykę, która może wbić widza w fotel. Zakończenie otwarte z różną możliwością jego zinterpretowania. W zależności od tego co sami przeszliśmy, powstaną zróżnicowane podejścia do tej produkcji. Osobiście uważam, że warto obejrzeć ten film, samemu się z nim zaznajomić i go przemyśleć.
     Gra aktorska na niezłym poziomie. Brie Larson, wcielająca się w postać Grace, wypadła chyba najlepiej wśród wszystkich aktorów, z którymi tutaj mamy styczność. Chociaż pozostali aktorzy również bardzo dobrze wcielili się w swoje postacie. Przedstawili oni wiele emocji targających bohaterami, tworząc jedną z lepszych obsad filmowych.
     Nie żałuję, że zobaczyłam ten film i poświęciłam na niego swój czas. Całe szczęście nie byłam na tyle uparta, aby nie chcieć go oglądać bo mi się początkowo opis nie spodobał ;). Gorąco polecam Wam zapoznanie się z "Przechowalnią numer 12". Nie powinniście być nim zawiedzeni.
     Moja ocena: 8/10.

piątek, 19 maja 2017

"Waleczna czarownica" Danielle L Jensen




Czasami trzeba stać się kimś nadzwyczajnym…
Cécile i Tristan dokonali już niemożliwego, ale przed nimi jeszcze największe wyzwanie – pokonanie zła, które sami uwolnili. Szukając sposobu na ocalenie mieszkańców Wyspy i wyzwolenie trolli spod władzy tyrana, Cécile i Tristan muszą też walczyć z tymi, którzy pragną ich śmierci. Aby zwyciężyć, będą musieli postawić wszystko na jedną kartę. Ale to może nie wystarczyć. Oboje zaciągnęli długi, a koszt ich spłaty może się okazać wyższy, niż kiedykolwiek sobie wyobrażali.
W zapierającym dech w piersiach ostatnim tomie „Trylogii Klątwy” gra toczy się o najwyższą stawkę. 

Opis książki






Autor: Danielle L Jensen
Tytuł oryginalny: Warrior Witch
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Studniarek Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 400



     "Waleczna czarownica" to już niestety ostatni tom Trylogii Klątwy. Historia która zaczęła się w "Porwanej pieśniarce", miała swoją kontynuację na kartach "Ukrytej łowczyni", aby wreszcie dobiec końca w tej części. Dawno nie czytałam tak bardzo wciągającej pozycji, która by mnie doprowadziła do książkowego kaca.
     Ciężko nakreślić fabułę tej pozycji nie zdradzając niektórych elementów treści z poprzednich części cyklu. Muszę przyznać z ręką na sercu, że zakochałam się w tej historii, zżyłam się ze wszystkimi bohaterami, którzy przewijali się na kartach tej powieści. Magia, trolle, ździebko miłości oraz wiele heroicznych czynów jak i sytuacji, które mroziły krew w żyłach. Do ostatniej strony przeżywałam wraz z postaciami ich wzloty i upadki, nie mogąc się oderwać od lektury. Bardzo żałuję, że jest to już koniec historii z którą przeżyłam wiele cudownych chwil. Jestem jedynie trochę zawiedziona zakończeniem, które było trochę zbyt przewidywalne, a ostatnie kilka stron powieści zbyt... słodkie? Miałam nadzieję na epicki finał całej historii i to dostałam, lecz właśnie ta końcówka trochę zniszczyła moje wyobrażenie na temat tego co mogłoby się wydarzyć. Gdyby pozycja zakończyła się te pięć stron wcześniej byłabym chyba bardziej usatysfakcjonowana. Nie zmienia to faktu, że pokochałam tę historię. Bardzo przeżywałam wszystkie wydarzenia, niektóre sytuacje doprowadziły mnie prawie do łez, a naprawdę rzadko mi się to zdarza podczas lektury.
     Bohaterowie z każdą kolejną częścią czymś mnie zaskakiwali. Wraz z rozwojem wydarzeń również postacie nabierały wyrazistości, choć nie mam im nic do zarzucenia również na początku historii. Również styl autorki z biegiem czasu stawał się jakby jeszcze lepszy. Pisarka coraz lepiej radziła sobie z kreowaniem wydarzeń, tworząc coraz to plastyczniejsze obrazy. Po pierwszej części, "Porwanej pieśniarce", myślałam, że nie jest to już możliwe, lecz autorce udało się mnie zaskoczyć.
     W przypadku wydania tej pozycji - jedynym elementem, na który mogę psioczyć to znienawidzone przeze mnie klejone strony. Natomiast przepiękna okładka, odpowiednia czcionka, papier i cała reszta tworzą magiczną pozycje, która zachwyca moje oko. Bo czyż okładki w tej serii nie są przepiękne? Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, lecz o ile przyjemniej czyta się właśnie tak dopracowane pozycje.
     Ogromnie żałuję, że jest to już koniec. Czuję pewien niedosyt, gdyż chciałabym mieć przed sobą jeszcze kolejne pozycje opowiadające losy Tristana i Cécile. Ciężko będzie mi teraz znaleźć równie dobrą serię, która utrzyma wysoki poziom i wciągnie mnie bez reszty. Nie żałuję wydanych pieniędzy na tę serię. Jeśli jeszcze nie znacie tej historii to gorąco polecam zaznajomienie się z nią.
     Moja ocena: 8/10.

środa, 17 maja 2017

'Koralina i tajemnicze drzwi' (Coraline, 2009) - film

Film zrealizowany na podstawie książki Neila Gaimana „Koralina”. Pewnego dnia, kiedy Koralina zwiedza nowy dom, odkrywa, że jej mieszkanie ma 14 drzwi. 13 drzwi otwiera się bez problemu i prowadzi do rzeczywistych miejsc w mieszkaniu. Czternaste drzwi znajdują się w odległym kącie pracowni i są zamknięte. Drzwi prowadzą do ciemnego przejścia, a stąd do niespokojnego miejsca spowitego mgłą i zamieszkałego przez alternatywną wersję jej sąsiadów i rodziców. Ci rodzice, jej druga mama i drugi tata, chcą by została z nimi. Zapewniają ją że będzie kochana bardziej, niż w rzeczywistości, że jedzenie będzie o wiele lepsze, niż w rzeczywistym świecie. I wszystko początkowo jest lepsze aż do chwili gdy jej druga mama chce zatrzymać Koralinę na zawsze, używając do tego magii i przemocy, i porywa jej prawdziwych rodziców. Koralina musi stawić czoło własnemu strachowi i uwolnić rodziców i dusze trzech martwych dzieci. Na szczęście znajduje w tym pomocnika-czarnego, mówiącego kota.



     Animacja "Koralina i tajemnicze drzwi" to kolejna bajka w dość krótkim odstępie czasu, któ ostatnio obejrzałam. Tytuł kojarzył mi się już z czymś lecz nie potrafiłam połączyć tego z tym co mi się kołatało w głowie przed seansem. Dopiero później doczytałam, że jest to produkcja na podstawie książki Neila Gaimana.
     Fabuła filmu została dość dobrze przedstawiona w opisie. Przyznaję, że mi samej ciężko by było w kilku słowach przedstawić to co się tutaj działo bez zdradzania zbyt dużej ilości szczegółów. Tę animację oglądało mi się bardzo dobrze, choć było wiele momentów w których chciałam zapytać o co tu tak na prawdę chodzi, co reżyser brał w trakcie tworzenia. Książki jeszcze nie czytałam lecz film, pomimo moich niektórych min pod tytułem WTF, został zrealizowany w bardzo intrygujący sposób. Nie spodziewałam się, że tak z pozoru prozaiczna animacja, może wywołać tak wiele emocji. Spędzony czas podczas seansu nie był dla mnie czasem straconym, a gdy tylko dorwę pierwowzór to z chęcią przeczytam tę ksiażkę.
     "Koralinę..." oglądałam w wersji z polskim dubbingiem i moim zdaniem głosy zostały idealnie dobrane. W szczególności Krystyna Tkacz jako Panna Miriam Forcible. Ma ona na tyle charakterystyczny głos, że nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli. Samo wykonanie tej produkcji też w trochę niestandardowy sposób, w porównaniu do innych animacji dostępnych na rynku.
     Nie żałuję, że obejrzałam "Koralinę i tajemnicze drzwi". Potrzebowałam czegoś takiego i całe szczęście wpisała się w aktualne moje 'zachciewajki'. Polecam każdemu kto lubi takie niesztampowe produkcje, które potrafią zarówno zapewnić rozrywkę, jak i wnieść kilka cennych lekcji do naszego życia.
     Moja ocena: 8/10.

poniedziałek, 15 maja 2017

"The Call. Wezwanie" Peadar O'Guilín




Co byś zrobił mając tylko chwilę, żeby uratować swoje życie, a zegar już zaczął odliczanie?
Trzy minuty
Wszyscy nastolatkowie wiedzą, że pewnego dnia znajdą się w przerażającej krainie, do której zostaną Wezwani.
Dwie minuty
Na nieznanym terenie ruszą za nimi bezwzględni łowcy, którzy zrobią wszystko, by ich dopaść i zabić.
Minuta
A Nessa nie może biegać. Czy mimo poraż​enia nóg ma szansę na przeżycie, kiedy przyjdzie pora jej Wezwania?
Czas ucieka...
 Opis książki







Autor: Peadar O'Guilín
Tytuł oryginalny: The Call
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Bażyńska-Chojnacka Katarzyna, Chojnacki Piotr
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: przygodowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Liczba stron: 352



     Chodziłam ostatnio po empiku rozglądając się za interesującymi pozycjami i natrafiłam właśnie na "The Call. Wezwanie". Zwróciłam na nią uwagę głównie ze względu na intrygującą okładkę. Zainteresował mnie również opis, lecz to po pierwszym zdaniu "Fantastyczne połączenie Igrzysk śmierci i Stranger things" na wewnętrznym skrzydełku postanowiłam ją zakupić. Miałam ochotę na coś w stylu Igrzysk, a byłam również tuż po obejrzeniu pierwszego sezonu wymienionego serialu, więc nie mogłam sobie odpuścić lektury tej pozycji.
     Sama nie wiem co mogę napisać o fabule tej książki. Obawiam się, że gdybym zaczęła przedstawiać ogólny zarys tego co możemy tutaj znaleźć to zdradziłabym zbyt wiele szczegółów i odebrałabym radość z czytania tej powieści. Od siebie mogę jedynie dorzucić do porównań, czyli do książki "Igrzyska śmierci" oraz serialu "Stranger Things", książkę "Osobliwy dom Pani Peregirne". Z jednej strony można znaleźć pewne podobieństwa, choć jakby nie patrzeć jest to też na swój sposób powiew świeżości. Przyznaję, że jestem pozytywnie zaskoczona tą pozycją. Zaczęłam ją czytać już w momencie opuszczania sklepu w którym ją zakupiłam i gdy tylko miałam sposobność to zaczytywałam się w nią.
     Bohaterowie na swój sposób zostali przedstawieni bardzo dobrze. Wiąże się to z bardzo specyficznym stylem pisania autora. Początkowo nie mogłam się wgryźć w historię, lecz już po kilkunastu stronach ciężko było mi się oderwać od lektury. Gdy już przyzwyczaimy się do sposobu narracji, docenimy również sposób przedstawienia postaci w tej powieści. Autor zdawkowo daje nam informacje na temat świata oraz postaci z którymi mamy tutaj do czynienia. Osobiście jestem oczarowana i nie żałuję, że nie rzuciłam w kąt tej powieści po kilku stronach.
     Mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce ale to właśnie dzięki niej zwróciłam uwagę na tę pozycję. Czaszki, które są powtarzającym się motywem zarówno na okładce, jak i przy nazwach rozdziałów, czy też zastępujących liczbę zero w numerach stron były takim miłym smaczkiem w wydaniu tej pozycji. Jedynym elementem wydania tej powieści na który mogę psioczyć są klejone strony. Ale to negatywny aspekt, który powtarza się już chyba przy wielu recenzjach i prawdopodobnie zaczyna to być nudne ;).
     O ironio nie żałuję, że zakupiłam tę pozycję od razu gdy ją zobaczyłam. Wiem, że empik jest bardzo drogą księgarnią stacjonarną, lecz nie mogłam się oprzeć tej książce. Jestem bardzo ciekawa jak wyglądałaby ekranizacja tej pozycji. Podobno autor pracuje nad kolejną częścią tej powieści i przypuszczam, że również i po nią sięgnę gdy tylko pojawi się na polskim rynku.
     Moja ocena: 8/10.

sobota, 13 maja 2017

'(Dis)Honesty: The Truth About Lies' (2015) - film






 

(Dis)Honesty: The Truth About Lies is a documentary feature film that explores the human tendency to be dishonest. Inspired by the work of behavioral economist, Dan Ariely, the film interweaves personal stories, expert opinions, behavioral experiments, and archival footage to reveal how and why people lie.
Opis filmu








     Ten film oglądała moja siostra na Netflixie, a jako, że nie miałam do końca co ze sobą wtedy zrobić, to po prostu obejrzałam go razem z nią. Niestety tytuł, na moment pisania tej opinii, nie został jeszcze przetłumaczony a ja nie zamierzam podejmować się tego zadania. Pomimo, że nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, to nie jestem zawiedziona.
     Produkcja "(Dis)Honesty: The Truth About Lies" przedstawia różne badania na temat kłamstw oraz samego dokonywania tej czynności, czyli kłamania. Dzięki niej można się dowiedzieć kilku interesujących faktów, typu akceptacja oszukiwania w konkretnej grupie, czy poza nią. Również przedstawione zostały w ciekawy sposób różne techniki czy sytuacje, w których pomimo podobieństw, potrafimy różnie się zachować. Moim zdaniem temat poruszony w tym filmie jest bardzo interesujący. Również forma przedstawienia przedmiotu badań nie była nudna, czy po prostu odpychająca widza. Sądzę, że osoby, zarówno związane z psychologią, jak i spoza tego kręgu, aczkolwiek zaintrygowane tematem powinny być zadowolone.
     Grę aktorską ciężko w tym przypadku ocenić, gdyż jest to film dokumentalny. Mogę jedynie napisać, że osoby występujące przed kamerą nie czuły się zbyt przytłoczone jej obecnością. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie podczas oglądania, gdyż nie było zbyt "drętwych" momentów czy też jąkających się osobników, które mogłyby czuć się bardzo zestresowane daną sytuacją.
     Nie żałuję, że przysiadłam się do oglądania tego filmu. Czasami oglądam dużo gorsze produkcje, które sama sobie wybrałam ;). Przypadkiem obejrzałam coś, co przedstawia interesujące fakty na temat sytuacji, z którą prawdopodobnie zetknął się każdy z nas. Moim zdaniem naprawdę warto zaznajomić się z tym filmem.
     Moja ocena: 7/10.
Related Posts with Thumbnails