piątek, 23 czerwca 2017

'Annabelle' (2014) - film




John Form znajduje idealny podarunek dla swojej ciężarnej żony Mii — piękną i rzadko spotykaną starodawną lalkę ubraną w śnieżnobiałą suknię ślubną. Radość Mii z prezentu nie trwa jednak długo. Pewnej straszliwej nocy para zostaje napadnięta w domu przez wyznawców szatana, którzy brutalnie atakują małżonków. Jednak rozlana krew i przerażenie to nie wszystko, co po sobie pozostawią. Okultyści wywołają istotę tak złą, że nic z tego, co uczynili, nie będzie w stanie równać się ze złowrogą bramą do świata przeklętych, jaką stanie się... Annabelle.







     Raz na jakiś czas nachodzi mnie ochota na obejrzenie horroru. Ostatnio właśnie nadszedł ten czas. Gdzieś kiedyś obił mi się o uszy tytuł "Annabelle" i stwierdziłam, że film akuratnie nadaję się na moje aktualne potrzeby. Sama nie wiem czego oczekuję od tego gatunku filmowego, może wreszcie porządnej dawki strachu?, lecz tą produkcją nie jestem aż tak bardzo zachwycona.
     Ciężko mi jest w kilku słowach nakreślić fabułę tego filmu aby zbytnio nie powielać opisu powyżej. Każda dodatkowa informacja może zdradzić już zbyt wiele informacji i niestety zaspojlerować treść ewentualnym przyszłym widzom. Według mnie został tutaj wykorzystany dość prosty schemat, który mało kogo zaskoczy. Nawiedzona laleczka, która straszy? Nie trzeba nawet oglądać horrorów aby wiedzieć czego można się spodziewać. Jednak film miał coś w sobie, że nie wyłączyłam go po dziesięciu minutach a obejrzałam do końca. Dla mnie ten film to czysta rozrywka. Nie wywołał on u mnie żadnych koszmarów nocnych, a specjalnie odczekałam kilka dni z oceną i recenzją aby móc w pełni ocenić jego wpływ na moja osobę. Nie powiedziałabym, że jestem bardzo odważną osobą, lecz pomimo dość dobrego klimatu nie zostałam wystarczająco przerażona i wystraszona. Jest jeszcze jeden aspekt, który może niektórym się nie spodobać. W treść wplecione zostały również kwestie religijne więc zagorzali wyznawcy wiary mogą tutaj być niezadowoleni.
     Gra aktorska - akurat tutaj muszę przyznać, że aktorzy wypadli całkiem nieźle. Może i nie jestem znawcą horrorów, jednak akurat w przypadku tej produkcji większość osób wcieliła się bardzo dobrze w swoje postacie. Ukazane zostało wiele emocji, a aktorzy wykazali wiele zdolności. Jeśli według Was można zagrać w horrorze lepiej to czekam na wasze propozycje tytułów - na pewno nadrobię, aby mieć większe rozeznanie.
     "Annabelle" jest jednym z lepszych filmów z tego gatunku jakie oglądałam, lecz nadal nie jest to produkcja, która faktycznie jakoś bardziej na mnie wpłynęła. Niestety od horroru oczekuję większego przerażenia wywołanego na widzu, a wbrew pozorom nie mam nerwów ze stali. Podobno w tym roku ma być kolejna część, choć nie jestem pewna czy ją obejrzę.
     Moja ocena: 5/10.

środa, 21 czerwca 2017

"Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven

Theodore Finch codziennie rozmyśla nad różnymi sposobami pozbawienia się życia, a jednocześnie nieustannie szuka czegoś co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie.
Violet Markey żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce z małego miasteczka w Indianie i od rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży, sześć pięter nad ziemią, nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć "cuda" Indiany, ruszają - jak to określa Finch - tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.
Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą - śmiałym, zabawnym chłopakiem, który wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Uczy się żyć od chłopaka, który pragnie umrzeć.
Opis książki



Autor: Jennifer Niven
Tytuł oryginalny: All the Bright Places
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Olejnik Donata
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 424




     Książka "Wszystkie jasne miejsca" zebrała wiele pozytywnych opinii, dlatego też postanowiłam sama przekonać się czy rzeczywiście jest ona taka dobra. Pomimo wielu zachwytów starałam się nie nastawiać jakoś bardzo, że również na mnie ona znacząco wpłynie. Może również dzięki właśnie takiemu podejściu całkiem miło spędziłam czas z tą pozycją.
     Violet i Finch chodzą do tej samej szkoły oraz zmagają się z własnymi, dość poważnymi, problemami. Przypadek sprawia, że spotykają się na tej samej wieży i nikt do końca nie jest pewien kto kogo uratował w tamtym momencie od samobójstwa. Książka porusza dość ważny temat, choć przedstawiony jest on w taki sposób, że zarówno osoby młodsze jak i starsze mogą docenić to co tutaj znajdziemy. Moim zdaniem warto zaznajomić się z tą historią, gdyż jest to kolejna pozycja, dzięki której możemy sobie uświadomić co czują młode osoby. Często ludzie już z "dłuższym stażem" zapominają jak to jest być nastolatkiem i jak wszystko może wpływać na kogoś młodszego, kto też mógł wiele przejść w swoim krótkim życiu. Pomimo, że treść tej książki jest bardzo dobra, nie jestem pewna czy nie została ona przedstawiona zbyt emocjonalnie, aby tylko oddziaływać na czytelniku na jego emocjach. Chociaż może to kwestia samego tematu?
     Bohaterowie - nie do końca jestem z nich zadowolona. Jak dla mnie byli oni zbyt mało charakterystycznie przedstawieni, gdyż w sumie mogliby oni mieć zarówno piętnaście lat jak i trzydzieści pięć. Gdyby akcja nie działa się również w szkole nie byłabym pewna w jakim wieku mogą być główne postacie.
     Styl pisania autorki bardzo lekki, dzięki czemu możemy z łatwością zatopić się w lekturze, przeżywając wraz z bohaterami ich wzloty i upadki. Pomimo dość ciężkiej tematyki, kartki tej powieści wręcz same się przewracały. Wydanie, które posiadam jest w wersji papierowej i standardowo muszę ponarzekać na klejone strony. Jednak okładka ze skrzydełkami sprawia, że nie rogi nam się zbyt szybko nie pozaginają, a czcionka oraz papier sprawiają, że oko czytelnika aż tak bardzo się nie męczy podczas lektury.
     Nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję. "Wszystkie jasne miejsca"według mnie bardzo dobrze skonstruowaną powieścią, którą warto przeczytać. Co prawda nie jest to zupa pomidorowa, i nie każdemu przypadnie ta książka do gustu, lecz nie dziwie się, że w internecie krąży tak wiele pozytywnych recenzji na jej temat.
     Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

'Czwarty stopień' (The Fourth Kind, 2009) - film



Film o oryginalnej konstrukcji, jest prowokującym horrorem, rozgrywającym się w Nome na Alasce, gdzie od lat sześćdziesiątych – zgłaszana jest niepokojąco wysoka liczba zaginięć mieszkańców. Prawdy nie udało się odkryć, mimo iż FBI przeprowadziło na tym terenie szereg dochodzeń. W tym oddalonym od reszty świata miejscu, psycholog dr Abigail Tyler (Milla Jovovich) zaczęła rejestrować na wideo sesje z pacjentami, cierpiącymi na traumę i przypadkowo odkryła niezwykle poruszające dowody, potwierdzające porwania ludzi przez istoty pozaziemskie. Film Czwarty Stopień, w którym znalazły się wcześniej niepublikowane materiały archiwalne, przedstawia przerażające opowieści wielu świadków...




     Kilka lat temu bardzo dużo osób polecało mi obejrzenie tego filmu. Jakoś nie mogłam się dość długo zebrać aby wreszcie zaznajomić się z tą produkcją, lecz wreszcie nadszedł ten czas i zobaczyłam "Czwarty stopień". Przyznam się, że po tych zachwytach znajomych spodziewałam się, że będzie to bardzo dobre kino. Niestety zawiodłam się.
     Podczas trwania tego filmu twórcy usilnie próbowali przekonać widza, że przedstawiona historia, czy ogólnie, że istoty pozaziemskie są prawdziwe. Niby dają nam możliwość, czy chcemy w to uwierzyć czy nie, jednak sposób przedstawienia historii był dla mnie zbyt nachalny. Sama treść jest według mnie zbyt naciągana, urywki podobno prawdziwych nagrań według mnie wyglądały zbyt sztucznie. Jeśli ktoś chce wierzyć w takie teorie spiskowe to będzie zachwycony tym filmem. Ja akurat nie lubię tematów związanych z UFO, czy ogólnie pokrewnych, związanych z obcą inteligencją. Żałuję, że nie przeczytałam wcześniej czegoś o tej produkcji, gdyż darowałabym sobie jej oglądanie i nie marnowała swojego czasu. Akcja też jest momentami za bardzo rozwleczona, nie było żadnych sytuacji, które wywołałyby we mnie jakieś głębsze emocje.
     Gra aktorska - jest to element, który w przypadku tego filmu bardzo ciężko mi ocenić. "Czwarty stopień" jest kolejnym filmem, w którym ten aspekt wydaje mi się po prostu poprawny. Żaden aktor nie zachwycił mnie swoją rolą, choć też nie mogę na kogokolwiek narzekać. Sama nie wiem co mogę więcej napisać doborze obsady w tym filmie - po prostu dobrze ale nie rewelacyjnie.
     Jestem zawiedziona tym filmem, chyba głównie przez fabułę. Nie lubię takich klimatów, nikt mnie nie przekona, że UFO istnieje, a usilnie kreowany temat obcej inteligencji nie wpływa pozytywnie na mój odbiór tego tematu. Mam nadzieję, że więcej nie trafię na ten typ filmu. Jestem ciekawa jak wy podchodzie do tego tematu.
     Moja ocena: 3/10.

czwartek, 15 czerwca 2017

"Księżyc nad Bretanią" Nina George




Nigdy nie jest za późno, by rozpocząć nowe życie.
Dla Marianne podróż do Paryża miała być tą ostatnią. Po latach nieszczęśliwego małżeństwa kobieta postanowiła rzucić się z Pont Neuf do Sekwany. Nie przewidziała jednak, że miasto zakochanych nie pozwoli jej odejść. Gdy odratowana leży w szpitalu, ukojeniem staje się dla niej malowidło wykonane na rustykalnym kafelku – oświetlony księżycowym blaskiem port w Bretanii z łodzią o nazwie "Mariann". Zrozpaczona chwyta się tego obrazu jak ostatniej szansy i postanawia, że skoro nie ma już swojego miejsca na ziemi, pojedzie właśnie tam, do małej wioski rybackiej. 
Ta pierwsza od lat samodzielnie podjęta decyzja pozwoli Marianne poczuć się znowu szczęśliwą. 
Opis książki







Autor: Nina George
Tytuł oryginalny: Die Mondspielerin
Język oryginalny: niemiecki
Tłumacz: Kuczyńska-Szymala Daria
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: społeczna, obyczajowa
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2010
Rok pierwszego wydania polskiego: 2015
Liczba stron: 320



     Wiele dobrego słyszałam o samej autorce. Podobno jej książki miały być rewelacyjne i zapadające na długo w pamięci. Na swoje rozpoczęcie przygody z tą pisarką wybrałam "Księżyc nad Bretanią". Po lekturze tej książki zaczęłam zastanawiać się czy aby na pewno czytałam opinie o pozycjach Niny George czy pomyliłam z inną autorką.
     Marianne rozpoczyna swoje nowe życie w dość niefortunnym momencie. Sama nie wiem co mam myśleć o tej powieści. Akcja, pomimo, że na samym początku dostajemy wydarzenia wręcz zatrważające, toczyła się dość wolno. Do samego końca miałam nadzieję, że wreszcie wydarzy się coś co mnie zaskoczy i przekona do tej powieści. Jednak pomimo najszczerszych chęci nie znalazłam w fabule nic co by mnie zachwyciło. Niestety czytałam dość monotonną treść, z powoli płynącą akcją, lecz z malowniczo opisanymi widokami. Podczas lektury żadne zdarzenie nie wywołało przyśpieszonego bicia serca i sama do końca nie potrafiłabym chyba opisać w kilku zdaniach o czym tak naprawdę jest ta pozycja.
     Bohaterowie niby dobrze wykreowani, lecz czegoś im zabrakło. Żadna z postaci nie miała charakterku, nie wywołała u mnie emocji, dzięki którym mogłabym zapamiętać ją na dłużej. Wszyscy byli po prostu poprawni, przez co chyba stali się dla mnie wręcz nijacy.
     Styl autorki bardzo przyjemny w odbiorze. Bardzo lekko nakreśla treść, choć te wstawki w języku francuskim i bretońskim były podczas lektury męczące. Niestety przypisy były tylko w przypadku pierwszego wystąpienia danego zwrotu. Później już chyba tłumacz miał nadzieję, że sami geniusze czytają tę pozycję i pamiętają co czytali w obcym języku jakiś czas temu. Zdecydowanie na plus mogę zaliczyć zdolność autorki do przedstawiania w bardzo malowniczy sposób krajobrazów. Aż sama miałam ochotę wyjechać w miejsce w którym toczy się akcja.
     Książkę czytałam w wersji mobi na swoim czytniku, więc tę wersję będę oceniać. Moim zdaniem bardzo dobrze wersja elektroniczna została zrobiona, choć mogliby powtarzać za każdym razem te tłumaczenia na język polski. I w sumie nie wiem na kogo tak naprawdę mam pod tym względem psioczyć - osoby odpowiedzialne za wydanie czy tłumacza ;).
     Przyznaję, że na mnie "Księżyc nad Bretanią" nie zrobił ogromnego wrażenia. Czytałam wiele dużo lepszych i bardziej zapadających w pamięci pozycji, choć znajdziemy na rynku również wiele gorszych. Mam jeszcze jedną książkę tej autorki, również w formie elektronicznej, choć nie wiem jak szybko się za nią zabiorę.
     Moja ocena: 5/10.

wtorek, 13 czerwca 2017

'Słyszeliście o Morganach?' (Did You Hear About the Morgans?, 2009) - film





Hugh Grant i Sarah Jessica Parker w rozkosznej komedii, opowiadającej o tym, że miłość może pojawić się w najbardziej zaskakujących okolicznościach. Dwójka nowojorczyków, Paul (Grant) i Meryl (Parker) mają już dosyć ratowania swojego małżeństwa. Kiedy jednak stają się jedynymi świadkami brutalnego morderstwa, policja w ramach programu ochrony przenosi ich do Wyoming – razem. Teraz para mieszczuchów musi poradzić sobie z pogodą, niedźwiedziami, świeżym powietrzem oraz przebywaniem we własnym towarzystwie.






     Przeglądając sobie dostępne filmy zobaczyłam "Słyszeliście o Morganach?" z Hugh Grantem w roli głównej. Jako, że lubię tego aktora włączyłam go sobie bez czytania opisu. Prawdopodobnie gdybym zobaczyła wcześniej, że jest to komedia romantyczna, odpuściłabym sobie oglądanie...
     Paul i Meryl są od jakiegoś czasu w separacji, lecz przez przypadek stają się świadkami morderstwa. W ramach programu ochrony świadków zostają przeniesieni razem na całkowite odludzie. Oczywiście dalej jest typowa akcja dla komedii romantycznych, a zakończenie jest bardzo łatwe do przewidzenia. Żadna scena nie była dla mnie zaskoczeniem, a sama fabuła jest bardzo infantylna. Niestety nie dostaniemy tutaj żadnych zapierających dech w piersiach scen, które będziemy oglądać jak zaczarowani. Nawet widoki nie były na tyle powalające, aby było czym się zachwycać i rozpamiętywać jeszcze po zakończeniu seansu.
     Gra aktorska - bardzo liczyłam na obsadę tego filmu. Jednak nawet Hugh Grant, mój jeden z ulubionych aktorów, nie podniósł znacząco walorów tej produkcji. Moim zdaniem wcielił się w swoją postać po prostu poprawnie. W przypadku Sarah Jessica Parker nie mogę być obiektywna, gdyż akurat nie śledzę na bieżąco jej kariery zawodowej ale również ona nie zachwyciła mnie swoją grą.
     Tak jak zaznaczyłam we wstępie, gdybym wiedziała, że jest to komedia romantyczna nawet nie obejrzałabym tego filmu. Nie zmienił on mojego podejścia do tego gatunku, tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że nie jest on dla mnie. Oglądacie go na własne ryzyko, ja niestety nie jestem nim usatysfakcjonowana.
     Moja ocena: 3/10.

niedziela, 11 czerwca 2017

"Chata" William Paul Young

Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa, Missy, została porwana podczas rodzinnych wakacji. W opuszczonej chacie ukrytej na pustkowiach Oregonu znaleziono ślady wskazujące na to, że została brutalnie zamordowana. Cztery lata później pogrążony w Wielkim Smutku Mack dostaje tajemniczy list, najwyraźniej od Boga, a w nim zaproszenie do tej właśnie chaty na weekend. Wbrew rozsądkowi Mack przybywa do chaty w zimowe popołudnie i wkracza do swojego najmroczniejszego koszmaru. To, co tam znajduje, odmienia jego życie na zawsze.
W świecie, w którym religia staje się coraz mniej istotna, "Chata" zmaga się z ponadczasowym pytaniem: "Gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego bólu?". Odpowiedzi, które dostanie Mack, zadziwią Was i być może odmienią tak, jak jego. Będziecie chcieli, żeby wszyscy przeczytani tę książkę!
Opis książki





Autor: William Paul Young
Tytuł oryginalny: The Shack
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Reszka Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2007
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Liczba stron: 302



     O tej książce słyszałam wiele pozytywów. Niestety jest to dla mnie kolejna pozycja, która została niestety przereklamowana. Nie znalazłam w niej tych elementów nad którymi wiele osób rozpływało się z zachwytu. 
     Po porwaniu i zamordowaniu najmłodszej córeczki Missy rodzina nie może przez długi czas dojść do siebie. W niewyjaśnionych okolicznościach Mack dostaje zaproszenie na weekend do chatki, w której znaleziono ślady krwi jego dziecka. Postanawia wyjechać i przeżywa swoją wewnętrzną przemianę, rozmowę z Bogiem. Co tak naprawdę miało tam miejsce możemy się domyślać. Osoby głęboko wierzące może będą zadowolone z treści, jednak dla mnie było dość dużo elementów zbyt naciąganych. Może mógłby się zmienić mój sposób patrzenia na kwestie religijne, choć nie tego oczekiwałam po książce, która jest powieścią a nie pozycją naukową. Mogłabym napisać górnolotne hasła, że ta pozycja zmieniła moje życie, pogłębiła moją wiarę, lecz minęłoby się to w moim przypadku z prawdą.
     Bohaterowie niestety nie zostali w rewelacyjny sposób przedstawieni. Większość z postaci nie wywarła na mnie żadnych emocji, niestety duże grono osób tutaj występujących wydała mi się dość nijaka. Dopiero kilka dni temu skończyłam czytać tę książkę a już nie do końca pamiętam jacy dokładnie bohaterowie tutaj występowali, poza głównymi postaciami.
     Styl autora w jest w miarę lekki, dzięki czemu możemy zatopić się w lekturze. Książka nie odpycha od siebie językiem, nie mamy ochoty rzucić jej w kąt przez sposób w jaki treść została przedstawiona. Najlepszym elementem tej powieści, przynajmniej dla mnie, jest jej wydanie. Twarda oprawa oraz szyte strony to coś co uwielbiam w pozycjach, które mam okazję czytać. Moim zdaniem ma to też lekki wpływ na przyjemność z czytania danej książki, gdyż nie muszę się martwić, że podczas lektury rozpadnie mi się ona w rękach.
     Niestety nie jestem w pełni zachwycona "Chatą". Nie wpisała się ona całkowicie w moje czytelnicze gusta, choć wierzę, że znajdą się osoby, które jednak będą nią oczarowane. Jednak ja nie zaliczam się do tej grupy. Jestem ciekawa waszej opinii o tej pozycji i czy macie porównanie do jej ekranizacji, gdyż zastanawiam się nad jej obejrzeniem.
     Moja ocena: 6/10.

środa, 7 czerwca 2017

'Dziś jestem blondynką' (Heute bin ich blond, 2013) - film

Sophie (grana przez Lisę Tomaschewsky) jedzie ze swoją najlepsza przyjaciółką Annabel (Karoline Teska) świętować Sylwestra w Antwerpii. Z optymizmem spogląda na nadchodzący rok, w którym ma rozpocząć wymarzone studia i usamodzielnić się w nowym hamburskim mieszkaniu. Niestety w zabawie coraz bardziej przeszkadza jej duszący kaszel, stąd po powrocie do rodzinnego Hamburga decyduje się na wizytę w szpitalu. Po dokładnych badaniach okazuje się, że jego przyczyną jest ciężka odmiana nowotworu, wymagająca natychmiastowej chemioterapii. Z 50 procentową szansą na wyleczenie dziewczyna poddaje się wielotygodniowemu leczeniu w klinice. Choć wspierają ją wspaniali przyjaciele i rodzina, ze zdumieniem odkrywa, że nie traktują jej oni jak dotychczasowej Sophie. Powoli staje się "chorą", na którą patrzy się jedynie poprzez jej medyczny przypadek. Dziewczyna postanawia mężnie stawić rakowi czoła i nie pozwolić, by zaszufladkowano ją w schemacie smutnej i zdesperowanej pacjentki. Żegna się ze swoimi pięknymi włosami i postanawia kupić dziewięć rożnych peruk (tytuł książki van der Stap właśnie do nich się odnosi), by pod każdą z nich żyć możliwie daleko od wyniszczającej choroby. W szpitalu karnie poddaje się co raz silniejszej terapii, jednak w wolnych chwilach jako blondwłosa Pam podróżuje z przyjaciółmi, jako Daisy rzuca się w wir szalonych imprez, zaś będąc rudowłosą, romantyczną Sue podrywa mężczyzn... Nagle okazuje się, że ma siłę nie na jedno, ale na dziewięć wspaniałych żyć. To, w którym występuje rak, zostaje zepchnięte w daleki kąt...



     Już od dłuższego czasu miałam ochotę na zapoznanie się z tym filmem. Głównym powodem przez który nie zabierałam się za niego to język niemiecki w tle, który przyprawia mnie o ciarki. Jednak wreszcie się przemogłam i to było najlepsze co mogłam zrobić. Nie żałuję, że wreszcie obejrzałam tę produkcję.
     "Dziś jestem blondynką" to film opowiadający historię Sophie, która podejmuję walkę z rakiem. Moim zdaniem bardzo ciekawie przedstawione zostały zmagania głównej bohaterki z chorobą. Co prawda nie miałam wśród znajomych nikogo kto chorowałby na nowotwór, jednak w interesujący sposób również ukazane są relacje między członkami rodziny, to jak wpływa to nie tylko na życie chorego lecz również na osoby z jego ścisłego środowiska. Szkoda, że jest to film tak mało znany, gdyż treść tego filmu naprawdę daje wiele do myślenia. Może dla niektórych wydadzą się do zbyt górnolotne słowa, i może rzeczywiście nie do końca wiem o czym piszę skoro sama tego nie przeżyłam, jednak może to być produkcja taka trochę ku pokrzepieniu.
     Gra aktorska - żadnego ze znanych hollywoodzkich nazwisk się tutaj nie pojawia, lecz dla mnie było to dość odświeżające. Czasami ma się już dość tych samych twarzy, które widzimy na każdym kroku. W przypadku tego filmu, choć żadne nazwisko nie było mi znane muszę przyznać, że aktorzy poradzili sobie bardzo dobrze, idealnie wcielając się w swoje role i oddając wiele emocji. 
     Z czystym sercem polecam ten film każdemu. Dla mnie jest to produkcja idealnie wyważona - bardzo dobrze zostały zawarte elementy komedii jak i dramatu. Nie została zrobiona z tego cukierkowa historia, która gra jedynie na uczuciach widza. Z wielką chęcią jeszcze będę powracać do tego filmu.
     Moja ocena: 8/10.
Related Posts with Thumbnails